Prezes listy pisze, o nierzeczywistości

Niedziela, 5 września

Prezes Kaczyński napisał list do podwładnych, o przepraszam, miałem na myśli do członków swojej partii (bo to jest jego partia, a nie ich partia). W siedmiu punktach wyłożył, co mają myśleć, zanim się wezmą za debatowanie. Żeby wiedzieli, jakie wnioski powinny wynikać z ewentualnych dyskusji, gdyby komuś się jednak na nie zebrało, co zasadniczo zabronione — oczywista oczywistość — nie jest, ale po co się mają przemęczać gadaniem, skoro wnioski są już znane i spisane?

Analizować złotych myśli prezesa nie będę, bom bezpartyjny. Zresztą, szkoda czasu — niech się temu poświęcą komentatorzy polityczni, którym za to płacą, a poświęcą się na pewno, bo jest w liście wiele perełek najwyższej klasy wydobytych z najgłębszych głębin duszy prezesa (sprawny umysł takich pereł jednakowoż nie produkuje). Jedną tylko „myśl” postanowiłem zacytować, gdyż jasno pokazuje fundamentalne mentalne ograniczenie człowieka, o którym sam dotąd (no, powiedzmy, do 10 kwietnia) sądziłem, że potrafi myśleć w szerszym kontekście.

W końcówce swej epistoły prezes zarzuca rządzącym, że zamiast wykorzystywać środki europejskie na rozwój kraju (tu przy okazji, jak zwykle, troszkę przekłamuje realia), biorą się, ni mniej, ni więcej (podkreślenia moje), za:

zniszczenie tego, co stanowi jedyna moralną podstawę funkcjonowania naszego społeczeństwa, czyli religii katolickiej. Chodzi przy tym nie o kwestie wiary lub niewiary, tylko o świadomość, że to niszczenie jest jednoznaczne z otwieraniem drogi dla nihilizmu, który swoją twarz pokazuje, atakując w odrażający sposób krzyż i jego obrońców. W Polsce nie ma bowiem żadnego szerzej znanego systemu moralnego niż ten wyrastający z katolicyzmu. Dlatego jedyna realną dlań alternatywą jest nihilizm.

Sądząc po dyskusjach, jakie odbywają się na tym blogu, nie muszę przeprowadzać egzegezy tych bredni. Cytuję je „ku pamięci” i przypominam, że to nie jest telewizyjna wypowiedź na gorąco. To przemyślany list — apel, przestroga, zapowiedź, wręcz odezwa programowa na dziś. Otrzymaliśmy w ten sposób namacalny dowód na to, że dla prezesa Kaczyńskiego rzeczywistość jako taka przestała istnieć. Niestety, on wciąż oddziałuje na naszą rzeczywistość.