Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

3.11.2012
sobota

Dowód na istnienie Nieba

3 listopada 2012, sobota,

Dowód na istnienie Nieba pojawił się w formie bestsellera na amerykańskim Amazonie (od paru tygodni na II miejscu). Książka Ebena Alexandra „Dowód na istnienie Nieba: Podróż neurochirurga do życia po życiu” to kolejny tekst poświęcony tzw. doznaniom z pogranicza śmierci (NDE — Near Death Experience).  Oczywiście, co nie dziwi, relacje te zawsze dotyczą tej strony pogranicza, a nie tej, która leży po drugiej stronie granicy.

Wyzwaniem dla niedowiarków — takich np. jak ja — ma tym razem być to, że autorem dzieła jest uznany neurochirurg (który zresztą szczerze i z uznaniem pisze o sobie samym, że nie jest byle kim). Autor zapewnia, że do sprawy przeżyć, jakich doznał leżąc przez tydzień w śpiączce, podchodzi z naukową skrupulatnością. Dotychczas tego typu opowieści wydawały mu się tylko pięknymi opowieściami, ale teraz… to już zupełnie inna sprawa: „Moje przeżycie pokazało mi, że śmierć ciała i mózgu nie są wcale końcem świadomości, ludzkie doświadczenia trwają także poza grobem. Co ważniejsze, dokonuje się to pod spojrzeniem Boga, który kocha i dba o każdego z nas, a także martwi się o to, w jakim kierunku zmierza cały wszechświat i wszystkie żyjące w nim istoty”.

Zastanawiam się, czy redaktor tej książki (a także wydawca, całkiem poważny w końcu, Simon & Schuster) to tylko wyrachowani cynicy, czy także kompletni idioci?

Przecież już tylko w tym jednym zdaniu wstępu widać całą żałosność wysiłku, by zrobić dowód na istnienie Nieba z (zapewne niezwykłych) doznań w komie, z której szczęśliwie udało się panu neurochirurgowi wyjść. W końcu w żadnym momencie nie można było mówić, że facet umarł, bo ani jego ciało, ani mózg nie umarły, choć ten ostatni nie funkcjonował prawidłowo. Skąd więc ta niby-wiedza o doświadczeniach ludzkich „poza grobem”? W trakcie lektury okazuje się, że właściwie nie bardzo można mówić o tożsamości owej funkcjonującej jakoby poza czasem i grobem Istoty z osobą, której to wszystko się zdarzyło, ponieważ w swej nowej wiecznej postaci nie pamiętała własnej biografii. To się nazywa bullshit do niebiańskiej potęgi!

Książka zresztą rozczarowuje wszystkich, którzy dali się złapać na chwyt „naukowiec, fachowiec od mózgu, a jednak wierzy w Boga” (chrześcijańskiego, bo jakiegoż by innego, skoro jest z porządnej amerykańskiej rodziny?). Tekst — mimo tytułowej zapowiedzi — nie zawiera zbyt obszernych relacji z wizyty w Niebie, autor za to skupia się na opowiadaniu o ukochanej rodzinie, o tym, jak doszło do grożącej śmiercią choroby, jak z tego wyszedł, jak go to zmieniło itd., itp.

Może zresztą to i lepiej, bo i tak zdania typu: „Widziałem obfitość życia pośród niepoliczalnych wszechświatów, a inteligencja części z nich była znacznie bardziej zaawansowana niż ta ludzka. Widziałem, że są tam niezliczone wyższe wymiary”, nie niosą ze sobą przecież jakiejkolwiek naprawdę istotnej informacji, właściwie żadnej informacji, do której można by się sensownie odnieść. Po polsku brzmią zresztą jeszcze głupiej niż po angielsku.

Czemu ja się oburzam? Czy to pierwszy raz ludzie sprzedają swoje mrzonki jako objawienia najprawdziwszej prawdy? Pewnie, że nie. I na pewno też nie ostatni. Tylko dlaczego to musi być zawsze tak przerażająco naiwne i banalne — kobieta unosząca się na skrzydłach motyla, która objawia prawdę, że człowiek nie może w istocie zrobić nic naprawdę złego, że nie jest niczemu winny, a Bóg nas wszystkich kocha… I ludzie to kupują. W tysiącach egzemplarzy. Widocznie głównie faceci, którzy umieli opowiadać takie dyrdymały, zdobywali kobiety przez dziesiątki tysięcy lat.

Dla rozluźnienia zagadka:

Które dziecko na tym obrazku zorientowało się, że chodzi tylko o bajkową zabawę? Odpowiedzi mile widziane, nagrody do odebrania — oczywiście — w Niebie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 45

Dodaj komentarz »
  1. Panie Redaktorze,
    Pisze to na kazdym Blogu. Moze pomoze.
    Niepozbierany narod. Chaos, awantury, protesty i hasla rzadza zyciem w Polsce.

    Polak zapytany na ulicy o polityke powie: a gowno mnie to obchodzi, a czy ja wiem ? Nie wie. Tytuly, stacje daja mu na codzien sterte wiadomosci bez znaku firmowego.

    Musza byc codzienne poranne konferencje prasowe. Celebrowac musi Rzecznik Rzadu. To co powie bedzie punktem odniesienia do wszelkich plot i spekulacji. Bedzie znakiem firmowym. Taka Konferencja ma isc w Radio, TV i Internet. Rownolegle – Rzecznik Prezydenta. Moga resorty dalej bawic sie ze swoimi informacjami, ale Rzecznik Prasowy Rzadu to wlasnie znak firmowy.

    Nie moze Premier odpowiadac na pytania dziennikarzy bezposrednio. Od tego jest na codzien Rzecznik. Chodzi on za Premierem krok w krok, wie wszystko, rozumie polityke Rzadu. Uczestniczy we wszystkich spotkaniach Pramiera, widzi jego korespondencje. Codziennie wieczorem uzgadniaja co mozna, czego nie, co jutro a co pojutrze.

