Ateiści mniej obrzydliwi…

…ale wciąż mocno podejrzani. Przynajmniej w Ameryce. Najnowszy sondaż Gallupa — po raz pierwszy od 1958 r., czyli od kiedy bada się deklaracje Amerykanów, czy skłonni byliby zagłosować na nominowanego przez ich partię kandydata na prezydenta, mającego dobre kwalifikacje na to stanowisko, a przy tym (i tu pojawia się cecha różnicująca) np. kobietę, czarnego, muzułmanina, katolika itd. — więcej niż połowa ankietowanych (54 proc.) odpowiedziała, że gotowa jest zagłosować na ateistę. W 1958 r. takich deklaracji było 18 proc.! Największy skok na korzyść ateistów dokonał się do 1978 r., kiedy deklarowana wybieralność ateistów osiągnęła 40 proc. Przez kolejne 20 lat przybyło 9 punktów proc. (1999 r. — 49 proc.).

Można powiedzieć: idzie ku zrównaniu szans. Zwłaszcza że wśród ankietowanych w wieku 18–29 ateistę akceptuje 70 proc. (powyżej 65 roku życia — 40 proc.). Ale byłaby to nadzwyczaj optymistyczna interpretacja tych danych. Bo popatrzmy na wyniki innych grup (najpierw dane z 2012 r., w nawiasie z 1958 r.):

kobieta 95 (54)
czarny 96 (38)
katolik 94 (67)
żyd 91 (63)
gej/lesbijka 68 (26; 1978 r.)
muzułmanin 58 (b.d.)
ateista 54 (18)

Czyli — nie oszukujmy się — jeśli uwzględnić, że ankietowani niejednokrotnie deklarują raczej to, co uważają, że wypada mówić, niż to, co naprawdę uważają, wnioski dla Ameryki są smutne: lepiej publicznie zapewniać, że się wierzy w jakiegokolwiek boga, niż przyznać się do niewiary. Siła prostackiego skojarzenia ateista = ktoś niemoralny, tak chętnie podtrzymywanego przez wyznawców jednego boga, jest wciąż porażająca i przerażająca zarazem. Chociaż nie ma podstaw, by tworzyć proste zależności przyczynowo-skutkowe, jakoś wymowne są amerykańskie dane dotyczące relacji między procentem przebywających w więzieniach ludzi, którzy deklarują określone  wyznanie a procentem takich samych deklaracji w całej populacji. W różnych źródłach (i różnych latach) trendy są podobne: protestantów i ateistów (istotne: zdeklarowanych) jest wyraźnie mniej w więzieniach niż w całym społeczeństwie; chrześcijanie ogółem, żydzi i np. jehowici zapełniają więzienia proporcjonalnie do swej populacji, natomiast na niekorzyść wyróżniają się katolicy, muzułmanie, rastafarianie (marycha?) i np. scjentolodzy.

Pod tym względem Polacy są chyba bardziej otwarci (zapewne dzięki/wskutek indoktrynacji PRL) — w każdym razie przynajmniej raz świadomie woleli wybrać na prezydenta zdeklarowanego agnostyka (ech, te polityczne uniki), a nawet byłego aparatczyka, niż kandydatów wprawdzie bogobojnych, ale niezdolnych do spełnienia swych obietnic i zaspokojenia oczekiwań odbiorców.