Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

19.06.2017
poniedziałek

Dlaczego dzieci bywają okrutne

19 czerwca 2017, poniedziałek,

Przerzucanie się mądrościami na temat: wrodzona dobroć vs wrodzona wredność dziecka, co ostatnio mogliśmy obserwować w kilku blogowych wpisach, świadczy o nieznajomości problemu, jakim jest rozwój człowieka w najwcześniejszych latach – zarówno przed, jak i po urodzeniu. „Dzieci z natury nie są okrutne” – napisał internauta Qba 12 czerwca o godz. 18.51. – „Tak, jak młode wszystkich gatunków, tak i ludzkie młode trenują od szczeniaka dorosłe życie. To rodzice i otoczenie przekazują dzieciom okrutność psychiczną. I to jest do dupy”. Sprzeciwił się temu internauta act, który 13 czerwca o godz. 4:22 poinformował: „Mnie te niewinne istoty ustawiły tak w życiu, że do dziś nie mogę rozwiązać moich wczesnych (i teraźniejszych) dylematów. Piekło to inni – mawiał Sartre. Piekło to dzieci – mówię ja”.

Z tym piekłem – zgoda, tyle że piekło to żadni inni, ani – tym bardziej – dzieci. Odwróciwszy perspektywę, należy raczej powiedzieć, że to dla dziecka od pierwszej chwili po urodzeniu piekłem jest świat, na który wyszło, a właściwie w bólu wyczołgało się z bezpiecznego matczynego łona. Świat przeraźliwie jasny, przeraźliwie hałaśliwy, ogromny i okrutny. Przez dziewięć miesięcy przebywania w wodach płodowych w ciemnym wnętrzu maminego łona, bez ostrych dźwięków, stale karmiony przez pępowinę, płód jest związany z matką tak silnie, jak już nigdy później. Nic to, że jest (bo jest) dla matki pasożytem, obcym ciałem – w bólu zagnieżdżonym w żywej ściance macicy, wyciągającym z organizmu matki wszystko, co potrzebne mu do przeżycia. On nie jest – bo jak może być? – tego świadom. Od pierwszej chwili po urodzeniu, od pierwszego krzyku, dziecko cierpi bez obecności matki. Bez obecności tuż obok, na wyciągnięcie ręki, na każde jego życzenie wyrażane płaczem i krzykiem.

Czymże bowiem innym może swój lęk wyrazić, jak nie krzykiem? Jeszcze nie ma wykształconej świadomości odrębności siebie od otoczenia. Świat to ja, zdaje się mówić. Każdy psycholog zajmujący się badaniem psychiki małego dziecka powie, że dziecko w jego najwcześniejszym etapie rozwoju nie potrafi rozgraniczyć swojego „ja” od świata zewnętrznego. Nie potrafi też odróżnić zjawisk fizycznych od psychicznych. Jest absolutnie egocentryczne. Ten egocentryzm pozostaje poza pojęciem „dobra” i „zła”. Jest immanentną cechą – zrazu noworodka, później niemowlaka.

Ale świat to nie tylko „ja”, świat to także matka. Matka od chwili poczęcia; obojętnie – naturalnego czy sztucznego. Była przez dziewięć długich miesięcy światem dla „ja”, dlaczego tedy po dziewięciu miesiącach tym światem dla „ja” nie jest?

 

„Ja” zaczyna być okrutne

Dziecko – z każdym miesiącem coraz silniej – zyskując świadomość odrębności od reszty, wydziela z tej odrębności matkę. Ona nie jest „oni”, nie może być „oni”, ona jest też „ja”. A „ja” bez niej jest samotne. Samotne i nieszczęśliwe. I właśnie to poczucie samotności i nieszczęścia powoduje, że dziecko wpada w huśtawkę nastrojów tak silną, jak silną już nie będzie żadne inna huśtawka nastrojów, w jakie człowiek – zrazu świadomie dojrzewający, a później dorosły – może wpaść. Człowiek w pierwszym etapie rozwoju, prócz okresu animizmu i – idącego z nim w parze – okresem artyficjalizmu, postawiony jest – by tak to wyrazić – w stan okrucieństwa wyobraźni. Każde normalnie rozwijające się dziecko kilka razy w ciągu dnia potrafi w swojej wyobraźni okrutnie uśmiercić ojca, rodzeństwo i (tak, tak!) matkę. Tę najukochańszą osobę, której akurat nie ma w momencie, gdy dziecko najbardziej jej potrzebuje w swej ogromnej samotności. Jednocześnie potrafi być czułe, oświadczać się rodzicom i rodzeństwu w miłości po kilkanaście razy dziennie i obdarowywać ich w wyobraźni najpiękniejszymi prezentami. W dziecku budzi się poczucie winy z powodu złości, jaką odczuwa, gdy pozbawia się je przyjemności – napisała w książce „Nie ma wiary bez doświadczenia” Marielene Leist, zachodnioniemiecka protestancka psycholożka, filozofka i pedagog. – Poczucie winy wywołuje strach, który przejawia się często jako strach przed matką, a później przed ojcem. W rzeczywistości są to lęki przed własnymi ogromnymi możliwościami, czy też pragnieniami.

Bardzo ważne zdanie. Lęk przed własnymi ogromnymi możliwościami i pragnieniami. A te u dziecka są ograniczone wyłącznie jego wyobraźnią, która podpowiada mu różne wizje zadawanych najbliższym tortur. Matce za jej brak, gdy dziecko jej potrzebuje, ojcu za to, że nie pozwala rozebrać na części jego nowego laptopa, brata za to, że zżarł pół tortu, który miał być dla „ja”. Przykłady można mnożyć.

Ten też okres – rodzącego się w wyobraźni okrucieństwa – zbiega się z tym, który Jean Piaget nazywa okresem animizmu, wyróżniwszy jego cztery stadia. W pierwszym – wszystkie rzeczy w imaginacji malca posiadają potencjalnie świadomość. W drugim świadomością obdarzane są rzeczy poruszające się. W trzecim – te, które poruszają się własnej mocy. W czwartym wreszcie – świadomość ograniczona jest wyłącznie do zwierząt. Dzieci pozostają w pierwszym stadium do szóstego, siódmego roku życia. Czwarte osiągają w jedenastym, dwunastym. Badania Piageta nad dziecięcym animizmem potwierdzają jego istnienie we wszystkich częściach świata. Zgodnie z tym magia i animizm, następujące po początkowej, niezróżnicowanej fazie myślenia człowieka dopełniają się wzajemnie w okresie, kiedy jaźń dziecka nie jest jeszcze zdolna odgrodzić się całkowicie od świata zewnętrznego.

Proces ten unaocznia, że świat nierzeczywisty, istniejący jednak realnie w psychice dziecięcej stanowi pożywkę do sadzenia weń literackich fabuł oraz – co nieporównywalnie ważniejsze – że każdy człowiek w początkowej fazie swego rozwoju postrzega świat w kategoriach magicznych, a te przekształcają się z czasem – i pod wpływem ideologów religii, zwanych kapłanami – w myślenie religijne.

W grze imaginacji, połączonej z chwytaniem wrażeń zmysłowych jest silny pierwiastek uosabiający i ożywiający. To znaczy, że dziecko patrzy na przedmioty dla nas martwe jako na ożywione istoty – pisał grubo przed Jeanem Piagetem amerykański pedagog Jack Sully w „Duszy dziecka” jeszcze w XIX wieku. Notabene pierwsze polskie wydania tej książki pochodzi z 1901 roku, co świadczy o zainteresowaniu polskich pedagogów psychologią rozwoju małego dziecka.

 

Nie tylko pedagodzy

Pierwsze 30 lat XX wieku to także przełom w literaturze świadomie adresowanej do małego dziecka. Także w Polsce. Coraz częściej zaczynają się pojawiać utwory bazujące wyłącznie na dziecięcej wyobraźni, coraz częściej katechetyczny dydaktyzm patriotyczny, dominujący w utworach dla dzieci w wieku XIX, ustępować zaczyna pola mądrze pojmowanemu wychowaniu. Ukazują się teoretyczne prace pedagogów i krytyków literatury, a sami pisarze nierzadko łączą z powodzeniem obie te funkcje. Osobowe wzorce bohaterów literackich to nie tylko papierowe postaci z moralizatorskich opowiastek dydaktycznych rodem z kościelnej katechezy podlanej patriotycznym sosem. Na temat literatury dziecięcej głos zabierają najwybitniejsi pisarze tamtego okresu. Recenzentami książek adresowanych do dzieci i młodzieży byli: Sienkiewicz, Dygasiński, Konopnicka, Orzeszkowa i Prus. Powstały nowe czasopisma – adresowane zarówno do dzieci, jak i teoretyczne, które o twórczości tej traktowały.

Powoli i nieubłaganie inne treści zaczęły górować nad patriotyczno-religijnymi. Fantazja, dowcip, przygoda, igraszka słowna, a także absurd są coraz częściej na usługach pisarzy tworzących najwybitniejsze dzieła tego okresu. Wtedy to powstają „Klechty sezamowe” i „Przygody Sindbada Żeglarza” Leśmiana, a nieco później „Król Maciuś I” Korczaka. Pod koniec tego okresu – najszczęśliwszego chyba w całej historii polskiej literatury dla najmłodszych – wydane zostają pierwsze wiersze dla dzieci Brzechwy i Tuwima. Wtedy też Irena Tuwim tłumaczy w genialny sposób książki A. A Milne: Winnie-the-Pooh (pierwsze polskie wydanie to 1926 rok), nazywając ją „Kubuś Puchatek” oraz (wydaną w Polsce w 1928 roku) „Chatkę Puchatka”, czyli The House at Pooh Corner.

Przywołana już przeze mnie Marielene Leist napisała: Poczucie winy wywołuje strach, który przejawia się często jako strach przed matką, a później przed ojcem. W rzeczywistości są to lęki przed własnymi ogromnymi możliwościami, czy też pragnieniami.

W swym rozwoju filogenetycznym nasz gatunek wykształcił mechanizmy, które potrafiły (w każdym rzazie usiłowały) neutralizować ogromne napięcia powstające w kilkuletnich głowach. Są nimi baśnie i legendy, adresowane głównie do dzieci, a przekazywane z pokolenia na pokolenie. Pisał o tym najobszerniej Bruno Bettelheim w książce „Cudowne i pożyteczne”. Baśnie bowiem uwzględniają trzy podstawowe cechy, jakimi powinna charakteryzować się literatura dla dzieci: zaspokajają naturalną potrzebę cudowności, potrzebę bezpieczeństwa i chęć utożsamienia się z pozytywnym bohaterem, który niszczy zło. Dla rozważań o „okrucieństwie” (wrodzonym bądź nabytym) dzieci szczególnie istotna jest trzecia funkcja. Lęk przed samym sobą, przed uświadomionymi możliwościami okrucieństwa, musi zostać rozładowany. Zatem dobro, które w baśni zwycięża nad złem, to jasna strona naszego jestestwa, rozprawiająca się z jego ciemną stroną. Przykład jednak musi być na miarę tych lęków.

 

Konfesjonał zastępuje terapię

XIX wiek, jakkolwiek ważny dla polskiej literatury adresowanej do dorosłego czytelnika, dla pisarstwa dziecięcego był wiekiem złym. Patriotyczne treści zostały na wskroś przesiąknięte natrętnym dydaktyzmem podanym w oprawie prymitywnej religijności. Taka była konieczność – można by powiedzieć; smutna cena, jaką przyszło zapłacić za niepoddawanie się wynarodowieniu. Ów konfesyjny patriotyzm stanowił pożywkę dla pisarstwa Bełzy, Jachowicza, Niemcewicza, Tańskiej-Hoffmanowej, Konopnickiej czy Kraszewskiego, by wymienić najbardziej znanych autorów tego stulecia, piszących z pełną świadomością dla najmłodszego odbiorcy.

Tymczasem w całym niemal świecie w tym czasie zaczyna się odkrywać specyficzne psychologiczne uwarunkowania wieku dziecięcego, naturalną potrzebę dziecięcego fantazjowania oraz – równie naturalne skłonności do myślenia określanego przez jednych jako magiczne, przez innych zaś – jako religijne.

W Polsce wychowanie dziecka w duchu patriotyczno-religijnym długo jeszcze będzie przez pedagogów zadaniem numer jeden. Stąd też wszelkie wartości, jakie wpajane były w tym czasie dziecku poprzez literaturę, były wartościami wyłącznie religijno-patriotycznymi. Obok tak pojętej twórczości istniał także rynek – nieźle prosperujący – różnego rodzaju groszowych powieścideł: podróżniczych, awanturniczych, sensacyjnych i metafizyczno-okultystycznych, które z jakimikolwiek wartościami nic wspólnego nie miały. Historia zatoczyła koło i dziś rynek wydawniczy (i czytelnictwo) dla dzieci przypomina ten z drugiej połowy XIX wieku.

Wystarczy wejść do pierwszej lepszej księgarni sprzedającej literaturę adresowaną do dziecka, aby się przekonać, że te wartościowe pozycje kończą się na końcówce ubiegłego wieku. Tuwim, Brzechwa, Kulmowa, Kern, Woroszylski odchodzą powoli w zapomnienie, a ich miejsce zajmuje badziewie rodem z Disneylandu oraz opowiastki o małym Jezusie, który kocha dzieci, i jego matce Maryi. Ostatnią książką, która respektowała naturalne potrzeby dziecka do zabawy (także słownej), fantazji i magii, jaka w Polsce została napisana i wydana, jest – według piszącego te słowa – „Bromba i inni” Macieja Wojtyszki oraz dwie jej następczynie, z „Tajemnicą szyfru Marabuta” i „Brombą i filozofią” włącznie. Reszta jest albo wtórna wobec takich mistrzów jak Brzechwa, Tuwim czy Kulmowa, albo naiwnie dydaktyczna, gdzie dydaktyzm splata się z (pisanymi najczęściej przez księży) opowiastkami o horrendalnych przeżyciach dziecka, które nie może uporać się z grzechem okłamania mamy „w temacie” – zjadłem bratu ciasteczko.

Wrócę jeszcze raz do lęku dziecka przez własną wyobraźnią, która zabija mamuśkę w momencie, gdy jej nie ma przy maluchu, oraz ojca, który mamuśkę dziecku odbiera. Do tego, co Leist nazwała lękiem przed własnymi ogromnymi możliwościami i pragnieniami.

We wszystkich baśniach świat od wieków funkcjonował jako obowiązkowy określony zestaw motywów i wątków, które ludowa (i nie tylko – wystarczy zapoznać się z „Pańczatantrą”) tradycja zawiązywała różnie, ale których symbolika pozostawała niezmienna. Układała się ona w klucz otwierający w dziecięcej psychice te akurat drzwi, przez które znajdowała ujście nagromadzona agresja, stres i inne niepokoje stające się udziałem każdego człowieka w momencie zyskiwania samoświadomości.

Symboliczne znaczenie poszczególnych wątków w najbardziej znanych baśniach odczytał i przetłumaczył wspomniany już Bruno Bettelheim w książce „Cudowne i pożyteczne”. Ukazał on jednocześnie rolą, jaką odgrywają one w łagodzeniu napięć bezustannie powstających w kilkuletniej psychice.

Austriacko-amerykański psycholog ogromny nacisk położył na możliwe „czyste” przedstawienie tych motywów w literackich adaptacjach baśni. Jego niepokój dotyczył przede wszystkim łagodzenia zbyt drastycznych – zdaniem współczesnych autorów i redaktorów książek – wątków oraz wprowadzania wyłącznie szczęśliwych rozwiązań fabularnych w miejsce tych, które kończyły się śmiercią bądź cierpieniem bohaterów.

Skutki takiego „prasowania” bajek widać dziś na każdym kroku także w polskiej literaturze. Zalewa nas infantylna paplanina, pełna milusieńkich straszydeł, „hecnych” czarnoksiężników i łagodnych smoków, niańkowatych czarownic i kumplowatych diabłów. Im więcej rzeczywistego okrucieństwa straszy dziecko z ekranu telewizora i wyświetlacza komputerowego, tym więcej infantylnego blablania zanudza z kart książek.

Preferowanie wyłącznie zabawy jest szkodliwe dla dzieci, gdyż zwalnia z dziecięcej świadomości istnienia bólu i cierpienia innego niż własne oraz pozostawia sam na sam z jeszcze mocniejszym poczuciem dezintegracji.

W baśniach smoki porywają rzeczywiste panienki, a dzielni rycerze naprawdę rozprawiają się z gadami. Wilki naprawdę oszukują, są podstępne, okrutne i pożerają prawdziwe dziewuszki w czerwonych kapturkach, a dobrzy myśliwi te panienki ratują. Tygrysy, niedźwiedzie i żmije są prawdziwe i złe, trolle i gnomy wciągają w mroczne otchłanie, a upiory i strzygi straszą. Lecz półki dzisiejszych domów wydawniczych zapełnione są stworzeniami przypominającymi bardziej pluszowe zabawki, a budzące powszechną odrazę pająki, glisty i dżdżownice – milusińskimi zwierzątkami do pogłaskania. Mętlik jest tak ogromny, że trudno dziś odróżnić dzieła wartościowe od chłamu.

A konfesjonał? Służy wyłącznie do zadawania przedkomunijnym ośmiolatkom pytań o nieczyste myśli na temat szkolnej koleżanki, przy czym przesłuchujący ośmiolatka ksiądz za te myśli grozi piekłem.

anumlik

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 348

Dodaj komentarz »
  1. Anumliku, szapką bacham za bardzo dobrze zmajstrowany temat o właściwościach przekrojowych.

    Dodam parę uwag:

    * Wspomniany Bruno Bettelheim, austriacki Żyd – ach Ci Żydzi – nawet do badania dziecięcego odbioru świata się wepchają, bez pudła dlatego, że na dzieciach się znają, skoro puszczają z nich krew na swoje obleśne mace – mówi też o tym, jak ważne są baśnie które integrują wewnętrzny świat psychiczny dziecka Baśń jest nośnikiem tego to niewysławialne, pozaświadome, nieosiągalne dla niemal żadnego z dorosłych,który – gdy nie zaznał świata baśni w dzieciństwie – jest ślepy, głuchy, tępy na to, co głęboko w nim i w innych. Jest chromy i zgubiony.
    Stąd – co trafnie podajesz – obcinanie i wygładzanie przez wydawniczych cenzorów wyrazistości i dosłowności baśni oraz gromy rzucane na baśnie przez tępych – z powyższych powodów – pedagogów, recenzentów, krytyków literatury, wychowawców i – osobliwie – członków kleru – to dewastacja świata dziecka i świata w ogóle. Co się – a jakże – nazywa – „czynieniem dobra” w imieniu i na rzecz dziecka.

    * Za najlepszy, zupełnie najlepszy okres w polskiej literaturze dla dzieci uważam czasy powojenne, szczególnie od – mniej więcej – połowy lat 1950-tych do przełomu 1980/90. Powody są substancjalne pojawili się -masowo! – znakomici ilustratorzy, graficy, malarze, zaczęto robić filmy i animacje dla dzieci, dla wszystkich w istocie, oparte ściślej lub swobodniej na dziełach literatury dla dzieci lub do niej nawiązującej.
    Roilo się od książek dla dzieci i – kolejny wynalazek! – dla młodzieży. A wszystko pełne,nieraz kipiące świetną ilustracją, grafiką, oprawą. Trafiającą w kolejne poziomy dziecięcej – ludzkiej -psyche: potrzeby estetyki, piękna, urody, zgodności treści z formą, pogłębienia tekstu obrazem.
    Polska animacja dla dzieci z tamtych lat, tu nieco zawężę ramy do lat przede wszystkim 1960-70-tych, to właściwie legenda w świecie sztuki.

    * Na tle tak przedstawionego obrazu wczesnodziecięcego rozwoju, wyraziście, boleźnie wyraziście widać, jak skuteczną – bo sięgającą nieświadomości tego etapu dziecięcego rozwoju – metodą jest łapanie małego dziecka w sidła religii – bozi, Jezuska, Maryji, diabłów, duchów, aniołów stróżów, piekła, nieba, świętych, chodzenia po wodzie, przenikania przez ściany, karmienia paroma bochenkami chleba tysięcznych tłumów i pozostałych bajęd, bredni i regularnych oszustw. Oraz – przede wszystkim – ometkowania dziecka w chrzcie – jako małego katolika. Dziecko już jest sobie samemu odebrane i ukradzione, Przestaje być dzieckiem, istotą która musi – by być człowiekiem – kształtować się w wolności i nabierać własnej autentyczności i głębokiej podmiotowości. Jest już więźniem, ma w sobie pasożyta – jak to przypisałeś dziecku będącemu w macicy, co akurat nie bardzo jest precyzyjne, ale nie o tym rzecz – i z tego stanu ma się już nigdy nie wyzwolić. A jeśli mu się to zdarzy – czeka go wcześniej niezwykle trudna, wyboista i cienista droga. Dojść do uświadomienia sobie, że ma się w sobie pasożyta, nazwanie go, wyodrębnienie z wnętrza siebie i usunięcia go z siebie – to zadanie które mało kto daje radę w pełni wykonać.
    Ciężar winy tych, co w dziecko takiego pasożyta w takich okolicznościach wpuszczają jest nie do przecenienia.

    * To zupełnie trafna diagnoza: wpadliśmy – kulturowo, społecznie, mentalnie do czarnej dziury, wypełnionej religijnymi, ideologicznymi, „słusznymi” produkcjami o tym, co dziecko ma mieć w sobie i jak być kształtowane. O tym, że dziecka nie wolno lepić i naginać do wymogów skrzywionych dorosłych, czyli jeszcze gorzej krzywić, a jedynie co dorosłym wolno wobec dziecka to być mądrym i uważnym asystentem samorozwoju, bez mała w ogóle nie ma co mówić. Gwałcenie – to jest gwałcenie w najgłębszym sensie! – malutkich dzieci odbywa się dziś nad Wisłą masowo, na skalę państwową.
    Nędza bijąca ze słusznych książeczek dla dzieci o Jezusku i jego figlach staje się nędzą psyche dziecka w tych książeczkach, w tych bredniach, w tej pedagogice katolickiego gwałtu topionych.

  2. @anumlik

    Gratuluję ilości informacji. Przywalony nią z trudem przedarłem się z powrotem ku tytułowi, który był mi znikł z oczu. I chyba Tobie też trochę.
    Rozumiem, że Twój punkt widzenia zawiera się w początkowym stwierdzeniu iż, „…dla dziecka od pierwszej chwili po urodzeniu piekłem jest świat, na który wyszło, a właściwie w bólu wyczołgało się z bezpiecznego matczynego łona.”. Jest to domniemanie nie poparte niczym, oprócz ekstrapolacji doświadczeń dorosłego człowieka. Wyraża jednocześnie niewiarę w „madrość” natury/stwórcy, czyli w wyposażenie nowonarodzonego w mechanizmy niwelujące negatywne skutki przejścia od świata wewnętrznego do zewnętrznego, a umożliwiające natychmiastową gotowość do poznania go i opanowania. Gdyby niemowlę rzeczywiście odbierało aktywnie wszystkie bodźce wewnętrzne i zewnętrzne tak, jak dorosły osobnik, pewnie by umarło w pierwszej minucie z bólu. Nawet u już raczkujących, większość nieuniknionych skaleczeń wywołuje płacz dopiero po naocznym stwierdzeniu rany.
    Tyle na temat fizjologii. Bariera psychiczna jest natomiast efektem wpływu otoczenia. Dziecko nie może znać żadnych pojęć etycznych/moralnych, bo ani natura ani żaden bóg nie byli w stanie przewidzieć ustroju społecznego za wieków sto. Wszystko jest zatem efektem wpływu nauczania, co tak dosadnie udowadniasz. Potwierdzasz zatem moją tezę, iż – jeśli – to dorośli są okrutni, a nie dzieci, co tak ładnie przedstawił W. Golding we „Władcy much”.

  3. Ostatnio rozmawiałam nt. książek dla dzieci i zgadzam się z Tanaką, że najlepszy czas dla dziecięcej literatury do lata powojenne do przełomu 80/90.
    Owszem księgarnie są pełne chłamu tworzonego i wydawanego przez amatorów, którym się wydaje, że specjalistą każdy być może, ale zauważam też trend zmierzający ku jakości, np wydawnictwo Dwie Siostry nie ma się czego wstydzić, moim zdaniem.

    I tak przy okazji.
    Mój dzieciak czytał niedawno czytankę, która mgliście mi się z czymś kojarzyła. Znalazłam swój stary podręcznik do klasy 3 „Bliskie i najbliższe”, czyli dla 9-latków.
    Podręcznik liczy sobie ponad dwieście stron, a wśród autorów znaleźli się m.in. Czesław Janczarski, Mira Jaworczakowa, Zofia Nałkowska, Jan Sztaudynger, Melchior Wańkowicz, Wanda Chotomska, Stanisław Grochowiak, Artur Oppman (Or-Ot), Janusz Korczak, Adam Mickiewicz, H.Ch. Andersen, Johann Wolfgang Goethe (!), Astrid Lindgren, Kazimiera Iłłakowiczówna, Selma Lagerlof, Adolf Dygasiński, Ignacy Krasicki, Kazimierz Przerwa – Tetmajer…

    Nie wiem, czy ktoś z odwiedzających blog miał możliwość przeglądania Elementarza dziś obowiązującego. Ja jestem z nim za pan brat od dwóch lat. Swojego podręcznika nie pamiętałam.
    Kontrast między wydawnictwem z 2014 r i tego z lat 80-tych jest nokautujący.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Istnieje program TV niejakiego Cezara, który rozumie psy tak bardzo, że jednym ruchem albo skinięciem wredną bestię zamienia w układnego i wspaniałego czworonoga. Podziwiam te umiejętności. Rodzicom dzieci od niego radzę się uczyć.
    Swego czasu był też program „Super Niania” w którym zdolna osoba potrafiła mocą egzekwowania prostych reguł zamienić wrednego bachora w układne dziecko, bez odczuć macicznych. (Dopóki nie wzięli się za to polscy spece od dzieci i TV, którzy polską metodą wszystko spieprzyli: Marna niania, marny rodzic, marny wynik, marny program. Odłóżmy to.)
    Może więc zamiast rozważań nad głębią macicznych odczuwań szanowny anumlik wziąłby raczej naukę z takiego programu w jakimś niepolskim wydaniu. Byłby wtedy nawet z tego jakiś pożytek. Zamiast rozważać jaki wpływ pamięć odczuć macicznych ma na mentalność młodzieży.
    Piszę o niani by pokazać jaką wartość ma całe to psychologizowanie.

    P.S. Czym innym są mądre rozważania o literaturze dla dzieci. Brakuje im tylko dzisiejszego odpowiednika. Dzisiaj świat zachłysnął się chyba kinem. W Polsce może to Jezusek, ale na świecie większy wpływ na świadomość mają serie o wampirach albo „walking dead”. Mogę się założyć, że przez nie większość ludzi wierzy w życie trupów, duchy i „onych”. Polski katograjdoł ma niewielki wpływ na świat. Ale Hollywood znacznie większy.

  6. @Tanaka
    Dzięki za uzupełnienie, szczególnie tego wątku, który mówi o literaturze dla dzieci w okresie PRL-u. Celowo pominąłem analizowanie poszczególnych tytułów, gdyż tematem mego wstępniaka/felietonu, nie była sama literatura. Wspomniałem tylko o kilku pisarzach, a było ich znacznie, znacznie więcej, pominąłem też ilustratorów, edytorów, redaktorów i serie wydawnicze. To okres (drugi w historii polskiej literatury dla dzieci i młodzieży), gdy powstawały dzieła wybitne, na miarę „Kubusia Puchatka” (pozostaję przy tytule Ireny Tuwim), cyklu książek o Muminkach, czy „Małego Księcia”. Jeśli do tego dodamy twórczość powstałą w teatrach lalek oraz w studiach filmowych, to rzeczywiście był to najlepszy okres dla polskich dzieci, które miały możność wówczas się wychowywać. Jednak okres pierwszych trzech dekad XX wieku, to okres „wyjścia z zapaści”, w którą dziecko zostało w XIX wieku wepchnięte przez wydawnictwa konfesyjne – przede wszystkim pozostające pod wpływem Rycerzyków Niepokalanej, jak ich nazywam. Ale to temat rzeka. Za bachnięcie czapeczką dzięki wielkie 😀

  7. Bardzo ciekawy tekst, dobrze napisany, widać w nim wiedzę. Ciekawie opisuje początkoe etapy rozwoju. Pewne koncepcje psychologiczne (a koncepcje dotyczące rozwoju nie są teoriami, jest ich sporo i co jedna, to inna) mówią nawet o autyzmie i egoizmie jako pewnych etapach prawidłowego rozwoju dziecka, z których powinno ono wyrosnąć. Rzeczywiście nie ma granicy ja-świat. Nie ma oodzielenia od matki. Proces separacji-indywiduacji będzie przebiegał przez lata. Nie ma też stałości obiektu – matka odeszłą = nie ma matki. Inne z kolei koncepcje stawiają w roli głównej konflikt. Freud pisał o konflikcie Edypa, no bez przesady, dzisiaj większej roli mu się nie przypisuje. Erickson cały rozwój widzi jako serię następuących po sobie konfliktów, rozwiązanie jednego prowadzi do następnego etapu i zawiązania się następnego konfliktu. We wczesnych etapach wstyd i poczucie winy odgrywają w tych konfliktach ważną rolę. Bardzo ciekawe było wyciągnięcie opinii Piageta o animizmie, bo autor ten znany jest raczej z bardziej ogólnego podziału myślenia na kilka faz. I rzeczywiście nie całkiem z tego wyrastamy.
    Co zaś bym zmodyfikował, to dziwi mnie pisanie o chwili poczęcia. Czym miałaby być taka chwila? zemu miałaby istnieć? Druga rzecz to taka, że płód rzeczywiście zachowuje się jak pasożyt (jak nowotwór, mawiają niektórzy), ale nie jest do końca obcym tworem. Jest tworem w połowie z genów matki. Rodzi to podstawę pewnych konfliktów genetycznych, ale zgodnie z koncepcją dostosowania włącznego Hamiltona każde działanie matki, które będzie zwiekszało dostosowanie płodu kosztem dostosowania matki przynajmniej dwukrotnie będzie faworyzowane przez dobór.
    Jednakowoż dawno tutaj tak ciekawego tekstu nie czytałem.

  8. @Vera, z godz. 19:33
    Proponuję, aby Vera, zamiast propagować telewizyjne programy o tresurze psów przez telewizyjnych Cezarów oraz tresurze dzieci przez telewizyjne nianie, zapoznała się z badaniami prowadzonymi przez specjalistów od psychologii prenatalnej. Nie musi Vera zaglądać do żadnej macicy – wystarczy uważna lektura.

  9. @Qba
    Mądrość natury nie ma nic wspólnego z dobrem istnień, które tworzy. Przez lata uważano, że noworodki w ogóle nie czują bólu. Często nawet nie znieczulano ich podczas operacji. Potem się okazało, że te nieczujące noworodki mają jakoś dziwnie dużą śmiertelność. Ból nie wymaga widzenia. Jest wcześniejszy filogenetycznie, ontogenetycznie pewnie też. To proste przetwarzanie informacji, w przeciwieństwie do wzroku.

  10. @Qba, z godz.
    Twój punkt widzenia zawiera się w początkowym stwierdzeniu iż, „…dla dziecka od pierwszej chwili po urodzeniu piekłem jest świat, na który wyszło, a właściwie w bólu wyczołgało się z bezpiecznego matczynego łona.”. Jest to domniemanie nie poparte niczym, oprócz ekstrapolacji doświadczeń dorosłego człowieka.
    Przed chwilą odesłałem Verę do zapoznania się z wynikami badań prowadzonych przez psychologów zajmujących się psychologią prenatalną. Ciebie odsyłam do tego samego. Fakt, to nowa dziedzina nauki, ale na tyle pouczająca, aby po zapoznaniu się z tematyką jej badań, nie pleść bzdur.

  11. @mpn
    Dzięki za dobre słowo. Doprecyzuję jednak użycie sformułowania „od poczęcia”. Napisałem Matka od chwili poczęcia; obojętnie – naturalnego czy sztucznego, co powinno wyjaśniać, że chodzi o zapłodnienie – naturalne (nie będę objaśniał w jaki sposób – wszyscy dorośli) oraz pozaustrojowe (znaczy – in vitro). „Poczęcie” wydaje mi się elegantsze niż „zapłodnienie”. Podobnie jak „łono” wydaje mi się elegantsze niż „macica”. Ale ja poeta jestem 😉

    Co do „ciała obcego w łonie matki”. Fakt – w połowie tylko (poprzez zestaw genów) jest ono obce, to ciało, a połowie własne. To, że zagnieżdżenie się zapłodnionego zarodka w ścianach macicy (tu już nie użyję określenia – łono) jest bolesne dla mamuśki, nie ulega wątpliwości 🙂

  12. @mpn
    Skursywiłem (musi co niechcący) większość mojego postu. Sorry. Sądzę jednak, że całość jest czytelna.

  13. anumlik
    19 czerwca o godz. 19:35

    Dorzucę do uwag: nie bardzo masz rację z tym „wepchnięciem dziecka w XIX wieku przez literaturę konfesyjną” w zapaść, bo nie było żadnego „wepchnięcia”, ani żadnej „zapaści”.
    Żeby można było zasadnie mówić o jednym i drugim, wcześniej musiało być coś przeciwnego, albo co najmniej neutralnego. A poza tym, w XIX wieku dziecko było chronicznie analfabetyczne, czyli nieczytające. A jak ktoś dziesku czytał, sam musiał być alfabetyczny,, co było stanem nietypowym i ogranicznonym do miejsc głownie zurbanizowanych, jakoś zamożnych i kształconych.
    Kolejna sprawa: dziecko w XIX wieku nie było jeszzcze dzieckiem, ale małym dorosłym. Wynalazek dziecka dopiero zaczynał się budzić do zycia. W związku z tym nie istniał w obiegu podwynalazek – dzieciństwa.
    To bardzo wesołe: prawidłowy wyznawca bozi nie miał pojęcia, że dziecko jest dzieckiem, czyli nie miał pojęcia o tym, co we wstepniaku piszesz, nawet w najbardziej podstawowym zakresie.

    Dziecko zostało wynalezione przez świat świecki, areligijny i przeciwboży, poniekąd i żydowski – oni wszędzie łby wsadzą, naukowy, dociekliwy, skupiony na człowieku, zwłaszcza małym,słabym, inny niż produkt standardowy.

    Dzisiejszy stan rzeczy nad Wisłą wskazuje na to, że wśród prawidłowych wyznawców i ich biskupów dziecko nie zostało – jak mu się należy – wynalezione. Dosyć podobnie jak kobieta i parę innych – postawowych dla człowieka – niebożych wynalazków.

  14. @mpn 19 czerwca o godz. 19:48

    Płód jak pasożyt – ale w połowie z genów matki? Dlaczego „ale”? Z biologicznego punktu widzenia płód jest pasożytem, a fakt, że „składa się z genów matki” nic tu nie zmienia. Jeśli płód nie zagnieździ się w macicy (czyli nie oszuka układu odpornościowego kobiety), to geny matki w sposób całkiem naturalny kończą karierę w kanalizacji. Zresztą w moczu też są geny. Nie wiem, co pragniesz uzyskać tą rewelacją o „genach matki”.

    Bezwzględne faworyzowanie płodu, o którym wspominasz, nie jest efektem żadnego „działania matki”. Płód, jako pasożyt, po prostu zawłaszcza cudzy organizm dla swoich potrzeb. Jeśli nie wystarczy pokarmu witamin dla dwojga, ucierpi organizm kobiety, bo płód przeżyje jego kosztem. To nie jest symbioza.

  15. @anumlik – oklaskuję jedną ręką dzieło kompulsywnego erudyty! Druga ręka mi już przyrasta do klawiatury. O klaskaniu jedną ręką to chyba buddyści… Ale ja nie jestem erudytką. A to feler!

  16. @Tanaka, z godz. 21:16
    Nie chcę się wdawać z Tobą w akademickie dyskusje, ale pragnę Szanownemu przypomnieć, że pierwsze w Europie dziełko (dzieło) poświęcone dziecku napisane zostało przez Charles’a Perraulta i nosiło nazwę Contes de ma Mère l’Oye, czyli – po naszemu – Bajki Babci Gąski. Dziełko napisane zostało (o czym zapewne wiesz) dla Delfina, czyli dla syna króla Ludwika IV i wydane w roku 1697. Od tego też roku datuje się to coś, co nazywa się „tworzeniem dla dziecięcego czytelnika”. Późniejsze zbiory baśni (Braci Grimm – opublikowane w latach 1812 – tom I i 1815 – tom II oraz Baśnie Andersena, publikowane sukcesywnie w latach 1835, 1836, 1837) przeznaczone były wyłącznie dla czytelnika dziecięcego. W Polsce były one wszystkie wydawane niemal po ich opublikowaniu we Francji, w Niemczech i w Danii. Pisałem we „wstępniaku”, że książka Jacka Sully „Dusza dziecka”, wydana w USA pod koniec XIX wieku, w Polsce wydana została już w roku 1901, a traktowała ta książeczka o tym, co systematycznym badaniom zostało poddane kilkadziesiąt lat później, czyli o psychologii rozwoju małego dziecka. Polskie publikacje dotyczące dziecięcej psychiki, dziecięcego postrzegania świata magii i tego co nazywamy dziecięcą wyjątkowością (a naprawdę – etapem w rozwoju każdego człowieka), powstawały równolegle do tych książek i katechizmów, które dziecko traktowały jako obiekt religijnej indoktrynacji. Katechizm Małego Polaka nigdy (powtórzę głośniej – nigdy) nie przeciął się z publikacjami zamieszczanymi w „Przeglądzie Pedagogicznym”, „Wychowaniu w Domu i w Szkole”, czy (bardzo popularnemu na początku XX wieku) „Dziecku”. Otwierająca wiek XX książka Ellen Key „Stulecie dziecka” (1900 rok wydania), popularna także wśród polskich pedagogów, zawierała przypomnienie i odnowienie idei J.J. Rousseau, dotyczących szacunku dla dziecka i jego indywidualności.

    To, że dzieci w Polsce – en bloc – były przez Katechizm Małego Polaka indoktrynowane, a nowinki pedagogiczne docierały wyłącznie do oświeconego mieszczaństwa i ziemiaństwa, pozostaje poza dyskusją.

  17. Jean-Jacques Rousseau 1712 – 1778 – o dziecku wlasnie.
    Ale pardon, wspominasz o nim w przelocie.

  18. Nie mogę @Namarginesko nie w przelocie. Napomykam na użytek dyskusji. To lepsze niż „akademicki wywód” podparty cytatami i bibliografią. Cieszę się, że dyskusję merytoryczną wywołałem, a za oklaski kłaniam się przed kurtyną, strzelam obcasami i całuję Twoją dłoń Madame. Z szacunkiem, jak na praskiego żulika przystało.

  19. @anumlik 19 czerwca o godz. 22:48

    „Z szaconkiem, bo się może skończyć źle…” Jak to na Pradze 😉
    Ale tekst jest vintage anumlik, prima sort.
    I dyskusja też na pewno będzie ciekawa.

  20. anumlik
    19 czerwca o godz. 22:30

    W Sudetach znowu zaobserwowano orła przedniego. ostatnio był tu w XIX wieku. Jeden orzeł przedni nie czyni jaskółki na wiosnę, a Perrault nie czyni dziecka, nawet jak dla dziecka napisał. O ile mnie pamięć nie myli, Bettelheim miał poważne zastrzeżenia do bajek braci Grimm, z powodów, o które obaj, w powyższej dyskusji, zahaczyliśmy.

    Od napisania czegoś „dla dziecka” do wynalazku dziecka droga daleka i – jak trafnie to lokujesz – jest to późny XIX wiek, raczej przełom XIX/XX, kiedy budzi się coraz poważniejsza refleksja nad swoistością świata dziecka, jego odrębnością od dorosłego oraz innych konieczościach niezbędnych mu do dobrego rozwoju.

    gdy bracia Grimm pisali swoje bajki dla dzieci, realne dzieci pracowały w kopalniach, hutach, w kanałach, kloakach i kominach przemyslowego świata, zaś w szczęśliwej nadwiślańskiej dzieci,, nieznające hut i kominów, zasuwału za rodziców odrabiając pańszczyznę, bo sakramentalny tatuś nie dawał rady odrobić w 7 dni pańszczyznę opiewającą na dni 10. Dopiero zaś 11, 12, 13-go dnia tygodnia mógł się tatuś zająć czytaniem bajek dzieciom, o ile wcześniej nauczył się czytać, skapował, że ma w domu dzieci lubiące jak się im co czyta, wykopał własną brukiew i nie przeznaczył ich na eksperymenty medyczne,, których nad Wisłą nie stosowano, bo stosowano eugeniczne.

    słowem, pomimo pewnych wcześniejszych produkcji, dziecko pojawiło się na świecie całkiem niedawno. W znacznej części dlatego, że zaczynała się rozłazić religia, która wymagała nieustającej produkcji dzieci.

  21. anumlik

    Swietny wstępniak i niesamowicie było trafic na niego tuż po wieczornym czytaniu „Przyjscia lata” Brzechwy (I cóż powiecie na to, Że już się zbliża lato? 😉 ) (mlody mnie, w ramach nauki czytania po polsku) i „Lata Muminkow” (ja młodemu, bo oboje lubimy)….

    Właściwie to materialu starczyłoby na dwa wstępniaki nawet – i dwie rozne dyskusje – o wczesnym rozwoju dziecka, mitycznej wrodzonej etyce (czy raczej jej braku) i co z tego wynika potem albo o literaturze i innych wplywach na niewinne glówki… 😉

    Tak wiec gratulacje dla anumlika – myslę ze ladnie bedzie sie dyskusja toczyc! Dzis nie moge zostac dluzej bo pobudka o 5 rano jutro ale wróce z pewnoscia. Tylko jeszcze trzy grosze wtrace, ze Polityka wydala 10 lat temu kapitalna kolekcje „Cala Polska czyta dzieciom”, ktora stanowila swietna mieszanke starych i odkurzonych – i nowszych i bardzo wartosciowych. Nawet pozycje nieco hmmm… przeterminowane dobrze sie czyta. Nabawilam sie tylko ciezkiej traumy czytajac (sobie, nie mlodemu) ” Moje drzewko pomaranczowe” ale to juz osobna historia. Mlody zakochal sie za to w „Ronji, corce zbojnika” na zabój….

  22. Na marginesko,

    Zapytalas, pod poprzednim wpisem, czy na V zjezdzie absolwentow LO Sokolka 27 maja ufetowano czyms ksa. abpa gena Sławoja Leszka Głódzia. Odpowiadam: nie ufetowano, tym razem.

    Bo On nie dojechal. Poprzednimi razy dojezdzal. I to wtedy, wczesniej, nadano mu tytul honorowego obywatela miasta Sokolka. Jest on jednym z 5-ciu, jak dotychpor, honorowych obywateli tego miasta

    W tym roku tytuly honorowych obywateli Sokolki otrzymali rok ode mnie starsi absolwenci

    http://sokolka-powiat.pl/wp-content/uploads/2017/05/70-lat-LO-w-Sokółce-289.jpg

    Sa to profesorowie: Jerzy Sarosiek i Czeslaw Lapicz. Medycyna i polonistyka. Z tego samego roku co

    Ks. abp Sławoj Leszek gen Głódź zaistnial jednakze, w pewien sposob, na zjezdzie dnia 27 maja 2017 roku. Otoz zostal on pomieszczony, po raz pierwszy, w oficjalnej ksiazce wspomnieniowej nt. 70-lecia LO Sokolka, jako ABSOLWENT tego liceum.

    Ktorym to absolwentem on nie byl. Albowiem w roku 1963, roku jego matury, z okazji dnia obchodow 1-maja, grupka maturzystow zorganizowala akcje plakatowa przeciwko tym obchodom. Sluzby jednakze czuwaly i sprawcow schwytano. Plakat(y) zdjeto przed obchodami 1-majowymi. Sprawcow usunieto ze szkoly tuz przed matura. Zdawali ja gdzie indziej, nie w Sokolce. Nikt o niczym nic sie nie dowiedzial wowczas. I do 2017 roku nie figurowali jako absolwenci sokolskiego LO.

    https://isokolka.eu/wiadomosci/3-sokolka/4992-matura-2013-wystartowala-foto-dzis-jezyk-polski.html

    Az nadeszla pora zadoscuczynienia, w 70-ta rocznice powstania Liceum. Dzisiaj zaistnieli, cala czworka ich, na liscie absolwentow szkoly. Ks. abp Sławoj Leszek gen Głódź na ich czele.

  23. Najpierw „Ulisses”, teraz „Bajki Babci Gąski’. Ludzie! Zdecydujcie sie

  24. „A konfesjonał? Służy wyłącznie do zadawania przedkomunijnym ośmiolatkom pytań o nieczyste myśli na temat szkolnej koleżanki, przy czym przesłuchujący ośmiolatka ksiądz za te myśli grozi piekłem.”

    Czy grozenie pieklem jest wbudowane w proces naklaniania dzieci, przez ksiezy, do pedofifii? Bom sie pogubil odrobine

  25. @Orteq 20 czerwca o godz. 1:12

    „Czy grozenie pieklem jest wbudowane w proces naklaniania dzieci, przez ksiezy, do pedofifii?”

    Ależ oczywiście, jak najbardziej tak! Mechanizm „obrabiania” dzieciaka przez xiunca polega na tym, że najpierw dochodzi do wykorzystania dziecka, potem xiunc wmawia dziecku, że zrobiono coś złego, ale to tylko jego (dziecka) wina. Przy okazji wmawia mu również, że tylko on, xiunc, może go ocalić od mąk piekielnych, przez sakrament pokuty i wstawiennictwo u szefuńcia w niebiesiech.

    Grożenie piekłem to nieodłączny element tego subtelnego szantażu, jakiemu świnty człek poddaje wychowanka. Nikt inny nie jest w stanie tak osaczyć swojej ofiary jak pedofil – urzędowy przedstawiciel pana bozi. To jest scenariusz powielany w tysiącach odmian, ale istota sprawy jest zawsze ta sama – ja tu wobec ciebie, dziecko, reprezentuję Boga, ściągaj majtki.

  26. @Orteq 20 czerwca o godz. 0:12

    Głódź się wkręcił na absolwenta, ale bez ukończenia szkoły?
    Błąd – powinni powiedzieć mu: „sp.erdalaj”.
    Elegancko i po PiSkupiemu.

  27. @anumliku Drogi, jeszcze nie przeczytalem (u mnie pora przed-kawowa) , zerknalem tylko na Twoj wpis i juz zacieram rece, bo cos waznego tu sie mowi….wroce za chwile….
    A czemu powiedz po dwoch zoczonych zdaniach Twego wpisu przypomnial mi sie Beckett z jego ‚baby rodzily okrakiem nad grobami’, powiedz czemu…lece robic kawe…

  28. Na marginesie, 1:33

    „Głódź się wkręcił na absolwenta, ale bez ukończenia szkoły? Błąd – powinni powiedzieć mu: „sp.erdalaj”. Elegancko i po PiSkupiemu.”

    To nie tak, Namarginesko.

    Ks Arbp Gen Slawoj spedzil 4 lata w LO Sokolka. Do matury byl dopuszczony, 1-go maja 1963. On zostal pozbawiony mozliwosci zdawania matury w Sokolce z powodu jego i jego kolegow akcji plakatowej przeciwko obchodom 1-maja. Co potem sie wydarzylo, to jego, i jego kolegow, zdawanie matur w innych szkolach. Zalatwionych przez KK.

    PZPR sobie, KaKa sobie. Takie byli czasy. If you know what I mean. Co nie przeszkadza, zeby „bohaterstwo 63” zaowocowalo dewidendami po przelomie 89.

    Co przeraza to podobienstwo dwoch „rewolucji” : 1917 i 1989. Czy ta druga „rewolucja”, z 1989 roku, tez ma potrwac tak dlugo jak pierwsza?

    Boze cara chrani

  29. Czy byl car Jaroslaw w historii?

  30. Jak zwał tak zwał – dzieci naśladują rodziców. Tak dzieje się u wszystkich zwierząt. I o czym tu gadać?
    Ze spraw ważnych i aktualnych polecam to:
    https://oko.press/calkowity-zakaz-aborcji-wiezienie-antykoncepcje-awaryjna-projekt-wraca-sejmu-zrobi-pis/
    Mówiłam, że nie odpuszczą.

  31. @anumliku, zaczales fajnie, bo arbitralnie: „Przerzucanie się mądrościami na temat: wrodzona dobroć vs wrodzona wredność dziecka, co ostatnio mogliśmy obserwować w kilku blogowych wpisach, świadczy o nieznajomości problemu, jakim jest rozwój człowieka w najwcześniejszych latach….” – naprawde ?,

    Kawa juz jest (to wplyw Neferki), Beckett twierdzil w rozmowach z Joycem, ze pamietal jak byl w lonie matczynym… Z wujka Gugla napredce: „This form of memory is important for a type of development known as attachment. Fetal memory is thus critical to the survival of the fetus both prenatally (in the womb) and after birth as an infant. – gadka jest o ‚womb memory’. Tlumacze a vista: ” Ta forma pamieci jest wazna (chyba za slabo powiedziane – @act) dla tego etapu osobniczego rozwoju, ktorym jest ‚przywiazanie’ (przywiazanie do czego pytam, do pepowiny zapewne – @act). Pamiec plodowa jest dlatego tak wazna dla rozwoju tegoz plodu, zarowno przed urodzeniem jak i po nim.”
    Pamiec, przywiazanie…w brzuchu i po wyjsciu z brzucha…chyba otwieram puszke Pandory…bo zaraz bedzie o aborcji. Uciekam…dokonczyc czytanie wpisu anumlika.

  32. @act

    „Pamiec plodowa jest dlatego tak wazna dla rozwoju tegoz plodu, zarowno przed urodzeniem jak i po nim.” Oczywiscie ‚dla przezycia tegoz plodu’ chcialem powiedziec.

  33. @anumliku, dokonczylem czytanie Twojego wpisu. ales pojechal okrutnie i madrze , szapka piec razy w dach, albo moze i w podloge I za kolana podejmuje. Gotowe (z uwagami) do druku dla wszystkich polskich dzieci, nie dla dzieci (one za mlode, by zrozumiec) ale dla rodzicow tych dzieci. W imie Ojca i Syna i ich Mamy.
    Ciekawa sprawa, ze powstrzyymales sie od literalnego nazwania (przez delikatnosc wrodzona chyba) kompleksu Edypa i Elektry (inne rzeczy przeciez nazywasz po imieniu). Chwala Ci za to, ze szanujesz domyslnosc tutejszych czytelnikow.
    Wroce troche pozniej, nie czytalem jeszcze naszych blogowiczow pod Twoim wpisem. Niech Cie kule bija anumlik….

  34. Tanako, dopiero przeczytalem, pierwszy pod @anumlikiem, Twojze, wpis i juz chce sie znowu zyc.

    Piszesz tak pieknie (co tam pieknie, prawdziwie): „Powody są substancjalne pojawili się -masowo! – znakomici ilustratorzy, graficy, malarze, zaczęto robić filmy i animacje dla dzieci, dla wszystkich w istocie, oparte ściślej lub swobodniej na dziełach literatury dla dzieci lub do niej nawiązującej.
    Roilo się od książek dla dzieci i – kolejny wynalazek! – dla młodzieży. A wszystko pełne,nieraz kipiące świetną ilustracją, grafiką, oprawą. Trafiającą w kolejne poziomy dziecięcej – ludzkiej -psyche: potrzeby estetyki, piękna, urody, zgodności treści z formą, pogłębienia tekstu obrazem.”

    Do dzis (31 lat poza krajem) ilustracje Szancera, Uniechowskiego, Stannego (‚Przygody Sindbada Zeglarza’ Lesmiana) i wielu, wielu innych wywoluja u mnie ten ‚przyjemny smutek’ zwany nostalgia. Dziecinstwo i wczesna mlodosc w ksiazkach to byli (z pisarzy tylko polskich) Bahdaj, Niziurski, nawet Domagalik i Zbigniew (Raz do roku…) Nienacki, O Brzechwie, Tuwimie, Konopnickiej i innych klasykach nie bede przeciez wspominal.

  35. Orteq
    20 czerwca o godz. 0:32
    „Najpierw „Ulisses”, teraz „Bajki Babci Gąski’. Ludzie! Zdecydujcie sie”

    Zabic Tys mnie tym nie zabil ales mnie kurde oslabil…hehehehehe

  36. Pismo – Dr Misio – tekst piosenki
    Tekst piosenki napisał znany i wielokrotnie nagradzany pisarz Krzysztof Varga. Jest krytyką tego jak duże może mieć znaczenie pieniądz w Kościele.
    Nikt już dzisiaj nie wypędza
    Kupców ze świątyni
    W świątyni najlepszy jest biznes
    Kogo obchodzi zbawienie?

    Od zbawienia lepsza zabawa
    Od zbawienia lepsza zabawa

    Najlepsze są te teksty
    Które nie niosą treści
    Najfajniejsze te melodie
    Które nie tworzą pieśni
    Najlepsze są te teksty
    Które nie niosą treści
    Najfajniejsze te melodie
    Które nie tworzą pieśni

    Na listach przebojów królują
    Przyjemne utwory bez treści
    Głosujcie na mnie kochani
    Kupujcie moje odpusty

    Od zbawienia lepsza zabawa
    Od zbawienia lepsza zabawa

    Najlepsze są te teksty
    Które nie niosą treści
    Najfajniejsze te melodie
    Które nie tworzą pieśni
    Najlepsze są te teksty
    Które nie niosą treści
    Najfajniejsze te melodie
    Które nie tworzą pieśni

    I ten kto ma dużo
    Będzie mieć dużo więcej
    A temu kto nic nie ma
    Wszystko zabiorą
    Tak powiada pismo!
    Tak powiada pismo!

    Najlepsze są te teksty
    Które nie niosą treści
    Najfajniejsze te melodie
    Które nie tworzą pieśni

    Pieśni bez treści
    Pieśni bez treści

  37. karo131
    20 czerwca o godz. 4:42

    Oczywiscie swietne.
    Tylko niepotrzebnie tlumaczysz na wstepie (my tu calkiem kumaci), o czym ten utwor glosno i dobitnie przeciez mowi 🙂

    Przeraza ten defetyzm i cynizm w kraju…gorszy chyba od ‚komuny’, od ktorej ucieklem dawno temu.
    NB. nie musisz rekomendowac K. Vargi, czytalem jego (palce lizac) felietony swego czasu. A Pilch, Jerzy Pilch jeszcze pisuje, bom ciekaw jego talentu i walki z wiadoma choroba, ktora i mnie dopadla….Gdzies czytalem, ze takze i Parkinson jakby malo bylo jednej.

  38. Alkoholizm i inne choroby psychiczne (tak, tak) jakby bardziej wstydliwe niz inne choroby, czemu,?
    Czytalem nie tak dawno ‚Darkness Visible’ Styrona. Tak pisac o depresji i alkoholizmie potrafi bardzo niewielu.

  39. ‚Pieklo to Inni’ przez wielkie ‚I’ anumliku. przegladamy sie, jak w lustrze, w twarzach, gestach i oczach ‚innych’ i bez tego ‚lustra’ nie istnialaby samoswiadomosc, ktora moze i czesto bywa ‚pieklem’. A zaczyna sie ta smutna historia wlasnie w dziecinstwie, kiedy prawie wszyscy ‚inni’ to ‚significant others’.

    PS. niezupelnie na temat, dla tych, ktorzy nie widzieli, polecam film ‚A Dangerous Method’; Freud, Jung i sliczna Sabina (nie mniej piekna Keira Knightley), swietne studium choroby psychiczej, ‚transferencji’ i ostatecznej transformacji: wyzwolenia ze strasznej choroby.

  40. @Tanaka, z godz. 23:24 (wczoraj)
    Nie pisałem eseju, a w felietonie o pewnych zjawiskach (także społecznych) się tylko sygnalizuje. Co też uczyniłem słowami: (W Polsce) XIX wiek (…) dla pisarstwa dziecięcego był wiekiem złym. Patriotyczne treści zostały na wskroś przesiąknięte natrętnym dydaktyzmem podanym w oprawie prymitywnej religijności. Taka była konieczność – można by powiedzieć; smutna cena, jaką przyszło zapłacić za niepoddawanie się wynarodowieniu. Ów konfesyjny patriotyzm stanowił pożywkę dla pisarstwa Bełzy, Jachowicza, Niemcewicza, Tańskiej-Hoffmanowej, Konopnickiej czy Kraszewskiego, by wymienić najbardziej znanych autorów tego stulecia, piszących z pełną świadomością dla najmłodszego odbiorcy. I dalej: W Polsce wychowanie dziecka w duchu patriotyczno-religijnym długo jeszcze będzie przez pedagogów zadaniem numer jeden. Stąd też wszelkie wartości, jakie wpajane były w tym czasie dziecku poprzez literaturę, były wartościami wyłącznie religijno-patriotycznymi.

    Mogłem (czy powinienem?) napisać, jak Ty: realne dzieci pracowały w kopalniach, hutach, w kanałach, kloakach i kominach przemysłowego świata, zaś w szczęśliwej nadwiślańskiej dzieci, nieznające hut i kominów, zasuwały za rodziców odrabiając pańszczyznę – bo to prawda, ale (ponieważ w literaturze wątek był osadzony) wtedy powinienem był wspomnieć i o Dickensie (z jego „Davidem Copperfieldem” i serią Opowieści wigilijnych) i o Marksie (tym młodym, wychowanym w domu zluteranizowanego Żyda, jego ojca), który w wieku sześciu lat został ochrzczony i który aż do dojścia do satanizmu na studiach był wyznawcą Jezusa z niebieskiej książeczki; piękny przykład dydaktyzmu w oprawie natrętnej religijności – nieprawdaż?

    O ciężkiej doli polskich dzieci nie pisałem, o ciemnocie ludu pańszczyźnianego także nie pisałem. Wystarczy, że pisali o tym dziewiętnastowieczni pisarze polscy: Sienkiewicz w „Janku muzykancie” i w „Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela”; Konopnicka w „Naszej szkapie”; Prus w „Antku”, że wymienię tych najbardziej znanych. O publicystyce wymienionej trójki nawet nie wspominam.

    Pozdrawiam w słoneczny poranek, tuż przed pierwszą kawą. Po wypiciu zajmę się resztą wpisów 🙂

  41. @Orteq
    Pożenić Babcię Gąskę z Ulissesem może tylko wielbiciel Babciusi opanowanej przez łabędzia, albo innego kormorana 😉

  42. @act
    Nadąłem się tak od Twoich komplementów, że o mało nie pofrunąłem. Dziękis za uznanie 😀

  43. Eeee tam, nikt nie wspomnial ‚Dzieci z Bullerbyn” – straszny zawod i poznawcza luka.
    A ze dwa tygodnie temu lecial u nas w tv (po raz 50-ty) ‚The Secret Garden’, naszej pani Agnieszki i myslalem o niewinnosci (utraconej), szczesciu (utraconym) – i utraconej wyobrazni dziecka, o ktorej tyle prawi anumlik.

    Wczoraj byl ‚Ulisses’ a dzis o bylo dzieciach a mnie przypomnial sie ‚Kocio Letajew’ Bielego ni stad, ni zowad.

  44. ‚bylo o dzieciach’ – dysleksja nie boli.

  45. @Kostka
    🙂 🙂 🙂

  46. anumlik
    20 czerwca o godz. 9:23

    @act
    Nadąłem się tak od Twoich komplementów, że o mało nie pofrunąłem. Dzięki za uznanie

    Juz bylem jedna noga w windzie z pracy (u mnie 5:30 pm)….Tobie anumliku moich komplementow nie trzeba…do uslyszenia jutro, bo mi autobus ucieknie…

  47. @act
    Nie wspomnielim też o: „O czym szumią wierzby”, o „Pierścieniu i róży”, o „Małym księciu”, ani o – bardzo ważnych nie tylko dla dzieci – Alicjach. Ani o tej „w krainie czarów”, ani o tej „po drugie stronie lustra”. O sagach Tolkiena i J.K.Rowling też nie wspomnielim. Ale wspominajmy – dyskusja otwarta 🙂

  48. Do wykazu literatury wszelakiej, ze szczególnym uwzględnieniem dziecięcej dorzucić wypada cykl „Pożyczalskich” Mary Norton. Ewentualnie „Wodnikowe wzgórze” Richarda Adamsa

  49. Jak dyskutowac to dyskutowac otwarcie, anumliku. Moze, dla odmiany chwilowej, o uciekinierach/emigrantach podyskutujmy kapke?

    Jakie byly proby i jak to sie zaczelo, to nasze przyjmowanie/nieprzyjmowanie uciekinierow, arabskich glownie?

    Otoz w grudniu 2015 rzad polski – pisowski juz! -chcial wyprobowac jak to ma dzialac, zglaszajac 100 osob z Wloch i Grecji. Oficerowie lacznikowi pojechali na miejsce by sprawdzic procedury. Stwierdzili – wg informacji podanych przez ministra spraw wewnetrznych – calkowita niemoznosc sprawdzenia dokumentow, w wiekszosci falszywych. No i w praktyce zdanie sie na decyzje Wlochow i Grekow. A do tego my nie moglim dopuskac. Wiec Katarzyna Lubnauer (Nowoczesna) zaproponowala Polski Pragmatyzm Praktyczny. PPP. Maslo maslane, znaczy

    To ona, ta Katarzyna L., wezwala, by rzad Polski zachowal sie pragmatycznie. I przyjal kilkaset osob.

    Nawiasem mowioncy, Austria chyba zadeklarowala 100 osob, i juz nikt przeciwko nim zadnych `procedur’ nie uruchamia. A Litwa przyjela, na razie, 300 osob, i 230 z nich juz wyjechalo!

    Ta ostatnia statystyka, litewska, jest najbardziej budujaca. Ona moze i nas uratuje od kompromitacji miezdunarodnej

    PS. Ciekawy jest pomysl europosla Boguslawa Liberadzkiego (SLD). Otoz wystapil on z koncepcja, by wykorzystac wymagany przyplyw imigrantow do Polski, zatrudniajac ich jako nauczycieli jezyka arabskiego w szkolach. No bo nauka jezyka tatarskiego w okolicach Sokolki to nie to samo

    http://pl.languagesindanger.eu/book-of-knowledge/pakiet-dla-szkol-o-jezykach-mniejszosciowych/jezykowa-mozaika-ziem-polskich/jezyk-tatarski/

  50. Ta sprawa jezyka tatarskiego. Istniejacego podobno w Polsce pojaltanskiej, jakims swedem. Na sokolskich terenach. Stalin pewnie cos zamacil w tOmacie..

    http://www.kruszyniany.pl/szlak.html

    A moja pierwsza narzeczona to Tatarka wlasnie. Kilka dni dni temu uskiskalismy sie serdecznie. Babciusia moja, kanadienska ona, swiadkowala tej uroczystosci. Stare my wszystkie juz som. Ta starosc pomaga na dolegliwosc pn. zazdrosc. Nawet na miedzynarodowom zazdrosc

  51. Czy ktos wie jak mozna zejsc z blogowych wyzyn intelektualnych?

  52. @Orteq
    Pan to robi niemal doskonale. I wystarczy.