    Na Konferencje Prasowe Rzecznika Rzadu sa zapraszani kwalifikujacy sie dziennikarze. Sejmowe „odzywki”, zachowania i brednie sa niedopuszczalne. Miara jest Akredytacja. Albo dziennikarz ma Akredytacje, albo jej nie ma. Moze byc jej pozbawiony na okreslony czas. Albo – na zawsze. W ten sposob wzrasta odpowiedzialnosc za slowo. Za interpretacje. Powstaje zaufanie.

    Taka Instytucja uwiarygadnia proces informacji w kraju. Usprawnia go. Elimiuje klamstwa, blazenstwa, histerie i paranoje.

    Poza mila powierzchownoscia i talentem obcowania z ludzmi, Rzecznik musi miec doskonala pamiec, refleks, swietny polski (plus jeden lub dwa obce), i byc wiarygodny. Tak dla Rzadu jak dla dziennikarzy. Musi miec dwoch dublerow, na wypadek grypy, lub okresu. „Konskie” zdrowie.

    Im szybciej Polska ustanowi sobie Rzecznika Rzadu i wszcznie codzienne poranne Konferencje Prasowe, tym szybciej skonczy sie chaos informacyjny i ignorowanie slow Premiera.

    Obym szybciej mogl zobaczyc w internecie ladna sale, sympatycznych dziennikarzy i atrakcyjnego (i dla Pan !) Rzecznika, ktory powie:” Dzien Dobry Panstwu na codziennej konferencji prasowej Rzadu Rzeczypospolitej Polskiej !

  2. To jest tez dowodd, ze kazdy sen jest proroctwem, zeslanym z Nieba.

    Pozdrawiam.

  3. Szanowny redaktorze Polityki

    Zdobylem sie na wysilek sluchania Ebena Alexandra. Zrezygnowalem po 15 minutach.
    On jest jak teleewangelista. Po zapaleniu mozgu spowodowanym E.Coli niestety nie wrocil do zdrowia (szajba mu odbila – termin niemedyczny). Rodzina powinna na to zareagowac i nie pozwolic aby doktor sie publicznie osmieszal. A Simon& Schuster na tym nie straci bo wielu chce sie dac nabrac na slowo napisane czego przykladem sa przepelnione swiatynie. Czy warto zajmowac sie chorym doktorem? Nie. Lepiej sie zajac Urbanem, Passentem i Jaruzelskiem.

    Slawomirski

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Slawomirski,
    cale szczescie, ze o swoich szajbach mowisz krotko a nie w formie ksiazkowej jak ow doktor. 🙂 Da sie wytrzymac, choc uwazam, ze Urbanem niech sie zajmuje Daniszewska, Passentem kto tam chce, a Jaruzelskiemu nalezy dac spokojnie umrzec.
    Oszukiwac sie mozna na rozne sposoby.
    P.S. Czy wy tez musicie wpisywac te badziewia po kilka razy, czy to tylko ja jestem taka slepawa?

  6. „Oczywiście, co nie dziwi, relacje te zawsze dotyczą tej strony pogranicza, a nie tej, która leży po drugiej stronie granicy.”
    W jakim sensie to porketne stwierdzenie odnosi sie do indywidualnych doswiadczen?

    Jest sprawa redaktora opisywanie swoich doznan po lektorze ksiazki. Niestety, jak zwykle, nie moze on oprzec sie uogolnieniom i jak zwykle wykazuje sie pewna doza ignorancji w temacie, ktory podejmuje.

    Zjawisko NDE nie jest przywidzeniem i poza indiwidualnymi relacjami (rozmaitej jakosci) istnieje sporo opracowan medycznych dotyczacych tego tematu. Radze zajrzec do jakichs zrodel. Spodziewam sie, ze racjonalizm (naukowy) redaktora raczej pomoze niz przeszkodzi w ocenie tego co znajdzie.

  7. @hobox
    Jak sama nazwa wskazuje, NDE to doświadczenia mentalne związane z bliskością śmierci (cokolwiek to znaczy), a nie doświadczeniem śmierci, którego — jak dotąd — nikt nie przetrwał (poza Jezusem Chrystusem Panem Niektórych, rzecz jasna).
    Pozdrawiam
    JK

  8. Historia jak każda inna. Gdzieś po drodze cynizm się pojawić musiał. Zaryzykuję, może naiwnie stwierdzenie, że autor wierzy w głoszone przez siebie dyrdymały. Niemniej wydawca, redaktor itd. wiedzą, że to świetny sposób na „trzepanie kasiory”.

    To przerażające jak bardzo wierzącym brakuje pokory. Skoro Bóg (załóżmy hipotetycznie, że istnieje) jest Istotą Najwyższą, Wielkim Niepojętym, czymś, co jest poza naszym zrozumieniem i postrzeganiem, to jego antropomorfizacja jest jakimś śmiesznym jego oswajaniem. Nic o nim nie wiemy, wszystko, co twierdzimy, że o nim wiemy, pochodzi od nas. Wobec tego, czy ktoś wierzy w jego istnienie, czy nie, nie ma znaczenia. Tak i tak nie ma sensu się nim zajmować, bo zawsze będziemy to robić źle, bo skąd byśmy mieli wiedzieć, czego on (mimowolna antropomorfizacja i maskulinizacja) od nas chce (skąd pomysł, że może czegoś chcieć – mieć chęci, pragnienia, nie brzmi to jak absolut). O ile nie widzę nic złego w wierze, że istnieje Bóg, Absolut, Podstawa wszystkiego, jest ona tak samo uzasadniona jak wiara (sic!) w jego nieistnienie. Jednak wyznawanie jakiejkolwiek zinstytucjonalizowanej, zrytualizowanej religii jest moim zdaniem dziejowym oszustwem. A wykorzystywanie ludzkiej potrzeby do transcendencji, zwłaszcza przez ludzi nauki, w celu robieniu kasy, leży u podstaw wielu (żeby nikogo nie obrazić, nie powiem, że wszystkich) religii. Kiedyś to byli głównie matematycy, astronomowie, medycy, którzy na podstawie swojego autorytetu i działając w „magicznych” obszarach niezrozumiałych dla przeciętnych zjadaczy chleba, stawali się kapłanami.

