Indoktrynacja ateistyczna

Wtorek, 3 stycznia

Pisanie jest też oraniem — zauważył swego czasu poeta, którego nazwiska nie pomnę. A oranie to ciężka praca. Może dlatego dość rzadko ostatnio siadam do klawiatury. Nie chcę się przemęczać. Jak już w końcu coś tam wyorzę, zaraz okazuje się, że to przykład „wojującego ateizmu” i „indoktrynacji ateistycznej”.

Wydaje mi się to o tyle zabawne, że nie mogę przecież (i nie chciałbym) zmuszać kogokolwiek do czytania tego, co piszę. Dlaczego przedstawianie poglądów na świat i ludzi z jednoznacznym uwzględnieniem istotnej przesłanki interpretacyjnej, jaką jest fizykalistyczny czy naturalistyczny sposób postrzegania rzeczywistości, miałoby być zaraz indoktrynacją kogokolwiek?

Jeśli z kimś gotów jestem wojować (na słowa, na słowa przecież), to dlatego, żeby jeszcze raz sobie i innym uświadomić rzecz najbardziej oczywistą na świecie, a jednak wciąż nie dość docenianą: podstawowym doświadczeniem człowieka cywilizowanego jest doświadczenie nieskończonej niemal ludzkiej (i biologicznej) różnorodności, z którą i w ramach której musimy żyć, choć byśmy nie chcieli.

Taka np. Lady Gaga, bożyszcze tłumów. Wierzy w duchy (czy wierzy w jakiegoś boga lub bogów, nie wiem), uważa, że jej karierę nadzoruje duch jej zmarłej ciotki. Więcej — ona sama strasznie boi się złych duchów. Jeżdżąc po całym świecie z występami, ciąga za sobą (zapewne nie czują się szczególnie nieszczęśliwi z tego powodu) całą grupę badaczy tzw. zjawisk paranormalnych. Zanim zamieszka w jakimkolwiek hotelu, jej „ghost hunterzy” skanują pomieszczania na okoliczność obecności złych duchów, korzystają przy tym oczywiście ze specjalnie dla niej przygotowanego (za jedne 30 tys. dolarów) urządzenia mierzącego pole elektromagnetyczne (bo nie wiedzieć czemu, duchy miałyby się objawiać własnie takiemu miernikowi). Dlaczego duchy nie przychodzą do gwiazdy już po przeskanowaniu hotelu, mogłyby odpowiedzieć tylko one. Gdyby istniały.

Nie naśmiewam się z Lady Gagi — nie ona jedna boi się duchów. Zwracam raczej uwagę co bardziej cynicznym czytelnikom na job opportunity — a to rzecz dzisiaj niebagatelna. Na pewno niejedna polska gwiazda scen i ekranów dałaby się przekonać, że za pomocą jakiegoś miernika i za niewygórowaną cenę (+ udział w trasie koncertowej) możemy jej zapewnić nieobecność złych duchów w jej otoczeniu — i to na sto procent! Że nie są takie naiwne? A pamiętacie, jak prezes TVP Andrzej Urbański nosił czerwony sznureczek na przegubie dłoni (znany wśród wielkich ludzi sposób zapobiegania złym urokom)? A gdy dziennikarz TOK FM zwraca się do ASTROLOGA z pytaniem, jaki będzie 2012 rok, i potem zamieszcza odpowiedź w serwisie informacyjnym, to czy nie robi z siebie takiego samego głupka jak Lady Gaga?

PS Spostrzegawczy czytelnicy zauważyli, że dzisiaj jednak jest wtorek. Wyjaśniam pomyłkę — napisałem środa, bo mamy zaburzony rytm pracy redakcyjnej przez te wszystkie święta byłe i nadchodzące; to, co zwykle robimy w środę, robimy dzień wcześniej.