Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

4.08.2017
piątek

Uczciwość państwa. Co zrobić, abyśmy polubili swoje państwo

4 sierpnia 2017, piątek,

Analizując przeróżne badania socjologiczne możemy stwierdzić, że obywatele najbardziej cenią sobie uczciwość. Oczywiście innych. A więc również państwa. Zastanówmy się zatem, jakie musi być państwo, by obywatele uznali je powszechnie za uczciwe i zaczęli je cenić? Nie chodzi przy tym o zawartość kodeksów prawnych czy konstytucji, ale o sposób funkcjonowania, szczególne na styku obywatel-państwo. Zaznaczmy od razu, że dywagacje te mogą nie mieć zastosowania do Polski, gdzie ciągle popularne jest powiedzenie „uczciwy, czyli głupi”.

Ponieważ państwowość ma na świecie długą tradycję, jest z czego brać przykład. Nie robimy zatem żadnych eksperymentów i bierzemy to, co jakoś działa, a więc demokrację z gospodarką rynkową. Stosujemy przy tym kryterium najmniejszej koniecznej ilości demokracji (wzorowanej na UE) oraz największej możliwej wolności (wzorowanej na USA, ale bez broni dla każdego).

Zakładamy, że rząd jest zespołem menedżerów wybranych w drodze otwartego konkursu. Wprowadzamy zasadę tajności wszystkiego, co prywatne, i jawności wszystkiego, co państwowe. Oznacza to, że obywatel spowiada się tylko przed urzędem finansowym i ewentualnie sądem. Żadne jego dane nie mogą być bez jego zgody publikowane. Z kolei wszystkie działania rządu są publikowane na zasadzie kierunkowskazu w samochodzie: sygnalizują zamiar. Czyli każdy obywatel może w każdej chwili sprawdzić, co zamierza jego rząd na każdym szczeblu zarządzania krajem. Rząd posiada własny kanał telewizyjny i radiowy oraz własną gazetę i oczywiście strony internetowe. Wszystkie one służą wyłącznie informowaniu obywateli o stanie państwa, planach i ich realizacji. Utrzymywane z kasy państwa nie zawierają żadnych reklam ani „lokowań produktów”. Jawność działania rządu obejmuje również finanse. Nie ma możliwości utajniania przetargów publicznych i nie ma innych niż publiczne. Nie dotyczy to oczywiście pozostałego rynku.

Do państwa powinny zapewne należeć strategiczne działy gospodarki oraz resorty siłowe. O ile zapadnie decyzja prywatyzacji nauczania, to końcowe egzaminy powinny pozostać państwowe i jednolite. Również programy wszystkich stopni nauczania powinny mieć jednolite, ustalone centralnie, ramy. Dotyczyć to powinno wszelkiego istotnego nauczania, jak np. egzaminów na prawo jazdy, wszelkich egzaminów instruktorskich itd. Powinna obowiązywać zasada, iż w dyskusji na dany temat biorą udział zawsze osoby najbardziej zainteresowane. Oznacza to, że w dyskusji, np. o nauczaniu, będą brać udział zarówno nauczyciele, jak i uczniowie, ale też ich przyszli pracodawcy. Ponieważ dzieci to przyszli obywatele uczciwego państwa, powinny być zatem traktowane jak dorośli z adekwatnym do wieku zestawem praw i obowiązków, w tym z maksymalną możliwą wolnością. Obowiązkowa powinna być jak najczęstsza wymiana uczniów, również z zagranicą.

W Polsce ważnym tematem jest religia katolicka. Jest to problem, ponieważ każda religia jest z natury nieuczciwa, bowiem obiecuje coś, czego nie może dotrzymać. Uczciwe państwo nie powinno zatem żadnej religii wspierać. Ale czy może jej zabronić? Uczciwość nakazuje pozostawić decyzję obywatelowi. Tak też czyni wiele państw demokratycznych, traktując związki wyznaniowe jako zwykłe organizacje pozarządowe.

Istotnym problemem jest wyważenie stosunku pomiędzy demokratyzacją a wolnością osobistą. Nieprzeszkadzanie obywatelowi nie zwalnia państwa z obowiązku świadczenia mu pomocy w razie konieczności. Wiemy przy tym, że socjalistyczne idee (każdemu według potrzeb, od każdego według możliwości) nie mają wzięcia w społecznościach katolickich, w których miłość bliźniego kończy się na progu. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że dawanie zapomogi państwowej na ustawowo niskim poziomie jest bardzo nieuczciwe. Dużo uczciwiej byłoby nie dawać wcale, tłumacząc to ewolucją lub wolą boską. A rzeczywiście uczciwie byłoby zapewnić każdemu obywatelowi minimum na poziomie godnego, spokojnego życia. Liczne przykłady pokazują przy tym, że taka praktyka skutkuje wzmożoną aktywnością na rzecz państwa i społeczeństwa. Zysk społeczny, a nawet gospodarczy jest wielokrotnie wyższy, niż finansowanie bezsensownych „urzędów pracy”.

Tu dochodzimy do punktu, w którym obywatel potrzebujący styka się z państwem ewentualnie dającym. Na początek uwaga: czy zauważyliście, jak wyglądają przysięgi wyższych urzędników państwowych? Zamiast „tak mi dopomóż bóg” czy „przysięgam” powinno być „zrozumiałem moje prawa i obowiązki”. Urzędnik na każdym szczeblu administracji państwowej jest tylko urzędnikiem spełniającym funkcję usługową wobec obywatela. Jego wynagrodzenie jest typowe dla całego kraju, czyli solidna podstawa i premie za lepszą pracę, bo dobra praca jest już wynagrodzona w podstawie. Wynikać z tego powinna równość urzędnika i petenta. Po prostu współpracują.

Co państwo powinno swoim obywatelom zapewnić? Przede wszystkim ciągłość: praw, projektów, inwestycji itd. Poza tym rzeczywistą równość wobec prawa. Jeżeli już wyższe stanowisko musi być związane z wyższą płacą, to odpowiedzialność musi być rzeczywista – potknięcie podwładnego skutkuje karą również dla zwierzchnika. Automatycznie. Państwo powinno zadbać również o obszary wspólne dla wszystkich obywateli. Chodzi tu przede wszystkim o komunikację i to zarówno w sensie podróży, jak i wymiany informacji. Obywatele powinni móc polegać na punktualności kolei czy autobusów oraz na sprawności telefonów czy dostępu do internetu. Opieka lekarska powinna być oczywistością. Pamiętam z czasów PRL, że w aptece dezynfekowano mi skaleczenie i zaklejano plastrem. I nikt nie pytał o pieniądze. Również w gospodarce rynkowej powinno to być możliwe.

Na koniec generalna zasada: państwo to forma zarządzania własnością obywateli. Nie ma zatem możliwości ukrycia przed właścicielami czegokolwiek, co ich dotyczy. Na poziomie państwa nie istnieje tajemnica handlowa, wojskowa ani żadna inna. Przecież każde państwo ma swoją służbę wywiadowczą, a broń i tak kupujemy u innych. To oni mogą wiedzieć, jaką broń mamy, a my nie? W epoce globalnej gospodarki, kiedy przeciwnicy ostrzeliwują się takimi samymi rakietami (jak np. w wojnie o Falklandy), kiedy mundury większości armii mają stempel „made in China”, już tylko dzieciom i ewentualnie katolikom można wmówić konieczność tajemnicy państwowej. Dziś służy ona tylko i wyłącznie do ukrywania nadużyć i korupcji. Tak więc państwo uczciwe to państwo jawne i otwarte. Ta zasada daje jeszcze jeden istotny efekt – niweluje automatycznie wszelkie zdrady. No bo jak zdradzić coś, co jest jawne? I co zrobi szpieg obcego mocarstwa w takim państwie?

Wiemy, że otoczenie narzuca sposób bycia. Jeśli państwo będzie uczciwe, to i obywatele staną się uczciwsi. Życie stanie się łatwiejsze i będzie można spokojnie zająć się interesami, nauką czy innym hobby. Uczciwie.

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 160

Dodaj komentarz »
  1. „Na poziomie państwa nie istnieje tajemnica handlowa, wojskowa ani żadna inna. Przecież każde państwo ma swoją służbę wywiadowczą, a broń i tak kupujemy u innych. To oni mogą wiedzieć, jaką broń mamy, a my nie?”

    W 2004 roku przed szwajcarskim sądem wojskowym stanął szwajcarski dziennikarz renomowanego szwajcarskiego tygodnika „Weltwoche”. Zarzucono mu zdradzenie w artykule prasowym lokalizacji tajnego bunkra rządowego.
    Sąd uwolnił go wprawdzie od zarzutu „kriminellen Verletzung militärischer Geheimnisse” czyli przestępczego naruszenia tajemnicy wojskowej, ale wlepił mu grzywnę 400 CHF za „naruszenie obowiązku staranności”.
    W 2002 roku miała w Szwajcarii miejsce narodowa wystawa Expo 02. W jednym z pawilonów podłogę pokrywała powiększona radziecka mapa Szwajcarii z lat 70. Na tej mapie wszystko było po rosyjsku i zaznaczone były wszystkie obiekty o jakimkolwiek znaczeniu strategicznym, nawet kościoły. Ale przede wszystkim – bunkry 😎 Również takie zamaskowane domami mieszkalnymi, szopami, stodołami…
    Lud Szwajcarii dowiedział się o tych tajemnicach ostatni 😉

  2. Szybko zbliża się moment, w którym trzeba będzie zefiniować nasze państwo na nowo. Rządy pisu, odpowiadające za prawdziwą katastofę społeczną czyli dramatyczny podział wśród Polaków , wywołały paradoksalnie optymistyczny efekt. Znowu, zaczęliśmy nie tylko myśleć o sprawach publicznych, ale także głośno mówić. I chyba nie damy się uciszyć. Może zaowocuje to nową jakością w polityce. Co do rządzących, obowiązują trzy niezmienne postulaty: kompetencja, uczciwość, podmiotowe traktowanie społeczeństwa i każdego obywatela z osobna.

  3. @gotkowal
    4 sierpnia o godz. 18:16

    Nie wiem, czy szybko, czy raczej powoli, ale moment zdefiniowania na nowo polskiego państwa zbliża się nieubłaganie.
    Polityka a la polonaise czyli stosowanie się do wyroków i aktów prawnych instytucji europejskich jak np. Trybunał Sprawiedliwości, wedle własnego (aroganckiego) widzimisię wprawia urzędników unijnych w osłupienie.
    „To pierwszy przypadek w historii Trybunału Sprawiedliwości, w historii orzecznictwa europejskiego, kiedy państwo nie wykonuje postanowienia zabezpieczającego”
    Polski cham mówi „a takiego wała” i rechocze, bo znowu wykiwał tych naiwnych mięczaków 🙄

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Tobermory
    Kto kogo wykiwał, okaże się przy negocjowaniu następnego budżetu. O ile jakiś będzie, bo strefa euro, może wpaść na pomysł, by się oddzielić. Śmichu wtedy będzie co niemiara.

  6. @gotkowal

    Polski warchoł musi poczuć na własnej doopie (kieszeni), ale czy zrozumie zależności? Propaganda już teraz nastawia go wrogo do wszystkich sąsiadów, a do Niemców w szczególności. Jeszcze trochę a kosynierzy ruszą na Berlin z żądaniem odszkodowań i reparacji wojennych.

  7. Posłuchałem dziś Biedronia rozmawiającego z młodymi na Woodstocku. Powiało lekką nadzieją. Oni chcą go na prezydenta.

  8. „pokazuje, jak dobrej sprawie służyć bezinteresownie, wyprowadza nas ze stanu zwątpienia i budzi twórcze siły narodu. Uczy nas prawdomówności, buduje życie publiczne oparte na prawdzie i odradza w narodzie zaufanie do państwa prawa”
    O kim to?

  9. Qba pisze o państwie jako składance z życzeń i zasad, konstrukcji idealnej zupełnie pomijając realia, czyli ludzkość, która to państwo a zaludnia podglebie kulturowe, które żywi dycha tej ludności, mentalność tej ludności, różnorodność, która w państwie Wolska jest niesamowicie bogata i jednocześnie uboga. Bo cóż to za różnorodność, gdzie każdy ma inny pogląd na sprawę, a jak co do czego, to połowa woła – kupą mości panowie w tą stronę, a druga połowa woła – w tamta stronę.
    Co nie przeszkadza tej ludzkości stale być niesamowicie jednomyślnym i jednolitym tworem społecznym, jeśli chodzi np. o kasę lub obowiązki nakładane na państwo. 90 % ludności, która wypełnia państwo, słysząc o obowiązkach zapyta od razu – protestuję, a dlaczego ja, słysząc o prawach – a dlaczego Kowalski, a nie ja?
    Pzdr, TJ

  10. @tejot
    4 sierpnia o godz. 19:02

    To mówisz, że Polacy mogą mieć misia tylko na miarę własnych możliwości? 🙁
    Nici z lotu do gwiazd(ek), bo balast wolskości za ciężki?

  11. @Tobermory 18:59
    Oczywiście o naczelniku Kaczyńskim. Ale nawet on, nie dokonałby tego, bez oddanych towarzyszy. Macierewicza, Kownackiego, Błaszczaka, Zielińskiego, Zalewskiej, Ziobry, Jakiego, Warchoła, Szyszki, Waszczykowskiego, Jurgiela, Gowina, Kępy, Kuchcińskiego, Terleckiego, Karczewskiego, Czarneckiego, Mazurek, Dudy, Szydło. Trzeba, koniecznie, te nazwiska zapamiętać! I sporo innych też!!!

  12. @tejot 19:02
    Cel musowo mieć na oku. Nawet, jeśli dojść do niego, nie sposób.

  13. @Qba
    Co zrobić? Kupować polskie pinezki 😉
    http://natemat.pl/214153,nawet-pinezki-sa-niemieckie-ekspert-tvp-info-od-informacyjnego-zamachu-stanu-teraz-straszy-niemiecka-obsesja

    Nie spostrzegł Brzeski, że w krześle pinezka,
    (co się aż z Niemiec w polskim meblu ugościła)
    tkwi. Siadł ciężko, a szpila – pieska jej niebieska
    W dostojną głowę erudyty, przez dupę się wbiła.

    Przechodniu, ty nad Brzeskim uroń małą łezkę,
    (tak małą, jak mała dziś jego mogiła)
    z żalu, że nie na polską nadział się pinezkę.
    Tylko w polskim ostrzu tkwi patriotyczna siła.

  14. @anumlik
    4 sierpnia o godz. 19:12

    Szczególnie perfidne są takie:

    https://images0.gerstaecker.de/out/pictures/generated/1500_1500/pboxx-pixelboxx-2542822/JPC+Rei%C3%9Fzwecken.jpg.jpg

    Sprawdźcie też zszywki do zszywaczy 🙄

  15. Qba

    Przedstawiasz różne – skądinąd interesujące – postulaty, pomysły, obserwacje i zasady obecne w tym czy tamtym rządzie, oraz nieco uogólnione dzięki formule „liberalnej demokracji”, ale to rzecz w ogóle odrębba od kwestii „lubienia państwa”,a w dodatku „naszego państwa”. Pomimo iż zaznaczasz, że przedstawione dywagacje może nie dotyczą Polski.

    W takim razie o jakich państwach mielibyśmy mówić/sądzić, że można je lubić? Kanadzie, Irlandii, Finlandii? Czy mielibyśmy dywagować abstrakcyjnie, znurzając sie właściwie w filozofię. A może i psychologię oraz estetykę państwa: lubimy to co ładne. Jak dookoła mojego domu jest ładnt trawniczek i rosną ładne kwiaki, to mieszkam w ładnym miejscu. Jak jadę autem i widzę ładne trawniczki to mieszkam w ładnym kraju i dlatego go lubię?

    Zajmijmy się raczej Polską. Czysta to ona nie jest. Nie przedstawiasz własnych propozycji, jak mielibyśmy polubić Polskę? Ale, przede wszystkim – właściwie, dlaczego mielibyśmy ją lubić? Czy to jakiś imperatyw? Rozkaz konstytucji? nakaz moralny? – może katolicki, co już byłoby psychiatryczne: mamy wielbić bozię oraz Watykan z papieżem. A lubienie to w ogóle za chuda kategoria na biskupa i jego Jezuska. Jezuska wielbimy, czego dowodem jest krzyż w szkolnej sali i w urzędzie (czyli w państwie) oraz otłuszczony biskup jako gospodarz uroczystości państwowej.

    Mam raczej skłonność ku tezie, że państwa polskiego nie tylko nie ma powodu lubić, ale, że należy go nielubić. Należy bardzo nielubić jego kształtu, stanu i treści. Ponieważ to marny, zły stan treść. Oraz ponieważ tlko tak można je poprawić – drogą krytycyzmu, niezgody, ustalania treści koniecznych napraw i technologii ich wdrażania. ALe i stan finalny, którego zresztą nigdy się nie osiąga, niekoniecznie miałby być stanem, który lubimy. raczej taki, który uznajemy za wystarczająco niezły, ewentuanie dobry. Lubienie słabo przystaje do abstraktu, natomiast dobrze do konkretu – człowieka. Jak Polak polubi się z Polakiem, będzie nieźle. A to jest skrajnie trudne.

    Skoro przywołujesz różne zasady i cechy państw, to należy zauważyć, że państwa liberalnych demokracji kształtowały się w drodze wewnętrznych konfliktów między różnymi interesami. Kształtowały się – dając w sumie niezły rezultat, w drodze złożonej gry wielu podmiotów, czynników oraz wartości.
    Państwo polskie ma inną treść i nie powstało wskutek podobnie odbywająych się procesów. Jest – w znacznej mierze – bytem sztucznym, czyli kulawym, chorym, nie obejmującym wielu, ważnych, aspektów konstytutywnych dla tychże państw.
    Ta choroba państwa emanuje z wielką siłą. Jej objawem jest uzurpacyjność władzy pisoidów i Kościoła kat. Uzurpacja ta bierze się z polskiej historii. A polskie państwo, od średniowiecza, stawało się panstwem mniemanym. Słowem, nie realnym bytem. I nie bardzo się to zmieniło.
    Nie należy więc dążyć do „lubienia państwa”, ale do pozwolić, w grze konfliktów, stopniowo się ksztaltować państwu, które z czasem – może za kilkadziesiąt lat, co jest optymistcznym założeniem – nabierze wewnętrznego sensu,,porządności i upodnobni się do państw o któryh wspominasz, i które Polskę przeganiaja nie o kilka lat, nie o trzydzieści, ale o dwie epoki. Jakieś 150 lat.

