Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

24.04.2017
poniedziałek

Schizofrenia, sny o końcu świata

24 kwietnia 2017, poniedziałek,

Wybrałem dla Was fragment książki „Duch nie spadł z nieba” Hoimara von Ditfurtha*. Myślę, że rozważania na temat schizofrenii mogą być pomocne w zrozumieniu przyczyn pojawiania się religijności i szaleństwa, jakie ogarnęło nasz kraj. Chciałem się podzielić z wami moja fascynacją, jaką od lat żywię dla Ditfurtha.

Świat międzymózgowia charakteryzuje się tym, że jest światem, w którym nie istnieje nic, co byłoby nieważne dla podmiotu. Każda cząstka, każda treść tej rzeczywistości jest absolutnie bez reszty ześrodkowana na podmiocie. „Centryzm podmiotowy” psa, który w czasie burzy skowycząc kuli się pod kanapą, ponieważ mniema, że burza dotyczy jego. Małe dziecko odczuwa podobnie, gdy z tego samego powodu zaczyna płakać przy głośnej kłótni w sąsiednim pokoju. Stać się dorosłym znaczy między innym także nauczyć się, że większość tego, co się dzieje wokoło, nie obchodzi nas i jest dla nas nieważna.

Międzymózgowie jako archaiczna część mózgu dominuje w czasie snu. Osobom i rzeczom wyłaniającym się w rzeczywistości snów brakuje tej obiektywnej stałości, którą na jawie odczuwamy jako oczywistą. Dopóki śnimy, nie dziwi nas ani trochę, że osoby w jednej chwili zmieniają identyczność, że osobowości znanych nam ludzi stapiają się ze sobą, przeobrażają nagle w obce. I typową cechą tego świata jest także to, że wszystko, co się dzieje, do nas się odnosi i na nas jest wycelowane. Że w każdej chwili z całą pewnością czujemy, iż pojazd na dalekim horyzoncie albo nieznany człowiek w oknie obcego domu zostanie włączony w to, co nas w następnej chwili spotka.

Świat międzymózgowia nie jest naszym dzisiejszym światem, lecz jego archaicznym szczeblem wstępnym.

Rzeczy i osoby występujące w naszych snach pochodzą oczywiście od optycznych wspomnień naszej świadomości na jawie, są jak gdyby pobrane z magazynu rekwizytów półkul mózgowych. Natomiast reguły gry, prawa rządzące przebiegiem wydarzeń – pochodzą z innego świata. Ze świata, który znajduje się w niewyobrażalnie dla nas dalekiej przeszłości. Czy wymaga wyjaśnienia fakt, że w naszych snach tak często ogarnia nas lęk? Jakżeż moglibyśmy czuć się „jak w domu” w rzeczywistości, która od milionów lat już nie jest nasza?

Sen ma coś ze skoku w czasie. Gdy półkule mózgowe śpią, cofa on naszą psyche realnie i bezpośrednio do owej epoki, jaką przetrwać musieli nasi protoplaści… międzymózgowie reprezentuje żyjącą skamieniałość.

Nawet najstraszniejszy koszmar senny przynajmniej prędko przemija. Niestety tak nie jest w wypadku owej choroby psychicznej zwanej przez psychiatrów schizofrenią. Osobliwość tego zaburzenia psychicznego wskazuje na to, że jest ono prawdopodobnie skutkiem zakłócenia normalnego porządku hierarchii w naszym układzie nerwowym. Można więc w chorobie tej dopatrywać się analogii do zjawiska marzeń sennych.

Schizofrenia nie jest, mimo etymologii „rozszczepieniem jaźni”. Termin „schizofrenia” został ukuty na początku XX wieku na podstawie pewnej już dawno przestarzałej teorii psychologicznej. Należy go więc rozumieć jako relikt historii.

Jakkolwiek zaburzenia, które psychiatra ujmuje nadrzędnym pojęciem: schizofrenia, są wielorakie, a zewnętrznie nawet częściowo ze sobą sprzeczne, wspólne jest im swoiste, bardzo charakterystyczne zakłócenie stosunku do otoczenia. Jedni pacjenci miewają halucynacje, inni – nie. Jedni są niespokojni i podnieceni, inni przeciwnie, zastygają w niemym osłupieniu. Ale zawsze, gdy udaje się czegoś od nich dowiedzieć o tym, co przeżywają, okazuje się, że świat nabrał zupełnie nowego znaczenia, zmienionego w jakiś niesamowity sposób.

