Kwestorzy cenzorzy

Środa, 13 kwietnia. Kwestorzy z Parlamentu Europejskiego się wygłupili. Nawet jeśli formalnie mieli rację, to jest to przykład całkowicie bezsensownej urzędniczej ingerencji, która dodatkowo wzmocniła  efekt propagandowy zaplanowany przez europosłów PiS.

Wystarczyło popatrzeć na zadowoloną twarz Jacka Kurskiego, gdy widział zmieszanego i wkurzonego Jerzego Buzka, oskarżonego przez pisowców o bezsilność w tej sprawie. Przecież jest oczywiste, że takie zaklejenie podpisów pod zdjęciami musi się skończyć ich upowszechnieniem, co najmniej w Internecie. Co z tego, że znaczna część tych podpisów ma się nijak do tytułu wystawy „Prawda i pamięć”? (Najbardziej ubawił mnie tekst: „Żaden inny polityk nie cieszył się takim oddaniem obywateli jak Profesor Lech Kaczyński”). Czyżby kwestorzy uważali (albo wiedzieli), że europarlamentarzyści są głąbami i nie potrafią odróżnić informacji od propagandy? A jeśli chodzi o to, że Europa boi się narazić kilkoma zdaniami Rosji czy jej dyplomacji, to co to za Europa?

W sumie dość żałosne widowisko. I w tym wszystkim jeszcze ten nieszczęsny emeryt agent Tomek z nażelowanymi włoskami, najwyraźniej zachwycony tym, że dopuszczono go do takiej konfidencji — w końcu stał obok byłego ministra sprawiedliwości i kręcił się wśród tuzów partii dającej mu szansę wejścia do Sejmu. O Richardzie Czarnekim zmilczę, bo cisną mi się same słowa nieeuroparlamentarne.