Głódź sensu, czyli ucho słucha serca duszy

Niedziela, 15 sierpnia

Łatwizną jest cytowanie abp. Sławoja Głódzia — nie zaprzeczę, niemniej jak zwykle trudno mi się powstrzymać, bo cytat jest smakowity. Metropolita gdański podczas dzisiejszej mszy, nawiązując do sprawy pomnika ku czci, powiedział m.in.:

„Pragnienie narodu trzeba odczytywać, nie kluczyć, nie zwlekać. Trzeba przyłożyć ucho do duszy narodu i wsłuchiwać się, jak bije jego serce. A to serce jest dotknięte arytmią nieufności, oskarżeń, podziału i pogardy dla części jego obywateli. To nie jest lekarstwo na ład społeczny i pokój w sercach”.

Czyli, tłumacząc na rozum:

po pierwsze, potrzebujemy ucha i musi to być zapewne ucho właściwe, nie byle jakie, tylko ucho, które umie odczytywać pragnienia narodu; prawdopodobnie chodzi o ucho, jakim dysponuje Kościół, bo przecież rząd jest głuchy na pragnienia narodu (co jest założeniem wyjściowym cytowanego lekarza narodowej duszy);

po drugie, serce bijące w duszy narodu, osłuchane (właściwym) uchem ujawnia, że jest niezdrowe, jest bowiem dotknięte „arytmią nieufności i pogardy dla części obywateli” rzeczonego narodu; a zatem to serce, gdyby było zdrowe (arytmia nie jest, zdaje się, pożądanym stanem serca), cechowałaby pełna i niezachwiana rytmiczność nieufności, oskarżeń, podziału i pogardy dla części obywateli;

po trzecie, powyższa interpretacja, choć uprawniona, jest nieżyczliwa; metropolicie wszak chodzi o to, by serce narodu było po prostu zdrowe; on konstatuje, że takie, jakie jest, nierytmicznie i źle pracuje dla jednej strony duszy narodu, zdaje się tej prawej strony…, z czego z kolei można by wyciągnąć wniosek, że obecnie serce narodu dobrze pracuje dla lewej części duszy narodu (co nie wydaje się możliwe, takiego serca, choćby i zdrowego, Kościół by nie chciał);

po czwarte, arcybiskup podsumowuje ten fragment swej homilii: „To nie jest właściwe lekarstwo”, przy czym zupełnie nie wiadomo, co nie jest tym lekarstwem: owo wsłuchiwanie się, jak bije serce, czy coś innego, np. niewsłuchiwanie się (przez władzę) w to, co usłyszało kościelne ucho podczas wsłuchiwania się (raczej to drugie, ale nie ma pewności).

Takie są skutki… zanurzenia się w metaforę tak głęboko, że myśl, w której wypowiedzeniu miała owa metafora pomóc (zakładam, że jakaś myśl była), tonie bezpowrotnie. Nie ratujmy jej.