    http://www.slowikozofia.pl – Rozważania o wolności i ateizmie

  9. Chłopiec z goglami na głowie to realista. Niestety nagroda dopiero w niebie.

  10. Chłopiec z goglami na głowie to realista….szkoda że nagroda dopiero w niebie.

  11. A już miałam nadzieję, ze redaktor Kowalczyk znalzł niebo. Albo co najmniej zna droge do niego. Jaka szkoda 🙁

  12. Panie Redaktorze, słyszałeś Pan o Łazarzu?

    Chłopak w goglach jak widać reprezentuje zaledwie minimalny margines, coś jakby raróg, ni pies, ni wydra, szkoda dzieciaka, mógłby mieć normalnych rodziców, to nie wyglądałby teraz jak palant na tym zdjęciu… Pewnie założyli mu też płetwy… Jak dorośnie, to bezbronnemu jak teraz on, staremu ojcu, każe chodzić w szpiczastej czapce bolszewika…

  13. W młodości miewałem straszliwe migreny.Z wizjami objawiającymi prostotę i genialnośc konstrukcji Wszechświata.Niestety nie zapamiętałem tych wizji .Skończyłem jako ordynaryjny inżynier.Neurologia,a właściwie system nerwowy z mózgiem na czele, daje i zabiera poza naszą wolą.

    O różnorodności doznań NDE można poczytac :

    http://www.nderf.org/Polish/nderf_ndes.htm

  14. NDE to zjawiska zwiazane ze stanem przekroczenia bariery tzw. smierci klinicznej – zatrzymania podstawowych funkcji organizmu i powrotu z tego stanu do normalnego stanu zycia. Skrot moze byc mylacy bo odnosi sie niejako do bliskosci bariery smierci klinicznej po obu jej stronach. W gruncie rzeczy intersujace zjawisko chocby z tego wzgledu, ze podwaza uniwersalnosc paradygmatu naukowego, ktory doskonale stosuje sie do swiata scisle materialnego np.technologii, ale ujawnia swoje ograniczenia w takich dziedzinach jak nauka o zyciu czy makro ewolucja i uczy nas, ze czasem trzeba szukac szerszych drog poznania swiata niz jest nam to wygodne.

  15. Jesze jedna uwaga odnosnie dogmatow wiary chrzescijanskej.
    Otoz, wbrew popularnemu przekonaniu, Chrystus nie zostal przywrocony do zycia, termin zmatwychwstal nie powinien byc rozumiany doslownie. Do zycia ziemskiego zostal przywrocony Lazarz, natomiast Chrystus pojawil sie po ukrzyzowaniu w ciele „blogoslawionym”, ktorego atrybuty okreslil Sw. Augustyn, a ktore nie jest cialem scisle materialnym. Tlumaczac na nasze, zmartwychwstaly Chrystus istnial w szerszej przestrzeni, ktorej nasza przestrzen materialna 4D (czy 11D jak kto woli) jest podzbiorem, mogl wiec robic rzeczy, ktore dla nas nie sa mozliwe.
    W Pismie Swietym jest zatem opisany przypadek w rodzju NDE ale nie byl to Chrystus.

  16. W moim ściśle materialnym ciele przeżyłem też coś w rodzaju NDE Poruszałem się w pionowym tunelu, w stronę niebieskiego światła, jak winda obijająca się o ściany. Najpierw nie czułem nic, a później wszystkie kości i zęby brały udział w tym obijaniu, czułem jak miota mną we wszystkie strony. Po chwili jakaś kosmata, ciepła i mocarna dłoń dotknęła mnie uspokajająco i… zapadłem w ciemność.
    Mój anestezjolog powiedział potem, że trochę przedawkował środek usypiający i miałem chwilowo za mało tlenu. Zdarza się, podobno wcale nie tak rzadko.
    Anestezjolog miał gęsto owłosione przedramiona.

  17. 1/ Zawsze wprawia mnie w zdumienie, jak można, nawet po pobieżnym zapoznaniu się z biblią, twierdzić, że Bóg chrześcijański kocha kogokolwiek?
    2/ Rodzina robi najzwyczajniej kasę na krewnym, któremu trochę odbiło.
    3/ Co to za przebierańcy na zdjęciu? Forma prania mózgów, czy jaja ktoś se robi?
    4/ Zamiast zajmować się Urbanem, Passentem i Jaruzelskim, ktoś powinien w końcu zająć się Sławomirskim.
    5/Objawił się hobox „filozof”; chłopski, bo chłopski, ale zawsze.

  18. @ hobox
    3 listopada o godz. 12:09

    Pisze Szanowny Komentator:

    „W gruncie rzeczy intersujace zjawisko chocby z tego wzgledu, ze podwaza uniwersalnosc paradygmatu naukowego, ktory doskonale stosuje sie do swiata scisle materialnego np.technologii, ale ujawnia swoje ograniczenia w takich dziedzinach jak nauka o zyciu czy makro ewolucja i uczy nas, ze czasem trzeba szukac szerszych drog poznania swiata niz jest nam to wygodne.”

    Szerszych drog poznania? Serdecznie radze zakup Sennika Egipskiego oraz Ksiegi Umarlych. Bedzie mial Szanowny Komentator szersze drogi „poznania” swiata.

    Pozdrawiam.

