Silna Polska i słaba polityka

Piątek, 19 listopada

Fotki z albumu rodzinnego i rozmowa na wizji ze zmarłym (dobrze choć, że zmarły nie odpowiada) — to bardzo interesująca propozycja na ostatni spot przed wyborami samorządowymi. Ciekawe, kto stoi za tym genialnym pomysłem zrealizowanym przez szefa PiS z samozaparciem godnym lepszej sprawy. A może głównym celem wcale nie są te wybory? Dzięki powtórzeniom w dość niedługim tekście dowiadujemy się, że najważniejsza jest siła; że prezes wreszcie zaczyna budować silną Polskę (pewnie dlatego gromadzi wokół siebie takie silne osobowości).

I tu nie mam wątpliwości: przesłanie trafi do wielu umysłów. Kto by nie chciał, żeby Polska była silna? Cokolwiek to znaczy. Chociaż nie, nie „cokolwiek”. Jak już chyba zdążyliśmy się zorientować, o znaczeniu słów decyduje doraźnie, na bieżąco, w zależności od etapu, sam prezes.

Platformiany pomysł na kampanię samorządową („z dala od polityki”) spotkał się już z krytyką i słusznie. Jest sprytny, ale jednak krótkowzroczny. Bo co właściwie znaczy to dystansowanie się od polityki? Wielkimi billboardami Platforma Obywatelska krzyczy do obywateli: polityka jest be — brudna, błaha, błazeńska. W przydługich spotach telewizyjnych tłumaczy: ludziska, zajmijcie się własnym ogródkiem, a my weźmiemy na siebie ten straszliwy ciężar władzy centralnej, trudy tej wielkiej polityki, która was przecież nie dotyczy…

Hm, coś tu nie tak. Przecież bez warunków stwarzanych przez ową wielką, niby-odległą politykę na górze, nie ma mowy o skutecznym działaniu na dole. Tusk wie to doskonale — czym innym jak nie polityką od góry, działającą na dole, są Orliki, którymi tak lubi się chwalić?

O kampanii SLD nie chce mi się pisać. A kiedy zobaczyłem, jak jest traktowany przez mieszkańców Warszawy podczas zachęcania do oddawania na niego głosu Czesław Bielecki, zrobiło mi się go trochę żal. Ale tylko trochę.