Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

24.09.2017
niedziela

Dawać forsę!

24 września 2017, niedziela,

Tekst ten jest obszerniejszą odpowiedzią na materiał napisany, po sąsiedzku, przez profesora Jana Hartmana, na jego blogu. [Patrz: http://hartman.blog.polityka.pl/2017/09/08/brawo-biskupi/] Uznałem, że odpowiedź powinna być obszerna, pod tekstem będzie jednym z wielu głosów, może zniknąć w powodzi wrzasków trolli licznie nawiedzających blog jego szanownego i świetnego autora, stąd też piszę ten tekst w formie wstępniaka na, ewidentnie odpowiednim, blogu ateistów.

Profesor zdecydowanie chwali list napisany przez pięciu biskupów w sprawie relacji polsko-niemieckich, w związku ze świeżo wyrażonymi i powtarzanymi na okrągło w ostatnich tygodniach żądaniami, by Niemcy zapłaciły reparacje za drugą wojnę światową. Panie profesorze: ma Pan rację i równocześnie głęboko się myli.

Racja jest w tym, że w tym wystąpieniu kilku biskupów brzmią potrzebne słowa, oraz w tym, że ma to – jakieś, może bardziej mniemane niż faktyczne, znaczenie. List ten – tak się złożyło, niespecjalnie to wynika, albo wcale, z woli jego autorów – zgadza się z polską racją stanu, z którą nie zgadza się ogół biskupów zawzięcie popierających PiS albo zawzięcie milczących wobec zła, jakie w Polsce jest już zasadą państwa i codziennego doświadczenia. Ta racja stanu, wyrażona mimowolnie, jest niepodzielana przecież przez pisoidów, choć to oni są formalnymi reprezentantami państwa, więc powinni się znać na „racji stanu”.

I tu, zdaje się, koniec pozytywnych stron tego listu paru biskupów. Reszta słabo wygląda. Dawny (i pierwowzór obecnego) list biskupów z 1966 roku był przedwczesny i nie na miejscu. Słowa o wybaczeniu i prośba o wybaczenie nijak się miały do przeżyć ludzi z czasów wojny, do traum, do sytuacji psychicznej, do braku rozliczenia, którym jest – to fundament, na gruncie katolickim – sakrament pokuty. W sprawach poważnych, zasadniczych – tu mowa o życiu i śmierci, o ludobójstwie i zbrodni wojny o koszmarze bez granic – sakrament pokuty jest narzędziem niewątpliwie pod względem moralnym, a przede wszystkim psychologicznym (w ramach wyznawanej religii), najwłaściwszym. Niezastępowalnym, choć niekoniecznie wystarczającym. Ludzka psyche daleko bowiem wykracza poza sferę religii.

Deklaracja: „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”, z której list biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku stał się tak znany – na pozór brzmi nieźle, może nawet bardzo dobrze. Cóż bardziej „Jezusowego” niż wybaczyć i o wybaczenie prosić. To jednak tylko warstwa powierzchniowa, ów pozór rozstrzygnięcia sprawy. Same słowa, nawet zgrabne, nie mają mocy sprawczej i transformacyjnej, jeśli nie trafią do osobowej głębi ludzi, których dotyczą, nie zostaną w głębi psyche rozpoznane jako te, które faktycznie wchodzą w interakcję z najgłębiej umieszczonymi przeżyciami, treściami schowanym ukrytymi i bardzo bolesnymi. A uczucia te i stany były skutkiem wojny.

Słowa, by miały wartość, muszą mieć w sobie trafność, szczerość i muszą odpowiadać głębi położenia traum i być uczciwą, sprawiedliwą odpowiedzią albo wrażliwą wypowiedzią rodzącą nadzieję na dialog i wejście na ścieżkę wyzwolenia się z bólów, z traum wojny. Inaczej okażą się puste, dekoracyjne i zwodnicze: będą tacy, co okażą zadowolenie z takich słów, ale nie będą to ich adresaci, ale kupcy polityczni, dziennikarze, politolodzy, część opinii publicznej i inni interesariusze. Słowa te zaś okażą swoją wartość merkantylną i służącą samozadowoleniu. Biskupi będą mieć satysfakcję: postąpiliśmy wybitnie moralnie, wybitnie po „Jezusowemu” oraz wybitnie godnie i słusznie. Najmniej się okażą wrażliwe i właściwe wobec ofiar wojny, do których, a właściwie ponad głowami których i bez ich głębokiej zgody, zostały wypowiedziane. Będą parawanem, zasłoną, wymówką, w sumie – falsyfikatem. I tak też – jak się zdaje – właśnie było z owym wystąpieniem polskich biskupów.

Dalszy rozwój wypadków, aż po dzień dzisiejszy, wydaje się bardzo wyraźnie potwierdzać taki stan rzeczy. Proszenie Niemców przez Polaków o wybaczenie i deklarowanie wybaczenia Niemcom nijak się miały do sytuacji psychicznej indywidualnej i zbiorowej. Spójrzmy na elementy składowe całej sprawy.

1. Kościół katolicki, od zarania swojego istnienia, jest instytucją opresji. Natychmiast po uzyskaniu formalnej pozycji i władzy w starożytnym Rzymie, rozpoczyna prześladowania Żydów. Rok po dojściu do władzy porzuca swoją rzekomo pokojową naturę, wizerunek owych Chrystusowych wyznawców pokoju gotowych raczej dać się zabić czy pożreć lwom, niż komukolwiek zrobić krzywdę – i od tej pory to chrześcijanie biorą do ręki miecz, stają się żołnierzami i wojownikami, gotowymi do zaprowadzania porządku i pokoju za pomocą miecza. I to robią.

Nie będę tu przedstawiał całej – mrocznej, krwawej, zbrodniczej i nieustannie będącej odwrotnością rzekomych czy też nierzekomych nauk Jezusa – historii chrześcijaństwa, nie w tym tu rzecz. Przypominam początek, ponieważ jest ważny, konstytutywny i bardzo symptomatyczny. Historia trwa, jak się zaczęła, przejdę więc do wieku XX, bo w nim rozgrywają się obie wojny światowe, a zwłaszcza druga wojna, będąca powodem napisania listu przez polskich biskupów do biskupów niemieckich.

2. W XX w. Kościół katolicki okazuje się wielkim zwolennikiem i sojusznikiem najmroczniejszych i najkrwawszych rządów w Europie: najpierw faszystów i Mussoliniego oraz jego ludobójczej napaści na Etiopię, do czego biskupi i namawiają i wzywają, a następnie Hitlera i III Rzeszy oraz zbrojnej napaści na demokratyczne republikańskie państwo Hiszpanii, dokonane przez krwawego faszystę Franco, przy poparciu Kościoła katolickiego i Hitlera. Są jeszcze kolejne, zbrodnicze rządy w Europie, również popierane przez Kościół katolicki, w tym faszystowskie rządy w Chorwacji czy na Słowacji. Tam, gdzie faszyzm i nazizm, tam się niezawodnie znajdzie i Kościół katolicki.

3. Papież Pius XII jest wielkim sojusznikiem i admiratorem Hitlera. Wychwala go nieustająco, gdy był nuncjuszem w Niemczech w latach 1920–30 i gdy został papieżem. Umożliwił, własną autoryzacją, wyjście III Rzeszy z początkowej izolacji i wejście do świata dyplomacji. Chwalił jego zbożne dzieło wojenne, stawiał za wzór, wyrażał zachwyt i błogosławił wodza oraz państwo, gdy Hitler napadł na Związek Radziecki. Jego biskupi wzywali katolików do nieszczędzenia sił w wojnie i uzyskiwania wszelkich zdobyczy należnych Niemcom, do bezwzględnego posłuszeństwa dla Hitlera i rządu III Rzeszy, lojalnego, bez wahania, wypełniania wszelkich rozkazów. I oddania życia za führera i naród. Kazaniom, przemówieniom, wezwaniom do poświęcenia, publicznym modłom za pomyślność Hitlera i jego armii, za pomyślność funkcjonariuszy państwa, wzywaniu Maryi (tej samej, co fruwała nad polem bitwy polsko-bolszewickiej w 1920 r. i przerażała bolszewików), by otoczyła swoja miłością i błogosławieństwem wojennym dywizje i oddziały strzelające, palące, zabijające i mordujące na sposób standardowy i ludobójczy, biciu w triumfalne dzwony, codziennej, skrupulatnej współpracy Kościół – III Rzesza – nie było końca.

Dopiero, gdy Hitler zaczął nieodwołanie przegrywać wojnę na froncie wschodnim, papież Pius XII zaczął, bardzo niechętnie i ostrożnie, zmniejszać poziom zachwytu nad Hitlerem i III Rzeszą. To wsparcie trwało do samego końca wojny. I po niej. Jak wiadomo, tysiące zbrodniarzy wojennych uciekło przed sądami, z pomocą kleru i za wiedzą Watykanu. I w samych Niemczech nie było nastroju do rozliczeń, w czym wybitnie pomógł Kościół katolicki. Sam bowiem musiałby się wystawić na osądzenie.

4. Kościół katolicki nigdy nie rozliczył się z poparcia dla reżimów, dla faszystów, dla nazizmu, III Rzeszy i Hitlera. Nie przeprowadził procesu pokutnego: nie zrobił głębokiego rachunku sumienia, nie wyraził szczerego żalu za grzechy, nie wyznał swoich win głośno, publicznie, tak jak publicznie popełniał nieprawości i zbrodnie; nie dokonał zadośćuczynienia bliźniemu. Ani swojemu Bogu. Boga można sobie darować, ta żałosna śmieszność zadowalania Nieistniejącego (a tym gorzej byłoby, gdyby ten Nieistniejący istniał) nie ma dla ludzi znaczenia. Natomiast znaczenie fundamentalne ma zadośćuczynienie człowiekowi. To kwestia Prawdy – tego ulubionego i przewielbionego słówka biskupów, które powtarzają „rano, wieczór, we dnie, w nocy”. To – bardziej jeszcze – kwestia autentyczności wobec osobowej głębi doznań i przeżyć człowieka, ofiary wojny.

5. Ani list biskupów z 1965 r., ani obecny, będący bladym cieniem tamtego, nie odnoszą się do głębi. List pierwotny musiałby przecież być połączony w jedno z wielką, społeczną pokutą: badaniem własnego sumienia, wyciąganiem z niego grzechów, publicznym wyznaniem, przepraszaniem „narodowym” Niemców za polskie wobec nich winy oraz naprawianie im szkód, które Polacy Niemcom wyrządzili. To samo powinno było nastąpić w wykonaniu Niemców. Przeczuwamy, że należna skala przeproszeń oraz idących w ślad za nimi zadośćuczynień, po stronie niemieckiej byłaby daleko większa niż po stronie polskiej.

6. Niezrealizowany proces wydobycia się z winy i grzechu – w rozumieniu religijnym, ale też sięgającym do psychologii; nieprzeprowadzony proces sięgnięcia do głębi traum psyche u ofiar, ich przepracowania, dokonania transformacji i wyjścia z nich (na ile to możliwe), skutkuje trwającymi do tej pory fałszami, kłamstwami, wyparciami i mściwymi odruchami. Teraz, 72 lata od końca wojny. Żerują na tym politycy. Ci Prawdziwi Polacy i wzorowi katolicy – jak się sami zwą, co w żadnej mierze nie jest przypadkowe – podle, obrzydliwie, przeciwludzko eksploatują niewyleczone rany, dziedziczone lęki. Jak powiedział Marek Borowski: wywołują stare demony. Sondy uliczne, jakkolwiek nie w pełni reprezentatywne, to potwierdzają. I starzy, i młodzi na pytanie o reparacje wojenne ze strony Niemiec, szybko reagują: zniszczyli, zabili – niech płacą! Dawać forsę! Dawajcie ten tysiąc miliardów dolarów! Suweren, ten wyborca PiS-u, także to potwierdza własną postawą. Może każdy niemal będzie zadowolony: już prawie czuje, co z taką forsą by zrobił. Mniejszość reaguje tego rodzaju stwierdzeniem: to już historia, nie ma do tego co wracać, jesteśmy razem w Unii, teraz co innego jest ważne, trzeba współpracować.

7. Rząd Niemiec oświadcza, że sprawa reparacji jest od dawna zamknięta prawnie i nie ma do tego powrotu. Polski rząd – odwrotnie: niech płacą, pomimo że wielu doświadczonych prawników mówi, że nie ma żadnej podstawy do roszczenia reparacji, a państwo, które miałoby je płacić, musiałoby najpierw wyrazić wolę, by na nim reparacji dochodzić. Ten bilion (tysiąc miliardów, nie mylić z „billion”, który dla Amerykanina jest miliardem) dolarów, który został podobno wyliczony, to brednia. Nie dlatego, że III Rzesza wyrządziła Polsce mniejsze straty, ale dlatego, że jest to niepoliczalne. Państwa zwycięskie, które pobierają od państw pokonanych reparacje za napaść, nie dlatego pobierają określone sumy, że je dokładnie i rzetelnie wyliczyli, ale dlatego, że mają siłę reparacje wymusić.

8. Wraz z wywołaniem demonów antyniemieckich przez PiS, usiłuje się rozdymać kolejne demony, już ziejące – antyrosyjskości: niech Rosja też zapłaci! Jak się już chce wyrównywać rachunki z przeszłości, należy uregulować – sprawiedliwie oraz słusznie i zbawiennie – wszystkie: Polska ma żądania wobec Niemiec i Rosji, a Niemcy i Rosja mają żądania wobec Polski: Polska oddaje Niemcom Ziemie Odzyskane – jak je po wojnie nazywano, z Gdańskiem, Wrocławiem, Jelenią Górą, połową Śląska, Mazurami, Warmią, całym Pomorzem i Szczecinem (niejaki Cejrowski – też wzorowy katolik i też nieprzypadkowo oświadczył, że Szczecin jest niemiecki, więc go oddajmy, niech tylko Niemcy płacą reparacje), Świnoujściem i jego „Narodowym Portem Gazowym, gwarantującym Polsce niepodległość energetyczną” (imienia „Prezydenta Tysiąclecia, profesora Lecha Kaczyńskiego”) – a Niemcy niech płacą reparacje. Rosja oddaje Kresy – a my sobie je zabieramy Ukrainie, Białorusi, Litwie i może też Łotwie oraz Estonii – aż tam sięgały przecież „polskie Inflanty”. W zamian Rosja wystawia Polsce rachunek za wyzwolenie i uratowanie 100 proc. Polaków znad Wisły od wyrżnięcia przez Hitlera (na tyle opiewał hitlerowski Generalplan Ost: wybić 85 proc. Polaków w ciągu 8 lat, resztę później; który zostałby metodycznie wykonany – wiadomo – niemiecka skrupulatność, gdyby nie ta wredna Armia Czerwona, która w tym stanowczo przeszkodziła i dlatego kompulsywnie burzymy wszystkie pomniki wdzięczności i pamięci). Innym, sąsiednim państwom też się może przypomnieć, że mają z Polską jakieś rachunki do wyrównania. Nastąpi wzajemne rozliczenie i wreszcie nastanie sprawiedliwość powszechna. Do czasu następnych niesprawiedliwości.

9. Wojny, zwłaszcza tak wielkie i pustoszące jak obie wojny światowe, a druga wojna jeszcze szczególniej – nigdy nie kończą się sprawiedliwymi i satysfakcjonującymi rozliczeniami. Ambasador Niemiec w Polsce przyznał, że pod względem formalnoprawnym, sprawa reparacji jest zamknięta, natomiast nie jest zamknięta pod względem moralnym. Niemcy o tym wiedzą, o tym pamiętają, dlatego też czynią bardzo wiele działań na rzecz Polski. Oprócz szczodrego finansowania przez największego płatnika netto w UE projektów unijnych w Polsce, które odmieniają na lepsze niemal wszystkie kąty, do których sięgną, jednym z najważniejszych jest uznanie dla roli Polski jako jednego z kilku głównych filarów Unii Europejskiej, bez mała jej centrum, w postaci trójkąta Paryż – Berlin – Warszawa. Rząd Angeli Merkel wprost zajmował takie stanowisko, a stosunki wzajemne, jak bodaj nigdy w historii, były bliskie, bez mała serdeczne. To jest największa wartość jaką można w realnych warunkach otrzymać. Ponieważ niweluje progi nieporozumień, zadrażnień, napięć, z perspektywą wojny w tle, a buduje mosty, porozumienie, poczucie bliskiej jedności i wspólnoty w Europie, dotąd, przez wieki, dzielonej konfliktami. Taka Pozycja daje Polsce przeogromne możliwości wpływania na Unię, na jej wewnętrzne stosunki, na pozycję w świecie. Daje też wielkie pole dla uznania, przez inne kraje, znaczenia Polski oraz szacunku dla niej. Czyli – oczywiście – daje Polsce korzyści wewnętrzne. To się dzieje pierwszy raz w historii, gdy od czasów późnego średniowiecza Polska wybierała pozycję peryferiów cywilizacji europejskiej, pariasa wobec jej centrum; kraju, który oderwał się od rzeczywistości, by zanurzyć się w fantazmatach, bycie urojonym, co skutkowało słabnięciem, nieustannymi klęskami i wreszcie zniknięciem państwa i z map i z rzeczywistości Europy.

To właśnie jest wielką korzyścią dla Polski, większą niż zarobienie biliona i zdewastowanie zarazem polskiego dorobku w Europie i jego dobrej perspektywy. Fałszywe jest złudzenie, że można bezkarnie obudzić demony, wydusić z Niemiec bilion i dalej cieszyć się zaufaniem oraz lojalnością i Niemiec i Europy.

10. To, co udało się Polsce osiągnąć dotąd i co było dobrą ścieżką prowadzącą ku wzmacnianiu naszej pozycji i pomyślności na gruncie Unii, już jest dewastowane i już są tego skutki, nie do odrobienia w krótszej perspektywie, a i dłuższa także jest niepewna, ponieważ kluczem jest tu lojalność i zaufanie, co najtrudniej odbudować. Tym bardziej że to zaledwie początki destrukcji i odwracania się od Europy. Słowa Kaczyńskiego, że możemy być w Europie wyspą „wolności i tolerancji”, gdy wokół zniewolenie, nędza, terroryści i poprawność polityczna – to skrajna antypolskość, skrajny zamiar powrotu do stanu średniowiecznego popadania przez Polskę w peryferyjność i nierzeczywistość istnienia. To zaprzeczenie wszelkich późniejszych wysiłków Polaków, tak często boleśnie nieudanych, ale na koniec – w części – pomyślnych, by się z zaścianka, z peryferiów, nieistnienia, wydobyć. Kaczyński, i jego pisoidy, mają jednak psychiatryczną czelność gadać, że robią to jako wybitne dobro dla Polski. Zło czynią, a gadanie o reparacjach od Niemiec, a może też i od Rosji, to nic innego jak poruszanie lawiny następnych klęsk. Wśród których znowu będą rzucane kamienie na szaniec, znowu będzie krew i trupy, znowu modły, Maryje fruwające i nieustająca, polska psychiatryczność. I dalej trwające qui pro quo: że Polak to normalny człowiek, jak wszyscy inni.

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 471

Dodaj komentarz »
  1. Uff! Dużo i dosadnie.

  2. Tanaka
    Aż boję się bać, bo musiałabym bardzo.
    W świetle Twojej z bezlitosną logiką dokonanej wiwisekcji, przyszłość naszej Umęczonej widzę czarno. I jeszcze gdy czytam, że poparcie dla PIS wedle najnowszego sondażu już nieco przekroczyło 40 proc. to… ech!…

  3. Tanaka, wbocek
    „Póki my żyjemy” to cieszmy się. Taki obrazek widziałam też naocznie, bo miejsce jest po drodze do Wyszkowa i dalej, gdy jadę nad Narew.
    http://extra.natemat.pl/cud-przyrody-pod-sam-warszaw-wystarczy-pgodziny-drogi

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Gratulacje
    Pani Kanclerz
    ANGELI MERKEL – CDU
    zwyciestwo w wyborach do Bundestagu
    w koalicji z Grüne+Freie Demokraten FDP

    Najnizsze notowania SPD w wyborach parlamentarnych od roku 1949.
    _______________________________________________________
    Kanzlerinfan

  6. Ja gratuluję Tanace wstępniaka na wysokim poziomie Polityki.

  7. Tanaka, wstępniak jak zwykle świetny, ale wkracza nam z buciorami teraźniejszość. Martin Schulz już nie jest koalicjantem Angeli Merkel, tylko liderem opozycji – co to oznacza kato-PiSiej dla Polski? Ja zgaduję, że chyba twardszy kurs.

  8. Polityk-amator Jarosław Ka konstruuje niezgodę między Pl a D
    Tanaka poruszył wiele wątków w swoim wstępniaku – kościelnych, politycznych, teologicznych (sakrament pokuty) oraz najważniejszy wątek – perspektywy i strategia Polski w UE, którą Jarosław Ka przez swoją bylejakość, doraźność, natychmiastowość oraz przerażającą ignorancję w sprawach międzynarodowych niszczy, rozjeżdża, stara się zadeptać czyniąc szkodę państwu przede wszystkim.

    W życiu społecznym, w polityce wewnętrznej i międzynarodowej każdy uczestnik nie jeden raz się przekonał, że obowiązuje zawsze następująca ogólna zasada i jest ta zasada bezwzględnie egzekwowana niezależnie od intencji, od interesu politycznego, jak np. dealu reparacyjnego, który Kaczyński jakoby podjął się ubić nie wiadomo z kim, zawsze się sprawdza, zawsze jest przestrzegana, prędzej czy później daje znać o sobie.
    Formuła tej zasady brzmi – łatwo i szybko przychodzi burzenie, psucie, chachmęcenie, spór, skłócenie, itd., trudno przychodzi budowa dobrych stosunków z sąsiadami, naprawa, odzyskiwanie zaufania, nawiązywanie współpracy, wzajemne docieranie się, itd.

    Jarosław Ka jako, że jest to polityk mocno głupawy, jeśli chodzi o sprawy międzynarodowe, usilnie stara się wypełnić to pierwsze, czyli szkodzić, burzyć, żądać, histeryzować patriotycznymi sloganami, itd, nie przejmując się zupełnie, co będzie jutro.
    Pzdr, TJ

  9. Humor i samokrytyka: ratunek dla Polski i nie tylko
    Prawoslawni komunisci w Rosji przywracaja cenzure ideologiczna, czyli spadkobiercy Zdanowa i Suslowa.
    Tak bylo w przypadku filmu „Matylda” (pisal o tym @anumlik) i tak tez jest w ostatniej kampanii przeciwko filmowi „Smierc Stalina” (por. Thierry Robin & Fabien Nury, Death of Stalin, Europe comics 2016).
    Wladza-niekompetencja-klamstwo: ta trojka ma sie dobrze w Polsce.

  10. Brawo Tanaka.

  11. A Szwecji darujemy za Potop?!No jak już nam wszyscy te biliony wypłacą,to akurat będziemy mieć na reparacje dla Iraku.A ciekawe ile musiałby wypłacić nam Watykan za 1050 lat okupacji?

  12. Najciekawszy blog Polityki, gratulacje.

  13. Rzeczywiscie, swietny wpis na swietnym blogu. Gratulacje, Tanako. Mam jedno pytanie:

    a co z tym drugim pojednaniem? O, tym tutaj

    http://fakty.interia.pl/polska/news-kosciol-i-cerkiew-apeluja-o-pojednanie-polakow-i-rosjan,nId,921031

    Z „pojednaniem” Tusk-Putin, 7 kwietnia 2010 wyszlo co wyszlo. Kiedy dwa lata pozniej doszlo do nastepnej proby niby pojednania, na poziomie Michalik-Cyryl I, jakos potem wszystko ucichlo. I tak to trwa juz 5 lat.

    Ja bym proponowal jeszcze jeden wpis. Pod tym samym tytulem: „Dawac forse!”

    Dla jasnosci, tytul moglby byc: Dawac (w)ruble!

  14. @Orteq
    25 września o godz. 0:07
    napisz wstępniak na ten temat zamiast się Tanaki czepiać.

  15. Nie czepiam sie Tanaki, E-J. Ja go wychwalam pod niebiosa. A wtepniakow pisac nigdy nie lubilem. To wymaga niezwyklej koncentracji. Punkty, 10 ich wymienic. A my liczyc umiemy do czech. Me, myself and I. Czech nas, cuzamen do kupy
    —————————-
    Nie!! To musi byc jakas kacza srac.ka

    http://pikio.pl/kaczynski-ma-dosc-wyrzuci-czolowego-ministra-z-rzadu/

    „prezesowi PiS skończyła się cierpliwość i ma już dość zachowania ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobro… Mówi się o nadchodzącej dymisji ministra sprawiedliwości podczas jesiennego podsumowania rządów PiS”

    Te zawirowania na Olimpie Nielotow. Jakie imie nadadza temu polskiemu huraganowi? Imie Maria juz spozytkowano

  16. E-J,

    Tanaka napomknal o polskich ew. domaganiach reparacji od Rosji:

    „Kaczyński, i jego pisoidy, mają jednak psychiatryczną czelność gadać, że robią to jako wybitne dobro dla Polski. Zło czynią, a gadanie o reparacjach od Niemiec, a może też i od Rosji to nic innego jak poruszanie lawiny następnych klęsk”.

    Wiec poniewaz on zamarkowal temat, ja nie moge sie wtranzalac pomiedzy szampanskoje i kawiory kogo innego. Ja tylko prosze, delikatnie, o rozwiniecie kwestii: Dawac (w)ruble

  17. Marudzisz i tyle.

  18. A moze nawet nie az tyle.

    Czy ktos kojarzy dlaczego pisiacy byli murem przeciwko pojednaniu pokatynskim 7 kwietnia 2010? W 70-ta rocznice mordu katynskiego?

    Opozycja przeciwko powojennemu pojednaniu polsko-niemieckiemu ma oznaki takie same jak opozycja przeciwko pojednaniu polsko-rosyjskiemu pokatynskiemu. Tyle chce dodac. Do bardzo dobrego wpisu Tanaki dodajac

  19. Ja nie kojarzę. To możesz wyjasnić?

  20. Juz wyjasniam.

    Tzw. „pojednanie” po-katynskie, pomiedzy Polska i Rosja mialo miec miejsce w 70-ta rocznice mordu katynskiego. Wiec premier Rosji Putin i premier Polski Tusk uchwalili uroczystosc pojednawcza na dzien 7 kwietnia 2010 roku. Po uprzednich kilkakrotnych przeprosinach narodu polskiego przez Rosje za ten straszny mord stalinowski.

    Tymczasem prezydent Lech Kaczynski, i caly PiS, chcieli miec swoja wlasna uroczystosc uczczenia tej rocznicy w Katyniu w dniu 10 kwietnia. Trzy dni pozniej. Bez udzialu przedstawicieli Rosji. Wiec wyraznie o charakterze mocno antyrosyjskim miala ta zdublowana uroczystosc byc. Oto tresc niewygloszonego przemowienia sp. Lecha Kaczynskiego:

    https://www.youtube.com/watch?v=RcFPoJOdD80

    „Wszystkie okoliczności zbrodni katyńskiej muszą zostać do końca zbadane i wyjaśnione. Ważne jest, by została potwierdzona prawnie niewinność ofiar, by ujawnione zostały wszystkie dokumenty dotyczące tej zbrodni. Aby kłamstwo katyńskie zniknęło na zawsze z przestrzeni publicznej. Domagamy się tych działań przede wszystkim ze względu na pamięć ofiar i szacunek dla cierpienia ich rodzin. Ale domagamy się ich także w imię wspólnych wartości, które muszą tworzyć fundament zaufania i partnerstwa pomiędzy sąsiednimi narodami w całej Europie.”

    Co wyszlo z tego zdublowania, i z „domagania sie” czegos od Rosjan, w kilka dni po „pojednaniu” , wszyscy pamietamy. Padlo 96 ofiar smiertelnych..

    Od czasu pojednania z Niemcami, tego z lat 1966-70, nikt z najwyzszych wladz polskich nie przemawial do Niemcow, czy swiata, jezykiem domagania sie czegos. Pojednanie to pojednanie. Po przeprosinach, i wybaczeniach, trudno jest czegos sie domagac.

    Ale nie dla pisiakow! Oni dzisiaj rowniez pojednanie z Niemcami obalaja. No bo oni obalacze takie sa. I juz

  21. A tu o zakulisowych probach unikniecia kompromitacji z „domaganiem sie”

    http://wyborcza.pl/1,76842,7752358,Przez_Katyn_do_Moskwy.html

    „Moskwa proponuje Polsce uprzywilejowaną pozycję podczas uroczystości 9 maja. Tak próbuje wpłynąć na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, by jego dzisiejsze przemówienie w Katyniu nie miało antyrosyjskich akcentów”

    Nic z tych propozycji nie wyszlo. Wiec trupy musialy pasc. A polscy zolnierze maszerowali na Placu Czerwonym 9 maja 2010 jak zawsze. Z tylu

  22. Do niedawna myslalem, ze Smolensk to wynik niedogadania Tuska i Kaczynskiego. A tu wyborcza.pl mi mowi, ze to niedzwiedz sie nie dogadal z nielotem. Oni sie ukladali o cos, bardzo miedzynarodowo, i nic z tego nie wyszlo.

    Kak zalko. Dla smierlelnych 96 ofiar, i ich rodzin, w szczegolnosci.

    PS. Ladowanie w Smolensku musialo sie zakonczyc tak jak zakonczylo. Innego wyjscia nie bylo

  23. @Ewa-Joanna
    Dziękuję za spostrzeżenia własne n.t. fauny w Australii.

  24. E-J
    Tak było z tym pojednaniem w sprawie Katynia, jak pisze @Orteq.
    Niestety. Jakoś nie mamy szczęścia do pojednań. Albo wychodzą niezdarnie („wybaczamy i prosimy o wybaczenie” ni z gruchy, ni z pietruchy), albo niedogadane kończą się katastrofą. Dosłownie i w przenośni.

  25. E-J
    Jeszcze wracając do Twoich postów pod poprzednim wpisem, czasem myślę, że jednak wolałabym chodzić do góry nogami i mieć takie jak Ty problemy np. z męczącym upałem (latoś lato było u nas marne). A najchętniej uciekłabym na jeszcze odleglejsze antypody, gdybym była młodsza, dziewczyno. Byle dalej od codzienności, gdzie już chyba każdy dzień jest „dniem świra”.

  26. mag
    25 września o godz. 11:25

    Z mojego doświadczenia wynika że nie uciekniesz od dni świra, tak samo gryzie na emigracji tylko na demonstracje daleko. A jeszcze te spojrzenia cudzoziemców (tych którzy się polityką interesują rzecz jasna) pełne politowania, cud, miód, ultramaryna. Wstyd się przyznać że się jest z Polski.

  27. NeferNefer
    A propos – co tu dużo mówić – kompleksu Polki, która chce być postrzegana jako ta NORMALNA czyli europejska, światowa, mając zarazem – jako emigrantka – swoiste rozdwojenie jaźni, trudno się pozbyć.
    Tak się złożyło, że właśnie dziś trafiłam w necie na wywiad z Grażyną Plebanek, w którym znajduję właśnie tę świrowatość i od której nie ma ucieczki.
    Poznałam Plebanek na jakiejś imprezie w brukselskim BeKaPie, a także prywatnie w domu moich dzieci. To świetna dziewczyna, z dużym bagażem rodzinnych migranckich doświadczeń i interesująca pisarka, ale… No właśnie.
    https://kobieta.onet.pl/forum/grazyna-plebanek-emigrant-musi-byc-lepszy-od-lokal,0,3335318,252286995,czytaj.html

  28. Kilkanaście dni temu Palikot wyznał w telewizorze, że według niemieckich uczonych populacja Polski genotypowo jest w 40% Syryjczykami. Tak wyczytał i nie omieszkał się podzielić.

    Pozostałe 60%, jak się wydaje – to drożdże.
    Dlaczego Niemcy nam to robią? Na złość?

  29. Pocieszeniem dla katolickiej części może być jedynie to, że nie było ani słowa o pochodzeniu od małpy.

  30. @NeferNefer @mag

    Piszę z własnego doświadczenia, bom przez te wszystkie emigranckie procedury i problemy przeszedł. Co prawda dawno, ale niemniej.
    Rozróżniam dwa podstawowe typy emigrantów. Pomijam tu wyjazdy „na gotowe”, czyli np. do rodziny.
    Pierwszy, to emigracja z własnej woli: Jestem przygotowany na to, że wszystko osiągnę sam – znajdę pracę, poznam język i obyczaje, powalczę z urzędami, itd. Z konieczności jestem otwarty na ludzi, w tym „byłych obcych”, bo oni już to przeszli i mogą pomóc cennymi informacjami. Po jakimś czasie wtapiam sie w tło i staję się „byłym obcym”. Moje osiągnięcia zawodowe czy artystyczne są niezależne od mojego stanu prawnego w nowej „ojczyźnie”. Z Polska utrzymuję kontakt aktywny, tzn. usiłuję coś zmienić, daję „dobre rady” i niełatwo ze mną wytrzymać.
    Drugi, to emigracja okolicznościowa, np. koledzy jechali i mnie namówili: Niezależnie od tego, jak długo jestem na emigracji, ciągle traktuję wyjazd jako chwilowy. Chołubię polski paszport, język znam „ze słyszenia”, na wakacje zawsze do Polski i nienawidzę obcych. Bo tak się tam czuję. Nie rozumiem ich i dlatego uważam, że mnie nie lubią.

    Wydaje mi się, że podstawą bycia „dobrym” emigrantem jest pozbycie się jakiegokolwiek przywiązania do jakiejkolwiek ojczyzny. Wystarczy postawić na pierwszym miejscu ludzi i natychmiast okaże się, że fajnych wszędzie jest mnóstwo, wręcz większość. Słaba znajomość języka nie przeszkadza w poznawaniu nowego, a dobra znajomość języka wykorzystywana jest głównie do „wymądrzania się”.

  31. @Paradox, godz. 13:49
    Skomentowałem to już (na Twoją wyraźną prośbę) na Kociarni. Wklejam:

    Czym my winne, Ludki Boże,
    Że spod samego Aleppa
    Przywędrowały przez morze
    Miazmaty obcego nam szczeppa?

    De-eN-A niech demony
    Wracają do Sy-ry-i!

    Matko Boża, Panno Święta,
    Naród błaga na kolanach,
    Genetyczne zrzuć z nas pęta;
    Dziewico Niepokalana,

    De-eN-A niech demony
    Wracają do Sy-ry-i!

    My ci świeczek nastawiamy:
    Z wosku, znad Wisły, pszczelego,
    Tylko wyrwij te pogany,
    Z wiernego ci ciała naszego!

    De-eN-A niech demony
    Wracają do Sy-ry-i!

  32. Polski terroryzm na zachodzie Europy?

    http://natemat.pl/218329,polak-zabil-w-niemczech-niewyobrazalna-glupota-kierowcy-ktory-jechal-pod-prad-na-autostradzie-i-taranowal-kolejne-aut

    Wybrany komentarz:
    „Polak jechał dobrze, po prostu przepisy są antypolskie i wymierzone w naszą suwerenność.”

  33. mag
    25 września o godz. 13:10

    Bardzo możliwe że świetna, nawet widziałam ją z daleka na demonstracji 3.10 w zeszłym roku. Ale mam niejakie „ale”, otóż usiłowałam byłam przeczytać jej książkę – tytuł szczęśliwie wymazałam z pamięci – dziejącą się w Brukseli ale pisaną z perspektywy i punktu widzenia mężczyzny. Odłożyłam bo się nie dało, niech mi wybaczy ale więcej nie ruszę.

  34. @anumlik

    Widziałem, widziałem i ponapawałem się. Chyba skleroza mnie dopada. Albo insza franca.

  35. Na chwilę jeszcze wrócę do „Matyldy” Aleksieja Uczitiela. Portal Meduza zamieścił recenzję z filmu, pióra Antona Dolina. Mały fragmencik pokazujący w jednym zdaniu jaka jest współczesna Rosja, silwuple:
    W stulecia rewolucji z 1917 r. nasze kino jest ciche, jak ryba. Wszyscy czują, że niebezpieczne jest dotykanie zarówno czerwonych, jak i białych, tak Lenina jak i cara: zawsze ktoś musi obrazić kogoś.

  36. Qba
    25 września o godz. 14:03

    Nie jestem typowa wedle tego. A mimo wszystko kura nie ptica Belgia nie zagranica i wakacje w Polsce, zwłaszcza że taniej.
    Dzisiejsze czasy z dostępem do wszelkich mediów odsyłają dawne znaczenie emigranta, dobrego czy nie, do lamusa – ale o tym już było wcześniej.

  37. Drożdże, ha. Bardzo słusznie.

  38. Tanako długo ci jakoś wyszło – by się odnieść do poszczególnych punktów musiałbym wydrukować Twój artykuł a tak odniosę się do ,,klimatu”.
    Kwestia winy, przebaczenia i zadośćuczynienia 72 lata po wojnie wygląda na odgrzewany kotlet. Bicie piany. Zważywszy na traktaty międzynarodowe właściwym adresatem naszych roszczeń powinna być Rosja tu pojawia się jednak problem – pomimo politycznej rusofobii nasz rząd nie pójdzie do Rosjan ze swoimi żądaniami bo wiedzą co usłyszą ,,poszli na wooj”. A czegoś takiego zkolanpowstały kraj nie dałby rady znieść. Wobec tego wybieramy sobie jako cel zamiast największego kafara w klasie , chłopca z bogatego domu, trochę zakompleksionego.
    Dywagowanie nad tymi konstrukatmi chorej, pisowskiej psyche obraża naszą inteligencję. PiS od początku swoich rządów nie prowadzi polityki zagranicznej ale tylko działania za granicą obliczone na rynek krajowy. Chyba, że…uznamy, że celem PiSu jest to by ,,Unia nas wystąpiła” – nawet wśród elektoratu propisowskiego nie ma woli wyjścia z Unii ale jeżeli będziemy ciągle za ,,wąsy” ciągać największy kraj w UE, Francuzom kontrakt na Caracale rzuciliśmy w pysk dokładając do tego widelec, puszczę tniemy (a wiemy jakiego hopla na punkcie ekologii mają unijni lewacy), kwestie sądownictwa czy trójpodziału władzy też mogą się nie podobać, daje to w sumie obraz gówniarza kompletnie niedostosowanego do tego klubu…A takiego wyrzuca się na zbity pysk. Idzie rzecz tylko o to by cierpliwość Niemiec (musiała się ) wyczerpać – w końcu oni też mają jakąś politykę wewnętrzną.
    Co do roli Kościoła katolickiego w tzw. pojednaniu – jak zawsze słowa jego są piękne, czyny różnorakie (delikatnie rzecz ujmując), w końcu każda korporacja na stronie www ma taką piękną zakładkę ,,nasze wartości”, ,,our policy” etc. Czy jest to Shell zatruwający deltę Nigru czy BP zatruwające Zat. Meksykańską.
    Co do sprawy słynnego listu biiskupów – nie można go rozpatrywać w oderwaniu od ówczesnej sytuacji politycznej – walka z rządem Gomułki szła ,,na ostre” a szło ni mniej ni więcej o to kto ma ,,moralną większość”. Obchody 1000lecia państwa polskiego Kościół usiłował utożsamić z datą chrztu co by zagarnąć pozycję reprezentanta ,,prawdziwej” Polski. Listem tym, dość szlachetnym w treści usiłuje on potwierdzić dokonaną uzurpację. O tym, że było to przedwczesne, nie ma co wspominać. Tym bardziej, że mieli umowę z niemieckim episkopatem, że on odpowie listem o adekwatnym ciężarze gatunkowym. Niestety list z Niemiec okazał się mętny i niezbyt wyraźny, co dało asumpt komunistycznej propagandzie, że Kościół dopuścił się zdrady na rzecz ,,niemieckich odwetowców”. Inna sprawa, że wtedy w Niemczech żyło i miało się świetnie bardzo wielu nazistów. Dopiero rok 1968 doprowadził do przewartościowania i swoistego ,,ojcobójstwa” w RFN, co umożliwiło SPD podpisanie układów granicznych. Ciekawe – niemcożerca Gomułka by zapewne nie omieszkał zażądać choćby w swojej propagandzie ,,odszkodowań”.
    Tym niemniej oba kraje od tamtych czasów wykonały ogromną pracę czego efektem było silne poparcie Niemiec dla naszego członkostwa w UE jak i opadanie antyniemieckiego resentymentu w Polsce. Obecnie cała ta praca idzie w pi..u bo w sumie niewielka mniejszość sufluje antyniemiecki pogląd dla potrzeb polityki wewnętrznej.

  39. Gdy opisujemy historię i dziś KK,należy zadać kilka pytań.Pan Bóg ,stworzył człowieka na swoje podobieństwo ,i po kilku tysiącleciach ,tzw pogaństwa ,wysłał na ziemię Swego Syna.Na Biskim Wschodzie.Na DAlekim Wschodzie, o wiele wcześniej, wysłał swoich przedstawicieli ,aby zwalczali pogaństwo i tworzyli swoje religie i wyznania.Dlaczego?Jakie były myśli Boga ,gdy tworząc człowieka i jego wiarę ,zechciał pozwolić na wzajemne nienawiści i wojny religijne.?Dlaczego pozwala na ludobójstwo w Ruandzie ,dokonywane przez jedno plemię . na drugim, innego wyznania?Dlaczego Syn Jego żył w ubóstwie a wyznawcy Syna w luksusach?Itp itd.I najważniejsze -dlaczego nie każe tych co wykorzystują wiarę w Boga dla celów osobistego ,dostatniego życia i upajania się władzą.?

  40. Małe sprostowanie: znany list biskupów polskich do niemieckich został opublikowany w roku 1965 a nie 1966, jak dwukrotnie pisze w swoim tekście Tanaka. Pozdrowienia.

  41. Znow tylko z doskoku. Tanako swietne podsumowanie. Pisowska hucpa ze swiatobliwym kaka w tle. Gdyby ta swiatobliwa firma chciala, to tylko by tupnela, a ow katoelektorat skurczylby sie z40% do jakiegos ulamka. Ale hodowla ciemniakow to przeciez swietny interes dla bozi i jego synka, co to na bosaka chodzil po wodzie.
    Kapitalny komentarz Slawczana.
    Wartp tez przeczytac Celinskiego. Chociaz bardzo pesymistyczny.
    Jak sie ustabilizuje, to wreszcie cos napisze.
    Pozdrawiam blogowych przyjaciol

  42. Kaszuba
    25 września o godz. 17:11

    Racja.

  43. Lewy
    25 września o godz. 17:15

    Lewy, mała stabilizacja też była w latach 60-tych. Teraz znowu? 😀

  44. żyga
    25 września o godz. 16:21

    Dlaczego bozia pozwala na Rwandę i całą resztę – przed i po? A dlaczego pozwala na trzęsienia ziemi, powodzie, pioruny i następną całą resztę?
    Odpowiedzi są znane każdemu dziecku przedkomunijnemu:
    a. bozia wszystkich kocha i dlatego te trzęsienia ziemi, nowotwory, HIVy, cholery, tyfusy i cała reszta.
    a1. bozia, z tego kochania, wymyślił, że mamy tzw. wolną wolę, która nie jest wcale wolna, ale nic nie szkodzi, wystarczy, że tak się nazywa.
    b. z każdej Rwandy, Holokaustu, tyfusu, trzęsienia ziemi, tsunami i adekwatnej reszty zawsze jest większe dobro, jak nas fachowo pouczają biskupi. Im więcej tyfusu,cholery i nowotworów, tym więcej dobra. Im więcej tsunami, pożarów, wybuchów wulkanów – tym więcej dobra.
    Im więcej wojen i mordów – tak samo. Czasem można sobie wybrać: czy się woli odwalić kitę z powodu tyfusu, trzęsienia ziemi czy wojny. To się nazywa tak samo jak wolna wola: wolny wybór.
    I ogólnie jest dobrze.

  45. Z tą wolną wola to jest problem,TA NA KA.Wszechmoc Boga poŁąćzyli z wolną wolą Jego wytworu i dali niesamowity pokaz braku logiki i pomyślunku.. Jeżeli traktować to poważnie ,to co do jasnej cholery, jest ważniejsze?

  46. >>Racja jest w tym, że w tym wystąpieniu kilku biskupów brzmią potrzebne słowa, oraz w tym, że ma to – jakieś, może bardziej mniemane niż faktyczne, znaczenie. List ten – tak się złożyło, niespecjalnie to wynika, albo wcale, z woli jego autorów – zgadza się z polską racją stanu, z którą nie zgadza się ogół biskupów zawzięcie popierających PiS albo zawzięcie milczących wobec zła, jakie w Polsce jest już zasadą państwa i codziennego doświadczenia. Ta racja stanu, wyrażona mimowolnie, jest niepodzielana przecież przez pisoidów, choć to oni są formalnymi reprezentantami państwa, więc powinni się znać na „racji stanu”.<<

    Może jednak dałoby się to napisać porządnie, nieco bardziej składną polszczyzną?

  47. Slawczan
    25 września o godz. 15:33

    Czyli rozumiem, że się ze mną całkiem zgadzasz: biskupi wyprodukowali ten list nie w celu takim jak głosili, ale w celu załatwienia interesu o charakterze władczym i politycznym. Biskupi nie mieli żadnej delegacji o tego, by w imieniu Polaków ogłaszać przebaczenie ani o nie prosić, a krytykujący stanowczo biskupów za ten list Gomułka miał rację.
    Rechotem historii jest to, że oto właśnie Kaczyński Jarosław ogłosił, że ci, co się sprzeciwiają żądaniu reparacji wojennych na Niemczech są „partią niemiecką”, dowodem na całkowitą degenerację moralną. Co znaczy, że za degeneratów moralnych i wrogów uważa biskupów, którzy w 1965 tel list napisali.
    Uwględnienie kontekstu historii polega własnie na tym, że 20 lat po wojnie, gdy prawie wszyscy ci co wojnę przeżyli jeszcze żyli i przeżycia wojenne siedziały w osobowej głębi ich jestestw, takie gadanie biskupów o przebaczeniu i prośbie do Niemców, by wybaczyli, nijak się miało do istoty przeżyć ludzi i ich uprawnień z tego wynikających.
    Po obu stronach byli biskupi katoliccy, a wszyscy mieli brudne ręce, niemieccy – oczywiście – bardziej. List nie miał istotnego adresata, lub też pisali go sami do siebie.
    Trafnie zwracasz uwagę, że w tym czasie żyło w Niemczech mnóstwo nazistów i winnych zbrodni morderców. 1/3 z nich to byli katolicy. W tym czasie, a właściwie juz znacznie wcześniej, w Niemczech niemal całkiem wygaszono sądowe procedury ścigania i rozliczania przestępców, ogłaszano amnestie a większość z nich cieszyła się opinią godnych szacunku obywateli, żyjących z dobrych stanowisk i emerytur.

    Ta „ogromna praca wykonana przez oba kraje” niewiele miała wspólnego z listem biskupów i przede wszystkim nie „ogromna praca” była najogromniejsza, ale mijanie czasu ochodzenie tych co żyli, jakieś układanie tych traum we własnych życiorysach, jakieś próby zapominania, zakładanie maści na rany by się jakoś pobliźniły i konieczność życia. A życie polegało też na tym, że się do „Reichu” wyjeżdżało „na łączenie rodzin”, „na roboty”, „na arbeit”, bo jak ktoś mógł lato przepracować to miał pieniądze na nastepny rok, albo dwa życia.
    Oczywiście, była i praca, czego skutkiem było klęknięcie w Warszawie przez Willy’ego Brandta i stopniowo, ale z dużymi trudnościami, postępująca, a właściwie meandrująca, normalizacja stosunków.
    Ogromną pracę wykonali też nasi piłkarze od Kazimierza Górskiego. Niemcy się zorientowali, że nasi są nie tylko dobrzy, ale świetni i mogą także ich ograć. I może by ograli, gdyby nie ulewa oraz stronniczy sędzia. Zdobyć 3 miejsce na mistrzostwach świata w Niemczech – to budzi szacunek i uznanie.
    Zdaje się, że większa cześć tej „ogromnej pracy” która została wykonana, to już świeższe czasy – od końcowki lat 80-tych, przez lata 90-te i już XXI wiek.
    Należy też odnotować, bardzo dużą i spontaniczną pomoc, jaką Niemcy (i wiele innych krajów Zachodniej Europy) niosło Polakom w trudnych , latach kryzysu po 1980-tym.
    To wszystko, cały ten wiążący obie strony dorobek chce zniszczyć Kaczyński i jego pisoidy, żerujac na tym, czego niedokonano: wyleczeniu z dawnych traum.

  48. NeferNefer
    25 września o godz. 11:38

    Ultramaryna? Tu zachodzi poważniejszy przypadek: błękit pruski 😀

  49. @Tanaka
    Swietny tekst. Wszystko to, co napisales o ciemnych, chorych stronach kk to po prostu PRAWDA!
    Jednak, pozwole sobie na pare uwag:
    Czym innym jest skandaliczne zachowanie kk w Polsce, czym innym pytanie czy to rzeczywiscie koduje sie w umysle „zwyklego” Polaka. W to drugie nie wierze. Mimo wszystko.
    Ludzie, ktorzy wybrali PiS(i go popieraja) zrobili to nie dlatego, ze chcieli wspolrzadow kk w Polsce. To PO popelnila katastrofalne bledy. Juz nie raz o tym pisalem. Pierwszy raz od 25 lat wybrano ultrakonserwatywna, katolicka partie…a przeciez wyborcy(ci starsi) tez byli wczesniej katolikami…
    Po prostu chodzilo o kase. Jesli jakas partia daje rodzinie z dwojgiem dzieci, ktora ma +- 2000zl(przy cenach europejskich!) 500 zl, to nie daje sobie prawa by nazywac ja ciemniakami, ktorzy dali sie kupic…. lub ze jest za kk..
    Po prostu swiat jest taki, ze bez pieniedzy mozna tylko wegetowac. O tym PO zapomniala.
    Takze o tych wszystkich psychoanalitycznych „ekspedycjach” w polska dusze bylbym ostrozny. Podswiadomosc jest tylko jednym z wielu czynnikow wplywajacych na ludzkie zachowania i wybory. To juz dawno udowodnila wspolczesna psychologia.
    Te rzekome odszkodowania od Niemcow, to bylo nic innego jak kolejna manipulacja chorego umyslu Kaczynskiego. Trwalo krotko–dzis juz nikt o tym nie mowi. Jutro wymysli odszkodowania od Rosjan lub od…Marsjan.
    Bylem dwa miesiace temu w Warszawie. Pojezdzilem autobusami i tramwajami by posluchac, co ludzie mysla o kk. Moge powiedziec: co uslyszalem, to my na tym blogu krytykujacy kk jestesmy jeszcze grzecznymi dziecmi…Wscieklosc na kk jest oczywista. I nie sadze by wsrod tych wscieklych nie bylo wyborcow PiS…
    To tez jast Polska.
    Tak jak Kaczynski mowi o „wrednych mordach” choc jego kumple i papa tez do nich nalezeli(naleza?)—, to my, moim zdaniem, nie powinnismy wchodzic w ten idiom i narracje. Zajmijmy sie ludzmi. Biskupstwo i kardynalstwo to gangsterzy. „Zwykly” czlowiek szuka swoich szans w zyciu, a nie kk. I to sie liczy. Pomijam fanatykow i eksremistow.
    Tanaka-dziekuje za wstepniak.

  50. Orteq
    25 września o godz. 5:30

    Kaczyński wybrał sie do Katynia, by tam zainaugurować kampanię polityczą w sprawie ponownego wyboru na prezydenta. Szanse miał mikre, bo był mikrym prezydentem, więc postanowił posłużyć się Katyniem do zwiększenia sobie szans. Takie przedmiotowe podejście za pomocą ślicznego przemówionka.

    Powtórzę co cytujesz z przemówienia które miał wygłosić:
    „Wszystkie okoliczności zbrodni katyńskiej muszą zostać do końca zbadane i wyjaśnione. Ważne jest, by została potwierdzona prawnie niewinność ofiar, by ujawnione zostały wszystkie dokumenty dotyczące tej zbrodni. Aby kłamstwo katyńskie zniknęło na zawsze z przestrzeni publicznej. Domagamy się tych działań przede wszystkim ze względu na pamięć ofiar i szacunek dla cierpienia ich rodzin. Ale domagamy się ich także w imię wspólnych wartości, które muszą tworzyć fundament zaufania i partnerstwa pomiędzy sąsiednimi narodami w całej Europie.”

    Jak „wszystkie okoliczności” mają być wyjaśnione, to jeszcze tak nie było na świecie, żeby wszystko było wyjaśnione. To samo ze „zbadaniem”. „Ważne jest…by zostały ujawnione wszystkie dokumenty” – tego też się jeszcze nikomu nie udało zrobić, jak świat światem. Jest wyłącznie „nie wszystko”, a co najwyżej „większość”, „dużo”, może „najważniejsze” które niekoniecznie są najważniejsze.
    Jak ktoś żąda absolutu, to znaczy, że wcale nie chce, „by kłamstwo katyńskie na zawsze zniknęło z przestrzeni publicznej” , bo się chce ten temat nieustająco eksploatować. Dla PiS-u „zniknięcie kłamstwa katyńskiego” byłoby fatalne, bo z niego żyją. Nie zniknie też „kłamstwo Tuska w sprawie katastrofy w Smoleńsku”, na tym przecież doszli do władzy i to jest ich religia. Strefa symboliczna: „kłamstwo katyńskie” „kłamstwo smoleńskie”, „kłamstwo o historii Polski”, kłamstwa o imigrantach” i cała reszta „kłamstw” i podobnych zbrodni, są ważniejsze niż sfera faktograficzna. Gdy się żyje z emocji, z nierzeczywistości, z maryjności, inaczej być nie może, a zwietrzenie sfery symbolicznej powoduje wietrzenie i znikanie partii.
    Za Katyń przepraszał Gorbaczow, parlament Rosji, Jelcyn i Putin. Pisoidom ciągle mało. To zrozumiałe: z takiej eksploatacji żyją.

  51. Szymonowicz
    25 września o godz. 18:15

    Ta autobusowa wściekłość suwerena na…., no właśnie – na co: kler ogólnie, proboszcza X, Y – szczegolnie, biskupów, Kościół kat jako przedsiębiorstwo opresji, szantażu i transferów kapitałowych w jedną stronę, czy może wściekłość na durnowatości niebieskiej książeczki, wściekłość na morderczego, pysznego, egotycznego bozię? – jest pusta w środku. To stary i niewiele znaczący odruch Polaka: ponarzekać, zakląć, splunąć – i dalej pchać kierat. Gdyby wściekłość była rzeczywista, a nie mniemana, gdyby była osadzona na mocnym fundamencie życia i niezgody co do wartości i wolności – dawno by Kościół kat został sprowadzony albo do roli drobnego kółka pasjonatów takich jak garażowi pasjonaci kolejek elektrycznych, albo zostałby pogoniony do Watykanu.
    Cała ta wściekłość jest stricte polska: mniemana i słomiana.

  52. turpin
    25 września o godz. 18:06

    Dobry człowieku – może masz coś do powiedzenia?

  53. @Tanaka
    25 września o godz. 18:33

    Przykro mi, ale „dobry człowiek” ma nieco racji. Jako niewierzący, nie możemy wierzyć, że każdy nas tak zrozumie, jak sobie chcemy.

  54. tejot
    24 września o godz. 21:39

    Nie może nie być „mocno głupawy” ktoś, kto się nieustannie separował on zwykłego otoczenia, kto żyje fantazmatami, mniemaniami i „prawdziwą prawdą”, kto w ogóle nigdy Europy nie doświadczył, nie zna ludzi, zwykłych i ponadzwykłych, nie zna języka choćby w Europie głownego, oraz za nic nie odpowiada: za związek z drugim człowiekiem, którego nie ma, za dzieci, którego nie ma, za zupelnie banały: konto, auto i co tam jeszcze z drobiazgów, oraz nie odpowiada za własne działania – jest premierem, a nie odpowiada jak premier, jest prezydentem, a nie odpowiada jak prezydent, jest prezesem, a nie odpowiada jak prezes.Tak sobie skonstruował ten PiS, że jest bezalternatywny, nieodwoływalny, a więc żadna jego durnota, żaden idiotyzm ani ciężka zbrodnia niekryminalna, nawet dewastacja Polski jako wspólnoty i jej interesów – nie zostanie skontrowana,zablokowana, bo tak to sobie ten nadprezes ustawił, a reszta pisoidów zaakceptowała.

  55. Qba
    25 września o godz. 18:42

    Ja się pytam, czy dobry człowiek ma coś do powiedzenia. Jako niewierzący, mogę nie wierzyć akurat w to, że coś ma, ale tak sobie wymyśliłem, żeby się najpierw zapytać.

  56. Slawczan
    25 września o godz. 15:33

    Słowo jeszcze w sprawie: istotą działania biskupów jest własnie to, że – z zasady – nie odnoszą się do rzeczywistych, głębokich, człowieczych spraw i problemów osobowej głębi, że nie ma w nich autentyczności, prawdy i szczerości koniecznej do nawiązania dialogu na głębokim poziomie, ale są instrukcje, formułki, paciorki, sformatowanie człowieka do rozmiaru ich religii i ich bozi. Że człowiek ma być taki a nie śmaki, że to jest słuszne a tamto niesłuszne, i tak dalej. Nie słuchają czlowieka, człowiek ma ich słuchać Boją się człowieka i boją się sami siebie, boją się własnej głębi. Bo w niej – nie mając żadnego pojęcia o psychologii, zwłaszcza głębokiej, nie będąc ludźmi autentycznymi i wolnymi a jedynie produktami religii – siedzi Szatan.
    Franciszek, papież, musiał się wybrać na półroczną terapię psychologiczną, bo mu jego bozia, Jezusek, Maryja i reszta świętych ze Świętym Ojcem Świętym nie dali rady pomóc. Abo nie chcieli, co by było jeszcze poważniejszą sprawą. Pomógł psycholog. Ośmieszając tym bozię. Tak Wszechmogącego, że nic nie mogącego: Nomighty. Po góralsku: nołmajty.

  57. Pamiętam, że kiedy głośno było o przepraszaniu biskupów, nic nie rozumiałem, ale byłem wzruszony przez 5 sekund. W miarę twardnienia rozsianego na brodzie rytuał przepraszania stał się dla mnie pusty, żeby nie powiedzieć – idiotyczny. Zwłaszcza kiedy ktoś przeprasza bez upoważnienia ,”w imieniu”, za nie swoje winy. Kwaśniewski przepraszał za 45 lat PRL, choć sam miał w chwili przepraszania ze 40. Oczywiście, jak się kto uprze, nawet w rytuale przepraszania znajdzie logikę, ba – znajdzie ją nawet w nieistniejącym Bogu. Ale jak się nie uprze, znajdzie w przepraszaniu tylko chwilowy znak pokoju i zero treści. Pokój to też niemało, ale rytualny gest zapewnia go na krótko – do następnego gestu przepraszania. Bo przepraszanie jest tylko gestem – nie jest refleksją. Nie prowadzi do rozumienia tego, co doprowadziło do konfliktu i do przepraszania. Dlatego na przykład temperamentni, ale grzeczni małżonkowie mogą się tysiące razy przepraszać za to samo i pod koniec życia nic z siebie nawzajem nie rozumieć – jak było na początku, teraz i zawsze.

    Zachowaniem najwyższej próby byłoby zrozumienie i wyznanie własnej winy przez winowajcę oraz wspólne, racjonalne – broń Boże nie ambicjonalne! – dojście zwaśnionych stron do początku – by wspólnie się uczyć unikania tego, czego lepiej unikać.

    Z perspektywy gest polskich biskupów uważam za coś w rodzaju wdzięczenia się miss gęś na wybiegu (patrzcie, jaka piękna jestem matka wasza Santa Romana Ecclesia), bo nie bardzo rozumiem, za co biskupi polscy przepraszali niemieckich i co sami mieli im do wybaczenia (podobnie nie rozumiałem gestu Kwaśniewskiego, który był pustym podlizaniem się i niczego sensownego nie przyniósł). Gdyby przepraszali za całą parszywą historię Kościoła – łatwiej bym rozumiał. A Niemcy powojenni i tak mieli coraz większą świadomość winy i bez waszych przeproszeń i wybaczań. Choć jeśli dobrze przyjęli (kto konkretnie – naród, rządcy, sukienkowi?) gest biskupów polskich, to pardą, nie wtrącam się.

    Tak więc bliżej mi do analiz Tanaki niż do jakichkolwiek rytualnych gestów. Ale jeśli już jest taki głupi zwyczaj, to oczekiwałbym pełni, a nie jednostronności. Kwaśniewski, były szef sportu, przepraszał za ustrój, nie mając żadnych pełnomocnictw ani grzechów, a solidarnościowa strona zachowywała się (część do dziś się zachowuje!!!) jak obrażony anioł, jak święty Kręty, który jest bez grzechu, więc ma prawo nic innego nie robić, tylko kamieniami rzucać. Jest dla mnie w publicznym przepraszaniu coś obłudnego, głównie z tego powodu, że zwykle jest ono bardzo ogólnikowe i upiększone, inaczej mówiąc – nic nie mówi. Całkiem jak przepraszanie w wykonaniu JPII za wyprawy krzyżowe w celu odzyskania domniemanego grobu Jezusa, mimo że wyznawcy Allaha chyba do dziś gównianego „przepraszamy” nie pisnęli za to, że go sobie przywłaszczyli.

  58. @Tanaka
    25 września o godz. 18:46

    No przepraszam oczywiście. Aliści…
    Dawno temu przyswoiłem sobie zasadę: Rób co chcesz, ale rób to dobrze.
    O ile komentarz do wpisu czyniony jest na ogół „na gorąco” i bywa mało/rzadko sprawdzany, może zatem zawierać błędy i literówki wszelakie, o tyle wpis jest przygotowywany i pisany dłużej, może być zatem dopracowany. Poza tym, trening w zwięzłym i zrozumiałym formułowaniu przemyśleń zawsze się przyda. Bez względu na wiek.

    A tak na marginesie, czasownik „pytać” (podobnie jak „patrzeć”) nie jest zwrotny. Zatem: Pytam Ciebie, a nie pytam się Ciebie. Bo w tym drugim przypadku nie wiadomo kogo pytam – siebie czy Ciebie.
    Jak już tu pisałem, zapytałem kiedyś pana Bralczyka, dlaczego w swych cyklicznych audycjach nie powie o niezwrotności tych czasowników. Odpowiedział mi błyskotliwie: „A po co?”. Rozumiesz zatem, że moja uwaga jest nie tylko bezinteresowna, ale wręcz wbrew.

  59. Qba
    25 września o godz. 19:35

    Nie masz racji z tym „pytać się” – jest tak samo poprawne jak „pytać”. Dosłowne rozumienie zaimka „się” jak „siebie” jest nierozumieniem, że w interpretowaniu zjawisk językowych odwoływanie się do logiki bywa zawodne. Co by przy dosłownym rozumieniu „się” miało znaczyć „patrzeć się”, „słuchać się”, „dziwić się”, „dotknąć się”?

  60. @Qba, z godz. 19:35

    Edward Stachura
    Się

    Się patrzy w ogień zwyczajnie naturalnie, się nie tęskni, się nie dyszy w kosmos nieprzenikalnie, się nie lęka się poczytalnie i niepoczytalnie, się nie cierpi w proch ścieralnie, w ruinę, w obłęd obracalnie. Się zrozumiało. Się rozumie. Się za daleko szukało tej kryształowej kuli, co chowa odpowiedzi na dwa, trzy pytania. Na jedno pytanie. Na wszystkie pytania. Się jej nie tam, gdzie była szukało. Się jej nie tam, gdzie jest, szukało. Się jej w bezgranicznych przestworzach szukało. Daleko. Za daleko. O wiele za daleko. O całą odległość. O cały dystans. O cały kosmos. Się błądziło. Gdzie indziej ona była. Nie tam. Dużo bliżej. Jeszcze bliżej. Najbliżej. Tu ona była. Nie trzeba było jej szukać. Tu ona jest. Każda własna głowa nią jest. Własna mała biedna głowa. Już nie biedna. Już nie mała. Już nie własna. Już nie głowa.Otworzyła się głowa na oścież półkule i wyrzuciła z siebie, wydaliła wszystko, czym byłą nabijana zapijana zabijana przez czterdzieści lat, przez czterysta lat, przez cztery tysiące lat, przez cztery miliony lat, przez cztery miliardy lat, i
    zrobiło się strasznie, bardzo strasznie, bardzo straszliwie, najstraszliwiej, przerażająco wstrząsająco zatrważająco, zamarło serce, bo zrobiło się pusto, całkiem pusto, wielkie spustoszenie, wielka czarna dziura – i oto przyszło to inne, wszystko przyszło, wszystko wszystko, bo zrobiło się dla
    tego miejsce, i to przyszło, i zmieściło się wszystko, dokładnie się zmieściło, wszystko się zmieściło, wszystko wszystko, to inne, to nieznane, to niewyobrażalne, to
    niewypowiedziane.
    To jest. To jest śpiew. To nie echo. To jest, ech! To się
    nieustannie staje jest. To się wciąż od nowa staje nowe jest. To jest wieść. To się wciąż od nowa staje nowa wieść. To nie wiersz. To nie sidła. To nie sieć. To poezja. To nie słowa. To nie ta mowa. Ta tu mowa- niemowa. Ta
    tu mowa-literaturowa. To nie literatura. To nie fabuła. To fabula rasa. To się nie da napisać. To się nie da namalować. To nie coś. To nie ktoś. To niezłomny los. Ciągle nowy niewymowny los niezłomny. To jest wszystko.
    To w sam raz. To jest zadość. To jest radość. To jest pełność. To jest całość. Cała jaskrawość. Cudne manowce. Kropka nad ypsylonem. Zjawa realna. To rzeczywistość. To oczywistość. To jest teraz. Wieczne teraz. To nie czas. Gdzie jest czas? Czy kto pyta? Nikt nie pyta. Się nie pyta. Się nie hałasuje. To jest śpiew. Ciszy śpiew. To nie handel. To nie klatka. To jest ptak. To jest fakt. To nie miraż. To nie majak. To jest hamak. To jest harfa. To harmonia. To porządek. To jest ład. To nie ja. Ja to jad. Ja to wąż. Ja to rak. Edmund Szerucki-rak. Janek Pradera-rak. Ja Michał Kątny-rak. Edward Stachura, który nas trzech wymyślił (on, co go też wymyślono, przy jego jednocześnie niezastąpionej pomocy) – po trzykroć rak. Umarł rak. Umarł rak na raka. Ja umarło. Położyło sobie
    kres. Koniec biografii. Koniec bibliografii. Koniec biobibliografii. Koniec biobibliobleblemafii. Nie ma ja. Się jest. Się jest stanem. Nie panem. Ani nad innymi panem, ani sobie panem. Żadnym panem. Koniec z panem. Z panem amen. Się jest stanem. Się jest duch. Teraz dopiero. Nigdy przedtem. Przedtem się to muskało. Przedtem się o to ocierało się. Wtedy, kiedy nie było ja. Kiedy nie było: mój moja moje. Bardzo rzadko. Bardzo od czasu do czasu. W tych przerwach od czasu do czasu. W tych przerwach od ja do ja. Bo ja to czas. Ja to wąż. Ja to rak. Rak umarł na raka. Wąż umarł od własnego ukąszenia. Czas umarł na czas. Ja umarło na ja. Nie ma ja. Się jest. Się jest się. Się jest duch. Się jest nikt
    .

  61. Przebaczam Niemcom, że na ziemi, na której jeszcze trochę żyję, nasadzili przy drogach mnóstwo owocowych drzew, które Polacy w miarę panoszenia się cywilizacji blaszaków powycinali. Mniej uciążliwa dla blaszactwa część jednak została. W Mielenku jest cała aleja tureckiej leszczyny. Niedaleko pada orzech od leszczyny, więc proszę Niemców o przebaczenie, że wracając z dalekiej podróży przez Mielenko, trochę orzechów sobie pożarłem. A wyglądają one dokładnie tak.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6469782635753910881/6469782635601837538?authkey=CMPloqHnmuqOmgE

  62. Tanaka – 18:25

    „Kaczyński wybrał sie do Katynia, by tam zainaugurować kampanię polityczą w sprawie ponownego wyboru na prezydenta.”

    Oczywiscie ze o zainaugurowanie kampanii tam dbano. W ramach tego dbania, musialo sie to odbyc z rusofobicznym przytupem. Bo Suweren katpolski to lubi.

    Wiec pewnie przyznam ci racje. Ci dwaj jacy tacy pisiacy wykorzystali pojednanie Tusk-Putin z przed trzech dni i wybrali sie do Smolenska, zeby je obalic. Rozpoczynajac tym swoja kampanie bardzo zgrabnie.

    Jaka kampanie Kacz rozpoczyna teraz, obalajac pojednanie polsko-niemieckie z przed pol wieku?

  63. @Tanaka, 25.9, 18.32
    Roznimi sie jednym—ty uwazasz Polakow za idiotow, ja nie. PZPR tez uwazala Polakow za idiotow. KK tez ich za takich uwaza. Episkopat Polski nie rozni sie niczym od tzw.Biura politycznego PZPR. Ale minelo 27 lat. Nie zauwazyles tego? Masz kontakt z ludzmi w Polsce?
    Przestan ponizac Polakow, bo nie pasuja ci do planu. Zajmij sie twoim wlasnym zyciem.
    To jest wlasnie ta arogancja, przeciwko ktorej protestuje.Wiesz wszystko lepiej? Kto dal ci to prawo? Ty sam?
    No pewnie—ty znasz prawde….typowy komunizm. Na szczescie, cokolwiek sie jescze w Polsce zdarzy, to na pewno nie bedzie wladza towarzyszy. I to napawa nadzieja.

  64. @anumlik
    25 września o godz. 20:30

    Dzięki za Stachurę. Znałem. Też się tak bawię językiem. Ale czasem trzeba uznać, że zabawa się (chwilowo) skończyła, bo trzeba przekazać, że pod Termopilami…

  65. @wbocek
    25 września o godz. 19:54

    Czy aby na pewno nie mam racji?
    Z podanych przez Ciebie przykładów, co najmniej jeden jest szególnie ciekawy: Słuchać / słuchać się – formie zwrotnej ma inne znaczenie. Oczywiście możemy reagować jak pan Bralczyk ale możemy też dbać o język. Przynajmniej ten oficjalny, czyli urzędowy oraz używany we wszystkich mediach, zarówno publicznych, jak i prywatnych. Aby zapewnić możliwość porozumienia oraz formę i elegancję wypowiedzi. Kiedyś była w szkołach kaligrafia. Dziś jest niepotrzebna, bo mało kto pisze odręcznie nie dla siebie. Ale jednak piszemy i czytamy. Byłem szczerze zniesmaczony, gdy pierwsze rządy po PRL realizowały wolność, jako niechęć do wszelkich regulacji. A jeżeli już musiały jakieś być, to inne niż wszyscy dookoła mają. Często nie sposób przestrzegać kretyńskich wymysłów tzw. elity urzędniczej. Ot, wystarczy popatrzeć na zaprojektowane i wykonane ścieżki rowerowe i chodniki – bez łamania przepisów nie sposób z nich korzystać. Oczywiście, można i tak. Przepraszam, że się wymądrzam, bo to w końcu nie mój kraj.

  66. To bardzo ładne, że zadajesz parę pytań. Kto zadaje pytania, może się czegoś dowie. Albo nie. Na ogół dobrze jest się pytać o sprawę, w której się chce uzyskać odpowiedź.
    Żeby było po kolei, najpierw zapytam: czy chodziłeś do szkoły w której uczono tego i owego i dostałeś pozytywne oceny? Możesz odpowiedzieć, ale nie ma obowiązku. W ogóle, jest wolność.
    W szkole uczą tej kolejności: najpierw pytanie, potem odpowiedź, a wreszcie wnioski. Masz odwrotnie: najpierw składasz oświadczenie, ze uważam Polaków za idiotów, a następnie pytasz czy mam kontakt z ludźmi.
    W sprawie komunizmu którym tutaj chcesz obrzydzać jak cynaderką, postępujesz nierozumnie, bo dajesz nim oświadczenie o sobie: ty znasz prawdę…typowy komunizm.
    Ponieważ miałeś trudność w szkole, nieco pomogę, bo trzeba wierzyć w człowieka, koleś: tak się mimowolnie demonstruje co się usiłuje schować, gdy żyje się tym, co wypierane. Nic na to nie poradzisz, ciągle będzie wyłazić dopóki nie wyjdziesz z szafy.
    Jak to mówią: dobrze jest być sobą.

  67. A zaczelo sie od przebaczamy i prosimy o przebaczenie. I jeszcze od czegos

    http://dzieje.pl/aktualnosci/45-rocznica-ukladu-miedzy-prl-rfn-o-podstawach-normalizacji-ich-wzajemnych-stosunkow

    „Ogromne znaczenie dla negocjacji polsko-zachodnioniemieckich poprzedzających podpisanie 7 grudnia 1970 r. układu o normalizacji miała polityka Kremla. Porozumienie z Polską poprzedzone zostało bowiem traktatem o normalizacji stosunków, podpisanym przez RFN z ZSRR w Moskwie 12 sierpnia 1970 r. Obie strony zobowiązały się w nim do „nieograniczonego poszanowania integralności terytorialnej wszystkich państw w Europie w ich obecnych granicach”. Dotyczyło to również polskiej granicy na Odrze i Nysie.”

    Bez Kremla nic sie nie moglo zdarzyc w sprawach polsko-niemieckich. Zupelnie jak dzisiaj

  68. Qba
    25 września o godz. 22:05

    W sprawie niechęci do regulacji, to nie wiem o czym mówisz, bo było odwrotnie: regulowanie wszystkiego, procedury na każdą duperelę zaczęły wypierać logikę, naturalne reakcje, poczcie odpowiedzialności i przywodły ludzi do durnoty walczącej o lepsze z cynizmem: kto wykonał procedurę jest niewinny, choćby człowiek stracił życie. Zaś przepisów, instrukcji i praw jest tyle ile nigdy w historii nie było.

  69. Orteq
    25 września o godz. 22:10

    To jest dowód na to, że bozia kocha Breżniewa. Biskupi nadwiślańscy pisali, z lichym skutkiem, a bozia z Breżniewem się dogadali i od razu się poprawiło.
    Od dawna mam wrażenie,że bozia bardziej kocha komuchów, niż swoich wyznawców.

  70. wbocek
    25 września o godz. 20:33

    Czy te solidne drzewa to na pewno leszczyna turecka? Sam taką sadziłem, ale miałem ją nie dłużej niż jakieś 15 lat, rosły dosyć wysoko i prosto, ale czy tak duże by wyrosły i rozłożyste, to nie wiem. Były bardziej kolumnowe.

  71. „Układ zawarty przez PRL z RFN 7 grudnia 1970 r. i podpisany przez ówczesnego premiera Józefa Cyrankiewicza i kanclerza RFN Willy`ego Brandta był prawdziwym przełomem w stosunkach pomiędzy Polakami i Niemcami, a także największym sukcesem Władysława Gomułki w polityce zagranicznej.”

    Sukces Gomulki potrwal dwa tygodnie. Bo w miedzyczasie nastapil Grudzien. Oraz Gierek. Ratyfikacje Ukladu, w 1972 roku, Gierkowi zatem przypisac mozna

  72. @Tanaka
    25 września o godz. 22:11

    Dzięki za potwierdzenie. Regulacje rozsądne, naturalne, życiowe w ogóle nie są postrzegane jako regulacje, np. chodnik zastępujący naturalnie wydeptaną ścieżkę. Ale zrób na 10 chodników jeden nie tam, gdzie wydeptane. Natychmiast wszyscy zauważą i będą (słusznie) złorzeczyć. Pamiętaj, że po PRL pojawiło się w Polsce mnóstwo nowości technicznych i technologicznych. I trzeba to było jakoś uregulować. A jeszcze nie byliśmy w Unii. Stąd ta radosna twórczość skutkująca chaosem i coraz większą niechęcia obywateli do regulacji prawnych. Bo ujmując rzecz ilościowo, to dopiero po wejściu do Unii nastąpił wysyp regulacji, które są mało komu znane i częściowo zbędne, częściowo kolidujące z innymi regulacjami, częściowo sprzeczne ze sobą, itd. Jedyna rada, to omijać je szerokim łukiem i stosować metodę z czasów PRL – jakoś. Jakoś tak jest, że każdy kolejny rząd (bez wyjątku) złorzeczy na poprzedników, ale niczego w prawie nie naprawia, tylko dokłada swoje „zanieczyszczenia”. Wydaje mi się, że dziś mało kto wie, czy to, co akurat robi jest jeszcze dozwolone, czy też już jest wykroczeniem, a może nawet przestępstwem.

  73. Qba
    25 września o godz. 22:05

    Trochę się wymądrzasz, Qbo, którego szanuję za samodzielność, dociekliwość i doświadczenie. No i w bok od tematu. Twoim tematem był zaimek zwrotny „się” z wyrazem „patrzeć”, którą to konstrukcję oceniłeś jako niepoprawną, nie precyzując, w której wersji języka polskiego jest ona niepoprawna. A ona w żadnej właściwie nie jest niepoprawna. Niestety, przykładanie kryteriów języka wzorcowego do wszystkich innych form języka jest bardzo powszechną praktyką amatorów poprawności, którzy inaczej zwą się „purystami”. Pierwotnym językiem jest język mówiony, a nie język podręczników czy encyklopedii, więc należy mu się podobne uważanie jak językowi wzorcowemu. Co znaczy, że PRZED oceną językowej konstrukcji nie tylko warto, ale i trzeba zdać sobie sprawę z tego, kto, gdzie, jak i po co mówi, a nie oceniać go z góry z punktu widzenia jakiejś uniwersalnej poprawności, bo takiej nie ma.

  74. Tanaka – 22:14

    „bozia z Breżniewem się dogadali i od razu się poprawiło. Od dawna mam wrażenie, że bozia bardziej kocha komuchów, niż swoich wyznawców.”

    Wiec teraz wiemy dlaczego pisiacy sa jacy tacy krakowiacy. Obalaja te wszystkie poprawiania bozio-komusze kiedy tylko moga. Czasem placac za to kary najwyzsze.

    Dobrze ze zachodnia granica nie ma Siewiernego

  75. Tanaka
    25 września o godz. 22:20

    Tanako, te solidne drzewa to na bank leszczyna turecka. Dlatego dla potwierdzenia dałem fotkę owoców w oprawie i bez. Jeszcze jak rybaczyłem pod koniec lat 80-tych i na początku 90-tych i czasem tą trasą jeździłem do Gąsek, widziałem wiele razy ludzi z drabinami lub ciężarowe samochody, z których ludzie zrywali te owocowe gniazda do worków, bo urodzaje bywały wprost potworne. I popatrz – są do dziś. Choć parę drzew po trochu usycha, jak właśnie widać na fotce.

  76. @@Tanaka vs wbocek
    To kawał drzewa ta leszczyna turecka. Łażę czasem koło takiej staroci, gdy do lasku kabackiego lezę. Rozłożysta jak na fotce Jamnejczyka. I owocuje. W tym roku też.

  77. Qba
    25 września o godz. 22:29

    Robienie jak w PRL-u – „jakoś” już nie pomoże. Czasy, poniekąd, szczęśliwe, już sie skończyły. Za bardzo sobie skomplikowaliśmy rzeczywistość. Czego skutkiem jest ucieczka w „jakoś”, połączona z tym „jakoś” biorącym się z przyrody. Co ciągle skutkuje zderzeniami i różnymi katastrofami. Żeby „jakoś” było znośne, albo nawet dobre, potrzeba ludzi rozumnych, mądrzejszych i dojrzalszych,niż przewidują instrukcje.

  78. Parę wczorajszych obrazków klonowej jesieni, której w moich stronach przy szosach jest najwięcej. Choć trafiają się z rzadka piękne jesienie bukowe, okropna rzadkość – brzozowe. Panowie Niemcy lubili też czasem szarpnąć się na aleje lipowe – i to takie, które kwitną i pachną w czerwcu, a od pszczół wtedy aż buczy w uszach przez parę dni.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6469822791892305777/6469822789076951490?authkey=CLC_9PDgroPxWg

  79. @@ Pomocek, anumlik

    ciekawe, że tak obszernie i rozłożyście rosną, z bardzo silnym pniem. Skoro tak, jest za co przepraszać Niemców: teraz my zżeramy to, co oni posadzili.
    na dawnych terenach niemieckich, w bardzo wielu miejscach trafiałem na drzewa owocowe, np. na Dolnym Śląsku, jako nastolatek peregrynujący po tamtejszych okolicach, nurzałem się w przydrożnych czereśniach i jabłoniach, a we wsiach w okolicach Gorzowa Wlkp. trafiłem w ubiegłym roku na aleje obsadzone śliwami i gruszami. Ciągle owocującymi, choć już część słabła i chorowała.

  80. Tanaka
    25 września o godz. 23:02

    Tanako, jestem wściekłym użytkownikiem tej nowej jakości. Trochę trwało, nim się kapnąłem, że to nowa jakość. Otóż rowerowy kapeć oznaczał w PRL, że dętkę coś przebiło: pinezka, kawałek szkiełka, kolec róży lub jeżyny, no CÓŚ. Obecnie dętka nie musi być przebita, żeby był kapeć. Z braku kauczku w podróbce gumy dętka się kruszy, przeciera, pęka – np. po najechaniu na kamyk, patyk, krawężnik. Parę lat temu miałem rekord: 5 kapci w ciągu tygodnia, a raz – dwa kapcie w ciągu godziny (wtedy odkryłem, że nie było żadnego przebicia, tylko pęknięcie).

  81. wbocek
    25 września o godz. 23:13

    Już opuszczamy, albo całkiem opuściliśmy ten swiat, o którym mówił bozia, że „tak” ma znaczyć „tak”, a „nie” – „nie”: guma była gumowa, cegła ceglana, a czlowiek – człowiekiem. No i słownik – słownikiem. Teraz co słowo, to ma oznacza odwrotność tego co w słowniku napisano.
    Mam tylko jedną wątpliwość: czy gumowe cycki też są do niczego. Jakieś takie nie takie, ale żeby całkiem do niczego, to nie powiem.

  82. O gniotkach mowisz, Tanako?

    http://gadzetarnia.pl/pl/p/Cycek-do-sciskania-XXL-Gniotek-Antystresowy-Prezent-/5003

    Czego to ludzie nie wymysla. Dzisiaj dla roznych genderow wymyslajac

  83. W tym roku ‚The Invictus Games’ odbywaja sie w Toronto, Ontario, Kanadzie. Nie wiedzialem o wczesniejszych edycjach tych zawodow az do teraz.

    Alez Wy kanadyjscy imigranci z tego blogu macie fajnego premiera: mlody, przystojny, entuzjastyczny, dwujezyczny. Niestety moglem ogladac tylko 2 pierwsze dni – transmisje u nas tylko rano.
    Wzruszaja indywidualne historie dramaty ale refleksja nachodzi jedna: po co bylo to wszystko.

  84. Tanako

    Napisales:

    „Kościół katolicki nigdy nie rozliczył się z poparcia dla reżimów, dla faszystów, dla nazizmu, III Rzeszy i Hitlera. Nie przeprowadził procesu pokutnego”

    Tego procesu pokutnego polski KaKa rowniez nie przeprowadzil w sprawie dzisiaj niezwykle wstydliwej: tzw. zolnierzy wykletych. Tych ktorym przyznano, z inicjatywy Kaczynskich i PiS-u, oficjalny Dzien Zolnierzy Wykletych. Przypadajacy na dzien 1 marca kazdego roku. Jest to sprawa dosyc wstydliwa, po obu stronach plota oddzielajacego My od Oni.

    No bo PO tez umoczylo swoje lapska w tej kompromitacji historycznej. Nie jestem tylko pewiem co do zachowania sie SLD. Cos mi mowi, ze oni tez umoczyli

    https://www.salon24.pl/u/lewyfeminista/639224,wyszynski-wyklal-zolnierzy-tvn-24-promowal-onr

    „14 kwietnia 1950 roku Episkopat Polski podpisał porozumienie z władzami komunistycznymi. Inicjatorem tego porozumienia był prymas 1000 lecia Kardynał Stefan Wyszyński.”

    Jakie to bylo porozumienie? Z inicjatywy Prymasa Tysiaclecia zawarte?

    „Punkt 8 porozumienia głosił, że Kościół katolicki, potępiając zgodnie ze swymi założeniami każdą zbrodnię, zwalczać będzie również zbrodniczą działalność band podziemia oraz będzie piętnował i karał konsekwencjami kanonicznymi duchownych, winnych udziału w jakiejkolwiek akcji podziemnej i antypaństwowej.”

    I wyjasnienie/usprawiedliwienie:

    „W szkolach pojawiła się wtedy religia… A księża wtedy dostali ubezpieczenia oraz kilka innych przywilejów ”

    Te przywileje do dzisiaj istnieja. Ale dajmy wlasciwe podsumowanie:

    „Prawicowe media próbują zrobić z Wyszyńskiego ofarę po złamaniu porozumień… a inne cwanego lisa któremu rzekomo udało się oszukać komunistów. Zdecydujcie się…”

  85. Podejrzewam, ze dzisiaj, w polowie kadencji TOTALNYCH wladz PiSu, nikt juz nic z niczego nie rozumie. Slupki wskazuja 42% dla prezesa.

    Wszystko inne zas to betka. Ta co to nadzwyczajnie obrodzila latos

  86. @act – 5:50

    „Wzruszaja indywidualne historie dramaty ale refleksja nachodzi jedna: po co bylo to wszystko.”

    Po to samo co zawsze. Po nic. Po nic dla nas. Platnikow podatkow. W grze „Wielkich”, indywidualne dramaty sie w ogole nie licza.

    Noo, Chyba ze przyjdzie walec. Jak ten w 74-75 w Wietnamie. Ten co wyrownal co trzeba. Nie bez pomocy Jane Fonda. I innych idealistow.

    Wietnam dla Wietnamu. Ameryka dla Amerykanow. A Polska dla kogo? No jak dla kogo? Przeciez ze dla Polski. Kacz/kat Polski

    PS. Jestem ciekaw skad sie wezma sie nowi idealisci. Ci konieczni do wyrownania walcem po Trumpie. Czy po innej betce kaczpolskiej. Obradzajacej latos nieprzyzwoicie

  87. Jane Fonda jest za stara zeby demokracje Ameryki, czy Polski, ratowala. To co nam pozostalo? Doda dundalo?

  88. Walec nadchodzi. Nie wiadomo tylko czy z lewa czy z prawa. Ze srodka raczej nie. Takie czasy

  89. @wbocek
    25 września o godz. 22:32

    Ponieważ – jak mi sie wydaje – nawzajem się sznujemy, spróbuję wyjaśnić mój tok myślenia/wymądrzania się.
    Otóż każdy chodzi/jeździ swoimi drogami i tak, jak mu wygodnie. Dopóki drogi te nie przecinają się, jest fajnie. Ale im więcej ludzi w kupie, tym trudniej. Dochodzi do kolizji i problemów, bo każdy przecież twierdzi, że jego droga jest ważniejsza. Nie było innego wyjścia i wymyślono „kodeks drogowy”. Jak sama nazwa wskazuje, obowiązuje on wszystkich na wspólnych drogach. Poza nimi, możesz chodzić/jeździć, jak chcesz. Twoje kolizje są tam Twoją sprawą.
    A teraz język. Jak długo rozmawiasz prywatnie, bądź w Twojej grupie/klice, język, zasób słów i ich znaczenie są Twoją sprawą. I tylko Ty ponosisz konsekwencje, gdy ktoś Cię źle rozumie. Ale świat jest pełen i – z konieczności – dochodzi do codziennych kontaktów z innymi grupami. Potrzebny jest więc „krajowy kodeks porozumienia”, określający precyzyjnie reguły konwersacji na publicznych kanałach. Poza nimi, możesz gadać, jak chcesz.
    Nie ja to wszystko wymyśliłem, ale uważam, że to nie tylko świetny ale i ważny pomysł. Znam bowiem grupę językową (jej mnóstwo dialektów pozostaje bez zmian), w której to od lat funkcjonuje. Tym samym jeden problem z porozumiewaniem się został mocno ograniczony.
    Dlatego też, marzy mi się jeden wspólny język międzynarodowy, który uwzględniałby niuanse fonetycznych możliwości różnych grup etnicznych, precyzję i jednoznaczność określeń oraz prostotę gramatyki. Taki język do czystej wymiany ionformacji pomiędzy ludźmi oraz ludźmi i maszynami. Abyśmy nie musieli walić w klawisze litera po literze i denerwować się niesforną myszą. Zarówno pełne dane językowe, jak i metody/maszyny do opracowania takiego języka są już dawno dostępne. I nie chodzi tu o kompilacje istniejących języków (jak, np. esperanto), lecz o całkowicie sztuczny twór, jak kodeks drogowy, który powstał dopiero po wynalezieniu i upowszechnieniu samochodu. Ale cóż, wolimy się kłócić i zdawać na tłumaczy. A ostatecznie używać kłonicy.

  90. @Tanaka

    W świetle Twego wpisu, jako komentarza do wpisu p. Hartmana, ciekawie wygląda jego nowy wpis pt. „Faszyzm nie przejdzie!”. Pominął w nim głębokim milczeniem udział i rolę kk w propagowaniu i chołubieniu faszyzmu.
    Jest to dosyć powszechny fenomen w tym kraju (być może również poza nim). Istniał już za PRL. Czynniki choć trochę publiczne, unikają jak ognia jakiejkolwiek krytyki (prawdziwej) władzy, a ludzkość na ulicy (w autobusie) psioczy ile wlezie. Myślę, że chodzi tu o swego rodzaju autocenzurę, czyli „nie wychylać się w czasie jazdy”. Bo jak tylko parowóz dziejów zwolni, to dzieje się np. Solidarność. To jest wersja optymistyczna, bo być chodzi o zwykły oportunizm.

  91. wbocek
    25 września o godz. 22:32
    „Pierwotnym językiem jest język mówiony, a nie język podręczników czy encyklopedii, więc należy mu się podobne uważanie jak językowi wzorcowemu. Co znaczy, że PRZED oceną językowej konstrukcji nie tylko warto, ale i trzeba zdać sobie sprawę z tego, kto, gdzie, jak i po co mówi, a nie oceniać go z góry z punktu widzenia jakiejś uniwersalnej poprawności, bo takiej nie ma.”

    Jerzy, nie wiem, czy Cie zrozumialem.

    Pisalem juz kiedys, ze razi mnie jak cholera np. kiedy zaczyna sie zdanie od zaimka ‚mi’ (‚Mi sie nie podoba’) a na samym tym blogu moge wyszukac pewnie ze 200 przykladow takiego uzycia.
    Czyli co? Stalo sie juz norma, bo ‚uzus’ taki?
    To zreszta nowy uzus, bo kiedy 30 lat temu wyjezdzalem z kraju malo kto tak mowil/pisal wsrod wyksztalconych Polakow.
    Z drugiej strony od dziesiecioleci powszechnie mowiono np. ‚Zesmy zrobili. ‚Zem sie usmial’ etc. Dawno powinno byc znormalizowane, bo…no, tego…uzus. A jest?

    Najnowsza moda to mowienie (bo chyba nie pisanie jeszcze) ‚nauczyciela’ (‚a’ z ogonkiem) zamiast ‚nauczycielom’, ‚studenta’ zamiast ‚studentom’ itp.
    Prawie codziennie ze zgroza i zdziwieniem to slysze z ust redaktorow i dziennikarzy w „Wiadomosciach’ Polsatu tu w Australii. Zaraz bedzie norma uzytkowa a potem wzorcowa, bo skoro w telewizji tak mowia redachtory…
    Te formy zwyczajnie raza moje ucho, ktore nie wie, co to jest puryzm jezykowy. Gorsza moneta wypiera lepsza jak jest ze wszystkim w Polsce?

    Co innego swiadome lamanie, naginanie regul, w literaturze, satyrze, na blogu, w powszechnej rozmowie, dla jaj, dla ekspresji, poezji w koncu.

    NB.
    Gombrowicz mowil, ze kto wie, ze ryby nie nalezy krajac nozem, moze ja jesc nozem i widelcem (choc to juz pewnie nieaktualny przyklad dzisiaj).
    Pytanie tylko jak odroznic wiedzacych od niewiedzacych.

  92. Qba
    26 września o godz. 7:17

    Masz, babo, wbocek. Qbo, pewnie rozumiem Twoje tęsknoty, ale kodeksy, a właściwie języki precyzyjnie regulujące komunikację są od dawna – to języki TERMINÓW. Każda specjalistyczna sfera aktywności człowiekowatych ma swoją terminologię. Terminologie są hermetyczne, Ale znawcy precyzyjnie się rozumieją. Nie da się jednak terminami opowiedzieć miłości, nadziei, lęków, piękna. A w językach naturalnych – w takich jakie są, bez majstrowania przy nich, upraszczania, unifikowania – jest cała historia i całe bogactwo człowiekowatych małpiatek, odkąd zaczęły wydawać artykułowane dźwięki aż do dnia dzisiejszego. Można w nich przeprowadzać okresowo co najwyżej drobne kosmetyki, rewolucjonizować się nie da. Człowiek jest tym, czym jest jego ojczysty język i poziom jego opanowania: bogaty język – bogaty intelektualnie człowiek, ubogi język – ubogi człowiek. Nierozumienia i nieporozumienia nie są stąd, że nie ma narzędzi porozumienia – są, i to bardzo bogaty wybór – lecz stąd, że każdy osobnik jest niepowtarzalny i ma za sobą własną, niepowtarzalną historię, więc i temperament, i poziom IQ, i poziom wiedzy, i poziom emocjonalności, i preferencje, i zajoby i mnóstwo różnorodnego bogactwa oraz śmiecia w głowie. Nic tu nie pomoże sztuczny język

  93. wbocek
    26 września o godz. 9:28

    Tęsknota do jednego, wspólnego języka wydaje mi się wzięta od inżyniera-technologa, zarządcy, czy urzędnika. Dyktatora albo marzyciela-fantasty.
    Proces zanikania języków ma miejsce, zachodził niewątpliwie od początków ludzkiej mowy, tak jak i pewnie zachodziły procesy odwrotne – różnicowania się języków na coraz nowe, osobniejsze, oddające warunki życia i potrzeby ludzi czy też ludów kulturowo, społecznie czy środowiskowo wyodrębniające się z większych czy poprzedzajacych grup.
    Zdaje się, że mniej więcej od czasów kolonizacji większej części świata przez kilka dawnych potęg Europy, proces zanikania języków przyspieszył, a w obecnej epoce globalnej (pierwsza była na początku wieku XX), przyspieszenie jest jeszcze wyraźniejsze. Napór cywilizacji zunifikowanej, opartej na źródłach europejskich, oraz amerykańskich, jest niezwykle silny, a coraz powszechniejsza cyfryzacja cywilizacji jest bodaj najsilniej zabójcza. Zaś drugi, równie silny kierunek naporu prowadzi do cywilizacji obrazkowej.
    Poza aspektami ograniczającymi, zabójczymi dla językowej „bioróżnorodności”, dla subtelności ludzkich nisz życia i pamięci, ma to też walory. Bardzo ciekawe, z punktu poznawczego, wydaje mi się tak silne dążenie do cywilizacji obrazu. Jest to przecież ewidentne cofnięcie się do stanu pierwotnego, gdy wzrok człowieka widział właściwie to samo co widzi dziś, a usta nie umiały jeszcze prawie nic z tego co widzi – nazwać. I ta pierwotność – życie poprzez obraz – okazuje się tak silnym fundamentem obecnej cywilizacji.

  94. @wbocek 26 września o godz. 9:28
    „to języki TERMINÓW. Każda specjalistyczna sfera aktywności człowiekowatych ma swoją terminologię. Terminologie są hermetyczne, Ale znawcy precyzyjnie się rozumieją. Nie da się jednak terminami opowiedzieć miłości, nadziei, lęków, piękna.”

    Przykład nr 1

    Zapraszam do Laboratorium Drobnowidztwa i Drobnodziejstwa PWr:

    https://www.youtube.com/watch?v=UUpvD6MbjKw

    Kto chce może obejrzeć całość, kto woli posłuchać tylko o zagadnieniach językowych może przeskoczyć gdzieś do okolic 6 min nagrania.

    W każdym razie mnie się zarówno „drobnowidztwo” jak i „drobnodziejstwo” bardzo podoba i stanowi w moim pojęciu przykład pogodzenia specjalistycznych terminów z pięknem wyobraźni. Gratulacje dla kimkolwieka, kto wymyślił „drobnodziejstwo”. 😉

  95. @wbocek
    26 września o godz. 9:28

    TERMINY są treścią, a co z formą? Jeżeli piszesz, „ja pytam się ciebie”, to ja nie wiem, czy siebie czy mnie. I nie ważne, że na Twoim podwórku wszyscy tak mówią i że to jest poezja języka. Już dwie ulice dalej poezja może być zupełnie inna, posługiwać się zupełnie innymi TERMINAMI i inną formą, bo język potoczny jest żywy.
    Poza tym, czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że chcę wyrógować jakikolwiek język? Czy wprowadzenie kodeksu drogowego zlikwidowało wyścigi czy rajdy samochodowe? Wyrzuciło je jedynie z publicznych dróg, dzięki czemu ofiar jest znacznie mniej. I tylko o to chodzi. Żadnej wolności nie chcę ograniczać, a jedynie stworzyć sytuację, w której już nauka tylko dwóch języków (własnego i międzynarodowego) umożliwi swobodną komunikację na całym świecie (ludzi i coraz liczniejszych maszyn), bez ograniczania tworzenia poezji.
    Twierdzisz (słusznie) z jednej strony, że każdy osobnik jest niepowtarzalny, a z drugiej (niesłusznie), że sztuczny język nie pomoże. A kodeks drogowy pomógł?! Im bardziej różne są elementy zbioru, tym ważniejszy jest „wspólny język” przy jakiejkolwiek współpracy, poczynając od brydża, poprzez programowanie maszyn cyfrowych, a kończąc na polityce międzynarodowej.
    Dzięki temu, nie miałbyś kłopotu ze zrozumienim instrukcji obsługi komputera, bo nie trzeba byłoby jej tłumaczyć.
    Dzięki temu mógłbyś zwiedzać cały świat bez kretyńskich wycieczek zbiorowych z przewodnikiem/tłumaczem.
    Dzięki temu mógłbyś wysłać w świat dziecko wiedząc, że się dogada. Dzięki temu mógłbyś śledzić na bieżąco rokowania Twego ministra od wojny z jego kolegą z Wybrzeża Kości Mamuta.
    A literatura i poezja światowa żyłyby dalej swoim życiem.

  96. @Tanaka
    25 września o godz. 18:55
    Co do instytucji – korporacji(?) która zajęła siłą rzeczy główną treść Twojego pisma: cóż to jest BLOG ATEISTÓW, więc dywagacje nasze są o tyle uprawnione o ile jest inwazyjny wpływ tej korporacji na nasze życie. A stara się ona bardzo.
    Wracając do naszych filutków w czarnych sukienkach, obdarzonych cudowną mocą posiadania Prawdy, Sprawiedliwości (te dwie czasem z literką ,,i”) Moralności – mają to, bo kilku durniów im na to pozwoliło. I to całkiem niedawno bo 1989r. Nie wynikało to z jakichś wielce głębokich przekonań etycznych ale także ze zwykłego, wręcz chamskiego wyrachowania – Mazowiecki liczył na poparcie kleru podczas kampanii prezydenckiej więc łamiąc dobry obyczaj a na pewno ŁAMIĄC PRAWO wprowadził katolicką indoktrynację do szkół. oddał im też w pacht całą sferę nadbudowy państwa. Może inaczej być nie mogło skoro to państwo z całych sił wspierało degradowanie społeczne całych grup ludności? Religia jako ,,opium dla mas” oraz całodobowe sklepy alkoholowe…Czego owocami dziś się ,,cieszymy”.
    Piszesz w swoim jednym wpisie o predylekcji kleru do popierania prawicowych, totalitarnych reżimów. Zawsze mnie to frapowało, że gdy kraj zaczynał się choćby lekko ,,czerwienić” a jako ,,antidotum” pojawiali się wzmożeni patriotycznie generałowie, politycy, kacykowie to Kościół, głoszący miłość, sprawiedliwość etc. udzielał im poparcia. Potem gdy co nieco zaczynali owi wzmożeni przesadzać z wyrywaniem paznokci, wpuszczaniem wygłodzonych szczurów w otwory ciała a nie daj boże utłukli jakiegoś ichniego ,,Lemańskiego” to czasem jakiś ksiądz coś tam napomniał ich. I tyle. Te ,,protesty”, ,,zaniepokojenia” są niczym wobec siły, energii jaką Kościół wkłada z zwalczanie lewicy. Mam tutaj prywatną teorię – lewica stanowi dla kleru śmiertelne zagrożenie – znosi obyczajową opresję, dąży do zniesienia opresji zapewnienia bytu biologicznego. Jednym słowem ma w swej ofercie obietnicę RAJU ale nie ,,gdzieś tam u Ojca” ale tu na Ziemi. Gdy tymczasem Kościół (i inne religie) nieodmiennie handluje obietnicą ,,raju tam” za realne pieniądze TU. Najlepszym przykładem jest Zachód gdzie socjaldemokracja znacznie przybliżyła Europejczyków do ,,raju” więc pobożność zaczęła zanikać. Teraz neoliberalizm i wywołany przez niego kryzys znowu zaczynają napędzać rybki do sieci…Tyle na tematy ,,ogólne”.
    Co do pojednania polsko-niemieckiego – uważam, że KAŻDE działanie temu służące nawet to z 1966r będące niewątpliwą uzurpacją było pożyteczne. Przypominam kontekst – jednym z elementów, które miały być pomostem pomiędzy był ,,front antyniemiecki” bazujący na obsesyjnej wrogości?strachu raczej Gomułki i pamięci społeczeństwa o bestialstwach niemieckiej okupacji. Ewentualne pojednanie to więc burzyło nić porozumienia władza – Polacy a przy okazji Kościół ustawił się w roli depozytariusza ,,woli narodu”. Powtórzę jednak: każde działanie na rzecz pojednania jest dobre – o ile pragną go obie strony. W latach sześćdziesiątych chyba tylko Gomułka pragnął pokojowego uregulowania tych spraw – układ graniczny z 1970r uznał za tak wielki sukces, że myślał, że Polacy z tej okazji przełkną podwyżkę mięsa przed Bożym Narodzeniem. Jak wiadomo kiełbasa okazała się silniejsza…
    Symptomatyczną sprawą, pokazująca jak trudna to materia są działania na rzecz pojednania polsko-ukraińskiego. W odróżnieniu od pojednania polsko-niemieckiego gdzie karty są rozdane – my ofiary – Niemcy – oprawcy, tu jest mnóstwo szarości a każda ze stron dąży do absolutyzacji ,,swojej racji”. Niestety nie rokuje to dobrze. Tym bardziej, że wielu Ukraińców ,,poznaje” Polskę via polscy zatrudniający. Przypominanie o rzezi wołyńskiej to tak jak przypominanie o rzeziach Chmielnickiego bez opowiedzenia dziejów polskiego kolonializmu na Ukrainie. Udawanie zaś, że Ukraińcy to naród ofiar to też droga do nikąd.

  97. @act
    26 września o godz. 8:48

    @actku, komentarze to prawie żywa mowa, więc trudno planować na pięć kroków naprzód, co będzie skrótem myślowym, a co – nie. Więc to, czego miałeś prawo nie rozumieć, było myślowym skrótem. Przepraszam. Trudno bym był przeciw poprawności, skoro zdarza mi się tu wytykać większe manieryzmy. Większe, bo od mniejszych manieryzmów i zwyczajnych błędów aż się roi. Ale prócz tego trafiają się na blogu językowe żarty – mniej lub bardziej udane. Jestem za i sam się czasem szarpnę. Tyle że znaj proporcją, mocium panie: Powtarzanie na przykład tysiące razy „waaadza”, które było znośnym żartem na początku, od dawna jest zanudzającym czytelnika lub słuchacza uzależnieniem powtarzającego. Ale ciut odbiegłem.

    Tak czy owak, mówiąc o nieistnieniu uniwersalnej poprawności miałem na myśli nieistnienie jednego wzorca obowiązującego rygorystycznie we wszystkich możliwych wersjach języka ogólnego – w mowie potocznej, w żargonach, w dialektach. Język wzorcowy, oczywiście, JEST – dzięki jego istnieniu możemy się porozumiewać – ale z przykładaniem kryteriów poprawnościowych obowiązujących w tym języku – czyli w pracach naukowych, w dokumentach, w wystąpieniach publicznych itp. – do innych wersji języka trzeba być ostrożnym. Przykład.

    Pani dziennikarka-polonistka prowadziła językowy kącik w gazecie. Wśród wielu jej kiksów było coś takiego (niby cytat z języka chłopoczków):

    „- Gdzie idziesz?
    – Lecę na miasto”.

    Nazwała to „potworkiem językowym”. Nie wiem, czy ona jest potworkiem, bo jej nie widziałem, ale dała plamę jak stąd do Pacanowa. Powiedziała, że nie „gdzie”, a „dokąd”, że nie „lecę”, a „idę, jadę”, że nie „na miasto”, ale „do miasta”.

    Tymczasem w języku polskim zaimki „gdzie” i „dokąd” są równie poprawne. A stosowanie kryteriów języka wzorcowego do żywej, codziennej mowy jest najtypowszym przejawem puryzmu, czyli nierozumienia roli języka w życiu człowieka jako narzędzia komunikacji, poznania, wyrażania emocji i wspólnotowości. Jest przykładem zidiocenia na tle ubzduranej UNIWERSALNEJ poprawności.

  98. Przykład nr 2

    Nazwy niektórych kwarków:

    dziwny,
    powabny,
    piekny,
    prawdziwy

    kwarki mają zapach…

  99. Qba
    26 września o godz. 8:37

    Całkiem nie pominął Wspomniał nawet wyraźnie o faszystowsko-religijnych reżimach, choć nie oddzielił Kościoła kat od innych kościołów chrześcijańskich. Tekst Hartmana nie jest skupiony na analizie wpływów religii na faszyzm, ale na czymś nieco ogólniejszym.
    Masz rację, że mój wywód w sprawie Kościoła kat i jego wybitnie profaszystowskiego zachowania (zwłaszcza, choć nie tylko, bo to konstytutywne w tej religii) w XX wieku, bardzo dobrze się uzupełnia w tekstem Jana Hartmana nt. faszyzmu.

  100. Qba
    26 września o godz. 10:20

    Przeholowujesz, Qba, i naciągsz, kiedy mówisz, że nie rozumiesz „Ja pytam się ciebie”. Kodeks drogowy nie jest żadnym sztucznym językiem, lecz tylko innym kodem, innym zapisem języka narodowego, bez którego nie byłoby nie tylko kodeksu drogowego, ale nawet bezsłownej, wydawałoby się, muzyki. Motorem cywilizacji są poznanie, wygoda, zysk. Dwa ostatnie to już gotowe gwoździe do trumny tejże cywilizacji.

    Pardą, muszę spadać do obowiązków.

  101. Nie wiem, kiedy coś sensownie skomentuję na główny temat blogu, ale tak na szybko musze napisać, że czytanie zarówno wstępniaka @Tanaki jak i późniejszych komentarzy @Tanaki i @Sławczana to czysta przyjemność i ma się wrażenie, że w mózgu się ciężkie problemy rozklejają i rozplątują i jakoś idzie jaśniej myśleć. Dzięki wielkie.

  102. Ludzie listy piszą,biskupi też.U nich nazywają się „pasterskie”,bo do owiec piszą.Owce mało czytate,to im pasterze terenowi w kościołach czytają.Ubogacone nimi owce mają to,oczywiście,w d…Niektóre pyskują na pasterzy i pasterzyków,ale w niedzielę przykładnie drepcą do kościoła i rzucają runo na tacę.Bo nie jest fajnie być czarną owcą w polskim stadzie.A jak się jedna z drugą taka znajdzie,to chroni się na blogu p.Kowalczyka.W godnym zresztą towarzystwie.

  103. Slawczan
    26 września o godz. 10:22

    Ciekawie rzecz przedstawiasz, aż się prosi, żebyś zrobił z tego wstępniaka. Jak tu stoję, chociaż siedzę, to Cię do tego namawiam.

    Zacznę od drugiej Twojej głównej myśli: Co do pojednania polsko-niemieckiego – uważam, że KAŻDE działanie temu służące nawet to z 1966r będące niewątpliwą uzurpacją było pożyteczne.
    Skomentuję to syntetycznie tak, że owszem, chciałoby się, żeby KAŻDE, skoro uważamy porozumienie, mosty, wzajemną pozytywność za dużą wartość. Jest w tym jednak ukryty pierwiastek marzenia i fantazji na ten temat. Ponieważ NIE KAŻDE działanie dobrze temu służy, a ludzie mają taką właściwość, że wielka część działań to działania pozorne: przyklepać, zamalować, wycisnąć na kimś „zgodę”, podać sobie rączki przed kamerami, a to to istotnie ważne, głęboko w psyche schowane i decydujące – wyprzeć: „o tym nie rozmawiamy”, albo strasznie głupie, co mnie nieustannie złościło: „co było a nie jest, nie pisze się w rejestr”.
    Psychologicznie, tak to nie działa.
    Przykład z kiełbasą, która okazała się właściwie wazniejsza niż klękanie Willy’ego Brandta w Warszawie i porozumienia graniczne pokazuje jak decydująco ważna jest biologiczność człowieka, której cześcią – konstytutywną – są głębokie, mroczne, bolesne uczucia, traumy które opresją poprawności („każde działanie”) przymuszamy do siedzenia w ciszy na dnie psyche. To nic nie da, to może działać tylko chwilowo, w końcu wybuchnie z wielką siłą, dewastując wszystko. Nie wybuchłoby, gdyby te traumy zostały rozbrojone, wyleczone. A to można zrobić tylko „w Prawdzie” – jak gadają biskupi, nic z tego nie kapując, bo dlatego są biskupami, że nie kapują.
    Wreszcie: co to znaczy: „KAŻDE działanie temu służace”? Jak rozpoznać dane dzialanie, że temu służy, a nie jest obojętne, albo wręcz przeciwnie -mnoży nieporozumienia?, komplikuje sytuację, polega na nierozpoznaniu istotnych czynników decydujących – w perspektywie – o rodzeniu się porozumienia?

  104. zza kałuży
    26 września o godz. 10:36

    Alleluja i do przodu? 😀

  105. @ Tanaka
    26 września o godz. 10:17

    Tęsknota do jednego, wspólnego języka wydaje mi się wzięta od inżyniera-technologa, zarządcy, czy urzędnika. Dyktatora albo marzyciela-fantasty.
    Aleś przywalił. Rozumiem, że nie masz ochoty spojrzeć ponad brzeg talerza. I wystarczy Tobie wyuczony ale jednak obcy język czy nawet ich kilka. Może nie wiesz, ale nigdy nie dokonasz prawidłowego tłumaczenia żywego języka, jeśli go nie czujesz. Samo „umienie” jest niewystarczające. Aby go poczuć, musisz żyć z nim wiele lat. A poczuć inny język, to także poczuć innych ludzi. To znacznie więcej, niż zrozumieć, bo rozumienie jest zawsze po swojemu. Zwłaszcza, gdy nie ma wspólnego języka.
    Fakt, że jeden żywy język (angielski) stał się oficjalnym komunikatorem na świecie dowodzi, że coś takiego jest potrzebne. Bo przecież masy nie wydeptywałyby tej ścieżki ot tak sobie.
    Podsumowując: Mnie chodzi o narzędzie komunikacji – proste w obsłudze, jednoznaczne, uniwersalne i możliwie niezawodne. Tak jak pociąg – ma mnie przewieźć od A do B. Jeżeli będę miał ochotę na poezję jazdy, to wsiądę do „gazika” i pojadę w wertepy.

  106. Maszerowalismy z moja Pania na polnoc od Rzymu do Sieny. Wlosi fanstastyczni, zyczliwi, pogodni i niebywale gadatliwi. Ale tyle smieci, stosow plastikowych toreb, butelek, rozbitych telewizorow, rozprutych tapczanow porzuconych w przydroznych rowach, wyschnietych lozyskach bylych strumykow, nigdy gdzie indziej nie widzialem. A myslalem, ze w tej dziedzinie jestesmy, my Polacy, mistrzami swiata. I taka mi sie narzucila refleksja. W krajach ewangelickich smieci nikt nie wyrzuca. Dlaczego ?
    I wpadlo mi do glowy takie wytlumacznie. Otoz tam nieznana jest instytucja spowiedzi. Ewangelik sam sobie radzi z panem bogiem, wiec posprzata, nie zasmieci, zeby nie wkurwic Najwyzszego. A kaplani katoliccy, ktorzy samozwanczo wpieprzaja sie jako posrednicy miedzy czlowieka i pana boga, powiadaja, ze maja od szefa plenipotencje na rozgrzeszanie, potepianie , oczywiscie za pobraniem odpowiedniej kwoty. I jesli jakis Wloch katolik wyrzuci do rowu rozpruty tapczan, wyspowiada sie z tego grzechu , ksiadz rozgrzeszy go, kaze mu odmowic jakas zdrowaske, poprosi o dolozenie sie na remont plebanii i Wloch ma problem wyrzuconego tapczana z glowy.
    Dlaczego szef zezwala tym samozwancom na taka dzialalnosc ? Czy jest zajety czyms innym ? A moze po prostu go nie ma ? A te cwaniaki robia na tym interes , na nieistnieniu szefa. Czy to mozliwe ? Wierzyc sie nie chce.
    Ps
    Sorry za brak polskich liter, ale moj laptop jest z Polsce, a moj francuski grat nigdy nie nauczyl sie polskiego alfabetu

  107. Tanaka
    26 września o godz. 10:45

    Mój komentarz
    Jeśli chodzi o zasadę – każde działanie pozytywne jest słuszne – zastosowaną do przypadku listu episkopatu polskiego do episkopatu niemieckiego, to można te zasadę tak pokawałkować, porozszczepiać, zweryfikować wg mnogości i jedyności, zalgorytmizować, usztywnić, przyprawić uzurpacją, itd., że nic z niej nie zostanie w tym biskupim „wybaczmy i prosimy o przebaczenie”.
    Co było, to było, a jak miało być, mogło być, musiało być, to jest inna kwestia.
    Pzdr, TJ

  108. @wbocek
    26 września o godz. 10:35

    Rozumiem, że nie możesz/nie chcesz zrozumieć.
    Czy pisałem, że kodeks drogowy, to język? Dałem przykład KOMUNIKACYJNY. Czyli jazdy po drogach, którą kodeks ułatwił, orgraniczając jednocześnie drastycznie liczbę ofiar. A że kodeks drogowy jest prawie na całym świecie bardzo podobny, to i poruszać się samochodem mogę prawie wszędzie „z marszu”. I prawo jazdy jest ważne.
    Ten pozytywny przykład pozwala sądzić, że i językowi, który też przecież służy do komunikacji, kodeks by pomógł. Zwłaszcza międzynarodowy.

  109. @Lewy
    26 września o godz. 11:28

    Od lat to samo twierdzę. Dodaję jeszcze, że spowiedź, to dobrowolne dostarczanie na siebie „haków”.
    Inną ciekawostką jest istnienie w obu bardzo katolickich krajach (Polska i Włochy) bardzo wielu rodzajów policji i służb specjalnych. I nie wiadomo, jakie one mają kompetencje, więc na wszelki wypadek żadne nie reagują, gdy trzeba. Chyba, że chodzi o podsłuchy, itp.

  110. Qba
    26 września o godz. 11:34

    Pewnie cię rozczaruję ale nawet język migowy różni się między Gdańskiem i Warszawą, nie ma co mówić ujednoliceniu polskiego migowego z np. angielskim. A wydawałoby się że akurat tu żadnych różnic być nie powinno.

  111. Lewy
    26 września o godz. 11:28
    Maszerowalismy z moja Pania na polnoc od Rzymu do Sieny. Wlosi fanstastyczni, zyczliwi, pogodni i niebywale gadatliwi. Ale tyle smieci, stosow plastikowych toreb, butelek, rozbitych telewizorow, rozprutych tapczanow porzuconych w przydroznych rowach,

    Mój komentarz
    Lewy, takie wrażenie można odnieść zapoznając się z boską Italią w pieszej wędrówce, choć nie należy przesadzać.
    Ze słonecznej Italii mam przekazywane relacje z częstych odwiedzin (nie turystycznych) na bieżąco. W relacjach tych przewijają się podobne zdziwienia, jak Twoje, lecz moim zdaniem nie należy porównywać selektywnie, co oznacza wybierać u NICH najgorsze i porównywać do naszych najlepszych, bo można np. napotkać głupszych, mniej starannych, bezładnych porównać z naszymi mądrym, starannymi i uporządkowanymi i orzec, ze Italiani są wszyscy jacyś nie tacy.
    Z tym podrzucaniem śmieci gdzie popadnie jest duże podobieństwo do obyczajów w Umęczonej – jak nikt nie widzi, to można.
    Pzdr, TJ

  112. @Qba
    Ludwik Zamenhof, jeszcze jeden zydowski obok Jezusa, Marksa i Einsteina marzyciel,stworzyl taki jezyk do miedzynarodowej komunikacji. Ale ludzkosc jakos nie potrafi albo nie chce skorzystac z tego narzedzia. Esperantystow jest tylu co filatelistow, moze troche wiecej. Ludzie chyba preferuja brak precyzji w komunikacji, bo nie sa robotami.

  113. Jak to Kazik śpiewał? „Wałęsa dawaj moje 100 milionów.”

    Po podzieleniu tego biliona przez 38 mln. „Kaczyński dawaj moje 100 tys. zł.” I to trzeba mówić PiS-owcom. Dawać forsę jak obiecywaliście i spadać precz.

  114. @Qba, z godz. 11:34
    Samochodzikiem (Panem Samochodzikiem) możesz tylko w ramach kodeksu drogowego odbyć podróż od punktu A do punktu B, a łebek sam z siebie wymyśli, napisze, prześle, nakłamie i po nakłamaniu oczyści się w konfesjonale. Taki cwany. A to wszystko za pomocą fonetyki albo zapisu graficznego. W mowie i pisaninie. O!

  115. @TJot
    Alez ja wcale nie nie mowie, ze Wlosi sa jacys tacy nie tacy. Oni mi sie bardzo podobaja. Np we wszystkich albergach czy hotelach bylo bardzo czysto. Natomiast to zewnetrzne niechlujstchlujstwo w okolicach Rzymu rzuca sie w oczy. Natomiast w Toskanii juz bylo czysto. Przypuszcam jednak, ze na poludnie np. w Neapolu i okolicach jest rownie brudno, bo tam rzadzi mafia.
    Za to Turyn niczym nie ustepuje Lyonowi

  116. Qba
    26 września o godz. 11:25

    „Przywalenie” nie istnieje. Objawia się dopiero wtedy, gdy dotyczy osoby i relacji: „przywaliłem łbem w latarnię” – to jest przywalenie. Dlatego nie jest dla mnie jasne, co masz na mysli z tym „przywaleniem”. Można sobie przecież wybrać, zamiast „dyktatora”, może być inzynier. Albo co tam jeszcze pasuje.

    Pożyteczne, potrzebne a dziś już konieczne jest istnienie lingua franca, ale nie wiem co masz na mysli z tym „czuciem” języka, które – jasne – ma swój sens, tylko że lingua franca u wielkiej części jego użytkowników nie polega na „czuciu”, łapaniu subtelności i literackich klimatyczności, a prostej, użytecznej komunikacji, oraz naginaniu takiego języka do swoich specyficzności kulturowych i mechaniki mowy opartej na języku lokalnym, własnym, przez co lingua franca bywa mało zrozumiały dla innego lokalnego użytkownika, mimo, że im się zdaje, że gadają tym samym językiem.
    To mnie ciekawi: czemu Fin gadający po angielsku brzmi tak bardzo po węgiersku? Jasne: węgierski i fiński należą do jednej grupy językowej, ale rzecz właśnie w tym, że język globany działa znośnie i globalnie głównie dlatego, że można go uprościć do praktycznych sposobów użycia. A „czucie” i pozostałe subtelności dostępne są, jak zwykle, nielicznym.

  117. Lewy
    26 września o godz. 11:56
    @TJot
    Alez ja wcale nie nie mowie, ze Wlosi sa jacys tacy nie tacy. Oni mi sie bardzo podobaja.

    Mój komentarz
    Lewy, naciągnąłem trochę Twoją wypowiedź, wypaczyłem intencję, by mieć temat.
    Podzielam Twoja opinię o Włochach – są bardzo przystający w zachowaniu do nas, zrozumiali, sympatyczni i dziarscy bym powiedział.
    Pzdr, TJ

  118. Lewy
    26 września o godz. 11:47

    To może być niezłe wyjaśnienie, ale chyba jest też inne, może trafniejsze: ludzie wybierają język opresji, wzorca płynącego „z góry” – urzędu, państwa, klas wyższych, awansu. Esperanto jest językiem prostym, logicznym, przejrzysty, opartym na wielu językach naturalnych. Oraz demokratycznym – cóż więc oczywistszego, niż błyskawiczny sukces takiego języka w połowie świata, albo całym? A jednak górę wziął angielski, oraz, w mniejszym zakresie, kilka języków regionalnych: hiszpański, francuski, rosyjski. A każdy z nich był językiem opresji: mówili nim zdobywcy, najeźdźcy, władza, klasy wyższe. Te języki były wymagane w kontakcie z władzą, od nich zależał awans, lepsza pozycja, zamożność, oraz…prestiż. A tymczasem esperanto broniło się tylko samo przez się: żadnej opresji, żadnej władzy, tylko demokracja i własna ochota. I nie zadziałało jak się twórca języka i jego wielbiciele spodziewali.
    Chć nie należy też esperanta skazywać, ponieważ angielski, w dłuższej perspektywie może słabnąć jako głowny język świata. Jest mocno osadzony, w gospodarce globalnej, kulturze, nauce, al dynamika procesów może z czasem wybrać inny język, lub języki. Może powszechne stanie się użycie sztucznej inteligencji do bezpośredniego przekładania każdego lokalnego języka na każdy inny i jakiś jeden język wspólny, który każdy miałby „umieć” straci na znaczeniu?

  119. Witold
    26 września o godz. 11:49

    To by było miłe: pisoidy chcą forsy od Niemców i niech spadają precz, to niech pisoidy dadzą Suwerenowi po sto tysięcy na głowę i spadają precz. Ale zaraz: czemu po sto tysięcy, skoro po podzieleniu biliona dolarów zostanie 25 tysięcy dolarów na każdego z 38 milionów? To miła gorka nad to obietnice pisoidów, które juz usłyszeliśmy. Razem to by było akurat tyle, żeby każdy był jak król Midas.
    Polska mistrzem Polski.
    Aha: ani stu tysięcy nie dadzą, ani nie spadną precz. Jedyna metoda: wywalić.

  120. tejot
    26 września o godz. 11:33

    Jeśli chodzi o zasadę – każde działanie pozytywne jest słuszne…
    Tak jest ! Trudność w rozpoznaniu, co jest pozytywne i co – słuszne.

  121. @Tanaka, @Lewy, @anumlik

    Esperanto nie miał szans, bo nie szedł za nim towar (jakikolwiek), który tego języka wymagał.
    Teoria wyboru języka opresji sprawdza się lokalnie tylko w specyficznych sytuacjach.
    Angielski upowszechnił się na świecie dopiero teraz, a nie za czasów rzeczywiście Wielkiej Brytanii, ponieważ pojawiły się masowo towary, które tego języka wymagały. Sprawiły to USA z ich zalewem masowej techniki.
    Język, o którym piszę, to sztuczny język komunikacyjny. Tylko. Ale za to nie tylko pomiędzy ludźmi, ale również pomiędzy człowiekiem i maszyną. Czyli z masowym towarem, tego języka wymagającym. Takie narzędzie komunikacyjne, jak pilot telewizora, odkurzacza, automatu z biletami, samochodu.
    Ale rozumiem, że tu ziemia jest jeszcze całkiem płaska.

  122. @Tanaka
    Rzeczywiscie lepsze i trafniejsze. Zawsze mozna na Ciebie liczyc, jesli chodzi o doglebne tlumaczenie

  123. @ Tanaka
    26 września o godz. 12:00

    „Przywalenie” nie istnieje.
    Wesołek jesteś. Z jednej strony absolutnie przeciwny ujednoliceniu znaczeń, a z drugiej imputujesz istnienie tylko takich znaczeń, jak na Twoim podwórku. Otóż „przywalenie” komuś istniało i istnieje.

  124. Qba
    26 września o godz. 12:54

    Qba: jak kiedyś zostanę Robertem Biedroniem, to się z mety w Tobie zakocham i zimna woda nic tu nie pomoże. Ja wyjaśniam, że teoretyczne „przywalenie” nie istnieje, ponieważ istnieje tylko konkretne: Objawia się dopiero wtedy, gdy dotyczy osoby i relacji/i>, Ty się ze mną nie zgadzasz, za pomocą zgadzania się ze mną poprzez powtórzenie mojego twierdzenia co do osoby i relacji : ” Otóż „przywalenie” komuś istniało i istnieje”.
    Właściwie, to jesteś wesołek, bo mi się od tego Twojego niezgadzania za pomocą zgadzania całkiem wesoło zrobiło.

  125. Lewy
    26 września o godz. 12:49

    Pani od geografii powiedziała mi kiedyś: staraj się
    No to się staram.Może być tak, że zapomniałem, żeby przestać.

  126. A w Gazeta.pl czytam takie coś : Cenne znalezisko odkryte w kamienicy.
    Zgrzyta.
    Bo jak czytam „świat zachwycił się” to ja zgrzytam. 🙂

  127. @act
    26 września o godz. 8:48

    „Ludzią, kwiatą i nauczycielą” mówiom i piszom tacy, którzy sie obawiajom posądzenia o bycie klasom dopiero co wyszłom z czworaków 😎 😀
    Podobnie rzecz ma się ze zwrotami: z tąd, z pod, jakiś zamiast jakichś albo szermowanie terminem manieryzm w miejsce maniery 😉
    Potknąć się tutaj można też o „chodowanie”, że nie wspomnę o obowiązkowym stawianiu przecinka przed każdym ŻE, również w zwrocie mimo że albo nieodróżnianiu każe od karze choć pochodzą od kazać lub karać
    Podałem tylko kilka przykładów, bo to takie drobiazgi wobec bogactwa treści produkowanej na tym blogu 😉

    @Tanaka

    Świetny wstępniak.
    Pamiętam moje własne, choć dzieckiem bardzo młodym jeszcze byłem, oburzenie na ten list biskupów. Jak oni śmieli bez pytania mojej matki i całej rodziny, ba, całego społeczeństwa, które miało w pamięci jeszcze świeżą (i podsycaną filmami i propagandą martyrologii) traumę wojny, prosić Niemców o wybaczenie!
    ZA CO?
    Za to, że zajęliśmy ich domy i ziemię, wypędzeni ze swojego „heimatu” na Kresach? Za lata niepewności i tymczasowości, bez ksiąg wieczystych, straszeni Hupką i Czają? Za to morze ruin z takim wysiłkiem przekształcanych z powrotem w domy, fabryki i szpitale?
    Niedoczekanie 😎
    Stosunki między sąsiadami mogły się ułożyć i się ułożyły bez nieszczerych gestów nie w porę i wymuszonych przeprosin. Czas, dyplomacja, dobra wola i wzajemne interesy normalizują sytuację w sposób naturalny i bardziej trwały niż puste deklaracje lub obcesowe żądania.

  128. @Tobermory,
    lubię konie, ale bez przesady – zmień linkę na coś innego, pliiizzz! 🙂

  129. @Ewa-Joanna
    26 września o godz. 14:07

    masz rację, ile można oglądać końskie zady, sorry 🙄
    Kompletuję nowe albumy, ale idzie mi jak z kamienia 🙁 Może wieczorem coś się uda.

  130. A te co ino siedzom i czytajom bloga, tego bloga, mogłyby czasem powyłazić i się odezwać.

    Ja jestę niereformowalna jeśli chodzi o przecinki. Dla spokojności staram się jak mogę nie stawiać nigdzie. Osobny feler to nie- i -by doczepiane (bądź nie) tu i ówdzie. O narazienapewnonaprawdę to juz nie wspominam.

  131. Naszej blogowej artystce dla zachęty, podniety, inspiracji dedykuję:

    http://www.petitpalais.paris.fr/expositions/l-art-du-pastel-de-degas-redon

    Od Degasa do Redona – wystawa pasteli (ponad 200 obrazów) trwa w paryskim Petit Palais, od 15. września 2017 do 8. kwietnia 2018.
    Z Brukseli do Paryża mały skok.

  132. @NeferNefer

    Pombocek zrobi sobie albo komuś zdjęcie na plaży (może raczej ubrane, bo już jesień 🙁 ) a ty namalujesz coś w tym stylu:

    http://www.petitpalais.paris.fr/sites/default/files/content/images/10._pierre_carrier-belleuse_sur_le_sable_de_la_dune.jpg

  133. Tanaka
    Niezły wstępniak, muszę przyznać pierwszy raz czytam coś krytycznego o liście biskupów z 1965, bo mówi się o nim mało, a jak już to z namaszczeniem. I raczej w obecnym kontekście, kiedy to wzajemne wybaczanie ma jakiś sens. Ale jak się temu bliżej przyjrzeć, to rzeczywiście była to uzurpacja.
    Chciałam zapytać co o tym liście myśleli zwykli ludzie, i już mam odpowiedź od @wbocka i @Tobermorka. Chociaż oni nie tacy znowu zwykli. Czy o tym liście mówiono w telewizji, czy tylko w kościołach? Jeśli ludzie byli raczej wkurzeni, to czy była reakcja? Myślę że nie, bo ludzie mają gdzieś listy biskupów, i wtedy i teraz. A jeśli jest reakcja to tylko profesora Hartmana i Tanaki.

  134. izabella
    26 września o godz. 16:05

    Bozia powiedział do malarza Styki: ty mnie nie maluj na klęczkach, tylko tak jak jest!
    Biskupi ciągle klęczą, państwo klęczy mniemając że stoi, redaktor – ten i ów – plackiem leży, więc ktoś musi wstać z kolan.

  135. Tobermory
    26 września o godz. 16:04

    Ha. Chciałaby dusza do raju ale grzechy nie dają, gdzie mi tam panie się równać z takimi cudami jak ja samouk jestem. Tylko w kompleksy wpadnę. Ale za zachętę i inspirację dziękuję.

    (pastele to z lenistwa i niecierpliwości bo a) nie ma dużo sprzątania, b) nie trzeba czekać aż wyschnie)

  136. Tobermory
    26 września o godz. 16:04

    Świetna robota. Dobra kompozycja, mocne działanie czarnej plamy włosów, delikatność podania, dobra, choć może nieco zbyt wysubtelniona rzeźba ciała. Może też ciut nazbyt dekoracyjne, co widać po nieco lewitacyjnym przyleganiu do podłoża. Ale linie rzeźbiące bardzo dobrze prowadzone, poza drobnymi szczegółami, np. prawej dłoni na piasku.
    Atencyjne i zachwycone. Podoba mi się.

  137. Tobermory
    26 września o godz. 14:01

    Właśnie. Celnie to ująłeś: Czas, dyplomacja, dobra wola i wzajemne interesy normalizują sytuację w sposób naturalny i bardziej trwały niż puste deklaracje lub obcesowe żądania.
    Spoglądając na wschód widać, jak zawzięcie nie chcemy przebaczyć i prosić o przebaczenie, nie chcemy też mieć dobrej woli, robić dobrej dyplomacji robionej przez najlepszych dyplomatów i korzystać z równoległych źródeł nie będących stricte dyplomatycznymi a tak też działających , ani rozbić wzajemnie korzystnych interesów.
    W spojrzeniu zwrotnym: ze wschodu na zachód, ujawnia to też słabowitość i koniunkturalność tamtego listu biskupów z 1965-go.

  138. NeferNefer
    26 września o godz. 16:24

    No jak nie dajo, jak dajo ! A najłatwiej dajo wsiąść do TGV i się smyknąć do Paryża i się pogapić na co się należy.

  139. izabella
    26 września o godz. 16:05

    Mój komentarz
    Reakcji społeczeństwa na list biskupów „wybaczamy i prosimy o wybaczenie” nie da się dzisiaj zobiektywizować dokładnie, bowiem wtedy nie znane i nie stosowane były badania opinii publicznej, wszelkie media były pod pstrą kontrolą partii. Temat Niemcy był przez propagandę oficjalną uproszczony maksymalnie, sformatowany, sprowadzony do zbioru memów typu odwetowcy zachodnioniemieccy, SS-mani, hitlerowcy, odradzający się faszyzm, wielkoniemiecki nacjonalizm, pruski porządek, raus, heil Hitler, itd.

    W środowiskach, z którymi miałem wtedy kontakt, ten sformatowany wizerunek Niemiec dominował, był postrzegany jako reprezentatywny i przysłaniał wszelkie inne myślenie o Niemczech.
    Niemniej jednak było to pierwsze tak obrazoburcze, odważne, nieoczekiwane wystąpienie ze strony polskiej i moim zdaniem większość obywateli odczuwała, (widząc gniewną i histeryczną reakcję propagandy gomułkowskiej, że coś w tym jest. Ludzie wyczuwali (niektórzy), że związany jest z tym jakiś zalążek podmiotowości.
    Pzdr, TJ

  140. Zdaje się że jak PiS już nie będzie u władzy to znowu będziemy prosić Niemców o przebaczenie :/

  141. @tejot
    26 września o godz. 16:45

    Tak było, ale podmiotowość sytuowano raczej po stronie biskupów. Nastawieni byliśmy do Niemców również w sposób zróżnicowany, bo o ile ziomkostwa, którymi nas straszono, były w Niemczech zachodnich, to i tak bardziej nie lubiliśmy DeDeR-onów, „przyjaźń” z nimi była nakazana, to byli ci dobrzy Niemcy, niby sami antyfaszyści etc. Większą sympatię mimo wszystko odczuwało się do tych szczerych byłych „hitlerowców”, niż posłusznych Moskwie pilnych neofitów po tej stronie Łaby.
    Nawet dowcipy się opowiadało o starszej pani, która chciała się zapisać do ZBoWiD-u. Jako zasługę podała fakt, że w czasie wojny nosiła chłopcom do lasu jedzenie i opatrunki, a oni jej dziękowali: Danke schön, Fräulein!
    – Ależ to byli Niemcy!
    – Tak, ale z NRD 😎

    PS. Twoją „pstrą kontrolą partii” nie przebijesz osoby piszącej o „naszej obecnej wierchurzce” u Passenta 😉

  142. Rany boskie,
    papież Franciszek ogłoszony heretykiem!
    Przesadnie mnie to nie martwi, ale stanowi kolejny jaskrawy przykład na to, że Watykan i jego co bardziej konserwatywni przedstawiciele/obrońcy prędzej sczezną niż uczynią kaka tworem bliższym ludziom i temu w co wierzą, jeśli wierzą.

  143. Tobermory
    g.17:12
    Czy masz na myśli osobę o nicku @404?

  144. Maliniak spotkal sie z gnome. Dowiedzial sie od gnoma, ze ma zdradziecka morde, wiec szybko wycofal swoj projekt zmiany projektu dotyczacego sadownioctwa, a wine przypisal Platformie, ktora w ramach totalnej opozycji, nie przyszla na konsultacje. Pan Zbyszek juz nie musi zmiekczac Maliniaka oskarzajac Krolikowskiego o kradziez miliona zlotych.
    Co tu duzo mowic, najbardziej finezyjna gra pana Zbyszka nie umywa sie do metody gnoma na rympal zdradzieckich mord

  145. @Tanaka. 25.9, 22.07

    Dopiero dzis przeczytalem.
    Jestes dziwnym kolesiem Tanaka. Czasem piszesz ciekawe teksty, nad ktorymi sie warto zastanowic. Dalem temu wyraz w moim pierwszym wpisie. Kilka godzin pozniej ciekawy autor znika i na jego miejscu pojawia sie glupawy i zakompleksiony belfer(lub jesli wolisz zakompleksiony ksiadz), ktory nie umie zaakceptowac, ze ktos w „jego” klasie mysli inaczej niz on…
    Wtedy nie ma przebacz. Gniew i agresje zamienia w beznadziejnie glupawa kpine i prymitywne pouczenia. Ile razy juz to czytalem—i to bynyjmniej nie tylko w odniesieniu do mnie. Jak to mowi ukryty za lustrem towarzysz Rydzyk: „Tak trzymac. Alleluja i do przodu!”

  146. @Tanaka

    Swietny wstepniak choć temat przygnębiajacy. Nie wiem czy ci którzy ochoczo oklaskuja pomysł kaczora („dawać forsę „) są bardziej pazerni czy bardziej głupi czy jedno i drugie. Czemu zresztą poprzestać na 70 latach wstecz. Brokoz już mnie ubiegl i dodał Szwedów. A co z odszkodowaniami za straty moralne narodu w czasie zaborów? Czy bratanek Orban zdziwi się gdy dostanie swoja czesc rachunku? Pod blogiem Hartmana ktoś przytomnie dorzucił też Anglików i wuja Sama, a co tam – niech płacą odszkodowania za swoje zdrady nikczemne w Jalcie!

    Patrze za okno i dumam – zupełnie nie wiem czemu jeszcze Irlandczycy i Szkoci nie wpadli na to żeby sie upomniec o kasę od tych wrednych Angoli za lata ponizenia. Takie proste. Patrzę też za okno i myślę sobie – jesli nie wyjdę teraz na spacer to w ogóle nie wyjde. No to idę. Poza tym zawstydzilam się przed purystami językowymi bo ja często z błędami piszę. To już nic nie mówie poki co i idę.

  147. NeferNefer + mag
    25 września o godz. 11:38

    « wstyd się przyznać » – doznaję również, boli : potwór w samym środku Europy.
    Czasem stosowanie metody « contre-feu » (przeciw-ognia?) pomaga, i samemu trzeba wypalić temat zanim to dopadnie,.
    Podpatrując innych pocieszyć pozwoli, że można to mieć gdzieś poniżej pleców, tak jak np.
    – Guillaume Apollinaire (Wilhelm Kostrowitcki ?)
    – Romain Gary (Roman Kacew)
    – Joseph Conrad
    – Marie Curie
    – Frédéric Chopin
    – Mikołaj Kopernik (którego kłotnia czy Polak czy Niemiec pewnie by rozbawiła, bo tych pojęc wtedy jeszcze nie było 🙂 )
    – ………etc.

  148. tejot
    26 września o godz. 16:45

    Dzięki za wyjaśnienia, sensownie piszesz. Raczej spodziewałam się totalnej antyniemieckości w tamtych czasach. Ja sama chyba wyrosłam w takiej antyniemieckości i nawet nie potrafię zidentyfikować momentu, kiedy mi ta antyniemieckość osłabła a potem przeszła. Na pewno już na emigracji, a być może jak Polska weszła do unii.
    A tyle wikipedia:
    „Władze uważały za niedopuszczalne wypowiadanie się biskupów w sprawach dotyczących całości polskiego społeczeństwa i rozpętały kampanię propagandową przeciwko autorom listu.”
    „Władze wykorzystywały sprawę listu dla dezawuowania obrazu Kościoła w oczach społeczeństwa.”
    Ożeż ci komuniści, chcieli dobrze, a wyszło jak zwykle.

  149. @Szymonowicz 26 września o godz. 18:01
    „Głupawy i zakompleksiony belfer” – pasuje jak ulał! Do autora tych słów.

  150. @Tanaka
    Skąd się wzięły te reparacje i nie chodzi tu o reparację kranu u Helmuta przez polskiego hydraulika jak to zauważył bodajże Sawka.
    W tej chwili mamy do czynienia z potężną piramidą finansową firmowaną przez magika i mistyka, niejakiego Morawieckiego.
    Udało się narodowi ( min. 40 proc.) wmówić, że można być pięknym i bogatym i specjalnie się nie wysilać. 500+, M+, do szkoły 7+ i tylko emerytura 60- i 65-. Ale jak to w piramidzie bywa, starczy tylko dla tych co na początku. Ludzie nie są głupi i idą masowo na emeryturę wiedząc, że później to i tak to walnie jak Amber Gold, ale co się uda wyciągnąć do tego czasu to ich.
    Wielu myśli, że Niemcy to takie głupki, które chcą pracować niezależnie od płci do 67 roku życia i jeszcze ściągają kogo się da do roboty z całego świata łącznie z terrorystami.
    I tu genialny strateg wpadł na pomysł, że skoro ci Niemcy tak zap… dzień i noc z Turkami, Polakami itd… tam przybyłymi to mogą przesyłając skromny bilionik, a może nawet kilka na konto tej misternej piramidy ją finansować, a jak nie wpłacą wnuki faszystów to zrzuci się na nich winę za brak gotówki i będzie się ich ścigało międzynarodowym listem gończym jak nazistów po wojnie.

  151. Qba
    26 września o godz. 11:34

    Wybacz, Qba – fantazjujesz, a mnie wymyślanie języka dla całego świata ni cholery nie ten, zwłaszcza że sporo grzybów przywiozłem. U nas takiego wysypu, o jakim się rozgdakali pismacy, nie ma, ale coś jednak jest. Właśnie coś dziś znalazłem: o średnicy kapelusza 22 cm, ale nie umiem zidentyfikować i się kręcę w okolicy czubajki, czubajeczki, czubówki. Gdyby inny, to bym po prostu zjadł i bym od razu wiedział, czy on jadalny, czy trujący, a tak będę się czort wie ile mordował. Może Kostka albo Tobermorek poratują.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6470139803592315297/6470139807364333170?authkey=CLnvsKvAkd6mKQ

  152. @wbocek 26 września o godz. 19:31

    When in doubt – throw it out, to znaczy w razie wątpliwości wrzuć do śmieci. Rzecz dotyczy w zasadzie wszelkiego żarcia. A mówię to językiem międzynarodowym, czyli linguą francą. Howgh! Bo nie cem chorego pombocka.

  153. @NeferNefer
    26 września o godz. 11:46

    Czyż nie jest to jeszcze jeden powód, by – przynajmniej w Polsce – oficjalny język uregulować?
    Wyglada na to, że nie. Im większy bajzel, tym łatwiej się wyłgać.

  154. @wbocek
    26 września o godz. 19:31

    No jasne, że fantazjuję. Od czegoś przecież trzeba zacząć.

  155. Co do reparacji to żartobliwie przeprosiłam mojego współpracownika Niemca na okoliczność (okrasiwszy PiS adekwatnymi przymiotnikami) serdecznie się wyściskaliśmy i ucałowali. Jest szczęśliwie żonaty z mężczyzną, tak przy okazji. Bardzo go lubię i szanuję.

  156. Qba
    26 września o godz. 19:45

    Tego się nie da zrobić. Powodów może być ileś ale to niemożliwe.

  157. Jeżuszmariatalewariat! Co tu się na blogu tak poważnego pisma jak „Polityka” dzieje od tygodnia czy więcej?! Tylko otworzę blog ateisty: damskie majtki! Żeby puste. Ale, skurkowane, pełne! Czy komuś nie wstyd tak się nad starością znęcać?!

  158. Zapomniałem, co miałem powiedzieć, czemu nie mogę nieznanego grzyba zjeść i tym sposobem zaprowadzić jasność. Otóż wśród czubajeczek są śmiertelnie trujące, a ja też jestem śmiertelnie trujący. Sześć lat temu kleszcz się opił mojej krwi i fajtnął. Więc nie jestem pewien, czy ewentualna czubajeczka by wygrała, czy ja, dlatego wolę zrobić jak Namargineska radzi: Trochę zjem, resztę wyrzucę.

  159. Lepiej zjeść i zachorować niżby miało się zmarnować 😉

  160. @wbocek
    26 września o godz. 19:31

    Pombocku, na podstawie tych zdjęć na pewno ci nie powiem, co to jest. Lepsze byłoby zdjęcie całego grzyba z bulwą na dole (z widoczną pochewką lub jej brakiem). A najlepiej wyrzuć to w diabły 🙄 bo jeśli wygląda na czubajkę, to nie sutkowatą. Ten trzon też jakiś podejrzanie gruby…

  161. Jeszcze trochę dzisiejszych widoków na dobranocek. Typowe grzybki – łatwe do rozpoznania. Jedne malutkie podpisałem, a zapomniałem drugie malutkie podpisać – to łuszczak zmienny. Nazywają go też opieńką zmienną. No i jest tam też w dwóch ujęciach maślak pstry. Wilniuki nazywali go siniakiem i ja też. Pięknie aromatyczny jako suszony. Dobranocka, bo jutro lecę z żoną. Kołpaków sporo wywaliło. Żona sama nie pojedzie, bo za młoda – dopiero co osiemnaście jej stukło.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6470153762548313393/6470153766968001090?authkey=CN2exN2Lt4LuGg

  162. Tobermory
    26 września o godz. 20:12

    Aha, Tobermorku. Nie ma bulwy, bo mi się urwała, a już nie chciałem grzebać. Sam byłem zaskoczony ogromem grzyba i grubością trzonu. I chyba zaskoczony umrę, bo się nie dowiem, co to.

  163. Tanaka – 16:38

    Do Tobermory, z 14:01

    „Właśnie. Celnie to ująłeś: Czas, dyplomacja, dobra wola i wzajemne interesy normalizują sytuację w sposób naturalny i bardziej trwały niż puste deklaracje lub obcesowe żądania. Spoglądając na wschód widać, jak zawzięcie nie chcemy przebaczyć i prosić o przebaczenie, nie chcemy też mieć dobrej woli, robić dobrej dyplomacji robionej przez najlepszych dyplomatów i korzystać z równoległych źródeł nie będących stricte dyplomatycznymi a tak też działających , ani rozbić wzajemnie korzystnych interesów. W spojrzeniu zwrotnym: ze wschodu na zachód, ujawnia to też słabowitość i koniunkturalność tamtego listu biskupów z 1965-go.”

    Z tego co ja widze, Tobermory przede wszystkim napisal zupelnie co innego

    „Prosić Niemców o wybaczenie! ZA CO?
    Za to, że zajęliśmy ich domy i ziemię, wypędzeni ze swojego „heimatu” na Kresach? Za lata niepewności i tymczasowości, bez ksiąg wieczystych, straszeni Hupką i Czają? Za to morze ruin z takim wysiłkiem przekształcanych z powrotem w domy, fabryki i szpitale? Niedoczekanie ”

    Zas o spojrzeniu zwrotnym na wschod, czy o czyjejs słabowitości i koniunkturalności ktos inny marudzil.. I marudzil

  164. izabella
    26 września o godz. 18:41
    tejot
    26 września o godz. 16:45
    Dzięki za wyjaśnienia, sensownie piszesz. Raczej spodziewałam się totalnej antyniemieckości w tamtych czasach.

    Mój komentarz
    Tamte czasy (1965), a dzisiaj, to różnica epokowa. W sprawie niemieckiej tam był pozór, emocje, sztywność poglądów, szablony, wyśrubowana wojną i powojniem nienawiść, skrajna niechęć, trochę pogardy i strachu. Brak realnego kontaktu i brak przestrzeni do realnej oceny, suwerennej, podmiotowej był zastępowany był oceną w tamtych warunkach jedynie słuszną, stanowiskiem bez zahamowań, niuansów, światłocienia i wakansów. Wszystko było w pełni i na właściwej bazie.

    Izolacja tworzyła w wizerunku Niemców i Niemiec zgrubność, przypadkową domyślność. Próżnię informacyjną wypełniały emocje, uprzedzenia (zrozumiałe po takim trzęsieniu , jakim była II Wojna), domysły, wymysły i różnorakie fantastyczne podejścia do problemu niemieckiego i szans na tzw. pojednanie przez co rozumiem uporządkowanie stosunków wzajemnych w otwartości i przyznaniu.
    Pzdr, TJ

  165. Wracam i nadrabiam zaległości.

    wbocek
    26 września o godz. 19:31

    Typowalam czubajke czerwieniejaca albo jaka inne Macrolepiote ale ta noga za gruba! I kapelusz nie taki szurpaty. Pieczarka okazała (Agaricus augustus czy jakoś tak) może? Ale taki duży okaz byłby chyba ciemniejszy. Nie jedz lepiej! Ja w ogóle jako grzybiarz jestem ciężko podejrzliwa w stosunku do nie znanych mi gatunków. Dziś tylko duża garść pieprznikow trąbkowych – nie wiem gdzie się reszta pochowala bo pogoda i wilgotnośc idealna.
    PS. Piękne zdjęcia klonów i leszczyny wczesniej

  166. Witold
    26 września o godz. 19:20

    Nic dodać, nic ująć

  167. mag
    24 września o godz. 17:27

    Mag, dzięki za ciekawy link! Nie znałam tych okolic, zdjęcia przypominają mi nizinne wrzosowisko obok którego mieszkałam w Anglii. Dobrze, że ktoś w gminie zorientowal się ze może warto się nim zająć. Mam nadzieję że zostanie zachowane bo to rzadkie i cenne siedliska

  168. @Mag i Neferka

    Apropos dnia swira na emigracji i zakompleksionych emigrantów którzy próbują 4 razy mocniej (miałam się tym podzielić kiedy wspomnieliśmy akcent szkocki bo przyznam ze skrucha, że zamiast się przejąć i zidentyfikować trochę mnie to rozbawiło )

    http://www.bbc.co.uk/news/av/magazine-41361662/i-want-to-get-rid-of-my-polish-accent

    Nie znam pani Plebanek osobiście, może jest świetna osoba ale na wspomnienie książki do której zniechęcila się Nefer do dziś zęby mnie bolą! Ouć! W kwestii emigranckiej – w ciągu 13 lat pozbylam się kompleksów obcokrajowca. Mój akcent i zwyczaje zawsze będa nieco odmienne, so what. Nie chce mi się próbowac 3 razy bardziej tylko dlatego ze nie jestem stąd , nawet nie widzę czemu miałabym to robić – pracuję i tak ciężko bo taki mam wewnętrzny kompas i zawsze tak miałam, w Polsce też. Gadki o byciu wojownikiem śmieszą mnie nieco. Na pytania o akcent odkrecam kota ogonem: ” Skąd jesteś ” pyta właśnie spotkany Szkot. „Z Glasgow „odpowiadam z miną niewiniatka. „No tak, ale skąd przedtem” niecierpliwi się rozmówca, bo widzi ze trafił na tępa „A z Yorkshire”. Cierpliwi i tak w końcu dochodzą wreszcie do prawdy ale pod koniec najczęściej też się śmieją. Bo niepisana etykieta zabrania przesluchiwac bezpośrednio rozmówców i Brytyjczyk najczęściej robi to mocno na około. No tak, ale co innego kiedy rozmawia się z przybyszem.

  169. Na marginesie
    26 września o godz. 18:41

    🙂

    I dzięki za link ciekawy pod poprzednim na tematy ploche,tam też odpisałam 😉

    @ Lewy

    No nareszcie!

    izabella
    26 września o godz. 18:41

    Anty-niemieckosc imprintowana na lekcjach historii i przez Czterech pancernych przeszła mi w szkole sredniej kiedy mielismy uczniów z Niemiec na wymianie (z którymi wcześniej i później korespondowalismy). Być może powinno być więcej takich inicjatyw, zwlaszcza teraz. A jeszcze bardziej mi przeszło po pół roku mieszkania wśród Anglików… 😉 Pierwszy German Christmas Market i nagle zdalismy sobie sprawę że od sąsiadow zza dawnej miedzy az tak się nie różnimy (w niektórych kwestiach przynajmniej i porównujac z wyspiarzami).

  170. U nas pytanie „Skąd jesteś?” ma zupełnie inne znaczenie emocjonalne, bo wszyscy skądś jesteśmy, więc jest to raczej ciekawskie i sympatyczne. I każdy ma akcent, stąd też popularność tego koszmarnego spelowania.
    No, Szkotów od razu słychać, ich nawet pytać nie trzeba. 🙂

  171. Ewa-Joanna
    26 września o godz. 23:12

    „Everybody is from somewhere
    Even if you’ve never been there”…

    Spiewali Jethro Tull w „Another Christmas Song”

    Czyli każdy skądś jest nawet jeśli nigdy tam jeszcze nie był… 😉

  172. A po co pytac kto i skad je, jesli mozna unilateralnie zadeklarowac: JA decyduje kto i skad je

    https://en.wikipedia.org/wiki/Karl_Lueger

    „Lueger’s anti-Semitism was of a homespun, flexible variety – one might almost say gemütlich. Asked to explain the fact that many of his friends were Jews, Lueger famously replied: ‚I decide who is a Jew.’ ”

    Wiec czasem rzeczywiscie moze byc prawie sympatyczna ta ciekawskosc w sprawie pochodzenia innych. Szkoda tylko ze to sie przeradza czasem w dosyc paskudne paskudztwo

  173. Wczesni antysemici szczycili sie tym, ze maja przyjaciol Zydow. Jak Lueger, mer Wiednia, do dnia swej smierci w 1910 roku. Wszystko sie zmienilo po wejsciu w zycie Final Solution, kilka dziesiatkow lat pozniej. Jesli nie wczesniej.

    Gdy ja slysze niemco-kanadyjczyka, czy anglo-kanadyjczyka, zapytujacego mnie niewinnie: to skad przyjechales?, nie zawsze odbieram to jako sympatyczna ciekawosc. Czasem mam ogromna ochote oprowiedziec pytaniem: czy mam rozpiac rozporek?

    Tak juz mam. Choc nie zade Zyd jam

  174. Tanaka
    26 września o godz. 10:45
    Dzięki za dobre słowo. chyba nie czuje się na tyle… by napisać wstępniaka (choć chyba Lewy tez mi coś takiego sugerował).
    Co do kwestii pojednania – na moją ocenę takich działań być może wpływa moja natura, która domaga sie nieabsolutyzowania konfliktów. Kiedys czytając biografię Henryka IV – króla Francji – przeczytałem przepiękne zdanie (cytat z Michela de Montaigne) ,,Żadne ludzkie mniemanie nie jest tego warte by dać się z jego powodu usmażyć żywcem”. Dlatego nawet za socjalizm, w którym upatruję jedyną szansę na powstrzymanie samozagłady ludzkości nie dałbym się usmażyć. Oczywiście użycie paskudnego słowa ma ,,s” zaraz może rozpętać debatę, która zakończy sie odesłaniem mnie na Kubę(wariant optymistyczny), do Korei Pólnocnej (wariant pesymistyczny), do Wenezueli (wariant populistyczny). Trudno – co mi tam…
    Piszesz – moje podejście ,,Jest w tym jednak ukryty pierwiastek marzenia i fantazji na ten temat” – brzmi trochę jakbyś chciał powiedzieć: naiwne. Otóż wydaje mi się ono praktyczne – nie da się żyć ciągle dłubiąc w ranach. Mój dziadek (z Wielkopolski) ,,te gnoje Niemcy” ale też ,,Ukraińcy to byli gnoje” (był na pacyfikacji w Bieszczadach w 1947r)* Jakoś za mojego zycia nie wykazywał jakies krwiożerczości, jakiegoś -anty. (Za to był wdzięczny komunie za awans społeczny i POKÓJ.). Wojna była – ważne by jej nie było. Może moja postawa to pokłosie jego postawy. I bycia podchorążym rezerwy. Dlatego wręcz czuję się zaatakowny tym powszechnym zalewem patriotyzmu, tą pamięcią historyczną, tymi rachunkami krzywd. Etc. Jakże oni od tych Niemców ucierpieli…jak ich ci Ruscy…Ale jakże to pozwala im uwiarygodnić się przed samymi sobą.Ile im to daje epszej samooceny. Jakie to doskonale pasujące uzupełnienie do powstańczej kotwicy na samochodzie z dopiskiem ,,Pamiętamy”. I do nich PiS adresuje paczkę z emocjami. Fałszywe emocje dla spóźnionych kombatantów. Ma to pewien wzgląd faktyczno-taktyczny. Gdy my tu ,,walczmy o zachowanie strzępów pojednania polsko – niemieckiego”, gdy opozycja ,,staje na straży dorobku III RP”. Ciekawym co się dzieje poza paskiem TVP? Prezydent – który miał sie ,,uwolnić”, ,,przestać być Adrianem” co zrobił? Etc. a my tu rozprawiamy o konkretnych kwotach za dziadka. No i bibeloty.
    Odnosisz się też, do faktu, że finalnie furda tam imponderabilia – ważne by było co żreć (oczywiście ująłeś to znacznie bardziej elegancko i finezyjnie). Bardzo mi się to podba. Liberałowie popełniają właśnie ten błąd, kompletnie pomijając ten aspekt. Bo jak inaczej określić te ,,ciemniaki sprzedały demokrację za 500zł”? Czyli co? była ona warta 500zł? Niewiele jak na coś za co ludzie oddawali życie. Jakbym był premierem to bym tą kasę wypłacił i się cieszył, że tanio…Dobrze to naświetliłeś – nie potrafiłem tego wyartykuławać dobrze – ,,dlaczego PiSowi nie spada”. To kolejny dramat liberałów – teraz już wiem – PiS zyskał poparcie ,,u podstaw”. na poziomie egzystencji biologicznej. Wreszcie wrzesień to nie dramat ruiny na wyprawkę do szkoły, październik buty dla dziecka czy dentysta a maj upokorzenie braku kasy na wycieczkę szkolną. Jasne dobry liberał powie – naiwny jesteś: lepsze trunki dla pana domu i dłuższe tipsy dla jego dziuni. Zaprawdę? Te narzekania na ,,chamów słuchających discopolo i parawanikujących się od 5 rano”. Szczególnie dobrze brzmią w ustach osób, których to nie dotyka (tzw. celebryci) bo odpoczywają na Seszelach. No ale mierzi cham na WCZASACH. To i sytuacja na rynku pracy powodująca, że polscy zatrudniający muszą powściągnąć swoje najparszywsze cechy zapewnia komfort Pisowi. Strasznym jest to, że jest jak z Hitlerem (rzecz jasna zachowując proporcje): ,,robotę dał”, ,,autostrady pobudował” ,,Kraft durch Freude” a finał znany…
    Nawet marihuanę medyczną zalegalizowali. Co w głowie naszego piłkarza się nie mieściło. Zrozumieli, że opowieści w telewizorze, msze i pomniki władzy im nie dadzą. Za to im zapewni ją stopień zapełnienia koszyka Biedronce.

  175. Mantra: „Przepraszamy i…..” przez wiele lat brzmiala mi w uszach. Nie mialam pojecia za co przepraszamy i nie wiem jakiej „podmiotowosci byl to zalazek (@tejot).” Mysle, ze 95% spoleczenstwa nie zaprzatala sobie tym glowy, chociaz brzmialo to wtedy jak niesmaczny zart. Wypedzeni zaistnieli w swiadomosci publicznej kilkadziesiat lat potem.
    W owych czasach podrzucane byly spoleczenstwu rozne inne listy, a to potepiajace potepiajacych paragraf w konstytucji o milosci do Zwiazku Radzieckiego, a to potepiajace syjonistow, pisarzy, imperialistow na rozne okolicznosci. Czy cos to za soba nioslo w ksztaltowaniu opinii spoleczenstwa ? Nic.
    Co do tych reparacji wojennych… Nie mam watpliwosci, ze w stosownym czasie nalezaly sie Polsce. Bylo, minelo, nie dostalismy z wielu przyczyn. Udowadniacie, ze prawnych, a moze tez politycznych? I temat powinien byc zakonczony. W dziejach ludzkosci poszkodowani bardzo rzadko dostaja zadoscuczynienie. Ale prosze mi nie wyjasniac, ze za to Niemcy byli i sa ( w Unii) do nas przyjaznie nastawieni, Brand ukleknal, a w latach 80-tych slali paczki…
    A jak uwazacie, czy pretensje organizacji zydowskich o odszkodowania za nieruchomosci na terenie Polski sa sluszne? Czy podobnie jak obecnie Niemcy odpowiedzielismy na to krotko: nie nalezy sie.
    A moze to jest chucpa?

  176. Dwoch panow wymienilo tu poglady na temat jacy sa Wlosi. Dolacze sie, bo mam z nimi do czynienia na swoim osiedlu od 20 lat. Moja landlady jest Wloszka urodzona we Wloszech, i moj ulubiony niesieciowy market jest Wlocha ( na kasie ma swoje rodaczki, a reszta to Mechole, z ktorymi szwargota po hiszpansku szybkoscia karabinu maszynowego) i moj doktor jest Wlochem, juz w Ameryce urodzonym i w rodzinie mam juz malzenstwo mieszane z Wlochem, ktorzy mieszkaja pod Wenecja. I co moge powiedziec o Wlochach? Ano najbardziej rzuca mi sie w oczy, ze maja w mojej okolicy wiele lokali, ktore okupuja przez 24h na dobe. l
    Mowicie panowie, ze to na Poludniu jest syf, kila i ubostwo, a co innego na Polnocy.
    No to w miesiacu czerwcu bylam na wycieczce z renomowanym polskim biurem podrozy w Szwajcarii. Chociaz bylam najubozsza uczestniczka, to jednak bylam zdziwiona, ze dla polskich klientow – wlascicieli wypasionych domow itd….szuka sie mozliwie najtanszych noclegow. A Szwajcaria droga i malutka, to…. za granica bedzie taniej. Wypadly dwie noce we Wloszech. Jak mozna sie domyslac, w najbardziej z mozliwie polnocnych terenach. W zyciu nie spalam, w tak strasznych warunkach: polaczenie burdelu z Gminnej Spoldzelni gospoda. Obrzydliwie antypatyczni, wrecz chamscy, bez slowa angielskiego wlasciciele. (Trza sie wloskiego uczyc, a co!) Do czesci hotelowej przechodzilo sie przez sale bankietowa, jak to na sluby przygotowanej. Nawet sie balam, ze wystapi w grupie watek antyemigrancki ze zdwojona sila (caly czas wystepowal), bo wszystko swietnie by pasowalo do obrazkow jacy wstretni sa emigranci ani chybi- wlasciciele. Nie!!! Na polpieterku byla z dwadziescia pare zdjec, dyplomow i co tylko dla szacownej rodziny wlascicieli i obywateli wcale nie takiego najmniejszego miasteczka. A kiedy zobaczylam, ze do Mediolanu tylko 80km to szczeka mi opadla. No dobra, biuro wybralo najtansza wersje, to takie meliny bywaja w uprzemyslowionej, kulturalnej czesci Wloch? Wiec w dalszym ciagu nie mam zadnej opinii na temat jacy sa Wlosi i jaki ich kraj. Bardziej ciekawi mnie informacja, ze Berlusconii znow wchodzi do gry.

  177. „reszta to Mechole…”
    A w tych Włoszech, panie, szczęka właścicielom wypasionych polskich domów opada 🙄 Syf, kiła i mogiła tak blisko Mediolanu, to co dopiero, panie, na tym południu? 🙄
    Wybierasz się na wycieczkę z polskim biurem podróży, bądź przygotowany na niespodzianki 😉 Jeśli jednak przeczytasz dokładnie program podróży i sprawdzisz opinie uczestników poprzednich grup, to będziesz wiedzieć, co się kroi.
    Większość uczestników (wiek 50+) zadowolona, choć malkontentów nie brakuje:
    „nie było podnurzek przy siedzeniach”

    „Dobry pomysł z noclegami po za Szwajcarią aby zmniejszyć koszty I podnieść standard usługi.”

    „Cała grupa niezwykle punktualnych i zdyscyplinowanych turystów otrzymała w Waszej wycieczce jedynie 3 wartościowe dni na zapoznanie się z Alpami i miastami Szwajcarii. Pozostałe 4 dni to bezwartościowe przejazdy, do hoteli…”

    „Sama Szwajcaria (domy, miasta, osady) jak w obecnej Polsce, schludnie, można powiedzieć. Do niemieckiej dbałości daleko..”

    „Pilot nie przedstawił szczegółowego rozliczenia z zebranych pieniędzy ( w katalogu wszystkie koszty podane są w przybliżeniu), uczciwość nakazywałaby, aby kwota 295 CHF była jednak rozliczona.”

  178. Tobermory
    26 września o godz. 14:01

    „Ludzią, kwiatą i nauczycielą” mówiom i piszom tacy, którzy sie obawiajom posądzenia o bycie klasom dopiero co wyszłom z czworaków.
    Podobnie rzecz ma się ze zwrotami: z tąd, z pod, jakiś zamiast jakichś albo szermowanie terminem manieryzm w miejsce maniery”

    Hehehehe…

    Ci dziekuje.
    Mi jest milo.
    Mi sie o to rozchodzilo.

  179. Slawczan
    27 września o godz. 1:27

    Przyłącze się – Slawczan do roboty i smaruj wstępniaka! Choćby o byciu socjalista w duszy czy o 500 – może przegapiłes bo kiedyś anumlik porzucił ciekawe linki do artykułu bodajże redaktora Wosia choć wstępniaka z prawdziwego zdarzenia chyba nie mieliśmy na ten temat. Masz dryg i już widzę te dyskusje pod…. 😉

  180. NeferNefer
    26 września o godz. 15:14

    „Ja jestę niereformowalna jeśli chodzi o przecinki. Dla spokojności staram się jak mogę nie stawiać nigdzie. Osobny feler to nie- i -by doczepiane (bądź nie) tu i ówdzie. O narazienapewnonaprawdę to juz nie wspominam.”

    Nefciu podwojna

    Juz Ty nie boj zaby z temi subtelnosciamy – te np. ‚nie’ czy ‚by’ rozlacznie lub razem sie zunifikuje, uprosci i znormatyzuje.
    Dziwie sie, ze PiS do tej pory nie powolal jakiejs Akademii Literatury, by oficjalnie wszystkie te glupie i niepotrzebne trudnosci jezykowe zlikwidowac raz na zawsze. Dobra zmiana tu potrzebna jak nic.

    P.S.
    Ja tez stawiam czesto znaki zapytania nad przecinkami, srednikami, dwukropkami i innymi myslnikami.
    Np. w angielskim stawia sie przecinek przed ‚and’ tam, gdzie w polskim dogmat gramatyczny nie pozwala.
    Mi pasuje jedne i druge.

  181. @Tabermory, ja tylko opisalam, bo to tez ciekawe doswiadczenie bylo. Nie pojde na Kilimandzaro, czy chociaz rafting o trudnosci nr5, to sie chociaz przespie w ghost house. No i ulzylo mi, ze to nie zadne Turki, czy inne niekoszerne ludzie to prowadza. Okazalo sie, ze przewodnik, ktory kolejny rok pilotuje tam kilka wycieczek rocznie nigdy nie mial tych samych hoteli. Hm…
    Jesli sie jedzie autobusem z Polski to na pewno jest za duzo tej jazdy. Dlatego wybralam wersje lux. samolotowa he, he z w/w hotelem.
    Co do Szwajcarii, to jaka jest kazdy widzi… jak na obrazkach. W Ameryce mamy rownie cudowne tereny, jak chociazby park narodowy Glacier, czy najpiekniejszy na swiecie Tenton, tyle ze w XIX wieku tu jakos nie dojezdzali bogaci z Europy to i nie sa tak znane te miejsca. Dotyczy to rowniez Kanady. Tez kazdy wie i sie potwierdza w realu jaka jest swietna infrastruktura w Szwajcarii…
    Mnie zafascynowalo co innego. Pomieszanie tak starej historii siegajacej pierwszego tysiaclecia z nowoczesnoscia, jakas zasciankowosc a zarazem siedziba bezliku swiatowych instytucji. Dzieki zwiedzanym miejscom i przewodnikowi moze troche zrozumialam fenomen szwajcarskiej panstwowosci. Porownywanie ze Szwajcaria naogol nie ma sensu. Wiem, ze moje uwagi dla mieszkanca tego kraju sa naiwne, ale nie watpie, ze wiecej wycisnelam z tej wycieczki niz wiekszosc.
    Na usprawiedliwienie tego biura dodam, ze 10 dni wczesniej odwalilam wycieczke z tym samym biurem do Irlandii. Wszystko bylo wystarczajace na moje wymagania, a niechec rodakow do wszelakich przybledow i pobierajacych 500+ taka sama.

  182. Tobermory sobie pozwolil byl:

    „„Prosić Niemców o wybaczenie! ZA CO? Za to, że zajęliśmy ich domy i ziemię, wypędzeni ze swojego „heimatu” na Kresach? Za lata niepewności i tymczasowości, bez ksiąg wieczystych, straszeni Hupką i Czają?”

    A moze za to?

    Z wywiadu z dr Zygmuntem Wożniczką, historykiem i pracownikiem Uniwersytetu Śląskiego, opublikowanego w „Jaskółce Śląskiej:

    „Jest niepodważalnym faktem, że Tragedia Śląska miała miejsce… nastąpiła w końcowej fazie wojny i zaraz po jej zakończeniu, a więc w latach 1945-1947 … Nastroje antyniemieckie były powszechne w polskich elitach politycznych…popierano tworzenie obozów pracy dla niemieckiej ludności, choć nikt nie wiedział co w tych obozach się dzieje…Przesiedlenie Niemców ze wschodu na zachód pociągnęło za sobą olbrzymie straty w ludziach, w dobrach kulturowych. Zerwane zostały wielowiekowe więzy. Na Górnym Śląsku miało wówczas miejsce ludobójstwo, dokonywane w obozach takich jak Mysłowice, Świętochłowice-Zgoda, Toszek, Jaworzno. Były to obozy dla Niemców – ale nie tylko. Zemsta za zbrodnie
    hitlerowskie dotykała głównie ludzi niewinnych, bo prawdziwi naziści dawno
    uciekli.”

    Nawet wiemy, dzieki wstepniakowi na gorze, przy czyjej pomocy oni uciekali

    „Niemcy, Ślązacy, Polacy, którzy tu mieszkali byli represjonowani, osadzani w obozach za nie swoje winy, zabijani. Przyjęto wówczas zasadę
    odpowiedzialności zbiorowej.”

    Jakby tego bylo malo, mozna jeszcze przeprosic za krzywdy Niemcow/Slazakow, spowodowane przez samych Sowietow. Oczyszczajacych pole dla Polakow przesuwanych z Kresow na nowe ziemie polskie

    „Deportowano także Ślązaków z Górnego Śląska do Rosji, dotychczas nie wiadomo
    ile ich było, 15 czy 20 tysięcy. W pierwszym okresie 1945 r. nie było żadnej
    koncepcji. Sowieci starali się wywieźć jak najwięcej ludzi i maszyn. Tworzono
    żywiołowo różnego rodzaju obozy. Było to stosunkowo łatwe, gdyż hitlerowskie
    obozy pozostały w stanie nienaruszonym. Do nich na ogół bez wyroku sądowego
    kierowano ludzi. Komendantami tych obozów byli często sadyści, lumpy, których
    nie brakuje w żadnym społeczeństwie. Racje żywnościowe były głodowe, w efekcie
    pojawiły się zarazy, głównie tyfus. Do tego dochodziła mordercza praca.
    Była to tragedia – to nie ulega wątpliwosci. Faktem jest, że to co pisało
    polskie podziemie, PSL czy rząd w Londynie było antyniemieckie. Ale żadna
    z tych sił nie opowiadała się za ludobójstwem i odpowiedzialnością zbiorową…

    Deportacja mężczyzn ze Śląska do Rosji dotyczyła wielu tysięcy Ślązaków. Brak jest na
    ten temat danych, dokumentów. Dotychczas nie ustalono konkretnej liczby, część
    polskich historyków szacuje, że około 30-50 tys. zostało wywiezionych w głąb
    Rosji. Prof. M. Lis pisze o 40-70 tys., Z. Kowalski o 70 tys. Niektórzy historycy uważają, iż było ich więcej. Niemcy podają liczbę 800 tys. z całej byłej Rzeszy, z czego zmarło około 200 tys. na terenach Sowieckich. Ocenia się, że powrócił jeden na pięciu, a niektórzy twierdzą że jeden na dziesięciu. W czasach powojennych nie można było rozmawiać na temat deportowanych Ślązaków.”

    Nie wolno bylo rozmawiac o tym ani w PRL ani w ZSSR. Czy w NRD. W Niemczech Zachodnich, rozmawiano o tym. I do dzis rozmawia. Choc Hupka i Czaja juz nie zyja. Ale zyje Erika Steinbach. I inni rozprawiajacy od nieludzkosci OFICJALNEJ polityki odpowiedzialnosci zbiorowej. Stosowanej przez zwyciezcow

    Wiec ‚Przepraszamy i prosimy o przebaczenie’, w 20 lat czy w 70 lat po wojnie, mialo jakies swoje uzasadnienie. Chodzilo, i chodzi, o ludzki gest.

    Bo raczej nie o dutki. To tylko PiS na nowo dutkow sie doprasza od Niemcow.

    Ciekawa rzecz, ze pan prezes oduscil sobie, jak narazie, dopraszanie sie (w)rubli. No bo przeciez tez by mogl jakby chcial. To tylko pusta retoryka. Podczas gdy przepraszanie to zupelnie co innego

  183. „PSL czy rząd w Londynie było antyniemieckie. Ale żadna z tych sił nie opowiadała się za ludobójstwem i odpowiedzialnością zbiorową”

    Polskie wladze londynskie nie mialy zadnych mozliwosci wcielania zadnych polityk na ziemiach PRL. Ludobojstw czy odpowiedzialnosci zbiorowych czy jakichkolwiek innych. I tylko dlatego one mogly sobie pozwolic na luksus nie opowiadania za takimi politykami. Inaczej, gdyby mogly, to by sie opowiedzialy. Co wynika z historii. Przejrzanej pod katem polityk wcielanych w zycie przez wojennych zwyciezcow

  184. Chyba na jakies podsumowanie nadszedl czas

    Tanaka napisal emocjonalny wstepniak. Co juz zostalo zauwazone. Czy ten wstepniak zgadza sie z tzw. PRAWDA historyczna? Tu zdania sa podzielone.

    Podzielone do tego stopnia, ze ja chwale autora wstepniaka, jednoczesnie sie z nim nie zgadzajac. Dosyc fundamentalnie zreszta sie nie zgadzajac. A to oznacza jedno:

    TANAKA NAPISAL DOSKONALY TEKST.

    Blogowy tekst. I nic poza tym.

    Dzieki za wlozony wysilek, Tanako. Ja takowe wysilki doceniam. Szczegolnie ostatnio. Bo sam ich juz nie popelniam. Kalendarz, you know. Doganiajacy czlowieka

  185. ‚Przepraszamy i prosimy o przebaczenie’, w 20 lat czy w 70 lat po wojnie, mialo jakies swoje uzasadnienie. Chodzilo, i chodzi, o ludzki gest. I nie o dutki

  186. Szczere przeprosiny za przewinienia wobec bliznich, jesli obo-wspolnie wyrazone, NIE MOGA miec zadnych konotacji monetarnych. Bo te i tak beda rozpatrzone przez bean counters. Ktorzy to zawsze zawsze maja wlaczone kalkulatory.

    Czy ktos jeszcze pamieta jakie sumy, na reperacje wojenne, wyplacily Niemcy (Zachodnie) Polsce? To nie byly zupelnie byle jakie cyfry. W tamtych czasach

  187. Mamy więc tradycyjny dylemat ludzkości. Ci, którzy narozrabiali, nie żyją albo zwiali. Pod ręką mamy tylko tych z ich grupy (nacji), którzy mniej lub bardziej biernie brali w awanturze masowy udział. Nie uciekli i przeżyli, bo byli i są bierni. Czy ponoszą odpowiedzialność za przywódców? Czy można ich karać?
    My oberwaliśmy, bo byliśmy słabi. Dopiero, gdy ktoś (nie my) pokonał agresora, podnosimy głowę i domagamy się zadośćuczynienia. Od kogo? Ano od tych, którzy są pod ręką. Ale taki jest los biernych – najwięcej pracują, najmniej zarabiają i zawsze są wszystkiemu winni. Chociaż jedyna ich wina polega na tym, że są bierni. Ale właśnie ta bierna większość jest podstawą bytu każdego państwa, bo – niezależnie od rządzącej opcji politycznej – bardzo chce żyć tu i teraz.

    Po IIWŚ Polska nie miała wiele do powiedzenia. Jeżeli chcieliśmy uniknąć dalszego bezsensownego rozlewu krwi, musieliśmy przyjąć pokój z dobrodziejstwem inwentarza. Ale w 1990 sytuacja była już inna. Sami wyprosiliśmy „ochronę” USA i Watykanu, choć już nie było żadnego realnego agresora. A ochrona kosztuje. I trzeba zapewnić ochroniarzom nieograniczony dostęp do wszystkiego i wszystkich, ze wszystkimi konsekwencjami: Nasi ochroniarze wiedzą o nas wszystko, my o nich nic. Zlikwidowaliśmy przecież własny kontrwywiad, specjalizujący się przez lata w „obywatelach” USA.

    Gdybym bardziej identyfikował się z Polską, czułbym się zawstydzony żądaniami reaparacji od Niemców. Nie dlatego, że w ogóle, ale dlatego, że tak idiotycznie. Pod koniec 1989 roku, kiedy wolno mi było przyjechać do Polski, pojawiłem się we Wrocławiu i spotkałem z wicewojewodą, porozmawiać o współpracy. Głównie chodziło o Niemców, których ówczesny kanclerz Kohl, chciał za wszelka cenę „zajść od tyłu” NRD. Wymyślił więc wielkie inwestycje w Polsce, a głównie w jej zachodzniej części. Odpowiedź wicewojewody była jednoznaczna (to był i jest urząd polityczny podległy bezpośrednio władzy centralnej): Wałęsa wysłał wszystkim wojewodom nakaz dopuszczania (prawie) bez ograniczeń inwestorów z USA. Z Europy Zachodniej z ograniczeniami, a z Francji i z Niemiec z bardzo dużymi utrudnieniami. Wszystkie następne rządy realizowały i realizują konsekwentnie tę politykę. Dla wyjaśnienia – był to czas buntu (przede wszystkim Francji i Niemiec) przeciwko dominacji USA w NATO, m.in. przeciwko obowiązkowi kupowania broni z USA. W tej sytuacji, zachowanie PiS, a szczególnie Kaczyńskiego jest aż do bólu typowe dla tchórzy – pokrzykiwać i wygrażać zza pleców silniejszych. A kk zachowuje się jak zawsze – obserwuje pilnie kogo może zniewolić i kto jest aktualnie silniejszy, by z nim trzymać i brać udział w „rozbiorach”.

    Nie ma się co oszukiwać – Polska w UE była i jest pachołkiem USA z zadaniem destrukcji i destabilizacji tejże (typowe dla wierzących dziecinne wielbienie wirtualnych bytów i opluwanie karmiących). Poprzednie rządy Francji i Niemiec starały się być dla Polski wyrozumiałe. Teraz sytuacja jest już inna. Jeżeli polityka Polski nie zmieni się radykalnie, możemy ewentualnie liczyć na stosunkowo łagodne wyrzucenie.

    Jakie mogą być konsekwencje? USA jako pierwsze nas porzucą (Murzyn zrobił swoje …). Zostaniemy więc w pełnej zależności od Watykanu i pełnej izolacji od reszty świata. Wrócą granice, zaorane plaże i reglamentowane paszporty. Może uda się nawiązać braterskie stosunki z Koreą Północną.
    A już zupełnie śmiesznie będzie, gdy UE nawiąże bardzo bliską współpracę z Rosją. W sumie jest jej bliżej do Rosji niz do USA. Zwłaszcza z Trumpem.

  188. Takie cyfry ja widze:

    – Republika Federalna Niemiec po II wojnie światowej płaci miliardy euro z tytułu odszkodowań dla ofiar II wojny światowej… Do tej pory z tego tytułu wypłacono dużo ponad 70 miliardów euro.”

    Euro? Odszkodowania na poczatku wyplacano w dolarach. O euro nikt jeszcze wtedy nie pomyslal
    – Jeżeli weźmiemy pod uwagę Polskę – kraj, który najbardziej ucierpiał pod okupacją niemiecką, który stracił relatywnie najwięcej obywateli, to wypłaty świadczeń w Polsce to zaledwie niecałe 3 procent z tej sumy – powiedział prezes fundacji Pollsko-Niemieckie Pojednanie, Dariusz Pawlos. Byl to podział na lepszych i gorszych.

    Nierówność w traktowaniu ofiar tych samych niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych widoczna jest zwłaszcza w zależności od ich obywatelstwa

    Ten proces nierownosci chyba wciaz jeszcze trwa

  189. Kostka
    22 września o godz. 6:24

    „Jak ktoś , kto tak zgrabnie obsmiewal swego czasu paranoję PRLu z jego zadeciami i nadeciami nie dostrzega kolosalnego psikusa , którego płata nam historia i dokłada własną cegiełkę do zbożnego dzieła w głowie mi się nie mieści ale pewnie dlatego że tak rano.”

    Kostko przepraszam ale dopiero teraz przeczytalem, co jest pod linkiem z Libera zalaczanym przez Ciebie.
    To, co napisalas powyzej oczywiscie jak najsluszniejsze.
    Dla mnie jednak Libera (o czym wspomnialem pod poprzednim wpisem) to
    przede wszystkim swietny komentator i tlumacz Samuela Becketta. Jeszcze w Polsce zaczytywalem na smierc wydane i w wiekszosci tlumaczone przez Libere dwa slynne monograficzne numery Literatury na Swiecie poswiecone wielkiemu Irlandczykowi. Fascynacja Beckettem (zainspirowana wlasnie tymi L. na SW.) pozostala mi do dzis i wszystko, co tylko moglem wielokrotnie przeczytalem po polsku i angielsku.

    Jak to mozliwe, by czlowiek, ktory tak kongenialnie tlumaczyl i komentowal S. B., pisarza, ktory, jak nikt chyba z pisarzy pisarzy, pozbawiony byl jakiejkolwiek ‚ideologii’, pisarza, o ktorym Harold Pinter mowil: ‚on nigdy nie pierdolil glupot’, mogl przylaczyc sie do tego skandalu. Jestem w prawdziwym szoku, ze Libera, jeden z moich idoli mlodosci, prawdziwy fachman od niezwykle trudnej i prawdziwie wielkiej tworczosci, upadl tak nisko.
    Polska to juz nie Umeczona, to qrva, Skundlona.

    anumlik,
    Jestem dumny, ze jeszcze przed przeczytaniem Twojego wpisu o tej narodowej hecy sam wpadlem na porownanie z Zolkiewskim ze zjazdu szczecinskiego AD 1949.

  190. Brawo, accie. Jakos udalo ci sie powstrzymac przed pojsciem do pubu w srodku tygodnia No widac

  191. @@act
    27 września o godz. 8:41

    Historia naszej kultury zna wiele przypadków „upadku wielkich”. Ale winni jesteśmy my, ich wielbiciele, bo tworzymy sobie ich obraz na wzór i podobieństwo … No, w każdym razie ideałów. A to przecież ludzie, jak i my. Pełni sprzeczności, wad, itd. Ale mają jedną, wyróżniającą cechę – są w czymś lepsi niż reszta. Co to oznacza? Że muszą/chcą znacznie więcej nad swymi dziełami pracować, zatem mają odpowiednio mniej czasu na resztę świata. Traktując innych według siebie (no bo niby jak inaczej), wierzą, że reszta ludzkości też tak tyra i jak nie wie, to nie gada głupot. Więc biorą za dobrą monetę pierwsze, co usłyszą. Taki był Steinbeck, taki był Miłosz. Ale taka nie była Szymborska.

  192. Chyba ze mu sie nie udalo nie pojsc do pubu w srodku tygodnia. Co tez mozna dostrzec golym okiem

  193. Qba.Racja..Legiony amerykańskie wcześniej czy póżniej odejdą.Amerykanie mają Chiny na głowie i Daleki Wschód. To Rosja ma surowce(gaz,ropę,wodę,ziemię).Europa może wybierać albo Bliski Wschód albo Rosja.My też mamy wybór albo UE albo Rosja.Jeśli UE trzeba szanować traktaty,które się podpisało,jeśli Rosja to trzeba wyjść z UE.Międzymorza nie będzie.Żaden z krajów Europy Środkowej na to nie pójdzie.Polityka węwnętrzna i zewnętrzna PiSu się tak „zaszportała”,że właściwie chyba sami nie wiedzą co z tego wyniknie.

  194. Australian women don’t get drunk in pubs. Szczegolnie w srodku tygodnia. I z rana

  195. Przypomnienie , jak robic kursywe
    kursywa Udalo sie

  196. No nie
    Kursywa Ateraz

  197. Qba
    27 września o godz. 8:12

    To jest bardzo trafne, co piszesz, przy czym dodam, że stosunek USA do Polski uważam za inny,, niż się powszechnie, zwłaszcza teraz zdaje. Jest to bowiem osąd powierzchowny. Trump i jego dekoracyjne gadanie, to była przemowa do polskich frustracji, a ponieważ są to frustracje bardzo głęboko osadzone, takim gadaniem kupuje się Polaka bardzo tanio i skutecznie.
    Podłożem tej frustracji są fakty: Polska, ta aktualna czyli „wyklęta” nie wyzwoliła ani kawałka Polski, nie jest więc Polska mistrzem Polski jak – fałszywie – śpiewamy, by te frustracje sobie zalewać hurrapatriotycznymi wykwitami. Także rola polskich, słusznych, zołnierzy w czasie II Wojny Światowej była tak marginalna, że niezauważalna i o niczym nie decydująca, poza jednym momentem najbardziej gorącym i kryzysowym okresem bitwy powietrznej o Anglię,gdy polscy piloci wydatnie pomogli w przetrzymaniu kryzys i przechyleniu szali bilansu walk na stronę brytyjską. Co właśnie znalazło oficjalny wyraz w uznaniu polskiego pilota jako symbolu Royal Air Force z tamtego czasu.
    Zaś USA traktują Polskę marginalnie (mają tak liczne stosunki w tak licznych miejscach globu, że Polska wśród nich to drobne ziarenko), oraz koniunkturalnie, by się, co jakiś czas, drażnić z Rosją. I wiedzą jednocześnie, że Polska lubi brać udział w takim drażnieniu, bo to na polską sfrustrowaną psychę działa uśmierzająco. Pozwala mniemaniami o własnej wielkości i ważności zasłonić real własnej mikrości.

  198. Slawczan
    27 września o godz. 1:27
    Wreszcie wrzesień to nie dramat ruiny na wyprawkę do szkoły, październik buty dla dziecka czy dentysta a maj upokorzenie braku kasy na wycieczkę szkolną. Jasne dobry liberał powie – naiwny jesteś: lepsze trunki dla pana domu i dłuższe tipsy dla jego dziuni. Zaprawdę? Te narzekania na ,,chamów słuchających discopolo i parawanikujących się od 5 rano”. Szczególnie dobrze brzmią w ustach osób, których to nie dotyka (tzw. celebryci) bo odpoczywają na Seszelach. No ale mierzi cham na WCZASACH.
    Jako czlowiek troche lepiej wyksztalcony od przecietnego Janusza, nie odczuwam z tego powodu poczucia wyzszosci wobec Janusza, chociaz jego parawanowo-plazowo-brzuchozwisajaca-wrzaskliwa kultura mnie nie zachwyca. Ty kladziesz akcent na biede. Z pewnoscia istnieje i zawsze bedzie istniec. Niemniej jednak porownujac z bieda w Afryce, Bangladesz, to chyba ta na nasza bieda nie jest znowu taka straszna. Ale dobrze, ona wystepuje.
    Ale ja poloze akcent na co innego. Kazde spoleczenstwo zawsze sklada sie z masy niewyksztalconych ludzi i tzw. elity. Elite tworzyli lekarze, artysci, nauczyciele, prawnicy..itd. Tej elicie mozna czasem wiele zarzucic, nie mniej jednak jest ona niezbedna jako pewien wzorzec, nauczyciel owych mas. W zdrowym spoleczenstwie owa elita cieszy sie szacunkiem u tzw. ludu. Najlepsi, najambitniejsi reprezentanci ludu aspiruja do elity, jak te chlopskie dzieci u Zeromskiego, jak np. Przybos.
    Ale przychodza czasy, kiedy to namaszcza sie na elite Januszow, czy Edkow(jak to przeczul Mrozek). Jest to czysty bolszewizm, kiedy to wg Lenina kucharka mogla kierowac panstwem.
    Jak to sie dzieje ? Otoz w lonie tzw. elity, czyli ludzi wyksztalconych istnieje grupa frustratow, zdegenerowanych niedocenionych geniuszy, ktorzy nienawidza zdolniejszych artystow, kompetentnych lekarzy, prawnikow, ustabilizowanego panstwa, w ktorym dochodzi do powolnej osmozy miedzy ludem a elitami. Ci zdegenerowani inteligenci wystepujac przeciwko tej normalnej elicie, gloszac, ze prawdziwym nosnikiem wartosci moralnych, ludowej madrosci jest niewyksztalcony patriota. To on jest sola tej ziemi. Ow patriota sam nie wpadlby na ten pomysl, tak jak ciemnemu rosyjskiemu chlopu nie wpadloby do glowy, ze jest przedstawicielem najbardziej postepowej reprezentacji ludzkosci, czyli proletariatu. Niegdys zywil szacunek do nauczyciela, sedziego, lekarza, ale okazuje sie, ze nie musi, bo to on jest lepszy, bardziej moralny. On zna sie lepiej na prawie od profesora, nie bedzie szczepil dzieci, bo lekarze to oszusci, ktorzy na szczepionkach zarabiaja. Jacys wrzaskliwi Elbanowscy staja sie ekspertami od edukacji dzieci.Okazuje sie, ze Zelnik, Pietrzak, Marcin Wolski, Rymkiewicz to wielcy artysci,a Wajda, Holland, Sztur, Kulesza,Janda to miernoty, samozwancy.
    I to jest najwieksza tragedia jaka nawiedzila nasz kraj. Maly, zakompleksiony gnom otoczyl sie miernotami, tymi odpadami elity (przeciez tam sa ludzie z naukowymi tytulami, jak Lenin, ktory tez byl z wyksztalcenia prawnikiem)
    I doszlo do tego, ze Edek pobil w tramwaju profesora za to, ze po niemiecku rozmawial z Niemcem.

  199. @Orteq
    27 września o godz. 6:33

    Rozumiem, że już w 1965 wiedziałeś, za co polscy biskupi przepraszają Niemców w swoim orędziu. Ja nie wiedziałem 🙁
    I dlatego napisałem, co myślałem o tym WTEDY.
    Tak, wtedy, w 1965 roku, czułem dysonans, uzurpację, upokorzenie… Nikt nas przedtem nie przygotował na ten gest.
    Współczułem wypędzonym Niemcom, kiedy myślałem o nich jako pojedynczych ludziach, rodzinach, dzieciach, których barwne szklane kulki znajdowałem w ziemi mojego podwórka. Kiedy sadziłem z moim ojcem drzewka owocowe i w dołku pod orzech włoski pojawił się rękaw garnituru w prążki, to zaprzestaliśmy kopania i w tym miejscu posadziliśmy białą różę…
    Ale jak pomyślałem o NIEMCACH jako narodzie, który wywołał wojnę i przyczynił się do wyzwolenia w swoich wrogach żądzy zemsty, okrucieństwa i przymusu zabijania, to nic mi ich nie było żal.

  200. @act
    27 września o godz. 8:41
    Ja jakos nie zachwycalem sie Libera. Jego „Madame” miala dla mnie jakis podejrzany, wrecz bucowaty zapaszek. Nie potrafilem tego wtedy sobie wytlumaczyc, ale teraz wiem dlaczego. To czlowieczek tez z tej grupy sfrustrowanych elit

  201. @Lewy
    27 września o godz. 9:53

    Troszkę idziesz na łatwiznę.
    Po pierwsze, „biedę” w różnych krajach można porównywać tylko względnie czyli w odniesieniu do globalnych i lokalnych warunków. Tak samo trudno jest na pierwszy rzut oka powiedzieć, kto jest biedniejszy: Żebrak na ulicy czy mijający go elegant z 10 milionami długu?
    Po drugie, wykształcenie nie jest warunkiem wystarczającym do „bycia mądrym”. Elitami rządzącymi byli kiedyś (kolejność prawie przypadkowa) najsilniejsi, później najpobożniejsi, później z dobrej rodziny, później najbardziej perfidni i bezwzględni, a dziś najgłupsi. Bez względu na wykształcenie.
    Po trzecie, cytując Lenina naginasz rzeczywistość. A jak Regan (aktor) rządził USA, to też był czysty bolszewizm? Czy też uważasz, że amerykański aktor, to coś więcej niż radziecka kucharka?
    Po czwarte, w dobie globalizacji zmieniło się wiele, m.in. bardzo zmienił sie sposób kształcenia. Nikt powszechnie nie wymaga od uczniów/studentów myślenia, a jedynie wykonywania instrukcji. Globalnych instrukcji, bo produkty są takie same na całym świecie. To samo dotyczy lekarzy. Ze świecą dziś szukać takiej/go, która/y choć trochę pomyśli zanim wyśle do kolejnego „specjalisty”, który przeczyta wydruk z jakiegoś globalnego urządzenia pomiarowego.
    I to jest największy problem dzisiejszej cywilizacji. Jesteśmy tak przytłoczeni ilością przeróżnych informacji, że nie mamy szans na ich ocenę i wyciągnięcie własnych wniosków. Powtarzamy więc zasłyszane/przeczytane informacje mając nadzieję, że nikt nie zaprotestuje. Bo sprawdzić ich i tak nie ma jak.
    Mamy więc wspaniały paradoks: Nadmiar informacji prowadzi do wiary. Musimy w coś uwierzyć, bo nie możemy wszystkiego sprawdzić.

  202. Slawczan
    27 września o godz. 1:27

    No jak się nie czujesz na tyle, żeby wstępniaka napisać, jak właściwie to już napisałeś, no jak..? Drobne porządeczki i gotowe. Bardzo łatwa sprawa 😀

    Dajesz kapitalny cytat z jeszcze bardziej kapitalnego Michała z Montaigne: Kiedys czytając biografię Henryka IV – króla Francji – przeczytałem przepiękne zdanie (cytat z Michela de Montaigne) ,,Żadne ludzkie mniemanie nie jest tego warte by dać się z jego powodu usmażyć żywcem”.
    Ale to mądry Michał, którego myśli admiratorem jest również mądry i piękny umysł: Józef Hen, który poświęcił mu równie piękną książkę. Zaś nad Wisłą rządzą odwrotne umiłowania: „O jakże słodko za Ojczyznę umierać”. Właśnie jakiś biskup znowu coś palnął o tym, że bozia, honor i Ojczyzna to świetny powód do umierania, więc alleluja i do przodu.

    Mówisz: Piszesz – moje podejście ,,Jest w tym jednak ukryty pierwiastek marzenia i fantazji na ten temat” – brzmi trochę jakbyś chciał powiedzieć: naiwne.
    Otóż – nie, nie traktuję tego jako naiwności jako takiej, ale właśnie jako marzenie. Marzenie jednak nieodwołalnie składa się i z pierwiastka naiwności. Nie jest jednak odwrotnie, że rządzi naiwność, w dodatku pozbawiona marzenia.

    Mówisz dalej: nie da się żyć ciągle dłubiąc w ranach.
    To jest ważna, zasadnicza, kwestia. Otóż, owszem i jak najbardziej, można żyć ciągle dłubiąc w ranach. To właśnie robi PiS. Dłubaniem w ranach jest nieustające odwoływanie się do Katynia, eksploatowanie, spotworniałe do postaci tumoru Smoleńska, teraz wbijanie widelca w dawne rany wojny, by nim wiercić, kręcić, wyrywać zastrupiałe i pobliźnione kawałki ciała, puszczać krew i się tym sycić, wzmagać poczucie dawnych krzywd, by na nich zarobić tysiąc miliardów dolarów. Wyrwana Niemcom forsa miałaby zaleczyć pamiętane rany, które najpierw musi PiS rozszarpać na nowo.
    Pisoidy nurzają się w popędzie śmierci. Popęd śmierci jest jednym z głównych popędów chrześcijaństwa. Rany, krew, ciało krwią broczące i tryskające, męki cierpienia i śmierć są głównym motywem tej choroby psyche jaką jest chrześcijaństwo. Nagrodą jest zbawienie. Zbawieniem jest teraz tysiąc milionów dolarów.

    Natomiast ewindentą racją psychologiczną jest, że nie da się żyć w zdrowiu psyche nieustannie w ranach grzebiąc. Ale, skoro się zostało poranionym, by wyzdrowieć, konieczne jest skonfrontowanie się z tymi bólami, tramami, ranami, zajrzeć w głąb piekła (tu jakiś niegłupi pisarz wstawił do jezuskowego paciorka: „zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał.. – to nic innego, jak mądrość psychologa, przy czym te „trzy dni” to tylko symbol. To może trzy lata, albo trzydzieści), rozpoznać je, pojąć jego grozę by także pojąć jego słabości, i moc własnego panowania nad nim, na tyle w każdym razie, by móc, w drodze procesu terapeutycznego, powrócić lub wyjść do życia. I żyć. Zdrowiej, lepiej, niż ciągle siedząc w ranach.
    Ani wcześniej takiego procesu nie prowadzono w większej skali i na sposób konsekwenty, ani teraz to co robią chore pisoidy nie ma nic wspólnego z takim procesem, a wręcz odwrotnie, ani wtedy biskupi, ci od listu i pozostali, nie przeprowadzali procesu terapeutycznego na sobie i na swoich wyznawcach, choć mają do tego niezłe, najlepsze u nich, narzędzie: proces pokuty, ani po niemieckiej stronie biskupi tego nie robili. Nie, ponieważ jeśli chodzi o biskupów, są po jednej stronie: Watykanu, a dzieli ich tylko, dla nich mało znacząca – granica państwowa. Funkcjonariusze tegoż Watykanu, słudzy tegoż papieża – Piusa XII i jego poprzedników tworzących Kościół kat, który to Kościół i który to Watykan z tak głęboko ufundowanym przekonaniem i entuzjazmem popiera(ł) wszelkie faszyzmy (dodajmy reżimy faszystowskie i ostro prawicowe w całej niemal Ameryce Południowej i Środkowej, oraz na innych kontynentach), ze szczególnym uwzględnieniem nazizm i Hitlera, de facto, pisali ten list sami do siebie, sami się nawzajem rozgrzeszając i dając sobie przebaczenie. A byli – i są dalej – stroną tamtej wojny i tamtych traum. Powinni być podsądnymi w odpowiednim trybunale, jak ci (jakże nieliczni) naziści i zbrodniarze w Norymberdze, tymczasem sami się postawili w roli sędziów pokoju i sędziów sobie samym niezwykle życzliwym, nie poddając się żadnemu autentycznemu procesowi, który wiedzie ku zdrowiu, i tej Prawdzie, o której nieustannie gadają.
    Dlatego ten list z 1965 roku nie jest istotnie wyzwalający z traum wojny, a istotnie maskujący i zakrywający żywość, autentyzm i trwałość traum, które są dziedziczone I ci dziedzice dziś, z taką oczywistą dla nich łatwością, odruchowo odpowiadają niech Niemcy płacą!
    Bo Polacy to nieustające ofiary historii. Z tego, nieustająco (poza – cześciowo – okresem PRL-u własnie ! ) żyjemy i chcemy żyć nadal. To jest ten sam popęd śmierci, ta tocząca Polaków choroba.

  203. Qba
    27 września o godz. 10:34
    Qubusiu, ok ide na latwizne. Ale pojde jeszcze dalej, bez wglebianie sie w meandry globalizacji. Uwazam po zolniersku, ze lekarz zna sie lepiej na medycynie niz Janusz, ze doswiadczony oficer jest lepszy od Misiewicza, ze wyksztalcony posiadajacy zyciowa praktyke sedzia lepiej rozstrzygnie spor , niz brany z lapanki lawnik, ze profesjonalny kucharz usmazy lepsza jajecznice niz taki jak ja niedolega.
    Tak to jest Qubuisiu i nic tu nie ma chodzenie na latwizne. I wiedze tych kucharzy, sedziow, lekarzy trzeba darzyc szacunkiem. I co Ty na to ?

  204. @Qba 10:34

    Karkołomne jest Twoje porównanie kucharki z aktorem, a konkretnie tym aktorem. Jakoś nie zwróciłeś uwagi na fakt, że aktor skończył studia, w przeciwieństwie do leninowskiej kucharki (wiem, wiem, studia to żaden argument, niemniej jednak czasem lepiej je mieć niż nie mieć). Że zanim został prezydentem sporo lat siedział w polityce, że był gubernatorem dużego stanu. Nie został pretendentem z pozycji halabardnika w podrzędnej operze mydlanej.

  205. zyta2003
    27 września o godz. 2:34
    Mantra: „Przepraszamy i…..” przez wiele lat brzmiala mi w uszach. Nie mialam pojecia za co przepraszamy i nie wiem jakiej „podmiotowosci byl to zalazek (@tejot).” Mysle, ze 95% spoleczenstwa nie zaprzatala sobie tym glowy, chociaz brzmialo to wtedy jak niesmaczny zart. Wypedzeni zaistnieli w swiadomosci publicznej kilkadziesiat lat potem.

    Mój komentarz
    Uzupełniam powyższe reminiscencje o
    Nie było tak, że 95 % społeczeństwa nie zaprzątało listem biskupów sobie głowy, bowiem media grzmiały o fałszywej pamięci biskupów, o odwetowcach zachodnioniemieckich, zbrodniach hitlerowskich, że będziemy pamiętać, że my się nie boimy, że mamy pewność, bo jesteśmy w sojuszu. Na ulicach dużych miast wystawione były bilboardy (pierwszy raz w życiu coś takiego zobaczyłem) krzyczące – pamiętamy, nie przebaczymy, itd.

    Zapewne 95 % ludności nie dzieliło włosa na czworo w tej sprawie, lecz moim zdaniem te 95 % stawiało sobie pytania – o co chodzi, po co taki krzyk podniesiono? Jeśli to zdrada, to pozamykać biskupów i będzie spokój. Dlaczego jeszcze się nie wzięli za nich?

    Te same 95 % widziało jak przez mgłę w tym liście jakiś chwyt, apel, może i po części niewłaściwy, nietrafiony, lecz dlaczego tak intensywnie postponowany i kojarzony z Hansem Heil Hitler i granicą na Odrze i Nysie? Dlaczego tak nerwowo?
    Przecież biskupi nie pisali o granicach, reparacjach, roszczeniach, o należnej Niemcom nienawiści. Pisali o zaczątku ułożenia stosunków między narodami według pewnych zasad. W biskupim oświadczeniu były to zasady, nazwijmy to moralne, ewangeliczne, co miało swoją wagę w pewnych okolicznościach oraz było absolutnie nieważkie w innych.
    Propaganda oficjalna kładła akcent na ten drugi czynnik deprecjonując, unieważniając z marszu, doraźnie, głośno i niezwykle schematycznie cały list z przesłaniem w nim zawartym.
    O tym niektórzy myśleli – coś w tym musi być, dlaczego machina propagandowa tak się zapluwa na temat jednego listu?

    Dodać należy, ze list ten był ogłoszony w okresie przygotowań do obchodów 1000 – lecia państwa polskiego i KK szukał i znalazł motyw, w którym wypowiadając się mógłby zaakcentować swoją podmiotowość, zasugerować 1000-letnią łączność z wiernymi. Motyw niemiecki był dla tych celów bardzo niewygodny, lecz innego nie było, a czas naglił. EWG furczała, współpraca byłych wrogów na śmierć i życie się normalizowała, a najbardziej wrażliwy składnik problemu niemieckiego na Wschodzie (Polska) tkwił właściwie w ślepej uliczce.

    Prawdę mówiąc, to i dla państwa czas naglił, bowiem relacje polsko-niemieckie były pochodną relacji całego blogu demoludów, a ekipa rządowa regionalna (polska) była bez ruchu w tym temacie. Dopiero incydenty z zięciem Chruszczowa, który będąc na wyjeździe w NRF targował pomysły co zrobić z Polską, jak ją umiejscowić na mapie, czy nie są możliwe jakieś poprawki, uświadomiły niektórym, że coś należy zrobić, jak się tylko nadarzy okazja.

    Okazją była radziecka normalizacja stosunków z NRF, po której stała się możliwa normalizacja (na ówczesną modłę) stosunków Polska – NRF, podpisana w 1970 roku. Były to bardzo trudne rozmowy, bo demony nie spały i niełatwo było lawirować pomiędzy podległością, a samodzielnością w rozmowach z państwem, które nadal miało pamięć klęski być może nie do końca sprawiedliwej w obszarze byłego niemieckiego Wschodu.
    Pzdr, TJ

  206. @Lewy
    27 września o godz. 10:56

    Idziesz na łatwiznę, ponieważ pomijasz fakt drastycznego obniżenia poziomu cytowanych elit. To trochę tak, jak Kaczyński wymagający najwyższego szacunku dla brata, bo jest prezydentem. Może to i w tę stronę powinno działać, ale co z drugim kierunkiem, kiedy osoba pełniąca funkcję prezydenta obniża rangę urzędu?
    Cytowane przez Ciebie przykłady (Misiewicz, itd.) są oczywiste ale mnie chodzi o średnią, z którą styka się przeciętny obywatel. I ta średnia przeraźliwie spada. Po kolejnej wizycie u kolejnego lekarza wolę dobrą kucharkę. Też mnie nie wyleczy ale przynajmniej dobrze zjem.

  207. @paradox57
    27 września o godz. 10:58

    Chyba nie jest tak całkiem karkołomne. Po prostu nic nie wiemy o tej symbolicznej kucharce. Może to niepracująca żona ważnego polityka, która całe życie – oprócz gotowania – doradzała mężowi?
    Poza tym, szczególnie w USA, prezydentem zostaje ten, kto wykonuje polecenia swej partii. Szczególne skłonności przywódcze nie są zatem istotne, a mogą wręcz przeszkadzać (Trump), natomiast zdolności aktorskie mogą się przydać.

  208. @Qba

    Mimo wszystko, jak wynika z tego co napisałeś, idziesz do kolejnego lekarza. Z jakiegoś powodu do niego idziesz. Bo chyba nie z przyzwyczajenia.

  209. @Qba
    W związku z tym czemu zestawiłeś hipotetyczną kucharkę z całkiem konkretnym aktorem? Trzeba było konkret zestawić z konkretem. Byłoby co porównywać.

  210. @paradox57
    27 września o godz. 11:22

    Bo to jak z lotto, mam nadzieję, że w końcu trafię. Tym bardziej, że kiedyś mi się udało. Prawie 30 lat temu trafiłem na fenomenalnego dentystę i do dziś nie mam kłopotów z zębami (wszystkimi własnymi).

  211. @paradox57
    27 września o godz. 11:24

    Nie zestawiłem, tylko stwierdziłem, że brak danych nie jest dowodem negatywnym. Nie można więc a priori deprecjonować kucharki. Mogła przecież – tak jak aktor Regan – przejść po kursach kucharskich całą drogę polityczną jako np. komisarz polityczny. A że tego nie wiemy? Kreml niechętnie udostępnia dokumenty.

  212. Z kucharkami, to ja bym nie był takim optymistą 🙄

  213. … co do dobrego nakarmienia

  214. Tobermory
    27 września o godz. 10:02

    Na codzień kierujemy się prostymi intuicjami moralnymi, jednak w złożonym świecie te proste intuicje często zawodzą. Raz po raz, ciekawie, pisze o tym nasz sąsiad-spec, Jan Hartman.
    Ten gest, refleksja moralna, by w miejscu znalezienia w ziemi śladu marynarki, w domysle – człowieka, posadzić różę, jest piękny i wartościowy. Nie wiemy, czy jest tam człowiek (nie kopaliście dalej, by sie upewnić), zakładamy że jest i jest to człowiek nam nieznany. Po prostu człowiek. Ale zapewne inaczej byśmy się zachowali, gdybyśmy wiedzieli kto to jest, gdyby tak był ktoś, o kim wiemy,, że ma na sumieniu popelnione ciężkie zło, zbrodnie. Jakbyśmy się zachowali, gdyby był to rękaw munduru, a na mundurze opaska ze swastyką, na kieszeni na piersi żelazny krzyż, albo na wyłogach znak SS ?

    Kim byli ci wypędzeni z Heimatu Prus Wschodnich, Gdańska, Szczecina, Wrocławia, Dolnego Śląska czy kawałka Górnego Śląska Niemcy? Gdy patrzymy na tłum, nie ubrany w mundury, wśród niego dzieci i starcy, ciąhnący na wóznach swój domowy dobytek, łatwiej nam myśleć: to zwykli ludzie, cywile,niczemu niewinni. Łatwiej nam o odruch wspołczucia. Czy mamy ten sam odruch gdy rozejrzymy się wokół siebie i widzimy siebie samych oraz naszych sąsiadów z podobnego tłumu: jeszcze biedniejszych, bez wozów i taborów, też z dziećmi, ze starcami i kalekami i przypomnimy sobie, dlaczego nie jesteśmy we własnych domach, a tu, tak nędzni i tak nieliczni, bo wieli z nas nie ma? Czy trudno wtedy o konstatację faktu, że ci niewini niczemu niemieccy cywile nie tylko głosowali na Hitlera,nie tylko hailowali, ale i wydawali Żydów gestapo, sami ich prześladowali, zajmowali ich domy, z których teraz my ich wypędzamy? czy to nie ci, co się przenieśli z Austrii, z Bawarii czy Szlezwiku na nowe ziemie, do nowego heimatu, ktory sobie oczyścili z Polaków/Rosjan/Ukraińców? Czy to nie ci niewinni Niemcy, nie te matki błogosławiące synów idących zdobywać Europę, bo im się ona należy, nie ci, co się czuli rasą panów? Biednie teraz wyglądają, idą smętnie, wyglądają żałośnie. Na ile im współczujemy, na ile czujmy się ich braćmi? To już proste intuicje moralne nam nie wystarczają, plączemy się w tym co właściwe, co dobre, co nie bardzo, w ogóle łatwo tracimy orientację, co jest czym. A w takich sytuacjach bierze zwykle górę prawo siły. Kto ma siłę, ten ma rację. To zwykle jest fałszywe połączenie, ale nie zawsze.

  215. @Tobermory
    27 września o godz. 11:39

    Jeżeli chodzi o jedzenie, to po latach die Übung macht den Meister przeszedłem do der Meister macht die Übung. Problem kucharki mam więc z głowy. Z lekarzami mi się nie udało i pewnie nie uda. Może dlatego, że to znacznie trudniejsze.

  216. @Tanaka
    27 września o godz. 11:40

    Tam BYŁ człowiek. Ojcu wystarczyło, że rękaw nie był pusty. Miejsce było przy werandzie. Nikt potem nigdy tam nie kopał, przynajmniej do 1985 roku, kiedy zamieszkali tam inni ludzie.
    Z opowiadań wiem, że na innym podwórku zakopana była całkiem płytko kobieta owinięta w pierzynę… Dzieciaki bawiące się obok szkoły natrafiały w zaroślach bzu na trupy, broń, amunicję, każdy młodzieniec w sąsiedztwie był uzbrojony, w lasach nie brakowało wszelkiego wyposażenia, znajdowano nawet wanny i pianina…
    Lata 1945-47 to był prawdziwy Dziki Zachód 😎 Po okolicy snuły się bandy sowieckich maruderów, nie brakowało fałszywych mnichów, a szabrownicy z „Centrali” (tak nazywano polską Polskę) najeżdżali opustoszałe miejscowości i brali wszystko jak swoje 🙄

  217. @Qba
    Tuż po październikowej rewolucji w Rosji, takie kupleciki chodziły (jeszcze Dzierżyńskiego mołojcy się do aktorów nie dobrali):

    Rańsze była powarka, zwali jejo Łakieria,
    a tiepier na frontie, Siestra Miłosierdia.
    Rańsze był izwoszczyk, zwali jego Wołodia,
    a tiepier na frontie, Wasze Błagorodie.

    Epoki Ci się, musi co, pomerdały.

  218. Ja pamiętam z głębokiego dzieciństwa zadbane gospodarstwa Mazurów i zdewastowane gospodarstwa Polaków z Polski, którzy wszystko co się dało wywozili „do Polski”, bo Niemcy tu wrócą. To nie były dobre lata ani dla rdzennych mieszkańców, ani dla przybyszów ze wschodu, bo jedni i drudzy byli traktowani jak wrogowie. Wilniuki zostali, bo i nie mieli gdzie pójść, ale Mazurów wypchnięto do Niemiec.
    Nie można oceniać tamtych czasów ani z perspektywy polskich krzywd, ani z perspektywy czasów współczesnych.
    Ja uważam, było, minęło, trzeba żyć tu i teraz i żyć w zgodzie.
    Pisałeś Tanako o niepotrzebnym i szkodliwym rozdrapywaniu ran, jak przyrównałabym to do jazdy samochodem, kiedy zamiast przed siebie patrzy się we wsteczna lusterko. Daleko się nie zajedzie.
    *
    Proszę nie postponować kucharek. Ivana Trump do dziś dnia udziela biznesowych rad mężowi. 🙂

  219. @anumlik
    27 września o godz. 11:59

    Czy aby na pewno? Ludzie, którzy robili w 1917 roku rewolucję byłi raczej dorośli, a nawet bardzo. Mieli zatem za sobą kawał życia. Pod caratem. Mogła się tam zaplątać żona carskiego polityka? Mogła. Jako niepracująca – taka wicie kultura – była mężowi kucharką. Mogła mu doradzać w polityce? Mogła. Pomimo zupełnie innej epoki.
    Przecież pamiętasz zmianę ustroju w Polsce. Po zmianie byli to ci sami Polacy. Przynajmniej fizycznie. Również kucharki i aktorzy.

  220. Lewy
    27 września o godz. 9:53

    Uwaga Slawczana którą cytujesz, uważam za w dużej mierze trafną.
    Bieda nadwiślańska nie ma realnie nic wspólnego z biedą afrykańską. Tam bieda jest balansowniem na granicy przeżycia biologicznego lub niewiele więcej, albo też balansowaniem na granicy przeżycia z powodów wewnętrznych konfliktów. Polska bieda nie jest biologiczną walką, ale walką społeczną: ludzie mają mało, czasem bardzo mało, ale inni mają więcej, znacznie więcej. I w ramach tej walki, (lub pomsty) jest walka o tzw. godność. Za akt symboliczny i zarazem fizyczny wywalenia setek tysięcy Polaków poza nawias godności i poza nawias minimum społeczno-ekonomicznego uważam podpis Balcerowicza na decyzji natychmiastowej likwidacji PGR-ów. W sobotę wieczorem to byli jeszcze ludzie, pracownicy panstwowych przedsiębiorstw rolnych, w poniedziałek rano dowiedzieli się, że są już tylko zbędnym kosztem nowego państwa pt. Słuszna Polska i mogą sobie iść do lasu żreć jagody. To był akt czystej ideologii, a ludzie to była liczba w rubryce „koszty”, do usunięcia. Żadne kolejne rządy, włącznie z dwoma rządami SLD, który to i owo usiłował poprawiać, ale słabo to wychodziło, niewiele, lub nic z tym nie zrobił. Kaczyński to wykorzystał i rządzi, bo „przywrócił ludziom godność”. Odebrał im co innego, ci „godni” za to zapłacą, ale już z innego tytułu i zapłata będzie rozciągnięta w czasie, więc nie tak drastycznie widoczna jak decyzje w rodzaju tych, jakie podejmował Balcerowicz.

    Masz rację i bardzo celnie to ująłeś: osmoza; to właśnie taki cywilizacyjny system przenikania się „elit” z „dołami”. W państwach nowoczesnych, cywilizacyjnie i demokratycznie rozwiniętych, konieczna jest własnie taka osmoza, by „doły” miały poczucie, że są w stanie, jak zechcą, jak się postarają, dostać się do elit, albo co najmniej łatwo im sobie wyobrazić, że tak może się stać i choć niekoniecznie chcą tak zrobić, ale jak im się zachce, to będzie to możliwe. Słowem, to taki melanż realności z marzeniem.
    Problemem, zasadniczym, staje się zamykanie się „elit” dla owej osmozy, uszczelnianie granic i pozostawianie „dołów” w przekonaniu, że nawet jak zechcą i jak się postarają, to elitą nie zostaną. Mit „pucybuta” co zostanie prezydentem, kruszy się i sypie w USA już od dość dawna, stąd te turbulencje polityczne i Trump jako prezydent. W Polsce też te „elity od koryta” się wyradzały odcinając od „dołów”, więc „doły” (Suweren), za pomocą PiS-u elity od koryta oderwał, po stalinowsku, ma się rozumieć. Tak oderwał, żeby nie oderwać, ponieważ w miarę postępu odrywania narasta bunt i sprzeciw starej elity przeciw masom („Suwerenowi”), więc PiS musi odrywać jeszcze bardziej stanowczo. Skutek będzie taki, bo inny logicznie być nie może, że jak już całkiem się stare elity oderwie, to ich opór urośnie do nieskończoności, czyli pojawi się punkt pregięcia i odrywanie od koryta albo się zawali i PiS polegnie pod siłą oporu, albo dwie przeciwne siły tak się wzajemnie zaklinczują w równym sobie a przeciwnie skierowanym oporze, że skamienieją i tak będą trwać. PiS, do życia i uzasadnienia własnych łajdactw, potrzebuje oporu tych od koryta. Im więcej łajdactw PiSu tym większy opór i trudność z odrywaniem od koryta musi być ogłaszana. Taka jest dialektyka pisoidów, taka była dialektyka Stalina, taka jest dialektyka Kościoła kat i każdego dyktatora.

    Ten szacunek i uznanie dla „elit”, czy też po prostu elit: lekarzy, naukowców, inżynierów, nauczycieli, prawników, przedsiębiorców, twórców, jest w naszym modelu cywilizacji (mówię o Europie w te chwili, a nie o Polsce) konieczny. Co więcej, jest to bardzo sensowne. Elity te jednak powinny być niewyrodzone, nie izolujące się, a „miękkie”, wpasowujące się w system demokratyczny, „przenikliwe” dla „dołów”, umiejące dowieść, że zasadnie są elitami, a nie uzurpacyjnie.
    PiS, plując na elity, sam się stał elitą, więc – psychologicznie – pluje na siebie. Jest elitą uzurpacyjną, chociaż wytworzoną wskutek demokratycznego wyboru. Co niewiele, niemal nic nie ma do rzeczy bo istotą elitarności nie jest demokratyczność. Twórczość nie zgadza się z demokracją, w nauce prawdy nie ogłasza się metodą głosowania, most też nie nadaje się do eksploatacji za pomocą uznania przez Suwerena, że jest „dobry”. PiS jest elitą nominalną, nie realną. Teraz to głownie szmondaki, męty, prostaki, pospolite chamy i dewastatorzy. Zmierzają do wytworzenia elity fałszywej, zamkniętej i wyrodzonej, gdzie osmoza nie będzie działać. Chyba, że „dla swoich”. Co w państwie demokratycznym równa się braku osmozy w ogóle. Ta swojskość zabija różnorodność, czyli otwartość i „miękkość” elit, nieuchronnie więc prowadzi do degeneracji. I tak będzie. W warunkach polskich będzie to raczej degeneracja rozlazła, dziadowska, błoto i smród raczej niż porządny zamordyzm a la Pinochet. Taki mamy klimat

  221. Tobermory
    27 września o godz. 11:59

    Tak, to były czasy bardzo niepewne i ciągle niebezpieczne. Człowiek wielkiej mądrości i doświadczenia, znawca Ziem Zachodnich – Aleksander Małachowski, ktorego bardzo cenię, mowił, że Polacy dostali, w postaci tych ziem poniemieckich w większej niż ‚piastowskich” cześci, tak wiele dobra, cywilizacji, a byli do tego tak słabo cywilizacyjnie, mentalnie,kulturowo i technicznie przygotowani (bo pochodzili z bagien, lasów i pól Wschodu) że nie dali rady tego mądrze i efektywnie zagospodarować przed dziesięciolecia, więc mnóstwo tych walorów przegapili, zmarnowali i popsuli. Choć, niewątpliwie, sporo też mądrze wykorzystali, a mądrość ta rodziła się w bólach.
    Moje obserwacje, wiedza i doświadczenie, wzięte w znacznej mierze także od ludzi mi bliskich, którzy bardzo dogłębnie, konkretnie i na bardzo fachowym poziomie mieli do czynienia z tym, o czym mówił Aleksander Małachowski, dokładnie to potwierdzają.
    Wartość i korzyść cywilizacyjną jaką Polska uzyskała w postaci Ziem Zachodnich uważam za trudną do przecenienia.

  222. @Qba
    Kucharkę (jako żonę carskiego czynownka) uwidieł, a izwoszczyka – niet. Tamta rewolucja to nie tylko wykształcony Trocki i Dzierżyński, czy niedokształcony Lenin i Stalin, a „proste mużyki” i niekumate baby, które (i których) rewolucja wyniosła do niebywałych zaszczytów (ale to drobiazg); ona (ta rewolucja) sprawiła, że oni (i one) stali się panami życia i śmierci dla setek tysięcy innych (także czasem prostych) ludzi. Nie udawaj, że tego nie wiesz. Nie kokietuj, znaczy 😉

  223. Sprowadzanie analizy stosunków społecznych do omawiania relacji elity – pozostała cześć narodu jest w pewnych okolicznościach twórcze, przynoszące inne spojrzenie na państwo, lecz traktowanie metody analitycznej „pod elity” jako całościowej, dającej w każdym przypadku uprawnione uogólnienia o społeczeństwie i państwie jest moim zdaniem bezprzykładne, mało przedmiotowe, wąskie i fragmentaryczne.
    Jest to w większości przypadków podejście skrajnie uproszczone, np. gdy propaganda aktualnych ”elit” ma efektywnie dotrzeć do nie interesujących się państwem obywateli poprzez przedstawianie im obrazu rzeczywistości strawnego dla ich serc i umysłów – rządziły wami paskudne elity, my jesteśmy elitą, ale inną, my jesteśmy ruchem, platformą porozumienia, wyzwolić was chcemy, naprawić państwo, by wszystkim ludziom żyło się lepiej. To oni chcieli być elitami, oszukiwali was przez całe kadencje, lecz to się skończyło, oni już nie wrócą, itd.
    Na poziomie poznawczym – elity i reszta – da się dużo wytłumaczyć i „ciemny lud to kupi”.
    Pzdr, TJ

  224. Lewy – osmoza w społeczeństwie, przenikanie się klas, to pojecie celnie użyte przez Ciebie.
    Ja bym dodał do tego uzupełniający termin – gradient. Gradienty bogactwa, władzy, zasobów kultury, itd. w społeczeństwie

    Lewica tym się różni od prawicy, że lewica postuluje spłaszczenie tych gradientów poprzez intensyfikację osmozy społecznej (klasowej), a prawica pozostawia to procesom naturalnym – jaka równowaga się wytworzy przy przestrzeganiu zasady „każdy ma równe szanse” (na starcie), tak będzie i nie należy tego zbytnio modyfikować, bo taka równowaga jest naturalna.

    Osmoza spłaszcza gradient, czyni go mniej stromym, a wzrost gradientu intensyfikuje osmozę. Taki mechanizm ma działać z założenia, w społeczeństwie idealnym.

    W społeczeństwach rzeczywistych te zależności uzewnętrzniają się nieraz chaotycznie i gwałtowanie, są przyczyną nieoczekiwanych decyzji wyborczych, wystąpień w różnych kampaniach anty i pro, przewrotów, zwrotów, wolt i ustępstw. Jednych po to, by osmozę zablokować, innych by ja udrożnić lub zastąpić przelewaniem z zasobnika do zasobnika, niekiedy z pustego w próżne.
    Pzdr, TJ

  225. @anumlik
    27 września o godz. 13:04

    Przykro mi, ale straciłem wątek i już nie wiem o co chodzi. Co do rewolucji, to tak większość twierdzi, więc pewnie tak było.

  226. @ tejot
    27 września o godz. 13:38

    … „każdy ma równe szanse” (na starcie)…
    To brzmi równie prawdziwie, jak „uczciwa walka”. Jeżeli miałoby tak być, to sytuacja taka powinna dotyczyć wszystkich, wszędzie i zawsze. A przecież nie po to rodzice harują, by ich dzieciem nie miałoby być lepiej. Nawet biorąc pod uwagę wzrost dobrobytu całego społeczeństwa, w przełożeniu na jednostkę byłoby to w jednym pokolenie niezauważalne.

    W rzeczywistości, hasła takie obiecują gruszki na wierzbie, a oznaczają jedynie brak zakazu. I to tylko na starcie. Już na pierwszym wirażu zaczynają się bowiem schody, co w zwykłym biegu na 5 km jest dosyć zaskakujące. Tym bardziej, że – jak się szybko okazuje – część biegnących jest na to przygotowana.

  227. Ja przepraszam, że znowu z doskoku i znowu po przeczytaniu kilkunastu komentarzy od końca… ale chcę tylko krotochwilnie dodać, że nie bardzo wiem, czy dyskutowane zjawisko to bardziej osmoza czy raczej dyfuzja i co z tego wynika dla kondycji opisywanego społeczeństwa… 😉

    Machając na pożegnanie starym zeszytem z notatkami o prawie Ficka w którym nic a nic nie było o elitach ani o Januszach – uciekam.

  228. @Qba, z godz. 14:38

    Sam se szukaj swego wątku,
    Który zostawiłeś w kątku
    Zestawiając błazna z kuchtą.
    Kuchta bolszewi-ji kruchtą
    Przesiąknęła po kokardki.
    Błazen hollywoodzkie kartki
    Zmienił w fotel number one;
    (niezły z błazna stał się pan!)

  229. @zza kałuży

    Nie wymachuj prawem Ficka,
    Gdy membrana bloga fika;
    Równowagę osmotyczną
    Myląc z formułą magiczną.

  230. @wbocek
    27 września o godz. 18:07

    Przepraszam, że ujęcie nieostre, alem spieszył się, by je pochłonąć.
    https://app.box.com/s/q26v915dzu81t7yywp3ri5ay4dpkaxuc

  231. @wbocek
    27 września o godz. 18:07

    Nie znam. Tu takie chyba nie rosną. Znam z Polski tylko podgrzybki zwane siniakami. Ale ja też byłem dziś na grzybach: garść kurek, trzy borowiki i ze 20 kań! Te grzyby nazywają się tu po prostu Parasolpilz 😉
    Rydze też były, ale wszystkie robaczywe, małe i duże 🙁 Jeden, co był zdrowy, okazał się fałszywy 🙄

  232. Tobermory
    27 września o godz. 19:01

    Dobitniejsza ilustracja, czemu piaskowiec się nazywa „modrzak”.

    Tobermorku, u nas to też grzyb tak rzadki, że poznałem go bodaj nie wcześniej jak góra 5 lat temu. Zbierałem dotąd ze sześć, siedem razy. Zwykle w czasie jednego grzybania znajduję grupkę od dwóch do pięciu, siedmiu. Kompletnie nie robaczywe i dość kruche. Dziś pierwszy raz ususzę je na oddzielnym drucie, by sprawdzić zapach, bo dla żony i dla mnie zapach suszonych gra pierwszorzędną rolę. Z tego powodu prawdziwki nie są dla nas grzybami pierwszej klasy. Takimi są: borowik ceglastopory i borowik ponury oraz maślak pstry i za nim – wszystkie maślaki.

    A tego olbrzyma, co nie wiedziałem, co za potwór, nie rozpoznałem. Sprawdzałem wszystkie pieczarki. Jak chodzi o wielkość, pasowałyby dwa gatunki: pieczarka okazała lub pieczarka wielozarodnikowa, ale co z tego, skoro białe blaszki nie pasują. Inna rzecz, że te białe blaszki dziś rano już były brązowe, a zarodników wysypało się na stół z 15 milionów.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6470504169387480786?icm=false&iso=true

  233. Qba
    27 września o godz. 18:23

    Pewnie rydze, Qbo, bo dają się zauważyć pierścienie na kapeluszu. Ale gdyby ktoś powiedział, że to mleczaj smaczny, też bym uwierzył, choć on pierścieni na kapeluszu nie ma. Za to surowy śledziem pachnie. Po usmażeniu ten zapach znika i jest niebo w gębie – nie mniej niebiańskie niż je robi rydz (też przeca mleczaj).

  234. Grzyby, grzyby, ja daleko nie muszę chodzić, w ogrodzie mam, teraz już chyba z dziesięć. Nie wiem co to jest to nie ruszam. I czekam na muchomory, były rok temu.
    https://goo.gl/photos/aGd4Fq7kc421QsGQ9

    Szkoda że kanie u mnie nie rosną, panierowane w jajku, mniam

  235. @NeferNefer
    27 września o godz. 19:40

    Twoje grzybki wyglądają na jakieś kozaki. A muchomorów to i u mnie nie widać.
    Zebrałem się w sobie i zrobiłem album. Nie ma w nim grzybów, są tylko dwa konie i jest trochę Francji, Portugalii, Extremadury i Andaluzji…
    https://photos.app.goo.gl/TlRI1zm6YN0BYuIM2

  236. NeferNefer
    27 września o godz. 19:40

    Neferko, Tobermorek ma rację: na bank kozaki. Ten najczarniejszy to kożlarz czarny (musi być w pobliżu brzózka”). Te dwa to też kożlarze babki, ale dziwnie podgrzybkowy kolor kapeluszy – więc mogłyby to być kożlarze dębowe, jeśli w pobliżu jest dąb lub buk.

    W nagrodę za piękne fotki masz dzisiejsze leśne dzwonki. Moje paparaciki nie równają się do waszych, więc pokazują raczej idee obrazów niż obrazy.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6470520446631034706?icm=false&iso=true

  237. Tobermory – 10:02

    „Rozumiem, że już w 1965 wiedziałeś, za co polscy biskupi przepraszają Niemców w swoim orędziu.”

    Wiedzialem, i to co nieco tylko, o kontrowersjach z tym zwiazanych. Za mlodym byl zeby wiedziec za duzo o biskupach..

    „Ja nie wiedziałem I dlatego napisałem, co myślałem o tym WTEDY. Tak, wtedy, w 1965 roku, czułem dysonans, uzurpację, upokorzenie… Nikt nas przedtem nie przygotował na ten gest.”

    To biskupi ciebie, oraz Gomulke i Cyrankiewicza, przygotowywali do wiekszego kroku pojednaniowego. Tego poczynionego w grudniu 1970

    „Współczułem wypędzonym Niemcom, kiedy myślałem o nich jako pojedynczych ludziach … Ale jak pomyślałem o NIEMCACH jako narodzie, który wywołał wojnę i przyczynił się do wyzwolenia w swoich wrogach żądzy zemsty, okrucieństwa i przymusu zabijania, to nic mi ich nie było żal.”

    I to na tym polegaja zagrozenia wynikajace z polityki odpowiedzialnosci zbiorowej. Czlowiek przestaje zalowac drugiego czlowieka. Tego przymusowo zabijanego w ramach oszolomskiej polityki odwetu. Calkowicie niewinnego najczesciej

  238. NeferNefer
    27 września o godz. 19:40
    Gratuluję znakomitych zdjęć. Grzyby ukazane – jadalne*. Na pograniczu norwesko-szwedzkim (okolice Töcksfors) jest tego cała masa. Problem – są szybko robaczywe, tak więc w razie „żniw” trzeba się spieszyć…
    Robiliśmy jajecznicę z w.w. jak też z kurek – te nie są tak podatne na larwy.
    W tamtejszych lasach także piękne okazy muchomorów. I całe plejady innych gatunków
    grzybów.
    *- można się upewnić prze kupienie odpowiedniego atlasu grzybów lub też poczekać na radę tut. znawcy.

  239. Tobermory
    27 września o godz. 19:45

    Cuda robisz, Tobermorku. Ale muszę dawkować, bo lubię na czymś zawiesić oko, a jak jest czegoś dużo, dostaję oczopląsu. Dlatego na razie skończyłem na bocianach. Zdumiony jestem ich mnogością. Czyżby na gnieździe była ona, a pany czekają w kolejce?

  240. @Tobermory, pombocek

    No właśnie nie wiem czy kozaki bo jak podrosną to noga się zmienia a kapelusz się wywija mocno do góry. Więc nie wiem. Jak małe to wyglądają na kozaki. Brzoza i sosna są w ogrodzie. Podrośnięte „kozaki” 6 zdjęcie od końca, te same grzyby co małe tuż przed (7 i 8 od końca).
    Zdjęcia z zeszłego roku z ogrodu:

    https://goo.gl/photos/nYAYjntE14cMRm2c9

  241. „Bezprawie pozostaje bezprawiem nawet wtedy, gdy jest reakcją na inne bezprawie –
    powiedział przewodniczący klubu parlamentarnego CDU/CSU Volker Kauder,
    otwierając w Berlinie spotkanie poświęcone pamięci Niemców przymusowo
    wysiedlonych po II wojnie światowej z Europy Środkowej i Wschodniej ”

    Przepraszam za wtranzalanie pomiedzy wypic i zakasic. Grzybkami zakasic

  242. NeferNefer
    27 września o godz. 19:40

    Neferko, te grzyby ze zdjęć możesz jeść z zamkniętymi oczami, a nawet z zamkniętą buzią. Wśród rurkowych nie ma śmiertelnie trujących, najwyżej – goniące w krzaki. Nawet legendarny borowik szatański nie jest śmiertelnie trujący. Nie wiem, jak z nim u Ciebie, bo ja w Polsce żywego na oczy nie widziałem, więc gdybym chciał się otruć akurat tym, byłby kłopot. Nie czekaj, Neferko, aż się z pospolitych kozaków zrobią pospolite kapcie – wsuwaj póki czas.

  243. Neferka

    Neferko, czy one młode, czy niemłode, wywinięte, czy nie wywinięte – to bardzo jadalne kożlarze. Wsuwaj śmiało. Nawet gdybyś czerwonego muchomora przypadkiem połknęła, co najwyżej byłabyś pijana do rana. Gorzej z olszówką, której też tam widać nie brakuje. Znam ludzi, którzy jej jedli dużo i nic. Sam w dzieciństwie u krewnych też jadłem smażone (my w rodzinie ich nie zbieraliśmy) – fanatastyczny smak do dziś pamiętam. Ale olszówka potrafi odezwać się nawet po latach – chyba głównie w wątrobie. Tajemniczy i groźny grzyb. Różnie na różnych ludzi działa.

  244. Wtranzalania cd.

    12:41
    „W warunkach polskich będzie to raczej degeneracja rozlazła, dziadowska, błoto i smród raczej niż porządny zamordyzm a la Pinochet. Taki mamy klimat”

    Klimat, nawet ten polski, jest jednakze pod ustawicznym wplywem globalnego ocieplenia. Wiec zamiast generala Pinocheta, mamy to co mamy. I dlatego dobra zmiana zmierza w strone 50% poparcia

    Jeszcze Polska nie zginela poki klimat mamy
    Co nam obca UE wziela, my juz odgrzewamy
    Marsz marsz Narodzie
    Zapomnijmy o zgodzie
    Im wiecej niezgody
    Tym szczesliwsze narody
    Wiec za ich przewodem
    Zlaczmy sie z niezgodem

  245. Zakaski inne niz siniaki podlaskie

    http://ocean.nationalgeographic.com/ocean/photos/marine-worms/#/marine-worms01-peanut-worm_18258_600x450.jpg

    Tyle ze nie opierzony. Nie wiadomo tylko do czego ta zakaska. Koniak gruzinski moze?

  246. NeferNefer
    27 września o godz. 20:20
    Te śliczne, czerwone w białe kropki – są trujące z powodu dużej zawartości kwasu ibotenowego. Jednakowoż, po dekarboksylacji (np. ususzeniu na gorąco), wspomniany jad – zmienia się w muscymol, niewiele groźniejszy, niż swojskie C2H5OH, posiadający za to takie właściwości, o których lepiej, by ludek bogobojny, nie wiedział. Bo wychamrałby z lasu co do sztuki. Razem z grzybnią.

  247. Kostka
    26 września o godz. 22:59

    Straszny gniot (ciśnie mi się inne słowo) ta książka, odłożyłam po jakichś 10-15 stronach, mimo że opisywane miejsca dla mnie były ciekawe bo znam. Ale ludzie ratunku.
    Nie mam problemów z wrogością otoczenia, tu jest taki tygiel że nikogo pochodzenie nie obchodzi. Chyba że towarzystwo politycznie obyte, to patrzy spode łba „może ty też kartofel”
    Ostatnio co już już mam kupić bilet do Londynu to albo zamach albo atakują kwasem, kurcze no.

    act
    27 września o godz. 5:42

    Gupi ten mój nick ale trudno, świetnie. Co do interpunkcji to całkowicie mi się pomieszała po studiowaniu angielskiego, od tamtej pory nic już nie kumam co gdzie.

    wbocek
    27 września o godz. 20:07

    Dzięki pombocku za kwiatki, porady i wpisy. No jakoś tak się bojam. Ale wygląda na kozaka. W piątek zrobię nowe zdjęcia bo pół trawnika w grzybach.

    zezem
    27 września o godz. 20:13

    Bardzo dziękuję, miło słyszeć. Aparat nabyłam byłam mocarny i wypróbowywuję. Jest zdjęcie jeziora, na środku mniej więcej w oddali drzewo, te żółwie (dwa naraz) na następnym zdjęciu to zbliżenie pod tym drzewem z tego samego miejsca.

    Tobermory

    Przepiękne zdjęcia, też muszę dawkować jak pombocek.

    Orteq

    Proszę, nadaje się do dyskusji

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1721430,1,rosja-ingerowala-w-niemieckie-wybory-sa-niepokojace-sygnaly.read

  248. Tyle zachodu z tym zbieraniem, suszeniem, przyrządzaniem muchomorów 🙄 Niezborne ruchy, ślinotok i psychoza – to sobie ludek bogobojny zorganizuje własnym sumptem za pomocą pierwszej lepszej berbeluchy o wypróbowanym działaniu 😉

  249. gotkowal
    27 września o godz. 21:24

    Tego samego dnia byłam na spacerze w lesie szukać muchomorów do zdjęć i nic nie znalazłam. Okazało się za to że nie muszę się ruszać z domu czy ogrodu bo było aż siedem. Prawda że śliczne. Już zaglądałam czy aby nie ma nowych w tym roku ale nie. Suszyć nie będę 😉

  250. Marine worm. Morski robak. Inaczej znany jako peanut worm. Orzeszek prezydenta Cartera, jakby. Zaloze sie, ze pisiacy nie wiedza, iz ich WODZEM jest ROBAK. Ten z „Pana Tadeusza” samego. O Carterze nikt oczywiscie nie wspomni. Peanut juz

    https://ca.video.search.yahoo.com/yhs/search;_ylt=AwrT6Vmj9stZkUoApy8XFwx.;_ylu=X3oDMTByZDNzZTI1BGNvbG8DZ3ExBHBvcwMyBHZ0aWQDBHNlYwNzYw–?p=Peanut+Worm&fr=yhs-avg-fh_lsonsw&hspart=avg&hsimp=yhs-fh_lsonsw#id=1&vid=44e4797aa5f4c9941131b8b1787ba952&action=view

    Wydluzony dziob jest give-a-away ks. ROBAKA. Pisiaka. To w rekompensacie za brak opierzenia

  251. Dzieki, Nefer. Rzeczywiscie nadaje sie do dyskusji. Kto rozpocznie?

  252. O czym tu dyskutować? O antyrosyjskiej obsesji Szostkiewicza?
    Dajcież spokój.
    Pod artykułem jest kilka trzeźwych komentarzy, a sprawę najlepiej podsumowuje ten:
    „Rosjanie jak widac to nowoczesna forma nadludzi. Wszedzie ingeruja szpieguja, doprowadzaja rzady do upadku! Wprost wierzyc sie nie chce.”

  253. Qba 11:24

    Możemy porozmawiać, jak już znajdziesz tę konkretną kucharkę z konkretnymi informacjami o niej, pokazującymi, że ma podobne kwalifikacje do pełnienia funkcji prezydenta, jak przytoczony aktor. Na razie zestawiasz życiorys hipotetyczny (czy, jak wolisz, symboliczny) z życiorysem autentycznym.

  254. Tobermory
    27 września o godz. 21:55

    Do takiej spec czujności trzeba mieć i talent i pasję. Rosja, bez pudła przez tego Gagarina, takiej już kosmicznej siły nabrała, że sobie w dowolnym kraju świata rządy i prezydentów zmienia jak chce. O, wybrał sobie Putin takiego Trumpa, bo Amerykanie bardzo lubią jak im Kreml wybiera, ale jakoś nie bardzo sobie Putin wybrał, bo mu się ten Trump pruje.
    Podobno pasje bardzo korzystnie wpływają na zdrowie. Niepasjonaci szybko więdną.

  255. @Tobermory, z godz. 21:55
    Ta dyskusja, o której pisze Orteq zaczęła się (jak mniemam) wstępniakiem anumlika, zatytułowanym „Dobra zmiana ze zmianą w tle”, 7 sierpnia br. Polecam następujący fragment:

    Putintern, czyli sojusz Rosji ze skrajną prawicą europejską datuje się od roku 2006, kiedy to odbyła się w Moskwie zapomniana już przez historyków i publicystów konferencja „O przyszłość białego świata”, zorganizowana przez ludzi takich, jak Dugin i Limonow, na którą przyjechali czołowi europejscy zwolennicy rasizmu i nacjonalizmu. Konferencja zakończyła się przyjęciem apelu do Rosji, żeby zjednoczyła aryjską rasę budując „białą Eurazję”.

    Pomysł zacieśnienia współpracy ze skrajną prawicą i wykorzystania jej dla swych celów pojawił się na Kremlu w 2008 r., kiedy węgierski Jobbik, wtedy jeszcze daleki od obecnej zdecydowanie promoskiewskiej linii, poparł rosyjską interwencję w Gruzji. Po stronie Moskwy opowiedziały się też wtedy populistyczne ugrupowania w Bułgarii i na Słowacji.
    W roku 2009 powstał Sojusz Europejskich Ruchów Narodowych (AENM) – skupiający Brytyjską Partię Narodową (British National Party), węgierski Jobbik, francuski Front Narodowy (Front National), włoski Trójkolorowy Płomień (Fiamma Tricolore), portugalską Partię Odrodzenia Narodowego (Partido Nacional Renovador), hiszpański Ruch Społeczno-Republikański (Movimento Social Republicano), szwedzkich Narodowych Demokratów (Nationaldemokraterna), belgijski Narodowy Front (Le Front National) oraz fińską Partię Wolnościową (Vapauspuolue). W 2010 r. powstał Europejski Sojusz na rzecz Wolności (EAF), który zrzesza co do zasady indywidualnych polityków. Należą do niego działacze Vlaams Belang, Frontu Narodowego, FPÖ czy Szwedzkich Demokratów.
    Na początku 2012 roku Sojusz Europejskich Ruchów Narodowych został afiliowany przy Parlamencie Unii Europejskiej. Tym samym Putintern zyskał swoją niemal oficjalną ekspozyturę w UE.

    W maju 2014 roku, za zamkniętymi drzwiami ekskluzywnego pałacu Lichtenstein w Wiedniu, odbyło się niezwykle ważne spotkanie. Rosyjski miliarder oraz założyciel prokremlowskiej fundacji Świętego Bazylego Wielkiego Konstantyn Małofiew zorganizował przyjęcie dla radykalnych konserwatystów i prawicowych populistów. Z informacji szwajcarskiego „Tagesanzeiger” obecni byli przywódcy austriackiej FPÖ, francuskiego Frontu Narodowego, a także bułgarskich prawicowych ekstremistów Ataka. Spotkali się oni z rosyjskimi kolegami, wśród których był Aleksandr Dugin – najbardziej wyrazisty gość spotkania. Przepowiadał upadek zachodniego świata.
    W lutym 2015 roku powstał Sojusz na rzecz Pokoju i Wolności (APF), a jego pierwszy kongres odbył się w Parlamencie Europejskim. Na jego czele stanął Roberto Fiore, lider włoskiej Forza Nuova (Nowa Siła). Organizacja skupia siedem partii (m.in. grecka Złota Jutrzenka, niemiecka NPD, hiszpańska Narodowa Demokracja) i indywidualnych polityków. Za jeden z priorytetów członkowie APD uznali zacieśnienie współpracy z Rosją.
    W marcu 2015 r. w Sankt Petersburgu miało miejsce Międzynarodowe Rosyjskie Forum Konserwatywne, które zgromadziło rosyjskich i europejskich przedstawicieli radykalnych, często wręcz neonazistowskich ugrupowań. Byli na tym zjeździe ludzie z greckiej Złotej Jutrzenki, włoskiej Nowej Zorzy, ale też wielu wolnych strzelców, w rodzaju byłego lidera NPD i eurodeputowanego Udo Voigta. Stronę rosyjską reprezentowały różne środowiska nacjonalistyczne i monarchistyczne, zaś organizatorem całej imprezy była partia Rodina (Ojczyzna).

    Jeśli te wszystkie działania (przypominam – nakładające, przynajmniej werbalnie, na Rosję obowiązek zjednoczenia aryjskiej rasę budując „białą Eurazję” nazywasz antyrosyjską obsesją Szostkiewicza, to gratulują dobrego samopoczucia. Putinterm nie ja wymyśliłem. Ten termin (wzięty żywcem z sowieckiego Kominternu) używany jest od kilku lat przez zachodnich politologów i określa to, co w działaniach Kremla (bo nie tylko Putina) jest istotą działania wobec tzw. „Zachodu”.

  256. @NeferNefer
    27 września o godz. 20:20

    Wywijanie kapelusza u dojrzałych grzybów może być po prostu „porodem”. Ułatwia wysyp nasion.

  257. @Lewy
    27 września o godz. 9:53
    Kwestia ELITY…
    Jeżeli ją rozpatrujemy globalnie mamy do czynienia albo z bezprecedensową zdradą tejże elity jakiej się dopuścili wobec tych, którym (także dla ich dobra) powinni przewodzić. Krótko – mamona. Cos na kształt postkomunistycznych aparatczyków, którzy wysyłali ZOMO by pałowało w obronie ustroju a w cichości podejmujących działania celem uwłaszczenia się na jego padlinie. Czy lekarz wypisujący lek wypisuje TEN lek dlatego, że uważa, że on rzeczywiście pomoże czy ,,pomoże’ ale za to da mu bonus od firmy farmacetycznej? Podobnie farmaceuci? Czy elitą jest menager, który realizuje ,,tagety” nie ogladając się na przyszłe koszty? Czy elitą jest kanclerz dużego europejskiego państwa, który jednym podpisem załatwił sobie fuchę firmie kontrolowanej przez prezydenta innego państwa? (Idziemy dalej – jesteśmy już w Polsce:) Czy elitą jest profesor, który miast byc przewodnikiem, mistrzem dla nowego pokolenia nauki gania z wykładu w Pierdziszewie na wykład w Smrodowie? Czy elitą jest facet pożyczający od kolegów sikory warte dwukrotność rocznych zarobków przecietnego Polaka. Albo zapominającym, że takowy posiada? Elita? Jasne elita – na poziomie wydzielenia się z Zadupia do Zadupia-Dwór. Elitą był biznesemen, który zbił fortunę na zasadzie tanio kupił do państwa – z zyskiem miesiąc później sprzedał. Wymyślił ajfona? Szczepionkę na HIV? Nie.
    Teoria nr 2 głosi, że elita zawsze taka była ale plebs nie widział co się dzieje za zamknietymi drzwiami. Żył w świecie fantazji o tym co ,,za drzwiami” albo gubił pośród zmitologizowanych plotek. A dziś ma możliwość zajrzeć za te drzwi i wie już ,,z czego kiełbasa jest zrobiona”.
    Nie ma tam nic o tym, że mam więcej, mogę więcej, umiem więcej więc mam tez większe zobowiązania. To był podstawowy wyróżnik arytokracji w Atenach – na nich spoczywał WIĘKSZY OBOWIĄZEK, tak zabezpieczył się wolny świat przed bolszewizmem po 1945r.
    Dziś te przymioty służą do dymania frajerów, do uwolnienia się od obowiązków. Frajerzy niech zaś sfianasują marinę dla mojego jachtu i dodatakowy komisariat tam gdzie mój pałac. Frajerzy niech zapłacą podatek ale ,,ja wcześniej wstaję (zaprawdę?), więcej myślę (może tata miał kasę na odpowednią szkołę?), mam unikalną wiedzę (,,,,jeżeli masz problem to przychodź do mnie z jego rozwiązaniem”) więc jest niemoralnym ode mnie wymagać proporcjonalnie więcej kasy bo mniej jej ubytek mniej zaboli. Boli zawsze…
    Ludzie – ten plebs – ciemny lud – się scwanił, w każdym razie tak mu się wydaje. Problem w tym, że to przecknięcie jest bezrozumne, tłuką na oślep OSOBY miast dązyć do zmiany systemu.
    Ekonomizacja wszystkiego doprowadziła do wynaturzenia się elity w pasożyta.
    Na koniec jedna z moich teorii historiozoficznych. Uważam, że nasza elita jest fałszywa Nnie mówię tu o poszczególnych osobach – gdyż zawsze są ludzie o wyjatkowych przymiotach, które czynią ich elitą ale o polskiej elicie en masse (wiem, wiem – generalizacja). Ta masa tych wyjąkowych też wciąga…Odpowiedzmy sobie na najważniejsze pytanie skąd wywodzi się nowoczesny nardód polski? Za datę jego narodzin uznaję rok 1863 i uwałaszczenie chłopów. (Ciekawe – i czarnych w USA wyzwolno wtedy…). Chłopi stopniowo zaczęli przejmować ideologię swoich panów, ich imaginarium a wypierać z siebie swój background. Dziś gdybys zapytał przeciętnego Polaka o to – do czego mu bliżej – do skrzydeł husarskich czy dybów (dyb?) zapewne by wskazał na skrzydła. Ale wracajmy do elity – fałszywej elity. Co pozostało paniczom? Ci najudatniejsi wzięli się do nauki i roboty. Inni zostali artystami, urzędnikami, oficerami> Polecam pierwszy rozdział ,,Dwóch dróg” Jasienicy. Francuska elita – elita, która ukształtowała nasz świat (na dobre i złe) wywodziła się z róznych warstw – mieszczan, uszlachconych mieszczan, czasem szlachty. Czyli ludzi nawykłych do pracy, do zarabiania może nie rękoma ale umysłem, nawykłych do służenia i do przywileju powiązanego z obowiązkiem. A u nas przywilej był powiązany tylko z przywilejem. I z bycia elitą uczynli kontynuację przywileju. Miasta byłe obce bo zamieszkane przez obcych (Żydzi, protestanci, wiele innych narodów) a mieszczańskie zajęcia panom wstrętne (choć kasa już nie) .A pod spodem? Bojówki oficerów tłukące oponentów przed wojną. Taka elita. Nawet rewolucja 1939-1956 niewiele zmieniła bo plebeje, którzy przeniknęli do elity szybko – co by zapomnieć swoje podłe pochodzenie ale też bo było to wygodne – przejmowali ów espirit de corps naszej elity. Podkreślam jeszcze raz, że nie odmawiam przymiotów temu i owemu przedstwicielowi owej elity , tak jak nie odmawiam przymiotów charakteru temu czy owemu księdzu.

  258. Slawczan
    27 września o godz. 22:47

    Przeczytałam. Zmarnowałeś fantastycznego wstępniaka.
    (wpis zawiera lobbowanie na autora blogu)

  259. Lewy
    27 września o godz. 9:53

    Masz słusznego, Lewy. Gnomowi zaś pomogło mocno w przebudowywaniu pojęcia elit wyrabianie w części społeczeństwa pogardy dla „intelygencikow” przez prawie 50 lat poprzedniego ustroju. W latach 70tych moja mama jako młody lekarz ledwie przędła koniec z końcem podczas gdy jej o rok młodsza siostra namówiona przez babcie i ciotki do zarzucenia szkoły (wszak w Ziemi Obiecanej włókniarkom żyje się świetnie i po co tyle lat na jakieś szkoły tracić ) zarabiała krocie wedle zasady, że robotnikowi należy się więcej niż lekarzowi (żeby owym lekarzom we lbach się nie poprzewracało, co zresztą wesoła władza uskutecznia do dziś, o czym donosi często na sąsiednim blogu pan Stefan). Jaki tam szacunek, panie, do konowalow. Co z tego, że studiowali 6 lat a kolejne musieli kształcić się dalej. Toż przecież nie zasuwali łopata. Strasznie daleko od tego nie odeszlismy. W Wielkiej Brytanii lekarz czy nauczyciel to wciąż zawód zaufania społecznego – jeśli nie ma kto ci wystawic referencji może być to lekarz, nauczyciel, prawnik albo pastor. O kucharkach ani hydraulikach raczej się nie wspomina w takich sytuacjach. Od razu pragnę sprostować (na wszelki wypadek ) że do tutejszego ludu pracującego mam duży szacunek. Wielu ludzi pracuje naprawdę ciężko , okazuje rodzaj dumy z wykonywanej roboty i brak kompleksów (ale przy zachowaniu szacunku ) stosunku do lekarzy czy nauczycieli. Odwrotnie niż w Wolsce gdzie podszczypywanie „elyt” po kostkach jest w dobrym tonie i zdaje się głównie wynikać z zakompleksienia połączonego z przekonaniem o własnej wartości wynoszacej masy ponad owe elity.

  260. wbocek
    27 września o godz. 20:07

    A może te brązowe kozlaki Neferki to kozlarze grabowe? Zdazalo mi się znaleźć takie czekoladowo-brązowe, z grubsza niż u kozlarza babki nogą (i czasami wcale nie pod grabem)

  261. @Tanaka
    27 września o godz. 12:41
    Świetnie ujęte. W najnowszej polityce jest dobry artykuł z prof. z Harvardu (a więc człowiek nieuwikłany w Polske), o ,,symetryzmie”. Zdarza mi się komentować na blogu red. Szostkiewicza, gdzie dominuje pogląd ,,szło tak dobrze ale ludożerka za pińć stówek to zruinowała”. Tam wystepuję jako ,,symetrysta” ( w najlepszym wypadku pożyteczny idiota PiSu bo nie dopuszczam do siebie myśli, że moge być uznany za ukrytą opcję pisowską). Bez analizy i zrozumienia co popchnęło ludzi do głosowania na PiS nigdy nie damy rady ich odsunąć od władzy. Analiza i zrozumienie są nieodzowne by myśleć o by coś zaproponować. Coś jak lekarz (mam na myśli lekarza a nie człowieka świadczącego usługi medyczne) – bez rozpoznania choroby nie będzie wiedział jak leczyć. Trzymając się tego przykładu liberałowie są jak lekarz który krzyczy na chorego ,,jesteś pan idiotą bos się tak doprowadził” ale na co jest chory? To mniej zajmujące bo odpowiedź może być kłopotliwa dla ,,lekarza”.

  262. wbocek
    27 września o godz. 18:07

    Znam z moich dawnych grzybowych terenów pod Yorkiem, piaszczyste gleby pomiedzy wrzosowiskiem a polem golfowym. 🙂 Nie wiedzialam ze tak sie nazywa, dzieki! Kolorystyke ma szalona! Raczej rzadko sie go widzi. Przyznaję jednak bez bicia ze nie próbowałam go jeść (już wspomniałam że miałam niegdyś zwyczaj nie jedzenia grzybów których nie zbierałam jako dzieciak z dziadkiem – na szczęście mi przeszło ostatnimi laty choć dalej jestem bardzo podejrzliwa w stosunku do nowych znalezisk)

  263. @Kostka
    27 września o godz. 23:10
    Uważasz, że owa włókniarka była przepłacona? Poczytaj w jakich warunkach ta praca się odbywała, że te ,,bajońskie sumy” częstokroć wynikały z pracy na akord, nadgodzin, ,,ponadplanów”. Ja nie chciałbym tam pracować…Mój ojciec był spawaczem – umarł na raka płuc. Spawanie w oparach gazu…
    Użalasz się, że młoda lekarka wooja zarabiała. A zapewne zdecydowanie większe zaufanie budziła niż budziłaby dziś. Czy dziś pielęgniarki są przepłacone w proporcji do płac lekarzy?
    Czy menager korporacji ma aż tak ,,unikalną wiedzę” że musi zarabiać 300razy tyle co sprzataczka? Zważywszy, że kolesie bioracy wypłaty w dziesiątkach (setkach?) milionów dolarów swoją ,,unikalną wiedzą” doprowadzili do kryzysu 2008r śmiem twierdzić, że są stanowczo przepłaceni.
    Na Towje sarkanie na negatywny wpływ tzw. komuny na elitę…
    (Rozmowa z żoną kolegi) Miałem czelność wyrazić zrozumienie dla motywacji popychających ludzi do głosowania na PiS – jasne ,,symetryzm”, powtarzanie bredni pisowskiej propagandy.
    Mówię:
    – Kodeks Pracy kończy się na drzwiach mojej firmy
    – płacę najniższa krajowa + reszta pod stołem = 2000 pln na rękę. Jak się zagzdasz jutro zaczynasz. Zagdzam się – ponad rok bez pracy po powrocie z emigracji.
    – urlop ,,7dni w roku” – na koniec roku papier ,,przysługujący mi urolo w roku…wykorzystałem”
    Wszyscy prywatni zatrudniający tak samo. Sąd Pracy? 6000zł odszkodowania i opnia ,,troblemakera” po całej okolicy
    Jej komentarz? to są brednie pisowskie, zresztą najlepiej siedzieć na tyłku i narzekać. Ja napisałam projekt i Amerykanie mi go sfianansowali bo z poprzedniej mojej pracy wiedzieli, że jestem dobra…
    Komuna – gdyby nie komuna moja rodzina był całe kilometry dalej! Mój ojciec był profesorem ale w komunie …
    Mój komentarz – gdyby nie komuna to bym sobie tu z tobą przy stole tak nie siedział i dyskutował ale co najwyżej byłbym tu wpuszczony trawę ostrzyc.
    Literat Ziemkiewicz – potomek szlachty mazowieckiej, patriotycznej, działajacej w samorządzie etc. literata Redlińskiego odesłał do pasania krów nad Narwią za podobny pogląd (,,gdyby nie komuna to jedyną perspektywą dla mojego ojca byłoby odziedziczenie funkcji księżowskiego parobka”. Miłe i znamionuje osobę o błękitnej niewątpliwie krwi…

  264. @Slawczan
    27 września o godz. 22:47

    Nie całkiem mogę się z Toba zgodzić, bo wrzuciłeś do jednego worka dwie zasadniczo różne grupy „elit”.
    Jedna z nich, o której szerzej piszesz, to elita konkretnych, utytułowanych fachowców (lekarz, profesor). Jak już pisałem, upowszechnienie szkolnictwa wyższego doprowadziło w Polsce do ewidentnego obniżenia jego jakości. Proces w sumie naturalny. Nie mniej można założyć, że wyższe wykształcenie w połączeniu z odpowiednio długą praktyką daje podstawę zaufania należną elicie.
    Druga grupa, to ludzie władający. Charakteryzuje ich gwałtowny wzrost samozadowolenia i poczucia własnej wartości, nieomylność, buta, arogancja, itd., i na ogół brak zawodu (dyplom bez lat praktyki nie jest zawodem). W Polsce obie te grupy są prawie całkowicie rozdzielne. A nawet jak się zdarzy profesor przy władzy (Gliński, Pawłowicz), to są to osobniki negatywnie ujemne. Nazywamy ich elitą głównie przez tysiącletnie wbijanie do katolickich głów absolutnego szacunku dla każdego choć o włos wyżej. Dlatego każda miernota marzy o władzy. A jak już ją ma, to nie wie co dalej i pyta Wachowskiego albo Misiewicza. A ksiądz Cybula jest zawsze na miejscu i właściwą decyzję poprze. Toż nawet na wyższych uczelniach w Polsce z Polską Akademią Nauk na czele panuje absolutna tytułomania. Jakby cały naród obowiązkowo wstydził się swoich nazwisk.
    Obecny program rządowy dąży do pogłębienia tego stanu. Urzędnik państwowy każdego szczebla ma być dla petenta równy bogu. Dopiero wtedy Polska odzyska wolność według Kaczyńskiego.
    Tak, jak wypaczono pojęcia prawa i sprawiedliwości, tak wypaczane są dalsze pojęcia, w tym elit.

    @Kostka
    27 września o godz. 23:10

    A wiesz ile lekarz po studiach musi pracować w tych krajach za darmo albo prawie za darmo, zanim dostanie specjalizację i zacznie nieco zarabiać? We Włoszech np. to jest pięć lat. Za darmo.

    @Slawczan
    27 września o godz. 23:19

    Analiza problemu jest niewątpliwie podstawą szukania rozwązania. Konieczny jest jednak jeszcze jeden ważny warunek – wola. Najczęściej rządy zadowalają się usuwaniem skutków. Przyczyn nikt nie tyka twierdząc, iż byłaby to rewolucja. A w rewolucji łatwo stracić władzę. Poza tym, te problemy dotyczą ludu, a nie władzy, dlaczego więc władza miałaby to robić?

  265. Tobermory

    Tego tez nie warto dyskutowac?

    „Rosja AfD, AfD Rosji
    Współzałożyciel i lider Afd Alexander Gauland w 2015 r. spotkał się w Petersburgu z działaczami partii Putina, a twarz AfD Frauke Petry (odeszła po wyborach) w Moskwie z rosyjskimi parlamentarzystami, w tym bliskim współpracownikiem prezydenta.
    Gazety nie twierdzą, że w Niemczech doszło do próby zmanipulowania wyborów metodami tak brutalnymi jak w USA. Jednak wymowa publikacji jest niepokojąca. Ekipa Putina zaprzecza, jakoby w jakikolwiek sposób ingerowała w wybory w demokracjach zachodnich. Ale prawda wygląda tak, że dzisiejsza Rosja polityczna coraz częściej i chętniej usiłuje wywierać wpływ na decyzje wyborcze w tych demokracjach, aby je destabilizować, a przez to osłabiać z korzyścią dla siebie.”

    I kropka nad i

    „AfD wzywa też do zniesienia sankcji przeciwko Rosji za aneksję Krymu i wspieranie separatystów w Donbasie.”

    Cos moze byc na rzeczy. Nie sadzisz, Tobciu?

  266. Czekamy z utesknieniem na Trumpa wzywajacego do zniesienia sankcji przeciwko Rosji za aneksję Krymu i wspieranie separatystów w Donbasie. I do zniesienia wszelkich innych sankcji przeciwko putinowskiej Rosji.

    Te wszystkie durne sankcje przeciwko Rosji nigdy w ogole nie dzialaly. I do dzisiaj nie dzialaja

  267. Czego mozna oczekiwac z sankcji za aneksacje Krymu przez Rosje? Ze Krym raptem stanie sie pro-ukrainski? Choc zawsze w byl pro-rosyjski?

  268. @Orteq, @Tobermory, @…

    Jak to jest/było z manipulowaniem przez Rosję wyborów w USA czy w Niemczech, nie dowiemy sie prawdopodobnie nigdy. Pozostaną dwa (co najmniej) sprzeczne oświadczenia i wiara w jedno albo drugie.
    Ale istnieje inna możliwość, według mnie najbardziej prawdopodobna. Rosja czyni drobne uwagi, które mogłyby sugerować manipulację. I wystarczy. Resztę załatwiają zachodnie media. Bo to są dobrze sprzedajne news’y. I jestem przekonany, że zarówno USA, jak i Niemcy wiedzą co jest grane. I grają w to, bo wszystkim taka sytuacja pasuje – wyjatkowo tania zimna wojna. Dla maluczkich.

  269. @Qba
    28 września o godz. 0:04
    Być może to jest tylko kwestia definicji. Elitą dla mnie są ci co mają moc sprawczą – czy mogą sprawić, że odzyskasz zdrowie, mogą sprawić, że zmienisz swój pogląd, mogą sprawić, że choć nie chcesz to i tak pomaszerujesz na front…elita to są ci co mają wpływ…Dlatego w jednym worze siedzi u mnie profesor, lekarz, sędzia i polityk. Tak – polityk też – on przeca wyniósł się/został wyniesiony ponad przeciętność. On też decyduje. No taki parszywy urok demokracji…Przypominam cassus Ziemkiewicza – on zapewne czuje się prznależny elicie – jak nie Ducha to tej z krwi. Chciałbyś mieszkać w kraju przez niego rządzonym?
    Obecnie przynależność do elity oznacza przynależność do przywileju.
    Liberałowie nie mają woli podjąc takiej analizy bo by to oznaczało konieczność zakwestionowania sukcesów ostaniego ćwierćwiecza. Ćwierćwiecza, które dało im sporo – pozycję – wreszcie lekarz(profesor, sędzia, burmistrz etc). zarabia duuuzo więcej od włókniarki (o ile takie są), ma piękny dom a nie kisi się w bloku obok roboli. Jego dziecko chodzi do dobrej szkoły a nie do lipnej podstawówki ,,w rejonie”, wymienia samochód co 3 lata na nowy i z niesmakiem patrzy na poniemieckie graty, którymi się tłucze ,,upasiona na 500+” będąca nadmiernym kosztem pracy ” underclass. Nota bene – on by mógł pracować nawet do 75lat a te … tylko kombinują by się wymigać od roboty po sześćdziesiątce ,,kto ma zarobić na ich emerytury?”.
    Ostanio GW pisała o studentce medycyny w Cambridge uwolnionej od zarzutu usiłowania morderstwa (dziabnęła nozem kolesia) – argumentując to jej inteligencją, perspektywami i probelmami. Zapewne medycyna w Cambridge do tanich nie należy…

  270. @paradox57
    27 września o godz. 21:56

    Chyba nie porozmawiamy. Ja po prostu nie lubię mocarstw. Żadnych.

  271. Qba – 0:30

    Manipulacje w demokratycznych wyborach sa tak stare tak instytucja samej demokracji. Jesli ktos znajdzie sposob na zmanipulowanie tych wyborow, to je zmanipuluje. Putin mogl znalezc sposob lepszy od tych stosowanych, przez sporo lat, przez jego glownego adwersarza, Ameryke.

    Moze znalazl, moze nie znalazl. Sama wiara w putinowskie manipulacje spora kase utlucze dla pewnych kregow

  272. @Slawczan
    28 września o godz. 0:33

    Nie mam nic przeciwko Twojej definicji. Trochę potykam się jednak o moc sprawczą. Cytujesz co prawda przykłady w stosunku do jednostki, ale jednak wywołanie wojny (maszerowanie na front) trudno wrzucić do jednego worka razem z wyleczeniem z kataru, a to też moc sprawcza.
    Z demokracją i rządzeniem jest problem polegający na tym, że żaden rząd nie może mieć prawa do tak gruntownych zmian systemowych, jak robi to (zgodnie z prawem) PiS. Czyli już w konstytucji musi być zabetonowana zapadnia dla wszystkich Kaczyńskich. Np. że w sejmie jedna partia nie może mieć więcej niż …% posłów i muszą być przynajmniej 4 partie opozycjyne itp. A poważne zmiany wymagają np. 4/5 głosów. To tylko przykład z rękawa, więc nie komentuj. Nie jestem konstytucjonalistą.
    Z konstytucji 1997 roku interesował mnie tylko punkt dotyczący wyborów powszechnych. Dzięki Wałęsie wystarczy jeden ważny głos, by były ważne. Bo referendum wymaga 1/3. I jakoś nikogo to nie drażni. A to przecież ostatnia deska ratunku obywateli – zignorować wybory, by pokazać, iż nikt z „elity” nie jest godny rządzenia. Mało tego, każdy następny rząd kontynuował psucie prawa, szczególnie PO. Ale to w końcu też prokościelna prawica.
    Zmierzam do tego, by dla każdego urzędnika państwowego (również premiera i prezydenta) istniał szczegółowy i jawny opis stanowiska pracy. Chodzi o „odczarowanie” władzy, bo w demokracji wstyd mówić o rządzie władza.

  273. NeferNefer
    27 września o godz. 22:55

    Nie pierwszego już. To kolejny (z)marynowany wstępniak. Dajta spokój, @Sławczan, no weź i napisz u góry wreszcie zamiast się tylko chować w tłumie. Dajta spokój.
    (wpis też zawiera lokowanie czegoś, ale zapomniałem czego. Może: dajta spokój?)
    A w ogóle, Neferko, teraz Twoja kolej: bęc!
    Taka prawda.

  274. Święty Jan Paweł II zapytywal ateistow polskich, podczas Pierwszej Pielgrzymki do Polski w 1979 roku:
    – Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka?

    I, jako wolnomysliciel, sam sobie odpowiedzial:

    – Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego „wolno”? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć „nie” temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło.

    No, rzeczywiscie. Odnoszac do naszego tylko grajdola tylko tysiac-letniego, i tylko 40-milionowego, powiedzenie Chrystusowi NIE, wyglada na bluznierstwo. Ale jak zaczyna to wszystko wygladac po odniesieniu do ponad 6 miliardow ludzi na tym padole? I po ladnych kilku tysiacach lat ludzkiej bytnosci na nim?

    Chrzescijanie stanowia jedna trzecia populacji swiata. Muzulmani sa drudzy, z 23 procentami. Hindusi sa trzeci, z 16. „Nierzeszeni” stanowia ok. 15%. Reszta sie nie nie liczy w swiecie religijnosci.

    Z powyzszych cyfr jeden wniosek wyciagnac mozna:

    ostatnie morderstwa religijne w Mijanmar (d. Burma), pomiedzy muzulmanami i budystami, to wyraźna rywalizacja, pomiedzy nastepnymi po bogu. Oni walcza o drugie miejsce w szeregu. Po tej jednej trzeciej, ktora Chrystusa wciaz nie chce odrzucic.

    Jakos malo slychac na ten temat od naszych ateistow. Choc oni tez cos powinni znaczyc, w tych (roz)rachunkach

  275. Kostka
    27 września o godz. 23:10

    Kostko: nie żadne „50 lat poprzedniego ustroju”. Zwalanie wszystkiego co zle na PRL-to, po pierwsze, błąd w diagnozie. PRL nie był niczym wyizolowanym, żyjącym w słoju szczelnie odcinającym od otoczenia i poprzedzajacej historii. To element ciągłości dziejów: historii i kultury. Przykład lekarza niespecjalnie jest tu trafiony, podobnie jak wiele innych przykładów ludzi z tzw. elity tamtego czasu. To, że część klasy robotniczej zarabiała lepiej niż lekarz nie dowodzi z automatu, że diagnoza o „pogardzie dla ynteligencików” jest trafna. Tenże, lepiej zarabiający robotnik, przychodził do tego mniej zarabiającego lekarza i miał dla niego szacunek oraz pokorę. Może sprawa kataru nie była dość poważnym powodem dla szacunku i pokory, ale zapalenie płuc już tak. Pokora wobec wiedzy lekarza, do której ów robotnik nie miał dostępu,, była. Podobnie z inżynierem. o inżynier kierował robotnikiem,nie odwrotnie, chociaż dobry ślusarz może i lepiej od niego zarabiał, choć nie sądzę, by były to przypadki częste i chyba częściej było odwrotnie. Wraz ze wznoszeniem się na wyższe poziomy technik i technologii stosowanych w różnych dziedzinach życia, ważność i decydująca rola inżyniera okazywały się coraz mniej zastępowalne przez „kucharki”. Kucharka ani mostu nie zaprojektuje, ani nie zbuduje, ani nie będzie umiała się upewnić, że dobrze został zbudowany. Inżynier może bez wielkiego strachu wleźć pod most i przeżyje próbę obciążeniową, bo ma przekonanie, że jest kompetentny.Kucharka, jakby miała wleźć pod most swojej roboty, albo przez siebie nadzorowanej, jeśli nie ma skłonności samobójczych- zwieje.
    Nauczyciele w P zarabiali zwykle nie więcej niż średnia krajowa, a jednak tenże robotnik i ta włókniarka mieli do niego szacunek. Czuli, nawet instynktownie, że nauczyciel robi z ich dzieci „ludzi”. Nawet jesli po szkole podstawowej szli nie do liceum, później na studia, ale „na murarza”, „na spawacza” czy „na włókniarkę”.

  276. Tanaka-Slawczan. Neferka ma cos na rzeczy

  277. Orteq
    28 września o godz. 8:26

    Papież-łupież miał liczne trudności: gadał ładnie, nawet myślał też całkiem ładnie, ale tak, żeby zawsze się zgodzić z aprioryczną tezą o ślicznym bozi. Trafnie więc powiedział – co do siebie – że „człowiek ma wolną wolę, wszystko może”, ale „nie wolno”. Nie wolno nie być niewolnikiem tezy bozi.
    Święty Ojciec Święty oraz jego Kościół kat, żyje sobie w maśle z tego, że Ewa z Adamem zeżarli śliwkę z drzewa, a nie było wolno. Chociaż wolna wola i te sprawy. Czego nie wolno, tego nie robimy, jak chce Lolek, więc na Ziemi, tej Ziemi ciągle żyją Adam z Ewą, nudząc się niemożebnie i tłukąc na gamepadach. „Starzy o-bo-je” – jak mówią w bajkach, ale nic nie szkodzi: tak będzie w nieskończoność.
    To „nie wolno” służy Lolkowi w celu głównym: uniemożliwieniu bliższego przyjrzenia się, jakie to dobroci i wartości rzeczywiście przyniósł nad Wisłę Jezusek, jego tatuś i mamusia oraz biskupi. Oraz wszędzie indziej. „Nie wolno” to – najdosłowniej – zakaz myślenia: nie wolno myśleć i czynić jak ja – Lolek giewontowy – nakazuję.
    Gdyby papież-łupież sam nie był niewolnikiem zniewalającego „nie wolno” widziałby, że historia chrześcijaństwa w żaden sposób nie udowodniła, że chrześcijanie są lepsi niż inni ludzie. Jezusek, wraz z całą resztą, tak na chrześcijan działają, że w ogóle nie działają, albo jeszcze gorzej. Na niechrześcijan też działają, bo oni na wszystko i wszędzie działają i można mieć wrażenie, że niechrześcijanie lepiej na tym wychodzą. A może nawet sam Jezusek. Gdzie mu będzie tak dobrze, jak u ateisty? Jest o czym pogadać. A z biskupem to wiadomo.

  278. Slawczan
    28 września o godz. 0:00

    „Poczytaj w jakich warunkach ta praca się odbywała”

    Ojoj, aż poczytać muszę żeby się dowiedzieć…Akurat nie muszę bo babcia, jej siostry i szwagierki, druga corka i pewnie połowa bloku pracowały jako tkaczki, włókniarki i podobne. Niejako z pierwszej ręki wiem zatem. Pamiętam też na ktora godzinę nastawialo się budzik na zmianę poranną i o której trzeba było odbierać ciotkę z przystanku po zmianie wieczornej, czasami szliśmy na taki nocny spacer razem. Gdzie napisałam że praca w ciężkich warunkach nie powinna być godziwie wynagradzana? Troszke się rozpedziles i zobaczyles w moim wpisie to co wydaje cie się że uderzylo w twój „wewnętrzny socjalizm”. A ja też mam swojego wewnętrznego socjaliste (który nie musi być zaraz komunista walczącym z elytami). Chodziło mi bardziej o społeczeczna pogardę promowana w tamtych czasach w stosunku do wykształconych ludzi przejawiana nie tylko poprzez śmieszne wynagrodzenia ale ogólne podejście. Pogarda ta ma się bardzo dobrze i dziś. Takze w stosunku do tych którzy koniec końców wykształceni zostali przez ową komune wiec to z czym reszta zdaje się mieć problem to owo wykształcenie właśnie. Normalny to objaw czy nie? Moglibyśmy podyskutować dłużej ale ciężko mi się pisze szybko.i więcej na telefonie, część myśli ucieka w taki sposób. Pisałam kiedyś na temat filmu: „Ja, Daniel Blake” bo otworzył mi oczy na pewne sprawy na wyspach, miedzy innymi to w jaki sposób zaniedbanie najniższej warstwy społecznej dało nam Brexit. Człowiek na dole drabiny to też ludz i należy mu.się szacunek i pomoc kiedy trzeba. Nie wiem czemu musiałoby się to odbywać jednak.przy jednoczesnym okazywaniu pogardy np.lekarzom. Albo innym wyksztalciuchiom.

  279. Qba
    28 września o godz. 0:04

    Lekarze w ogóle powinni pracować za darmo i to nie tylko przez 5 lat

  280. Tanaka

    na ten raz, o tej godzinie, tylko taka uwaga:

    „Ewa z Adamem zeżarli śliwkę z drzewa”

    Dr, Kwasniewski z Ciechocinka o zezarciu jablka gada, jako o grzechu dietetycznym pierworodnym. Ze to byl prawzor zepsucia naszego odzywiania. Natomiast sliwke on ma w sporym powazaniu. Dobra na konstypacje ona jest ta sliwka. Nic nie wiadomo o konstytucji

  281. „Ktoś spać musi aby spać mógł ktoś”

    Ten Szekspir. I dunno.

    Dobranoc, in any case

  282. @Kostka
    28 września o godz. 8:57
    Zaperzyłaś się. 🙂
    Sprawdź ile kosztują studia medyczne w UK i ile zarabiają młodzi lekarze. W Australii to chyba wielkość rzędu 60 tys dolarów (http://www.medicalstudyguide.com/tuition-fees-and-costs-in-australia.html ) ale dokładnie nie sprawdzałam.
    W PRL studia były darmowe, prawda? A młodzi absolwenci byli może teoretycznie dobrzy, ale praktyka im latała po polu. Pracowałam w Elwro, to widziałam jak było – faktycznie technik zarabiał więcej niż inżynier, ale to inżynier pytał technika co należy zrobić. Ale po kilku latach proporcje się zmieniały.

  283. @anumlik
    27 września o godz. 22:18

    Widzę, że nie tylko red. Szostkiewicz ma swoją obsesję 😉
    Zapomniałeś już, jak zaczęła się owa rosyjska interwencja w Gruzji?

    Na początku lat 80. dwóch młodych socjalistów bazylejskich wpadło na pomysł wylansowania inicjatywy ustawodawczej mającej na celu likwidację armii szwajcarskiej. Pomysł podjęli inni członkowie Juso (Jungsozialisten czyli młodzieżówki Partii Socjaldemokratycznej). Samo opublikowanie tego zamiaru wywołało wstrząs w społeczeństwie, bo było niesłychanym zamachem na tabu, którym objęta była obronność tego kraju.
    W 1985 roku rozpoczęto zbieranie potrzebnych 100 000 podpisów.
    Kiedy w rozmowie ze znajomymi wyraziłem chęć podpisania tej inicjatywy, usłyszałem, że popieram sprawę opłaconą i sterowaną przez Moskwę 😎
    Podpisy zebrano jednak bez trudu, inicjatywa doszła do skutku, referendum odbyło się w 1989 roku. Przy niezwykle wysokiej frekwencji (prawie 70 proc.) za likwidacją armii wypowiedziała się ca 36 proc. głosujących!
    Wynik tego głosowania, upadek muru berlińskiego oraz rozpad ZSRR w 1991 roku zapoczątkowały szereg reform redukujących liczebność armii (z 880 tys. do obecnych 135 tys. ludzi pod bronią), likwidujących niektóre służby (oddziały rowerowe, konne, komunikację za pomocą gołębi pocztowych) oraz pozwoliły na redukcję wydatków na wojsko w ogóle. Wysoki stopień wojskowy przestał być rekomendacją w karierze zawodowej, zastępcza służba cywilna nie uchodzi już za brak patriotyzmu i tchórzostwo, zwłaszcza że trwa półtora raza dłużej niż wojskowa.
    A moi znajomi wydali po referendum party dla przyjaciół i świętowali jego wynik jako wielki sukces zwolenników likwidacji armii. Tak ich ta Moskwa przekabaciła 🙄

  284. Slawczan
    27 września o godz. 22:47
    Nie wszystko co wystaje ponad lud jest elita. Bo jesli mieszasz Wieniawe Dlugoszewskiego i innych pulkownikow z Zeromskim, to rzeczywiscie elita nam sie rozmywa. Ja do tej prawdziwej elity zaliczylbym wlasnie Zeromskiego, Prusa, Wyspianskiego, Boya, Wajde, Jozefa Hena, czyli tych ludzi, ktorzy mieli na sercu los kraju, sprawiedliwosc, ktorzy wytyczali jakies kierunki, a sami stanowili wzorce, byli autorytetami moralnymi. Takimi we Francji byli Montaigne, Balzac,Zola, Maupassant, w Anglii Dickens.
    Ciekawe, ze istnieje sztafeta inteligencka, ze Montaigne zainspirowal miedzy innymi Boya i Hena, Boy Hena. A oni wszyscy zainspirowali np. Tanake. A gdzies tam ponizej egzystuje druga kategoria elit, do ktorej zaliczylbym pyszalka Mickiewicza, owych Rymkiewiczow, Ziemkiewiczow i wreszcie cala mase grafomanow i nawiedzonych nacjonalistow, ktorym marzy sie Polska mocarstwowa, jagiellonska, a nie jakas taka skromna ze szklanymi domami.
    Niezbednym elementem elity sa szydercy tacy jak Gombrowicz, Mrozek, a wspolczesnie Szczerek.
    No i jak najjasniejsza gwazda lsni na niebie elit Olga Tokarczuk

  285. Jako pyszalek dorzuce; Blog pana Jacka jest blogiem elitarnym .
    Ps
    Pozdraiam pania weterynarz ( vel weterynarke) Kosteczke

  286. Ja bym nie mylił pojedynczych luminarzy z elitą.

    Luminarz = człowiek wybitny, sławny w dziedzinie nauki, kultury

    Elita = grupa ludzi wyróżniająca się pozytywnie lub uprzywilejowana w jakimś środowisku.

    W niewielkiej wsi elitą jest pan (lokalny biznesmen – właściciel firmy zatrudniający ludzi) wójt i pleban.
    W 80-milionowych Niemczech do elity zalicza się ok. 4000 osób (w tym szefowie 400 największych przedsiębiorstw), inne szacunki mówią o 1 proc. społeczeństwa.
    Cechą charakterystyczną elit jest ich zamykanie się czyli odgraniczanie od reszty społeczeństwa.

    PS
    Od wielu lat moim samochodem opiekuje się warsztat „Elite” 😉

  287. Oto slowo na dzien: Bedzie o naszym genialnym gnomie:
    Gnom używa trudnych wyrazów , takich jak reparacje, dekoncentracja, zakamuflowana opcja, repolonizacja, gdyż dobrze wie iż elektorat PiSu posługuje się na ogół monosylabami i każde bardziej skomplikowane słowo jest dla nich totalnym kosmosem. A że w krainie ślepców jednooki jest królem…..

  288. @Tobermory, z godz. 10:36
    Zapomniałeś już, jak zaczęła się owa rosyjska interwencja w Gruzji?
    Nie zapomniałem. Ale Ty – jak widzę – nie znasz faktów ujawnionych po czterech latach od tej interwencji. Wklejam stosowny materiał, a szczególnej uwadze polecam zalinkowany w artykule film.
    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/rosja-zaplanowala-atak-na-gruzje-putin-przyznal-sie-po-czterech-latach,270312.html

    Tak na marginesie. Gdybym mieszkał w Szwajcarii, to miałabym w dupie Rosję, Putina oraz młodych socjalistów bazylejskich. Niestety – los zarządził inaczej. Moimi ocenami nie kierują obsesje, a obserwacje. Także prasy rosyjskiej 🙂

  289. @anumlik
    28 września o godz. 11:06

    W Polsce mam rodzinę i wielu przyjaciół, i nie jest mi obojętny ich los. Staram się jednak patrzeć trzeźwo i spokojnie, i nie wpadać w histerię. W stosunkach Polska – Rosja widzę głównie szarpanie za kudły i kłucie szpilką niedźwiedzia, niezrozumiałą dla mnie potrzebę ciągłej prowokacji werbalnej i zero pragmatyzmu. I to mnie martwi.

  290. A już absolutnie nie widzę podstaw do obaw, że Putin napadnie na Polskę, aby zaprowadzić tam rządy białej, aryjskiej rasy 😎

  291. Polska psując sobie pozycję i stosunki w Unii stanie się zawalidrogą, przeszkodą we współpracy UE (Niemiec) z Rosją, mąciwodą i niewygodnym elementem, ale do obejścia.

  292. @Kostka
    28 września o godz. 8:57

    Uderzyłaś mnie Kostką, a ja to mniemałem dokładnie przeciwnie, czyli tak, jak Ty.
    Popatrzmy na sprawę chłodno i teoretycznie. Jest sobie państwo demokratyczne, które chce kształcić swych obywateli, by społeczeństwo miało się lepiej – lepsza komunikacja, zdrowie, itd. Oferuje zatem określoną liczbę miejsc na studiach, zgodnie z popytem i możliwościami ekonomicznymi. Przeprowadza selekcję celem wyboru najlepszych. Po latach, wykształcona grupa zaczyna pracę. Wiadomo, że studia były znacznie droższe niż ewentualne opłaty wnoszone przez studentów. Chodzi zatem o inwestycję, która powinna się zwrócić, a nawet przynosić zyski. Określony zostaje horyzont czasowy zwrotu i odpowiednio skalkulowane wynagrodzenie, uwzględniające konieczną regenerację pracowników, czyli czas pracy, odpoczynek, urlop, rodzina, itd.
    Tu pojawia się ważne społecznie pytanie. Czy tak wykształcony przez państwo/społeczeństwo obywatel powinien zarabiać więcej, niż znacznie mniej/taniej wykształcony robotnik, który pracuje tyle samo czasu ale znacznie ciężej fizycznie? Jeżeli któryś z nich popełni błąd, to konsekwencje mogą być nieporównywalne, np. zawalenie mostu i wiele ofiar – jedna źle zrośnięta kończyna. Według mnie, jakiekolwiek wartościowanie jest tu nieuprawnione. Dla społeczeństwa ważny jest zarówno dobry most, jak i sprawna kończyna. Dochodzę zatem do wniosku, że każdy pracujący obywatel powinien mieć zapewnioną solidną podstawę ekonomiczną.
    W gospodarce rynkowej usiłuje się to zrealizować minimalną stawką godzinową, jednak w praktyce istnieje tysiąc legalnych możliwości obejścia tego nakazu. Ten system gospodarczy bazuje przecież na wyzysku, nie będzie zatem podcinać gałęzi … Zauważ, że minimalna stawka godzinowa zupełnie nie dotyczy wyżej wykształconych – inżynierów, lekarzy, itp. Można więc im całkiem legalnie znacznie mniej płacić.
    Teoretycznie – im więcej państwo ma, tym więcej może dać swym obywatelom. Ale jesteśmy ludźmi, więc dajemy więcej swoim. Coraz więcej. Musimy przy tym dawać reszcie mniej. Coraz mniej. Aż różnica jest tak duża, że zaczynamy mówić o elitach. I choć słusznie przypuszczamy, że ich poziom kompetencji został dawno przekroczony, nie śmiemy pytać o jakość ich pracy. I tak powstaje mit stanowiska całkowicie oderwany od rzeczywistości – władza.
    Czyli wracamy do podstawowego pytania: Kto i jak powinien w demokracji stanowić prawo? To, co aktualnie dzieje się w tym zakresie w Polsce, jest – intuicyjnie – dokładną odwrotnością tego, co być powinno.
    Wracam tu do mego permanentnego wniosku: Każde stanowisko finansowane przez państwo jest transparentne, sprawdzalne i płatne przeciętnie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę doradców, zastępców, pomocników, współpracowników np. ministerstwa, to zarządzanie resortem powinno być dziecinnie łatwe. Szczególnie, gdy głównym doradcą jest Misiewicz.
    Ale my ciągle wierzymy w bajki typu – dobry zarządca nie przejdzie z sektora prywatnego do państwowego, bo tam zarabia więcej. Przedsiębiorstwo państwowe nie ma prawa być zrządzane jak prywatne – tak się dziś dzieje w Polsce, gdzie jakiś urządas zarządza przeznaczenie milionów na cele partyjne. Jeżeli chcemy, by państwowy koncern przynosił państwu zyski, to sprywatyzujmy go rozsądnie, czyli zostawiając państwu pakiet kontrolny z gwarancją dywident. Działa na całym świecie. Ale oczywiście nie wszystko można/należy prywatyzować. Interes społeczny to nie tylko zysk finansowy.
    Każdy system społeczny ulega z czasem wynaturzeniu. Taka jest ludzka natura. Boję się, że nawet bardzo bogate społeczeństwa też będą niesprawiedliwe. No bo kto im co zrobi? Bóg?

  293. @Tobermory
    Czyżbyś zauważył w moich postach histerię? Gdzie?
    PS
    To, że Polska jest w tej chwili „zawalidrogą”, „mąciwodą” i przeszkodą we współpracy Niemiec z Rosją (wielu państw UE to w ogóle nie obchodzi) jest faktem. Ocena tego faktu wyzwala jednak różne – często skrajnie odległe od siebie – interpretacje. Czasem histeryczne. Staram się takim nastrojom nie ulegać. Ale – zanim emocjonalnie (bo o histerię Cię nie posądzam) napiszesz kolejne filipiki, jedna pod drugą, z szybkością „kałasznikowa” – zapoznaj się najpierw z artykułem, który zalinkowałem. Grzegorz Kuczyński opiera się – między innymi – na doniesieniach RIA Nowosti, Interfaxu oraz Jamestown Foundation. Jakby nie spojrzeć, nie są to doniesienia z amerykańskich tabloidów.

  294. @anumlik
    28 września o godz. 11:33

    Moje „filipiki” nie są emocjonalne. Wydały mi się za krótkie, to jeszcze coś dopisałem. Z szybkością kałasznikowa, bo muszę wyjść na fizjoterapię 🙂
    A twój wspomniany tu wstępniak odebrałem wówczas jako histeryczny, to oczywiście moje subiektywne wrażenie.
    Na dodatek nie przeszkadza mi też odebranie Krymu Ukraińcom.

  295. Tanaka
    28 września o godz. 8:11

    (spod papierów)
    Nic z tego, nie mam żadnego pomysłu.

  296. @anumlik
    28 września o godz. 11:06

    Nie wnikam w prawdziwość treści tekstu w załączonym w przez Ciebie linku, jednak sposób prezentowania informacji jest ohydny – prawie każde zdanie zaczyna sią od powtórzenia sugerowanej tezy. Taka trochę nachalna propaganda. Mnie osobiście skłania do nieczytania, choć – być może na tzw. większą połowę ludzkości działa.

  297. Dyskusja o elitach jest jak dyskusja o klasie rządzącej lub jak dyskusja (dawniej) o przodującej roli klasy robotniczej). W takim ujęciu (elity, to elity, a cała reszta, to nieelity) można znaleźć dowolną ilość przykładów „na nie” i równie liczną na tak. Wiele z tego nie wynika, prócz idealistycznych narzekań.

    Elity, to zbyt szerokie pojęcie, rozmyte, niekonsekwentnie ujmowane, definiowane), mające płynne kryteria klasyfikacji, tak płynne, że można ten termin przypasować gdziekolwiek do kogokolwiek i zawsze będzie z tego przypasowania materiał do dyskusji.
    Pzdr, TJ

  298. @tejot
    28 września o godz. 12:04

    Co prawda, to racja. Ale może o to chodzi? Może to jest sposób na wyczyszczenie/uściślenie – jeżeli nie pojęcia, to chociaż przedmiotu dyskusji.

  299. @Slawczan
    28 września o godz. 0:33
    Mnie, produktowi PRL przeniesionemu na łamy socjalnego kapitalizmu australijskiego bardzo podoba się to co piszesz, bo trafia mi i do rozumu i do serca.
    Proszę pisuj więcej 🙂

  300. @Lewy
    28 września o godz. 11:04
    Mnie siem podobało ,,koherentne zachodzące na siebie synergie”. No i ,,skrajny absmak”.

  301. @Qba, z godz. 11:46
    Pod „nachalną propagandą” (której ja nie dostrzegłem) kryje się sekwencja zdarzeń ukazujących inne tło gruzińskiej wojny z Rosją, niż to, które serwuje nam inna „nachalna propaganda”. Artykuł Ivana Kresteva (przedruk z „Res Publika Nava”) pokazuje inne tło oraz rzeczywisty udział tzw. Zachodu w doprowadzeniu do tej wojny. Ale to też można włożyć „między propagandę”.
    http://fakty.interia.pl/raporty/raport-srodek-wschod/aktualnosci/news-jakie-byly-prawdziwe-powody-wojny-w-gruzji,nId,1051547

  302. @Lewy
    28 września o godz. 10:46
    Idąc Twoim tropem zaczynamy się staczać w bagno definicji a nie jest rzecz w tym. Używając słowa ,,elita” mam na myśli potoczne rozumienie tego słowa bez jakiegoś głębokiego wnikania w szczegóły. Elitą są ,,ci na górze”. Oczywiście masz rację – Żeromski był elitą ale to Wieniawa trząsł Rzeczypospolitą a Żeromski tylko wstrząsał sumieniami tych którzy je mieli.
    Elita…Jasienica w ,,Dwóch drogach” opisuje, że gdy gubernator kijowski wydawał przyjęcie byle szmatławy szlachciura był proszony na pokoje a profesorowie Akademii Kijowskiej byli podejmowani w przedpokojach a lekarza zaś ,,używało się”. Każdy czas ma swoją elitę…A nasze? Mówią Ci coś nazwiska Kardashian, Trump? To też elita. Mają wpływ i kształtują życie innych 🙂

  303. Tyle fantastycznych wątków: lekarze, elity, ruskie trole. Nic tylko komentować, a ja mam dzisiaj tyle pracy, że jak się rozproszę to po mnie :(.

    @Nefer i @Tobermory: super zdjęcia, tak sobie myślę, że trzeba by się chyba przeprosić ze starą 10-kilową lustrzanką, bo te zdjęcia z komórki to o kant d. potłuc 🙁

    @Tobermory: rozpoznałam Porto, a reszty chyba nie znam i nie widziałam, czy mógłbyś w wolnej chwili podpisać przynajmniej te miasteczka i kościółki, to wpiszę na listę do odwiedzenia 🙂

    @Nefer i @Kostka, tak mnie zaintrygowałyście książką pani Plebanek, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, że sobie o niej poczytałam. Domyślam się że mówicie o Niebezpiecznych związkach. Czy to taka kobieca wersja Libery albo Houellebecq’a? Tak to trochę brzmi, z samego opisu nigdy bym po nią nie sięgnęła. Ale, nie ma to jak nie lubić tych samych książek, to nawet lepsze niż lubienie. Substytut wspólnego wroga.

  304. Bo elity są różnorodne. Są elity intelektualne, elity władzy, elity sportowe, elity finansowe, elity lokalne…
    Lekarze, nauczyciele, a nawet profesorowie mogą się w naszych warunkach zaliczać najwyżej do tych ostatnich.

  305. @izabella
    28 września o godz. 14:31

    Za pochwałę dziękuję, a obrazki podpiszę lada moment.

  306. @Qba
    28 września o godz. 0:54
    Odniosę się do ostatniego akapitu – tego gdzie ,,ruszasz” PeŁo. Do pasji mnie doprowadza ciągłe tłumaczenie, że to że nie popieram PiS to nie znaczy, że popieram PO. Ba. wręcz uważam, że PiS jest logicznym zwieńczeniem całej III RP i jej osiągnięć jak i ,,osiągnięć”. Jestem dumny z Polaków, że tak długo dokonywali wyborów ,,mniejszego zła”. Finał znany – oszukani na tyle wyrafinowanych jak i prymitywnych sposobów uznali, że doszedłszy do przepaści postanowili zrobić krok w przód. Dlatego prostackie a jakże wygodne tłumaczenie liberałów ,,dlaczego PiSowi nie spada” jest kontrrproduktywne bo jak w toku dyskusji ustaliliśmy poparcie dla PiSu ma swe korzenie wręcz w biologii i żaden Kurski nie jest tym 40% Polaków potrzebny by im objaśnić, że jest im lepiej. Sami wiedzą i widzą.
    Pisanie zaś ,,karnawał się skończy i będzie kac” (mówiąc o polityce ekonomicznej rządu) jest śmieszne. Przed 2008r ,,elita” miała karnawał a szaraki jako ,,cięte koszty” robiły w obsłudze. Obecnie jest wzrost gospodarczy i szarakom też coś skapnęło a nie tylko opowieść o ,,racjonalnym planowaniu przyszłości”.
    Sam jestem ciekaw jak się skończy ta pisomika…A co jeżeli ta zwiększona skuteczność ściągalnosci VATu nie okaże się sztuczką księgową Morawieckiego (jak objaśniają GW etc.) ale utrzyma się? A w ciągu najbliższego roku nastąpi ,,sprawdzam” – jeżeli utrzyma będzie wypadało uznać, że poprzednie rządy pozwalały nas okradać a debet w kasie łatały naszym kosztem…
    Gierek zostawił ,,zruinowaną” Polskę z 20mld $, Jaruzelski dołożył drugie tyle, też zostawił zgliszcza. Obecnie dobijamy BILIONA jako państwo, do tego dochodzi zadłużenie gospodarstw domowych i przedsiębiorstw oraz samorządów. Jak na taką kasę wydaje mi się, że niewiele żeśmy osiągnęli…

  307. izabella
    28 września o godz. 14:31

    Dzięki za miłe słowa.

    Ja sięgnęłam po tę ksiażkę bo a) fajne felietony były w Polityce b) dzieje się w mieście w którym mieszkam(y)
    Niestety okazało się nie do strawienia, że grafomaństwem nie nazwę. Czy to kobieca wersja czegokolwiek to nie jestem w stanie porównać. W każdym razie nic nie straciłaś.

  308. Z recenzji w Polityce

    Bruksela, świat międzynarodowych urzędników, kariery, sztywne przyjęcia. W „Nielegalnych związkach” Grażyny Plebanek ten świat, podobnie jak to miasto, nie ma w sobie urzędniczej nudy, przeciwnie – kipi seksem. Tutaj ludzie patrzą na siebie, jakby byli na plaży.

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1504862,1,recenzja-ksiazki-grazyna-plebanek-nielegalne-zwiazki.read

    Rany boskie, albo jestem niedoinformowana albo źle się obracam bo żadnej plaży nie widać, nic nie kipi, nuda do kwadratu, szaro brudno i tu i ówdzie uzbrojeni po zęby żołnierze. Ależ jestem nieświatowa 🙁

  309. Sławczan napisał
    „Gierek zostawił ,,zruinowaną” Polskę z 20mld $, Jaruzelski dołożył drugie tyle, też zostawił zgliszcza. Obecnie dobijamy BILIONA jako państwo,”
    Mój komentarz
    Sądzę, że gdy chodzi o tak policzalne wielkości jak dług publiczny (krajowy i zagraniczny), to należałoby dokładnie podać jego skalę. Zbywanie tego problemu jednym zdaniem – dochodzimy do biliona, do niczego nie prowadzi, niczego nie wyjaśnia, lecz emocje rozbudza. „Bilion” (czegoś tam) mówi sam za siebie, wzbudza złość i zawód.

    Wtrynianie Gierka i Jaruzelskiego do policzalności długu dzisiejszego jest apelowaniem do emocji. Takim samym jak potoczne „dobijamy do biliona”. W czym dobijamy do biliona? Biliona czego?
    Pzdr, TJ

  310. NeferNefer
    28 września o godz. 15:21
    Z recenzji w Polityce
    Bruksela, świat międzynarodowych urzędników, kariery, sztywne przyjęcia. W „Nielegalnych związkach” Grażyny Plebanek ten świat, podobnie jak to miasto, nie ma w sobie urzędniczej nudy, przeciwnie – kipi seksem. Tutaj ludzie patrzą na siebie, jakby byli na plaży.

    Mój komentarz
    NeferNefer, jeszcze jeden recenzent fantasta maluje nam obraz Zachodu prześnionego po lekturach naprawiaczy cywilizacji. Jak on nas lekceważy dając takie opisy w mediach.
    Pzdr, TJ

  311. @anumlik
    28 września o godz. 14:18

    Ja Tobie wierzę na słowo, jeżeli chodzi o treść. Cały czas podziwiam Twój zasób wiedzy. Mnie chodziło tylko i wyłącznie o formę. Wiem, że to staroświeckie i nie na czasie i w ogóle. Za młodu formy nie zauważałem, a teraz lubię ją za możliwe bogactwo wyrazu, bo treści zaczęły się już dawno potarzać.

  312. @Slawczan
    28 września o godz. 14:40

    To raczej ostatnia rzecz, którą bym się zajął – kto kogo popiera politycznie. Po prostu mnie nie interesuję. Istotne jest jedynie, co ma do zaoferowania oraz czego mu brak. Natomiast tzw. mniejsze zło to dla mnie niewyobrażalny koszmar. Używanie takich pojęć w demokracji zaprzecza tejże całkowicie. Jedynym wytłumaczeniem jest cytowany przeze mnie zapis w konstytucji (a właściwie brak) na temat wyborów powszechnych. Rzeczywiście sytuacja bez wyjścia. Wiwat Wałęsa i następcy.
    A sugerowanie, że może PiS będzie mieć jednak długo dobre wyniki gospodarcze jest miłe ale jednak mało prawdopodobne. Chociaż – podobno szczęście sprzyja śmiałym. Zresztą oni nie mają już innego wyjścia – tak jak wspinacze po pokonaniu przewieszki, mogą tylko próbować dotrzeć na szczyt.

  313. @Izabella

    Już podpisane (z grubsza). Pod koniec albumu są katedry w Albi (na pohybel albigensom), Rodez i Le Puy-en-Velay. Z tego ostatniego miasta wyruszyła onegdaj (w IX wieku) pierwsza pielgrzymka do Santiago de Compostela. Na jednym z wulkanicznych stożków znajduje się odlana ze zdobytych pod Sewastopolem dział figura MB, do której da się wejść do środka po kręconych i ciasnych schodkach.

  314. tejot
    28 września o godz. 15:43

    Przez grzeczność nie przeczę. Chociaż bardzo przepraszam, coś tam piaskiem wysypują latem koło kanału, jakąś sztuczną plażę, ale że jest w szemranej dzielnicy to jeszcze ani razu nie byłam, czasami przejeżdżam autobusem obok.
    A może że kipi też nie widzę? Okulary? (że tak się sama siebie zapytam retorycznie)

    Na odtrutkę polecam „Jak przestałem kochać design” Marcina Wichy.

  315. Tobermory
    Dzięki, zaraz lecę oglądać 🙂 Przerwa „na kawę”.

  316. Slawczan
    28 września o godz. 14:40

    Ja krótko, masz ogromną rację. W Polsce wiele zrobiono źle, bezmyślnie, za szybko. Można by dyskutować bez końca czy dało się lepiej, ile lepiej, i ile w ostatecznym rozrachunku by to zmieniło.
    Te neoliberalne trendy są światowe, i biedna mała Polska chyba nie mogła za bardzo dyktować warunków. Może trzeba było nie wchodzić do unii, nie wpuszczać obcych banków i korporacji. I nie wypuszczać ludzi. Zdaje się pis chce tę wersję przetestować.

    Ale czy jest choć jeden kraj na świecie gdzie izolacja przyniosła dobrobyt? To jest dobre pytanie, jeśli Pisowi się uda, to znaczy zrównoważy budżet mimo 500+ i wczesnej emerytury, i uciekającej z kraju wykształconej młodzieży, a inwestycje ruszą, to znaczy że wszyscy dotąd albo kradli albo pozwalali kraść. Wszystko przez ten vat?

    Tylko logicznie, co my eksportujemy? Kupimy samoloty, samochody, komputery, technologie za jabłka i meble? Jeśli my możemy mieć państwo dobrobytu bez wysiłku, i bez eksportu, to powinny i Niemcy i Francja i UK. Po co my tak wszyscy biegniemy, jak można iść spacerkiem. Jeśli Polska znajdzie odpowiedź, to będzie to osiągnięcie na miarę nobla w ekonomii.

  317. izabella
    28 września o godz. 16:44

    Ależ oczywiście:) w północnej Korei izolacja przyniosła dobrobyt elitom, że tak ładnie zepnę temat 😉

  318. W dyskusji o polskiej transformacji krajanie coraz częściej popadają w utopijne rozważania, zerkają w stronę arkadii prześwitującej tam, gdzieś ponad horyzontem z mgiełką marzeń i na wschodzie wyobrażeń.
    Mogliśmy lepiej – marzymy, spartaczone zostało wszystko – jojczymy mądrzy po szkodzie, politycy są głupi, elity pazerne i oszukańcze, liberalizm zabójczy, faktycznie jesteśmy pod dyktatem (nie wiadomo kogo, choć dobrze wiadomo kogo, nie będę wskazywał na ten rudy łeb), ale jeszcze kilka śledztw, dociekań, postępowań komisji, a poznamy ich, prawda jest już blisko, damy radę i staniemy się Wisłą (wyspą) wolności, sprawiedliwości, pokoju i prawdy.
    Ta wyspa, to arkadia wymyślona, ustanowiona dla wyobraźni ludu przez machera sekciarskiego Jarosława Ka.
    Pzdr, TJ

  319. @Slawczan 28 września o godz. 14:40
    Dlatego prostackie a jakże wygodne tłumaczenie liberałów ,,dlaczego PiSowi nie spada” jest kontrrproduktywne bo jak w toku dyskusji ustaliliśmy poparcie dla PiSu ma swe korzenie wręcz w biologii i żaden Kurski nie jest tym 40% Polaków potrzebny by im objaśnić, że jest im lepiej. Sami wiedzą i widzą.

    Nie pierwszy komentator bez dyskusji przyjmuje tezę, że poparcie dla PiSu wynosi (a jakże!) 40 procent. Skąd te dane? Kto i jak przeprowadza owe sondaże? Przecież jest oczywistą oczywistością, że PiS-dzielcy przeginają i łgają w każdej sprawie i w każdej dziedzinie. A tu nagle wyniki sondaży miałyby być wiarygodne? Serio?
    Komu w Polsce jest lepiej, to jest lepiej. Ceny mleka i masła podobno poszybowały. A to są przecież artykuł pierwszej potrzeby i chyba raczej dopiero początek podwyżek cen?

  320. @NeferNefer 28 września o godz. 17:18
    Mnie się nie cisną. Sutannici wiedzą że tracą i popełnią każdy fikołek, żeby odzyskać. Zaufanie społeczne znaczy. Faktu, że PiS-dzielstwo rządzi z ich nadania nikt rozsądny im raczej nie zapomni. Tak samo tego, że popierali Hitlera i każdy inny obłąkany, zbrodniczy reżim.

  321. @NeferNefer
    28 września o godz. 16:49

    To ja jeszcze dopnę.
    To lud jest biedny, a nie elity rządzące. Dlaczego więc one mają się z tym problemem borykać?

  322. P.S. A wyjaśnianie oczywistej bandyterki, jakiej dopuszcza się PiS, błędami i wypaczeniami PO jest dokładnie takim samym absurdem, jak rewelacja nieocenionej Krystyny P., że samobójstwo dzieciaka zaszczutego przez kolegów przy milczącej aprobacie nauczycieli za podejrzewaną „inność” to wina… liberałów, bo oni, wredni, nie potępiają LGBT. A jakże!

  323. @Qba 28 września o godz. 17:55

    „Bo słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy”, a pierniczki muszą być przecież z rozdzielnika. Samochodami na talony opłacana jest wierność elit – to marchewka. Obecność kija też jest oczywista. Tak działa system kliencki w najbardziej brutalnej wersji, gdzie rząd reglamentuje dostęp do koryta, a dóbr brakuje. Celowo brakuje.

  324. @Na marginesie
    28 września o godz. 18:10

    Taaak, mieliśmy okazję poznać taki system na własnej skórze w PRL. Ale gospodarka rynkowa we wspólczesnej wersji też tak ma. Pamiętam, na początku lat 80-tych pewien młody zarządzający finansami firmy Volkswagen przekombinował na giełdzie i firma straciła 500 milionów marek. I co? Ano nic. Pech. Dla wyjaśnienia dodam, że państwo niemieckie jest istotnym współwłaścicielem tej firmy.
    Jak już się cholera przepchasz w te elity, to choćbyś publicznie … i tak nic Ci nie będzie. A więc staraj się. Widzisz, że warto.

  325. @Slawczan
    Bardzo cenie Twoj glos, ale sa pewne rzeczy na ktore mam inny poglad i blizej mi do @Tjota.
    Nie mam zludzen co do sprawiedliwosci spolecznej kapitalizmu. Niegdys zafascynowany Marksem, doszedlem jednak do wniosku, ze diagnoza Marksa sluszna, natomiast jego prognozy, sposoby „leczenia” owych wypaczen kapitalizmu okazaly sie calkowicie utopijne, mimo ze Marks bunczucznie nazwal swoja doktryne socjalizmem naukowym.
    Czytajac o sytuacji angielskiego robotnika u Engelsa albo Dickensa widac jaki to byl bezwzgledny, bezlitosny sytem. Usuniecie ze wsi angielskiej farmerow, ktorych zastapily owce, zatrudnienie na straszliwych warunkach owych wypedzonych farmerow w przedzalniach Manchesteru, ktore przetwarzaly owcza welne. Tak bylo.Albo zbudowanie wspolczesnej kolebki demokracji czyli USA na ludobojstwie Indian.
    Ale jesli chce sie wprowadzic jakis bardziej ludzki system, odrzucajacy te kruche podstawy demokracji jaka jest trojpodzial wladz, to okazuje sie, ze nie jest lepiej, a nawet gorzej. Jakis samozwanczy dyktator narzuca swoja wole i aby powstal ow idealny swiat buduje sie gulagi, morduje, a gospodarka pada.
    Pamietasz szczytne hasla w rodzaju: Celem partii zabezpîeczenie potzreb spoleczenstwa. No i jakos to zaopatrzenie nie wychodzilo. Kiedys przyszla mi do glowy taka metafora. Kapitalista jest jak erotoman szuka zysku. Erotoman lubi seks, ale rezultatem tego uprawiania sa dzieci. Purytanski system socjalistyczny odrzuca motyw zysku, czyli chce produkowania dzieci bez tej erotomanskiej przyjemnosci jaka daje seks. No i rezultaty sa zalosne.
    Wiec mysle, ze potepianie kapitalizmu bez wskazywania innej opcji jest sterylne. Marks i komunisci postepuja jak taki lekarz, ktory nie zajmuje sie podatnym na choroby organizmem. Oni chca stworzyc zupelnie nowy nigdy nie chorujacy organizm. No bo kapitalizm jest niedoskonaly.
    Jeszce jedna metafora: Kapitalizm jest jak samochod, ktory ma znakomity silnik, ale slaby hamulec i dlatego od czasu do czasu samochod wpada na drzewo. Zas socjalizm to samochod, ktory ma tak slaby silnik, ze nie potrerzbuje hamulca.
    Caly postep ostatnich 200 lat zawdzieczamy kapitalizmowi. Dzieki kapitalizmowi mamy laptopy na ktory wypowiadamy sie na temat kapitalizmu. Czy to dobrze ? Moze nie.
    Zagladam na blog Wosia. Czytalem Twoj komentarz. Mnie nie chce sie tam dyskutowac. Wos jest doktrynerem marksista. Ktos mu nawet zaproponowal, by przeniosl sie do Wenezueli, bo tam jego pomysly jakis inny Wos skutecznie realizuje.

  326. Na marginesie
    28 września o godz. 17:53

    Rozmyślam sobie jak takie słowa zostaną odebrane przez suwerena któremu latami mąciło się w głowie a tu nagle kościelna wierchuszka odwraca kota ogonem. O tych nierozsądnych mi chodzi. Co takie sobie myślą i czy taki jakmutam Nycz w ogóle do nich dotrze (retoryczne). Za trudne słownictwo przecież, co to trójpodział. Co oni teraz będą z ambon opowiadać i jak lawirować? A żeby szczezli i do lamusa.
    Przy okazji, ktoś podsumował datki z rządu na Rydzyka, wyszło 72 miliony.

    Na marginesie
    28 września o godz. 17:49

    A jeszcze woda, prąd, gaz, benzyna. Ciekawe że w jakiejś pipidówie były wybory na burmistrza bodaj i niezależny wygrał z hukiem a pisowiec dostał 3,5% głosów. To tak w świetle tego 40% poparcia.

  327. Nie jest problemem, czy te 40 -procentowe poparcie rzeczywiście istnieje. Problemem jest brak realnej alternatywy, przynajmniej na razie. Ta mamałygowata opozycja bez jaj nie proponuje niczego w zamian.

  328. @Lewy
    28 września o godz. 18:29

    Fajne dałeś przykłady samochodowe, jednak ja bym je inaczej sformułował.
    Kapitalizm, to jadący samochód z zablokowanymi pedałem gazu i kierownicą – czyli ani zwolnić, ani skręcić.
    Socjalizm, to jadący samochód z wieloma kierowcami – czyli ciągłe przyspieszenia i hamowania oraz skręty w różne strony.

    Cholera, i tak źle i tak niedobrze.

  329. @@Lewy, Qba
    A poza tym wszyscy zdrowi? W tym samochodzie z zablokowanymi pedałami i kierownicą? Może Tarota postawić? Albo pałeczki krwawnika rzucić?

    Ale Panowie się nie przejmują, racjonalni Japończycy też swoje życie wedle znaków zodiaku układają. I to jakim skutkiem 😉
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,151128,19888568,na-wykresie-urodzen-w-japonii-widac-dziure-co-takiego-stalo.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Quizy

  330. NeferNefer
    28 września o godz. 11:45

    To może: ja rzucam myśl, a wy go łapcie? Bo tego mi nie brakuje. Mam na kwintale.

  331. Lewy
    28 września o godz. 11:04

    To są wyrazy za trudne i dla wiceministra (nie byle) Jakiego – jak mówi prof. Woleński, ale i dla samego rzucacza tych słów. Ich ciężar jest tak duży, że się gnom pod nimi zapada.

  332. NeferNefer
    28 września o godz. 18:38
    „Co takie sobie myślą i czy taki jakmutam Nycz w ogóle do nich dotrze (retoryczne). Za trudne słownictwo przecież, co to trójpodział. ”

    Ja nie mam złudzeń, że coś dotrze. To jeden z tysięcy księży w Polsce, i tvp ludziom o tym w ogóle nie powie, a jak już powie, to będzie że oni walczą o trójpodział władzy z korporacją sędziowską. Która zagarnęła całą władzę. Ciemny lud to kupi.

  333. Na marginesie, Nefer, Tobermory
    28 września o godz. 17:49
    „Nie pierwszy komentator bez dyskusji przyjmuje tezę, że poparcie dla PiSu wynosi (a jakże!) 40 procent. Skąd te dane? Kto i jak przeprowadza owe sondaże?”

    Ja się nie posunę do stwierdzenia że sondaże są oszukane, oszustwo nie jest nawet potrzebne żeby one były niepoprawne. Jest kilka ośrodków, bardziej lub mniej zaufane i wyniki są zgodne, tzn rejestrują wzrost lub spadek w miarę zgodnie. I te telefoniczne zawsze pokazują poparcie dla PISu o parę punktów niżej.

    Kluczowe pytanie jest ile osób odmawia odpowiedzi i dlaczego. Kiedyś już o tym pisałam. Słyszałam z rok temu od zorientowanej osoby, że poziom odpowiedzi spadł niemal z dnia na dzień z 60% do 40%. I nikt oczywiście nie wie dlaczego. Co i tak jest wynikiem zdumiewającym. Niedawno czytałam że w USA procent który odpowiada na wszelkie sondaże jest jedno-cyfrowy. To że badacze coś z tego sensownego dedukują i tak jest sztuką matematyczną wysokich lotów.
    Istotna jest kalibracja, którą stanowią wybory, tylko i wyłącznie. Oczywistym jest że jedyna kalibracja sondaży w Polsce miała miejsce zanim PIS zaczął wszystko rozpieprzać. A potem procent ludzi którzy odmawiali odpowiedzi na pytania skoczył o połowę. A może i więcej od tamtej pory. Czyli tak na prawdę nikt nic nie wie. Dopiero wybory będą wielkim testem. Najpierw te samorządowe. Wtedy dowiemy się kim naprawdę jesteśmy.

    A alternatywa w wyborach samorządowych jest chyba całkiem sensowna.

  334. izabella

    Sondaze oszukane czy nie a prawda pozostaje ta sama: PiS szybuje w stratosfere popularnosci, PO dalej doluje o kilka pieter ponizej

    Sondaz z 26 września 2017 r.
    38,6 proc. wyborców oddałoby swój głos na PiS, gdyby wybory odbywały się dzisiaj – wynika z sondażu IBRiS dla Onetu. To o 2,2 pkt. proc. więcej niż miesiąc temu.

    Na PO swój głos oddałoby 20,1 proc. ankietowanych. Dalej znalazły się następujące ugrupowania: ruch Kukiz’15 (8,2 proc. poparcia), Nowoczesna (8 proc.), Polskie Stronnictwo Ludowe (5,8 proc. poparcia.) i Sojusz Lewicy Demokratycznej (5,8 proc.). Reszta sie nie liczy

    A co jest sensowna alternatywa w wyborach samorządowych?

  335. @Orteq
    28 września o godz. 23:42
    Szybuje czy nie szybuje, przecież Izabella napisała, że w sondażach udziela odpowiedzi jakieś 40% pytanych, to oznacza, że nie są one miarodajne.
    Popieram zdanie niektórych „przedmówców”, że popularność PiS bierze sie z dowartościowania zaniedbanych poprzednio ludzi, nawet jak to dowartościowanie jest czysto teoretyczne i nieco tylko finansowe.
    Pamiętam swój szok w zetknięciu z nową polską rzeczywistością po 10 latach postu od ojczyzny. Zetknęłam się z pojęciem „menel” a właściwie nawet klasą meneli, dowiedziałam o nurkach śmietnikowych, wysłuchałam narzekań pań, że ich dzieci muszą chodzić do szkoły z biedotą, zanotowałam wzrost kosztów prezentów komunijnych i całe mnóstwo innych drobiazgów o których nie miałam pojęcia. No bo poszukiwania herbowe tylko mnie rozśmieszyły…

  336. @E-J

    Jesli renomowana firma, a taka podobno jest IBRiS, stwierdza autorytatywnie:

    „Sondaż przeprowadzono metodą telefoniczną na reprezentatywnej grupie 1100 dorosłych Polaków”

    to bym tam sie spodziewal troche miarodajnosci.

    Ogolnie rzecz biorac, poprzednie sondaze przedwyborcze wskazywaly, mniej wiecej, kto moze moze wygrac wybory. One nawet potrafily sie dopatrzec, ze Komorowski znalazl sie w tarapatach pod koniec kampanii wyborczej dwa lata temu. Podczas gdy renomowani dziennikarze z „Polityki” odradzali mu chodzenie na debaty z cieniasami takimi jak Duda

  337. @E-J

    „popularność PiS bierze sie z dowartościowania zaniedbanych poprzednio ludzi, nawet jak to dowartościowanie jest czysto teoretyczne i nieco tylko finansowe.”

    Zgadza sie. To na tym dowartosciowaniu oparte jest przekonanie ok. 40 procent wyborcow, iz PiS to „dobra zmiana”. No bo PiS sie odcina od kolesiowstwa solidarnosciowo-pelowskiego. Krolujacego na polskiej scenie politycznej od kilku dziesiatkow lat.

    Walesa, tforca „S” i RP II, wywalil obu Kaczorow na zbite dzioby. I to jest nienaruszalny Paszport Polityczny Partii Pana Prezesa. W skrocie, PPPPP

    Toz to lepsze niz CCCP! O cala litere lepsze

  338. Nie ma jak sledzic ciekawie rozwijajaca sie dyskusje przez caly dzien ale nie moc sie wlaczyc! Ale tak juz jakos wyszlo ze stuknelo mi dzis 12 godzin w robocie glownie ganiajac za „ludem pracujacym” przygotowujacym zaklad do audytu. Szkoda, ze lud pracujacy nie moze nadzorowac sie sam (co teoretycznie jest mozliwe bo nawet czytalam o tym w jednym wstepniaku na tym blogu ale lud, zwlaszcz szkocki o tym nie czytal niestety). Lud moj pracujacy doceniam bo pracuje on ciezko i zdecydowal sie zostac 3 godziny dluzej. U ludu mam plus bo wyszlam po nich, poza tym zakasalam rekawy i zaczelam pomagac, zebysmy wszyscy wczesniej skonczyli. Wyszlam ostatnia w bramie mijajac sie z nastepna partia ludu pracujacego, ktora dotarla na zmiane zaczynajaca sie o polnocy. W hotelu, ktory zamowila mi firma obok zakladu (bo jutro mam byc tam o 3.30 rano) zderzylam sie z innym ludem pracujacym (Scottish gas chyba), ktory tez tu nocuje. To chyba tez sie moge zaliczyc do ludu pracujacego (bo chyba niektorzy socjalisci mysla sobie ze jakims pieknoduchem jestem)? Teraz w ogole spac mi sie odechcialo wiec rownie dobrze moge zaleglosci na blogu ponadrabiac i to z pracowego laptopa (wiec bez polskich znakow)

  339. NeferNefer
    28 września o godz. 15:06

    Jesli to byla kobieca wersja czegokolwiek to chyba tego drugiego grafomana od „Samotnosci w sieci”. Tylko jemu sie wydawalo, ze pisze z perspektywy kobiety a pani Plebanek ze pisze z perspektywy faceta.

    Izabella – nie czytaj, chyba ze chcesz sie posmiac z gniota!

    Niestety po popelnieniu tego bledu nie bylam juz w stanie czytac felietonow autorki w Kawiarni literackiej Polityki. Moim ulubiencem w tym dziale zdecydowanie pozostaja Dehnel i Twardoch.

  340. @Kostka, kobieto pracująca i ludu roboczy 🙂
    Tak samo upierdliwe jest jak ty śpisz a inni gadają, a jak już nie śpisz, to oni śpią i poza tym i tak już wszystko powiedzieli! 🙂

  341. Ewa-Joanna
    28 września o godz. 10:32

    Oj tam, oj tam – zaraz zaperzylas! 😉 Po prostu smiesza mnie stwierdzenia, ze jakas grupa spoleczna pracuje za darmo i to przez piec lat. Od razu mnie zaciekawilo jak to jest mozliwe – mamusia i tatus utrzymuja czy panstwo utrzymuje? Chcialam nawet cos poczytac na ten temat ale na research nie bylo czasu bo trzeba bylo juz gonic do pracy. Tez swego czasu w Polsce wesolkowaci wlasciciele lecznic (i to nie jednej) proponowali mi „prace za darmo” a ja grzecznie w odpowiedzi pytalam czy pan doktor moze mi doradzic jak mozaby sie za darmo utrzymac nie mieszkajac z rodzicami. Jakos nikt mnie nigdy nie oswiecil… W zasadzie tam gdzie pracowalam i dostawalam pieniadze („pod stolem” zabiegowym) tez pracowalam za pol darmo. Nawet nie powiem za ile bo jeszcze sie zaraz zaczne nad soba dwudziestoparoletnia uzalac a co bylo a nie jest nie pisze sie w rejestr. Praca za darmo (nawet dla sztuki i dla terminowania w zawodzie) wyzywic sie nie da to i spakowalam walizke i pojechalam stela.

    Wiem ile kosztuja studia medyczne (i jakiekolwiek studia zreszta) w Anglii – tylko co z tego wynika? Czy tym, ktorzy placili te bajonskie sumy nalezy sie wiekszy szacunek czy wrecz odwrotnie? Czy wedle tej logiki absolwentom polskiej medycyny (w PRLu czy potem) szacunek ludu pracujacego sie nie nalezy bo mieli studia za darmo?

    @Qba – jesli uderzylam to niechcacy, obiecuje!

  342. Ewa-Joanna
    29 września o godz. 1:32

    🙂 Ano, i nie ma z kim gadac! Powinnam isc spac ale mi sie nie chce

  343. Gdyby tforca „S” i RP III (RP II to byla niewielka przesada), Bolek, nie wywalil na zbite dzioby zdublowanych nielotow, na poczatku swojej prezydentury, historia Numerowanej RP by sie pewnie potoczyla nieco inaczej.

    For one thing – izwiniajus, language purysci – nieloty by nie mialyby szansy ani na prezydenture ani na rzad w 2005. No i, oczywiscie – co jest jeszcze wazniejsze – nie mialyby szansy na powtorzenie tego podwojnego zwyciestwa dziesiec lat pozniej.

    Ten Bolek. Czy on zdaje sobie sprawe z faktu, ze to on wypromowal gnoma zoliborskiego?

  344. Jak sie nie z kim to sie nie gada. Proste jak postronek

  345. @Kostka
    Gdzieś tam się pogubiłam, bo też z doskoku jestem i wątki mi się rwą.
    Z tym szacunkiem to jakoś tak jest, że nie szanujemy tego, co przychodzi za darmo. I tak sobie myślę, że w miarę rozwijania coraz to wyższych studiów przelewania z pustego w próżne, ten szacunek do wiedzy gdzieś się ulatniał, bo i wiedza się ulatniała i coraz jej mniej trzeba było na zdobycie papierka. To się i tych niegdysiejszych zaczęło mniej szanować, bo uznano, że im też było tak łatwo.
    To jakaś tam jedna ze stron.
    Inna to zwyczajna zawiść, więc trzeba opluć, będzie nie tak świeciło.
    Jeszcze inna to klanowość i prawie dziedziczne obejmowanie pozycji naukowych i zawodowych. Budzi sprzeciw.
    Poza tym jak się widzi takiego skur.. docenta czy profesora, to ten niesmak rozciąga się podświadomie na wszystkich.
    Już od dawna twierdze, że nie istnieje coś takiego jak „inteligencja” jako klasa społeczna, zgadzam się na istnienie intelektualistów, ale bardzo jestem wybiórcza.
    Kawy!!!!

  346. Slawczan
    28 września o godz. 0:33

    Musze powiedziec, ze nieco mnie rozczarowales tym komentarzem. Lubie twoje wpisy, wraz z innymi lobbuje o wstepniaka ale poleciales takimi stereotypami, ze az mi zazgrzytalo. Ten na temat lekarzy (i innych „uprzywilejowanych”) to powtarzanie obiegowej opini, ktora w polowie przypadkow ma sie do rzeczywistosci jak piesc do nosa. Auta, szkoly dobre dla dzieciakow (platne w domysle zapewne) a nie ” lipne podstawowki w rejonie” (ta lipna podstawowka brzmi wypisz wymaluj jak moja szkola) i pogarda do mas. Czyli jedno wielke uogolnienie i wrzucenie wszystkich do tego samego worka wedle jakiegos mitycznego wyobrazenia jako to „im” sie dobrze zyje.

    Co do studentki z Anglii (z Oxford, nie z Cambridge) to znow poleciales po wierzchu, sensacyjnie, jak z brukowca. Byle pasowalo do tezy o uprzywilejowanych. Gdybys chcial sie rzetelnie wypowiedziec na ten temat to moglbys dodac, ze decyzja sedziego (nie o uniewinnieniu bynajmiej ale o uchyleniu odsiadki) jest uwazana za kontrowersyjna przez wiele srodowisk. Ponadto nie byla owa decyzja motywowana jedynie tym ze studentka jest zdolna (i z dobrej szkoly) ale rowniez problemami psychicznymi dziewczyny, ktora najwyrazniej byla ciezko niedojrzala i wyrazeniem przez nia skruchy z powodu wyskoku. Decyzja, nawet po takim uzasadnieniu, pozostaje kontrowersyja bo faceci w podobnej sytuacji szli do wiezienia.

    http://www.telegraph.co.uk/news/2017/09/25/oxford-student-judge-suggested-bright-prison-spared-jail-stabbing/

    Rzeczywistosc nie jest czarno-biala – ani w kwestii owych mitycznych elit, ktore bez wyjatku pogardzaja ludem pracujacym ani vice-versa.

  347. Orteq
    29 września o godz. 1:54

    Nie z kim tylko kimac. Ide. Ja znaczy bo juz tez mi sie watki placza.

    Ewa-Joanna
    29 września o godz. 1:57

    Masz slusznego w punkach wielu i moznaby to dalej pieknie porozwijac ale uciekam bo jutro zamiast blyszczec intelektem przed audytorka zaziewam ja na smierc. Pozdrowionka zatem!

  348. @Orteq,
    No to jak oni nie widzą, że ten PiS to takie samo kolesiostwo, albo i więcej, to zasługują na wszystko i jeszcze więcej. Bo chyba żadna inna grupa tych zasłużonych tyle nie nakradła co dawne PC. Współcześnie mówiąc – uwłaszczyła się na majątku narodowym.

  349. @Kostka,
    śpij energicznie i wypocznij 🙂

  350. I jeszcze szybciorem Lewemu (Lewy 28 września o godz. 10:59)

    Weteryniorz to brzmi dumnie! 😉 Prawie jak elyta. Wiec dziekuje serdecznie za pozdrowienia! 🙂 Ale ja ci sie wreszcie Lewusku musze przyznac, ze romantyczny obraz ze strzykawka aczkolwiek prawdziwy byl niestety jest juz przeterminowany bo przez ostatnie kilkanascie lat nie lecze zwierzatek choc do niedawna jeszcze pracowalam dla tutejszej inspekcji weterynaryjnej. Moj syn stwierdzil kiedys rozczarowany: „Ale ty to nie jestes taki prawdziwy vet”… Trudno zadowolic mlodziez sama prozaiczna ciezka praca!

  351. Uwaga ogolna:

    Demokratycznym nastepca rzadzacych przez jakis czas wladz, jest OPONENT tych wladz. A kto mogl byc oponentem wladz RP II? Takiego nie bylo. Porozumienie Centrum, poprzednik PiS, bylo umoczone. PC cos tam knulo, razem z „S” i innymi durnymi – takimi jak tzw. postlewica – ale nikt nie wiedzial co knulo.

    To wtedy Genialny Strateg przypomnial maluczkim, ze jego polityczna linia cierpiala za masy od momentu zdymisjonowania obu Wielkich Braci przez prezydenta Walese.

    Reszta poszla z gorki. Dzisiaj mamy co mamy.

    Ten Bolek. Ale nie bede sie powtarzal

  352. „A kto mogl byc oponentem wladz RP II?”

    Mialo byc RP III wladz. Cos jest narzeczy z tym mieszaniem RP II i RP III..

  353. Wy tu kochani o polskich (pozal sie Ty Boze) elitach prawita a slynny elit wlasnie zmarl (lat 91).
    Hugh Hefner sie zwal ten bon vivant. Satyr, priapiczny starzec, milosnik krolikow na sniadanie, obiad i kolacje. Zjadl ich podobno tysiace. Nie mieszkalem w tej ‘Krolikarni” to nie wiem napewno ale tak mowia. Jeden kroliczek to nawet jego imie nosi: Sylvilagus palustris hefneri.
    ‘Wszyscy’ jezdzili do tej Playboy Mansion: od Milesa Davisa poprzez Bono, Stinga, Deppa i setek innych.
    Wywiadow udzielali M. L King, Malcolm X, Kerouac, Mailer, sam Davis.
    Bo widzicie tu nie tylko o (panie wybacza) ruch*anie chodzilo ale i prawa dla kobiet (aborcja, rownouprawnienie etc),
    prawa dla gejow (m.in. same-sex marriage), innych ras, mniejszosci roznych. Hedonizm polaczony ze swiadomoscia i sumieniem spolecznym. Dobroczynnosc, ta finansowa zawsze tez byla immanentna czescia tej filozofii.
    Seks krzepi panowie i panie nie tylko cialo ale i ducha. Qba sie zgodzi 🙂

    Skurkowany nawet po smierci nie moze przestac, wykupil dzialke i kazal sie pochowac obok boskiej Marilyn.
    Ten Hugh to byl ktos, ale uciekam, bo nasze panie blogowe mnie zakrzycza….a moze i nie.

  354. Moze i nie zakrzycza. Ostatecznie, Hef byl Hef. Przez dwie trzecie wieku. To on stworzyl nadzieje dla milionow dam. „Jesli one sie rozbieraja to dlaczego nie ja?”

    Babciusia wciaz praktykuje te metode nadziei. Nic nie mowie o dzisiejszej skutecznosci tej nadziei. Nam do dwoch trzecich wieku brakuje kilku wiosen. Zimy sie nie licza w tym rachunku. Zbyt zimno, szkoda pigulek, mowie

  355. Kostka – 2:05

    „Nie z kim tylko kimac.”

    Oryginalnie bylo: „nie ma z kim gadac!” – 1:38

    Te elyty, @actowe czy inne. Wyrastajace na blogach jak podpienki. Co to tak obrodzily latos

  356. Ewa-Joanna (2:06)

    „żadna inna grupa tych zasłużonych tyle nie nakradła co dawne PC. Współcześnie mówiąc – uwłaszczyła się na majątku narodowym.”

    Celne. Przechodzenie z komuny do dzisiejszosci to rzeczywiscie glownie uwlaszczanie sie na majatku narodowym. Czy PC bylo glownym beneficjentem tego uwlaszczania sie na majatku narodowym? Balcerowicz, ze swoimi kilkunastoma Narodowymi Funduszami Inwestycyjnymi z wczesnych lat transformacji ustrojowej, zapobiegl wiekszosci tworzenia OLIGARCHOW. Jak w Rosji to sie dzialo. Czy PC zdazylo nakrasc, pod Balcerowiczem, najwiecej? Nie jestem tego taki pewien.

    Ok. 40 proc. spoleczenstwa wierzy dzisiaj w uczciwosc PiS-u. To sie skads musi brac. I tego nie da sie zlekcewazyc

  357. @act

    A ty do jakich elit zes sie zapisal? Po-pubowych? Tak tylko pytam

  358. 4:07

    „Skurkowany nawet po smierci nie moze przestac, wykupil dzialke i kazal sie pochowac obok boskiej Marilyn.”

    Teraz zaczynam rozumiec co sie dzieje u mnie.

    Po smierci mojej pierwszej zony, wiele lat temu, wykupilem PODWOJNA dzialke na cmentarzu. Up and down dzialke, nie zadne tak obok. Taniej bylo kupic up and down. Orteq na gorze, Orteqowa I na dole. Prawie za ta sama cene co pojedynczy grob. Prawo rynku, you see, zadzialalo

    W ubieglym, bodajze, roku Babciusia zapodala mi, ze ona wykupila podwojna dzialke na cmentarzu, zupelnie innym, dla nas obojga. Powod?
    – A nie pozwole ci polozyc sie na Niej – odrzekla na moje zapytanie.

    W przypadku Hefa i Marylin, chyba o co innego biega. Taka mam nadzieje. Oni obok

  359. @Orteq
    PC dostało Ekspres Wieczorny, który doprowadziło do bankructwa i przejęło koncern Prasa, Książka, Ruch a to było największe tego typu przedsiębiorstwo w PRL. I nie sądzę, że Balcerowicz czemuś zapobiegł, oni się po prostu nie nazywali oligarchami 🙂

  360. @E-J (7:20)

    Narodowe Fundusze Inwestycyjne, wymyslone przez Balcerowicza w 1990 rolu, mialy zapobiegac tworzeniu sie oligarchow uwlaszczeniwych. Co z tego wyszlo, you know yourself.

    Polska uchronila sie, dzieki Balcerowiczowi, przed oligarchicznoscia rosyjskich rozmiarow. A wiec i PiS – wczesniej PC – nie doszly do tych rozmiarow uwlaszczenia .

    Balcerowicz nie zostal nazwany rosyjskim agentem, jak dotad. To tez moze cos oznaczac

  361. Orteq
    29 września o godz. 6:50

    @act
    „A ty do jakich elit zes sie zapisal? Po-pubowych? Tak tylko pytam.”

    Jedynie prawdziwa demokracja jest w pubach, egalitarnosc (niekoniecznie wolnosc i braterstwo) tam jest pelna. Ale odkrylem, ze jak sie pije samotnie w domu te 3 wartosci wystepuja w formie absolutnej.

    Wygodniej na wlasnej polowie lozka obok niz na pietrowym. Spasc mozna i polamac kosci. Hef wiedzial, co robi stary wyga.

  362. Dzień dobry, jeszcze przed kawą i z domu

    Kostka
    29 września o godz. 1:23

    A wiesz, teraz dopiero zauważyłam że więcej po felietony też nie sięgnęłam. Twardocha wolę bardziej niż Dehnela.

  363. Poranne przemyslenia po pierwszej kawie
    Jedna butelka Côtes du Rhône Guigal 10 euro; Karton 6 butelek 36 euro. Oplaca sie. Jezeli tak dalej przebiega owa progresja, ktora nazywa sie chyba asymptota, to po ile bylaby jedna butelka tego nektaru, gdybym kupil 100 butelek, a tysiac, to chyba oni musieliby mi zaplacic.

  364. Lewy
    29 września o godz. 9:38
    Przez dwa punkty przechodzi tylko jedna prosta, ale nieskończenie wiele krzywych. Ja bym nie wnioskowała na podstawie dwóch obserwacji.

  365. Trochę o tych lekarzach, których mam sporo w rodzinie i wśród znajomych. I są w przewadze bardzo pro-pisowscy. Czy to gorycz z powodu braku szacunku, czy anty-elitarność? Czy po prostu za dużo ciężkiej pracy za grosze? Mimo że studia były za darmo. Dla rodziców nie tak znowu za darmo, bo trzeba było dzieci przez studia utrzymać. Powiesz im że za darmo, to pobiją. „Jak to, my żyły wypruwaliśmy żeby te dzieci studia skończyły. Sami zarabiając grosze.”

    Co do anty-elitarności. Pamiętam pomstowania na dzieci lekarzy i profesorów, te miały łatwiej, egzaminy w pierwszym terminie, najlepsze specjalizacje, a potem lepsze terminy dyżurów. Elity ma każde środowisko. Pani Romaszewska chce rozbijać „mafijne i rodzinne” układy w sądach. To w medycynie chyba też. I w polityce. Można by zacząć od Morawieckiego.

    Czy PIS tym lekarzom pomoże? Ja to kiepsko widzę. Znowu się zawiodą.

  366. @izabella
    29 września o godz. 10:00

    Przykre, ale porządek (w sensie przestrzegania aktualnych przepisów, jakie by nie były) może zagwarantować tylko ostra dyktatura. Taka już nasza natura.
    Ale istnieje pewne przybliżenie w demokracji – pełna przejrzystość, czyli nie ma żadnych tajemnic dotyczących sprawowanej funkcji. Chodzi oczywiście nie o dane pacjenta, ale o kolejkę do lekarza, jego stanowisko, czas pracy itd. I nie dlatego, aby jakiś zwierzchnik go kontrolował, ale by jego środowisko mogło wywierać presję. I gdy wszyscy dookoła wszystko o wszystkich wiedzą, to wiedzą też kto jest dobry, do kogo warto pójść, komu zaufać, itd. Wytwarza sie naturalna konkurencja i ludzkość zaczyna rozumieć, że lepiej być dobrym w „gorszym” zawodzie, niż omijanym w „lepszym”. Mąż zaufania i spowiednik stają się zbędni.
    Generalnie to utopia, ale w małych przedsiębiorstwach funkcjonuje. Wiem, bo sam to propagowałem jako szef i właściciel firmy. Muszę powiedzieć, że było dla mnie zawsze dużą satysfakcją, gdy np. sekretarka opieprzała mnie (publicznie) i mogłem przyznać jej rację. To był dla mnie dowód identyfikowania się z firmą.

  367. Zofia Romaszewska – wietrzenie sądownictwa w Umęczonej
    Zofia Romaszewska jedna z najważniejszych doradczyń i autorytetów Adriana wygadała się, powiedziała szczerą prawdę o zamiarach PiSu w stosunku do sądownictwa, zamiarach, które PiS chce zrealizować drogą niby prawną – poprzez ustawy o sadownictwie.

    Zofia Romaszewska powiedziała po prostu – ustawy PiSu są potrzebne, sądownictwo trzeba przewietrzyć. Tak powiedziała – ustawy pozwolą PISowi przewietrzać sądownictwo.
    Romaszewska nie wspomniała o jeszcze jednej istotnej sprawie – przewietrzycielem sądownictwa według ustaw ma być minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednym – Ziobro. Ziobro ma decydować o obsadach personalnych sądów – od najniższego sądu do do najwyższego.

    Tu powstał konflikt. Minister może, a prezydent nic nie może.
    Prezydent chciałby odebrać ministrowi trochę kompetencji w przewietrzaniu i na tym i tylko na tym polega niby spór pomiędzy Nowogrodzką (siedziba urzędowania Jarosława Ka), a Dużym Pałacem (siedziba Adriana). Istota ustaw PiSowskich o sądownictwie – przewietrzanie sądów przez

    Wiara w uzdrowicielską moc ręcznego sterowania i wzięcia za pysk wszystkiego co się rusza i przeszkadza ekipie PiSu w wyzwalaniu Polski z okowów prawa, jako najlepsza metoda rządzenia, nigdy nie zgasła w przywódcy tej narodowo-socjalistycznej partii. Ma się dobrze i dziś po raz pierwszy w karierze politycznej Jarosław Ka złapał okazję do ziszczenia się marzeń o budowie wyspy sprawiedliwości i wolności w morzu zaprzaństwa, lewactwa, niedoinformowania i niedokształcenia jakim jest Unia Europejska z jej wszystkimi zwariowanymi ideami traktatów, które mają obowiązywać każdego, opinii jakichś wydumanych prywatnych Komisji i Trybunałów przysyłających na wyspę sprawiedliwości (w budowie) raz po raz upomnienia, rady i dopraszania się, by tak było jak oni chcą, itd.
    A taki wałek!
    Wyczyścimy, przewietrzymy sądy i będzie tak jak my chcemy na naszej wyspie.
    Pzdr, TJ

  368. Korekta
    Jest
    Istota ustaw PiSowskich o sądownictwie – przewietrzanie sądów przez
    Ma być
    Istota ustaw PiSowskich o sądownictwie – przewietrzanie sądów przez doraźne, arbitralne decyzje władzy wykonawczej pozostaje w projektach ustaw o sądownictwie firmowanych przez Adriana niezmienna
    TJ

  369. Zrobiłam zdjęcia grzybom w ogrodzie, muchomory się pokazały 🙂
    Osiem najnowszych zdjęć na końcu, ten mały różowy grzyb, co to może być?

    https://goo.gl/photos/aGd4Fq7kc421QsGQ9

  370. @
    Mam nieprzyjemne przeczucie. Ponieważ Wojska Obrony Terytorium PiS nie funkcjonują tak, jak to sobie prezes wyobrażał, wymyślił on prostsze rozwiązanie, czyli zwalenie roboty na suwerena. Niedługo PiS uchwali ustawę o (prawie) powszechnym dostępie obywateli do broni. „Prawie”, bo PiS będzie decydować, kto jest godny obrony terytorium. Będzie egzamin na PP (Prawdziwego Polaka). Ci, którzy nie zdadzą, bądź w ogóle nie zostaną do egzaminu dopuszczeni, będą musieli nosić dobrze widoczny znak rozpoznawczy. Bo przecież nie może być tak, że PP postrzeli PP. A przecież wiadomo, że PP mało celny.
    Bardzo niechętnie ale stwierdzam, że prezes nie jest całkiem głupi. Zapłaci zapewne wysoką ceną, ale co sobie porządzi, to jego.

  371. @Kostka
    29 września o godz. 2:01
    Ok – jeżeli byłem nieścisły to przepraszam. Choc jednak nie…Kiedyś przeczytałem na KP artykuł pt. Era afluenzy o chłopaku z bardzo bogatego domu, który będąc naćpanym i pijanym(?) zabił kogoś swoim samochodem. Sąd uznał jednak, że wychowywał się w tak odmiennych warunkach, że wręcz trudno wymagać by miał ,,standardowy” system wartościowania i oceny sytuacji.
    Zresztą u nas…te sikory ministrów z PO (wiem wiem – tani populistyczny argument, coś jak te ośmiorniczki. Gdyby tzw. szarak zapomniał w swej deklaracji o 50tyś zł…

  372. @Lewy
    28 września o godz. 18:29
    Co Marksa – wydaje mi się, że nie ma co go przekreślać jeszcze – czasem wydaje mi się, że tak jak napisałeś, że doceniając jego oceny tak postponujesz jego recepty, że wtedy XIX/XXw było na nie zbyt wcześnie. Technologia jeszcze wtedy wymagała sporo mięśni ale spójrzmy – technologia stopniowo redukuje ich rolę…I tu pojawi się prędzej czy później problem co ze ,,zbędnymi ludźmi”. Na razie ekonomizacja powoduje, że wyrzucamy ich bez skrupułów na śmietnik zastępując albo maszynami albo tańszymi ludzkimi zamiennikami z biednych krajów. Ale to droga do nikąd – ,,pozbyci ludzie” nie kupują…roboty też…
    Dlatego bardzo bym się zastanowił nad odesłaniem red. Wosia do Wenezueli (i tak go potraktowałeś ulgowo – mnie czasami niektórzy odsyłają do Korei Północnej). To wyzwanie cywilizacyjne narasta i będzie narastać a ilość miejsc przy przegrzebywaniu śmietnisk też jest ograniczona. Jak zapewne zauważyłeś tam pozytywnie odniosłem się do wpisu zawierającego omówienie wykładu prof. Szahaja. Ten pogląd jest mi najbliższy. Idąc zgodnie z ,,logiką” neoliberalizmu pisanie takich komentarzy jak te, tutaj na blogu jest czynnością bez sensu bo nie przekładającą się na zysk mierzony w pieniądzu 🙂

  373. PiS majstruje przy wyborach samorządowych

    http://natemat.pl/218717,pis-zmienia-zasady-gry-w-jej-trakcie-kluczem-do-zwyciestwa-w-wyborach-samorzadowych-maja-byc-trojmandatowe-okregi

    Ktoś skomentował: „Nieważne są wybory, ważne jest liczenie głosów”

  374. @Slawczan
    Ja Marksa nie postponuje. To wciaz jeden z najwiekszych myslicieli. A to ze sie mylil, to normalne, bo jak ktos mysli to i moze sie pomylic. Najbardziej zaszkodzil Marksowi Lenin, ktory dokonal „aborcji” na marksizmie, wprowadzajac idee Marksa do nierozwinietego przemyslowo kraju. Gdyby nie ta aborcja, to kto wie. Bo wg Marksa rewolucja miala sie odbyc w najbardziej rozwinietych ktajach, gdzie kapitalisci goniac za zyskiem tak rozwineli srodki produkcji i stworzyli takie bogactwo, ze wreszcie mozna bylo na tej ekonomicznek podstawie zbudowac sprawiedliwe, bezklasowa spoleczenstwo, gdzie rano czlowiek mogl pojsc na ryby, w poludnie filozofowac, a wieczorem posadzic pietruszke. To sie nie udalo, bo Lenin „stworzyl” z panszczyznianego chlopa w Rosji awangarde ludzkosci, czyli proletariat.
    Mocno to przestraszylo kapitalistow, ktorzy popuscili troche, zgodzili sie na powstanie zwiazkow zawodowych, zaczeli lepiej placic; slowem samoograniczyli sie.
    Ale faktycznie teraz znow rozhulali sie. Skoro sam Putin to najbogatszy kapitalista, Chinczycy tez eksploatuja swoj narod nie gorzej niz eoropejsko-amerykanscy krwiopijcy, no to dlaczego dzisiejszy europejski czy amerykanski kapitalista mialby sie samoograniczac. Nie wrozy to nic dobrego. Moze dojsc do jakiejs nowej wojny, ktora rozwiaze ten problem. Ale jakiej wojny, skoro grozi ona samobojstwem ludzkosci.
    Ale wszelkie proby wprowadzania jakiegos lepszego ustroju to wg mnie utopia, ktora grozi jeszcze wieksza nedza , wyzyskiem, zniewoleniem.Dlatego tacy ekonomisci jak Wos draznia mnie, sa ekonomicznymi znachorami. I wszystko wskazuje, ze naszemu gnomowi z Zoliborza tez sie kolacza takie wizje uszczesliwienia Polakow (Polakow niestety a nie np Czechow)
    Ps
    Ktos zarzucil Wosiowi, ze daje sie zapraszac do pisuarowej telewizji. Wos odparowal, ze red. Rachon to bardzo sympatyczny inteligentny redaktor i bardzo dobrze mu sie znim dyskutowalo.Czyzby o tym jak zamienic Polske w Bialorus albo Wenezuele ?

  375. „Nadchodzą znów wieczory sałatki niejedzonej
    Tęsknoty dojmującej i łzy pękniętej w pół”…
    …po Wiesławie Michnikowskim.

  376. Lewy
    29 września o godz. 16:12
    Nie przesadzajmy, z tym Marksem. To, że dostrzegał wyzysk, jeszcze nie czyni z niego myśliciela. Ani jego kradzione bon moty na każdy temat, w rodzaju „opium dla ludu”. Jego recepta na równość, zawarta w „Manifeście…”, przyprawia o ciarki na grzbiecie (przymusowe „armie pracy”), a bełkotliwe tomiszcza „Kapitału”, straszą niezbornością intelektualną. Lenin i Stalin byli jego wiernymi uczniami, wcielili oszalałą utopię w życie. Efekty, najlepiej widać było na Sołowkach. Bardzo zabawne, że za komuny, nigdy nie uczono nas, życiorysu tego giganta myśli. Słusznie, bo jak wytłumaczyć, że ten wielki moralista, był w życiu prywatnym, skończonym łajdakiem i nieudacznikiem. Tak, na marginesie, kiedy zabieram się do kupienia jakiejś „cegły”, a nie wiem czy warto (półki na książki pojemność mają niestety b. ograniczoną), stosuję test Marksa i Hegla. Sprawdzam w skorowidzu i jeśli autor wypowiada się z zachwytem na temat tych uczonych mężów, to wiem, że mogę sobie odpuścić. Albo ich nie czytał, więc jest kłamczuszkiem, albo, co gorsza, nic nie zrozumiał.

  377. @gotkowal 29 września o godz. 17:51

    „Lenin i Stalin byli jego wiernymi uczniami, wcielili oszalałą utopię w życie.”
    „Bardzo zabawne, że za komuny, nigdy nie uczono nas, życiorysu tego giganta myśli.”

    Serio? Chyba jednak uczono was życiorysu Lenina i Stalina, którzy, jak twierdzisz byli „wiernymi uczniami” Marksa. Z twojej własnej wypowiedzi wynika, że różnice między podejściem Marksa a podejściem Lenina/Stalina są zerowe. A że z poglądem o tym rzekomym braku różnic naprawdę trudno się zgodzić – to jeszcze inna kwestia.

    Intryguje mnie jednak co innego – każde wspomnienie o marksizmie wywołuje w Polsce natychmiastowe zapewnienie, że Marks się totalnie do niczego nie nadaje. A „dowodem” tej tezy jest – oczywiście – fakt, że wcielanie w życie marksizmu w demoludach zakończyło się fiaskiem i upadkiem systemu.

    I nie przestaje mnie niezmiernie śmieszyć, że na przekór niezliczonym porażkom nadal nie brakuje w Polsce idiotów, którzy chcieliby wcielać w życie – zalecenia niebieskiej książeczki. Mam na myśli ewangelię i tzw. Królestwo Boże.

  378. mag
    29 września o godz. 17:36

    Aktor-cud. Ech…

  379. Na marginesie
    29 września o godz. 18:06
    Lenin i Stalin, życiorysy mieli spiżowe. Przynajmniej w propagandzie. Co innego z Marksem, nieudacza za nieudaczą. Gdyby nie miał sponsora, byłaby tragedia.
    Co do związku z blue book – marksizm jest jej lustrzanym odbiciem, tylko brodacze inni.

  380. gotkowal
    29 września o godz. 17:51
    Kapital przestudiowalem i do polowy mnie porywal, a od drugiej polowy zaczal mnie rozczarowywac. Jednak Marks cos wniosl do mysli swiatowej, choc wiele rzeczy podebral od Ricardo czy Smitha. No i niestety zbyt byl przesiakniety Heglem, przerabiajac jego Ducha dziejow na proletariat.
    Ale nie lekcewazylbym go tak, jak Ty to robisz. Lajdakiem tez nie byl, choc zrobil niechcacy dziecko szwagierce.
    Natomiast poczciwina Engels to raczej rachityczny mysliciel, a Lenin to juz caly kaczor gnom; on w swoich pismach, np Zeszytach filozoficzno-Ekonomicznych(moze zmienilem tytul bo dawno tego mialem w reku, a nie chce mi sie sprawdzac), cham, ktory stosuje obelgi jako „argumenty naukowe”. Hegla np nazywa szuja, zupelnie jak Kwiatkowska Golasa w Kabarecie Starszych Panow (czesc mag)
    To tyle w temacie

  381. Bez ciebie jestem malutki i wytłuc może mnie grad 🙁
    Bardzo smutno 🙁
    https://www.youtube.com/watch?v=lreRm6J57ag

  382. Lewy
    29 września o godz. 18:50
    W tym problem, że Marks zaraził się heglowskim bełkotem. I z dużą dezynwolturą traktował cudzy dorobek intelektualny. Sam zaś, ściągnięty od Hegla „historycyzm”, jest bzdurą totalną, dyskwalifikującą poważnego badacza. Teraz i w XIX wieku. Co do zrobienia „niechcący” dziecka szwagierce, pozwól, że pozostawię to bez komentarza.

  383. Wyziewy piekielne pochodzą od mego mózgu
    I napełniają go aż ja staję się szalony.
    Aż moje serce staje się zupełnie zmienione.
    Patrz na tę szpadę,
    Książę ciemności sprzedał ją
    .
    (Karol Marks, „Le Menestrel”)

  384. Lewy
    29 września o godz. 18:50
    „Kapital przestudiowalem i do polowy mnie porywal, a od drugiej polowy zaczal mnie rozczarowywac”.
    Mam wrażenie, że masz na myśli I tom „Kapitału”. To wystarczająco zawiła lektura, szczególnie, że autor uwielbia raczyć czytelników przykładami z życia, no tymi „na fakcie”, więc toniemy wraz z nim w przeróżnych dziwacznych jednostkach miary: łasztach, lokciach i co tam jeszcze. Tomy II i III to już pełny hardkor. Chciałbym poznać kogoś kto czytał i nie oszalał.

  385. „Jest tylko jedna droga, która może skrócić, uprościć i zintensyfikować przedśmiertne drgawki starego społeczeństwa i skurcze porodowe nowego — tą drogą jest rewolucyjny terror.”— Karol Marks, The Victory of the Counter-Revolution in Vienna, 1848.
    Lenin i Stalin przeczytali z uwagą.

    To jedno milunie zdanko, kosztujące krew i cierpienie milionów, dowodzi, że Marks BYŁ łajdakiem. Koncepcja rewolucji proletariackiej i dyktatury proletariatu, że także głupcem. Rządów nowych, wręcz proletariackich elit, znowu możemy posmakować do syta.

  386. gotkowal – 19:05

    To zrobienie dziecka szwagierce przez brodacza ‚Illuminatim’ Freuda mi blyszczy

  387. @gotkowal, z godz. 19:52
    jedno milunie zdanko, kosztujące krew i cierpienie milionów – piszesz o tym z Marksa wziętym zdaniu. Ciut wcześniej, J.-J. Rousseau, w „Umowie społecznej” też kilka takich milunich zdanek umieścił. Były doskonałym alibi dla terroru Robespierre’a, Marata, Saint-Justa, czy – bliższego nam – Lenina:

    Każdy z nas z oddzielna oddaje swoją osobę i całą swą moc pod naczelne kierownictwo woli powszechnej i wszyscy my pospołu, jako ciało polityczne, przyjmujemy każdego członka jako część niepodzielną całości. (…) Jeżeli ktokolwiek odmówi posłuszeństwa woli powszechnej, będzie do tego zmuszony przez całe ciało; co nie oznacza niczego innego jak tylko to, że będzie zmuszony do wolności.

  388. anumlik
    29 września o godz. 20:30
    To stara choroba marzycieli, którym wydaje się, że znaleźli drogę na skróty, proste rozwiązanie, skomplikowanych problemów.

  389. @gotkowal
    A dlaczego napisales Co do zrobienia „niechcący” dziecka szwagierce, pozwól, że pozostawię to bez komentarza
    Dlaczego pozostawiasz to bez komentarza, ja Ci oczywiscie oczywiscie pozwalam.
    Ale, zalozmy taki scenariusz; Jestes wybitnym myslicielem i nagle zdarzylo Ci sie zrobic szwagierce dziecko. czy w zwiazku z tym Twoj dorobek mysliciela bylby przekreslony przez to dziecko z szwagierka ?

  390. Dobra noc.bo moja Pani chce spac

  391. czytam Was w porywach, cieszę się, choć jestem czym innym zajęta.

    A teraz można ściąć mi głowę, bo przynoszę złą wiadomość
    Wiesław Michnikowski umarł.

    brak słów

  392. no i kulą w płot.
    Ale przynajmniej głowa na miejscu została.

    Bez niego jestem tak smutna , jak kondukt w deszczu pod wiatr….

  393. Lewy
    29 września o godz. 21:34
    Zmartwię Cię i rozczaruję. Nie jestem wybitnym myślicielem. Ani moralistą. A ze szwagierką nie wyjdzie, bo ni mom. Łowiecki, zrestą, tyż ni.

  394. konstancja
    29 września o godz. 21:35
    Ostatnia wiosna, była więc ostatnia.
    https://www.youtube.com/watch?v=jiOU7AwS-s4

  395. @Lewy
    Niechcący, Drogi Lewusku, to można nadepnąć komuś na odcisk w tłoku, zapłodnić szwagierkę niechcący się nie da. Można oczywiście nie dopilnować plemników, ale to się nazywa „wpadką”, albo „nieszczęściem”, czasem (gdy rzecz biega o zdradę własnej żony z jej siostrą) świństwem. Ale to wszystko robi się chcący. Znaczy z własnej (i szwagierki) woli. Zapładnianie szwagierek na dorobek intelektualny oczywiście nie wpływa. Na tzw. pion moralny dorobkiewicza – i owszem 😉

  396. mag
    29 września o godz. 17:36

    Och, pan Wiesław niezrównany! Zawsze lubiłam „Adio pomidory” ,także w czasach gdy mając lat kilka myślałam że to 100% na poważnie i okropnie było mi żal tego smutnego pana!

    A „Bo we mnie jest sex…” albo „Jak się zakochać to nie indywidualnie”? Co za wdzięk i liryka. „Mama, jaki ten pan ma śmieszny akcent” zakrzyknal młody, ktory właśnie rozpoznał przedwojenne „lolling of the tongue ” „l” (wcześniej słyszał je tylko raz w piosence o kaczuszce i makach z tego samego okresu ). Niech się młody uczy klasyki!

    Ku pamięci pana Wiesława kieliszek czerwonego wznoszę…

  397. gotkowal
    29 września o godz. 21:45

    Właśnie obejrzałam ten sam clip… Tyle w nim ciepła i humoru!

  398. konstancja
    29 września o godz. 21:35

    Mag już tą ścinającą wiadomość przedstawiła. Wiesław Michnikowski to był cud-aktor oraz, o ile wiem, podobnej specjalności osoba. Chyba ta właściwość czyniła go cud-aktorem. Piję za pana Wiesława, przez co nie muszę dużo gadać.

  399. anumlik
    29 września o godz. 20:30

    Ugh! Podoba mi się zwlaszcza ten „zmuszony do wolności ” !

  400. NeferNefer
    29 września o godz. 11:50

    Bajkowe masz muchomory! A to ostatnie zostawiam pombockowi albo Tobemu do identyfikacji…

  401. Ja już od kilku godzin piję za pamięć pana Wiesława. Też – jak Kostka – czerwonym.

  402. @anumlik

    Twoje zdrowie, anumliku drogi, teraz!

  403. @Kostka
    I Twoje, Kosteczko! Prost!

  404. @gotkowal
    29 września o godz. 17:51
    Naprawdę przeczytałeś wszystkie dzieła Marksa? To chyba jesteś jedyny na świecie.
    Chciałbym poznać kogoś kto czytał i nie oszalał.
    To albo jednak nie czytałeś, albo piszesz z Tworek. No chyba że dla równowagi przeczytałeś dzieła najświętszego myśliciela katolicyzmu i cię wyprostowało.

  405. gotkowal
    29 września o godz. 21:45
    Tanaka
    29 września o godz. 22:02
    oraz inni popijający ze smutku za Panem Wiesławem.. nie wiem, co popijam, zalałam się łzami za pomidorami i innymi niezrównanie wykonywanymi przez Pana Wiesława.
    Procenty ten napój ma.
    Kosteczko, NeferNefer:
    w waszej młodzieży cała nadzieja, że pojmą urodę i grę słów tekstów Kabaretu Starszych Panów.
    A teraz ze smutkiem kłaniam się Państwu (lekko ubzdryngolona…).

  406. Dziewczyny i Chłopacy tutaj zgromadzeni prawie jak „Jej rodzina”
    https://www.youtube.com/watch?v=fIaym0y4hg4
    wypijmy wraz ku pamięci Pana Wacława

  407. Szkoda osób które odchodzą, ale ja wolę zajmować się pozytywną przyszłością. Właśnie przeczytałam ten wywiad i poczułam się podpompowana optymizmem. Wspaniała kobieta i niech się nam takich więcej objawi, bo że są to nie wątpię.
    http://wyborcza.pl/Jutronauci/7,160052,22444391,mamy-haka-na-raka.html?disableRedirects=true#BoxGWImg

  408. Ewa-Joanna
    To bardzo dobra wiadomość dla naszego zdrowia, (oby było zdrowe), ale nie szkodzi pożegnać się z tymi, którym już nic nie pomoże.

  409. O matko, ku pamięci Wiesława, nie Wacława! Zaraz gotów mnie dopaść za oszybkę @Tobermory

  410. Ewa-Joanna
    29 września o godz. 22:59
    Nie czytałem wszystkich dzieł Marksa (Lenina, Stalina, Mao, Kaczyńskiego), bo nie jestem szurnięty. Trochę jednak tego było. Na zasadzie poznawania przeciwnika. Chociaż, w większości, to potworne glindzioły. Np. II i III tom „Kaitału”, zajmują się teoriami ekonomicznymi z połowy XIX wieku (o których, gdyby nie Marks, nikt od dawna by nie pamiętał), oraz problemem żydowskiej lichwy. „18 brumaire’a Ludwika Napoleona” jest pamfletem dotyczącym zdobywania władzy (J.K. zapewne czytał), a „Manifest komunistyczny” to przerażająca wizja „nowego” społeczeństwa. Zrealizowana w ZSRR przez Lenina, a przede wszystkim Stalina.
    Istotą marksizmu, jest wzięte z czapy przekonanie, że powstanie komunizmu, jest zdeterminowane historycznie, po prostu, świat nie ma innego wyjścia (por. Zeitgeist Hegla), tylko skomuszeć. Drogą do komunizmu zaś jest rewolucja, terror i dyktatura proletariatu. W tej kwestii Karolek (znowu Karol. Przypadek?) zdania nie zmienił do końca życia, z radością np. przyjmował krwawe, terrorystyczne ekscesy Komuny Paryskiej.
    Marksowskie i nie tylko, totalitarne brednie, świetnie wypunktował Popper (Karl) w napisanej w trakcie wojny rozprawie „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”.

  411. @mag
    Ja martwię się prywatnie, a cieszę publicznie.

  412. Lewy, gotkowal, anumlik

    To Marksowe zrobienie dziecka szwagierce wam spokoju, widze, nie daje

    Gdy Zygmunt Freud mial romans z siostrą swej żony, czynil to w ramach Illuminati. Czyli w ramach tego czym sie zajmowal. I szwagierka zaszła z nim w ciąże. Nie wiadomo czy chcacy czy niechcacy.

    Adam Weishaupt, twórca Bawarskich Illuminati, także zrobił dziecko swojej szwagierce. Obaj pewnie sie nauczyli tego od brodacza..

  413. Orteq
    30 września o godz. 0:16
    To zazdrość. Przynajmniej w moim przypadku. A gentlemani w typie Freuda czy Lacan’a, boską czcią cieszą się w Ameryce. U nas, oczywiście, budzą zawiść. Wkurzają nas hochsztaplerzy, którym się udało (jeśli to nie my). Chociaż pan F. święcie chyba wierzył w to co wypisuje.

  414. A sam Freud był prekursorem badań Alfreda Kinseya, człowieka który zmarł w trakcie masturbacji. Kinsey opisał zachowania swoich ziomków homoseksualistów w raporcie sponsorowanym przez Rockefellerów (!) Przekonywał w nim Amerykanów, że te dewiacje są czymś zupełnie normalnym.

    Wiec my, wychowankowie Marksa, Freuda i Kinseya, uznaliśmy ostatnio za normalne relikt antycznej nieprzyzwoitości czyli parady gejow. Dla przyzwoitosci nazwanych z marszu Pride Parade.

    Wszystko sie zaczelo od zrobienia dziecka szwagierce..

  415. Orteq
    30 września o godz. 0:36
    Dramatyczna (i tragiczna) śmierć Kinseya, nie zmienia faktu, że to dzięki niemu, Amerykanie, ośmielają się wypowiadać takie słowa jak seks czy orgazm.

  416. Zazdrosc, powiadasz gotkowalku?

    Rozmumiem zazdrosc z powodu czyjegos bzykania szawagierki. Szczegolnie jesli ona byla warta grzechu. Ale zazdrosc z powodu niechcacego zrobienia dziecka? Toz to podwojny grzech! Jesli nie potrojny. I to dokonany samotrzec

  417. @gotkowal – 0:41

    I dzieki Hefowi. Czesc Jego Swietlanej Pamieci

  418. Możecie sobie obaj tu filozofować i porównywać różnych co to też sobie filozofowali i porównywali. A tu jest rzeczywistość:
    http://wyborcza.pl/7,155287,22424419,zblizamy-sie-do-momentu-gdy-zywnosci-przestanie-wystarczac.html
    Fragmenty:
    Tak powstały koncern i kupiona przez Chińczyków szwajcarska Syngenta (producent pestycydów) właściwie będą kontrolować światowy rynek żywności: będzie do nich należało 75 proc. firm związanych z produkcją zbóż.
    *
    Dodaje, że w przyszłości gigant może przejąć też kolejne firmy, na przykład specjalizujące się w przechowywaniu żywności i jej transporcie. W efekcie kontrolować będzie cały łańcuch dostaw żywności, czyli drogę, jaką pokonuje ona od rolnika, poprzez przetwórców, aż do naszych domów. W ten sposób uzależni od siebie wszystkie 500 mln gospodarstw rolnych na całym świecie.
    *
    Wolny rynek miał być antytezą komunizmu, a to w jego ramach gospodarka się scentralizowała i skoncentrowała, przynajmniej w niektórych jej częściach, w większym stopniu niż w gospodarce planowej – mówi Wilkin.

    Uuuuch, marksistowsko zabrzmiało 🙂

  419. Orteq
    30 września o godz. 0:43
    Nie tylko o szwagierkę. Pan M. zrobił też dziecko gosposi. Czy było warto, każdy może ocenić sam: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/d6/Helene_Demuth.jpg/220px-Helene_Demuth.jp
    I dosyć tego seksizmu i dobranoc.

  420. U Bramy Perlowej staja Michnikowski i Hefner. Taki splot okolicznosci historycznych

    Sw. Piotrek zagaja:

    – Wiec wy uwazacie ze Prawdziwy Raj, PR w skrocie, wam sie nalezy? Ale przeciez obaj zescie mieli Raj Na Ziemi! I to przez cale swoje dlugie zycie.

    Hefner, ktory juz u Bramy stal przez dwa dni, odpowiada pierwszy:
    – Peter, mnie pilno do Marylin. Nie przedluzaj cierpien

    A Michnikowski, swiezy jak szczypiorek wrzesniowy, cwierka:
    – Raj na ziemi czy nie, nam ten PR sie nalezy. Bo my jesteśmy tanie dranie, dranie tanie niesłychanie. Nie potrzeba mnożyć zdań, by wykazać, czym dla pań i dla panów tani drań. Szczegolnie w Tym Miejscu

  421. No to dobranoc seksizmowi

  422. E-J,

    Ta propaganda „zblizamy-sie-do-momentu-gdy-zywnosci-przestanie-wystarczac” juz sie zgrala. Bo ona gra te sama katarynke przez pol wieku juz. Podczas gdy populacja swiata sie podwoila w miedzyczasie. Co oznacza, ze produkcja zywnosci tez sie musiala podwoic. Jesli nie potroic.

    No bo zywnosci nie brakuje. Owszem, brakuje systemu dystrybucji zywnosci na caly swiat. A to zupelnie inny problem. Wynikajacy nie z limitow produkcyjnych planety Ziemia tylko z ludzkich limitow umyslowych

  423. Ludzkosc sie uratuje – zawsze dotad sie uratowala – od zagrozen wynikajacych z postepow cywilizacji. Byleby gnomy, polskie czy inne, nie przeszkodzily w tym naturalnym procesie ratowania sie Ziemi od gnomow.

  424. „Terrell Carver napisal, although it has been claimed since 1962 that Marx was the father of Helene Demuth’s illegitimate son, „this is not well founded on the documentary materials available.”

    Syn Helen Demuth mogl byc poczety bez zblizenia cielesnego. Podobnie jak ten inny slawny Syn. Noo, jak mu tak bylo? Cos na Ch. czy jakos tam

    Rozwiazlosc moralna Karola Marksa musiala cos miec wspolnego z jego „Kapitalem”. No bo jak inaczej mozna wytlumaczyc upadek naukowosci ‚Kapitalu”?

  425. @Orteq
    30 września o godz. 1:54
    Mnie nie brak tej żywności uderzył, bo też uważam, że to naciągane, ale monopolizacja produkcji. To jest groźniejsze.
    Wyborcza jak zwykle wybrała nośny tytuł, bo w tekście raczej co innego.

  426. Wyjasnijmy znaczenie pewnych slow wczesniej wspomnianych.

    Samotrzeć to znaczy „w towarzystwie dwu”, czyli w trzy osoby.

    Święta Anna Samotrzecia to figurka przedstawiająca św. Annę z dwojgiem dzieci na rękach: Maryją (jej córką) i Jezusem.

    http://swanna.com.pl/cudowna-figurka-sw-anny/

    Na szczycie Góry św. Anny znajduje się zabytkowy zespół klasztorno – kalwaryjski z bazylika mniejszą, w której punktem centralnym jest słynąca łaskami figurka św. Anny Samotrzeciej.

    Niewiele mamy informacji o św. Annie. Ewangelie milczą na jej temat. Tylko Protoewangelia Jakuba, napisana ok. 150 r., umiejscawia św. Annę w linii genealogicznej Jezusa – jako matkę Najświętszej Maryi Panny. Pismo to mówi o jej cnotach oraz tęsknej modlitwie za dzieckiem, które przyrzekła ofiarować Bogu i o narodzeniu Maryi. Świat katolicki czci św. Annę ze względu na Chrystusa, którego jest babcią. Samo zaś imię Anna (hebr. Hannah) znaczy „łaska”.

    Kult św. Anny rozwinął się w Polsce, na Śląsku na początku XIV w. Poświęcono jej wiele kościołów i kaplic wybudowano w tym okresie. Najstarsza jest kaplica z roku 1209 w kościele franciszkańskim w Opolu.

    Inne słowa: samowtór (w dwie osoby), samoczwart, samopięt, itd. Az do samogwaltu.

  427. Yes, E-J. Grozne. Szczegolnie jesli oddane w lapy kaczodonaldowe. Co chyba sie dokonuje wlasnie. Na naszych szeroko zamknietych oczach

  428. Powtorzmy

    Orteq – 0:43

    „Zazdrosc, powiadasz gotkowalku? Rozumiem zazdrosc z powodu czyjegos bzykania szawagierki. Szczegolnie jesli byla warta grzechu. Ale zazdrosc z powodu niechcacego zrobienia dziecka? Toz to podwojny grzech! Jesli nie potrojny. I to dokonany samotrzec”

    No ale chyba nastal czas zeby w obronie Marksa zabraklo nas

  429. konstancja
    29 września o godz. 23:05

    Indoktrynuje mój egzemplarz młodzieży z przyjemnością, niech się uczy jakie ciekawe rzeczy na youtube można znaleźć. Czasem się martwię, że może dziwadelko wychodujemy niechcący patrząc na ostatnie youtubowe upodobania potomka np koncerty jazzmana-showmana Jamie Calluma z różnych miast w Europie (choc Jamie przynajmniej jest jeszcze w miare młody i funky) podczas gdy inne dzieciaki wyszukuja sobie rzeczy bardziej na topie. Z drugiej strony pewnie i tak w przyszłości wpływ rówieśników zacznie przewazac a może coś jednak w główce zostanie.

    Smutno że odeszła kolejna ikona choć akceptuje to jako część życia -pan Wiesław dozyl pięknego wieku czego nam wszystkim życzę. Bardziej mi jednak nostalgicznie, że takich już nie robią (jeśli chodzi o kabaret) – co zapamięta sobie mój syn z oglądania na żywo a co.mogłoby puścić swoim dzieciom? Oglądamy z mżonkiem czasem brytyjskich stand-up comedians, owszem śmiejemy się czasem bo niektórzy to inteligentne bestie i świetnie komentuja rzeczywistosc. Język i bezpośredniosc humoru dla dorosłych jest zaś niestety taka że wszystkie te programy nadają się od lat 16 co najwyżej i tak są metkowane. Gdzie subtelność i niedopowiedzenia? Kultura osobista i wdzięk? Co do polskich już się poddalam jakiś czas temu.

    Konstancja i magus – na pocieszenie nasz najnowszy youtubowy hicior, z narracja innego legendarnego dziewięćdziesieciolatka:

    „https://youtu.be/_38JDGnr0vA

  430. Ugh, ortografa strzelilam powyzej – wyhodujemy nie wychodujemy chyba

  431. @Orteq

    Zaczyna się od samopas
    Spotkałem się też z twierdzeniem, że samotrzeć to jeden z licznych synonimów masturbacji 😉

  432. A tu:
    https://www.youtube.com/watch?time_continue=2&v=C0nCE-RrQbo – jakże aktualne kupleciki. Szczególnej uwadze polecam ten śpiewany przez pana Mieczysława (z drugim Mieczysławem w tle):
    Tam upadł rząd, tam panią blond ktoś wywiózł w dwóch walizkach,
    A tutaj bór, spokój i chór i walczyk przy ognisku.
    Magister plótł, aż zasnął lud w tej mowy wodotrysku;
    Tam chrap i świst, a tutaj gwizd walczyka przy ognisku

  433. Tak, Tobciu. Samotrzeć to synonim i tego i owego. A zwlaszcza takiego:

    wyżymać pisiora

  434. anumlik
    30 września o godz. 11:32

    Widać skąd Olga L czerpała inspiracje potem! I jakie aktualne! A w tle mój drugi ulubiony Wiesław.

    Donoszę także że potomek z rana zaraz po wskoczeniu mi na głowę poprosił o puszczenie „piosenki o pomidorach”… 🙂

  435. Dodajmy

    W zamorskich krajach zamiast wyżymać pisiora, czochrać bobra funkcjonuje calkiem niezle

    – Znasz ją?
    – Pewnie. Czochrałem jej bobra

    Inne znaczenie tego zwrotu:

    -Hej, Johnny, pozycz 2 szekle.
    -Czochraj bobra.

    Łapać, pieścić miejsca intymne to inaczej czochrac bobra. Rowniez inno genderowo piescic funkcjonuje juz. Bober – beaver po ichniemu – to glownie jego kita. Meska czy odwrotnie

    I tak nam cywilizacja rwie do przodu. Ewolucja pewnie tez. Karolek D. nie zyje zeby to zweryfikowac. A Lolek tez swietym zostal w miedzyczasie.

    Jestesmy zdani na wlasne sily. Moze Moskwa pomoze?

    https://www.youtube.com/watch?v=S8El6bNK6fA
    https://www.youtube.com/watch?v=crXeZVhqGGU
    https://www.youtube.com/watch?v=MeYWf1YkiVc

  436. @Orteq
    Poczochrałeś. Chwatit.

  437. ‚Wyżymać pisiora’ ma byc haslem programowym kampanii pelo w wyborach samorzadowych. Ze to znowu ja musialem im podpowiedziec zwycieska strategie

    Ktos nie wygrac musi zeby wygrac mogl ktos. Ten Szekspir. I dunno. Czy on nie byl aby czasem wczesnym POjebkiem?

  438. @anumlik

    Panimaju. I izwiniajus

  439. Orteq(usiu)
    Z cyklu „samo…”
    Samograj
    (wg Słownika Języka Polskiego, za google)
    1. potocznie: instrument samogrający albo aparat odtwarzający dźwięki
    2. w problemistyce szachowej: przeciwieństwo zugzwangu
    3. przenośnie: rola w sztuce dająca aktorowi pole do popisu.
    Czy ty rozumiesz punkt 2.? Zwłaszcza pojęcie zuzgwangu, bo problemistykę jakoś przełknę?

  440. mag
    30 września o godz. 13:33
    Zugzwang to b. przykra sytuacja, z której są wyjścia:
    -fatalne
    -beznadziejne
    -katastrofalne
    Idea przewodnia jest taka, że jak by się nie obrócić, sempiterna zawsze z tyłu.

  441. Attagirl!
    Wywiad z Martą Lempart

    “Czego tak naprawdę żądacie?
    – Tylko tego, co jest zapisane w Konstytucji: prawa do intymności, do poszanowania życia prywatnego, rozdziału Kościoła od państwa, sprawiedliwości społecznej. Tego, żeby posłowie na życzenie biskupów nie decydowali, jak i kiedy możemy rodzić dzieci. Tego, żeby w Polsce została wreszcie wdrożona konwencja antyprzemocowa, żeby wymiar sprawiedliwości nie traktował przemocy w rodzinie jako tzw. sprawy prywatnej. Żeby bicie żon przestało być tolerowane ze względu na tzw. tradycję. Żeby gwałty zaczęły być wreszcie naprawdę karalne, bo obecny standard w takich sprawach, czyli wyrok w zawieszeniu, to jest plucie ofiarom w twarz. A także, żeby kobiety nie były dyskryminowane w dostępie do stanowisk i awansów, żebyśmy zarabiały tyle samo co mężczyźni za taką samą pracę. Żebyśmy brały udział w dyskusji publicznej w ważnych dla nas sprawach – wszystkich. Nie tylko praw kobiet.”

    „Mamy jeszcze jeden postulat: państwo bez zabobonów. Już nawet nie „świeckie państwo” bo to określenie się mocno zużyło. Dobrze to ujęła jedna z liderek Strajku na Dolnym Śląsku: tak, „państwo bez zabobonów” jest emocjonalne, nacechowane negatywnie, ale trudno. To konserwatyści wchodzą na nasz teren i próbują nam urządzać życie. Mamy prawo być złe i mamy prawo używać takiego języka, jaki uważamy za odpowiedni.”

    Całość tu:
    http://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/czarny-protest-2017-kobiety-walcza-o-swoje-prawa-wywiad,artykuly,416732,1.html?src=HP_Section_1

  442. @NeferNefer 30 września o godz. 15:06

    Prześliczne! Już go zapakowali na śmietnik?

  443. @Kostka 30 września o godz. 10:36
    Dzięki za link – uwielbiam bezgranicznie! I nie wiedziałam, że zrobili drugą serię.
    A ten trzęsący się ze starości głosik zachwyconego światem dziecka – to cały Attenborough. W młodości (widziałam fragment starego filmu) to on był nawet z wyglądu całkiem całkiem.

    A jeśli chodzi o ofertę programową, to reżimowa TV kultura galwanizuje teatr telewizji. Może przemówi nostalgicznie do pokolenia PRL-u… Tylko kto dziś ogląda telewizję?

  444. NeferNefer
    A może to Kordian w okowach? Niech no tylko pęta opadną. I poniesie się po gumnie wołanie:
    „Ludy! Winkelried ożył!
    Polska Winkelriedem narodów!
    Poświęci się, choć padnie jak dawniéj! jak nieraz!
    Nieście mię, chmury! nieście, wiatry! nieście, ptacy!”
    – załopoce folia na wietrze.
    A potem będzie buuum!

  445. @NeferNefer
    30 września o godz. 15:06

    Prezydent – wersja smoleńska

  446. Na marginesie
    30 września o godz. 15:11

    Prawda? Oczu nie można oderwać 🙂
    tylko czy to On aby bo cuś za wysoki :/

    mag
    30 września o godz. 15:20

    Ja jednak optuję za śmietnikiem…

  447. Tobermory
    30 września o godz. 15:25

    Przemknął mi przez głowę dość drastyczny komentarz ale się ugryzłam w klawiaturę.

  448. Ten prezydent dotyka paluszkiem az trzy ksiazki. Musi co intelektualista

  449. Az trzy ich sam napisal. Ten prezydent

  450. Lewy
    30 września o godz. 20:00
    Prieżdie wsjewo, nastajaszczij patriot. Każda z knig, opiewa inny podmiot liryczny: Boga, Honor i Ojczyznę.

  451. – Gospodarzu, opowiedzkie jak wyglada wasz dzien
    – Ano wstaje rano, ide na gumno. Slysze ze wieprzki kwicza. No to budze Zoche zeby je nakarmila. Wtedy ide do sasiada, Wacka. On otwiera flaszke na sniadanie…
    – Gospodarzu, nie mozemy tu promowac alkoholu. Moze tak: on otwiera ksiazke, biblie najlepiej, na poczytanie przed sniadaniem?
    – No dobrze. Wiec Wacek otwiera biblie przed sniadaniem. Jak juz skonczymy biblie u Wacka to przemieszczamy sie do Zenka. On tez otwiera biblie, ktora konczymy kolo poludnia. Wtedy idziemy do Leszka. A u niego ksiazek masa. Bo on je sam pisze i nazywa malpki

  452. NeferNefer
    30 września o godz. 15:06

    Ten Władca Worka z Folii demonstruje jak został pozbawiony prezydentury w Smoleńsku. Nie za pomocą upadku, bo to była maskirowka, ale za pomocą kota w worku.
    Tak było – powiedział Lolek kajakarski po obejrzeniu filmu Pasja

  453. @Tanak, z godz. 21:21
    Nie czepiaj się. Kot był polski 🙂

  454. NeferNefer
    30 września o godz. 15:06

    ciekawe, co zrobią z biało-czerwoną po odsłonięciu tego bohomaza na cokole. Pewnie, to, co zwykle robi się z polską flagą….https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwiZ6Pbi1M3WAhWlB5oKHVgTB-kQtwIIJzAA&url=https%3A%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Fv%3DRSSIz-0pnCM&usg=AOvVaw097k5GVP27FQ_ueX_8aZxO

    a pod ręką aż trzy książki…ciekawe, czy Makuszyński też tam jest.

  455. mag
    30 września o godz. 15:20

    🙂

  456. Na marginesie
    30 września o godz. 15:16

    Sir David ma w UK nieformalny status skarbu narodowego a jego 90tke świętowano hucznie w ubiegłym roku, między innymi puszczając w telewizji wiele archiwalnych programów, także ponad sześćdziesieciolelni „Zoo quest ” w którym można podziwiać młodego Attenborough z bujną blond grzywa i w szortach, jak tuli do gołej klaty coraz to inne zwierzątko… 😉
    Jego pasja i entuzjazm są niezmienne mimo zaawansowanego wieku, po prostu nie da się tego nie docenić! A poza tym to on w czasach pracy w BBC zamówil dla chanel 2 …”Latający cyrk Monty Pythona”! Pomijając inne zasługi, już tylko za to należało mu się przyznanie szlachectwa 😉

  457. mag – 13:33

    „2. w problemistyce szachowej: przeciwieństwo zugzwangu
    Czy ty rozumiesz punkt 2.? Zwłaszcza pojęcie zuzgwangu, bo problemistykę jakoś przełknę?”

    Rozumiem tylko tyle, ze slowo ‚samograj’, wg Słownika Języka Polskiego, jest jedynym slowem krzyzowkowym odpowiadajacym definicji ‚przeciwieństwo zugzwangu’. A zugzwang to bardzo rzadka sytuacja w szachach, kiedy każdy ruch strony, która ma wykonać posunięcie, osłabia jej pozycję. A wiec niekoniecznie juz szachmat ale blisko szachmatu.

    Jak samograj, zugzwang i przeciwienstwo zugzwangu sie maja do slowa samotrzec – dyskretnie pominmy niektore inne synonimy samotrzeci – nie bede analizowal. Anumlik napisal chwatit’. No to niech bedzie chwatit’.

  458. Celinski chwali Gertycha, mimo, ze Gertych woli Sienkiewicza, a Celinski Zeromskiego.
    No to mamy zalazek demokracji, bo zamiast wyzywac sie od zdradzieckich mord, zwolennicy Zeromskiego dogaduja sie ze zwolennikali Sienkiewicza. Moze to swiatelko w tunelu i jakies zblizenie do Europy ?

  459. To Putin zmanipulowal rowniez i polskie wybory 2015?

    „Kontrolerzy Parlamentu Europejskiego nalozyli kare na frakcje Europejskich Konserwatystow i Reformatorow (nalezy do niej PiS), za zlamanie przepisow finansowych. Wsrod zarzutow jest nielegalne sfinansowanie konwencji PiS w 2015 roku. Opozycja sklada wnioski do PKW i prokuratury o zbadanie finansow PiS, w szczegolnosci sprawdzenie czy nie doszlo do nielegalnego finansowania kampanii wyborczej z zagranicy.”

    Ten Putin. Od Filipin, poprzez Kaczpolske, az do Trumpameryki, on wybory w innych krajach ustawia jak chce. Gieniuś taki z niego czy co?

  460. Nie moge zapomniec, ze czysto polski wymysl slowny ‚samotrzeć’ oznacza to samo co ‚wyżymać pisiora’. Czy to sie da przetlumaczyc na inne jezyki? Bez naruszenia swietosci sw. Anny?

    https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awi%C4%99ta_Anna_Samotrzecia

    Zanosi sie na nieunikniona swietosc pisiora. Niekoniecznie wyżymanego

  461. Orteq
    Jak chwatit to chwatit. Jednakowoż samograj skojarzył mi się właśnie z kataryną, na której melodie wygrywał w kółko pod oknem ukochanej bohater „Zapisków oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego. Bandyty, który stał się literatem.

  462. Lewy
    A czy ktoś, obojętnie po której stronie Rowu Tektonicznego Polskiego stojący, chwali dziś Gombrowicza, Mrożka, Różewicza, Miłosza, Głowackiego – dość bezlitosnych wobec naszej dętej Polackości.
    Na kolana przed nimi, zamiast wstawać z kolan!
    Może i poleciałam grubo, ale dość już Sienkiewicza, Żeromskiego kosztem wyżej wymienionych. Przełknęłabym jeszcze Reymonta. Serio.
    Czy są w lekturach obowiązkowych Zegadłowicza „Zmory”? Powiedziałabym – bardzo na czasie.

  463. Szanowni!
    Czy umiemy korzystać z rozumu? Czy musimy? — Qba pyta też o inne sprawy.
    Kto ma ochotę, niech się czuje zapraszony do odpowiadania.
    JK