Kontratak billboardowy

Ateistyczna akcja billboardowa w Lublinie i innych polskich miastach wyraźnie pobudziła do działania wiernych Kościoła katolickiego i sam Kościół. Jakby się przestraszyli, że ktoś, kto zobaczy napisane dużymi literami zdanie „Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam”, zaraz straci wiarę i przestanie dawać na tacę albo, co gorsza, ruszy gwałcić lub chociaż molestować nieletnich i okradać staruszki z ich emerytur… To śmieszne.

Kościół w Krakowie — donosi „Rzeczpospolita” chce w nowoczesny sposób ewangelizować lud roboczy miast i wsi, więc wywiesił gigantyczny baner, głoszący (zachowuję pisownię):

wszystko przemija… a ja wciąż jestem

Wygląda to o tyle dziwnie, że ów billboard wisi na trupie straszącego w Krakowie od wielu lat niewykończonego budynku — czyżby przemówiły mury? Ale pomysłodawcom taka interpretacja tekstu do głowy by nie przyszła. Dla nich to oczywiste, czyja to jest wypowiedź (choć nie podają źródła myśli, zapewne dotarła do promotorów akcji w sposób nadprzyrodzony).

Zastanowiła mnie jednak sama logika hasła. Wkraczam tu na bardzo grząski grunt teologii i metafizyki, a może jedynie tzw. zdrowego rozsądku, ale co tam, raz się żyje!

Ten mówiący KTOŚ najpierw orzeka, że WSZYSTKO przemija, by następnie zaskoczyć odbiorcę swego przesłania, zamierzonym jak sądzę, paradoksem: a ON wciąż jest, czyli nie przemija, czyli jest czymś/kimś POZA tym wszystkim. Nie należy do WSZYSTKOŚCI, do której my, czytelnicy tekstu, siłą rzeczy należymy. Tylko dlaczego my mamy się zajmować kimś, kto jest zupełnie gdzie indziej niż my, wszyscy ludzie, a więc nie żyje naszym życiem, i dlaczego mamy przejmować się tym, że on gdzieś tam wciąż jest? Prawidłowa odpowiedź brzmi zapewne: bo on to wszystko stworzył. Czyli gość stworzył WSZYSTKO tak, ŻE TO PRZEMIJA, i łaskawie nam to dziś przypomina, każąc nam czerpać pociechę — jak rozumiem — z tego, że on jeden nie przemija. Rewelacja!

No, ale ja jestem prosty ateista i wolę proste dowcipy, więc zamiast puenty:

 

PS

Komentarz do jednego z wątków: