Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

29.11.2019
piątek

Black Friday

29 listopada 2019, piątek,

Czyli życie materialisty. Emaile, strony internetowe, oferta, wielka wyprzedaż: -30%, -40%, -50%, kup, kup, kup! Oferty atakują ze wszystkich stron, gdziekolwiek się nie zajrzy, Black Friday, Black Friday. Jeszcze kilka lat temu nie było w Europie takiego szału, teraz marketing osiągnął chyba szczyt. Nie mam zamiaru pisać skąd ten zwyczaj i że nie jest tutejszy. I tak wszyscy wiedzą. W tym roku odczuwam zmęczenie, zamiast cieszyć się z okazji czuję irytację. Cały ten Black Friday upchnięty w dekoracje świąteczne, wszechobecne od 2 listopada. Mam wrażenie, że z każdej strony każdy sprzedawca i dostawca podstawia mi pod nos w nachalnej formie swoje towary. Nie sposób od tego uciec. Zamawianie, odpakowywanie, wyrzucanie kartonów i stu tysięcy woreczków foliowych. Za każdym razem gdy wyrzucam do śmieci torebkę foliową mam głuche poczucie że wrzucam ją prosto do oceanu żeby się na nią natknął jakiś biedny delfin albo albatros.

Zaczęłam kilka dni temu czytać książkę „Rzeczozmęczenie” Jamesa Wallmana. Z ciekawości. Dotarłam dopiero do drugiego rozdziału. Książka traktuje o nadmiarze rzeczy, gromadzeniu i jak gromadzenie zastąpić doświadczaniem. Spłycona, udowadnia własne tezy na postawie podanych przez siebie przykładów w rodzaju „nadmierna ilość rzeczy prowadzi do depresji”, „Skoro już wiemy, że nadmierna ilość rzeczy prowadzi do depresji, to (…) “ Przepraszam, skąd wiemy, jacy my? Napisana na rynek amerykański z myślą o amerykańskim odbiorcy. W porównaniu do tego co wyczytałam, mój dom jest chyba ascetyczny. Nie zbieram, nie gromadzę, regularnie wyrzucam i odchomiczam i ostatnio staram się nie kupować za dużo. Książka zaleca zastąpić gromadzenie doświadczaniem, rzecz chwalebna, ale „zamiast” proponuje na przykład wycieczki. Pięknie ładnie, ale czy już nie ma nadmiaru turystów we wszelkich możliwych znanych i mniej znanych miejscach?

Owszem, ostatnio zamówiłam dwie rzeczy. Zamówiłam, bo nie znoszę centrów handlowych, tłumów, kociej muzyki i ostrego światła, wolę na kanapie z tabletem w ręku zamawiać prosto do domu. Ale inaczej niż kiedyś, oparłam się kolejnemu przecenionemu sweterkowi, kolczykom, elektronice, procesji paczek idących, jadących, zużywających benzynę.

Pośród tych wszystkich ofert zapominamy, że najważniejszy jest dach nad głową, jedzenie i czysta woda w kranie, dostępna na życzenie w każdej chwili. A z małych, niedocenianych przyjemności, czyste, pachnące łóżko ze świeżą pościelą. Wielu Ziemian nie ma tyle zwykłego szczęścia.

No to na ile paczek czekacie?

Nefer

24.11.2019
niedziela

Demokracja

24 listopada 2019, niedziela,

Wybory w dzisiejszej postaci są zaprzeczeniem demokracji, ponieważ umożliwiają grupie wymuszenie zmian dotyczących wszystkich.

Posłużę się moim ulubionym przykładem komunikacji jako zmiany miejsca w przestrzeni. Dotyczy wszystkich. Ponieważ zawiera możliwość bezpośredniego zagrożenia, tak indywidualnego, jak masowego, społeczeństwa zgodziły się na ustalenie wspólnych reguł i do ich bezwzględnego przestrzegania z nieuniknioną surową karą w przypadku przeciwnym. Zarówno reguły, jak i kary obowiązują nawet międzynarodowo.

Celowo pomijam lokalne różnice i niekonsekwencje w ściganiu wykroczeń, bo chodzi mi o zasadę. Reguły są tu dosyć liberalne, bowiem określają sposoby poruszania się jednakowe dla wszystkich, dopuszczając wyjątki tylko w sytuacjach awaryjnych dla służb ratowniczych. I znowu pomijam lokalne uprzywilejowanie pojazdów nieuprzywilejowanych, np. tzw. polityków.

W obszarze komunikacji masowej mamy przewoźników indywidulnych (taksówki), zbiorowych (koleje, autobusy, linie lotnicze i morskie) oraz wszystkich innych, którzy poruszają się samodzielnie i niezależnie. Pomimo ogromnego zagęszczenia ludności na ziemi, ciągle jeszcze możemy poruszać się swobodnie, bacząc jedynie na obowiązujące lokalnie przepisy oraz na innych uczestników ruchu. I to niezależnie od sposobu poruszania się, bo przepisy obowiązują tak pieszych, jak i rowerzystów czy automobilistów. Do tego, by powyższy system komunikacji funkcjonował w miarę sprawnie jest konieczna i wystarczająca jedynie sporadyczna kontrola zachowania uczestników.