Charakterystyczne jest, że pacjentom bardzo trudno opisać tę zmianę, jest ona bowiem niewidoczna. Wszystko wygląda tak jak przedtem, a jednak zmieniło się w jakiś niesamowity sposób. Przybrało znaczenie odmienne, nieuchwytne, ale celujące bezpośrednio w pacjenta. Nagle wszystko zdaje się mu zagrażać, wszystko się doń odnosi: samolot na dalekim niebie, na wpół otwarte skrzydło okienne, przypadkowy gest przechodnia na ulicy. Zwłaszcza w początkach choroby pacjenci opisują z wszystkimi szczegółami tego rodzaju zupełnie nieważne zdarzenia, wstrząśnięci i w lęku, co jest wyraźnie sprzeczne z absolutną (dla nas) błahością treści ich relacji. Owa zmiana, tak trudna do opisania, w którą człowiek zdrowy właściwie nie może się wczuć, dotyczy także twarzy bliźnich. Pojawiają się one jak maski, których prawdziwego wyrazu pacjent nagle nie rozumie. Obce twarze raptem nabierają znaczenia, stają się pozornie znane, obcy ludzie jak gdyby chcieli choremu przekazać jakieś znaki mimiczne, a próba odgadnięcia ich sensu doprowadza do rozpaczy. W końcu nie ma już niczego, co nie byłoby w niego wycelowane, co by w jakiś (zwykle zagrażający sposób nie miało jego „na myśli”). Prawdopodobnie zaburzenia schizofreniczne są skutkiem nieprawidłowej dominacji wpływów pochodzących z międzymózgowia, analogicznie do okoliczności naszych marzeń sennych. W przypadku snów odwrócenie władających naszym mózgiem struktur czynnościowych jest normalne o tyle, że periodycznie ogarniająca nas bezświadomość snu jest rzeczą normalną. Część mózgu, która – jak półkule mózgowe w czasie snu – przejściowo nie postrzega przynależnej jej dominacji, odstępuje poszerzone pole działania podporządkowanym, starszym odcinkom układu nerwowego.

Podobnie dzieje się w przypadku schizofrenii. Tylko że odwrócenie hierarchii w mózgu pacjenta nie jest wywołane snem, lecz występuje na jawie jako wynik nieznanych nam dotąd procesów. Wydaje się, że to, co pacjenci przeżywają i relacjonują, jest dokładnym opisem sytuacji, która musiałaby powstać, gdyby posiadacz półkul mózgowych został przeniesiony wstecz do archaicznego świata międzymózgowia: brak jakichkolwiek treści, które byłyby nieważne, takie uszeregowanie perspektywiczne, w jakim wszystko wydaje się skierowane na przeżywającego, utrata identyczności bliźnich, wyrażająca się zarówno pozorną znajomością obcych twarzy, jak i nierozumieniem maski i mimiki bliskich. Mówiąc ogólnie: wyłanianie się archaicznych i magicznych form stosunku do świata.

Nie wymaga uzasadnienia, że człowiek współczesny, dotknięty nieszczęściem schizofrenii, zepchnięty w archaiczny świat swoich ewolucyjnych praprzodków, nie może się w nim czuć jak u siebie. W pierwszych stadiach choroby (zanim pojawią się procesy pewnej adaptacji, nigdy w pełni udane próby przetworzenia nowej sytuacji i przystosowania się do niej) pacjenci opisują często to, czego doznają, jako koniec świata. Ta metafora oddaje stan faktyczny z podziwu godną precyzją.

