I zawsze ta niepewność

Z „zamachem smoleńskim” jest jak z Bogiem — albo się w niego wierzy, albo nie. Kto wierzy (lub nagle uwierzył, czyli można powiedzieć doznał objawienia, a takich ostatnio przybyło), ten wszystko już tej wizji podporządkuje. Widzi od razu tę Całość, Jednię, więc każdy element składanki ułoży mu się w taki właśnie całościowy obrazek, wskakując na właściwe miejsce. A jeśli trafi się jakiś zdecydowanie niepasujący element — zostanie zignorowany, uznany za nieprawdziwy, wyleci z tego świata.

W pewnym sensie to samo dzieje się z niewierzącymi — oni też mają swoją Całość: w ich układance Bóg (albo zamach pod Smoleńskiem) po prostu się nie mieszczą. I obie strony mają swoją racjonalność i obie posługują się jakąś logiką. A jednak, sądzę, że nie są to racjonalności i logiki równoważne i równo warte. Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że tak działa nasz mózg. Bycie po jednej ze stron polega właśnie na tym, że ma się wewnętrzne przekonanie o byciu po stronie właściwszej, lepiej uzasadnionej, trafniej opisującej świat. Inaczej życie byłoby właściwie nieznośne, jeśli w ogóle możliwe. Najwyraźniej ci nasi przodkowie, którzy nadmiernie wątpili we własne racje, znacznie mniej efektywnie się rozmnażali (jestem, jak widać, po stronie ewolucyjnej teorii powstania człowieka).

Po drugie dlatego, że racjonalność, w myśl której Bóg jest zbędną hipotezą, ma moim zdaniem istotną na co dzień przewagę, m.in. owocującą skutecznością działania w świecie, w jakim żyjemy (w skrócie mówiąc, nauki podstawowe w ciągu ostatnich 400 lat pozwoliły na wytworzenie i opanowanie technologii, które z punktu widzenia np. starożytnych mają charakter iście magiczny). Oczywiście wierzący w Boga powiedzą na to np., że to Bóg właśnie w swej nieskończonej dobroci pozwolił człowiekowi być skutecznym… Ta debata nie ma szans na konkluzję i wiemy to doskonale, choćby i z dysput na tym forum.

Jak ten rodzaj racjonalności (naukowej) ma się do tezy o zamachu smoleńskim? Paradoksalnie zarazem ją kwestionuje, jak i pozwala podtrzymywać — czymże jak nie próbą wykorzystania tej racjonalności jest bowiem walka na specjalistów, autorytety naukowe i faktycznie istniejące oraz domniemane technologie? Różnica dzieląca wierzących w zamach od niewierzących polega na innej Całości, jaką kultywują. Jednak w logice „świata zamachu” każdą wątpliwość rozstrzyga się na niekorzyść oskarżonych, a każdy ustalony fakt, daje zakwestionować choćby dlatego, że ustalili go niewłaściwi ludzie. Z logiki spisku nie ma ucieczki, każdy, kto próbuje ją kwestionować, staje się oskarżonym o współudział.

Racjonalność, którą nazywam tu skrótowo naukową, ma w sobie tę oczywistą słabość (niezbędną dla rozwoju nauki i będącą zarazem jej wielką siłą) — zakłada wątpienie; niepewność cząstkowej wiedzy uznaje za pewnik, tak jak za pewnik uważa nieskończoność pola, po którym się porusza, czyli z góry zakłada, że zawsze będzie do pewnego stopnia cząstkowa). Ale takie myślenie nie daje się przełożyć na życie codzienne i jak najbardziej skończone.

Dlatego na niby niewinne pytanie dziennikarza: „Czy wyklucza pan zamach?”, prokurator musi odpowiedzieć: „Nie, nie mogę — jak dotąd — wykluczyć”. I jest po zabawie. On niuansuje, a oni już są pewni — nie może wykluczyć, czyli ukrywa prawdę!

Czy jestem pewien, że pod Smoleńskiem nie było zamachu? Nie, nie mam takiej pewności. Ale na podstawie dotychczasowych danych wciąż wydaje mi się skrajnie mało prawdopodobny. Podobnie jak na podstawie innego zestawu danych (ale także i tego konkretnego zestawu, obejmującego tę tak tragiczną i koszmarną katastrofę) jeszcze mniej prawdopodobne wydaje mi się istnienie Boga. Taki Bóg — nawet jeśli istnieje — w ogóle mnie nie interesuje. Wolę żyć, jak by go nie było.