A teraz wyobraźmy sobie, że traktujemy system komunikacji „demokratycznie” i co np. cztery lata urządzamy wybory gremium zarządzania ruchem. I to gremium (potocznie zwane rządem) jest władne zmieniać przepisy ruchu dla całego kraju i produkuje rocznie kilka tysięcy nowych reguł. A ponieważ w gremium tym nie ma żadnego specjalisty, a czasu na konsultacje „jajogłowych” nie ma, bo przecież kadencja niedługo się kończy, wprowadzane zmiany są często wzajemnie sprzeczne, uwzględniają interesy tylko lokalnych grupek społecznych i wprowadzają totalny chaos, skutkujący zwiększeniem liczby ofiar, drastycznym wydłużeniem czasu przejazdu i ogromną zwyżką kosztów przewozu tak ludzi, jak i towarów.

Czy więc wybory w ich dzisiejszym kształcie są zaprzeczeniem demokracji? Twierdzę, że tak. Jaki system społeczny jest dzisiaj możliwy i sensowny? Możliwy jest każdy, natomiast sensowny musiałby zawierać minimalną, konieczną ilość demokracji i maksymalną możliwą ilość wolności. Praktycznie chodzi o demokratyczne określenie granic wolności indywidualnej, podobnie jak to jest w przypadku ruchu drogowego.

W obecnym kształcie demokracja mało różni się od monarchii czy dyktatury. Wygrywająca partia tworzy rząd, którego uprawnienia wykraczają daleko poza zarządzanie stanem ustalonym, a możliwości karania za przekroczenie uprawnień praktycznie nie istnieją. Aby było śmieszniej, to rząd ustala, co może, czyli jest sędzią we własnej sprawie. Oczywiście żaden kolejny rząd (nawet najbardziej opozycyjny do poprzedniego) nie poprawia stanu prawnego, a jedynie dokonuje wymiany „elit” i dalej pogarsza demokrację według własnych potrzeb. Historia pokazała wielokrotnie, iż każdy rząd, nawet najlepszy i najuczciwszy, z czasem wyrodnieje. Wzrasta poziom niekompetencji, kwitnie korupcja, bezkarność i idiotyczne przywileje. Można łatwo sprawdzić, iż prawa dotyczące uprzywilejowania aktualnie rządzących uchwalane są bardzo szybko, natomiast regulacje ogólne (np. związane z postępem technologicznym czy z aktualnym zagrożeniem powodziowym) ciągną się latami. I oczywiście każdy następny rząd jest znacznie większy, niż poprzedni. Jedną z podstawowych przyczyn takiego stanu rzeczy jest zatajanie przed społeczeństwem działania rządu, co nadaje mu charakter posiadacza w stosunku do państwa i obywateli. Nic dziwnego, że z zarządcy zmienia się w realną władzę.

Właściwym rozwiązaniem byłby zarząd z okrojonymi kompetencjami, przeciętnymi apanażami i świadomością nieuniknionych konsekwencji popełnionych świadomie wykroczeń, a nawet nieświadomych błędów. Natomiast wykonywane obecnie przez rząd zadania legislacyjne powinny być realizowane na bieżąco przez bardzo szerokie gremia fachowe przy pełnej transparentności na każdym etapie realizacji – od pomysłu po ostateczny projekt ustawy. Jest to praktycznie możliwe dzięki aktualnej technice upowszechniania, czyli m.in. poprzez Internet. Daje to gwarancję uniwersalności prawa, jego przejrzystości, dostępności i minimalności. I – co bardzo ważne w gospodarce rynkowej – stabilności systemu. Każdy wiedziałby z wieloletnim wyprzedzeniem, co może się zmienić. Przy tak małej liczbie zmian prawa nie będzie problemem wprowadzać je poprzez referenda, a ich koszt będzie wielokrotnie mniejszy od utrzymywania rozbudowanego rządu, obu izb parlamentu i prezydenta z własnym rządem. Do tego dojdzie drastyczne zmniejszenie możliwości korupcji.

Oczekiwany sprzeciw przeciwko takiemu systemowi spowodowany będzie głównie obawą przed daleko idącą wolnością. Znacznie wygodniej i bezpieczniej jest bowiem scedować na kogoś wybór i ograniczyć się do krytykowania. Wiemy bowiem doskonale, że wolność, to przede wszystkim odpowiedzialność za własne decyzje.

Pewne namiastki powyższego systemu istnieją: Szwajcaria z jej referendami oraz USA z daleko idącą indywidualną wolnością, wyrażającą się – niestety – m.in. brakiem państwa opiekuńczego. Znamienne jest przy tym, że w obu przypadkach obywatele są szczególnie dumni z przynależności państwowej.

Powiecie, że to utopia, że nie da się zrealizować? A wiara w Boga i życie pozagrobowe nie jest utopią? A funkcjonuje od ponad 2000 lat.

