Zamulanie

Drogi P.! Nie sposób szanować poglądów, które wyrażane są w taki sposób, żeby od razu zmanipulować odbiorcę, narzucić fałszywy, nacechowany ocennie opis rzeczywistości, sparaliżować ewentualną dyskusję — bo żeby ją w ogóle móc sensownie zacząć, najpierw trzeba ustalić, o czym i jakim językiem mamy mówić.  Prym wiodą tu nasi politycy, a najświeższym  przykładem jest wystąpienie posła Arkadiusza Mularczyka, szefa nowo powstałego klubu parlamentarnego Solidarna Polska (skądinąd nazwa klubu absolutnie jego klubowiczów do niczego nie zobowiązuje; sadząc właśnie po ich enuncjacjach, pojęcie solidarności jest im dość obce, podobnie jak i postawa solidarności przekraczającej granicę doraźnie powstałej podpartii).

Już nawet nie mam na myśli tak zgranych wyrażeń, jak „chcemy bronić tradycyjnych wartości, wartości rodzinnych”, które brzmią jak zaklęcia, mające zamykać wszelką dyskusję, bo kto poważy się zakwestionować konieczność obrony tychże  tradycyjnych i rodzinnych wartości? W tym charakterystycznym (nie tylko dla posłów prawicy) stylu, słówko „tradycyjny” ma z założenia pozytywny wydźwięk, co przecież wcale nie jest uprawnione. Prawdopodobnie dla nich nawet włamanie dokonane tradycyjnymi metodami jest jakoś lepsze od włamania nowoczesnego.

Zacytujmy pana posła:

Pani Wanda Nowicka współpracowała z fundacją firm [sic!], które produkują narzędzia do aborcji, do niszczenia małych dzieci czy noworodków.

Potrzeba kilkunastu zdań, by odkręcić tę zakręconą wypowiedź (zauważmy, wypowiedź prawnika, zatem kogoś, kto powinien umieć ważyć słowa, ale przecież wyraźnie ani nie ma takiego zamiaru, ani jest mu to na rękę).  Zacznijmy od przejęzyczenia (podyktowanego, jak rozumiem, emocjonalnym uniesieniem) dotyczącego samego meritum, chodzi przecież o to, że kierowana przez Wandę Nowicka fundacja otrzymywała wsparcie finansowe od firm farmaceutycznych, a nie że „współpracowała z fundacją firm”, co oczywiście sugeruje, że była bezpośrednim beneficjentem tej współpracy.

Dalej mowa o firmach, „które produkują narzędzia do aborcji” — od razu wieje grozą! Niemniej wystarczy się chwilę zastanowić — przecież absolutnie każda procedura medyczna wymaga dziś narzędzi i lepiej, żeby były to narzędzia dobre. Ktoś musi je zatem produkować i ten ktoś zapewne produkuje też jakieś inne narzędzia medyczne.  Produkowanie narzędzi medycznych nie dyskwalifikuje moralnie ani firmy, ani pracujących w niej ludzi, ani tym bardziej fundacji korzystającej z pomocy finansowej od takiej firmy. Nie podejrzewam, by poseł Mularczyk był tak nierozgarnięty, by tego nie wiedzieć, i nawet jeśli jest zdeklarowanym przeciwnikiem aborcji, w sytuacji gdyby jakaś bardzo bliska mu kobieta zaszła np. w ciąże pozamaciczną (a to zdarza się niezależnie od przekonań religijnych; pozostawię na boku inne, jeszcze groźniejsze scenariusze), wolałby chyba, by taką ciążę usunięto sprawnymi narzędziami.

Idźmy dalej. A dalej następuje nadużycie w czystej postaci: aborcja dotyczy przecież działania na embrion lub płód w trakcie ciąży (w absolutnej większości wypadków we wczesnej jej fazie), a więc nie dokonuje się jej ani na „małych dzieciach”, ani na „noworodkach” (czyli, z definicji, nowo narodzonych dzieciach). Żadna firma nie produkuje też narzędzi medycznych przeznaczonych do niszczenia dzieci. Prawnik, który sugeruje takie rzeczy, po prostu się publicznie kompromituje (o ile poseł Mularczyk ma jeszcze, że tak powiem, zdolność do dalszej samokompromitacji).

Na koniec na podstawie tak sformułowanego zarzutu pan poseł podaje w wątpliwość moralne prawo Wandy Nowickiej do piastowania urzędu wicemarszałka Sejmu, a nawet moralne prawo, by reprezentować „wszystkich Polaków” w Sejmie. Poseł najwyraźniej zapomniał, że została ona wybrana do Sejmu przez Polaków, a nie przez koncerny farmaceutyczne. W sumie już nie chce  mi się tego dalej rozwijać.

Ale muszę. Bo jeszcze gorszy niż poseł Mularczyk jest autor noty w gazecie.pl, który niefrasobliwie, nie stosując żadnych cudzysłowów pisze (powtarzając zapewne za źródłem, do którego się odwołuje), że (podkreślenie moje):

kierowana przez Nowicką Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny otrzymywała pieniądze od koncernu farmaceutycznego produkującego środki antykoncepcyjne oraz od międzynarodowej organizacji, promującej aborcję i produkującej przyrządy do przerywania ciąży.

A jakim promowaniu może być tu mowa? Jeśli pominiemy przypadki patologii, na czym miałaby polegać atrakcyjność wypromowanej aborcji dla jakiejkolwiek kobiety? To kolejny chwyt językowy stosowany przez tzw. ruch pro-life, by uczynić z ludzi dopuszczających aborcję (nie: promujących, nie: zachęcających do aborcji dla niej samej, nie: widzących aborcję jako środek antykoncepcyjny itd., itp.) osoby po prostu niemoralne. Więcej, przeciwne „tradycyjnym wartościom”, wartościom rodzinnym i czym tam jeszcze wycierają sobie gęby politycy pokroju posła  Mularczyka i posłanki Kempy. Ta ostatnia dwa dni wcześniej krzyczała, że jest „za krzyżem” i „tradycyjnym modelem rodziny”, potwierdzając w ten sposób, że nie zaprząta sobie głowy oglądaniem świata, w jakim żyje, a w którym tradycyjny model rodziny jest już tylko jednym z wielu jej współistniejących modeli, wyznawcy Chrystusa zaś nie mają żadnego monopolu na wyznaczanie granic moralności. Na szczęście.

Pozdrawiam

JK