Lewy

* Tekst wg wyd. z 1979 r., w przekładzie Anny Danuty Tauszyńskiej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 216

Dodaj komentarz »
  1. @Lewy – Znakomite! Książki Ditfurtha nie znałam, ale postaram się to naprawić 🙂

    Pytanie, czy istnieją schizofreniczne społeczeństwa? Czy można narzucić schizofreniczną narrację? Czy biblijny Jezus -prorok apokaliptyczny jakich żydowska tradycja zna wielu- jest niefachowo opisanym schizofrenikiem? Zresztą cała narracja niebieskiej książeczki – te znaki, „tropy” na temat „przyjścia” wywlekane i nadinterpretowane przez propagandę kaka? Apokaliptyczne wizje? Popłuczyny rzeczywistego kataklizmu zachowane w pamięci pokoleń czy odczytywanie „znaków na niebie i ziemi” w kategoriach oczekiwanego końca świata?

  2. Oj dziwię się ja Tobie, że text ten zamieszczasz. Znaczy prowokujesz.
    Oczywiście czytywaliśmy jego książki nagminnie. I nagminnie odrzucaliśmy większość jego stwierdzeń.
    Przykładowo, na początku cytowanego tekstu stoi: „Centryzm podmiotowy” psa, który w czasie burzy skowycząc kuli się pod kanapą, ponieważ mniema, że burza dotyczy jego.
    A to chyba centryzm pana autora, boć psy mają super wrażliwe uszy i słyszą znacznie większy zakres dźwięków, dlatego uciekają np. od odkurzacza, bo w tymże pracuje wysokoobrotowy wentylator, który emituje niesłyszalne dla nas ultradźwięki. Dla psa i owszem. Wystarczy lekko przykryć mu uszy i już się wcale a wcale nie boi. Podobnie petardy w Nowy Rok. I pioruny.
    Wnioski wymyślane przez autora są może i chwytne, aliści po wyżęciu słowotoku pozostaje niewiele. Oczywiście mózg nasz jest ciągle jeszcze bardzo mało przez nas poznany, zwłaszcza jego wolnomyśląca część, w której różne schizofrenie powstają. Każdy twórca jest nieco schizofrenikiem, a wielu powiększa sobie jeszcze wyobraźnię na różny, nie zawsze legalny, sposób. W małych dawkach, to podobno nawet miłe.

  3. @Qba 24 kwietnia o godz. 15:10

    Cały szereg popularnych narkotyków działa właśnie dlatego, że imituje działanie substancji wytwarzanych przez homo sapiens w sposób naturalny – ale tylko w określonych sytuacjach i w małych dawkach. Kwestia anatomii – w mózgu istnieją receptory specjalnie przeznaczone np. dla opioidów.

    Zresztą np. miłość macierzyńska też jest w dużym stopniu produktem hormonów – chodzi o wyrzut oksytocyny przy porodzie. A skoro mowa o narkotykach – czytałam gdzieś, że dym kadzidła w liturgii kaka działa halucynogennie. Słowa Dody o „napranych ziołami” autorach niebieskiej książeczki mogła Doda uzasadnić z tekstem w ręku. Dlaczego tego nie zrobiła? Nie rozumiem. Podobno jest inteligentna.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Qba – wnioski chyba chwytliwe, nie chwytne? Chwytne mogą być palce i odnóża.
    Wiem, wiem, czepiam się drobiazgu, rzadko to robię.

  6. @Na marginesie
    24 kwietnia o godz. 15:37

    Dzięki. Oczywiście masz rację. Chwytliwe. Albo podchwytliwe.
    Choć akurat tutaj celowo dałem chwytne, boć o psie między innymi mowa. A on chwytny raczej niż chwytliwy.

  7. @Qba 24 kwietnia o godz. 15:52
    🙂

  8. @Qba
    Nie bardzo rozumiem Twojego poklepywania pana autora. Masz mądralo rację i nie masz. Pewnie psy mają lepszy słuch, ale ich reakcja na grzmoty piorunów jest własnie centrystyczna. Niedawno pilnowałem labradora. W nocy zaczęło pogrzmiewać, ale gdzieś hen za horyzontem. Biedny pies wdarł się do mojego łóżka i nie chciał mnie opuścić, jak długo te pogłosy burzy trwaly. Drugi przykład daję pan autor z dzieckiem.
    Aha, dlaczego wedlug Ciebie prowokuję i opowiadasz, że czytałeś Ditfurtha, ale nagminnie odrzucaliśmy większość jego stwierdzeń. No które na przykład ?
    Z pewnością przez te 40 lat nauka zrobiła postępy, o których Ditfurth oczywiście nie mogł wiedzieć. Ale zręby wiedzy, myśl przewodnia jest wciąż aktualna. Czy Ty aby na pewno czytałeś Ditfurtha, skoro z takim protekcjonalizmem wyrażasz si o nim ?

