Poza granicą śmieszności, czyli medialne Chrystusiki

Lenin się mylił — to nie film jest najważniejszą ze sztuk, najważniejszą ze sztuk jest autopromocja. Spektakularnym tego przykładem jest pierwsza okładka nowego pisma opinii, dzięki któremu do walki o rząd dusz mają powrócić najważniejsi (w każdym razie za takich się uważający) publicyści prawicy. Ci, którzy w efekcie afery trotylowo-gmyzowo-hajdarowiczowej w „Rzeczpospolitej” stracili swoją trybunę w postaci tygodnika „Uważam Rze”. Teraz chcą powtórzyć (niewątpliwy) czytelniczy sukces tego pisma, więc dotychczasowe autobałwochwalstwo (tygodnik autorów niepokornych) już im nie wystarcza. Oto, jak się chcą zaprezentować w pierwszym numerze „Tygodnika Lisickiego. Do Rzeczy”:

Muszę przyznać, że czegoś tak żenującego i zarazem przekraczającego granicę śmieszności jeszcze nie widziałem w świecie mediów polskich. To już nawet nie jest autopromocja, to czysty orgazm samozachwytu: te myślące twarze, głębokie spojrzenia, ta troska rysująca się na czole ustawionego w centrum (!) Rafała Ziemkiewicza; te głęboko przemyślane proporcje wielkości postaci; ten krzyż wreszcie, będący znakiem jakże wieloznacznym — boć to i przekreślenie, i naznaczenie, i ukrzyżowanie, i zmartwychpowstanie! Krzyżem można przekreślić człowieka, ale można też go i wskazać jako wybranego; krzyżem można napiętnować, ale i wynieść ponad innych. Wszakże tylko pod tym znakiem Polak może być Polakiem…

Paweł Lisicki występuje na tej okładce trzy razy, w tym w nazwie pisma (jak na ultrakatolika oszałamiająca skromność; najwyraźniej zapomniał, że pycha jest na pierwszym miejscu wśród grzechów głównych). Bronisław Wildstein u góry wprawdzie, ale jednak na lewo (przypomnienie o masońskiej przeszłości?), Piotr Semka — prawy jak mało który, więc na prawo, ale za to niejako wspiera postać naczelnego, znaczy filar prawości. No i największa niespodzianka tej okładki — Waldemar Łysiak, najmniejszy, ale za to w ciemnych okularach, więc nie wiadomo, czy patrzy w lewo, czy w prawo, w każdym razie na pewno śledzi sokolim okiem rzeczywistość, która pełna jest czyhających nań (i Polskę) spisków. To wezwanie do czytelnika: bądź czujny, agenci zła czają się wszędzie!

Zaszczytu jednorazowego pojawienia się na okładce dostąpili jeszcze Piotr Gabryel i Cezary Gmyz (bez imion) oraz… sędzia Igor Tuleya. Ten ostatni jednak jako temat tekstu, a nie jego  autor, czego bystry czytelnik po chwili się domyśli. Wiadomo, że takich niepokornych autorów tylko bystrzy mogą czytać.

To prawda, że wyżej wymienieni to niejedyni ludzie mediów, którzy dziś bardziej eksponują siebie niż to, co mają do powiedzenia. Celebryctwo szerzy się wszędzie. Znakiem czasów jest, że na aukcji WOŚP więcej zapłacono za idiotyczny czerwony toczek Moniki Olejnik niż za statuetkę Dziennikarza Roku 2012 przyznaną Jerzemu Jureckiemu z „Tygodnika Podhalańskiego”. Znakiem czasu jest także to, że można zostać naczelnym tygodnika opinii, mając w biografii kilkunastomiesięczną odsiadkę za „wymuszenie rozbójnicze”. Nie uważam, że kara więzienia przekreśla człowieka, wierzę, że może on wrócić do uczciwego życia społecznego z pożytkiem dla innych i samego siebie. Ale jednak coś tu nie tak. Wydaje się, że niektórym mniej wolno.

No, chyba że jest się autorem niepokornym, wtedy granic nie ma — wolno wszystko.