Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

19.03.2019
wtorek

W odpowiedzi na tekst Adama Szostkiewicza

19 marca 2019, wtorek,

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst polemiczny Adama Szostkiewicza „Grzeszny Kościół świętych ludzi. W odpowiedzi Janowi Hartmanowi”, z dnia 18 marca.
Tekst Jana Hartmana, pod tytułem „Wstyd być katolikiem!” ukazał się 15 marca.

Jan Hartman:
https://hartman.blog.polityka.pl/2019/03/15/wstyd-byc-katolikiem/?nocheck=1
Adam Szostkiewicz: https://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2019/03/18/grzeszny-kosciol-swietych-ludzi-w-odpowiedzi-janowi-hartmanowi/?nocheck=1

[Akapity ujęte w kursywę i wytłuszczone są cytatami z tekstu Adama Szostkiewicza, chyba że inaczej zaznaczono. Odnoszę się do wszystkich akapitów, po kolei].

* * * * *

Grzeszny Kościół świętych ludzi – czytam w tytule.
Nie wiem, serio to zostało powiedziane, czy przewrotnie. Niezależnie od tego, oba teksty czytam ze smutną satysfakcją: pełen życia i pasji, boleśnie trafny bo mocno oparty na faktach złożonych w zjawiska i rozumienie rzeczy tekst Jana Hartmana a przeciw niemu ledwo żywa, miałka, wymijająca i w sumie bezradna odpowiedź Adama Szostkiewicza. W istocie, to nie jest odpowiedź. Tekst z intencji polemiczny nie wchodzi w dialog, nie odpowiada na strukturę strukturą; mocnymi i klarownymi argumentami na argumenty. Mija się zupełnie z tekstem profesora.

Słabość tej odpowiedzi jest związana ze słabością argumentów którymi się dysponuje lub nierozumieniem rzeczy. Ma ona zapewne coś wyjaśniać i czegoś bronić, ale nie wiadomo co i czego: całości czy wybranej sprawy; katolika, wiary, religii, mentalności, wybranych osób podanych z nazwiska, jakiejś mniemanej Prawdy i świętości, oraz której: Kościoła katolickiego, czy może jakiegoś bytu o nieokreślonym kształcie i treści, który miałby być swoistym kościołem w Kościele, albo jakimś niezależnym kościołem?

A obrona przecież jest taka łatwa. Kto stoi na gruncie Prawdy, broni się z lekkością serca i śmiałością polemicznego miecza. Czyni to z radością bożego szermierza, pewny ze jego ruchami kieruje sam Wszechmogący. Siła rycerza jest siłą Nadprzyrodzonego.
Zgadnij teraz, czytelniku, czy powiedziałem to serio, czy przewrotnie. Bo serio tak to wyjaśnia sam Kościół katolicki.

* * *

Mój blogowy sąsiad profesor Jan Hartman wygłosił płomienne laickie kazanie pod hasłem: wstyd być katolikiem. Czy podobałoby mu się kazanie pod hasłem: wstyd być niewierzącym? Albo: wstyd być żydem?

Czy to jest pytanie retoryczne? Czy ma zawstydzić, bo to nieładnie uważać, że „to wstyd być katolikiem”, i wstyd, że Jan Hartman wygłosił laickie kazanie?
Czy Janowi Harmanowi podobałoby się kazanie o tym, że to wstyd być niewierzącym albo żydem – nie wiem, sam może odpowiedzieć. Natomiast, co do zasady, to najpierw należy się zapoznać z określonym „kazaniem”, by mieć przesłankę do wnioskowania: wstyd, czy nie wstyd. Autor takiego kazania sam ryzykuje wstydem.

Jan Hartman wyjaśnia dlaczego wstyd być katolikiem. Odpowiedź nic nie wyjaśnia. Przede wszystkie tego, dlaczego to nie wstyd być katolikiem.

* * *

Generalizująca furia raczej nie pomaga słusznej sprawie walki z przestępstwem pedofilii w Kościele. Katolicy, jak niewierzący i ludzie innych wyznań, to tacy sami ludzie z takimi samymi emocjami. Nikt nie lubi być wrzucany do jednego worka z przestępcami i ich protektorami. Taka retoryka kojarzy się źle: z ideologicznym wykluczaniem grupy ludzi na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. A to się nie mieści w katalogu liberalnych wartości.

Generalizująca furia znajduje się u autora znanego jako św. Paweł. Nie, źle się wyraziłem: znajduje się w Piśmie Świętym. Tak ono mówi o Żydach do Tesaloniczan: Żydzi zabili Pana Jezusa i proroków i nas także prześladowali. A nie podobają się oni Bogu i sprzeciwiają się wszystkim ludziom… Tak dopełniają zawsze miary swych grzechów. Ale przyszedł na nich ostateczny gniew Boży.
Odpowiednia generalizacja jest także w Piśmie Świętym, u św. Mateusza: A cały lud zawołał: Krew Jego na nas i na dzieci nasze!.

Na tej generalizującej furii oparte oparte zostało nieustające prześladowanie i mordowanie Żydów przez chrześcijan. Tu jest źródło zła o wielkości nie do opisania, tu jest źródło usprawiedliwienia zła: Pismo Święte! Objawienie Boże! Świętość nad świętościami. To zło trwało, w brutalnej, ludobójczej formie, do 1945 roku. Dwa tysiące lat od Chrystusa, dwa tysiące lat generalizowania: kto nie z nami, ten przeciw nam! I dziś trwa ona w najlepsze: kto krytykuje, jest wrogiem Kościoła katolickiego, jest wrogiem Polski i Narodu, a Kościół to Polska. Ileż razy to słyszymy, każdego właściwie dnia. Słowa pogardy, odrzucenia, poza margines społeczny, kulturowy, poza Polskę! Dokładnie tyle razy ile słyszymy te słowa, tyle razy nie usłyszymy słów stanowczo i głośno je potępiających, ze strony tych, co to rzekomo tworzą jakiś rzekomo szlachetny kościół.
Nie mniejszą generalizacją, choć podaną nie furioso a dolce jest to co każdego dnia słychać od katolików: Kościół do dobrego namawia, nie do złego.

Niech więc Jan Hartman też trochę sobie pogeneralizuje. Pokazuje bowiem syntezę. To generalizacja zagęszczona do istotowej trafności. Zwłaszcza, że ma do tego poważne i konkretnie przedstawione powody, całkiem inne niż Pismo Święte.

Ludzie są tacy sami wyłącznie na poziomie – właśnie – zgeneralizowanym. Wszyscy – i katolicy i muzułmanie; komuniści, ateiści, masoni i cykliści mają po dwie ręce i nogi oraz mają takie same żołądki. Wszyscy chcą, żeby było dobrze. Wszyscy kochają dzieci, i wszystkie dzieci są nasze. Katolik się różni od muzułmanina. Inaczej nie byłby katolikiem, a muzułmaninem. Albo masonem.

Furia – w tej sprawie, a i w wielu innych – bardzo pomaga. Staje się niezbędna, gdy inne środki budzenia zawodzą. Dopiero ona potrafi wyrwać z zakłamania moralnego, otrząsnąć z porażenia umysłu i skonfrontować z rzeczywistością. W mordercze furie wpadał regularnie Absolut Miłości – Bóg Wszechmogący, wpadał i Jezus – Syn Boży. W furię musiał wpaść Marcin Luter, żeby Reformacja cokolwiek zmieniła w Kościele katolickim. Co się musiało zamienić w gigantyczne furie wzajemnych monstrualnie brutalnych wojen religijnych toczonych przez samych chrześcijan. Kontynuując furie, także sami chrześcijanie toczyli Wielką Wojnę XX wieku, po chwili się dowiadując, że to dopiero Pierwsza Wojna Światowa, będąca preludium do wojny niezrównanie bardziej wypełnionej okrucieństwem i masowym ludobójstwem – Drugiej Wojny Światowej.

Nikt nie lubi być wrzucany do tego samego worka z przestępcami i ich protektorami? Czyżby? Kto nie lubi, ten robi co należy, żeby nie było powodów: tych przestępców i protektorów. Zwłaszcza dlatego, że ci przestępcy i ich protektorzy oznaczają zbrodnię, nie zaś wygładzone do ogólnika przestępstwo. Kto nie zrobił tego co należy, słusznie w worku się znajduje. Ma powód do wstydu, nieraz do poczucia osobistej hańby. I ma przywilej katolika: sakrament pokuty i pojednania, którego wykonać nie chce.

Katolicy to znają z codzienności i szczerze praktykują: rachunek sumienia, mea culpa i czyściec. Ten worek to czyściec, wrzuca doń nie ktoś, a ciążące winy katolika. Gdzie jest jednak ten rachunek sumienia 95% Polaków? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie – niech zda relację.

Katolicy to Kościół. Tak się chwalą. Ponoszą więc odpowiedzialność zbiorową: są członkami, odpowiadają za Kościół. Ale nie, tu widać, jak działa system ucieczki: jak jest splendor i zyski, to Kościołem są biskupi z klerem, jak są winy i zbrodnie – to Kościołem jest jest lud boży . Ojcami sukcesu są biskupi, sprawców hańby jest może mniej niż palców. I to wina ludu. Znowu to zakomunikował Episkopat: pedofilia jest wśród ludu bożego, dlatego jest i w Kościele. Winni są tylko nieznani sprawcy: przestępcy i ich protektorzy. Z największą trudnością udaje się kogokolwiek ustalić i słusznie skazać – dotąd niemal z reguły – wbrew Kościołowi. Nie hierarchów, owych protektorów, nieraz też sprawców, a jeśli – to pierwszych dopiero, nie w Polsce i nie za sprawą Kościoła. Reszta ma czyste ręce i niewinne dusze.

* * *

Tymczasem nie wszyscy katolicy są obarczeni tym przestępstwem. Wielu, może nawet większość, także księży, stara się żyć przyzwoicie i zgodnie z przykazaniami swej wiary. Wielu zna dobrze ciemną stronę Kościoła łacińskiego, nie wybiela jej ani nie gloryfikuje.

Zgoda: nie wszyscy katolicy są obarczeni tym przestępstwem – w rozumieniu gwałcenia dzieci. Wszyscy, lub prawie wszyscy są obarczeni milczeniem. Biernym, lub aktywnym przyzwoleniem na zło, które działo się od początku chrześcijaństwa. Wszyscy, lub prawie wszyscy wiedzieli, ale odwracali oczy. O pedofilii Jankowskiego wiedziała nie tylko jego parafia. To była wiedza publiczna, ale zmowa milczenia była skuteczna. Ten systemowy schemat powtarza się niemal w każdym przypadku konsekrowanego gwałciciela: otoczenie wiedziało, ale nic nie robiło, co najwyżej – ten i ów – sarknął w kącie na księdza co nie umie trzymać rąk przy sobie. Albo jest rozsądne usprawiedliwienie: ksiądz też człowiek, co ma – biedny – robić!? Było jeszcze gorzej: ksiądz to świętość! Nie będziesz, gówniarzu, na księdza gadał, a jak nie, to won z chałupy! Tak katoliccy rodzice zdradzają własne dzieci.

Twierdzenie, że wielu, może nawet większość […] także księży, stara się żyć przyzwoicie i zgodnie z przykazaniami swojej wiary – jest bardzo wątpliwe w przypadku księży. Do seminariów trafiają na ogół młodziankowie niedojrzali i już na psyche skrzywieni, często straumatyzowani. Dalej odbywa się formatowanie osobowości do postaci klerykalnej. Nie dziwi człowieka rozumnego i z odwagą patrzącego na fundamentalny problem, że wśród kleru jest wielka nadreprezentacja tego, co sami nazywają zboczeniami na co dzień, a doktrynalnie wielkim nieuporządkowaniem moralnym. Kilkadziesiąt procent z nich to są homoseksualiści. Ale za zboczenie nie uważają pedofilii. Nie cztery i nie siedem procent członków kleru to pedofile, a znacznie więcej. W przypadku tak ciężkich i stabuizowanych przestępstw jak gwałt, w dodatku na dziecku, w dodatku wykonany przez osobę świętą, realna liczba bandytów i ich ofiar zawsze jest wielokrotnie większa niż oficjalnie ujawniona. Na ujawnianie danych które znamy, wpływ miał sam Kościół katolicki. W polskim przypadku – wyłącznie.