Qba

21.11.2019
czwartek

Zandberg – Iceberg. Titanic

21 listopada 2019, czwartek,

Adrian Zandberg wygłosił w Sejmie przemówienie właściwie modelowe. Takie, jakie powinno się wygłaszać w biznesie i polityce. Przygniótł nim – w obu dziedzinach – Morawieckiego.

Morawiecki – historyk, ale oszlifowany biznesowo na studiach MBA oraz wypolerowany w banku i oćwiczony przez Kaczyńskiego. Naprzeciw zaś niewypolerowany biznesowo humanista i świeży polityk Zandberg.

Przemówienie Zandberga było bardzo dobrze pomyślane co do treści i świetnie skonstruowane: przejrzyście, logicznie; ujęte w bloki zagadnień. I również dobrze wykonane. Wystąpienie było kompleksowe i zarazem syntetyczne. Odnoszące się do najważniejszych wartości w życiu publicznym i prawdy o realiach stosunków w Polsce. Dało to Zandbergowi poczucie siły i pewności tego co mówi. Nie ściemniał jak politycy PiS-u, nie tokował, nie gubił się w niepotrzebnych szczegółach. W dwadzieścia minut przedstawił małą encyklopedię polskich problemów, dając wykład tego co jest sensem i co jest celem, gdy chce się tworzyć dobre państwo.

Na podobne tematy mówił także Władysław Kosiniak-Kamysz. Inaczej, jednak słabiej. Porównanie obu wystąpień to dobra lekcja politycznych mów, umiejętności sięgania do sedna i trafiania z przekazem.

Nawet mało wyedukowany wyborca mógł łatwo zrozumieć sens słów i poczuć wiarygodność emocji Adriana Zandberga oraz zapisać sobie w pamięci fundamentalne zasady dobrego państwa. Przyda się to na najbliższe wybory.

Nie pozwolił Morawieckiemu schować się za pustymi ogólnikami i nieprawdami. Wyciągnął go za uszy na światło i rozliczył z 4 lat rządów. Przestawił obraz katastrofalnej negacji dobrego państwa w wykonaniu uzurpatorów do pojęć prawa i sprawiedliwości. Porównanie nadętych i falszywie godnościowych celów państwa Kaczyńskiego z realnymi skutkami: zdewastowanym i zawłaszczonym państwem, pękniętymi balonami strategii gospodarczych których autorem jest sam Morawiecki i jedynym, do tego skarlałym skutkiem w postaci 500+, brzmiało po prostu szyderczo.

I to bardzo ważne: Zandberg zapowiedział projekty szeregu ustaw budujących dobre państwo. Nie łudzimy się: reakcja PiS-u na te projekty pokaże jak bardzo daleko od dobrego państwa znajduje się Kaczyński z Morawieckim i resztą.

Zandberg – Iceberg to na razie jeszcze zrymowana zabawa w skojarzenia. Czy Lewica walnie się przyczyni do zatopienia Titanica – pełnego pychy, zakłamania i korupcji antypaństwa PiS-u? Czy jest już dowód odrodzenia się lewicy jak Feniksa z popiołów? I – najważniejsze – czy będzie miała dość sił i kompetencji by położyć mocny fundament pod państwo i jego wewnętrzne życie, jakiego trzeba? Na razie przedwcześnie o tym sądzić. Natomiast bardzo silny i celnie ulokowany impuls, moc determinacji emanująca z przemówienia Zandberga zdaje się bardzo dobrym ku temu znakiem.

Tanaka

14.11.2019
czwartek

Kościół: blask prawdy i odwrotnie

14 listopada 2019, czwartek,

„Kościół nie miał łagrów” – wesołą myślą zagaił Adam Michnik. I uzupełnił jeszcze weselej: Polak co niedzielę dowiaduje się w kościele co jest dobre, a co złe.

„Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a anty-Kościołem, Ewangelią a jej zaprzeczeniem. Ta konfrontacja została wpisana w plany Boskiej Opatrzności. To czas próby, w który musi wejść cały Kościół, a polski w szczególności” – rzucił przewrotnie Wojtyła.

„Polski w szczególności. I na sposób szczególny” – podkreślił głos zza kulis. Który zawsze podkreśla szczególność Wojtyły. I dodał: „Dopiero musi wejść? To co on robił dwa tysiące lat, skoro jeszcze nie wszedł?” Po chwili myślenia zgłosił dalsze niewinnie podchwytliwe pytania: „Skąd wiadomo, że konfrontacja została wpisana i że jest ostateczna?” ”I właściwie dlaczego – musi?” „A co będzie jak Kościół konfrontację przegra – następna ostateczna konfrontacja?”

„Są biskupi co mają serce, ale nie mają za grosz odwagi i są biskupi co maja odwagę, ale nie mają za grosz serca” – doznał objawienia Szymon Hołownia i postanowił zostać prezydentem Polski.

„Wielu biskupów doskonale zna sytuację, ale nie ma języka”. „Nasi biskupi szukają formy, nie potrafią wypowiedzieć tego, na co czekamy” – wyraził się foremnie ksiądz Ludwik Wiśniewski.

