Rozterki obce Osamie i Obamie

Poniedziałek, 2 maja. Zabili Osamę. Wybuchła radość w Ameryce i wielu innych miejscach. Tak jakby to rzeczywiście coś rozwiązywało. To był niewątpliwie morderca wyrachowany i raczej cyniczny niż powodowany wiarą (co niewiele w sumie by zmieniało). Wiemy (ale tylko z relacji), że w sytuacji albo-albo nie chciał iść pod sąd z Allahem na ustach, lecz wolał umknąć, osłaniając się od kul kobietami. Odpychająca pod każdym względem postać.

A jednak…, a jednak te spontaniczne wybuchy radości na amerykańskich ulicach jakoś budzą we mnie niesmak, przypominając podobne manifestacje w świecie arabskim po ataku na WTC.

Można ten mój niesmak potraktować jako przejaw pięknoduchostwa (na pewno nie trzeba być chrześcijaninem, by być do takich uczuć zdolnym), ale nie w tym rzecz, że wierzę w zwycięstwo nad terroryzmem drogą pokojowych negocjacji, rzecz raczej w tym, że czym innym jest wojna czy stoczona w jej trakcie potyczka, a czym innym wykonywanie wyroków. A chyba nikt nie ma wątpliwości, że ta akcja raczej jedynie opcjonalnie zakładała ujęcie Bin Ladena żywcem i że brano pod uwagę nieuchronne skutki uboczne w postaci śmierci innych osób (w jakim stopniu i czego winnych staje się tu całkiem bez znaczenia). W sobotnim ataku NATO na dom Kaddafiego zginęło troje jego wnuków i jeden z synów. Ten ostatni zdążył już nabroić, ale chyba nikt nie czuje się komfortowo, gdy czyta o zabiciu dzieci…

Terroryści zabijają, więc muszą się liczyć z tym, że będą zabijani równie bezwzględnie. W imię tego czy owego, ale także i tego, żebym ja tu sobie mógł wyrażać moralne rozterki. Wiem o tym. Co nie znaczy, że mam razem z innymi tańczyć na ulicach dlatego, że fachowcom od zabijania po 10-letnim pościgu w końcu udało się kogoś zabić, rozstrzeliwując przy okazji kogoś innego.

Nie potrafię też zgodzić się z naszym prezydentem, który mówi, że dokonała się sprawiedliwość. Można odczuwać — jak wielu to przyznaje — ulgę, że państwo zdołało po raz kolejny wykazać się skutecznością i dokonało odwetu. Wymierzanie sprawiedliwości to jednak coś innego.

PS

A teraz coś z zupełnie innej beczki: portal TOK FM kultywuje ciekawą ortografię. O instytucji Kościoła katolickiego pisze małą literą (np. tu), a o rodzinie Jarosława Kaczyńskiego — wielką (zob. „W pociągu jedzie też kilku księży, w tym kapelan parlamentarzystów. Prezes PiS Jarosław Kaczyński ze względu na chorobę Matki musiał zrezygnować z podróży do Watykanu”).