Owa większość zaś stara się żyć przyzwoicie i zgodnie z przykazaniami swojej wiary tak, że problem gwałcenia dzieci przez członków kleru katolickiego (i nie tylko dzieci, teraz zaczyna się mówić o kolejnym drastycznym problemie obecnym od zawsze – niewolnictwie i seksualnym używaniu zakonnic, nie w Polsce jednak, jeszcze) ma zasięg globalny. Owa przyzwoitość na to pozwoliła. Katolik ma w owych przykazaniach wiary to, żeby publicznie świadczyć o cnotach katolicyzmu. Właśnie te cnoty widać.

Taka retoryka kojarzy się źle: z ideologicznym wykluczaniem grupy ludzi na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. A to się nie mieści w katalogu liberalnych wartości.
Zabrakło dopowiedzenia – chyba z poczucia oczywistości, bo to skojarzenie jest powszechne w obiegu publicznym: kojarzy się źle, bo z komunizmem. To zafałszowanie i Kościół je chętnie stosuje: co złego, to komuniści. Nie komunizm jest pierwotnym autorem ideologicznego wykluczenia i odpowiedzialności zbiorowej, a sam Kościół katolicki, który wyklucza ideologicznie i wykluczał fizycznie od zarania swoich dziejów. Komunizm uczył się u mistrza. Kto chce rzetelnie używać skojarzenia, niech sięga do mistrza, nie czeladnika.

Skąd to nieszczere powołanie się na liberalne wartości ? Kościół ich nie zna i nimi nie żyje, chce jednak korzystać i korzysta z liberalnych wartości, choć sam ich tak stanowczo innym odmawiał, a i dziś nie chce się im podporządkować. Do liberalnych wartości należy choćby wolność krytyki, wolność wyboru, równość stron, taka sama odpowiedzialność, włącznie z kryminalną. Jest i weryfikowalność i odpowiedzialność publiczna: kłamiący polityk, nadużywający władzy, judzący, pomawiający polityk podaje się do dymisji i znika ze sceny ze wstydem, lub jest do tego zmuszany w ramach egzekwowania liberalnych wartości. To też brak przywilejów specjalnych, chyba, że się jest ułomnym. Ale to nie przywilej, a wyrównywanie szans.

Kościół, za wszelką cenę, usiłuje wymusić nie tylko na swoich członkach, ale wszystkich obywatelach, stosowanie się do jego żądań moralnych czy wręcz obsesji. I brutalnie się zachowuje wobec tych, którzy – w ramach liberalnych wartości – mają inne zdanie i inne wartości, często wyższej próby.

To nie jest żadna liberalna wartość, że jest akt poddania lennego Polski innemu państwu, zwany eufemistycznie konkordatem który zawiera wyłącznie jednostronną listę zobowiązań państwa, a po stronie Kościoła – listę przywilejów .
W kodeksie jest sankcja z powodu obrażania uczuć chrześcijańskich, nie ma zaś sankcji na obrażanie uczuć niechrześcijańskich. Jakaż w tym hipokryzja – powoływać się na uczucia chrześcijańskie, gdy luteranina, prawosławnego, zielonoświątkowca, baptystę, protestanta potrójnie reformowanego nie obraża to, co obraża katolika. Niech katolik mówi jakoś uczciwiej: obraża się uczucia katolickie. I niech wskaże, jakie to są uczucia i udowodni ich obrażenie. Tego nie zrobi, ale oczekuje, że dzięki liberalnym wartościom państwo lenne skaże obrażającego.

Kościół, przenikający niemal wszystko w Polsce, najwyżej umocowany formalnie i emocjonalnie, utożsamiony z Polską; dysponent rzekomo jedynej moralności, sam ma coś do udowodnienia: że stosuje się do liberalnych wartości. Inaczej takie powoływanie się na owe wartości ciąży na innych tylko stronach i staje się nadużyciem.

* * *

Wielu zna dobrze ciemną stronę Kościoła łacińskiego, nie wybiela jej ani nie gloryfikuje.

To zdumiewająco śmiałe stwierdzenie wymaga uściślenia przez autora. Wielu to jest kilkadziesiąt procent. Powiedzmy, jakieś 700 milionów katolików. Albo miliard. W Polsce – kilkanaście milionów.

Skąd ta wiedza, że wielu? Jak się ta wiedza wielu przekłada na działania Kościoła?
Wiedza powszechna, doświadczalna codziennie jest bowiem zupełnie inna: wielu, większość katolików ma śladowe, żeby nie powiedzieć – żadne pojęcie o ciemnych stronach Kościoła. Nawet, gdy kiedyś coś usłyszeli, wypierają, zapominają, wybielają. Udają, że to dotyczy jakiegoś innego kościoła. Podają stale, wbrew faktom, w wątpliwość – jak Jedwabne. Czy nauka katechezy w państwowej szkole zapewnia szeroką wiedzę o ciemnej stronie Kościoła i naucza, jak nie wybielać?
Zresztą, z samej logiki twierdzenia wynika to, że takich co spełniają te wszystkie, bardzo trudne warunki, jest garstka, nie więcej.

* * *

Wielu, o czym wspomina sam Profesor, nie zostawia suchej nitki na pedofilach i drapieżnikach seksualnych w sutannach, tak samo jak na kościelnym systemie, który ich chroni przed odpowiedzialnością i na biskupach, którzy ten system konserwują.

Kolejne zdumienie – z jakąż delikatną oględnością wyraża się autor: nie zostawia suchej nitki na pedofilach… Znam to wyrażenie z całkowicie innych realiów: na autorze bzdurnej tezy krytycy nie zostawili suchej nitki. Konsekrowany gwałciciel, zbrodniarz, to widać osoba na której należy nie zostawiać suchej nitki.
Zaś zbrodniarz który gwałci dzieci to drapieżca seksualny: może lew, a może tygrys. Kto wie – kotek?
Jestem pod silnym wrażeniem tego miękkiego dla Kościoła języka w tak twardych sprawach.

Znowu czytam: wielu ! Ilu i od kiedy? Którzy z nich darli szaty, zdzierali gardła, rzucali w geście moralnego protestu sutanny, składali zawiadomienia do prokuratur, czy krzyczeli: no pasarán, zanim zaczęto ujawniać powszechną, globalną skalę zbrodni? I kto zaczął ujawniać – katolicy, z pobudek religijnych i subtelności chrześcijańskich uczuć, skoro 2 tysiące lat nie ujawniali? Nie aby ci Żydzi, jak choćby ten z Boston Globe? Nie aby Jerzy Urban, ten Żyd, ten Goebbels stanu wojennego innego łotra komunistycznego – Jaruzelskiego, który od początku lat 1990-tych pisał o seksualnych ( i każdych innych) przestępstwach kleru? Jak to potraktowało tych wielu, co poznali w ten sposób ową ciemną stronę Kościoła i nie wybielają?

Jak to w ogóle możliwe, że istnieje kościelny system, gdy tylu moralnych katolików co się kierują wartościami chrześcijańskimi? Ten system był, jest i będzie. Jest kośćcem Kościoła. Jego istnienie gwarantuje stałą niepewność u porządnego katolika: nie wie kiedy i jaki kolejny szok spotka i jego i ogół. Gwarantuje natomiast, że spotka. To constans systemu. Może go kiedyś nie będzie – gdy katolik zejdzie do katakumb i będzie żył w drobnych grupkach, karmiąc się manną z nieba, szarańczą i tym, o czym ciągle nie ma pojęcia: o czym tak naprawdę mówi Ewangelia.

* * *

Oburzenie na zmowę milczenia w Kościele jest słuszne. Ale w ciągu długiej historii Kościoła łacińskiego katolicy przykładali rękę nie tylko do rzeczy złych. Wielu szło za reformatorami i odnowicielami w Kościele, przeciwko kościelnemu establishmentowi i zatwardziałym doktrynerom.

Czy ja dobrze przeczytałem: nie jest to cytat ze słusznych wniosków zjazdu KPZR? Tak w ramach tego, co się źle kojarzy?

I już po raz trzeci z rzędu czytam o jakichś wielu. To zaklinanie rzeczywistości przez częstość powtarzania słowa, które ma zastąpić rzetelność argumentu.

Oburzenie na zmowę milczenia w Kościele jest słuszne. Nie, nie jest słuszne, bowiem owa słuszność obudziła się dopiero kilka, góra kilkanaście lat temu. Wcześniej katolicy za słuszne mieli realne akceptowanie tej zmowy milczenia, w której sami uczestniczyli i mieli z niej korzyści. To słuszność wymuszona, tragicznie spóźniona i przez to nieszczera. Dlatego nie jest wcale pewne na ile w Polsce jest to słuszne nawet dziś. Zachowanie Episkopatu i jego licznych sojuszników w świeżej sprawie tzw. raportu o pedofilii czy deklaracji warszawskiej w sprawie LGBT wyraźnie podaje w wątpliwość ową słuszność.

To, że katolicy […] przykładali rękę nie tylko do rzeczy złych nic nie znaczy. Nie tylko do rzeczy złych przykładali rękę muzułmanie i szintoiści, konfucjoniści i Żydzi oraz wszyscy poganie. Nie tylko do rzeczy złych przykładali rękę i najwięksi dyktatorzy i najwięksi zbrodniarze. Tak działa człowiek.
Jest jednak różnica: nikt nie dawał świętego nakazu czynienia wyłącznie dobra poganom, nikt nie rozliczał, nie obiecywał nagrody. Nakazał natomiast katolikom: miłuj nad życie MNIE! A w dalszej kolejności – miłuj bliźniego swego! Po owocach widać, że wcale nie nad życie. Jednak na poziomie najwyższego dobra, bo religii, tak bardzo źle to katolikom wychodzi, że autor bodaj się cieszy: nie tylko do złych rzeczy przykładali rękę. Krzyknąłbym z wrażenia: mój boże! Gdyby nie był to krzyk w pustkę.

Tak wielu szło za reformatorami, że oto mamy co widać: horror poznania, jak rozległa i systemowa jest zbrodnia. I że przez dwa tysiące lat działa się w najlepsze – czego jeszcze teraz się nie poznaje, bo mowa tylko i wyłącznie o kilku ostatnich dekadach. Skrzętnie milczy o tym sam Kościół katolicki. Milczą tak samo ci, co dobrze znają i nie wybielają.

* * *

To oni tworzyli Kościół ewangeliczny, Kościół Kazania na Górze i Ośmiu Błogosławieństw, gotowy do rozmowy i współpracy, do obalania murów między nacjami, konfesjami, religiami w imię chrześcijańskiego uniwersalizmu. To Kościół nazywany dziś czasem Kościołem otwartym, soborowym, ekumenicznym.

Co to takiego Kościół ewangeliczny? Czy ten kościół ewangeliczny to ten sam Kościół co nieewangeliczny, a katolicki? Jak katolik odróżnia jeden od drugiego i skąd wie, że jest we właściwym?
Czy Kościół ewangeliczny nie czerpie obficie korzyści od tego nieewangelicznego Kościoła, powołując się przy tym na swoją niewinność?
Jak to w ogóle możliwe, że jest jakiś specjalny Kościół ewangeliczny, skoro istnieje wyłącznie jedno, integralne, czyli całościowe Słowo Boże czyli Biblia, a nie osobna ewangelia?

To także nic nie znaczy, podobnie jak owi katolicy co przykładali rękę nie tylko do rzeczy złych. Tu zaś owo stwierdzenie brzmi jak słaba wymówka. Zanim się w ogóle spróbuje używać tak niejasnych pojęć, dobrych do żonglowania i zaciemniania obrazu a nie poważnej dyskusji, należy je wyjaśnić.

* * *

Znakiem tego Kościoła, który istniał i istnieje od zawsze, równolegle z monopolistycznym katolicyzmem upaństwowionym, upolitycznionym, wręcz upartyjnionym, sprzymierzonym z władzą świecką dla osiągania korzyści, może być np. deklaracja o stosunku do religii niechrześcijańskich „Nostra aetate”, uchwalona podczas odnowicielskiego II Soboru Watykańskiego. W Polsce takim znakiem może być dokument episkopatu o „chrześcijańskim kształcie patriotyzmu.

Michel Onfray nazwał coś takiego wyłuskiwaniem. A więc jakiś dobry Kościół istnieje od zawsze. I on okazuje miłosierdzie religiom niechrześcijańskim oraz był odnowicielski II Sobór Watykański. To miłe. To właśnie wyłuskiwanie: „od zawsze” i dla każdego coś miłego się ze Słowa Bożego, religii i Kościoła wydłubie. Zaś ten Kościół upaństwowiony, upartyjniony – któż upaństwawiał i upartyjniał, jak nie sami katolicy? Nie istniał aby Kościół w ścisłym sojuszu z tronem od tysiąca pięćdziesięciu lat – na co się tak chętnie powołuje domagając się splendorów? Tamten Kościół to widać jacyś ONI, nie MY – katolicy. My jesteśmy dobrzy, bo my to kościół ewangeliczny?

