Biskup Pieronek jest przeciw, ja też

Drogi P.!

Widzę, że nie ty jeden jesteś poruszony ostrymi wypowiedziami biskupa Pieronka dla prasy. Moim zdaniem jednak nie należy ulegać złudzeniu, że biskup Pieronek mówi do rzeczy tylko dlatego, że akurat zdobył się na odwagę, by zarzucić swoim kolegom z episkopatu upolitycznienie i — jak to ładnie wyraził w wywiadzie dla dzisiejszej „Rzeczpospolitej” — „zadymienie PiS-em”. Oczywiście to jeden z nielicznych hierarchów, którzy potrafią się zdobyć na słowa otwartej krytyki wobec ideologii głoszonej przez Radio Maryja czy odrobinę bardziej realistycznie patrzeć na społeczeństwo.

Nie należy jednak ulegać złudzeniu, że Kościół polski mający tylko takich hierarchów, byłby mniej nachalny w swej instytucjonalnej wszechobecności, mniej skłonny do gromadzenia całkiem ziemskich dóbr i rzeczywiście bardziej zajmował się tylko sprawami wiary i moralności swoich wyznawców (do czego biskup namawia, zauważając słusznie, że prawo przeciwne katolickiej moralności nie zwalnia z niczego samego katolika). Bo w tym samym wywiadzie, niemal na jednym oddechu biskup Pieronek usiłuje przekonać czytelnika, że mówienie „o łamaniu konstytucyjnego rozdziału państwa od Kościoła, to są bzdury”, że „nikt nie wymyślił lepszego sposobu ułożenia stosunków państwo — Kościół od tego, co zostało zrobione”, że oprócz „drobnych mechanizmów” do ulepszenia, jest to formuła „trudna do zastąpienia, niemal idealna”. Naprawdę? A może byśmy jednak spróbowali?

Najciekawsza w tym fragmencie rozmowy jest próba wprowadzenia przez biskupa niezwykle subtelnego (chciałoby się rzec filologiczno-filozoficzno-teologicznego) rozróżnienia: „To, o czym mówi lewica, to nie jest państwo świeckie, ale laickie, ateistyczne”. Cóż by to miało znaczyć: świeckie — tak, laickie — nie? Czyżbym znów miał ogłosić konkurs? Zajrzałem do słownika. Świecki = niezwiązany z religią i instytucjami kościelnymi. Laicki = niezwiązany z żadną religią. Ateistyczny = zaprzeczający istnieniu Boga.

Domyślam się, że biskupowi chodzi o to ostatnie. Świeckość państwa akceptuje i interpretuje (jest realistą i pragmatykiem, a nie integrystą) jako pewną formę obojętności, niewtrącania się, przyzwolenia, bycia obok. Laickość i ateistyczność — jako aktywną postawę, alternatywną wizję świata i człowieka, konkurencję w dziedzinie, w której chciałby mieć jeśli nie wyłączność, to przynajmniej tyle przywilejów, ile Kościół katolicki w tym układzie (+historia) już ma. Innymi słowy, świecki to tylko nieduchowny (ale zawsze funkcjonujący w parze z duchownym, nie byłoby świeckich, gdyby zabrakło duchownych; świeckość państwa niejako potrzebuje obecności jakiejś duchownej organizacji).

Laickość ma oczywiście ten sam problem — podywagujmy sobie jeszcze — ale w interpretacji biskupa chyba zyskuje groźniejszy wymiar. Bo w tej wersji laickość po prostu ignoruje religijność, tak jak ateizm zaprzecza istnieniu bogów czy Boga. Nie potrzebuje ani jego, ani mających go reprezentować ziemskich instytucji. Takie państwo Kościołowi podobać się nie może (bo kto będzie płacił katechetom? że na chwilę zejdę na ziemię).

To wszystko są jednak językowe igraszki. Najciekawsze wydaje mi się to, że wierzący i ich pasterze nie dopuszczają myśli, że można sensownie opisywać świat, ludzi, społeczeństwa, także moralność, całkowicie wychodząc poza język religijny. W ten sposób na przykład mogę powiedzieć, że nigdy nie grzeszę (bo doktryna i idea grzechu pierworodnego jest dla mnie czymś całkowicie zmyślonym, obcym i nic dzisiaj nieznaczącym), ale zarazem nie powiem, że nie popełniam błędów, nie czynię nigdy krzywdy, nie kłamię itd. Takie wyjście „poza” jest skrajnie trudne z racji historycznych struktur językowych, ale słowa zmieniają z czasem znaczenie.

Wiem, że religijność towarzyszyła ludzkości od zawsze i zapewne nie zniknie — nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to — wracając do biskupa Pieronka — że w istocie rzecz on nie dopuszcza do siebie myśli (i tu jest integrystą), że w życiu państwa i społeczeństwa Bóg może być zbędny. A ja dopuszczam. Bo jeśli słowo „ludzkość” coś znaczy w zdaniu powyżej, to tej ludzkości oprócz owej religijności towarzyszyła od zawsze także zabawa i praca, nienawiść i miłość, wojowniczość i altruizm — bez względu na rodzaj bóstw na zapleczu.

Pozdrawiam

JK