  19. Uruchomiono projekt emulacji mózgu na strukturach nie biologicznych.
    http://www.newscientist.com/article/mg21628880.400-mind-transfer-human-brains-in-different-materials.html
    Może zarejestrują (jak się uda emulacja) jakieś NDE przy słabnacym zasilaniu ?
    Prościutkie układy elektroniczne naszego autka z kończącym się akumulatorem przezywają swoiste NDE objawiające się strzelaniem zamkami ,miganiem świateł kwitujących stan układu alarmu…

  20. Pare lat temu chyba w amerykanskim Timesie jako cover story byla NDE i wypowiadali sie naukowcy badaacy to zjawisko. Nie pamietam szczegolow poza jedna najwazniejsza teza: ze uczucie NDE, a nawet te wszystkie „tunele ze swiatlem na koncu” sa skutkiem niedotlenienia jakiejs tam mozgu i dosc latwo jest je wywolac w warunkach laboratoryjnych.
    Szkoda oczywoscie, ale tak juz jesrt – przyjda naukowcy i ala zabawe nam popsuja swoim szkielkiem i okiem.

  21. hobox
    3 listopada o godz. 12:31

    Sensowna koncepcja, przy założeniu istnienia istot n-wymiarowych….
    Ze względu na ograniczenia naszych zmysłów i narzędzi badawczych, będziemy w stanie zaobserwować- jeżeli już- tylko jakieś pośrednie emanacje bytów wyższego rzędu……
    Słynny Lemowski chyba przykład płaszczaków, żyjących w dwóch wymiarach.

    Podstawą nauki jest powtarzalność doświadczeń.
    Jak na razie podróż do raju jest jednokierunkowa…..
    A stan comy jest dość niejednoznaczny.
    O chemii i fizjologii mózgu wiemy jedynie tyle, że bardzo mało wiemy.
    Nawet funkcji wszystkich enzymów i białek w nim wytwarzanych nie znamy…..o korelacjach nie wspominając.

  22. Kot Mordechaj
    3 listopada o godz. 15:22

    Skończyłem właśnie cyberpunkową powieść „Wgrzesznicy” Cadigana.
    Być może za lat kilkadziesiąt da się zgrać człowieka i termin
    deus ex machina nabierze nowego znaczenia?

    Byłby to wstęp do wieczności człowieka.
    A jakie rodziłby problemy prawne, etyczne i teologiczne….
    Biedni spadkobiercy, mający takiego DZIADKA.
    Odcięcie zasilania to morderstwo, czy wyzwolenie?

  23. Panie Kowalczyk.
    Nie wiem kim Pan jest, co Pan robi, jakie Pan ma zyciowe osiagniecia, jezeli juz czytam Panski list odnosze wrazenie, ze jest to Panska proba rozmowy z kolegami redakcyjnymi (red. Sz. i p. J.H.), a nie ciekawosc co maja do powiedzenia (?) stali; wiecznie zli i niezadowoleni ze wszystkiego z pelna wiedza na kazdy temat-blogowicze tej Polityki.
    Dlaczego spedzam swoje pietnascie minut sobotniego czasu; nieraz jest wskazanym pomyslec o czyms w jezyku obcym. Specjalisci sadza, ze nauka jezykow obcych i ich uzywanie zapobiega Alzheimer’s disease. Panski blog (nie jest tu wyjatkiem) pokazuje jak wielu wpisujacych sie juz walczy z ta choroba. Kroluje „polska lacina”, „lacina” tez jezyk obcy. To tyle wstepu, bez obawy, przeznaczylem tylko 15 minut na ten wpis.

    Kilka tygodni temu mialem spotkanie-kolacje ze znajomymi, planowane, niezbyt czeste bo mieszkamy w roznych stanach USA. Wielu w wieku emerytalnym (brakuje mi troche), ale i bylo kilku 30-40latkow. Co nas wszystkich laczy oprocz znajomosci i przyjazni; creatio ex nihilo, ex vivo, ex fide fiducia i tym podobne. Rowniez, wszyscy znamy G.K.Chestertona, T.Martona, miedzy innymi.
    Byl dean (dziekan?) wydzialu fizyki uniwersytetu katolickiego, byl wieloletni (byly) prezydent uniwersytetu (b.duzego i znanego) i wreszcie byl moj bliski znajomy; teolog i astrofizyk (co za kombinacja!) z kregu Institute for Advanced Study, wszystko w jednym niespelna 40latku. Kilka lat temu na spotkanie przybyl rocket scientist (jak to jest po polsku?), chyba juz ostatni z originalnej grupy von Brauna z Peenemunde. Co za zdjecia Kosmosu przywiozl i wyswietlil !
    Przed kolacja mialem czas na „little bs” z Michael (wspomniany bliski znajomy). W parku odkrylismy nieduzy cmentarz z okresu civil war. Prawie kazdy pochowany nie ukonczyl 20 lat.
    Po dlugim milczeniu Mike zapytal mnie czy samego siebie:
    ” Is there Anybody Out There?”
    Mike, to ty jestes specjalista od Wszechswiata i teologii – odpowiedzialem.
    „Space, Universe is too elegant, too perfect, working perfectly to the perfect rules. Can you call it accidental ? Hardly”. Uslyszalem.
    Taka jest roznica pomiedzy ateistami i wierzacymi. My ciagle mamy watpliwosci, ciagle szukamy odpowiedzi, potwierdzen, zmuszamy dana nam inteligencje do ciaglej pracy, dla nas trudnym do przyjecia jest, ze nie ma Nic, ale i to bierzemy pod uwage. Trudno jest z wami rozmawiac o Niczym, gdzie cynizm i niejednokrotnie, wrecz wulgarna arogancja (niewybredne i ograniczone slownictwo) wydaje sie byc waszymi jedynymi argumentami.
    Pytanie; skad sie wzial Creator, jest podobnie naiwne jak skad sie wzial Wszechswiat. Wole miec niepokoj niepewnosci niz Nicosc.
    P.S. Znam ateistow, ktorzy stracili wiare po smierci kogos im bliskiego, inni jej doznali po otrzymaniu awansu w pracy, jest wielu z tzw. mieszanymi uczuciami; smierc tesciowej w kompletnie rozbitym nowym Cadillacu.

  24. @ Augustus
    Kim jestem? Krótka notka biograficzna na stronie głównej bloga (http://kowalczyk.blog.polityka.pl/autor/) przedstawia najistotniejsze z punktu widzenia tegoż bloga informacje.
    Wielokrotnie już pisałem, że każdy daje sobie radę ze świadomym życiem we wszechświecie, jak potrafi. Zwracam jedynie uwagę, że ateiści nie wierzą w nicość (z małej czy dużej litery), bo nie można wierzyć w „nic”. Choćby dlatego, że „nic” nie istnieje. a więc nie można o nicości niczego orzekać, a tym bardziej w nią wierzyć, bo musiałaby mieć jakieś cechy.
    Na pytanie „Is there Anybody Out There?” można odpowiedzieć, że — jeśli „out there” to wszechświat, a nie zaświaty — jest wielce prawdopodobne (odsyłam do Carla Sagana), że jakaś forma tego, co nazywamy życiem, gdzieś zadaje sobie podobne pytania. Być może świat nie jest accidental w tym prostym sensie, że po prostu zawsze był, niezależnie od tego, czy był postrzegany przez jakąkolwiek formę samoświadomego życia (a tylko ona może postawić pytanie o początek). W tej perspektywie pytanie o Creatora jest bezprzedmiotowe.
    Co do posiadania lub nieposiadania pewności — bardziej jestem sceptykiem i humanistą niż ateistą… Uczciwy sceptyk wciąż jest czegoś niepewny, choć skrajnie trudno z tym żyć. Zwracam uwagę, że dopiero co napisałem notkę: „I zawsze ta niepewność”.
    Pozdrawiam
    JK

  25. „Nie chce zyc w sztuce, chce zyc w moim pokoju”, Woody Allen
    _________________________________________________________

    Wiele cywilzacji doszukiwalo sie zycia po zyciu i na rozny sposob. Starozytni Egiptu inaczej wyobrazali je, anizeli Wikingowie. W grobowcach grzebano razem narzedzia, ktorych uzywal zmarly za zycia a ktore bedzie potrzebowal w swoim przyszlym zyciu.
    Mozna powiedziec, ze mysl nieistnienia po zyciu to zjawisko bardzo nowe. Czlowiek zostal zredukowany do procesow biologicznych, ktore rzadza naszym cialem. Poza tym, zaden niefizyczny swiat nie istnieje. Ci, ktorzy przecza temu poruszaja sie w obszarze wiary.
    Oczywiscie, ze powyzsze nie przeczy temu, by percepcyjne indywiduum nie moglo swoim spostrzezeniami sie dzielic doznaniami na pograniczu smierci (NDE). Jednakoz takie „przezycia” maja najczesciej recepcje posrod roznego rodzaju ruchow new-age czy tez fundamentalnych ugrupowan religijnych.
    Tymczasem jest problem z wyznaniami prof.Ebena Alexandra, neurochirurga i nauczyiela akademickiego prestizowago Harwardu. Co wiecej: Alexander opisal je w ksiazce, napisal potezny artykul w Newsweeku (nawet na okladce: „Niebo istnieje”, Newsweek,7.10,2012). Ksiazka stala sie bestsellerem, profesor stal sie czestym gosciem roznzych spotkan m.in. International Association for Near-Death Studies. Byl do roku 2008 typowym redukcjonista naukowym i ze mysl zwiazana byla niedlacznie z funcjonowaniem naszego mozgu. Pomimo jego poprzednich przekonan, nie mogl po swoich doswiedczeniach odrzucic je a chcial je wyjasnic. Po swojej 6.dniowej komie z podlaczonym respiratorem i minimalnej szansie powrotu do zycia, jednakoz przezywa.
    Podczas komy Alexander odbieral bodzce za pomoca wzroku, sluchu i wechu. Poziom glukozy w cerebreospinalnym plynie jest miedzy 60 a 80 mg/dl i stan inflamacyjny mozgu uwaza sie za ciezki, kiedy poziom spada do 20 ml/dl. Poziom glukozy u Alexandra w stanie komy byl 1 mg/dl, co uniemozliwialo, by jego mozg mogl pracowac. „To, co bylo podczas tej glebokiej komy bylo nieslychanie fantastyczne” – powiada prof Eben Alexander. Nalezy pamietac, ze cortex zupelnie nie funkcjonowal w mozgu a szanse przezycia tego stanu byly minimalne. „Jesli jakis lekarz wczesniej moglby mi o tym opowiadac, bym przyjal to za urojenie czy oszustwo. To,co przezylem nie jest imaginacja. Bylo to tak rzeczywiste w moim zyciu jak moj slub czy tez narodziny moich synow” – dodaje profesor.
    Te przezycia doprowadzily, ze prof.Alexander przewartosciowal totalnie swoj materialistyczny punkt widzenia na byt czlowieka i zajal sie wyjasnianiem „prawdziwej” natury ludzkiej swiadomosci. ” Jestesmy wiecej, anizeli fizycznymi cialami” – wyznajw Alexander.
    Ciekawe, ze jego poprzednikiem, ktory w sposob naukowy chcial wyjasnic prawdziwa nature „swiata duchowego” i „swiata aniolow” byl Emanuel Swedenborg (1688-1772), ktorego cenili pisarze i poeci, jak np Blake, Dostojewski, Milosz.

    A tymczasem, na zakonczenie, pater Guido Sarducci —-Life is Job
    http://www.youtube.com/watch?v=xbSZlqKxAE4

  26. @wiesiek59
    3 listopada o godz. 15:30

    Jeśli słyszę o n-tym wymiarze przy n>3 zaczynają się moje wątpliwości. Zawsze przypominam sobie wtedy historyjkę : Po rocznym wykładzie z geometrii n-wymiarowej student mówi do wykładowcy: „Wszystko rozumiem z tej geometrii n-wymiarowej. Ale jak by to było w geometrii (n+1) – wymiarowej”?