    Temat podniosłeś bardzo ciekawy i bardzo zasadniczy.

  16. Tobermory
    4 sierpnia o godz. 19:09
    @tejot
    4 sierpnia o godz. 19:02
    To mówisz, że Polacy mogą mieć misia tylko na miarę własnych możliwości?
    Nici z lotu do gwiazd(ek), bo balast wolskości za ciężki?

    Mój komentarz
    Qba pisze o zasadach wg których ma być konstruowane państwo dla obywateli nie troszcząc się o to, a co z tymi, którzy się nie zgadzają, a co z tymi, którzy nie chcą się uczyć, a co w ogóle z nauczaniem zasad i wdrażaniem do praktyki, co z pilnowaniem przestrzegania tych zasad, co z doprowadzeniem do świadomości polityków tych zasad, jaka forma debat przewidziana jest w tym państwie, itd.
    Qba pisze o komunikacji państwa z obywatelami, że powinna być lepsza. To wiemy, tylko jak to zrobić, kto ma tym się zająć, kto ma być nośnikiem idei, gdzie poparcie, od kogo, jak społeczeństwo ma kontrolować stosowanie się do zasad. Tylko poprzez kartkę wyborczą? itd.

    Zasady, reguły, normy, obyczaje, standardy powinny być, bo to one budują i utrzymują w ruchu demokrację, lecz państwo, to nie program komputerowy. Politycy nie piszą kodu, a obywatele nie są „rozsianym” komputerem, który ma ten kod wykonywać, ponieważ nie występuje w społeczeństwie niemal nigdzie zależność jedno-jednoznaczna, tylko dziesiątki i setki uwarunkowań, które można rozpatrzyć, zmierzyć nawet, lecz z pomiarów i rachunków zawsze wyjdzie, że przeciętna jest taka, a w tej przeciętnej są następujące składniki, które są płynne, zmienne, trudno uchwytne, itd. Kwestia prawdopodobieństwa – może być tak, ale może być inaczej.

    Tylko wieloletnie, wielowiekowe doświadczenie pozwalają przewidywać i projektować poprzez analizę przeszłości modele państwa, podejmować próby wdrażania ich w życie z obserwacją wyników i prowadzeniem korekt, itd.

    Co do państwa prawa w pojęciu zachodnich demokracji, to krajanie mają doświadczenia bardzo skromne. Stałość reguł oraz procedur niepisanych, a stosowanych nie jest najmocniejszym punktem obecnie uprawianej demokracji.
    Ta cecha (stałość) jest decydująca o stabilności demokracji i państwa. Ostatnie dwa lata wskazują na to, że obywatelstwo krajowe trochę jakby dostrzega ten problem i potrafi się upominać o tę stałość, o transparentność i publiczną debatę w sposób zorganizowany i jednolity.
    Stąd wynikła u władzy wykonawczej potrzeba likwidacji samodzielności organizacji pozarządowych, podporządkowania ich decydentom poprzez urząd o śmiesznej nazwie typu Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, czy coś takiego.
    Pzdr, TJ

  17. @Tanaka
    4 sierpnia o godz. 19:29

    Ja rozumiem to tak, że @Qba has a dream…
    Postuluje państwo, które dałoby się lubić, może w jakiejś dłuższej, ale realnej perspektywie. Lubić na tyle, żeby obywatel miał ochotę identyfikować się z nim. Nie z obowiązku patriotycznego, lojalności plemiennej, ale dobrowolnie, z poczucia, że to przyzwoite, szanowane i uważane przez innych za normalne państwo. A nie jakiś chory człowiek Europy, bękart uprzykrzony, wredna ksenofobiczna kraina pijaków i złodziei 🙄

  18. gotkowal
    4 sierpnia o godz. 19:12
    @tejot 19:02
    Cel musowo mieć na oku. Nawet, jeśli dojść do niego, nie sposób.

    Mój komentarz
    Tak jest, bez celu, bez „wizji” nie ma planu, bez planu nie ma uporządkowanego działania, jest rozgardiasz, różnorodność, bezładna wielokierunkowość, a to stwarza podłoże dla autorytaryzmu.
    Pzdr, TJ

  19. @Qba

    Ty to chyba masz cos ze 14, gora 16 lat…

    Jesli nie metrykalnie, to masz je mentalnie.

    To nie jest tak, ze jak „Panstwo” bedzie uczciwe, to w rezultacie i jego obywatele, beda uczciwi. Naiwnosc tego postulatu, jest mowiac wprosc – porazajaca !

    Jest moj drogi @Qba, dokladnie na odwrot. Dokladnie na odwyrtke o cale 180 stopni!!!

    Panstwo jest tak uczciwe, jak uczciwi sa jego mieszkancy, ktorzy moga, choc nie musz byc jednoczesnie jego obywatelami.

    Bo widzisz moj dobry @Qba, panstwo i jego funkcjonowanie w demokracji, bierze sie i funkcjonuje na jednej nieslychanie delikatnej sprawie. Ta sprawa jest zgoda mozliwie powszechna ludzi zamieszkujacych dane panstwo na to, ze beda przestrzegac praw i regul, na ktore sie wspolnie zgodzili, ze te reguly i prawa beda regulowac ich wzajemne relacje.

    To ta wlasnie wspolna zgoda na trzymanie sie i przestrzeganie prawa, tworzy panstwo.

    I to nie panstwo, tylko jego mieszkancy maja byc uczcwi, zeby panstwo bylo uczciwe !!!

    Kapujesz???? (zanczy sie czy rozumiesz, a nie czy donosisz…)

  20. Słucham ja sobie jakiś czas temu audycji na TOK FM. Rozmowa o czymś tam, nie pamiętam, ale w trakcie prowadzący dzieli się newsem, że jeden z uczestników rozmowy, była gruba ryba w LOT (może sam szef? nie pamiętam) wygrał był właśnie konkurs na szefa jakiejś afrykańskiej linii lotniczej. Reszta dyskutantów w studio mu gratuluje.

    Gógluję ja sobie nazwisko owego zawód-dyrektora i rzeczywiście, na stronie angielskojęzycznej gazety w tymże afrykańskim kraju znajduję notke o tym konkursie i o jego osobie.

    A pod notką kilkadziesiąt komentarzy internautów.

    Znowu okazało się, że jesteśmy durnymi czarnuchami, którzy muszą mieć białego nadzorcę.

    A podobno kolonializm skończył sie dawno temu.

    No i w czym ten Polak jest niby lepszy od naszych prezesów?

    Bo nie jest ani z plemienia Kbuntu ani z plemienia Gbuntu, ot w czym! Czyli nie jest z żadnej z miejscowych, skorumpowanych klik. (Ktoś pod spodem odpowiada.)

    Ty musisz być Gbuntu, ty par**ywa mordo, dlatego tak piszesz.

    Wyczytałem w necie, że ten polski LOT od lat jedzie jak nie na państwowej kroplówce to na unijnych dotacjach, więc ten prezes sie idealnie dla nas nadaje! Przeciez linia Air Nairobi (zmyślam teraz) też nigdy od swego powstania w 69 roku zysku nie przyniosła!

    Zgadzam się tym, kto pisał, że najwiekszą jego zaleta będzie brak krewniaków w Gbuntu, to sami złodzieje.

    Nieprawda, komentarz był także o prezesach z Kbuntu!

    Itd., itp

  21. Qba ma marzenie. Oto Kaczyński i inni przeczytają jego wypracowanie, uderzą się w piersi, może nawet poleci im łezka i powiedzą : tak, błądziliśmy, ale poprawimy się, będziemy dobrzy i uczciwi.

  22. Na całe szczęście żyjemy w czasach lepszej komunikacji niż setki czy grube setki lat temu. Od pamiętnego wtorku roku 966-go minęło nie tylko sporo czasu ale też nastąpił postęp w komunikacji.
    W najszerszym sensie.

    Ludzie – polskie ludzie – jeżdżom do reichu na roboty i widzom, jak tam jezd. Coraz wiency z nich mówi po niemiecku. A więc więcej do nich dociera. To samo z angielskim i Wielka Brytanią, to samo ze Skandynawią, fala staruszków wróciła ostatnio z USA, ale wśród nich była także emigracyjna cofka ludzi nieco młodszych niż tylko wracających do Starego Kraju za pięć trumna.
    Autobusy łączą od wielu lat najmniejsze nawet polskie pipidówki z Berlinem i Brukselą.

    Komunikacja to Skype i inne komunikatory. Moja mama 87 a używa i się nic a nic nie boi. Nie tylko Skype, reszty komputera i reszty internetu także.

    Telefony i malejące opłaty za rozmowy telefoniczne, teraz jeszcze w Europie znikna opłaty za rozmowy międzynarodowe.

    Auto weszło w Polsce pod strzechy. Jakie to auto to inny problem, ale to-to jeździ i w sensie ułatwiania komunikacji działa.

    Znikła cenzura na granicy i każdy może sobie przewozić jakie tylko „treści” mu się chce.

    Studenci w ramach Erasmusa, Sokratesa i innych programów masowo pojechali sobie na praktyki i na wymianę studencką. Stypendia i przeróżne programy stypendialne zagranicznych uczelni stały się dostępne dla polskich studentów.

    Młodzi pracownicy naukowi dostali masę ofert pracy czy praktyki w najlepszych zachodnich instytucjach.

    Dziesiątki tysięcy czy nawet setki tysięcy polskich kierowców zaczęło więcej czasu w roku pracować po zachodniej stronie granicy, która znikła. A więc nie tylko doktoranci ale także prosty kierowca widzi i się uczy, jak państwo jest gdzie indziej zorganizowane.

    Polskie sprzątaczki, opiekunki do dzieci, kucharki tez się czegos uczą.

    Polskie pielegniarki, polscy robotnicy budowlani, itd., itp.

    Nigdy jeszcze w dziejach nie było tak szybkiej i tak rozległej dyfuzji wiedzy na temat „jak inni żyją”.

    To miał być komentarz optymistyczny.
    Nie znający świata Kaczyński nawet na spółkę ze świadomą polityką polskiego Koscioła polegającą na izolacji wioskowych w polskiej wiosce nie dadzą rady. IMHO.

  23. zza kałuży
    4 sierpnia o godz. 21:51

    Oj tam! Oj tam ! nie dadza rady…

    Dadza rade ! Sami to zapowiedzieli na samiutenkim poczateczku…

    Jeszcze Ci w piety pojdzie niedowiarku, jak one dadza rade!

  24. Tobermory
    4 sierpnia o godz. 18:02
    Eeee…tam Szwajcaria z bunkrami…
    Umęczona ,wczesne lata 60-te. Dostępne mapy (o ile w ogóle można je było dostąpić) drogowe Dzielnej i Niepokonanej były w skali bodaj 1: 200000 no, może trochę mniej. No i tzw. obiekty szczególnej troski w ogóle nienaniesione (nie mylić z sianiem lub co gorsza z nasieniem). Przyjechali goście z wrażego Zachodu. Samochodem. I z mapami. Te pokazały oblicze Podnoszącej Się Z Kolan w skali , która wprawiła w zaskoczenie miejscowych i nie tylko. Łącznie z obiektami specjalnej troski.

  25. Tobermory
    4 sierpnia o godz. 19:26
    Pines(z?)ki.
    Przed laty widzałem jak z samochodu dostawczego wysypały się
    śruby i śrubki (te do drzewa) na jezdnię. Było to skuteczne no pasaran. Za furgonetką stało już kilku klientów z podziurawionymi oponami – po cztery koła na łebka…

  26. @zezem
    4 sierpnia o godz. 22:55

    Widzę, że też masz wątpliwości. Aż zajrzałem do słownika, żeby się dowiedzieć, że obie formy są prawidłowe. Jakoś przywykłem do pinesek

    Pamiętam surowy zakaz fotografowania obiektów strategicznych, które rozpoznawało się po tabliczce z przekreślonym aparatem fotograficznym 😉 Wisiała np. na wszystkich dworcach kolejowych.

  27. Dobranoc, garść pinezek na noc, a łańcuchy pod poduchy, niech skradają się jak duchy, dzwoniąc wam po pomoc 😉

  28. Spóźniłem się na pociąg. 

    @Qba temat, 

    Też miewam utopijne wizje.

    Na Tanaki pytania nie odpowiadaj, bo on nie oczekuje odpowiedzi. To taki zabieg. Zadał je, aby zająć się polską marnością. ;)‎

  29. @all
    Oj, łobuzy, nieładnie.Bardzo nieładnie. Marzy wam się normalny kraj. U nas, to akurat, nie chwyci.

  30. My nie musimy nic robić. Państwo będzie nas kochać tak długo, że i my w końcu je pokochamy. Gdzie te czasy, kiedy obywatel mógł własną szufladę dostać albo wrotkę 126p.

  31. Qba

    Przeczytałem z przyjemnością, bo bardzo kiedyś lubiłem czytać baśnie. Odwieczna harmonia za tęsknotą…wróć!…tęsknota za harmonią świata. Stąd powstało trochę literackich utopii. Na przykład:

    „Sami zrobimy wszystko wspólnym gromadzkim trudem: Za szkołą będzie boisko, przed szkołą będzie ogródek”.

    Ajć! Za szkołą boisko, czy przed szkołą? No, kurde, zapomniałem. Jestem niedoskonały. A lonek Cię poucza, że „to nie panstwo, tylko jego mieszkancy maja byc uczcwi, zeby panstwo bylo uczciwe !!!”. Czyli od pojedynczego człowieka trzeba zacząć, a nie od organizacji. A jak zacząć, skoro doskonały Bóg zaczął pięknie, a wyszło gorzej niż gówniano? Śpiewać, lepiej lub gorzej, każdy może. Lepiej lub gorzej. Da się zrobić, żeby wszyscy śpiewali jak słowiki?

    To, co powiedział lonek, to najklasyczniejsza utopia: Najpierw niech będą uczciwi obywatele, to będzie uczciwe państwo. Tak właśnie mówiła moja mocno wierząca mama: „Jak wszyscy będą dobrzy, to będzie dobrze”. Jarek wymyślił coś równie mądrego: Jak wymienimy postrestantkomunistyczne kadry na pisowatych orłów i aniołów, będzie raj. Tylko na jaką orbitę wypieprzyć 33 miliony komunistycznych nieaniołów?

    Jak więc zrobić harmonię? Toż nic innego ludzkość nie robi, jak harmonię – na tyle na ile potrafi. Jednym wychodzi lepiej, innym – gorzej.

    Mówi Tanaka:

    „Nie należy więc dążyć do „lubienia państwa”, ale do pozwolić, w grze konfliktów, stopniowo się ksztaltować państwu, które z czasem – może za kilkadziesiąt lat, co jest optymistcznym założeniem – nabierze wewnętrznego sensu,,porządności i upodnobni się do państw o któryh wspominasz, i które Polskę przeganiaja nie o kilka lat, nie o trzydzieści, ale o dwie epoki. Jakieś 150 lat”.

    On, uważam, słusznie mówi, ten Tanaka. Nie do doskonałości zmierzamy i nie do lubienia, ale do znośności. Nawet w zaawansowanym małżeństwie nie da się wrócić do pierwotnego raju i lubienia – wystarczy, że da się jakoś żyć.

    Jednostki ludzkie nie są i długo, może nigdy, nie będą spod jednej sztancy, więc tworzenie uczciwego państwa z uczciwych ludzi (Kaczor się reklamuje, że tak robi) jest lonkową utopią. Nie sama z siebie jednostka się kształtuje, lecz kształtuje ją społeczność, otoczenie, Więc jaka jest społeczność – takie mniej więcej jednostki, a nie odwrotnie; choć, oczywiście, na pewnym etapie rozwoju można po paru piwach założyć sprzężenie zwrotne.

    Z tym się świetnie z Tobą rozumiemy. I z Tanaką, który błogosławiony jest, bo przynosi pokój i nadzieję, że jeszcze ze 150 lat i będzie znośnie. Czyli trzy gidie z Kolegium Odwoławczego w Słupsku nie odrzucą mojego odwołania z – jak tłumaczyły ze śmiertelną powagą – przyczyny proceduralnej, która to przyczyna polegała na tym, że słupski MOPR powiadomił najpierw o swojej decyzji mojego brata, a powinien – jego kuratora, czy mnie.

    W tym samym ratuszu znalazła się pani, która rozumie, że jest do pomagania petentowi, a nie do odsyłania z kwitkiem lub rzucania mu pod nogi kłód. Do sprzedania mieszkania mojej mamy potrzebne było zaświadczenie, że nikt w mieszkaniu nie jest zameldowany. Ale przepis jest taki, że żeby kogoś wymeldować, trzeba go automatycznie gdzieś zameldować. Mama i brat zostali zameldowani czasowo w zakładach opiekuńczych. Ale tylko czasowo, a musi być jakieś stałe zameldowanie. Tylko że w konkretnej sytuacji tych dwojga, skazanych do końca życia na zakłady opiekuńcze, stałe zameldowanie będzie w niebie albo w piekle – mama już je ma. No i życzliwa pani, zamiast mnie odprawić z kwitkiem, zaczęła myśleć. Trwało to z piętnaście minut. I wymyśliła. Chytrze ominęła głupi, niedostosowany do realiów życia przepis!!! Napisała na zaświadczeniu, że w tym mieszkaniu nikt nie jest zameldowany. A kupującemu tylko o to chodziło, a nie o to, co się stało z lokatorami.

    Więc tylko o to chodzi, by takich pierdzistołków jak ta pani było więcej niż prawniczych gidii, które tylko patrzą, jak olać petenta. Ideałami piekło jest wybrukowane.