Nic to nie ma do rzeczy w sprawie dwutysiącletniego horroru jaki przeżywały miliony, miliony zgwałconych i zdradzonych dzieci: przez członków kleru, a sumarycznie i w istocie przez to, co nazywane jest Kościołem katolickim. Ofiarom nie robi różnicy, kto za ich krzywdę odpowiada: Kościół nieewangeliczny, czy ewangeliczny.
A jeśli ma coś do rzeczy, to tyle, że horror ów trwał, w najlepsze, dalej i po odnowicielskim II Soborze Watykańskim. I trwa nadal, tam gdzie nie sięga odpowiednia edukacja, nie ma dojrzałej opinii publicznej, gdzie nie nie są przestrzegane prawa człowieka, a policja i sądy są dla wpływowych. Ciągle jeszcze pedofile w sutannach krążą po świecie: jak nie w USA, to do Rwandy, Angoli a może Boliwii.

* * *

Liczne są postaci symbolizujące taki Kościół: np. święty Franciszek, siostra Edyta Stein, ks. Bernard Lichtenberg, Dorothy Day, ojciec Tomasz Merton, a w Polsce księża Jan Zieja, Tadeusz Fedorowicz, Józef Tischner, ojciec Wacław Hryniewicz, ojciec Stanisław Musiał, ojciec Ludwik Wiśniewski, matka Elżbieta Czacka i całe dzieło Lasek, siostra Małgorzata Chmielewska od bezdomnych, Jerzy Turowicz i krąg „Tygodnika Powszechnego”, Tadeusz Mazowiecki i krąg „Więzi”.

Doprawdy? I cóż z tego wynika dla masowej zbrodni gwałtu w wykonaniu nieprzebranych zastępów kleru katolickiego i zdradzania własnych dzieci przez ich katolickich rodziców, katolickie rodziny, całe środowiska, cały Kościół katolicki? W czym temu zapobiegli? Sami nie byli oślepieni ową ewangelicznością swojego Kościoła w Kościele, gdy w nim działa się systemowa zbrodnia?
O czym wyjątkowym świadczy owa grupka szlachetnych w domniemaniu ludzi, gdy w dowolnym innym kościele czy dowolnej populacji można taką samą, a może i lepszą jeszcze a nieświętą, znaleźć?
Jestem zszokowany: nie ma na tej liście dobrych ludzi Świętego Ojca Świętego, Jana Pawła II.

* * *

Kościół instytucjonalny, zwłaszcza w Polsce, jaki dzisiaj jest, wszyscy widzimy. Wielu katolików, a także ludzi dobrej woli nienależących do tego Kościoła, bardzo to przeżywa. Nie akceptują dominującego w nim dziś języka i konfrontacyjnego nastawienia, ale z różnych, często bardzo osobistych i wcale niekonformistycznych, powodów nie zamierzają przestać chodzić do kościoła ani porzucić swojej wiary. Inaczej patrzą na Kościół.

Ile jeszcze razy przeczytam to zaklęcie: wielu katolików?
Znowu ta fałszująca gładkość języka, ukryte w niej wywyższenie się : a także ludzi dobrej woli nienależących do tego Kościoła. A także … zdarzą się poza Kościołem ludzie wrażliwi!

Skąd powód do uroszczenia: wszyscy widzimy? Kto to są wszyscy? Było wielu, teraz są wszyscy? Już ci wszyscy zobaczyli co jest do zobaczenia? A oprócz zobaczenia, przeżyli to w głębi psyche pojmując rozmiar zbrodni i jej znaczenie; przebadali w swoich umysłach, wyciągnęli wnioski, odbyli sakrament pokuty – robiąc zadośćuczynienie bliźniemu, temu zgwałconemu i pozostałym, ugodzonym złem konsekrowanych katolików? Jakie zadośćuczynienie złożą przed niekatolikami, którzy uważają przemoc i oszustwo za immanentną cechę katolicyzmu i słusznie chcą religię sprowadzić do należnej proporcji: ogrom zła równy ogromowi redukcji do mikrowymiaru?

Nie, nie wszyscy widzimy. Wśród katolików coś widzą niektórzy. I do tego jednym okiem. Najwyraźniej nie widzi tego dalej sam Episkopat, który widzi co innego: zbrodnie kleru to drobiazg, bo większą zbrodnią jest seksualizacja dzieci. Prawdziwą seksualizację czyni kler, wbijając w małe dzieci poczucie nieprzyzwoitości, brudu i grzechu jako takiego, dłubie im w delikatnych umysłach wypytywaniem pod groźbą boskiej kary za odmowę zeznań: a jak, a z kim, a ile razy byłeś nieprzyzwoity, a co robiłeś z siusiakiem? Miałeś z tego grzeszną przyjemność więc obraziłeś Matkę Bożą! ? To gwałt w trakcie sakramentu świętego. To woła o rozliczenie i zadośćuczynienie, nigdy jednak się tak nie stanie.

Tak seksualizacja dzieci przez Kościół odcina je od poznania siebie i czyni ich drobne ciała brudnymi od grzechu oraz sprawia niewypowiedzianą krzywdę nakazem milczenia gdy są gwałcone – krzywdę wołającą o pomstę do Nieba – cóż za drwina z dzieci! Ci rodzice zaś, co to wiodą życie zgodnie z przykazaniami swojej wiary , prowadzą własne dzieci do spowiedzi, by tam przeżywały upokorzenia i psychiczne, a bywa, że i fizyczne, gwałty. I to więc mieści się w ramach owych cnót katolickich, które polemista Jana Hartmana chwali.

Za większą zbrodnię od własnej pedofilii ma też Kościół przerabianie dzieci na żołnierzy. Z pewnością już zatem biskupi zburzyli Pomnik Małego Powstańca w Warszawie i wypalili moralnym ogniem tą mroczną kartę polskiej historii, wcale nie incydentalną. Zgrozą przejęły ich na pewno Lwowskie Orlęta: półtora tysiąca dzieci ze szkoły powszechnej zabite w charakterze żołnierzy. Najmłodszy dzieciak – 9 lat. A ilu ludzi te dzieci same zabiły? Im dalej w historię, tym gorzej. Jakżeż są przejęci tym, że sami ich wyświęcali na żołnierzy i że od zawsze nakazują kobietom produkować jak najwięcej dzieci, bo trzeba ich na mięso armatnie.

z różnych, często bardzo osobistych i wcale niekonformistycznych, powodów nie zamierzają przestać chodzić do kościoła ani porzucić swojej wiary. Inaczej patrzą na Kościół
Cóż, zdaje się, że tylko o sobie można – ledwo w przybliżeniu – powiedzieć, z jakich powodów się chodzi do kościoła i czy z powodów niekonformistyczych. Wiara jest zbyt niejasnym pojęciem, zbyt emocjonalnym i zbyt głęboko sięga w psyche, by można o niej twierdzić z pewnością. Co innego wygląda pewniej: brak zasadnej możności twierdzenia o innych w tej sprawie i to, że tak można usprawiedliwić wszystko. Włącznie z całą zbrodniczą historią Kościoła o której pisze Jan Hartman. Ja to widzę po swojemu – i koniec sprawy. Każdy, wszędzie patrzy inaczej i ma swoje powody. I tak od dwóch tysięcy lat.

* * *

Widzą w nim grzeszność, ale i świętość. Nie tylko w sensie mistycznym, ale też w sensie bohaterstwa etycznego. Taki grzeszny Kościół, który ratują od upadku niektórzy dobrzy, mądrzy, święci ludzie w nim działający, jest dla nich ważny. Warto to uszanować dla wspólnego dobra.

Nadzwyczajnie mało zajmował się w swojej historii Kościół katolicki wspólnym dobrem. Swoim własnym zaś – rozumianym jako dobro materialne, ziemska władza, przepych oraz interes – z niezwykłą gorliwością. I o ile mu to jakoś w części zaledwie minęło, to pod wpływem sił zewnętrznych. Ktoś, wbrew Kościołowi, wynalazł na przykład prawa człowieka. Ktoś doszedł do wniosku, że kobieta też człowiek. A nawet dziecko, i że nie wolno go ani bić ani gwałcić. Kobieta jednak szoruje dalej kościelną posadzkę, zaś los dzieci właśnie widzimy, na podstawie także TEJ sprawy.

Doprawdy, apelowanie w takiej sytuacji o uszanowanie dla wspólnego dobra brzmi co najmniej niestosownie. Suma braku szacunku ma bowiem w Polsce wielkość nadzwyczajną i wielkim jego sprawcą jest sam Kościół i jego wyznawcy. O jakim więc szacunku dla wspólnego dobra mowa, mocno jest niejasne, a jaśniejsze wydaje się coś innego: szacunek wybiórczy, na rzecz tego, co zawsze – Kościoła katolickiego.

Wobec nieustającej, drastycznej, monstrualnej grzeszności Kościoła katolickiego, mówienie publiczne o jego świętości jest czystym uroszczeniem i czymś zgoła niemoralnym. Katolik, z całą swoją mniemaną świętością nie jest lepszy od wszystkich innych, a nieświętych. Historia człowieka nie potwierdza owej wyjątkowości, bo świętości katolika i jego Kościoła. Są zaś powody przypuszczać, że bardziej święci byli Papuasi, Zulusi i Jaćwingowie. Oraz Hutu. Dopóki nie zostali katolikami.

* * * * *

To zdumiewa: jak bardzo można mówić nijak, obok tych fundamentalnych problemów jakie przedstawił Jan Hartman. Jak bardzo można robić uniki mówiąc frazesami i ogólnikami, lecz powołując się na wartości, zasady i znaczenia co do których jasno musi się wytłumaczyć i polemista i ten najważniejszy, który tego nie robi – Kościół katolicki. Gdy tego nie ma, nie wiadomo czego dyskurs dotyczy.

Jan Hartman ma rację: wstyd być katolikiem.

Tanaka

16.03.2019
sobota

Szczęście Lolka

16 marca 2019, sobota,

Konsekrowani gwałciciele najskuteczniej atakują te dzieci, które żyją w niepełnych rodzinach, w poczuciu straty, niepewności; które noszą w sobie ból, traumy, są samotne i łakną akceptacji.

Mały Karol Wojtyła, Lolek, spełniał solidną część przesłanek, które czynią dzieci najbardziej narażonymi na gwałt ze strony członka kleru katolickiego. Miał szczęście – uniknął losu milionów zgwałconych przez kapłanów katolickich dzieci.

Coś takiego jak „szczęście” jednak nie istnieje. W świecie katolickim nic bowiem nie dzieje się bez woli Pana Boga, o czym dowiaduje się każde Dziecko Boże już na początku katechezy. Nie może bowiem istnieć przestrzeń przypadku, czyli czegoś, co nie zależy ani od woli Boga, ani od „wolnej woli” człowieka, która wszak musi się mieścić w woli Boga. Ani nawet od wolnej woli Szatana. Jeśli coś dzieje się samo z siebie, Bóg Wszechmogący nie jest wszechmogący, a jest nieudacznikiem: ciągle dzieją się jakieś przypadki, a on ani be ani me ani kukuryku.

Lolka przed zgwałceniem przez sakramentalnego uchronił osobiście Pan Bóg Wszechmogący, który Absolutnie Miłuje wszystkie dzieci. Co prawda ma trudności z miłowaniem dzieci nieochrzczonych i trzyma je w jakiejś Otchłani, ale o tym najlepiej nie rozmawiajmy, bo nie lubią o tym rozmawiać sami biskupi. O czym nie rozmawiamy, tego nie ma.

Prawdę mówiąc, gdyby trzymać się zasady, że katolik nie rozmawia o tym, czego nie ma, byłby niemową, a on strasznie jest gadatliwy. Łatwo było to ostatnio poznać po konferencji Episkopatu w sprawie raportu na temat gwałcenia dzieci przez kler katolicki. Raport nie okazał się raportem. Biskupi gadali o wszystkim, ale nie o gwałceniu przez kler dzieci i dowiedzieliśmy się nawet dużo o nazizmie i komunizmie oraz o tym, że to bardzo straszne robić z dzieci żołnierzy. Co – gdyby biskupi nie byli moralnie ciężko skrzywieni – znaczyłoby, że oto pójdą gromadnie obalić pomnik Małego Powstańca i ustanowią dzień hańby Katolickiego Narodu Polskiego, z powodu przerabiania dzieci na powstańców. W ten dzień na Wawelu bić będą dzwony, wszyscy przyjmą doustnie Ciało Chrystusa, a biskupi bić się będą w cudze piersi, jak zawsze. W tym są mistrzami świata i Wszechświata.