  27. Panie Autorze, ja wierze w NIC. Jest to jedyny absolut jaki mozna pojac rozumem bo jako jedyny jest bytem i niebytem zarazem. Wszystko inne jest zalezne od swojego przeciwienstwa, czyli jesli by istnial jakikolwiek inny okreslony absolut to jak by sie mogl odniesc do swojego przeciwienstwa, czyli braku absolutu? Swiat sklada sie z atomow w 1% i w 99% z prozni. Co jest w tej prozni? Nic. Co sie dzieje z czlowiekiem zanim sie urodzi? Nic, nie ma go czyli nie ma istnienia a czy moze cos powstac z niczego? Jesli powstaje cos z niczego to co jest budulcem tego istnienia skoro powstalo z niczego? Podobnie sprawa ma sie ze smiercia i mozna tak w nieskonczonosc a jedyny wniosek jest prosty. Zarowno zycie jak i smierc to projekcja umyslu ktory karmi nas ta iluzja od poczatku, tymczasem odpowiedz na pytanie pozostaje nierozwiazana – Skoro Bog jest wszechmogacy to czy moze przygotowac tak goracy bigos, ze sam go nie zje?

  28. Augustus
    Poczucie wyższości amerykańskiego inteligenta, wsparte licznymi – prominentnymi przyjaciółmi, oczywiście daje Mu prawo do moralnej wyższości nad wulgarnymi, pogrązającymi się w chorobie otępiennej czytelnikami Polityki. Zaiste, szkoda było tych 15 minut, które raczył Pan poświęcić na wygłoszenie oświadczenia – bo, oczywiście nie dialogu, który z zasady, z założenia winien łączyć się z szacunkiem dla rozmówcy. Dla przypomnienia – noblesse oblige, obojętnie z jakiego powodu czujemy się „uszlachetnieni”.

  29. Sam Harris dość skrupulatnie wypunktował bzdury wypisywane przez Alexandra na swoim blogu.

  30. Czytałem ze od 1989 niebo jest już pełne, wiec nie warto do kościoła chodzić ponieważ nikogo już tam nie przyjmują 🙂

  31. Widocznie głównie faceci, którzy umieli opowiadać takie dyrdymały, zdobywali kobiety przez dziesiątki tysięcy lat.
    A czemu faceci? Kto wysiaduje głównie po kościołach?

  32. @ ozzy
    „Poza tym, zaden niefizyczny swiat nie istnieje. Ci, ktorzy przecza temu poruszaja sie w obszarze wiary.”

    Trafne swierdzenie. Jest to popularna zasada, ktora wyznacza linie podzialu miedzy „wiedzacymi” i „szukajacymi” („wierzacymi” do czasu gdy ich argumenty znajda potwierdzenie). Z tymi pierwszymi trudniej jest dyskutowac bo przewaznie sa „podczepieni” do jakiejs koncepcji i czesto swoja krytyke opieraja na „pobieznym przejrzeniu” argumentow strony przeciwnej. Postawa niepewnosci, do ktorej przyznaje sie gospodarz, daje wieksze szanse na szersze widzenie swiata i wspolne przekraczanie barier. Dodatkowym utrudnieniem jest zawsze fakt, ze opinie przedstawiane na forum dystkusyjnym musza byc z natury rzeczy wyrazane uproszczonym jezykiem i uzywac skrotowych argumentow, a adwersarzom nie zawsze starcza cierpliwosci zeby analizowac argumenty strony przeciwnej.

    Dla ciekawosci, czy rownolegle wszechswiaty w niektorych z modeli kosmologicznych, te poza naszym, sa fizyczne czy niefizyczne? Oczywiscie sa one hipoteza zdefiniowana za pomoca modeli matematycznych ale przeciez nie po to by pozostac w sferze abstrakcji.

  33. @hobox,

    masz racje, co do niemoznosci analizy na stronicach blogu
    nie wiem, czy znana Ci jest praca:

    Coles, Peter & Lucchin, Francesco, COSMOLOGY. The Origin and Evolution of Cosmic Structure, John Wiley and sons 2002 – juz drugie wydanie -rzeczywiscie „biblia” kosmologow

    pozdrawiam, ozzy

  34. Panie Kowalczyk.
    Pytanie; „Is there Anybody Out There ?”, jakie uslyszalem stojac pomiedzy grobami chlopcow zabitych przez innych chlopcow w zapomnianym starciu, w zapominanej wojnie, nie bylo pytaniem o jakies formy zycia „out there”, ale pytaniem ojca nastoletnich synow o „Ojca” tego „Out There”
    „Nicosc”, „Nic” uzylem zamiast: Dark Matters, String Theory czy Quantum Mechanics, … Jak Creotor, niewidoczne, nienamacalne, nieudowodnione do konca. Podobnie jak wierzenia religijne; tylko teorie, podobnie jak „gravity” i w religiach znajdujemy dowody na istnienie Stworcy.
    Ale moim pytaniem do Pana jest; dlaczego Pan przeczytal wspomiana ksiazke ? Czy szuka Pan dowodu na „za” czy pretekstu do cynicznej oceny ? T. Capote napisal, opisal zbrodnie jakich w USA i na swiecie wiele, „In Cold Blood”, zalozmy, ze Capote zamiast E.Alexander opisal swoje „out of body experience”, uwierzylby Pan. Mnie tego rodzaju rewelacje czy nawrocenia nie interesuja, wiem kim jestem i dokad ide, niepokoj moj wynika z niepewnosci, wielowymiarowej.

    p. Elzbieta
    Jaka bylaby Pani reakcja, jezeli wogole bylaby, gdybym zamiast o znajomych fizykach i prezydencie uniwersytetu, napisal o hydrauliku lub kierowcy ciezarowki ? Szczerze.
    Nic Pani nie pisze na temat komentarza red. Kowalczyka, nic o jakimkolwiek wpisie, kogokolwiek. Brak opinii czy okazja by napisac cos o mnie.
    O co Pani tak naprawde chodzi Pani Elzbieto ?
    Podejrzewam, ze sa Pani znane moje wczesniejsze wpisy na inne tematy albo (lub) pisze Pani w imieniu …….(tu wpisac kogo).
    Czy mam sie domyslac, ze zarcik o tesciowej w moim p.s.” ruszyl” Pania.
    Have nice life.