  32. wbocek
    5 sierpnia o godz. 9:17

    Przegioles tym razem wbocku, przeinaczajac co napisalem.

    Wiem, ze Tobie przegiecie bylo potrzebne do tego co chciales napisac, ale poszedles za daleko.

    Zwroce Tobie tylko jedna uwage, choc moglbym wiele.

    Nigdzie nie napisalem, ze wpierw ludzie maja byc uczciwi, tylko napisalem, ze Panstwo jest tak uczciwe, jak uczciwi sa jego mieszkancy

    Przeinaczajac, przypisales mi to czego z cala pewnoscia nie wypowiedzialem.

  33. Tanaka
    4 sierpnia o godz. 19:29.Piszesz,że „od średniowiecza państwo polskie jest bytem mniemanym i do dzisiaj niewiele się zmieniło”.To by się zgadzało.W XVII wieku utraciliśmy niepodległość co w tych czasach by ogromne państwo rozpadło się w kawałki jest dosyć dziwne i jedyną siłą ,która z tych zawieruch pozostała nietknięta do dzisiaj jest KK.Mam wrażenie,że od średniowiecza i dzisiaj wągłle nie rozumiemy co to państwowość czy poczucie własnej tożsamości i wspólnoty zwanej patriotyzmem.Trwamy w tym stanie od 300 lat.I znowu powtarzamy ten sam błąd .W centrum Europy ponownie rodzi się państwo ,które jest słabe i niedługo osamotnione.Czy my jako zbiorowość nie mamy instynktu samozachowawczego?

  34. Całkiem na temat:
    http://wyborcza.pl/osiemdziewiec/7,159012,22191329,zandberg-zjednoczona-opozycja-to-jest-to-o-czym-marzy-pis.html
    Fragmenty:
    Na PiS głosują bardzo różni ludzie. Zacznijmy od spraw podstawowych – żeby ich przekonać, nie można ich obrażać. Myślę, że mało kto zrobił tak złą robotę dla demokracji, jak pismo Tomasza Lisa rozpisujące się o tym, jak to się chamstwo rozbestwiło się na 500 plus i teraz przyjeżdża nad morze, psując wielmożnym państwu urlop i sikając na wydmach. Jak się tak pisze – i co gorsza, tak myśli – to się nikogo do niczego nie przekona.
    *
    Za chwilę będziemy mieli olbrzymią liczbę samotnych osób starszych, którymi nie będzie miał się zupełnie kto zająć. Dlatego musimy zbudować dzienne domy opieki w każdej dzielnicy.

    Mamy niskie bezrobocie, więc to jest idealny moment, żeby stworzyć nowoczesny system ubezpieczeń od bezrobocia. Bo to, co jest, jest bez sensu. Czterech na pięciu bezrobotnych nie ma prawa do zasiłku, a ci, którzy go dostają, muszą wybierać, czy zapłacić czynsz, czy rachunek za prąd. Potrzebujemy systemu, który pozwala spokojnie szukać nowej pracy, a nie spycha ludzi w ubóstwo i pułapkę pożyczek chwilówek.
    *
    Jeśli chcemy mieć stabilną demokrację, to się musi zmienić. Coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych, to widzi. I stąd się biorą ci wyborcy, o których mówiłeś, ci którzy myślą nad przepłynięciem z Nowoczesnej do Razem. Oni rozumieją, że porządne usługi publiczne i państwo dobrobytu są inwestycją. Nie tylko w jakość życia, ale również w stabilność demokracji. W państwie, które nie zawodzi obywateli, ludzie czują, że to jest ich państwo, ich konstytucja, ich sądy. I są gotowi ich bronić.

  35. lonefather
    5 sierpnia o godz. 11:23

    Od co najmniej 50-ciu lat, czyli odtąd, kiedy postanowiłem być precyzyjny w słowie, nie zdarza mi się przeinaczać. Tobie natomiast łatwo widać przychodzi pomawianie o przeinaczanie. Przeczytaj więc samego siebie i jeśli nie znajdziesz w tym źródła tego, co przypisałem Tobie – że według Ciebie najpierw ludzie mają być uczciwi, stąd dopiero będzie uczciwe państwo – to nie reaguj. Nie interesują mnie blogowe przekomarzanki na poziomie wyrostków.

    „To nie jest tak, ze jak „Panstwo” bedzie uczciwe, to w rezultacie i jego obywatele, beda uczciwi. Naiwnosc tego postulatu, jest mowiac wprosc – porazajaca !
    Jest moj drogi @Qba, dokladnie na odwrot. Dokladnie na odwyrtke o cale 180 stopni!!!”.

  36. Qba

    W Twoje ręce, Qba, perswaduję. To budowa 20-kilometrowej obwodnicy Sianowa i Koszalina. Zwłaszcza dla Sianowa jest to wybawienie, bo tiry na trasie Szczecin – Gdańsk zasuwają główną ulicą miasta 5 cm od okien mieszkańców. Co tu więc lubić lub nie lubić – róbmy swoje, a lubienie może samo przyjdzie. Więc się robi. Z gigantyczną pomocą Unii, rzecz jasna. A PiS też robi swoje, czyli wszystko, żeby się od Unii – razem z jej pieniędzmi? – odfanzolić. Wyobraźmy sobie – jak już tak cudnie sobie wyobrażamy – że Unia się odfanzala i już dziś zamyka kasę. Stałoby się tak, jak się stało z rozpoczętą jeszcze za PRL budową ogromnego szpitala wojewódzkiego: straszy do dziś to straszne zombi.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6450725329996629938?icm=false&authkey=CPCD6sHv5ZCfQw

  37. Utopia miewa się dobrze. Już od czasów Atlantydy i Miasta Słońca. I wszystkie one kończą tak samo. Bul, bul…
    Bo to jest pomysł idealnego świata dla idealnych obywateli. Niesłychanie ingerująca w ich życie i bardzo statyczna. A każde państwo i społeczeństwo zaczyna się nudzić po (dzisiaj) 70 latach i nowe pokolenie chce je budować inaczej. Co z nimi robić? No właśnie. Praktyka pokazuje, że pomysł Qba to instrukcja stworzenia nowoczesnego komfortowego obozu koncentracyjnego. I wszystkie próby tworzenia takich idylli właśnie w ten sposób się kończyły.
    @Qba
    Jeden Pański pomysł wyrównuje jednak z nawiązką wszystkie niedostatki: Za przestępstwa urzędników i funkcjonariuszy państwowych z automatu powinni odpowiadać ich przełożeni. Nie za przestępstwo tylko za brak nadzoru i tolerowanie przestępców. I to bez wyjątków, żeby nie było, że Polak potrafi jak Szyszko wycinać puszczę tylko dlatego, że dozwolone jest wycinanie drzew połamanych przez burzę. Czyli cała wycinka to sytuacja wyjątkowa.

    Ten jeden Pański pomysł zastąpiłby wszelkie teorie bo oznacza dynamiczny a nie statyczny (czyli czystka jaką mamy) dobór lepszych ludzi i przyjaźniejsze państwo. Ot chociażby ostatnia historia: Policjant odsyła na lawetę samochód bo brakuje mu światła cofania. Może i policjant dostanie karę, ale to jego szef dopuszcza do takich zachowań.
    I tak kroczek po kroczku a nie wielkimi teoriami można zbudować lepsze życie. Żadne tam lepsze państwo bo ono nikomu do niczego nie jest potrzebne.

  38. prospector
    5 sierpnia o godz. 11:24

    To się nawet nie zgadza w formie „by”, to się zgadza zupełnie ściśle. Polska nie była, przez grube stulecia, żadnym realnym państwem, tylko była nazwą: Rzeczpospolita, ewentualnie – „Obojga Narodów”. To był taki napis w notesie: Polska. Jak jest napis, to jest i „Polska”.
    Teraz nie jest całkiem inaczej: facet paraduje w tiszercie z napisem „Polska” – i to jest właśnie Polska.

  39. wbocek
    5 sierpnia o godz. 12:03

    lat temu kilka jeździłem, sporo razy, przez Sianów. Ładne miasteczko, z dużym potencjałem urody. którą jednak należy najpierw dostrzec, a następnie wydobyć i upewnić. A jedyna droga tranzytowa biegnie właśnie przez srodek miasteczka, spychając na boki sympatycznej urody, choć stęchłej, upadłej i brudnej, domy. Poniemieckie rzecz jasna. to tak a propos tego co pisoidy już gadają pod adresem Niemiec: dawać forsę za wojnę!
    Pamiętam ze sklepu w Sianowie: na rachunku jest taka zasada – winien – ma. Kaza weźmie – kasa wyda. Czyli są dwie strony w każdym rachunku: pisoidy ryczą dawać!, może i Niemcy poproszą (oni tacy, z grubsza, grzeczni): poprosimy o zwrot tego, co nazywacie Ziemiami Odzyskanymi. Albo zapłaćcie czynsz dzierżawny i zwróćcie nienależne korzyści.
    Obudzi się też Rosja i także wystawi rachunek. Pisoidyzm nadwiślański znajdzie się w mało wygodnej sytuacji: ewentualne roszczenia do Kresów – pod adresem Ukrainy, Białorusi, Litwy. Mamy z nimi dziś ciekawe stosunki. Będą wtedy jeszcze ciekawsze.

    Psychiatria ma nad Wisłą kolosalną przyszłość.

  40. Ewa-Joanna
    5 sierpnia o godz. 11:25

    Zandberg to sympatyczny facet, ale nie upewnił mnie jeszcze, że do polityki i dzialania publicznego lepiej się nadaje niż do opowiadania bajek na dobranoc.
    Nie czytałem jesze linkowaneo artykułu, ale widzę sprzeczność między tutułem w linku a cytatami z Zandberga: pisoidy marzą o zjednoczonej opozycji ?

  41. Tanaka
    5 sierpnia o godz. 12:17

    W dodatku ta „Polska” nie jest na zwykłej koszulce, ale na tiszercie. Chyba że to właśnie miałeś na myśli.

  42. wbocek
    5 sierpnia o godz. 11:40

    Wyrywasz na bezczelnego pojedyncze zdanie i je obrabiasz. Mozna i tak…

    W zlozonej wypowiedzi sens jest pochodna calosci. Calosc mojej wypowiedzi ma sens taki, ze uczciwosc panstwa jest pochodna uczciwosci jego obywateli w przestrzeganiu prawa i zasad na jakie sie zgodzili.

    Tylko tyle i az tyle.

    Zycze powodzenia w trzymaniu sie precyzji, bo jesli dalej sie bedziesz tak trzymal, to nie wroze powodzenia.

  43. lonefather
    5 sierpnia o godz. 12:34

    ‎https://www.google.pl/search?q=przerośnięte+ego&hl=pl-PL&prmd=ivns&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwii6Mbv8r_VAhWGh7QKHSjoB80QsAQIFQ#mhpiv=15&spf=1501929477124

    ;)‎

  44. Żorż Ponimirski
    5 sierpnia o godz. 12:42

    Czyzby?

    Czy nie widzisz, ze odnosze sie nie do siebie, tylko do mysli wyrazonej, ktora @wbocek gwalci, wyrywajac kawalki i tym samym wypaczajac calosc i jej sens?

  45. Wbocek i lonefather
    Dyskusja o uczciwości państwa i obywateli przypomina dylemat – co było pierwsze – jajo, czy kura. Co ma być pierwsze – uczciwość państwa, czy uczciwość obywateli.

    Ani jajo, ani kura. Była ewolucja która wytworzyła formę rozmnażania się poprzez różne przetrwalniki, spory, zarodniki, nasiona, a w linii zwierzęcej poprzez jaja.

    Podobnie jest z uczciwym państwem, z każdym państwem.
    Czy „w” społeczeństwie o niskim poziomie zaufania może funkcjonować państwo, które będzie uczciwe, darzone wysokim zaufaniem przez obywatelio, państwo utworzone, powstałe ot tak, krótkim impulsem, poprzez „przebudzenie narodu” lub „wymianę elit” albo przez przewrót w dobrej intencjach poczyniony, w krótkim rozbłysku dobrych chęci wśród obywateli i dobrej woli wśród polityków?

    Nie może powstać w krótkim czasie, ponieważ jest to proces długotrwały, w którym oba podmioty – społeczeństwo i państwo są wzajemnie dla siebie sztancami, matrycami, które wytłaczają swoje zapotrzebowania na sobie wzajemnie.
    Wyjątkiem są dyktatury, w których państwem jest grupa zarządzana przez jednego człowieka, a społeczeństwem jest wąska grupa ciągnąca maksymalne korzyści z takiego państwa oraz pozostali z umiarkowanymi lub z żadnymi korzyściami lecz definitywnymi obowiązkami, ze znikomą „sztancowością” w stosunku do państwa. To dyktatura się odciska na społeczeństwie, a nie odwrotnie.

    Ta wzajemna sztancowość, matrycowość państwa ze społeczeństwem w krajach mniej lub więcej demokratycznych nie niesie w sobie pierwszeństwa w tym, kto ma być uczciwy – państwo, czy społeczeństwo, ponieważ jest sprzężeniem zwrotnym, w którym jeden wynik – uczciwość państwa jest zależny od uczciwości obywateli i odwrotnie – uczciwość obywateli jest w wysokim stopniu zależna od uczciwości państwa.
    Państwa czyli aparatu zarządzającego, który pochodzi ze społeczeństwa, lecz niekoniecznie dokładnie odzwierciedla stan, zamiary i oczekiwania społeczeństwa, ponieważ sztanca państwa wymaga innego podejścia do obejścia, innej wiedzy, większej dyscypliny, innych umiejętności niż sztanca obywatelstwa w swoim obejściu. Są to różne sztance. A powinny być podobne lub takie same.

    Ponieważ to obywatele (w ujęciu idealnym) wyłaniają cyklicznie z siebie aparat państwa, więc politycy z grubsza będą tak samo ufni i uczciwi, jak obywatele.

    Dlaczego tylko z grubsza, a nie całkowicie? Bo każde stanowisko naciska na obywatela je pełniącego i mniej lub więcej „deprawuje”, zmienia przejściowo mu charakter, co powoduje, że politycy z powodu zajmowanych stanowisk i kierowniczej roli przez nich pełnionej będą uczciwi inaczej. To jest także kwestia kultury – na ile inaczej, jak daleko inaczej.

    Tego rodzaju asymetria (różnica sztanc społeczeństwa i państwa, ich efektywności w działaniu) jest przypadłością każdego ustroju.
    Demokracja usiłuje zwalczyć tę asymetrię podstawową zasadą – pełnienie stanowisk w państwie jest kadencyjne, a osoby kandydujące na stanowiska podlegają procedurom wyboru. Zajmujący stanowisko, pełniący urząd polityk nie może być pewny ponownego wyboru, jeśli sprzeniewierzył się poprzez swoją „demoralizację” społeczeństwu. Taka jest funkcja kadencyjności Kadencyjność i kontrola podczas kadencji ma kreować (zachowywać) uczciwość.

    Politycy, to ludzie, więc starają się ukrywać te swoje demoralizację, posuwając się nieraz do trudno wykrywalnych kłamstw lub do zwykłych fejków. Kto ma egzekwować uczciwość w tym przypadku? Państwo, czy społeczeństwo? Ci i ci. Państwo poprzez procedury i obyczaje, standardy, które są wymyślone na tę okoliczność, a obywatele poprzez korzystanie z zasady transparentności działań państwa, prawa do otwartej debaty i demonstracji.

    Założeniem demokracji jest nieustanna kontrola społeczeństwa nad politykami pełniącymi stanowiska kadencyjne poprzez transparentność ich poczynań, obowiązkowe utrzymywanie stałej komunikacji polityka ze społeczeństwem – odpowiadanie na zadawane mu pytania, udostępnianie na żądanie dokumentów dla społeczeństwa, publiczne wyrażanie opinii, itd. O czym napisał Qba we wstępniaku.
    Pzdr, TJ

  46. tejot
    5 sierpnia o godz. 13:08

    Ladnie, a zwlaszcza madrze i uczenie opisales mechanizm ksztaltowania sie „uczciwosci” w relacji panstwo i obywatele je tworzacy.

    Nie pisalem tego, bo odnioslem sie tylko do problemu postawionego we wstepniaku przez @Qba.

    Podalem zaleznosc podstawowa mozliwie prosto. Z wszystkimi wadami z prostoty wynikajacymi.

    Umawiamy sie na zestaw praw i regul i na to, ze bedziemy je przestrzegac i stosowac.

    W tym @wbocku nei ma ani krztyny idealizmu. To jest zasada panstwa demokratycznego. Reszta jest wypadkowa, najprawdopodobniej sredniej uczciwosci obywateli.

    Jest jak napisales. Srednio uczciwy obywatel obejmuje urzad i srednio uczciwie na nim sie zachowuje. Srednio uczciwi obywatel to obserwuja i sie do tego co widza dostosowywuja. Srednio uczciwi urzednicy, srednio uczciwie to traktuja … a calosc nie zmierza do utrwalenia sie sredniej uczciwosci, tylko stacza sie , lub jesli ktos woli zeglarskie metafory, to dryfuje na mielizne …

    I ta „mielizna” nie jest srednia uczciwosc, tylko srednia nieuczciwosc. Czyli srednio nieuczciwi obywatele nieuczciwie sie zachowuja, a tworzone przez nich panstwo srednio nieuczciwie traktuje obywateli…, bo to oni sami ci srednionieuczciwi tworza panstwo i jego aparat.

    Co wiecej, kto uczciwy to kiep, w srednio uczciwym panstwie, jak to we wstepniaku @Qba slusznie przypomnial.

    Najwieksza wada srednio uczciwego Panstwa sie nam teraz ujawnila. Jest nia to, ze srednio nieuczciwi obywatele, wybrali obywateli kompletnie nieuczciwych, ktorzy wlasnie teraz na naszych oczach niszcza resztki tej sredniej uczciwosci, ktore sie powoli wyksztalcaly po 1989 roku.

  47. @tejot
    5 sierpnia o godz. 13:08

    A w tej nieustannej kontroli społeczeństwa nad politykami niesłychanie ważną rolę mają do odegrania wolne, niezależne i nie będące tubą propagandową media.

