Mainstreamowa nauka, czyli jak wykryć kit

17 lutego

My tu sobie gadu, gadu o istnieniu lub nieistnieniu istot wyższych i ponadczasowych z jednej oraz o tabloidyzacji mediów z drugiej strony, a prawdziwe życie duchowe odbywa się — co właśnie ku swemu zdumieniu odkryłem — nie na jakichś tam portalach katolickich, tylko na onet.pl w specjalnym dziale onet.strefa tajemnic. Czego tam nie ma!

Newsy! Ezoteryka! Apokalipsa! Przepowiednie! Teorie spiskowe! Kosmos! Duchy! I jeszcze coś EXTRA, np. „Beata Pawlikowska ostrzega przed końcem świata”:

Beata Pawlikowska uważa, że zapowiadany w kalendarzu Majów koniec świata nie jest czymś, co musi się zdarzyć bezwarunkowo, ale jest czymś, co jest bardzo prawdopodobne. To od ludzi zależy, czy te okoliczności zaistnieją. W książce dziennikarka zdradza, co każdy z nas może zrobić, aby „uniknąć końca świata”. Po szczegóły autorka odsyła do swojej książki.

Wow! (że się tak z angielska wypowiem) — już pędzę do księgarni.

Muszę przyznać, że zbiór bzdur zgromadzony tam przez Onet jest wręcz imponujący. A już czytanie komentarzy (za nie Onet, oczywiście, nie odpowiada) to czysta przyjemność i dobra zabawa, choć tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Rzecz jasna nie takie rzeczy można znaleźć w największym śmietniku świata, czyli Internecie, niemniej, że są tak wprost skojarzone z portalem, który (zdawało mi się) jest portalem informacyjnym, to jednak nadal mnie dziwi. Bo rzecz w tym, że już na głównej stronie natknąłem się tam na coś, co jest jakąś taką informacjo-recenzjo-sensacjo-nie-wiadomo-czym pt. „2,5 tysiąca dzieci reinkarnacji” (co za finezja językowa, swoją drogą). To w tej właśnie nocie znalazłem jedno z moich ulubionych wyrażeń „mainstreamowa nauka”:

Stevenson [autor książki — JK] nie upierał się jednak, iż znalazł dowody na reinkarnację. Nie odnosił się też nigdy do jej religijnych konotacji. Udało mu się jednak naświetlić istnienie intrygującego zjawiska, którego nie dało się wytłumaczyć prawami genetyki ani wpływem środowiska na rozwijający się płód. Mainstreamowa nauka nie przyjęła jednak do wiadomości, że może stać przed nieznanym dotąd fenomenem i, dla spokojnego snu wielu profesorów, Stevensona uznano za szarlatana forsującego paranormalne koncepcje.

„Mainstreamowa nauka”, „spokojny sen profesorów”. I oczywiście (w innym artykule): „Nie słyszymy o tych odkryciach w dzisiejszych czasach, ponieważ wszystko jest fałszowane i filtrowane przez naukowców, którzy nie chcą dopuścić do odkrycia prawdy”.

To wszystko typowe sygnały newage’owego bullshitu. Dodajmy jeszcze „tajemnice tradycyjnej medycyny chińskiej” i niemal wszystko, w czym pojawia się odwołanie do fizyki kwantowej, która sama w sobie jest tak dziwna z punktu widzenia tzw. zdrowego rozsądku, że z łatwością można ja wykorzystywać do hochsztaplerki w dowolnej dziedzinie. Przykład z recenzja książki z Onetu:

Najnowsza publikacja Bradena, „Efekt Izajasza. Gdy modlitwa i proroctwa łączą się z fizyką kwantową” to bodaj najbardziej niezwykłe spośród jego dzieł. Podobnie jak wszystkie poprzednie, jest nieprawdopodobny mariaż ścisłych nauk, wiary i zjawisk paranormalnych. Jeśli teoria Bradena dotycząca „efektu Izajasza” jest prawdziwa, otwierają się przed nami wręcz nieograniczone możliwości interpretowania znanych nam proroctw, ale i wpływania na losy całego świata.

Jakie są wasze „czujniki bullshitu”?

PS

Przykład bullshitu niemal doskonałego z wykorzystaniem rozmaitych technik marketingowych aż do mdłości (po angielsku):

maszyna do produkcji darmowego prądu. Autorzy strony ostrzegają, że mogą zniknąć w każdej chwili, bo chciwe firmy energetyczne boją się upowszechnienia tego genialnego wynalazku. Na swój sposób piękne!