  35. @ Augustus

    Obawiam się, że nie mamy szans na porozumienie. Jeśli Pan z taką swobodą używa słowa Nicość zamiast Ciemnej Materii i mechaniki kwantowej, to znaczy, że słowa dla Pana praktycznie niewiele znaczą, a i z fizyki i astrofizyki niewiele Pan rozumie (może warto poprosić wspomnianych przyjaciół albo jednak przeczytać jakąś popularną książkę na te tematy, np. „Knocking on Haeven’s Door” Lisy Randall). Jeśli dla Pana grawitacja jest tylko „teorią”, to proszę wyjść za okno z trzeciego piętra z imieniem Bożym na ustach, krucyfiksem w ręku i Biblią pod pachą — choć nie, lepiej niech Pan tego nie robi, bo nie chcę czuć się winny Pańskiego samobójstwa. W praktyce Pan też jest niewierzący, bo choć — jak rozumiem — pokłada Pan nadzieję w Bogu, jego dobroci itd., wie Pan doskonale, że modlitwa nie zastąpi wizyty u lekarza, kiedy boli wyrostek robaczkowy — jeden z tych cudownych organów pozostawionych przez Creatora chyba dla żartu.
    Co do Capotego – nie, nie uwierzyłbym, pomyślałbym raczej, że stracił trzeźwość oglądu i osądu.
    Cokolwiek chcieliby sobie wmówić wyznawcy bogów dla lepszego własnego samopoczucia, ateizm jest wiarą o tyle, o ile niezbieranie znaczków jest hobby. Co zaś się tyczy nauki, to nie chodzi o to, żeby w nią wierzyć, lecz o to, by ją rozumieć (co przy obecnym jej zaawansowaniu, jest rzeczywiście coraz trudniejsze, czasem wręcz dla przeciętnego człowieka po prostu nieosiągalne).

    Życzę wszelkiej pomyślności!
    JK

  36. Wyrostek wcale nie jest dla żartu.
    Creator wiedział, że jego stworzenie (człowiek) krnąbrne będzie i nieusłuchane, nażre się czegoś szkodliwego albo w jego jelitach (człowieka) rozmnożą się w niewłaściwych proporcjach inne jego (Creatora) stworzenia czyli mikroby (jeszcze bardziej nieusłuchane) i człowiek dostanie takiej biegunki, że cała jego flora bakteryjna opuści go kurcgalopkiem.
    Cała?
    Nie. W wyrostku nadal produkowane są tzw. dobre bakterie i one na nowo zasiedlają błonę śluzową jelita chroniąc je przed obcą inwazją.
    Problem z wyrostkiem jest taki, że on za rzadko jest aktywizowany (w krajach uprzemysłowionych człowiek ma rzadki kontakt z pasożytami i bakteriami chorobotwórczymi w jedzeniu) i jak raz rzuci się do akcji, to może przesadzić i dostać zapalenia 🙄

  37. @ Tobermory
    Prawdę powiedziawszy, miałem nadzieję, że mnie ktoś złapie w tej kwestii. Co zresztą dowodzi, że nauka się nie zatrzymuje w kwestionowaniu samej siebie — przez długi czas uważano wyrostek za coś całkiem zbędnego, ale okazało się w końcu, że choć można bez niego żyć, niekoniecznie jest to bezpieczniejsze życie.
    Nie zmienia to jednak kwestii, do której się odnosiłem: operacja (nauka) czy modlitwa (wiara)?

    Dziękuję i pozdrawiam
    JK

  38. @ jk
    To ja dziękuję (za całokształt).
    Z listu Szatana do kolegów – Gabriela i Michała
    (za skrytykowanie dzieła stworzenia Szatan został zesłany na Ziemię)
    „To jest dziwne, niezwykłe i interesujące miejsce. Nic tutaj nie przypomina tego, co jest u nas. Wszyscy ludzie są obłąkani, inne zwierzęta też są obłąkane, Ziemia jest obłąkana, sama Natura jest obłąkana. Człowiek to istota ogromnie ciekawa. W swych najwyższych wzlotach jest czymś w rodzaju anioła bardzo niskiej rangi, w swych najgorszych upadkach – czymś niewyrażalnym i niewyobrażalnym. A przecież otwarcie, zupełnie szczerze, nazywa siebie najszlachetniejszym dziełem Boga. Naprawdę. I nie jest to wcale jakiś jego nowy pomysł, mówi to sobie przez wszystkie wieki i wierzy w to. (…)
    Co więcej, jeśli wolno mi jeszcze bardziej was zadziwić – on sobie wyobraża, że jest ulubieńcem Stwórcy. Wierzy, że Stwórca jest z niego dumny, wierzy nawet w to, że Stwórca go kocha, że także go strzeże i ratuje od kłopotów. Modli się do Niego i wyobraża sobie, że On go słucha. Czyż to nie zabawne?…
    Modli się codziennie o pomoc, łaskę, ochronę i czyni to z pełną nadzieją i zaufaniem, jakkolwiek żadna jego modlitwa nie została jeszcze nigdy wysłuchana. Mimo to nie zniechęca go ten codzienny afront, ta codzienna klęska – modli się wciąż tak samo…
    Muszę was jeszcze bardziej zadziwić: on sądzi, że kiedyś pójdzie do nieba!
    Ma płatnych nauczycieli, którzy mu to mówią. Mówią mu także, że istnieje piekło, w którym goreje wieczysty płomień…”
    Polecam „Listy z Ziemi”.
    Czytana w dzieciństwie „Wizyta kapitana Stormfielda w niebie” miała na mnie znacznie większy wpływ niż wszystkie katechezy razem wzięte 😉