Skoro katolik taki gadatliwy jest, to coś jeszcze w sprawie Lolka należy dodać. Bóg Wszechmogący uchronił Lolka przed gwałtem ze strony członka kleru, a wydał na gwałt miliony innych dzieci. Zaakceptował wolną wolę gwałciciela, który musiał sobie pogwałcić. O szczęście niepojęte, Bóg sam odwiedza mnie..! – śpiewa sobie Dziecię Boże, a ksiądz je gwałci.

Uchroniony od zgwałcenia Lolek zrobił wybitną karierę jako członek kleru i ciągle gadał o Dzieciach Bożych. Podobno nic nie zauważył, że dookoła niego jego bracia w sakramencie gwałcą dzieci. Bardzo był w tylu sprawach zorientowany i znał się na wszystkim, zwłaszcza na historii Kościoła kat. będącej historią gwałtu, a tu – nic! Po główce głaskał i nieustannie wyróżniał honorami szeroko znanego gwałciciela konsekrowanego – Marciala Maciela Degollado, a gwałcenie dzieci przez kler uważał za komunistyczną propagandę. Bardzo mu pasowała brutalna instrukcja jego poprzednika, cudnego Jana XXIII – od którego wziął sobie imię papieskie – skierowana przeciw ofiarom gwałcenia przez kler katolicki, więc jak mógł widzieć ukryte? No, nie mógł! Co dosyć dziwne, bo Jezusa z jego Ojcem ciągle widział i nieustannie o tym z detalami opowiadał.

Jest to słuszne i zbawienne: Święty Ojciec Święty wyprodukował takich biskupów i ich Episkopat jak widać. „Katolik otwarty” – Szymon Hołownia utyskuje, że dość ma już dawania – po raz 57 – kredytu zaufania biskupom. Żartuje i się do nas zaleca. Da kredyt znowu, już dał, da i raz sto pięćdziesiąty i będzie zadowolony. Gdyby nie był, zrobiłby co trzeba, nawet bez aprobaty Nieba.

Tanaka

10.03.2019
niedziela

Przebiśniegi przeciw pancerzom

10 marca 2019, niedziela,

Prezydent Warszawy ogłosił właśnie deklarację na rzecz społeczności LGBT+. Warszawa chce być miastem otwartym dla wszystkich, równościowym, bez przemocy, dyskryminacji i języka nienawiści którego ofiarami są osoby LGBT.
Miasto zamierza pomagać takim osobom, by mogły się w mieście czuć u siebie w domu i spełniać się życiowo. Będzie edukacja uświadamiająca i uczulająca na problemy tych osób, będzie polityka włączania, przestrzeń do realizacji twórczych możliwości ludzi spod znaku LGBT, oraz wspieranie nauczycieli, którzy mogliby mieć obawy przy angażowaniu się na rzecz takich uczniów, ze względu na przełożonych czy oddziaływania polityczne.

Ta deklaracja to wyjście na świeże powietrze, ku jasności i słońcu. Nareszcie! Wreszcie któreś z polskich miast, tu Warszawa daje przykład, oficjalnie przyznaje istnienie problemu i pada formalne stwierdzenie, że będzie robić coś tak oczywistego w świecie praw człowieka, a całkowicie nieoczywistego w świecie wiary katolickiej. Ta oczywistość dotyczy także prawa unijnego i jej rzeczywistości oraz polskiej konstytucji: ludzie są równi i ludzie są różni. Są także wolni do kształtowania swojego życia tak jak chcą. A jeśli są dyskryminowani, trzeba dyskryminację usunąć, a prześladowanych – chronić. Wszystkich zaś – edukować. To najważniejszy filar równości i wolności.

Czytając tą deklarację mam silne wrażenie, że powinna była się pojawić u zarania ludzkiej cywilizacji, tysiące lat temu. Od początku dziejów bowiem ludzkość ma ze sobą problem: dzielenia się na słusznych i niesłusznych, prześladowania i mordowanie ze względu na obsesje seksualne i w imię fantazmatycznych, antyludzkich idei, które znajdują bardzo mocne osadzenie w religiach, przenoszących chorobę przez wieki, epoki i kontynenty.

Na taką deklarację niezawodnie musiał się odezwać Episkopat. Pełnomocnik Jezusa. Dał głos. Jak jest głos, przyda się i drugi – i już jest tak zwany dialog. A dialog biskupi uwielbiają. Ekscelencje i eminencje dają pierwszy głos.

* Publikacja deklaracji „Warszawska polityka miejska na rzecz społeczności LGBT+”  wzbudziła emocje i uzasadnione zaniepokojenie wiernych, którzy w różnorodnej formie coraz liczniej zwracają się do biskupów warszawskich z prośbą o wsparcie.

Biskupi mają coraz liczniej i liczniej. Jak hrabina Tyłbaczewska, co miała jeszcze raz i jeszcze raz. Czyli biskupi są coraz bardziej potrzebni. Wspierają. Dalej się dowiemy: kogo i jak.

* Również pasterze archidiecezji warszawskiej i diecezji warszawsko-praskiej krytycznie i z niepokojem odnoszą się do treści zaprezentowanego dokumentu, szczególnie w części dotyczącej edukacji seksualnej w szkołach.

Pasterze, z niepokojem; kler w ogóle, nic tylko się niepokoi. Mógłby się zaniepokoić, że dyskryminują, ale nie. Niepokoją się seksem. Właściwie – edukacją. Tym to się wszyscy niepokoją: rodzice, że szkoła nie edukuje porządnie, szkoła – że rodzice, a biskupi, że wszyscy – więc oni muszą edukować.

* [Kościół] często przypomina o szacunku, jakim powinno się obdarzać osoby homoseksualne. „Bóg kocha każdego człowieka – powtórzyli biskupi […] i podobnie czyni Kościół, ponawiając swoje zaangażowanie w zwalczanie wszelkiej dyskryminacji i przemocy na podstawie płciowości”.

Bóg jest najwyraźniej niezorientowany że kocha człowieka, bo orzeka jak jest: Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.

Kościół kat. kocha Pana Boga. A nawet człowieka, więc robi co Pan Bóg karze: prześladuje i morduje pedała.
Ostatnio się trochę ociąga z tym prześladowaniem, czym sprzeciwia się woli Pana Boga. Czyżby z powodu szatańskiego wynalazku praw człowieka?
Zaangażowanie kleru w „zwalczanie wszelkiej dyskryminacji i przemocy” widać. Dojmująco. Tak, że konieczna się stała deklaracja warszawska.

* Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina naukę opartą na Piśmie Świętym, że „akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane”, a osoby homoseksualne wezwane są do życia w czystości

Skoro akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury, to się też Sodomka z Gomorką przypomina i niech biskup – bez łaski – pamięta, na kogo się powołuje: Boga, co nakazuje zatłuc sodomitę. I swoją Tradycję. Deklaracja prezydenta Warszawy niewątpliwie zaś nie przeszkadza biskupom ani reszcie kleru żyć w tak zwanej czystości. Już w XIX wieku w Warszawie zaczęto zakładać wodociągi.

* Chrześcijańska antropologia nie może zaakceptować wielu obecnych w ideologii LGBT aspektów, działań i postulatów […] oraz tzw. „praw reprodukcyjnych”.

Dokument warszawski nie zmusza „chrześcijańskiej antropologii” do tego, żeby przestała być antyludzkim dziwactwem, natomiast „chrześcijańska antropologia” usiłuje wymusić na Warszawie i wszystkich jej mieszkańcach swoje uroszczenia.

* Franciszek wyraził swoją pozytywną opinię, aby edukacja seksualna była prowadzona w szkołach, podkreślił jednak przy tym pierwszoplanową rolę rodziców.

Niech więc się rodzice zajmują edukacją dzieci! Droga wolna, obłudni biskupi!
Rodzice tego nie robią, bo nigdy nie robili. Najpierw seks był zły więc nie istniał, a istniała wyłącznie komunia ciał małżonków sakramentalnych, a następnie świat się skomplikował i dziecko katolickie jednak okazało się człowiekiem. Więc trzeba je edukować w sprawach nieprostego świata. Edukować rzetelnie, nie przerażać, nie być zamordystą jego wewnętrznego świata.

* W chrześcijańskiej wizji „pozytywne i mądre wychowanie seksualne” powinno być obiektywne, wolne od jakiejkolwiek ideologii, a jednocześnie osadzone w kontekście „wychowania do miłości, do wzajemnego daru z siebie”. Edukacja seksualna musi też być dostosowana do wieku dzieci i młodzieży.

To wy – nieskończeni obłudnicy – odmawiacie rzetelnej, obiektywnej i wolnej edukacji, jako i zawsze odmawialiście. Żądając edukacji wolnej od „jakiejkolwiek ideologii” żądacie, by Warszawa się uwolniła od edukacji katolickiej. Jakże słusznie!

Ale przecież edukacja jest: biskup edukuje i rodzic edukuje. Dlatego niemal nie ma edukacji rodzinnej i seksualnej w szkole, bo biskup rządzi w szkole i w państwie. Młodzeż się więc uczy, bo co ma robić – z pornograficznego internetu, a nauki seksualne biskupa ma tam, gdzie pan może panu majstrowi skoczyć.
Zaś główny skutek nauk kleru o seksie, to jego pedofilia i pozostałe zboczenia. Oraz kilka i więcej tysięcy dzieci Anonimowego Tatusia – z plebanii – w nigdy nie zawiązanych rodzinach. To się właśnie nazywa dar z siebie !

* Celem edukacji seksualnej jest ochrona dzieci i młodzieży przed różnorodnymi destrukcyjnymi zjawiskami

Celem edukacji nie jest ochrona, a uzyskanie wiedzy, by móc mądrze i z satysfakcją kierować swoim życiem. Ochrona to tylko jeden z jej aspektów. Nie będzie mógł się chronić ten, kto nie otrzyma pełnej i rzetelnej edukacji.

* Nieodpowiedzialna jest wszelka zachęta kierowana do nastolatków, by bawić się swoim ciałem i swoimi pragnieniami, jak gdyby osiągnęli już dojrzałość, […] beztrosko zachęca się ich do używania innej osoby jako przedmiotu eksperymentów”.

Owi „nastolatkowie” zawsze interesowali się swoimi ciałami, nic bowiem naturalniejszego. Poznawanie swojego ciała to element konieczny w rozwoju i poznawaniu siebie. Ale wy – obłudni biskupi – zawsze dręczycie i zabijacie młode ciała i młode dusze. Brukacie – jak zawsze macie w zwyczaju – wszystko. Zohydzacie poznawanie ciał słowami: zabawa, użycie, przedmiot. Jakżeż spotworniałe są wasze umysły i jak martwe są wasze ciała!

* Brak jakiejkolwiek wzmianki w omawianym dokumencie na temat roli rodziców […] może oznaczać, że “Deklaracja” jest sprzeczna z konstytucyjnym prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz z obowiązującym prawem oświatowym.

O „roli rodziców”, było już wyżej. Zaś co do konstytucji, to ją – tymi potępieniami, tą obłudną troską ukrywającą przemoc – sami chcecie łamać. Konstytucja mówi bowiem wyraźnie i w wielu artykułach o tym, że każdy ma prawo do równości, do braku dyskryminacji i do swobodnego rozwoju.
Przytoczę wam, obłudnicy, kilka z wielu artkułów konstytucji:
Art. 30.Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
Art. 31.1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
Art. 32. 1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
Art. 47.Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.
Art. 48. 1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

* Autorzy przyznają, że konsultowali jej treść w dialogu ze społecznością LGBT+, a więc pominęli pozostałą część społeczeństwa Warszawy.

Autorzy przyznają, więc i wy – biskupi – byliście konsultowani. Albowiem wśród was co trzeci, albo nawet co drugi to homoseksualista.

* Należy dołożyć wszelkich starań, aby każdy uczeń i uczennica byli otoczeni szczególną opieką ze strony dyrekcji, pedagogów, nauczycieli, zwłaszcza gdy są zagrożone jakąkolwiek formą przemocy czy dyskryminacji. Należy zadbać o mądre wychowanie seksualne, które powinno mieć swój początek w rodzinie i być kontynuowane w szkole.

Zatem Episkopat zgadza się z deklaracją Warszawy! Chce dołożenia wszelkich starań, by nikt nie był dyskryminowany! I chce wychowania seksualnego w szkole.
Tak chce, że wszystkiego chce odwrotnie.