  48. Tejot z Tanaką.Mówicie,że na ukształtowanie się zrównoważonego państwa trzeba czasu.Wg. mojego rozeznania my jako państwo nie sprostaliśmy czasowi i w chwili obecnej też nie sprostamy.My sobie znowu nie dajemy czasu.Znowu zostajemy sami w środku Europy.Ten czas nie pracuje już dla nas.

  49. Mysle, ze pomocne byloby w dyskusji jasne zdefiniowanie czterech pojec: 1. panstwo, 2.kraj, 3.narod, 4.spoleczenstwo. Sa, co oczywiste, ze soba powiazane. Ale, czy nie oplaciloby sie jednak je wyraznie okreslic/zdefiniowac? Definicja „panstwa”, taka czy inna–realistyczna, czy marzycielska–to, moim zdaniem, za malo.
    Moze ktos na blogu sie tym zajmie. W tym, co czytam w polskich mediach(nie mowie o Blogu Ateistow)-jest mocne „pomieszanie”…Jedni mowia o panstwie, ale zaraz po tym o kraju, inni o narodzie, ale w tym samym zdaniu o spoleczenstwie. Jasnosci brakuje. Jasnosc jest jak wiadomo przeciwienstwem chaosu.

  50. @Szymonowicz
    5 sierpnia o godz. 14:03

    Według konwencji z Montevideo z 1933 roku państwo musi mieć określone terytorium z granicami, stałą ludność, suwerenną władzę i zdolność wchodzenia w stosunki międzynarodowe.
    Taki twór jest podmiotem prawa międzynarodowego.

  51. Polska jest państwem, krajem, narodem i społeczeństwem, a bywalcy tego bloga prawdopodobnie doskonale wiedzą, o czym piszą i nic im się nie myli, nawet jak używają synonimów 😉
    Temat, który podjął Qba dotyczy państwa jako „formy organizacji społeczeństwa mającej monopol na stanowienie i wykonywanie prawa na określonym terytorium”.

  52. Tobermory
    4 sierpnia o godz. 23:25
    Time of remember
    Pamiętam surowy zakaz fotografowania obiektów strategicznych, które rozpoznawało się po tabliczce z przekreślonym aparatem fotograficznym
    Ja dorzucę ździebko:
    a) bronowanie plaż o zachodzie słońca (ostatni raz oglądałem ten proces w ’63)*
    b) obowiązek kupienia tzw. peronówki nawet gdy się nie wsiadało do pociągu byle jakiego.
    c) było też 2 zł. Jako banknot!
    * -było to o tyle ciekawe ,że w niektórych miejscowościach
    były betonowe półokrąglaki (zach. wybrzeże) biegnące od wydm w stronę morza (odwodnienie?) i tu wróg tudzież stonka mógł nocą się wedrzeć w głąb lądu nie pozostawiając zdradzieckich śladów.

  53. @zezem
    5 sierpnia o godz. 15:00

    Bilet peronowy (obowiązują do dziś) musiałem wykupić kilka lat temu na dworcu kolejowym w miejscowości Deva w Rumunii. Odprowadzałem kogoś na pociąg do Bukaresztu. Na peronie opadły nas wątpliwości, czy to właściwy dworzec, bo na wielkiej tablicy nie stało „DEVA” tylko „DRUM BUN”, ale się okazało, że to znaczy „szczęśliwej podróży” 😉
    Bronowanej polskiej plaży nie widziałem. Jako dziecko znałem tylko Zalew Szczeciński i latarnię morską w Świnoujściu, a potem pewnie przestali bronować. Widziałem za to koszenie trawy na granicy z Czechosłowacją koło Lubawki. Leśniczy był zobowiązany dbać o widoczność słupków granicznych.

    A stonka faktycznie się wdarła i musiałem ze szkołą chodzić po kartoflanym polu i zbierać ją do butelki 🙄

  54. @tobermory, 5.8,14.19,

    Oczywiscie, ze jest tak jak napisales. Ale tylko pod warunkiem, ze istnieje jakies „idealne” panstwo. Takiego nie ma. A juz szczegolnie Polska AD 2017 jest od niego oddalonna o lata swietlne. Dlatego wspomniane przez ciebie i przeze mnie pojecie nie sa synonimami. Pieknie by bylo.
    Dla Kaczynskiego, wszechpolaka, onrowca znacza cos zupelnie innego niz dla ciebie. Dlatego(miedzy innymi) nie moze byc w Polsce zadnej sensownwj dyskusji. Na zachodzie, wspomniane pojecia(wszystko jedno czy ludzie sie swiadomie nad nimi zastanawiaja czy nie) znacza dla wszystkich”mniej wiecej” to samo.
    Jak kiedys podobnie bedzie w Polsce, to nie bede sie tym zajmowal.
    PS: zaznaczylem, ze „pomieszanie” ma miejsce w znakomitej wiekszosci polskich mediow—i wylaczylem blog ateistow. Zglosilem propozycje, nic mniej i nic wiecej.
    I nadal ja podtrzymuje.

  55. @Szymonowicz
    5 sierpnia o godz. 15:42

    Nie potrzeba „idealnego” państwa, aby wiedzieć, że zbiorowości ludzkie zamieszkujące określone terytoria i dążące do jakiego takiego funkcjonowania, tworzą sobie własne instytucje w postaci plemienia, narodu lub państwa. W korzystnym przypadku zbiorowość taka stanowi społeczeństwo posiadające wspólną kulturę, wspólną tożsamość oraz sieć wzajemnych stosunków społecznych.
    Społeczeństwa organizują się na różne sposoby tworząc formacje, z których wyłaniają się grupy rządzące i podporządkowane.

    Naród – wspólnota o podłożu etnicznym, gospodarczym, politycznym, społecznym i kulturowym wytworzona w procesie dziejowym, przejawiająca się w świadomości swych członków.

    O Polakach swego czasu wyraził się Piłsudski

    „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.”

    „Polska, sami Polacy to twierdzili, nierządem stoi. Polska to jest prywata, Polska to jest zła wola. Polska to jest anarchia. I jeśliśmy po upadku mieli sympatię dla siebie, to nigdy nie mieliśmy szacunku dla siebie. Nie zaufanie, a niepewność wzbudzaliśmy i stąd chęć narzucania nam opiekunów, wyznaczonych dla narodu anarchii, niemocy, swawoli, dla narodu, który się do upadku doprowadził prywatą, nieznoszącą żadnej władzy.”

  56. No proszę, nie trzeba było długo czekać i Misza już w Polsce 😎
    Na przywitanie powiedział, że Lech Kaczyński został „zamordowany”, czym zasłużył już sobie na wdzięczność i być może polski paszport od rządzącej bandy. A jak zostanie wojewodą, to zbuduje nam najpierw idealne województwo, a potem może i państwo 😎

  57. Mądrze wszyscy piszą, co jeden to mądrzej. @Tejot chyba najmądrzej. Bo mnie sie najbardziej podobało, dlatego! 😉

    A @lonefather JEZD GUPI!

    To ja napisałem mydłem na tablicy!

    @lonefathera znielubiłem, odkąd okazało się, że zmyśla o tych kosmicznych dokładnościach. Przecież nie będę mu pisał, że mój pierwszy w życiu studencki program liczył cyfry liczby Pi z (prawie) dowolną dokładnością. Wtedy to było jakieś kilka tysięcy cyfr zanim wyczerpałem cały przyznany nam na dany miesiąc czas na koncie mojego macierzystego instytutu… 😉

    A teraz ad rem.

    Oczywiście @tejot i wszyscy przedpisarze mają rację. Ja tylko chciałbym dodać jedną rzecz, o której chyba jeszcze nie było, tzn., że madre organizacje(=państwa), czyniąc użytek z dość trywialnej obserwacji, że nie wszyscy ludzie (nie cały materiał ludzki 😉 ) są równie moralni, zdolni, pracowici itd., starają się 1/SELEKCJONOWAĆ najbardziej wartosciowe jednostki oraz 2/ULEPSZAĆ TE JEDNOSTKI.

    Różne państwa mają różne metody, ale istnieją na przykład szkoły przygotowujące kadry dla administracji państwowej. Do których jest ostra selekcja.
    Ogólnie przecież ścieżkę kształcenia można uczynić bardziej egalitarną (jak ostatnio w Polsce) albo bardzo selektrywną, (jak w państwach Azji, w takich Chinach od kilku tysięcy lat, w Korei czy w Singapurze od grubych kilkudziesięciu – o ile mi wiadomo.) W Europie Francja ma taka szkołę, ale ja nie francuskojęzyczny i nie będę udawał, że wiem, jak się pisze te ich Ecole cośtam. 😉

    Nawet w Polsce kiedyś była Szkoła Kadetów. Oczywiście bardziej dla wojskowych, ale to tez elity państwa. Ściagam z wikipedii:

    „Wy tę w najopłakańszym stanie zostającą Ojczyznę waszą powinniście zaludniać obywatelami gorliwymi o jej sławę, o uwiększenie jej mocy wewnętrznej i poważania postronnego, o poprawę rządów w gatunku swym najgorszych. Niech was prowadzi ta zacna ambicja, żebyście odmienili starą postać Kraju”.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Szko%C5%82a_Rycerska

  58. prospector
    5 sierpnia o godz. 13:49

    Ale Majka z Kwiatkowskim już nie muszą gonić peletonu !

  59. Tobermory
    5 sierpnia o godz. 16:06

    „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.”

    To trzeba uściślić. Piłsudski nie miał na myśli narodu we współczesnym sensie. Miał na myśli niektórych. Natomiast możliwe, że o wszystkich mówił „kurwy”. A może tylko o Narodzie?

  60. Tobermory
    5 sierpnia o godz. 16:58

    Swędzi mnie język, żeby coś o tym dzięciole bliższego napisać.

  61. Szymonowicz
    5 sierpnia o godz. 14:03
    Mysle, ze pomocne byloby w dyskusji jasne zdefiniowanie czterech pojec: 1. panstwo, 2.kraj, 3.narod, 4.spoleczenstwo. Sa, co oczywiste, ze soba powiazane. Ale, czy nie oplaciloby sie jednak je wyraznie okreslic/zdefiniowac? Definicja „panstwa”, taka czy inna–realistyczna, czy marzycielska–to, moim zdaniem, za malo.

    Mój komentarz
    Też mam takie wrażenie (od lat, od początku, gdy cokolwiek zacząłem rozumieć),
    że dużo dyskutantów w kraju, znaczy się w Umęczonej, na blogach i w witrynach sieciowych miesza dowolnie pojęcia państwo, kraj, społeczeństwo, naród. Rząd, sejm, senat, sąd, premier, prezydent, prokuratura, policja, wszystko to w rozumieniu obywateli staje się jedną władzą nie wiadomo po co tak skomplikowaną i po co potrzebną.

    Takie mieszanie, taki zagarniający do jednej szufli sposób ujmowania państwa przez obywateli jest bardzo służący politykom o zapędach autorytarnych, bowiem oni w swoich zwrotnych tłumaczeniach skierowanych do ludu na temat swoich autorytarnych poczynań również mogą mieszać, plątać, kręcić, podstawiać swój interes pod interes państwa, interes państwa mieszać z interesem społeczeństwa, tworzyć hierarchię interesów, w której nie ma równowagi, współzależności, tylko pełna zależność – obywatel ma słuchać (się) we wszystkim państwa, a w nim sprawujących władzę, bo ci sprawujący władzę zostali wybrani i dlatego są uczciwi i mają dobra wolę.

    Ta łatwość mieszania w głowach obywateli daje politykom luz w sprawowaniu urzędów, w wypełnianiu obowiązków, który pozwala na nie uwzględnianie interesu obywatela, na lekceważenie równowagi władz, na umacnianie jedynowładztwa nie z wyboru pochodzącego, a z manipulacji państwem, prawem i sprawiedliwością. Których to manipulacji duża (zbyt duża) część obywateli kompletnie nie jarzy, bierze je za dobrą monetę, daje politykom wolną drogę w psuciu państwa, pozbawianiu go stałych zasad w funkcjonowaniu, w kreowaniu nierzetelności, która jest nazywana rzetelnością, dobrą zmianą, budzeniem społeczeństwa, uspołecznieniem sądownictwa, itd.
    Pzdr, TJ

  62. zza kałuży
    5 sierpnia o godz. 17:03

    Za liczb zaokraglanie znielubic?

    OK, i tak lepiej, niz za cokolwiek innego.

    W kwestii zmyslania, to ja tylko podalem to co sie od ojca dowiedzialem, gdy rozmawialismy o lataniu po kosmosie, czyli matematyce stosowanej do obliczania i korygowania kursow w odleglosciach kosmicznych.

    I masz chyba racje w tym, ze JEZDEM GUPI, bo lepiej bylo przemilczec, jesli sie nie umie wytlumaczyc. Niemniej sie pokusze i doloze co uslyszalem jako wyjasnienie, skad sie biora podane wielkosci i bedzie to tylko mala ich czesc:
    – odleglosc i zwiazane z nia bledy pomiarow
    – czas, czyli to co obserwujemy, jest stanem sprzed milionow lat
    – miejsce, gdzie sie chce doleciec, bedzie miejscem „za czas konieczny na dolecenie”
    – do tego dochodza zmienne zwiazane z rozszerzezaniem sie wszechswiata
    – i zmienne odnoszace sie do wszelkich innych parametrow lokalizacyjnych

    Nawet gdybym umial przystepnie wytlumaczyc, to tez bym sie wachal, czy to robic na blogu zajmujacym sie zupelnie innymi sprawami.

    Niemniej, a raczej pomimo Twojego sceptycyzmu, komus moge zaufac. I jest tm kims moj ojciec. Doskonale pamietam, gdy pod koniec lat 70 wrocil z konferencji w Hamburgu i obwiescil, ze „osiagnelismy Marsa” i wyjasnil nam, ze zespol matematykow z MIT dokonal przelomu w rachunku bledow i faktycznie pierwsze pewne i bezpieczne wejscia na orbite Marsa i nieco pozniej ladowania, mialy miejsce na poczatku lat osiemdziesiatych.

    O historii neipowodzen i pozniejszych sukcesow, mozesz sobie poczytac tutaj i choc caloc sprawia wrazenie, ze to wylacznie jest kwestia technologii, to matematyka konieczna do jej stosowania jest jej nieodlaczna czescia, mimo, ze nie jest wspominana:

    https://www.space.com/13558-historic-mars-missions.html

    ps Nie rusza mnie jak mnie wolaja, bo nie ma to wplywu na to co o sobie wiem. (lol)

  63. lonefather
    5 sierpnia o godz. 18:14
    Niemniej sie pokusze i doloze co uslyszalem jako wyjasnienie, skad sie biora podane wielkosci i bedzie to tylko mala ich czesc:
    – odleglosc i zwiazane z nia bledy pomiarow
    – czas, czyli to co obserwujemy, jest stanem sprzed milionow lat
    – miejsce, gdzie sie chce doleciec, bedzie miejscem „za czas konieczny na dolecenie”

    Mój komentarz
    Z powyższych dwóch ostatnich założeń wynika, że celem dolecenia może być miejsce, którego stan widzimy jaki był przed milionami lat (co jest związane z szybkością światła, odległością od Ziemi do celu mierzoną milionami lat świetlnych.

    A zatem dolecenie na to miejsce musiałoby trwać dużo więcej niż miliony lat bowiem szybkości światła nie da się osiągnąć w leceniu do celu.
    Powstaje problem czysto teoretyczny – na czym by odlecieli z Ziemi do tak dalekiego celu astronauci, co zapewniłoby im i ich kilkudziesięciu tysiącom, a może i milionom pokoleń egzystencję, rozmnażanie, wychowywanie, zaloty, ponowne rozmnażanie, jedzenie, gadanie, itd. Ile zapasów by musiał statek pomieścić, jak to wszystko by udźwignął? Co z recyklingiem? Gdzie by chowano zmarłych? Gdzieś by musiały się podziać te ustępujące pokolenia.
    Pzdr, TJ

  64. tejot
    5 sierpnia o godz. 19:02

    Moj komentarz:

    Rozwazasz problemy misji zalogowej, podczas gdy powyzsze nie rozwaza tego problemu, a wylacznie odnosi sie matematyki, a precyzyjniej do teorii bledow zaokraglen na kolejnych pozycjach za przecinkiem. Matematyki niezbednej do podrozy w przestrzeni kosmicznej.

    Zebys nie musial cofac sie do poprzedniego wstepniaka, przypomne co wtedy napisalem. Otoz zeby posadzic ladownik marsjanski na powierzchni znaczenie ma dokladnosc obliczen na 34/35 miejscu, osadzic w wybranym miejscu na powierzchni 35/36. Blad zaokraglenia na 34/35 miejscu za przecinkiem owocowal przeleceniem obok, lub rozbiciem sondy na powierzchni Marsa. Tyle w drobnej skali Ukladu Slonecznego i miliardow kilometrow. Przeniesienie sie w „otwarty” kosmos, zmienia skale z dziesiatek miejsc za przecinkiem, w setki, gdy chce sie „trafic” tam gdzie sie planuje.

    Sposobem na ominiecie tego problemu jest podzial na etapy. Wpierw w poblize ukladu, w poblize planety, na planete. Ale o ile mi wiadomo, poza autorami s-f, nikt sie tym nie zajmowal. Niemniej sadze, ze to co zostalo juz opracowane i udoskonalone w trakcie licznych misji marsjanskich, moze byc zastosowane w drugim i trzecim etapie. Pozostaje rozwiazanie problemow etapu pierwszego, czyli dotarcie w poblize ukladu.

    A jesli chodzi o loty zalogowe, to obecnie sa mozliwe tylko teoretycznie wiec nie widze potrzeby o nich dyskutowac.

  65. Paplanie sobie o lotach kosmicznych jest o wiele przyjemniejsze od gadania o naprawianiu kasty urzędniczej, politycznej, sądowniczej czy kapłańskiej.

