Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

17.05.2017
środa

Japiszony zamykają się w szafie

17 maja 2017, środa,

Analiza Foucaultem nie wystarcza – oznajmiła moja facebookowa koleżanka podsuwając (nie tylko mi) do przeczytania artykuł z najnowszej „Krytyki Politycznej” odsłaniający nowy mechanizm analizy stosunków społecznych: Ehrenbergiem mianowicie ten mechanizm naoliwiony został.

Społeczeństwo współczesne nie jest już Foucaultowskim społeczeństwem dyscyplinarnym złożonym ze szpitali, domów dla obłąkanych, więzień, koszar i fabryk – omawia w artykule „Społeczeństwo zmęczenia”, filozofię Ehrenberga Byung-Chul Han, filozof kultury i wykładowca na Universität der Künste w Berlinie. – Jego miejsce już od dłuższego czasu zajmuje inne – społeczeństwo klubów fitness, biurowców, banków, lotnisk, centrów handlowych i laboratoriów genetycznych. Społeczeństwo XXI wieku nie jest już więc społeczeństwem dyscypliny, lecz społeczeństwem osiągnięć. Jego mieszkańców nie nazywamy już „podmiotami posłuszeństwa”, lecz podmiotami osiągnięć. To menedżerowie samych siebie. Mury instytucji dyscyplinarnych, które odgradzały normalne od nienormalnego, wydają się dziś anachroniczne. Foucaultowska analityka władzy nie jest w stanie opisać zmian psychologicznych i topologicznych, jakie dokonały się w związku z przejściem od społeczeństwa dyscyplinarnego do społeczeństwa osiągnięć. Używane często pojęcie „społeczeństwa kontroli” również nie oddaje tych zmian; zawiera w sobie wciąż zbyt wiele negatywności.

Społeczność klubów fitness, zarabiająca na chleb, jachty i sportowe samochody pracą w bankach i laboratoriach genetycznych, to inaczej Young Urban Professional – jak się z angielska określa japiszonów. I oni, ci Yupiess się wypalają. Foucaultowskie społeczeństwo dyscyplinarne, które według Byung-Chul Hana, poprzez swoją „negatywność” generuje szaleńców i przestępców, zmienia się na naszych oczach w społeczeństwo osiągnięć, które – również poprzez „negatywność” (własną i odrębną) – produkuje ludzi z depresją i nieudaczników.

Alain Ehrenberg – bo do niego w końcu doszliśmy – depresję, głównie japiszonów – wrysowuje w ich niedostosowanie do zmieniającego się procesu: przejścia od społeczeństwa dyscyplinarnego do społeczeństwa osiągnięć. Ehrenberg przedstawił tę myśl (w Das erschöpfte Selbst. Depression und Gesellschaft in de Gegenwart) tak oto: Kariera depresji rozpoczyna się wówczas, kiedy dyscyplinarny model sterowania zachowaniem, który w autorytarny sposób – metodą zakazów – przypisywał odpowiednie role klasom społecznym i obydwu płciom, ustępuje na rzecz normy, która nakłania każdego do powzięcia osobistej inicjatywy: zobowiązuje nas do bycia sobą (…). Człowiek w depresji jest nie w formie, jest wyczerpany wysiłkiem stawania się sobą [tłumaczenie Michała Sutowskiego].

„Wyczerpanie wysiłkiem stawania się sobą”. Czy już czegoś takiego nie słyszeliśmy? Nie przerabialiśmy? Ba, czy nie daliśmy temu przemądremu stwierdzeniu odpowiedniego dla rzeczy słowa?

Daliśmy, a raczej dawaliśmy – choć zawsze ciut inne, w zależności od czasu i zewnętrznych uwarunkowań oraz ról, jakie w różnych epokach odgrywały płcie i klasy społeczne. Pierwsze z tych określeń, jakie mi się pod klawiaturę nawija, to

antynatalizm.

Sofokles w „Edypie w Kolonie”, tak „wyczerpanie wysiłkiem stawania się sobą” ujmuje – wkładając ową myśl w słowa chóru: Nie urodzić się, człowieku, to najwyższe, największe słowo. A jeśliś ujrzał światło dzienne, to za najlepsze miej odejść najszybciej tam, skąd przyszedłeś.

Od czasów Sofoklesa po dziś dzień, setki pisarzy, filozofów i twórców Kościołów oraz sekt w różny sposób akcentowało swój antynatalizm. Buddyzm, różne odmiany manicheizmu, egzystencjalizm – by wymienić te najważniejsze – podbite były także materią „wyczerpywania się wysiłkiem stawania się sobą”. Na polskim podwórku najpełniej wyraził to Mieczysław Jastrun w „Wolności wyboru”: Czy byt w całym wszechświecie musi być połączony z nieustannym ryzykiem, czy musi być jak mieszkanie z wymówieniem o każdej porze, czy nie można pomyśleć egzystencji opartej na bardziej trwałych podstawach, mniej ograniczonej, mającej wiedzę o wiele mądrzej pomyślanego wyboru? – pyta Jastrun. – Tego rodzaju myśli istoty rozumnej opierają się na potocznej logice myślenia, nie uwzględniają możliwości innej, że bytu nie należy w ogóle rozważać w kategoriach logiki i konieczności, ale może być rozważany w kategoriach absurdu, braku logiki i wrogiej konieczności. Trudność pogodzenia się ze śmiercią nie musi wynikać z przywiązania do życia, z niedosytu tak wielkiego, że istota, raz powołana do istnienia, pragnęłaby żyć wiecznie lub nie rodzić się wcale. To zresztą nie jest bynajmniej pozbawione sensu, przeciwnie, wydaje się bardziej sensowne niż całe to ogromne przygotowanie do krótkiego życia. Istota rozumna – tak może się nam wydawać – powinna mieć prawo wyboru śmierci, ale nie powinna podlegać zdeterminowanemu wyrokowi śmierci, nie powinna być skazańcem.

Katarzy (a wraz z nimi Bogomile, Albigensi i całe tabuny dualistów), uważając, że skoro jesteśmy dziećmi gorszego boga – demiurga znaczy – możemy spokojnie zejść z tego świata nie przyjmując pokarmów. Nie wszyscy jednak nadawali się na „perfektów” (perfecti to doskonali u Katarów) i nie każdy na takie samounicestwienie się decydował. Większość starała się jednak przeżyć to, co bez ich woli ich rodzice im zafundowali.

Przeżywali więc (i przeżywają), aż do wypalenia się. Jedni silniej, bo aż w „dwubiegunówkę” wpadając i kończąc w psychiatryku albo na stryczku przez samego siebie zadzierzgniętym na szyi, inni wyłączając się z aktywności, a jeszcze inni lądując w szafie, jak japońscy

hikikomori.

W połowie lat 80. dr Tamaki Saito, psychiatra z Tokio, terminem hikikomori określił zjawisko wycofania. Uznał, że ma do czynienia nie z problemem psychiatrycznym, lecz społecznym i masowym. Syndrom wycofania atakuje bowiem co roku miliony ludzi i to nie tylko w Japonii, ale na całym świecie.

Różnica między japońskimi hikikimori, a opisanymi przez Ehrenberga japiszonami nieprzystosowanym do wzięcia odpowiedzialności za siebie i zdania się na swoją inicjatywę, bez nakazów i zakazów społeczeństwa dyscyplinarnego, jest taka, że japońscy wycofańcy to młodzież licealna, która nie jest w stanie podołać wyścigowi szczurów, jaki im funduje system edukacji przygotowującej do kariery za wszelką cenę, a europejscy Yupiess to ludzie (już) sukcesu. Bankowcy, menedżerowie, projektanci marsjańskich łazików, sprzedawcy oper mydlanych w Hollywood, producenci tych oper wreszcie. I jedni, i drudzy nie są zdolni do przekroczenia samych siebie. Ci od Ehrenberga jednak sami sobie gotują swój los, ci od Tamaki Saito poddani są presji otoczenia.

Podmiot osiągnięć jest wolny od zewnętrznej instancji panowania, która zmuszałaby go do pracy czy wyzyskiwała w sposób bezpośredni. Jest panem i władcą samego siebie. W tym sensie nie jest podporządkowany, ewentualnie samemu sobie. Tym właśnie różni się od podmiotu posłuszeństwa – pisze Byung-Chul Han. – Upadek instancji panowania nie prowadzi jednak do wolności, powoduje raczej stopienie się wolności i przymusu. Wówczas podmiot osiągnięć ulega wolności przymuszającej czy raczej wolnemu przymusowi maksymalizacji osiągnięć. Nadmiar pracy i osiągnięć przeradza się w samowyzysk. Jest on bardziej wydajny niż wyzysk zewnętrzny, gdyż łączy się z poczuciem wolności. Wyzyskujący jest jednocześnie wyzyskiwanym, a więc sprawca i ofiara nie dają się już od siebie odróżnić. Ta autoreferencyjność generuje paradoksalną wolność, która na gruncie immanentnych jej struktur przymusu zamienia się w przemoc. Choroby psychiczne społeczeństwa osiągnięć to właśnie patologiczne manifestacje tej paradoksalnej wolności.

 

* * *

Zostawmy na boku problemy zachodnich samo się zatrudniających wyzyskiwaczy samych siebie – bez względu na płeć wyzyskiwanego oraz klasę społeczną, z której się wywodzą – i spójrzmy na prawdziwie wykluczonych. Wykluczonych przez system, hierarchię, płeć, stosunki społeczne i pozostawanie w uścisku takich staroci kulturowych jak feudalna zależność pracowników od pracodawców oraz parafian od proboszczów, co jest udziałem tysięcy wykluczonych w kraju nad Wisłą.

Aby to zrozumieć, trzeba się cofnąć do pierwszych lat naszej tzw. transformacji. Do wypierania ze świadomości decydentów (od wójtów i burmistrzów dopiero co wybranych w pierwszych wolnych od kilku dziesiątków lat wyborach, do wojewodów i ministrów, z premierem na czele) tego, że poza peletonem tych, „którzy swój los wzięli w swoje ręce”, pozostali ci, którzy los swój wiązali zawsze z jakąś władzą: dyrektorem fabryki, brygadzistą, szefem PGR-u czy naczelnikiem gminy – o proboszczach nie zapominając. W tym miejscu proponuję zastąpić analizę społecznych przemian narzędziami Ehrenberga, analizą Girarda.

René Girard, historyk, krytyk literacki, antropolog i filozof, wprowadził do powszechnego użytku pojęcia takie jak „kozioł ofiarny” oraz „mimetyczny łańcuch zbrodni wywołany mordem/grzechem założycielskim”. Roztrząsać znaczenia pojęcia „kozioł ofiarny” nie zamierzam, zakorzeniło się ono w naszej kulturze (nie tylko dzięki Girardowi) wystarczająco silnie. Pojęcie drugie zaś, a szczególnie tę część, która określona została przez Girarda mianem „grzechu założycielskiego”, jak ulał pasuje do naszych rozważań o wykluczonych po 1989 roku.

To bowiem, co dla jednych było szansą na samorealizację – poprzez handel, produkcję, uprawę ziemi pod truskawki, hodowlę świń i indyków, innymi słowy: przejściem z państwowego na własne – dla innych stało się przekleństwem. Wypadnięciem z utartych od lat kolein, którymi poruszali się jak automaty ci, co nie chcieli i nie umieli brać swego losu w swoje ręce, przyniosło – dla tysięcy, ba, setek tysięcy ludzi wyrzucenie na bruk z zamykanych, nierentownych fabryk-gigantów oraz (na zielną trawkę) pracowników PGR-ów – poczucie odrzucenia/wykluczenia. Niektórzy się dostosowali, wielu, bardzo wielu nie potrafiło. Nasz, rodzimy, nadwiślański „grzech założycielski” pierwszych lat ostatniej dekady ubiegłego wieku (i tysiąclecia), nosi imię – brak rzeczywistej pomocy dla wykluczonych. Nie odpraw w wysokości kilku czy nawet kilkunastu pensji, nie propozycji udziału w spółkach pracowniczych, ale długofalowego programu dostosowania się tych, którzy nie są przebojowi, do nowych – znanych w ówczesnej Europie – warunków. Zgodnie z zasadą: zwracaj zawsze uwagę na najsłabszego w grupie. U nas ci najsłabsi zostawali najczęściej „zostawiani w śniegu”.

Przykładów nie będę podawał, pisano już na ten temat wielokrotnie, okres pierwszych lat transformacji poddawano analizie socjologicznej, ekonomicznej, psychologicznej i historycznej. W piersi (własne i cudze) bili się ówcześni decydenci – z premierami i ministrami włącznie. Ale mleko się rozlało i nikt z powrotem do butelki go nie wleje. I to skisłe mleko pozostawiono obecnie nam wszystkim do wypicia.

Okres „kiśnięcia mleka” można by – za Girardem – nazwać okresem grzechu założycielskiego polskiej transformacji. W sposób niemal klasycznie Girardowski doszło do zaistnienia tego, co francuski antropolog nazywa zjawiskiem mimetycznym, czyli mechanizmem stanowiącym siłę napędową działań ludzkich prowadzącym niemal zawsze do kryzysu społecznego. Zjawiska mimetyczne (czyli – trywializując – pożądanie żony oraz rzeczy bliźniego swego), zauważa Girard, są fundamentem życia społecznego. Ponieważ jednak co jakiś czas kulturowe środki prewencyjne (kodeksy postępowań i zachowań stanowiące zespół norm prawnych) zawodzą, do głosu dochodzi „mimesis konfliktogenna”, która wymyka się spod kontroli i dochodzi do kryzysu objawiającego się konfliktami pomiędzy „społecznością sytych” a „społecznością głodnych” (w naszym przypadku – wykluczonych).

Aby doszło do mimetycznego kryzysu, który niejednokrotnie kończy się uruchomieniem mimetycznego łańcucha zbrodni, niezbędne jest sacrum. Jak pisze Girard w książce „Sacrum i przemoc”: Sacrum jest hipotezą ludzkiego umysłu, który widzi, że przekraczają go zewnętrzne – jak mu się wydaje moce. Ta wyobrażona moc dla jakichś nieznanych mu racji, czyni co chce z całą wspólnotą. Do obudzonej przez sacrum świadomości mocy pochodzącej z zewnątrz dochodzi zazwyczaj mechanizm rytualizacji zachowań „społeczności głodnych”. Rytuały – według Girarda – najpierw kreują sytuację kryzysu mimetycznego, tym samym uprzedzając to, co mogłoby się wydarzyć, a następnie reżyserują jej rozwiązanie poprzez złożenie ofiary lub substytutu ofiary.

Krok po kroku doszliśmy – od grzechu wykluczenia ze „społeczności sytych” w pierwszych latach polskiej transformacji „społeczności głodnych” – do substytutu ofiary, która poddana została rytuałowi sakralizacji. Doszliśmy do

sekty smoleńskiej.

Z rytuałem łączy się mit, który utrwala w świadomości społeczeństwa obraz kryzysu mimetycznego, przechodząc w chwili mordu założycielskiego w religię. Sakralizuje ofiarę jako założyciela sekty, której odtąd będzie – jako mit – służył. Jak pisze Girard we wspomnianej już książce „Sacrum i przemoc”: W prymitywnej religii i w tragedii mamy tę samą, podstawową zasadę, zawsze jednak ukrytą. Porządek, pokój i urodzaj opierają się na różnicach kulturowych. Ale to nie różnice, tylko ich zanik powodują szaloną rywalizację, walkę do końca między członkami tej samej rodziny lub tej samej społeczności.

Tyle René Girard. Czas na Jarosława Kaczyńskiego i szamana smoleńskiej religii Antoniego Macierewicza, którym wypadek lotniczy 10 kwietnia 2010 roku o godz. 8:41 naszego czasu wprowadził do ich sposobu widzenia świata „sacrum wykraczające poza zewnętrzne dla nich moce”.

I na nic zda się logiczne tłumaczenie wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku, że wypadek pod Smoleńskiem był „tylko” katastrofą samolotową – fakt, tragiczną – spowodowaną splotem okoliczności tromtadracko bałaganiarskich à la polonaise. Katastrofa smoleńska była, musiała być zamachem na najwyższego rangą przedstawiciela „społeczności głodnych”, którą perfidnie przeprowadzili przedstawiciele „społeczności sytych”, przy pomocy obcego, wrogiego nam mocarstwa. Za pomocą trotylu, bomby paliwowo powietrznej (niepotrzebne skreślić) oraz mgły smoleńskiej. Fakty pokazują, że było inaczej? Tym gorzej dla faktów.

Rytuały odprawiane w każdą miesięcznicę smoleńskiej katastrofy pod Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie dostarczają już coraz mniej paliwa dla wahających się, czy uznać, że prezydent Kaczyński wraz z 95 osobami zginął w wyniku zamachu. Ostatni (z 12 maja br.) sondaż przeprowadzony na okoliczność miesięcznic pokazał, że 74 proc. Polaków uważa, że PiS powinien przestać organizować miesięcznice, 14 proc. jest za ich organizacją, a 12 proc. badanych jest niezdecydowanych. Wiara w sam zamach także dramatycznie wśród Polaków topnieje. Od czego jednak szamani, aby mit założycielski „dobrej zmiany” podtrzymać.

Szamani z „Gazety Polskiej”, mający w całej Polsce swoich zastępców – wiceszamanów – stanowiących ideologiczny trzon smoleńskiej sekty w postaci Klubów Gazety Polskiej, postanowili po ostatniej miesięcznicy – w dniu 10 maja br. – pójść na całość. Na konfrontację, znaczy. Pretekstem stała się przepychanka pomiędzy uczestnikami rytualnych modłów pod Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie, a Obywatelami RP, których nie dało się zatrzasnąć w paragrafie zakazującym im – Obywatelom RP – kontrmanifestacji, który to paragraf uchylił warszawski sąd. Mimo oddzielającego obie manifestacje kordonu policji, w tłum smoleńskich sekciarzy wmieszało się kilka osób z białymi różami w rękach. Jarosław Kaczyński, gdy białoróżowców z poziomu swojej drabinki dostrzegł, nazwał ich nienawistnikami, a same białe róże symbolem nienawiści i głupoty. W przepychance róże zostały zdeptane, a jeden ze smoleńczyków oberwał ponoć w papę. Czy uderzył go Obywatel RP, czy jest to wymysł smoleńczyka – opinie są różne. Sam moment uderzenia nie został nagrany przez żadną „komórkę”, mamy zatem słowo przeciwko słowu. Poszkodowany to znany (i dotychczas ceniony) działacz opozycji z okresu „Solidarności” i stanu wojennego, będący jednocześnie honorowym konsulem Czeczenii Adam Borowski, który jest także – co ważne – przewodniczącym warszawskiego Klubu Gazety Polskiej. Nic lepszego niż ów „plaskacz” na buzię tak zacnej persony, plaśnięty przez nienawistnika z białą obywatelską różą, dla smoleńskiej sekty nie mógł się trafić. Kolejny święty do panteonu świętych smoleńczyków.

„Apel o potępienie działalności »Obywateli RP«!”, który zainicjowała w kilka dni po tym wydarzeniu (15 maja br.) „Gazeta Polska” przyniósł kilkaset podpisów potępienia. Potępiający to działacze Klubów Gazety Polskiej oraz powiązani z PiS-em politycy i dziennikarze. Znalazłem w podpisach nazwiska osób, których o takie „potępienie” bez żadnych podstaw do potępienia bym nie posądzał. Pytanie, jakie się nasuwa, jest jedno. Cui bono? I do czego to „potępienie” przygotowuje? Czy aby nie do fizycznego (za pomocą „środków odosobnienia”) wyeliminowania z jakichkolwiek form protestu tych kilku, kilkunastu osób, które dotychczas spokojnie wyrażały swoje zdanie o „dobrej zmianie” oraz sekcie smoleńskiej?

W apelu możemy przeczytać, że: Grupa osób występująca pod sztandarem „Obywatele RP” po raz kolejny w ostatnich dniach dopuściła się ataku na legalne zgromadzenie, jakie 10 dnia każdego miesiąca ma miejsce przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Uczestnicy miesięcznicy upamiętniającej ofiary katastrofy smoleńskiej byli lżeni, pobity został Adam Borowski, legendarny opozycjonista z czasów PRL, szef warszawskiego „Klubu Gazety Polskiej”.

Obserwowałem kilka zgromadzeń sekty smoleńskiej oraz legalnych kontrzgromadzeń Obywateli RP. Oddzielonych od siebie kordonem policji. Ani razu nie dostrzegłem ataku, agresji ani lżenia ze strony Obywateli RP. Smoleńczycy wykrzykiwali za to pod adresem Obywateli obelżywe hasła co miesiąc. Rzucali w nich kamieniami, pluli na nich i usiłowali wyrywać z ich rąk transparenty z cytatami słów Lecha Kaczyńskiego, w których to cytatach wyrażone było poparcie Prezydenta RP do demokracji, prawa i Trybunału Konstytucyjnego. Podczas jednej z takich zadym pocięli (od tyłu) czymś ostrym płaszcze i kurtki Obywateli RP. Policja na te agresywne działania smoleńczyków nie reagowała. Zareagowała po ustnej skardze Adama Borowskiego, że został uderzony w twarz przez jednego z „napastników” drugiej strony. Zareagowała błyskawicznie, aresztując „podejrzanego” i pakując go na kilkanaście godzin do „dołka”, w komisariacie na Wilczej. W kilka dni po tym incydencie, w „Gazecie Polskiej” ukazał się apel: do środowisk opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej oraz do dziennikarzy i publicystów, a także osób mających wpływ na kształt opinii publicznej o jednoznaczne potępienie zachowań osób, przedstawiających się jako środowisko „Obywatele RP”.

Czy poza potępieniem wyrażonym imieniem i nazwiskiem członkowie smoleńskiej sekty oczekują czegoś więcej? Czy – mówiąc otwartym tekstem – zerwane zostanie następne ogniwo „mimetycznego łańcucha”, o którym pisał René Girard? Mieć należy nadzieję, że nie.

 

 * * *

Czy antypisowska opozycja to Yupiess, w rozumieniu Alaina Ehrenberga? To pytanie prześladuje mnie od chwili, kiedy przeczytałem w „Krytyce Politycznej” artykuł Byung-Chul Hana. Czy w Polsce w ogóle da się odnaleźć ludzi, którzy mają problemy z przejściem od społeczeństwa dyscyplinarnego do społeczeństwa osiągnięć? – mówiąc językiem niemieckiego publicysty. Czy raczej nie powinniśmy mówić o ludziach, którzy mają problemy z przechodzeniem od społeczeństwa jakiej takiej normalności, do społeczeństwa obozów pracy i więzień dla niepokornych? Ot, takich jak Obywatele RP. Trawestując tytuł mojego felietonu, zadam pytanie inne: Czy polskie japiszony nie powinny obawiać się zatrzaśnięcia w szafie zamykanej od zewnątrz, nie od środka? Zamknięcia nie z ich woli dokonanego?

anumlik

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 180

Dodaj komentarz »
  1. @anumliku

    Qruca BOMBA! Ale pieknie pieprzysz @anumliku.

    Zapytam sie klasykiem: „Ale o co sie rozchodzi?”

    Ja czytalem. Wiekszosc jak mniemam zrozumialem, ale choc jak mniemam zrozumialem, to nie zrozumialem tego, o co sie Tobie rozchodzi?

    No mozliwe jest, ze ja zwyczajnie, glupi jestem… I wtedy wszystko jasne! Bredze! I „mondrego” udaje, piszac, ze nie rozumiem, o co sie AUTOROWI rozchodzilo …

    Buzka!
    (tez klasykiem)

  2. @anumlik

    Czy mozesz jasniej, bez uciekanie sie do parareli i metafor, w paru zdaniach napisac, co chciales powiedziec?

    Bede ja i jak mysle reszta blogowiczow tez, zwyczajnie wdzieczny, za to ze dasz mi/nam szanse odniesienia sie…, bo jak na razie, to sie nie za bardzo orientuje w tym o co sie rozchodzi i dlaczego…

  3. Jako opcje „ratunkowa” mozna uznac mozliwosc, ze @anumlik „wielkim poeta jest!” i milczaca akcpetowac fakt, ze na naszym Obywatelskim Blogu, sie wieszcz kolejny, wzial i objawil…

    Nikt go nie rozumie!
    Ale wszyscy,swiadomie, czy nieswiadomie, wielkosc wieszcza czujemy i doswiadczamy…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @lonefather, z godz. 21:26
    Mógłbym łopatologicznie napisać (na przykład w PS), że polskie intelektuały lewicowe, skupione wokół „Krytyki Politycznej” mogłyby się bardziej skupić na naszych, rodzimych problemach związanych (a rebours) z przejściem od społeczeństwa dyscyplinarnego, do społeczeństwa osiągnięć, zamiast intelektualnie roztrząsać rozterki zachodnich Japiszonów. Ale skoro piszesz, że „rozumiesz o co się autorowi rozchodziło”, to PeeSów nie będzie.

    Dziękis wielkis za dobre słowo, Dobry Człowieku 🙂

  6. Anumlik omówił teorie Ehrenberga i Byung-Chul Hana. Czy w Polsce w ogóle da się odnaleźć ludzi, którzy mają problemy z przejściem od społeczeństwa dyscyplinarnego do społeczeństwa osiągnięć
    w rozumieniu Alaina Ehrenberga – zapytał anumlik.

    Modele socjologiczne, na które powołuje się anumlik, są tak subtelne, bezparametryczne, finezyjne, oparte na nowych definicjach, że moim zdaniem do tak wulgarnego zjawiska jak lans religii smoleńskiej są ni przypiął ni przyłatał, nie nadają się. Odrębność, specyfika procesów zachodzących w Umęczonej nie poddaje się wyszukanym analizom. Tu trzeba łoma, szpadla i cepa.
    Pzdr, TJ

  7. @lonafether
    Nie rozumiesz. Trudno. PS sobie przeczytaj. Zwróciwszy szczególną uwagę na ten fragment, który mówi o problemach, jakie zaprzątają polską lewicę, w jej intelektualnym wydaniu. My Foucaultem już nie leciem, od dziś leciem Ehrenbergiem. Ani jeden, ani drugi do analizy tego, co przez polskie gumno się przewala, w ogóle się nie nadaje. Co usiłowałem wykazać na przykładach.

  8. @tejot
    Dzięki za łom, szpadel i cep. Rety, jak my daleko od tego zachodu są 🙁 Nie tylko ilością kasiory w karmanach. Także metodami, którymi intelektualne mądrale się posługują.

  9. Przepraszam, anumlik nie powołuje się na modele socjologiczne, tylko cytuje odniesienia się do nich autora z Krytyki Politycznej.
    Pzdr, TJ

  10. @anumlik

    Nie obrazaj mnie i mojej i mojej inteligencji (swiadomie 2x powtorzone) skwitowaniem, ze „dzieks, Dobry Czlowieku””.

    Ja, wyobraz sobie nie jestem, zadnym „Dobrym Czlowiekiem”. Jestem, jesli juz, to Myslacym Czlowiekiem. I mysle sobie tak, ze dobra mysl miales, ale ja zagadales swoim oczytaniem i swoja wlasna erudycja…

    Pogrzebales zagadaniem, wazki problem. Problem calkiem slusznie zauwazony i umotywowany.

    „Ratowac” temat mozesz juz tylko tlumaczeniami, jak chocby tymi do mnie pisanymi.

  11. @anumlik

    A moze potrzebujesz zwyczajnie pomocy?

    Nie wiem jak @tejot, ale ja, bardzo chetnie Tobie pomoge… Wystarczy jedno slowo i sie na pomoc rzuce… Tylko jem te slowo, wypowiedz! Znaczy sie napisz i nie zostawie Cie samego z tym co Twoj jakze sluszny wstepniak „wypichcil”…

  12. je – nie „jem” powyzej… (lol)

  13. @anumlik

    … bo rozumiem, co miales na mysli i o co sie w Twojej glowie rozchodzilo, tylko sie niedokladnie napisalo…

    (Sam tak mam, wiec wiem, jak to bywa.)

  14. @lonefether
    Te cholerne erudyty tak mają. Zagadują oczytaniem, w przeciwieństwem do tych, którzy zagadują plotkami. Ale dobrze, że zauważyłeś problem – słusznie (hy,hy) zauważony i umotywowany. A pisząc poważnie. Nie będę używał cepa, łomu i szpadla, mając do dyspozycji subtelniejsze narzędzia. Choćby analizę (nieocenionym na takie okoliczności) Girardem.

  15. @anumlik
    17 maja o godz. 22:07
    jak i występny wstępniak

    Dzięki za wiele informacji. Dobrze wpisują się w moją teorię braku rozsądnych teorii społecznych. Co rok, to inna wersja tych samych dywagacji. Trochę sztuka dla sztuki, bo życie i tak robi po swojemu.

    Twój tekst jest – według mnie – dobrze skonstruowany i przejrzysty, pomimo znacznej ilości informacji. Jednakowoż przeniesienie tezy na koniec wywołuje pytania typu: A tak właściwie o co chodzi?
    Rozumiem, iż pisujesz głównie dla siebie, porządkując tym sposobem swe rozliczne wiadomości. Proszę o jeszcze.

  16. anumlik z 17 maja o godz. 22:07

    A po co sie „czaisz”, ze sie z glupia frant zapytam, zamiast zwyczajnie walnac cepem przez durny leb….?

    Jak nie przymierzajac bez „pol litra nie rozbieriosz”… tak i bez cepa „przez leb”! … nikaki nie rozbieriosz…

    I co tu „dumat'”, kak wsio jasna…

    Cep, ili pol litra, za odnogo …

    (rusycystow przepraszam…. )

  17. OK!

    Zeby nie bylo, ze sie tylko autora czepiam, a sam niczego konstruktywnego nie wnosze, to prosze…:

    „Dyscyplinarnosc”, czy „osiagalnosc” nie jest problemem zaprzatajacym umysly Polakow. Bo nie sa Polacy, ani „dyscyplinarni”, ani nie sa „osiagajacymi” w powszechnym tego slowa znaczeniu. Zeby cosik w Polsce „osiagnac”, Polak musi sie znizyc, czy ograniczyc samo, do „dyscyplinarnosci”.

    Ukorz sie, a bedzie ci dane …

  18. Jest kilka wątków, skupię się na jednym. Depresja (prawdziwa, endogenna ) jest zjawiskiem biochemicznym, mało zależnym od otoczenia. Problemy adaptacyjne również mogą przybierać postać depresji lub innych zaburzeń. Leki przeciwdepresyjne tutaj też poprawiają nastrój i dlatego rejestrowanych depresji jest coraz więcej . Jeśli wszystko zależy od ciebie i nie ma sukcesu, to jesteś winien.To nie poprawia nastroju. Ambicje mogą zniszczyć. Ale może nie wszystko zależy od ciebie – są inni, którzy są winni twego niepowodzenia. Tu miejsce dla tych, którzy wskażą winnych.
    Nie wiem, co myślał chłop pańszczyźniany harując dla Pana. Może nie miał czasu na depresję.

  19. Stachu39 z 17 maja o godz. 23:14

    Ja pierdziele, ale napisales!!!!
    Ale wiesz co?
    Jakos mam w zadku panszczyznianego i co sobie kombinowal…

    A wiesz dlaczego?
    O nie!
    Nie dlatego, ze mnie to „wali”!
    Tylko dlatego, ze brak mi materialow do refleksji, czyli przmyslen i dlatego, ze podejscie „panszczyznianego”, nie jest tematem rozwazan @anumlika.

  20. Niech żyją inteligentni erudyci! I co by ich nie ubywało, że podeprę się miszczem Młynarskim, którego piosenkę dedykuję autorowi japiszoów z szafy, zacnemu @anumlikowi na dobranoc.
    https://www.youtube.com/watch?v=zV52uufxWSQ

  21. mag
    17 maja o godz. 23:43

    Niech ZYJE Barok!
    Czyli inteligentna erudycja…, w sztuce!

    @droga mag,

    Ja wiem.
    Ty wiesz.
    Kurna chata z kraja… Blagam, prosze… zastanow sie troszke… Chocby tak jak sie sam @anumlik zaczal zastanawiac. Bo problem nie jest w „erudycji”, choc ja wypunktowalem, ale w procesie, na ktory @anumlik wskazal…

    I nie „barok” wypunktowany, ale proces jest problemem. „Barok” erudycyjny zaciemnil niestety proces, co jak mialas okazje czytac, sam autor, tez zauwazyl…

    Buzka!

  22. Dzięki, @mag, za Młynarskiego. Tym kodem (polskich inteligentów z peerela) posługiwaliśmy się bez stawiania kropek nad „i”, bez nachalnych puent, bez cepa, łomu i szpadla. Tej peerelowskiej inteligencji, rodem z Kabaretu Starszych Panów, „Dudka”, Piwnicy pod Baranami, Agnieszki Osieckiej, samego miszcza Młynarskiego wreszcie, nie zastąpią żadne socjologiczne erzace. Ten kod albo się pamięta, albo nie. The rest is silence.

    Dobranoc, ojczyzno, czas na sen 😉

  23. @anumlik – jak zwykle jestem pod wrażeniem. Wątków jest wiele, jak przystało na kompulsywnego erudytę 😉 ale dokąd Twój tekst prowadzi? Bardzo słusznie, do naszych… baranów.

    No to spróbuję zmobilizować leniwe zwoje: przejście od „społeczeństwa dyscypliny” do „społeczeństwa osiągnięć” to dość wygodny koncept, który w polskiej rzeczywistości znajduje swoje bezpośrednie zaprzeczenie. Jedyny „atut” obecnej waaadzy polega na wirtualnym dowartościowaniu tych, którzy poczuli się pozostawieni z boku i spostponowani przez „społeczeństwo osiągnięć”, czyli społeczeństwo promujące zaradność, niezależność i sukces materialny w kapitalistycznym wydaniu. Owo „dowartościowanie” próbuje się uzyskać środkami – no właśnie – dyscyplinarnymi, czyli wybiórczo aplikowanym zamordyzmem, który tym razem domaga się od suwerena potępienia Obywateli RP.

    Taka odwrotka, postulująca przeciwny kierunek procesów jakie zachodzą w krajach tzw. Zachodu, jest kusząca, ale jak wszelkie uogólnienia chyba jednak wszystkiego nie tłumaczy. W Umęczonej dyscyplina i zamordyzm – to przecież metoda na wymuszanie osiągnięć, których nie udało się uzyskać normalnym trybem. A beneficjentami podłej zmiany nie są ludzie pozostawieni sobie ca. 30 lat temu, tylko ludzie chorobliwie spolegliwi wobec jednego patologicznego ego.

  24. Filozofowie dziela sie na dwie grupy: tych, ktorzy sadza, ze filozofowie dziela sie na dwie grupy i tych, ktorzy w to nie wierza. Ci, ktorzy w to nie wierza dziela sie na dwie grupy…..

  25. Ja przepraszam ze wciaz po staremu

    mag (16:04)

    „na polonistyce UW miałam przyjaciółkę z Pierożek (a może Pierożków) pod Sokółką. Janka K. na pewno kończyła Twoje LO i w podobnym czasie. Teraz mieszka w Stanach.”

    Dzieki, mag(siu), za kontaktowanie tak czujne.

    Nie kojarze, niestety, Janki z Pierozkow. Pierozki bedace blizej Krynek sp. Sokrata Janowicza. Oraz tatarskich Bohonikow. B. blisko granicy z Bialorusia

    Janka K. z mojej klasy – bo tez byla taka – pochodzila z drugiej strony Sokolki, od Janowa. A z Rudawki k. Janowa, z tamtej strony, sie wywodzil nasz prof od matematyki, Kazimierz Lewicki.

    Tam, kolo Janowa, rozmawiano glownie po polsku. Podczas gdy w okolicach Sokolki, i blizej wschodniej granicy, jezyk tzw. „prosty” byl w uzytku. Polsko-bialorusko-rosyjska mieszanina. Z dodatkiek ukrainskiego, tu i owdzie

    https://www.isokolka.eu/sokolka/20518-skuteczne-metody-nauki-matematyki-profesora-lewickiego-wspomnienia

    Moja klasowa Janka K. (nie podaje jej nazwiska, bez upowaznienia) pochodzila z okolic Janowa. A wiec nie z Pierozkow. Dzisiaj mieszka, z tego co wiem, w B-stoku. Za kilka dni pewnie sie z nia ujrzymy

    „to fajnie brzmi: „z Pierożek do NY. Byłam w tamtych stronach parę lat temu. Pięknie jest! Koniecznie przyjedź na Zjazd. Z Janką straciłam kontakt, ale może i ona zdecyduje się przyjechać. Może ją w ten sposób odnajdę, bo mam nadzieje, ze jakieś forum na ten temat się w necie ukaże.”

    Doloze staran, jesli odnajde TWOJA Janke K. na zjezdzie, zeby ona sie z toba skontaktowala.

    Najcieplejsze pozdrowka sle, mag(usiu)

  26. @act – 1:13

    „filozofowie dziela sie na dwie grupy: tych, ktorzy sadza, ze filozofowie dziela sie na dwie grupy i tych, ktorzy w to nie wierza. Ci, ktorzy w to nie wierza dziela sie na dwie grupy…..”

    Eee tam, komplikujesz. Podzial jest o wiele prostszy:

    tam sa dwie, faktycznie, grupy : wierzacych i niewierzacych w pierdoly.

  27. Anumlik wielkim erudyta jest a i, jak gadaja na blogu, do tego inteligentnym.
    Boze chron nas od nieinteligentnych erudytow.

    Orteq,

    tesknie czasem za Sokolka, pisalem Ci juz kiedys, ze dzieckiem (5, 6 letnim)bedac jezdzilem tam na wakacje letnie. Czy ta Sokolka to miasto, czy wies, bo ja pamietam tylko te wiejska jej strone (uwielbialem zagladac do studni i czerpac wode jak dali i zbieralem ogromne pieczarki na polu omijajac krowie placki. No i ten zapach siana….

    E-J,
    gdzies przepadla mila (potrojna) rodaczko.
    Czy sadzisz, ze dobiora sie wreszcie kardynalu Pellu do dupy?

  28. act – 1:40

    „tesknie czasem za Sokolka…No i ten zapach siana….”

    Mnie ten zapach siana tez przesladuje. Od prawie pol wieku juz. Koszenie trawy przed moim domem nad Pacyfikiem nie ma nic wspolnego z zapachem polskiego siana. Go figure

    Ps. Walter M., l. 72, byly prezydent organizacji pn „Bialy Orzel” nad tym naszym Pacyfikiem, odebral sobie zycie. Wieszajac sie na klamce od drzwi. W ubieglym tygodniu to czyniac. Dzisiaj jestesmy juz po pogrzebie. Co Go pchnelo w strone tej OSTATECZNEJ decyzji? Zona mowi, ze nie ma najmniejszego pojecia co Go pchnelo w te strone. Ja tez nie mam.

    Noo, chyba ze zadzialalo cos co sie nazywa ‚temporary insanity’. Wtedy jest jakis sens tego wszystkiego

  29. Pod poprzednim wpisem na tym blogu, gospodarz blogu, Jacek Kowalczyk nabazgral tak:

    „17 maja o godz. 21:00
    Uwaga czytelnicy! Poziom tekstów (a czasem i długość) rośnie. Chyba w związku z wiosną, a może rzeczywistością, która nas coraz bardziej otacza. W każdym razie jest nowy wpis. @anumlik zaczyna abstrakcyjnie, ale są i konkrety. Zapraszam!”

    Lonek uzupelnil zaproszenie do wpisu anumlika tak:

    „lonefather, 17 maja o godz. 21:26 @anumliku, Qruca BOMBA! Ale pieknie pieprzysz @anumliku. Zapytam sie klasykiem: „Ale o co sie rozchodzi?” Ja czytalem. Wiekszosc jak mniemam zrozumialem, ale choc jak mniemam zrozumialem, to nie zrozumialem tego, o co sie Tobie rozchodzi?”

    Konkrety, jak rozumiem, dotycza Smolenska. Reszta anumlikowych rozwazan to czysta filozofika. Tez ladna.

    Anumlik na najwyzsze diapazony sie wdrapal. Tak methinks

  30. @lonefather, nie rozumiesz o czym @anumlik tak „pięknie pieprzy”?
    I słusznie. Bo to jest pseudointelektualny bełkot. Takie werbalne „nowe szaty króla”. Ty wołasz, niczym dziecko, że „król jest nagi”. Ale erudyty kręcą się jak przysłowiowe g… w przeręblu.
    Nie wypada im napisać, że nie rozumieją, bo a nóż wyszliby na duraków. Nie wypada krytykować autora, bo „wielkim poetą” i erudytą jest.
    @anumlik wypichcił pseudonaukowy bigos staropolski – kuń jaki je anumlik tylko wie – ze wszystkiego co wiedział. Gdyby to napisał ktoś o innym nicku leciałoby pirze z delikwenta, jak blog długi i szeroki. Chichraniu, nabijaniu nie byłoby końca.
    Szacun za odwagę cywilną.

  31. Krotka uwaga: Polacy nie wiedza, jakim sa spoleczenstwem. Nie slyszeli
    o Ehrenbergu, Byung-Chul Hanie ani nawrt o Jastrunie o tym o co sie wlasciwie pyta, kogo i po co.

    A hikikomori to dla nich materia w rodzaju tong twister, lub dowcipu, nic cokolwiek pojmowalnego.

    Polacy sa raczej spoleczenstwem pogubionym, rozlazlym, na co wskazuja wspolczesne chaotyczne i mitomanskie reakcje. Spojnosci niewiele, moze mniej niz niedawno, pojecia co do kierunku ruchu podobne do ruchu na polskiej szosie: nie dac sie zabic. Co czesto nie przynosi skutku: sa chetni, by dac sie zabic i sa chetni do zabijania.
    W pewnym sensie – ludzie posluszni i ludzie osiagniec: zabity i zabijajacy.

  32. Dzień dobry i pochwalony!
    Zanim (o ile w ogóle dam radę) odniosę się do meritum, powiadamiam, że żyję, choć wgniotłem nocą bramę do garażu, cały jestem w słowikach i cykadach, a jak się znowu zaaklimatyzuję do codzienności, to się odezwę.
    Na początek tylko jeszcze doniosę, że byłem w Gwadelupie i Fatimie, gdzie zapaliłem świeczkę w intencji tego blogu. Chyba powinienem był jeszcze dać na mszę za lapidarność.
    Kiedy ja przejrzę te zaległości 🙄
    PS
    Na 10 dni przed i 10 dni po wizycie papieża ceny noclegów w regionie wzrosły o 100 proc.

  33. @anumlik
    Bardzo gęsty tekst i ujęcie tematu japiszonów szerokie ,trochę moim zdanie zbyt szerokie, skutkuje grzęźnięciem w dialektyczne paradoksy czy wręcz pleonazmy. Ehrenberg jest jednym z tych,którzy zostali „ukąszeni” (okreslenie Miłosza ) przez Hegla. Oto przyklady owego heglowskiego języka:
    „wolność przymuszajaca podmiot”, „stopienie się wolności i przymusu”, „nadmiar pracy samowyzwoleniem, „wyzyskujący jest wyzyskiwany” , „sprawca i ofiara nie dają się odróżnić”.
    Czyli jak to głosil Hegel, wszystko jest swoim przeciwieństwm, niewolnik panem,przyroda duchem itp. Wybitny matematyk Gauss powiedzial,że najwiekszym nieszczęściem niemieckiej mysli było pojawienie się czarodzieja Hegla, który wciąga kolejnego nieszczęśnika do domu luster, bez drzwi wyjściowych.
    To zdanie to sama esencja heglowskiego, barokowego języka.
    Ta autoreferencyjność generuje paradoksalną wolność, która na gruncie immanentnych jej struktur przymusu zamienia się w przemoc
    A nie można by prościej,żeby przecietny inteligent zrozumial ? Np. Człowiek wyznacza sobie jakiś cel(autoreferencyjność) który to cel wytwarza (generuje) dziwną wolność, która zawierając w sobie (na gruncie immanentnych struktur) przymus zamienia się w przemoc. Oto czlowiek postanawia zdobyc Mont Everest, co wytwarza w nim poczucie wolności, ale w tej wolności chytrze kryje się przymus, bo mimo ze ogarnia go zniechęcenie i chetnie wycofałby się z projektu, to działający w nim przymus (naukowo immanentna struktura przymusu) zamienia się w przemoc i ta przemoc gna go na szczyt góry. To taka próbka przełożenia na język dostępny niefachowcom.

    Nastepnie przechodzisz do Rene Girarda. Tu też mamy do czynienia z pseudonaukowym żargonem humanisty. Co to znaczy „zjawisko mimetyczne” ? Troche się podrapalem po głowie, podumalem i nagle eureka, toż to zwykła zawiść, zazdrość. Nie można tak od razu ? Zamiast w tak zawoalowany sposób opowiadać, że wykluczenie duzych grup po polskiej transformacji wywołało zjawisko mimetyczne,było powiedzieć ,że wywołało zazdrosć, zawiść nieudaczników wobec tych, którzy złapali szansę.
    Tu dajesz przykład jasnego , pozbawionego pseudouczonego żargonu, kiedy piszesz od siebie:
    przejściem z państwowego na własne – dla innych stało się przekleństwem. Wypadnięciem z utartych od lat kolein, którymi poruszali się jak automaty ci, co nie chcieli i nie umieli brać swego losu w swoje ręce, przyniosło – dla tysięcy, ba, setek tysięcy ludzi wyrzucenie na bruk z zamykanych, nierentownych fabryk-gigantów oraz (na zielną trawkę) pracowników PGR-ów – poczucie odrzucenia/wykluczenia. Niektórzy się dostosowali, wielu, bardzo wielu nie potrafiło
    Ale za chwilę znowu tekst z głębin humanistycznej nowomowy
    Aby doszło do mimetycznego kryzysu, który niejednokrotnie kończy się uruchomieniem mimetycznego łańcucha zbrodni, niezbędne jest sacrum. Jak pisze Girard w książce „Sacrum i przemoc”: Sacrum jest hipotezą ludzkiego umysłu, który widzi, że przekraczają go zewnętrzne – jak mu się wydaje moce
    Zawiść osiągając krytyczny poziom potrzebuje jakiegoś sakralnego, uświęconego uzasadnienia, wyższych racji, by wyładować się w aktach fizycznej agresji.
    Na koniec wracasz do Youpies

    Czy antypisowska opozycja to Yupiess,. Czy w Polsce w ogóle da się odnaleźć ludzi, którzy mają problemy z przejściem od społeczeństwa dyscyplinarnego do społeczeństwa osiągnięć? – mówiąc językiem niemieckiego publicysty. Czy raczej nie powinniśmy mówić o ludziach, którzy mają problemy z przechodzeniem od społeczeństwa jakiej takiej normalności, do społeczeństwa obozów pracy i więzień dla niepokornych? Ot, takich jak Obywatele RP. Trawestując tytuł mojego felietonu, zadam pytanie inne: Czy polskie japiszony nie powinny obawiać się zatrzaśnięcia w szafie zamykanej od zewnątrz, nie od środka? Zamknięcia nie z ich woli dokonanego?
    Tez bym to uprościł. Zamiast trzymać się kurczowo słowaYupiess, zadałbym pytanie, czy w Polsce ludzie z inicjatywą będą mieli jeszcze szanse, czy też zostaną zdominowani przez tych reprezentujących „zjawisko mimetyczne” czyli zawistników, rzadzonych przez jakiegoś Kaczyńkiego czy innego Kima.

    Anumliku, trochę za dużo analogii, za wiele tematow, trochę jak narciarz wypuściłeś narty i poniosło Cię.
    Bo nawet nie odniosłem się do poruszonego przez Ciebie tematu wyścigu szczurów w wykonaniu Youpiies. Nasz rodak Unabomber Teodor Kaczyński jak Lenin zabrał się do tego w sposób

  34. praktyczny

  35. Jajogłowi zastanawiają się, jakimi metodami można zmusić ludziki do jeszcze większej produktywności, by osiągnąć jak najmniejszym kosztem większy zysk.
    Bat nie wystarcza by zmotywować?
    Trzeba marchewki…..najlepiej jak najmniej kosztownej dla korporacji.

    Społeczeństwo zzewnątrzsterowne, trzeba zamienić na wewnątrzsterowne.
    Każdy będzie dla siebie samego karbowym….

    Dotychczas osiagano niezłe wyniki za pomocą samochodów służbowych, kart do specjalnych wind dla wyższego personelu, karnetów do ekskluzywnych klubów, wtajemniczeń różnego stopnia, zamkniętych klubów.
    Bazując na chciwości, rywalizacji o pozycję, zazdrości, elitarności dostępu, można osiągnąć u koproszczurów wiele.

    Tyle że nie jest to metoda którą można zastosować masowo, do szerokiej społeczności.
    Co najwyżej, do kilkunastu procent populacji.
    Dla całej reszty bardziej przemówi bat- głód, bezrobocie, lęk przed jutrem.

    Celem i sensem życia w zamierzeniu tych intelektualistów ma być praca.
    Większości wystarczy pełna micha, poczucie bezpieczeństwa i grillowanie w gronie znajomych.
    Motywowanie dużych populacji, modelowanie zachowań społecznych, udaje się jak na razie nad podziw dobrze.
    Ale, ma to swoje naturalne granice.
    śmierć z przepracowania nie jest szczytem marzeń człowieka.

  36. Lewy
    18 maja o godz. 9:23

    Lewy, anumlikowi wyszla odwrotnosc eksplozji, implozja. Zapadlo sie do srodka i tak jak to opisales o 9:11, trzeba sie doszukiwac watkow, mysli, spostrzezen, a wyszukujac i odnajdujac, sie zastanawiac, czy to faktycznie o to „sie rozchodzi”. W pewnym sensie, niewatpliwe osiagniecie, mozna podjac ryzyko i powylawiac pare tematow wartych rozwazenia. Lub tylko podziwiac zakres wiedzy.

  37. Heh, anumlik swoim wstępniakiem wywołał na blogu zjawisko mimetyczne.

  38. @Lewy
    Do każdego z zarzutów o zbyt unaukowione pojęcia naukowców, których przywołałem, odniosłem się w tekście ironią. Może zbyt subtelną, ale – jak zauważyłem – ten blog nie odżegnuje się od subtelności dyskursu, choć niektórzy wolą trzonek od łopaty.

    Podpierając się konstrukcją wyjętą ze stajni Rene Girarda, używałem jego pojęć. Nieszczęsne (dla Ciebie, co się musiałeś aż podrapać w głowę, aby pojąć to prościej) „zjawisko mimetyczne”, potraktowałem wyjaśnieniem takim oto: Zjawiska mimetyczne (czyli – trywializując – pożądanie żony oraz rzeczy bliźniego swego), zauważa Girard, są fundamentem życia społecznego. Można, oczywiście, i bez Girarda napisać: Fundamentem życia społecznego jest pożądanie rzeczy i żony bliźniego swego. I tu by się dopiero posypały gromy na głowę anumlika. Że – trywializuje.

    Mottem mojego „psudointelektualnego bełkotu” (określenie mandragory, z godz. 7:29) powinny być dwa zdania: „My Foucaultem już nie leciem, od dziś leciem Ehrenbergiem. Ani jeden, ani drugi do analizy tego, co przez polskie gumno się przewala, w ogóle się nie nadaje”.

  39. Podoba mi się myśl Wiesia
    śmierć z przepracowania nie jest szczytem marzeń człowieka.
    I niech ktoś zaprzeczy, że to nieprawda

  40. @Tobermorciu, dobrze żeś wrócił. Rozumiem, że w Fatimie chodziłeś po ziemi stopami, a nie kolanami. 😉

  41. Lewy
    18 maja o godz. 9:11
    Mój komentarz
    Lewy, masz rację, w pewnym wąskim, naiwnie metaforycznym sensie te wszystkie
    „wolność przymuszajaca podmiot”, „stopienie się wolności i przymusu”, „nadmiar pracy samowyzwoleniem”,
    to wciąganie do „do domu luster, bez drzwi wyjściowych”.
    Jeśli nie jest to rozpisane, na przypowieści, przykłady to ni czarta nie panimaju. Język socjologów, kulturoznawców jest równie hermetyczny, jak mowa informatyków, która dla mnie jest wzorcem niezrozumiałości, ciągiem zaklęć, magicznych formułek, zwodniczych definicji, pułapek logicznych, obraza dla zdrowego rozsądku.

    Nie mam pretensji do socjologów o ich język, mam pretensje do informatyków, ze tłumacząc coś zwykłemu komputerowemu lamerowi nie są w stanie zejść ze swoich informatycznych ambon i wciąż nawalają w niego procesami, łatkami, html-ami, intranetami i serwerami proxy.
    Pzdr, TJ

  42. Mam dwie uwagi:

    sekta smoleńska to dośc mała grupa i jej istnienie zależne jest od poparcia politycznego/medialnego (kapłani sekty to funkcjonariusze reżimu) oraz, co chyba najważniejsze, od poparcia KK, którego to poparcia KK jednoznacznie udziela. Bez wsparcia obu instytucji sekta zaniknie, chyba więc trudno traktować ją jako zjawisko społeczne, raczej jako narzędzie polityczne.

    Czy japiszony dadzą się zamknąć w szafie? Dla mnie to ciekawe pytanie, sam jestem starą wersją japiszona, takim midiszonem, i widzę atrofię własnego pokolenia. Jeśli do atrofii dojdzie apatia, to taka społecznośc jest gotowym materiałem na niewolników. Pokolenia -30 nie rozumiem. Kultura, którą tworzą, wydaje mi się szumem informacyjnym. To dopiero wdzięczny materiał do badań.

  43. anumlik
    18 maja o godz. 9:54

    Anumliku, nie odnoszę się do Twego ogromnego tekstu, bo w ogóle się nie odnoszę do spraw mnie przerastających lub nieinteresujących. Odniosę się do maluteńkiego chwytu słownego:

    „ale – jak zauważyłem – ten blog nie odżegnuje się od subtelności dyskursu, choć niektórzy wolą trzonek od łopaty”.

    Oczywiście, mnie łopaciarzowi nie chodzi o trzonek od łopaty (teraz chodzi o leszczynowe trzonki do wioseł), ale o „subtelność dyskursu”. Ty sam swojemu dyskursowi przypisałeś subtelność. Powiedzmy delikatnie, że takie przypisanie to akurat odwrotność subtelności. A ja Ci powiem, co mnie kiedyś przypisano.

    Na początku 70-tych lat piwkowaliśmy w większej grupie. Mówiłem o jakiejś psycholoicznej konkluzji i podałem nazwisko jej autora. Kolega plastyk (niedawno zmarł) zapytał, czy muszę w piwowej rozmowie popisywać się uczonymi nazwiskami. Jeśli przyswajam sobie czyjąś myśl i się z tą myślą utożsamiam, mam pełne prawo używać jej jako elementu składowego mojej osobowości bez przywoływania autora. Przecież wszystkiego uczyliśmy się od innych, czy z tego powodu mamy chodzić z workiem nazwisk jak uczeni z któregoś z państw zwiedzanych przez Gullivera, którzy w workach nosili nazywane przedmioty, bo rozmawiali przedmiotami, nie słowami? Zbaraniałem, speszyłem się i wymyśliłem na poczekaniu, że nie wiem jeszcze, czy się z tym profesorem zgadzam, więc podaję autora myśli. Kolega przyjął to tłumaczenie jako wiarygodne usprawiedliwienie. A było to kłamstwo – powiedziałem byle co, by się nie przyznać do próżności. Całkiem jak pisowate małpy.

    Od tego czasu pilniej się zacząłem przyglądać i pozbywać próżności, która cechuje smarków. Bo próżność innych widziałem już wcześniej, np. u starszego kolegi z akademika, który pochodząc z biedoty wmawiał otoczeniu, że ma wielkie upodobanie w koniakach i niczego poniżej tego do ust nie weźmie. Fakt, że pił raz na pół roku, więc mógł rżnąć anteligenta.

  44. @Tobermory
    Ceść Toby. Już myślałem, że Cię wilki zjadły, a Ty tymczasem udaleś się do Fatimy aby sie oczyścić z grzechów.
    Dziwni z nas ludzie, tzn. z nas ateistów. Coś nas do tych sanktuariów ciągnie. Ja też z moją Panią przemierzyłem kawał Europy w drodze do Santiago. Do samego Santiago nie dotarłem, ale dzięki Santiago dotknąłem butami nasz kontynent. W końcu nie cel sie liczy ale droga którą podążamy jest sama w sobie celem (Chyba pojechalo mie sie trochę buddyzmem)
    Ale co my, biedni ateiści mamy robić, jak nie ma dla nas sanktuariow ?
    W prawdzie organizowane są wycieczki do Wielkiego Zderzacza Hadronów w Genewie, ale to nie to samo.
    Moja Pani była też w Fatimie. Opowiadała mi, że tam można kupić wota na każdą dolegliwość czy chorobę. Ciekawe, czy Ty z tego skorzystałeś. Np. Masz problem z kolanem, albo watrobą czy hemoroidami, kupujesz odlew z wosku nogi, wątroby ewentualnie hemoroidów naturalnej wielkości i wrzucasz go do wielkiego, nieustannie płonącego paleniska. Twoja noga albo coś innego topi się i masz ten organ wyleczony. Widziałem to na filmiku zrobionym przez moją Panią.Moja Pani nie zauważyła wśród tych organów mózgu do wyleczenia.
    A robisz sobie pielgrzymkę do Wielkiego Zderzacza, pogapisz się na jakieś kable, rury. Jakiś naukowy szaman w białym kitlu coś ci powie o quarkach czy cząsteczkach Higgsa. Żadnych cudów, może i jest w tym jakaś tajemnica, ale raczej mało chwytliwa, jak te ręce, nogi i żołądki z wosku.
    Toby, napisz coś o swoich mistycznych przeżyciach.
    Ps
    Czy Fatima to nie była przypadkiem jedną z żon Mahometa ?

  45. @@ lonefather, Madragora.
    Ha ha, hi hi!
    Nagi król w barokowym opakowaniu?
    Cóś jest na rzeczy.
    Ale poczytać warto ku rozwadze i uzupełnić luki w wiedzy.
    Przyznam bowiem nieskromnie, że nie znam dzieł rzeczonych.
    Z drugiej strony myślę sobie, ale właściwie po co?
    Serdeczności
    P.S. Ludzie o tęgich umysłach i rozległej wiedzy, im prostszy ich ich przekaz do ludzi, tym więksi są.
    Mam na myśli np. późniejsze prace Leszka Kołakowskiego.

  46. tejot
    18 maja o godz. 10:57
    Tjotku, może informatycy szamanią, ale jednak jakoś im ufam, bo w prawdzie nie wytlumaczą mi jak krowie na rowie, tylko oszałamiają hermetycznym językiem, ale jednak, kiedy coś mi w komputerze czy programie zawirusuje, to naprawią. Natomiast hermetyczność róznych socjologów, z bożej łaski heglistow i innych specjologów jest sztuką dla sztuki. Oni w przeciwieństwie do pyszałkow informatyków niczego mi nie naprawią. To są takie narośla na nauce, grzyby, pleśń. Ich działalność nazwał kiedyś Bogusław Wolniewicz(niestety trochę staruszek zgłupiał) działalnością naukawą.

  47. Bywały różne mody, w ramach spektakularnych postępów jakiejś dziedziny wiedzy.
    Fascynacja biochemią, psychologią, genetyką, falami różnej częstotliwości, itp. skutkowała wysypem ekstrapolacji.
    Jakimi metodami modyfikować, czy motywować ludzi.

    Huxley się kłania…..

    Wszystkie te kombinacje nie wykraczają poza jeden schemat.
    Jest klasa zarządzająca, i cała reszta.
    Dywagacje socjologiczno- psychologiczne, rzadko kiedy wykraczają poza.
    Ot, system kar i nagród, ewentualnie pozbawienie klas niższych świadomości ich położenia.
    System bodźców, media, propaganda, wszystko to służy utrzymaniu status quo……

    Partia wewnętrzna- 1%
    Zewnętrzna- 10%
    To sa beneficjenci.
    Reszta się nie liczy.
    Zawsze można plebsowi zaserwować jakąś religię dla zlasowania mózgów i utrzymania władzy.

  48. Tobermory
    18 maja o godz. 8:41

    Kot wrócił 🙂 pictures or it didn’t happen;)

    (pombocku = zdjęcia albo powiem że wszystko nieprawda)

    W temacie wpisu anumlika przyznam że zamiast rozgryzać to wczoraj wieczorem oglądałam sandałki na koturnie w internecie 🙁

  49. @Tobermory
    Dzień dobry,
    No tośmy się odnaleźli po długich podróżach.
    Tyle że ja po wewnętrznych, a wolałabym tak jak Ty. Twoja świeczka chyba zadziałała, przynajmniej na mnie.
    Gdy chodzi o sanktuaria, to nie byłam nawet w Licheniu a tylko w Gałkowie (Świętokrzyskie). Kicz totalny.

  50. @mag
    Ja Cie przepraszam, ale to ja wielokrotnie glosilem tę myśl i coś mi sie wydaję, że ją rowniez wymyślilem, że są dwie kategorie myslicieli; ci którzy łatwe problemy przedtstawiają w trudny sposób i ci, którzy trudne problemy przedstawiają w łatwy sposób; i wśród tych ostatnich zawsze wymieniałem Kołakowskiego.
    A Ty mnie nie zacytowałaś. Chyba, że moje odkrycie zinternalizowalaś (kurcze anumlik mnie zaraził wyszukana mową) i stało się Twoje, no to spoko.
    Jureczku pochwal mnie

  51. @act
    18 maja o godz. 1:40

    Mam to samo. Ale 7-8 lat, wakacje na wsi pod Częstochową, stara chałupa, wielka stodoła z sianem, malowane skrzynie, łóżka z piernatami i pokój ze świętymi obrazami (dzieciarom nie wolno było wchodzić), piec na polana, sień, strych, studnia, malwy w ogródku, krowy, kury, koty, myszy, pole zboża, łąka, pieczarki, strumyk, las. Nigdy tego nie zapomnę, a jeśli mam kiedys iść do raju to tak właśnie ma wyglądać.

    A E-J jest wyjechana chwilowo.

  52. Ech te kobitki, takie niepoważne, płoche toto,lekceważące pracę ludzkiego umysłu. Nie będe palcem wytykać, chodzi o Tą, ktora poszła se oglądać sam-dałki (a może sandałki). A jakby takiej kupić futro, to taka od razu „oh Raul, jakiś ty mądry !”

  53. Lewy
    18 maja o godz. 11:20

    Znowu robię miny za komputerem 🙂 🙂 🙂

  54. ha ha ha 😀

  55. @mag

    O, to to… Tegosc umyslu, w prostocie wyrazania mysli. Tego mi zabraklo, gdy o „baroku przegadania” do @anumlika pisalem. Sluszna mysl podrzucilas.

    @Lewemu sie udalo zauwazyc to i owo. I oczywiscie messer @Tanaka tez…

    Kto wiecej dorzuci? Znaczy sie zauwazy i wylowi?

  56. @@mag, Lewy
    Kołakowski też pisał bajki. Oto fragment jednej:

    Kiedy w Lailonii wybuchł wielki głód, arcykapłan tego kraju kończył właśnie śniadanie. Depesza z tą wiadomością zdenerwowała go do tego stopnia, że połknął jajko na miękko razem ze skorupką, wskutek czego był później przekonany, że podano mu jajko na twardo. Dlatego najpierw zwymyślał kucharza, który bronił się jak mógł, jednakże wszystkie dyskusje kucharzy z arcykapłanem kończyły się w Lailonii bez większych wyników. Rozprawiwszy się z kucharzem, arcykapłan kazał wezwać do siebie czterech strażaków i zapytał surowym głosem: – Czy umiecie ugasić głód? Strażacy wprawdzie nie umieli, nie chcieli jednak się do tego przyznać, bali się bowiem arcykapłana. Odpowiedzieli więc chórem: – Oczywiście, umiemy. W szkole strażackiej nauczono nas tego dokładnie. (fragment bajki „Wielki głód”, Leszka Kołakowskiego)

    Możecie sobie ten fragment interpretować jak chcecie, także w kategoriach analizy socjologicznej 😀

  57. Wielu tutaj pyta, o co chodzi? Konkluduję, że o tezę, iż jednostka i w nowoczesnym „społeczeństwie osiągnięć” może popaść w fanatyzm oraz, że zbiór takich jednostek może doprowadzić do „mimetycznego kryzysu”. Warunkiem uruchomienia procesu jest znalezienie i objawienie świętości („sakralizacji substytutu ofiary”), założenie zgromadzenia wiernych i ustalenie rytuału oddawania hołdu świętości. Na przykładzie analizy pewnego zjawiska w Polsce na podstawie najnowszych teorii naukowych. Czyli, powtarząjac za Mistrzem: „O, gdybym kiedy dożył tej pociechy, żeby te księgi zbłądziły pod strzechy”.

  58. @anumliku
    To że Kołakowski często się bawił, podobnie jak Lem , nie ma nic do rzeczy z hermetycznością języka. Poezja (co jako poeta wiesz najlepiej) ma prawo do wieloznacznosci. Ale kiedy poezja wdziera się w analizę, język dyskursywny, staje sie śmieszna, jak ten albatros który wspaniale lata, a chodzi niezgrabnie, bo to nie jest jej teren.

  59. @marilla
    Dzięki za dogłębną i krótką analizę mojego tekstu 🙂

  60. @Lewy, z godz. 12:06
    Sądzisz, że język poezji jest lepszy? Bywa. Czas na anumlika:

    Gdy myśli wszystkich zespolone są każda z każdą,
    prezes rezygnuje z zabawy. Zabawki Milgrama
    chowają się po kątach smutne. Wywalają języki,
    buzie układają w podkówki i zachęcają każdego
    spotkanego w naszym opactwie do zabawy:
    W obdzieranie skóry, w obcinanie rąk i nóg,
    w przecinanie piłą, w rozpruwanie brzuchów
    i zaszywanie w nich kotów, w wyłupywanie oczu
    oraz w wiązanie dzieci w pęczki i wrzucanie do Loary.
    Prezes przygląda się z dobrotliwym uśmiechem
    jak my – słudzy pańscy naszego opactwa –
    sami, bez zachęty, bawimy się zabawkami Milgrama.

    Czas na Teatrzyk pod Anumlikiem. Natchłeś mnie, Lewusku, do tego 😉

  61. anumliku,

    Niech ciem boska renka, noga i watroba bronia przed pojsciem za ciosem. Po aktualnym wpisie. Adna ch.jnia chwatit

  62. wykupili mi sprzed nosa 🙁

  63. @Art63:
    SS nie wymrze, bo ZAWSZE będzie miała poparcie medialne (kliknięcia) i ZAWSZE będzie miała poparcie KK, a politycy ZAWSZE będą szukali poparcia KK, bo głosy.
    Perpetuum mobile gotowe.

    Łańcuch można przerwać w poparciu KK, ale jak i kiedy?

  64. Z anumlikowych najwyzszych diapazonow, zejdzmy na chwile na naszo polsko ziemnie

    ‚Sedzia Lech Morawski, dubler w TK, zaslynal wypowiedzia w Oksfordzie m.in. o korupcji wsrod sedziow Trybunalu Konstytucyjnego.’

    Co Morawski robil w Oksfordzie, ja siem pytam?

    ‚Morawski powiedzial, ze reprezentuje stanowisko rzadu PiS, ktory wprowadza reformy majace zmniejszyc korupcje niszczaca kraj, a w korupcje sa zamieszani politycy, prawnicy Sadu Najwyzszego i TK. Przeprosil po interwencji prezeski TK. Niemniej, 8 sedziow TK napisalo oswiadczenie w tej sprawie, wyrazajac swoja dezaprobate. Napisali, ze slowa Morawskiego „godza w autorytet Trybunalu, „obmowa i oszczerstwo sa zachowaniem niegodziwym” i domagaja sie od kierownictwa TK wszczecia krokow prawnych.’

    Cham na salonach z racji szlacheckiego nazwiska? No bo z jakiej innej racji?

  65. ‚Jak Jozjik malo co zycja Stefcy ni zmarnowal’ tu siem wpasowywuje

    http://www.blog-bobika.eu/?p=888&cpage=2#comment-95771

    „Jozjik teraz czasami, spotkawszy mnie na apeli czy na spacerzy, pokrecji
    tylko glowa i mowi:
    – Patrzaj ty, Jasku, patrzaj. Ja malo co zycja Stefcy ni zmarnowal. Z
    wiezjennikiem ja ja chcjal ozenic, a zeby to kaczki.
    I zly sje musji za kazdym razem Jozjik robic, jesli tak znowu przeklinac
    poczyna.”

  66. Przepraszam, ponawiam wpis i zaśmiecam blog.

    Nie mam wysokiego mniemania o autorze tego tekstu ale mimo to mam prośbę o wytłumaczenie, czego nie zrobił SLD ?

    „W ich tworzenie zaangażowane były wszystkie najważniejsze siły polityczne, łącznie z SLD, który w latach 1993-1997 nie zdecydował się na odrzucenie w głosowaniu ratyfikacji konkordatu…”

  67. „nie zdejmowac tylko dowieszac”

  68. Lewy
    Ja Ci coś zachachmęciłam? Ejże, Lewusku złoty, może nasze myśli biegną czasem jednym torem. Nie sądzę by były to epokowe odkrycia intelektualne, jeno wnioski wyciągnięte z lektur o rozmaitym stopniu trudności i przyswajalności przekazu.

  69. ‚Roaming od 15 czerwca mial byc bezplatny, jednak tylko jeden z polskich operatorow sieci komorkowych – Orange – zrezygnowal z oplat za roaming. Pozostali nie dostosowali sie do prawa unijnego albo utrzymujac czesc oplat za polaczenia glosowe, smsy i korzystanie z sieci (sztuczka ma polegac na tym, ze formalnie cena za minute rozmowy jest taka sama w kraju i za granica, ale w kraju jest niegraniczony pakiet wliczony w abonament, a za granica nie), albo oferujac zbyt niskie pakiety przesylania danych. Taki opor operatorow przed dostosowaniem sie do prawa unijnego jest ponoc tylko w Polsce, jak podalo zrodlo PAP w KE. /

    Tylko w Polsce. PiS winien? No bo kto inny?

  70. @Orteq, z godz. 12:25
    Żadnego Twojego wpisu nie określiłem mianem ch.jnia. Ani z kropką zamiast „u”, ani bez kropki. Bądź uprzejmy tak nie określać tekstów innych, w tym moich. OK?

  71. Anumlik poruszył temat na czasie – kreowanie się sekty smoleńskiej, wyłanianie jej spośród „społeczności głodnych” pod przewodem „sytych” na bazie mitu założycielskiego – śmierci delegata niebios na Polskę.
    Taki schemat mniej więcej się wyłonił z rozważań anumlika.

    Mamy mit założycielski – krwawa ofiara – poległy (polegli) za prawdę, ojczyznę, prawość i wartości.
    Kreacja mitu w toku, pogłębianie mitu poprzez przekształcanie okoliczności niekorzystnych na korzystne, nieprawdziwych na prawdziwe, prawdziwych na nieprawdziwe oraz dwójkową digitalizację okoliczności wypadku (tak/nie) – lecieli słusznie, próbowali słusznie, byli oszukiwani i wciągani w pułapkę przez siły zła, polegli w na stanowisku, w walce, za nas, za prawdę.
    Siły zła (powojenni zdrajcy i ich potomkowie, drugi sort, niepolacy, wnuk Wermachtu, lewacy, itd.) starają się ukryć swoją zbrodnię.
    Siły dobra (sekta) starają się wyjaśnić zamach, uświęcić go jako akt oddania, zsakralizować pamięć o nim, odcisnąć w pamięci wiernych katastrofę jako męczeństwo, które prędzej czy później przyniesie owoce, jako wydarzenie pobudzające nadzieję , że „prawda wyjdzie na jaw”, „zwyciężymy”.

    Kreowane są obchody miesięcznic, rocznic, przywódcy sekty dbają o to, by wystawić w przestrzeni publicznej jak najwięcej materialnych symboli mitu – pomniki ofiar smoleńskich – najbardziej namacalne, zrozumiałe i patetyczne przypomnienie poniesionej ofiary.

    Kształtowany jest rytuał mówienia o katastrofie. W pierwszym rzędzie rytuał zabrania jakiegokolwiek krytycznego podejścia do ofiarniczego aktu. Nie wolno obrażać ofiar, nie wolno poddawać w wątpliwość, należy zaufać, uwierzyć.

    Do sekty kooptowani są „ewangeliści” – naukowcy z tytułami z dorobkiem i z chęcią bycia na widoku, którzy uprawdopodobniają mit, zapisują go w dziesiątkach artykułów, w prezentacjach w Powerpoincie, w dyskusjach na forach.
    Odbywają się sobory (konferencje smoleńskie), na których uzgadniany jest przebieg wydarzeń i wypracowywane obowiązujące interpretacje. Jak na razie, co rusz, to inne, lecz to normalne, z czasem ostaną się tylko te słuszne, niepodważalne.

    Przywódcy sekty unoszą się wyżej i wyżej, więcej ochroniarzy, większe i szybsze limuzyny, uwielbienie audytorium (Jarosław Polskę zbaw, Antoni was dogoni [to moje], itp.), poważne miny, na prawdę mnie będzie moratorium. Białe róże stają się diabelskim wynalazkiem, symbolem nienawiści.
    Pzdr, TJ

  72. Ze to wciaz mozna cos mowic o Smolensku. Naprawde

  73. Nieśmiało proponuję zwrócić uwagę na wpis @hetajr 18 maja o godz. 13:30. To jest konkret. Jak ratyfikowano konkordat i czy procedura była zgodna z konstytucją? Bo dotarły do mnie sugestie, że nie dopełniono jakichś istotnych warunków i ratyfikacja może być nieważna. Więc jak to jest? Poza tym pisie gadzinówki w kółko powtarzają mantrę, że konkordat „zawdzięczamy” SLD, co jest oczywistą manipulacją. Ale ta manipulacja jest masowo powielana przez internautów. Czy ktoś ponownie podejmie temat konkordatu? Edukacja przede wszystkim – takie opinie widziałam na blogu 😉

  74. @tejot 18 maja o godz. 14:04
    Poza tym – co jest znamienne – mit smoleński przesłania teraz mit katyński. W końcu jest to ta sama rocznica. Lud potrzebuje pretekstu do rozdrapywania ran i wyklinania „onych”. Ale warto powtarzać bez ustanku, że moralną odpowiedzialność za katastrofę ponosi kacz.

  75. @tejot, z godz. 14:04
    Trafnie wychwyciłeś ten schemat. Reszta to intelektualne pierdoły „kompulsywnie erudycyjnego” anumlika, jak – równie trafnie – określiła mój „wstępniak” Namargineska, 26 minut po północy. Jako kompulsywny erudyta lubię igrce – nie tylko słowem, ale i socjologiczno-filozoficznymi zabawkami z antykwariatu kultur. Za pociągnięcie tematu i ukazanie miejsca, w jakim obecnie znalazła się smoleńska sekta – chapeau bas.

  76. @Gostek Przelotem, „..Łańcuch można przerwać w poparciu KK, ale jak i kiedy?..”

    Widzę pewną prawidłowość w taktyce KK: strach przed modernizacją – alians z reżimem autorytarnym – trwanie w aliansie przez czas trwania reżimu – puste kościoły i wymiana kadr po upadku reżimu.

    Jesteśmy obecnie w drugiej fazie tego cyklu. Jeśli prezesowi nie uda się zamienić Polski w Białoruś a KK w cerkiew, to sądzę że modernizacja i niezbyt dalekowzroczne jednoznaczne poparcie KK dla PiS spowodują upadek znaczenia tej instytucji po upadku obecnego reżimu.

  77. @Na marginesie, z godz. 14: 46
    Mit smoleński nie może się ostać na dłuższą metę bez zbrodni katyńskiej. Tylko patrzeć, jak zacznie ofiarę z polskich oficerów wciągać na swoje sztandary. Podobnie jak mit o Jezusie nie mógł zaistnieć w oderwaniu od mitów starotestamentowych. Bez ciągłości rodu Nazareńczyka od Dawida. Bez przepowiedni prorockich. Bez ofiary z Izaaka, którego zastąpił kozioł, a których obu zastąpił Jezus „gładząc grzechy świata”. Sam męczennik, Lech Kaczyński wraz z dworem, to za mało na tak wielki mit. Osadzenie „zbrodni smoleńskiej” w glebie zbrodni katyńskiej ma pokazać, że to była – jak pisałem, cytując Girarda z jego „Sacrum i przemoc” – hipoteza ludzkiego umysłu, który widzi, że przekraczają go zewnętrzne – jak mu się wydaje moce. Te zewnętrzne moce, to nadnaturalna siła zła, która zrodziła się gdzieś w stepach Eurazji i wytraciła elity polskiego narodu. Czekam tylko, aż objawi się jakiś prorok, który poskłada to wszystko w „Jeszcze Nowszy Testament” 🙁

  78. @anumliku
    Ja jestem jak Aleksander , ktory nie bawił sie w rozplątywanie węzła gordyjskiego, tylko go mieczme przeciął.
    Tak też podchodzę , po chłopsku, bo jestem prostym chłopem do rzeczy.
    I czy zamiast wychodzić od Yupiss, mozolnie przebijac się przez Ehrenberga,Girarda, żeby dotrzec do polskiego fenomenu,nie lepiej zbadać go zdroworozsądkwo, bez tej nadymanej pseudonaukowej aparatury.
    Bo dla mnie wygląda to tak. W polskim społeczeństwie, poddanemu zakłamanemu kaka, drzemie rozproszona złość, nienawiść, zazdrość,nieufność. To widzę,kiedy przyjeżdżam z Francji, gdzie ludzie się do siebie uśmiechaja, mówią sobie dzień dobry, widze te nieufność, podejrzliwośc w spojrzeniach. To się rodzi we wczesnym dzieciństwie. Przemoc wobec dziecka w Polsce jest częstsza niz gdzieindziej. Często tylko werbalna, ale ta też jest zaraźliwa i równie niebezpieczna.
    Kiedyś jadąc nocnym pociagiem w Polsce stałem na korytarzu w zbitym tłumie. Blisko mnie stał chłopczyk, moze 10-12 lat. W pewnym momencie rzuciło go na postawną jejmość,która wrzasnęła na małego; „Ty kapuśniaku, patrz gamoniu i ..jeszcze coś tam. Nie wytrzymałem i wrzasnąłem do niej: Ty stara pudernico..i zdaje sie, że jeszcze uzyłem czegoś mocniejszego..Babę zamurowało. Drzemiący ludzie nie zareagowali ani na chamstwo tej kobiety, ani na moją brutalną replikę.
    I ta pełzająca złość, jak zarazek przenoszony z pokolenia na pokolenie przez takie właśnie osobniki obojga płci, gdzies tam sobie jak jakas pandeumia w utajeniu trwała.
    Ale urodził nam się nowy zbawiciel, mesjasz nienawiści, zawiści,podejrzliwości niejaki Jarosław kaczyński.Jako mesjasz dojrzewał przez lata, aż stała się rzecz niebywala, to znaczy bywała, bo katastrofy wszędzie zdarzają sie na swiecie, że zginął wraz z innymi 94 nieważnymi osobami, najwiekszy wszechczasów polski prezydent. I to był ten przelomowy moment w którym gąsiennica Jarosław przepoczwarzył się w motyla nienawiści. Działa na te rozproszoną, taką amorficzną nienawiść jak magnes, skupiając wokół tych wszystkich nienawistników, ktorzy dotychczas swoja nienawiść uzewnetrzniali prywatnie, na dzieciach, sasiadach, pasażerach pociągu. Okazało się że znaleźli swojego mistrza, guru, najwiekszego nienawistnika,który uzasadnił ich nienawiśc, nadal tej nienawiści wyższą rangę, range mistyczną. I tak powstala nowa religia czyli kaczyzm. A kościół , który rzekomo opiera sie na miłości bliźniego, nadstawianiu drugiego policzka, z jakąś luboscią zaangażował się w tę religię nienawiści.
    A to ,że w Polsce są nieudacznicy, ludzie, którzy w wyniku transformacji zostali wyrzucenie z tradycyjnych kolein, to też, ale tacy niedopasowani wykolejeńcy istnieją wszedzie.I nic to nie tlumaczy fenomenu religii smoleńskie.
    Wieęc chyba niepotrzebne są zbyt subtelne narzędzia analizy. Natomiast Toje wiersze anumliku są absolutnie potrzebne.

  79. @tejot
    18 maja o godz. 14:04

    Anumlik poruszył temat na czasie – kreowanie się sekty smoleńskiej, wyłanianie jej spośród „społeczności głodnych” pod przewodem „sytych” na bazie mitu założycielskiego – śmierci delegata niebios na Polskę.
    Taki schemat mniej więcej się wyłonił z rozważań anumlika.

    Sekta smoleńska to jajeczko drugiej świeżości. Siedmioletnie. Może iść do szkoły.
    Skoro o „sekcie smoleńskiej”, to do czego służą całe tony filozoficznego sosu i nadętej panierki?

  80. Tadeusz Pieronek skomentował także sposób upamiętniania osoby prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Wkrótce w każdym miasteczku będzie musiał być pomnik Lecha Kaczyńskiego, jak w Związku Sowieckim pomnik Stalina. Rosjanie, żeby podlizać się rządzącym, stawiali pomniki Stalina. Powstawały jak grzyby po deszczu od Moskwy po najmniejsze miasteczka. W każdym domu musiał wisieć portret Stalina. Można próbować wprowadzić taką religię, ale to będzie religia Kaczyńskiego, nie religia chrześcijańska. – mówił emerytowany biskup.
    http://kresy.pl/wydarzenia/biskup-pieronek-pomniki-kaczynskiego-niczym-pomniki-stalina/
    ===========

    Próba trzeźwienia?

  81. @mandragora
    Skoro o „sekcie smoleńskiej”, to do czego służą całe tony filozoficznego sosu i nadętej panierki?
    Do przypudrowania „jajeczka drugiej świeżości”, zniesionego przez nadętą grafomankę spod Częstochowy.

  82. „Nowy” Nowy Testament, to pikus.
    Zakon „Nowego” Nowego Testamentu, to bedzie dopiero problem.

  83. @Lewy
    Subtelne narzędzia analizy są potrzebna. Mnie, kompulsywnemu erudycie. One – te narzędzia – prowadzą często do anumlików. Ba, inspirują powstawanie tychże 🙂

  84. Hej @magencja.

    Jak odpalisz kompa, to zerknij do poczty, wysłałem Ci fotosik.

  85. @Żorż Ponimirski
    Ach, ech! Twoja złotowłosa Zosieńka to prawdziwy Janiołek, a nie Belzebubiątko.

  86. @Lewy 18 maja o godz. 15:29

    Eckhart Tolle, autor eklektycznej „duchowości” (z braku lepszego określenia) czerpiącej głównie z buddyzmu, ale nie tylko (bo dość ciekawie interpretuje biblijne odzywki Jezusa) przedstawia coś w rodzaju teorii złych emocji, które są jak fale radiowe, tzn. szerzą się wtedy, gdy znajdą odpowiedni „przekaźnik”. To znaczy człowiek „nastrojony” na złe emocje jest czymś w rodzaju pudła rezonansowego; nienawiść go dotyka i on tę nienawiść magazynuje i spotęgowaną przekazuje dalej. Z kolei człowiek „przezroczysty” im nie ulega i złe emocje przechodzą przez niego jak przez szybę, nie znajdując żadnego oddźwięku. Naturalnie kwestia odpowiedniego „nastrojenia” aparatury jest kluczowa. To tak w telegraficznym skrócie. Potwierdzam subiektywnie, że emocje mają smak i można się do określonego smaku przyzwyczaić. Są ludzie, którzy lubią np. smak adrenaliny i zostają np. kierowcami wyścigowymi. Ale smaki bywają również nabyte. Kwestia przyzwyczajenia i treningu 😉

  87. Gdy kompulsywny erudyta
    majową porą tu zawitał
    taki był w umyśle chwacki
    że wielu rozłożył na łopatki
    anumlik – archimandryta

  88. Legenda smoleńska, to ciągle jajeczko pierwszej świeżości, aktualne, w użyciu, to mit założycielski, moralna baza, geopolityczna opowieść, maczuga moralna na opornych, wytrych do sumień, kryterium poprawności politycznej, drogowskaz moralny, niewysychające źródełko emocji i prawd równoległych, okazja do wybicia się, nawijka dla każdej i każdego, którzy chcieliby, a nie boją się.
    Pzdr, TJ

  89. @namarginesko
    Ciekawe z tym pudłem rezonansowym.Ja lubie takie metafory.
    Prawda też, że smaki bywaja różne,jedni lubią szybkie samochody, a nieboszczyk świetej pamięci, góral z krwi i kości arcybiskup Wesołowski smakował w młodych chłopcach. De gustibus non disputandum.

  90. @anumlik 18 maja o godz. 15:22

    Ormuzd, czyli Ahura Mazda, walczący z Arymanem, był jeszcze wcześniej. Kosmiczny mit jest chyba w gruncie rzeczy stale ten sam, dostosowując się do lokalnych warunków. Ale mit wymaga odpowiedniego wzmożenia i retoryki – musi być patos, tragedia i wyśniony, wyidealizowany „odkupiciel”. Dlatego również współcześni głosiciele tak się boją metajęzyka, ironii i dystansu, które kaka obdarza mianem „relatywizmu moralnego”;)

  91. @Lewy 18 maja o godz. 16:36

    Mnie też się podoba, właśnie jako metafora.
    Niektóre szklanki pękają przy odpowiedniej amplitudzie drgań 😉
    Tyle, że w sumie warto nie pękać. Na tym rzecz polega.

  92. @mag

    🙂

  93. @mag 18 maja o godz. 16:34
    Boskie! Ozyrys redefinitus 🙂

  94. @mag

    Ale Ty masz mag, zazdraszczam doboru barokowego. Idealna ilustracja.

  95. Na marginesie
    18 maja o godz. 14:38

    Dziękuję, o to mi chodziło. Na blogu jawiącym się ateistycznym bez problemu łykane są tego rodzaju brednie, ponieważ akurat facio się nawrócił na odpowiadającą komentatorom wiarę 🙂

  96. Wybacz @mag ale się po tym zdjęciu wymarzonego kota …(tu coś z Boya, związane z Kościuszką).

    )

  97. Stalthing, czyli zdjecie kondoma w trakcie stosunku, zostalo uznane w Stanie California za gwalt.

    Wiecej tutaj:

    „http://www.independent.co.uk/life-style/love-sex/stealthing-man-take-off-condom-sex-no-consent-rape-sexual-assault-a7740611.html

    Moze sie dyskusja rozkreci?

  98. „Ta autoreferencyjność generuje paradoksalną wolność, która na gruncie immanentnych jej struktur przymusu zamienia się w przemoc.”

    I tu,cytowany przez „anumlika”, Byung -Chul -Han bardzo się myli, ponieważ prawda jest taka, iż implementarnie komplementarny suplement wertykalnie polatywny, zanurzany w uniwersum prakseologicznego pragmatyzmu retrospektywnego deterministycznie statyczny w ośrodku metodologii perceptualnej, pasywnie jest adhezyjnie koherentny w stosunku do struktur mezomerycznych i się nie incydybuje w kategoriach absolutu, na współ z polatywnym determinizmem.

  99. @lonek
    Po co takie nic wrzucasz ? Chcesz uchodzic za takiego wyzwolonego,nowoczesnego? A może chodzi o szok ? Co tez ten lonek , paniusiu pokazuje ?! Dzisiejsza młodzież, np.ja, juz sie takimi ciekawostkami nie podnieca.
    My tzn ja i Nefcia wolimy pogadac sobie o Kancie albo o zagadnieniach transcendentalnych wystepujących tu i ówdzie w piśmie świętym.
    Albo stawiać pasjansa. Prawda Nefciu ?

  100. @jobrave
    Mógłbyś jaśniej ? Ni w ząb nie rozumiem

  101. @jobrave
    a „incydybuje” to przypadkiem nie jakieś świństwo

  102. @Lewy

    Jesli nie rozumiesz problemu prawnego, polegajacego na rozszerzeniu definicji gwaltu, z samego odbycia stosunku bez zgody, na odbywanie stosunku ze zlamaniem ustalonych zasad, to masz problem z logicznym mysleniem. Albo masz problem polegajacy na zaburzeniu myslenia emocjami zwiazanymi z pozyciem seksualnym.

    Zostawmy powyzsze i jesli wolisz filozofie, to prosze uprzejmie:

    Dzis Bertrand Russell i jedna z jego mysli:
    Ciekawy jest fakt, że prawie wszędzie stosunek do miłości jest dwojaki. Z jednej strony jest ona głównym tematem twórczości artystycznej, z drugiej zaś ignorują ją zupełnie nawet najwybitniejsi socjologowie i nie biorą pod uwagę w planach społecznych i ekonomicznych reform.

    Lub taka mysl:
    Obfitość dowodów historycznych pozwala nam twierdzić, że cenzura zawsze zostanie nadużyta z krzywdą dla poważnych dzieł artystycznych i naukowych, notoryczne brudy zaś zawsze zdołają się wyślizgnąć z sieci prawa.

  103. @lonek
    Juz dobrze, dobrze.! Ojej ! Jak te notoryczne brudy zaś zawsze zdołaja sie wyślizgnąć z sieci prawa, to ja milknę.
    Natomiast ta jedna myśl Bertranda Russella rzeczywiście ciekawa.Podobno on mial dużo takich ciekawych myśli.
    Nad tematem problemu rozszerzania definicji gwałtu jeszcze sie nie zastanawialem. Przyznaję to szczerze.

  104. anumlik
    Społeczeństwo XXI wieku nie jest już więc społeczeństwem dyscypliny, lecz społeczeństwem osiągnięć. Jego mieszkańców nie nazywamy już podmiotami posłuszeństwa, lecz podmiotami osiągnięć. To menedżerowie samych siebie.”
    „społeczeństwo osiągnięć, które – również poprzez „negatywność” (własną i odrębną) – produkuje ludzi z depresją i nieudaczników
    .

    (Zbyt)wyszukane czy nie, jest tu dużo ciekawych koncepcji. Skupię się na tych bardziej uniwersalnych, Polskę i sektę smoleńską zostawię bardziej kompetentnym.
    Myślę sobie o tym społeczeństwie dyscypliny i społeczeństwie osiągnięć i prawda wydaje mi się nieco bardziej skomplikowana. Bo gdzie jest granica? Czy wyznacza ją konkretna data, czy system rządów, czy poziom rozwoju technologicznego, czy poziom religijności. Pewnie jest to funkcja wszystkich tych czynników, a granica jest płynna. Jeśli Polska przez większość 20w była społeczeństwem dyscypliny to zawsze były w niej enklawy osiągnięć (wolne zawody, sztuka). Podobnież w japiszonowym raju, ameryce, są enklawy dyscypliny. Dyscyplinę przekazuje kultura, rodzina, i potem człowiek nosi ją w sobie. Azjatyckie społeczności są, z moich obserwacji, społecznościami dyscypliny, więc próbują wymuszać osiągnięcia. Stąd depresje i inne kryzysy wśród niektórych azjatów (Japonia, Chiny, Korea). Innego rodzaju dyscyplinę noszą w sobie emigranci z Polski lub Indii, nacisk na tradycję i religię. To też może powodować depresję i poczucie nieudacznictwa. Prawdziwa „wolność” jest trudna i buduje się ją przez pokolenia. Rodzice muszą dać dzieciom żyć i wybrać własną drogę. W Polsce jest to podejście praktycznie nieistniejące.
    Możemy mówić o społeczeństwie osiągnięć, kiedy dostępność osiągnięć jest prawdziwie masowa. Kiedy klasa średnia identyfikuje się ze swoim zawodem (czy to lekarz, prawnik, programista, analityk), co chyba jest zjawiskiem pozytywnym. Taki człowiek daje pracy bardzo dużo, a brak sukcesu w zinternalizowanej dziedzinie jest osobistą klęską. Za poświęcenia należą się gratyfikacje: dom w dobrej dzielnicy, samochód, wakacje. Z czasem łatwo przekroczyć granicę między potrzebą a przymusem, ale nie jest to nieuchronne.

    Czy w Polsce są japiszony? Nie wydaje mi się, bo chyba nigdy nie było masowości możliwości. To że w banku nachapał się Morawiecki, i paru doradców czy analityków, plus trochę pozycji dyrektorskich, na uniwersytetach, czy w firmach programistycznych, nie doprowadziło do wyłonienie się silnej klasy średniej. Jeśli ktoś uważa inaczej to niech mnie przekona.

    Widzę podobieństwo między japońskimi nastolatkami w depresji, w ukukizowieniu polskiej „młodzieży” (rozumianej luźno). Ludzie ci widzą wspaniałe możliwości, niemal na wyciągnięcie ręki, ale te możliwości nie są dla nich. Ukończyli studia, nauczyli się języków, ale jedyne oferty to kasa w tesco, okienko w banku albo zmywak na emigracji.
    Nie mieszałabym do tego wypalenia zawodowego, bo wypalają się ludzie którzy już osiągnęli sukces, odłożyli trochę gotówki i po 20 latach pracy na wysokich obrotach jadą hodować owce w Montanie, albo kupują bed’n’breakfast.

    Tego typu krytyka kapitalizmu, że wiedzie do depresji i wypalenia, jest nieuczciwa z wielu względów. Bo wmawianie ludziom że możliwe jest życie bez wysiłku i stresu, na przyzwoitym poziomie dla każdego, to utopia. Z jednej strony rozpowszechniana przez lewicowych oszołomów, kompromitujących tym samym sensowną walkę o prawa pracownicze. A z drugiej strony przez religijnych szarlatanów, którzy sieją strach przed wolnością i dają fałszywą nadzieję na bezpieczeństwo i solidarność (zbudowaną na nienawiści do tych wolnych?).

  105. Mam jeszcze jedną wątpliwość, dotyczącą „wykluczonych z transformacji”. Z prostej arytmetyki wynika że są to ludzie w wieku emerytalnym, lub tuż przed. Może i są oni bazą sekty smoleńskiej, ale to chyba za mało ich żeby odpowiadać za spisowienie i religijną histerię społeczeństwa. Wzmożenie religijne nasilała się przez ostatnie 20 lat, i kto uważnie obserwował to widział. To szło od dołu nie od góry. Krzyże wszędzie gdzie się da, kult JP2, wariactwo z pochówkiem poronionych zarodków. Przykłady można mnożyć. Smoleńsk i Kaczyński to już wisienka na torcie, bez tego byłoby trochę lepiej, ale niewiele. Czy któraś z teorii społeczeństw potrafi to zjawisko wyjaśnić?

  106. Lewy
    18 maja o godz. 17:59

    @jobrave
    Mógłbyś jaśniej ? Ni w ząb nie rozumiem
    Lewy
    Ja też, ale daj mi trochę czasu, bo ja najpierw piszę, a dopiero za jakiś czas czytam to, co napisałem 🙂

    18 maja o godz. 18:00

    @jobrave
    a „incydybuje” to przypadkiem nie jakieś świństwo

    Zapewniam Cię, że nie „incydybować”, to inaczej incydentalne dybanie na kogoś, lub na coś. Na razie tego słowa próżno szukać w słownikach, bo zostało wymyślone godzinę temu.

  107. @izabella, z godz. 18:58
    Dziękis. Fajne uzupełnienie. Dodam kolejne, z nutką żalu, że wcześniej nie dotarł do mnie esej Jędrzeja Malko, gdyż inaczej rozłożyłbym akcenty w swoim felietonie-wstępniaku. Przy okazji oddam swój głos na plus (nie pierwszy z jakim się spotkałem) za odnowionym „Przekrojem”. W wersji kwartalnika stał się poważnym periodykiem, w którym można znaleźć i eseje polityczne i kawałki społeczne (jak ten, który polecam) i sporo dobrego (jak z przed kilkudziesięciu lat) humoru. Uzupełnieniem papierowego wydania nowego „Przekroju”, są jego sponsorowane wstawki facebookowe, szczególnie urocze wtedy, gdy Lengrenowskie komiksy o perypetiach prof. Filutka i jego psa Fafika, zamieniają się w rysunkowe filmiki. Polecam wszystkim Fejsbuczkom. Oto tekst Jędrzeja Malko:
    https://przekroj.pl/spoleczenstwo/lepsze-jutro-juz-za-zakretem-jedrzej-malko

  108. @izabella
    Z prostej arytmetyki wynika że są to ludzie w wieku emerytalnym, lub tuż przed. Może i są oni bazą sekty smoleńskiej, ale to chyba za mało ich żeby odpowiadać za spisowienie i religijną histerię społeczeństwa.
    To już drugie, a nawet trzecie pokolenie „wykluczonych”. Tuż po 1989 roku nie stanowili aż tak znaczącej siły. Bieda, szczególnie w takich miejscach jak „ściana wschodnia”, przechodzi z pokolenia na pokolenie przy milczącej aprobacie władz (także lokalnych). Pamiętam siebie z początku lat dziewięćdziesiątych, gdy zostałem wybrany burmistrzem. Zajęty „zasypywaniem przepaści” między gminą, którą zarządzałem, a resztą świata (tego zachodniego) zapominałem zbyt często o tych, którzy „zostawali w śniegu”, gdy ich „zakłady pracy socjalistycznej” padały jeden po drugim. Książkę (grubą) na ten temat można by napisać. Oczywiście – pomagaliśmy jak umieliśmy, tworząc fundamenty infrastruktury pod nowe miejsca pracy (nowe sieci połączeń drogowych, elektrycznych, telefonicznych, czyli klasyczne „uzbrojenie terenu”) oraz starliśmy się, aby całe osiedla tzw, zakładowe, zakładów likwidowanych podłączyć jak najszybciej do miejskich mediów, ale, przy okazji niejako, w śniegu zostawali niezaradni, samotni, ech… cała paleta nieudaczników. Pamiętam jak wówczas między burmistrzami, wójtami i prezydentami miast, z którymi się spotykałem, krążyło takie powiedzenie. Ci bezdomni to margines, to nie elektorat. Że elektorat, przekonaliśmy się, jak Polska długa i szeroka, podczas wyborów w 2015 roku, gdy na PiS zagłosowali oni oraz ich dzieci i wnuki.

  109. NeferNefer
    18 maja o godz. 11:34

    Neferko, zdjęciowy jestem prawie zawsze, ale dziś zapomniałem wszystkie aparaty łącznie z komórką i żona myślała, że się utopiłem. Dużo nie brakowało. Pogoda była cud, ale w porywach wiatr był taki, że z trzydzieści razy zrobiłbym zwrot przez stępkę, ale w kajaku nie ma stępki. Jeden zmartwion miałem, ale przez te pieprzone porywy, jak chciałem zrobić z bliska wierzbę okropnie rosochatą, rzuciło mnie na nią i zanim wyplątałem linki z gałęzi, trochę wiader wody mi dolało, bo stałem bokiem. No i ciut zmartwion ucierpiał. W powrotnej drodze na wietrze i słońcu wysechł i dalej trochę działał, ale potem zgasł. Spokojna głowa, ja nie gasnę. Czuj duch, Neferko zanurzam się w podróżne plany.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/6NPsnvrNkHr

  110. @jobrave
    Może i wymyśliłeś indycybowanie godzinę temu, ale słówko do tzw. obiegu przeniosło się – ho, ho, jak wcześniej 😉 Oto co możemy znaleźć na portalu Beka.pl, wklejam linka:
    http://www.beka.pl/txt_filozoficzne.php
    Wychodząc z koncepcji dochodzimy do konkluzji, że nasze reperkusje są antyreferentne i interreferentne, a zatem determinizm polatywny w aspekcie środków retrospektywnych nie incydybuje się w kategorii absolutu.
    Podesłał Piotr

    To samo, ale w trochę zmienionej formie, w:
    http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Be%C5%82kot_pseudonaukowy
    nasze reperkusje są antyferente i interferente, a zatem determinizm polatywny, w aspekcie środków retrospektywnych nie incydybuje się w kategorii absolutu.

    Pozdrówka.

  111. NeferNefer

    Przepraszam, Neferko za ostatnią fotkę. Wplątała się nieproszona i nieprzygotowana do wejścia (niespoziomowana). Zobaczyłem za późno, nie patrz na nią, zamknij oczy i powiedz trzy razy: razy, dwazy, trzyrzy, cztery, pindzie, lindzie, ekman, dekman. Dobranocka.

  112. Pamiętacie ślusarza, który poszedł po holajzę?

    A dlaczego? Bo z powodu kajli na uberlaufie trychter rzeczywiście robiony był na szoner, nie zaś krajcowany, i bez holajzy nie udało się zagnypować lochbajtla w celu udychtowania pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie śtendra.

    I wszystko jasne! To był chyba Tuwim, ale on po prostu gromadził takie autentyczne dziwadełka, cicer cum caule.

  113. Lewy
    18 maja o godz. 17:57

    Zupełna prawda, niech mi tylko ten Tripel Karmeliet (x2) z głowy wywietrzeje to zaraz będę Kantować i tak dalej

    wbocek
    18 maja o godz. 20:16

    Jeszcze nic nie zobaczyłam bo dopiero wróciłam z miasta i jak wyżej 🙂

  114. anumlik
    18 maja o godz. 19:38

    Oczywista oczywistość, bieda zazwyczaj jest dziedziczna. Ale tak być przecież nie musiało.
    Zawiodło państwo ale i w dużej mierze szkoły.

    Chociaż nie wszyscy byli głupi, przypomniał mi się pewien wywiad w wyborczej i dałam radę go znaleźć, dotyczy byłych PGRów.

    Ja tylko wiem, że w latach 1994-2004 na pomoc dla tych ludzi poszło 1,2 mld zł. To jest moim zdaniem bardzo dużo. Na naukę w szkołach ponadpodstawowych dawaliśmy stypendia wyższe od MEN-owskich, dawaliśmy na dojazd do szkoły itd. W 2004 roku korzystało z nich prawie 50 tys. dzieci z popegeerowskich osiedli. Nie wspomniałem jeszcze o mieszkaniach, które pracownicy mogli wykupić za symboliczne kwoty. Dawaliśmy stypendia dla dzieci, była akcja dożywiania w szkołach, do których uczęszczały dzieci dawnych pracowników, przy czym dożywialiśmy całe klasy, by nie stygmatyzować tych dzieci….
    Może rząd SLD uznał, że pomoc nie jest już potrzebna. Stypendia miały być z MEN, ale widocznie w morzu potrzeb zapomniano o dzieciach z pegeerów. Dostawałem potem telefony od rodziców dzieci, które wcześniej miały stypendium z pytaniem dlaczego je skasowano. Było mi bardzo przykro, że moi następcy się z tego wycofali. Kiedy teraz słyszę jak Leszek Miller mówi o utworzeniu Funduszu dla Pokrzywdzonych to ręce mi opadają. Szanowałem Millera jako premiera, ale mam ochotę go spytać gdzie był kiedy rząd SLD w 2004 roku likwidował system wspierania ludzie z PGR-ów? Dlaczego zakazano Agencji udzielać stypendia dla dzieci?

    http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,16230362,Tanski__Nie_zamordowalem_pegeerow.html

    Wielka szkoda, i tyle. Czy jest jeszcze coś w Polsce za co nie jest odpowiedzialny Miller?

  115. @izabella 18 maja o godz. 20:35
    Tański Tańskim, ale warto też zwrócić uwagę na komentarze pod tekstem.

  116. @anumlik,
    Tak się składa, że jestem jednym z pomysłodawców polskiej wersji nonsensopedii (forsowałem nazwę „fikimikipedia”, lub absurdopedii, ale wybrano „nonsensopedia”) , i jednym z pierwszych nonsensopedystów, autorem o współautorem wielu haseł, w tym dotyczącego bełkotu intelektualnego. Hasło, które zawiera słowo „incydybować” – wierz mi, lub nie -jest, jak wiele innych tam zawartych, mojego autorstwa. Wstydziłbym się przypisywać sobie coś,co sam bez trudu potrafię wymyślić (czego nie potrafię, też bym się wstydził zresztą :), a to, że wymyśliłem godzinę temu, to oczywiście nieprawda, ale też nie chodziło o dosłowność.

  117. @izabella, z godz. 20:35
    Znam ten wywiad z Tańskim. Ba, znam dobrze – bo aż do granic stosunków towarzyskich w tamtych latach – Tańskiego. W latach 1984 – 1988 byłem szefem zespołu przekształceń własnościowych Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, gdzie – z racji obowiązków – współpracowałem bardzo blisko z Adamem Tańskim – jako zrazu ministrem rolnictwa, a później szefem Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Był jednym z mądrzejszych polityków PSL-u. Cały proces przekształceń PGR-ów w spółki pracownicze oraz sprzedaż tysięcy hektarów po PGR-owskiej ziemi oglądałem „od środka”, jako jeden z tzw, decydentów (politycznych, nie zarządzających). Ma rację Tański, gdy mówi w wywiadzie, który zapodałaś, że – Szanowałem Millera jako premiera, ale mam ochotę go spytać gdzie był kiedy rząd SLD w 2004 roku likwidował system wspierania ludzie z PGR-ów? Dlaczego zakazano Agencji udzielać stypendia dla dzieci?. Odpowiedź jest jedna. Ponieważ te pieniądze zostały zaalokowane w pomoc upadającemu Bankowi Gospodarki Żywnościowej, który „dbał” o fortuny dopiero co uwłaszczonych „na państwowym” latyfundystach i właścicielach świeżo utworzonych fermach drobiu oraz innych hodowlach. Wszystko za kredyty z BGŻ. Wtedy nie widziałem tej sieci powiązań, jakie się zaczęły tworzyć w latach 1989- 1994 (i późniejszych). Tański też nie wiedział. Wiedza i otrzeźwienie przyszły później. Procentują – m.in. – rozpanoszeniem się smoleńskiej sekty.

  118. @jobrave, z godz. 21:01
    Domyśliłem się po Twoim poście i skonfrontowaniu go z zapodanymi przeze mnie linkami. Wiedz, o Szanowny, że ja – oprócz tego że jestem zakoncesjonowanym przez Namargineskę erudytą – to jestem też niezłym researcherem. Dotarcie do źródła nie zajmuje mi wiele czasu, a był okres, gdy (zanim jeszcze wymyślono internet) dorabiałem sobie do „kieliszeczka seczego” wyszukiwaniem materiałów źródłowych w bibliotekach dla przyszłych magistrów (paru doktorom też pomogłem).

    Nie pisz więcej w moim towarzystwie, że to, że wymyśliłem godzinę temu, to oczywiście nie prawda, gdyż tę „nieprawdę” można było szybko odkryć (wcale nie musiałem to być ja). Pisz raczej – takie sformułowanie jest mojego autorstwa, o czym zaświadcza wpis w nonsensopedii. W co Ci wierzę bez zastrzeżeń.

    Ostań się z błogosławieństwem Wikipedii i Nonsensopedii. A także z poszumem ćcin. Jamneńskich, oczywista 😉

  119. anumlik
    18 maja o godz. 19:25
    „Lepsze jutro juz za zakretem” -Jędrzej Malko

    Też jestem fanką nowego Przekroju, ale na razie kupiłam tylko pierwszy numer, drugi czeka na mnie w Polsce. Nie wiedziałam że wleźli na internet, bo przez dłuższy czas była tam tylko główna strona.

    Wiadomo jednak, że nadchodzi moment, kiedy szybciej już nie pobiegniemy. W ostatnich dekadach karmiliśmy wzrost gospodarczy, nie tylko oddając rynkowi kolejne sfery życia, lecz także w zabójczym tempie przejadając zasoby lądów i oceanów. Granice wytrzymałości ludzi są zadziwiająco elastyczne, ale skończoność tej planety jest po prostu faktem.

    No i właśnie, to jest chyba najpoważniejszy problem naszego świata. Czy kapitalizm potrafi tak na pół gwizdka? W przeszłości kapitalizm potrafił tylko albo rosnąć albo się kurczyć. Dmuchanie balonu i jego przekłucie, tak cyklicznie. Wzrost w dużej mierze opiera się na optymizmie i wierze w przyszłość. W cenach akcji i w cenach domów wliczone są przyszłe dochody. Tak z 15-20 lat przyszłych dochodów. Bez tej wiary giełdy runą, ceny domów spadną. Firmy zaczną zwalniać, ludzie będą bankrutować. Jak znaleźć equilibrium.

    Faza społeczeństwa osiągnięć jest już pewnie za nami, pytanie tylko czy będzie jakaś trzecia faza, czy wrócimy do społeczeństwa dyscypliny. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują że prawdopodobny jest powrót do fazy dyscypliny. (Właśnie czytam The Handmaid’s Tale i polską prasę, więc jest mi nie do śmiechu).

  120. W celu zatarcia złego wrażenia wywołanego przez „anumlika”, który mnie zlustrował i zdemaskował, pozwolę sobie błysnąć szerzej.
    Abstrahując, ale nie dystansując się od (auto)plagiatu, wyabstrahowałbym z konstatacji Hana ekstremalnie subtelną fraktalizację problemu, perforującą lecz nie dekomponującą strukturalnie transdementalności deskrybowanego fenomenu, choć w ujęciu Desmonde’a, które znamy z “ Dependancji kohernetywnej struktur psyhoakrostatycznych”, sprawa przedstawia się wicerwesywnie. samowyzysk nie jest niczym innym bowiem, niż cyklokaliolatywnym nadużyciem skierowanym w stosunku do własnej osoby.(Cyclocalliolative Selfabuse Syndrom), pozornie, co podkreślam, kondeminujące z wahadłodawą decerebracją. Wnikliwy badacz dostrzeże tu nonekspektatywne asocjacje z dysktutowanym tu niedawno Syndromem Sztokholskim oraz dalekie wpływy buddyzmu niekonsensywnego oraz echa eterystycznej koncepcji introwertyki ekstrawertyzmu Ralpha Berensteina, co niejako może tłumaczyć problem, zarówno w ujęciu Bguyna-Chul-Hana, jak i katastrofę smoleńską w ujęciu podkomisji ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

  121. jobrave
    18 maja o godz. 17:52 i 21:58
    🙂 🙂 🙂

  122. @anumlik,
    Nie wstając z kolan przed potęgą Twego intelektu, pozwolę sobie jednak stwierdzić, że zdemaskowanie mnie nie było trudne – to, nawet ja bym potrafił – wpisuję podejrzaną frazę i mam delikwenta na widelcu. 🙂
    No cóż polazłem na skróty i wlazłem… :), ale przy tej „godzinie temu”, to się upieram i już, nie chodziło o to, że dosłownie, lecz, że na poczekaniu, ad hoc.
    A gdybym był pisowcem, to bym Ci odpisał, że to był lapsus, że wyrwałeś z kontekstu, że się przesłyszałeś, że masz fałszywe informacje pochodzące z wiadomych źródeł, że to prowokacja, że jesteś za mordowaniem dzieci nienarodzonych, pedałem i lesbijką, Chazarem, ateistą, KODziarzem itp. 🙂

  123. izabella
    18 maja o godz. 21:56

    Mój komentarz
    Moje widzenie zasadniczego problemu, który za chwilę (w skali geologicznej, astronomicznej sto lat, czy tysiąc lat, to mgnienie) będzie miała Ziemia, jest pesymistyczno-realistyczne.

    Posunę się do stwierdzenia, że jest to widzenie uniwersalistyczne. Zapewne, nie było jeszcze we Wszechświecie przypadku, by jakieś ciało niebieskie nie podyktowało nowych warunków równowagi warstewce porostów ją zasiedlających. Tak będzie z Ziemią.

    Wynikające z rosnącej nierównowagi zasoby-odnawialność zasobów, nawracające kryzysy , humanitarne, migracyjne, cywilizacyjne nierówności, będą prowokować kryzysy nowego typu, które przeradzać się będą w konflikty typu krótkie spięcie przechodzące w różnego rodzaju strategie spontanicznie podejmowane, notorycznie podgrzewane w strefach chaosu, wojny, migracji, niepewności, itd. Obie strony będą zmuszone do stosowania coraz bardziej radykalnych środków.

    Ciśnienie migracyjne jakie wywiera już dziś Południe (strefy ograniczonego w stosunku do ludnościowego potencjału urodzaju Afryki i Azji) będzie generować kryzysy, których formy nie znamy, a tym bardziej nie jesteśmy przygotowani na ich rozwiązywanie ani na zapobieganie im.
    Na razie tworzy się masa krytyczna.
    Ziemia nie jest nieskończenie pojemna. Przyrost ludnościowy i współczesna technika błyskawicznie wyczerpują tę pojemność.
    Pzdr, TJ

  124. Globalnie, generalnie, systemowo, itp., nie jest źle. Chyba szanowni ateiści nie zauważyli – w zacietrzewieniu walki z sektami różnorakimi – iż świat nasz jest miliony razy bardziej skomplikowany, niż sobie wyobrażamy. Ot, chociażby wiarygodne prognozy wyczerpania złóż ropy do końca lat siedemdziesiątych wieku ubiegłego. Jak pięknie katastroficznie to brzmiało! I co? A no okazało się, że ta ropa to jednak nie biologia, a chemia i geologia. I jest jej od cholery i jeszcze trochę. Aż trzeba ograniczać produkcję i wycofywać silniki wysokoprężne, bo nie trzeba oszczędzać surowców więc można oszczędzać środowisko.
    Podobnie z wyżywieniem. Podobnie z innymi surowcami. Wpakowanie solidnych środków w naukę zaowocowało takim nadmiarem dóbr, że trzeba było coś z tym zrobić, by cywilizacja nie wymknęła się nam spod kontroli. Spuściliśmy więc ze smyczy religie. I – o dziwo – funkcjonują jak zwykle. Pędzimy więc w kolejne średniowiecze, aby ci, którzy wybrali władzę i kasę, zachowali swe zdobycze.
    A my zejdziemy do podziemia. Może już czas, by nazwę blogu zmienić na Anonimowych Ateistów.

  125. Qba
    Zaraz, zaraz…chyba nie proponujesz nam odwyku od ateizmu. Zgodnie z ideą AA.

  126. Qba
    18 maja o godz. 23:04,
    Jesteśmy przezorni, dlatego pisujemy pod ksywkami, mając świadomość, że nie tylko my, ale i nasze potomstwo może ponosić konsekwencje naszej postawy i czynów. Na razie najbardziej zagrożeni są w Polsce wyznawcy Allacha oraz osoby o śniadym odcieniu skóry, ale Brat Mniejszy wskazał już sorty godne i niegodne, a prezydent *u*a doprecyzował, że również i dzieci oraz wnuki zdradzieckiego sortu powinny ponosić konsekwencje niewłaściwych wyborów dokonanych przezeń.

  127. @mag
    18 maja o godz. 23:13

    Powinnaś wiedzieć jako ateistka,że jako niewierzący (to głębiej, niż ateista, którą to nazwę wymyślili wierzący) nie wierzę w odwyk od niewiary.
    To przecież takie proste. Nie wierzyć nikomu i sprawdzać. I nagle okazuje się, że można, że działa, że potrafię. To jest cudownie fascynujące – tyle możliwości, prawie żadnych ograniczeń i tylko jeden warunek – nie daj się zapędzić w cokolwiek, a szczególnie w posiadanie. Ono krępuje najbardziej i wymaga najwięcej. A mózg nasz jest czymś tak rewelacyjnym, że daje sobie radę nawet z nami. Tu wspominam Wiktora Osiatyńskiego, który myślał. I to jak!

  128. @anumlik

    Moj blogowy Przyjacielu…

    Mam nieklamana nadzieje, ze ja tez jestem dla Ciebie, jak Ty dla mnie, blogowym, czyli intelektualnym przyjacielem.

    Przed przyjaciolmi nie ma niczego, czego w imie przyjazni, chocby intelektualnej, wypadaloby zataic, a jeszcze bardziej nie ma tego, co nalezaloby przemilczec.

    Dlatego, czujac sie Twoim przyjacielem, pisze i daje Tobie znac, o tym co zauwazylem i mysle, ze nie jestem w swoim „zauwazeniu” odosobniony, choc inni co sie nie czuja Twoimi przyjaciolmi, skrepowani „politycznie”, nie maja odwagi wypowiedziec.

    Falszywych przyjaciol olewajmy i bedec prawdziwymi przyjaciolmi, mowmy co widzimy, zeby pomoc przyjacielowi wygrzebac sie z „dolka”, w ktory wpadl…

    @anumliku,
    Pomine to co chciales powiedziec. Czesciowo @Lewy, w duzej mierze @Tanaka i co nieco @tejot i cosik @izabella, wydobyc zdolali z Twojego intencjonalnego przekazu… we wstepniaku.

    Zwroc uwage, ze oni wszyscy musieli „wydobywac”, zamiast zwyczajnie Twoj przekaz odczytac, czytajac wstepniaka.

    „Jakies cosik” im, mi i reszcie blogowiczow, uniemozliwialo zwyczajne proste odczytanie Twoich intencji…

    Od „pierwszych slow” Twojego wstepniaka, mialem wrazenie, ze prezentujesz swoja wiedze imponujaca, zamiast zmierzania do celu. „Zmierznie do celu” przekazu, wykorzystales do autoprezentacji siebie i swojej wiedzy wtemacie…

    I ta nieszczesna autoprezentacja, wymknela sie Tobie spod kontroli i wziela gore nad byciem argumentacja, w tym co pierwotnie chciales powiedziec.

    To odkrycie, bylo moim najwiekszym problemem w odniesieniu sie do Twojego wstepniaka.

    Calkiem mozliwe, ze nie zrozumialbym w czym rzecz, gdyby nie to, za ja tak samo jak Ty, tez mam ten problem, z rozroznianiem tego co pisze jako argumenty w dyskusjach, od wykozystywaniu mozliwosci, do pokazywania siebie jako „posiadacza taaaaakiej wiedzy”…

    Sam sie z tym problemem niejednokrotnie zmagam, wiec po sobie samym wiem, jak latwo jest ulec pokusie.

    Ulegles tej pokusie, bywa… Problem w tym, zeby ulegnawszy raz, czy dwa, umiec sie wyzwolic, a wyzwoliwszy sie, uzywac wiedzy posiadanej, do argmentacji, nie ulegac pokusie „wywyzszania sie” i pawiego prezentowania ogona.

    Jestem i czuje sie Twoim blogowym przyjacielem, gdybym nim nie czul sie, to „w zyciu Romana”, nie napisalbym tego co pisze.

    Pozdrowka serdeczne
    lonefather

  129. @jobrave
    18 maja o godz. 23:32

    Dzisiejsza kultura jest sztuczna, a stworzona została przez ekonomię. Podobnie jak kino amerykańskie: najpierw sprawdzimy jak się sprzedaje, a dopiero potem wybierzemy „najbardziej sprzedają” wersję i wprowadzimy na ekrany. Ksywki są jak pseudonimy okupacyjne czy sceniczne. Ot, moda i nic więcej.
    Pisząc o religiach użyłem liczby mnogiej, bo przecież sami rąk nie będziemy brudzić. Podobnie, jak przywódcy powstania warszawskiego czy innych „zrywów narodowych” nie po to je wymyślamy, by w nich ginąć. Lech kaczyński zginął (poległ), bo to nie on wymyślił akcję, a jego braciszek. Wniosek: Nie wierz przywódcom!

  130. @mag,
    Zapomniałem się ucieszyć, że znów zawitałaś, a próbowałem, tylko za każdym razem ktoś mi przerywał. Teraz już nikt mi nie przerywa, więc się cieszę, bardzo zresztą. 🙂 A tu bossa-nova dla Ciebie, znana Ci zapewne: https://www.youtube.com/watch?v=7ErQv8vwStk

  131. Qba
    Ja też nie wierzę w odwyk od niewiary, ale rozbawiła mnie gra słów AA w kontekście ateistów.
    Zresztą uważam się raczej za agnostyczkę, bo bliższy jest mi sceptycyzm klasyka – wiem, że nic nie wiem.
    Przyznasz chyba, że daje to poczucie wolności, chroni, a nawet zabezpiecza przed różnymi uzależnieniami

  132. Qba
    18 maja o godz. 23:43

    „sztuczna kultura” powiadasz?
    A niby co uwazasz za sztuczne?
    Jest ta obecna kultura taka jaka jest. Mi sie nie za bardzo podoba, ale nie uwazam jej za sztuczna,

  133. jobrave
    Kochany jesteś, że pamiętałeś jak bardzo lubię bossa-novy.
    Idę spać z lekkim sercem, „słysząc” Gal Costę,

  134. orteq,

    zaniepokoiło mnie, gdy po powrocie z zasłużonego urlopu zamiast wypoczęty i wesoły uderzyłeś w metafizykę.
    Cholera wie co z takiego stanu ducha może wyniknąć dla otoczenia.

    Jak się orientujesz ostatnie nawiedzenia w polityce nie są zbyt budujące dla bliższego i dalszego otoczenia.

    Widzę jednak, że z tobą jest już dobrze, z czego się cieszę.

    Jeśli idzie o wpis anumlika, to się nie wypowiadam, bo zabrałem się najpierw do czytania wpisów Lonka (przepraszam za tą bezczelną poufałość, ale to z powodu trudności z zapamiętaniem pełnej nazwy jego nica. Wszak na blogu bywam okazyjnie, więc dłużej muszę się oswajać).

    Do jego tekstów zawsze się przygotowuję by przystąpić do ich „konsumpcji” w pełni skoncentrowany.
    Przecież pisarz ten przez wiele lat wdychał jod pochodzący z „sopockiej” zatoki.
    Chwalił sobie ten jod niejaki Tomasz Mann, który robił to samo, ale urlopując nad morzem w Kołobrzegu (rezultaty tych fanaberii były ponad standardowe).

    Warto jednak dodać, że po Sopocie przez miesiąc czasu szwendał się niejaki Schiller, którego niemiecki książę wcielił na siedem lat do wojska (w końcu skończył jakiś kurs weterynaryjny, co dało mu konkretne przygotowanie do życia, a nie pisanie jakichś tam poezji).

    Nie wiem czy Schiller przyjechał do Sopotu po jod wdychanie którego pchnęło na stare lata anumlika w świat poezji.

    Wspomiałem Schilera, bo skojarzył mi się z moim młodzieńczym losem.

    Ja także, po oblanym egzaminie na filozofię zgłosiłem się dobrowolnie do renomowanej szkoły oficerskiej w której wytrzymałem cztery tygodnie.
    Później wykorzystywałem bezczelnie fakt, że mój dowódca plutonu chwalił mnie jako dobrego żołnierza (chyba dlatego, że wstawiałem się za nękanymi kolegami) i, szczęśliwy, już w cywilu rozpowiadałem przyjaciołom, że byłem żołnierzem „najwyższych nadziei”.

    Wracając do jodu, to dał on napęd obu wymienionym poetom, a we mnie wywołuje jedynie furię upstrzoną epitetami, gdy myślę o zachwaszczonej polskiej scenie politycznej.

    To co napisałem rozwlekle można było ująć w skrócie, że jeśli chce się wskoczyć na wyższą półkę, to nad anumlikiem trzeba się pomęczyć.

  135. Qba,
    A jednak można „odwyknąć” od ateizmu i jest na to wiele przykładów, choć oczywiście nie każdego to dotyczy. Niektórzy ateiści, poddani praniu mózgu przez różnych spryciarzy, którzy skutecznie potrafią zasiać wątpliwości, zaczynają wątpić w nieistnienie, aż wreszcie stają się, nierzadko żarliwymi, tej, czy innej bozi. Dotyczy to głównie ateistów „od urodzenia”, ale i takim, co przeszli etap wiary, zwątpienia, aż wreszcie wiarę zupełnie stracili, zdarza się to również, szczególnie na starość. Znam wielu takich.

  136. @mag
    18 maja o godz. 23:53

    Przepraszam, aliści to maślo maślane. Jeżeli wiem, to nie mogę nic nie wiedzieć, nawet, jeżeli jest to „nic nie wiem”. Bo wiedza o braku wiedzy, też jest wiedzą! Jak mawiają automatycy: Brak algorytmu też jest algorytmem.
    A co do wolności, to bardzo indywidualna sprawa. Prawdziwa wolność jest bezdomna, bowiem wszystko co posiadasz, wiąże Cię, a tym samym zabiera Ci wolność. Na codzień zadowalamy się substytutami – bez TV, bez samochodu, bez żony, itd. Czy brak żony chroni przed uzależnieniem od alkoholu? To wszystko „nie tak, nie to i za mało”.
    Ja się cieszę, że żyję. I że jeszcze trochę mam przed sobą (107 lat, bo tyle lat żyją osły – nie wiem czy to prawda, ale podoba mi się, więc tak sobie mówię).

  137. Anonimowy Ateista, (nawiązaniu do AA), to taki, który jest uzależniony – ale od czego? Od krytyki i ośmieszania religii i form religijności? Uzależniony od praktyk, bo jak się przeżegna ,to wpadnie w ciąg ?Albo uzależniony od bycia człowiekiem wolnym?

  138. @lonefather
    18 maja o godz. 23:55

    Sorry Winetou. Oczywiście powinniśmy zdefiniować pojęcie. Aliści traktując „kulturę” jako przejaw wszelkich działań nieproduktywnych wyjaśniłem, co miałem na umyśle. Jako przeciwwagę mogę wspomieć kulturę w PLR, która powstawała <b<pomimo „pomocy” państwa.
    To, co dziś mnie otacza jest przeraźliwie przewidywalne. A tym samym nudne. Dużo rzadziej zdarza mi się widzieć film, sztukę czy czytać książkę, która daje mi coś nowego. Oczywiście jest to sprawa ilości przyswojonych z wiekiem utworów. Nie wiem, kto to rzekł, ale: Świat jest tak duży, że nie ma czegoś takiego, czego by nie było.” Czyli (prawie) wszystko już było. A napęd młodości wynika z niewiedzy. I raz na 1000 przypadków ktoś trafi. I dobrze mu tak!

  139. @jobrave
    19 maja o godz. 0:08

    Mendzisz Waść. Niewiara jako taka zakłada konieczność dowodu na bazie aktualnego stanu nauki. Chciałbym tu podkreślić, iż – pomimo wysiłków religiantów – nawet w średniowieczu nauka nie całkiem zaginęła. Wystarczyło nieco pomyślunku i odwagi, by pozostać przy swoim zdaniu. W ręce inkwizycji wpadali – niestety – niesamodzielni niewierzący, czyli jakby wierzący w niewiarę. Proszę tu nie podpierać się literaturą. To wszystko dzisiejsze konfabulacje fabularne. Jeżeli już, to proponuję trylogię Sapkowskiego.
    Proszę pamiętać, że średnio większość obywateli jest średnio pasywna i średnio aktywna, a ponieważ ekonomia deprecjonuje świadomość, zatem większość idzie za głośniejszymi.

  140. @Stachu39
    19 maja o godz. 0:13

    A sam pomyśleć nie łaska (pańska)? Skoro oryginał zakładał anonimowość członka? Organizacji, oczywiście. Niewątpliwie.

  141. Qba
    g.23:53
    Oj tam, oj tam. Nie muszę zaraz być kloszardką, by poczuć powiew wolności przynajmniej raz dziennie (?).
    A może nie oczekuję zbyt wiele i dlatego nie odczuwam bezbrzeżnej nudy, na którą się uskarżasz.
    Nie popadajmy w banał. Oczywiście że wszystko już było, a jednak za każdym razem jest trochę inaczej.
    Dobranoc

  142. @mag
    19 maja o godz. 0:40

    Masz rację, a ja spokój.
    Na dobranoc nieco rymów

    Dobrze jest w życiu coś posiadać
    Domek, samochód albo pracę
    Jest wtedy o czym z bliskim gadać
    Na szefa kląć lub niską płacę

    Albo coś z rzeczy mniej przyziemnych:
    Głosić powszechny dusz parytet
    I przeżyć kilka chwil przyjemnych
    Jako medialny autorytet

    By nikt już nie miał wątpliwości
    Przez siłę głosu, wielkość czcionki
    By zawsze poznał pośród gości
    Kto tu jest królem, a kto pionkiem

    Niech żyje zatem autorytet
    Uznany pochyleniem głowy
    Wszak chcemy życie czyste, syte
    Zgodne z czynami, a nie słowy

    Lecz autorytet – jak pogoda
    Zmienia się szybko, nawet w niebie
    Wystarczy zatem tylko dodać:
    Posłuchaj przede wszystkim siebie

  143. anumlik – 14:04

    „Żadnego Twojego wpisu nie określiłem mianem ch.jnia. Ani z kropką zamiast „u”, ani bez kropki. Bądź uprzejmy tak nie określać tekstów innych, w tym moich. OK?”

    Przepraszam, anumliku. Wymsklo mi sie. Niechcacy

    PS. Ja wpisow nie popelniam. Posty owszem. To tak tytulem

  144. Qba
    19 maja o godz. 0:23

    Przeprosiny przyjmuje.
    Co do reszty, to sie nie zgadzam, czyli mam powazne zastrzezenia, o ktorych rano napisze, bo teraz juz pora na sen mnie dopadla.

  145. Rosa91b – 0:03

    „zaniepokoiło mnie, gdy po powrocie z zasłużonego urlopu zamiast wypoczęty i wesoły uderzyłeś w metafizykę. Cholera wie co z takiego stanu ducha może wyniknąć dla otoczenia. Jak się orientujesz ostatnie nawiedzenia w polityce nie są zbyt budujące dla bliższego i dalszego otoczenia. Widzę jednak, że z tobą jest już dobrze, z czego się cieszę… pisarz ten [lonek] przez wiele lat wdychał jod pochodzący z „sopockiej” zatoki.
    Chwalił sobie ten jod niejaki Tomasz Mann, który robił to samo, ”

    No to cieszmy sie razem, Stanie Rybenko Roso. Bo ja za kilka dni ucaluje ziemnie czarna polska.

    Nie ma jeszcze decyzji w sprawie wdychania jodu nad zatoka sopocka. W planach jest, na dzien dzisiejszy, wdychanie wszystkiego co bedzie parowalo nad V-tym zjazdem absolwentow LO Sokolka. Nie podejrzewam obecnosci jodu w oparach zjazdowych

    „jeśli chce się wskoczyć na wyższą półkę, to nad anumlikiem trzeba się pomęczyć.”

    Ano trzeba. Ale z jaka frajda!

  146. Neferko zlota,
    dopiero com wszedl na ten wpis. i nie przeczytawszy calego zauwazylem Twoj list – jestes poetka nostalgii (zabijasz mnie) i zwyklego ludzkiego rozumienia rzeczy , moj raj tez tak wyglada; szkoda ze nie spotkamy sie tam.
    A dopoki co milujmy sie. Z powazaniem @act

  147. Dzieki @jobrave za przystepne wyjasnienie co poeta czyli @anumlik mial na mysli a na powaznie dzieki @ izabelo i inni, ze zamken iliscie niektore tezy wpisu na realne zycie. Niemniej mam duzo sympatii dla Autora, nie tylko za jego intelekt, ale i jego czlowieczenstwo. To nawet dla mnie jest jak by wazniejsze.
    No to anegdotka na temat form pisania. Bliska mi mloda osoba zamieszkala w spoldzielni mieszkaniowej ( cooap w Ameryce sie mowi). W budynku maja jakiegos dedektywa – amatora, ktory sprawdza jak przebiega recycling. No i odkryl, ze niektore puszki po jedzeniu dla psa sa wyrzucane nieumyte. Zaczal sledzic kto dopuszcza sie takiego czynu i padlo mu na najmlodszego czlonka kooperatywy. No i dzisiaj przeczytalam wytworne pismom jakie na pisal ten czlowiek do dyrekcji spoldzielni, ze to nie on bo…. Po prostu kunszt literacki, dlugie i nudne, czego dowodem bylo, ze prezes spoldzielni natychmiast odpisal, ze na razie jest na wakacjach, ale rozumie….
    Ja skomentowalam: a nie mozna bylo napisac zwyczajnie i krotko: „q…a, nie mam psa, tylko indoor kota, ktorego nie karmie pieskim, dla mojego kota niekoszernym jedzeniem.”

  148. Wczoraj powiedzial mi jeden madry gosc (doktur): jak nie przestaniesz pic, to masz najwyzej rok, zaczynaj porzadkowac swoje doczesne sprawy (jak smial). Oniemialem, kurna…tyle lat i jeden rok zostal. Dobra, mowie sobie, niechaj tak bedzie. W koncu nie przyzwyczailem sie za bardzo do tego nonsensu. Boje sie i nie boje sie. Widzialem gorsze rzeczy.

  149. Qba
    19 maja o godz. 0:36,
    Mędzę, czyli ględzę, zrzędzę, gderam, marudzę? Napisałem kilka zdań o czymś zupełnie oczywistym, czyli o tym, że ludzi można odzwyczaić od poglądów, które wyznają, mało tego można weprzeć im skrajnie przeciwne w stosunku do tych, które długo wyznawali, zdawać by się mogło, że byli z nimi nierozerwalnie zrośnięci. Z niejednego ateisty zrobiono żarliwego wyznawcę bozi, a w jaki sposób, to już nie będę Ci wyjaśniał, bo musiałbym obrazić Twoją inteligencję, więc nazwę to nieporozumieniem.

  150. Tanako.
    jestes wielki….ale ‚tong twister’ jest ‚tongue twister’. Ktos musi czuwac, gdy wszyscy spia w polnocnej hemisferze. Popraw, bo Twoje wpisy przejda do wiecznosci.

  151. Orteq,

    ci panstwo, ktorzy mnie goscili pacholeciem w Sokolce to byli (cytuje z pamieci)Kasiukiewicz chyba – zadna rodzina to byla, wspaniali ludzie, kochani do dzis w pamieci mojej. Ja ‚latarnik’ chyba sie robie.

  152. Orteq,

    „Bo ja za kilka dni ucaluje ziemie czarna polska.”

    Te ziemie, ucaluj i ode mnie…czarna i zlota.

  153. A tak wogole
    pantha rei i nic sie nie dziei – z Ildefonsa G.

  154. @act – 4:10

    Ucaluje te ziemnie czarna zlota, accie. Przyrzekam.

    W tym miejscu przypomne historie mojego pierwszego wjazdu do Polski, po ok. 10 latach emigracji. Rok byl 1981. Zaraz po drugiej ‚pielgrzymce’ JPII.

    W samolocie z Paryza do W-wy skumplowalem sie z sasiadem wspolpasazerem. Moczymorda nie gorszym ode mnie. Dalismy sobie w dudy zdrowo. Kiedy przyszlo do przesiadki z kukuruznika LOT-u do autobusu na Okeciu, byly pewne przegiby oraz wahniecia wertykalne.

    Jedna mysl przyswiecala: ucalowac polska ziemie. JP II juz dwa razy calowal, po dwoch tylko latatch swojej emigracji. Wiec ja nie moglem byc gorszy! Po o wiele dluzszej niz Jego emigracji.

    Wiec gibam ci ja sie w autobusie okeciowym, podpierajac sie wspolpasazerami. I wciaz mysle: jakby tu te ziemie polska ucalowac? Az mnie dopadlo: teraz to uczynie. Na trasie z samolotu do lotniska. I zaczalem sie obsuwac ku dolowi, posrod scisku autobusowego. Zeby dokonac tego patriotycznego czynu.

    Alisci! Wspolpasazerstwo autobusowe bylo czujne. Podtrzymywali moje obsuwanie sie ku podlodze autobusu tak skutecznie, ze do zadnego lizania przeze mnie tej podlogi nie doszlo.

    A na lotnisku nie bylo mozliwosci calowania posadzki. Liczna rodzina machala z oddali wieloma rekami. Trzeba bylo szybko trzezwiec

  155. Do tego kraju nie mozna po trzezwemu Ortegu. Ja byl w Polszcze lat
    temu dwadziescie (w PanAmerican wypil ja wszystkie butelki). Ja tez lecial przez Paryzewo z Nowego Jorku. Jak mnie jeden ‚custom officer’ przelecial przez walizki, to mnie odechcialo sie calowac tej ziemi swietej, od Boga wiecznie przekletej.

  156. @act – 3:45

    „ci panstwo, ktorzy mnie goscili pacholeciem w Sokolce to byli (cytuje z pamieci)Kasiukiewicz chyba – zadna rodzina to byla, wspaniali ludzie, kochani do dzis w pamieci mojej. Ja ‚latarnik’ chyba sie robie.”

    Pewnie tak. Latarnik ty murowany.

    A o Kasiukiewiczu z Sokolki takie cos figuruje na internecie.

    http://forum.wspolczesna.pl/dawna-sokolka-t2240/page-8

    „Rewkom [Rewolucyjnyj Komitet] sokólski składał się z następujących wydziałów:
    1) aprowizacyjnego (J. Daszuta, Bubieniec, Katzenelbogen),
    2) ziemskiego (Matuszyński — syn właściciela maj. Siderka, Lew Pinkus),
    3) mieszkaniowego (Winkiewicz, Stein, Friedberg),
    4) kultury (przew. Wasilkowski, Rosjanin właściciel maj. Kundzin),
    5) pracy (Antoni Kasiukiewicz)

    Rok 1920 byl, chyba. Wiec pewnie mamy do czynienia z przodkiem Kasiukiewiczow, ktorych ty doswiadczyles tak pozytywnie

  157. Eee tam, wygladamy z powyzszego na typowych Polaczkow pijakow. Wpisujem sie w stereotyp.
    W Ozzylandzie tez za koszule nie tego,
    co mnie nie pomaga w moim nalogu. U mnie glowa do wypitki taka, ze kumple z Irlandii za leb sie biora.
    Taka to widzisz u mnie falszywa duma polacka.
    Ale co tam wyspowiadam sie, za grzechy zadosc uczynie i poprawe obiecam… i szczerze (ostatni raz) sie upije.

  158. Orteq
    19 maja o godz. 6:12

    Dzieki Orteq,
    musze znalezc czas, by to wszystko zrewizytowac i przemyslec. Jedno wiem, ci ludzie prosci i ciezko pracujacy dali mi (nie rodzina przeciez) wszystko, co mieli najlepsze.
    Plakac mi sie chce, kiedy to sobie przypominam.
    I nie wstydze sie tych lez.

  159. Za kolnierz nie tego, chciales powiedziec, accie bejbi, prawda?

    Mnie wiek juz dogania, jesli o nie wylewanie za koszule/kolnierz chodzi. Ciebie jeszczed nie?

  160. Ja (niech ci bedzie, ze za kolnierz, taki idiom, masz racje) wzial sie i urodzil (pytasz delikatnie o moj wiek) kilka dni po Poznaniu, i kilka miesiecy przed slawetnym Pazdziernikiem.
    Gomulke pamietam dobrze z Kronik Filmowych (przed porankami w niedziele) jak opierdalal kapitalistow, i Jozefa C. pamietam takze.
    Moja swiadomosc polityczna polska zaczela sie w 1970 roku po grudniu, kiedy moj przyjaciel wzial mnie do rogu hall’u w podstawowce
    i powiedzial szeptem: to wszystko nieprawda, co mowia, w Trojmiescie naprawde strzelali do ludzi, zadne tam rykoszety. No ale jego stary sluchal RWE i wiedzial. Ja w wieku lat 14 wolalem ‚Glos Ameryki’, bo mnie bardziej obchodzil ‚Jazz Hour’ z Willisem Conoverem niz cokolwiek innego. Ale po Grudniu ’70 stracilem cnote.

  161. Zastanawiam się co skłoniło „Krytykę polityczną” do opublikowania artykułu Byung –Chul Han’a? Jakimi kryteriami kieruje się redakcja przy doborze autorów i ich tekstów.?
    Już pierwsze zdanie daje nam wyobrażenie na temat zdolności do krytycznego myślenia i wnikliwego oglądu rzeczywistości autora:

    Każda epoka ma swoje dominujące choroby. I tak mieliśmy kiedyś epokę bakterii, która jednak skończyła się wraz z wynalezieniem antybiotyków.

    Bakterie mają się bardzo dobrze a antybiotyki są coraz bardziej bezradne wobec ich nowych mutacji. Całkiem realna wydaje się groźba, że zniszczy nas nie atom, ale bakteria.
    Dalej przenikliwość analizy kondycji społecznej współczesnego człowieka pozostaje dokładnie na tym samym poziomie finezji. Co zdanie to równie powalające objawienie.

    O części pisała @izabella. Materia społeczna nie ma charakteru binarnego. Różne instytucje społeczne, formalne i nieformalne, mają nieostre, wręcz rozmyte, granice. Przenikają się nawzajem, istnieją obok siebie.
    O społeczeństwach „dyscyplinarnych” i „osiągnięć” mówi wprawdzie Alain Ehrenberg, ale Byung –Chul Han najwyraźniej podziela jego poglądy, zatem dalsze uwagi kieruję do obu panów.
    Kościoły reformowane, wywodzące się od Kalvina, opierające się na teorii predestynacji, z całą pewnością można nazwać instytucją „dyscyplinarną”. A równocześnie, na co zwrócił uwagę Max Weber, stały się zaczynem sukcesu opartego na protestanckiej etyce pracy.
    W rzeczywistości, którą autor nazywa „społeczeństwem osiągnięć”, dyscyplinowanie ma się bardzo dobrze. Tyle, że funkcje hegemona przejęły media i rynek. Rozmiary dyscyplinowanie najdramatyczniej obrazują ciała, umierających z głodu, anorektyczek.

    Alain Ehrenberg umiejscawia depresję właśnie w tym przejściu od społeczeństwa dyscyplinarnego do społeczeństwa osiągnięć.

    A.E. przyszedł na świat w roku 1950 we Francji. W latach 50. w gabinetach terapeutów amerykańskich odnotowano wręcz epidemię zaburzeń około depresyjnych. Dużo wcześniej przed „przejściem”, o jakim pisze A. E.

    Kompletnym nonsensem, z punktu widzenia psychologii, jest twierdzenie:

    Człowiek w depresji jest nie w formie, jest wyczerpany wysiłkiem stawania się sobą

    Zmarły w 1955 roku filozof José Ortega y Gasset pisał o wymogu „doczłowieczania”, czyli obowiązku stawania się człowiekiem. Psycholodzy dość dobrze i dokładnie opisali ten proces w ramach badań nad rozwojem tożsamości. Nie przychodzimy na świat w formie gotowego i skończonego produktu końcowego. Stajemy się ludźmi. Konstruktywne „stawanie się sobą” jest źródłem energii i zadowolenia. Depresja rodzi się wtedy, kiedy proces „stawania się sobą” schodzi na manowce.
    Mamy tu klasyczne poplątanie „być” z „mieć”.
    A.E. jest socjologiem, ale wypowiadanie się na temat depresji powinno go zobowiązywać do odrobienia lekcji z tego zakresu.
    Nie znam osobiście pism A.E.. Być może artykuł nie odzwierciedla jego prawdziwych poglądów. Te opisywane w artykule są co najmniej dziwne.

    Szczęśliwie Byung –Chul Han przynajmniej w jednym miejscu odcina się od swojego mistrza:

    Do depresji jednak prowadzi też niedostatek więzi, charakterystyczny dla rosnącej fragmentacji i atomizacji społecznej, a o tym aspekcie Ehrenberg nie mówi.

    Absurdalnie brzmią słowa o „nowym typie człowieka”. Kto to jest? Czym się różni od „starego typu człowieka”?

    Nowemu typowi człowieka, bezbronnie wystawionemu na nadmiar pozytywności, brakuje jakiejkolwiek suwerenności. Człowiek w depresji to animal laborans, które samo siebie wyzyskuje, tyle że dobrowolnie, bez zewnętrznego przymusu, staje się katem i ofiarą jednocześnie.

    „Nowe” są formy nacisku zewnętrznego. Mechanizmy ulegania mu są dokładnie takie same. Stare. Przymus zewnętrzny nadal istnieje, na imię mu: rynek i media. Doskonale opisał to Zygmunt Bauman. Opisała Naomi Klein w „No logo”. Ale nie tylko oni.
    Artykuł „Znudzeni, zmęczeni, wściekli” zachęca do myślenia. Byle krytycznego.

  162. @tejot
    17 maja o godz. 21:44

    Modele socjologiczne, na które powołuje się anumlik, są tak subtelne, bezparametryczne, finezyjne, oparte na nowych definicjach, że moim zdaniem do tak wulgarnego zjawiska jak lans religii smoleńskiej są ni przypiął ni przyłatał, nie nadają się. Odrębność, specyfika procesów zachodzących w Umęczonej nie poddaje się wyszukanym analizom. Tu trzeba łoma, szpadla i cepa.

    A niby dlaczego „Odrębność, specyfika procesów zachodzących w Umęczonej nie poddaje się wyszukanym analizom”???
    Jeżeli materia badań jest taka sama, to użycie takich samych narzędzi badawczych jest nie tylko możliwe, ale wręcz konieczne.
    W momencie, w którym zmieniamy narzędzia badań identycznych zjawisk z uwagi na miejsce badań, rezygnujemy z nauki i przechodzimy na grunt ideologii.

    Jest to, wypisz, wymaluj myślenie rodem z PRL. Przerabialiśmy to na studiach. „Ekonomia polityczna”. Inaczej o ekonomii socjalizmu. Inaczej o ekonomii kapitalizmu.

  163. @anumlik,
    Zgadzam się z Tobą co do mechanizmów budowania mitu smoleńskiego. Zresztą Macierewicz powiedział wprost, że wreszcie mają krew, na której można budować nową Polskę. „Prawdziwą”.
    Mam wątpliwości co do „ludu smoleńskiego”. Wyznawcy smoleńskiej religii rekrutują się, w przeważającej mierze, z dwóch środowisk. Radia Maryja i Gazety Polskiej. Trudno uznać redaktora Sakiewicza i jego kumpli za „wykluczonych”. Kwestię rzekomego skupienia się wokół RM osób poturbowanych przez transformację badała Lena Kolarska – Bobińska. Badania tego nie potwierdziły. Wspólnym mianownikiem „rodziny” MR okazał się prawicowy konserwatyzm. Ze szczególnym naciskiem na akceptację dominującej roli Krk w społeczeństwie. Pisała o tym E. Wilk w Polityce 50/97 „Rodzina ojca dyrektora”.
    Do wykluczonych nie można też zaliczyć Klubu Akademickiego im. L. Kaczyńskiego.

  164. @act
    19 maja o godz. 2:10

    Hej, no. Oddaj moją czapkę z dzwoneczkami bo cię przegonię dookoła stodoły a tam pokrzywy;)

  165. @jobrave
    Jako do jednego z autorów [wierzę, że tak jest, choć z poczuciem humoru u Ciebie cieniutko 😉 ] Nonsenopedii, kieruję tytuł Filozoficzna analiza ideologicznych podstaw animalizacji człowieka i humanizacji zwierząt i drzew oraz rozważania ks. prof. Tadeusza Guza z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego na konferencji „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś”, zorganizowanej przez sektę Tadeusza Rydzyka i ministerstwo Jana Szyszki z PiS-u. Co podaję za portalem „oko.press”.
    https://oko.press/ekolodzy-zieloni-nazisci-ktorzy-chca-przejac-wladze-nad-swiatem-czyli-lasy-panstwowe-u-o-rydzyka/

    Co smaczniejsze kawałki możesz wykorzystać w Nonsensopedii. Nadają się.

  166. @Jagoda, z godz. 9:55
    Zgoda. A nawet pełna zgoda. Oba środowiska tak mają się do prawdziwego wykluczenia jak pierwsi chrześcijanie do sekty Tadeusza Rydzyka. Ale oni robią za wykluczonych. Dla ciemnego luda „robią”. I ciemny lud to kupuje. I co miesiąc (obecnie dwa razy w miesiącu, bo drugi raz pod Wawelem w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej) odprawia ten lud swoje modły jako „wykluczony lepszy sort”. Taka to semantyczno-ontologiczna cholera się z tego ludu wyłoniła.

  167. Jagoda
    19 maja o godz. 9:32
    @tejot
    17 maja o godz. 21:44
    Modele socjologiczne, na które powołuje się anumlik, są tak subtelne, bezparametryczne, finezyjne, oparte na nowych definicjach, że moim zdaniem do tak wulgarnego zjawiska jak lans religii smoleńskiej są ni przypiął ni przyłatał, nie nadają się. Odrębność, specyfika procesów zachodzących w Umęczonej nie poddaje się wyszukanym analizom. Tu trzeba łoma, szpadla i cepa.
    A niby dlaczego „Odrębność, specyfika procesów zachodzących w Umęczonej nie poddaje się wyszukanym analizom”???

    Mój komentarz
    Jagoda, czarna ironią zabarwiłem swoje spojrzenie na perspektywy badawcze procesów społecznych w Umęczonej.
    Ze względu na ich ekstremalną inność, wahliwość, nijakość i przaśność godną mieszkańców glinianej chaty z oporządzeniem wszelkim skansenowskim dziwujących się jakimś predestynacjom kalwinistycznym docierającym do Umęczonej i nie mogącym od setek lat dotrzeć, chaty bez podmurówki i na ustroniu (wyostrzam, przesadzam!). Ze względu na unikalność kultury zrodzonej, a nie stworzonej, jej oryginalne własności przechowane przez wieki w zakamarkach mentalności jej obywateli.

    Ironia moja nie wyklucza dobrania się co sprytniejszych badaczy do tych procesów.
    Pzdr, TJ

  168. anumlik
    19 maja o godz. 10:32
    @jobrave
    Jako do jednego z autorów [wierzę, że tak jest, choć z poczuciem humoru u Ciebie cieniutko ] Nonsenopedii, kieruję tytuł Filozoficzna analiza ideologicznych podstaw animalizacji człowieka i humanizacji zwierząt i drzew oraz rozważania ks. prof. Tadeusza Guza z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego na konferencji „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś”, zorganizowanej przez sektę Tadeusza Rydzyka i ministerstwo Jana Szyszki z PiS-u.

    Mój komentarz
    Przez przypadek osobiście oglądałem na ekranie TV obszerne fragmenty tej konferencji.
    Spędzeni leśnicy i myśliwi z całej Polski nudzili się jak mopsy, patrzyli w sufit, mrużyli oczy, robili miny by jakoś przetrwać, a prelegenci nadawali równo o humanizacji roślin i zwierząt i dehumanizacji ludzi, o niszczeniu ziemiaństwa i chłopstwa przez komunistów, o strzelaniu do tych klas społecznych przez żydowskie bandy.

    Niebywały teatrzyk, ale w jakiej skali! Olbrzymia hala, tysięczne, a może i większe audytorium, przewielebni, jego ekscelencje, dyrektorzy departamentów, parlamentarzyści, ministrowie i nuda, wszechobecna dojmująca nuda i bezsens istnienia. Byle przetrwać do obiadu.
    Pzdr, TJ

  169. @mag, z godz. 11:22
    Bóg jest wszędzie
    Szczególnie pod burdelem 😉

  170. „Lewy – 18 maja o godz. 17:59
    @jobrave – Mógłbyś jaśniej ? Ni w ząb nie rozumiem”

    Nie ty jeden

    „Lewy – 18 maja o godz. 18:00
    @jobrave – a „incydybuje” to przypadkiem nie jakieś świństwo”

    Lewusku! Widze ze zalapales, w koncu. Jobrave, gdy wpadnie w swoj trans, po sesjach z „niepijacym” sasiadem Pakistanczykiem, bodajze, podciaga do werbalistyki anumlika tak lacno, ze tylko palce lizac. Jesli nie posadzke

  171. Dzieki, mag(us). Palkiewicza ty mi wlasnie dostarczylas. A on z moich sfer sie wywodzi, w jakims sensie. If you excuse me.

    http://video.gazeta.pl/player/0,0,21803981,82983,video.html?1

    Czesc, Jacku. All the best to you

  172. Dzisiejszy wpis na FB Adriana Zandberga:

    216 tysięcy złotych dla fundacji księdza Rydzyka. 101 tysięcy złotych na organizację – nie, to nie żart! – „wizyt Matki Bożej Częstochowskiej w krajach Ameryki Łacińskiej”. 212 tysięcy złotych na Fundację Kardynała Kozłowieckiego, w której władzach zasiada Marek Jurek. Setki tysięcy złotych na festiwale muzyki religijnej. Wśród beneficjentów m.in. Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek Misjonarek, Dzieło Misyjne Diecezji Warszawsko-Praskiej, Fundacja Lux Veritatis, prowincja zakonu franciszkanów, Towarzystwo Salezjańskie, Klasztor Niepokalanego Poczęcia NMP Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych…

    Czy to budżet Episkopatu? A może kurii warszawskiej? Nie. W ten sposób wydaje publiczne pieniądze Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Tytuł programu? „Dyplomacja publiczna 2017”. W 2017 roku Polska będzie – jak widać – prowadzić dyplomację poprzez organizację pielgrzymki świętych obrazów.

    Przez lata liberałowie nie mieli odwagi, żeby ucywilizować relacje pomiędzy państwem i kościołem katolickim. Dziś zbieramy owoce ich tchórzostwa. PiS doprowadził tę patologiczną relację do absurdu: żeby utrzymać rządowy stołek, ministrowie pokroju Szyszki czy Waszczykowskiego szukają kościelnych protektorów tucząc biznesy księdza Rydzyka. Miliony złotych płyną na cele, które nie mają nic wspólnego z zadaniami państwa. Naprawdę, czas z tym skończyć.

  173. anumlik

    „Naprawdę, czas z tym skończyć.”

    Wolanie na puszczy

  174. anumlik
    19 maja o godz. 14:02

    Zapamietac. Nie zpomniec, czyli zanotowac. Rozliczyc…

    Nie nie tych, ktorzy kiedys stchorzyli, czy tych co teraz wydaja. Tylko tych, ktorzy bezczelnie zeruja na ludzkim tchorzowstwie. Zeruja wszedzie, a nie tylko na MSZ i jego szefie podlizujacym sie pasorzytowi.

  175. A tam ,a tam.A niby to ilu wykluczonych było po 1 wojnie światowej.Mama moja ,2 klasy szkoły powszechnej ,tak jak i jej koleżanki ,na pewno.A potem 5 lat wykluczenie do entej potęgi.A jak to było po 1945 z wykluczeniami?No i po 1989r?A jak jest ze śpiącymi pod mostem w stolicy Jankesów ,którym Urban chciał wysyłąć śpiwory?Brutus wykluczył Cezara ,czy zamordował?Po zdobyciu Marsa ,też zaczną się wykluczać.Ale będzie tak mało tlenu ,że nie wykorzystają tego psychopaci i paranoicy dla swoich chorych celów.

  176. Szanowni!
    Rozpoczynamy druk krótkiego cyklu tekstów, który zaproponowała @ Jagoda. Dziś część pierwsza. Będzie o czym dyskutować.
    Zapraszam!
    JK

  177. @żyga
    Psychopaci i paranoicy dla własnych celów wykorzystają wszystko, z wykluczonymi na czele. Dlatego też są psychopatami i paranoikami. Howk!