Tanaka

* Cytaty z dokumentu Stanowisko biskupów warszawskich w sprawie tzw. „Deklaracji LGBT+”

3.03.2019
niedziela

Obywatelu! Zlikwiduj pedofilię kleru, a zlikwidujesz Kościół

3 marca 2019, niedziela,

Idioto, idioto! Implozja! Trafiłeś w telewizor! * – wrzasnął bezwzględnie inteligentny dr Plama do maharadży Kaburu.

* * *

Papież Franciszek, wraz ze swymi biskupami, przedstawił właśnie sztuczkę magiczną pt. światowa konferencja w sprawie zwalczania pedofilii w Kościele kat.

Rzecznik episkopatu świeżo oznajmił, że Kościół kat. ma wzorową politykę zera tolerancji wobec pedofilii we własnych szeregach i bardzo stanowczo z nią walczy, ale pedofilię musi zwalczyć w sobie całe społeczeństwo. Widać, jak episkopat ustawił taktykę oporu przed likwidacją pedofilii u siebie: wina społeczeństwa, które wpycha pedofilów do Kościoła kat! Cóż my możemy?!

Już od kilku lat padają takie oświadczenia o znakomicie działającej polityce zera tolerancji. Jak media zaczynają pytać o szczegóły – zapada cisza, lub następuje wzmożenie krętactw i łgarstw. Jest nawet taki ksiądz-koordynator w sprawie, Żak się nazywa. Gdy go media przepytują, to słabo zorientowany i narzeka, że tego nie wie, a tamtego to mu biskupi nie udostępnili. Znikąd wsparcia, działa samotnie, w izolacji, brak danych i nikt go nie słucha.
Taka wzorowa polityka zera: gra pozorów, czyli maskirowka. Nazwijmy też rzecz modnie: wojna hybrydowa.

* * *

Kościół kat. ma wielką moc przyciągającą ludzi umysłowo niedojrzałych i skrzywionych; straumatyzowanych już na etapie dzieciństwa, czego sam jest jednym z najważniejszych sprawców, choć usilnie kryjącym się w cieniu i wypierającym się wszelkich z tym związków.
Nie może to dziwić, bo zapieranie się prawdy jest znakiem firmowym tej instytucji, już od czasów niejakiego Piotra, znanego jako apostoł oraz święty, który co chwilę zapierał się Jezusa. To symptomatyczny proces psychologiczny: jest strona wywierająca presję by złamać tą drugą i ją sobie podporządkować, po drugiej stronie jest pozbawiony wsparcia, niedojrzały człowiek, początkowo oporny, zaskoczony sytuacją w której się znalazł. Wreszcie – dosłownie – następuje przełom. Człowiek się załamuje, korzy i staje się ofiarą i przedmiotem do dalszej obróbki.

Kościół kat. ma interesy i ma biznesy. Potrzebuje do nich ludzi wstępnie już skrzywionych, plastycznych, bez podmiotowych właściwości; łatwych w obróbce i dostosowaniu do kultury korporacji. Najlepiej, jeśli w procesie produkcji klerykalnej nie będzie wpadek, ale jeśli się zdarzy, odpad zostanie bezpardonowo odrzucony. O tym jak Kościół bezwzględnie odrzuca i jakie są tego dramatyczne skutki dla odrzucanych pisał przenikiwie ponad 80 lat temu Tadeusz Boy-Żeleński. Te same mechanizmy działają i dziś. Bo tak samo działają od dwóch tysięcy lat. Dziś odrzuconych boli to podobnie, a odkrycie, jak bardzo byli porażeni ślepotą i ile poniżeń przeżyli mniemając fałszywie, że robili rzeczy godne i święte podobnie dewastuje psychikę i poczucie własnej wartości. I o ile mają dziś szanse (tylko szanse!) na znalezienie sobie jakiegoś miejsca poza Kościołem kat., to wyłącznie dlatego, że świat, osiągnąwszy pewien poziom wolności i praw człowieka – dzięki przeciwkościelnym i wolnościowym działaniom wielu, takie możiwości im może zaoferować.

Słabym i niepewnym kandydatem na członka kleru jest człowiek ukształtowany, dojrzały i niezależny psychicznie oraz mentalnie. Mało jest podatny na proces formatowania osobowości, ociosywania jej do formy klerykalnej. Tacy zresztą skrajnie rzadko się do seminariów zgłaszają, bo to świat zaprzeczający ich autonomicznym światom, ich poczuciu autentyzmu i godności. Na cóż im fantazmaty o Bogu, w które zresztą musieliby wejść z wielką energią, samego życia? Cóż zrobią z lekturą Biblii, w której Bóg, własnymi słowami, przedstawia się jako krwawy morderca? Tam trzeba zacząć od ukorzenia się, poddania torturze psychicznej, idącej zresztą w parze z torturami ciała. Trzeba się nauczyć połykać upokorzenia. Żeby to przeżyć, koniecznie trzeba je przerobić w wielkie zwycięstwa Prawdy: tego chce Jezus! Z Jezusem obcuję i szczęśliwy się czuję!

Seminaria duchowne to są przedsiębiorstwa ciężkiej metalurgii. Produkuje się w nich Nowego Człowieka – człowieka klerykalnego, ukształtowany walcowaniem i kuciem poręczny przedmiot w rękach szefów zakładu – inżynierów dusz ludzkich. Kto się śmieje z Nowego Człowieka komunizmu, ten się śmieje z księdza. Znajdzie go bowiem w Kościele kat, choć pod antykomunistyczną naklejką, co jest dla rozumnych bez znaczenia. Kościół żyje bowiem z lipnych metek.

Da się znaleźć może kilkunastu członków kleru – na ponad 30 tysięcy w Polsce ( nie licząc zakonników i zakonnic, a wśród nich też nie brak pedofilów i zdeprawowanych terrorystów – vide „siostry Boromeuszki”) – którzy gadają mniej więcej jak ludzie. I nie będą to biskupi, a jacyś tacy z boku, którzy kariery nie zrobili, o niczym większym nie decydują, ale ładnie coś powiedzą, że można się wzruszyć: ludzki człowiek, wrażliwy ksiądz! I tacy się zdarzą, wskutek splotu przypadków, nieporozumień czy próbie życia wbrew korporacji, ale i wskutek celowego działania przedsiębiorstwa omamiania ludzi. Wystawi się takiego w oknie niech ludzie się powzruszają: oto Kościół kat. miłuje bliźniego swego.

To działa niezawodnie: gdy jaki konsekrowany otworzy usta, osobliwie gdy zrobi to biskup – skutek jest ten sam: szok! Co on wygaduje, co ten facet pieprzy – do szkoły nie chodził, zwariował, czy szaleju się najadł?! Nie: jest członkiem kleru, jest Kościołem i zrobił doktorat – co biskup to doktor, a są i profesory. I każdy gada Prawdę. Taka prawda i ich bruzda dotykowa.
To szokujące gadanie jest w istocie zeznaniem: to skutek tortur umysłu i ciała. Widzimy i słyszymy złamanego człowieka. Zamknijcie człowieka w klatce, a przekonacie się, co się z nim stanie. W tym zdeformowaniu muszą wytrwać całe życie, deformację muszą głosić jako afirmację, a odwrotu nie ma lub koszty są ogromne.

* * *

Ta moc przyciągania skrzywionych i skrzywdzonych ma taki skutek, że wśród członków kleru katolickiego jest wielka nadreprezentacja pedofilów, pedałów (człowiek porządny powie: homoseksualistów lub gejów, ale obowiązkowa mowa prawidłowego katolika jest taka: pedał, pedryl, ciota, parówa, zbok, sodomita – po tym właśnie poznajemy miłość bliźniego swego u katolika), alkoholików, pornografów, anonimowych ojców dzieci parafianek: pospołu – panienek i wzorowych sakramentalnych małżonek mężów parafialnych, umysłowych otępieńców i tak dalej.

Oficjalnie, papież Franciszek przyznał, że wśród kleru jest 2% pedofilów. Dlatego, swego czasu, Jan Hartman obliczył i w „Polityce” podał, że w przełożeniu na liczby, jest nad Wisłą kilkuset pedofilów. Nie może to być wielkość prawdziwa, z kilku, bezwzględnie oczywistych, powodów.

Po pierwsze, gdy badano bliżej, niezależnie (a niezależnie tylko w przybliżeniu) od Kościoła kat, który usiłuje (jak zawsze) być sędzią we własnej sprawie – sprawę pedofilii kleru w różnych krajach, dane okazywały się znacznie wyższe W Australii ustalono, że procent pedofilskiego kleru wynosi 7,5. I mowa jest tylko o przypadkach ustalonych.

Po drugie – w kryminalistyce znane jest pojęcie „ciemnej liczby”, stosowane w odniesieniu do przestępczości stabuizowanej, a więc podlegającej bardzo silnemu ukrywaniu, nie tylko przez sprawców, ale też ofiary (które bardzo się obawiają stygmatyzacji), rodziny i całe środowiska, zwłaszcza (sic!) – religijne (ksiądz jest zawsze dobry, to dziecko „lgnie do człowieka, do księdza” – jak oświadczył abepe Michalik, niewątpliwy znawca zagadnienia. Ksiądz i Kościół kat. – dobry, niewinny, dziecko czyli ofiara i ci co protestują – to donosiciele, zdrajcy, źli ludzie). W przypadku gwałtów (nazwijmy je „zwykłymi”, czyli na osobach dorosłych), krotność realnie popełnianych przestępstw wobec tych formalnie ujawnionych i ściganych wynosi około 10 i więcej.

Gwałcenie dzieci jest silniejszym tabu niż gwałcenie dorosłych. Gwałcenie dzieci przez kler katolicki to tabu najwyższe – do sześcianu. Gwałt = tabu, gwałt na dzieciach = tabu do kwadratu, gwałt kleru katolickiego na dzieciach = tabu do sześcianu.

Wychodząc od tych oficjalnych acz kłamliwych 2% gwałcicieli wśród kleru katolickiego jakie podał papież i uwzględniając sześcienną potęgę tabu oraz jej mnożnik kryminalistyczny, mamy nie dwa, a więcej niż dwadzieścia procent. Ponad dwadzieścia procent kleru katolickiego to pedofile.

Być może nie wszyscy z tych dwudziestu procent mają na koncie molestowanie, czy wielokrotne gwałty na dzieciach. Być może są tacy, którzy nie mieli do tego odpowiednich warunków, choć o nie bardzo łatwo. Może ich pedofilia jest zastępowana czy łączona z innym zboczeniem, które z jakichś powodów łatwiej przychodzi im zrealizować. To rzecz dogłębniejszych badań, przed którymi Kościół kat. broni się zaciekle i stosuje kolejne kłamstwa: to pedały są pedofilami! Co chwilę też słychać komunikaty, że „tego nie badano, nie mamy takich danych”. Skoro o pedałach gada kler, to na ich życzenie, za chwilę będzie i o pedałach.

Należy wątpić, by nie badano. Z pewnością jest to robione, tyle, że specyficznie, metodami ubeckimi, bo też ubecja uczyła się od Kościoła. Robią to biskupi (i nie tylko oni), by mieć narzędzia manipulowania klerem, trzymania go w ryzach i robienia kariery dzięki sekretnej wiedzy. Nic to nowego mieć na kogoś papiery. W „Klerze” jest taka scena: kuriewny urzędnik chce „godnie” odejść na emeryturę i nie chce byle ochłapu od biskupa. Odpowiedni papier, tu – film porno z udziałem ekscelencji, pełen orgazmicznych kwików – się znalazł. I proszę: godne, obszerne i sprawiedliwe mieszkanie o charakterze rezydencji w najlepszej lokalizacji Krakowa – też się dla skromnego emeryta znalazło!

Nie raz i nie dziesięć mówił ks. Isakiewicz-Zaleski: mafia homoseksualna trzęsie Kościołem. Im wyżej, tym gorzej – mówi w wywiadzie-rzece nadpapieżowi Terlikowskiemu, który głosi to samo. Ta mafia, to „ciężkie nieuporządkowanie moralne” – jak to nazywa Kościół kat. Wśród kleru tych zboków jest prawie połowa. To wynika z niekościelnych badań, w tym profesora Baniaka. Ile już mamy razem, pedałów i gwałcicieli dzieci – sześćdziesiąt procent, czy więcej? Dodajmy do tego tych regularnych użytkowników dziewic parafialnych i małżonek sakramentalnych mężów parafialnych – wbrew regule celibatu i wbrew temu, co głosi Franciszek: ojcowie dzieci mają opuścić Kościół kat i zająć się rodziną! Wolne żarty – opuścić; kto zostanie?
Około 15% członków kleru ma dzieci, choć obowiązuje ich całkowita czystość seksualna. Powiedzmy to jasno: są to dzieci zdradzone przez ojców – wyrzucone do społecznego, moralnego, psychologicznego i wreszcie materialnego piekła. Matki tych dzieci także zostały zdradzone. Ale tez i sami zdrajcy pierwej zostali zdradzeni – przez swojego oprawcę – Kościół kat.
Dodajmy do tego alkoholików, hazardzistów, dziwkarzy, pornografów – same ciężkie grzechy, ile mamy razem – 95 procent? Czy może 99,5 procenta?

