Biskup zazdrości pieniędzy

Dowód na istnienie Nieba to małe miki w porównaniu z dowodem (niestety, kolejnym) na niemoralność prominentnych przedstawicieli Kościoła połączoną z jawnym lekceważeniem prawa. I nie mam tu na myśli chorego na alkoholizm biskupa, któremu dopiero latarnia w pełni objawiła prawdę o jego uzależnieniu i płynących z tego następstwach. Mam na myśli biskupa kieleckiego, niejakiego Kazimierza Ryczana. Nie raz już popisał się obskurantyzmem, ale tym razem przekroczył wszelkie granice. 

Podczas mszy św. z okazji Wszystkich Świętych na Cmentarzu Nowym w Kielcach odniósł się do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który przyznał odszkodowanie młodej kobiecie za to, że 4 lata temu (gdy była 14-latką) nie mogła przeprowadzić aborcji ciąży spowodowanej gwałtem, do czego miała prawo (i co zostało nawet potwierdzone przez prokuraturę). Była to wówczas dość głośna sprawa.

Trybunał orzekł, że Polska naruszyła trzy przepisy europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności dotyczące zakazu nieludzkiego i poniżającego traktowania, prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, a także prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego. Komentarz biskupa? „Wstrząsające, że matka chciała w ten sposób zarobić i zarobiła”.

No, cóż za znakomite wyczucie i głęboki szacunek dla ludzkich dramatów i emocji z jednej oraz poszanowanie dla prawa z drugiej strony! Nieprawdopodobny prostak. Kasa — to pierwsze, co mu przychodzi na myśl. Nie chce mi się tego specjalnie rozwijać, bo nawet średnio wrażliwy moralnie człowiek widzi, gdzie są skrzywdzeni, a gdzie krzywdziciele.

Wstrząsające, że biskup chce w ten sposób zarabiać i zarabia.
Że też tego piekła nie ma…

Słowo na niedzielę i na pociechę (autor nieznany):

Nie dziw się tym, którzy potrafią być dobrzy bez Boga, użalaj się raczej nad tymi, którzy potrzebują Boga, by być dobrymi.