Parodia i satyra, czyli nowa gwiazda kabaretu

Na scenie politycznego kabaretu obok takich tuzów, jak Wymigalski i Kruchciński, pojawiła się nowa gwiazda – pan Płaszczak. Niestety, i tym razem telewizja prywatna była szybsza od publicznej. Chociaż to TVP2 w ramach misji specjalizuje się w ciągłym przeglądzie scen kabaretowych (żeby ludziom żyło się weselej), to potencjał pana Płaszczaka szybciej dostrzegł TVN i natychmiast zaczął go eksploatować ku uciesze widzów. (Pominęli nawet fazę eliminacji w cyklu „Mam talent”, zakładając, że taki talent i tak trafiłby do finału).

Pan Płaszczak, jak każdy dobry komik, nie śmieje się z własnych dowcipów, za to bawi widza do łez, twórczo parodiując te wątki z historii polskiej satyry, które dotyczą tzw. życia wewnętrznego partii. Gdy mówi o swojej partyjnej koleżance, że „została zawieszona za postawę”, od razu słyszymy aluzję do sytuacji sprzed lat, gdy „członka z ramienia partii wysuwano na czoło”, by realizował zadania na powierzonym odcinku frontu walki ideowej. Gdy tłumaczy, co chciał powiedzieć wódz nic nie mówiąc na jakiś temat (lub co naprawdę chciał powiedzieć mówiąc to, co powiedział), widz najpierw ma okazję się zadumać nad głębią partyjnej myśli, a potem zrozumieć, na czym polega oczyszczająca moc śmiechu, którym nieuchronnie musi wybuchnąć.

Bicz satyry Płaszczaka uderza celnie: tym jednym zdaniem o niewłaściwej partyjnej postawie odwołuje się do sławnej przestrogi Stalina o „zawrocie głowy od sukcesów”, a zarazem przypomina wszystkim członkom partii, że wraz ze zbliżaniem się do zwycięstwa walka klasowa się nasila, więc trzeba zachować jednomyślną jednogłośność i zewrzeć szeregi. My się śmiejemy, a koleżanka Płaszczaka po chwilowym załamaniu (wizyta w TVN u Moniki Olejnik), rozumie, że popełniła błąd i choć należy do osób spoza jakiejkolwiek klasy, od razu dała odpór dziennikarskim inteligencikom, chodzącym na pasku burżuazyjnej telewizji.

Dzięki panu Płaszczakowi teraz już wiemy, jak odpowiedzieć na najtrudniejsze nawet pytanie. Wystarczy powtarzać: „Miłego wieczoru! Miłego wieczoru!”. Parodia i satyra w jednym.