Próg uśmiechu

Niedziela, 3 kwietnia

To jednak zabawne, gdy była szefowa kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego apeluje publicznie: „Dla dobra Polski i dobra życia publicznego Jarosław Kaczyński musi odejść”. Oczywiście, prezes nigdzie nie odejdzie, przynajmniej dopóki nie poniesie naprawdę miażdżącej porażki wyborczej — a to mu na razie nie grozi. Jasno wynika to z sondaży: jeśli w reprezentatywnym badaniu przeprowadzonym na zlecenie POLITYKI — o którym będzie mowa w najnowszym numerze — bodaj 8 proc. respondentów uznaje zamach za możliwą przyczynę katastrofy smoleńskiej, to nie może być wątpliwości, że mamy do czynienia z niekwestionowalnym rządem dusz sprawowanym przez prezesa nad sporą częścią społeczeństwa (prezes wolałby tu słowo „naród”, którego nadużywa z taką lubością w ostatnich dniach).

Jarosław Kaczyński nigdzie nie odejdzie, bo jest przekonany, że na przekór dojmującemu prywatnemu psychicznemu bólowi musi wypełnić misję kontynuowania „dzieła brata” (kolejny prokurowany przezeń mit), o czym mówi w wywiadzie dla „Wprost” i co stało się kanwą nowej ideowej reklamówki PiS (zresztą dość beznadziejnej i skierowanej tylko do stałego zaplecza partii). Prezes nigdzie nie odejdzie, dopóki ludzie z jego otoczenia będą podtrzymywać w nim tę mistykę dzieła. Ale co oni w końcu innego mogą robić? Kto zechce takiego Brudzińskiego, Błaszczaka, taką Kempę i Szydło we własnych szeregach partyjnych? Chyba nawet Lepper i Giertych nie byliby takimi desperatami, gdy jakimś cudem zdołali wrócić do poważnej polityki.

Dlatego uważam, że Joanna Kluzik-Rostkowska ośmiesza się jako polityk/czka wygłaszając takie wezwania (brzmiące jak nędzne echo Lepperowskiego apelu o odejście Balcerowicza). Okazuje swoją słabość jako analityk sceny, a przy okazji obnaża samą siebie: nie widziały gały, co wcześniej zachwalały? Na miejscu Elżbiety Jakubiak czy Michała Kamińskiego poczułbym się nieswojo. Adam Bielan już wyleciał (co przy okazji pokazało nie najsprawniej działającą kuchnię PJN).

Joanna Kluzik, zapewniając słuchaczy na spotkaniu o nieuchronnym sukcesie swej partii, może mieć jednak trafną intuicję. Ludzie zauroczeni ogólną pisowską wizją świata, ale zarazem przestraszeni coraz bardziej endecko brzmiącym i coraz bardziej nienawistnym i zadufanym w sobie prezesem, mogą szukać przystani wśród uśmiechów niemal naturalnie zdobiących oblicza szefów PJN. Ale czy tych ludzi wystarczy, by przeskoczyć wyborczy próg? Na razie wciąż wątpię.