  53. Jak chwatit’ to chwatit’

  54. @paradox57, z godz. 10:12
    Witaj, długo nie widziany. Listę wydłużyłbym o polskich autorów. „Wio Leokadio” Kulmowej, „Cyryl, gdzie jesteś” Woroszylskiego i „Ferdynand Wspaniały” Kerna, to literatura najwyższego lotu; przypominam, że wszystkie trzy powstały w pierwszej dekadzie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. O Wojtyszce wspomniałem we wstępniaku. Dodałbym do tej listy Jana Drzeżdżona, z jego „Patalonkami”. Książki przeszły właściwie bez echa, a według mnie ich klimat oraz to co nazywamy „poczuciem bezpieczeństwa” mimo groźnych przygód i straszydeł, zrównują powieści Drzeżdżona z klasyką gatunku – z „O czym szumią wierzby” Kennetha Grahame’a.

    Zachęcam do tworzenia top listy książek dla dzieci. Każde z nas ma swoich ulubieńców.

    Paradoxie, zaglądaj tu częściej 😀

  55. @anumlik

    Że miło widzieć takie słowa, to mało powiedziane.
    Natomiast do listy polskich autorów dołączyłbym jeszcze Aleksandra Minkowskiego i Ryszarda Liskowackiego

  56. @Ewa-Joanna, z godz. 2:36
    Dzieci naśladuję rodziców – piszesz. I tak się dzieje u wszystkich zwierząt – dodajesz. Otóż nie wszystkie dzieci i nie w każdym etapie dziecięcego życia. Dzieci w wieku pokwitania buntują się przeciw rodzicom. Chłopcy częściej niż dziewczynki. Powiedzenie „na złość mamie odmrożę sobie uszy” nie wzięło się znikąd 😉

    Do spraw ważnych i aktualnych, do których zapodałaś linka, dodaję to:
    http://slwstr.net/pk3/2016/dziecko-specyficznie-poczte-i-inne-przykre-historie

    I to jest temat na kolejną dyskusję.

  57. @anumlik
    20 czerwca o godz. 12:05
    Podtrzymam swoje 😉
    Bo bunt buntem a i tak wraca do tego czym skorupka nasiąkła. A nasiąka od pierwszych dni życia i wcześniej czy później wylezie. Bunt jest próbą zerwania podległości a nie zmiany sposobu patrzenia na świat.
    Można oczywiście świadomie chronić się przed powielaniem rodziców, ale ile razy tracimy nad tym kontrole dając głos temu co w nas gdzieś tam siadło i siedzi.

  58. Minus nieprzyjaznosc Gospodarza blogu. Skad ta nieprzyjaznosc u Niego? Pewnie z nikad. A tak w ogole to kochajmy sie

  59. @Orteq

    Dlaczego nieprzyjazność? Pochwaliłem przecież Pana za umiejętność obniżania zbyt wysokich, Pana zdaniem, lotów wypowiedzi na blogu. Taki już ma Pan styl, że na ogół nie podoba się Panu, o czym tu i jak mowa, bo chciałby Pan o czym innym i inaczej. Więc dostarcza Pan takich treści. To godne pochwały, gdy ktoś potrafi sam zaspokoić swoje potrzeby.

  60. (spod papierów, znowu)

    Przeczytałam wstępniaka, skrobię się w głowę bo nic mi do makówki nie przychodzi a filozować nie ma po co (o sobie mówię). W każdym razie ciekawe spojrzenie anumliku, do przemysleń i dyskusji. Odpuszczę sobie oczywistościowanie tym razem 😉

    ***
    Czy dostanę baty jak powiem że nie cierpię „Małego Księcia” i czy jestem jedyna na świecie?

  61. @NeferNefer
    20 czerwca o godz. 13:42

    Nie jedyna 😎

  62. Ale słonia w wężu i parę fajnych cytatów sobie zapamiętałem.

    „- Na pustyni jest się trochę samotnym.
    – Równie samotnym jest się wśród ludzi.”

  63. „Mowa jest źródłem nieporozumień.”

  64. Brązowy ptaszek to może faktycznie być strzyżyk. Taki mokry jest trudniejszy do zidentyfikowania 🙁

  65. @ mpn
    19 czerwca o godz. 19:52

    Użyłem określenia „mądrość natury” w nadziei, że zostanie ona zrozumiana jako dobór ewolucyjny. przepraszam za brak dosadności.
    Co do bólu – operowanie niemowlaków bez znieczulenia jest zbrodnią. Nie o tym pisałem. Pewnie pamiętamy wszyscy bóle wzrostowe, gdy szybko rosnący szkielet brutalnie rozciągał nam mięśnie. A noworodkowi wszystko rośnie tak szybko. Zwariować by można, gdyby nie przyblokowane przez naturę odpowiednie receptory. Bo już wyżynanie zębów raczymy odbierać w pełni.

  66. @@NeferNefer, Tobermory
    Witam w klubie. Też nie przepadam za „Małym księciem”, ale nie mogłem go nie wymienić wśród najwybitniejszych dzieł dla dzieci. Starałem się nie pisać o moich literackich preferencjach, choć pewnie większość tych preferowanych przeze mnie pokrywa się z Waszymi. Opowieści o Muminkach mogę czytać o każdej porze, do „Alicji” często wracam, mimo, żem stary rep, a „Mały książę”… No, nie przepadam.

  67. Okrutne?Noramalne.Bez empatii.Bo czy lew bawiąc się lwiątkami aż ,do ich zagłady ,ma empatię ?,nie.A ile jest między nim i dzieckiem człowieka różnicy w genach?

  68. Byłem okrutnym dzieckiem 🙁
    W wieku niecałych 2 lat, oddany pod jednodniową opiekę mojej cioci, ułożyłem do snu kilka małych kurczątek. Zakomunkowawszy z dumą: cipki śpiom – pokazałem ułożone w równym szeregu na posłanku z kwiatów mleczu…
    Wszystkie miały podobno ładnie wyprostowane szyjki i jakoś nie dały się już obudzić 🙄

  69. @anumlik
    19 czerwca o godz. 19:54

    Pomimo Twojej sugestii, chciałbym jeszcze chwilę „pleść bzdury”, więc dalej nie czytaj, proszę.
    Wielokrotnie pisałeś o zmieniających się kanonach i teoriach nauki, a jednocześnie cytujesz najnowsze wyniki badań jako absolutnie ostateczne. A może one za chwilę też będą mniej aktualne? Tym bardziej, że chodzi o tak abstrakcyjną dziedzinę, jak psychologia, w której jest prawie niemożliwym uzyskanie powtarzalności – choć trochę uogólnionych – wyników. Istnieje za to cudowny trend naginania (się) pacjentów do teorii – ot, taka moda.
    Kiedyś istniała (mam nadzieję, że nadal istnieje) nauka zwana metrologią. Obejmowała ona m.in. wszelkie aspekty przygotowania, prowadzenia i interpretacji badań. Mając styczność w ostatnich kilkunastu latach z badaniami doświadczalnymi w medycynie mogę stwierdzić, że żaden most by się nie utrzymał na takich wnioskach. Na szczęście, nasz organizm jest tak samodzielny, samowystarczalny i odporny, że przeżywamy pomimo wysiłków lekarzy.
    Chciałbym, byś zdał sobie sprawę z tego, że w ostatnich kilkudziesięciu latach nastąpiło globalne przejście jakości w ilość. Również w badaniach naukowych. Zalecam nieco więcej dystansu.
    Jeżeli byłeś (a może jeszcze jesteś) urzędnikiem, to z pewnością świetnym. Z ogromną, zawsze aktualną, wiedzą, przestrzeganiem prawa, porządku (i być może sumienia). Jeżeli tak, to chwała Tobie za to, bo tacy ludzie są bazą każdej cywilizacji. Być może jesteś nawet ateistą – co jest oczywiście Twoja prywatną sprawą. Wydaje mi się jednak, że nie jesteś niewierzący.

  70. @Ewa-Joanna
    20 czerwca o godz. 12:33

    Bunt dziecka przeciwko rodzicom jest tylko i wyłącznie podstawą ewolucji. I proszę nie dopisywać tu żadnych wyższych celów. Występuje statystycznie podobnie często, jak podobieństwo psychiczne/zawodowe wnuków i dziadków.

  71. A ma ktoś pod ręką jakąś wykładnię psychologiczną? Bo pamiętam jak przez mgłę, że generalnie wyróżnia się etapy rozwoju „moralnego” człowieka. I tak, stosowanie się do zakazów i nakazów, odpowiada dojrzałości kilkulatka; nastolatek (młodszy) powinien opanować empatię, a starszy już wchodzić w dorosłe, złożone rozumienie etyki.

    Czy dzieci są więc okrutne? W sensie tego, że nie kierują się empatią powinny być. Ale czy to ma cokolwiek wspólnego z ćwiczeniem do dorosłego życia, czy może raczej (nakazy i zakazy) pozostawaniem pod opieką dorosłych?

  72. @Tobermory 14:01

    Jaki ptaszek? Nie widzę ptaszków.

    @slima11
    Byłbyś łaskaw doprecyzować o czym piszesz? O jakiej zabawie lwiątkami? Masz na myśli ten ostatni przypadek z ogrodu zoologicznego?

  73. @Tobermory 14:39
    Gdyby to upodobanie do prostowania kręgosłupów szyjnych pozostało Ci na całe życie, mógłbyś zostać wybitnym ortopedą. A początki zawsze są trudne.

  74. @paradox57
    20 czerwca o godz. 15:00

    NeferNefer pokazała nam mokrego ptaszka

    https://goo.gl/photos/nrwhsVZQT4ndoa437

    Była dyskusja, co on za jeden

  75. @paradox57
    20 czerwca o godz. 15:05

    Nie zostałem wybitnym ortopedą ani anestezjologiem 🙁 Pewnie przez traumę z dzieciństwa (brak zachwytu otoczenia) 🙄

  76. Fajny strzyżyk.
    Mam tylko jedną uwagę. Gdzie ogonek? Pisałem już kiedyś o ogonku.

  77. @anumlik
    Tak, jest jasno. Ale tych poetyckich określeń w medycynie nie lubię. Odciągają ludzi od faktów.

    @Na marginesie
    Mylisz się. Nie uwzględniasz doboru naturalnego. Matki zbyt ostro poczynające sobie z płodem będą przez dobór eliminowane. Tak jak zbyt łagodne. Zostało to dosyć dobrze opisane, także matematycznie. Zresztą nie pisałem nigdzie o bezwzględnym faworyzowaniu, podałem ścisły warunek poświecania się matki dla płodu Nie wiem, gdzie wyczytałeś o symbiozie. Może na przysposobieniu do życia w rodzinie tego uczą? Jednakże geny nie zważają na los organizmu. Geny lepiej się rozprzestrzeniające ze szkodą dla organizmu będą się rozprzestrzeniały lepiej i wyprą inne.

  78. Ciekawy tekst. Czekam na jego logiczna konsekwencje tj. „Dlaczego dorosli bywaja okrutni”? Ale nie w prostym polaczeniu: lono matki-niemowlectwo- dziecinstwo-dojrzewanie…To dosc prymitywna psychoanaliza. W dzisiejszym swiecie nie wyjasnia wiele… . Choc „cos” w niej jest. Raczej cale zycie(czy chcemy czy nie) ulegamy wplywom. Choc sie pewnie uwazamy za „odpornych” na nieskonczone manipulacje, z ktorymi mamy kazdego dnia do czynienia. A i sami tez czasem „cos tam” pomanipulujemy…
    Swoj tekst zakonczyl @anumlik konfesjonalem i pieklem…Jakby do tego zmierzal…To prawda: Zmuszanie do spowiedz malego dziecka jest SKANDALEM! Ale czy papa i mama, ktorzy strasza dziecko „odcieciem” milosci za kazde nieposluszenstwo, sa lepsi? Jakie znaczenie ma tu, czy wierza czy nie? Jest to stary problem, ktory juz przez wieki zostal zakodowany w jezyku: „mam” dziecko, a nie „jestem” z nim. „Mam” zone, meza, partnera—„mam”… Tyrania „mam” jest wszechobecna. W systemach totalitarnych, wszysko jedno czy religijnych, czy nie oznacza to „tylko ja/my mam racje”. I to sie konczy tragedia.

  79. @mpn
    20 czerwca o godz. 16:07

    Na czym polega zbyt ostre lub zbyt łagodne poczynanie sobie matki z płodem?
    Czy przez płód rozumiesz „stadium rozwojowe zarodka, rozpoczynające się od 11. tygodnia ciąży i trwające do chwili porodu”?
    Wiadomo, że dzieci biorą się z zapuszczonej ciąży czyli zaniechania dalszych poczynań, aż się poczęcie zakończy rozwiązaniem (że tak eufemistycznie się wyrażę) czyli wydaniem na świat noworodka. Od tego momentu w medycynie nie mówi się już o płodzie, lecz o dziecku.
    W innych kręgach nie mówi się o płodzie w ogóle, lecz o życiu poczętym 😎

  80. @mpn 20 czerwca o godz. 16:07

    „Matki zbyt ostro poczynające sobie z płodem będą przez dobór eliminowane. Tak jak zbyt łagodne. Tak jak zbyt łagodne. Zostało to dosyć dobrze opisane, także matematycznie.”

    Gdzie „zostało to dość dobrze opisane”? I w jaki sposób eliminowane są matki? Na czym miałoby polegać „zbyt ostre poczynanie sobie z płodem”? Jeśli kobieta np. pije i pali w ciąży, kończy się to raczej źle dla płodu, chociaż niekoniecznie jest od razu „eliminowany”. Nie wiesz, gdzie „wyczytałam o symbiozie” Powtórzę: po prostu mówię, że ssaczy płód jest bezwzględnym egoistą i zachowuje się jak pasożyt, dlatego nie ma mowy o symbiozie. A o symbiozie nie ma mowy dlatego, że płód wykorzystuje organizm matki, w razie potrzeby do zupełnego wyniszczenia. To jest klasyczne pasożytnictwo, bez żadnych elementów symbiozy.

  81. @anumliku, mega ciekawy temat zapodałeś. Szacun.

    Komentarze poczytam jak Zochuna położę spać. ‎

  82. @mpn 16:07
    Czyżby?
    Gen bez pośrednictwa organizmu się nie rozprzestrzeni. Nawet wirus potrzebuje całego „oprzyrządowania” komórki gospodarza, żeby się powielić. Więc tylko w tym przypadku można mówić, że działa on na niekorzyść organizmu. Obcego. Geny letalne mają małe szanse na odniesieniu sukcesu. Geny recesywne potencjalnie letalne mogą przetrwać w parze z genem dominującym. Spotkanie dwóch takich nie daje wielkich szans na przetrwanie właśnie z tego powodu, że są eliminowane wraz z organizmem, który umiera przed osiągnięciem zdolności reprodukcyjnych. Chyba że wtrąci się medycyna. Ale to jakby inna bajka, niekoniecznie dla dzieci.

  83. @Szymonowicz 20 czerwca o godz. 16:28

    Mówi się również „mam raka”, „mam kaca” i „mam rację”.
    Czy sądzisz, że jest to objawem totalitaryzmu?

  84. @namarginesko 16:50

    Bo dobór naturalny jest taki mądry, że wie, która matka poczyna sobie ostro, a która tępo z przychówkiem. I takie z właściwym sobie wdziękiem eliminuje.

    Ale ja nie o tym. Fakt, że ciąży w żadnym wypadku nie można nazwać symbiozą. Trudno byłoby nawet nazwać to komensalizmem. Płód ciągnie ile się da i ile może. Ale wydaje mi się, że, poza przypadkami patologicznymi, ten konflikt matka-płód aż tak ostro zarysowany nie jest. Organizm matki ma mechanizmy zabezpieczające i dzięki temu na szczęście większość ciąż kończy się sukcesem – obustronnym.

  85. @mpn

    W uzupełnieniu. Oczywiście jest parę takich genów potencjalnie bardzo szkodliwych, a bardzo cennych dla ich posiadaczy. Oczywiście pod warunkiem, że występują w zestawieniu z genem dominującym. Ale to się sprawdza w specyficznych warunkach środowiskowych, w określonej populacji. Co nie zmienia faktu, że gdyby organizm zafundował sobie zestaw dwóch takich, miałby marne perspektywy nie tylko na posiadanie potomstwa, ale nawet na dożycie do takiej możliwości.

  86. @paradox57 20 czerwca o godz. 17:00

    Całkowicie się z Tobą zgadzam, że pasożytnictwo płodu znajduje z reguły entuzjastycznego „enablera” w osobie matki. A że korzyści bywają obopólne – to też fakt. Rozwijający się pasożyt pod pewnymi względami wręcz „dba” o żywicielkę, uodparniając ją na choroby – tak przynajmniej wynika z niektórych badań.

    Związki płodu z matką są skomplikowane i nie do końca zbadane. Szkopuł w tym, że wszelka dyskusja o współistnieniu płodu i matki jest w Polsce podporządkowana kaka-kultowi embriona, a ton dyskusji nadają czarni i osoby typu Jaja Smrodek. Argument mpn o tym, że płód zawiera „materiał genetyczny” kobiety, od której pochodziła komórka jajowa, to standardowy myk czcicieli embrionów. Zauważ, że mpn cytuje go raczej ni z gruszki ni z pietruszki, co mnie zastanowiło – dlatego drążę 🙂

  87. Kochani. Chwilowo jestem rozpajedzona do żywego, wrócę jak mi przejdzie.

  88. @Qba, z godz. 14:41
    Kognitywistyka, jako odrębna gałąź nauki, powstała równie niedawno, jak i psychologia prenatalna. Ot, człowiek udoskonalił narzędzia wglądu w te części jego (i zwierząt) organizmu, które przedtem były zakryte, a jeśli dawały się odkrywać, to wyłącznie podczas sekcji truposzy. Nie sądzę, abym musiał to rozwijać. Rentgeny, mammografy, rezonans magnetyczny i tomografia komputerowa ukazują każdą ludzką tkankę. Dzięki nim wiemy więcej. Czy wszystko? Jak sam piszesz – dzisiejsze wyniki badań nie są (bo nie mogą) być ostateczne. Aby o tym wiedzieć nie trzeba żadnej pokory, wystarczy dobrze poznana lekcja: z wykładu, z yutubki, z podręcznika. Każdy okres życia płodu w macicy – by użyć medycznego określenia – został już zaobserwowany i opisany. Na tej podstawie można już wyciągnąć sporo wniosków na temat psychologii dziecka (tu użyję określenia nie medycznego) w okresie przedporodowym.

    Trafiłeś w punkt sugerując, że byłem (już nie jestem, bom o kilku lat emeryt) urzędnikiem. Byłem dwadzieścia lat. Ważnym. Najważniejszym w miasteczku, którym zarządzałem oraz w miejskiej spółce, którą również zarządzałem. I – fakt – starłem się być urzędnikiem dobrym. Przestrzegałem prawa, procedur, nie unosiłem się gniewem wobec podwładnych, choć sporo wysiłku czasem mnie kosztowało, żeby upierdliwego petenta ze schodów nie spuścić. A co do „aktualnej (w danym momencie) wiedzy”. Zawsze się uczyłem i uczę się także dziś. Z książek, z wykładów, z sieci, z yutubek.

    Co zaś do wiary. Kilka razy na tym i na innych blogach „Polityki” pisałem, przypomnę:

    Wiem, że wszechświat (wszechświaty):
    1. Istniał wiecznie.
    2. Powstał sam z siebie.
    3. Został stworzony.
    Boga, nieskończoność, byt i niebyt oraz teorie wynikające z fizyki najmniejszych cząstek – pozostawiam na boku.

    Nie rozumiem (nie znam mechanizmu) żadnego z tych aksjomatów.

    Wierzę zatem, że wszechświat (wszechświaty):
    1. Istniał wiecznie.
    2. Powstał sam z siebie.
    3. Został stworzony.
    Póki nie rozumiem mogę tylko wierzyć. Albo wątpić. Jeśli ktoś mi mówi wiem, to natychmiast zaczynam go omijać, bo w ślad za wiem postępuje ideologia. A od ideologii do religijnych sekt broniących tej ideologii (jak trzeba ogniem i mieczem) bliska droga. A ja nie religiant, proszę Qua 😉

  89. NeferNefer
    20 czerwca o godz. 17:29

    Rozpa co? 😉

  90. paradox57
    20 czerwca o godz. 15:44

    ogonek Nefer dala na kolejnym zdjeciu 😉

  91. Kostka 17:34

    Dziwne obyczaje ma Neferka. Ogonki fotografuje osobno.

  92. Doczytam i zajrzę wieczorem.

  93. anumlik
    20 czerwca o godz. 14:28
    Nefer and Toby

    Dobijam do klubu… Niby sa momenty w Malym ksieciu, ktore zapadaja w pamiec ale… Zawsze mi bylo glupio, ze sie nie moglam zachwycic tak jak wszyscy mowili, ze trzeba sie zachwycac. Jakos nie potrafilam sie wzruszyc naprawde doglebnie cala historia.

    Cykl Muminkow w dziecinstwie z jakiegos powodu mnie niepokoil – moze przez Buke.. 😉 Odkrylam ponownie na studiach i od tamtej pory wracam co jakis czas – latem czytamy „Lato”, zima „Zime” a nad morzem „Tatus Muminka i morze”. Zreszta ta ostatnia i „Dolina Muminkow w listopadzie” sa fantastyczne takze dla doroslych. Mlody Buki sie nie boi wiec git! Czytalam jakis czas temu „Sculptor’s daughter: A Childhood Memoir” Tove Jansson , magiczna ksiazka napisana troche z perspektywy dziecka ale troche nie do konca – magiczne splata sie z mrocznym, niesamowicie w niej tropic inspiracje do Muminkow…

  94. @Kostka, z godz. 17:33
    Jak podaje „Przewodnik katolicki” (nr 8, racznik 35) z 1929 roku: rozpajedzony oznacza rozzłoszczony 😀

  95. Tobermory
    20 czerwca o godz. 14:39

    Rozbieralam kijanki patyczkiem na czesci pierwsze (zeby zobaczyc co maja w srodku) zanim mnie rodzice nie nakryli i zakazali procederu….

    Cos dla na marginesie (akurat nie moje ulubione ale jakze na temat….) 😉

    „https://www.youtube.com/watch?v=bH_dcevKINE

    A poza tym chwilowo zmykam

  96. anumlik
    20 czerwca o godz. 17:54

    Bardzo ladne i nie znalam.. moze przez nieznajomosc „Przewodnika katolickiego” hahaha 😉

  97. @Kostka, z godz. 17:47
    Tove Jensson pisała, że dziecko oczekuje w opowieściach rzeczy strasznych, niesamowitych, że wręcz lubi być straszone, ale… każda opowieść musi mieć takie zakończenie, aby dziecko nie odczuwało samotności. Powtórzyła to w rozmowie ze mną. Miałem honor poznać ją osobiście, gdy byłem w Szwecji, w tym czasie, gdy akurat też się pojawiła, a pojawiała się często dzieląc swój czas pomiędzy Helsinki, wyspę Klovharu i Sztokholm.

  98. Jacek Kowalczyk

    „To godne pochwały, gdy ktoś potrafi sam zaspokoić swoje potrzeby.”

    Moje „potrzeby”, zwiazane ze zjazdem absolwentow LO Sokolka, zaspakajalem, pro publico bono, z trzech powodow:

    1. Namargineska mnie zapytala o to
    2. Abp gen Slawoj Glodz, osoba wiecej niz publiczna, figurowal prominentnie w tej niby „mojej” potrzebie
    3. Przypomnialem, po ponad pol wieku, o fakcie historycznym uczniowskiego antykomunistyczego protestu w przeddzien 1-go maja 1963 roku

    ‚http://www.infosokolka.pl/artykul,lech-banachowski-absolwent-lo-w-sokolce.html

    Dziekuje za pochwale

  99. @anumlik
    20 czerwca o godz. 17:30

    Dzięki. Ładnie to napisałeś, zwłaszcza końcówkę. Ja co prawda przyrównuję „wiem” do „wierzę”, ale to bardzo moje i nikomu nie narzucam.
    Pisząc o niewierzeniu miałem na umyśle generalne podejście do informacji pozyskanej, czyli usłyszanej, przeczytanej, itd. Oczywiście są różnie wiarygodne różne źródła, ale przecież każdy może się pomylić. I co z tym zrobić? Wierzyć? A może po prostu wspiąć się na nieco wyższy poziom ogólności i spróbować znaleźć korelacje z innymi informacjami, z dowolnie odległych dziedzin. Boć to przecież wszystko nas dotyczy, a jak nie nas, to przez nas te informacje powstały. Skoro jakiejś informacji nie mogę/nie chcę sprawdzić, to pozostawiam ją na uboczu. Jest mi po prostu obojętna. Oczywiście, informacje typu: kk wycofuje się z Polski – wzbudziłyby moje zainteresowanie i cieszyłbym się bez weryfikacji, bo radość przedłuża życie. Podobno.

  100. @Na marginesie, 16.52,

    Zartuje pani? Jesli mam „raka” lub „kaca”, to istnieje on wylacznie w moim ciele i umysle. Dziecko, po urodzeniu „istnieje w tym swiecie” Tak smo jak pani czy ja. Jest pewnym bytem. Istnieje poza moim cialem i umyslem. Chyba, ze ktos wierzy, za mistykami iz nie ma zadnych granic… Jezyk, ktorego uzywamy, ma jak najbardziej wplyw na to jak postrzegamy rzeczywistosc. Wittgenstein juz juz w polowie XX wieku zwracal na to uwage…

    „Ma racje”…Czy zna pani dyktatorow, religijnych wariatow i innych nawiedzonych, ktorzy sadziliby, ze „nie maja racji”? Ja o nich nie slyszalem.

  101. @Kostka 20 czerwca o godz. 17:47

    Ja w ogóle mam wrażenie, że w stosunku do literatury dziecięcej czasami trudno odróżnić nasz własny już dorosły gust od gustów dzieci. „Mały Książę” wybitną pozycją jest, ale czy na pewno dla dzieci? Śmiem powątpiewać. Ale z kolei Saint-Exupery usiłuje się wczuć w sposób odczuwania dziecka (czy nostalgicznie odnaleźć to dziecko w dorosłym Antoinie?) Jakieś to pokręcone, choć w założeniu miało być prościutkie.

    Ja stanowczo dzielę literaturę dziecięcą na taką, która kiedyś podobała się mnie i taką, która podobała się rodzicom. Oni mieli bez wątpienia lepszy gust, ale ja lubiłam co lubiłam.

    P.S. Dzięki za song o kocie, ale… Kaczmarskiego lubię tylko wybiórczo 😉

  102. @Szymonowicz 20 czerwca o godz. 18:35

    Nie zrozumiał pan nic… i brnie pan dalej w absurdy.
    Przyjemnego brnięcia i na zdrowie!

  103. anumlik
    20 czerwca o godz. 17:30

    To omijajmy się, anumliku, na zdrowie, bo ja WIEM, a równocześnie odrzucają mnie ideologie.

    Zostałem wychowany w wierze katolickiej, czyli z Bogiem dysponującym różnymi atrybutami. Z czasem te papierowe atrybuty zaczęły się kłócić z tym, czego doświadczałem. Największym zaskoczeniem, gdzieś w pierwszej/drugiej klasie technikum, było odkrycie, że wszechobecny Bóg nie tylko do mnie nigdy nie przyszedł, ani nie dał znać, że słyszy, widzi, rozumie, ale i trzy czwarte świata o nim nawet nie słyszało. Więc jaki on wszechobecny? A poza tym dowiedziałem się o niezliczonych innych bogach. Późniejsza samodzielna analiza Biblii dała mi całkowitą pewność, że judeochrześcijański Bóg Jahwe to twór ludzkiej wyobraźni, składający się WYŁĄCZNIE z tego, co ludzie. Twór kaleki konstrukcyjnie, bo składający się z cech wzajemnie się wykluczających – identycznie jak człowiek, tyle że to Bóg, Absolut. Jeśli Bóg składa się z ludzkich słabości, to najlepszy dowód, że go se ubzdurał człowiek. No i dupa z niego, nie absolut.
    Inaczej mówiąc, anumliku, nie zadawałem sobie pytań, jak powstał świat, bo ciągnęły mnie rzeczy ciekawsze dla mnie, dotykalne. W kosmosie, którego fragment widzę w nocy, nie widać ani Boga, ani pytań o Boga. Więc nie pytałem i nie pytam – przeżywam jako moje naturalne środowisko i cieszę się, że wiem gdzie jest Wielki Wóz i Gwiazda Północy. Źródło informacji o doskonałym Bogu, którego istnienie wbito mi w niewinną wtedy główkę, okazało się nieporadnym tworem człowieka, a Nowy Testament – może nawet oszustwem z paskudną premedytacją. Innych niż te dwa zbiory – Stary i Nowy Testamenty – informacji o swym Bogu i jego ferajnie judaistyczna i chrześcijańska część ludzkości nie ma. Wzmacniająca niby informacja (nie wiadomo skąd wzięta), że te księgi pisał z ludźmi Bóg – czyli jawne umysłowe i emocjonalne kalectwo, a nie żaden Absolut – potwierdza tylko bzdurność pomysłu, że ktoś taki w ogóle jest.

    Tak więc nie WIERZĘ, anumliku, że Boga Jahwe nie ma, lecz WIEM. Na tej samej zasadzie jak Ty, jako belfer, wiedziałeś na bank na podstawie wypracowań uczniów, który z nich jest orzeł, który – matoł. Biblia jest zbiorem egzaltowanych słów na poziomie przedmaturalnym o zmyślonym Bogu Jahwe, a innych źródeł informacji o nim – nigdy nie było i nie będzie.

  104. Witam wszystkich bogobojnych ateistów.Ledwiem wyskoczył z samolotu i zaraz chcialem na blog, ale moja lodówka wyłaczona przez miesiąc porosła jakimś szaro-zielonym mchem, który ku mojemu utrapieniu, musiałem usunąć, a w tej dziedzinie tzn. usuwania pleśni jestem malo sprawny.
    Anumliku przylączam się do braw. Jest to temat, który mnie starego belfra zawsze fascynował.
    Skąd się bierze zło; czy dziecko bierze od dorosłych czy może jest to rodzaj samozaplonu, czyli, że zlo jest immantne (Jak w cytowanym wyżej „Wladcy much”Goldinga) Jak w tej zagadce ; co było pierwsze jajko czy kura ? (Rolę koguta tu pomijamy)
    Czy zło jest genetycznie przekazywane, czy tez powstaje w procesie brutalnego wychowania
    Najpierw przykład genetczny.
    Mój kuzyn ożenił się z kobietą, która miała wcześniej romans z kryminalista. Kuzyn zajął się niemowleciem, owocem tego romansu. Potem jeszcze razem mieli trójkę dzieci. Adoptowany syn został kryminalista, a jego rodzeństwo wyroslo na normalnych ludzi, pokończyli studia.
    Przykład wychowania na pisowca ew. katolika
    Przed laty jechalem nocnym pociagiem. Stałem w zbitym tłumie na korytarzu. Nagle pociąg zahamował i 10-11 letni chłopczyk wpadł na tęgą jejmość. Ta rozdarla się na niego; Ty kapuśniaku, ty gamoniu jeden…Ty stara , gruba raszplo – zareagowalem niegrzecznie – i jeszcze coś niecenzuralnego dodalem. Baba stulila uszy bo wyglądałem jak wariat.
    Podobna rzecz mi się zdarzyła dużo późnie. Spaceroawalem z wnuczka mojej Pani. A to dziecko zaliczalo po drodze wszystkie murki, wystające kamienie. Napatoczył się facio , który wrzasnąl na malą: Jak ty się smarkaczu zachowujesz ? Tez nie wytrzymałem : Czego się chłopie wtrącasz do cudzych dzieci, zajmij się lepiej swoimi czarnymi kłami ! Gość też się wycofał.
    Ta polska ponurość, nieufność, agresywność tak dla mnie widoczna w porownaniu z usmiechnietymi, przyjaznymi, twarzami Francuzów musi się skądś brać, to pisowskie chamstwo, agresywność małego gnoma. Oj gdyby tak mieć wehikul czasu i moc wrócić do lat 50-60tych, i zobaczyć jak pani Jadwiga wychowywała swoich bliźniaków; czy czy ona czasami nie wmawiała im, że dzieci z sąsiedniej klatki są drugiego sortu.