  9. Moje dziecko jak było małe i w trakcie jazdy samochodem podziwiało efektowne błyskawice i potężne grzmoty, to po każdym piorunie zwracało się do mnie z żądaniem: jeszcze raz!

  10. A po moim stareńkim kocie poznałem, że ogłuchł, kiedy w czasie burzy albo fajerwerków przestał się chować pod łóżkiem.

  11. Ciekawy tekst. Z wieloma tezami trudno się zgodzić, jednak potraktowanie schizofrenii jako czegoś skupionego wokół nastawienia odnoszącego jest bardzo ciekawe.

    Jednakże po kolei.
    1) Mam wątpliwości, czy pies postrzega wszystko jako kręcące się koło niego. Obawiam się, że pies nie ma pojęcia ja, nie wie, czy wszystko się wokół niego kręci, po prostu odbiera bodźce docierające do niego i je odczuwa. Jest świadomy bodźców, ale nie jest świadomy, że jest świadomy. Podobnie małe dziecko. Kiedyś mawiano, że pojęcie ja pojawia się w 3 roku życia, by umożliwić rozwój teorii umysłu, teraz to wszystko przenosi się coraz wcześniej.
    2) przewaga międzymózgowia bądź kory to jednak znaczące uproszczenie. Istnieje koncepcja schizofrenii oparta na ‚triune brain’, ale obrazu opisanego powyżej obronić się nie da. Co znaczy przewaga kory? Większość decyzji zapada w strukturach podkorowych. Ponadto kora nie zasypia, tylko przestaje generować czuwanie. Intensywnie wtedy pracuje.
    Stahl pisze (rysuje?) to w uproszczeniu jako zwiększoną aktywność dopaminergiczną szlaku mezolimbicznego (do układu limbicznego) i zmniejszoną mezokortykalnego (do kory).
    3) nastawienie odnoszące, gotowość urojeniowa przehodząca w końcu w urojenia odnoszące i prześladowcze fajnie opisane. Jednakowoż dla schizofrenii charakterystyczne są nie urojenia prześladowcze (występujące często i w innych jednostkach), ale dziwaczne, np. wpływu, oddziaływania, ugłośnienia bądź zabierania myśli.
    4) o obcości świata, czyli dereizacji znowu bardzo mądrze. Ale wypadałoby dodać i obcość samego siebie, depersonalizację. Aczkolwiek objawy te i w porządnej konwersji mogą wystąpić
    5) nazwa lepsza od poprzedniej, ‚dementia praecox’, wymyślona przez E. Bleulera. Odnosi się do rozpadu ja. Osoba się rozpada, prezentuje w 1 wypowiedzi sprzeczne poglądy (ambiwalencja), przeskakuje z tematu na temat bez związku (rozkojarzanie się), niekiedy wypowiedzi w ogóle nie są na żaden temat.
    6) makowata jest również twarz chorego z afektem bladym. Coś czuje, niekiedy bardzo dużo, ale nic nie wychodzi. Siedzi w swoim świecie (autyzm schizofreniczny).

    Generalnie rzecz biorąc ciekawe, ale oparte na książce zbyt starej, by prezentowała aktualny pogląd.

  12. @Lewy
    24 kwietnia o godz. 16:42

    Znaczy jednak poważnie. Znaczy ja przepraszam i cofam ten sęk.
    Aliści … Jego pierwszą wydaną po polsku książkę „(G)Dzieci wszechświata” zaczytywaliśmy w biurze (instytut naukawy) i doszliśmy do wniosku, że trudno ją traktować inaczej, jak miłe gdybania. Prawdopodobnie masz rację jeśli uważasz, że jest ona interesująca/inspirująca/…jąca dla np. humanistów i generalnie osób zafascynowanych teoretycznie nauką. Następne jego pozycje czytaliśmy już spokojnie jako ciekawostki. Jego sposób pisania jest dla mnie przeraźliwie rozwlekły. Dobry byłby w powieści, jak to np. zrobili bracia Strugaccy w „Pikniku na skraju drogi”. Nie ma u nich niczego sprzecznego z ówczesną (i dzisiejszą) wiedzą i wszystko jest teoretycznie (nawet bardziej dzisiaj niż kiedy pisali) możliwe. A jak świetnie się czyta!
    Jeszcze raz wyraźnie: Powyższe jest tylko moim zdaniem i na pewno nie jest ogólnie obowiązujące.

  13. Aktywność sensomotoryczna nie wymaga poczucia ja. 

  14. Na marginesie @mpn 24 kwietnia o godz. 17:55
    „Coś czuje, niekiedy bardzo dużo, ale nic nie wychodzi.”
    Wypisz wymaluj kuriewna wtyczka. „Czasem są wtyczki, ale nie ma kontaktu”
    Nic nie wychodzi…

  15. Ciekawa jestem, czy wypowiedzi kaka w „ingerencji Boga w historię” i rzekomych żydowskich zapowiedziach tego zdarzenia to „gotowość urojeniowa przehodząca w końcu w urojenia”? Co na to psychiatria?

  16. Sądząc po wypowiedziach o „bruździe dotykowej” owa „gotowość urojeniowa” (bardzo mi się podoba to określenie!) jest chyba wyższa w określonych środowiskach? Może np. sprzyja jej spożycie opłatków?

  17. @Qba
    Po pierwsze,po co mialbym dla „jaj” kompilować i przepisywać tekst Ditfurtha.Takim „jajcarzem” to nie jestem
    Po drugie. Owszem dywagacje o Kosmosie w „Dzieciach Wszechświata” są bardzo popularne, ale Ditfurth był z zawodu neurologiem i jego „Duch nie spadł z nieba” jest najlepszą pozycją w jego trylogii. Bo zajmuje się tu budową oka, ukladu nerwowego i mózgu. Wydaje mi się , że trochę na tym sie zna i jego analiza schizofrenii, jej opis jest bardzo przekonywujący. Przyczepiłeś się do tego psa, a Tobermory Cie poparł. Jakbyście nie chcieli zrozumieć, że nie chodzi o lepszy słuch psa, ale o reakcje psa na burze, nawet jeśli odgłosy jej sa bardzo dalekie i słabe. Tobermory z kolei przytoczył reakcję jego dziecka na burzę; dziecko w towarzystwie ojca czuje się bezpieczne.Nie wiem jakby się zachowywało i czy prosiłoby o jeszcze, gdyby było same. Zresztą przykład z dzieckiem nie odnosi się do burzy tylko do awantury, która dzieje się w sąsiednim pomieszczeniu. Więc albo nie przeczytaliście dokładnie, albo jesteście nie fair, udając, że nie wiecie o co chodzi.
    Nie sadźcie, że jestem przewrazliwiony na punkcie krytyki mojego idola. Ale chcialbym, żeby to była krytyka istotna, a nie taka, ze on ten Ditfurth to nie znal się na psach.
    Temat wydał mi sie ciekawy w kontekście szaleństwa, jakie nawiedza ludzi.Ja np. zastanawiam się czy @dezerter nie jest w jakimś sensie schizofrenikiem i może prawdziwi religianci, tzn. tacy co na prawdę wierzą, a nie cyniczne katabasy, jakoś są dotknięci tą choroba. A może jakąś inną. Może potraficie wskazać tę inną.
    I o tym chciałbym rozmawiać, a nie o słuchu psa.

  18. @Lewy 24 kwietnia o godz. 18:56
    Ostatni akapit – brawko! I o to chodzi.

  19. @Lewy
    24 kwietnia o godz. 18:56

    Moje dziecko przypisywało mi po prostu moc sprawczą. Zwłaszcza po uprzednim seansie nad jeziorem, gdzie mogło mi wskazywać początkujących żeglarzy na deskach surfowych, a ja ich, licząc powoli (lub szybciej) do pięciu, zatapiałem 😎
    A co do zwierząt i hałasu, to znałem jednego berger de Beauce który w czasie burzy szalał z przerażenia, bo dorastał w okolicy znanej z licznych gwałtownych burz, a jego państwo też do zbyt odważnych nie należeli. U innych ludzi psy zachowywały się na ogół podobnie jak ich właściciele. U nerwowych – nerwowo, u spokojnych – spokojnie.
    Pies u słabych ludzi przejmuje rolę opiekuna i przywódcy stada (alfa) i wtedy jest nerwowy i szczekliwy, a także agresywny w stosunku do obcych. Jeśli zaś człowiek go właściwie wychowa wskazując podległe miejsce w stadzie, to taki pies jest spokojny, bo to nie on musi dbać o bezpieczeństwo.
    Szczególnym przypadkiem jest aktualny mój kot, którego przed laty kocięciem zabrałem z bardzo hałaśliwej okolicy. Był do tego stopnia obyty z hałasem, że u mnie w domu jeździł na odkurzaczu w czasie odkurzania, a hałasy na zewnątrz (fajerwerki) wywabiały go na balkon, żeby sprawdzić, co się dzieje. Wobec wizytujących psów jest totalnie nieulękniony, ale też tutaj nikt kotów psami nie szczuje.

  20. @Lewy 18:56

    Cóż. Jest teoria, że objawienia mogą być powodowane atakami epilepsji.

  21. Nie mam wielkiej ochoty dywagować na temat dolegliwości czy aberracji psychicznej natury dręczących uczestników tego bloga, chociaż mam nieodparte wrażenie, że mamy tu do czynienia z niejednym DID 🙄

  22. @paradox57
    24 kwietnia o godz. 19:16

    Od dłuższego czasu wiadomo już, że przez odpowiednią stymulację określonych regionów mózgu można doprowadzić do wizji i przeżyć mistycznych, widzenia duchów w pokoju itp.

  23. To ja zalece Lewy, zapytam, nowopoznanym dementia praecox pojeciem (dzieki mpn) choc nie wiem czy wlasciwie. Ksiazki Twojego ulubionego autora czytalem dawno. Rowniez Na poczatku byl wodor jeszcze tu niewymieniony 😉 Nie jest to moj exlibrisowany autor. Niemniej wpis Twoj Lewy zrozumialem jako probe opisu schizofrenicznosci kadzidlanczykow. Lekow kadzidlanczykow i lekow. Uwazam taka probe za cenny wklad ww schizofrenicznosc opis. Pojecie to dalo mnie podstawe do gdybakowania o mojej ew schizofrenicznosci wlasnej. W acapicie tym uzylem rowniez nowego wlasnego „kadzidlanczycy”. Dotej pory uzywalem zapozyczonego „nadwislanczycy”. Znaczy nadwislanczyk=kadzidlanczyk. To pojecie lepiej daje opis choroby i lekarstwo jednoczesnie takie same. Ale do dementia praecox. Otoz ja zawsze uwazalem/uwazam ze miedzy wszystkimi zdarzeniami, sytuacjami, czasami etc etc etc jest odleglosc jeden(1). Czy to robi mnie schizofrenikiem? Wiekszosc ludzi tak nie uwaza, ze jeden. Czy schizofrenikiem jestem? Takie choroby nie to samo co zlamanie reki. Na definicjach normalnosci sa wsparte. Tu nie do Ciebie Lewy tylko Mnp. Moglbym dostac pare ISBN numerow dac bibliotece mojej publicznej przy najblizszej wizytacji? Moja pub bibl za 10Skr daje mnie papierowa wersja kazdej ISBN. Takie zwyczaje, max w dwa tygodnie.

    Ale do kadzidlanczykow ewentualnie(?) Lewy na odl logicznej jeden(1).

