Brrr… bronię Sakiewicza

Czwartek, 26 sierpnia

Wczoraj pod siedzibą Trójki odbył się happening grupy słuchaczy (albo czytaczy „Gazety Polskiej”) w obronie Tomasza Sakiewicza, który stanął przed komisją etyki Polskiego Radia za to, że mając zakaz poruszania tematu krzyża podczas swojej audycji (zaiste, dziwny to zakaz) na antenie Trójki (zaiste, dziwne, że tam pracuje) rozmawiał o zajściach pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu z księdzem Stanisławem Małkowskim, Janem Pospieszalskim i Grzegorzem Majchrzakiem, historykiem IPN. Sakiewiczowi grozi zwolnienie. Dlaczego go bronię? Dla zasady obrony wolności słowa. Takie akcje, jak zwalnianie kogoś z roboty za to, że plecie od rzeczy, uważam za przeciwskuteczne.

Inna sprawa, że dla mnie Tomasz Sakiewicz to wyjątkowo odpychająca postać (również na poziomie jego zachowań prywatnych) i moim zdaniem nigdy nie powinien tej roboty dostać, w końcu ma swoją gazetę, gdzie wypisuje, co chce (i której sprzedaż notabene rośnie). Ale czynić z Sakiewicza męczennika? Kompletna głupota. Słuchaczom, którzy podobno wnieśli skargę do PR na wygadywane przez Sakiewicza androny, bardzo się dziwię. Przecież, jak mawiał bodaj Julian Tuwim: radio to cudowny wynalazek — jeden ruch ręką, i nic nie słychać.