„Gównem jesteś i gówno wiesz!” – wypowiedział to na co czekamy arcybiskup Głódź. „O kurwa!” – wstawił przecinek, żeby było dobrze. „O kurwa!” – dorzucił, bo znowu zabrakło mu przecinka.

„Teraz wszystko jasne” – skomentował głos zza kulis.

„Seks jest darem od Boga. Edukacja seksualna musi być w szkołach” – rzucił myśl papież Franciszek i i dostał rumieńców. „Księża znają się na małżeństwie tyle, co wilk na gwiazdach” – wyjaśnił szczegóły ksiądz Wacław Oszajca.

„Nie pierdol!” wyjaśnił całą sytuacje arcybiskup Głódź. „Bądź moim actimelkiem!” – uzupełnił z czułością.

Jak „nie pierdol”, to co to za seks? – zdziwił się głos zza kulis.
„To od kiedy ten seks jest darem od Boga?” – kontynuował zdziwiony głos – „bo przez ostatnie dwa tysiące lat był wynalazkiem szatana, który jest bytem osobowym, jak poucza Wojtyła”.

„Jesteśmy odpowiedzialni za zbawienie młodego pokolenia” – z sali plenarnej dało się usłyszeć chóralne śpiewanie Związku Zawodowego „Solidarność”.

„Pan Jezus już się zbliża” – oświadczył katechizm kościoła katolickiego i zwinął się w trąbę jerychońską.
„Widziałam Jezusa” – potwierdziła śmiało dziewczyna spod Rzeszowa. I się zwinęła.

„Spierdalaj mi kurwa stąd!” – podsumował arcybiskup Głódź.

W Polsce rośnie liczba rozwodów. „Pochylimy się nad problemem” – oświadczył Kongres Nowej Ewangelizacji – i się przewrócił.
„Rodzina stanowi podstawową komórkę społeczeństwa”. „Złożoną z biologicznego mężczyzny i biologicznej kobiety” – dodał z podłogi biskup Polak, wyjaśniając kompetentnie sprawy rodzinne.
Dzieci z in vitro mają na czołach bruzdy dotykowe! – uzupełnił problematykę rodzinną ekspert dotykowy episkopatu nie dotykając w ogóle rozumu.

„Informowałem biskupa Kasynę. Rozmawiałem z biskupem Zielińskim. Z biskupem Szlachetką i kardynałem Nyczem”. „O sprawie informowani byli trzej nuncjusze”. „ Koledzy rozmawiali z kardynałem Krajewskim. Polecił im ufność Kościołowi i modlitwę. I tyle” – powiedział jeden z szesnastu księży w sprawie arcybiskupa Głódzia. I zrzucił sutannę.

„Oskarżenia o mobbing zostaną kompetentnie zbadane”. „ Porusza mnie ich świadectwo, natomiast nie znam ich nazwisk” – wyraził się dowcipnie biskup Polak. „Naprawdę, tych biskupów których znam, a znam w zasadzie wszystkich, to bardzo cenię” – ugruntował humorystyczną sytuację biskup Milewski.

„Kościół do dobrego namawia, nie do złego!” – poinformował życzliwie człowiek z kosą przytroczoną do roweru i wrzasnął na babę: „spierdalaj do chałupy!”. „Co to?” – zapytała baba, chcąc chytrze przedłużyć swój pobyt na świeżym powietrzu. „Pan Jezus w kałuży!” – fachowo ocenił katolik z kosą.

2 procent członków kleru katolickiego to pedofile – przyznał papież Franciszek. Jakiś promil – oświadczył rzeczoznawca arcybiskup Jędraszewski. Siedem procent – orzekła niezależna od Kościoła kat. królewska komisja w Australii. Nie mniej niż kilkanaście procent – wskazuje wiedza psychologiczna i kryminalistyczna.
Pedofilii kleru winna jest rewolucja seksualna 1968 roku – precyzyjnie zdiagnozował problem papież Ratzinger i został papieżem-dublerem.
LGBT seksualizuje dzieci i robi pedofilów! – podzielili się swoją rzetelną wiedzą biskupi którzy zawsze mówią prawdę i dają świadectwo.
„Współczesny Herod nosi imię: ideologia gender” – jasno się wyraził biskup Ryczan zanosząc się przy tym zdrowym chichotem.
Naukowymi wiadomościami o sodomickim tłoku wsadzanym w rurę wydechową podzielił się też ksiądz profesor Oko.
W tej sytuacji Lot zaoferował sodomickim swawolnikom swoje dziewicze córki do swawolenia, byle nie chcieli swawolić z gośćmi – aniołami. Którzy – anioł wszystko może – mogli huknąć w łeb swawolników i byłby spokój.
Tatusiu kochany – prosiły dziewicze córeczki – nie oddawaj nas swawolnikom do swawolenia! Cisza! – wrzasnął tatuś Lot – nie będziecie mi gówniary gadały co ma ojciec robić!

Siedź cicho, albo won z domu! Nie będziesz na świętego księdza i Kościół święty gadać! – uprzejmie poinformowali dziecko tatuś z mamusią – dobrzy katolicy parafialni, gdy się żaliło, że je ksiądz gwałci.

„Nikt z Kościoła nie zgłosił chęci kontaktu (…) z żadną z ofiar, które opowiedziały w filmie swoją historię. Nie znalazł się nawet jeden duchowny… A teraz ścigają dziecko wypluwające opłatek”. „Gdzie my, kurwa, żyjemy?” – dziwi się i oburza Tomasz Siekielski, co jest bardzo dziwne.

Głos zza kulis: Tajemnica Filomeny Lee – zakonnice sprzedawały tysiące dzieci. Tysiące ich matek w niekończącej się traumie. W Hiszpanii za czasów katolickiego faszysty Franco ukradziono matkom ponad 40 tysięcy dzieci. W związku z tym mówimy katolickie credo: „człowiek jest bezcenny”, a następnie wymieniamy przyzwoitą kwotę.

Nic złego nie robi katolik który tylko chodzi do kościoła i daje na tacę – żartobliwie rzucił poważny otwarty katolik.

Katolicy są w Polsce prześladowani! – orzekł chór biskupów. „Gdy nas prześladują, widzimy wtedy, gdzie jest wartość prawdy” – wyjaśnił najważniejszą zasadę arcybiskup Michalik.

„Czyli jakiś drobny procent ludności prześladuje 95% większość” – zauważył przytomnie głos zza kulis. „W takim razie nie ma rady: żeby katolik widział prawdę, trzeba go prześladować” – wyciągnął logiczny wniosek głos zza kulis dodając: „katolik nie jest sobą, jak nie jest prześladowany”.

„Żeby głosić kłamstwo, trzeba całego systemu, żeby głosić prawdę, wystarczy jeden człowiek” – wypowiedział się przewrotnie o Kościele kardynał Wyszyński.
„Sodoma” – też o Kościele wypowiedział się znający sprawę od podszewki pisarz Frederic Martel.

„Wierzymy prawdziwie” – orzekł figlarnie o katolikach arcybiskup Gądecki.

„W związku z tym jakieś 60% katolików w Polsce nie wierzy prawdziwie w zmartwychwstanie Jezusa, ale wcale im to nie przeszkadza wierzyć prawdziwie, że są katolikami” – zauważył głos zza kulis.

„Szatan kontaktuje się ze mną za pomocą sms-ów” – przedstawił sytuację ksiądz Rajchel. „SMS-y od szatana to żadna nowość” – uprzejmie potwierdza „Fronda” lekko ziewając z nudów.

„Wydaje się wam, że umarł? Śpi, ale go obudzę” – zażartował sobie o Kościele papież Franciszek. „Bóg chcąc wstrząsnąć tępotą ludzi niekiedy działa stanowczo” – znowu sobie zażartował.

„Dlaczego tylko niekiedy i skąd wiadomo, że wtedy?” – zaczął się głośno zastanawiać głos zza kulis, ale szybko zasnął.

„Bóg cierpiał razem z ludźmi w komorze gazowej” – też sobie zażartowali księża Tischner z Wojtyłą i udali się na obiad. „Tu jest wskazana teologia milczenia” – zażartował na sposób markotny teolog Hans Kung, po czym poprawił sobie nastrój dodając: „Wyznawcy różnych religii nawet w tej fabryce śmierci trwali w przekonaniu, że mimo wszystko – Bóg żyje”.

„Wyznawcy różnych religii w tej fabryce śmierci NIE trwali w przekonaniu” – przypomina głos zza kulis. „Skąd wiadomo w czym naprawdę trwali, skoro trwali w ciągłej traumie?” – podpowiada głosowi zza kulis inspicjentka.

O tym nie będziemy rozmawiać, mnie tam nie było! – zażartował arcybiskup Hoser na temat ludobójstwa w Rwandzie w której był dobre kilkanaście lat, po czym znowu sobie zażartował, bo on lubi żartować: Maryja unosiła się nad polem bitwy i przerażała sowieckich żołdaków. Są na to zeznania tysięcy świadków!

„Bóg jest negowany. Nie ma rozumu, jest postprawda” – orzekł rozumnie o Kościele katolickim, sądząc że mówi o kimś innym, arcybiskup Jędraszewski na konferencji o godności człowieka i ponadnarodowej współpracy. W związku z godnością człowieka i współpracą wyrzucił ze swojej kurii kobiety pracujące dla niego wiernie i lojalnie na śmieciowych umowach.

„Te stare pizdy!” – nazwał rzecz precyzyjnie arcybiskup Głódź, siedzący obok arcybiskupa Jędraszewskiego na konferencji o godności człowieka.

„W normalnych warunkach pod kurią staliby już wierni z żądaniem rezygnacji arcybiskupa,” – powiedział jakimś takim nienormalnym głosem Dariusz Bruncz.
„OdzyskajMY nasz KOŚCIÓŁ” – zażądali żartobliwie od samych siebie pod kurią katolicy czyli Śpiący Rycerze, którym się śni, że czuwają i są Kościołem. Po czym wrócili do łóżek.

„Jak się chce coś odzyskać, to znaczy, że się wcześniej to coś miało” – też sobie zażartował głos zza kulis, dodając w stylu surrealistycznym: „To kiedy był ten MY – KOŚCIÓŁ?” Po czym stwierdził, że jak już jest przy głosie, to jeszcze o coś śmiesznego zapyta: „Czy KOŚCIÓŁ wyznawcy mają odzyskać tylko od Głodzia czy mają go od wszystkich biskupów odzyskać? – bo on jest niepodzielny. Jeśli nie tylko od Głodzia, to nie widać normalnych warunków, w ktorych wierni żądaliby rezygnacji biskupów pod kuriami. Czemu ich nie wywiozą na taczkach, mają przecież praktykę?”

Zwolniony proboszcz pozwał do sądu biskupa Deca. Po stronie proboszcza stanęli parafianie. „Parafianie nie mają legitymacji do występowania w imieniu parafii” – orzekł sąd i wyszedł z sali.
Parafianom się zdawało, że są parafią, a nawet Kościołem. Tysiąc razy to słyszeli: Kościół to Lud Boży pod przewodem biskupów. Ponieważ sąd wyszedł, pariafianie nie zdążyli się zapytać kiedy oni byli tym Kościołem. Więc się zmyli.
Biskup Dec się zaśmiał i sięgnął po koniaczek. Aromat uwodził subtelną mrocznością.

„Pan zrzucał na nich z nieba ogromne kamienie aż do Azeki, tak że wyginęli. I więcej ich zmarło wskutek kamieni gradowych, niż ich zginęło od miecza Izraelitów.” – oświadczenie o własnej działalności w sprawie Amorytów złożył Pan Bóg. Po czym zatrzymał słońce i księżyc, żeby Izraelici mogli wygodnie dokończyć ludobójstwo.
„Nie było podobnego dnia ani przedtem, ani potem, gdy Pan usłuchał głosu człowieka. Rzeczywiście Pan sam walczył za Izraela” – dodał skrupulatnie Pan Bóg w swojej autobiografii zwanej Objawieniem, czyli Słowem Bożym.

„To po co ja się modlę żeby mnie Dobry Pan Bóg wysłuchał, skoro On tylko raz wysłuchał i na tym koniec?” – zapytał się bez sensu wyznawca Dobrego Pana Boga. Po czym, żeby nie czuć bezsensu, przestał się w ogóle o cokolwiek pytać.

„Dobry Pan Bóg zatłukł kobiety i dzieci poczęte w ich łonach” – zauważył głos zza kulis – „chociaż kocha wszyskie dzieci, a nawet wszystkich ludzi!” Po czym zaintonował: „Dobry Jezu a nasz panie” . „Daj spokój!” – zareagował drugi głos zza kulis i oba zachichotały troszkę nerwowo.

*

„Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił” – wyszeptał boleśnie zdradzony przez ojca syn. I skonał.

Tanaka

8.11.2019
piątek

Zjesieniło, zadeszczyło

8 listopada 2019, piątek,

Zjesieniło dookoła
Zadeszczyło w lesie
Zapełniona już stodoła
Bo już zimą niesie

Powydłuża noce
Poukróca dni
Robią boskie moce
Co też im się śni

Drewno wrzucim w ogień
I nawarzym zupy
I będzie jak co dzień
I będzie do dupy

Bo za dużo nocy
Bo za mało dnia
Bo nie tak się toczy
Bo nie tak się pcha

Bo za krótkie życie
Bo za długa śmierć
Wilków słychać wycie
Gęstą mają sierść

Bo ta życia droga
Taka wyboista
A siła u-boga
I trochę nieczysta

Aliści żyjemy
I pchamy te taczki
Czasem wojujemy
Boże nieboraczki

Czcimy Pańską mękę
Gdy pali nas zgaga
Opluwamy rękę
Która nam pomaga

I kontemplujemy
Cud na tym padole
Że jeszcze żyjemy
Choć w piekielnej smole

Bo jedynym powodem dumy dla człowieka
Jest to, że żyje, choć wie, co go czeka.

Qba

5.11.2019
wtorek

Solenizant

5 listopada 2019, wtorek,

Ta historia jest prawdziwa. Nie z powodu braku wyobraźni ale dlatego, że rzeczywistość jest o wiele bardziej ciekawa i twórcza niż nasze możliwości fantazjowania, które i tak mają swoje źródło w doświadczeniu. Wspomnienie które opisuję, pochodzi z okresu kiedy opiekowałam się wnukiem, czyli sprzed kilku lat.

Chodziliśmy z Bobem na spacery. To była jedna z tych dzielnic gdzie nikt rozsądny nie chodzi ulicami żeby nie być posądzonym o włóczęgostwo, ani też będąc gościnnie u znajomych nie wychodzi przed dom np. na papierosa z obawy przed spotkaniem z zastępcą szeryfa, którego właśnie wezwali sąsiedzi skarżąc się na brak poczucia bezpieczeństwa. Byłam obca i wprowadzałam obce zwyczaje chodząc codziennie wzdłuż jezdni (tutejsi nie zawracają sobie głowy budową chodników skoro samochodem można wjechać wprost do domu), przy czym spełnialiśmy we dwójkę warunek użytkowania drogi jako właściciele czerwonego plastikowego autka z kierownicą. Bob jechał a ja pchałam.