    Jeszcze dwa słowa, bo muszę się po podrózy ogarnąć.
    Ktos tu wspomnial o „Emilu” J-J Rousseau. Jan Kubuś napisał dla dam taki wzorowy podrecznik wychowywania dzieci. Był to wielki teoretyk-pedagod. A żeby mógł pisać swoich Emilow, Heloizy i inne Wyznania, cała piatkę swoicj genetycznych dzieci oddał do sierocińca. No bo by mu przeszkadzały w tworczości i doradzaniu damom w kwestii wychowywania dzieci. Toteż Wolter nieźle zmasakrowal Jasia Kubusia.

    Mam pdobny gust co Nefcia i Toby. St-Exupery to niebywały kiczmen. Ów mały książę (mogł być mały baron) co to rozmawiał z różą. Świetny komik Pierre Desproges W jego podreczniku do użytku gburom i niewychowńcom znalazłem taką scenę
    CYCLOPEDE. – De nombreux sous-doués boursouflés d’inculture me demandent pourquoi la Vénus (de Milo) et le Petit Prince (de Saint-Exupéry) étaient fâchés à mort. C’est simple. Revoyons les faits. La Vénus de Milo avait mauvais caractère.
    CYKLISTA – Wielu nierozgarnietych wykarmionych na bezkulturniu pyta mnie dlaczego Wenus z Milo i Mały Książe pogniewali się n a śmierć . To proste. Zobaczmy co się zdarzyło. Wenus z Milo miała zły charakter
    VENUS (. – J’ai pas de bras.
    Wenus Nie mam rąk
    CYCLOPEDE. – Le Petit Prince, lui, était un fort bel enfant aux grands yeux émerveillés par la beauté des choses.
    Maly Książe był bardzo pieknym dzieckiem o wielkich oczach zachwyconych pieknością rzeczy.
    PETIT PRINCE. – Je suis un fort bel enfant aux grands yeux émerveillés par la beauté des trucs.
    Jestem bardzo pieknym chłopcem o wielkich oczach zachwyconych pieknością sztuczek
    JestemCYCLOPEDE. – Des choses ! La rencontre du Petit Prince et de la Vénus de Milo dégénéra très vite en drame. Regardez.
    Rzeczy ! Spotkanie MałegoKsięcia z Wenus z Milo szybko przekształcilo się w dramat. Popatrzcie
    PETIT PRINCE. – Bonjour, Vénus de Milo.
    Dzień dobry Wenus z Milo
    VENUS (battant des moignons). – Bonjour, Petit Prince.
    Wenus z Milo (machając kikutami) Dzień dobry Mały Książe
    PETIT PRINCE (lui tendant un morceau de papier). – S’il te plaît, dessine-moi un mouton.
    Mały Książe (wyciągając do niej kawałek papieru) Narysuj mi, proszę, baranka !.
    VENUS. – C’est malin ! Petit con.
    Wenus A to pięknie ! Bałwan.
    Zachowałem oryginal francuski, żeby Toby mógł sprawdzić wierność mojego niechlujnego tlumaczenia i ewentualnie je wygładzić.
    Czy to nie śliczne, a Desproges robi sob

  105. sobie jaja (no kurcze urwało je)

  106. @Kosteczko
    Jak to milo Cie widzieć. Własnie przeczytałem , że zaglądalaś kijankom do środka. Jesteś usprawiedliwiona, bo przecież jako przyszły weterynarz, musialaś zacząc od jakichs, najlepiej drobnch zwierzątek. Ja lubiłem podgladać dziewczyny w kąpieli, albo pod spodnicę(mielismy taką seksowną nauczycielkę historii, to kladlismy pod jej biurkiem lusterko i usilowalismy coś dojrzec) dlatego nie zostalem weterynarzem tylko belfrem

  107. anumlik
    20 czerwca o godz. 14:28
    nie przepadam za „Małym księciem”, ale nie mogłem go nie wymienić wśród najwybitniejszych dzieł dla dzieci.
    Nie za bardzo to rozumiem. W takim razie na czym opiera się twierdzenie ,że jest to dzieło wybitne? Ze inni tak twierdzą?
    Czytałem też opinię, że jest to bajka przede wszystkim dla dorosłych. Z tym jestem skłonny się zgodzić.

  108. @Tobermory, Na marginesie
    Generalnie wzór ogólny to suma z delta wi * pi, (suma z iloczynów dostosowania i pokrewieństwa) co przy uwzględnieniu 2 osobników przekłada się na to, co podałem wyżej. Wydatek energetyczny nieodpowiadający wynikającym z niego różnicom w dostosowaniu będzie eliminowany przez dobór, również dan odpowiednim wzorem.
    Możesz wyjaśnić, co rozumiesz przez poczęcie? Bo jakoś podręczniki ginekologii rzadko tego słowa używają, w przeciwieństwie do prac z teologii. Jaki moment porodu masz na myśli? Potrafisz go zdefiniować?
    Oczywiście, że płód jest bezwględnym egoistą. Jedyne, co go ogranicza, to możliwość spowodowania zgonu matki, więc również i on nie może przesadzić. Wyniszczenie matki przed porodem oznacza i jego wyniszczenie. A i potem będzie miał większe szanse przeżycia, jeśli dostanie ssać. Niemniej klasyczne pasożytnictwo to nie jest, pomimo licznych cech wspólnych.

  109. @paradox57
    Trasnpozony generalnie nie działają dla dobra organizmu 🙂 Istnieje szereg genu uposledzającą płodność róznych organizmów, ale zwiększających rozpprzestrzenianie się danego genu (np. u myszy).

    @Na marginesie
    20 czerwca o godz. 17:22
    Czczenie embrionu z powodu DNA na myśl akurat mi nie przyszło, bo jest dosyć bzdurne, jako że DNA matki występuje w złuszczającym się endometrium i traconych włosach 🙂 Obecność DNA matki ma to znaczenie, że podlega doboru. A w biologii prawie wszystkim rządzi dobór. Dobór opisują pewne zasady, matematycznie sformułowane przez Hamiltona. Możesz o tym przeczytać choćby w podręczniku ewolucjonizmu Futuymy.

  110. @wbocek, z godz. 18:58
    Czy ja gdzieś napisałem, iż wiem (albo nie wiem), że istnieje Bóg? Odróżniłem jeno wiem, od rozumiem. I napisałem wyraźnie: Boga, nieskończoność, byt i niebyt oraz teorie wynikające z fizyki najmniejszych cząstek – pozostawiam na boku. Ponieważ nie rozumiem jak i dlaczego nasz widzialny wszechświat powstał, a takie pytanie zadawałem innym (nauczycielom, rodzinie, księżom, uczonym od cząstek elementarnym, kosmologom i teologom) i nikt na nie nie potrafił odpowiedzieć, a jeśli usiłował, to (przyparty do muru Popperowskim argumentem o falsyfikację) zeznawał wierzę – mogę zatem też jedynie odpowiedzieć: wierzę. W kreacjonizm (znaczy w boską interwencję) nie wierzę. W teorię ewolucji – wierzę, ale ta mówi o organizmach żywych, które z prostych form wyewoluowały w bardziej skomplikowane, aż do homo sapiensa. Czy w ten sam sposób ewoluował wszechświat? Metodą prób i błędów? Wolne żarty. Kwarki i inne bozony cechowania porozumiały się jakoś (jak?), aby – przekraczając stałą Plancka – wyfluktuować w atomy, pierwiastki i takie tam, inne małe stworki. Teoria kwantowej fluktuacji jest dla mnie dość zrozumiała, tedy w nią wierzę. Ale też wiem, że istnieją (i są dla naukowego grajdołka równoprawne) inne teorie powstania wszechświata. Ot, choćby teoria strun, a nawet superstrun, którą objaśnia Micho Kaku. Też – jak dotąd – nie falsyfikowalna. Można więc w nią tylko wierzyć. A co do wiem. Powtórzę za Sokratesem: wiem, że nic nie wiem.

  111. anumlik
    20 czerwca o godz. 19:54

    Tylko do tego zdania, anumliku, się odniosłem:

    „Jeśli ktoś mi mówi wiem, to natychmiast zaczynam go omijać, bo w ślad za wiem postępuje ideologia”.

  112. @wbocek, z godz. 19:59
    Aha 🙂 Aleś to nie dość precyzyjnie wyartykułował 🙁 Ciebie o szerzenie ideologii mogłyby chyba podejrzewać tylko ćciny 😀

  113. anumlik
    20 czerwca o godz. 20:22

    Anumliku, rzeczywiście! Przepraszam najmocniej. Sądziłem, że w tekście adresowanym do Ciebie inspirujące zdanie dałem, jak zwykle, na początku. Przed chwilą zaglądnąłem – ani śladu. Zupa wołowa jestem i tyle. Podejrzewam też coraz ostrzejszą demencję, zwłaszcza kiedy okręt mi się myli z rowerem, a wiosło – z pedałami.

  114. @zezem, z godz. 19:38
    Czasem przemawia przez nas belfer, a czasem – jak w moim przypadku – tzw. literaturoznawca, co to waży, ogląda, opisuje i wstawia na półkę „wybitna”, „mniej wybitna”, „chłam”. A „Mały książę” to ani tak do końca dla dzieci, ani też dla dorosłych. Można to dziełko rozpatrywać w kategoriach – podoba się, nie podoba się. Choć – tu przyznaję rację Tobermoremu – fajnych cytatów na różne okazje w „Małym księciu” trochę jest.

  115. No, powiedzmy że mi przeszło. Powiedzmy.

    @Tobermory czy Ty mi tu Coelho przemycasz?:)

    Przeczytałam Małego Księcia mając lat chyba 13, tylko raz i nie podobał mi się. Nie wiedziałam czemu ale chyba po prostu pretensjonalny. Uff, że nie jedyna.

    Alicją (byłam młodsza, coś osiem, dziewięć?) byłam absolutnie zachwycona, Muminki niespecjalnie. Natomiast ukochaną, zaczytaną, przemycaną pod swetrem do cioci na imieniny książką (nakryto mnie i skrzyczano) był Tomek Sawyer (w tłumaczeniu gdzie była ciotka Polly a nie przyprawiająca o ból zębów ciocia Polcia)

    Tu strzyżyk z ogonkiem razem

    https://goo.gl/photos/2TuRqGf8skPZyxuZ7

    Dzisiaj nic się nie pokazało oprócz sikorki (nuda) wczoraj był rudzik ale nie miałam karty w aparacie, a jak już miałam to nie miałam rudzika. Jeszcze nigdy mi się nie udało zrobić mu zdjęcia, jonasz jakiś.

  116. @anumlik, 18.58,

    Bierze pan na powaznie Micho Kaku? Zna pan jakies jego wartosciowe prace prace, ktore wnislyby cos nowego do fizyki/nauki. To jest facet, ktory zarabia tysiace dolarow za to, ze ” interpretuje” w US-TV i w Europie na TVN lub N-24 wielkie dokokonania fizyki, a najbardziej halucynuje o wlasnych wizjach. Jego programy sa przeznaczone dla tych, ktorzy nie maga zasnac. Znalazl swietna luke. Podobnie jak Dawkins. Tylko ten drugi ma cos naprawde do powiedzenia. Kaku nie ma do powiedzenia nic, czego kazdy rozgarniety czlowiek by nie wiedzial

  117. @Szymonowicz, z godz. 20:32
    Nie biorę na poważnie Kaku. Podałem go jako przykład, że teoria fluktuacji kwantowych, które powstały w wyniku tzw. Wielkiego Bum, nie jest jedyna. Osobliwość zwana punktem, z którego te kwanty się wyfluktuowały też nie jest falsyfikowalna. Wszystko możemy jeno na wiarę brać, Panie Szymonowicz 😉

  118. Neferka

    Neferko, czym chata bogata. Pierwszy zbiór truskawek z naszej działki. Już płukane.
    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/Hrc7SBtp4LR

  119. @ anumlik
    Wybrales arcyciekawy temat, a wlasciwie przemieszales troche dwa tematy zaslugujace na odrebne dyskusje. W czesci „dlaczego dzieci bywaja okrutne” nie dochodzisz do konca, koncentrujac sie na badaniach prenatalnych i okrucienstwie obecnym w wyobrazni dziecka. A dzieci bywaja okrutne w realu. Zgroza mrozi czlowieka, kiedy media donosza do czego potrafia byc zdolne. Literatura tez ma na ten temat duzo do powiedzenia. Okrucienstwo dzieci (zreszta doroslych tez) jest calkowita zagadka. Swiadome zadawanie cierpienia dla czystej przyjemnosci – jak to wytlumaczyc z punktu widzenia ewolucji?
    Okrucienstwo dzieci mozna byloby przypisac wychowywaniu sie w rodzinach patologicznych, gdyby nie to, ze nie wszystkie dzieci z takich rodzin staja sie zbrodniarzami.
    Drugim tematem przez Ciebie zarysowanym jest wychowanie dzieci i rola w nim literatury dla dzieci. W zwiazku z wychowaniem przypomnial mi sie „A Treatise on Parents and Children” G.B Shawa. Jest to rzecz stara ale ciagle aktualna, szczegolnie teraz w Polsce, gdzie forsuje sie powrot do „tradycji”. Shaw pisze (i ja sie z nim zgadzam), ze gwalt psychiczny zadawany dzieciom w intencji „wychowania ich na ludzi” bywa gorszy od niektorych form przemocy fizycznej. Dorosly, z samej racji bycia doroslym, uwaza, ze moze urabiac dziecko wedlug wzoru, ktory mu sie podoba. Tymczasem samo dziecko mogloby stac sie lepszym wzorem czlowieka niz jego wychowawca. Rola mentorow religijnych w szczegolnosci moze byc dla dziecka fatalna, nawet wtedy kiedy mentor nie jest czlowiekiem zlym tylko ograniczonym.
    Mysle (i chyba nie tylko ja), ze dziecko przede wszystkim zasluguje na szacunek, a wychowanie go do zycia w spoleczenstwie nie powinno tlumic jego indywidualnosci.

  120. NeferNefer
    20 czerwca o godz. 13:42
    wymęczyłam Małego Księcia, bo dziewczyny w klasie sie nim zachwycały, szczególnie po piosence Katarzyny Sobczyk o Małym Księciu. Był w domu, ale jakos go omijałam, nie odpowiadała mi stylistyka i sama treść. Ale to takie romantyczne! wołały wszystkie koleżanki w klasie, na ogół chyba już 13 latki.
    Ja pamiętam Ewę szelburg Zarębinę i jej dzieci z Leszczynowej Górki- podobna w treściach do Lata w Bullerbyn. Oraz mnóstwo innych dziecięcych lektur, w tym wszystkie Samochodziki -Nienackiego.Dopiero potem było Raz w roku…chyba sie trochę czerwieniłam przy lekturze…
    @anumliku
    nic nie dodam do tego, co już napisane, szczególnie pierwszy wpis Tanaki, a potem dalsze wspomniały o tym, o czym i ja napisałabym. Sam temat bardzo ważny i dzięki, że został przez Ciebie podjęty.
    Oczywiście, zasługujesz na medal. Specjalny.

  121. W sprawie tzw.pasozytowania płodu na matce. Moge sobie tylko empatyczne wyobrazić, jaka to jest ciężka próba dla organizmu matki, jakie poświęcenie. Ale przyroda działając podstępnie, dla zachowania gatunku, dała kobiecie i męzczyźnie cukierka w postaci rozkoszy z seksu, a kobiecie radość noszenia w łonie przyszłego czlowieczka, co chyba w wielkim stopniu rekompensuje mordęge ciąży. Ale nagle kobieta dowiaduje się, że urodzi dziecko bez kory mózgowej, z syndromem downa,albo po prostu stworka, które urodzi się martwe, albo umrze w krotkim czasie. I ta kobieta i tak musi przejść męczarnie ciąży, ma donosić w swoim łonie trupka albo kalekę tylko dlatego, że barbarzyńskie oszołomy chcą, aby ten trupek został ochrzczony i jako Jasio czy Basia pofrunął jako aniolek do nieba. Kompletne lekceważenie męki kobiety jest nieowybrażalną ohydą, szczytem barbarzyństwa tej załganej instytucji jaką jest kaka

  122. miało być Dzieci z Bullerbyn” i „Dzieci z Leszczynowej Górki”
    ………………..
    a poza tym patrzę na wszystko z doskoku, bo Festiwal Malta w pełnej krasie. niczego sobie nie żałuję.

  123. Raz coś zaczęłam czytać Kaku ale zarzuciłam w połowie co mi się praktycznie nie zdarza, hm

  124. Lewy
    20 czerwca o godz. 19:19
    lodówkę na wyjazd zostawia się otwartą. Oczywiście, po opróżnieniu.

  125. paradox57
    20 czerwca o godz. 17:00
    Organizm matki ma mechanizmy zabezpieczające i dzięki temu na szczęście większość ciąż kończy się sukcesem – obustronnym.
    tu na pewno nie przyznałabym Ci racji. Statystyki mówią, ze ciąża czasem sama się roni, nawet kobieta nic na ten temat nie wie; szczególnie w pierwszym, drugim miesiącu.

  126. @mpn
    20 czerwca o godz. 19:44

    Przez „poczęcie” rozumiem zapłodnienie.
    Czy teraz możesz odpowiedzieć na moje pytanie, co rozumiesz przez
    „zbyt ostre lub zbyt łagodne poczynanie sobie matki z płodem”?
    Chodzi ci o świadome działanie ciężarnej, czy reakcję organizmu na próby zagnieżdżenia się zarodka w macicy?

  127. kruk
    20 czerwca o godz. 21:05
    Z Showem jest niemały problem; znakomity dramaturg, ale zwolennik dziwnych rzeczy, np. eugeniki. Miał w swym zyciu okres fascynacji nazizmem. Głosil, że słusznie eliminuje sie osobniki nieprzydatne dla spoleczeństwa.Ale potem miał zarzuty do Hitlera, że ten zawziąl się na Żydow a przecież eliminować należy nieprzydatnych, a Żydzi byli przydatni. Dlatego przerzucił swoją sympatię na Stalina i reżim bolszewicki, bo tam słusznie eliminowano pasozytow, szkodników i innych nieuzytecznych osobników.
    Widzialem krótki filmik z tym żwawym staruszkiem, jak z szelmowskim uśmiechech opowiada te horrendalne bzdury.
    Dlatego jeśli Shaw pisze , ze gwalt psychiczny zadawany dzieciom w intencji „wychowania ich na ludzi” bywa gorszy od niektorych form przemocy fizycznej, to bym brał to na karb jego ekscentryczności. Bo formowanie malego człowieka to nieustanne balansowanie między jego wolnym wyborem a lekkim przymusem. I dlaczego taki lekki przymus ma być gwaltem psychicznym gorszym od niektórych form przemocy fizycznej ? Elbanowscy chcieliby jak Rousseau pozwolić dzieciom żyć wolno, jak najpoźniej ze szkołą. „Dajmy im spokój, przedłużmy im dzieciństwo !” Itp demagogie.
    Ja moimi dziecmi bardzo się zajmowałem. Bawiłem sie z nimi, urządzalem teatr w oparciu o Kubusia Puchatka, ale wymagalem pracy, która nie zawsze im odpowiadała (np ćwiczenie gam na skrzypcach)
    Mój sprytny synek miał wtedy 8 lat, zapytal mnie :A czy ta praca da mi w życiu szczęście? Na co mu odpowiedzialem tak : Tu są dwa radia, jedno mono, a drugie stereo. Ja ci szczęścia nie mogę zagwarantować, ale chciałbym, żebyś był raczej jak to radio stereo a nie mono.

  128. kruk
    20 czerwca o godz. 21:05

    „Okrucienstwo dzieci (zreszta doroslych tez) jest calkowita zagadka”.

    Wg mnie mówisz bardzo słusznie, ale zagadki w okrucieństwie dzieci nie widzę. Chwaliłem się tu nie raz i nie pięć, że erudytą nie jestem, więc i teraz się pochwalę. Nie śledzę naukowych nowości, lecz wgryzam się czasem w różnych okolicznościach – również w ćcinach i na polnych drogach – w to, co kiedyś przyswoiłem. Otóż sądzę, że podstawą okrucieństwa jest przyrodzony każdemu zwierzęciu i pewnie roślinie instynkt wewnątrzgatunkowej agresji. Ale agresja to jeszcze nie okrucieństwo – w wielu gatunkach to tylko wojowniczy rytuał, a nie walka. Stawiam więc amatorską tezę, że z odruchem wściekania się na konkurencję to nas bozia (natura) ulepił, a do reszty – czyli do bezcelowego znęcania się doszliśmy sami w imponującym galopie cywilizacji. Krótko mówiąc: nie ma w dziecku okrucieństwa, dokąd się go nie nauczy – od taty, mamy, taty z mamą, rodzeństwa, kolegów, internetu, tele-morele.

  129. @konstancja
    Dzieki. Ale już mnie moja Pani pouczyła, kiedy ją poinformowałem o moim nieszczęściu. I zrobiła to nie przebierając w słowach.

  130. Hej, nie wiedziałem, że wyzwolę serię wyznań na temat „Małego Księcia” 🙄 😉
    Mnie szczególnie obrzydł z powodu owej natrętnej piosenki Kasi Sobczyk, do tej pory błąka mi się w pamięci „W maleńkiej róży kochał sięęęę…”
    Natomiast Tom Sawyer, Huckleberry Finn i cała ta ferajna Półindian, okrężnych kupców-oszustów, bandytów, dobrych cioć itd. fascynowała mnie od wczesnych lat szczenięcych i nie przestała do dziś. Chętnie sięgam po opowiadania Twaina, zarówno w doskonałym polskim tłumaczeniu (33 opowieści) jak i oryginalne „The Complete Short Stories”.

  131. wbocek
    20 czerwca o godz. 21:04

    O, bardzo dziękuję 🙂 Jak znalazł bo dzisiaj w sklepie nie było.

    Tobermory
    20 czerwca o godz. 22:04

    Półindianin Joe był trochę straszny 😨

  132. anumliku
    zastanawiam się, czy do Twojego wpisu pasuje wpływ mediów, gier elektronicznych i tzw. strzelanek na dziecko, nastolatka.
    Wczuwanie sie w bohaterów tych gier spowodowało, nie tylko w Polsce kilka przypadków śmierci zwierząt, kolegów czy koleżanek, co budziło wielkie zdziwienie dziecka, które tę krzywdę drugiemu wyrządziło.
    Po krwawych jatkach z tych gier postac z odrąbaną głową czy kończyną wstawała i nadal była czynna w tej grze. Miała drugie, piąte i następne życie i dziecko zajęte cały dzień swoimi grami, teoretycznie pod opieką rodzica ( w sąsiednim pokoju) cieszącego się, że młode jest w domu, „bawi sie” przy kompie, tablecie, zamiast włóczyc się z kolegami, pić piwo, palić lub cpać dokonywało zbrodni na zwierzęciu, koledze czy koleżance i było bardzo zdziwione, że nie ma drugiego zycia, jak w grze.
    Uzaleznione od gier komputerowych reaguje agresją, gdy musi oderwać się od urządzenia. Czuje sie jak alkoholik bez procentów, narkoman bez trawki lub palacz bez dymka, zakupoholik bez sklepu.
    Leczenie uzależnionych od czegokolwiek, szczególnie młodych ludzi podobno jest skuteczne, ale jaki może mieć wpływ na ich przyszłość?
    Nie wiem, czy to należy do tego tematu, ale to nowe zjawisko; coś, co za naszych młodych lat nie kształtowało nam charakterów. Jak ukształtuje charaktery dzisiejszych dzieci i nastolatków?

  133. @kruk, z godz. 21:05
    Tytuł całości, a nie pierwszej części, brzmi: „Dlaczego dzieci bywają okrutne”. To „bywają” wytłuściłem, bo w rzeczywistości – nie są. Do tego, aby sobie uświadomić co czuje dziecko/płód, gdy z wód płodowych wypełza na świat (przeraźliwie jasny, przeraźliwie głośny i często przeraźliwie zimny, albo gorący – zależy gdzie się rodzi), nie potrzeba badań prenatalnych, wystarczy wyobraźnia. To, że ja egoistycznie (a jakie może być inaczej dla „ja”) chce mieć matkę na każde zawołanie, wie każda matka i każdy ojciec (ja przeżyłem to cztery razy). Karą za jej brak jest – w zależności od indywidualnych predyspozycji, podobnie jak i tych, które obdarza się mianem zdolności – jest wyobrażanie sobie jak jest ona (kochana skądinąd mamuśka) przez „ja” torturowana za to, że jej – zołzy – nie ma przy „ja”. I to stanowi źródło napięć w rozwijającej się psychice. Uświadamianie sobie własnych potencjalnych możliwości. Potem, gdy mamuśka przyjdzie, weźmie na ręce, da cyca i zaśpiewa „luli, luli, mój gołąbeczku” napięcie i złość idą aciu, a zostaje trauma z powodu – jaki to ja bandyta jestem (czy jakoś tak). W tym momencie wprowadziłem literaturę. Nie po to, aby porównywać wyższość kanonu Braci Grimm nad kanonem pana Perrault, a po to, aby uświadomić, że one, te baśnie (i inne mądre książeczki dla dzieci) są odstresowaczem dla malucha. Używając psychologicznego języka – one, te baśnie, powodują, że przekierowany zostaje próg agresji. Z żywego człowieka (matki, ojca, rodzeństwa) na zły charakter, który w baśni (od „Pańczatantry” począwszy) dostaje w łeb. W tym też momencie w łeb dostają (powinny, ale nie u wszystkich jednakowo) okrutne myśli „ja” malucha. Narysowałem schemat, proszę Pani Kruk 🙂 Reszta w rękach opiekunów.

  134. Lewy
    20 czerwca o godz. 22:03
    zamknełam swoją lodówkę po umyciu, wysuszeniu i zaklejeniu na czas przeprowadzki. Przez miesiąc mieszkałam u mamy, moje dzieci u mojej teściowej (poslizg w odbiorze mieszkania, a poprzednie trzeba było terminowo zdać, zgodnie z umową); gdy po czterech tygodniach odlepiłam taśmę i otworzyłam lodówkę-padłam z powodu smrodu. Musiałam zaraz kupic nową, poprzednia Silesia juz nie nadawała się do niczego

    Mam nadzieję, ze Twoją udało się uratować, ale co dostałes od swojej Pani, to Twoje.
    Na wszelki wypadek dzis mam specjalny bezpiecznik dla lodówki; nawet gdy wyjeżdżam, lodówka pozostaje włączona.

  135. @wbocek 20 czerwca o godz. 22:02

    A ja tylko przypomnę Konrada Lorenza „On Aggression” – gatunki nieagresywne nie rozpoznają swoich współ-gatunkowców jako jednostek. Relacje między osobnikami na zasadzie jeden do jednego są możliwe tylko tam, gdzie istnieje wrodzony instynkt agresji. Inaczej mówiąc – jest coś za coś. Bez agresji homo sapiens nie tworzyłby więzi i nie byłby zdolny do miłości. Mówię, rzecz jasna, o miłości do osobnika tego samego gatunku, jako jedynego, wybranego indywiduum.

  136. Zamiast pytac dlaczego dzieci bywaja okrutne, mozna zapytac dlaczego staja sie te niektore bachory geniuszami. W takich lub innych dziedzinach. I poszukac, przy okazji, zwiazkow etnicznych. Bo moze i takowe istnieja..

    Wezmy takiego Wayne’a Gretzky’ego. Hokeiste wszechczasow

    Dziadek Wayne’a, czyli Terentij Greckij, nie emigrował do Ameryki z powodów politycznych czy narodowościowych. On wyemigrowal za chlebem, jak bardzo wielu w tych burzliwych czasach. Jego pierwsze lata na obcej ziemi również stanowią łamigłówkę dla biografów i wiele tu sprzeczności.

    Dziadek Terentij wyruszył, z grodzienskiej ziemi, za ocean z żoną Anną i synem Zinowiejem. Marzył o zaciągnięciu się do armii amerykańskiej i niewiele do tego mu zabrakowało. Dowiadując się jednak, że kanadyjski żołd jest znacznie korzystniejszy, przeniósł się z Chicago do Winnipegu. Kiedy bieda przestała być problemem, pojawiło się czworo kolejnych dzieci. Ale w latach 30-tych wróciły wszystkie wraz z matką… na Białoruś. Ponoć (zdaniem odnalezionych potomków z Mińska) Tierentij miał podążyć za nimi. Ale w sumie nigdy do tego nie doszło.

    Gdy wybuchła II wojna światowa, Tierentij, Tony po angielsku, służył w kanadyjskim wojsku. Następnie ożenił się ponownie z… Polką, Marią, z którą miał dwóch synów, w tym Waltera czyli ojca Wayne’a. Hokejowego geniusza wszechczasow. Bialorusin Tierentiej i Polka Maria wydali na swiat geniusza hokeiste. Nic nie wiadomo o jego okrucienstwie..

    Na tym zakonczmy ten wklad w tematyke okrucienstwa plodow anumlika. Co za wdzieczny temat

  137. Czy można mówić o okrucieństwie u dziecka, które nie rozwinęło jeszcze w sobie empatii? To jest kompetencja społeczna, tego się uczymy w relacji z innymi. Czy można ją w dziecku zniszczyć lub zablokować?
    Jako trochę większy brzdąc (to już pamiętam sam, a nie z opowiadań rodziny) bardzo chętnie urządzałem pogrzeby małym zwierzątkom, których sam już nie katrupiłem. Kiedy zdarzył się martwy miot królików albo kotka przyniosła mysz, której nie chciała jeść, to wyscielałem jakieś stosowne pudełko puchem z topoli albo mleczu, ewentualnie płatkami piwonii lub róży, umieszczałem zwłoki w środku i uroczyście zagrzebywałem przy ścianie domu, pod winoroślą. Po jakimś czasie, tygodniu-dwóch, wygrzebywałem, aby sprawdzić, w jakim są stanie.
    W wieku ok. 13 lat przez ponad kilometr niosłem (płacząc) do domu mojego sporego psa, któremu maszyna żniwna pokaleczyła wszystkie kończyny, kiedy buszował w zbożu. Do dziś pamiętam mój sweter cały nasiąkły psią juchą i jej zapach, który rozpoznam natychmiast.
    Pies wydobrzał i żył jeszcze parę lat kulejąc nieco, gdy miało się na deszcz, a ja później zostałem przyrodnikiem.

  138. anumlik
    20 czerwca o godz. 18:02

    Najpierw…(po powrocie do normalnego koloru po tym jak zzielenialam z zazdrosci) no po prostu zazdroszczę Ci poznania autorki Muminkow! 🙂

    A wracajac do rzeczy – zgodzę sie z jej stwierdzeniem w 100%. Na tym polega urok zostania wciagniętym przez ksiazkę, tak sie tworzą wspomnienia na resztę zycia! Ale myslalam sobie ganiając z kosiarką po trawniku o czyms jeszcze. Czym innym jest „straszenie się” niesamowitymi przygodami bohaterow (obgryznie paznokci z emocji co się stalo z Glusiem?? Czy Tomek Sawyer i Becky wydostaną sie z jaskini?! Wstrzymywanie oddechu kiedy na skale narady Akela wola „Przypatrzcie się wilcy”… 😉 ) a czym innym wychwytywanie przez dziecięcego czytelnika mrocznych choc czasem dyskretnych akcentow, ktore przemycil dorosly autor – czasem swiadomie a czasem nie. Takie projekcje czegos co autora byc moze w czasie pisania smucilo czy niepokoilo. Jak „Dolina Muminkow w listopadzie” na ktorej specyficzny ton najprawdopodobniej miala wplyw smierc matki Tove. Z dziecinstwa pamietam ksiazki, ktore budzily we mnie niezrozumialy do konca niepokoj czy lęk – cos nieuchwytnego czającego sie pod powierzchnią normalnej tresci co nie do konca dawalo sie pojąc kilkuletnią glową… To wlasnie ksiazki, do ktorych wrocilam jako dorosla osoba zachywcając sie na nowo…

  139. Tobermory
    20 czerwca o godz. 22:37

    Toby! Teraz to mnie straszysz….