    Jak bylem we wczesnym chlopiectwie to zaczytywalem HS ku serc krzepieniu. Gdzies wpadlo mnie teraz, kadzidlanczycy do tej pory tylko to czytaja. W roznorakim wieku nic innego nie robia. Tam jest o ludnosci co samopalami krzyczy „Jarek, Jarek idzie” na ziemiach pogranicznych. Tym sie strasza tym Jarkiem. Jak dzieci i psy burza z piorunami. A ten Jarek Kurdupel Wczele herbu, naczele samopalczykow tylko kniaziwne Sobecka do Baru prowadzi. Od baru do baru. Taki spryciarz, a mowia ze inteligentny. Mnie sie zdarzalo po barach kniaziowny oprowadzac Lewy. Czasem dzis zdarzy. Nigdy Sobeckie.

    Tak Twoj wpis rozumiem Lewy. Czy ja dementia praecox schizofrenczyk, czy dementia praecox kadzidlanczycy? Rekonstrukcje historyczna wprowadzajac tego od serc krzepienia. Jarek idzie. Kazdy ze swoja Sobecka po barach chce latac? Ja nie.

    pzdr seleuk

  24. @Żorż Ponimirski
    Ani żadnego poczucia w ogóle 🙂

  25. @paradox, Tobermory

    Ciekawe, że „objawienia” w różnych religiach są zgodne z wyobrażeniami wbijanymi do głowy przez określoną religię właśnie. Katolicy „widzą” jakąś (podobno) śliczną panią, adepci New Age – mistyczną poświatę, buddyści coś innego jeszcze. Czyli, jak by nie patrzeć, geneza tych wizji jest w mózgu wizjonera.

    Z kolei szukanie „sensu” (czy twoje życie ma sens bez Jezusa? Oddaj życie Jezusowi, będzie śliiiicznie!) również zachodzi po prostu w psychice „szukacza”. Przy odpowiednim treningu i praniu mózgu widzi się „wolę bożą” w najzwyklejszych zdarzeniach, a kaka wręcz aktywnie zachęca do takiej właśnie interpretacji rzeczywistości.

    W szczególności „wolę bożą” należy widzieć w… decyzjach przełożonych (nie żartuję!). Dyskusja pod artykułem o zakneblowaniu ks. Bonieckiego kilka lat temu była zdominowana przez aparatczyków ględzących coś o woli bożej objawionej we wrzaskach biskupa Geringa. W takim kontekście chaotyczny świat „ma sens”.

    W dodatku jeszcze jest „szatan jako lew ryczący”, czyli przerażająca wizja rzeczywistości „bez Boga”. I mamy całą schizofreniczną budowlę, niezbyt misterną, ale spójną – na swój sposób.

  26. @Lewy
    24 kwietnia o godz. 18:56

    No, wybacz, no! Nie pojąłem o co chodzi. Co do psów się jednak upieram, bo niejednego doświadczyłem i mam z nimi dosyć dobry kontakt.
    Generalnie natomiast mam problem z określeniem, które zachowanie człowieka jest już chorobą, a które jeszcze „normalne”. Wiarę w jakiegoś boga traktuję jako formę samoobrony przed rzeczywistością. I jako taka może przerodzić się w agresję. A że w kupie raźniej, to i religianci się gromadzą i – oczywiście – zawsze znajdzie się ktoś, kto na tym próbuje zarobić. Ale żeby zaraz traktować to jako jednostkę chorobową? Znaczyłoby to, że połowa ludzkości powinna być leczona.

  27. @Na marginesie
    Urojenie to nieprawdziwe i niepoddające się dyskysji przekonanie, które nie jest ugruntowane kulturowo. Zauważ, że Europejczyk twierdzący coś o duchu w kamieniu przedstawia wieksze ryzyko choroby psychicznbej, niż członek afrykańskego plemienia, którego o takich duchach uczyli od dziecka. Jeśli 1/3 społeczeństwa uważa, że lądowanie zepsutym samolotem przez nieprzeszkoloną załogę na lotnisku nienadającym się do nieczego oznacza zamach, to jest to ugruntowanie kulturowe, a nie urojenie, jakkolwiek ten pogląd byłby absurdalny.
    Są badania wskazujące na korelacje pomiędzy skłonnością do wiary w spiski a autorytaryzmem, w tym prawicowym autorytaryzmem (autor rzeczywiście użył takiego konstruktu). Wiara w spiski bardzo by się jednak łączyła z paranoicznym zaburzeniem osobowości. O opłatkach nic nie było 😛 Skąd ta złośliwość? Natomiast bredni w stylu „bruzdy dotykowej” nie warto imo wspominać.

