Jaruś, ran twych nie godnam całować

Niedziela, 26 września

Tymi słowy powinna zareagować Joanna Kluzik-Rostkowska, swego czasu redaktor „Expressu Wieczornego” i naczelna „Przyjaciółki” (więc kobieta oczytana), by udobruchać swego partyjnego szefa. Wiele by to nie pomogło, ale z pewnością mile go połechtało, bo widać, że pan prezes postrzega siebie w kategoriach wielowymiarowego i tragicznego bohatera literackiego, trochę Mickiewiczowskiego (Gustaw w Konrada przemieniony, zemsta, zemsta na wroga…), a trochę Sienkiewiczowskiego.

Prezes, otrząsnąwszy się już najwyraźniej z szoku po stracie brata, ostatecznie zrzucił maskę walczącego o ojczyznę Babinicza (jak się teraz okazuje, założoną mu, gdy trwał w szoku, przez sprytnych, ale jednak zaledwie „uroczych” i „przystojnych” członków jego komitetu wyborczego) i wrócił do roli Kmicica –- watażki, który realizuje osobistą wizję polskich porządków. Ma nawet u boku Kiemliczów, liczniejszych zresztą i lepszych od pierwowzoru, bo sami wiedzą, kiedy trzeba „prać”. I wiernego Sorokę (a może i dwóch), bez szemrania wykonującego polecenia, choćby i niezrozumiałe.

Czego zaś godna lub nie pozostaje pani Kluzik-Rostkowska, łatwo sama sprawdzi: jeśli prezes z wrodzoną rycerskością cmoknie ją w rękę, znaczy się jeszcze nie spadła do kategorii tych, którzy na dotyk dłoni prezesa już nie zasługują.