Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

17.06.2010
czwartek

O urażonym redaktorze Janeckim i agitacji pol.

17 czerwca 2010, czwartek,

Drogi P.!

Przeczytałem, że redaktor Stanisław Janecki (kiedyś szef „Wprost”, obecnie, pewnie jeszcze jakiś czas, TVP1) grozi procesem „Każdemu, kto nie umie czytać tekstów prasowych ze zrozumieniem i będzie insynuował mi agitację polityczną”. Przestraszyłem się nie na żarty. Ty, też uważaj, co mówisz i gdzie. Dlatego piszę tylko liścik do Ciebie, bo sprawa jest ciekawa i, jak to mówią w służbach, rozwojowa.

Otóż, Pan Redaktor, który bez zażenowania współpracuje z „Faktem” (jeden lubi rurki z kremem, a drugi gazrurki), napisał był na łamach tegoż felietonik pod jedynie słusznym tytułem „Kaczyński powinien wygrać”. Zrobiła się afera, że dziennikarz, pracujący na etacie w TVP1 (szef publicystyki) i współpracujący z Trójką Polskiego Radia, wziął się do agitacji politycznej, czego w zasadzie zabrania kodeks etyczny TVP (co nie wiedziałeś, że mają kodeks? to prawda, trudno to dostrzec) oraz rozmaite uchwały KRRiT itp., itd. Mniej więcej tydzień po ukazaniu się felietonu zarząd Polskiego Radia zawiesił współpracę z redaktorem Janeckim, przy okazji zawieszając też Jerzego Kisielewskiego (współpracownika Dwójki), który wprawdzie nic nie napisał, ale za to niepotrzebnie zapisał się na liście honorowego komitetu popierającego kandydaturę marszałka Komorowskiego.

Redaktor Janecki, znany w końcu ze swej bezkompromisowości, odpowiedział natychmiast, że w takim razie to on zrywa współpracę z radiem, bo nie zamierza być „przedmiotem jakichkolwiek rozgrywek” (to jasne – woli być ich podmiotem) i nie może występować na antenie instytucji, która nie potrafi bronić swych pracowników przed niesłusznymi zarzutami. Dzielny człowiek – pomyślałem. Może ma rację – pomyślałem. Może trzeba ten jego felieton przeczytać ze zrozumieniem – pomyślałem. W końcu jestem zwolennikiem wolności słowa. I przeczytałem.

Rzeczywiście – redaktor Janecki ma rację. To nie jest agitacja. Kiedy czytam ten felieton ze zrozumieniem, widzę to natychmiast: to nawet nie jest agitacja, to tylko autokompromitacja. Doświadczony dziennikarz, wieloletni redaktor naczelny tygodnika opinii, a obecnie szef publicystyki telewizji publicznej ma prawo kogoś lubić lub nie, ale czy ma prawo tak prymitywnie obrażać nielubianego przez siebie polityka?

Na pytanie, jaka jest polityczna myśl Komorowskiego, odpowiedź brzmi: jest zbiorem pustym. (…) Wtórność Komorowskiego nie przystaje do rangi wyborów prezydenckich. W powszechnym głosowaniu powinno się wybierać oryginał. Kopie zwykle są masowe i tanie, robione gdzieś w Chinach czy Wietnamie. Produkt chiński jest  wprawdzie na czasie, ale polski prezydent made in China to jednak ekstrawagancja.

Felietonista ma prawo mylić się w ocenach i redaktor Janecki wykorzystał to prawo do cna. Postanowił napisać dla Jarosława Kaczyńskiego laurkę-lizydupkę:

powinien wygrać, bo, po pierwsze, jest najbardziej doświadczonym politykiem z aktywnych obecnie na polskiej scenie. I miał bodaj największy wpływ na kształt wolnej Polski, także jako premier. (…)

po drugie, był i jest politykiem niezwykle samodzielnym. Tego nie da się powiedzieć nie tylko o Komorowskim, ale nawet o Tusku (przynajmniej do 2007 r.). Dałoby mu się przypisać rolę politycznego trendsettera. (…)

po trzecie, jest politykiem odważnym. Czasem nawet desperacko odważnym. (…) Kaczyński był też odważny, gdy w 2007 r.rozpisał nowe wybory, choć było prawie pewne, że je przegra. (…)

po czwarte, jest mężem stanu. Można go nie lubić, ale nie sposób odmówić mu, że posiada na to papiery. [Tego fragmentu, przyznaję, nie rozumiem – JK] (…)

po piąte, jest zwierzęciem politycznym. To nie tylko oznacza, że całe dorosłe życie poświęcił dla polityki, ale też na polityce się zna i rozumie jej głębokie mechanizmy.