Tego dnia spotkaliśmy chłopca przy otwartych drzwiach garażu, w środku trwały przygotowania do uroczystości i tu trzeba wiedzieć że garaże są zazwyczaj miejscem uniwersalnym i właściwym dla życia towarzyskiego; tak naprawdę nie ma funkcji której garaż amerykański by nie spełnił. Sam chłopiec, jak się okazało solenizant, był  reklamą  wszystkich liczących się firm  ubierających nastolatków.

– Dzisiaj sa moje urodziny – zawołał.
– Happy birthday!- odpowiedziałam i podszepnęłam dziecku: powiedz  „happy birthday”.
Ale mały Bob milczał. On który wdawał się w rozmowy z nieznajomymi niezrażony tym, że większość nie rozumiała jego słowiańskiego języka, ten sam który chwalił popisy gimnazjalistów na deskorolkach  słowami: „dobra robota, chłopaki”, teraz stał i szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w małe wyścigowe auto  stojące na parkingu. Miało wszystko – chromowane elementy, deskę rozdzielczą, otwierane drzwi a nawet pasy bezpieczeństwa. Prawdopodobnie był to prezent urodzinowy a jego właściciel postanowił  pokazać nam wszystkie zalety pojazdu, w tym przede wszystkim swoje umiejętności. Był to popis najlepszego kierowcy rajdowego w kategorii  „dziesięciolatkowie z Riverside St.”. Całkiem możliwe że udział brał tylko jeden zawodnik i to ten którego spotkaliśmy. Od czasu do czasu patrzył na nas żeby sprawdzić efekt i trzeba przyznać że zrobił  piorunujące wrażenie.

Chwilę później zaczęli przychodzić goście, a dla nas również był czas powrotu do domu. Przez całą drogę Bob był przygnębiony, odmówił jazdy swoim samochodem, rozchmurzył się dopiero na widok mamy która właśnie wróciła z pracy. Opowiedziałam jej o chłopcu z sąsiedztwa który cały czas starał się nam zaimponować i wtedy ona przypomniała sobie że  mieszkają tam dwie matki z dziećmi i te matki są lesbijkami.

Pomyślałam wtedy, że nauczanie trzeba by zacząć od rodziców, bo to oni przekazują dzieciom własne strachy i uprzedzenia, a wystarczyłoby zrozumienie. Zaś w przypadku ludzi wierzących więcej wiary w nieomylność stwórcy – i wtedy ten chłopiec nie musiałby zamartwiać się o swój wizerunek, dbać o to każdego dnia, ponieważ byłby taki sam jak wszyscy jego koledzy: z dwójką rodziców, z samotną matką czy tatą, z dwiema matkami, czy inaczej –  mógł być synem dwóch ojców i taki stan byłby akceptowalny i oczywisty.

żabka konająca

29.10.2019
wtorek

Ksiądz arcydobrodziej

29 października 2019, wtorek,

Taki język ojczysty i zapis w genach: jak się powie „ksiądz”, nie da się nie dopowiedzieć – dobrodziej!
To monopol – i słusznie. Każdy inny może być byle kim, zwykłym pożeraczem kiełbasy śląskiej z kapustą, oszustem, złodziejem, chamem czy murarzem-pedofilem, ale nie dobrodziej. Jedyny dobrodziej to ksiądz.

Mała lekcja języka – co jest synonimem dobrodzieja:
dobrodziej – dobry człowiek
dobrodziej – ten kto chętnie pomaga innym
dobrodziej – ten kto pracuje za darmo
dobrodziej – dobry duch, wspomożyciel, darczyńca, łaskawca, płatnik, anioł stróż. Jałmużnik, społecznik, wybawca i zbawca. Amfitrion.

Mamy jasność.

Sławoj Leszek Głódź. Arcykapłan, arcypasterz, arcydobrodziej. Gdzie stąpnie, zakwita mu drożka i świat doń się śmieje ha ha! *

Właśnie TVN24 opublikował reportaż o księdzu arcydobrodzieju. Dowodzący, że jest arcy: „Nie pierdol!” „Jesteś gówno!” To tylko takie drobne przejawy niedrobnej istoty.
Wszyscy o tym wiemy. My nieślepi i niezdeprawowani. Od jakichś trzydziestu lat go znamy.
Na biskupa wyświęcił go nasz we wszystkim kochany.

