Sztabowcy są zadowoleni, gorzej z wyborcami

Niedziela, 27 czerwca

Pierwsza debata telewizyjna. Czy Jarosław Kaczyński przekonał jakiegoś zwolennika Bronisława Komorowskiego? Albo ten drugi zwolennika tego pierwszego? Wątpię. To kwestia wiarygodności, jaką automatycznie przypisujemy słowom wygłaszanym przez kogoś, do kogo mamy już określony stosunek.

A czy przekonali kogokolwiek dotąd nieprzekonanego? To już chyba zależy tylko od wychwycenia jakiegoś konkretnego poglądu, na którym wyborcy zależy. W ten sposób dla jednego może się okazać ważniejsze, co myśli Komorowski o wojskowych emeryturach (w sumie niewiele znaczące: „Będę ich bronił”), a dla drugiego, co myśli Kaczyński o in vitro (ucieczkowe: „Jestem katolikiem”).

Siłą prezesa jest pewien chwyt retoryczny, wciąż powtarzana przez niego (także w wiecowych wystąpieniach) fraza: „Ja, kiedy będę prezydentem…”, „Ja jako prezydent zadbam…” To brzmi bardzo mocno, odbiorca (nawet niechętny) ulega wrażeniu, że ten człowiek wie, kim jest i kim chce być.