    Bo tez tak mialam! Hahaha…. Te wyczesane trumienki z kory, dekoracje nad nimi, nagrobki pietrowe….

    Chcialam studiowac biologie potem ale rodzice tak dlugo meczyli, ze skonczylo sie weterynaria… 😉

  140. „Mały Książę” nie jest książką dla dzieci i dawanie jej dzieciom do czytania jest nieporozumieniem wynikłym z niezrozumienia. Na a ta Kasia Sobczyk…. 🙂

    🌟
    @Qba
    20 czerwca o godz. 14:46
    Nic nie dopisuję a jeżeli, to pewnie nie ja.

  141. @Kostka
    20 czerwca o godz. 22:49

    Huch! Nie jestem sam z tym wspomnieniem, to trochę uspokajające 😎
    A ekshumacje? Też robiłaś?

  142. Polskosc Wayne’a Gretzky’ego byla dyskutowana na wielu forach. Nieoczekiwanie, najbardziej spójną historię opublikowaław 2010 r. białoruska edycja „Komsomolskiej Prawdy”, przy okazji wizyty Wayne’a w Mińsku.

    Białoruska gazeta szczegółowo opisała spotkanie zaskoczonego Gretzky’ego z potomkami jego przyrodnich wujków, ciągle żyjących w miasteczku Świsłocz, na samej granicy z Polską. Zresztą gazeta cytuje samego Wayne’a Gretzky’ego, który wspomina przy okazji: „Moja babcia pochodziła z Warszawy” (!). I dalej: „Mój ojciec mówi po ukraińsku. Natomiast dziadek znał białoruski, a babcia polski, ale między sobą rozmawiali po ukraińsku. Pierwszym językiem wszystkich dzieci był ukraiński”.

    Gretzki. Hokeista wszechczasow

    Wayne Gretzky to pewnie dosyc slaby Polak, z pochodzenia. Czy byl on okrutny jako plod? Tak czy owak, byl to plus czy minus dla nas?

  143. Moje bardzo młodociane dziecko poinformowało mnie kiedyś, że matka przedszkolnego kolegi urodziła kolejne dziecko.
    – Chłopczyk? – zapytałem.
    – Nie. Wrzeszczynka 🙄

  144. @Kostka, z godz. 22:46
    Mam tak do dziś. Niesamowite wrażenie, wręcz utożsamienie się „duszą i ciałem” z „O czym szumią wierzby” Kennetha Grahame’a, czytane podczas długiej choroby, gdy miałem jakieś dziesięć lat, zostały tak silnie w pamięci, że do dziś, gdy jestem w jakimkolwiek otoczeniu choć cieniem przypominającym wiktoriańską Anglię, całe fragmenty stawiają się „na baczność” przed moimi oczami. Takie – chyba déjà vu – przeżyłem, gdy pierwszy raz byłem w Londynie oraz gdy poznawałem Edynburg – miasto, w którym się zakochałem. Fakt – nie pierwsze i nie ostatnie. Ale na temat mojej miłości do miast, pewnie mógłbym napisać książkę 🙂

  145. Tobermory
    20 czerwca o godz. 22:54

    Wracam po przerwie bo cos mnie zablokowalo przed chwila… Bardziej pamietam pogrzeby….ale jak juz wspomniales to wypelzlo mi z zakamarkow pamieci widmo jakiegos opiaszczonego truchelka (kreta bodajze) z ktorego wyłażą kłaki…. wiec zwazywszy moja nieposromniona ciekawasc w owym czasie mam paskudne podejrzenia – ze tak… Bo na pewno chcialam potem sprawdzic czy juz je zjadly robaki… Ugch!

  146. konstancja
    20 czerwca o godz. 22:21

    internet gupi zezarl mi odpowiedz na twoj wpis… wiec tylko – w samo sedno!

  147. @anumlik

    What about Pestalozzi?

  148. anumlik
    20 czerwca o godz. 23:05

    Zgadza sie! Tego wrazenia nie da sie z niczym porownac… Mialam tak jeszcze z inna ksiazka – a mianowicie zlotym standardem mlodocianych weterynarzy – ” Wszystkie stworzenia duze i male” Jamesa Herriota (choc przeczytalam ją już na studiach). Po latach przyszlo mi pracowac (niestety nie w lecznicy ale dla inspekcji weterynaryjnej ale mimo wszystko) w miasteczku, ktore posluzylo do stworzenia ksiazkowego Darrowby. W porze lunchu siadalam w kafejce z widokiem na zegar posrodku rynku, ktory byl pierwsza rzecza jaka zobaczyl James (czy raczej Alf Wight) kiedy po raz pierwszy przyjechal do Yorkshire w poszukiwaniu pracy. I autentycznie mialam lzy w oczach ze wzruszenia, puchnac z dumy ze tez tu jestem 😉 A wejscie do muzeum, ktore za rogiem uzadzono w jego domu (z lecznica na parterze) bylo jak znalezienie sie znienacka w ksiazce – do tej pory to pamietam!

  149. Lewy
    20 czerwca o godz. 19:30

    🙂

    To tak w ramach pokuty za swawole wieku chlopiecego? 😉 No wiesz – jak w tej klątwie – ” A zebys ty cudze dzieci uczyl”…

    PS. Wywabiles mnie wywodami o Ulissessie z wygnania dobrowolnego to masz!

  150. O rety, a mój komentarz przepadł przez jakiś skrót podczas pisania, nazywa się to „popraw czytelność”, wszystko szlag trafia, a najbardziej mnie. Jeśli ktoś wie, jak to wyłączyć, pokłonię się w pas, bo zatruwa mi to życie niemożliwie.
    A pisałam o Małym Księciu, którego czytałam z rok temu latorośli i obydwoje bardzo lubimy, jak również o „Dzieciach z Bullerbyn” znanych na pamięć i o cenzurowanych baśniach Andersena. Przerażały mnie w dzieciństwie i boje się mierzyc z nimi dziś, więc ta cenzura to raczej dla mnie:)
    Pisałam tez o „Jacku, Wacku i Pankracku”, ośmiolatkowi otrzaskanemu z komputerem muszę co i rusz tłumaczyć, co to była np. stalówka, co z kolei kładzie opowieść.

    @E-J – Młody odczytuje Małego Księcia dosłownie, czyli jako pełną przygód historię o mieszkańcach małych planet podrózujących to tu to tam.

  151. @Tebermory, z godz. 23:21
    A po polsku zapytać nie łaska? 😉
    Gdyby Pestalozzi żył dzisiaj, to programy nauczania początkowego oparłby o „propedeutykę kognitywistyki” oraz o „podstawy teorii ewolucji”. W czasach rewolucyjnych mógł tylko rozwijać myśli J.J. Rousseau.

  152. Z innej beczki – na temat „chronienia dzieci przed zlym swiatem” – w ksiazkach czy w zyciu. Arcyciekawą audycje dzis slyszalam w radio – jak tlumaczyc dzieciom to co dzieje sie teraz w kraju ( cztery zamachy terrorystyczne w tylez miesiecy, pozar wiezowca z dziesiatkami ofiar smiertelnych). I konkluzja byla – nie ukrywac, mowic jak jest, językiem dostosowanym do wieku, skupiac sie na pozytywnych rzeczach (reakcja lokalnej spolecznosci na nieszczescie, bohaterstwo strazakow), nie demonizowac, nie straszyc – ale nade wszystko – nie chowac glowy w piasek tylko tlumaczyc. Niby takie proste ale ilu rodzicow panikuje i owija w bawelne. Dzieci najczesciej rozumieja o wiele wiecej niz sie doroslym wydaje.

  153. Jiba
    20 czerwca o godz. 23:35

    Kret skrzywił się ponuro:
    „Przyjedzie pewnie furą”

    Mama, a co to jest – furo?

    W moim przypadku dochodzi jeszcze bariera jezykowa bo angielski wciaz przewaza.

    Rety, zapomnialam o Jacku, Wacku i Pankracku… Dzieki! 🙂

  154. Kostka
    20 czerwca o godz. 23:49

    A jak wytłumaczyć dorosłym? Nie potrafię zaakceptować postawy ogółu Polaków wobec uchodźców, ale właściwie czego można spodziewać się po narodzie, który nie może zaakceptować swojej różnorodności?

  155. @Jiba
    20 czerwca o godz. 23:35

    Moje dziecko uwielbiało horror pod tytułem „Struwwelpeter” czyli „Staś Straszydło. Złota różdżka, czyli bajki dla niegrzecznych dzieci. Czytajcie dzieci, uczcie się, jak to niegrzecznym bywa źle”. Napisał to niemiecki lekarz Heinrich Hoffmann ponad 170 lat temu. Książka doczekała się już 540 wydań, a na angielski przełożył ją sam Mark Twain.
    Jedna z historii, o Paulince, która mimo zakazu (i ostrzegana przez koty!) bawiła się zapałkami, zapaliła się i spłonęła, tylko butki zostały, wywołała taką reakcję
    – A to by dopiero było 🙄
    – Co?
    – Jakby i butki się spaliły

  156. Tobermory
    21 czerwca o godz. 0:02

    🙂 Tak, to zauważyłam. Ja czytając truchleję ze strachu, a dzieciak w pełni szczęścia. Tłumaczę, dlaczego żołnierz był świntuchem, bo obciął głowę czarownicy w „Krzesiwie”, a dla Młodego to najlepszy moment w całej tej historii. Ale też pamietam, że jak babcia opowiadała mi bajkę o dwunastu braciach chłopczyka, który miał na imię Mały Malusieńki i tenże chłopczyk w porę zadziałał i czarownica zamiast braci zabiła swoje córki, to był też najlepszy moment. Groza w dzieciństwie była bardzo ekscytująca.

  157. Jiba
    20 czerwca o godz. 23:56

    Wiem, Jiba, i tez mnie to boli ale nawet nie chce wywolywac widma uchodzcow bo nagle mi sie przypomnialo czemu na jakis czas zawinelam sie z blogowiska..

    Mądra telewizja panstwowa z tzw. misja (nie mam na mysli misji kurwizji ale bardziej to co robi BBC) moze bardzo wiele – od programow edukacyjnych, dokumentalnych, rozrywkowych po telenowele – cel uswieca srodki. Kosciol (dla tych co wierza) moglby wiele (jak koscioly protestanckie tutaj) gdyby tylko mu sie chcialo. Ale jest tak jak jest, co tu duzo mowic. Kropla drazy skale i z czasem i w Polsce to sie zmieni kiedys. Poki co Pisoidalni wycieraja sobie gebe tragediami z Anglii jakby to byla woda na ich mlyn, nie rozumiejac, durne pały ze takim mysleniem oddaje sie pole ekstremistom roznej masci po obu stronach

  158. Tobermory
    21 czerwca o godz. 0:02

    Ja to musze znalezc! 😉

    Ale to fakt, ze dzieci innaczej postrzegaja pewne rzeczy – i strachy i inne. Rok temu mlody (wtedy lat 6.5) wyladowal z do polowy przeczytana ksiazka ” Ronja, corka zbojnika” u przyszywanej babci z prosba zeby kontynuowac czytanie. Po dwoch dniach telefon ” A czemu wy mu takie rzeczy okropne czytacie, kto to slyszal? Jak to dziecko moglo do ojca powiedziec ze go nienawidzi??” No normalnie, jak w zyciu – a co czy mlody protestuje? ” A nie… slucha z zapartym tchem”… ” Ja wam tylko mowie, ze sie jeszcze tylko glupot nauczy!”

    No coz… mlody zrozumial bardzo dobrze bo juz byl na etapie, ktory opisal anumlik wiec wiedzial z doswiadczenia ze czasem czlowiek nieletni jak sie wscieknie to ho ho…

  159. @act 20.06 godz.6:21
    Film, ktory polecasz, widzialam i bardzo mi sie podobal.

  160. @Kostka
    21 czerwca o godz. 0:28

    To jest dla dzieci od 3 do 6 lat. Może Twój Młody już za stary 🙄
    Tu masz po angielsku i z oryginalnymi obrazkami

    „https://www.gutenberg.org/files/12116/12116-h/12116-h.htm

  161. @ Lewy 20.06 godz.21:05
    Shaw w swoim traktacie nie wyklucza dyscypliny w wychowaniu dziecka. Jego poglady polityczne rzeczywiscie moga budzic odraze, ale w tym dzielku bardzo przekonujaco bierze w obrone dzieci przed doroslymi.
    Zanim przeczyczytalam ow Treatise, mialam juz dwoje doroslych dzieci. Po pojawieniu sie mojej pierworodnej uwazalam za swoj obowiazek dac jej rodzenstwo m.in. po to, zeby razem mogli czasami trzymac sztame przeciwko mnie. I trzymali! I, wyobraz sobie, ze mysl o tej sztamie nachodzila naszych przyjaciol, ktorzy mogli miec tylko jedynaka. „Twoje dzieci to dwojka przeciw dwojce a nasz chlopiec jest jeden przeciwko nam” – tak mniej wiecej to ujeli. Autorytarny system wychowania jest krzywdzacy dla dzieci, choc wielu wierzy w jego niezawodnosc. Dlatego podobal mi sie traktacik Shawa.

  162. @ anumlik
    Niezrozumienie Twojego tekstu wyniknelo zatem z zupelnie roznego rozumienia slowa „bywaja”. Dzieci „bywaja okrutne” to w moim rozumieniu jest, ze zdarza im sie byc okrutnymi. Natomiast dla Ciebie „bywaja” znaczy, ze nie sa.

  163. @ wbocek 20.06 godz.18:58
    Kiedys gdzies wpadlo mi w oczy takie zdanie: Biblia jest dialogiem ludu z jego Bogiem (ew. cos zblizonego). Spodobalo mi sie ono, bo mozna je interpretowac jako poszukiwanie Boga, czyli sensu swiata, przez ludzi, owych bliskowschodnich pastuchow. Sugeruje rowniez, ze Biblie napisali ludzie, stad Istota Boska jest tak podobna do owczesnego czlowieka, tak okrutna i pelna sprzecznosci. Dlatego odrzucajac mysl, ze Biblia jest objawieniem, mozna na nia patrzec jako na fragment historii czlowieka, jego zmagania sie z zyciem i z zagadka bytu. Od czasow biblijnych wyobrazenie o Bogu ewoluowalo wraz z ewolucja spoleczenstw. Byc moze w koncu sprowadzi sie do pytajnika, ktory @Lewy umiescil onegdaj na oltarzu.

  164. kruk
    21 czerwca o godz. 0:31
    @act 20.06 godz.6:21
    „Film, ktory polecasz, widzialam i bardzo mi sie podobal.”

    Widzialem dwa razy, w kinie z moimi dziecmi (corka robi PhD z psychologii hehe…) i niedawno w tv. Film piekny i wazny. Lubilem i cenilem ‚od zawsze’ Mortensena, Fassbendera i Knightley jako aktorow ale po tym filmie
    kapcie mi spadly z hukiem…

    kruk
    21 czerwca o godz. 1:06

    @ anumlik
    „Niezrozumienie Twojego tekstu wyniknelo zatem z zupelnie roznego rozumienia slowa „bywaja”. Dzieci „bywaja okrutne” to w moim rozumieniu jest, ze zdarza im sie byc okrutnymi. Natomiast dla Ciebie „bywaja” znaczy, ze nie sa.”

    Bo widzisz kruku, anumlik czasem ‚bywa’ poeta a czasem ‚bywa’ belfrem.
    Nie wiem, jak on to robi, ze ‚jest’ jaki jest 🙂

  165. „Piekło to dzieci” – zacytowal kogos anumlik. A jak ta „prawda” sie wpasowywuje w ateistyke blogowa?

    Sam JPII oglosil, ze „pieklo” to tylko symbol. Jesli tak odbierzemy przekaz o piekielnych dzieciach – pieklo to symbol tylko, i nic wiecej, according to papiez Karol Wojtyla, – to o czym my tu mowimy?

    ‚http://ostrzezenie.net/wordpress/2014/01/12/juz-wkrotce-zostanie-oficjalnie-ogloszone-ze-pieklo-jest-miejscem-ktore-nie-istnieje/

    Temat wpisu Twojego, anumliku, dowodzi cienkiego przedniecia. Tak methinks. Inne methinksy moga methinksowac inaczej. I to na tym polega urok methinksowania na temat okrucienstwa dzieci.

    Co za temat. Pan redactor Jacek Kowalczyk musi byc zauroczony tym tematem

  166. Pseudointelektualizm. Niech slowo to zostanie wyklete z jezyka polskiego

  167. @kruk 21 czerwca o godz. 2:02

    Ty naprawdę nie ustajesz w wysiłkach, żeby wcisnąć ateistom religianctwo na wszelkie możliwe sposoby. Cały ten wywód zalatuje lekko tylko zakamuflowaną katechezą. Pombocek napisał oryginalny komentarz o tym, jak odbiera bliskowschodnie bajędy, Ty z kolei podsuwasz mu spreparowaną papkę, wielokrotnie przeżutą przez okołokościołowych ideologów, sugerując przy tym, że tak „można” czytać niebieską książeczkę. Oczywiście, że można – tylko po co? Po co powielać beznadziejne banały na temat biblii, od których roją się katolubne portale?

  168. Niech ono jednakze, slowo to, kroluje na tym blogu. Blogu ateistow, badz co badz.

    My som jedne wielkie intelektualisty, na tym blogu. Pseudointelektualizm nas nie dotyczy

  169. „Podroze Guliwera’ albo ‚Robinson Crusoe’, czy to sa ksiazki dla dzieci? Co to wlasciwie jest ‚literatura dziecieca’? Bajki braci Grimm, no ja dziekuje, Baba Jaga do dzis mnie w snach przesladuje. Jung gadal madrze o archety-picznych (-palnych?) obrazach, takze w bajkach.
    Troche sie znal na rzeczy.

    PS.
    Co ciekawe, Defoe wspolzawodniczy sam ze soba o palme pierwszenstwa w akademickiej dziedzinie pt. kto napisal pierwsza powiesc w jezyku angielskim. ‚Robinson’, czy ‚Moll Flanders’ byla pierwsza? (pierwsza powiesc, ktora w calosci przeczytalem po angielsku, no to chyba ‚pierwsza’). No dobra a Fielding, a Richardson…fajna zabawa. A kto byl pierwszy w lidze swiatowej? Cervantes?

    PS bis
    Moim skromnym zdaniem amatora ‚prawdziwy’ Defoe to „A modest proposal’,
    kto ciekaw, niech przeczyta: tam jest o sprzedawaniu dzieci na pokarm dla bogatych pan i panow:
    Caly tytul, bardzo ‚skromny’:
    „A Modest Proposal For preventing the Children of Poor People From being a Burthen to Their Parents or Country, and For making them Beneficial to the Publick”
    Smacznego.

  170. Orteq
    21 czerwca o godz. 2:56

    Moj ‚Modest proposal’ dla Ciebie: podlecz sie troche z cynizmu, chyba, ze on nieuleczalny. Owszem, bywa zabawny, na dluzsza mete jednak staje sie monotonny, methinks. Rusz szanowny tylek i sam napisz ‚wpis’, to pogadamy, o tym, co jest a co nie jest ‚pseudointelektualizmem’.

  171. Lewy
    20 czerwca o godz. 21:59

    „Z Showem jest niemały problem…. Miał w swym zyciu okres fascynacji nazizmem.”

    Dotknales ciekawego tematu: ‚romans z nazizmem’, pisarzy, filozofow etc.;
    Celine, Hamsun, Heidegger, chyba tez Ezra Pound.
    Przymierzam sie do ksiazki: „Stranger from Abroad: Hannah Arendt, Martin Heidegger, Friendship and Forgiveness” – ona i on, pomyslec tylko co za para.

  172. @Tobermory
    2 razy definiowałem. Przeczytałeś? No dobram piszę po raz 3 to samo, jak krowie na granicy.

    Np. zbyt łagodne: wzrost dostosowania płodu > spadek dostosowania matki * 2

  173. @act
    Ezra Pound za głoszenie faszystowskich, antysemickich pogadanek we włoskim radiu Mussoliniego został przez aliantów po wojnie aresztowany i przez 25 dni trzymany w klatce w obozie jenieckim w Pizie, gdzie pluto na niego i obrzucano nieczystościami. Jako chorego psychicznie (po nerwowym załamaniu spowodowanym pobytem w klatce) zamknięto go na 13 lat w psychuszce, w Waszyngtonie. Od antysemityzmu odciął się oficjalnie dopiero w 1967 roku, w wywiadzie udzielnym Ginsbergowi.

    Co do miłości (później przyjaźni, bo Arendt wybaczyła Heideggerowi jego zdradę) tych dwojga, polecam książkę Antonii Grunenberg „Hannah Arendt i Martin Heidegger. Historia pewnej miłości”, wydanej w PIW w 2013 roku. Warto także zapoznać się z korespondencją Arendt i Heideggera, którą opublikował w 2010 roku PAX; „Hannah Arendt, Martin Heidegger. Korespondencja z lat 1925 -1975” – taki tytuł nosi licząca 372 strony książka.

  174. PS
    Skoro zeszliśmy (za sprawą acta) z tematu „dzieci” na temat nazizm (w wydaniu niemieckim), polecam wydaną w 2013 roku książkę Michaela H. Katera „Hitlerjugend. Dzieci Hitlera”, która pokazuje jak kształtowano umysły przyszłych nazistów.

  175. anumlik
    21 czerwca o godz. 7:16

    Tak, przypomniales mi ten fakt z Pound’em.
    Celine dostal rok (‚nie wyrok’) ‚in absentia’, po tym jak zwial do Danii – wrocil do Francji po amnesti.

  176. Jiba
    21 czerwca o godz. 0:17

    Na tym właśnie polega wartość bajki: oswaja dzieci (nas) z głębokimi, pozaświadomymi procesami, stanami pragnieniami, lękami. Pomaga się zintegrować, nabierać wewnętrznej mocy, spokoju i pewności. Zmniejszyć lęk przed sobą samym,, własnymi nagłymi i nieopanowywalnymi odruchami, oraz przed zachowaniami innych i pomaga stawiać im czoła.

    Dzecko może przeżywać, wręcz z fascynacją to, że ktoś komuś urwał głowę. To rodzaj morderstwa in spe: przeżywa lęk o utratę siebie, oswaja się z pierwocinami lęków i myśli o trwałość własnego życia i jego pewność,, że obudzi się znowu i znowu świat będzie piękny i bezpieczny i jednocześnie oswaja w sobie zbója, mordercę, zastępczo przeżywając zabijanie.
    Dlatego baśnie, nie wszystkie rzecz jasna, są tak cenne i ważne. Poza ich urodą literacką, bogactwem fantastyczości czy zapisem historii i kultury społeczności która takie baśnie tworzy i opowiada. Oraz są zapisem jej lęków, wyparć, marzeń.
    I właśnie, opowiadanie żywym słowem, jeszcze jest cenniejsze od czytania.

  177. Ewa-Joanna
    20 czerwca o godz. 22:52

    „Mały Książę”, owszem, popularnie jest przypisywany dzieciom, co jest nietrafne. Może być też dla dzieci, ale to mała książeczka o wielkim życiu i jego sensie. Napisana alegorycznie, nie wprost. Wniknięcie w jej głębsze poziomy, otwiera światy, ale nie każdy z tych światow jest szczęśliwy. To książeczka dojrzała.

    Z dorosłymi jest ten problem, że często nie mają pojęcia o tym, co jest dla kogo. Zatracili te wewnętrzne światy, czucie, otwartość i musi być im oświadczone, co jest dla kogo: to książeczka dla dzieci 5-7 lat, a to książeczka dla emeryta 76-82 a to poradnik pszczelarza. Inaczej nie kapują.
    Bywa, że siedmiolatek się zachwyci książeczką dla późnego emeryta. Możliwe też, że emeryt 82 zachwyci się książeczką z cyklu „oczytaj mi mamo”, ale to zapewne znacznie rzadszy przypadek.
    Teoretycznie, emeryt 82 powinien się zachwycić niebieską książeczką, bo już jego czas blisko. Ale z tym to trudna spawa, bo może woli sobie pomarzyć, że jest świeżym absolwentem przedszkola. Perspektywa wydaje się znacznie ciekawsza.

  178. @mpn wczoraj 19:49

    Doprawdy nie mam pojęcia, czemu nagle wyskakujesz z transpozonami. Zaczynasz o sukcesie genów powodujących śmiertelne skutki dla organizmów i nagle bach – transpozony. Co one mają tu do roboty, poza tym, że potrafią sobie przewędrować z jednego miejsca w genomie do drugiego? W dodatku wcale nie jest powiedziane, że ich rola w szybko zmieniającym się środowisku nie będzie miała znaczenia dla przetrwania osobników, czy nawet gatunków. Albo wręcz przeciwnie rzecz jasna. Ty natomiast już zdecydowałeś: Transpozony generalnie nie działają na korzyść organizmu. To ja tak: transpozony są wykorzystywane przez biologów molekularnych do modyfikacji genetycznych. O korzyściach czy skutkach negatywnych wynikających z takiego ich wykorzystania pewnie jeszcze będą się toczyły dyskusje. Jak o wykorzystaniu dowolnego narzędzia.

    @Konstancja wczoraj 21:24

    Fakt, że dochodzi do samoistnych poronień nie ulega dla mnie wątpliwości. Dlatego też nie napisałem, że każde zapłodnienie kończy się sukcesem. Pewnie nie musiałem używać sformułowania „większość” i nie będę się przy tym upierał. A co do samych mechanizmów. Istnieje grupa kręgowców, która całkiem sprawnie radzi sobie z tym problemem. Myślę o kangurach, które w niesprzyjających warunkach potrafią wstrzymać rozwój zarodka, opóźnić poród, a nawet zarodek zresorbować. Cóż, taki kontynent, takie środowisko.

  179. Kostka
    21 czerwca o godz. 0:21

    To jest – w najdosłowniejszym sensie – klęska cywilizacji nadwiślańskiej: brak publicznych mediów. Które z definicji i fundamentalnej zasady, żyłyby misją publiczną, cywilizacyjną, edukacyjną, inkluzywną, budującą, dokumentującą, twórczą, estetyczną i artystyczną.

    Ta poskręcana w konwulsjach ideologicznych wypróżniej pisoidalna telewizja to potwór pożerający głowy telewidzów, którzy za własną śmierć muszą jeszcze zapłacić.

  180. @Tanaka, z godz. 7:44
    🙂

  181. Dzieci bardzo lubią się trochę bać. Strach chyba jest potrzebny a strach w bezpiecznym środowisku domu rodzinnego i kochających rodziców jest ekscytujący.
    Destrukcyjny bywa kiedy dziecko czuje się zagrożone.
    A ja pamiętam z dzieciństwa zimowe wieczory, kiedy mój ojciec zasiadał do palenia w piecu i to był czas opowieści – zbiegały się wszystkie dzieci z bloku, zasiadały w wianuszku wokół pieca i ojca i słuchały, słuchały… a ojciec opowiadał niekończące się bajki i straszne i śmieszne, w których zło zawsze było ukarane a dobro nagrodzone.
    Nawet jak już się nauczyłam czytać sama, to z tych wieczornych opowieści nie chciałam zrezygnować.

  182. P.S. I światło było obowiązkowo zgaszone… tylko blask ognia i opowieść.

  183. Tanaka
    21 czerwca o godz. 7:53
    Ewa-Joanna
    20 czerwca o godz. 22:52

    „Mały Książę”, owszem, popularnie jest przypisywany dzieciom, co jest nietrafne. Może być też dla dzieci, ale to mała książeczka o wielkim życiu i jego sensie. Napisana alegorycznie, nie wprost. Wniknięcie w jej głębsze poziomy, otwiera światy, ale nie każdy z tych światow jest szczęśliwy. To książeczka dojrzała.

    No nie, nooooooo, nie poznaję obywatela 😛

  184. Lewy
    20 czerwca o godz. 21:59

    Nie jest mi znane podłoże tej myśli wesołego staruszka orzekającego, że niektóre formy wychowawcze mogą byc gorsze od przemocy fizycznej, ale znane mi jest co innego: przemoc psychiczna JEST GORSZA od przemocy fizycznej. Pomijam skrajne przypadki przemocy fizycznej, bo może dla kogoś obcięcie nogi, uszu, języka, nosa i wyłupienie oczu wydawać się poważniejsze niż przemoc psychiczna i bardziej dolegliwe.

    Rzecz jednak w tym, że przemoc fizyczna jest manifestacją ODRZUCENIA, odepchnięcia, pogardy psychicznej. Samodzielnie i wyłącznie, przemoc fizyczna nemal nie występuje. Znowu – pomijam pewn specyficzności, np. sport, ale tam przemoc (boks, karate i tak dalej) oparta jest na zrozumiałych zasadach i nie ma charakteru pogardy, a dobrowolnej rywalizacji, w dodatku nie jest pewne, kto komu bardziej dokopie i dowali.

    Dziecko w sposób absolutny, a dorosły dogłębnie, przeżywa mękę, traumę odrzucenia, wyśmiania, pogardy, nienawiści. te przeżycia nie dają się zaleczyć tak szybko i często bez śladu jak obita morda. Nawet utacona noga potrafi mniej dręczyć niż psyche. Choć są widomym śladem tych doznań.

    Dorosły,, który sobie wymyśli strychulec wychowawczy („jakie dziecko ma być”, żeby zadowolić dorosłego, nie dziecko !) i do niego nagina dziecko, stosuje przemoc. i ona właśnie potraf być bardziej dojmująca i ciążąca na życiu niż obita morda czy tyłek.

  185. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 9:06

    może dlatego, że dopiero po pierwszej kawie? znaczy, obywatel. Albo co.

  186. wbocek
    20 czerwca o godz. 22:02

    Pombocku, z tą agresją jest nieco inaczej. Owszem, jet ona obecna w całym świecie, ale nie jest zasadą ani bezwzględną ani stałą, ani, generalnie, rządzącą. Jest jednym z aspektów, jednym z narzędzi życia, dzałania ewolucji.
    Oprócz agresji jest współpraca, są sojusze, sąnormy, zasady, jest sympatia, lojalność, przyjaźń, empatia, altruizm, poświęcenie. Jest i korzyść, chytrość, konkurencja – która nie składa się tylko z agresji, ale z całej palety środków i wzajemnych reakcji.
    I mówię tu nie o człowieku, ale o uniwersalnej zasadzie życia.

  187. Pytanie filozoficzne nad kawą

    Dlaczego FB życzy mi „szczęśliwego przesilenia słonecznego”?

  188. @NeferNefer
    Równie filozoficznie, nad drugą kawą: bo skoro dziś najdłuższy dzień w roku, to od jutra słoneczko będzie krócej nam świecić. Uuuu 🙁

  189. Tanaka
    21 czerwca o godz. 9:42

    Tanako, gdybym mówił od siebie, to bym tylko mówił – jak jedna partia – ale mówię od twórcy etologii Konrada Lorenza. Wewnątrzgatunkowa agresja jest instynktem, więc jest ZAWSZE. Tyle że nie jest kijem bejsbolowym noszonym na wierzchu – wyzwalają ją okoliczności. Bardzo słusznie mówisz o wzruszających formach współżycia różnych żyć, ale nawet samica skoczy na samca z pazurami, jak jej się cierpliwość skończy. Gdyby nie miała instynktu agresji, to by nie skoczyła. W zwierzęcym świecie agresja najczęściej ogranicza się do rytualnych bojowych gestów (śmierć w godowej walce to raczej rzadkość) – jest tylko narzędziem doboru, nie czysto człowieczego okrucieństwa i mordu.

  190. @Tobermory
    20 czerwca o godz. 23:04

    Podobnie, dziecko sąsiadów to było wyjątkowe. Od wycia.

  191. wbocek
    21 czerwca o godz. 10:03

    Mówimy więc o tym samym i dosyć podobnie. Dodam, że zwierzęta, zwłaszcza wyższe, umieją w wielu, ale nie wszystkich, co oczywiste, okolicznościach ją okiełznać. Na przykład na rzecz współpracy czy okazania życzliwości innemu stworzeniu.

  192. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 9:44

    Kawa sprzyja filozofowaniu, herbata może bardziej (pijąc herbatę z czerwonokrzewu czytam: jego kwiatostany sprzyjają wyzwalaniu uczuć wyższych, czystych i harmonijnych), a najbardziej pewnie – wino.
    Nie wiem, czego mi FB życzy, bo jak zajrzę raz roku w Skiroławkach, to i dużo.

  193. @

    W wychowaniu (nie tylko dzieci), szczególnie ważna jest konsekwencja w działaniu obu stron i uświadomienie skutków. Konsekwencja, to z jednej strony zawsze te same reguły, a z drugiej – jeśli zaczęłaś/ąłeś, to skończ. Skutki, to np. dosadne uświadomienie, że innych też boli, czyli zanim zaczniesz, pomyśl. Jeżeli w trakcie działania pomyślałaś/eś o skutkach i nie zakończyłaś/eś zaczętego, to ponieś konsekwencje. Oczywiście wszystko musi być dostosowane do poziomu dziecka. Ale bez sztucznego zaniżania tegoż, a nawet z odrobiną podwyższenia. W końcu chcemy, by dziecko się rozwijało, a nie cofało. Poza tym, jak najmniej zabraniać i jak najwięcej uświadamiać. Dzieci na prawdę szybko się uczą. W przeciwieństwie do dorosłych.
    Szczególnie bulwersuje mnie wszechobecne zmuszanie dzieci do „bycia spokojnym”. Koszmar. Ślicznie obrazował to Sempe.

  194. anumlik
    20 czerwca o godz. 8:42

    Odkładając na bok to, co się w tekście wstępniaka i jego głównej myśli nie mieści, sygnalizowałem rzecz ważną dla tejże głównej myśli, którą wykładasz i bez czego myśl ta traci na jasności trafności oddania zjawiska, które jest osią Twojego wywodu : nie bardzo było wepchnięcie i cofnięcie dziecka w XIX wiek wskutek działania durnowatej literatury konfesyjnej, co wyjaśniłem bliżej: nic wcześniej nie działo się istotnie takiego, od czego miałoby nastąpić cofnięcie, wepchnięcie, tąpnięcie, zapaść i co tam jeszcze.

  195. @Qba, z godz. 10:25
    Świetnie! Przypomniałeś „Rekreacje Mikołajka”, wspólnie przez rysownika Sempégo i autora tekstów (genialnych chwilami) Goscinnego napisane/zilustrowane. O dzieciach, dla dorosłych i dla dzieci; moje się zaczytywały. Stawiam na wysokiej półeczce.

  196. @act
    20 czerwca o godz. 4:16

    Tanako, dopiero przeczytalem, pierwszy pod @anumlikiem, Twojze, wpis i juz chce sie znowu zyc.

    Tak jest, przy czym mam propozycję: żyj chętnie, niespecjalnie się oglądając na moje wpisy. Bo jakbyś chęć mną warunkował, zaraz by mi się zaczęły portki trząść ze strachu, żebym czego nie skićkał, co by mogło mieć fatalne skutki. No i zasuwać bym musiał na okrąglo. A u mnie jest tak, że chce się żyć jeśli sie nie musi na okrągło zasuwać, z trzęsącymi się portkami na dodatek.

    Ale coś kapuję, więc dziękuję 🙂

  197. Lewy
    20 czerwca o godz. 21:13

    Właśnie, dokładnie, istotnie tak jest.

  198. @Tanaka, z godz. 10:34
    Piszesz – nic wcześniej nie działo się istotnie takiego, od czego miałoby nastąpić cofnięcie, wepchnięcie, tąpnięcie, zapaść i co tam jeszcze. Odpowiadam. Było. Utrata niepodległości w XVIII wieku, która spowodowała, że w wieku XIX treści o nazwie „Polak-katolik-patriota” dominowały nad tymi, które powinności obywatelskie oraz rozwój człowieka stawiały – jak w wolnych krajach zachodnich na pierwszym miejscu. Wykorzystywali ten stan głównie księża, wbijając w dziecinne głowy (nie tylko w głowy dzieci „wysoko urodzonych” ale we włościańskie głowy też) treści religijne.

    Powtórkę z historii mieliśmy w latach 1945 – 1989, ale tu obok katechizmów krojonych na podobieństwo „Katechizmu małego Polaka” Bełzy oraz ociekających słodyczą opowiastek o Jezusiku i świętych pańskich, zaistniał rynek książek, o których obaj się wypowiadaliśmy. Książek wybitnych. Katolicyzm jednak, nazwany ludowym, pozostał, a biskupi i proboszczowie, ręka w rękę z partią budowali coraz więcej kościołów, w salkach katechetycznych których całe rzesze dzieci pobierały nauki. Skutki wychowania w duchu Polak-katolik-patriota mamy dziś w każdej z dziesięciu tysięcy parafii. To także jest jedną z przyczyn podziału naszego społeczeństwa.

  199. kruk
    21 czerwca o godz. 2:02

    „Kiedys gdzies wpadlo mi w oczy takie zdanie: Biblia jest dialogiem ludu z jego Bogiem (ew. cos zblizonego). Spodobalo mi sie ono, bo mozna je interpretowac jako poszukiwanie Boga, czyli sensu swiata, przez ludzi”.

    Wybacz, kruku, ale dla mnie ateisty nie ma czegoś tak wzniosłego jak dialog ludu z Bogiem i poszukiwanie Boga, czyli sensu świata. Sensu świata poszukują nieliczni poszukujący, a nie lud. Z tegoż ludu jestem, to widzę, słyszę, wiem. Domniemany dialog to wyłącznie odfajkowywanie rytuałów: modlitwy z pamięci i z książeczki, zwracanie się do smarka w sukience: „proszę księdza”, dodawanie „świętej pamięci” przy wspominaniu zmarłych, zdejmowanie przez chłopów (Czemu tylko przez chłopów? Baby też niech coś zdejmują – równość to równość) czapki przed kościołem, krzyżem, figurką i takie tam bezmyślne gesty. W katolicyzmie religia jest wbita w miękką główkę dziecka jak gwóźdź – właśnie po to, by była wbita, a nie refleksyjna. Dlatego o pięciu nawiedzonych, którzy sięgają do religii głębiej niż rytualnie, nie da się mówić jako o „dialogu ludu z Bogiem”.
    Pieśni i modlitwy to wazeliniarstwo – „Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję” – wypraszanie doczesnych dóbr jak zdrowie, szczęście, miłość, sukcesy w nauce, w pracy, wyzwolenie męża/syna od alkoholizmu – rozkazywanie – „Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi (czyli dotychczasowe, przez tegoż Boga ulepione oblicze jest do de), no i, rzecz jasna, psychopatyczny bełkot:
    „My chcemy Boga, Panno Święta,
    O, usłysz naszych wołań głos!
    Miłości Bożej dźwigać pęta,
    To nasza chluba, to nasz los”

    Panna Święta ma dać Boga?! Toż jest! Chyba że faktycznie ona rządzi. A dźwigać pęta nie wiadomo czyjej i na czym polegającej miłości? A se dźwigajta. Dźwigać lepiej lub gorzej, każdy może.

  200. @NeferNefer
    Zauważyłem wynik 93/100NL. Gratulacje. I pytanie.
    Na ulicy widziałem samochód ciężarowy z holenderskimi znakami
    rejestracyjnymi…. Po stronie pasażera w kabinie kierowcy tablica z napisem MARISKA. Czy chodzi tutaj o Maryśkę czy też jest takie imię w niderlandzkim ;-)?

  201. anumlik
    21 czerwca o godz. 11:13

    Tak było, że nie było. Chciejstwo bycia nie jest byciem, Szkola Rycerska, KED, Konstytucja, kró Poniatowski i kilka podobności to były wybryki, desperackie rzuty garstki przeciw wielu, ze śladowyki skutkami, gdy państwo się rozleciało.
    Porównywanie się do państw wolnych, co zresztą jest pewnym zgrubnym przybliżeniej pojęcia wolności, mały ma sens, gdy nad Wisłą rządziła od dawna zupełnie inna cywilizacja.
    A to bycie, co go nie było, należy przyłożyć do 85% ludności, czyli niepolaków, bo niewolników pańszczyźniacnych, produkujących 96% dzieci, a każdemu byle co do głow wkładano, bez żadnego rzutu w przód i w górę, od czego coś by się miało cofnąć, zapaść i tak dalej w czasie dalszym. Dopiero – dosłownie – ostanie lata XIX wieku, powoli, w męce, byly czasem drobnych jeszcze i kruchych, przeobrażeń.
    Zaś nędza ludu dopiero co wyzwolonego, na papierze,nie w życiu, pogłębiana była zawzięcie, a postęp wstrzymywany, przez kler i jego firmę -Kościół kat, który nie mógł przeboleć tego zamachu na święty, odwieczny porządek rzeczy i boską hierarchię, oraz naruszalność świętych interesów firmy i jej komandosów.

    Dziś, ta wieczna morda kościelna wrzeszczy: Naród zawsze z Kościołem – Kościół zawsze z Narodem !

  202. anumlik
    21 czerwca o godz. 10:02

    No wiem (bu) ale żeby zaraz „szczęśliwego przesilenia”? „szczęśliwej równonocy” też będzie? eyeroll :/

    Tanaka
    21 czerwca o godz. 10:22

    Ja mam tylko polityke na FB, nic personalnego. Zaglądam a tam wszystkie najnowsze wyczyny PiS, kawa niepotrzebna bo ciśnienie samo skacze.

    zezem
    21 czerwca o godz. 11:23

    Mariska jako imię NL nie jest mi znane, bardziej pasowałoby Marijke

    Dziękuję za gratulacje:)

  203. @Tanaka, z godz. 11:47
    Cieszę się, że też tak te procesy rozumiesz. Ja do innej retoryki się przywiązałem 😉

  204. kruk
    21 czerwca o godz. 2:02

    Każde zdanie może wpaść w oko, całkiem tak jak paproch. Mnie siadło na głowie takie zdanie: „jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było”. I jest ono o wiele lepsze od zdania, że niebieska książeczka to jest dialog ludu ze swoja bozią.

    Niebieska książeczka nie jest żadnym dialogiem, bo to to jest tzw. Objawienie. Bozia mówi jak jest i jak ma być. Dialog jest temu przeciwny, musi dozwalać na spór, danie sobie po mordzie, posiadanie odrębnych i sprzecznych zdań i ich zachowanie. Posiadanie przez człowieka innego zdania niż ma bozia, kończy się najfatalniej dla człowieka. Nie jest to dialog,ale czysty zamordyzm.

    Wszystko to zaś przy założeniu, że jest bozia, że bozia posiada taka zawartość jak o sobie gada w niebieskiej książeczce i że każde słowo, litera, przecinek i jego brak, każde przyciśniecie pióra,patyka,rysika i każdy kleks oraz dziura mają ścisłe, nie do pomylenia, znaczenie. Jak przekaz jest dziurawy, niespójny, bełkotliwy, dziwaczny, odpychający – nie ma dialogu, są co najwyżej fantazje i jazz, jako wyższa forma improwizacji, karana wzajemnie przez chrześcijan gardłem,stosem, rozerwaniem na strzępy, topieniem i tak dalej.

    Dialogu nie ma też dlatego, że bozia, co kiedyś strasznie dużo i często gadał, przestał gadać w ogóle. Nagadał jak jest i jak ma być i koniec pieśni. To było oznajmienie, przemowa, a nie dialog z człowiekiem. Jakby był dialog, to by się bozia ciągle pytał: Ździchu, powiedz, czego byś chciał? Co mam zrobić, jaki być? Powiedz co sądzisz o tym i owym, bo ja się mogę mylić, stary jestem i uparty – t może mi się co we łbie rozjaśni i ja sam nieco zmądrzeję? Jak będziemy gadać, to się może dogadamy i zrobimy kompromis.

    To, że w niebieskiej książeczce jest kawał historii człowieka, jego archeologii społecznej i mentalnej – to jasne jak słońce. Nie ma to jednak nic wspólnego ani z „Objawieniem”, ani z rzekomością gadającego w niej bozi, ani z żadnym „dialogiem”.

  205. wbocek
    21 czerwca o godz. 11:21

    Pombocku, ta śliczna piosneczka jest taka śliczna, jak się kto naćpa: haszu kościelnego mulenia, kadzenia i kłamania. Więc nie tyle ona psychopatyczna, co psychodeliczna.
    Dobrze przy niej pociągnąć jakieś zioło. na trzeźwo – zgroza i gwałt!

  206. Nefer

    Wyglada mi na mokrego samczyka pokrzewki czarnołbistej. Rozpoznawanie ptaszkow z mokrymi piorami to calkiem fajna konkurencja 🙂

    A łącząc ptaszki z wartosciowymi ksiazeczkami dla dzieciakow – byla kiedys bombowa ksiazeczka „Fraszki na ptaszki” z pieknymi ilustracjami (autorzy: Włodzimierz Scisłowski, Stanisław Mrowiński podpowiada wujek gugel) – niestety nie zostala wznowiona

  207. Kilka słów mowa wiązaną o tym, jak to widzę

    Kupa mięci

    Kraj przytłoczony godłem pierzastym,
    Przejął w władanie Wódz Drabiniasty.
    On jest postępem. On jest tradycją.
    Jest całym rządem i opozycją.
    On zna kierunki, wybiera drogi,
    Nieudaczników stawia na nogi.
    On wie dlaczego słona jest zupa.
    (A jeśli nie wie, pyta biskupa).
    On pierwszy pojął ponad wątpliwość,
    Że Polsce bardzo szkodzi uczciwość.
    Stosuje zatem prawa natury
    Znamienne brakiem wszelkiej kultury.
    I ciągle broni go boska ręka.
    (Chyba w to wierzy, bo przed nią klęka).
    A gdy ogłosi nadejście wroga
    Prawdziwy Polak umrze za Boga.

    Polak Prawdziwy na warcie stoi.
    Bóg nad nim czuwa, więc on się boi.
    Drżą mu kolana, popuścił w spodnie,
    Lecz nie ma zmiłuj, więc stoi godnie,
    Bo cała Polska, bosa i goła
    Stoi na straży kasy kościoła.

    Kraj wnet otoczy drutem kolczastym
    Pan nasz i Władca: Wódz Drabiniasty.
    Za to, że wzrostu jest nikczemnego,
    Za to, że z łoża pokalanego,
    Za to, że nie zna obcych języków,
    Za to, że wstydzi się swych nawyków,
    Za to, że boi się swego cienia,
    Za to, że nie ma nawet sumienia,
    Za to, że winien jest śmierci brata,
    Za to, że chciałby być jak Sarmata,
    Za to, że każdym z osobna gardzi,
    Za to, że miękki, gdzie inni twardzi,
    Za to, że nikt go już nie rozumie,
    Za to, że boi się zginąć w tłumie,
    Stworzy od nowa historię kraju,
    By naród wiedział, jak będzie w raju.

    Polak Prawdziwy w kościele klęczy.
    Bóg nad nim czuwa, więc ciągle jęczy.
    Żonę obija, bo mało rodzi,
    Z 500 na dziecko do knajpy chodzi
    I chleje myśląc o swych bachorach,
    Że dobrze sprzedał swój głos w wyborach.

  208. Kostka
    21 czerwca o godz. 13:32

    Wszystkie świeżo wykąpane 🙂 czasami zapodam żeby nie obrzydło.

    Z tematów poważnych to obchodzi mnie tylko jeden – kiedy PiS przestanie niszczyć mój kraj i jak my to wszystko potem naprawimy.

  209. @@Neferka, Kostka
    „Pokrzewek czarnołbisty”, to po naszemu „Kapturek”.

  210. @NeferNefer
    Odbudujemy, spoko. My nie do budowania, a do odbudowywania przywykszy 🙁

  211. Raz coś osobiście rzekę, mój mały, lat 9, jest „za miętki” i obrywa od kolegów. Typowy przypadek wrażliwego i dojrzalszego nad wiek chłopczyka któremu się wydaje że może coś łobuzom wytłumaczyć albo poprosić. Mówię że musi być twardszy i się bronić (albo raz drugi porządnie przyłożyć) ale to keine gadanie bo nic nie pomoże. No i tak. A mamę serce bołyt’

    @anumlik

    Ale co wejdę na FB to grozą wieje – ostatnia nowość – poszło do prokuratury że puszcza białowieska bezprawnie wpisana na listę UNESCO, no jak ma mnie szlag nie trafić jak czytam takie farmazony które nabierają rzeczywistych kształtów, dziś jutro stają się powszechnie obowiązującym prawem. I wystaw sobie, jak ja się ogromnie sakramencko cieszę że moje dziecko nie chodzi do szkoły w Polsce :/

  212. @NeferNefer
    Wystawiam sobie 🙁 Moje miały to szczęście, że kończyły dobre szkoły w bardzo dobrym okresie. Syn „Batorego”, a najmłodsza córka „Bednarską” w klasie IB. Starsze córki w ogóle w Polsce do szkół nie chodziły, wnuki tak samo. Jeden uczy się w Australii, a drugi – cztery latka mu na jesień stukną – pewnie w Wiedniu, gdzie „zalicza” przedszkole.

  213. Obrazek od Nefer nie chce mi się otworzyć. Odsyła tylko do jakichś stron. Trudno. Może na innej maszynie

    @anumlik

    Po takim wstępniaku kapturek może być tylko czerwony, żaden czarnołbisty.

  214. anumlik
    21 czerwca o godz. 13:53

    Ja wiem ale ja ze starej szkoly zanim nazwy poskracano do jednowyrazowych 😉 Te dwuczlonowe tak melodyjnie i romantycznie brzmią…. Poza tym nazywac malego ptaszka kapturek… jeszcze sie co komu skojarzy! (oddalam sie krztuszac sie ze smiechu)

    Nefer –

    Kiedy? – jak sie narod wreszcie porządnie wnerwi
    Jak? – powoli i od podstaw….

    Moze wroce do pracy tymczasem, oddanie szefowi wypowiedzenia nie zwalnia poki co z obowiazkow…

  215. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 14:01

    Dzieki za wpis osobisty, nie ty jedna, tez tak mam bo moj jest ciapciak latwowierny okrutnie i zawsze ktos mu bzdury wciska (na szczescie w tym roku jakos skonczylo sie poszturchiwanie). Tylko ja nie mowie – oddaj tylko odejdz i sie nie baw poki drugiej stronie glupota nie przejdzie ( ale kto wie – moze za rok i pol tez dojde do tego etapu…) 😉

    Tez sie ciesze, ze do szkoly chodzi tutaj!

  216. A w ogole to wróble cwierkaja za oknem z takim zapalem jakby byla pelnia slonca a nie niska chmura i mzawka godna listopada a nie summer solstice… To i jakos weselej sie robi mimo wszystko

  217. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 14:01

    Neferko, nie myślałaś, żeby zapisać chłopaka na karate w lepszym klubie? Lub na aikido, które chyba najbardziej jest dla chłopców-filozofów nie sprzeciwiających się złu przemocą, lecz przemyślnością.

  218. @Paradox
    Chodzi Ci o tego Czerwonego Kapturka:
    https://www.youtube.com/watch?v=VxVOZEcf9PY

  219. @NeferNefer
    Ha. Zobaczyłem. Piękności. Jak malowanie.
    Czy nie pomyślałaś, żeby im tam zamontować jakąś suszarkę? Albo chociaż piaskownicę?

  220. Kostka
    21 czerwca o godz. 14:36

    Ale CO by to miało być co ten Naród względnie suwerena wnerwi (mam lepszy czasownik ale nieelegancki) bo PiS jedzie jak walec po wszystkim a mało kogo co rusza, trójpodział władz? a po co to komu?

    Mój nie jest łatwowierny ale nie umie się odszczeknąć. Po mamie ma, feler taki.

    Tu jest +30C, próbowałam się zaczaić w ogrodzie z aparatem ale nic nie lata bo za gorąco.

    paradox57
    21 czerwca o godz. 14:33

    Dziwne, normalny folder u wujka gugla, ten co zawsze

    A tu?

    https://goo.gl/photos/aGd4Fq7kc421QsGQ9

    wbocek
    21 czerwca o godz. 14:49

    Ostatnio chciał do skautów, więc spróbował w zeszłą niedzielę. Obserwuję…

  221. paradox57
    21 czerwca o godz. 14:57

    Jeszcze i piaskownicę 🤨

    dobry pomysł:)

  222. anumlik
    21 czerwca o godz. 14:53

    🙂 🙂 🙂

    I jak tu nie kochac Wiesława Gołasa. Tak wiec siedze i sie chichram zamiast a) pracowac b) przejac sie strasznym swiatem za oknem np. tym ze królowa wlasnie wyliczyla wszystkie nowe ustawy, ktore nasz uroczy rząd planuje – takze i tą od uporządkowania migrantow i ich potomstwa, ktore nieswiadome tak sobie radosnie dzis do szkoly maszerowalo nie przeczuwajac dobrej zmiany… (Za BBC: „On immigration, a bill will legislate for the end of free movement from the EU and make the status of EU nationals and family members subject to UK law. Although there are no specific details about a new system, ministers say they will be able to „control” numbers while attracting the „brightest and the best”. ) No to klapa. A co jak mi ktos wykaze zem nie z tych co sa the brightest and the best? 😉

  223. Nefer
    Otworzyło mi pierwszy. Musiałem tylko przesiąść się na inny komputer. Nie będę, za przykładem @pombocka, pomstował na smarków. Nadszedł po prostu czas, żeby uwalić system i poinstalować wszystko od nowa.

    Z Twoim młodym to nie wiem. Mogę jedynie zacytować radę, której udzielał nam nasz trener w latach mojej młodości. Mówił, że wszystko to czego nas uczy to fajne, na macie, między nami dżentelmenami. A w życiu to w twarde miękkim a w miękkie twardym trzeba lać. Podobno dobrze się sprawdza kabel energetyczny.

  224. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 15:01

    Tez mam lepszy czasownik! 🙂 Ale nie powiem bo mnie Gospodarz zbanuje. Co do tego CO moze narod w..nerwic na tyle, zeby sie wreszcie zaczal buntowac to mysle, ze jest z czego wybierac… choc moze potrwac zanim wystarczajace momentum ten proces osiagnie.

  225. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 15:01

    Neferko, skauci to nie na czas bezwzględności, braku zasad i wyzwalania agresji przez polityków, media, Kościół w obecności milczących tłumów. Niesprzeciwianie się złu przemocą jest ładne do czytania przy kaflowym piecu. Oczywiście, myślący chłopak może unikać konfrontacji, ale konfrontacja może go sama bez powodu znaleźć. Nieźle jest wtedy dysponować brakiem lęku i świadomością własnej mocy – jak ten szewczyk z baśni, który się chwalił, że „siedem za jednym zamachem”. Guzik kogo obchodziło, że to było siedem much.

    Aikido to nie agresja, lecz czynne, o wiele wyższej klasy niż sama agresja, neutralizowanie agresji. Jeśli chłopak stanie w Twojej obronie i zniechęci do agresji z palcem w…buzi siedmiu, będzie to w sam raz na dzisiejszy czas. Niech będzie mistrzem dla samego siebie.

  226. paradox57
    21 czerwca o godz. 15:29

    Dzięki. Nie będę się więcej wywnętrzać bo a) nie lubię b) nie miejsce to. Ale skoro temat czy dzieci bywają okrutne to chciałam nadmienić iż (nie cierpię tych dwóch poprzedzających słów) nie wszystkie.

    Kostka
    21 czerwca o godz. 15:30

    Momentum może i osiągnie ale czy będzie jeszcze co zbierać? A gdyby chcieli nas z Unii wypisać myślisz żeby się ruszyło?

    wbocek
    21 czerwca o godz. 15:46

    Dzięki pombocku za serdeczną troskę. Przemyślę, obiecuję.

  227. Szanowne Damy i Damowie, jako nie w prostej linii potomek dziadka Chaima, który się chwalił, że był synem Beni Krzyka, zapraszam do stołu: pijcie i zakąszajcie. To jedna dziesiąta mojego niedzielnego urobku, który mógłbym nazwać „Pola i drogi”. Wybrzeże Środkowe to prawie moja ojczyzna: od 1946 badzialiśmy się z mamą po Mazurach, od 1949 – w Słupsku. A ja tym razem badziałem się wokół Koszalina po polach, górach, dolinach. Niedzielne pedałowanie to okolice Dobrzycy, gdzie sławny ogród Hortulus (nie gościłem, bo za dużo małp); Nosowo z pałacem (licho z nim, mnie woła przyroda); Karlino, gdzie po wielkiej erupcji i zapłonie gazu z wywierconej bodaj w 1980 roku dziury w ziemi, jest teraz skromne wydobycie gazu; Bardzlino z wielką hodowlą pstrąga tęczowego, Strzekęcino z wielkim pałacem, pawiami i fantastycznie zadbanym, może dwuhektarowym otoczeniem (też nie gościłem, bo się opatrzyło). Ale to wszystko mało mnie obchodziło, bo jestem zakochany w zwykłej polnej, łąkowej, chaszczowej, leśnej, wodnej przyrodzie. Cieszą mnie zwykłości i wiosenne jeszcze trochę jasne zieloności, które, niestety, się ściemniają w letnie. Nie wiem jak u Was, Towarzysze, ale u mnie czas bez przerwy płynie. Więc ja – za nim.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/CF3BUzQdpLr

  228. @Qba 21 czerwca o godz. 13:38
    Jeśli to Twoje dzieło, to jesteś człek wielotalentny.

  229. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 15:51

    A gdyby chcieli nas z Unii wypisać myślisz żeby się ruszyło?

    Mysle, ze tak. Mimo wszystko. Moze sie myle, nie wiem. Oby nie. Wolę byc optymista… bo jak nie to co? Poddac sie kompletnie? Jest taki ladny cytat z filmu „Home”, ktory nakrecil fotograf Yann Arthus Bertrand – „It’s too late to be a pesimist”…wprawdzie tam chodzilo o problem bardziej globalny (bezrefleksyjne wyczerpywanie zasobow naszej planety). Wiec tak sobie mysle, ze to jest troche podobnie… za daleko sprawy zaszly, zeby byc pesymista. Nie bardzo mozemy sobie na to pozwolic bo sporo bedzie do roboty i tak.

  230. @wbocek 21 czerwca o godz. 16:13
    Śliczne te chaszcze i bezkresne niebo.
    Tudzież brak małp 😉

  231. wbocek
    21 czerwca o godz. 16:13

    Piękne, pombocku…lezka mi sie prawie w oku zakręcila!

    Niech zyje zielen!

  232. wbocek
    21 czerwca o godz. 16:13

    och jakie polskie…

  233. @Kostka 21 czerwca o godz. 16:17

    Na razie są w Warszawie starcia uliczne i autentyczny strach. Chodzi o „Klątwę” w Teatrze Powszechnym. Karpiuk w Newsweeku, tytuł: „Masz się bać, frajerze”.

    „Piotrek popatrzył na oblężenie, a potem zbudowany pojechał do domu. Wracało mu się dobrze. Najbardziej mu się podobało, jak jeden kark krzyczał do jednego siwego frajera, z dziesięciu centymetrów prosto w twarz, że ten kraj jest nasz. A frajer tylko słuchał”.

    http://www.newsweek.pl/plus/kultura/teatr-powszechny-w-warszawie-bitwa-o-klatwe-i-dwie-polski,artykuly,411211,1,z.html

  234. @Na marginesie
    21 czerwca o godz. 16:14

    Moje. Ja tak mam, że mi się rymuje.

  235. @NeferNefer 21 czerwca o godz. 16:26

    Ale Kanada poza miastem wygląda całkiem podobnie.
    No może tylko nieco dziczej 😉

  236. @Qba 21 czerwca o godz. 16:43
    Fajnie Ci się rymuje. A ten Wódz Drabiniasty…
    🙂 🙂 😉

  237. @Qba
    Znakomite do rapowania 🙂

  238. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 15:01

    Jeszcze dopowiedzenie, Neferko. Poznałem nieosobiście młodego człowieka z Niemiec. Bardzo zdyscyplinowany, świetnie ułożony i wyedukowany, bardzo wysportowany, bardzo przyszłościowy (już go podkupują poważne instytucje) fachowiec i od zawsze SAMOTNIK – odwrotność skauta. Pracuje drugi rok i zarabia ponad 5 tysięcy euro.

  239. Kostka, Namargineska, Neferka

    Kłaniam się Paniom do ziemi. Tylko dzięki kobietom się jest na świecie i chce się dalej być.

  240. @ act 21.06 godz.3:28
    Dodaj do tej listy madame de la Fayette. Jej powiesc „La Princesse de Cleves” zostala nawet sfilmowana na poczatku lat 60., z Marina Vlady w roli glownej. Jej podstarzalego meza gral Jean Marais.

  241. @pombocek

    Twoje zdjęcia. Wybacz, ale muszę to napisać. W dupę kopane siusiaczki, jakie to piękne.

  242. paradox57
    21 czerwca o godz. 17:07

    Dziękuję, paradoxiku. Ty siku, to i ja siku – taki płciowy wpływ. Jak czasem mnie odwiedzą na przystani w mojej zatoczce dwa wsiowe pieski włóczykije, a ja idę na stronę w ćciny, to one natychmiast unoszą tylne nogi – i też.

  243. @ wbocek 21.06 godz.11:21, @Tanaka 21.06 godz.2:02
    Zbyt doslownie zrozumieliscie slowo dialog i do tego odnosicie Biblie do terazniejszosci. Uwazam, ze mozna starac sie postawic w sytuacji tych bliskowschodnich pastuchow, ktorzy ja napisali. Zyli w swiecie strasznym, kiedy nieszczescie czyhalo na kazdym kroku, i nie mieli luksusu korzystania z wiedzy pozniej nagromadzonej. Musieli sobie jakos swiat probowac wytlumaczyc i ustalic jakies reguly postepowania. Aby byly one skuteczne, trzeba bylo postawic nad nimi karzacego Boga.

  244. @NeferNefer

    Teraz martwisz się o swoje dziecko. Ja natomiast mam wrażenie, że jeśli przetrwa ten ciężkawy okres, będzie z niego znakomity negocjator. Jeszcze zobaczysz.
    Nie bierz sobie do serca mojej uwagi o kablu energetycznym. Niczego takiego ze sobą nie noszę.

  245. @anumlik
    21 czerwca o godz. 16:50

    Dzięki. Ale nie można mieć wszystkiego na raz. Mam słuch absolutny, czyli odróżniam nuty grane od pisanych. Muzykę umiem tylko słuchać. Ale za to dobrze.

  246. anumlik

    Zapytałeś w tytule „Dlaczego dzieci bywają okrutne”. Pardą, bez pytajnika, więc to nie było pytanie, lecz odpowiedź. Czy dobrze więc zrozumiałem tę odpowiedź, że dzieci bywają okrutne, bo okrutni bywają dorośli? W tym bylibyśmy zgodni, że okrucieństwo to nie dar natury, lecz – cywilizacji.

  247. @kruk

    Bardzo wygodna taka postawa tych którzy sobie tego bozię wykoncypowali. Jak trzeba było komuś przywalić, to się mówiło, że w imię boga. Jak się jakieś paskudztwo bliźniemu chciało zrobić, to najwygodniej było w imię boga. A samemu wziąć odpowiedzialność nie łaska? Poza tym trzeba było nie nazywać tego co się działo dialogiem. Dialog, jakby nie wykręcać, nie jest systemem nakazowym pod groźbą kary. I nic tu nie ma do rzeczy dosłowne czy nie dosłowne branie czegoś co napisałaś.

  248. Na marginesie
    21 czerwca o godz. 16:44

    No ale ja wiem że to polskie;) surfinie w ogrodzie mam biało-czerwone, cielęcina jedna…

    @@wbocek, paradox57

    Dziękuję za dobre słowa.

  249. Na marginesie
    21 czerwca o godz. 16:36

    Nie otwiera mi sie caly artykul bo nie mam subskrybcji. Po wstepie nie wiadomo – smiac sie czy plakac. Nie mowie, ze w tej chwili dzieje sie w kraju dobrze ale moze wlasnie to co sie dzieje buduje owo mityczne momentum – moze sprawy musza sie zaognic i zakotlowac jeszcze bardziej, zeby wreszcie wyklula sie z tego jakas sensowna opozycja. Moze pisoidalni i ich koscielne zaplecze musza przycisnac reszte spoleczenstwa do muru mocniej, ograniczyc swobody bardziej, dac okazje do kolejnych demonstracji z ktorych wynosi demonstrantow policja, po czym bezprawnie ich przetrzymuje… Polacy najwyrazniej uwielbiaja dramat, podziemie i konspiracje, wczesniej bylo tak nudno w polityce, ciepla woda w kranie, nic sie nie dzieje, dialogi nie te – teraz za to mozna znowu latac na demonstracje przeciwko opresyjnej wladzy – do wyboru, do koloru. Jeszcze troche, kto wie, moze bedzie mozna nawet politycznym wiezniem zostac – PIS jest na dobrej drodze, zeby dostarczyc opozycji meczennikow politycznych – z miesiecznicy na miesiecznice coraz lepiej im idzie.

    Oj, chyba ulalo mi sie troche zolci bo czasem jak sie zatrzymam na chwile w biegu na minute politycznej zadumy to zastanawiam sie w jaki sposob doszlo do tego ze kiedy wyjezdzalam z kraju mozna bylo sobie spokojnie wyobrazic ze krok po kroku ciezka praca powoli zblizamy sie do Europy bardziej cywilizowanej – wiec co sie w ciagu tych 13 lat porobilo do jasnej cholery? No coz, budowac w pocie czola panstwo prawa i spolecznstwo obywatelskie to nie dla nas – lepiej cos porozpieprzac od czasu do czasu, zeby zaczelo sie dziac – przynajmniej bedzie ciekawiej. No to jest ciekawiej, nie da sie ukryc.

    OK, poswiecilam troche czasu na znalezienie wywiadu z profesorem Czapinskim, ktory dwa lata temu postawil teze, ze Polakom po prostu znudzil sie spokoj i dlatego musi nastapic drastyczna zmiana („Mamy chleb, chcemy igrzysk”)
    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1632873,1,polacy-szczesliwi-ale-chca-zmiany-janusz-czapinski-o-wynikach-diagnozy-spolecznej.read

    Nie odnosze sie do calosci bo rozmaite aspekty checi zmiany byly brane w tej rozmowie pod uwage ale do tego konkretnego stwierdzenia wracalam czesto myslami od tamtej pory…

  250. paradox57
    21 czerwca o godz. 17:18

    Tez tak mysle. Nie martwiaj sie, Neferka! Tez sie martwiam czesto w podobnych okolicznosciach i jeszcze pewnie duzo przed nami ale… wyrosna z nich z czasem madrzy faceci, mysle sobie! I dadza sobie rade w zyciu.

  251. kruk
    21 czerwca o godz. 17:18

    Szanowna kruku, piekielnie inteligentny ptaku, masz rację, że odniosłem Twoje słowa do teraźniejszości. To z powodu przegapienia, że mówisz o dialogu W BIBLII. Przepraszam za gapiostwo i nieprawomocną interpretację.

    Ale ja ateista mogę uznać Biblię za dialog wyłącznie z powodu jej dialogowej w wielu miejscach formy. Z całą pewnością nie są to rzeczywiste dialogi prostego ludu, który z bogami nie dialoguje, lecz wymysły paru/parunastu nieznanych pismaków, którzy zebrali do kupy wcześniejsze bajki i unikają jak ognia formy „ja”. Nic nie wiemy i się nie dowiemy o realnych stanach psychicznych i wierzeniach tamtych ludzi i ich domniemanych dialogach z bogami choćby w takiej mierze, w jakiej wiemy o bardzo ubogiej i powierzchownej religijności nam współczesnych katolików. W ogóle pomysł dialogowania z Bogiem, który wyłącznie w biblijnych opowiastkach gadał jak najęty, a potem na zawsze mowę mu odjęło, jest obliczony na ludzi będących jak dzieci. Którymi byli i ówcześni pastuszkowie i są niektórzy dzisiejsi profesorowie. Rozmawianie z wyobrażeniem to nic, rzecz jasna, niezwykłego – sam tak rozmawiam w dzień i w nocy – ale nie u ludu, nie u pastuszków, Szanowna kruku. Lud nie szuka sensu świata, bo go od urodzenia zna: żyć. To Twoi dialogujący z bogami wymyślili sensy i bezsensy.

    Tanaka ma rację: Biblia to na pewno również obrazki z tamtego czasu, reszta to baśń z tysiąca jednej nocy.

  252. wbocek
    21 czerwca o godz. 17:00

    Dygam w podziece, pombocku! I zmykam bo przestalo wreszcie padac na chwile! Ocieplenie klimatu, nie ma co!! Przynajmniej mi kurki podlewa w sekretnych miejscach pod bukami… 😉 Wiec niech bedzie grzybkom na zdrowie, bo juz sie doczekac nie moge kiedy sie do nich dobiore.

  253. @act, 21 czerwca o godz. 4:55

    „Moj ‚Modest proposal’ dla Ciebie: podlecz sie troche z cynizmu, chyba, ze on nieuleczalny. Owszem, bywa zabawny, na dluzsza mete jednak staje sie monotonny, methinks. Rusz szanowny tylek i sam napisz ‚wpis’, to pogadamy, o tym, co jest a co nie jest ‚pseudointelektualizmem’. ”

    Nieuleczalny for siur! Wynikl on bowiem, ten cynizm moj, z prenatalnego okrucienstwa. A wiec nie z zadnej tam cywilizacji.

    Z przypadlosci cywilizacyjnych mozna podobno wyjsc, z trudem. Z obciazen zwiazanych z pobylem w macicy sie nie wychodzi.

    Jak Karol Darwin potrafil skonstruowac teorie ewolucji, przy takich obciazeniach genetycznych, naszym umom nie razbieriosz.

    Ale za modest proposal dzieki. Licza sie dobre checi

  254. @wbocek, z godz. 17:23
    Jesteśmy zgodni. Okrucieństwo to dar cywilizacji, nie natury. Ale jedne dzieci są do okrucieństw bardziej zdolne, inne mniej. Jedne reagują tylko płaczem na poczucie (często chwilowe) osamotnienia, inne płaczem i agresją. Badania wskazują, że i jedne i drugie życzą opiekunowi (matce najczęściej) wszystkiego co najgorsze w chwili gdy go nie ma obok, ale nie każde odczuwa z tego powodu żal w chwili, gdy są brane na ręce, głaskane i tulone. Agresja to nie okrucieństwo, do czego doszliście wespół w zespół z Tanaką. Współczesne dzieci, od niemowlęctwa narażane na oglądanie przemocy i okrucieństwa w telewizji i na ekranie komputera; szybciej się uczą „technik zabijania”. Nie mam tu na myśli oswajania się z bólem i śmiercią – ich siedemnasto…,osiemnasto… i dziewiętnastowieczni rówieśnicy byli bardziej wyedukowani w temacie śmierć, która – nawet gdy dotknęła najbliższych – większego na nich wrażenia nie robiła. Była obok. Ta obecna, widoczna w TV i w komputerowych grach jest abstrakcyjna, ale „techniki zabijania” pozostawiają w umyśle dziecka realny ślad. Tak pisała o tym wczoraj Konstancja, o 22:21: Wczuwanie się w bohaterów (…) gier spowodowało, nie tylko w Polsce kilka przypadków śmierci zwierząt, kolegów czy koleżanek, co budziło wielkie zdziwienie dziecka, które tę krzywdę drugiemu wyrządziło. Po krwawych jatkach z tych gier postać z odrąbaną głową czy kończyną wstawała i nadal była czynna w tej grze. W życiu realnym ma się jedno życie. Kolega z „trzeciej b” też.

  255. Kostka
    21 czerwca o godz. 18:27

    Wybacz, Kostko Kosteczko, za myśli deczko. Powiadasz: „wyrosna z nich z czasem madrzy faceci, mysle sobie”. W tym sęk, że od życzeniowego myślenia nie wyrosną. Niemal każdego dnia słyszę z ust żony-kuratorki opowieści, westchnienia, wściekłe słowa, żale, czasem płacz z powodu tych, którzy nie wyrośli, a już spłodzili biedne dzieci, które najprawdopodobniej również nie wyrosną. „Po jaką cholerę tacy mają dzieci, skoro nic nie wiedzą o wychowaniu? – słyszę. I zgadza się ze mną, że wcześniej czy później muszą być obowiązkowe licencje na mienie dzieci. Nie nadający się – do sterylizacji.

  256. @wbocek, 21,2.06

    „w katolicyzmie religia jest wbita w miekka glowke dziecka jak gwozdz…” To prawda sa szalency, ktorzy maja sadystyczna „radoche ” z wbijania tego gwozdzia. Jednak chyba nie docenia pan odpornosci dziecka. Ten „gwozdz” pozostaje w glowach tych, ktorzy mieli nieszczescie urodzic sie w fanatycznych katolickich rodzinach. U pozostalych po prostu przemija.
    Pewnie jak wielu na tym blogu bralem udzial w tzw. pierwszej komunii. To, co pamietam to swietne jedzenie(nie bylo to takie oczywiste pod koniec lat 60-dziesiatych) i mnostwo kasy i prezentow jakie dostalem.Z kosciola nie pamietam nic. Milosnik psychoanalizy moze fantazjowac, ze wyparlem…
    Istnieje religia katolicka. Natomiast „Polak-katolik” to mit i zludzenie podtrzymywane przez kk i ultra prawice…i chyba tez przez niektorych ateistow…
    80% „katolikow” nie chodzi do kosciola. 90% nigdy nie czytalo Biblii. Tak sie nazywaja(lub tak sie ich nazywa), bo taki jest idiom i historyczna narracja. Pozostaje 10-20% fanatykow. To sa wyborcy PiS. Gdyby bylo inaczej, to PiS musialby miec 80-90% poparcia. Od tego jest na szczescie, oddalony o lata swietlne…

  257. Kostka
    21 czerwca o godz. 18:34

    Jak kiedyś wrócisz, Kostko, to może natknij się na to, co Ci powiem. Kurek czy pieprzników (cantharellus) jest sporo gatunków, również szare, niemal czarne. Skoro te Twoje rosną pod bukami, może to być bardziej masywna, bladawa odmiana pospolitej kurki (pieprznika jadalnego), która najchętniej współżyje z drzewami liściastymi – bukami właśnie i dębami. Smacznego na zapas. Przy okazji: rozpoznasz te zjedzone przeze mnie w niedzielę grzybki, choć brzydzę się jedzenia?

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/PWzYHc2Knfq

  258. @Kostka 21 czerwca o godz. 18:23
    Ciekawy wywiad, data też znamienna, bo to jest takie trochę proroczenie.

    Wybrany fragment:
    „Ale kluczowa różnica dotyczy Kościoła. Wśród zwolenników PiS jest trzy razy mniej niepraktykujących niż wśród zwolenników PO.”

    No i jak by nie patrzył, kaka jest zawsze w centrum tego sporu.

  259. Szymonowicz
    21 czerwca o godz. 18:52

    Oczywiście, że masz dużo racji. Ale nie w tym: „U pozostalych po prostu przemija”. U kogo przemija, u tego przemija. Właśnie dlatego nazwałem „gwoździem”, że u wielu nie przemija. Ze dwadzieścia pięć lat mojej zawodowej pracy było wśród tzw. prostych ludzi, u których gwóźdź nie przemija. Nie jest to religijność ostentacyjna ani do gadania o niej, ani do kłótni o to, czy jest Bóg, czy nie ma („Człowiek, który w nic nie wierzy, jest jak zwierzę” – powiedział nieżyjący już kolega Mietek do mnie ateisty, stukając się ze mną kieliszkiem), ani nie pytająca, czy chodzisz do Kościoła, ale jest DEKLAROWANĄ religijnością, kiedy już o to się zahaczy (bardzo, bardzo rzadko). Inny kolega od łopaty – też nieżyjący – który odsiedział 15 lat ponoć za współudział w zabójstwie, mawiał: „W jakiej wierze się urodziłem, w takiej umrę”. No i umarł.

    Ta deklarowana religijność to swego rodzaju gotowość bojowa na wypadek, gdyby kto atakował.

  260. Szymonowicz
    21 czerwca o godz. 18:52

    Nawiasem mówiąc, gotowość bojowa zwana dla niepoznaki „religijnością” to cały PiS.

  261. @wbocek 21 czerwca o godz. 18:34

    Niby znane, ale przypomnę: „Dialog w Kościele to dialog d…y z kijem.” Autorem jest podobno Józef Tischner, zresztą xiunc. Mendzenie o jakimś „dialogu” w niebieskiej książeczce to jest tak samo obłąkaną chimerą, jak udawany „dialog” (hi hi !!!) w czeluściach kaka.

  262. @NeferNefer 21 czerwca o godz. 17:58
    Kanadyjskie są na odwrót; czerwono-białe, zyg zyg marchewka 😀

  263. Szymonowicz – 18:52

    „Istnieje religia katolicka. Natomiast „Polak-katolik” to mit i zludzenie podtrzymywane przez kk i ultra prawice…i chyba tez przez niektorych ateistow…80% „katolikow” nie chodzi do kosciola. 90% nigdy nie czytalo Biblii. Tak sie nazywaja(lub tak sie ich nazywa), bo taki jest idiom i historyczna narracja. Pozostaje 10-20% fanatykow. To sa wyborcy PiS. Gdyby bylo inaczej, to PiS musialby miec 80-90% poparcia. Od tego jest na szczescie, oddalony o lata swietlne…”

    Mit i zludzenie, powiadasz, ten Polak-katolik. Oddalony o lata swietlne. Hmm..

    Czy ty mowisz o micie podobnym do, tfu tfu, Polaka-komunisty? Bo taki tez zaistnial w naszej umeczonej historii. On rzeczywiscie byl zludzeniem, z tego co wiadomo.

    17% poparcia moze mial, z tego co pamietam z historii? Podczas gdy PolKaKa to ponad 30 procent dzisiejszego elektoratu pisiorskiego. Wystarczajacego do wygrania kazdych wyborow w dzisiejszej Polsce. Bo zapleczem ich jest cala armia sluchaczy radia co ma ryja. Forget epidiaskop. Ojdyr multimedia jest dzisiaj epidiaskopem

  264. @Ortequsiu, przeczytaj se „Katechizm polskiego dziecka”, Władysława Bełzy, to może zrozumiesz skąd bierze się ta – aktualna do dziś – zbitka słów?

  265. anumliku,

    powstrzymam sie z czytaniem zbitki slow. Moze czas podleczy rany?

    Ten „Katechizm polskiego dziecka”. I dunno. Tak jakby polskie dziecko to jakas osobliwosc. Odrebna od calego swiata.

    Odrebna od ewolucji tez? Obawiam sie , ze ta mozliwosc mogla zaistniec. Kaczorstwo to fenomen. Ewolucyjny

  266. @Orteq, z godz. 20:59
    Kaczorstwo to fenomen. Ewolucyjny
    Żaden fenomen. Ślepy zaułek ewolucji. Podobnie jak zęby mądrości i ślepa kiszka. Wystarczy usunąć bez szkody dla organizmu.

  267. Nie da się, jego mać spokojnie w Polsce umrzeć (najwyżej wcale nie umrę, ebaut was pies, pisowate małpy).

    Jurek Owsiak organizuje konferencję, na której publicznie chce się rozliczyć z zakupu 3944 urządzeń medycznych, i zaprasza na to TVP. A polska – publiczna niby – telewizja to olewa. Trudno o większe polityczne sukinsyństwo: na trumnach 7 lat tańcują, chuliganią w kraju i w świecie, oszukują, rozbijają blaszaki, znajomych analfabetów na wysokich stołkach usadzają, szarogęszą się jak dzikie kaczki w mieście i największy polski zryw po czasach pierwszej „Solidarności” opluwają lub udają, że nie widzą.

    Owsiak nazwał Kurskiego „oszustem”. Ale cóż to takiego – oszusta nazwać „oszustem”. Zwłaszcza że w pisowatej szajce niemal każdy jest oszustem. Dał im przykład pan Jarosław, jak łgać w żywe oczy mają.

  268. @Kostka

    W nocy podałem Ci link do „Struwwelpetera”, może nie zauważyłaś

    https://www.gutenberg.org/files/12116/12116-h/12116-h.htm

  269. wbocek
    21 czerwca o godz. 21:29

    I dlatego pombocku ja na blogu sobie ćwir ćwir. Bo inaczej świr świr.

    ***

    Wracając do dzieci i książek, właśnie zaczęłam czytać młodemu Alicję (blogowa inspiracja) przed spaniem. Jak skończyłam drugi rozdział i zarządziłam lulu to było jojczenie, nieeeee „a ile rozdziałów” „ale do piątego” a potem JESZCZE (najlepiej do końca) Oczywiście przeczytałam rozdział 3.
    – LULU.
    – JESZCZE.
    – JUTRO.
    – *niezrozumiałe pomruki stanowczej niezgody*

  270. @zezem
    21 czerwca o godz. 11:23

    Mariska – forma imienia Maria – znana jest podobno w Holandii i na Węgrzech.

  271. Neferka, Kostka

    A u mnie dziś wieczór historyczny i w ogóle a propos.
    Czas na mycie, szukanie kapci, wskakiwanie w piżamy. Pytam, co czytamy dzisiaj i odpowiedź: „Nie, dzięki mamo, sam sobie poczytam..”
    Smutno mi 🙁

    Mój dzieciak ma kłopot z równowagą w koleżeństwie. Odrzucenie przez kolegę, bo np. nie chciał się bawić w to, co kolega sobie zyczył, jest straszną tragedią. Wiem, normalna sprawa. Tez przeżywałam, gdy ukochana kumpelka się nabzdyczyła, ale nikt mi nie tłumaczył, że koleżanka również ponosi stratę. A ja tłumaczę:)

  272. kruk
    21 czerwca o godz. 17:18

    na tym blogu nieustająco zajmujemy się stawianiem się w pozycji pustynnych pastuchów sprzed 2 i 3 tysiący lat, podobnie jak czynią too przytomni ludzie na całym świecie mający do czynienia z niebieską książeczką i podobnymi do niej produkcjami.
    Wniosek z tego stawiania się w pozycji jest od dawna ustalony: pastuchy sobie bozię wymyśliły. jedną z zalet tego wymyślenia sobie bozi było wytłumaczenie sobie tego, czego się nie pojmowało, oraz w ogóle – uproszczenia i uwygodnienia sobie świata, ze specjalnymi względami dla szefów owych pastuchów,żeby im sie lepiej żyło niż pastuchom. W tym też celu pastuch mial się badzo bać bozi i słuchać co każe nadpastuch, zbierający podatki, datki, kozy, złoto, oliwę, mirrę i tak dalej.
    Jest jeszcze inny, substancjalnie ważny powód, że sobie pastuchy wymyśliły bozię: bozia jest po ich stronie i nnie tylko usprawiedliwia, ale i uświęca oraz zachęca i żąda od pasuchów agresji, napadania na sąsiednie ludy, rabowania im wszystkiego, mordowania na sposoby jak najokrutniejsze i najbardziej widowiskowe. Kto ma lepszego bozię po wojej stronie, zachęcającego do większych zbrodni, ten wygrywa.
    Kto ma skromniejszego i grzeczniejszego bozię, ten przegrywa i płaci za to śmiercią, lub w najlepszym przypadku – niewolą u pastuchów.

    Niebieska książeczka z wielką starannością rzecz całą przedstawia.

  273. Jiba
    21 czerwca o godz. 22:01

    U dziecka wszystko jest straszną tragedią. I tak już musi być. Z czasem sobie na te tragedie nalepiamy plastry.

  274. @paradox57
    Obniżają dostosowanie. Użycie ich przez biologów nie ma tu nic do rzeczy.

  275. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 14:01
    To jest jak to mówią w genach. Kiedyś mocno temperowano dziewczyny za agresje fizyczna i faktycznie bardzo znaczna ich liczba bała się fizycznie zareagować i wycofywała się tak jak ten twój chłopak. Ale wystarczył krótki czas i wszystko mocno się zmieniło. Córka mojej córki raczej ustępuje przed agresywnym zachowaniem , ale jej młodszy braciszek 2,5 roczny nie daje sobie w kasze dmuchać i już staje w obronie siostry. Jak jej agresywny chłopak sporo od niej młodszy deptał zrobione babki nie reagowała na zachętę taty by postawiła się psujowi. Jej młodszy braciszek natychmiast zareagował i powiedział, że trzeba psujowi dać po łapach. Strasznie się nabuzował i faktycznie dopadł starszego od siebie „psuja” i mu dołożył. tamten się popłakał i psucie babek się skończyło.
    Rodzice starli się bym nie stykał się z tzw złym towarzystwem i zapisali do szkoły z większością dziewcząt (szkoła dobrej reputacji). Jednak jak zwykle wychodzi nie tak i ktoś wpadł na pomysł by zrobić szkołę czysto żeńską i chłopaków wywalono. Trafiłem do szkoły z „ropowana” podłoga , a ponieważ byłem astmatykiem nie było to dla mnie dobre i rodzice przenieśli mnie do nowo wybudowanej szkoły , tylko że tam znaleźli się ci którzy stwarzali tzw problemy wychowawcze. Nie było lekko mi chcą nie chcą musiałem się bić by nie dać się zgnoić. Na szczęście fizycznie byłem silny i jakoś udało się zdobyć sobie autorytet. Ta twarda szkoła życia wyszła mnie jednak na dobre i na 1 roku obroniłem kolegę na tzw praktykach robotniczych którego jeden cham chciał całkiem zdominować i zabrać zarabiane przez niego pieniądze. Kolega poskarżył się do mnie, że nie wie co ma robić , bo liczył na te zarobione grosze , a z domu przestali mu pomagać licząc że sobie zarobi. Nawet chwili się nie zastanawiałem i następnego dnia poszedłem do gościa i powiedziałem co z nim zrobię. Zaczął się gęsto tłumaczyć „że nie wiedział że koledze pieniądze są potrzebne” i oczywiście już będzie wobec niego w porządku.
    Potem kłaniał się mnie z daleka , a kolega już żadnych kłopotów z nim nie miał.
    Niestety na chamów najskuteczniejsza jest siła , tłumaczenia i perswazje uznają za słabość.

  276. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 21:52

    czy te pomruki stanowczej niezgody to nie były czasem ćwierkania bezradnej ugody?

  277. @anumlik
    21 czerwca o godz. 21:16
    Gorzej jeśli to coś okaże się strategią ewolucyjnie stabilną.

  278. wbocek
    21 czerwca o godz. 21:29

    nazywanie oszusta oszustem, kłamcy kłamcą i tak dalej powinno być nad Wisłą zasadą elegancji. Jak się kłamcę nie nazwie kłamcą, to się człowiek staje sie szmondacki.

  279. @maciek.g
    21 czerwca o godz. 22:09

    Kiedy moja córka w wieku przedszkolnym poskarżyła się na dokuczających jej synów sąsiadów (przewracali jej rowerek, popychali ją i szturchali) powiedziałem, że dziewczynka nie musi z silniejszymi od siebie chłopakami walczyć fair i pokazałem, gdzie może, w ostateczności, przywalić kolanem. Po paru dniach przyszła zameldować z satysfakcją, że już jej nie dokuczają, a potem nawet się zaprzyjaźnili i z młodszym była w tej samej klasie w liceum. Dużo później od zawarcia tego rozejmu przyznała się, że faktycznie przydzwoniła starszemu kolankiem w krocze i zagroziła, że powyrywa im włosy, a oni wstydzili się pójść do swoich rodziców na skargę 🙄

  280. Jiba
    21 czerwca o godz. 22:01

    Nie pękaj, też to przerabiałam ale wróciło.

    maciek.g
    21 czerwca o godz. 22:09

    Dlatego mówię żeby raz czy drugi się odwinął. Sam niech nie zaczyna ale jak raz czy dwa odda to nie zaszkodzi.

    Tanaka
    21 czerwca o godz. 22:09

    Ugody, ha ha.

  281. O POmrocznosci jasna… spod klawiaturki moze wyjsc kazda bzdura, to juz od zarania epoki komputerow wiadomo, ale zeby az takie banialuki… Cytuje: ” Człowiek w pierwszym etapie rozwoju, prócz okresu animizmu i – idącego z nim w parze – okresem artyficjalizmu, postawiony jest – by tak to wyrazić – w stan okrucieństwa wyobraźni. Każde normalnie rozwijające się dziecko kilka razy w ciągu dnia potrafi w swojej wyobraźni okrutnie uśmiercić ojca, rodzeństwo i (tak, tak!) matkę.”

    W to, ze trzeba znajdowac sie „w stanie okrucienstwa wyobrazni”, zeby napisac cos podobnego, nie watpie. Bo inaczej chyba byloby trudno wpasc na pomysl, ze jakis maluch mial chociaz jeden jedyny raz jakakolwiek badz fantazje, azeby okrutnie usmiercic ojca, rodzenstwo i matke… Heheh, takiej bzdury jeszcze jak zyje, nie slyszalam, a wydawalo mi sie, ze slyszalam juz wiele…

    Ludzienta! Jest taki tutaj, co w to gotow uwierzyc??? Zreszta latwo to sprawdzic empirycznie, niech ktos z Was zalozy sie o flaszke szampana ( ja – nie, bo pijam tylko w towarzystwie doborowym), czy komus tutaj chociaz jeden jedyny raz w okresie dziecinstwa zdarzylo sie w swojej wyobraźni uśmiercić ojca, rodzeństwo LUB matke. (Dla ulatwienia – mozemy pominac slowo „okrutnie” i zamienic spojnik koniunkcji na spojnik alternatywy.)

    Nawet jesli znajdzie sie tu jakis wyjatek, to chyba po to, azeby potwierdzic regule… moze taki co to gotow wpasc w gembokie kompleksy i ubolewajac nad tym, ze widocznie nie jest wystarczajaco rozwiniety, skoro w dziecinstwie takich fantazji nie doznawal… no i teraz… o kurka wodna…no i teraz wstyd mu sie przyznac… Kto wie, co taki sasiadom naopowiada, pragnac dac swiadectwo, jak to on prawidlowo sie rozwijal w dziecinstwie, jaki to zdolniacha z niego byl, ile to on potrafil sobie wyobrazic…

    Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze adresuje niniejszy wpis do gremium zdolnego wyobrazic sobie wiele, wiec na wszelki wypadek zaznaczam, ze nie licza sie fantazje dotyczace rozdeptania moherowej babci, rozjechania P(ewnej) poslanki, POzbawienia dzieci ojca rydzyka, oskubania ogona matki kurki, wysadzenia (z siodla) prezesa przez duze „p”, slowem walenia w kaczy kuper wszelkiego wrazego politycznego wroga, slowem, nie licza sie wszelkie fantasmorgany i erupcje okrucienstwa doswiadczone juz PO okresie dziecinstwa…

    No ale poniewaz kiedys wszyscy bylismy dziecmi, wiec w wynik powyzszego eksperymentu nie watpie…

  282. @agatkam 21 czerwca o godz. 22:49

    A czy wierzysz np. w Jezusa Chrystusa, syna bożego jednorodzonego, który wstąpił do piekieł (sic!), trzeciego dnia zmartwychwstał i siedzi po prawicy? A w świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie i żywotwiecznyamen?

    Tak pytam z ciekawości czystej.

  283. Jak noc, to noc. Udało mi się w ostatniej chwili obecności śladu po słonku w Mielnie chapnąć parę ujęć z mieleńskiej kamerki. To dla Neferki. Chyba się nie odwrócisz, Neferko, tyłem, jak dodam, że i dla każdego, kto ma oczy i chce patrznąć?

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6434189231827737297/6434189238677781826?authkey=CJCko8bO_5Dq7AE

  284. Wracam i nadrabiam zaleglosci 😉

    Tobermory
    21 czerwca o godz. 21:52

    Burak jestem bo zapomnialam podziekowac a juz po poludniu zrywalismy z mlodym boki nieludzko! Mlody robil na zmiane wielkie oczy i facepalm a poza tym wpadal w niekontrolowany chichot przy kolejnych wierszykach. Poza tym zdalam sobie sprawe, ze ja chyba znam te ksiazeczke (po tym jak zobaczylam pierwsza ilustracje z kudlatym i pazurzastym). Niby mlody powinnien byc juz na to za duzy ale ze lubi wierszowane to bardzo mu do gustu przypadlo… Tak wiec – dzieki!

  285. wbocek
    21 czerwca o godz. 23:28

    Pięknie, pombocku, bardzo dziękuję i się nie odwracam, bo jakże.
    Ale te truskawki to sama zjadłam 🙂

  286. wbocek
    21 czerwca o godz. 19:09

    Po przybyciu na Wyspy musialam sie nauczyc na nowo co pod czym rosnie bo ani lasy (zagajniki) w Yorkshire ani te w Szkocji nijak sie nie maja do borow sosnowych i lasow mieszanych nad Narwia, gdzie pobieralam grzybiarskie szlify. Kurki (pieprznika jadalnego) mamy albo pod bukami (a okazyjnie pod jaworem tez sie zdaza) albo w glebokich lasach swierkowych. Nie zwrocilam wczesniej uwagi na to ze te spod bukow sa troche inne – jak podrosna to sprobuje porownac – teraz sa mikroskopijne wiec cierpliwie czekam – maj byl suchy wiec wyglada, ze beda pozniej w tym roku. Sprawdzilam dzisiaj, ciagle rosna ale powoli! W zeszlym roku odkrylam „kurke zimowa” po tutejszemu, czyli chyba pieprznik trabkowy. Nie znalam wczesniej a swietny grzyb. W „moich” lasach lokalnych mamy tez sporo lakowki ametystowki a takze kolczaki, ktore po angielsku zwa sie „grzyby jeżowe”. A takze borowiki ceglastopore – (juz pierwsze mamy) – wszystko to dla mnie nowosc i dobrze sie czuje w bukowinie.

    A teraz twoja zagadka – przyznam bez bicia, ze zabiles mi cwieka. Pierwsza mysl… lysiczka lancetowa? ale za duze, za szerokie, sezon za wczesnie i nielegalna. Nigdy nie widzialam na oczy. Tego na twoich zdjeciach tez nie ale powyciagalam moje wszystkie pomoce i dalej szukac. Juz prawie sie poddaje… Kruchawica aksamitna? Jakas Psathyrella? Teraz mnie bedzie ciekawosc zzerac wiec lepiej daj znac co to!

  287. agatkam
    21 czerwca o godz. 22:49

    Może masz rację, kpiąc z okrucieństwa wyobraźni. Mnie się to też wydało naciągnięte pod tezę, ale wolałbym zapytać anumlika, czy to wyobrażone przez dziecko uśmiercanie bliskich wyczytał u fachowców z psychologii rozwojowej, czy sam dośpiewał. Bo uśmiercanie na przykład małego kotka przez małe dziecko drzwiami widziałem na własne oczy, nim zdążyłem zareagować. Byłem też świadkiem bicia do krwi młodszego brata przez starszego. Próbowałem mitygować oprawcę – obaj byli moimi ciotecznymi braćmi – ale miałem wtedy gdzieś 10-11 lat i za słaby byłem na tego bijącego, obiecał zresztą, że zaraz i ja dostanę. Przemocy na każdym kroku używał – lub nią groził – jego ojciec, było więc się od kogo uczyć.

    Tematem lekcji, Szanowna agatkam, jest jednak „Dlaczego dzieci bywają okrutne”, a nie czy uśmiercają w wyobraźni bliskich. Już to powiedziano, że okrucieństwo jest zdobyczą człowiekowatej cywilizacji, a nie ewolucji. Więc dzieci bywają okrutne dlatego, że świat oraz najbliższe otoczenie są okrutne, a one są ciekawe świata i bardzo pojętne. Trwa nieustanna konfrontacja – jak nie w rodzinnym domu (najszczęśliwszy wariant), to za ścianą u sąsiada, w piaskownicy, na ulicy, w tele-morele, w komputerowych grach, w przedszkolu, w szkole, ba – nawet w kurniku. Długo obserwowałem kiedyś kurę, która tak znienawidziła siostrę, że ją ganiała jak Kaczor Tuska i kuła w łeb. Przestała dopiero, jak obie poszły na rosół.

  288. Jiba
    21 czerwca o godz. 22:01

    Nie smuc sie Jiba… jeszcze bedzie prosil! 😉 A poza tym ciesz sie bo wkracza w magiczna kraine czytania samemu! Moj dopiero zaczyna, jeszcze go nie wciagnelo z nogami ale juz sie nie moge doczekac az to nastapi… Z rownowaga w kolezenstwie ma tak samo i strasznie sie wszystkim przejmuje! Czasem trudno sie nie smiac jak widze ta buzie w podkowke o bzdury, bo ktos cos niemilego zrobil (i dzielne proby walczenia z lzami) a czasem serce sie kraje bo taki probuje byc meski a nie zawsze wychodzi. Nie doradzam mu oddawania jak ktos go poszturchuje (chyba jestem na blogu w mniejszosci) bo raz – szkola ma kompletnie inne podejscie i probuje promowac negocjacje bardziej niz rozwiazania silowe wiec co sie bede wyrywac przed szereg a dwa- jest jednym z najwyzszych dzieci wiec lepiej mu nie podsuwac pomyslow…

  289. Kostka
    22 czerwca o godz. 0:30

    Kosteczko, najpierw dziękuję za opowiadanie o grzybach. Od samych nazw dostaję przyjemnych dreszczy. A jak już mówisz „pieprznik trąbkowy” czy „psatyrella”, zaczynam dygotać jak rozbiegany silnik. Widać, że wiesz, o czym mówisz. Więc nie mieszkając, donoszę, że na moich słabych fotkach widziałaś czernidłaka błyszczącego. Jadalny jak wiele czernidłaków, tylko że – bez alkoholu. A borowik ceglastopory stał się moim i żony ulubionym grzybem, bo jest bodaj najbardziej aromatyczny ze wszystkich suszonych gatunków.

  290. wbocek
    21 czerwca o godz. 18:50

    Zgadza sie, od zyczeniowego myslenia nie wyrosna i takiemuz tego nie zostawiam! Jest to raczej ciezka praca. A co z tego wyjdzie, zobaczymy! Mam nadzieje, ze wyrosna madrzy – w koncu mam glupich chyba raczej nie maja, to moze beda z tego ludzie jeszcze.. 😉

  291. wbocek
    22 czerwca o godz. 0:47

    To mi nie uwierzysz, ze czenidlak blyszczacy to byl moj trzeci typ w tej zagadce! Damn it! Mialam go dodac do kandydatow ale te kapelutki wydaly mi sie nie tak bardzo wydluzone – poza tym myslalam ze rosnie w kepach bardziej. Dzieki za zagadke!

    Grzybiarstwo zawdzieczam dziadkowi (choc moja mama i ojczym tez zbieraja). Dziadek zjezdzal z Lodzi latem i lazilismy po nadnarwianskich lasach kilometrami szukajac grzybow i recytujac z pamiedzi

  292. urwalo mi tekst – mialo byc – lazilismy po nadnarwianskich lasach kilometrami szukajac grzybow i recytujac z pamieci Ballady i romanse Mickiewicza (i inne podobne), ktorymi dziadek majacy niezla pamiec zabawial wnuczke…

  293. Kostka
    22 czerwca o godz. 0:47

    Kosteczko, głupio mi się zrobiło, bo wygłosiłem abstrakcyjne kazanie, nie myśląc o tym, z jaką mamą chłopak ma sprawę. A przecież tutejsze to wszystkie – specjalny gatunek. A że niedaleko jabłko pada od specjalnej mamy, to przyszłość jabłka jest jasna.

  294. Kostka
    22 czerwca o godz. 0:51

    Bo te czernidłaki są starawe, dlatego nie wydłużone – sama widzisz po czarnych blaszkach. A rosną różnie: i bardzo gęstymi kępami, że można kosą kosić, i rzadszymi jak te.

  295. Tanaka
    21 czerwca o godz. 9:33

    Z opoznieniem bo ja wszystko dzisiaj jakos nieprzytomnie robie – bardzo mi sie twoj wpis podoba! Szapka bach!

  296. Diabli nadali… A skąd ja mam wiedzieć co rośnie w tych eukaliptusach? 🙁
    Maślaki odróżniłam, rydze też ale inne? Zeżrę a tu jednorożce mi się objawią albo inne stwory. Albo i wątrobę szlag trafi.

  297. agatkam
    21 czerwca o godz. 22:49

    TY!

    A Ty masz choc jedno dziecko jakiejkolwiek plci?

    TAk sie pytam, bo z tym co wPiSem uwiecznilas, to sie przyzwoitemu czlowiekowi, polemizowac po prostu nie chce. Szkoda czasu na pierdoly.

  298. @anumlik

    Owszem, zgadzam sie z tym, ze dzieci bywaja…

    A poza tym, to szacun za prace wykonana i zebranie rozlicznych dowodow popieracacych przedstawiane tezy.

    Ogolnie mowiac, to slusznie prawisz, ale rzeczy, czyli sprawy i tak sie kieruja i robia jak im sie zdaje, a nie jak logika by wskazywala.

  299. Dlaczego dzieci są okrutne? A na przykład dlatego, że kończą politechniczne studia, z wiedzą o człowieku na poziomie piaskownicy. Przykład: był na tubie prosty, jasny sposób uzyskiwania linku. Już go nie ma – jest ciemniejszy i głupszy. Szukałem ze czterdzieści minut. Przy okazji dowiedziałem się, że moje wnuki, których nie mam, też szukają, bo zbaraniały i krzyczą: „Pomocy!”. To, co wyprawia programiarska komputerowa smarkateria w celu obrzydzenia ludziom życia porównam do tworzenia słownika, w którym hasła rozmieszczone są na chybił-trafił, niealfabetycznie.

    Wczoraj zerżnąłem zachód słonka z mieleńskiej kamerki, dziś skoro świt zrobiłem wschód. Niestety, chronologiczne ustawienie fotek przekracza moje umiejętności, a uczyć się sposobów pochowanych przez smarków w jakichś przepastnych głębinach ani mi w głowie. Poczekam w przestrzeni międzygwiezdnej, aż ze czterdzieści kolejnych pokoleń brzdąców zrozumie, że nie są sami dla siebie i wtedy na nowo się urodzę. Chyba że nie zrozumie – wtedy pierniczę.

    https://plus.google.com/u/0/101580844869959615096

  300. Dla pełniejszego obrazu intelektualnych szczytów komputerowych smarków: Zamiast jasnego „kopiuj link” pokazuje się teraz na tubie ramka z propozycją „Napisz, o czym myślisz”. Ten nieprawdopodobny infantylizm powtarza się też w innych programach. Dwudziestodziewięciolatek proponuje osiemdziesięciolatkowi, żeby się zwierzył nie znanemu z bliska ni z daleka gówniarzowi, o czym myśli! To wisi latami, co znaczy, że smarki się nie wstydzą, czyli nie rozumieją ni elementarza obyczajów, ni infantylności swych zachowań. Dlatego, anumliku, do rozważań „Dlaczego dzieci bywają okrutne”, dodałbym refleksje „Dlaczego dzieci bywają okrutnie głupie”.

  301. Jeszcze ciekawostka.

    Smarki tak ulepszyły windowsa10, że m.in. nie mam możliwości otwierania niezniebieszczonych linków. Nie chodzi więc w cywilizacyjnym postępie o to, by było LEPIEJ, chodzi o to, by było INACZEJ.

  302. Oj wbocek nikt nie może otworzyć nieniebieskich linków bo zwyczajnie nie są aktywne! To tak jakbyś pedałował na rowerze bez łąńcucha – nie pojedziesz. 🙂
    Trzeba skopiować i przenieść do przeglądarki.

  303. Ewa-Joanna
    22 czerwca o godz. 7:12

    Nieprawda. Na starym laptopie z windows7 zwyczajnie otwierałem i otwieram niezniebieszczone linki z apostrofem.

  304. wbocek
    22 czerwca o godz. 7:38
    To chyba dzięki mocnemu chceniu, bo możliwości technicznych na tym blogu nie ma 🙂

  305. Ewa-Joanna
    22 czerwca o godz. 7:41

    Chcesz się kłócić, bo zmyślam? Do czasu kupienia nowego laptopa z fabrycznie wklepanym windows10 bez problemu otwierałem (i wszyscy tak otwieraliśmy) niezniebieszczone linki z apostrofem. Wystarczyło zaznaczyć link (bez apostrofu lub innego znaczka, który zapobiegał zablokowaniu tekstu dla moderacji), prawym otworzyć wiele możliwości, lewym kliknąć w „Otwórz zaznaczony link” – nie pamiętam dokładnie hasła. Pierwsze słyszę o otwieraniu tutejszych linków w przeglądarce.

  306. @mpn wczoraj 22:09

    Prosiłbym mimo wszystko o konkrety. Który, w jakim przypadku.

  307. Kostka
    22 czerwca o godz. 0:53

    To musiało być bajeczne. Teraz wyobraź sobie inną bajeczność, może jeszcze większą: kilka osób, włóczących sie po meandrach bagiennej i ćcinnej Biebrzy, wśród jej rozlewisk i ruczajów, zupełnie poza cywilizacją, przez 10 dni gadających głównie po łacinie.

  308. wbocek
    22 czerwca o godz. 6:58

    Pombocku, zrobić coś prosto, logicznie, zrozumiale, biorąc pod uwagę różne pozycje, doświadczenia, spodziewania użytkowników tego czy owego, to jest na skraju niewykonalności.
    Tełoretycznie, mamy tzw. gospodarkę. Znaczy: jakiś uporządkowany system czegoś. Każdy w firmie wie co ma robić, po co, z kim, w jaki sposób, kolejności i tak dalej. I każdy tak wie, że co chwila się potyka o własne nogi albo sąsiada, co też wie co i jak.
    Niezborności, luki, zatory, dublowanie sie działań, działania bezsensowne, jałowe, stanowią wielką część życia przedsiębiorstw, nieraz większą niż działanie efektywne.
    Ździchu ma wielki problem z tym, żeby pojąć jak działa głowa Rycha. To co Ździchowi wydaje się jasne, dla Rycha jest niejasne. Co Rycho kapuje, tego Ździcho za cholerę nie kuma. A jak już się dwóch zejdzie, to bozia między nimi. I stąd te nieporozumienia.

  309. Tanaka
    22 czerwca o godz. 8:14

    Na tej właśnie zasadzie, Tanaczku, mi zmartwiona ponad miesiąc naprawiają. Na początku ocenili wstępnie, co jest do naprawy (zamoczyłem go, rzecz jasna). Przyjęli zlecenie, po czym naprawiacz poszedł na dwutygodniowy urlop, a zmartwion sobie leżał. Parę dni temu szukali poi hurtowniach elementu, którego nie mieli (na początku nie wiedzieli, że nie mają, dopiero na końcu) – nie znaleźli. Wczoraj mi powiedzieli, że mogą zrobić szybko, jeśli się zgodzę na wymianę całego modemu, tyle że wyjdzie drożej. Poszedłem do nich, żeby się pożegnać i się więcej nie widzieć, ale jak powiedzieli o takiej prędkości, zmiękłem. To, co miało kosztować 250 zł, będzie kosztować 460 zł. Niech żyje polski postęp! Zwłaszcza organizacyjny. Nic nie kosztuje.

  310. wbocek
    22 czerwca o godz. 7:51
    A nie chcę! I nie zmyślasz, tylko coś pokręciłeś i tyle. U mnie cały czas otwiera się tak samo – znaczy się nie otwiera jak nie jest niebieskie i trzeba skopiować. I przenieść do następnej zakładki w przeglądarce. Jak niebieskie to możesz skorzystać z prawego klika i opcji otwórz w…
    Może masz coś pokręcone w ustawieniach komputera, a to już nie te smarki, to już twoja działka.

  311. Tanaka
    22 czerwca o godz. 8:14

    Mówię, że wszyscy otwieraliśmy i otwieramy NIENIEBIESKIE z dodanym obowiązkowo apostrofem – jeśli się nie chce wylądować w moderacji. W starym laptopie dalej tak samo otwieram. A w nowym z windows10 – fifka. Ani mi w głowie uczyć się przed śmiercią idiotyzmów wymyślanych przez smarków zafascynowanych techniką i ge wiedzących o człowieku, który potrzebuje pewnej stałości, a nie co pół kroku zmian.

  312. Jasna cholera! Zaadresowałem do Tanaki to, co było do Ewy-J. Przepraszam oboje, idę się wieszać.

  313. Znane, stare, ale wciąż aktualne, więc trzeba nieustannie przypominać
    „Religia powstał wtedy kiedy pierwszy oszust spotkał pierwszego głupca” – Mark Twain

  314. pombocek

    Niestety, to co piszesz o tym, że otwierasz nieaktywne linki tak jak to opisujesz, przyjmuję „na wiarę”. Moje doświadczenie z siódemką i niezaniebieszczonymi linkami mówi mi co innego. Żeby zobaczyć, co pięknego wrzuciłeś ku napasieniu oczu, muszę kopiować link do nowej zakładki w przeglądarce. Podobnie mam w ósemce i dziesiątce. Ze świecącymi zupełnie inna sprawa. Tzn. na tym blogu.
    W Kociarni np. linki nie niebieszczeją, tylko pokazują się jako podkreślone. I nie świecą.

  315. Dopadla nas IT. I przegonila.

    Te Windowsy 7, 10, 124, to dinozaury. Popatrzcie co sie dzieje w Apple World. Tam, np., zdjecia robione iphonem juz w tej samej sekundzie laduja na skoordynowanym ipadzie i sa komputerowo segregowane wedlug dat i miejsc ich robienia. Z polskimi, na przyklad, nazwami miejscowosci. Czy innymi wloskimi miescowosciami nie do wymowienia angolom.

    GPS wszechobecne jest. I nawet nie przekreca juz nazw miejscowosci z lokalnych na wszechbylski angielski. Przekreci jak sobie tego zazyczysz. Jesli wiesz jak sobie tego zazyczyc. A jak nie wiesz, to ci smarki-programisci podpowiedza..

    A tak w ogole to fajnie jest. Im wiecej ramoli z mojego okolorocznika sie wykruszy, tym wiecej bedzie miejsca dla nowych pokolen. Tak, pokolen juz. Liczba mnoga. Prawnuczka mojego brata sypie grami na komputerze tak, ze mozg staje. Mozg brata, znaczy. Moj zreszta tez. I my mozemy naskoczyc tej Info Techno. W skrocie IT

    PS. J-E! Daj glos w tej sprawie. Miner dalej podciaga skarpetki?

  316. paradox57
    22 czerwca o godz. 8:55

    Paradoxie, trochę to licytowanie się na słuszności. A przecież każdy mówi o czymś realnym, u niego FUNKCJONUJĄCYM. I ja mówię o czymś realnym u mnie. Mam dwa stare laptopy z windowsem7, które otwierają niezniebieszczone linki z apostrofem, który przy zaznaczaniu linku trzeba pominąć. I mam nowy laptop z windowsem – szlag by go trafił – 10, który takich linków nie otwiera, muszę czekać na zniebieszczenie. Nie ma co pojedynczego, własnego doświadczenia uogólniać. Moje doświadczenie ze starymi laptopami nie jest pojedyncze – to na tym blogu zasada.

  317. Dodam takie uscislenie. Wazne dosyc.

    I-phone Appla, ktory posiadamy, jest niby donozaurem. Bo ma juz ponad 5 lat. A mimo to porozumiewa sie, automatycznie, z mlodszym o trzy lata I-padem.

    Po powrocie z Jewropy, kilka dni temu, ogladamy sobie teraz kronike naszych podrozy na komputerach nam dostepnych. Wszystko posegregowane przez IT, bez najmniejszego naszego udzialu. Takaja balszaja tiochnika

  318. wbocek
    22 czerwca o godz. 7:04
    dziekuję za piękny wschód słońca; otworzyłam niezaniebieszczony zaznaczając Twpoim sposobem cały link i klikając lewym klawiszem myszki. Pojawia się tabliczka (?) z napisem
    kopiuj
    przejdź do strony http…. i tu pojawia sie numer wzmiankowanego linku
    klikam w opcję :przejdź….i na górze, na pasku okienek pojawia mi sie zaznaczony link.
    Spróbuj w ten sposób, bo tez mam Windowsa 10.
    Z pewnością się uda 🙂

  319. cały link bez apostrofu, rzecz jasna trzeba podświetlić lub inaczej mówiąc-zaznaczyć lewym klawiszem myszy.
    I tak jesteś lepszy ode mnie, bo ja chciałabym zamieścic tu czasem zdjęcie pieknych okolicznosci przyrody, ale dotychczas w guglu czy innym systemie nie zarejestrowałam się.
    Ale za to uwolniłam Was od moich fotograficznych wypocin…

  320. Wszystko zas w celu ucieczki od okrutnosci dzieci. Tej wyniesionej z macicy jeszcze.
    Dzieki, Vero, spod Vera 19 czerwca o godz. 19:33. Bos to ty napisala:

    „Swego czasu był też program „Super Niania” w którym zdolna osoba potrafiła mocą egzekwowania prostych reguł zamienić wrednego bachora w układne dziecko, bez odczuć macicznych. (Dopóki nie wzięli się za to polscy spece od dzieci i TV, którzy polską metodą wszystko spieprzyli: Marna niania, marny rodzic, marny wynik, marny program. Odłóżmy to.) Może więc zamiast rozważań nad głębią macicznych odczuwań szanowny anumlik wziąłby raczej naukę z takiego programu w jakimś niepolskim wydaniu. Byłby wtedy nawet z tego jakiś pożytek. Zamiast rozważać jaki wpływ pamięć odczuć macicznych ma na mentalność młodzieży. Piszę o niani by pokazać jaką wartość ma całe to psychologizowanie.”

    Ja zas zapytam, pomocniczo:

    jak nam sie udalo wyewoluowac do stadium w jakim sie znajdujemy obecnie? Przez te wszystkie tysiace lat trwania teorii ewolucji Karola Darwina? I bez najmniejszego psychologizowania anumlikowego? No jak nam sie to udalo?

  321. Infantylnosc. Innego wytlumaczenia nie znam

  322. Niech mi to ktoś przetłumaczy proszę.
    „To polscy piloci patrolujący kraje bałtyckie odebrali sygnał alarmowy, kiedy w objętej międzynarodowej strefie powietrznej nad Bałtykiem pojawiły się niezapowiedziane rosyjskie samoloty „

  323. Pytanie niezorientowanego ignoranta: Czy oprócz RP istnieje jakiś inny kraj na Ziemi (tej Ziemi), który swoje samoloty rządowe opisuje również w obcym języku? O ile pamiętam, za PRL napis był po polsku. Bez wersji cyrylicznej. A teraz po lewej (patrząc w kierunku lotu) stoi po polsku, że to RP, a po prawej po niepolsku.
    Po pierwotne: Czy RP jest tak mało znana, że musi koniecznie w ten sposób się uwidaczniać? A gdzie duma narodowa? A gdzie wstawanie z kolan? A może chodzi o USA, których to szef mało kumaty w obcych sprawach, jak nie przymierzając JK?
    Po wtórne: Dlaczego po polsku jest po lewej stronie? Przecież teraz prawidłowa jest prawica.

  324. @Qba
    Trudno wymagać racjonalnego postępowania od rządu, który we własnym kraju zachowuje się gorzej od jakiegokolwiek okupanta.

  325. @Orteq
    Jak nam sie udalo wyewoluowac do stadium w jakim sie znajdujemy obecnie? Przez te wszystkie tysiace lat trwania teorii ewolucji Karola Darwina? I bez najmniejszego psychologizowania anumlikowego?
    Przeczytaj uważnie co anumlik napisał, co dodali do tego inni dyskutanci (a dodali sporo) oraz co na ten temat mieli i mają do powiedzenia psychologowie zajmujący się psychologią rozwoju małego dziecka oraz psychologią prenatalną. Potem możesz dodać coś od siebie, bo jak dotąd nie dodałeś nic, a – jak zwykle – masz za złe.

  326. konstancja
    22 czerwca o godz. 9:30

    Dziękuję, konstancjo, spróbuję. Tylko sama widzisz, jak komunikatywne i liczące się z człowiekiem są te nowości wymyślane przez smarków. Od dawna obserwuję szantaż i terroryzm producentów, którzy nigdy nie będą się kierować interesem użytkownika i ekologią, wprowadzając na przykład niektóre jednolite, obowiązkowe rozwiązania na całym świecie, jeśli się ich nie zmusi. Jak, weźmy, w obcym mi kulturowo samochodzie, w którym na całym świecie dźwignie i pedały służące do prowadzenia samochodu są w tym samym miejscu.

  327. konstancyjko umiłowana przed innymi, a inne – przed Tobą, a wszyscy – przed wszystkimi, zrobiłem w sam raz dla Ciebie i dla mnie link „Na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą” i spróbuję.

    https://plus.google.com/u/0/101580844869959615096/posts/9ZQbiLyfte1

  328. Znad drugiej kawy (po obsluzeniu pierwszej fali maili i telefonow i odstawienia potomka do szkoly)…

    @wbocek
    22 czerwca o godz. 0:54

    Oj tam, zaraz glupio. Mamy mamy i taty nieglupie na tym blogu wiec nikt tego osobiscie nie bierze. Podsylam Ci zdjecia z wczorajszego spaceru, niestety nie najlepszej jakosci bo zmartwionem ktory wariowal we wczorajszej niskiej chmurze i wilgotnosci, ktora byla wrecz widoczna w powietrzu. Ze srodka lasu zdjecia w ogole nie wyszly bo bylo za ciemno. To jest jeden z moich najblizszych spacerow grzybowych, dobry zeby wyskoczyc z kijami (wiem, wiem!) i rowerem na godzine wieczorem

    https://goo.gl/photos/hGDUdm5PVUqCoyL98

    @Tanaka
    22 czerwca o godz. 8:06

    Brzmi bajecznie, bo Biebrza jest bajeczna. Ale o czym oni po lacinie gadali przez 10 dni bo mnie zaintrygowales! 😉 O ile nie przerzucalis sie po lacinie nazwami zoczonych
    ptakow…

    @Ewa-Joanna
    22 czerwca o godz. 2:16

    Macie grzyby tez? Myslalam, ze w eukaliptusach bedzie za sucho?

  329. konstancja

    Konstancjo, bój się Boga prawdziwego, nigdy nie zrobię tego, co mi napisałaś. To bunt przeciwko obrzydłym już dla mnie smarkom. Prędzej rzucę w pis komputer. Zidiocenie gówniarzy pnie się na szczyty. 50 operacji dla otwarcia linku!!! To się nazywa postęp.

  330. @pombocek

    (jak juz Gospodarz link zaniebiesci cobys sie nie musial frustrowac)

    https://goo.gl/photos/n2sLzB1nKUifAyh98

    To pierwsze zdjecie to ostatnie łupy zeszłego pazdziernika (kurki na zdjeciu sa spod swierkow w tym przypadu) a dwa pozostale to mila niespodzianka pod koniec grudnia… 😉

  331. Kostka
    22 czerwca o godz. 11:47

    Kostko do pięknego fotkowania, nie do rzucania,

    już oglądnąłem na starym laptopie. Piękności. Z podobieństw do naszych okoliczności zejrzałem ścieżkę czerwoną wśród drzew i modrzewie. Nie martw się o jakość, jako i ja się nie martwię. Dla mnie fotki są dokumentem życia, czyli chwytaniem miejsc i chwil. A drugi link otworzę trochę później, bo muszę wyfrunąć z gniazda.

  332. @Kostka
    22 czerwca o godz. 11:28
    Mamy grzyby bo mamy lasy sosnowe – posadzone, ale jakims cudem nawet u mnie maślaki rosły. Nie wiem czy rosną, bo lasu już nie ma – dojrzał do wycięcia. Nowy rośnie, ale czy z maślakami to nie wiem. Ale są, w bardziej umiarkowanym klimacie, piękne rydze i pewnie dalej w Victorii to i treściwsze grzyby się trafiają.
    Te maślaki czasem od razy suszone rosną 🙂 Swego czasu zrobiłam sobie potężny zapas suszonych to na tym jadę, ale moja wyprawa na grzyby to tak 200 km w jedna stronę.
    A grzybków mamy w bród, tylko nie ma na kim testować… 🙂
    http://www.allcreativedesigns.com.au/pages/gallfungi.html

  333. wbocek
    22 czerwca o godz. 11:30
    bardzo, bardzo mi przykro, że się nie udało. Mnie się udaje bez pudła; cały link bez podanego na początku apostrofu kopiuję tak, jakbym chciała skopiować dane np teraz Twoje łącznie z datą nadania wpisu; on sie pojawia na niebieskim tle i wówczas klikam lewym klawiszem myszy: pojawia mi się tabliczka, o kótrej wyżej pisałam , na drugim miejscu po „kopiuj” pojawia mi się ten napis ….przejdź do http….i tu numery podanego linku. Klikam w ten napis i wszystko mi sie pojawia.
    Sama nadal się uczę tego windowsa 10, bo kiedyś mogłam sobie na pulpicie umieścić ikonki z róznistymi treściami, dziś musze grzebać w pierwszej ikonce w pasku narzędzi ( na samym dole, na czarnym tle). Wkurza mnie niemożebnie, bo opis jest z tych, które rozumieją informactycy, a co ja mogę sądzić o tym, co zawiera Zappos.com lub coś równie egzotycznego.
    …………………….
    Kostka
    piękne Twoje miejsce spacerowe, starodrzew, kwiaty leśne lub ogrodowo-leśne.
    A ja tu płaczę nad siedmioma drzewami ( wielkimi topolami) które właśnie w niedalekiej okolicy nam ścinają. Bedzie pustynia i nie wiem, czy posadzą nowe, bo teraz nie ma takiego obowiązku.
    A nawet, gdyby posadzono, za mojego życia nie zobaczę już ich w pełnej krasie.
    chlip, chlip….

  334. @konstancja 22 czerwca o godz. 12:51
    Chlip, chlip… arrrgh. Ja to bym tych ścinaczy….

  335. A co ja mam powiedzieć, kiedy w poniedziałek ścięto z powodu poszerzenia ulicy 40-letni klon o czerwonobordowych liściach. Znałem ten klon od małego drzewka. Ulica ma jakieś 6 m szerokości, prowadzi do dwóch górskich wsi, więc leży w gestii kantonu. Stosowne władze nie zgadzają się na rozszerzenie strefy 30 km/h do przejścia używanego przez dzieci idące do szkoły i wracające z niej w południe i późnym popołudniem. Uznano, że dla bezpieczeństwa przekraczających ulicę niezbędna jest wysepka na jej środku, a żeby zrobić wysepkę, trzeba poszerzyć ulicę, przesunąć chodnik, przesunąć hydrant i skrzynkę transformatorową, latarnię i skrzynkę na listy. Roboty na 2 miesiące, utrudnienia w ruchu na ulicy i z wyjazdami z posesji…
    Czy dzieciaki na wysepce między samochodami będą bezpieczniejsze? Zobaczymy. Jak dotąd, to na tym przejściu w ciągu ostatnich 35 lat została raz lekko potrącona staruszka z pobliskiego domu starców. Jego mieszkańcy jednak już od roku rezydują w innym miejscu.

    Gorąco… +33 w cieniu, a miejscami (Genewa, Bazylea) dochodzi do +36. Odżywiam się lodami i malinami
    https://goo.gl/photos/dPVeTAKriZ7TShLA6

  336. @paradox57
    W większości przypadków. Replikacja DNA kosztuje energię. Wpychanie się w różne m-ca może zaburzyć pracę komórki.

  337. @Konstancja, Tobermory

    Szkoda drzew, zawsze mówię że szkoda że nie mogą uciec:(

    A elemelki bardzo piękne, podziwiam szczerze. Ja tymczasem mam to – Jonasz, suchy, niekąpany, z 20 metrów.

    https://goo.gl/photos/2TuRqGf8skPZyxuZ7

    U mnie nawet zimna woda w kranie jest ciepła 🙁

  338. @NeferNefer
    U mnie nawet zimna woda w kranie jest ciepła.
    Nie dziwota. Masz do Tuska bliżej niż my.

    A elemelek cićny 😀

  339. NeferNefer
    21 czerwca o godz. 22:27
    Działasz prawidłowo, ale czy coś to da? Z ludźmi jest tak że dopiero gdy są pod ścianą zaczynają walczyć , lub całkiem się poddają.

  340. Szanowni!
    To może coś na przedłużony (o czwartek) weekend? Tanaka dowodzi, czego dowodzi nasza historia. I histeria. Są obrazki.
    Zapraszam
    JK

  341. anumlik – 10:42

    „Przeczytaj uważnie co anumlik napisał, co dodali do tego inni dyskutanci (a dodali sporo) oraz co na ten temat mieli i mają do powiedzenia psychologowie zajmujący się psychologią rozwoju małego dziecka oraz psychologią prenatalną. Potem możesz dodać coś od siebie, bo jak dotąd nie dodałeś nic, a – jak zwykle – masz za złe.”

    No dobrze juz dobrze, anumliku. Napisales bardzo pracowite wypracowanie i chwala ci za to. Ze Vera, oraz niektorzy inni, wybrzydzili odrobine na maciczne koneksje okrutnosci dzieci? A coz ja na to moge poradzic?

    Tak sie bowiem sklada, iz co poniektorym sie moze zaczac wdawac, ze prenatalny rodowod okrutnosci dzieciecej niezbyt lacno sie wpisuje w cywilizacyjna sprawczosc tej przypadlosci naszych milusinskich. Bo i taka teoria zostala zaproponowana, jesli dobrze rozumiem.

    Moje ‚miewanie za zle’ zas to nic innego jak moja osobista proba podjecia dyskusji. Owszem, z pozycji nieco innych niz tych obowiazujacych w TWA. Ale nie mniej, chec dyskusji a nie ‚miewanie za zle’. Miewanie komus czegos za zle slabo przylega do sympatii odczuwanej do danego kogos

  342. Tobermory
    22 czerwca o godz. 18:14

    Wróbelek standardowo śliczny. Ale czemu on się malinami i lodami nie pożywia? Nie podzielisz się z bratem mniejszym?

    Coż to za kolumna, w pąklach, bąblach i naroślach? Zdaje się, że celowo tak zostawiona, żeby z niej była jakaś żywa ściana, jak obecnie w pewnej modzie.

  343. Kostka
    22 czerwca o godz. 11:28

    Po łacinie gadali o wszystkim. Starzy przyjaciele. Były kiedyś porządne licea, w których porządni łacinnicy porządnie uczyli łaciny.
    Ja się już nie załapałem na porządną łacinę, chociaż chodziłem do porządnego liceum, tego samego co wcześniej porządnie łaciny uczyło.
    Zmiana programowa, zmiana cywilizacyjna.
    Więc się łaciny samemu nieco poduczałem, głównie aurea dicta
    Stąd też nie byłem partner do rozmowy, coś łapałem, o czym mowa, co raz się wtrącałem z jakim złotym słowem, co wzbudzało aplauz u wyrozumiałych i co czas jakiś miałem sprawozdanie o czym dyskusja się toczyła.

  344. @paradox57
    Każdy. Podstaw sobie dowolny.