Jest reakcja archidiecezji arcydobrodzieja na podły reportaż. Pełna podpisów dobrodziejów konsekrowanych.
Treść odpowiedzi jest z matematyczną precyzją zgodna z tym, czego się spodziewamy, albowiem jakościowo inne odpowiedzi w przyrodzie katolickiej nie występują:
„Uderzenie w pasterza archidiecezji odbieramy także jako systemowy atak wymierzony w duchowieństwo i wiernych archidiecezji gdańskiej. Wyrażamy naszą solidarność z metropolitą gdańskim.” **

W sprawie głos zabrał poczciwy ksiądz, Wojciech Lemański. I wypowiedział się nie na temat, czemu się nie dziwimy, niestety, bo chcielibyśmy się jednak troszkę zdziwić:
„W Kościele mobbingu nie ma. Jeżeli ktoś ma wygórowane ambicje, bo chciałby osiągnąć jakiś stopień kariery, to dla niego jest to sytuacja mało komfortowa. Żaden hierarcha nie może księdzu odebrać możliwości spowiadania, odprawiania mszy, katechizowania” ***

Ksiądz Lemański miał, dosyć niedawno, sprawę ze swoim szefem, biskupem Hoserem. Specjalistą od Rwandy i fruwającej Maryi. Publicznie widowiskową. Zdawało mu się naiwnie, że można się skutecznie odwołać do Watykanu.
U Jurka Owsiaka powiedział ksiądz Lemański, że pokolenie biskupów musi po prostu wymrzeć, żeby mogło być lepiej.
Wcześniej, bo w 2013 roku mówił tak:
„Mój Kościół jest chory. Nie wierzę w jego samouleczenie. Mówię o Kościele w Polsce. I mówię o Kościele hierarchicznym. Gdyby te mechanizmy sanacji, samouzdrowienia działały, to w przypadku arcybiskupa Paetza poskutkowałyby już w Łomży, gdzie biskup Paetz był ordynariuszem i skąd płynęły alarmujące sygnały. Gdyby mechanizmy samouzdrowienia zadziałały jako dzwonek alarmowy już w ordynariacie polowym, nie byłoby tego problemu w diecezji warszawsko-praskiej, a dzisiaj w archidiecezji gdańskiej.” ****

Arcybiskup arcydobrodziej głosi nieustająco ewangelię. Dlatego jest konsekrowany i cały arcy. Arcybiskup ma doktorat, więc się wyrażamy ściśle: nie głosi żadnej ewangelii, bo nie głosi się wyrwanych z całości kawałków. Arcybiskup głosi Słowo Boże. Słowo Boże znajduje się w grubej, niebieskiej księdze. Od deski do deski.

Gdy nasz arcydobrodziej udawał się na arcyzabieg medyczny – czemu się w ogóle nie dziwimy – jakiś dziennikarz zapytał go z troską na obliczu i papierze oraz na klęczkach: Jego Ekscelencja sam w takiej trudnej chwili, a przecież chciałoby się mieć rodzinę przy sobie… Jego Ekscelencja odparł: ależ moja rodzina to 850 tysięcy parafian, wszystkich miłuję, a oni mnie!
Rozumiemy: trzeba mieć niezwykłe zdrowie, żeby naraz kochać 850 tysięcy. Ludzi albo złotych. Zwykły pożeracz kiełbasy z czosnkiem i wódką żołądkową gorzką jedną babę miłuje i to już bywa ponad siły miłośnika.

Nie dziwimy się: nie on jeden. Jeden w drugiego ci wybawcy i dobrzy ludzie pracujący za darmo są tacy arcy. Taki Kościół kat. Nic wyjątkowego, a istota rzeczy.
Tym, którym trzeba jeszcze to przestawiać, przedstawił to Wojciech Smarzowski. Przedstawili bracia Siekielscy i przestawią jeszcze. Przedstawiali, przestawiają i będą przedstawiać najlepsi, najdociekliwsi, najrzetelniejsi.
Nic jednak nie przebije codziennego doświadczenia. Posiadacze łusek na oczach otrzymują właściwą odpowiedź: jesteś gówno, nie pierdol!

Słysząc te z konsekrowanego serca płynące słowa klękają, całują nabożnie w pierścień i się długo modlą.

Tanaka

* Jeremi Przybora „Wesołe jest życie staruszka”.
** onet.pl
*** natemat.pl
**** polskatimes.pl

23.10.2019
środa

Seminarium

Kler: kronika zapowiedzianej śmierci

23 października 2019, środa,

Biskupi mówią, że kandydaci do seminariów będą badani pod kątem posiadania niesłusznych skłonności. Pedofile, sodomici i podobni mają mieć drzwi do zacnych przybytków zamknięte. Niech swawolą gdzie indziej. Mogą się udać do Lota; on ma córki, które chętnie udostępni sodomitom do swawolenia, byle nie swawolili w seminariach, parafiach, kuriach i Watykanie.
Czytaj całość »

20.10.2019
niedziela

Dwa lata, jakiś naród

20 października 2019, niedziela,

Dwa lata temu Piotr Szczęsny poświęcił swoje życie. Żebyśmy przestali się zgadzać na kradzież praw, dewastację państwa i niewolę. Nie zgadzali się na niszczenie wspólnoty kłamstwem, szantażem, pomówieniem, które zatruwają wszystko – od wartości słowa, przez poczucie odpowiedzialności, po wodę w studni.
Czytaj całość »