    Głównie dlatego, że nie wyobrażam sobie aby jakieś ciało niebieskie mogło mieć złośliwy charakter Rydzyka czy Kaczelnika i chcieć naweracać inne ciała niebieskie na swoja drogę wmawiając im, że lecą złą drogą.
    Swoja drogą, widze tu wdzięczny temat dla zdolniejszych literacko ode mnie na wierszyk albo opowiadanko o planecie albo komecie która właśnie miałaby taki kapłański charakter i postanowiłaby nawracać resztę ciał wokół siebie. 😉

    @lonefather
    To co piszesz jako wspomnienia o pracy twego taty jest bardzo ciekawe, ale ja i tak i tak, przekornie, w to nie wierzę. Tzn. wierzę, że mógł nad takimi problemami pracować, ale myślę jednocześnie, że coś ci sie musiało pokiełbasić co do szczegółów.

    Cały czas opisujesz sposób nawigacji jaki przyrównałem do kuli bilardowej.
    Teraz przychodzi mi do głowy jeszcze jedno porównanie, a mianowicie tratwa.

    A zatem twój pojazd ma sie poruszać po trajektorii zdefiniowanej tylko poczatkowymi warunkami typu prędkość startowa i kierunek ruchu oraz napotykanymi po drodze polami grawitacyjnymi innych ciał niebieskich.
    Tak jak kula bilardowa.
    Tak jak tratwa starożytnych, której ruch definiowały w dużym stopniu prąduy morskie.

    I wtedy rzeczywiście moge sobie wyobrazić, że tak postawiony problem MOŻE wymagac szalonej dokładności obliczeń.

    Ale.

    Ale polega na tym, że już starożytni znali żagiel. A przed nim znali wiosło. A zatem mieli na pokładzie swojej tratwy silnik i umieli z niego korzystać. Nie będę tu robił wykładu z historii urządzeń nawigacyjnych i napiszę tylko o najbardziej znanym czyli o sekstancie. Który umożliwia żeglarzowi BIEŻĄCE sprawdzanie swojej pozycji W CELU JEJ KOREKCJI JEŚLI TO JEST KONIECZNE.

    Według twojego opowiadania praca twojego ojca zupełnie nie czyniła użytku z tych nawigacyjnych i napędowych mozliwości. W co nie chce mi się wierzyć. Za mało wiem o wysłanych w przeszłości sondach kosmicznych aby bez góglowania dyskutowac, które miały pokładowe silniki i urządzenia nawigacyjne a które nie. Byc może te dawne, z lat 60-70 nie miały. Byc może wtedy rzeczywiście trzeba było takich dokładnych obliczeń.

    Ale dzisiaj?
    Dzisiaj kazdy przytomny człowiek wykorzystałby czy to operowane przez ludzi czy to przez automaty zarówno silniki jak i pokładowa nawigację. redukujące te twoje obrachunkowe trudności do zupełnie zwyczajnych proporcji.

  66. zza kałuży
    5 sierpnia o godz. 20:14

    Hmmm a spotkales w zyciu choc jednego matematyka? Takiego faktycznie matematyka?

    Ja do tej poru z trudem wierze, ze moj stary profesor informatyki, cale zycie przepracowal tylko z kartka papieru i olowkiem. Dlugopisem przepisywal dopiero, gdy mialo isc do druku. Wiec Ty pozostan przy inzynierskiej niewierze, ja pozostane przy tym, co „cale zycie” widzialem na wlasne oczy. Ojciec sie nie zajmowal lotami kosmicznymi, napedami, czy innymi takimi… On sie zajmowal matematyka, i jezdzac na konferencje wiedzial do czego znajduje praktyczne zastosowanie to czym sie zajmowal. W pewnym sensie byl zmuszony to wiedziec, zeby moc odpowiedziec swoim dzieciom na pytanie czym sie tak naprawde zajmuje. Od siebie dodam, ze matematycy, to sa naprawde dziwni ludzie. DO tego stopnia dziwni, ze jeden z nielicznych, ktory zrobil na matematyce kase w PRL, czyli niejaki Bohdan Mis, cale zycie i do tej pory twierdzi, ze jest matematykiem, choc zaden z matematykow nie zna ani kawalka matematyki wytworzonej przez Bohdana Misia.

  67. @tobermory, 5.8, 16.06

    No wlasnie czegos takiego oczekiwalem. To o spoleczenstwie, czy narodzie. Czy sie z tym zgadzam, czy nie to inna sprawa.
    Musiales jeszcze „wpieprzyc” niejakiego Pilsudskiego? Po co? To powtarzanie tych pseudomitow(innym jest JPII) powoduje to, ze nie ma zadnych szans na rozsadna dyskusje. Prymityw(Pilsudski) nazywal czesc Polakow „kurwami”. Jesli kiedys Polska ma sie stac normalnym krajem, to trzeba zapomniec i o Pilsudskim i o JPII. Obaj byli dla Polski tragedia. Byli tacy sami: scinac glowy wszystkim, ktorzy nie z nami. Wspominac o nich-owszem, ale po to by mlodzi ludzie zrozumieli, do czego prowadzi obled.

  68. zza kałuży
    5 sierpnia o godz. 20:14

    I mam prosbe jedna o to, zebys nie przypisywal mi tego do czego nie jestem w najmniejszym stopniu uprawniony, czyli sugerowania, ze mam jakies problemy zwiazane z rachunkiem bledow…

    Nie mam z tym najmniejszych problemow. Doslownie zadnych. Bo sie tymi zagadnieniami nie zajmuje. Jak sie nie zajmuje, to nie mam problemow, co nie?

    A to, ze o tym wspomnialem, wzielo sie zwyczajnie z toku dyskusji i z tego, ze przynajmniej tyle wiem o tym problemie.

    A juz na koniec to wskaze Tobie blad ktory popelniles w ostatnim akapicie. Masz racje, ze obliczenia wykonuja komputery, tylko ze zapomniales o drobiazgu, czyli o tym, zeby komputery wykonaly poprawnieobliczenia, musza zostac poprawnie zaprogramowane, a tego bez pracy teoretycznej, takich matematykow jak moj ojciec wykonac sie nie da.

  69. @Tobermory
    na pomoc byłemu prezydentowi Gruzji ruszyli za to politycy z Polski i Litwy, którzy apelują o rozważenie nadania mu obywatelstwa swoich państw.
    Pyszne!
    A…a..a.. jacy to politycy?
    @lonefather
    jak są obstawiane zakłady u bookmacherów czyli dostanie ten paszport czy nie?

  70. tejot
    5 sierpnia o godz. 19:02
    bowiem szybkości światła nie da się osiągnąć w leceniu do celu.
    Coś mi się ckni ,że jest to też z innego powodu niemożliwe. Przy osiąganiu prędkości światła masa dąży do nieskończoności.

  71. zza kałuży
    5 sierpnia o godz. 20:14

    A jesli chodzi o googlowanie, to sie zupelnie nie masz czym przejmowac. Jest tu taki jeden, o ktorym czasem pisze „techniczny”, ktory uwielbia googlowac i jest w tym bardzo sprawny. Przyjdzie, przeczyta, ze Ci sie nie chce i sam z siebie wygoogluje i poda na tacy. To tylko kwestia czasu jest… Wystarczy poczekac. (lol)

  72. @zezem

    Mialem 17 lat, gdy sie na hazardzie sparzylem. Od tego czasu omijam obojetnie. Jesli Ty masz zainteresowanie to bez problemu znajdziesz na internetowych stronach bookmacherow.

  73. @Szymonowicz
    5 sierpnia o godz. 20:36

    Nie jestem sympatykiem Piłsudskiego, ale uważam, że ten drugi cytat jest celny absolutnie i bardzo aktualny.

    @zza kałuży
    5 sierpnia o godz. 20:14

    Tak ci tylko po koleżeńsku powiem, że dyskusje ze specjalistą od kiełbaszenia nie mają sensu. Gdy zażądasz, by ci udowodnił, że etanol można wyprodukować z kredy, to wejdzie na taką orbitę, że do Marsa będzie miał całkiem blisko 😎

  74. @lone

    i tak bylo, jak napisales, z ta teoria: z olowkiem i kartka papieru. Moj niezyjacy przyjaciel, matematyk-programista, absolwent uniwersytetu charkowskiego im. Gorkiego (zreszta wiekszosc matematykow i fizykow wyjechalo z ZSSR w latach poznych 70 i na poczatku 90) wiekszosc pracy przygotowywal kreslac i bazgrzac olowkiem w rozlicznych tiedriadiach (mam czesc ich w domu, nietypowy format zeszytow w kratke w plastykowej okladce. Inny moj kolega Sasza zajmuje sie m.i
    Yang-Baxter equation, quantum groups,
    algebraic aspects of integrable models,
    Hopf, Frobenius algebras, Picard and class groups

    Z polskich matematykow od razu na mysl mi przychodzi Hugo Steinhaus – wroclawski uniw. zawsze mial swietnych naukowcow z tej dyscypliny.

  75. 43-letni chłop przyjechał dziś do Łaz (poprawnie: do Łazów, ale nikt tu tak nie mówi) na wczasy i dziś utonął. Dopiero przed chwilą się dowiedziałem z internetu, że stało się to wtedy, kiedy rowerowałem właśnie przez Łazy. A informuję o tym dlatego, że niereformowalne bełkoty medialne znów bełkoczą o groźnym prądzie wstecznym, który jest mniej więcej tak prawdziwy, powszechnie znany i groźny jak Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Śnięty…przepraszam…Święty.

  76. ozzy
    5 sierpnia o godz. 21:48

    Fajnie wiedziec, ze ktos to wie poza mna. Mysle o metodzie pracy, a nie tylko rezultatach.

    A poza wszystkim to wiadomo, ze wszechswiat is build off protons, elektrons and morons…

  77. Mars sie przewija i przewija, no to jak sie na niego doleci w koncu, lub kiedys, to trzeba bedzie po nim czyms pojezdzic. Pojezdzic bedzie mozna tym, lub czym innym, jesli to sie zsetarzeje:

    https://www.space.com/37719-nasa-concept-rover-photo-tour.html?utm_source=notification

  78. @wbocek
    5 sierpnia o godz. 21:59

    Pombocku, kilka dni temu niemiecka TV pokazywała plaże w Hiszpanii i Portugalii, gdzie co roku tonie kilka osób, które prąd wsteczny (strugowy) znosi od brzegu, a one usiłują z nim walczyć 🙁
    Mówią, że Morze Północne i Bałtyk są pod tym względem mniej niebezpieczne, ale zjawisko to się zdarza i zdarzają się utonięcia. Także w Danii.

  79. @Tanaka
    5 sierpnia o godz. 12:30
    To Wyborcza. A Wyborcza od początku, w sposób mniej lub bardziej kulturalny chce te Razem udupić. Jedną z metod jest inny tytuł i inna treść. Dokładnie ten sam sposób był stosowany kiedyś w stosunku do SLD.

  80. Srodowsko ‚Wyborczej’ chybadalej niewiele rozumie z tego co sie stalo i do czego przylozyla reki.

  81. wbocek
    5 sierpnia o godz. 21:59

    Polacy sie topia, bo maja sklonnosci samobojcze.
    Z tego samego powodu zabijaja sie na drogach, w gorach i wszedzie indziej. Na drogach – niby – okazuja tez cechy zabojcow, ale to glownie pozor. To tylko sklonnosc samobojcza wyrazona posrednio.

  82. zezem
    5 sierpnia o godz. 21:00

    do zera

  83. @Tanaka
    5 sierpnia o godz. 22:39
    To nie skłonności samobójcze – to głupota. Tak zwane niedocenianie przeciwnika, czyli przyrody i przypadku.
    Bo sobie wyobraź – przylecieć z Niemiec do Australii żeby się dać pożreć przez krokodyla, to wyjątkowo wyrafinowany sposób popełniania samobójstwa. A na brzegu stoją tablice ostrzegawcze z obrazkiem krokodyla dla nieczytatych. Teraz dodatkowo z napisem po niemiecku 🙂
    http://www.abc.net.au/news/image/5614694-3×2-940×627.jpg

  84. @lonefather 5 sierpnia o godz. 20:26
    „Hmmm a spotkales w zyciu choc jednego matematyka? Takiego faktycznie matematyka?”

    W sumie to nie mam pojęcia…
    Profesorowie Hartman i Duda egzaminowali mnie do pierwszej klasy licealnej. W tym celu musiałem wtedy przyjść do ich gabinetów w Instytucie Matematyki UWr. i rozwiązać jakieś zadania. Potem przychodzili do szkoły i prowadzili z nami kilka lekcji.
    Bo na stałe to mieliśmy 2 nauczycieli matematyki, jeden od analizy drugi od algebry. No ale to byli zaledwie doktorzy, to pewnie się dla ciebie nie liczą.
    Kto to zreszta wie, bo obaj byli po wykładach w USA, gdzie do nich sie zwracano per „panie profesorze” a oni sie buntowali i kazali wszystkim studentom mówić do siebie po imieniu. Dziwaki takie, nam uczniom w liecum też tak kazali. Ale był szum miedzy innymi nauczycielami, nie masz pojęcia.
    Że jak w Ameryce byli to już myślą, że mogą wszystko i uczniom chcą we łbach poprzewracać…

    Ty @lonefather też miałeś uniwersytecki egzamin do liceum?
    Ciebie też w szkole na stałe uczyli dwaj doktorzy matematyki?
    Ty też miałeś podział na analizę i algebrę?
    Tak tylko się pytam…

  85. No i nie wiadomo czyj diabeł starszy…

  86. zza kałuży
    6 sierpnia o godz. 0:01

    Mialem.
    Skonczylem rozszerzona matme. Na maturze to mnie poza angielskim, ktory zdawalem bez jednego slowa po Polsku, to mnie juz malo o co sie pytali. Klasa byla ogolnie uwazana za „dziwna”, czego najlepszym dowodem jestem. Bo nie poszedlem na matme, ani na fizyke, ani na polibude, tylko zdecydowalem sie na to, zeby zostac dyplomowanym pastuchem, znaczy sie skonczylem zootechnike na AR. Matma sie mi praktycznie przydala, bo dzieki niej bez problemuzrozumialem problemy zwiazane z genetyka i odziedziczalnoscia. Magisterke zreszta z tego wlsanie zrobilem pokonujac opory promotora, ktory nigy nie zrozumial co ja napisalem i dal mi 3=, a gdy przynioslem dwie recenzje na 5, jedna od prof od metod hodowlanych, druga z informatyki od prof Andrzeja Blikle, to wymiekl i przerobil na 4+… Wesolo mialem, jak malo kto. Do dzis mnie to bawi, choc troche mi szkoda faceta, bo w sumie byl w porzadku, tylko nie kumal matematyki. A nawet jak cos rozumial, to nie umial przelozyc na zjawiska ze swiata przyrody, niezaleznie od wysilkow jakie podejmowalem, zeby mu wytlumaczyc. Piec lat klasy matematycznej i rozumienie matematyki dalo mi niezle przygotowanie, choc wskutek okolicznosci niezaleznych, na niewiele sie to wsumie przydalo, jesli nie liczyc tego, ze wyksztalcone i wytrenowane logiczne myslenie sie co i rusz przydaje.

    Ci Twoi z ogolniaka, to sie zwracali do was faktycznie „po amerykansku”, sam doswiadczylem na studiach w USA , a czy byli matematykami, to skad mam wiedziec? Nie znam gosci.

  87. Tobermory
    5 sierpnia o godz. 22:19

    Tobermorku, toż mówię, że u nas też MÓWIĄ. Że jest Bóg – też mówią. I ja mówię, że mówią. Gdyby nie mówili, to bym nie mówił. Tylko jednej rzeczy nie mówią: że ja – ŻYJĘ. A pływałem w morzu (również w czasie sztormów) od Ustronia Morskiego, przez Gąski, Sarbinowo, Mielno, Łazy, dzikie plaże, Jarosławiec, Ustkę, Orzechowo, Rowy, Łebę, Władysławowo, Hel, Gdynię, do Gdańska-Stogów. I chyba stop. Rozumiesz coś z tego, że żyję i niczego z tego, co „mówią”, nie dotknąłem, nie powąchałem ani mnie nie przestraszyło i nigdzie nie poniosło? Bo ja nie mam czego rozumieć, więc tylko mówię, że mówią. Coś jak z Matką Boską na szybie i Jezuskiem na kominie. Niech będzie uwielbiony lud w swoim mówieniu i w swoich świętych. A mówię wyłącznie o jego mówieniu o południowym Bałtyku i nic nie wiem, co mówią o Atlantyku, którego, bardzo żałuję, nie przepłynąłem wpław ani tam, ani, tym bardziej, z powrotem.

  88. Tobermory
    5 sierpnia o godz. 22:19

    Ojej, Tobermorku! Zapomniałem, że jak stawaliśmy „Panną Wodną” przy molo w Sopocie, natychmiast byłem pływający między palami. Fakt, że więcej niż do piątki nie wychodziliśmy, Choć „Panna” była pełnoprawnym minowcem Kriegsmarine, że ob. twoju mać.

  89. Tobermory
    5 sierpnia o godz. 22:19

    No i jeszcze na dobranoc, pchły na noc i dzień dobry. Tobermorku, nie wiem, czy Ty wiesz, o czym mówią, kiedy mówią. Oni mówią o prądzie wstecznym OD BRZEGU! Na całej długości południowego brzegu Bałtyku. Taki prąd powstaje w przybrzeżnym lesie i spada na plażę. Im wyższy klif, tym bardziej spada. Przeciska się między ziarenkami piasku w stronę morza. Im bardziej się przeciska, tym bardziej mu rosną mięśnie i jest coraz silniejszy. Jak wpada do wody, jest już tak silny, że może unieść w morze nawet stukilową panią. Warunek: pani musi być okropnie głupia. Pan – też. A najbardziej – dziecko. Jak prąd trafia na coś niegłupiego, od razu daje wstecz i omija szerokim łukiem. Dlatego się nazywa „wsteczny”. Amin.

  90. zza kałuży
    6 sierpnia o godz. 0:01

    Jeszcze raz przeczytalem Twoj post i tym razem zwrocilo moja uwage to co napisales, o tym ze stopien doktora moze sie dla mnie „nie liczyc”. Masz i nie masz racji. Masz bo faktycznie zaden stopien, zaden tytul, nie powoduje u mnie wymiekania.

