Palikoty prawicy? Ani trochę

Wtorek, 16 listopada

Rozczarowanie to mało. Gdy czytam tekst oświadczenia p. Kluzik-Rostkowskiej, odczuwam zażenowanie, nawet coś w rodzaju wstydu, bo zawsze mi trochę wstyd, gdy ludzie kompromitują się na własne życzenie i robią to publicznie — czy to przed kamerami, czy to w Internecie. Nie spodziewałem się zbyt wiele, w końcu ci wszyscy ludzie stojący obok p. Kluzik podczas jej konferencji, gdy ogłaszała powstanie Stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza, wyrośli z PiS — ten styl, ten język, ta specyficzna fraza. Ale po osobie, która ma za sobą epizod w dziennikarstwie (i po osobach, które mają za sobą wykształcenie rozmaite) oczekiwałbym jednak odrobinę więcej — zarówno w warstwie językowej, jak i merytorycznej. Zwłaszcza tej drugiej.

Zostawmy już na boku skandaliczną, kompromitującą wręcz interpunkcję (a właściwie całkowite jej zignorowanie) — to sztuka w języku polskim istotnie dość trudna, choć do opanowania. Stylistyczne wpadki zrzucam na karb pośpiechu (choć pośpiech, jak mówią, wskazany jest przy łapaniu pcheł, przy politykowaniu warto by się trochę namyślić, zanim się coś powie/napisze/opublikuje). Dużo gorzej wypada to oświadczenie od strony oferty ideowej. Zryczałtowana i prostacka krytyka rządu Tuska jako specyficzna forma zachęty do dialogu, odmienianie słów Polska, Polacy, rodzina na wszelkie sposoby, powrót do mitu o Lechu Kaczyńskim jako wielkim mężu stanu, dbającym o obraz i pozycję Polski w świecie… Nawet cienia nowej myśli. W zamian parę banałów i bzdur w rodzaju „Niestety rząd woli ten nasz wspólny dług powiększać płacąc rocznie 38 mln zł na opozycję, która usypia go w błogim nieróbstwie” (to nie rząd płaci na partie, to podatnicy ponoszą koszt przyjętego — inna sprawa, czy słusznie — sposobu finansowania partii, które zdobyły odpowiednie społeczne poparcie w drodze wyborów; czyli ów Kluzikowy rząd nie płaciłby na złą opozycję, a więc PiS, gdyby ludzie na tenże nie głosowali, a wtedy z kolei i sama pani Kluzik nie miałaby problemów, co ze sobą zrobić).

Zresztą, już sam pomysł na nazwę wydaje mi się absurdalny (jakież to zgrabne, zwięzłe i nienadęte zarazem! Nawet pomysłodawcy nie wiedzą, jak to zapisywać, dużymi literami czy w cudzysłowach) — czy to ma znaczyć, że cała prezydencka kampania na rzecz Jarosława Kaczyńskiego była w porządku, tylko sam kandydat się nie sprawdził? Dziwię się tym panom spin doktorom, że nie widzą śmieszności takiej konstrukcji.

To grono (nazwane przez prof. Staniszkis, „przyszłością prawicy”, co jest bzdurą, ale miło usłyszeć, że taka jest przyszłość prawicy) to nie są nawet Palikoty prawicy. To jest wciąż to memłanie słów Polska, naród, historia… powtarzanie komunałów. Najgorsze, że wychodzi na to, iż rację ma pan prezes — wiele hałasu o nic. Bo choć rzeczywiście nieważne są jego buty, za to wciąż liczy się jego buta.

PS

Internauci (i nie tylko) skłonni są lekceważyć znaczenie poprawności językowej. Moim zdaniem, o ile pewna nonszalancja daje się usprawiedliwić w blogosferze, o tyle nie widzę usprawiedliwienia dla takiej postawy tam, gdzie wypowiedzi mają status oficjalny. Tak jest w wypadku oświadczenia p. Kluzik. Skądinąd zabawne jest, gdy widzi się taki tytuł w „Rzeczpospolitej” (środa, pierwsza strona):

PiS light, czyli „Polska jest najważniejsza”

Ten cudzysłów nadaje nazwie wymiar ironiczny, podaje w wątpliwość intencje polityków, którzy postanowili się skupić pod takim szyldem. Poza tym, co to za kultywowanie polskości bez elementarnego szacunku dla języka polskiego?