Doda – recycling


Dwa lata (!) temu napisałem, co myślę o sprawie Dody. Zadziwiająco mało się przez ten czas zmieniło, więc idąc drogą niepełnosprawnego, utylizuję ponownie ten tekst, nie zmieniając w nim ani słowa:

Śmieszna Doda, groźny Nowak

Piosenkarka i celebrytka Doda (Dorota Rabczewska) zdecydowanie nie jest bohaterką mojej bajki. Nie powinna też być bohaterką bajek dla dzieci, ale zdaje się, że jest wśród nich znana dużo szerzej niż niejaki Robert Nowak, przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, który z uporem godnym lepszej sprawy ściga wszelkie przejawy tego, co jemu zdaje się urażaniem uczuć religijnych.

Tym razem źródłem urazy stał się fragment prasowej wypowiedzi celebrytki, że ona „bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię”, bo „ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła”. Pan Nowak złożył zawiadomienie do Prokuratora Generalnego, ponieważ, jak tłumaczył prasie: „Naszym zdaniem z wypowiedzi tej wynika, że w opinii Rabczewskiej autorami Biblii byli alkoholicy i narkomani. Religioznawca, z którym się konsultowaliśmy, jest zdania, że piosenkarka popełniła przestępstwo, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej i obrażając uczucia religijne m.in. chrześcijan i Żydów”.

Rzecz miała miejsce latem ubiegłego roku i pierwotnie mokotowska prokuratura, dokąd sprawa trafiła, odmówiła wszczęcia śledztwa, uznając, że wypowiedź piosenkarki nie kwalifikuje się jako przestępstwo. Pan Nowak to jednak człek nie w ciemię bity (choć nie zaryzykuję rozważań, gdzie był bity), więc złożył zażalenie, które zostało uwzględnione i w ten sposób właśnie się dowiedzieliśmy, że 30 kwietnia wobec Doroty R. został skierowany do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa akt oskarżenia. Wiceszefowa tej prokuratury twierdzi, że „za postawieniem zarzutów i oskarżeniem przemawiała treść opinii biegłych powołanych przez prokuraturę – językoznawcy i dwóch biblioznawców (świeckiego i duchownego)”.

Powtórzmy: „językoznawcy i dwóch biblioznawców (świeckiego i duchownego)”. Prokuratura potrzebowała trzech ludzi (przynajmniej zarobili, mam nadzieję), żeby zanalizować jedno zdanie w wywiadzie prasowym! Jeśli kogoś nie razi śmieszność tej sytuacji, niech dalej nie czyta, bo i tak nie da się do niczego przekonać.

Zadajmy sobie trud dodatkowej analizy. Czy naprawdę ze zdania „spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła” wynika, że „autorami Biblii byli alkoholicy i narkomani”, jak chciałby to wyinterpretować pan Nowak? Czy „spisał” to to samo, co „był autorem”? Czy tym samym torem interpretacji pobiegli biegli? Czy pani Rabczewska, mówiąc o tym, w co „wierzy”, jest takim autorytetem w dziedzinie wiary i historii religii, że jej orzeczenia są w jakiś sposób szczególnie istotne? Czyżby przekonania pani Rabczewskiej miały jakąś nadzwyczajną moc przekonywania? Może właśnie tym tropem podąża myśl pana Nowaka – on też wie, że wśród dzieci i młodzieży piosenkarka Doda cieszy się niezwykłą popularnością, co każe mu podejrzewać, że jedno jej zdanie może pomieszać w głowach maluczkim i niedoświadczonym w tropieniu herezji. Na szczęście on jest doświadczony i zapewne głęboko przekonany, że pobłażanie małym uchybieniom, rodzi wielkie przestępstwa. Jak by tak wsadzić celebrytkę na całe dwa lata (tyle formalnie jej grozi, co samo w sobie jest skandalem, ale nie będę rozwijał tu wątku konieczności zmiany zarówno kodeksu karnego, jak i konstytucji w tym względzie), to jej i jej podobnym raz na zawsze odechciałoby się wygadywać takie rzeczy nie tylko o Biblii. Tak zdaje się myśleć pan Nowak. I jest to przykład skrajnej naiwności z jednej, i naiwnej skrajności z drugiej strony. Bo przecież najbardziej w tej konkretnej sytuacji narozrabiał sam pan Robert Nowak. Gdyby był tak konsekwentny, za jakiego się uważa, natychmiast poleciałby do Prokuratora Generalnego, żeby uprzejmie donieść, że niejaki Robert Nowak, przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, założył sektę mającą na celu jak najszersze upowszechnianie każdego gdziekolwiek i przez kogokolwiek wygłoszonego zdania, o którym nie można z całą pewnością powiedzieć, że nie nosi znamion urażania uczuć religijnych. Tylko przecież panu Nowakowi (i jego sekcie) zawdzięczamy, że Polska Agencja Prasowa po raz kolejny przypomniała (a za nią powtórzyło mnóstwo publikatorów i ja także, a jakże), co rok temu w wywiadzie dla popularnej prasy powiedziała popularna piosenkarka w kwestii tego, w co ona sama wierzy, a w co nie bardzo. A w co wierzy pan Nowak? Prawdę mówiąc, nie chcę wiedzieć.

Notabene: pani Doda, której wolności słowa gotów jestem bronić, choć znaczna część tego, co wypowiada publicznie, nie jest warta nawet chwili namysłu, sama chętnie szuka obrony w prokuraturze, gdy ktoś, na przykład, nazwie ją „blacharą”. Żałosne? A macie wątpliwość?
5 maja 2010 r.