    @ozzy przywolal prof Hugo Steinhausa.
    Jako dzieciak poznalem go osobiscie, bo kilkakrotnie goscil u mojego ojca. Hoc juz ulomnie, to jednek wciaz trwala tradycja lwowskiej szkoly, ktora wskutek „okolicznosci zyciowych” sie przenosila i na dzieciaki. Dzieki temu majac 8, czy 10 lat, nauczylem sie odrozniac klase i oddzielac czlowieka i jego klase od tytulu, czy stopnia z jakim sie obnosi. Prof Steinhaus sie wzdragal, gdy ja osmiolatek zwracalem sie do niego per „panie Profesorze” i upominal, zeby mowic do niego Hugo. Ja z nim rozmawialem o dinozaurach, ktorymi sie wtedy fascynowalem, a on korygowal moje setki ton do dziesiatkow. Lagodnie, choc o dinozaurach mowilismy…

    I poznalem tez ewidentnych idiotow z tytulami profesorskimi, ale o tych typkach szkoda gadac…

    Ciekawe i pouczajace mialem dziecinstwo. Moze mozna mi zazdroscic, ale nie ma czego. Wszystko ma cene i ja tez „zaplacilem”, za to jakie mialem dziecinstwo. Nie nie zaluje, zreszta nie mialem wyboru, a gdybym mial to najprawdopodobniej bym je wybral, nawet znajac cena.

  91. @zza kałuży

    Ech prowokatorze… co mnie na wspomnienia wyciagnoles.

    Doloze…

    Rozni siedzieli przy tym stole. Profesorzy, doktorzy, docenci i magistrowie tez, ale nie bylo hierarchii. Ja obsluga stolu wraz z siostra, donosilismy i podawalismy i sie wsluchiwalismy w rozmowy i dyskusje. Nie rozumialem niemal niczego o czym matematycy przy stole gadaja, ale slyszalem i rozumialem, ze kazde zdanie bylo z uwaga sluchane i dyskutowane. Wtedy tego nie rozumialem, zrozumialem o wiele pozniej, ze nie liczylo sie zo kto powiedzial, tylko wspolne zmierzanie do celu, do rozwiazania problemu. Jak przyrownam to do tego co jest publice serwowane pod tytulem „dyskusja”, to rece opadaja… Bo to jest tak jakby porownywac jatke, z placem budowy. W jedym miejscu wszystko jest niszczone, w drugim jest wspolny wysilek, zeby cos zbudowac. I chyba nie masz problemu z ekstrapolacja tego co napisalem, na to co widze i rozumiem, chcoby obserwujac to co sie czesto daje widziec tu na blogu.

    Pozdrowka

    ps Mialem szczescie na wlasne oczy i uszy widziec i poznac to co jest znane pod nazwa Szkola Lwowska. Inny swiat. Kompletnie inny swiat. Wiec powtorze, ze matematycy to dziwni ludzie. Mozliwe, ze wskutek tego, ze uprawiaja matematyke, ktora nie dopuszcza twierdzen z gruntu falszywych, chyba ze w ramach dowodzenia prawdziwosci.

  92. zza kaluzy

    No dobra, otarlem sie, a nie poznalem. (zeby sie morony blogowe nie czepialy)

  93. @lonefather 6 sierpnia o godz. 0:32
    „bo dzieki niej bez problemu zrozumialem problemy zwiazane z genetyka i odziedziczalnoscia.”
    A ja nigdy ich nie zrozumiałem. Moja dziewczyna tłumaczyła mi te recesywne i dominujące, tłumaczyła o Mendlu, o grochu czy fasoli tłumaczyła, potem o lwicach i o lwach coś tam było, ale nic mi do głowy nie wchodziło.
    W końcu z tego tłumaczenia katolickiego wcześniaka szczęśliwie porodziła i tak się zaczęła nasza wesoła produkcja dzisiejszych obrońców wiary i ojczyzny przed muzułmańskimi nachodźcami nasłanymi przez globalistów i Sorosa.
    My przynajmniej nie mamy sobie nic doi zarzucenia pod względem ilości wyprodukowanych obrońców – całe multum!
    A wszystko zaczęło się od korepetycji z genetyki… 😉

  94. zza kałuży
    6 sierpnia o godz. 2:55

    …hahhhaahhaaa !

    Dobre, nawet wiecej bardzo dobre!
    U mnie na odwrot. Same ateisty, jak ja. Musi jednak cosik w genach dominujacych sie ukrywac.

  95. zza kałuży
    6 sierpnia o godz. 2:55

    A powazniej, to gdyby Tobie nie gadala o Mendlu, grochu, czy lwicach z lwami, tylko zwyczajnie o rachunku prawdopodobienstwa, to mysle, ze w lot zrozumialbys o co biega.

  96. Tobermory
    5 sierpnia o godz. 22:19
    kilka dni temu niemiecka TV pokazywała plaże w Hiszpanii i Portugalii, gdzie co roku tonie kilka osób, które prąd wsteczny (strugowy) znosi od brzegu,
    Nie trzeba szukać w Portugalii czy Hiszpanii.
    Np. na plaży Zandvoort aan Zee (strona południowa) są tablice ostrzegające przed tym zjawiskiem.

  97. Tanaka
    5 sierpnia o godz. 22:42
    Może źle (to są już „eony”) pamiętam. Tym nie mniej był to nawet nieskomplikowany wzór końcowy. Jeżeli „do zera” , prosiłbym o przypomnienie – inaczej muszę pokonać moją inercję lub pewien letarg.

  98. @zezem
    6 sierpnia o godz. 9:11

    Niedoszły biskup może mieć trudności.
    Najlepiej by było, gdyby jakiś „otarty” o matematykę fachowiec to porachował 😀

    https://s3.amazonaws.com/lowres.cartoonstock.com/history-caveman-cavemen-fires-inventor-invented-rman13965_low.jpg

  99. Wygrywa Jaroslaw Kaczynski bezapelacyjnie i bezdyskusyjnie!

    Sportowy pismak z Gazety Wyborczej tak pisze o wczorajszym finale 100m mezczyzn, na Mistrzostwach Swiata w Londynie:

    http://www.sport.pl/lekkoatletyka/7,64989,22197386,usain-bolt-dopiero-trzeci-w-biegu-na-100-metrow-wygrywa-znienawidzony.html#Czolka3Img

    I tylko mi nie piszcie, ze tam nie ma ani slowa o Kaczynskim!

    Bo choc nie ma o nim, to sa jego slowa. Jedyne czego zabraklo do kompletu, to „mord zdradzieckich”.

    Kaczynski zwyciezca!

  100. Kaczynski versus Gazeta Wyborcza 1 : 0

    Az by sie chcialo dopowiedziec GW mniej niz zero. Ciezko to pisac, ale sie Gazeta stacza jesli jej redaktorzy puszczaja takie gowiny.

    Ale swiat nie jest taki zly i dam na to dowod.

    9cio letni „”Obronca Galaktyki” wyslal do NASA list z oferta podjecia pracy. Mozna go przeczytac tutaj:

    https://www.msn.com/en-us/news/us/9-year-old-guardian-of-the-galaxy-applies-for-job-at-nasa/ar-AAptgHB

    NASA nie olala 9cio latka, tylko sam Dyrektor Departamentu Planetary Science Jim Green osobiscie odpisal na list Jack’a Davisa, zachecajac go do ciezkiej pracy i odpowiednich studiow, oraz wyrazil nadzieje, ze Jack dolaczy do zespolu NASA pewnego dnia. O czym tez mozna przeczytac w linkowanym artykule.

    Naprawde Swiat nie jest taki zly, gdy sie pomysli pozytywnie, a nie jak goniacy za „dmuchanymi emocjami” pismak z Wyborczej, ktory nie tylko sam ulegl jezykowi nienawisci, ale go jeszcze promuje.

  101. Ewa-Joanna
    5 sierpnia o godz. 22:48

    Głupota może być u Niemca, albo smak na krokodyla, tylko odwrotnie. W Polaka to instynkt samobójczy. Cała polska historia to nic, tylko samobójstwa. A jak kto zostaje to śpiewa hymny pochwalne tym co nie zostali. I stawia samobójcom pomniki i pisze o nich ładne książeczki i dzieci się w szkołach uczą, że dobrze jest być samobójcą, oraz bardzo koniecznie i nad wszystko – święte.

  102. zezem
    6 sierpnia o godz. 9:11

    E = mc 2
    m = E/c2

    Czyli wzrost prędkości zmniejsza, w stosunku kwadratowym, masę. Przy prędkości światła zostaje energia.

  103. @Tanaka

    Ty to sie najwyrazniej dopraszasz o krokodyla … hahahhaaa.

    CZym potwierdzasz ze masz racje z tymi samobojczymi ciagotami.

  104. @Tanaka
    Myśleliśmy o tym samym wzorze… Tym nie mniej jest chyba inaczej… Podpieram się „Wikipedią”*, bo do „Feymanna” trzeba mieć tochę czasu…
    http://www.iwiedza.net/wiedza/136.html

  105. Widziałem przed chwilą na Planete+ dokument Sekretny świat Lewisa Carrolla. O wydarzeniach, które stanowiły inspirację do Alicji w Krainie Czarów
    To świetny powód abym wkleił ten link. 
    ‎https://m.youtube.com/watch?v=ywGRnFjOaxI


    A zaraz będzie Światy Philipa K. Dicka.‎

  106. zezem
    6 sierpnia o godz. 8:52

    Za chwilę jadę, żeby mnie prąd wsteczny „zniósł” od brzegu. Od ponad 60-ciu lat nie może „znieść”. Czy Wy obaj z Tobermorkiem rozumiecie, co w łatwowiernej Polsce nazywa się „prądem wstecznym”? Bo widzę, że na blogu ateistów jest sporo wierzących. A ja nie tylko o tym opowiadanym prądzie mówię. Zobaczcie. choć nigdy nie wiem, czy się cholerstwo otworzy. Kiedyś chyba te filmiki tu byli. Aloe! Lete.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6451074332980633730?icm=false&authkey=CMHO8J6X3taaqQE

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6451079395562197986?icm=false

  107. Nie wytrzymałem, musiałem zawrócić od dźwi.
    Rozśmieszyli mnie panowie dwaj – o patataj, o patataj – mówiąc, że na tablicach coś pisze. Prawie co dzień przejeżdżam koło kościoła, przed którym na wielkiej tablicy też coś pisze: „Bóg jest miłością. Z nim zwyciężymy złe moce” – coś równie mądrego jak onegdajsze „Pokonamy fale”. Co z takich pisań miałoby wynikać, prócz tego, że „pisze” – że coś sensownego i realnego mówią? Zaiste racjonalizm ateistów bywa wybiórczy. Albo i wcale nie bywa. Mam obserwacji takiego codziennego fideizmu (i wierzących, i ateistów) w różnych duperelach od metra. Zbierałem się do zaprezentowania wyboru, ale szkoda lata. Ceś!

  108. wbocek
    6 sierpnia o godz. 11:09
    Wpisy j.w. swego czasu czytałem i tzw. dowody (filmiki) kąpiącego się po kolana czy pas w Bałtyku także.
    Z drugiej strony widziałem i sam przeżyłem to i owo. ( w temacie!).
    Teraz dochodzi konkluzja ,że i administracja nadmorskiego Zandvoort straszy ludzi bzdurami.
    Miłego dnia!

  109. @wbocek
    W przypadku sprawy mogącej byc kwestią życia i śmierci, dobrze opierać się na solidnie zweryfikowanej wiedzy. Jeśli nie udało się potwierdzić czegoś empirycznie, to jeszcze nie znaczy, że to coś nie istnieje. Być może warunki eksperymentu nie były właściwe.
    Są tacy, którzy doświadczalnie doszli do odmiennych wniosków. Też mają fajne filmy:
    https://youtu.be/M9OMIKsTuqY
    https://youtu.be/-hCZuYzNujI

  110. @wbocek
    W Australii, Kalifornii i na Florydzie dzieci uczą się w szkole, jak sobie radzić w przypadku porwania przez wsteczny prąd (rip current). Na YT są dziesiątki, jeśli nie setki filmów, gdzie eksperymentalnie, kolorowmi markerami oznacza się obszary występowania w wodzie prądów wstecznych, wyjaśniona jest mechanika powstawania zjawiska. Bez trudu można zmierzyć jego szybkość, dochodzącą niekiedy nawet do pięciu węzłów.

  111. zezem
    6 sierpnia o godz. 11:01

    Ale o co chodzi z Fynmanem – zaprzecza równianiu Einsteina?
    Jak rośnie mianownik – prędkość – to maleje jego prawa strona, czyli masa. Im bliżej prędkości światła, ty masa mniejsza a energia większa. Gdyby masa miała być w takich warunkach nieskończona, to łorety i bozię wzywamy! Światł Słońca spadałoby głazami na ludzi – dokładnie tak jak robił to bozia.

  112. Sezon najwyrazniej ogorkowy, bo kupilem dzis malosolne. Musza jeszcze postac dzien, czy dwa i beda super. Ale choc powinny postac, to sie nie oparlem… Mea culpa. Mea culpa. Mea maxima culpa…

    Bo lakomstwo jest grzechem, ktory ogorkowo spelnilem, co tu wyznaje wam bracia i siostry moje.

    Innym pokusom sezonu ogorkowe sie opre.

  113. @Tanaka
    6 sierpnia o godz. 14:30
    Ale o co chodzi z Fynmanem – zaprzecza równianiu Einsteina?
    Wręcz przeciwnie.

    „Feynmanna wykłady z fizyki” PWN,1974 – Tom 1 cz.1
    -szczególna teoria względności (str.227)

    Cytat: „Obecnie jednak wiemy ,że nie jest to prawda* i że masa ciał rośnie wraz z prędkością. W poprawionym przez Einsteina wzorze mma następującą wartość:
    m= m°/pierwiastek kwadratowy z: 1-v²/c²
    gdzie m° jest masą spoczynkową ciała nieruchomego , c zaś prędkością równą około 300 000km/s”
    * chodzi o drugie prawo Newtona

  114. Tanaka
    6 sierpnia o godz. 14:30
    Jak rośnie mianownik – prędkość – to maleje jego prawa strona, czyli masa. Im bliżej prędkości światła, ty masa mniejsza a energia większa.

    Przypuszczam, że sobie żartujesz. Ale dla tych co by na poważnie to wzięli, doniosę że równanie E=mc^2 mówi o równoważności masy i energii, c jest tu stałą, prędkością światła, a nie prędkością poruszającego się ciała. Można napisać że m = E/c^2, ale skoro mianownik nie rośnie, to i masa nie maleje.
    Zależność między masą spoczynkową ciała i jego masą w ruchu jest w równaniu które przytoczył @zezem. Z niego jasno wynika, to co twierdził wcześniej. Tylko cząstki o masie zero, jak fotony, mogą więc osiągnąć prędkość światła.

    A swoją drogą to przydałoby się bardziej czytelnie te równania napisać. Musi być jakaś metoda.

  115. gotkowal
    6 sierpnia o godz. 14:13

    Wybacz, wróciłem z pięknej kąpieli i podróży i kompletnie mi się nie chce gadać, ale powiem. Pierw zorientuj się, co w Polsce nazywa się prądem wstecznym, występującym bliziutko brzegu w takiej odległości, w jakiej podskakują z falą stukilowe piękne panie. Wtedy może się zorientujesz, jak śmieszne jest Twoje pięć węzłów, które ja niełatwo osiągam na moim transatlantyckim żaglowcu. W dodatku pięć węzłów NIEISTNIEJĄCEGO przy południowych brzegach zamkniętego Bałtyku prądu wstecznego. To jest wiara w prąd, nie prąd. O prądach oceanicznych się nie wypowiadam i Tobie odradzam nieporuszanie tego przy sprawie Bałtyku, zwłaszcza jeśli choć odrobinę wiesz, jak powstają prądy i jakiej siły potrzebują, by powstać. Przy południowych brzegach Bałtyku są prądy wschodnie i zachodnie, nie ma żadnych „wstecznych”. O ewentualnych prądach, w pobliżu wpływających do Bałtyku rzek, się nie wypowiadam. Jeśli przez ponad 60 lat pływania w Bałtyku w najróżniejszych warunkach żaden urojony ani rzeczywisty prąd nawet mi jednego włosa nie wygiął ani tu, ani gdzie indziej, a ty mówisz o warunkach eksperymentu, to imponująco teoretyzujesz. Jest prąd lub go nie ma, a nie żeby go ze świecą szukać, jak ktoś potrzebuje się topić. Albo, kuna, tworzyć porządne eksperymentalne warunki do topienia się. Wiara czyni cuda, dlatego wielu domniemanych ateistów, owładniętych nieprzeliczonymi wiarami w one cuda, mam za atrapy.

  116. Test: sqrt{3}

  117. @wbocek
    6 sierpnia o godz. 17:39

    Wiem, że nikt i nic twoim przekonaniem nie zachwieje, ale rok temu w Łebie…

    „Jeden z dramatów rozegrał się w niedzielę ok. godz. 16 w Łebie, gdzie na niestrzeżonej plaży wypoczywała rodzina z Rzeszowa. Do wody wszedł ojciec z 11-letnią córką i 12-letnim synem. Wysokie fale sprzyjały zabawie do jednego feralnego momentu. Silny prąd wsteczny porwał całą trójkę kilkanaście metrów od brzegu. Tonący zdołali krzyknąć o pomoc. Na ratunek ruszyli świadkowie, później dołączyli ratownicy. Z wody zdołali wyciągnąć mężczyznę i syna. Rozpoczęto akcję reanimacyjną, która uratowała im życie. Niestety, z żywiołem nie poradziła sobie 11-letnia dziewczynka. Dziecka szukała m.in. specjalistyczna grupa płetwonurków z Gdańska. Ciało znaleziono w poniedziałek na plaży w Sasinie, 15 km od miejsca zaginięcia.”

    http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35636,20518374,baltyk-zabiera-zycie-winna-natura-czy-czlowiek.html

  118. ” Jest prąd lub go nie ma, a nie żeby go ze świecą szukać, jak ktoś potrzebuje się topić”

    Raz jest, a raz go nie ma 😎

  119. @wbocek
    Żeby zamknąć temat.
    Prądy strugowe, występują na ograniczonym obszarze, w strefie przyboju. Związane są ze specyficznym ukształtowaniem dna (w kanałach między mieliznami), często występują w pobliżu falochronów, pirsów. Warunkiem sprzyjającym, jest załamująca się fala (wysokości 1-3 stóp). Najłatwiej dostrzec je z poziomu wydm lub klifu. A potem sprawdzić wrzucając do wody np. jabłko. Polecam obejrzenie dowolnego zalinkowanego filmu. Oczywiście, pisząc o prędkości pięciu węzłów, nie miałem na myśli południowego Bałtyku.
    Ps. W młodości miałem niebezpieczną przygodę z tym związaną, więc nie poruszam kwestii wiary.

  120. Jakbym był majster, taki jak pan Janeczek, to bym was wszystkich posłał z wiaderkiem do sklepu za rogiem po kilka litrów woltów i ze trzy ampery, aby był prąd. Ale ja nie majster, więc sami se wolty i ampery przynoście. Przypominam, że dla prądu najlepsze są wolty wsteczne. Prosit!

  121. gotkowal
    6 sierpnia o godz. 18:09

    Kolego, wątpię w Twoją przygodę z nieistniejącym prądem wstecznym, natomiast nie wątpię w wyobraźnię słabiutkich, wystraszonych pływaków lub baraszkowiczów. Zwłaszcza kiedy im media lub ratownicy swoją głupotą pomagają i podsuwają wyjaśnienie w postaci „wstecznego prądu”. Ten prąd to coś jak Matka Boska na szybie. Media plotą o prądzie wstecznym przy naszych brzegach na całej długości wybrzeża przy ciut większym falowaniu. Powiadają, że to odbita fala. A ja pytam, jaka fala, skoro fala na brzegu rozpływa się do zera? Nie ma żadnej fali odbitej na piaszczystych brzegach. Więc i nie ma wstecznego prądu. Fala to nie przesuwanie się wody, lecz wznoszenie i opadanie – nie ma też zatem odbijania. Mnie nie są potrzebne żadne eksperymenty, bo setki razy stawiałem łososiówki blisko brzegu i wiem, jak się układały, czyli pod wpływem jakiego prądu były (wschód lub zachód). A odbitą falę, owszem widziałem, ale OD ŚCIANY, a nie od płaskiego brzegu. Od ściany falochronu przy ujściu kanału Jamneńskiego. Jest to dobrze widzialna i odczuwalna fala, zderzająca się z falami z morza. Bujałem się przy falochronie od strony morza na swoim okręcie i się gapiłem. Ta odbita fala wraca w morze jakieś 30 metrów i po widowiskowych fontannach w wyniku zderzenia fal, jest gaszona napierającymi na nią falami z morza. Ta fala to nie żaden prąd, lecz tylko fala, góra-dół. Domniemany prąd wsteczny, występujący jakoby przy trochę większym falowaniu na całym wybrzeżu, porywałby w morze i zabijał nie jedną wybraną małpę. lecz wszystkich baraszkujących w wodzie marnych pływaków, czyli w taki dzień jak dziś – przy ciepłej wodzie – setki. Mnie przez 60 lat ani razu nie porwał, nawet nie próbował, ale Tobie, widzę, to nie mówi nic. I niech tak zostanie.

  122. Tobermory
    6 sierpnia o godz. 17:59

    Tobermorku, dupa ich porwała, nie prąd wsteczny. To piszą pismacy. Byli przy tym? Oni ODESZLI kilkanaście metrów od brzegu, a nie prąd ich chiromancki (z plaży?!)porwał. A poza tym to co chciałeś powiedzieć? Bo ja powiem to, co od lat rybaczenia bardzo dobrze wiem: poniósł biedne dziecko prąd zachodni, który idzie wzdłuż brzegu niekoniecznie jak po sznurku. A czemu morze wyrzuciło na brzeg jak mnie, a nie porwało do Szwecji? Że bywa przy brzegu kotłowanina, z której wystraszony cuda może wyinterpretować? Bywa. Ale to nie cuda. To, co ludzie opowiadają – to dopiero cuda.

  123. izabella
    6 sierpnia o godz. 17:32
    zezem
    6 sierpnia o godz. 17:15

    To jest słuszna racja. „C” wziąłem za wartość zmienną. We wzorze Einsteina chodzi o innego typu relację.

  124. @wbocek
    I właśnie o lokalnych kotłowaninach mowa. Występujących na bardzo niewielkim obszarze. Szerokość takiej strugi, kilka, maksymalnie kilkanaście metrów, wychodzi w morze na kilkadziesiąt metrów. Nie występuje toto równomiernie wzdłuż całego wybrzeża, tylko tworzy rzadkie, miejscowe anomalie.

  125. gotkowal
    6 sierpnia o godz. 19:29

    Wymyślasz, gotkowalku. Nasze media dotąd przedstawiały prąd wsteczny jako powstający nie tylko przy sztormowym falowaniu z powracającej jakoby do wody fali. Czyli obecny na całym wybrzeżu, jeśli na całym południowym Bałtyku jest spore falowanie. Prąd z fali, która na brzegu zredukowała się do zera to kosmiczna bzdura. Odnoszę się tylko do takiego przedstawiania durnego prądu wstecznego, nie interesują mnie żadne lokalne anomalia.

  126. Najlepiej jest sobie stanąć w wodzie między mieliznami i sprawdzić, czy nam coś wymywa piasek albo żwirek pod stopami.

    „jaka fala, skoro fala na brzegu rozpływa się do zera? Fala to nie przesuwanie się wody, lecz wznoszenie i opadanie – nie ma też zatem odbijania…”

    http://st.gde-fon.com/wallpapers_original/581716_volnyi_plyaj_pesok_more_5511x3938_www.Gde-Fon.com.jpg

    Są jeszcze fale przyboju, a tsunami najlepiej się spiętrza, wdziera w głąb lądu, a potem powraca na plażach płaskich i piaszczystych.

  127. @wbocek
    https://youtu.be/M9OMIKsTuqY
    Rzuć proszę okiem, jeśli szkoda Ci czasu na cały film, od 1’45” jest istota rzeczy.

  128. Skoro już
    dupa ich porwała (6 sierpnia o godz. 19:10)
    to żartowniś polskiej literatury wypowiada się
    na temat tajemnicy dupy i jej możliwości m.in. w oto taki sposób:
    Dupa strzeże go zaklęta,
    Na przechodniów wciąż wypięta,
    Z której mocą złego ducha
    Ustawicznie ogień bucha.
    I czy z bliska, czy z daleka,
    Żarem swoim wszystko spieka.
    I w tym mocnym, wielkim żarze
    Dupa się całować każe,
    Lecz gdy powiesz do niej słowa:
    – „Niech się ogień w dupie schowa!
    Sama się pocałuj właśnie!
    – Wtedy ogień w dupie zgaśnie.

  129. @Szymonowicz. Amerykanska Konstytucja zaczyna sie od slow: „We the people of the United States……” i nie przeszkodzilo to bez definiowania narodu stworzyc demokratyczne panstwo z demokratycznymi instytucjami z wyraznym przestrzeganiem trojpodzialu wladzy i bez potrzebywymiany konstgytucji ( oj, przydaloby sie, przydalo)
    Zadziwia mnie mysl, ze po Kaczynskim trzeba bedzie redefiniowac pojecie panstwa polskiego. A potem oni znow beda redefiniowac i znow.. juz teraz mamy kilka numerow Rzeczpospolitej.
    Przeczytalam ten wywiad w GW z szefem partii Razem. Dziennikarz wyraznie go nie lubi. Ktos w Polsce lubi lewice? O odzyskanie wladzy walczy prawicowa ( bardziej intelektualna) przeciwko prawicy u wladzy (ludyczno-religijnej). Dziwic sie A.Z., ze mu nie po drodze? Czy PO po zlym doswiadczeniu sprzed dwoch lat ma niez miennie ten sam program, czyli straszenie PiSem?
    Wscieklosc na 500+, czy drwiny, ze chca tez dodac emerytom nie przysporzy wyborcow. Zwlaszcza, ze niestety 500+ nie zawalilo panstwa.
    Azeby zejsc z wyzyn matematycznych i przykucnac na ziemi przytocze co znalazlam w internecie: 9- 3:1/3 + 1= dalej doczytalam, ze dzialanie to wykonalo prawidlow 60% Japonczykow, dodano, wliczajac w to i naukowcow(?). 20 lat temu prawidlowy wynik podalo 90% Japonczykow.

  130. Zachwycila mnie solidarnosc dziennkarzy amerykanskich, ktorzy poparli Tomasza Piatka w artykule “OSCE urges Poland’s ‚restraint’ with investigative reporter |…” Prosze puknac ten adrea, bo na 7 stronach internetu wydrukowane sa adresy mediow , ktore przedrukowaly ten tekst. Takze na stronie Tomasza Piatka jest ciekawe nawiazanie artykulu Timothy Snydera do ksiazki Piatka.
    Bo jest prawda ze Rosja przygotowala co sie dzialo w Polsce, zeby to wykorzystac w USA. Przerazajace! !

  131. @karo131g
    6 sierpnia o godz. 21:55
    Przeczytałam 4 – zgadzam się, że przedrukowały ten tekst. I co z tego? Dla ciebie wynikło – Bo jest prawda ze Rosja przygotowala co sie dzialo w Polsce, zeby to wykorzystac w USA. co wygląda na nowe objawienie boskie. Piątek za Chrystusa?
    Wyciagasz zbyt daleko idace wnioski.

  132. @gotkowal
    My już te prądy wsteczne pombocka przerabialismy róznymi metodami i wiary jego w ich nieistnienie ( w końcówce wyszło, że chodzi o semantykę) nic nie zachwiało. Dlatego teraz nikt tematu nie podjął.

  133. Koledzy prądowsteczni, zdrzemnąłem się, a teraz idę spać. Macie rację: udowadniajcie logicznie, papierowo i matematycznie. Moich sześćdziesiąt parę lat niedoznawania wsteczności o kant fali tłuc, a to, że żyję jest podejrzane. W dodatku się dalej z przyjemnością pcham, gdzie inni wstecznie umierają. Teoria górą! Wiara zwycięża! Wiedziałem, że znajdę w Polsce coś wstecznego. Nie przewidziałem tylko, że – w imię Ojca i Syna, tfu, tfu przez lewe ramię – na blogu ateistów.

  134. Ewa-Joanna
    6 sierpnia o godz. 22:35

    Prądy wsteczne są szanownego – tfu, tfu przez lewe ramię w imię czarnego kota – kołtuństwa, nie pombocka. Koniec pieśni o durnowatych prądach.

  135. Tobermory
    6 sierpnia o godz. 20:01

    Jezusmariajózef, nie wytrzymałem! Tobermorek, a co ma piernik do Rydzyka, a przybój do prądu? A jak już tsunami porównujesz do zwykłej fali na śródlądowym Bałtyku, na którym nawet przypływ ma jedną trylionową picikłaka, to weź smoczek, idź spać i nie grzesz więcej wszechznawstwem. Pyk.

  136. @Ewa-Joanna 22:35
    Silnej wiary, szatan nauki się nie ima.

  137. @wbocek
    6 sierpnia o godz. 22:52
    Nie wiem jak się to zjawisko nazywa prawidłowo po polsku, używam nazwy popularnej. Ale zjawisko istnieje i nic na to nie poradzę i nie zmienią tego ( istnienia zjawiska) ani twoje inwektywy ani twoja niewiara.
    A ponieważ nie znam innej polskiej nazwy na określenie rip current. to będę używała nazwy „prąd wsteczny”.

  138. @Ewa-Joanna
    Polska nazwa to prąd strugowy.

  139. @gotkowal
    6 sierpnia o godz. 23:00
    Mieszkam nad Morzem Koralowym (nazwa tylko) a właściwie to przecież część Pacyfiku. Piękne, łagodne i słoneczne plaże kuszą do beztroski, szczególnie tych uważających się za dobrych pływaków i zbierają swoje żniwo. Ponad 90% „utoniętych” to mężczyźni w sile wieku, ufni we własne możliwości i niezniszczalność.
    Flagi wyznaczają na naszych plażach miejsca bezpieczne do kąpieli i patrolowane przez ratowników.

  140. @gotkowal
    6 sierpnia o godz. 23:13
    Jak zwał tak zwał, dzięki. Ale wbocek zaprzecza istnieniu zjawiska jak mi się wydaje.

  141. „Co zrobić, abyśmy polubili swoje państwo?”
    Warunkiem koniecznym jest zagwarantowanie obywatelom rzeczywistego wpływu na kształt budowanego państwa. Demokracja partyjniacka stworzona przez polityków dla polityków służąca wyłącznie realizowaniu ich partyjnych, partykularnych interesów, pozbawiła obywateli podmiotowości nakładając na nas jedynie obowiązki a politykom zagwarantowała zupełną bezkarność, dając im wszelkie prawa i przywileje.
    Do realizacji kontraktu, który zawieramy z politykami przy urnach wyborczych nie mamy jako społeczeństwo absolutnie żadnych narzędzi do skutecznego dyscyplinowania polityków na każdym etapie sprawowanej przez nich władzy. Jeżeli przyjmiemy, idąc tokiem rozumowania autora , że politycy są swoistym zarządem powołanym do realizacji określonych zadań, to społeczeństwo jest radą nadzorczą, która niestety nie posiada jakichkolwiek narzędzi aby skutecznie wpływać na decyzje zarządu i sposób zarządzania państwem. Możemy ten zarząd najwyżej nie wybrać na kolejną kadencję. Niewiarygodne, ale tak jest. Jeżeli nie wprowadzimy na trwałe w system demokratyczny narzędzi, instrumentów, które pozwolą nam, obywatelom skutecznie dyscyplinować polityków to o jakiejkolwiek zmianie w relacjach politycy-obywatele możemy zapomnieć bo nie mamy jakichkolwiek gwarancji, że ci Nowi którzy przyjdą po obecnej władzy będą lepsi, bardziej uczciwi, świadomi swojej roli i w związku z tym będą realizowali politykę na rzecz społeczeństwa a nie wyłącznie w swoim partyjnym interesie.

  142. @Ewa-Joanna
    Zatem ratownicy, oznaczający chorągiewkami rip currents na tysiącach plaż na całym świecie, to jacyś sprytni fantaści. Zapewne, w ten sposób chcą udowodnić, że są potrzebni.Co za perfidia!

  143. Qrcze i ja uleglam tematowi „powracajacej fali” i wstukalam se „rip currents” i zobaczylam obrazki…., ktorymi sa upstrzone plaze w NY. Ale kazdy wie, ze Amerykanie to idioci.
    Szkoda, ze temat jak zmobilizowac ludzi do nastepnych wyborow nie jest tak chwytliwy.
    A co do wody, to wiadomo, ze tona glownie dobrzy plywacy i pijacy. Co nie oznacza, ze nie nalezy umiec plywac.

  144. • Ewa-Joanna
    6 sierpnia o godz. 22:33
    Przedrukowanie artykulu wspierajacego Tomasza Piatka oznacza ze jedna osoba musiala zatwierdzic ten tekst I PRZECZYTAC, co nie jest latwe w przypadku tekstu o Polsce gdzie wielu Amerykanow myli “Poland “ z “Holand”, nastepnie przedrukowanie tego tekstu co jest sprawa banalna lacznie z wstawieniem miejscowych adresow. Natomiast fakt ze wydrukowano juz pewnie 8 stron adresow internetowych tego artykulu oznacza ze jesli redactor Piatek wykorzysta te adresy I napisze krotkie podziekowanie I krotki opis tekstu ksiazki z nawiazaniem do spraw amerykanskich, to bedzie wspanialy rozglos sprawy Macierewicza w liczbie kilkuset mediow amerykanskich.
    Przy okazji polecam artykul Timothy Snydera pod tytulem New Republic “Trump’S Rusian Laudromat”
    Nota bene polscy dziennikarze nis pofatygowali sie aby wszedzie pokazal sie ten artykul.

  145. @wbocek I inni

    Rip currents czyli prad rozrywajacy nie mozna nazwac ” pradem wstecznym ” bowiem takim nie jest. Sadze, ze nie wystepuje on ( ten prad) na Baltyku . Totez @ wbocek nie ma o nim zielonego pojecia I nie powinien zabierac glosu w tej sprawie.
    Ten prad jest powodem smierci wielu ludzi na calym swiecie I nie jest to powod do zartow, kpin I innych dywygacji na ten temat.
    Dla doswiadcznego plywaka nie jest on niebezpieczny, ale dla osob nie obeznanych z tym zjawiskiem moze byc bardzo przykrym u I Idoswiadczeniem pelnym grozy o wlasne zycie.
    Ja sam doswiadczylem przygod z tym pradem dwukrotnie. Raz na Pacifiku I na Oceanie Indyiskim.
    Sadze, ze jestesmy w tym samym wieku , mamy podobne przygody z natura, ktora nas otacza I klora nas cieszy.
    Ja plywam w oceanie ponad 450 razy w roku, bez wzgledu na pogode, ale ostrzezenia o rip currents traktuje powaznie.
    Pozdrawiam

  146. @krzych1405
    6 sierpnia o godz. 23:49
    Warunkiem koniecznym jest zagwarantowanie obywatelom rzeczywistego wpływu na kształt budowanego państwa
    I tu się zgadzam, ale sprawa jest trudna. Po pierwsze primo przede wszystkim wymaga istnienia świadomości społecznej/obywatelskiej i związanymi z nią zarówno obowiązkami jak i przywilejami co wcale nie jest równoznaczne z popularnym pojęciem demokracji ( racja większości) i wolności ( mogę a co? Wolność jest!).
    Po drugie primo wymaga od aktualnie rządzących zmiany ordynacji wyborczej, a tego się trudno spodziewać z wiadomych względów.
    Jednym z rozwiązań są jednomandatowe okręgi wyborcze , bo choć brzmi to kukizowsko, to jednak funkcjonuje w wielu demokracjach i ma się dobrze, dając wyborcom możliwość kontroli nad posłem, bo jak podpadnie to poleci.
    No i oczywiście żadnych immunitetów! Zrównać wybrańców z ludem! 🙂

  147. Nie wiem, nie znam sie, choc plywalem sie w 3 oceanach

    Slownikowa definicja w angielskim: rip current –
    an intermittent strong surface current flowing seaward from the shore.

    Sporadyczny silny prad powierzchniowy w kierunku od brzegu ku otwartemu morzu.

  148. @karo131g
    7 sierpnia o godz. 1:09
    Według mojej oceny po wysłuchaniu, przeczytaniu i obejrzeniu wielu mediów – najpotężniejszym państwem na świecie jest Rosja, którą rządzą ruscy hakerzy.
    Taki bowiem obraz wyłania się z tego medialnego bełkotu. Ja bym na miejscu Amerykanów ani słowa nie pisnęła na temat, że im Rosja prezydenta wybrała, bo przecież praktycznie do tego się to sprowadza.
    Nie czytałam książki Piątka więc nie będę się wypowiadać, ale jak ma dowody na współpracę z wrogim krajem to powinien do prokuratury a nie do księgarni. A jak to political fiction to czym sobie głowę zawracać?

  149. no nie ‚plywalem sie’, po prosty plywalem

  150. @@act
    No! Właśnie tak 🙂

  151. Ewa-Joanna
    7 sierpnia o godz. 2:47
    Zapominasz kto rzadzi prokuratura, ale zeby ci to uprzytomnic zalaczam slawny juz wywiad Jacka Zakowskiego z sp Andrzejem Lepperem. I prosze nie narzekaj na dziennikarzy, bo to ostatni z podzialu wladzy jaki nam sie ostal. Tylko trzeba umiec wybierac.
    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/225840,3,jak-uwodzi-jaroslaw-kaczynski.read

  152. zyta2003 – 0:54

    „Qrcze i ja uleglam tematowi „powracajacej fali” i wstukalam se „rip currents” i zobaczylam obrazki…., ktorymi sa upstrzone plaze w NY. Ale kazdy wie, ze Amerykanie to idioci.”

    A co z DownUnderowcami? Bo oni tez tego samego terminu uzywaja

    „A co do wody, to wiadomo, ze tona glownie dobrzy plywacy i pijacy. Co nie oznacza, ze nie nalezy umiec plywac.”

    Wyglada na to, ze nalezy umiec plywac jak sie chce utonac. Dobrzy plywacy i pijacy nie posiadaja zdolnosci NIE plywania. Wiec dlatego tona. I dobrze im tak.

    PS. Ja plywam srednio.

  153. Szanowni!
    Nowego prądu postępowego dostarczył tym razem anumlik. Zapraszam do lektury (niekrótkiej)!
    JK

  154. jeremy
    7 sierpnia o godz. 2:15

    „Sadze, ze nie wystepuje on ( ten prad) na Baltyku . Totez @ wbocek nie ma o nim zielonego pojecia I nie powinien zabierac glosu w tej sprawie”.

    Gdybyś, chłopie, miał nawyk uważnego czytania – tak jak ja uważnie staram się wypowiadać – to odgryzłbyś se język po tych słowach. Jesteś oszczercą, kłamcą. Wypowiadałem się wyłącznie o krzyczanych przez media „prądach wstecznych” przy polskich brzegach zamkniętego Bałtyku. Więc i Ty, i wszyscy ci, którzy plotą nawet z Australii o prądach oceanicznych, plotą nie na temat. Bardzo to polskie, kłótliwe i chamskie, kiedy człowiek mówi o plackach kartoflanych, a ze wszystkich stron krzyczą, że racuchy smaży się inaczej.

    Nie zauważyłeś tego kawałka u mnie, oszczerco?

    „O prądach oceanicznych się nie wypowiadam i Tobie odradzam nieporuszanie tego przy sprawie Bałtyku, zwłaszcza jeśli choć odrobinę wiesz, jak powstają prądy i jakiej siły potrzebują, by powstać. Przy południowych brzegach Bałtyku są prądy wschodnie i zachodnie, nie ma żadnych „wstecznych”.”.

  155. Gdyby kogoś interesowały prądy w Bałtyku, to Niemcy mierzą i sobie obliczają co godzinę

    http://www.bsh.de/aktdat/modell/stroemungen/wo7/wo7.htm

  156. @zyta 2003, 6.8.20.50

    Nie jestem pewien, czy ma sens porownywanie USA z Polska. Z wielu wzgledow. Wspomne o jednym: Stany Zjednoczone to chyba jedyne panstwo na swiecie, ktore nigdy nie doswiadczylo zadnej formy dyktatury. Do dyktatur zaliczam tez wladztwo tzw. krolow. Ci, przez wieki rzadzili bez jakiejkolwiek obywatelskiej kontroli. Ameryka tego nie zna.
    Co do Kaczynskiego. Niestety to on dzis „definiuje” co to jest panstwo. W „jego” panstwie nie ma miejsca na trojpodzial wladzy. A i o narodzie ma, powiedzmy, dosc specyficzne wyobrazenie…
    Jak zostanie odsuniety od wladzy, to „redefiniowanie” panstwa bedzie trwalo lata. Nie wystarczy uniewaznienie ustaw uchwalonych przez pisowski sejm. Trzeba bedzie jeszcze przekonac te (co najmniej) 30% Polakow, ze wizja panstwa(czesciowo to juz nie wizja–tylko rzeczywistosc) pisowskiego jest dla Polski i niebezpieczna i po prostu nieoplacalna. Byc moze to drugie „lepiej” dotrze…I nie wspominam jeszcze o ludziach, ktorych PiS wykopal ze struktur panstwa i zastapil „swoimi”. Beda tysiace procesow. To wydaje mi sie oczywiste.

  157. Tobermory
    7 sierpnia o godz. 10:53

    Do kogo, Tobermorku, zwracasz się tak bezosobowo, żeby nie powiedzieć – szczurowato?

    Nie zrozumiałeś i już widać nie zrozumiesz, o czym mowa. A swoje papierowe niby-dowody nie na temat wsadź se. Ja mówiłem o medialnym pojęciu „prąd wsteczny”, który to prąd ma powstawać z powracającej do morza z plaży wody i porywać ludzi w morze. W dupę on porywa. Jeśli nie dociera do Ciebie, że pływając w Bałtyku ponad 60 lat w różnych warunkach, nigdy czegoś takiego nie spotkałem (sam widać nie masz żadnego doświadczenia w wodzie, ale popisywać się niby-wiedzą lubisz) i że jeśli tego samego dnia przy względnym falowaniu kąpią się przy polskich brzegach tysiące ludzi, a tonie raz na wiele dni jeden i media to tłumaczą wpływem domniemanego wstecznego prądu, to ten prąd jest tajemniczy i REALNY jak Bóg. Bóg z Tobą.

  158. @wbocek
    Coś się tak zabuksował z tym prądem? Gdy wielu mądrych ludzi mówi ci, że takie zjawisko na Bałtyku się odnotowuje, to powinno dać ci chociaż do myślenia.
    Argument, że tobie się to nigdy nie przytrafiło jest po prostu śmieszny. Prawdopodobnie nigdy nie weszłeś do wody przy czarnej fladze.
    Nie powiem ci spróbuj, bo nie takim chojrakom jak ty nie udało się wrócić do brzegu.
    Sam ledwie się kiedyś uratowałem, gdy jako 18-letni gówniarz zlekceważylem czarne flagi na plaży w Sarbinowie. Wszedłem do wody poza strzeżoną plażą, ale ratownicy mnie dostrzegli i tylko ich natarczywym gwizdom zawdzięczam, że się odwróciłem i ze zdumieniem spostrzegłem jak daleko zdążyłem odpłynąć w ciągu kilkudziesięciu sekund.
    Zajęło mi dobrych kilka minut intensywnego sprintu w kierunku brzegu, aby ostatnimi siłami dosięgnąć najbliższego rzędu pali i po nich, zrywami między falami, jakoś wrócić na plażę.
    Ratownicy tymczasem byli już zmobilizowani iść mi na pomoc – jeden w uprzęży na lince popłynąłby do mnie, a dwóch asekurowało go na drugim końcu linki, aby nas obu przycholować na plażę.
    Udało mi się, ale dobrze zapamiętałem lekcję i nigdy już ponownie nie popełniłem takiego błędu.
    Dziś, po ponad 30 latach od tamtego zdarzenia, wciąż pamiętam jak silny denny prąd podcinał mi stopy, gdy w dolinie fali próbowałem stawać na dnie w drodze powrotnej do plaży (przecież Bałtyk jest płytki nawet kilkaset metrów wgłąb) morza).
    I żeby nie było, że się nie znam na prądach morskich, to zaznaczę iż jestem marynarzem (ściślej mechanikiem okrętowym, ale po 35 latach na morzu wiem o nim to i owo).
    Gwoli jeszcze większej ścisłości jestem również ateistą i twoje niemądre uwagi szczególnie mnie dotknęły.
    Śledzę blogi Polityki z zainteresowaniem i czytam zamieszczane komentarze, ale na ogół się nie odzywam. Tym razem jednak nie zdzierżyłem.
    Pozdrawiam szanownego gospodarza i wszystkich komentujących.

  159. K-Mar
    8 sierpnia o godz. 5:42

    Ukończyłem Technikum Żeglugi Śródlądowej we Wrocławiu (wydział mechaniczny), 2 lata pływania po rzekach, jeziorach i w przybrzeżnej oraz 9 lat rybaczenia na morzu z przystani plażowych. Najwięcej jednak wiem nie z przystani plażowych (choć każdy taki rybak będzie wiedział o morzu w strefie przybrzeżnej więcej od nawet tysiącletniego marynarza). W ogóle licytowanie się na zawody i legitymacje to polska, bardzo peerelowska specjalność, no i, rzecz jasna, smarkata. Więc powiedziałem tylko dla jasności, skoro i Ty powiedziałeś.

    Zacząłem pływać w morzu, jak miałem 7 lat (w Ustce, gdzie później pół roku jeździłem w „Korabiu” na kutrach), a jak miałem lat 11, 12, wypływałem za falochrony. W wieku lat 15 wypływałem gdzieś na oko do dwustu metrów od brzegu. Nie wiedziałem wtedy, co znaczą bujające się patyki z czerwonymi chorągiewkami (to były bojki dennych łososiówek, które blisko brzegu oznacza się czerwonymi bojkami) i chciałem się przekonać. Wypływałem daleko (nigdy na strzeżonych plażach) mniej więcej do 40. roku życia. To nie było ryzykanctwo – po prostu dobrze wiedziałem, czym dysponuję, bo całe życie żyłem i żyję sportowo. Teraz też wypływam dość daleko w morze, ale – kajakiem, takim zwykłym, nie morskim – woda jest moim żywiołem, z wody się urodziłem. Ostatnia moja próba wyczynu to była chęć przepłynięcia pod wodą pod falochronem na betonowych palach przy kanale Jamneńskim (wszystkie przyplażowe prądy – wschodnie i zachodnie, a nie żadne „wsteczne” – niech się schowają przy tym, co się dzieje pod falochronem przy średnim falowaniu i wietrze 4 – 5).
    Zanurzyłem się (to było dwa lata temu – mam 73 – jeszcze nie wiedziałem wtedy, że mam zwapnienie zastawki aortalnej, więc nie miałem obaw), poczułem ten silny prąd, ale nie mogłem zobaczyć słupów – i zrezygnowałem. Jednak nie mam już tej odwagi co kiedyś.

    Więc Ty opowiadasz o tym, że w wieku 18 lat miałeś przygodę i po niej zrezygnowałeś z szukania wrażeń. I na podstawie jednego wrażenia próbujesz mnie pouczać. Różnimy się więc tyle, że ja z niektórych takich wrażeń zrezygnowałem mając 71 lat, a po drodze było mnóstwo doświadczeń. Szkoda, że nic nie mówisz o meritum, czyli o roztrąbionym na całą Polskę „prądzie wstecznym” przy polskich plażach. Bo ja wypowiadałem się tylko o nim, czyli o medialnym micie. Informowałem, że pływam w Bałtyku ponad 60 lat – pływam, a nie baraszkuję w wodzie po kolana – i nigdy się nie otarłem o żaden „wsteczny prąd”, który by mnie wynosił w morze! A medialny „prąd wsteczny” – tylko o tym medialnym mówię, o żadnym innym – to prąd tworzony jakoby przez rozlaną na piasku falę wracającą do wody. Samo sformułowanie „fala wracająca do wody” świadczy o kosmicznym dyletantyzmie. Jeśli jesteś mechanikiem, znajdź w centymetrowej grubości (jeszcze na piasku) tafli wody powracającej do morza siłę zdolną do wytworzenia prądu przesuwającego człowieka (!!!). Wszyscy gówniani pływacy i myśliciele, którzy mi opowiadali dramatycznie, z wymachiwaniem rękami, jak ich prąd niósł w morze, mówili o „prądzie wstecznym”, choć jeszcze 40 lat temu chyba nikt o nim nie słyszał, ja w każdym razie nie słyszałem. Jestem widać z innej planety, skoro na moich dwóch filmikach nic mnie w morze nie wynosi, a nawet nie próbuje, wręcz odwrotnie – wyrzuca na brzeg. A medialny bałtycki „prąd wsteczny” obowiązuje wg pismaków na całym wybrzeżu, skoro powstaje z powracającej do morza wody. Nie może być wyjątków! A jednak są! Wyjątkami są pojedynczy tonący (którym natychmiast się dokleja „prąd wsteczny” jako przyczynę) raz na jakiś czas, choć w tym samy czasie, co oni, kąpią się na wybrzeżu tysiące. Tutejsi blogowicze popisują się myśleniem prawie wyłącznie politycznym. Lub spieszą do paplania nim zdążą pomyśleć.

    Trochę mnie rozśmieszyłeś tym swoim marynarstwem jako dowodem znawstwa prądów morskich. Wybacz, ale zwyczajem wszystkich bez wyjątku, którzy zabierali głos przy okazji podniesionego przeze mnie „prądu wstecznego”, nic nie powiedziałeś na temat. Oni zgodnym chórem pletli o oceanach, cytowali podobnych do Ciebie fachowców, tylko ani słowa racjonalnej analizy o ewentualnym powstawaniu i zachowaniu tego nieistniejącego prądu. A Twoje automatyczne przypisanie marynarskiemu zawodowi wiedzy o zjawisku jakoby występującemu przy samych plażach w Bałtyku to taki dziecinny ambicjonalny prztyczek. Zabrałeś głos, nawet się nie starając zrozumieć, o czym mówiłem. Media i „eksperci” (ratownik brzegowy, marynarz ani nawet brzegowy rybak (brzegowy, ale stawialiśmy nielegalnie siatki do 25 km od brzegu, choć wolno tylko gdzieś do 12 km) to nie żadni eksperci od „wstecznego prądu” – oceanograf, który się w przybrzeżnych prądach nie specjalizuje, też nie jest ekspertem – ekspertem mógłby być wyspecjalizowany badacz oraz uparty, ukierunkowany na poznanie pływak. Lub taki jak ja, co nigdy tego durnego prądu nie doświadczył. Doświadczenia takie jak Twoje są typowe. Gówniani, za to egzaltowani, pływacy biorą kotłowaninę fal za prąd, bo przy sporej przybojówce woda się kotłuje i taki wystraszony zawodnik potem opowiada, że prąd go chciał porwać. Ale on czuje tylko to, co mam pod nogami, więc nie wie, że metr dalej nie ma kotłowaniny, przy następnej fali znowu jest, znów nie ma itd. Do tego może dochodzić prąd wzdłuż brzegu – i wrażenie porywania w morze – gotowe. Spadanie z fali, która przechodzi, czyli po stronie nawietrznej, wystraszony też może uznać za ściąganie w morze. I żadna z takich mądral z ZEROWYM DOŚWIADCZENIEM własnym nie wyciągnie najprostszego wniosku z tego, że Bałtyk WYRZUCA różne rzecz na brzeg (mnie jako rzecz też wyrzucił) – nawet bursztyn z dna, nawet parę lat temu martwego wala butlonosego – a nie wynosi w morze. Godzinami obserwowałem zachowanie pływających przedmiotów, które w żadne morze się nie wybierały. Owszem, lekkie pływające przedmioty (lub cięższe wysoko wystające nad wodę) – np. plastykowe butelki – może wynieść w morze wiatr z kierunków południowych.

    Żaden z blogowych paplaczy nie potrafił lub z zaperzenia nie chciał zrozumieć, że jeśli media mówią o „prądzie wstecznym” przy brzegach Bałtyku jako powstającym z powracającej do morza wody (mówią nawet o powracającej fali, choć fala na plaży gaśnie do zera i wraca cieniuteńka tafla wody, nie fala; fala może wracać ileś metrów w morze jako odbita od kamienistych, skalistych brzegów, od falochronów itp.) na CAŁEJ DŁUGOŚCI NASZERGO WYBRZEŻA, to mnie ten „wsteczny prąd” tysiąc razy powinien był ponieść, ale, skurkowany, nie tylko nie poniósł, ale nawet nie dotknął. Któraś z dwóch stron mówi wyłącznie z wyobraźni. Ja – na pewno nie. Najlepszy dowód: że żyję i jeszcze pływam, gwiżdżąc ( w myślach, bo realnie w czasie pływania się nie da) na wszelkie rzeczywiste i nierzeczywiste prądy. Nawiasem mówiąc, na wolnej Odrze, gdzie jest fest prąd oraz na dolnej Wiśle, gdzie przy główkach są nadto tęgie wiry, też pływałem. No i raz w życiu przepłynąłem tam i nazad Don. To mówię ze złości na Twoją niepoważną arbitralność. Prawie o niczym materialnym się nie wypowiadam, jeśli nie mam własnego dużego doświadczenia.