Prawdę mówiąc, niczego innego po redaktorze Janeckim się nie spodziewałem, więc trochę mnie dziwi ta zadyma i reakcja zarządu PR – nigdy go nie słyszeli i nie czytali? Może to zawieszenie to taki gest dobrej woli na nieodległą przyszłość – wszak idą zmiany w świecie mediów niby-publicznych. Ale gdyby zarząd PR chciał być konsekwentny, to zrobiłoby się pustawo w gmachach radia. O TVP nawet nie ma co wspominać w tym kontekście.

Jednak najbardziej mnie dziwi sam Janecki, kiedy grozi procesem za ewentualne wyrażenie opinii na temat jego tekstu lub jego samego. A to ci komentator polityczny! Jeśli sugestia, że agituje na rzecz Kaczyńskiego i PiS, go uraża, to już dawno powinien podać do sądu samego siebie. A jeśli nigdy nie agitował, to właściwie co robił tyle czasu we „Wprost”? Ulegał czarowi Marka Króla? Pisz, jeśli znasz odpowiedź.

Pozdrawiam JK

Czwartek, 17 czerwca

Wielu się boi zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, ale nikt tak się tego nie boi, jak sam Jarosław Kaczyński. To w końcu cyniczny pragmatyk, czego dowiódł wielokrotnie przez ostatnie 20 lat. Przecież jeśli wygra, szlag trafi jego jedyne udane dziecko – PiS. Będzie też musiał coś robić, a nie tylko knuć i krytykować. A szansa na zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych też nie wzrośnie. Czyli lepiej grać, ale przegrać. Niestety, zwycięski Komorowski to taki myśliwy, na którego PiS zapoluje bez trudu.

Środa, 16 czerwca

Można podziwiać determinację Andrzeja Olechowskiego, który jeździ po całej Polsce, żeby się spotkać z kilkoma osobami tu, z kilkoma osobami tam. No można. Ale właściwie po co? Ale jeśli komuś się zbiera na podziw dla determinacji Andrzeja Leppera, to mnie się zbiera na wymioty.

Wtorek, 15 czerwca

Wczorajsze „Wiadomości” TVP1 pochwaliły się wyliczeniem, ile czasu TVP poświęciła dotąd na prezentację sztabów wyborczych i kandydatów. Wygrał, a jakże, Bronisław Komorowski. Jarosław Kaczyński znalazł się na pudle zwycięzców z trzecim czasem, bo prześcignął go Napieralski. Czyli nie ma mowy o propisowskiej stronniczości TVP! Sensacja! Dawać to do gazet! Na pierwsze strony! Tylko nie wspominać nic o tym, JAK „Wiadomości” i inne programy informacyjne („Teleexpress” zwłaszcza) przedstawiają kandydata PO. Marketingowcy nazwaliby to platformą komunikacyjną pt. „Bronek, czyli wpadka”. Bardzo konsekwentnie realizowaną, choć bez wdzięku. Przy okazji: warto zapamiętać nazwisko Marek Pyza. Ten gość daleko zajdzie.

Poniedziałek, 14 czerwca

Największym przegranym telewizyjnej debaty czterech pretendentów do prezydentury okazał się sztab wyborczy TVP1. Po pierwsze, mecz Niemcy – Australia (4:0) był z pewnością ciekawszy dla znacznej większości widzów (jak dotąd, to było najlepsze widowisko i nawet wuwuzele ciszej grały). Po drugie, TVP, która od tygodnia dość bezpardonowo atakowała Komorowskiego za to, że nie chce przyjść, musiała go i tak wpuścić, kiedy w końcu przyszedł. Po trzecie, taka debata to klęska dziennikarstwa: ani dziennikarz nie może o nic dopytać, ani odpowiadający nie musi odpowiadać, bo najważniejsze, żeby zmieścił się w swojej minucie z zestawem przygotowanych wcześniej sloganów. (No, ale dziennikarstwo w TVP to jedna wielka klęska od dłuższego czasu). Po czwarte, to w ogóle nie była debata, tylko miniwiec z czterema kandydatami katarynkami, dobrze, że chociaż bez Palikota i okrzyków podpowiadanych przez mistrza ceremonii. Po piąte, to miała być wielka szansa dla Jarosława Kaczyńskiego, a w sumie najbardziej odróżniał się Grzegorz Napieralski, który poważnie traktuje swoją straceńczą misję.

Takie to było bezpłodne in vitro: trzech smutnych panów i klown.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop