Teizm, ateizm, cosizm

Poniedziałek, 9 stycznia

Rzekł głupi w sercu swoim: nie ma Boga! Do tych słów z psalmów Dawidowych (sprytnie postponujących niedowiarków) dodałbym: Rzekł głupi w sercu swoim: nie ma Boga, ale coś tam musi być!

Do postaw, których całe bogactwo zaprezentowali uczestnicy toczącej się tu dyskusji, muszę dorzucić jeszcze jedną, zadziwiająco powszechną. Tak jak mamy w Polsce całe mnóstwo tzw. niepraktykujących katolików (postawa szczególnie popularna wśród mężczyzn), tak wśród ludzi niewierzących w Boga żadnej z wielkich religii monoteistycznych (ani nawet bogów innych religii) zadziwiająco popularna jest postawa, którą można by nazwać cosizmem, a polegająca na tym, że jej reprezentant, nawet niespecjalnie przyciskany do ściany, przyznaje otwarcie:

W życie pozagrobowe nie wierzę, ale…, ale… przecież coś TAM, po drugiej stronie, musi być; przecież to nie może być tak, że umieramy i… już, jest po wszystkim. COŚ nas/mnie jeszcze czeka, bo inaczej — życie TU nie miałoby sensu, a na to się  zgodzić nie mogę!

Cosizm (nazwa zaproponowana przez wydawcę i promotora nauki Piotra Szwajcera) to bardzo popularny mem wśród tych wszystkich, którzy uznali, że nie potrafią już uwierzyć w historie proponowane przez rozmaite religie (w języku religijnym: nie otrzymali łaski wiary), ale nie mają dość sił, by poznawać i zgłębiać naukowy opis świata (nie dość, że niesamowicie wymagający, to jeszcze raczej mnożący pytania, niż dający pewne odpowiedzi). Cosista i cosistka chętniej sięgną po rozmaite New Age’owe banialuki, ulegając a to jednej, a to drugiej modzie na COŚ WIĘCEJ niż życie z materii startujące i w niej ostatecznie lądujące.

Kto nie czytał żadnego horoskopu i/lub nigdy się nim nie przejął — niech pierwszy rzuci kamieniem.