To rzecz fundamentalna: w swobodnym, otwarcie działającym społeczeństwie, procent ludzi zboczonych jest wielokrotnie mniejszy. Od dawna wiadomo, że naturalny procent osób homoseksualnych to około 5 osób na sto. I dotyczy on nie tylko populacji ludzi, ale też wielu gatunków zwierząt. Tak działa swobodna natura. Ale nie w Kościele kat. W nim wszystko jest nabrzmiałe wielokrotnością stężenia i zamienione w zboczenie. Wśród ludzi wolnych dziś (dopiero i wbrew zawziętemu oporowi Kościoła kat!) homoseksualista to taki człowiek jak inni. Nie w tym przedsiębiorstwie zła. W nich to pedryl i zbok, którego należy karać za to, że urodził się homoseksualnym człowiekiem.
Jakaż w tym podwójna perfidia: karanie za normalność i karanie za to, że takimi stworzył ich ten bożek katolików, Bóg Wszechmogący nieustannie każdego absolutnie miłujący! Pedofil zaś to w Kościele kat osoba zacna i święta. Wiemy już wiele i dowiemy się jeszcze więcej: jak kłamali, jak kłamią i mają to za zasadę. Jak ukrywają, jak jeden drugiemu w zbrodni pomaga, jak dręczą i poniżają swoje ofiary.

* * *

Kościół bez kleru który jest zbiorowiskiem ludzi ciężko skrzywionych, złamanych, zakłamanych, wręcz zboczonych i popełniających zbrodnie, a nade wszystko – strasznie samotnych i cierpiących w klatce do której sam wleźli gnani swoimi lękami i traumami, zaś z drugiej strony słodko i fałszywie kuszeni, istnieć nie może. I nie będzie istniał, gdyby miał się oczyścić z fundamentalnego zła, na jakim jest oparty. Pierwej się rozlezie, rozpadnie na grupy, podgrupy, kolejne chrześcijańskie wyznania, regionalne i lokalne kościołki, czego objawy zresztą widać.
Gdyby więc Franciszek, zamiast robić sztuczkę magiczną, poważnie chciał i faktycznie to zrobił – czyścił Kościół kat. z ludzi skrzywionych i zboczonych – słałby komunikat kandydatom do kasty kleru: my was nie chcemy, przestajemy być atrakcyjni, koniec ze słodkim złem tajemnic, sztamy i poczucia bezkarności! Skończą się kandydaci, skończy się kler. Zostanie może tych kilkunastu z tysięcy.

Zaiste – do diabła z tym Kościołem, istnym katem ludzi! Kto chce być obywatelem, niech zrobi to, co o obywatelstwie zaświadcza: zlikwiduje pedofilę kleru – o co fantastycznie błaga go Franciszek – i resztę jego zboczeń. Zlikwiduje w ten sposób kler. Nastąpi implozja, a Kościół zawali się od środka.
Będzie to poważna odpowiedź na poważne żądanie papieża; czyn obywatelski, patriotyczny i wolny, jak czynem wolnych ludzi było obalenie pomnika pedofila Jankowskiego.

* „Hydrozagadka”, reż. A. Kondratiuk

Tanaka

25.02.2019
poniedziałek

Stachu39

25 lutego 2019, poniedziałek,

Dnia 8 lutego zmarł Stachu39. Prosił, by o tym powiadomić blog. Taką wiadomość otrzymałem od córki Stacha39.

Ostatni jego wpis pochodzi z 5 lutego. Przedstawiał wtedy książkę „Dom z dwoma wieżami” Macieja Zaremby-Bielawskiego – „historię Chłopca, którego matka, jako Żydówka przeszła całą gehennę wojenną i wielokrotnymi zmianami adresów z pomocą ludzi.” Historię emigranta marcowego.

Żegnając Stacha39, przywołam dwie wypowiedzi z blogu, z ostatnich dni rozmowy z nim. Mimo, że to rozmowa z żywym człowiekiem, myślę, że i w tym kontekście słowa jakie padają brzmią i dobrze i serdecznie – niech więc będą dobrą formułą pożegnania Stacha.

Mag: stachu39
Nie martw się o wszystko, czyli o dom, żonę dzieci, ogród. Dadzą sobie radę tym bardziej, jeśli będą silni Tobą, a nie Twoimi obawami.
Take it easy.

Basia n. : Jeszcze nie adieu ! Za bardzo Cię polubiłam. Więc bądź tak długo, jak to będzie możliwe 🙂

Basia n. : Pokażę Ci link z końcowym utworem koncertu.
W pewnym momencie światła na widowni prawie zgasły.
W tym krótkim czasie orkiestra założyła specjalne kurtki w kolorach państwowej flagi, zagrali Mambo Leonarda Bernsteina i to jak zagrali
Pozdrawiam bardzo serdecznie 🙂
🙂

Bierzmy życie mądrze, ale lekko. Miejmy w sobie serdeczność i niech nam gra muzyka. Do końca świata i jeden dzień dłużej!

Stacha serdecznie pozdrawiamy i serdecznie go żegnamy. Muzyką nie żałobną, a pełną życia. Życie, takie jakie znamy, nie ma bowiem końca. Zmienia tylko stan skupienia.
W imieniu społeczności bloga, proszę rodzinę Stacha39 o przyjęcie kondolencji. Dziękuję też za to, że Stachu39 był tu z nami.

Cześć Stachu39!

Tanaka

21.02.2019
czwartek

Głodno i do wiosny daleko

21 lutego 2019, czwartek,

Przeczytałam wywiad z p. dr hab. Gdulą (współzałożyciel partii Wiosna), w niedawnej Polityce. I mnie dusi. Szanowny panie Gdula, zakładam, że czytelnicy Polityki to osoby obyte w świecie, mające wyrobiony światopogląd. Przykro patrzeć na serwowane tezy, chyba nieprzemyślane.

Poniżej fragmenty, z moim kąśliwym, przyznaję, komentarzem. Fragmenty mogą nie być po kolei.

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1782454,1,rozmowa-z-socjologiem-dr-hab-maciejem-gdula-wspolzalozycielem-i-autorem-nazwy-partii-wiosna.read

—-

Gdula: Nie wystarczy być na nie. Musi być jakieś tak. I Biedroń owo tak oferuje. Jest nastawiony na współpracę. Jeśli jako społeczeństwo chcemy się zmierzyć z największymi problemami współczesności, sprostać wyzwaniom ekonomicznym czy ekologicznym, to musimy ze sobą współpracować.

Ja: Odkrycie Ameryki w puszce. A w dodatku Biedroń oferuje tak. Co Pan rozumie poprzez „Jeśli jako społeczeństwo chcemy się zmierzyć z największymi problemami współczesności” doprawdy uważa Pan, że w dzisiejszej Polsce a) stanowimy społeczeństwo i b) rzeczone społeczeństwo „chce” się zmierzyć z „największymi problemami współczesności”? (jakimi? Bo, zadmę górnolotnie, Ojczyzna wzywa, a nie jakoweś problemy współczesności) Bardzo się cieszę, że Biedroń jest nastawiony na współpracę, może będzie koalicja z PO (o ile ta wejdzie do Sejmu rzecz jasna).

—-

Gdula: Możemy przecież na nowo pomyśleć o relacjach między nami. To jest pociągające w Biedroniu, a nie to, że dobrze mówi i wygląda.

Ja: Pociągające w Biedroniu jest to, że możemy przecież pomyśleć o relacjach między nami. Czy Pan słyszy co Pan pisze?

—-

Polityka: Jego aparycji nie lekceważyłabym. Jest przeciwieństwem standardowego polskiego polityka. Biedroń jest po prostu ładny.

Gdula: Biedroń jest świetny w występach publicznych i kontakcie z ludźmi, ale przekonuje do siebie nie dlatego, że jest perfekcjonistą i nie popełnia najmniejszych błędów. Jego siłą jest nowa energia i pomysł na Polskę.

Ja: Odpowiedź nie na temat panie dr hab. Owszem, Biedroń jest przystojny. Podziwiam ten ładny wtręt o perfekcjonizmie (no to jest perfekcjonistą i nie popełnia a mimo to nie dlatego przekonuje? Tak, wyzłośliwiam się)

A „jego siłą jest nowa energia i pomysł na Polskę.” Rozczuliłam się, naprawdę.

—-

Gdula: Pamiętam rozmowę (w ramach innych badań) z rolniczką na Mazurach, pytaliśmy o niejedzenie mięsa. Spodziewaliśmy się, że nam tu zaraz pojedzie z obroną schabowego, polskości itd. A ona: no tak, są tacy, co nie jedzą mięsa, może ja też nie powinnam, to byłabym trochę chudsza.

Ja: Panie dr hab., z takim uprzedzeniem i nastawieniem „spodziewaliśmy się”, „pojedzie” „nam tu” podchodzicie do ludzi i badań socjologicznych? Oooo. Ciekawa rzecz z socjologami w dzisiejszych czasach, jakoś wyczucia brak (temu co w ministry poszedł też, a pewna pani Jadwiga nie popisuje się lotnością). Nie wiem, czy dociera do Pana wielopoziomowa niestosowność powyższego cytatu. Ale Biedroń oferuje tak, może rolniczka (i pozostali) na was zagłosuje.

—-

Gdula: W obecnej kulturze, w szczególności w Polsce, ale też w innych krajach Zachodu, gdzie autorytarni liderzy mają duży posłuch, rzeczywiście jest coraz mniej miejsca dla tzw. zwykłych ludzi, czyli pracowników fizycznych. Wszyscy mają być fajnymi, wykształconymi, mobilnymi jednostkami, a nie zawsze są. Kurczy się obszar dla wartości wyznawanych przez wielu ludzi, dla ich sposobu życia – wystarczy spojrzeć choćby na reklamy.

Ja: Gdzież to ach gdzież w tych innych krajach Zachodu autorytarni liderzy mają duży posłuch? We Włoszech może? Bo Węgier do Zachodu nie zaliczę (debatable anyway). A poza tym? Płytkie generalizacje (jakież to są te „wartości wyznawane przez wielu ludzi”? Jakich, katolików, muzułmanów, protestantów, liberałów, demokratów, nacjonalistów, populistów, ateistów) w reklamowym sosie. Wyrównał Pan te „inne kraje Zachodu” do jednego poziomu i stawia tezę o dużym posłuchu. Przy okazji, a) widział Pan kiedyś „zwykłego człowieka”? Bo jakoś nikt, ale to nikt, przypuszczam, się za takiego nie uważa b) pracownikiem fizycznym może być Ukrainka z tytułami wyższych uczelni albo student Polak na zmywaku. Znowu brak wrażliwości.

Czy Kaczyński w Polsce ma rzeczywiście duży posłuch? Bo ja widzę obrzydłe karierowiczostwo w najbliższym i nieco dalszym otoczeniu, i duży opór społeczny (protesty przeciw miesięcznicom i obrona sądów chociażby) Gdyby miał taki posłuch to małe miasta ok. 20 000 mieszkańców nie dałyby PiSowi batów w ostatnich wyborach samorządowych.

—-

Gdula: W całej zachodniej Europie elity zupełnie urwały się reszcie. Żyją według innych reguł. Mają wystarczające zasoby, by nie przejmować się standardem publicznej edukacji czy ochrony zdrowia. Tymczasem żyjemy po rewolucji francuskiej, wszyscy jesteśmy równi, wszyscy jesteśmy obywatelami.

Ja: (odgłos uderzenia czołem o biurko) Co za kocopoły Pan opowiada.

—-

Gdula: Widzę tu do pewnego stopnia konflikt między nowymi a starymi elitami. Nowa sfera publiczna jest o wiele bardziej gorąca, szybka. Kiedyś partia to była ideologia, struktura, tożsamość, historia, a dzisiaj – kogo przyciągnie Kaczyński, a kogo przekona Biedroń. Tak się po prostu dzieje. Z tym koniem nie można się kopać.

Ja: jw. To partia to nie jest już ideologia? Nie? PiS to nie spójny przekaz (nawet dnia), struktura i tożsamość, elektorat? Mogę być w mylnym błędzie. Ta gorąca i szybka sfera publiczna (cokolwiek to jest) chyba myśli. Chyba. Przecież chodzi (jeśli chodzi) na wybory i wybiera. Pozostaje do dyskusji czy Kaczyński aktualnie może kogokolwiek przyciągnąć poza zabetonowanym elektoratem jaki ma. Co to te nowe elity, mógłby Pan szerzej? Mogłabym tak dalej przez pół godziny, panie dr hab.

—-

Gdula: Biedroń działa przez rozbudzenie nadziei i budowanie relacji między ludźmi.

Ja: (serduszka w oczach)

—-

Gdula: Mam wrażenie, że gdybym nie wszedł do polityki, byłoby to nie fair. Miałem spory wpływ na przekaz partii i na jej program. Jeżeli wierzę we współpracę, to muszę wierzyć też we współpracę z Biedroniem.

Ja: Krygujemy się, krygujemy. I „muszę wierzyć” brzmi jakby Pan sam siebie zapewniał.

Przykro czytać w „Polityce” taką zawartość papierka po cukierku, trochę Pan targetu chyba nie docenił. Ślizganie się po banałach, nowomowa z naukowym zadęciem, pustosłowie, generalizacje, sorry, not sorry.

—-

Jestem pełna podziwu dla dr hab. Zastanawiam się też nad sobą, czy a) już jestem tak cyniczna, że ładny Biedroń wraz z dr hab. do mnie nie trafia b) czy przypadkiem dr hab. nie wstawia głodnych kawałków a może ja nie dorastam do ww. głębi?

Pozostaję elektoratem nieprzekonanym.

Nefer

19.02.2019
wtorek

Pobite gary, czyli marka polska

19 lutego 2019, wtorek,

W 2015 roku Polska była w ruinie. Za PiS wstała z kolan, stoi dumnie wyprostowana i godności pełna. Ludzkość podchodzi do Polaka i z szacunkiem skłania głowę.

* * *

‘Pride of Poland’ – największa aukcja koni rasowych w Polsce, mająca światową markę. Polak, wiadomo – kawalerzysta, a koń – dusza Polaka. Z domu – niewolnika pańszczyźnianego.
W 2015 roku sprzedano na tej aukcji 24 konie za 4 miliony euro. Przyszła dobra zmiana i wywaliła najlepszych hodowców. Bo najlepsi byli najgorsi, więc najgorsi będą najlepszymi. Jak w Biblii.
Jest skutek: aukcja w sierpniu 2018, sprzedano 3 konie za 245 tysięcy euro. Wynik – jak informuje „Polityka” – najgorszy w 49 letniej historii stadniny w Janowie Podlaskim.

PiS wyrzucił kontrakt na śmigłowce transportowe od Airbusa do kosza. Miały je zastąpić polsko-ukraińskie. Nie ma.
Miało być centrum badawczo-rozwojowe przemysłu lotniczego. Nie ma.
Miały być nowe okręty podwodne ze skrzydlatymi rakietami. Nie ma. Miały być nowe albo używane fregaty a może korwety. Nie ma, nic nie ma.
Miały być polskie komponenty do amerykańskiego uzbrojenia, transfer technologii i offset. Nie ma.
Miały być chociaż polskie ciężarówki wojskowe jako platforma dla amerykańskiego sprzętu bojowego. Nie ma.
Polska Grupa Zbrojeniowa miała być kołem zamachowym polskiego przemysłu, zapewnić niezawisłość produkcyjną i być mocarzem eksportu. Nie ma. Bo jest realnym bankrutem.

Miał być polski grafen i jeszcze większe koło zamachowe gospodarki. Nie ma.
Miało być Mieszkanie+. Nie ma.
Miał być ratunek dla frankowiczów. Nie ma.
Miała być elektrownia atomowa. Nie ma.
Miała być energetyka węglowa polską racją stanu. Nie ma.
Miała być Polska przyjazna przedsiębiorcy. Nie ma.
Miała być solidarność. Nie ma.
Miała być Prawdziwa Prawda. Nie ma.

Miało być Dwójmorze i Trójmorze. Nie ma.
Miała być Polska mocarzem „polityki wschodniej”. Nie ma.
Miał być zwrócony wrak smoleński. Nie ma. Mieli Amerykanie pomóc to załatwić. Nie ma!
Miał być prawdziwy raport komisji smoleńskiej. Nie ma.
Miała być Polska mocarzem dyplomacji i polityki światowej. Jest – w ustach Morawieckiego i kolegów jego. Właśnie widać: skłócona ze wszystkimi ważnymi, ośmieszona, zlekceważona i przez USA, które zrobiły sobie z Polski chłopaczka od noszenia piwa, za które sama zapłaci. Więc – nie ma.

Mają być katolickie auta elektryczne, w ramach narodowej myśli technicznej. Milion ma jeździć po polskich drogach w 2023 roku. Może w następnym. Jest: plastikowy model samochodzika.
Miały być polskie nowe Syrenki, nowe Warszawy no i nowy nadwiślański przebój dla bogatych: polskie Ferrrari i Porsche w jednym – Arrinera Husaryia. Wiadomo – koń polski. Nie ma. Coś jest: kabaret „Koń Polski”. Powiedzmy więc jasno: miliona polskich narodowych aut elektrycznych za lat pięć czy sześć – też nie ma.
Miał być Narodowy Port Lotniczy. Diagnoza: nie ma.
Miała być regulacja Wisły. Diagnoza: nie ma.

Miała być porządnie wycięta Puszcza Białowieska. Nie ma. I jak dobrze!
Ma być wycięta Mierzeja Wiślana pod port wojenny w Elblągu. Tną już drzewa. Rokowania: nie ma!

Miała być Polska chrześcijańska wzorem dla Europy – hahahahah!

Aha, chciał być starszy bibliotekarz i prosty poseł z ławy najpotężniejszym deweloperem Warszawy. A kuku – nie ma!

Panie, to co jest, do cholery?! Jest dobrze!

Tanaka

15.02.2019
piątek

Dyplomacja psychiatryczna

15 lutego 2019, piątek,

Czytanie doniesień o przebiegu konferencji pokojowej ws. Bliskiego Wschodu w Warszawie nie różni się od czytania raportu psychiatrycznego.

Konferencję w Warszawie ogłosili i zorganizowali Amerykanie. Jak się już Polska o tym dowiedziała, to zaprosiła Amerykanów i trochę innych krajów. Polska to jest siła światowa w dyplomacji, miał to być jej wielki sukces. No i Fort Trump.

Polska nie ma na Bliskim Wschodzie żadnych poważnych stosunków, nie ma o nim pojęcia, nic tam nie znaczy poza byciem drobnym i tanim koalicjantem USA w napadaniu na Irak, rozwalaniu Afganistanu oraz popieraniu rozwalania Syrii.

Do Polski przyjechała główna dwójca: wiceprezydent USA Mike Pence z towarzystwem i premier Izraela Netaniahu. Reszta mało ważna. Nie było dwóch największych sił w regionie: Turcji i Iranu.

Cel konferencji jaki ustalili Amerykanie z Izraelem jest wojenny – przeciw Iranowi. Do tej pory Polska nic nie miała do Iranu, a nawet liczyła na bliską współpracę. Teraz już ma, odwrotnie wobec zamiaru. W związku z tym Polska mówiła coś o pokoju.

Netaniahu zaraz stwierdził, że Polacy pomagali Niemcom zabijać Żydów, niektórzy mówią, że nie mówił. Amerykanie dodali, że Polska musi wreszcie zapłacić za mienie zagrabione Żydom.

W związku z tym Polska ogłosiła, że kupuje od USA uzbrojenie za pół miliarda dolarów. Znowu bez przetargu. Premier Polski ogłosił, że może odwołać wyjazd do Izraela po słowach Netanjahu.

Równocześnie w Soczi trwały rozmowy Turcji, Rosji i Iranu. Będą kontynuowane w marcu w Astanie.
Iran ogłosił, że konferencja w Warszawie jest aktem wrogim.

Podsumowując konferencję : głównymi celami okazało się sprzedanie Polsce przez USA kolejnej partii uzbrojenia za pół miliarda dolarów, doprowadzenie sytuacji dyplomatycznej do wrzenia – broń trzeba zużywać, żeby ktoś kupował następne partie w USA, uczynienie Polski wrogiem Iranu, podniesienie dla niej ryzyka terrorystycznego, ogłoszenie, że Polacy ramię w ramię z Niemcami mordowali Żydów, wyciśnięcie z Polski odszkodowania dla ofiar i wyrzucenie z niej Chińczyków z Huaweia.

Polski nikt nie słuchał i w ogóle nikt nie kojarzy czy i o czym mówiła. Na koniec okazało się to, co się okazało przed początkiem: cele Polski muszą być takie jak cele Ameryki z Izraelem, inaczej figa ze wszystkiego dobrego. Zgodność celów Polski niczego Polsce nie gwarantuje, a słuch o Fort Trump nad Wisłą ginie.

W związku z tym Polska poniosła światowy sukces nr 1. Kongres psychiatryczny się zakończył, a skutki się zaczynają. Brawo Polska! Brawo my!

Tanaka

12.02.2019
wtorek

Atrakcyjny Franciszek

12 lutego 2019, wtorek,

Był Atrakcyjny Kazimierz, może być Atrakcyjny Franciszek, papież. Nawet atrakcyjniejszy.
Ogłosił właśnie Franciszek coś bardzo atrakcyjnego: aborcja nie może być prawem człowieka! Nihil novi, każdy papież wraz ze swoim klerem powtarza to od rana do wieczora i w nocy też mu się śni. Nieustająca atrakcja! Dla wszystkich.

Pewnie, że aborcja nie może być prawem człowieka!
W ogóle nic nie może być prawem człowieka. Wszelkie prawa człowieka jakimi dziś część ludzkości się słusznie cieszy, inna cieszy w ćwierci, a jeszcze inna cicho o tym marzy nie mogąc się nimi cieszyć, nie mogły być prawami człowieka dla Kościoła kat: prawo wolności osobistej i niebycia niewolnikiem, prawo robotnika do bycia robotnikiem, do ludzkiej pracy i do związków; prawo do wyznawania dowolnej wiary bądź nie wyznawania żadnej, prawo swobodnego głosu, prawo do niebycia pozbawionym wolności inaczej jak wyłącznie orzeczeniem niezawisłego i sprawiedliwego sądu; prawo badaczy do badania i krytykowania wszystkiego, prawo do rozwoju nauk, prawo do leczenia, prawo do edukacji publicznej, prawo kobiet do bycia człowiekiem, prawo dziecka do bycia człowiekiem, włacznie z prawem do niegwałcenia – z każdym prawem człowieka Kościół kat walczył zajadle, brutalnie, do ostatka i do dziś mnoży przeszkody przed naszymi prawami.

W XIII wieku Kościół kat uznał, że nie może być prawem człowieka jedzenie za pomocą widelca. Widelec to wynalazek szatana! Przecież widać – widły! Niejeden ekskomuniką, krwią i śmiercią zapłacił za wsuwanie golonki widelcem. Tymczasem nadwiślański katolicki wiceminister katolickiego rządu potraktował Francuzów z Airbusa widelcem! Miał prawo! Szatańskie przecież, ale nic nie szkodzi: co szatańskie, to kościelne, dlatego ma nie być praw człowieka!

Mamusia, która się właśnie dowiedziała,że jej dziecko poczęte jest wymóżdżone, nie ma mieć prawa do dokonania aborcji. Tak orzeka Atrakcyjny Franciszek, a przed nim każdy inny. Oni wszyscy Atrakcyjni, a Najbardziej Atrakcyjny Kazimierz to nasz Kazimierz: Święty Ojciec Święty. Orzekał to samo. Ładnie też dodawał nakaz antyczłowieka: gwałcone kobiety maja rodzić!

Wymóżdżone dziecko poczęte załatwia mamusi z tatusiem, kto? Tak jest – Wszechmogący. Nie mamusia z tatusiem, bo o tym nie mają pojęcia. Nikt inny, a sam Absolut Miłości. Nic się bowiem na tym, tamtym i każdym innym świecie nie dzieje bez jego woli. Tak gada Kościół kat. Jak gada, to i ma. Gdy jest wymóżdżenie, Kościół nagle cichnie. Już nie przypomina, że to wszystko zrobił ten, co nas nieskończenie miłuje. Teraz to nie wiadomo kto, może samo z siebie i lepiej w ogóle o tym nie rozmawiajmy, a prawa nie miejmy. Taki deal: Kościół – człowiek, wynik do zera. Zero to człowiek. A nominalnie – podmiot Absolutnej Miłości Boskiej.
Klęska nie ma ojca, co złego to nie on. Tu Olmajty znika za krzakiem gorejącym.

To także pewne: wymóżdżone dziecko poczęte to jest Wspaniały Plan Boży na Życie! Wszystko u niego wspaniałe, inaczej nie ma. Wymóżdżone fika nóżkami radośnie, mamusia z tatusiem skaczą i klaszczą w rączki, dalsza rodzina robi fikołki, wszyscy puszczają głośno „Barkę”.
Wspaniały Plan polega na tym, że Bóg Wszechmogący – uważacie, Wszechmogący – mógł nie robić dziecku wymóżdżenia, a zrobił, przecież może. Nikt mu nie zabroni, a cokolwiek zrobi, jest Wspaniałe.

Mamusia z tatusiem przyjmują ten Wspaniały Plan na Życie. Nie mają wyjścia, Atrakcyjny Kazimierz Franciszek – albo odwrotnie – orzekł: nie ma, że odmawiasz! Nie ma, że dziękuję, poproszę o inny prezent, może być skromniejszy, albo w ogóle rezygnuję i jak ktoś nie chce, to sobie nie robi aborcji, ale ktoś może i to lepsze wyjście od gorszego. Takiego prawa nie ma i być nie może.

Jeszcze miliony obdarowanych tym Wspaniałym Planem na Życie oszaleją z bólu, milionom złamie to życie, miliony nigdy nie wyjdą z traumy, miliony odbiorą sobie z tego powodu życie. Miliony głęboko kalekich dzieci będzie całe życie cierpieć bez końca. Kroniki życia prawdziwego a nie kościelnie czy urzędowo skłamanego, w każdym świata zakątku pełne są relacji o tragediach. Kobiet zwłaszcza, bo kobieta za wszystko co wymyśli Wszechmogący płaci specjalną cenę. Dlaczego? Bo ma w sobie kobiecy geniusz! – jak orzekł Najatrakcyjniejszy Kazimierz Święty Ojciec Święty. No bo chyba nie dlatego, że kobieta to podczłowiek w Kościele kat. Od geniuszu trzeba płacić podatek.

Ledwo wrócił nasz Atrakcyjny Kazimierz Franciszek z krajów arabskich, co mu może dobrze zrobić na skromność – taki żarcik, orzekł rzecz kolejną: są przypadki, że zakonnice są molestowane. Przez kler katolicki. Dochodzi nawet do niewolnictwa seksualnego! Zaraz jednak dodał, żeby było jasne i fachowo zabezpieczone tyły: oskarżenie dotyczy nie wszystkich duchownych, ale niektórych!

Atrakcyjny Kazimierz Franciszek połknął język. Jak i wszyscy poprzedni Atrakcyjni. Każda zakonnica stoi niżej niż najniższy członek kleru. Klerowi usługują zakonnice, nie odwrotnie. One muszą być najbardziej cicho i cierpieć w milczeniu. Muszą wykonywać najnudniejsze, najgorsze i nieraz poniżające prace. Taki Wspaniały Plan Boży na ich życie. I nie ma, że jakieś prawa człowieka.

W środowiskach rodzinnych zakonnic ludzie wiedzą jak jest, nawet gdy one kłamią albo nic nie mówią. To widać. To można wypierać, ale kto głowy nie odwróci – wie. To zresztą nie od ukrycia, a dokumenty i stare kroniki pełne są przykładów i dowodów. Dziś powstają książki, niektóre zakonnice, zaczynają bowiem robić coś, na co nie zdobyły się żadne ich poprzedniczki: przyznają sobie same zabronione im prawo człowieka – mówienia. Mówienia prawdy o swoim losie, cierpieniu, udręczeniu i poniżeniu przez tego, komu kiedyś, naiwnie, zaufały – Kościół kat. Ich okupanta.

Zakonnice były molestowane, gwałcone, zmuszane do prostytucji od wieków. Od samego początku istnienia Kościoła kat. W średniowieczu klasztory żeńskie były często burdelami, a z nierządu korzyści czerpali biskupi i papieże. Zakonnice były gwałcone, zachodziły w ciążę, spędzały płody często przy tym umierając, lub im spędzano, z podobnym skutkiem.

W czasach współczesnych, w którymś z klasztorów żeńskich w Niemczech przeprowadzano prace remontowe. W starej fontannie i wokół niej znaleziono setki malutkich szkielecików. Szok. Dziś szok. Wcześniej – klasztorna normalność. Historia Kościoła katolickiego.

Pamiętacie pewnie wiadomość sprzed raptem kilku lat: w irlandzkim katolickim „domu opieki” dla dzieci odkryto dziecięce szkielety na wysypisku śmieci. Pamiętacie los Filomeny, tej z filmu „Tajemnica Filomeny”, którą – fantastycznie – zagrała Judi Dench: spieniężanie życia dzieci przez zakonnice, przez Kościół kat, a gdy któreś zmarło – z głodu choroby, od tortur – nędzny pochówek na uboczu, albo na śmietniku, odmowa informacji dla rodziny. Kłamstwa. Pogarda. Standard.

W katolickiej Hiszpanii, za katolickiego zamordysty i faszysty Franco, kilkadziesiąt tysięcy dzieci ukradzionych matkom, rodzicom i sprzedanych.
O podobnych praktykach – handlu dziećmi, w Polsce, pisał Jerzy Urban. Ale tego nie będziecie pewnie pamiętać, bo Urban kłamie. Taki przekaz.
Takie prawa człowieka, prawa kobiet, los zakonnic. Kościół kat im i nam to zgotował.

Nie, nie Urban kłamie. Kłamie Atrakcyjny Papież Franciszek: to nie sprawa „niektórych duchownych” , a wszystkich, co do jednego. Dwa tysiące lat molestowania, poniżania kobiet, zmuszania ich do zachowań niegodnych to sprawa całego tego przedsiębiorstwa zła – naszego okupanta. Każdy kto do niego wejdzie, zostanie zatruty. Każdy kto wejdzie, staje się wspólnikiem tego zła i zbrodni.

Tanaka

7.02.2019
czwartek

O tym jak wysłałem Małego Powstańca na bój…

7 lutego 2019, czwartek,

Art. 48. Zasada ochrony władzy rodzicielskiej
1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.
Tyle Konstytucja RP

W tym roku moja córka poszła do szkoły, a ja jako ateista, choć zgodziłem się na chrzest dzieci (w sumie ładna ceremonia – tego brak nam ateistom – ceremonii umocowanych społecznie) jednak chciałem, by w kwestii ,,religia w szkole” było po mojemu. 1.09. w drodze do szkoły zapytałem córkę czy chce chodzić na religię. W sumie nie, ale chce bo chce iść do komunii. Czy wiesz, że oznacza to chodzenie do kościoła bo na religii będą tego wymagać? Jak to? Bez tego nie ma religii i nie ma komunii. No, zdziwienie…

W sumie to ona by tylko chciała iść do komunii bo… koleżanki były…było przyjęcie, były prezenty.  Z tego widać jak pojmują całe zagadnienie dziesięcioletnie koleżanki mojej pociechy…impra i prezenty. Zagwarantowałem więc spodziewane korzyści doczesne i zapał religijny minął. Tyle o ,,jakości” wiary wpajanej na katechizacji koleżankom córki…Kurs interesowności i korupcji? Sam się w ten korowód wpisałem? No niby jak mam wytłumaczyć, że religia to takie bajki, które ludzie sobie wygenerowali by zracjonalizować zagrożenia na nich czyhające na każdym kroku? By jakoś umocować i zabezpieczyć kruchość bytu swojego? Od owych tysiącleci bajki te są wygodne i dla niektórych praktyczne w użyciu więc się uparcie trzymają.

Niby proste: dziecko się wypowiedziało,  na szczęście zgodnie z moim poglądem. Jednak pozostaje niekończąca się debata z moją połowicą: będzie outsiderką a jest tylko dzieckiem, nie zrozumie o co chodzi, że ty na ,,nie”, dzieciaki będą jej dokuczać, po co się wychylać, nauczyciele nie lubią problematycznych dzieci. Racja: jest jednym z CZWORGA dzieci co nie uczęszczają… Na razie dowiedziała się od kolegi, że pójdzie do piekła bo nie chodzi na religię…
W sumie nie jest źle. Na razie? Krytyczny zapewne będzie ,,rok komunijny”.

I tu dochodzę do sedna: Czy miałem moralne prawo wysłać mojego Małego Powstańca na front MOJEJ wojny? Wojny o wolność światopoglądową i o prawo do wychowania dziecka zgodnie z moim światopoglądem? Co gorsza ona ma tylko siedem lat, a stawiam ją przed kwestiami na które odpowiedź (ufam, że prawidłową, czego dowodem jest moja obecność na tym blogu) znalazłem dopiero jako dorosły człowiek. Już teraz dręczy ją kwestia ,,odmienności” od reszty szkolnej braci. A może być gorzej bo, że usłyszy gorsze rzeczy jestem przekonany…

Tu dygresja: prawacki historyk Zychowicz w swoim ,,Obłęd ‘44” napisał rozdział, że jedną ze zbrodni dowódców AK podczas powstania było przyzwolenie na udział dzieci w walce. Coś, co w naszej  optyce jest właściwym dla dzikich watażków w upadłych krajach Afryki albo potworów pokroju Pol Pota nagle zostało ,,przypięte” rycerskiemu powstaniu! I racja! Patrioci oczywiście wskazują, że to wina Niemców bo gdyby nie ich okupacja i Rosjan (gdyby pomogli) to do czegoś takiego by nie doszło. A tak dzieci same chciały… I ów prawak i ja w tym się zgadzamy – oficerowie AK już za to powinni być odsądzeni od czci i wiary. Ale ja też wysłałem…Wszyscy znamy też tych ,,Niemców” i ,,Rosjan” . Kler katolicki za bardzo już nie ukrywa, że przez dzieci chce się ,,dobrać” do słabowiernych rodzicieli. Który kochający swoje dziecko rodzic będzie sprawiał, że oprócz różnych ,,zwykłych” dokuczliwości grupy rówieśniczej dokładać mu jeszcze to? Bo o to im właśnie chodziło, by wmontować się w strukturę w której uczestnictwo jest obowiązkowe i wywlec wszelakich ,,odmieńców” na widelec grupy rówieśniczej.  Tu działa bandycka zasada skinheadów – Nie musisz nas lubić wystarczy nam, że się nas boisz. Każdy boi się o dobrostan swojego dziecka.
Na razie moja pociecha daje radę…

Powstaje pytanie kim są ,,Rosjanie”? Znamy ich…Mam za to absolutny rankor do rządu ,,nieodżałowanej pamięci Pana Tadeusza” za to co nam zgotował. Bo to ON ..Niemców” wpuścił do szkół dla swojego interesu politycznego, mam wdzięczność a rebours wobec Kwaśniewskiego Aleksandra i jego postkomunistycznej kliki  bo ten zachował się dokładnie jak ,,Ruscy na Pradze” – dla własnej wygody ,,nie pomógł”. Nie mam też atencji wobec gwałconego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego bo wszyscy wiemy jak on stał na straży zapisanej w Konstytucji ,,neutralności światopoglądowej”. Stał tak bardzo aż ,,Katonowi” Rzeplińskiemu medal z Watykanu przysłano.
To co opisałem to tylko paproch…rzeczywistości wykreowanej przez III RP. Podobno mamy bronić Konstytucji…Dziękuję.

Patrząc na ten paproch widzę, że III RP to jest coś co do obrony się nie nadaje.  Nawet tego nam odmówiono (bo podobno na resztę zwyczajnie nie stać nas było – jesteśmy krajem na dorobku przeca): wolności światopoglądowej.  Ba, na to pieniądze się znalazły choć na tyle innych pożyteczniejszych rzeczy zawsze ich brak. Oprócz tego odmówiono nam: Karty Praw Podstawowych, Konwencji Antyprzemocowej, Konwencji Praw Dziecka. Zresztą nawet jeżeli jakąś konwencję przyjęliśmy to i tak pozostawała ona martwą literą (np. Konwencja Praw Chorych na SM).  Dziś zbieramy ,,plon” – antyzachodniość domagająca się rozwalenia ,,eurosojuza” napiera.

Slawczan