Pali mosty za sobą. I przed sobą

Sobota, 2 października

Palikot ściągnął na spotkanie ze sobą parę tysięcy ludzi. Pięknie. Wołali: Janusz! Janusz! To musiało zrobić na nim wrażenie. Naprawdę uwierzył, że może być kimś więcej niż enfant terrible polskiej polityki. Więc na koniec wiecu ogłosił, że oddaje mandat posła przed końcem kadencji, czyli olał wszystkich tych, którzy na niego zagłosowali trzy lata temu. Dlaczego ludzie (i to teraz, poza PO, znacznie więcej ludzi) mają znów mu uwierzyć i głosować, żeby wrócił do Sejmu? Bo to będzie lepszy Sejm? Z nowym Palikotem?

Hasła ma ogólnie słuszne, a jednak obawiam się, że ta jesienna wiosna ludków długo nie potrwa, bo obecnie obowiązujący system partyjny bardzo sprytnie blokuje nowe inicjatywy. Może przynajmniej Donald Tusk zrozumie, że nie da się w nieskończoność manewrować, próbując nikogo nie urazić.