  39. Panie Kowalczyk.
    Skad ten pomysl, ze szukam porozumienia?
    Zaledwie wyrazam uproszczona opinie ale smie twierdzic, ze to Pan jest nieuwaznym czytelnikiem, albo, co bardziej prawdopodobne stracil Pan tzw. cool.
    Pan wie (skad?), ze tak naprawde jestem niewierzacy, obawia sie Pan (zapewniam, ze nie) mego samobojstwa. Skok z okna z Biblia pod pacha i krucyfiksem (dla obciazenia ?), … Not cool.
    Z wyrostkiem mam isc do kosciola zamiast do szpitala (moze odwrotnie-nieuwaznie czytam), … Not cool, cheap and cheesy.
    Dlaczego sadze, ze nieuwaznie Pan czyta; podalem przyklad grawitacji (gravity) jako jedna z tych udowodnionych przez nauke teorii dodajac, ze kazda religia ma w swoim arsenale wlasna udowodniona teorie grawitacji. Kilka slow o wymienionym przez Pana wyrostku robaczkowym, moj bliski z rodziny mial go usuwany, po operacji zapytalem chirurga, jezeli wyrostek bywa tak niebezpieczny i niepotrzebny, czy nie powinien byc wyciety zapobiegawczo (chyba poprawnie). Pan doctor wyjasnil mi, ze wyrostek jest odpowiedzialny za produkcje antybiotyku bardzo uzytecznego w tzw. grubym jelicie. Tak wiec, nie jest on (wyrostek robaczkowy) dowcipem Projektanta, … Not cool. Again.
    Czy pisze ze swoboda (czyt. lekcewazeniem) piszac o Dark Matters, Quantum Physics, etc.?
    Gdybym wiedzial, ze przeczytal Pan ksiazke L. Randall (czy tylko jedna?) nie uzylbym w jednym zdaniu okreslenia „Nic” i wspomniana „Ciemna Materie”. Jak odwiedze IAS to o nia zapytam, a jak ja spotkam, to o Pana zapytam. Cool.
    Panska pochopna a nawet agresywna ocena (rush to judgment) moich wpisow i samego mnie, mowi mi, ze byc moze mamy tu doczynienia z tzw. projekcja.Taki jeden Panski wpis powiedzial mi wiecej o Panu niz Panska wlasnorecznie napisana notka biograficzna.
    P.S. Zmieniam temat. Polecam Windows 8 a najlepiej ktoregos z MAC’a. Jest po 10PM czasu EST czas na 7-8 godzin „Nicosci” tj. snu. Rowniez pozdrawiam, uklony dla p. Elzbiety.

  40. @Augustus
    Napisał Pan:
    „Dlaczego sadze, ze nieuwaznie Pan czyta; podalem przyklad grawitacji (gravity) jako jedna z tych udowodnionych przez nauke teorii dodajac, ze kazda religia ma w swoim arsenale wlasna udowodniona teorie grawitacji”.

    a wcześniej (04.11.2012 o 18:49):
    „Podobnie jak wierzenia religijne; tylko teorie, podobnie jak „gravity” i w religiach znajdujemy dowody na istnienie Stworcy”.

    Możliwe, że ja nie rozumiem, co Pan pisze, bo Pan pisze niezrozumiale. Możliwe, że Pan nie rozumie tego, co ja piszę, bo i ja piszę nie dość klarownie.
    Pozostanę przy swoim przekonaniu, że całkowicie nieuprawnione jest (i pozbawione sensu) porównywanie „dowodów na grawitacje” i dowodów na istnienie Stwórcy dostarczanych przez różne religie (chyba że ta liczba mnoga nie decyduje o ich różnorodności; tylko dlaczego ich wyobrażenia boga tak się różnią, a zatem trzeba zapytać: istnienie którego z bogów dowodzą?).
    Siła ciążenia po prostu działa, więc nie trzeba jej udowadniać, co powstrzymuje nie tylko Pana od wychodzenia przez okno. Natomiast wciąż daleko nauce do teorii grawitacji spójnej z mechaniką kwantową.
    Przykro mi, że uznaje Pan moje wypowiedzi za agresywne, nie taka jest moja intencja. Chodzi raczej o to, by nie zamulać tam, gdzie rzeczy są dość jasne, a tam, gdzie rzeczy wcale nie są jasne, poszukiwać jasnych odpowiedzi, zamiast jednej zamykającej sentencji, że skoro czegoś nie wiemy, to stoi za tym Bóg.
    Ponieważ jednak — jak Pan sugeruje — wcale nie chce się Pan porozumiewać, skończmy na tym.
    Pozdrawiam
    JK

  41. Mnie zastanawia, dlaczego domniemani ateiści zajmują się tak gorliwie Bogiem. Ja nie wierzę np. w reinkarnację i co najwyżej dwa razy w życiu się do niej odniosłem bez specjalnej ekscytacji. Czyli można stanąć w kontrze do czegoś co nie istnieje 🙂

  42. @Jarosso
    Może dlatego, że reinkarnacja nie jest tak bardzo obecna w publicznym życiu jak wiara. A właściwie wciskanie tej wiary każdemu, w każdym możliwym momencie.

  43. No to teraz ja już nic nie kaman.
    Facet potwierdza wizualnie teorię superstrun i światów równoległych (patrz Hawking, Kaku etc. etc.) a Kowalczyk mu tego zabrania. But why? „Racjonalistuf” bez wodki nie razbieriosz.
    PS. A tych tokenów to głupszych nie mieliśta?

  44. Dlaczego nie wierzycie? … Miłość Boga jest jak ekstaza – ja tego doznałam.
    To jest prawda.

  45. Przepraszam a pan Kowalczyk to kto to jest …sorki ale nie znam?Kolejny Intelektualista i Autorytet sam dla siebie…. Ośmieszający katolików bo wierzą w wartości według których on nie PO-trafi żyć… ha ha ha kolejny nie-PO-korny dla 5 minut salonu… żałosny zakompleksiony starszy pan… PO-zdrawiam

  46. nie rozumie za bardzo oburzenia kolegi na ciągłą banalnosc i prostotę w przeżyciach nde. może to musi być proste i strawne aby nasz kiepski umysł sobie z tym poradzil? wierzyć czy nie to i tak nie rozumiemy 95% wszechświata.