Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

6.09.2017
środa

Najważniejszy czasownik

6 września 2017, środa,

Najważniejszym czasownikiem naszej cywilizacji jest mieć. Czasownik ten implikuje z jednej strony władzę nad posiadanym, a z drugiej konieczność dbania o nie. O ile to pierwsze realizowane jest – nierzadko nadmiarowo – prawie zawsze, o tyle to drugie traktowane jest na ogół jako przykry obowiązek i wykonywane w minimalnym, absolutnie koniecznym zakresie. Powyższe dotyczy zarówno obiektów materialnych, w tym materii ożywionej łącznie z osobnikami rodzaju ludzkiego (mam auto, mam dzieci), jak i różnych dziwnych abstraktów (mam nadzieję, mam obywatelstwo). Dlaczego akurat ten czasownik jest najważniejszy? Ponieważ chęć posiadania – chociaż z różnych powodów – jest siłą napędową prawie każdego członka każdej cywilizacji. Jakie mogą być powody chęci posiadania?

Obecnie najpopularniejszym powodem jest moda. W tym przypadku chodzi o chęć przynależności do określonej grupy, której członkowie wyróżniają się posiadaniem konkretnej rzeczy, np. iPhone czy butów Versace, niezależnie od miejsca, wieku, koloru skóry czy wyznania. To właśnie moda powoduje, iż jedną z największych gałęzi gospodarki jest przemysł opakowań. O irracjonalności zjawiska mody świadczyć mogą przeprowadzone w Niemczech badania w czasie największej popularności amatorskich camcorderów (kamera wideo połączona z rejestratorem obrazu i dźwięku na taśmie magnetycznej), które wykazały, że 90 proc. z nich użyte zostało tylko jeden raz, w dniu zakupu.

Najbardziej „szlachetnym” powodem chęci posiadania jest pożytkowanie. Może ono być pozytywne dla całej cywilizacji, jak narzędzia służące do produkcji wytworów użytkowych dla wszystkich (buty, oprogramowanie, filmy) lub pozytywne jedynie dla wybranej grupy (broń, narkotyki).

Najbardziej agresywnym powodem chęci posiadania jest strach. Zaliczam tu zarówno chomikowanie wszystkiego na wszelki wypadek, jak i działania wyprzedzające, czyli – jak cię posiądę, to zyskam nad tobą władzę i już mi nie zagrozisz. Przykłady tego ostatniego mamy w wielu rodzinach (silny ojciec rodziny znęca się nad słabszą żoną i jeszcze słabszymi dziećmi), ale – niestety – również na wszystkich szczeblach władzy. Użycie określenia „niestety” jest o tyle uzasadnione, że skutki dotyczą tu nie jednej rodziny, lecz bardzo wielu. To „władza ze strachu” tworzy niewolnictwo wszelakiego rodzaju – od zdobyczy wojennych, poprzez poddaństwo pańszczyźniane, aż po uzależnienie finansowe czy hierarchiczne. Działanie takie jest szczególnie irracjonalne, każda współpraca jest bowiem wielokrotnie efektywniejsza od jakichkolwiek wymuszeń. Ale współpraca wymaga jednak pewnej odwagi. Historia uczy, że przypadki takie się zdarzały.

Poza tym czasownik mieć jest przyczyną dominacji człowieka nad innymi gatunkami materii ożywionej. Z punktu widzenia natury posiadanie więcej, niż aktualnie potrzebne, jest nieuzasadnione. Ale osobnik obdarzony inteligencją użył jej do wykorzystania posiadania w celu częściowego pokonania strachu (zapasy, broń). A ponieważ się udało, to poszedł dalej i w tym nieustającym – jak na razie – pochodzie sięga już do gwiazd.

Prawie wszyscy z naszego gatunku bierzemy w tym pochodzie – właściwie wyścigu – czynny udział. Mamy gospodarkę rynkową bazującą na konsumpcji i choć narzekamy na bezrobocie, na permanentne i coraz większe korki na coraz liczniejszych autostradach, na coraz groźniejsze zmiany klimatyczne, na stałe ryzyko globalnej wojny, to nie jesteśmy w stanie pozbyć się chęci posiadania. I jak widać, cena nie gra roli.

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 320

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawe, nie wiem, jak czasownik ten funkcjonuje w kulturach pierwotnych, takich zbieracko -łowieckich.

  2. W idealnym ustroju komunistycznym wszystko jest wspólne, nikt nic nie ma ale my mamy. Ideał ten do pewnego stopnia realizowały pierwsze kibuce.
    Można mieć nie tylko coś materialnego, ale np.wspomnienia, rację.

  3. @Stachu39
    6 września o godz. 22:42

    Jedyna kultura pierwotna, która przetrwała do naszych czasów, to kultura katolicka: zbiera na tacę i łowi wyznawców.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Czytam Was z ogromną przyjemnością. Też jestem cyklistą.
    Często z doskoku i … kartka przewrócona (
    Powrócę do p.Zybertowicza.
    https://oko.press/zybertowicz-ludzie-glupie-sa/
    Ostatni akapit tego artykułu jest świetny:
    „Niedawno pisaliśmy o innej wypowiedzi prof. Zybertowicza, który stwierdził, że lipcowe protesty w obronie niezależnych sądów PiS zagrażają „bezpieczeństwu kulturowemu” Polski. Organizatorzy tych protestów mieli być rzekomo inspirowani przez obce siły, które nie podzielają naszej tradycji i kultury. Przypomnieliśmy wówczas, że chrzest Polski to również był obcy wpływ.”
    Odsyła też tu:
    https://oko.press/prof-zybertowicz-broni-bezpieczenstwa-kulturowego-polski-osrodek-prezydencki-powtarza-narracje-putina-orbana/

    Ten zacytowany fragment wskazuje, że dopiero Mussolini właściwie odczytał niebieskie książeczki. To z Watykanu to zaczerpnął. Niewątpliwie te przemarsze z pochodniami, flagi, kazania do ludu, szaty, zdobne – złotem szemrowane kapelusze. Przejął to niewątpliwie Hitler.

    A palenie ognisk na przesilenie wiosenno-letnie, malowanie jajek przetrwało mimo takiej presji, stosów i mieczy. Bo nasze. Kulturowo.

  6. Drugi!
    Ale bez „być” nie byłoby „mieć”. Poza tym „mam gorączkę” oznacza zupełnie co innego niż „mam zapasy” lub „mam to już za sobą”. To samo słowo ale zupełnie inny wyraz.
    Qbie chodzi zapewne o „posiadać”.

  7. Nie wiem, czy to nie jest myślenie magiczne. Ten czasownik jest wg. QBY przyczyną wszelkiego zła. Jeśli się go wykreśli, świat się naprawi .

  8. @mang
    6 września o godz. 23:12

    Jednak pierwszy. Popatrz na wspaniałych konsumentów – każdy chce mieć, a kto z nich jest?

  9. @Stachu39
    6 września o godz. 23:18

    Wyciągasz wspaniałe wnioski. Prawie jak prof. Zybertowicz.
    Twój wpis z 23:03 dowodzi, że mało dokładnie czytasz.

  10. Stachu39
    6 września o godz. 23:18

    To sarkazm? Dziwne słowa.
    Tego „miecia” mamy w genach.
    Tylko posiadanie rośnie w postępie geometrycznym.
    Nie potrzebując większego terenu łowieckiego, zbieraczego potrzebujemy 2 domy, 3 samochody, 40-ci par butów, 25 torebek? Ten wyścig „miecia” zwala się nam na łeb. Zatraca.

  11. @Mang
    „Ale bez byc nie byloby miec ”
    Tylko, ze nie majac nic bede niczym. Cos musze miec, aby czyms byc np. cialo na dobry poczatek.

  12. A ja uwazam, ze wazniejszym od „miec”, jest czasownik chciec…

    Pominawszy ludowe, ze „chciec to moc”, co prowadzi do miec, jest o wiele powazniejszy, a wlasciwie to zamykajacy argument, ze jesli mi sie czegos nie chce, to nie bede tego mial, czyli bez chcenia, mienie nie istnieje …

    To od tego chciec zalezy miec, co automatycznie stawia „chciec” wyzej, czyli czyni wazniejszym od zwyklego, prymitywnego „miec”.

    W tym miejscu mozna zakonczyc dowodzenie zwyklym c.b.d.u.

  13. Czasownik, czasownikiem, szczególnie w wersji bezokolicznika. Jeśli dobrze pamiętam koniugację czasowników? Mieć czy być? Pytanie na miarę Fromma? Nieco przebrzmiałe. Tyle mieć, aby luźniutko być. Zapewnić sobie i swojej rodzinie zdrowie, możliwość rozwoju emocjonalnego, intelektualnego i bepieczeństwo. Po co komu pieniądze, dla samych pieniędzy? Kto jest w stanie zjeść dwa obiady, lub ubrać trzy garnitury na raz? Kiedy uczyłem się prawa, dowiedziałem się, że są cztery formy własności: władanie, użytkowanie, posiadanie, i pożytki. Mając coś, róbmy tak, żeby było przyzwoicie. Wpis Qby , opiera się o same rudymenty etyki, czyli o rzecz, jak znalazł, dla rodaków, katolickich, ziemniaczanych buraków. Prostych, sympatycznych ludzi, bez pretensji. O ile jeszcze, tacy istnieją!

  14. Anegdota, o chceniu/mieniu/byciu, napisana po nibyrosyjsku lacinskim alfabetem….

    Siegodnia my pijom zdrowie Towariszcza Gagawaridze, nie potomu szto u niewo odna kwartira w Odessie, wtoraja w Leningradie, a trjetia w Maskwie. My toze pod palatkami nie ziwiom.

    My pijom siegodnia zdrowie Towariszcza Gagawaridze nie potomu szto u niewo odna zenszczina w Odessie, wotraja w Leningradie, a trjetia w Maskwie. My toze nie onanisty.

    My pijom siegodnia zdrowie Towariszcza Gagawaridze, nie potomu szto u niego odna maszina w Odessie, wtoraja w Leningradie, a trjetia w Maskwie. My toze loszediej nie puteszewstujem.

    My pijom zdrowie Towariszcza Gagawaridze potomu szto on nastajuszczij komunist!

    ps Zacytowalem, bo cos mi sie widzi, za ta anegdotka znakomicie ilustruje problem czasownika „miec”.

    Wasze zdorowie dorogije Damy i Gospoda.

  15. lonefather
    7 września o godz. 0:05
    U mienia, bolszoj pro Tebja( niet balszoj, potomu, szto ja nie iz Moskwu) wostorg. No i słuczajnyj podarok:
    https://youtu.be/x2kBqCZulwY

  16. A gdyby ozzy jeszcze był prisutwujuszczyj, to byłby dla niego niebolszoj cymesik:
    https://www.youtube.com/watch?v=Ns-IP_Y8_3U

  17. gotkowal
    7 września o godz. 0:16

    Bolszoje spasiba, no ja papal w liubow i tolko mogu sluszat kak Владимир Высоцкий piejot etu i drugije piesni. Izwieni mienia…

    https://www.youtube.com/watch?v=TtjzVievnXQ

  18. Nie wozmożno ortodoksom czislit sjebja. Eto sowsjem czudiesnyj nieortodoks. Nieizwiestnyj Okudżaw.
    https://youtu.be/t2W47fpL7pI

  19. hmmmm……………….. z Julkiem Brynnerem to sie Tobie udalo, ale podstawiac ta pretensjonalna panienke przybrana ironicznie w beret Specnazu…

    Zesz !
    Co Ty sobie pozwalasz?

    Okudzawa napisal ta akurat piesn pod konkretna aktorke i pod konkretny film. Sam spiewal ta genialna piesn, delkikatnie mowiac, do dupy …

    To i tylko to, bo tu masz konkret w kontekscie, czyli nierozlaczny fragment Dworca Bialoruskiego…:

    https://www.youtube.com/watch?v=Dum2sKxOa8c

    Ech… a moze szkoda czasu, bo masz prawo do wlasnych wyobrazen?

  20. lonefather
    7 września o godz. 1:03
    Przy Biełoruskim wokzale, łezka z oka pociekła. A panienka nie jest ruska. Tatko Polak i mafioso, mamunia Włoszka, a narodowość gruzinskaja. Nazwisko i imię, mówi samo za siebie: Ketawon Tepurija. Największa gwiazda rosyjskiego popu, obok Jeleny Vayengi. Brrrr… :
    https://www.youtube.com/watch?v=8Y4_2Qa0QQs

  21. gotkowal

    Nie jestem artysta. Czego czasem jest mi szkoda. Niemniej, choc rozumiem, ze sztuka zywi sie sztuka wczesniejsza, to sa rzeczy, ktore zwyczajnie nie powinny byc ruszane. Okudzawa wykonal na zamowienie kilka prac, czyli napisal teksty i muzyke do kilku filmow. Dwa z nich, to Bielorusskij Wokzal i Bieloje Solnce Pustyni…

    Piosenka z „Bialego Slonca”, prosze bardzo… Gdziekolwiek, kiedykolwiek, w dowolny sposob wykonywana, prosze bardzo. Bo choc jest swietna sama w sobie, to nie stanowi integralnego skladnika filmu.

    Co innego Dworzec Bialoruski, w ktorym ballada o dziesiatym batalionie spiewana zwyczajnie, bez patosu, bez lirycznosci, za to dopowiada to czego nie chca, a moze nie umieja sobie powiedziec bohaterowie filmu. Bo jak powiedziec po kilkudziesieciu latach myslenia, ze zyje, bo kolega „po lewej” zginal…

    Gowno prawda !

    Ale nie o prawde tu chodzi, tylko o myslenie.

  22. Z artystami, to tylko kłopoty. Najgorsze z artystkami.

  23. „O irracjonalności zjawiska mody świadczyć mogą przeprowadzone w Niemczech badania w czasie największej popularności amatorskich camcorderów (kamera wideo połączona z rejestratorem obrazu i dźwięku na taśmie magnetycznej), które wykazały, że 90 proc. z nich użyte zostało tylko jeden raz, w dniu zakupu.”
    Kusi mnie aby napisać, że mój wujek był dobrym przykładem takiego zachowania. Ale…
    Łapię się na tym, że trzeba tutaj zdefiniować termin „używania”.
    Jeden sposób użycia kamery to nakręcenie filmu, zarejestrowanie obrazu. Ale to jest tylko jeden sposób, trywialny. 😉

    Innym sposobem jest wbicie tą kamerą gwoździa. Albo zaczerpnięcie nią wody. A także wszelkie sposoby leżące POMIĘDZY rejestracją obrazu a wbijaniem gwoździ.

    Kiedyś moje 100 godzin używania roweru polegało na 99 godzinach jazdy i 1 godzinie konserwacji. No i na posiadaniu 2 rowerów, składaka i kolarzówki. Dzisiaj jest to 99 godzin majstrowania przy starych rowerach i 1 godzinie jazdy. No i tych starych rowerów nie mam dwóch sztuk tylko 2 duże pomieszczenia zawalone częściami.
    Ale w końcu kto ma mi narzucać sposób używania danej rzeczy, który MAKSYMALIZUJE MOJA PRZYJEMNOŚĆ? Skoro przesmarowywanie łożysk sprawia mi wiekszą przyjemność od pedałowania po ulicy, to co to kogo obchodzi?

    Moja mama lubi „mieć włóczkę”. Oraz „mieć ręczniki”.
    Zapasami włóczki mogłaby obdzielić 10 utrzymujących się z robienia na drutach kobiet przez 10 lat. Walka z molami zajmuje jej dużą część życia i o ile wiem, to mole zaczynają zwyciężać…

    Wujek używał elektroniki, np. takiej kamery czy aparatu fotograficznego nie do robienia zdjęć czy filmów tylko jako elementy swojego puzzle. Wymyślał i sprawdzał sto sposobów łączenia tych urządzeń w najdziksze konfiguracje. Najlepiej bezprzewodowe i najlepiej spinające wszystko ze wszystkim. Magnetowid z golarką. Telewizor z telefonem. Kosiarkę z faxem. Drukarkę z opiekaczem i z pralką. Jako mechanik z wykształcenia i dlugoletni politechniczny wykładowca miał wielkie kompleksy wobec elektroników i widocznie to był jego sposób na kompensację. 😉

  24. „Najbardziej agresywnym powodem chęci posiadania jest strach.”
    I następnie podajesz rzeczywiście duzo negatywnych przykładów.
    Moja mama miała w pracy kolegę, który po powrocie w 1956 roku z Syberii aż do końca życia przechowywał w tapczanie suchy chleb. Suche bułki. Ryż. Workami.

    On doskonale wiedział, że to było nienornalne. Tłumaczył się znajomym, (bo rodzina doskonale wiedziała), że „to jest silniejsze ode mnie”)

    Pamiętam, jak po pierwszym usłyszeniu od mamy historii o tym znajomym, jako młody nastolatek cośtam prychnąłem lekceważąco.
    Mama opowiedziała mi wtedy historię o swoim, jako 10 letniej dziewczynce, pomaganiu jej mamie a mojej babci w przepakowywaniu zapasów. W oczekiwaniu zsyłki.

    Jednego dnia przylatywała sąsiadka i krzyczała:

    -Wolno brać tylko makę!
    Kobiety pakowały do worków mąkę.

    Następnego dnia leciała inna sąsiadka i krzyczała, że:
    -Sowieci pozwalają zabrać tylko ziemniaki!

    Mąka szła w kąt, do worków wkładano ziemniaki.

    -Wolno brać tylko kaszę!

    -Dozwolili brać ryż!

    -Ależ skąd, żaden ryż, żadna kasza, tylko SUSZONY CHLEB!

    Znajomy z pracy, po 20 latach od powrotu z Syberii, w środku Gierka, w 11 pietrowym bloku, w małym em ileśtam, w tapczanie nie trzymał poŚcieli tylko SUSZONY CHLEB.

    Musiał GO MIEĆ.

  25. „Z punktu widzenia natury posiadanie więcej, niż aktualnie potrzebne, jest nieuzasadnione. Ale osobnik obdarzony inteligencją użył jej do wykorzystania posiadania w celu częściowego pokonania strachu (zapasy, broń).”
    Zwierzęta też robią zapasy. Długoterminowe (np. na zimę) jak i krótkoterminowe, np chowaja niedojedzone do końca mięso upolowanej ofiary aby do niego, czasami kilkakrotnie, później powrócić.
    Może ktoś wie, po co niektóre ptaki gromadzą różne błyskotki?

  26. „A ponieważ się udało, to poszedł dalej i w tym nieustającym – jak na razie – pochodzie sięga już do gwiazd.”
    To nie chęć posiadania tylko ciekawość.
    Ciekawość naukowców, ciekawość kosmonautów/astronautów i ciekawość wielkich odkrywców z dawnych wieków.

    Chęć posiadania motywowała tylko ich sponsorów, którzy kazali „obejmować w posiadanie” jakiś odkryty ląd dla króla czy królowej.

  27. „to nie jesteśmy w stanie pozbyć się chęci posiadania.”
    Chyba nie do końca. Juz nie mam czasu pisać, ale coraz częściej natykam się na wiadomości o młodych ludziach obywajacyh sie bez własnych samochodów.

  28. Napisal Qba:

    ‚Najważniejszym czasownikiem naszej cywilizacji jest mieć… Najbardziej agresywnym powodem chęci posiadania jest strach. ‚

    Zastanowny sie nad Qbaowym stwierdzeniem oczywistego faktu. Od strony podrecznikowej czyniac to zastanawianie.

    Czasownik ‚miec’ ma bardzo ciekawa forme koniugacyjna ‚mam miec’. Nie znajdziesz innego czasownika, ktory by posiadal – no dobrze, by mial – tak ciekawa odmiane koniugacyjna jak czasownik ‚miec’.

    Wezmy odmiane ‚mam miec’ przez TRYBY:

    Tryb oznajmujący – mam mieć (np. bzykanie przed snem)
    Tryb rozkazujący – mam mieć (np. wzwód na żądanie partnerki/partnera)
    Tryb przypuszczający – mam mieć (np. ochote na ten wzwód)

    Trzy tryby a forma koniugacyjna – b.z. Czyz to nie fenomen jezykowy jakis?

    Pewna niezrecznosć sie pojawia dopiero przy imiesłowach:

    Imiesłów przymiotnikowy teraźniejszy czynny – wg. podrecznika, ma byc ‚mający’
    Imiesłów przysłówkowy współczesny – wg. podrecznika, ma byc ‚mając’

    Wedlug mnie zas, w obu przypadkach powinno być ‚ma mieć’. Wystarczy odkleić sie, na moment, od formy pierwszej osoby liczby pojedynczej ‚mam’ i – bingo!

    Natomiast czas przyszły złożony – no wiecie, ten od ‚będę miał, będę miała, będziesz miał’ i takie tam klocki – to glupota czysta. Bo przeciez wystarczy wstawic ‚ma miec’ i sprawa zalatwiona.

    Jak to wszystko sie ma do strachu? Tego zwiazanego z maniem czegos?. Aaa, tu juz musimy przywolac bron najwiekszego kalibru.

    Czyli, samego Kim Jong-una. Dyktator Korei Polnocnej, Kim Jong-un, ma miec bron nuklearno-wodorowa ze strachu wlasnie.

    Albowiem, ani Saddam Husein ani Moamar Kadaffi nie mieli strachu. Przed Ameryka strachu. Przez co nie wiedzieli oni, ze MA(ja) MIEC bron atomowa jesli chca uniknac nadchodzacego konca. Dzieki ichnim doswiadczeniom dyktator Kim Jong-un dobrze wie, ze MA MIEC. Inaczej, zakonczy tak samo marnie jak ci powyzsi dwaj

  29. Podczas gdy nasz dyktator, szczelnie ukryty za dupami szydlanymi, bezpieczny jest. Nie pelni zadnej funkcji we wladzach wykonawczych panstwa, wiec za nic nie odpowiada przed swiatem.

    No dobrze, przed Ameryka nie odpowiada. Bo tylko ta odpowiedzialnosc sie liczy. On nie musi MA MIEC zadnej broni nuklearnej zeby uchronic swoj kaczlepek.

    Chyba ze go zagnaja na jakas tutke. Szczegolnie na taka lecaca nad terytorium niezupelnie bylego Imperium. Wtedy wystarczy na nowo sprowadzony general Krasnokudski..

    Tu sie rozchodzi o rozwiazanie problemu nastepnych wyborow. W 2010, Komoruski wygral z palcem gdzie trzeba. Bo mial tylko 50-procentowego oponenta. Nastepnych wyborow, czy to prezydenckich czy parlamentarnych, PiS nie ma mozliwosci przegrania

  30. Dzien dobry w deszczowy poranek,

    tak, ten czasownik jest bodajze po rzeczowniku „mama” drugim slowem, ktore wypowiada dziecko dosc wczesnie: „moja” zabawka….moj…moje…a kiedy dziecku mowimy, ze jest to czy tamto jest „twoje”, to odpowiada, ze nie „twoje” a „moje”.

    PS w 1976 roku Erich Fromm wydal ksiazke pod znamiennym tytulem „To Have or to Be”- konsumeryzm a wiec o tym silnym pozadaniu „posiadania” czestokroc nie majacego granic.

  31. @zza kałuży
    7 września o godz. 5:03

    Masz rację, aliści ciekawość przeważa na chęcia posiadania jedynie sporadycznie i u pojedynczych osobników. Inaczej nie utrzymała by się żadna cywilizacja. Czyli dzięki zaakceptowanej, sporadycznej ciekawości, cywilizacja powstaje i się rozwija, a dzięki powszechnej chęci posiadania, cywilizacja trwa.
    Tu można wysunąć wniosek, że w warunkach w miarę stabilnych, nowości powstaje znacznie więcej, niż może być powszechnie akceptowane. Ale zbyt duża liczba nowości na raz zakłóca realizację chęci posiadania, a zatem stanowi zagrożenie istnienia cywilizacji. Znaczna część nowości przepada zatem albo całkowicie, albo pojawia sie ponownie po wielu latach. Mówimy wtedy, że społeczeństwo dopiero teraz do niej dojrzało.
    Im bardziej stabilna sytuacja społeczństwa, tym częściej akceptuje ono nowości niepraktyczne, jak dziwna moda czy zabawki, a także wykorzystuje nowości bardzo praktyczne „po próżnicy”, jak telefon komórkowy.

  32. Chyba jednak musze pojechac banalem Grzeskowiaka

    Bo nie wazne czyje co je
    wazne to je co je moje

    „To Have or to Be” to wyzszy stopien wtajemniczenia. Niedostepny kazdemu chlystkowi

  33. Dzwoni telefon. Patrze na wyswietlacz: Honza dzwoni. Z Moraw
    – Czesc Honza
    – To nie Honza. Honzowa
    – Aaa, bardzo milo. Co nowego?
    – Tylko tyle, ze on sie przeprowadzil do sasiadki i ja sama jest
    – Oo, bardzo mi przykro..
    – Mnie nie przykro nic a nic. Tak prawde powiedziawszy, nie wiem co ta sasiadka z niego ma.
    – Oo? Moze polityke wspolna? Bo Honza to politykier okrutny
    – Ee tam. Ona i polityka? To iz Zeman skrytykował postawę Angeli Merkel dlatego ze że zapraszanie Syryjczyków było tragicznym błędem i może doprowadzić do chaosu, do tej zdziry nigdy nie dotrze. Ona go potrzyma za ten jego klykiec i tyle

    Widzac w jakim kierunku zmierza konwersacja, mowie:
    – Czy pomysłodawcą pytania do czeskiego społeczeństwa w sprawie dalszej obecności w UE nie byl czasem były prezydent Vaclav Klaus?
    – Ta Klausowa odpowiedź na naciski Brukseli w sprawie przyjęcia imigrantów to jedna wielka bzdura. Nawet Honza sie z tym zgadza.
    – No to co was poroznilo tak bardzo, ze on az wyprowadzil sie?
    – Chyba jednak o smieszne sprawy poszlo. Ona ma Parkinsona

  34. Cos waznego:

    „Zaskakujae odkrycie polskich paleontologow: – slady dwunoznych hominidow na Krecie sprzed 6 mln lat. Przyjmowane dotychczas za najstarsze slady praludzi oceniane sa na 3,6 mln lat. Odkrycie podwaza tez przyjeta teze, ze praczlowiek pochodzi z Afryki.”

    Nie mowiac o tym, ze pochodzi z Raju

  35. @Orteq
    7 września o godz. 8:14

    Pochodzenie, czyli po chodzie go poznacie.

  36. Witam wszystkich posiadaczy.

    Frommowskiemu To have, or to be przeciwstawiam Szekspirowskie To be, or not to be, ale to dotyczy wyłącznie antynatalistów, a do takich @Qba’ego nie zaliczam.

    Sam jestem w posiadaniu dwóch kotów. Znaczy – one posiadają mnie i nic tego nie zmieni (Tobermory pewnie to potwierdzi).

    Niedawno mój czteroletni wnuk powiedział nie chcem ciebie. Musi co uważał, że jestem jego. Na pytanie – dlaczego? – odpowiedział – bo każesz, co nie wiązało się z „karą”, a z „zabranianiem” sypania piasku na głowę dziewczynki na placu zabaw.

    Różne są – jak widać – możliwości możliwości stosowania najważniejszego czasownika.

  37. Kazde nasze „miec” jest uzurpacja, jesli nie jest sie swiadomym, ze to tylko tymczasowe uzytkowanie. Bo nawet wlasne cialo czy mozg stracimy, przewaznie bez kontroli nad tym jak ,gdzie i kiedy.
    Sa ludzie, ktorzy pracuja nad przedluzeniem swiadomosci po biologicznej smierci.Taka cybernetyczna niesmiertelnosc- czy bardziej w tym chodzi o „miec” czy „byc”?

  38. Najdziwniejsze, że w większości języków, „posiada” się innych ludzi. Żony, mężów, sióstry, braci, rodziców, dzieci, wnuki, przyjaciół, sąsiadów, itd. Ciekawostka to nie tylko lingwistyczna. Idą za nią konsekwencje mentalne.

  39. @anumlik
    7 września o godz. 8:36

    Potwierdzam w całej rozciągłości. To z kotami.
    Jako czterolatek podobno powiedziałem mojej rodzicielce, że jak umrze, to jej nie przyniosę kwiatków na cmentarz. Poczułem się urażony jej zakazem zrywania kwiatów rzepaku, wzdłuż którego szliśmy polną dróżką na cmentarz, niosąc naręcze bzu na grób dziadka.
    – Nie potrzebuję twoich kwiatków 🙄
    – Taaak? A wąchać co będziesz?

  40. @Tomeromry, z godz. 10:26
    😀

  41. gotkowal
    7 września o godz. 10:01

    Gotkowalku, musiałbyś znać ze cztery tysiące języków, by prawomocnie mówić o „większości”. Tymczasem nawet w języku polskim „posiadanie” człowieka to zwyczajnie gruby błąd semantyczny. Nikt nie broni mówić błędnie, więc nawet na tym blogu od błędów aż się roi. Z rzadka to wytykam jako ciekawostkę, bo przecież nikt starych koni nie nauczy, nawet kiedy czytają po czternaście książek równocześnie. „Posiadać” jest raczej książkowe, więc ciut nadęte, znaczy – taki użytkownik jest nadęty i dodaje sobie wyrazami „posiadam”, „albowiem”, „aczkolwiek” i innymi trochę wyższego kalibru. „Posiadać” można wyłącznie „coś” – i to raczej o dużej wartości materialnej – nie „kogoś”. Zacytuję ze słownika poprawnej polszczyzny (szef zespołu: prof. Doroszewski): „Wyraz często nadużywany w stylu przesadnie urzędowym zamiast: „mieć”, razi zwłaszcza w połączeniu z nazwami rzeczy drobnych, z rzeczownikami abstrakcyjnymi oraz przy podmiocie nieżywotnym: Posiadać dom, majątek, nieruchomość (nie: Posiadać brodę, bilet, wymiary, znaczenie, reumatyzm)”.

    Natomiast zadany przez Qbę jako temat wyraz „mieć” nie ma dla mnie wartości, by tak rzec, filozoficznej (pomijam modne wśród młodych zajączków zestawienie „mieć” i „być”), bo ma on tyle znaczeń, że częściej chyba spełnia rolę czegoś w rodzaju łącznika „jest” – czyli bez własnego znaczenia – niż wyrazu znaczącego.

  42. Campenka
    7 września o godz. 9:55

    „Kazde nasze „miec” jest uzurpacja, jesli nie jest sie swiadomym, ze to tylko tymczasowe użytkowanie”.

    Zgodziłbym się z Tobą, gdyby nie to, że się nie zgadzam. „Mieć”, jako wyraz, jest tak wyprane z ubocznych znaczeń, że tylko Bogu ducha winne jest. Właśnie całkiem jak „jest”. Ale też dlatego przypisuje mu się wiele znaczeń okazjonalnych, subiektywnych. Ty temu „mieniu” subiektywnie przypisałeś znaczenie bycia czyjąś własnością, ale ono ma tysiąc innych znaczeń, Twojego znaczenia trzeba się dopiero domyślać. Twoje uwagi byłyby od razu zrozumiałe, gdybyś mówił o ‚własności””, o „mieniu” czegoś na własność, o mniemaniu, że coś jest moją własnością. Zatem mówisz raczej o „własności” niż o szerokim znaczeniowo jak stąd do Władywostoku wyrazie „mieć”. Sądzę, że Qba dojrzał w chmurach dosyć sztuczny temat.

  43. Posiadam albo zakupiłem, iż, dedykowany (oprócz wiersza) gdzie (bezmyślnie wtrącane) – nadmieniam iż organicznie nie znoszę

    byt określa świadomośc czy coś 🙂

  44. @wbocek
    7 września o godz. 11:36

    Może temat nie jest taki sztuczny, jak twierdzisz, bo jednak to człowiek tworzy język, a nie na odwrót. Zatem wyraz/słowo mieć, ze wszystkimi swymi znaczeniami i ogromną popularnością użytkową jest istotnym odzwierciedleniem naszej mentalności/wiary/dążeń/chęci – czyli wszystkiego tego, co nas napędza. Z dawnego małego mienia powstało z czasem wielkie posiadanie, w tym największe – posiadanie obszaru/fragmentu Ziemi. Dla mnie osobiście jest to najważniejszy wyznacznik naszej cywilizacji – uzurpowanie prawa do posiadania jedynie na podstawie aktualnej przewagi fizycznej. Bo przecież, w przeciwieństwie do np. ubrania, samochodu, lornetki, itd., Ziemia nie została ani przez uzurpatora ani przez kogokolwiek w jakikolwiek sposób wyprodukowana (abstrahując oczywiście od wierzących katolików, którzy mogą twierdzić, iż ich bóg jako stworzyciel, podarował im fragment), zatem nie ma jej kto sprzedać. Jako skutek wymyślenia prawa do posiadania fragmentu Ziemi, powstał najokropniejszy wynalazek naszej cywilizacji – drut kolczasty.
    A poza tym, pany zawsze miały niewolników chłopów pańszczyźnianych czy choćby poddanych.

  45. Miałem taką przygodę.
    Jadąc przez Umęczoną rowerem natknąłem się na szyld pewnego sklepu, na którym widniała nazwa „Pasja piwa”, a pod nią zapowiedź – „piwa, wina, wódki, whisky”.
    Zastanowiłem się przez moment, czy człowiek może mieć pasję piwa, czy to piwo ma swoją pasję.
    A pasja whisky? Nie posiadłem się ze zdziwienia mając wrażenie, że miałbym ochotę mieć pasję i miałbym się dobrze, gdybym sklepu dał zarobić, posiadł (za zapłatą) kilka opakowań szklanych tego trunku i po spożyciu miał dobrze w czubie. Świat by okazał się mój i miałbym wszystko w nosie mając na uwadze, że w wczoraj jechałem autem bez świateł, mam mandat za niemanie świateł i mam zapłacić 100 zł, których nie mam zaplanowanych.
    Nie mam czasu, mam na głowie poważniejsze problemy. Mam kłopot, czy mam być, czy mieć.
    Pzdr, TJ

  46. Dzisiejszy konsument polski chce, wymaga i na ogół ma. Nawet w nadmiarze. Dlatego nie znoszę zakupów, zwłaszcza ciuchowych, ale i żarciowych, gdy ma się wieeeelki wybór i obfitość dóbr wszelakich.
    Wychowałam się i przeżyłam plus minus połowę życia w PRL i może dlatego czasem mam ochotę uszczypnąć się, czy to jawa, czy sen…
    Utkwił mi bowiem na wieki wieków w głowie taki oto obrazek.
    Jest przeciętny poranek w roku 1982 lub 83, godz. 6, gdy otwierają tzw. Stodołę, popularny na Bielanach duży SAM. Łapię za metalowy koszyk i biegnę ku półkom z nabiałem. „Wolno” kupić m.in. po 2 opakowania śmietany. Nie zdążam. Mam w oczach łzy. Młoda kobieta w moim wieku, patrząc na mnie, zatrzymuje się na chwilę i bez słowa przekłada ze swojego koszyka jedną śmietanę.
    Chyba bardziej mnie dziś frapuje czasownik „być”, czyli co dalej z naszym osiagniętym „mieć”.
    Wiem że to nijak da się porównać z sytuacjami ze znacznie gorszych czasów, no ale każdy ma takie, a nie inne skojarzenia pokoleniowe.

  47. Qba
    7 września o godz. 13:38

    Qbku, oczywiście, że człowiek tworzy język i język – człowieka, ale Ty tak się, że tak powiem wgryzłeś w punkcik na własnym czole o nazwie „mieć”, że zrobiłeś z tego wszechświat. Ale jeśli już mówisz, że nie język stworzył człowieka, to nie można mówić, że wyraz „mieć” człowieka ten…przepraszam, stworzył, co nie? Przyswajanie to biologia, nie język. Lew nie wie, co to „mieć”, a spróbuj mu odebrać to, co ma. Skupiłeś się wyłącznie na jednym znaczeniu wyrazu „mieć” i na tym zbudowałeś teorię. Tylko o to mi chodziło.

    Ja nie budowałem teorii, tylko dawno temu zrobiłem takie coś, co jest może bliskie Twojemu „mieć”, czyli w znaczeniu „posiadać”, „mieć na własność”. Ale to „własność” jest wyrazem znaczącym, wokół którego można filozofować, nie pasujący do dziesiątków, a może i setek kontekstów i raczej pomocniczy wyraz „mieć”.

    PSYCHOTERAPIA

    W czasach prywatnej własności ląduję u psychoterapeuty. Zaleca kubeł zimnej wody trzy razy dziennie plus własny ogródek.
    – W jakim sensie ogródek?
    – W zwyczajnym – mówi, odpalając trzeciego peta od czwartego, bo zgasł w pół drogi czekając na parapecie – praca fizyczna daje równowagę, wiem po sobie.
    – Że też mi, staremu łopaciarzowi, nie wpadło do głowy – mówię do siebie na ulicy.
    Idę do zarządu ogródków. Nie ma nic wolnego.
    – To już wszyscy powariowali?
    Na to słyszę żartem, że ogródki, tak samo jak działki na cmentarzu, co jakiś czas zmieniają użytkowników. Mam złożyć podanie, czekać spokojnie w kolejce.
    – Bóg zapłać – mówię. – Nie wiadomo, której działki człowiek prędzej się doczeka. Proszę pozdrowić użytkowników.
    Szukam na własną rękę – rok, drugi. Co znajdę niezabetonowany kawałek – zajęte.
    – Jak tu się leczyć – mówię – jak nie ma czym?
    Trudno – nie wyszło blisko, poszukamy daleko – są tacy, co mają działki na księżycu.
    Dosiadam hondy, wyjeżdżam na prostą. Nie taka ona, kurcze, prosta. Mało nie wjechałem w tablicę „Teren prywatny Wstęp wzbroniony”. Skręcam. Apiać tablica. Strach jechać, choć zabronione tylko „łowienie i kompanie”. Daję w bok – a tu piszczą polarne lisy i wścieka się zły pies. To ja – w las, ale już z duszą na ramieniu, czy nie wyskoczy zza drzewa jeleń z dubeltówką. Na szczęście, lasu tyle, co kot napłakał. Wyjeżdżam z drugiej strony. Chryste Panie, zobaczyć raz coś takiego i umrzeć! Jestem u siebie! Kładę hondę na ziemi, niech się oczy spokojnie napasą. Pasą się, pasą, naraz coś wpadło. Co jest? Wzrok myli, czy widzę pod horyzontem ciemną kropkę? Jakim prawem na mojej ziemi kropka?! Walę przez chaszcze kontrolować. Podchodzę: chuchro z motyką.
    – Szczęść Boże! – mówię.
    – Co pan tu zgubił!? – mówi chuchro, nie odwracając głowy.
    A co miałem zgubić – kawałek pokrzywy, właśnie wypadła z ręki.
    – Nic – mówię – idę sobie.
    – Do chodzenia są chodniki!
    – Nie było płotu.
    – A pan jest krowa, że bez płotu pan nie rozumie? To jest prywatna własność.
    – Uau! Już mnie nie ma.
    – Którędy, palancie!
    Patrzę, że lazę po jakiejś pietruszce czy patatach – nie idzie rozpoznać wśród nieprzeliczonego perzu i ulubionych moich pokrzyw. Dociągam do roweru, starając się nie dotykać cudzej ziemi.
    – Powodzenia! – krzyczę z siodełka rozbity w drobny mak.
    – Pójdziesz, ty…!
    Resztę odpowiedzi zabiera wiatr pędzący na spotkanie biednym. Ruszam, wkładając w pedałowanie całe sponiewierane serce. Przystaję dopiero, jak mi się język mało nie zaplątał w przednie szprychy. Patrzę za czymś bezpańskim, żeby klapnąć, łyknąć świeżego dymka. Jest głaz. Siadam, kopcę, a to, od czego przez lata uciekałem zwala się na słabą głowę zwiększone o to, co znalazłem.
    Pierw kątem oka, potem całym, potem aż z ciekawości przesuwam tyłek i widzę, że czegoś takiego jeszcze nie widziałem: coś pisze na kamieniu! Zażartowałbym, że Fred Flinston zgubił transparent, ale tu nie ma żartów. Zrywam się na równe nogi, czytam: „Tu spoczywa właściciel tych ziem von…”
    Wychodzi, że nie na żadnym transparencie siedziałem, tylko – o wiele bliżej prawdy. Co ja pieprzę – na SAMEJ prawdzie!
    – Wnikliwy panie psychoterapeuto – mówię – dymochłonie, latam jak głupi, a tu, proszę – też latał. Ebaut was pies razem z waszymi własnościami.
    Swojsko się robi na cmentarzyku, przestronnie, można powiedzieć – perspektywicznie. Wszystkie choroby stare i nowe znajomi diabli biorą na przechowanie. Pruję na piwo.

  48. mag
    7 września o godz. 14:45

    Wszelki duch Pana Boga chwali! Jezusmariajózefświęty, mag to Ty?! No to i mnie się łezka w oku kręci.

  49. mag
    7 września o godz. 14:45

    Powiedz, mag, dwie słowie: Jak zdrowie? A takie chwile, co opowiedziałaś, to najurodziwsza uroda człowieka. I kwiatki życia.

  50. „Ten kosz, to wszystko moje, mam trzy koszule w nim,
    Ja się nie boję braci Rojek, rym cym cym…”

    Jedni mają, u innych jest (u mienia w gołowie płan, ja popłynu w okiean…)
    Przedmioty, myśli, przekonania, uczucia… Wszystko może się okazać balastem, kulą u nogi, kotwicą przykuwającą do miejsca, nie pozwalającą wzbić się swobodnie w przestworza, udać w drogę bez oglądania się za siebie…

    Życie jest proste, ale my staramy się je skomplikować
    Konfucjusz)

  51. Z „Sęka”:
    -Masz?
    -Mam mieć.
    Zawsze się dziwowałem temu chcieć mieć,dużo,najwięcej!W swojej infantylnej naiwności myślałem,że jakbym
    miał tyle żeby nie bać się jutra,pojutrza,to byłoby cudnie.A jakbym miał miliona to przecież nie szarpał bym
    się o drugi.A może tak tylko gadam bo nie mam miliona tylko emeryturę?

  52. @mag
    Mieć albo być oto jest pytanie naszych czasów.
    Wg mnie trzeba starać się być przede wszystkim finansowo zabezpieczonym.

  53. @BROKOZ
    7 września o godz. 15:05

    Jakbyś miał milion, to byś się bał, że go stracisz, źle zainwestujesz, zeżre go inflacja, zapomnisz, gdzie go schowałeś etc. 🙄

  54. @wbockowi (z podziękowaniem za wizytę u psychoterapeuty)

    LEW W ABSZTYFIKACJI

    Absztyfikanci absztyfikacje
    rozpoczynają podchodami;
    Panny wikłają w drogie kolacje
    i francuskimi są galantami.

    W absztyfikacjach absztyfikantom
    nikt nie dorówna na bożym świecie.
    Czasem obdarzą pannę brylantem,
    choć częściej tombakowym śmieciem.

    Gdy absztyfikant absztyfikuje,
    to racjonalnie liczy swe racje:
    wdowę inaczej on emabluje,
    inaczej – egzotyczne nacje.

    Czasem pudelkiem jest absztyfikant,
    a czasem kicią, ach jak słodką,
    lecz gdy dusery wiodą donikąd
    absztyfikuncję zwie idiotką

    i przyprowadza cicho do domu
    – wierną niezmiennie od siódmej C –
    Zosię. (Nie mówcie proszę nikomu
    Że na tej Zosi wyżywa się).

    Choć główny przyrząd absztyfikanta
    rzadko się wznosi w ejakulacji,
    Zosia podnosi swego bażanta
    do nadpotęgi. Tuż po kolacji.

    Gdy skonsumuje nasz absztyfikant
    Zosię (mu wierną od siódmej C) ,
    do bab kolejnych wznosi suplikant.
    I choć jest myszą, widzi się w lwie.

    (I tak to jest z tym posiadaniem/maniem, proszę Szanownych Dyskutantów. Masz jedna babę, a chciałbyś mieć… ups… absztyfikować wszystkie.)

  55. @mag

    Fajnie że jesteś, może na dłużej tym razem?

  56. Jak ja już wygram w te euromiliony to natychmiast idę na 10 lat bezpłatnego urlopu z pracy:)

  57. @mag
    Nie znikaj. Miej se co chcesz, ale bądź! 😀

  58. Z tego, co obserwuję w swoim otoczeniu, to najlepiej być adwokatem tych co mają albo dziedziczą po tych, co mieli i teraz się procesują o ten majątek 😎

  59. wbocek
    Tak, @wbocku drogi, to ja.
    Zdrowie w porzo. Niedawno wróciłam znad Narwi. Nie miałam już tam czego szukać, bo boćki (których obserwacją lubię się zajmować) odleciały, a rzeka tak zarosła ćciną i inną zieleniną, że znikła całkowicie plażka, do której było góra 10 min. drogi. Teraz, by się wykąpać czy popływać, trzeba ze 3 km rowerem albo per pedes.
    Grzybów małowiele, trzy wianki raptem, ale com odetchła od IV RP to moje.
    Radia słuchałam tyle, co jadąc samochodem do gminy po zakupy czy do bioblioteki (nabijam tam statystyke wypożyczeń za cały rok). Internet w smartfie był raczej niedostepny, bo zasięg marny. No i OK.
    Uściskowywuję serdecznie
    mag

  60. Zapomniałem dodać, że u mnie nie ma ani jednego zmyślonego słowa, więc kamień z napisem „Tu spoczywa właściciel tych ziem von…” też nie jest zmyślony. Znalazłem go – właściwie spotkałem, bo wielki, częściowo wkopany w ziemię – w siedemdziesiątych latach w lesie. Wtedy se pomyślałem: Niebo i chmury nad twą ziemią, panie von, też twoje? Teraz za cholerę nie mogą tam trafić, żeby pstryknąć fotkę. Ale może zamiast tamtego popatrzcie na ten. Mniej więcej ten typ.
    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6463031847820273506?icm=false&iso=true&authkey=CL_G5b2PtNTdkgE

  61. Tobermory
    Z moich obserwacji wynika, że lepiej mieć nie za wiele wiele, a do podziału jeszcze mniej, bo inaczej zstępni/spadkobiercy przeważnie za łby się biorą. Najgorzej gdy jeszcze za naszego życia. Spotkało to moją znajoma po śmierci męża. Masakra.

  62. @@Nefciu, anumliku
    Witajcie!

  63. mag
    7 września o godz. 15:38

    Dziękuję, mag. Powiedziałbym: „magusiu”, ale nie chcę innych małpować. Niech mają swoje, a ja mam mag. Bardzo sobie tę Narew wyobrażam i dumam, że gdybym tam był, to zaraz byłby ze mną dmuchany okręt, którym byś mogła się poszwendać po Narwi i Narwiańszczyznie, a ja bym w tym czasie bąki zbijał, żeby Cię nie gryzły. No i bym narobił z tysiąc fotek, bo Ty cóś niepstrykata.

  64. Uojeny, ale co ja dałem! Anumliku, pomyliłem kamień z Twoją Zośką! Lecę odmylić.

  65. @wbocek
    7 września o godz. 14:55

    Znowu imputujesz mi czyny niepopełnione.
    Język „żyje”, zmienia się bez przerwy. Powstają nowe słowa, a starym przydajemy coraz to nowych znaczeń. Ale dla każdego słowa istnieje jego podstawowe, „od urodzenia”, znaczenie. I to właśnie znaczenie jest znamienne dla czasów powstania słowa i – najczęściej – poźniejszych.
    Biorąc pod uwagę wieloznaczność większości słów nie jest dziwnym, że porozumieć jest się trudno. Zwłaszcza, gdy jedna strona obstaje przy jedynym i absolutnym znaczeniu słowa. I do tego wcale nie tym pierwotnym.

  66. No. Mniej więcej taki kamień (małpa przy nim – nieważna) był z wyrytym na nim po wsze czasy właścicielem tych ziem vonem. Więc jak PiS wystąpi o reparacje, to niech go jasny grom broni przed takimi kamieniami, bo pewnie jest ich więcej.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6463035227754795730?icm=false&iso=true&authkey=CNyMmfnYkMOB8QE

  67. Qba
    7 września o godz. 16:00

    Qba, jak czytasz uchem, a nie brzuchem, to poproszę o zacytowanie tej mojej imputacji, bo na razie robisz przedszkolny wykład, chyba nie bardzo rozumiejąc rozmówcy. I może nie tłumacz mi jak dziecku, czym jest język.

  68. wbocek
    7 września o godz. 11:00
    Być może i przekanyfikatorzyłem, pisząc o „większości” języków. Tym niemniej „moja” żona, córka, siostra. A takoż meine, my, maja, ma, itd.

  69. Wpisalam sobie slowo ‚miec” i „posiadac” i wlasciwie okazalo, ze sa to synonimy. Z tym ze „posiadanie” jest bardziej „wytworne”, lubi dotyczyc przymiotow ducha i cenniejszych rzeczy, czy spraw…Odruchowo wiemy kiedy co stosowac bo np. nie powiem, ze „posiadam wyrok sadowy w zawieszeniu na dwa lata”, ani, ze „posiadam raka”. Jak radza – nalezy byc elastycznym, a uzywajac slowa „miec” nigdy nie popelnimy bledu.
    @zzakaluzy, problem nadmiernego posiadania ( mienia) dobr materialnych traktujesz zbyt lagodnie. Zawsze ludzie chcieli miec, mieli mniej bo pieniedzy nie starczalo i wyprodukowanie czegokolwiek bylo wyczynem. Wszak krolowa Bona wiozla a posagu 12 sukien, ktore mialy jej wystarczyc na cale zycie, a teraz kobitki w ciagu roku kupuja duzo wiecej przyodziewkow.
    Zapewne znana ci jest najnowsza jednostka chorobowa pod nazwa „hording”, czyli gromadzenie. W dalszym jej stadium nigdy nie jest to smieszne, a naogol przerazajace.
    60% garazy amerykanskich to komorki na wszelakie „przydasie”, z ktorych wiele jest nawet nie rozpakowanych, a auta stoja na zewnatrz.
    Nie wspomne o „koniecznosci” wymiany wszelakiego sprzetu elektronicznego. A z drugiej strony, gdyby nie kupowano zupelnie niepotrzebnie, czy zupelnie niepotrzebnych rzeczy, to co pozwalaloby jakos przezyc miliardom ludzi na swiecie, gdyby nie mieli zatrudnienia? Nie mowie o niskich zarobkach, chociaz zawsze powtarzam przyklad 16 letniej dziewczyny z Pakistanu, ktora prosila do telewizora, zeby jej nie wyzwalac z wyzysku, bo ma na utrzymaniu kilkunastoosobowa rodzine.
    Tak, w duzych miastach Ameryki ( np NY, gdzie ponad 80% ludzi jezdzi do pracy publicznym srodkiem transportu) coraz wiecej mlodych ludzi nie tylko nie ma auta, ale nawet prawa jazdy. Niestety, chociaz nie kupuja auta ze wzgledow praktycznych a nie ideowych, to wyzywaja sie w innych gromadzeniach. Jakies cuda elektroniczne, co to wcale nie sa prostymi Iphonami, np. coraz drozsze plyty winylowe, a do tego osprzet itd., jakies wirualne gadzety po kilkaset dolarow itd. Producenci dbaja o to zeby pieniadz nie lezal odlogiem.
    PS W mojej rodzinie najbogatsza galaz ma przeszlo 20-letniego mercedesa (odkupili stary). Wlasciwie powinnam napisac „posiada”, bo takiemu autu nalezy sie juz szacunek. Nic , nigdy w nim sie nie popsulo, ma jakis nadzwyczajny skret, ktory pozwala wykonywac karkolomne manewry przy trudnym wjezdzie do garazu. Takich skretow juz „nie produkuja”. Co roku na wiosne przymierzaja sie, zeby w koncu cos kupic i… schodzi do jesieni. Bo mowia, po co? Uzywaja go tylko okazjonalnie na wyjazd za miasto, lub z wizyta i do rodziny. Na urlopy leca samolotem i nastepnie wypozyczaja auto, na wszelakie imprezy, wystepy jezdza publicznymi srodkiem, Uberem czy tp, podobnie na lotnisko – bo na podroze sobie nia zaluja… W tym czasie w mojej rodzinie w Polsce wymienia sie auta nierzadko. Zreszta wsrod moich znajomych tutaj naogol tez.
    A u Was jak z tymi autkami?

  70. gotkowal
    7 września o godz. 16:15
    Dwie literówki, w całkiem nowym słowie: przekwatyfikatorzyć. Herr Alzheimer, powoli zmusza do pisania, z jednoczesnym zerkanuiem na klawiaturę.

  71. @ wbocek, z godz. 15:56
    Hy, hy! Czy ja wyglądam na absztyfikanta? Ale ta Twoja Zośka niczegowata, choć z piernika Ci ona nie jest 😉

  72. Qba
    7 września o godz. 16:00

    Qba, jak zobaczyłem, ze po Tojemu obstaję przy jednym znaczeniu słowa, pomyślałem, że jednym kątem ust zarzucasz mi imputowanie, drugim – sam imputujesz. Człowieku, gdzie to ja obstaję przy jednym znaczeniu – może tam, gdzie mówię o SETKACH znaczeń wyrazu „mieć”? Powiedziałem tylko, że to TY ogrywasz wyraz „mieć” w jednym znaczeniu, nie precyzując ekspressis verbis, w którym – tak jakby to się rozumiało samo przez się. Nie rozumie się. „Mam książkę” może znaczyć, że jest u mnie w domu, ale nie moja, że pożyczyłem, że kolega zapomniał, że kupiłem. Poza tym są setki innych znaczeń. Proponowałbym Ci nie orzekać amatorsko, jakie znaczenie wyrazu „mieć” było pierwsze, bo dla sporu między nami jest to bez wartości. Natomiast obowiązkową właściwie praktyką jest sprecyzowanie na wstępie wywodu jego tematu. Kiedy wywód jest o tysiącznacznym wyrazie „mieć”, wypadałoby uściślić. o którym znaczeniu pogawędzisz. Jeśli dla Ciebie „mieć” kojarzy się jednoznacznie, to Twoja własność – ale mówisz przecież nie do siebie.

  73. @wbocek
    7 września o godz. 16:08

    Znowu wygrałeś. Z używanego przez Ciebie języka rozumiem jedynie poszczególne litery. A pewnie i te opacznie. Zatem kończę dyskusję, przyznaję Twoją wyższość wszelaką z językową na czele i życzę w dalszym ciągu samozadowolenia w samouwielbieniu.

  74. zyta2003
    7 września o godz. 16:25
    Piętnaście lat temu zrezygnowałem z „dupowozu” (jak o automobilach mawia Zenon Laskowik), i przerzuciłem się na samochód (czyli wg. terminologii wspomnianego wyżej wielkopolanina – urządzenie marki per pedes) i porządny rower ( po śląsku i czesku: koło). Wcześniej cudactwa typu fiat 125pz (jugosłowiański „z” – jak zastawa) i przez 10 lat volvo 340, to dla ubogich z silnikiem 1400.

  75. No i mamy naszego wieszcza.Zamienił z ,być albo nie być ,na mieć albo nie mieć.A przypominam,kto nie z Mieciem tego zmieciem.A z tym= mieć= ,to spadek po przodkach ,na drzewach.Jak daje kotu przysmak ,to pies atakuje ,i też chce go mieć.

  76. anumlik
    7 września o godz. 15:18

    Sam ze sobą na sam najlepiej się MAM. To względem Twojego „Masz jedna babę, a chciałbyś mieć…”.

  77. tejot
    7 września o godz. 14:05

    Zamiast szarpac sie pomiedzy byc, czy miec, wybierz chciec

    Jak juz zechcesz, to zrozumiesz mialkosc dylematu.

  78. @mag

    Pozdowiona badz po wakacjach nabuzanskich, ktore chcialas miec i mialas. Gdybys nie chciala…, to bys ic nie miala. Co jest najlepszym dowodem supremacji chcenia nad mieniem.

  79. Qba
    7 września o godz. 16:44

    To dziecinada, co teraz znów mi naimputowałeś, ale mocniej niż wcześniej, bo wychodzi, że znasz moje myśli lepiej ode mnie. Jak widzisz, bardzo łatwo o nieporozumienia z powodu znaczeń słów. Wyjście jest proste: wcale nie mówić lub precyzować, co się chce powiedzieć, by nie było niejasności. Właśnie Cię do tego namawiałem, zwłaszcza kiedy na tapecie jest język. Ale jak nie , to nie, łaski bez.

  80. A niejaki Antoni M. zapowiedzial wyrzucenie w wirtualne bloto 2 MLD PLN, czyli dwuch milierdow zlociszow, na budowe „cyberarmii”.

    http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2017-09-06/macierewicz-zaczyna-tworzenie-cyberarmii/

    Mialy byc smiglowce…
    Nie ma !
    Mialy byc drony…
    Nie ma !
    Ma byc cyberarmia …

    Gdyby byl blondynka, dalbym mu trzecia szanse. Ale nie musze, sam ja sobie bierze.

    Tylko dlaczego za moja i wasza kase?

  81. mag

    Mag najmagiczniejsza, ledwie się pojawiłaś, a już słonko! Dosłownie jesteś słonko. Dotychczasowe prognozy były ponure jak listopadowa noc, a nie jak wrześniowy dzień, który na Wybrzeżu bywał kiedyś jednym z najpiękniejszych miesięcy w roku. Ale to dawno i nieprawda. No i proszę: jest mag, – jest słonko. Jutro i pojutrze. Jutro – temperatura 19 stopni, pojutrze – Jezu, trzymaj mnie! – 25 stopni! Komu w drogę, temu na siodełko. Planujemy Rewal, z Rewala – do Trzęsacza, ścianę kościoła na klifie zobaczyć. Bo niby jestem stąd, o ścianie wiem od dziecka, a ge widziałem.

    Dziękowania i uściskowania, mag. Co mag, to mag, a nie tam jakaś wróżka.

  82. mag
    7 września o godz. 14:45

    Mag, przenaj!
    Takieś pustki w domu moim.., że ten, no!
    Normalnie: radocha! ucieszony jak zajączek, z wrażenia zapomniałbym zapomnieć języka w gębie, więc mam coś dla Ciebie na okoliczność powitalną i miej się jak najdobrzej 🙂

    Warszawska opowieść – jak warszawska Nike – babci Stefy o tym,
    jak się z „mieć” robi „być”:

    Przyszła do Samu śmietany
    skrzynka
    czy dla mnie starczy?
    noo, odrobinka
    mam dwie śmietany
    ja nic – o rany !
    i tak się poznali –
    że już na amen.

    Lat już pięćdziesiąt
    i dni czterdzieści
    i ciągle lubią się jeszcze
    popieścić.
    Po nich zostanie stosowny
    kamień
    z sentencją taką:
    „to przez śmietanę”.

  83. Czasownik mieć wyraża stosunek pomiędzy podmiotem a przedmiotem, lub jest czasownikiem posiłkowym. Może być całkiem neutralny ideologicznie np:kamień ma ładny kolor, ale w sensie posiadać jest już podejrzany ideologicznie czy etycznie, czy jakoś inaczej. Można mieć za dużo, za mało, niesprawiedliwe. Prawo do posiadania jest świętym prawem kapitalizmu a nie posiadanie niczego ideałem komunizmu czyli utopią.

  84. lonefather
    7 września o godz. 17:27

    Tak jest, jeszcze armii analogowej nie zmajstrował, nawet jeszcze przedanalogowej nie sklecił, czyli partyzanckiej, więc od razu zrobi cyberarmię.

  85. wbocek
    7 września o godz. 17:49

    No i pacz, że apacz, Pombocku – tak masz z blogopaniami dobrze.
    Żebym teraz miał powiedzieć, że mamy nasze blogopanie, to bym zadrżał.

  86. Tanaka
    7 września o godz. 18:04

    A najpewniej to wirtualna armie zmajstruje, a realna kasa, czyli wspominane 2 miliardy, przeleci przez ta znacjonalizowana spolke, ktora … Wiadomo co zrobi, czyli sie odwdzieczy stosownie.

  87. Abstrahując od mieć czy wystarczy być (lub może chcieć), czy to naszym ekscesywnym mieniem (tudzież chceniem) rozwaliliśmy planetę? Czy gdybyśmy mieli (chcieli?) mniej, to byłoby lepiej? Mniej dwutlenku węgla, plastików i składowisk przeróżnych trujących śmieci. Na pewno. Ile jest bezpiecznie mieć (chcieć)?

    Kiedyś wyrafinowani mówili zamiast kupić nowe meble (albo gablotę) to zwiedzę Europę. A teraz turyści to największe szkodniki. A mienie dzieci takie niewinne? Zaraz trzeba większe mieszkanie, samochód, pieluchy, zabawki. Znowu źle. Chcieć czytać? To trzeba będzie ściąć trochę drzew. Kupić kawałek ziemi i hodować pietruszkę? A kogo stać na kawałek ziemi? Najpierw trza do roboty zarobić.

    Czy da się nie mieć i żyć, oto jest pytanie.

  88. Tanaka
    7 września o godz. 18:06

    – Mamy, panie, blogopanie
    Stąd jesteśmy w błogostanie.
    – Co pan, panie, chrzanisz, panie?
    Jakie stanie, komu stanie?
    Tu o manie chodzi, panie
    – A ja, pana manie chrzanie
    – Taaa? To ja panu powiem, panie
    Że bez mania nie ma stania
    Ani stania, ani mania
    Po wuj żyć, jak nie ma mania
    Ani…tego, panie…stania?
    – A se siądne.
    – To se, bezwstydniku, siadź
    A ja ide stać, wa mać.

  89. lonefather
    7 września o godz. 18:23

    Jak pewnie słyszałeś, miały być tysiące polskich dronów wojennych na polskim niebie, z uwzględnieniem ruskiego. No i tak jakoś wyszło, że nic nie wyszło.
    Swoją drogą: fachowiec to rzeczony jest. Od niemienia tego mielim mieć, a nawet niemania tego co mieć należy. Ale, ciągle, mamy mieć. Co miesiąc coś nowego. Pamiętasz: mielim mieć ukraińsko-polskie helikoptety. Tych nie mamy, a mamy Macrona, któren wszędzie jeździ, ale nie nad Wisłę, więc go za strasznego chama mamy.
    Jest dobrze, a nawet odwrotnie.

  90. wbocek
    7 września o godz. 18:48

    Pombocku, stanie, manie, mania stanie jest bajeczne. Powinno było mić i być wygłoszone mową uroczystą na Westerplatte. Ale – w banię – zasłonili tego, co miał to i owo wygłosić. Hadko stać, wa mać!

  91. Tanaka
    7 września o godz. 19:07

    Owszem, zem slyszal, a nawet widze na co dzien, czyli nie widze.

    Przy tym widze dalsze odwracanie znaczen, czyli wirtualnosc, ktora robi za rzeczywistosc, z jednoczesnym kreceniem lodow na zapleczu. Konkretnych lodow, za konkretne pieniadze.

    To jest to co wiem i rozumiem od 25 Pazdziernika 2015, czyli rabunkowy napad na Polske.

  92. Tanaka
    Pośmietaniłeś jakby, Tanaczku, na powitanie. I wielkie Ci dzięki, bo miło mi się zrobiło
    By pozostać w konwencji czasownikowej, powiem tak: mieć czyli posiadać mienie (jakieś) to jedno, a mieć np. humor, nadzieję, chętkę, przyjemność to drugie, które/co zdecydowanie bardziej wolę.

  93. @Lonefatherku
    Najlepiej jak chcenie wychodzi na mienie, czyli ma się, co się chce.
    Czego i Tobie życzę.

  94. Jak chodzi o MANIE, to MAMY mierzeję koło Tanaki. Mierzeja MA być i koniec MANIA. Z ostatniej chwili, żeby się uny wszystkie ochwacili.

    Przekop Mierzei Wiślanej rozpocznie się za rok. Problemem jest…most

    Rozpoczęcie prac budowlanych przy przekopie przez Mierzeję Wiślaną zaplanowano na listopad przyszłego roku. Wcześniej, bo w drugim kwartale 2018 roku powinna zostać wydana decyzja środowiskowa w tej sprawie – poinformował Grzegorz Witkowski, wiceminister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

    – Szacujemy, że decyzja środowiskowa będzie wydana w drugim kwartale przyszłego roku – powiedział PAP Witkowski. – Zaraz po jej wydaniu wystąpimy o zgodę na realizację inwestycji do wojewody pomorskiego. Nie spodziewamy się w tym przypadku żadnych opóźnień. Wtedy zostanie też wydana decyzja lokalizacyjna. Wszystko wskazuje na to, że przekop powstanie w miejscowości Nowy Świat – dodał.

    Przypomniał, że w tym miejscu Mierzeja Wiślana jest najwęższa, przez co najmniejszy urobek po przekopaniu będzie do zagospodarowania.

    Witkowski powiedział, że w III kwartale 2018 roku rozpocznie się proces wyboru generalnego wykonawcy inwestycji.

    – Biorąc pod uwagę wybór generalnego wykonawcy i procedurę odwoławczą, całość potrwa kilka miesięcy. Przy założeniu, że mogą być odwołania od decyzji, to z całą mocą mogę powiedzieć, że pierwszą łopatę pod budowę wbijemy w listopadzie 2018 roku – powiedział wiceminister.

    Wiceminister przypomniał, że w czerwcu tego roku została złożona karta informacyjna przedsięwzięcia, która została przyjęta przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Obecnie trwają prace nad raportem oddziaływania na środowisko, który jest przygotowywany przez projektanta czyli konsorcjum firm Projmors oraz Mosty Gdańsk.

    Witkowski poinformował, że w połowie sierpnia tego roku została podpisana umowa z Politechniką Gdańską dotycząca nadzoru naukowo-technicznego nad przekopem przez Mierzeję Wiślaną.

    – Profesorowie z Trójmiasta zostali tym samym włączeni w prace opiniotwórcze. Raz w miesiącu odbywają się odprawy w Urzędzie Morskim w Gdyni. Bardzo nas cieszy, że środowisko naukowe mocno się włączyło w prace – powiedział.

    Most pontonowy

    Wiceminister poinformował też, że równocześnie z inwestycją kanału na Mierzei Wiślanej, będzie trzeba zmierzyć się z rozwiązaniem problemu mostu pontonowego w Nowakowie.

    – Wspólnie z władzami Elbląga i władzami samorządu województwa warmińsko-mazurskiego będziemy rozmawiali o realizacji tej inwestycji. Most pontonowy w Nowakowie przy wysokich stanach wody nie może być rozszczepiany, co powoduje, że cała żegluga jest wtedy wstrzymana. Dlatego trzeba będzie wybudować nowy, wysokowodny most – stwierdził wiceminister.

    Dodał, że wybudowanie mostu wysokowodnego otworzy dostęp do terenów inwestycyjnych znajdujących się w okolicach Elbląga i poprawi dostęp do portu w Elblągu. Tym samym zlikwidowane zostanie wąskie gardło na rzece Elbląg.

    Kanał żeglugowy przez Mierzeję Wiślaną ma mieć około 1 km długości i 5 metrów głębokości. Ma umożliwić wpływanie do portu w Elblągu jednostek o zanurzeniu do 4 m, długości 100 m, szerokości – 20 m. Koszt inwestycji jest szacowany na ok. 880 mln zł.

    źródło: realnapolska.pl

  95. Czesc mag Jestem we Wloszech bez laptopa. Na tym malym ipadzie mecze sie Dopiero 1go padz bede zlaptopem. Ale nie molem sie poedtrzymac by okazac radosc z twojego powrotu. Bledy nie jesyem w stanie poprawic

  96. mag
    7 września o godz. 19:24

    Maguś, miej tu radost’ !

  97. lonefather
    7 września o godz. 19:12

    Nie inaczej: napad i rabunek patriotyczny, czyli katolicki.

  98. @Lewusku
    Jeśli będziesz przy fontannie di Trevi, to wrzuć w moim imieniu jakiś pieniążek. Coś mi się nie udaje do Rzymu wrócić.

  99. @magus

    I vice wersal. Znaczy sie i Tobie, zyczymy mienia tego co chciec chcesz miec.

  100. wbocek
    7 września o godz. 19:31

    To jest właśnie pisoidalne ściemniactwo.
    * tereny portowe w Elblągu leżą na nienośnych gruntach. 16-18 metrów – tyle, mniej więcej, miąższości maja takie warstwy. Żeby na nich cokolwiek powazniejszego budować, czy poważniej obciążać,potrzebne jest ciężkie fundowanie. Albo fundowanie połączone z wymianą gruntu.
    * kanał portowy ma w wielu miejscach około 31-32 m szerokości brutto. To uniemożliwia mijankę dwóch statków o szerokości projektowej, czyli, jak gada PiS: 20 m. Kanał musiałby mieć jakieś 60 i więcej metrów przy nachylonych i umocnionych brzegach, albo jakieś 45-50 m. przy brzegach w technice ściany.
    * kanał mógłby być węższy, ale wtedy będzie jednokierunkowy, co zmniejszy przepustowość w porcie.
    * węższy kanał mógłby zostać zaopatrzony w obrotnice, których nie ma.
    brzegi kanału,poza odcinkami istniejących nabrzeży są nieumocnione. Ruch wody, wywołany przez statki, będzie wymagał wykonania umocnień.
    * przekrój poprzeczny kanału jest niestabilny. Wymagane będzie wykonanie stabilnego profilu, w tym skarp i umocnionych brzegów/nabrzeży.
    * osobna pozycja: koszty środowiskowe i przyrodnicze.
    * port nie ma infrastruktury przeładunkowej przygotowanej do założonej skali ruchu i przeładunków masy towarowej. Nigdy we współczesnej historii Elbląga nie było w nim znaczniejszych przeładunków. Konieczne będzie kupienie i zainstalowanie urządzeń oraz wykonanie trwałej infrastruktury (nabrzeża, tory jezdne, dla żurawi, torowiska kolejowe nabrzeżowe, bocznice, place składowe, zasobnie, magazyny, biura, technika, oświetlenie, system cyrkulacji ruchu, parkingi zewnętrzne, odwodnienie, kanalizacja, melioracja, energetyka, oświetlenie, ochrona, monitoring itd).
    * z powodu braku powyższego, Elbląg w całości, jako miasto, musi zostać przekonfigurowany, by mógł pracować jako port importujący i eksportujący ładunki w większej skali. Czyli: przebudowa/modernizacja układów torowych drogowych do i z miasta, na kierunkach tranzytowych i lokalnych (Elbląg miałby obsługiwać głównie rynek regionalny z uwzględnieniem międzynarodowego i odciążać porty Trójmiasta) – tak głosi teoria w typie fantasy.
    * konieczna będzie też przebudowa istniejącej zabudowy, która się z porem przyszłościowym nie zgadza.
    * niezbędna będzie obsługa statków w postaci holowników, dozoru, straży granicznej, policji wodnej, służb medycznych, pożarniczych obsługujących statki, kapitanat, personel obsługujący port od strony technicznej i towarowej.
    * cały tor wodny, mijanki, obrotnice, kanał przez Zalew Wiślany, kanał przez Mierzeję, śluzy, mosty itd będzie wymagał ponoszenia nieustannych kosztów na utrzymanie i eksploatację. W porównaniu do portów Gdyni i Gdańska – leżących na linii brzegu, lub w samym morzu, z bezpośrednim dostępem do strefy głębokowodnej, Elbląg leży ok. 25 km od głębokowodnej strefy zatoki (wystarczającej dla statków projektowych zanurzenie 4m). Czyli, od strony ekonomicznej – dla malutkiego porciku, 25 km od otwartej wody, przy malutkich stateczkach z niewielkimi i zapewne tanimi towarami, o niskiej podatności na wytwarzanie na miejscu wartości dodanej – konieczne będzie nieustanne ponoszenie kosztów tego, około 25 km odcinka podejścia, w tym kosztów utrzymania i obsługi mostu oraz śluzy wyciętej w Mierzei Wiślanej – czego nie mają porty ani w Gdańsku, ani w Gdyni. A mają wielkie statki, z wielkimi ładunkami, o często bardzo dużej składowej wartości dodanej, pozwalającej na generowanie przychodów opłacających koszty funkcjonowania portu. Czyli: w Elblągu, koszty obsługi tony towaru, będą zawierać liczne i poważne oraz stałe, nie do uniknięcia, pozycje dodatkowe, których nie mają porty Trójmiasta. Zatem koszt obsługi tony towaru w Elblągu będzie bardzo wysoki.
    * Koszty te albo zostaną pokryte przez nadawców/odbiorców ładunku, albo pokryje je Nasza Kochana Polska Katolicka Powstała z Kolan.

    Listę tę można jeszcze, rzecz jasna, rozszerzyć, bo jak się co zaczyna, to wychodzą tzw. kwiatki.

    I dlatego Powstanie Warszawskie. Amen.

  101. wbocek
    7 września o godz. 19:31

    Rzecz jasna więc, koszty „przekopania Mierzei” , o których gadaja pisoidy będą większe co do samego „przekopania” oraz będą zupełnie inne, dodatowe koszty, schowane w tym co opisałem. Żeby z tego był „port w Elblągu” – koszty te będą się sumować. O tym pisoidy nie gadają, ale gadają biskupi, że Maryja w Fatimie.

  102. wbocek
    7 września o godz. 19:31

    Pare dni temu juz zalinkowalem tego newsa, o sukcesie dobrej zmiany. Z podobnymi do Twoich uwagami, tyle, ze nieco przechylonymi w strone niewatpliwej dewastacji srodowiska.

    Co do „ochwacenia sie” Unych, to musimy poczekac, ale nawet jesli dlugo bedziemy czekali, to sie nie doczekamy, jesli sami ich nie „ochwacimy”. Jak na razie to Une „zajezdzaja” Polske, wlasnie w kierunku ochwacenia. Niestety…

    Zajezdzaja umczona w tempie okrutnym. Czy sie umeczona odwinie i nie da sie „ochwacic”, to moje uwazanie jest na chustawce, czyli jednego dnia mysle, ze sie nie da, drugiego dnia watpie, obserwujac powszechny egoizm i jego konsekwencje.

    ps Watpie, zeby w budzecie byly pieniadze na przekopanie Mierzei, ale jak to bywa z propaganda, moga je „wygospodarowac” z chocby funduszy emerytalnych, lub w ostatecznosci dodrukowac. Bzdura pod kazdym wzgledem, poza propagandowym, a ta jak z doswiadczenia wiadomo, jest dlo totalitarystow najwazniejsza, wiec moze sie zdazyc, ze rusza, czyli zdewastuja. Pozniej wstrzymaja prace z braku srodkow i nigdy nie dokoncza… Przyroda moze sie zregeneruje, a moze nie. Zobaczymy jak bedzie.

  103. Tanaka
    7 września o godz. 20:32

    Zapomniales o Pradzie Przybrzeznym, ktory zbudowal Mierzeje. On caly czas jest i caly czas „ciagnie” tysiace ton piasku. Z tym Pradem ma na co dzien do czynienia @wbocek u ujscia z Jamna na Baltyk. Z tym Pradem ma na co dzien do czynienia Wladyslawowo, ktore na co dzien zatrudnia drage do poglebiania kanalu portowego. I z tym samym pradem bedzie mial na co dzien do czynienia Port wElblagu…

    Czyli draga pracujaca 24h na dobe, 365 dni w roku, jesli droga ma byc drozna. W przedstawionych kosztach tego nie widac, ale spece, ktorzy projekt szykowali nie watpie to wiedza, tylko, ze to najpewniej zostalo z projektu wyjete, zeby nie dawac argumentow przeciwko.

    Jak wyzej pisalem do @wbocka, mam wrazenie, ze tochodzi o propagande glownie, wiec moze byc fifty/fifty, ze jak sie braki pojawia, to moga wogle nie zaczac (co byloby najlepsze), albo zaczna i wstrzymaja… Co tez bedzie nienajgorsze. Bo najgorsze to bedzie zrobienie i dluzszy czas utrzymywanie w ruchu, co moze skutkowac nieodwracalnymi zmianami srodowiskowymi, ktore zaczna sie od wzrostu zasolenia wod Zalewu Wislanego, co z kolei pociagnie zmiany w florze i faunie Zalewu.

  104. @@ Tanaka, wbocek

    U podstaw jest to ile glosow PiSy maja w rejonie Elblaga, lub dzieki temu przekopowi, lub ile spolecznej uwagi ten przekop odciaga od innych problemow zmian jakich PiS dokonuje.

    Jesli im wyjdzie z politycznej, zaznaczam politycznej kalkulacji, a nie ekonomicznej, tak postapia, jak z puszcza Bialowieska. Bo w/g mnie glowna kalkulacja jest polityczna, czyli rozproszenie ewentualnych protestow i rozmycie ich po roznych dziedzinach, jak najdalej od polityki i tego co robia z ustrojem panstwa.

    Tak jak dewastacje Puszczy, tak i przekop Mierzeji, kwalifikuje do kategorii „maskirowki” odciagajacej i rozpraszajacej uwage spoleczna.

  105. dla zainteresowanych:

    ICT-International Institute for Counter-Terrorism
    World Summit, 11-14.09/2017
    https://www.ict.org.il/

  106. Co tam przekopanie Mierzei!
    Rząd planuje połączyć Bałtyk z Adriatykiem. Już się stara o unijne miliardy.
    Unia ma to nam da. Ha!

  107. Są większe cuda niż port w Elblągu i rowczak w Mierzei W. Dopiero co zerknąłem do wiadomości msn. Mamuniu, nareszcie świat się zmieni i ludzie, i Polska wolska, bo ani Maryja, ani Wszechwiedzący nie mieli pojęcia, co się dzieje, a teraz będą mieć i ruszą du…z posad bryłę świata. Kurde, że nikt wcześniej na to nie wpadł. Choć jest powiedziane: „Proście, a będzie wam dane”.

    „Celem akcji „Różaniec do granic” jest objęcie całej Polski – aż do jej granic administracyjnych – modlitwą różańcową. Intencje? Nawrócenie Polaków i innych narodów oraz pokój na świecie.

    Inicjatorami „Różańca do granic” są ci sami ludzie, którzy rok temu na Jasnej Górze zorganizowali Wielką Pokutę – wtedy w jasnogórskim Sanktuarium zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi.
    7 października, w święto Matki Bożej Różańcowej, chcą otoczyć Polskę modlitwą. Zarówno w sensie symbolicznym, jak i tym jak najbardziej realnym. 
    – Polska granica liczy 3,5 tys. km, więc liczyliśmy, że potrzeba milion, półtora miliona ludzi, żeby rzeczywiście otoczyć ten kraj dosłownie modlitwą – wskazał Maciej Bodasiński z fundacji Solo Dios Basta, jeden z organizatorów wydarzenia.

    Wzdłuż polskich granic administracyjnych, wyznaczonych zostanie ok. 4 tys. specjalnych „stref modlitwy”, czyli miejsc, gdzie będzie można włączyć się we wspólne odmawianie różańca. Jak mówią organizatorzy, takie strefy znajdą się m. in. na plaży.
    Lech Dokowicz z fundacji Solo Dios Basta zaangażowany w projekt „Różaniec do granic” podkreśla – To odpowiedź na wyzwania współczesnego świata, który przynosi nam wiele pokus i trosk. Chcemy prosić o nawrócenie Polaków i innych narodów, pokój na świecie oraz mądrość dla wszystkich rządzących.

    Udział w akcji potwierdziły już wszystkie 22 diecezje położone przy granicach Polski”.

  108. Różaniec jako odpowiedź na wyzwania współczesnego świata TO JEST TO! Ale my wszyscy durnie byli, a najwięcyk – ateisty.

  109. Jezuniu! Mierzeja, Elbląg-port, Bałtyk-Adriatyk, Bałtyk-Morze Czarne, kanał Śląski, połączenie z modrym Dunajem, żeglowna Wisła! Jak to się wszystko razem przyśni, można z łózka spaść. Ale Jarek ma rozmach: księżyc skradł.

  110. Tanaka
    7 września o godz. 20:32

    Dziękuję za opinię o przekopie.
    Może potrafiłbym dodać jeszcze z 20 argumentów. Może 22.
    Jest to niesłychana hućpa.
    Wywalimy ze 2 miliardy, żeby pokazać Putinowi . Tylko co? Wyłącznie własną tępotę.
    Elbląg nie jest portem i nie będzie choćbyśmy wpakowali 325 miliardów. Nie ma potrzeby ekonomicznej, żadnej. Te jachty ewentualne popłyną Szkarpawą. Jak do tej Pory.
    Może budujmy ten port w Kielcach. A co?
    Wiceminister się cieszy, że Politechnika Gdańska się włączyła. Czyli co? Polska murem za dziurą? Żenada.
    Politechnika nie ma specjalistów od przekopania rowu. Ma ich Instytut PAN. Chętnie przytulą pieniądze, napiszą elaboraty,doktoraty.
    Słusznie piszesz o problemach lonefather. Nic tylko kupujemy refuler i przewalamy sand . Jak u nafciarzy w prześcieradłach przy palmie, czy we Władysławowie. Tylko Polski szkoda.

    Tak przy okazji. Zastanawia mnie dlaczego nie pomyślą o przekopie w Piaskach. Na granicy z Rosją. Niepotrzebny most. Różnica w szerokości żadna.

  111. wbocek
    7 września o godz. 21:52

    To jest dosyć niejasne: trzeba półtora miliona ludzi, żeby „rzeczywiście otoczyć kraj modlitwą”? Może trzeba 5 milionów, żeby rzeczywiście, a te półtora nie starczy, i nie będzie otoczenia. Albo starczy sto tysięcy.
    A te 4 tysiące stref modlitwy? To otoczenie modlitwą ma być całościowe, czy tylko strefowe? Weźmy takie góry: jak tam strefowość będzie nieregularna, to działanie modlitwy też będzie nierówne?
    I czy ci ludzie mają stać na samej granicy, czy niekonieczne? Bo może ta modlitwa działa jak kurtyna, więc jak na granicy to dobrze, a jak nie na granicy to niedobrze i będą miejsca nieosłonięte.
    Czy kurtyna będzie tak otaczać, że dziur nie będzie? I będzie sięgać na taką wysokość, że żadna ruska rakieta nie przeleci ani bombowiec?
    Czy w strefie modlitewnej modlitwa jest gęstsza, a poza strefą rzadsza? Bo jak są nierówności, to się taka strefa potem rwie, dziurawi i nie działa jak należy, a wrogowie się przemykają.
    Dajta spokój, strasznie trudna sprawa z tym otaczaniem modlitewnym. Trza się znać na takiej robocie, żeby czego nie spieprzyć.

  112. NikodemD
    7 września o godz. 22:25

    Na podobnej zasadzie („Unia da”- stąd rozmach za nieswoje) obetonowano kanał Jamneński, zbudowano na nim psu na budę potrzebne wrota sztormowe i ogromny falochron, który przed niczym nie chroni.

  113. NikodemD
    7 września o godz. 22:25

    Dziadek Józek opowiadał: jak podeszli Niemce, to nasi cały półwysep na pół torpedami rypnęli i rozcięli i z Helu zrobili wyspę. I w Piaskach można zrobić to samo. Masz rację – mostu nie trzeba, a jak się Mierzeję na pół rozsadzi i zrobi kanał to i tanio i bezpiecznie będzie. Ruski nie przelezie. I bez śluzy się obejdzie. Nasi zawsze wygrają.

  114. Tanaka
    7 września o godz. 22:42

    I tak się spieprzy, bo jak się komu zechce sikać albo coś większego, powstaną naturalne przerwy. Czy różaniec z przerwami będzie wysłuchany i odpowiednio nagrodzony, zobaczymy za rok.

  115. Mierzeja Wiślana… to się nazywa „manewr odwracający uwagę”.
    Polityka nieudaczników pełna jest takich manewrów. Jeżeli w normalnym kraju, normalny minister zmieniałby zamiary zakupowe dla wojska co kilka tygodni, nie realizując żadnych, to po trzech miesiącach siedziałby już w pokoju bez klamek, a z nim część jego podwładnych.
    Ale w Polsce katolickiej naród wpatrzony jest w rząd jak w obrazek jaki święty i widzi tylko to, co ma widzieć. A reszta? Traci czas na obalanie idiotyzmów, których nikt, nigdy nie ma zamiaru realizować. No bo niby po co? Przecież chodzi tylko i wyłącznie o to, by zająć jajogłowych bzdurami, by nie przeszkadzali rządowi „pracować”, czyli wyprowadzać dotacje unijne do kk, do SKOK-ów, upaństwawiać co się da i doić, doić, doić. A po przegranych wyborach, dobrze zabezpieczeni finansowo, dogryzać będą nowemu rządowi, że nie daje sobie rady z niczym. Ale wyborów nie będą tak długo wygrywać, jak długo nie będzie kasy do zagarnięcia. I nikt oczywiście nie wpadnie na pomysł, by zmienić ten pieprzony system wyborczy, który służy wyłącznie wybieranym. Z punktu widzenia szeregowego obywatela: Wybory są wtedy, gdy nie ma wyboru.

  116. ZYCZENA WSZYSTKIEGO NAJGORSZEGO, CZYLI NAJLEPSZEGO.

    ZYCZENIA DLA CZYTELNIKOW BLOGA ATEISTOW I CALEJ POLSKIEJ ZIEMI I JEJ MIESZKANCOW NIEZALEZNIE OD TEGO, CZY SA JAK JA ATEISTAMI, CZY TEZ SOBIE WIERZA W JAKIEGOS BOZKA, CZY BOGA, CZY TEZ SA PO PROSTU ZWYKLYMI ZYCIOWYMI OPORTUNISTAMI.

    Narzekacie.
    Krytykjecie.
    Wydziwiacie.
    Wysmiewacie sie…

    Zamiast sie cieszyc !
    Bo my wszyscy powinnismy sie zwyczajnie cieszyc z tego, ze wszystko prosta droga zmierza do zwyklego pierdolniecia !

    Bo ze pierdolnie gospodarczo, to pewne jak amen na koncu paciorka.

    A jak pieprznie, to sie Jarkacz ze swoimi PiSoidiotami sypnie i w konsekwencji przepadnie. A wraz z nim i z nimi przepadnie wspierajacy ich nieustannie kosciolek katolicki.

    Czego sobie, Wam i calej Polsce z calego serca zycze !

    lonefather

  117. ps 1,5 miliona modlitewnego luda, tworzy 1, 999 999 dziur przez ktore wycieka, albo wcieka, jak ktowoli, to co zwykle, czyli po prostu prawda…

    Bzdura. Bzdura. Bzdura.

    Ale widac trzeba i przez to przejsc. Tylko warto zanotowac nazwiska, zeby pozniej nie zalowac, ze sie tego na czas nie uczynilo.

  118. @wbocku

    Sie nie spieprzy, tylko bedzie jak zwykle. Gdyby bylo inaczej, to sie pokajam i dam sie ochrzcic.

    Publicznie oswiadczylem.

  119. @Lonek, @wbocek

    A gdyby tak oni już tam zostali na stałe, w tych strefach na granicy? Na wieki wieków. Przynajmniej będą zasrywali wąski pas, a nie cały kraj.

    I po co Ty chcesz się chrzcić? Nawet jak się nie spieprzy. Mało to nieszczęść różnych nas dotyka?

  120. mag
    7 września o godz. 21:38
    wbocek
    7 września o godz. 22:18
    http://next.gazeta.pl/next/7,151003,22339474,rzad-chce-polaczyc-baltyk-z-adriatykiem-juz-stara-sie-o-unijne.html#MT2

    Patrzę na te rzucania miliardami ze zdumieniem.
    Proszę o spojrzenie na tę załączoną mapkę
    To trasa samochodowa. Znajduje obcych „sponsorów” w kręgach sejmowych i rządowych. Dotyczy zablokowania portów Gdańsk – Gdynia dla uruchomienia tranzytu z portów w Kłajpedzie i Tallinie-ferry-Helsinki.
    Panowie @Tanaka ,@wbocek oceńcie proszę-czy ja śnię? Co ta mapka tranzytu ma wspólnego z żeglugą (przez Kowno-Białystok-Lublin-Koszyce)?? .

  121. Rzeczywiscie, Qba z 22:54, nie bylo wyboru

    https://www.youtube.com/watch?v=nF_7TfrOtf8

    Dlaczego ja tam slysze ‚Dziaroslaf’ ? Przeciez Kacz nie zna ani jednego jezyka obcego. I nigdy nie byl zaproszony do zadnego obcego kraju. Wiec po co to ‚Dziaroslaw’?

    Niepojete są dziwy
    pisianej waadzy niwy.
    Udają że są, niby, w Jewropie
    A tak naprawde – są we wlasnej żopie.
    Ktora, dla uciechy, sie zwie kloaka.
    Bo to nastepna nasza dziwnosc taka

  122. איר קענען גיין משוגע

    Dla niewtajemniczonych, wujek tlumaczy z jidysz:

    można zwariować

  123. A oto dzieki jakiemu spotowi partii PO, partia PiS przejela PELNIE waadzy w 2015 roku

    https://www.youtube.com/watch?v=paYG1hE0xLE

    „CHŁOPCY Z NASZYCH WSI – TY JESTEŚ DUDA (parodia „Szalona Ruda”) ”

    Na Tuska padlo, ze stal sie szalonym rudym Kaszubem. Dziadek z Wermachtu wciaz procentowal. And the rest is history. A ta potrwa ho ho. Przyjamniej nastepne kilka kadencji

  124. paradox57
    7 września o godz. 23:57

    Nie grozi, bo jest niewykonalne. Nie zwroziles uwagi na drobiazg, ze ja nie wyrazam checi ochrzczenia sie, tylko deklaruje, ze sie dam ochrzcic. Na pytanie czy wierze, odpowiem zgodnie z prawda, ze NIE WIERZE… reszta, jak mniemam jest oczywista…

  125. Sprezmy sie na tematy powazne, Orteq.

    Ta mierzeja Wislana wasza. Ten niby ‚manewr odwracający uwagę’ [22q:54]. I dunno. Naprawde I dunno.

    Szyszkowa wycinka Puszczy Bialowieskiej to different kettle of fish. Choc UNESCO moze miec cos do powiedzenia i tu i tu. Fish is fish, you know. Drzewa, ryby, niedzwiedzie grizzly – to wszytko ten sam basen ekologiczny. Wplywajacy nawet na powstawanie huraganow o nazwach Heather. Czy innych Irmow karaibskich

    PS. Mag(usie) cieplo witam. Z powrotem na blogu, po Narwi. I przepraszam za makaronizmy. Wynikajace z pol-wiekowej, prawie, imigracji mej

  126. „Temperatura wod morskich karaibskich, przekraczajaca 28 stopni Celcjusza, jest decydujacym czynnikiem INTENSYWNOSCI huraganow Heather i Irma.”

  127. lonefather
    7 września o godz. 23:27

    Errata (zanim sie korektor obudzi…)

    jest: 1, 999 999
    ma byc: 1,499 999 (1,500 000 – 1)

  128. wbocek

    ” w drugim kwartale 2018 roku powinna zostać wydana decyzja środowiskowa w tej sprawie”
    „Zaraz po jej wydaniu wystąpimy o zgodę na realizację inwestycji do wojewody pomorskiego. Nie spodziewamy się w tym przypadku żadnych opóźnień. Wtedy zostanie też wydana decyzja lokalizacyjna.
    ” pierwszą łopatę pod budowę wbijemy w listopadzie 2018 roku – powiedział wiceminister.”

    Nie wiem czy coś mi umknęło ale ciekawi mnie w artykule przytoczonym przez pombocka jedno – w jaki sposób pan wiceminister jest w stanie już na tym etapie przewidzieć wynik decyzji środowiskowej? I to tak precyzyjnie że „z cała mocą ” wie że będzie pozytywna więc można zacząć planować gdzie i kiedy będzie można wbić łopaty….

  129. lonefather
    7 września o godz. 23:22

    Ja też sobie i wszystkim tego życzę i też się raduje im większe głupoty une wyczyniaja tylko czemu une mają ciągle ponad 40% poparcia??

  130. wbocek
    7 września o godz. 21:52

    Cuda zaiste! To ja się już z góry cieszę że będę poza granicami objęcia strefą różancową…Jeszcze by mi zaszkodziło. Chociaż z drugiej strony skoro będą się modlić o rozum dla wszystkich rządzacych to może trzeba by się przyłączyc! 😉

  131. @Kostka
    8 września o godz. 4:49
    Oj tam, oj tam Kostka! Po to un jest wiceminister żeby wiedział, nie? Bo kto ma wiedzieć jak nie wiceminister?

  132. I jeszcze tylko w kwestii demonicznego słówka „mieć”…

    Mam plany powloczyc się po górach i lasach w ten weekend bo z ostatniej wyprawy mam naprawdę dobre wspomnienia…Już mam szeroki uśmiech na obliczu na samą myśl! W ogóle lubię się włóczyc bo już tak mam w naturze. Chciałabym mieć tylko czasem więcej czasu na wędrówki, uczenie się języków, udzielanie się na blogu, gapienie się w chmury (bo na czytanie to jakoś zawsze mam czas). Mimo braku czasu na inne rzeczy usposobienie wciąż mam pogodne. Nie mam powodów za specjalnie żeby było inaczej a tyle mówi się o tym że Polacy to smutasy. No dobra – czasem mam też gorsze dni but „always look at the bright side of life…”. Oddalam się do roboty pogwizdujac na wiadoma melodie… 😉

    PS. @mag Miło Cię znowu widzieć na blogu!

  133. Ewa-Joanna
    8 września o godz. 5:08

    Ano taki kraj. Co krok to prorok…

  134. Kostka

    Chyba ci zabraklo literki ‚w’. Ma byc co w krok to prorok, nie?

  135. Qba

    Qba, duże uznanie, że masz chęć pisania i piszesz, bo to przecież jakiś wysiłek myślowy i zaczyn na blogu. Ale każdy piszący wstępniaki wystawia się na i pochwały, i na krytykę. Ruszyłeś moją życiową materię, więc zareagowałem, bo ruszyłeś ją chaotycznie (przepraszam, że nie zająłem się treściami, które znalazłeś pod czasownikiem „mieć”). Zerknij na to.

    „Poza tym czasownik mieć jest przyczyną dominacji człowieka nad innymi gatunkami materii ożywionej”.

    „jednak to człowiek tworzy język, a nie na odwrót”.

    Druga Twoja myśl jest zaprzeczeniem pierwszej, bo skoro CZASOWNIK JEST PRZYCZYNĄ DOMINACJI CZŁOWIEKA NAD INNYMI GATUNKAMI, to znaczy, że nie tylko człowiek tworzy język, ale i język tworzy człowieka. Twój czasownik „mieć”, jako przyczyna dominacji, jest kuriozalnym i niezręcznym skrótem myślowym, nie przyczyną, którą są właściwości człowieka, a nie części jego mowy.

    Z jakiego powodu znalazłeś w takiej mojej krytyce powód do życzenia mi w dalszym ciągu „samozadowolenia w samouwielbieniu”? No cóż – między Odrą a Bugiem krytyka to zniewaga – odwetu wymaga.

  136. Meanwhile, back on the ranch

    Wdowa po Przemyslawie Gosiewskim, europoslanka PiS Beata Gosiewska domaga sie 5 mln zl dla siebie i dzieci oraz dodatkowych pieniedzy na wyrownanie rent dla dzieci. W sadzie tocza sie dwa postepowania o odszkodowania, w zadnym nie zawarto ugody. Resort MON odmawia wyplaty ogromnego odszkodowania. Rodzina Gosiewskich uzyskala juz wczesniej zadoscuczynienie (750 tys. zl), pomoc od rzadu (40 tys. zl), od Kancelarii Sejmu (100 tys. zl). Same dzieci dostaly od rzadu Donalda Tuska renty (po 2 tys.), rente od ZUS (2,5 tys), stypendium z Fundacji zwiazanej ze SKOKiem.

    http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/gosiewska-chce-wielomilionowego-odszkodowania-za-smierc-meza_910513.html

    I to wszystko bez przywolywania na DRUGI plan PIERWSZEJ wdowy po Gosiewskim, Malgorzaty Gosiewskiej

    http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/ktos-grozil-poslance-malgorzacie-gosiewskiej-sprawa-zajma-sie-sledczy_588465.html

    ‚Gosiewska (PiS): W Charkowie piłam z biskupem’

    Te wdowy Gosiewskie maja szanse na zakonczenie sagi smolenskiej. Oby im sie powiodlo. A powinno. Jak sie pije z biskupem..

  137. Kostka
    8 września o godz. 4:49

    Kostko, jest jeden motyw: „Kaczka wszystkich bojów naszych chwałą, Kaczka to młodości naszej blask, bo za Kaczką idzie naród śmiało, bo za Kaczką idzie naród nasz”.
    Konkretnie zaś chodzi o pokazanie gestu Kozakiewicza Ruskim. Dlatego na początku była polityka, a teraz jest pospieszne dorabianie do niej faktów. Trochę się nie dziwię, że nie za wiele słychać krytyki wariackich pomysłów, bo żeby porządnie skrytykować, trzeba postudiować. Pionier Tanaka dał fachowy przykład, jak zwyciężać mamy. Ale w tym wszystkim jest zdumiewająca bezczelność pisowatych wobec Unii: odwracają się tyłem, ale łapy pozostają w radiomaryjnej pozycji. Bo przecież Polska nie wytrzepie kasy ze swojej dziurawej kieszeni na górujący nad tym wszystkim, co planowane – nad rowem w Mierzei Wiślanej, Odrą, Wisłą, Dunajem, Donem, Bałtykiem, Morzem Czarnym, Adriatykiem albo i nad całym nowym światem z wartościami, który PiS wniesie – pomnik Wielkiej Kaczki, stratega, myśliciela i językoznawcy.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6463284681845727554?icm=false&iso=true&authkey=CKjf8YW6lPODnwE

  138. wbocek
    8 września o godz. 8:31

    Pardą, ma być: „z wartościami, KTÓRE PiS wniesie.

  139. Jak kultura to juz wielka

  140. Posiadlem zone Smitha, choc jej nigdy nie posiadalem.
    Dlaczego jednak nie ma ‚posiadalem ja bardzo czesto’ (od ‚posiasc’)?
    Mialem ja z 10 razy, choc jej nie mam.

    A Ruscy to niczego nie maja, bo u nich wszystko jest’.

  141. @wbocek
    8 września o godz. 6:58

    Witam Cię niezmiennie przyjaźnie. I dziękuję za wyłapanie ewentualnych nieścisłości/niekonsekwencji.
    Aliści … W pierwszym akapicie mego wpisu stoi: Dlaczego akurat ten czasownik jest najważniejszy? Ponieważ chęć posiadania – chociaż z różnych powodów – jest siłą napędową prawie każdego członka każdej cywilizacji.
    Czyli wyraźnie powiadam, że działanie człowiek jest pierwotne w stosunku do werbalnego określenia. Mogę zatem pod koniec tekstu użyć skrótu tekstowego, bo jest on już zdefiniowany.
    Pisanie krótkich tekstów ma to do siebie, że nie można w każdym zdaniu przytaczać wszystkich poprzednich twierdzeń i definicji. Owszem, prasa codzienna czyni tak (w tym GW), ale są to albo zapchajdziury, albo nachalna propaganda/reklama. A od tego my się – jako ateiści – przecież odcinamy, no nie?

  142. Tanaka
    7 września o godz. 22:42

    Tanaczku, wart Pac pałaca, a pałac – Paca, więc PO pozostaje przebić PiS dwoma milionami paciorków. I dodatkowo dobić paciorkowym krzyżem jak Polska długa i szeroka.

  143. @wbocek
    8 września o godz. 6:58
    @wbocek
    8 września o godz. 8:31

    Co do „samozadowolenia w samouwielbieniu”, to nie ma w tym z mojej strony nic zdrożnego. Samozadowolenie i samouwielbienie są podstawą naszego zdrowia psychicznego i chronią nas przed szybszym (niż boski plan) zakończeniem bytu. Pewnie istnieją stany, w których można i tu przesadzać, ale komu to może przeszkadzać? W każdym razie ja stosuję oba te działania na codzień i dobrze mi z tym.

    Interesujące jest załączone zdjęcie. Rozumiem, że w intencji autora było wypięcie miejsc dolno tylnych w geście wyrażającym dezaprobatę. Ale te dłonie, z wypielęgnowanymi paznokciami, ułożone są jednak jednoznacznie w geście biorącym. Czy można prosić o właściwą interpretację?

  144. @@act
    8 września o godz. 8:44

    A Ruscy to niczego nie maja, bo u nich wszystko jest.
    Na tym właśnie polega komunizm.

  145. To co nabazgral Qba, w swoim wpisie naglowkowym, o tym niby najważniejszym czasowniku naszej cywilizacji:

    „najważniejszym czasownikiem naszej cywilizacji jest mieć… Najbardziej agresywnym powodem chęci posiadania jest strach”

    to jedno wielkie barachlo. Bo to ani mienia/posiadania ani strachania zadnym wizerunkiem ona nie jest. My tu mamy do czynienia ze zwykla Mania. Z Marynia, znaczy. Z ta, ktora ma miec co czeba. Sama w sobie

    https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSMY3It29Oirp8NAnnZBTGmBLp-xGs-CJx2Q8qNK3jb-K21X1LPAA

    Nic nikomu nie wiadomo o zadnym strachu. Wiec nie wiem o czym ten Qba pier.oli. Pewnie zeby sie tylko w tematyce wpisu utrzymac

  146. Czy do Polski dotarły już specjalne firmy-składowiska domowych gratów?

    Jak się ma graty, których nie chcemy się pozbyć ale nie mamy dla nich miejsca w domu to wywozimy je dwie lub trzy ulice dalej do takiego gmaszyska, które w środku ma metalowe kontenery różnej wielkości/objetości. Wynajmujemy sobie taki kontener, który nam odpowiada i składamy w nim nasze graty. Płacimy kilkadziesiąt dolców miesięcznie (ale oczywiście zależy to od wynajętej objetości) plus ubezpieczenia wszelkiego rodzaju plus jakieś tam opłaty i ludzimy się, że rozwiązaliśmy problem składowania gratów, które nas w domu przywalają.

    Wiadomo, że z takich składowisko-magazynów korzystaja też ludzie normalni na umyśle, którzy np. przeprowadzają się albo dokonują dużego remontu lub też dzielą spadek i np. sprzedały dom po rodziacach ale jeszcze nie rozdysponowały antycznych mebli czy kolekcji motocykli, jednym słowem takie osoby, które Z PEWNOŚCIĄ nie będą wynajmowały kontenera na dłużej niż 1-2 miesiące.

    Ale to chyba jest mniejszość… Większość (tutaj żartuję, bo sam JESZCZE nie wynajmowałem) kończy płacąc pięciokrotną wartość gratów za składowanie i po pewnym czasie porzuca cały kontener.
    Aukcje zawartości takich kontenerów są rozrywką nudzących się emerytów liczących na zapomnianą kolekcję diamentów w starym akordeonie.
    Powielam wiadomości z gazet oraz z częstych żartów w miejscowym radio. 😉

  147. mag(us)

    Bylem nad Narwia. A Ciebie nie bylo. Owszem, byl to koniec maja. I ja nie znalem adresu

  148. Qba
    8 września o godz. 8:46

    Dobra, Qbo, nie ma sensu rozciągać szczególików na kilometry. Jeśli mówisz o skrótowości swojej wypowiedzi – niech będzie. Ale zawsze też pozostanie zgrzytem mówienie, że czasownik jest przyczyną jakiejś dominacji człowieka, że coś robi itp. Przyczyną są biologiczne i cywilizacjne potrzeby, nie ich nazwy. Niech będzie pochwalona cukinia.

  149. Qba
    8 września o godz. 8:59

    No wiesz co, Qba!. Toż PiS i Rydzyk od początku odwracają się do Unii zadem, ale łapy pozostają w geście „daj”.

  150. Jestem absolutnie pewien, że pierwszy na Ziemi gość, który cały swój garaż wypełnił aż po sufit glinianymi tabliczkami usłyszał od swojej żony wyzwiska, że jest jakimś HOARDEREM.

    A nie że jest BIBLIOTEKARZEM. 😉

  151. @wbocek
    8 września o godz. 9:16

    Dzięki za wyjaśnienie. Oczywiste. I przepraszam, że nie chciało mi się samemu domyśleć. Może zmyliły mnie te czyste paznokcie? Bo lud wspomina coś o „brudzie za paznokciami”.

  152. Qba
    8 września o godz. 8:59

    „Samozadowolenie i samouwielbienie są podstawą naszego zdrowia psychicznego”.

    Z tym, Qba, to jest większy problem. Chodzi o dawania właściwego rzeczy słowa. Domorośli psychologowie od dawna proponują polubienie siebie, zaakceptowanie jako sposób na kompleksy, zahamowania, frustracje. Nigdy nie rozumiałem, na czym polega i w czym się wyraża lubienie SIEBIE. Kiedy lubię kogoś, to sprawia mi przyjemność myślenie o nim, chcę się z nim spotykać, widzieć go, słyszeć. A mnie ta morda w lustrze przy goleniu jest kompletnie obojętna – na zaroście się skupiam, nie na niej. A jak zgolę pod nosem, w ogóle już nie patrzę, tylko – na dotyk. Chętnie więc posłuchałbym, co może znaczyć lubienie siebie, a nawet samouwielbienie. Domyślam się, że samouwielbienie to stan uświadamiany: wiem o tym, że samosięuwielbiam. Brrr!

  153. @act, z godz. 8:44
    Czy każdy dosiad żony Smitha musi się od razu kojarzyć z posiadaniem jej? Oto, jakie są skutki dosiadania w biegu semantyki @Qba’owej, hy, hy 😉

  154. @Pombocku, ćcinami przy goleniu kołysany, polub siebie. И не забудь про меня 🙂

  155. @wbocek
    8 września o godz. 9:43

    To nie tylko problem większy, ale bardzo duży. Każdy dla siebie jest jedyną osobą, którą jako tako zna. A jednocześnie mamy, co mamy i – przynajmniej w wyglądzie – niewiele możemy zmienić. Jesteśmy więc w sytuacji nieciekawej, bo otaczająca nas tzw. kultura prezentuje nam permanentnie wzorce wszelakie – od wyglądu po zachowania. Aby było śmieszniej, wpycha nam różnego autoramentu autorytety, podważając tym samym naszą zdolność do oceny wartości wszelakiej.
    Cóż nam pozostaje? Możemy pogodzić się z własną „niedoskonałością” w sensie propagowanych wzorców, biec z tłumem, wielbić wielbionych, folgować modzie i żyć życiem masy. Ale możemy „pogodzić się” z rzeczywistością czyli być zadowolonym z tego co mamy, a nawet spróbować polubić siebie. Jeżeli w tej ostatniej czynności nie będziemy przesadzać, to mamy szansę na spokojne psychicznie życie. A że sami decydujemy o czynach swoich, mamy dużą szansę na wybór takich, które pasują do naszych możliwości zarówno fizycznych, jak i predyspozycji psychicznych. Podstawowym warunkiem jest ignorowanie nieuniknionego wartościowania przez krewnych i znajomych, co może implikować u nich określenie nas, jako „uwielbiających się”. No i dobrze. To w sumie ich problem.

  156. Kostka
    8 września o godz. 4:49

    Słusznie Cię zastanawia. Decyzja środowiskowa wpłynie na treść decyzji lokalizacyjnej celu publicznego, więc między jedną decyzją a drugą musi upłynąć trochę czasu.
    Jak już zostanie wydana decyzja lokalizacyjna, będzie wiadomo, jakie są warunki wykorzystania, zagospodarowana terenu i realizacji inwestycji. Dopiero na tej podstawie można robić szczegółowe projekty (a szczegolów będzie bardzo dużo i to na etapie wykonawczym, bo to nie jest inwestycja typowa, której elementy są opisane dokładnie w normach, standardach, katalogach elementów typowych, ani w „zwyczajowych zasadach realizacji”), więc proces projektowania będzie trwał sporo czasu.
    W trakcie przetargu będą liczne pytania i mogą się zdarzyć poważne nieporozumienia, a jak się zacznie budowę – nawet konflikty i problemy skutkujące np. zejściem wykonawcy z placu budowy. Zwłaszcza wtedy, gdy inwestycja nie będzie bardzo starannie przygotowana na etapie projektowo-organizacyjnym i pod względem prawnym oraz finansowym, bo będzie popychana i przyspieszana z powodów politycznych.

    Listopad to III kwartał roku,więc jeśli „decyzja środowiskowa” miałaby być wydana na koniec II kwartału, to ta „pierwsza łopata” co ma być wbita, będzie wbita w mózgi, nie w ziemię. W mózgi tzw. Suwerena. Po czym nastąpią różne inne ruchy pozorne, na przemian z okresami ciszy.

    Dokadnie tak się działo z gazoportem w Świnoujściu, który co prawda był bardziej skomplikowany od przekopu ze śluzą i kanału z portem, ale też i kosztował ze 3 x tyle co miał kosztować, a technologia ściemniania wobec publiki była taka sama. A w międzyczasie wszyscy się tam żarli ze wszystkimi, konflikt na konflikcie, układane piętrami aż do nieba. Pomimo tego, że inwestycja miała najwyższy priorytet i była do jej realizacje specustawa i specspółka państwowa.

  157. Kostka
    8 września o godz. 4:56

    Gdzieś słyszałem, że na efekty objęcia kurtyną modlitewną pomaga picie płynu Lugola oraz jedzenie surowej marchewki.

  158. NikodemD
    8 września o godz. 0:43

    Ta mapka pokazuje, że żegluga będzie się odbywać przez Karpaty. I – zdaje się – przez liczne sanktuaria maryjne.

    Jest to mapa psychiatryczna.

  159. @Tanka, z godz. 10:26 vs NikodemD, z godz. 0:43
    Ta psychiatryczna mapa powstała za czasów poprzedników PiS-u. W zalinkowanym artykule czytamy: Plany stworzenia takiego połączenia sięgają jeszcze poprzedniej ekipy rządowej. Kropka.

  160. anumlik
    8 września o godz. 10:47

    To co identyfikuje tą psychiatrię, to fakt, ze jest polska. Sięganie do podobnych fantazmatów PO i PiS mają wspólne.

  161. Orteq
    Gdzie bywasz, jeśli już, nad Narwią, to ci wyznam, gdzie możemy się ew. spotkać (oczywiście w sezonie)? Stacjonarnie jestem na terenie gm. Rząśnik, a nawiedzam regularnie Długosiodło i Obryte.

  162. anumlik
    A czy aby na pewno owe psychiatryczne mapy polskie w temacie łączenia mórz (jeszcze nie oceanów) powstawały za PO-PSL, bo coś nie pamiętam?
    Albo zwyczajnie nie mogłam wiedzieć, bo były utajnione.

  163. @mag
    Cytowałem słowa z artykułu, nie interesowałem się przedtem tą sprawą.

  164. Tanaka
    8 września o godz. 10:21

    Dziękuję, postoję ! Za kurtyną . Mam mgliste wspomnienie z dzieciństwa że to paskudztwo było. Za to mogę się pomodlić do Latającego Potwora Spaghetti za „mądrość dla wszystkich rządzących”. Ze szczególnym wskazaniem na rządząca ekipę.

  165. Przerazili się, że Niemcy upomną się o ziemie zachodnie? Musi co tak.
    http://wyborcza.pl/7,75398,22341639,apel-biskupow-do-osob-odpowiedzialnych-za-kraj-pojednanie.html

  166. wbocek
    8 września o godz. 8:31

     „Bo przecież Polska nie wytrzepie kasy ze swojej dziurawej kieszeni na górujący nad tym wszystkim, co planowane – nad rowem w Mierzei Wiślanej, Odrą, Wisłą, Dunajem, Donem, Bałtykiem, Morzem Czarnym, Adriatykiem albo i nad całym nowym światem z wartościami, który PiS wniesie – pomnik Wielkiej Kaczki, stratega, myśliciela i językoznawcy.”

    Ech, rozmarzylam się… Posąg Wielkiej Kaczki w rozkroku nad owym rowem niczym Kolos z Rodos. Jakaż by to piękna atrakcja turystyczna była!

  167. Albo jeszcze lepiej – co tam jedna Wielka Kaczka! Wszak przecież od razu można dwie, po obu stronach rowu. Niczym posągi królow w Gate of Argonath u Tolkiena. Z krótkimi łapkami wyciągnietymi przed siebie (koniecznie na Wschód !) w geście No pasaran…. Ach, jakby to było pięknie.

  168. Kostka
    A ja bym te obie Wielkie Kaczki ustawiła po obu brzegach Wisły na poziomie Warszawy jako zwieńczenia Łuku Triumfalnego posadowionego w nurcie rzeki (pomysł barda Pietrzaka patrioty) na cześć zwycięstwa nad bolszewikami w 1920. Przydałoby się jeszcze gdzieś wmontować giga statutę JPII i mielibyśmy nowożytną „Grupę Laookona” – postrach turystów

  169. anumlik
    8 września o godz. 10:47
    Tak. Te plany forsują sobiepańsko posłowie ściany wschodniej. Tak od lat „bronią” absolutnie nierentownych kolei. Lubią być pokazywani jak „walczą” dla regionu. Oczywiście tylko pod swoim patronatem w następnych wyborach.
    Tylko co ma z tym wspólnego żegluga na trasie Suwałki-Rzeszów?
    I tu bardzo dobry trop, to ten oplatający kołtuństwo kraju różaniec. Będą chodzić po wodzie.

  170. Wróciłem z grzybów, ge znalazłem, zaraz pokażę. Ale najpierw – watykańskie wzmożenie moralne w wiadomościach msn:

    „Konsultor Papieskiej Rady ds. Zdrowia: in vitro i aborcja to zło moralne”

    Wiem, oczywiście, skąd to zło wydłubali: z siebie. Czyli z identycznego jak grzecznego d. kontaktu z Panem Bogiem, który jest w nich, a oni – w nim. Obiektywna wartość tego moralnego zła widoczna jest dopiero na innym moralnym tle, np. na takim:
    „Regularnie katował żonę. Kolejnej awantury nie przeżyła”.

    Proporcja uwagi, jaką Kościół poświęca in vitro i aborcji wskazuje na to, że nieodmiennie wartość życia dopiero co poczętego, więc nie tylko nieświadomego, ale i nieczującego, które jest ledwie zlepkiem paru komórek, jest o wiele wyższa dla pasożytów w sukienkach i otumanionych owiec niż ból, przerażenie, samotność i dramat życia żyjącego, czującego, świadomego wszystkiego, co się z nim dzieje. Rocznie w Polsce jest zabijanych 300 kobiet – przez domowych bandziorów: mężów i najbliższych. Ale co to dla Kościoła 300 dorosłych, zamordowanych żyć. 300 zamordowanych, niewidocznych zarodków – to dopiero moralne zło!

  171. NikodemD
    8 września o godz. 14:37

    Kolej traktowana była, w wielu krajach i różnych okresach, jako czynnik rozwoju cywilizacyjnego, gospodarczego oraz czynnik wyrównywania różnic społecznych, ważny element inkluzywności społecznej. Tak też był i w PRL-u. Podobnie dzialała publiczna komunikacja autobusowa.
    Po 1990-tym zaczęto dokonywać masowej likwidacji zarówno połączeń kolejowych jak i autokarowych. „Bo było nieopłacalne”. To była czysta ideologia, bo opłacalność” – na poziomie państwa, sfery publicznej, nie jest mierzona wyłącznie w pieniądzu i nie ma wymiaru wyłącznie merkantylnego, ale ma też wymiary społeczne – wspólnotowe, kulturowe, cywilizacyjne, w tym coś co można nazwać wymiarem „sprawiedliwościowym”. Te elementy należy bacznie rozważać i ważyć, mając na uwadze odpowiedzialność państwa, swoisty kontrakt zawierany z mieszkańcami („służymy pomocą, bo jesteśmy wspólnotą”), cele państwa jako takiego, w tym i – oczywiście – kwestie ekonomicznej działalności takiego systemu.
    O tym zapominano, to napędzało elektorat PiSowi i dlatego też mamy, co jest.

  172. wbocek
    8 września o godz. 14:43

    Pombocku, ja czytałem, a i słyszałem, bo w wywiadach radiowo-internetowych jest to powtarzane (np. tokfm, wyborcza), od osób z rganizacji pozarządowych, zajmujących się problemem od dawna, realnie, a nie siedzących w Sejmie czy za biurkiem w ministerstwie propagandy, że ilość ofiar przemocy domowej, wynosi około 800, rok w rok. Głównie kobiet, ale i dzieci. Jak najbardziej narodzonych.
    Liczba ta może być wyższa, bo tego rodzaju przestępstwa i zbrodnie silnie są obarczone czynnikiem tzw. ciemnej liczby. Jest to głębokie tabu, więc podlega najściślejszym ograniczeniom w ujawnianiu. Realna liczba jest zawsze wyższa, często wielokrotnie wyższa od tej, którą można oficlajnie, czy też w sposób wysoce prawdoodobny ustalić.
    Z zabójstwami wskutek przemocy jest o tyle łatwiej, że jest trup. Tu trudno o pomyłkę,ale łatwej powody śmierci przypisać do innych czynników, niż stała przemoc we własnym domu.
    „Ciemna liczba” jest większa o około dziesięć (lub więcej razy) w przypadku pedofilii ii prawie tak samo wysoka w przypadku gwałtów.

    Masz zupełną rację: biskupi nierównie bardziej się troszczą o życie potencjalne, złożone z dwóch, a choćby i 256 komórek, nazywając je kłamliwie „dzieckiem poczętym”, niż dzieckiem rzeczywistym, jego matką, ojcem i stosunkami rodzinnymi, prowadzącymi to tych 800 śmierci rocznie.

    800 śmierci wskutek przemocy, to ten sam rząd wielkości, co ilość aborcji przeprowadzanych w zgodzie z koszmarnie restrykcyjnym i piętnującym kobiety „prawem aborcyjnym”. I tu mamy symetryczność: biskupi wyją w sprawie całkowitego uniemożliwienia aborcji, a nie wyją w sprawie corocznie popełnianych zbrodni – sami sprawcy-katolicy i do tego niemal zawsze faceci – na swoich żonach/partnerkach (tzw. konkubiny), czy narodzonych dzieciach.

  173. Tanaka
    8 września o godz. 15:07

    Z innej beczki, Tanako. Niby mokro nawet w spodniach, a grzybów ci – niedostatek w liściastym (bukowym) lesie. Pewnie więcej jest w iglastym – się zobaczy. Pokazuję prawie cały dzisiejszy zbiór. Surojadki to na świeżo nasze najulubieńsze grzyby. Ale potrafią być najulubieńsze również zimą – zawekowane na słodko mają taki sam smak zimą, jak teraz. Lecę robić mojej furt zajętej na działce, na kuratorskich wywiadach, na pieczeniu placków i czort wie jeszcze na czym żonie zupę na kolację.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6463401124983151297/6463401127753244530?authkey=CMrYkvzZ-bSVcA

  174. Tanaka
    8 września o godz. 14:51
    Poruszyłeś oczywiście ważny problem.
    Tylko koleje regionalne na głębokich peryferiach upadły wszędzie na wyższym etapie rozwoju. Wyparł je postęp. Asfaltowa, dobra droga. Wybuch motoryzacji.
    Upadły tak pracowite koleje wąskotorowe na Żuławach, w Wielkopolsce. Pozostały tory, strzępy taboru i… pasjonaci je reanimują. I bardzo dobrze.
    Wbrew prominentnym działaczom PSL-u nie uważam za dobry pomysł utrzymywania szkół wiejskich w których jest kilkunastu uczniów, po kilku w klasie. To oczywiście ich interes, aby otrzymać kilka etatów nauczycielskich, połechtać rodziców z wioski.
    Moim zdaniem to krzywda wyrządzona dzieciom. Wtrącanie ich w koleiny zacofania na starcie.
    Nie tak buduje się obywatelskie społeczeństwo.
    Tak nie wyzwolimy w młodym pokoleniu potrzeby wiedzy, rozwoju. Tracą impet poznania, który mają w genach.
    Rodzice gnuśnieją przed tv. Kto zainteresuje młodych książką. Ich zupełnie nie ma w bibliotece. Nie ma wymagań. Nie opłaca się.
    Liczy się obraz w smartfonie, kino. Bierne gapienie w ekran.
    Więc skazują się na „skręcanie śrubek u miemca, panie”.
    Jeżeli pieniądze będziemy kłaść w kolej, która na prowincji ma kilku pasażerów i żadnej potrzeby przewozu towarów, to nie będzie ich na rozwój młodego pokolenia.
    Nie wystarczy mieć bibliotekę. Trzeba zainspirować, wymagać, uatrakcyjniać nowościami. Na to kłaść maksymalne pieniądze.
    O tym nie tylko zapomniano. Całkowicie nie dostrzeżono.

  175. @Izabello, jednak nie zgadzam sie, ze turysci to najwieksze szkodniki. Jesli chodzi o srodowisko, znam przynajmniej kilkanascie gorszych. Nie cierpie, jak mowi, sie o zadeptywaniu np. Grand Kanionu, Morskiego Oka, Giewontu. Skad ten reportazysta wie? Bo sam tez tam byl i zadeptywal, ale jemu wolno. Dawniej bylo, pusto, bo n ie bylo srodkow komunikacji, a przede wszystkim zaledwie bardzo niewielka grupa ludzi mogla sobie pozwolic na takie ekscesy jak wakacje, podroze. Kolejka na Giewont niczemu nie zagraza, chociaz kloci sie z naszym poczuciem estetyki, nastomiast zagraza to, co zostawiamy na Giewoncie i w zilionie innych miejsc. ( moze juz sie nie zostawia, ja pamietam spod giewonckiego krzyza okola tysiaca petow, jak juz „weszedlem” to trza zajarac. moze teraz juz ich nie ma i slowo zajarac sie nie uzywa) Dlatego juz ogromna ilosc parkow narodowowych a nawet parczkow lokalnych ma zasade: Co wniosles, wwiozle, to musisz ze soba zabrac spowrotem. I o dziwo, tam gdzie poznalam takie zasady zawsze sie sprawdzalo! A poza tym turystyka to coraz bardzoej rozwijajaca sie galaz gospodarcza w kazdym kraju. Na pewno mniej szkodzi niz huty, czy kopalnie.
    A co do natury w ogolnosci. Szczesliwa Europa, w ktorej wrecz dziecinne jej podskakiwania sa ogormnym wydarzeniem. Reszta swiata, w tym oczywiscie miejsce mojego zamieszkania narazone jest na niewyobrazalne dla Europejczykow katastrofy naturalne. Pisze to pod wrazeniem strat huraganu na litere H, trwajacego obecnie potwornego huraganu na litere I, a juz 3 kolejne litery uformowaly sie na Atlantyku, a dzisiaj trzesienie ziemi w Meksyku. No tak te zdarzaja sie na Poludniu Europy.

  176. Z różańcem po wodzie, jak wizjonersko przedstawił @NikodemD To Jest To.
    Już widzę oczyma duszy wbocka/pombocka przedzierającego się skroś ćciny i szuwary jeziora Jamno.
    To żarcik, oczywiście, ale tylko wbocek z ekipy blogowej panakowalczykowej jest chodzący po wodzie.
    @NikodemD.
    Masz po stokroć rację. Koleje w regionach upadły, bo upaść musiały, skoro wszędzie można łatwo dojechać jak nie busem, to własnym samochodem. Przecież w każdym przeciętnym obejściu stoi co najmniej jedno auto. A nierzadko dwa. To drugie bardziej od parady, do kościoła na sumę albo lokalne uroczystości. Moja skromna corsa płonęła wręcz wstydem zaparkowana pod sieciowym marketem w gminie podczas dożynek w towarzystwie wypasionych bryk.

  177. Tanaka
    8 września o godz. 15:07

    Tanako, dogotowuję grzybową zupę i mnie wzięło. Wczuwam się w przerażenie każdej gwałconej, bitej i zabijanej kobiety – przez męża, syna, bratanka, wnuka. Wczuwam się w jej niemoc jako tej słabszej i aż mnie nosi, że nie mogę pomóc.

    Najpierwsze pytanie, które potrafi zadać nawet jołop: Jaki powód/powody rosnącej i brutalniejącej w oczach agresji? Pytanie – niby oczywiste, odpowiedź – mniej oczywista. Powiem od siebie, że ludzkość JUŻ przekroczyła nieznany bliżej limit zagęszczenia osobników jednego gatunku, po którym to przekroczeniu wyzwala się u zwierząt wewnątrzgatunkowa agresja. Ten limit to nie liczba możliwych do wyżywienia na ziemi człowiekowatych małp ani liczba osobników na kilometr kwadratowy. Ten limit to bloki mieszkalne, osiedla, miasta, ulice ze strumieniami małp i blaszaków. Ten limit to tłumy do kas, do szpitali, do urzędów, do pociągów. Ten limit to nie sto osób na kilometr kwadratowy, lecz trzysta osób w centrum miasta na jedną dziesiątą kilometra. Ten limit to natrętna obecność człowiekowatych WSZĘDZIE – i w najdzikszych miejscach globu, na oceanie (śmieciowe dryfujące wyspy) i w psychice. Pewnie jesteśmy zwierzęciem stadnym, ale naturalne stada (plemiona) człowiekowatych liczyły 40 – 100 osobników, a nie 20 milionów. Nawet antylopy gnu pukają się kopytkiem w czółko.

    Na naszych oczach zmieniły się zwyczaje. Kiedyś w smarkatym życiu nie do pomyślenia było atakowanie jednego w kilku, bicie wyraźnie słabszego, bicie leżącego (cóż dopiero kopanie!). U zwierząt oznaka słabości przeciwnika (ustawienie się bokiem lub odejście) automatycznie kończy starcie, u człowiekowatych – to zachęta do znęcania się. Pamiętasz ze szkół, by jakikolwiek samczyk uderzył koleżankę? Ja pamiętam, że taki temat, taka możliwość nie istniała, nie była nawet do pomyślenia. Pewnie, że w swoim domu puszczają cywilizacyjne hamulce i chłopy lały swoje baby, a nawet zabijały. Dał nam przykład Kościół święty, jak zabijać mamy (czarownice). Ale ja ze swojego czasu pamiętam kobietę, koleżanki jako inność, lepszość, świętość. Choć byłem świadkiem, jak skacowany wujek ostrzył nóż na ciotkę. Ale tak dokładnie i długo (pewnie specjalnie), że uciekła przez okno. Z tego ostrzenia wyszło jeszcze sześcioro dzieci (czwórka już była).

    Pisałem na raty, ale na razie kończę, bo muszę. Niech będzie pochwalony gołąbek (syrajeżka – wieleńskie).

  178. mag
    8 września o godz. 16:49

    Oj, mag, dopiero żem Cię zoczył. Fakt, że się przedzieram – to niemal gwarancja, że nie ma małp. Ale bym się chętnie przedarł nad Twą Narew, skoro mówisz, że zarosła. Ja pod koniec 90-tych lat doznałem przyjemnego szoku poplątanego z nieprzyjemnym, kiedy zobaczyłem, jak zarosły brzegi Słupi, gdzie w 50-tych latach (sporo mniej w 60-tych) pół Słupska chodziło w niedziele się opalać, baraszkować w wodzie na paru plażach. Teraz na dwóch kilometrach uświadczysz może jednego moczykija. Latem to zielona dżungla. Więc i Twoje widoki muszą być piękne. Lete.

  179. wbocek
    z g. 18:55
    Piękne są te widoki (busz zieleni pogrążonej w rzece), ale stopie człowieka trudno tam stąpać, a tym bardziej się kąpać.
    Może to naturalna obrona przyrody przed nasza nachalnością, choć akurat w miejscu, o którym pisze, tłumów nie było. Na tzw. tygodniu wręcz pustawo.
    Piękne jest też nieopodal mojej działki starorzecze Narwi, które teraz (a już chciałam napisać „na dzień dzisiejszy”!) zamieszkują w okolicy dwie rodziny łabędzie. Jak wyjeżdżałam, młode były jeszcze szarawe.
    Nikt się tam nie kąpie, bo głęboko i niedostępnie, za to ryby biorą.
    A i zerwałam z trudem, brodząc w wodzie prawie jak ten gościu z „Nocy i dni”, dwa nenufary zaledwie.

  180. zyta2003
    8 września o godz. 16:27
    To że „największe” to było trochę żartem („toungue in cheek”), ale że szkodniki to jednak fakt. Tu masz rację, w amerykańskich parkach narodowych nikt jeszcze przeciw turystom nie protestuje (niedźwiedzie, łosie?), ale zużywamy przecież sporo paliwa żeby tam dolecieć i dojechać. A w weekendy, zwłaszcza długie, trudno się tam wepchnąć. Dla siebie jesteśmy oczywiście „jednostkami”, i tak chcielibyśmy być widziani. Jedyni i niepowtarzalni, z naszymi planami, ambicjami, dylematami. Chcemy zobaczyć Wenecję, Florencję i Barcelonę. I Wielki Mur i Hawaje i co tam jeszcze. Niestety podlegamy prawom statystycznym, każdy nasz plan okazuje się jednym z tysięcy podobnych. Nawet na oglądanie zaćmienia słońca do maleńkich miasteczek w Oregonie i Wyoming wpadały setki tysięcy ludzi dla których nie było ani wody, ani benzyny ani toalet. Czy zwiedzamy, czy emigrujemy, wszystko robimy w tłumie, i miejscowi widzą nas bardziej jak szarańczę niż bliźnich. Zostaje jeździć poza sezonem, albo wcale. Albo tylko w te nieliczne jeszcze dzikie miejsca. Tylko cicho sza.

  181. !!!
    a tymczasem u pana prof.Hartmana pochwala biskupow polskich za list w sprawie
    Niemiec, z ktorymi sklocic chca „warcholy” spod znaku PiS. Tak trzymac!

  182. Przeczytalam slowa &Zyta o parkach narodowych „leave no trace, take only pictures” tej zasady wszyscy przestrzrgaja. Nie znam innego zachwania w parku narodowym. Pisze te slowa z Olympic National Park. Nie widze I nie slysze nikogo az do pokrytych lodowcem szczytow Mount Olympus. Slychac tylko cisze.

  183. nie jest to mój pomysł, znana tu z nicka osoba mi podpowiedziała, żeby przed 7 października i łańcuchem modlitewno – różańcowym, w I rocznicę czarnego protestu wyjść znów na ulicę. Kobiety, ich mężowie i partnerzy oraz dzieci, szczególnie córki.

    Jutro zaczyna się Kongres Kobiet w Poznaniu, zbierają podpisy pod projektem RATUJMY Kobiety- spróbuję im podsunąć im ten pomysł. PIS nie ustaje w ograniczeniu praw kobiet i ich rodzin, dając posłuch róznym organizacjom pro-life rskim.
    Pora przypomnieć, jaką moc miał kobiecy protest z 3 października.
    Deszcz, mróz nie będzie stanowił przeszkody.

  184. ozzy
    A ja myślę (spiskowo), że biskupy czują pismo nosem i powoli się od PIS odklejają, bo przestaje się opłacać.

  185. Zacytuję mag spod Hartmana. O PiSkupach:
    „Skoro w takie tony uderzyli, to snadź pali się im pod tyłkami. No i dobrze.”
    Pod komentarzem mag podpisuję się „obiema ręcami”.

  186. izabella
    8 września o godz. 19:38

    „Zostaje jeździć poza sezonem, albo wcale. Albo tylko w te nieliczne jeszcze dzikie miejsca. Tylko cicho sza”.

    Właśnie nasze ogromne przymorskie jeziora po to są, izabello. Na moje Jamno (ponad 2 tysiące hektarów) nierzadko w roku – na przykład w listopadzie, styczniu, marcu, kwietniu wpuszczana jest tylko jedna łysa małpa bez ogona – ja. Właściwie sam się wpuszczam, bo nikogo prócz mnie nie ma – takie fantastyczne bywa cicho sza.

    ‚https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6463487853838308641/6463487856465962866?authkey=CJ7EmvyQ-qieKw

  187. BO PISKUPY MYSLA DLUGOTERMINOWO…

    Oni sie od niczego co ma zwiazek z kasa nie odklejaja tak dlugo, jak kasa plynie. Jesli chodzi o Niemcy, to maja wielka kase z doplat unijnych do posiadanych hektarow, wiec tylko pilnuja swojego interesu. I tylko tyle. Podniecac sie, ze niby sie od PiSu „odklejaja”, to gruba, gruba przesada.

  188. Odnosnie piskupow, to przyszlo mi do glowy, ze kazdy ma swoj „najwazniejszy czasownik”.

    Jesli by wyjsc z tego zalozenia, to najwazniejszym dla piskupow czasowniekiem jest:

    BRAC !

  189. wbocek
    8 września o godz. 18:44

    Przeludnienie to powód dosyć nowy. Stary ciągle aktualny, to taki, jaki jest – na przykład – przedstawiony przez Gorkiego: ojciec przychodzi do chałupy i tłucze żonę, matkę. Prawie zabije, ale szybciej opadnie z sił, z tchu, wyżyje się do następnego dnia, zaśnie. Z biedy, z nędzy życia, z poniżenia i opresji, z zakleszczenia: nie ma alternatyw. Kościół siedzi człowiekowi na głowie, wraz z jego panem: dziedzicem, bojarem.
    Drugi przykład, iny co do pewnych elementów ekspresji, ale niezwykle podobny co do powodów, pokazuje film „Biała wstążka” Michaela Haneke: ściśle hierarchiczne społeczeństwo, wyznające tzw, wartości chrześcijańskie, opresja, zamordyzm, kłamstwo jako zasada życia, poniżenie kobiet i dzieci.
    Do tego dochodzi chlanie, zbiologizowanie i prymitywizm życia, myśli i uczuć, ale przecież nie jako przyczyna źródłowa, a jako skutek. I przemoc, nieraz kończąca się zabójstwem, też prymitywnym: zaduszeniem, zatłuczeniem nogą od stołka, siekierą, pogrzebaczem.
    I jak we wszystkim: sami katolicy.

  190. mag – 13:06

    „ci wyznam, gdzie możemy się ew. spotkać (oczywiście w sezonie)? Stacjonarnie „jestem na terenie gm. Rząśnik, a nawiedzam regularnie Długosiodło i Obryte.

    Rząśnik, Rząśnik. I jeszcze Długosiodło plus Obryte. Toz to tylko o rzut – spory rzut – szapka od Broka! Wszystkie czy miejscowosci umiejscowione wzdluz arterii wodnej pn. BUGONAREW.

    „Narew to prawy dopływ Wisły. Do 1962 rzeka była uważana za prawostronny dopływ Bugu. Dlatego nazywana też jest Bugonarew. Długość 484 km, z czego większość w Polsce (448 km), a reszta – na Białorusi, gdzie bierze swój początek. Tylko na odcinku 1 km Narew stanowi granicę polsko-białoruską.”

    Natomiast sam Rząśnik ciekawy jest statystycznie. Z tego co mi podpowiadaja to w gminie Rząśnik jest:

    ogółem mieszkancow – 6616
    Kobiety – 3269 (49,4%)
    Mężczyźni – 3347 (50,6%)

    mag(us). Tys tam jedna z niewielkiej mniejszosci zenskiej! Nie dziwota ze przebywasz nad ta Narwia calymi latami. O porach roku ja tu mowie. A moze jeszcze i o czyms innym

    W Broku widzialem samych samcow, err, chlopow, err menszczyzn. Choc to tylko kilka wiorst roznicy. Idac na szage od Rząśnika.

    No to co? Namierzamy lato 2018 na spotkanie bugonarewskie? Milo by bylo. Wiec mamy to miec i szlus

  191. Politycznością interesuję się prawie wyłącznie we śnie. Ale dziś uznałem po raz może sześćdziesiąty na jawie, że Kaczyński bezdennie głupim smarkiem jest. Oczywiście, nie chodzi o żadne odszkodowanie od Niemców, bo aż tak głupi nie jest, by wierzył, że dostanie choćby centa, chodzi natomiast o jego i PiS-u bojowy wizerunek przed wyborami. Na takiego bohatera, który zażądał prawie bilion, każdy dureń powinien zagłosować. No i zagłosuje – ten sam, który zawsze na niego głosował. Reszta nie jest aż tak szurnięta, by nie rozumieć, jak bezsensownie się kurdupel napręża. Być może sam już czuje, że czas zleźć z drabinki, ale jeszcze naiwnie i śmiesznie próbuje. Spieprzył wszystko, czego się tknął – teraz będzie ukoronowanie wszystkich spieprzeń.

  192. @izabella, oczywiscie, ze najlepiej zostawic przyrode w nieskalanym stanie i usunac z niej ludzi, a takze zabronic przewalania sie tlumow przez stare miasta he, he, he. Ja w swoim poscie dawalam prawo zwiedzania swiata nie tylko sobie, ale i innym. I nie watpie, ze nie od turystyki nasz glob sie rozleci.
    W zeszlym roku wczasujacy i zyczliwi Polacy z oburzeniem rozpisywali sie, ze ta holota „plus pincet” wybrala sie na wczasy i zaklocila ich blogi spokoj. Ja natomiast mialam inne odczucia z kilkudniowego pobytu nad polskim morzem., Niezapomniany, obrzydliwy i niechlujny widok na promenadzie panow, ktorzy paraduja w speedo. Bo se zszedl z plazy na kawe, po loda, czy bulke. Zreszta na plazy tez mnie wielce raza- niezaleznie od smuklosci sylwetki. Tak mam. I za to kocham Ameryke, ze tu panowie niezaleznie od figury, wieku nosza kapieliowki do kolan. To taki wtret .
    W parkach narodowych i niekoniecznie tak scisle pilnowanych miejscach zwierzeta w Ameryce maja sie swietnie. Stad przeogromny nadmiar stosownej fauny na wszelakich wyspach, na zamknietych lesny osiedlach, gdzie sie nie poluje. Stad nadmiar niedzwiedzi w sasiednim mi stanie, ktory jest maly, wydaje sie wielce zamieszkany i uprzemyslowiony – New Jersey. Tam od czasu do czasu wydaje sie zezwolenie na odstrzal nie jednego czy dziesieciu niedzwiedzi, ale np pieciuset. Oczywiscie wielkie protesty, chyba, ze wlasnie masz zaprzyjaznionego niedzwiadka, ktory przychodzi na twoje podworko dewastujac wszystko i stanowiac zagrozenie.
    Stad rozmonozenie sie fauny na Alasce, bo w parkach narodowych jest wielce restrykcyjnie, a wokol rurociagu ( co te kilkadziesiat lat temu wywolal tyle kontrowersji) ziemia jest cieplejsze i zwierzeta latwiej rozgrzebia snieg czy rozbija skorupe lodowa, a glebiej jest tundra, z ktorej mozna cos wygrzebac do zjedzenia. Problem jest tez w miastach, wszelakie ptactwo, a nawet zupelnie spore dzikie zwierzeta podchodza do metropolii bo tam nie ma drapieznikow, mysliwych i zawsze znajda cos do jedzenia.
    @Orca, mam nadzieje, ze przeczytalas ostatnio moj hymn pochwalny u red, Passenta na temat stanu w ktorym mieszkasz. Wiedzialam, ze ktos jest stamtad. To Ty? Wielce i slusznie „zazdraszczam”.
    Jeden z moich wnukow studiuje aerodynamike samolotowa, po wycieczce kilka tygodni temu do stanu Washington, w ramach ktorej odbylismy ture do zakladow Boeinga „he falls in love”. On tylko tam moze pracowac i tam mieszkac!! Jak na razie w minionym lecie odmowiono mu intershipu w tych zakladach, a przeciez matka czy ojciec nawet nie podaja kawy w tamtejszym bufecie(he,he) , zeby cokolwiek mogli mu pomoc. Wiec bedzie mial problem, chociaz follow your dream.

  193. @wbocek 8 września o godz. 21:45
    W mediach chodzą słuchy o dymisji Szydło, bo ona nie ma tego no, auto-ryteta. Dlatego ma zostać marszałkiem sejmu, a premierem zostanie… ten co ukradł księżyc. Tyle plotka.

  194. Namarginesko,

    Ten od ksiezyca rowniez w 2006-tym sie wybzdyczyl na premierowstwo. Wywalajac premiera Kazka na zbita jape w celu osiagniecia zaszczytow dla samego siebie. Nic z tego, rzecz jasna, nie wyszlo. Jewropa, oraz caly swiat, nie chcialy kaczego knypka w swoim towarzystwie. On to odczytal jako ‚problem rzadu mniejszosci’ i rozpisal nowe wybory 2007. Ktore, dzieki Bogu ateistycznemu, przegral lacno.

    Dzisiejsza konfiguracja polityczna PiSPolszy, oraz ostatnie slupki, na co innego wskazuja. Kacz wygrywa wzdluz, wszerz i na szage.

    Widoki sa marne. Nawet wele plotek liczac

  195. Zyta,
    Czytalam I odpowiedzialam.
    Milo mi, ze zasmakowalas WA.
    Dla mnie jest to najpiekniejsze miejsce, jakie znam. Nie dziwie sie decyzji wnuka. Gdziekolwiek jestem i na lotnisku pokazuje sie napis „Seattle boarding” z wielkim oczekiwaniem wsiadam do samolotu z mysla ze za kilka godzin zobacze znajomy szczyt wulkanu Mount Rainier I kontur wybrzeza Pacyfiku.
    Pozdrowienia

  196. wbocek
    8 września o godz. 15:49
    W sosnowych, koszalińskich lasach, zbiera się i je (wielokrotnie), bladożółte grzyby z blaszkami. Populanie nazywa się je „niemeczkami”. W atlasie nie zlokalizowałem, chociaż zbierałem, jadłem i żyję. Znasz może nazwę?

  197. Na marginesie
    8 września o godz. 22:01

    Namarginesko niemarginesowa, dla mnie już te Szydła, Dudy, Kuchty i Kaczydła są na brzegu Lety. Wypróżnili się, gazy z nich wyszły, stracili kolory. Teraz tylko czekanie na przeprawę. Donikąd.

    Przypomnę rzecz ze stycznia 2016.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6463507624238513570?icm=false&iso=true&authkey=CNH15YewhZPEsQE

  198. zyta2003
    8 września o godz. 22:00

    Droga zyto, co ja Ci będę o przeludnieniu mówić, jak ty w Nowym Jorku mieszkasz, toż ty musisz to przeludnienie lubić. A przynajmniej tolerować. Nie, to nie od turystyki zawali się świat. Chciałam wypunktować jak nasze niewinne zdawałoby się czynności, pomnożone przez sto tysięcy, albo i milion, wpędzają naszą planetę do grobu. Nie, wróć, planeta sobie poradzi, to samych siebie wpędzamy do grobu.
    Na trzęsienia ziemi nic nie poradzimy, ale huragany (o takiej mocy) sami sobie zafundowaliśmy. Nie trza przypominać że Teksas doświadczył drugiej w ciągu dwóch lat tzw. 500-letniej powodzi (albo i 1000-letniej według innych źródeł). A tysiące domów wybudowano na terenach zalewowych, bo kto by tam słuchał jakichś lewackich ekologów (czyli ekoterrorystów). A już budownictwo w Miami to kuszenie losu, na koszt współobywateli. Tylko Karaibów szkoda, bo najmniej zawinili, a najwięcej zapłacą.

  199. wbocek
    8 września o godz. 21:25

    Dzięki wielkie, pięknie tam i pusto. Woda wywołuje u mnie różne lęki, więc lubię jak są jeszcze jakieś pagórki, nawet takie całkiem małe. Ale duże jeszcze lepsze, byle nie Giewont. Czym wyżej tym mniej ludzi, bo większości nie chce się aż tak wysilać. I w tym cała nadzieja.

  200. gotkowal
    8 września o godz. 22:25

    Gotkowalku, wieczór dobry. To kołpaki – nazwa z Wileńszczyzny. Inne: niemki, turki, płachetka zwyczajna, płachetka kołpakowata, może jeszcze jakieś inne lokalne nazwy. Oczywiście, grzyb pierwsza klasa. Typowy grzyb wrześniowy, choć zdarzało mi się znajdować pojedyncze w lipcu, sierpniu. W tym roku – bardzo słabo. A bywały wrześnie, że było od nich biało w miejscach, gdzie jest mocno rozwinięta ich grzybnia, czyli np. mniej więcej w środku drogi między Manowem a szosą na Połczyn – jest taka leśna asfaltowa szoska z zakazem wjazdu innych samochodów niż leśne.

  201. Na marginesie
    8 września o godz. 22:01

    Namarginesko, jak Szydełko nie ma autoryteta, to godziwe i słuszne może byłoby ją namaścić na królową Polski. Co dwie królowe, to nie jedna.

  202. Też czytam i oglądam kto u kogo był z kurwuazyjną wizytą, a kogo wywalą (Szydło?, Maciorę?), i co to wszystko znaczy. Kremlinologia na całego. A że biskupy się włączają to mnie tak średnio cieszy, albo i wcale. Może im się i pali koło tłustych zadków, albo obstawiają wszystkie konie, bo mogą. Czyli bez kk nic w tym kraju nie da się zrobić, owce cholera.

  203. wbocek
    8 września o godz. 22:44
    Dzięki, wielokrotnie zbierałem je w sierpniu, w sporych ilościach, w lesie między Klisznem a Radwią.

  204. gotkowal
    8 września o godz. 23:08

    Okolice Manowa, Wyszeborza, Kliszna, zwłaszcza Mostowa, Rosnowa, Grzybnicy Rekowa to grzybowe zagłębie Koszalina. Stuletnie dziadki tam jeżdżą i wracają z pełnymi worami na plecach. Ale czegoś takiego, co nakosił jeden Norweg – 207 kg samych prawdziwków – jeszcze u nas nie było. I nie będzie. Polacy to grzybowi narkomani. W wiosce żony w centralnej Polsce latali do lasu na wyścigi z latarkami jeszcze za ciemna, żeby być pierwszymi. Mnie się zdarzyły w życiu trzy lub cztery sytuacje, kiedy trafiłem na chwilowym bezmałpiu raz na wysyp prawdziwków, raz – podgrzybków i raz – czerwonych łebków. Kołpaków nie liczę, bo jak jest duży wysyp – każdy się napasie.

  205. @@Tobermory, zyta
    My to nazywamy budgy smugglers 🙂
    https://www.flickr.com/photos/7755361@N06/5247910473

  206. @Tobermory
    8 września o godz. 23:57
    Swoja drogą ma ona (zyta) sporo racji. Pamiętam z moich prac wakacyjnych w miejscowościach wczasowych to uwalanie klejnotów na co niższych ladach sklepowych lub kasach. Co się człowiek napatrzył… antykoncepcja nie była potrzebna. 🙂

  207. Oto postęp techniczny i intelektualny homo.

    Przy logowaniu się na laptopie wyskakują dwa moje nicki: stary „pombocek” i nowy „wbocek”. Klikam w „pombocka”. Pojawia się napis: „Niepoprawny login lub hasło”. Ale nie ja je napisałem, lecz pojawiły się automatycznie, więc kto jest niepoprawny? Czyli na stare dane, których nie usuwałem, nie mogę się zalogować. Kompletnie nie interesują mnie szczególiki ani jakiekolwiek wyjaśniania – interesują mnie brak logiki i konsekwencji w logowaniach. A przede wszystkim, po kiego te logowania, skoro przy logowaniu automatycznie wyskakują nick i kropki hasła, a ja mam tylko kliknąć „zaloguj”. Czyli każdy intruz może to zrobić, nawet małpa. Po co więc jałowa operacja, która niczego nie chroni i przed niczym nie zabezpiecza? Co ja plotę?! Zabezpiecza! Przede mną. Zabezpiecza mnie przede mną.
    Chciałem, nie pamiętam, z jakiego powodu – może dla żartu – zmienić nick na „zbocek”. No i zaczynam się na nowo rejestrować. Piszę adres mejlowy. Wyskakuje na czerwono, że już jest zawodnik z takim adresem. No
    pewnie – to ja. Ale już się nie zarejestruję, bo program nie przewiduje identyfikacji „ja”. Mało tego: program nie przewiduje usunięcia przez użytkownika własnoręcznie – po zalogowaniu się aktualnymi danymi – starych danych, żeby mu nie bruździły. Więc ciągną się za nim starocie jak trupi smród.

    Na laptopie jestem „wbocek”, na zmartwionie – właśnie teraz – „pombocek”. Ale ja tego nie chciałem – samo wyszło. A ujednolicić własnoręcznie się nie da.

    Na czas wyższości techniki nad umysłem nie trzeba czekać – on JUŻ jest.

  208. @pombocek
    9 września o godz. 1:20
    Przecież z maszyną gadasz, to czego tu wymagać? Dla maszyny jesteście dwóch różnych. Kropki zlikwiduj i w to miejsce wpisz właściwe hasło, powinno zadziałać.
    Już o ciasteczkach nie będę pisać 🙂

  209. Masz do czynienia nie ze zwykla technika. Jest to poli(tyka)technika. To ona cie tyka. Wszystko na podobienstwo poprzedzania linkow apostrofami. No bo inaczej linek sie nie zabarwi na niebiesko. Balszaja tiochnika paliticzeskaja, uwazasz

  210. @Ewa-Joanna
    9 września o godz. 0:10

    Klejnoty (bez majtek) położył na ladzie kasowej w samie przy wrocławskim Parku Południowym gość w średnim wieku, mający na sobie płaszcz i nogawki od spodni – na szelkach. Od tyłu wyglądał całkiem normalnie, toteż kolejka do kasy nie zrozumiała, dlaczego kasjerka mówi do niego, całkiem spokojnie: – Weź pan to, tu ludzie chleb kładą 🙄
    Dopiero jak się gość obrócił z rozchylonymi połami…
    W zupełnej ciszy (w kolejce stały same zażywne starsze panie i dwóch początkujących studentów z prowincji) gość wyniósł się ze sklepu rozczarowany i smutny 🙁

  211. A tu naukowe wyjasnienie tego wszystkiego

    ‚CZYM SĄ PSYCHOLOGICZNE TECHNIKI KONTROLI MYŚLENIA
    Systemy kontroli psychologicznej są programami stworzonymi w celu kształtowania i dokonywania zmian myślenia i postrzegania rzeczywistości u jednostek, grup społecznych a nawet całych narodów. Jest to szereg psychologicznych zabiegów stosowanych w celu zmiany osobowości, aby osoba manipulowana działała zgodnie z oczekiwaniami manipulatora. Zakładają one doprowadzenie do przyjęcia i zaakceptowania nowego światopoglądu, systemu wierzeń, przekonań, potrzeb i postaw.’

    https://www.chlebznieba.pl/index.php?id=288

    W programie ofiara zostaje zmuszona do przyjęcia zmian, poprzez dokonanie na niej serii niedostrzegalnych dla niej samej zabiegów. Każdy taki zabieg zostaje wdrożony przez animatora w sposób niezauważalny, aby ofiara nie dostrzegła żadnych zmian w sobie samej, względnie była przekonana że zmiany te są efektem rozwoju osobistego bądź wzrostu duchowego. Zniewalający wpływ tych programów ma na celu pozbawienie człowieka zdolności krytycznego myślenia i złamania jego wolnej woli, aby pozbawić go możliwości trzeźwej oceny własnej sytuacji.

    W wyniku tych zabiegów zostaje zburzony dotychczasowy system wartości ofiary, zdolności obronne umysłu oraz czujność na fałszywą informację. Osoby takie stopniowo tracą zdolność podejmowania decyzji i wyborów opartych na trzeźwej ocenie sytuacji. Decyzje ofiar nie są już wtedy dokonywane na drodze wykorzystania ich wolnej woli i analizy okoliczności, ale na drodze podporządkowania się zaprogramowanemu w nich systemowi działania lub decyzjach ”nieomylnych” autorytetów.’

    Tak dotarlismy do zrodla tego wszystkiego

  212. Toby

    http://www.bestofwhisky.pl/dest_zdjecia/thb/339.jpg

    Topowa single malt. Domyslalem sie zes nie z pospolstwa ty jest

  213. @Izabello, wlasnie ogladam wiadomosci o zblizajacej sie Irminie, ktora uderzy we Floryde z sila 5 – najwyzsza, chociaz uwazano , ze sie obnizy do 4. Do konca jak uderzy , w ktora strone pojdzie, nawet najtezsze glowy w Centrum Huraganow nie przewidza.
    Z ciekawostek logistycznych: przed chwila rozmawiala rzecznik wieziennictwa stanu Floryda. Ewakuowano 7 obozow pracy ( moze to brzmi strasznie, ale mysle, ze sa to lzejsze wiezienia niz normalne), i 32 wiezien normalnych. Pani zachowala dyskrecje na temat ile to kryminalistow z obstawa i gdzie ich wywieziono, jednak mysle ze jest to kilkadziesiat tysiecy nie zawsze bezpiecznego luda. Pisze to, azeby uzmyslowic, ze to nie jest tak jak pisza na polskich forach: he,he, powieje im i przestanie a te durnie panikuja….
    @orca. Pisze na forach glownie, azeby se popisac ( tak jak inny musi sie se wypic), wiec nie zawsze zagladam potem od razu. Zwlaszcza, ze na tym forum przezylam kilkakrotnie traume, ktora mnie wyleczyla z oczekiwan na odpowiedz.
    Zaraz, zaraz poszukam co mi odpisalas.
    pozdrowienia dla pan zza oceanu, kazdego, i wszystkich innych, ktorzy wierza, ze globalne ocieplenie to nie hoax.

  214. @ Izabello, uwazam, ze normalny czlowiek nie powinien mieszkac z wyboru w NY. Tak uciazliwe jest tu zycie, zwlaszcza w kwestii poruszania sie samochodem i cen mieszkan. Bo tlok to w jednym miejscu jest, jak nie przymierzajac na parkingu przy Grand Canion, a w innym normalnie – jak w miescie.
    Ale jesli sie zakochasz?! To n ie widzisz, ze ktos ma pryszcze, jest niedomyty i uciazliwy w obejsciu, tylko widzisz piekno jego ducha, jego inteligencje i zapal do zycia. I ja tak mam, i bardzo wielu innych. Z miastem NY. Bo te wymienione zalety i wiele innych to miasto naprawde posiada. Wiec cos za cos. Nie mozna miec ciastka i zjesc ciastko. W Polsce mieszkalam w prowincjonalnym, aczkolwiek nowoczesnym miescie, tez mi dobrze bylo, jak temu czyzykowi w klatce.

  215. @Orteq
    Budgie smugglers jak wyżej, budgy smugglers jak niżej
    https://budgysmuggler.com.au/

  216. @zyta2003 8 września o godz. 22:00
    „Jak na razie w minionym lecie odmowiono mu intershipu w tych zakladach, a przeciez matka czy ojciec nawet nie podaja kawy w tamtejszym bufecie(he,he) , zeby cokolwiek mogli mu pomoc.”
    Iks lat temu jak mój najstarszy był na studiach posłałem mu do Polski aplikację na internship w firmie, w której wtedy pracowałem. Podziękował bardzo ładnie a potem zaczął się krygować, że on sam, że sam sobie da radę, że on dziękuje za pomoc taty ale on sobie wszystko sam załatwi.

    No myślałem że mnie jasny szlag trafi. Na całe szczęście zamiast się wciekać na syna demonstrujacego tak typowe cechy prawdziwego Polaka (a więc przyzwyczajenie do nepotyzmu i kumoterstwa i do „załatwiania”) opisałem mu moja rozmowę z ostatniego tygodnia w pracowej stołówce.

    Zdarzyło mi się akurat pogadać z wice prezydentem ds. marketingu naszego oddziału (oddział ten był małym kawałkiem całości i sam osiągał „tylko” ok. 1.5 mld rocznej sprzedaży) na temat internshipu jego syna. Sam zaczął, sam sie zwierzył i tak oto ja, w końcu „nowy” w USA i „nowy” w firmie dowiedziałem się, że ów wice nie był w stanie w żaden sposób pomóc swojemu synowi dostać internship w tej firmie. Facet próbował ale system był tak zorganizowany że niczego nie wskórał.

    Z synem rozmawiałem w końcu września. Jak już mu spokojnie – bo na przykładzie syna wieceprezia – wyjaśniłem, aby z łaski swojej wybił sobie ze swojej polskiej łepetyny wszelkie złudzenia co do moich zdolności czy możliwości wciśnięcia go na lewo na ten internship – to stanąłem przed kolejnym wyzwaniem.

    Wyzwanmiem kalendarza.

    W aplikacji stało jak byk do kiedy należy przesyłać kolejne dokumenty. I tak nieprzekraczalny termin rekomendacji z uczelni od profesorów i od administracji plus wyciąg z indeksu miał być dostarczony do (powiedzmy) 1 października.
    A cały proces zamknięty do 15 listopada.

    Syn nie rozumiał.

    Ze dwa razy się upewniał, że chodziło o internship zaczynający się we wrześniu następnego roku. Bo pierwszą jego reakcją było: tato, ale tu piszą o wrześniu, a dzisiaj jest już 10 września, to my chyba trochę sie spóźnimy z tymi odpowiedziami, co nie?

    Dedykuję tobie tę historyjke abyś nie miała żadnych polskich złudzeń na temat tego, czy mogłabyś czy nie mogłabyś pomóc wnukowi w zależności od tego czy podawałabyś kawę w bufecie czy tobie podawano by kawę w dyrektorskim gabinecie. Są takie firmy, gdzie nepotyzm jest nie do pomyślenia. Systemowo. 😉

  217. zza bajora – 4:49

    „Zdarzyło mi się akurat pogadać z wice prezydentem ds. marketingu naszego oddziału (oddział ten był małym kawałkiem całości i sam osiągał „tylko” ok. 1.5 mld rocznej sprzedaży) na temat internshipu jego syna. Sam zaczął, sam sie zwierzył i tak oto ja, w końcu „nowy” w USA i „nowy” w firmie dowiedziałem się, że ów wice nie był w stanie w żaden sposób pomóc swojemu synowi dostać internship w tej firmie. Facet próbował ale system był tak zorganizowany że niczego nie wskórał.”

    No popacz ty popacz. A wasz nowy prezio powsadzal niemal cala swoja rodzine – 11 letni Barron tez podobno zatrudniony – gdzie tylko chcial i nic.

    Acha, zaraz zaraz. Oni chyba dzialaja pro bono. Moze zatem tu o to sie rozchodzi, ze jak sie ma manie, to niepotrzebne jest z kazionnej kasy branie? Wystarczy podejmowanie decyzji, za psi ciul, w imieniu tatula, i business hula.

    Wdrap sie wyzej na drabine, zza kaluzy. Wtedy i do ciebie dotrze komu system sluzy

  218. pombocek
    9 września o godz. 1:20

    Pombocek – wbocek – zbocek, no i w ten sposób będziesz „w trójcy jedyny prawdziwy”. Jak się znam na niebieskiej książeczce, to chyba o to chodzi?

  219. https://pl.sputniknews.com/polityka/201704115223295-sputnik-usa-trump-ivanka-atak-rakietowy-syria/

    „Syn prezydenta USA Donalda Trumpa, Eric, potwierdził, że reakcja jego siostry Ivanki na wiadomość o ataku chemicznym w syryjskim Idlibie wpłynęła na decyzję amerykańskiej administracji w sprawie przeprowadzenia ataku rakietowego w Syrii”

    Eric nie uscislal ile firmy zbrojeniowe, bedace wlasnoscia trumpo-kusznerowska, zarobily na tej decyzji

  220. Ewa-Joanna
    9 września o godz. 1:44

    Maszynę wymyśla i wykonuje człowiek, przeważnie smark – kumaty w technice, niedoświadczony życiowo, nie znający człowieka, nie rozumiejący języka, myślowych stereotypów, zasad komunikacji itp.

    Napisałem do Ciebie przed chwilą dłuższy tekst, komputer się zaciął – i po robocie, tekst nie do odzyskania. Smarki nie zajmują się usprawnianiem tego, co jest, lecz prą do przodu, nie widząc, oczywiście, gdzie przód, gdzie tył.

  221. W Polszy po-PO-owskiej zas pisiory licza dutki niby nakradzione przez ‚poprzednia ekipe’. Co oni licza? Ja nie znaju. A ja chetnie poznaju!

    Bo to w ten sposob nakrecana jest polityczna machina niby rozliczeniowa. Nie ma ciekawszych wiadomosci od doniesien na temat naduzyc poprzednich ekip. O czym PO przez 8 lat nie pamietalo. Az sie jej dostalo. Tam gdzie zabolalo. W wyborcza rzyc dostalo tak, ze zabolalo.

    Caly elektorat zdebial z tego bulu. I w tym bulu bedzie on trwal przez nastepnych kilka kadencji

  222. Wiekszosc, zdecydowana wiekszosc, przemyslu zbrojeniowego USA jest w rekach prywatnych potentatow przemyslowych. Ci zas sa w scislych powiazaniach z businessowym imperium Trumpa. Wiec co my dzisiaj mamy w swiecie? Jedna wielka, prywatna sitwe!

    Takiego czegos jeszcze nie bylo w historii swiata.

  223. Ewa-Joanna
    9 września o godz. 1:44

    Mnie nie chodzi o poznanie sposobów poruszania się w idiotycznym labiryncie, lecz o to, po cholerę te wszystkie labirynty, logowania, tajności i dziecinne zabawy w podchody. Jeśli użytkownicy zacisną zęby i nic nie powiedzą, to elektroniczne dzieci się nie domyślą, że są dziecinne i niczego nie zmienią. Przystosowują na przykład komórkę do umysłów i manualności osób starszych. Ale przystosowanie to tylko większe klawisze, cała reszta po staremu – nieczytelna i w 99 procentach dla starszych niepotrzebna.

  224. Wiesku56 wroc. I menki nasze skroc

  225. Tanaka
    9 września o godz. 8:16

    Mamo, jo pyze – na łyze, a ona hop – jak zbocy!

  226. d83 tez powinien powrocic na lamy. Ten blog bowiem, bez wieska56 i bez d83, to jak AU bez gaci

  227. wbocek
    9 września o godz. 8:34

    Pombocku, ja dłuższe teksty na blogowy użytek piszę w Wordzie i wklejam od kiedy po raz drugi zdarzylo mi się to co tobie. Stąd ostatnio się męcze bo stukam tylko w smartfona więc zachowywanie jest zbyt upierdliwe.

    Fajne grzybowe trofea na zdjęciach ! Widać że profesjonalista… Lecę zaraz sprawdzić moje tereny czy coś wyrosło.

  228. @ Orteq
    A Pan wciąż obecny i zawsze z czegoś niezadowolony.

  229. Kostka
    9 września o godz. 9:37

    Dziękuję, Kosteczko, za zainteresowanie, ale ja to wiem. Tyle że wiedzieć a robić to dwie różne rzeczy. Irytuje mnie obłędna droga polegająca na konieczności dostosowywania się człowieka do programów, zamiast żeby programy były do człowieka dostosowane lub elastycznie się dostosowujące. Programowa dzieciarnia goni za nowościami, bo to ciekawsze, kompletnie zaś ich nie interesuje uporządkowanie bardaku, który sami wcześniej wymyślili. Ot taka droga cywilizacji do idiotyzacji.

    Na razie w liściastym lesie z grzybami cienko. Wkrótce sprawdzę w iglastym. Ale dużego wysypu na Wybrzeżu nie przewiduję – za zimno.

  230. @wbocek
    9 września o godz. 8:53
    Też czasem uważam, że to nie jest „kraj” dla starszych ludzi, bo literki małe i kontrastu nie ma. Ale żebyż to było takie proste! 🙂
    Oni muszą zabezpieczyć portal przed różnymi ludźmi złej woli i stąd są takie utrudnienia dla tych „normalnych”.

  231. @Ewa-Joanna, z godz. 10:54
    „ctrl” plus + i powiększasz se do woli. Kontrast też se możesz regulować w zakładce „ustawienia”. Ale to pewnie wiesz, a jeśli wiesz, to laszego się wymądrywujesz? A? 😉

  232. @anumlik
    9 września o godz. 11:05
    Zageneralizowałam nieco – nie chodziło mi tylko o Politykę, o inne też. Na przykład mam w jednym programie szare literki na czarnym tle i żylaków na oczach dostaję od wytrzeszczania się, powiększyć nie mogę, bo mi cała reszta ( ta ważniejsza) wyłazi poza monitor, a o zmianie kolorów pomarzyć mogę. Zresztą w Windowsie tak samo – kolorów zmienić nie można na takie jakie by się chciało, tekst powiększyć to i owszem, wiem. Ale wtedy rośnie wszystko, ikonki też.

  233. Guzik – rosną ikonki a tekst zostaje taki sam!

  234. @Ewa-Joanna
    Podkreśl tekst kursorem, wtedy kontrast jest większy, a jak to nie pomaga, przenieś tekst do „worda” i wygodnie czytaj. Nie wiem, jaki masz komputer – ja korzystam z „hp”, a okazjonalnie (u dzieci) z „maca”. Żadnych problemów 🙂

  235. Robiąc w necie weekendowy przegląd mediów, wyczytałam, że ludzie pytali w aptekach o płyn jugola, bo „pisało” gdzieś, jakoby tąpnęła atomowa elektrownia w Belgii.
    Tak reaguje specyficzna część społeczeństwa, która chętnie daje wiarę w różne spiskowe, najlepiej – gdy katastroficzne – teorie. To spośród niej wywodzą się np. antyszczepionkowcy, wierzący w medycynę alternatywną, nierzadko szarlatańską, a także całkiem na serio w zamach smoleński. Wszystkich ich łączy specyficzny poziom (i rodzaj?) IQ, skoro sa wsród nich ludzie z wyższym cenzusem?

  236. O płyn „jugola” pytają? Czy to w ogóle bywa w aptekach? 😯

  237. @Ewa-Joanna
    9 września o godz. 11:16

    Na moim iMaku powiększam/zmniejszam czytany tekst myszką (pokrętłem) przy przyciśniętym „cmd” (jabłko)

  238. Przepraszam, chodziło mi rzecz jasna o płyn lugola.
    Zabawne. @Tobermory zawsze czujny, gdy chodzi o moje lapsusy.
    Wyskakuje od razu, jak diabełek z pudełka, choć np. przez połowę doby albo więcej nie daje znaku życia. Ale żeby odnieść się do meritum? Co to, to nie.

  239. @mag
    9 września o godz. 13:10

    Och, nie wpadaj od razu w megalomańską manię prześladowczą 😉
    Włączyłem komputer i czytam od końca.
    Jakie meritum?

  240. Durnych ludzi z cenzusem nie brakuje na całym świecie.

  241. Taka Staniszkis na ten przykład. Albo jakmutam Zybertowicz?

  242. (mogłam nazwisko przekręcić)

  243. Mogłaś, ale nie dałaś rady 🙁

  244. Na dodatek pewnie masz zaszczepione dziecko 🙄

  245. @Tobermory
    g.13:14
    Toś prawdę objawioną ogłosił.
    Biorąc pod uwagę taki punkt widzenia, wszystko o czym mówimy/piszemy to banały nie warte uwagi.

  246. Odpuskam personalna zaczepke. Wazniejsze zaczepki som serwowane nam

    Rozeszly sie bowiem plotki, ze prezydent mial sie domagac od premier Beaty Szydlo dymisji ministra obrony, Antoniego Macierewicza. Rzecznik prezydenta, Krzysztof Lapinski, chcac chyba to zdementowac, powiedzial ze gdyby prezydent chcial dymisji Macierewicza, to by to przeciez omawial z Jaroslawem Kaczynskim.

    Szum w kazdym razie jest nadal, PiS domaga sie dymisji rzecznika, prezydenccy ministrowie probuja lagodzic. I tak w kolo na wesolo. Jak na blogu jakim takim.

    Chlopcy do bicia – wystap!

  247. @mag
    9 września o godz. 13:56

    Dokładnie. Ale bywanie tu zapewnia czasem trochę niezłej rozrywki 😉

  248. Natomiast w EU 25 wrzesnia rada UE do spraw ogolnych, cala zlozona z ministrow krajow Unii, bedzie dyskutowala o stanie praworzadnosci w Polsce. Wtedy dopiero sie zacznie.

    Zeby tylko nie zeszli na poziom praworzadnosci blogow

  249. Tobermory
    9 września o godz. 13:52

    No 🙁 i do koscioła nie chodzi

  250. @anumlik
    Dzięki, sobie dość dobrze radze, ale pomarudzić trochę można. Jak mnie wkurza to dokuczam Microsoftowi 🙂 Nawet czasem słuchają.
    Teksty pisane można oczywiście powiększać, gorzej z tekstem opisów w programach, choćby Windowsa – te są nie do ruszenia. A wystarczyłoby je zwyczajnie skontrastować kolorami.

  251. Właśnie sobie cholera skontrastowałam 🙁
    I już niewiele widzę. Idę spać. Jurto będę się użerać z maszyną.

  252. Czytam:

    „Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy doszlo do spotkania przewodniczacych parlamentow Polski i Ukrainy. Ustalono utworzenie cztrerech nowych przejsc granicznych. I ze w polskich paszportach nie bedzie Cmentarza Orlat.”

    Czy ktos moze wie co jest grane z tym Cmentarzem Orlat w polskich paszportach?

  253. Ja nie mogę czytać białych liter na czarnym (granatowym/ciemnym) tle, po 30 sekundach wszystko mi pływa a potem wszystko widzę w paski przez kilka minut

  254. Probuje unikac tonu niezadowolenia. Ale chyba niezbyt mi to dobrze wychodzi

  255. Tobermory
    Głównie rozrywka i wzajemne się dopieszczanie. I tak powinno być.
    Nieprzyjemności są zaraz za rogiem, na innej blogowej uliczce.Jak kto chce.

  256. @ Orteq
    9 września o godz. 14:24

    Polskie paszporty to są książeczki z obrazkami. Na jednej ze stron miał być ten cmentarz, na innej – Ostra Brama…
    Polacy po prostu lubią wrrwiać sąsiadów 😎

    Wczoraj w tutejszych wiadomościach radiowych wreszcie podano informację o domaganiu się przez Polskę reparacji od Niemiec. Dodano też info o tym, że Polska kilkakrotnie zrzekła się tych reparacji, a Niemcy od dawna i tak łożyli znaczne sumy.
    TV nie oglądałem, to nie wiem, na jaką skalę jużeśmy znani w kolejnej odsłonie.

  257. Dzieki, Toby.

    Domyslalem sie tego wrrwiać sąsiadów

  258. Dajmy historii troche

    „Ofensywa polsko- ukraińska (65 tys. żołnierzy polskich i 15 tys. ukraińskich) rozpoczęła się 25 kwietnia 1920r. i 7 maja zajęła Kijów, osiągając do połowy miesiąca linię Dniepru. Na tym jednak sukcesy koalicjantów się skończyły. Ludność ukraińska nie poparła Petlury. Antybolszewickie powstanie na Ukrainie nie wybuchło. Bolszewicy unikając fatalnego starcia po kilku tygodniach rozpoczęli kontratak, który zaprowadził ich oddziały aż pod Warszawę. Bitwa Warszawska ocaliła niepodległość Polski, ale nie uratowała Ukrainy. Polska wyczerpana po dotychczasowych zmaganiach nie była zdolna do kontynuowania działań na kierunku ukraińskim. Tym bardziej, że wyprawa kijowska udowodniła, że ludność ukraińska bynajmniej polskiej aktywności nie oczekuje. Polska porzuciła Petlurę i w Rydze cofnęła uznanie dla Ukraińskiej Republiki Ludowej i przeniosła je na sowiecką Ukrainę. Oddziały Petlury przebywające na terenie Polski zostały internowane. Rząd URL działał jeszcze przez pewien czas w Tarnowie, a następnie w Warszawie. Sam Petlura wyjechał w 1924r. do Paryża.”

    Te nasze podchody ukrainskie

  259. http://bialoczerwonagwiazda.bloog.pl/id,337917516,title,POLSKA-NAPASC-NA-UKRAINE,index.html?smoybbtticaid=619d66

    „Koszty uzbrojenia poniosła biedna Polska ! Duże problemy wynikły podczas wyposażania ukraińskich dywizji z powodu niedostatecznego uzbrojenia. Polacy, mimo trudności z wyposażeniem własnych wojsk, starali się dobrze uzbroić żołnierza ukraińskiego. Od lutego do listopada 1920 roku tylko 6 Armia polska przekazała na potrzeby wojska ukraińskiego: 30 tysięcy karabinów, 298 karabinów maszynowych, 38 dział polowych i 6 ciężkich, 1 tysiąc pistoletów, 40 tysięcy mundurów, 29 tysięcy kompletów bielizny, 2 tysiące namiotów i 17 samochodów ciężarowych[10]. Poza tym 6 Armia polska przekazała jednostkom ukraińskim około 600 tysięcy naboi karabinowych i 6 tysięcy sztuk amunicji artyleryjskiej[7]. Już od 10 lutego 1920 oficerowie ukraińscy otrzymywali takie same pobory jak polscy”

  260. Jak Ziuk Ukraine przegral, po wylozniu takich nakladow? Pewnie tak, ze Ukraina byla nie do wygrania, w 1920-tym. Tak samo jak dzisiaj nie jest do wygrania. Wiek pozniej

  261. Dobre popołudnie. Spotkałem pasjonata. Wszystkie części oryginalne – i w warszawie, i w pasjonacie. Młodsi może nie wiedzą, że ta wersja warszawy przez jakiś czas od pojawienia się na ulicach nazywała się „Stara k.rwa z nową dupą”.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6463785977761336785/6463785976993043746?authkey=COK6heeB65257wE

  262. wbocek
    9 września o godz. 16:35

    Piękna!

  263. mag
    9 września o godz. 14:30

    I tak powinno być. Czasem trzeba się rozerwać a nawet podopieszczać! Nie zapominajac o poważnych tematach na które czasem schodzimy 😉

  264. mag

    Mag bardzo wyciszona jako i, kurrr, kurrr, ja, nie mialem Cię czym przywitać, prócz cieszenia się, że wróciłaś, ale dziś pokręciłem się po polach i mam. To same polne kwiatki. Może spore żółte nie są polne, ale na polu rosły. Więc w Twoje ręce perswaduję one bukieciki.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6463801368513529889/6463801370212856690?authkey=CLz2mtKXqYyRBw

  265. @zza kaluzy. Po pierwsze moj wnuk, ktoremu marzy sie stan Washington i Boening nie studiuje ani w Polsce, zreszta ani tez w Ameryce. Jest obywatelem amerykanskim, tego wymaga ta firma w temacie intership. Nie bede sie klocic, czy zlozyl o czasie i stosowne podanie i na stosownej formie, na pewno matka sprzataczka w fabryce Boeninga podpowiedzialaby mu lepiej szczegoly procedury. Nie przeceniaj czystosci etycznej Ameryki przy zatrudnieniach. Jest nieporownywalnie lepiej niz w innych krajach, ale zejdz na ziemie, a mnie nie podciagaj do grupy co to uwielbia czasownik :”zalatwic”
    Glowny problem obecnie polega na nadmiarze jednakowo wyksztalconych, zdolnych, pracowitych, ambitnych dzieciakow. Kogo z nich wyluskac? Dlatego obecnie przeogromna ilosc robot dostaje sie wlasnie poprzez wczesniejsze intershipy, kiedy to mozna poznac czlowieka. Zapewne tak samo jest i w Polsce. No to skladaja dzieciaki na peczki tych podan. Ilu mozna przyjac?
    Twoj przyklad jest sprzed paru laty. Wtedy moja corka zaledwie kilkuletnia emigrantka dostala dobra prace z targow na uczelni. Zreszta podobnie moj syn ma nienajgorsza pozycje, ale on przeszedl od szczebla ladowacza paczek w firmie kurierskiej, gdzie zaczal pracowac w wieku lat 16 na kilka godzin nocnych (rano do szkoly). Kiedy masz ukonczona prestizowa szkole, jakis kierunek to nie bardzo sie rwiesz na pozycje ladowacza paczek w nocy. Chociaz to slynne od pucybuta do….
    Nie watpie, ze zatrudnienie przez znajomosci osob niekompetentnych ma miejsce omal wylacznie obecnie w Bialym Domu. Nie znam tez przypadkow, zeby usilowal ktos usilowal wspomniec o osobie, ktora nie rokuje, ze bedzie dobrym pracownikiem. Ale tez wlasciwie nie znam, zeby mlody absolwent wszedl z podaniem z ulicy ( no wiem, teraz wszystko przez internet), i dalej juz poszlo gladko. Widocznie w innych krajach zyjemy, albo ludzie wsrod ktorych ja zyje nie maja tyle szczescia.
    Kiedys wspominalam tu przyklad dziewczyny, ktora pracuje dla B. Gatesa. Rzutka, kontaktowa, zdolna, ukonczyla Princetown, ojciec milioner, co to zasiada w wysokich radach nadzorczych. Pracowala w tv w jakims miescie, zakochala sie, musiala zmienic miasto czyli stracila prace. Wyslala w ciagu roku ponad 150 resume do roznych firm PR itp. Zero efektow, dopiero kiedy wlaczyl sie ojciec „z rad nadzorczych” dostala w koncu prace w slynnej firmie PR, ktora obsluguje m.in B. Gatesa w jego kontaktach. Dlatego co roku jest np na spotkaniach w Davos ( za ta informacje zostalam tu zj…a, zebym sie nie przechwalala bzdetami, bo kogo to interesuje), jak sama mowi robi za czarnoroboczego. Wielu tez by tak chcialo. Jest bardzo dobra w tej swojej robocie, czemu przedtem nikt nie chcial zauwazyc jej potencjalu?
    Np. wspominalam o innym mlodym czlowieku z mojej rodziny, ktory po 2,5 latach „poniewierki” zostal podeslany przez kolege do zrobienia jakiegos projektu do wielce obiecujacej firmy azjatyckiej. Rok wczesniej staral sie tez tam dostac do jakiegos projektu i nawet byli zainteresowani i….nic. No i teraz mial mozliwosc wykazac sie w robocie i wszystko rozwija sie lepiej niz sam oczekiwal. Czy rok temu byl duzo glupszy, ze go n ie chciano? Wczesniej wspomniana dziewczyna tez caly czas trzymala reke na pulsie w swojej firmie, zeby mu pomoc.
    Mialam lokatorke, dziewczyne z Ukrainy, biegla w rosyjskim i nawet ukrainskim ( he,he). Kilka miesiecy szukala jako tako odpowiedniej pracy. Opowiadam to u fryzjerki, gdzie czeka inna kobitka i wlacza sie nastepujaco: moja menadzerka pytala mnie, czy nie znam kogos z tymi jezykami, bo wprawdzie sie zglaszaja, ale ciagle nie sa to stosowne osoby. Moja Ukrainka juz ze dwa miesiace wczesniej zlozyla tam swoje resume, z ktorego wynikalo, ze jest just right kandydatka. Jakos jej nie znalezli. No to zlozyla od nowa aplikacje, poszla, na pierwsze interviu przyszla na wszelki wypadek ta menadzerka od klientki u fryzjera. ( nie, nie Polka – kolorowa) Nie minelo kilka tygodni i robote dostala.
    Innej zamarzylo sie porzucic w koncu bezposredni kontakt z klientem w banku i od roku stara sie o prace federalna w dochodzeniach o praniu brudnych pieniedzy. ( to wielce rozwijajaca sie galaz: nie tylko pranie, ale i sledzenie tego interesu). Wyksztalcona, 10 lat pracy w bankach. Odbyla stosowne kursy na to sledzenie, odwalila dwa testy internetowe, latala samolotem ( czy mozna latac czym innym) do Bostonu, a potem Waszyngtonu na rozmowy… Wspolnie wybieralysmy ubranie, zeby wygladala profesjonalnie, dystyngowanie, skromnie i co tam jeszcze.. Na koniec kilka miesiecy temu dostala informacje, ze jest brana pod uwage, ale na razie jest zawieszenie bo nr45 wstrzymal pieniadze fedreralne na otwarcie nowych agencji. Teraz juz dawno sa odwstrzymane te pieniadze i… cisza. Mysle, ze i ona byla dobra i ci co dostali w koncu ta prace tez…
    Przynajmnie kilka prac w szpitalu podpowiedziala i jakos pilotowala moja corka absolwentkom roznych szkol medycznych. Te dziewczyny byly dobre, czego dowodem, ze sprawdzily sie doskonale w szpitalu, ale naogol wczesniej okolo roku szukaly pracy i….. nic. A opieka zdrowotna podobna wchlania kazda ilosc osob. Przeciez to nie jest w Ameryce nic wstydliwego byc dobrym i poleconym… do sprawdzenia, czy aby na pewno jestem dobry.

  266. @zyta2003 9 września o godz. 18:10
    Tak, masz rację w administracji pomarańczowego orangutana widać przykłady nepotyzmu. I wielu innych idiotyzmów. M.in. dlatego nikt sensowny ze świata biznesowego nie chce mieć z nim i z nimi nic wspólnego i trzaska drzwiami.

    Co do reszty twojego komentarza to bardzo by nam pomogło, gdybyś napisała go od nowa i po angielsku. Z własnego doświadczenia wiem, że taki prosty zabieg jak tłumaczenie na język obcy bardzo poprawia logikę naszej wypowiedzi.

  267. wbocek
    Co cała łączka, a nie tylko kwiatki.
    Czy te żółte, to jakiś oset kwitnący jesiennie? Podobne zrywałam w buszu nadnarwiańskim.
    Dziękuję pombocku z całego serca za pamięć i staranie.

  268. I znowu literówka (TO cała łączka), ale piszę na smartfonie. Niewygodnie.
    Lepiej się na razie wyłączę.

  269. mag
    9 września o godz. 19:35

    Nie, mag, nie ma ostu – to miękkie kwiatki do przykładania do serca. Przecież bym Ci sztyletów ukrytych w kwiatach nie posłał. Ale Ci na dobranocek poślę ładny smutek. Smutek jest stąd, że ze swojego pokoju mam widok na północ – na morze (ze 7 km) i na jezioro. Latem słonko zachodzi na północnym-zachodzie i ten zachód jest widoczny z mego pokoju. Już zachodzącego słonka, niestety, nie widzę – zachodzi za ścianą – ino one czerwienie, kiedy jest trochę chmur. Nawet na niebie widać przemijanie, choć kudy nam do jego wieku. Dobranocek, mag. Niech Ci się łąki śnią.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6463845342048460866?icm=false&iso=true&authkey=CM33vrbgjY6BUA

  270. ZYTA

    Prosze przeczytaj i poczytaj o Alaska Airlines. HQ w Seattle. Lataja tylko B737 i od niedawna Airbus po zakupie Virgin, ktory mial flote Airbus.
    Trudne tak jak Boeing, ale dla wnuka „follow the dream and don’t give up”

    https://careers.uw.edu/companies/alaska-airlines/

  271. pombocku
    Ewa-Joanna
    a taki grzybek znaleźliście w swoich stronach? forma bardzo ciekawa, mocny czerwony kolor – trudno nie zauważyć takiej ciekawostki

    http://noizz.pl/nauka-i-technologia/okratek-australijski-grzyb-wygladajacy-jak-osmiornica/rrxf9ck

  272. Polscy biskupi wzieli i oglosili apel „do osob odpowiedzialnych za kraj i relacje miedzynarodowe”. Wszystko po to zeby nie zniszczyc polsko-niemieckiego pojednania. Albowiem pojednanie to wartosc, ktora „latwo utracic przez nieprzemyslane decyzje, a nawet zbyt pochopnie wypowiadane slowa”.

    Nic nie slychac o apelu w sprawie tzw. pojednania polsko-rosyjskiego. Tego z kwietnia 7-go roku dwa tysiace dziesiatego. Wartosci bezpowrotnie utraconej przez dobrze przemyslana decyzje nalotu na Smolensk trzy dni pozniej. Kosztem zycia 96 osob

  273. Znowu mi sie chyba wkradl ton pewnego niezadowolenia. Iwiniajus. Dajac jak najbardziej pozytywny linek

    http://episkopat.pl/apel-biskupow-z-zespolu-ds-kontaktow-z-konferencja-episkopatu-niemiec/

  274. Na POEZJE nastal czas. Jesien juz

    Gdy lato jesienią ożeni się z wiosną
    W zimowym kożuchu i w mini,
    Zaśpiewam ci, miła, piosenkę miłosną,
    Piosenkę o dupie Maryni.

    Po zimie, gdy z drzemki się zbudzi niedźwiadek
    I nosek wychyli z jaskini,
    Twe ciepło rozpromieni lica me blade,
    Tak blade jak dupa Maryni.

    Tak jakoś mi głupio, choć sam nie wiem czemu,
    Nikt za to mnie przecież nie wini –
    Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus,
    A ja jestem z dupy
    Maryni.

    Związani włosami staniemy w noc parną
    Nad brzegiem, w slipach, w bikini,

    A potem ciemności nas wieczne ogarną,
    Ciemności jak w dupie Maryni.

    Topielców dwa ciała opodal przystani –
    Samobójca i samobójczyni –
    Wyłowią nad ranem, bo świat jest do bani,
    A życie do dupy
    Maryni.

    Ją spalcie na popiół, tak będzie najładniej,
    A prochy zawieźcie do Gdyni
    Mnie możecie pogrzebać se gdzie popadnie,
    Pogrzebać se w dupie
    Maryni.

    Gdy przyjdą, by zabrać materiał nasz trupi
    Spoczniemy – ty w urnie, ja w skrzyni,
    Zostanie po nas tylko śmiech głupi
    I pamięć
    O dupie Maryni.

  275. @Orteq, godz. 21:51
    To „utracone” – jakoby – polsko rosyjskie pojednanie, które demagogicznie przywołałeś, nie wywołuje takich międzynarodowych implikacji prawnych, jak to, które usiłowali (i usiłują) zerwać idioci PiS-u, z Niemcami. Uznanie granicy zachodniej – zrazu przez Niemiecką Republikę Federalną, a – po zjednoczeniu – przez Republikę Federalną Niemiec, dało (i daje) nam poczucie bezpieczeństwa. Rozpętanie histerii o odszkodowanie za to, co nam zrobiły Niemcy hitlerowskie, może, a nawet musi wywołać retorsje w postaci prostego stwierdzenia/rachunku. Dostaliście w zamian za zapyziałe ziemie zza Buga warte więcej Ziemie Zachodnie. I wystarczy. Powinny wrócić do macierzy. Niemieckiej, znaczy. Od wieków. Ale jak się mieszka za dużą kałużą, to się takich niuansów nie dostrzega.

  276. @Konstancja
    Takiego nie widziałam, ale jest dużo różnych i bardzo kolorowych, nawet świecą niektóre. Ale jeść się nie odważę 🙂 Jeden taki podobny rósł kiedyś w moim ogrodzie i śmierdział jak padlina – wszystkie muchy z okolicy do niego leciały.
    „https://petapixel.com/2015/05/29/photographer-captures-the-beauty-and-diversity-of-australian-fungi/

  277. @anumlik
    9 września o godz. 22:18
    Dostrzega, dostrzega. 🙂 Ale tamto, Orteqa też jest ważne.

  278. @Orteq, z godz. 22:05
    PS
    Cieszę się, że załapałeś w czym rzecz z tym listem polskich biskupów.

    A tekścik zespołu Gumschwei fajny. Szkoda tylko, że nie zapodałeś, że nie jest Twojego autorstwa, co brak cudzysłowu, ew. kursywy i podanie, kto to napisał, mogłoby sugerować.

    Czy Ty, do qr…wy nędzy, nie nauczysz się, że jeśli podajesz jakiś tekst nieopatrzony odnośnikiem o autorze, to możesz zostać oskarżony o plagiat. Jak ten z brooklyńskiej strażnicy?

  279. @Ewa-Joanna
    Zauważyłem, że dostrzega. A ten z Putinem, który nie doszedł do skutku, przez tych, co ukradli księżyc, też ważny. Fakt.

  280. Rany jakie ten człowiek robi fenomenalne zdjęcia!
    Grzybów i w ogóle.
    https://www.flickr.com/photos/steveaxford/with/21211401539/

  281. wbocek
    9 września o godz. 20:28

    Czy to żółte to takie raczej spore i pachnie mocno? Coś mi się kojarzy ze spacerów póznym latem. Wrotycz może?

    U nas słoneczny dzień wczesnojesienny się trafil dzisiaj więc choć na spacer poszliśmy niedaleko to pięknie było. Wrócilismy objuczeni grzybami, podzwaniajac cudzymi śmieciami bo jak już naszlismy na tę kupkę puszek w pięknych okolicznościach przyrody to jakoś głupio było zostawiać skoro i tak plecak mam na grzbiecie. A jak już pierwszą kupkę zabrałam to mój syn zbudowany przykładem dodał jeszcze kilka śmieci po drodze… ;-). Całe szczęście że tu ludzie nie wywalają za dużo! A grzybki w twoje ręce:
    https://photos.app.goo.gl/v9bFlEANeaTjRLlp2

  282. anumlik – 22:18, i dalej

    „jak się mieszka za dużą kałużą, to się takich niuansów nie dostrzega.”

    Dostrzega, dostrzega, nie boj zaby. Nawet wiecej tych niuansow sie dostrzega niz mieszkajac przed duza kaluza.

    Tylko zaslepienie katpolskie nie pozwala dostrzegac szkod przez Polske ponoszonych z racji braku pojednania pokatynskiego z Rosja. Tego ktore wpuszczono w blota smolenskie 10 kwietnia 2010 roku. Co nie odbiera zadnej wagi waznosci pojednania biskupow polsko-niemieckich 40 lat wczesniej

    Rokiem pojednania z Niemcami byl 1966. Tylko w 21 lat po mordujaca Polske wojnie swiatowej. Probe pojednania z Rosja, po Katyniu, podjeto dopiero 7 lat temu.

    To pewnie racji tego spoznienia nic z pojednania nie wyszlo. Taki niuans daje sie dostrzec zza wielkiej kaluzy. Skadindziej nie daje sie.

    Czy zza kilku kaluz. Bo J-E za kilkoma bajorami sie uplasowala. Otorbiwszy sie sprytnie najsampierw

  283. wbocek
    A to dla Ciebie piosenka na dobranoc
    Po raz drugi, bo mój „komentarz czeka na moderację” nie wiedzieć czemu
    https://www.youtube.com/watch?v=99XCqxiCQdc

  284. @anumlik
    Ciekawa jestem twojego zdania na temat, nie tylko ten konkretny ale ogólnie i całościowo, że tak powiem. Przyznam się, że uważam to za głupie i niepotrzebne. Nie tylko w Polsce, wszędzie.
    http://www.tvn24.pl/w-kilka-minut-wyburzyli-radzieckie-mauzoleum-ostatni-bastion-komunizmu-padl-na-pysk,771335,s.html

  285. anumlik. – 22:36

    „Czy Ty, do qr…wy nędzy, nie nauczysz się, że jeśli podajesz jakiś tekst nieopatrzony odnośnikiem o autorze, to możesz zostać oskarżony o plagiat. Jak ten z brooklyńskiej strażnicy?”

    A czy Ty, do qr…wy nędzy, nie nauczysz się, ze teksty powielane na internecie wzdluz, wszerz, w poprzek i na szage, najczesciej nie maja odnosnikow autorskich? Niby maja miec a najczesciej nie maja. Taki lapsus internetowy, uwazasz

    Wez i ty wyfastryguj sie. Jak by ktos mogl nie wiedziec, ze tekst o dupie Maryni, sprzed wielu lat, nie moze byc autorstwa niejakiego Orteqa?

    Ja ten tekst w du..szy swej mam. Nie znajac jego autora/ow.

    Dzieki za linek z melodia. W rewanzu, l melodia inn. Bo dla odmiany. Duszoszczypatielna. I melodia i tekst

    https://www.youtube.com/watch?v=-PvsjgZ0LKE&feature=youtu.be

  286. @Orteq
    A kochaj se, kochaj, mocniej niż wczoraj. Ja się tylko dopraszam, aby nie swoje kochanie ubierać w takie dwa – ” – jedno na początku cytacji, a drugie na końcu – „.

  287. anumliku,

    A tego przypadku ze straznicy brooklynskiej ja, w twoich kaloszach bedac, bym nie wywlekal znowu na wokande tego blogu.

    Namargineska stracila bowiem racje swojego istnienia, po wywaleniu d83. Bo nie ma juz obiektu swojego umilowania! Wszystko dzieki twojemu hunwejbinstwu.

    Swiadkowcy jedyne co znaja to przytaczanie pisma jehowickiego. Szeroko interpretowanego wedle swojego uznania. Posadzanie ich za to o plagiat to, delikatnie mowiac, dosyc duza nieuczciwosc. A wywalanie za to z blogu to jeszcze wyzszy stopien wtajemniczenia.

    Niepotrzebne nikomu do niczego cudzyslowy zas to wnerwianie czytajacych. Szczegolnie byle jak wstawiane. Np. tylko na poczatku. Lub tylko na koncu. Z wieloma innymi w srodku. Jehowici maja wazniejsza misje do spelnienia

  288. E-J,

    A nie mozesz sama siebie wypuscic z tej panjackowej poczekalni? Tylko nie mow ze nie wiesz jak to zrobic. Bogus zna wszystkie tricki. On miner przeca

  289. Kultura bez tremy

    https://www.youtube.com/watch?v=MR6LjGPz_Zg

    W remizie. No bo gdzie indziej?

  290. Brat mi melduje z ranczo przygranicznego:

    Ministerstwo sprawiedliwosci wydalo zarzadzenie wylaczajace z egzekucji komorniczej grunty rolne, budynki gospodarcze i maszyny rolnicze. W co sie to zarzadzenie obrocilo? A w to, ze banki udzielajace kredytow na produkcje czy rozwoj gospodarstw rolnych nie moga ich teraz przyjmowac jako zabezpieczenia kredytowe. Zas udzielac kredytow bez zabezpieczen im nie wolno.

    Wiekszosc rolnikow nie ma niczego innego co by sie na zabezpieczenie kredytow nadawalo. W rezultacie wielu rolnikow straci finansowanie produkcji i rozwoju gospodarstwa.

    Intencje byly szczytne. A wyszlo jak zawsze. Kacza lapka znow w nocniku

  291. Samotrzec. Poljezykoznawcy mowio, jak u napranego dochtora: nie po trzech! Po jednemu, please

    O tej godzinie, nawet kangury wymiekajo. Wiec samotrzec oznaczac musi po jednemu. A nie po trzech naraz. Czy po wiencej niz czech

  292. Tak sie zdarzylo, ze natknąłem się na słowo „samotrzeć” we Władcy Pierścieni.
    „Tak – poważnie przyznał czarodziej – lepiej bowiem wracać samotrzeć niż samemu”

    Czy to oznacza wracac w trzy, czy w czy – bo ze nie w pojedynke to jasne – nie wiadomo. Zastanawiałem się jak może brzmieć odmiana tego słowa w stosunku do większej liczby osób – 4,5, wiecej – na szczęście znalazłem tu odpowiedź. Jesli znalazlem

  293. ‚Wiencej niz czech’

    To znowu mi cos przypomnialo. Wiec dzwonie do Honzy. Na Morawy. Bo Honza to Czech. Choc na Morawach

    – Jo
    – Honza, to ty?
    – No a kto?
    – No jak kto. Honzowa mogla byc. Glos podobny.. Ona mi wczoraj mowila, zes sie wyprowadzil z domu.
    – Tak gadala? To lgala jak suka. Ja nigdzie sie nie wyprowadzil.
    – Przyznam sie, ze odejrzewalem pewna porute..
    – Co to poruta jest ?
    – Never you mind. Wiec u Ciebie wszystko bez zmian?
    – Ty, Orteq, chyba masz cos przerombane. Jak bez zmian? W wieku 77 lat bez zmian?

    Na tym zakonczylismy nasza konwersacje. Ja mam tylko siedemdziesiatke. 7 lat roznicy to kupa czasu. Z naciskiem na kupe

  294. @Orteq
    Mogę jak powtórzę komentarz. Ale po co dublować?
    A samowtór istnieje czy wymyśliłam?

  295. Przesylam najserdeczniejsze pozdrowienia dla pana redaktora Kowalczyka. Jacka zreszta. Wczesno niedzielne te pozdrowienia sa

  296. E-J,

    Nie bedzie zadnego dublowania. Pan Jacek uniebiesci drugie, ujebie pierwsze. Lub odwrotnie. To dziala jak w zegarku. Jackoszwarcarskim. On taki magik jest. Ma blog. I go nie ma

  297. konstancja
    9 września o godz. 21:43

    Konstancjo, okratka znam z atlasów, ale pierwsze słyszę z opisów w Twoim linku, że coraz częściej jest spotykany w Polsce. Wiem z atlasu autorstwa Niemca, że zawleczony został do Niemiec i że się pojawił już u nich nawet na wybrzeżu, ale u nas? Nie wykluczam w globalnej wiosce, ale jeszcze bardziej nie wykluczam pismackiego „jedna pani -drugiej pani”.

  298. Kostka
    9 września o godz. 22:54

    Kosteczko, nie jestem znawcą ani grzybów, ani ziół, ani kwiatów. Tych, powiedzmy, 130 – 140 gatunków grzybów, jakie znam, nie upoważnia mnie do nazywania się znawcą, skoro w Polsce może być ok 5 tysięcy gatunków. Ziołami kiedyś się interesowałem i zbierałem, ale było to w czasie dalekim od atlasów z cyfrowymi fotkami – obrazki były akwarelowe lub rysunki, więc się nie nauczyłem za wiele rozpoznawać. Wrotycz w tych fotkach, owszem, jest jako niepierwszoplanowy. Od dawna już nie ma kwiatów, tylko żółte kwiatowe główki z nasionami. Jeden z najbardziej ulubionych moich polnych zapachów. Nawet robię sobie z niego wodę po goleniu. Zalewam właśnie takie główki bez płatków spirytusem, stoi z rok – i się golę. Zanim nabierze mocy – też się czasem golę.

  299. E-J, 1:39

    Ten twoj samowtór to pewnie zostal wymyslony najsampierw z samotrzeć. Dopiero pozniej mogla do tego jeszcze dojsc samojebka.

    https://www.diki.pl/slownik-angielskiego?q=samojebka

    Selfie, znaczy

  300. Natomiast samosiejstwo to ZAKAZ. W przeciwienstwie do nakazu. Prosto z Biblii wszystko pochodzace

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Onan

    „Biblia Tysiąclecia – NASZA ONA, TA BIBLIA 100-lecia jest – szczegół o wydalaniu nasienia na ziemię przez ONAna, zamieszcza w przypisach, a w tekście głównym podaje tylko, że Onan unikał zapłodnienia. Ten sposób postępowania Onana nie podobał się Bogu, więc zgładził Onana.”

    Na ament go zgladzil.

    Najwazniejszy natomiast jest zakaz jedzenia krewetek

    http://natemat.pl/4605,dziesiec-nakazow-i-zakazow-w-biblii-ktore-prawdopodobnie-lamiesz#comments-4605

    „10. Morskie przysmaki – skorupiaki, nie są miłe Bogu. W Biblii poświęcono zakazowi ich jedzenia bardzo dużo miejsca w dwóch różnych księgach. Bóg po prostu nienawidzi krewetek.

    „każda istota wodna, która nie ma płetw albo łusek w morzach i rzekach spośród wszystkiego, co się roi w wodzie, i spośród wszystkich zwierząt wodnych, będzie dla was obrzydliwością… Z tego, co jest w wodzie, będziecie spożywali wszystko, co ma płetwy i łuski. A nie będziecie spożywali nic z tego, co nie ma płetw i łusek. Uważać to będziecie za nieczyste.”

    Wszystkie cytaty z Biblii Tysiąclecia pochodza. Z NASZEJ Biblii, znaczy. A moze jeszcze i z jehowickiej. Jakby d83 byl to byl dal swiadectwo PRAWDZIE. Poniewaz go nie ma, nie poznamy PRAWDY

  301. @
    Czy odpowiednikiem określenia „gaduła” może być na blogu określenie „pisuła”?

  302. Biblia 1000-lecia ona jest. A nie zadnego tam marnego 100-lecia

  303. wbocek
    10 września o godz. 6:07

    Kosteczko, nie odniosłem się do Twoich grzybków, bo się spieszyłem do mapy, żeby zaplanować dzisiejszy dzień, skoro wyszło, że deszczu będzie niewiele.

    To mi właśnie najbardziej się podoba: pokazujesz, co dziś było. Wtedy jest tchnienie życia i na widok Twoich grzybów od razu mi się chce do lasu jechać . Sam też tak robię. Nie jestem fachowym fotografem i być nie chcę – pokazuję zapiski z bieżącego włóczykijowania.

    Takie fotki jak Twoje powinny być w atlasach, bo pokazują maksymalnie naturalny wygląd grzyba – nie da rady się pomylić, kiedy się nie zna. Z przyjemnością zauważę rzadko w Polsce zbieranego – w każdym razie w moich okolicach – borowika ceglastoporego i chyba wcale nie zbieraną maleńką lakówkę ametystową. Kiedyś, jak był jej duży wysyp, uzbierałem na zupę – prawie sama lakówka plus trochę innych lakówek. Smaczne było. Ma jeden feler: okropnie bywa robaczywa. Muszki też wiedzą, co dobre.

  304. @Qba
    Pisulczyk (Punctilis rubrum) 😉

  305. @Orteq, z godz. 0:14
    Niepotrzebne nikomu do niczego cudzyslowy zas to wnerwianie czytajacych
    Niepotrzebna nikomu do niczego czynność płacenia (gotówką lub kartą), to wnerwianie biorących ze sklepowych półek towary 😉

  306. anumliku

    Chyba to gruba przesada. Ta twoja „niepotrzebna nikomu do niczego czynność płacenia (gotówką lub kartą), to wnerwianie biorących ze sklepowych półek towary.”

    Ja nawiazywalem do dupy Maryni. I do niczego wiecej, prawde mowiac. I nie za bardzo do czegos ponad to.

    Bo dupa Maryni to dupa Maryni.

    „Dupa Maryni. Ocena: down 10 up W bardziej infantylnej wersji po prostu: sranie w banie. Pieprzenie o głupotach i bez sensu. Teraz to nawet można jajecznicę usmażyć w garnku. I naprawdę, kawały Strasburgera są śmieszne. Ale i tak nikt nie zamierza wysadzić budynku Sejmu w powietrze, a Lidl jest tani. Chociaż ostatnio ceni jakość, co dopiero kotlet mielony! Poza tym do Samoobrony wstąpiło jajko sadzone, a kaloryfera nie można stawiać w łazience, bo pomidory są różowe. „

  307. anumlik
    10 września o godz. 8:52

    Sam widzisz sto razy każdego dnia, anumliku, że się odbywa ewolucja wstecz: prostactwo prostaczeje, agresja agresywnieje, cham chamieje. Jak zobaczyłem niedawno na fotce wysoko wykształconego młodzieńca na uroczystości w ambasadzie, jak siedział na krześle tak rozkraczony, że nogi prawie od ściany do ściany, pomyślałem, że jednak nie umiałbym się znaleźć w ambasadzie – za stary, za głupi.

  308. „prostactwo prostaczeje, agresja agresywnieje, cham chamieje.”

    A duren durnieje. Bo to o durniu mowa jest

  309. @anumlik
    10 września o godz. 8:47

    Czy, adekwatnie do określenia „słowotok”, zdefiniowano już „wyrazotok”? To dosyć nowe zjawisko związane chyba bezpośrednio z Internetem, a szczególnie z blogami. Być może również z SMS-ami.
    Jeszcze jeden przyczynek do opracowania międzynarodowego języka komunikacyjnego.

  310. Szanowni!
    Jak rozpoznać psychopatę, analiza fenomenologiczna Lewego.
    Zapraszam
    JK

  311. @Qba, z godz. 9:52
    Jest jedno – najbardziej pojemne – określenie: grafomania. „Patologiczny przymus pisania” – jak możemy przeczytać choćby w Wiki. I nie dotyczy to wyłącznie pisania utworów literackich. Ot, taki „słowotok/wyrazotok”.