Sławomirski

Czas zmienić frazeologię. Kiedyś mówiło się „nudny jak flaki z olejem”, ale dziś „nudny jak Sławomirski” brzmi trafniej. Z przykrością poświęcam uwagę — raczej po raz ostatni — niesympatycznemu, za to symptomatycznemu zjawisku internetowego trollingu.

Zacznę od autokrytyki — skoro znaczna część komentarzy na moim blogu nie dotyczy zamieszczanych przeze mnie treści, to znaczy, że treści te są niespecjalnie ciekawe/kontrowersyjne/pobudzające do polemiki. Nie jest to bynajmniej kokieteria z mojej strony, lecz wyciąganie wniosków z faktów. Mówi się trudno — samego siebie nie przeskoczę. Rzecz jasna, nie uważam, by wszystkie posty musiały być „na temat” — czasem dyskusja rozwija się w nieoczekiwanym, lecz ciekawym kierunku i zdaje się sprawiać przyjemność dużemu gronu uczestników.

Gorzej, gdy któryś z komentatorów uważa, że korzystając z wolności wypowiedzi (której granice na tym blogu wyznaczają zasady opisane w dziale „Cenzur(k)a”), ma prawo wciąż powtarzać jakieś swoje pseudokatońskie Ceterum censeo Carthaginem esse delendam. Tak czyni, zachowując (co mu się chwali) wszelkie formy grzecznościowe, komentator zza oceanu, występujący pod nickiem Sławomirski.

Sławomirski miru bynajmniej nie sławi, za to wciąż śpieszy z pouczaniem czytelników blogu, jak powinni żyć, komu podawać rękę, co jest etyczne i demokratyczne, kto powinien mieć prawo do publicznych występów itd., itp. I tak wkoło Macieju, nie zrażając się irytacją i znużeniem pozostałych komentatorów, gotów jest w nieskończoność polemizować, zawsze pamiętając o wymienieniu nazwisk dwóch osób, na punkcie których jego obsesja ma wyraźnie chorobliwy charakter (choć może chodzi tu tylko o takie specyficzne pars pro toto).

Szanowny Panie Słowimirski! (używam tego zwrotu równie formalnie jak Pan)

Nie przewiduję wdawania się z Panem w jakąkolwiek polemikę bez względu na to, jak Pan to zinterpretuje (tchórzostwo? brak kontrargumentów? kryptokomunizm? przemądrzałość? znudzenie? odmienny sposób widzenia świata w paru podstawowych kwestiach?). Cenię ideę wolności słowa i dlatego nadal nie zbanuję Pana, pozostawiając Panu wybór, czy dalej trollować na tym blogu, czy może porzucić go, albo przynajmniej wzbogacić swoje wypowiedzi o inną tematykę. W każdym razie Pańską mantrę wszyscy już znamy i najwyraźniej nie robi na większości czytelników wrażenia. Mnie Pan nie zdołał do swoich (aber)racji przekonać.

Czy można obudzić grzecznie? — pytał kiedyś Norwid. Raczej nie, ale starałem się.

PS

Czytelników zdziwionych lub zniesmaczonych autotematyzmem tego wpisu przepraszam. Po prostu uznałem, że przy tym stopniu zawłaszczenia przestrzeni komentarzy przez jednego uczestnika jest to już konieczne. Mam nadzieję, że się to nie powtórzy.