Jak się dogadać? cz. II

Coś naprawdę złego dzieje się z tzw. światem nauki. Jedni naukowcy domagają się zwolnienia z pracy prof. Krystyny Pawłowicz za to, że występując w roli polityka broni swojej (z mojego punktu widzenia bardzo pokrętnej) wizji świata, posuwając się przy tym do używania niewybrednego języka w debacie sejmowej, drudzy — skrzykując się, by jej bronić — posługują się pseudonaukową argumentacją w sposób całkowicie kompromitujący ich jako naukowców właśnie.

Naukowcy tworzący Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu oburzeni oburzeniem innych naukowców napisali m.in.:

„Podstawowe założenia syntetycznej teorii ewolucji wykazują, że najważniejszym zadaniem każdego gatunku jest przekazanie genów następnemu pokoleniu. Stanowi ono motor ewolucji i podstawę istnienia gatunku. Gdyby wszystkie osobniki danego gatunku (także i człowieka) zamieniły się w osobniki homoseksualne — gatunek ten przestałby istnieć, ponieważ nie nastąpiłoby przekazanie genów następnemu pokoleniu, w związku z czym nie byłoby potomków. Dlatego z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że z punktu widzenia ewolucji homoseksualizm jest anomalią”.

Cytat długi, ale smakowity, bo pokazujący, jak nawet teorię ewolucji można użyć do uzasadnienia homofobii. Zwłaszcza gdy całą skomplikowaną (bardzo już post-darwinowską) teorię sprowadza się do „najważniejszego zadania” i płynnie przechodzi — bez jakiegokolwiek logicznego uzasadnienia — do tezy „gdyby wszystkie osobniki…”. A następnie z tej niemożliwej do obrony tezy/przesłanki wyciąga się całkowicie nieuprawniony wniosek, że „…homoseksualizm jest anomalią”.

Nieco upraszczając — historia ewolucji dowodzi raczej, że to, co nie daje sobie rady ze zmiennością środowiska oraz to, co nie spełnia jakichś funkcji, ginie, wymiera lub odpowiednio się refunkcjonalizuje. Homoseksualizm jest stale obecny nie tylko w społeczeństwach ludzkich, ale także w świecie zwierzęcym (skąd go odziedziczyliśmy zapewne), więc musi pełnić jakieś funkcje ewolucyjne (ostatnio poinformowano np. o statystycznej zależności, w której ciotki homoseksualistów są zarazem matkami większej niż przeciętna liczby dzieci).

Można z powodu istnienia homoseksualizmu i wielu innych odmienności odczuwać dyskomfort moralny (choć akurat ci najbardziej moralnie poruszeni powinni się zwrócić z pretensjami do Boga, w którego zwykle wierzą), ale nie można tego nie widzieć i nie traktować jako „danej” dostarczanej przez rzeczywistość.

To, że pod takim prostackimi sformułowaniami podpisuje się ktokolwiek, kto dysponuje jakimkolwiek tytułem naukowym od magistra wzwyż, jest nieprawdopodobną kompromitacją (a wśród 268 sygnatariuszy, oprócz miejscowych polityków znaleźli się także szef poznańskiego Muzeum Narodowego czy znany historyk starożytności z UAM). A gdy ci ludzie, odwołując się do medialnej awantury wokół pani Pawłowicz, piszą: „Stanowczo protestujemy przeciwko próbom niszczenia etosu prawdy i etosu prawa, które do złudzenia przypominają najbardziej prymitywne formy totalitaryzmu” — robią się z siebie kompletnych głupków (przy czym używam tego słowa jako dosadnego opisu ludzi nierozumnych, a nie epitetu).

I jak się z takimi dogadać?

PS

Skądinąd wątpię, by wspomniani naukowcy wzięli pod uwagę, że ich logikę można by zastosować w ten sposób:

„Gdyby wszystkie osobniki (…) zamieniły się w osobniki kultywujące celibat — gatunek przestałby istnieć, ponieważ nie nastąpiłoby przekazanie genów następnemu pokoleniu, w związku z czym nie byłoby potomków. Dlatego z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że z punktu widzenia ewolucji trwanie w celibacie jest anomalią”.