  28. @Qba
    Myślę, że wszyscy mami taki problem. Natura chyba nie lubi granic. Lubi płynne przejścia. Ale w żadnym przypadku psychiatria nie uznaje religii za chorobę.

  29. mpn
    24 kwietnia o godz. 17:55
    Nasz mózg wciąż jest do poznania. Z pewnością Ditfurth nie oddał wszystkich aspektow wiążących się ze schizofrenią. I na pewno dzisiejsza psychiatria nie wyjaśnia tego zjawiska wyczerpująco. Ale jeśli znasz jakieś nowsze opisy, to chętnie bym przeczytał. Natomiast takie ogólniki, że to przestarzałe, niczego nie wnosi.
    Dotknąłeś tematu rozpadu osobowości.Ale Ditfurth o tym pisze.Choćby zestawiając psychikę schizofrenika z psychiką zdrowego człowieka, który coś podobnego przeżywa w czasie snu. Wlaśnie kiedy śnimy, to jakby jesteśmy pozbawieni woli, np. chcemy uciekać, a nie możemy,bo właśnie wola jest tym zwornikiem osobowości (na jawie chcę coś zrobić, to robię, a we śnie wszystko nam sie dzieje i jesteśmy tylko przestraszonymi obserwatorami tego dziania się)
    W literaturze najlepiej to oddał Franz Kafka, kiedy jakiś niezrozumiały proces spada na bohatera.A jeszcze lepiej to wychodzi w „Zamku” albo w „Ameryce”. Kafka te fantastyczne koszmary pisał nocami, prawdopodobnie w pół śnie.

  30. Co do tego, że kaka promuje urojenia i dąży do zatarcia granicy między urojeniem a rzeczywistością – co do tego raczej nie ma wątpliwości. Czy religianctwo jest chorobą psychiczną? Definicja choroby psychicznej jest wynikiem konwencji, dyktowanej aktualną wiedzą. Jeszcze niedawno za chorobę psychiczną uznawano np. homoseksualizm. Kaka nadal przepycha ten pogląd i promuje różne kretyńskie sposoby „leczenia”.

    Z drugiej strony jeszcze niedawno nikt nie słyszał o stresie pourazowym, Aspergerze czy ADHD. Choroba psychiczna to odstępstwo od „normy” – a co jest normą? Co jest „normą” na przykład dla religianta? Czy ksiądz Natanek, doktor Kościoła (doktoryzował się z historii i nikt nie wątpi że na kościelnym wydziale) jest normalny? Czy jest normalny biskup Michalik? Czy religianctwo jako takie jest chorobliwe? Kwestia otwarta. Zależy przy tym, kto ustala kryteria. Bo jeśli je ustala kaka – to wiadomo.

  31. @mpn 24 kwietnia o godz. 19:54

    „w żadnym przypadku psychiatria nie uznaje religii za chorobę.”
    Religia to zjawisko kulturowe, które w ogóle nie wchodzi w zakres psychiatrii.
    Wygląda na to, że mylisz podstawowe pojęcia. Po co?

  32. „Duch nie spadł z nieba”, którego to ducha @Lewy podstawił nam (jak żabę do podkucia) do pastwienia się nad nim, wydany został jako książka w 1976 roku, a pisany był wcześniej. W tym samym dokładanie czasie, gdy kognitywistyka zaczęła wchodzić na naukowe salony jako odrębny byt. Wyodrębniona została jako samodzielna dziedzina nauki w Stanach Zjednoczonych w roku 1975, a w 1976 roku doczekała się własnego kwartalnika Cognitive Science. W tym samym – 1976 – roku, w marcu, Allen Newell oraz Herbert A. Simon opublikowali założenia do badań kognitywistycznych, w artykule Computer science as empirical inquiry: symbols and search, opublikowanym w czasopiśmie „Communications of the ACM”.

    Duch Ditfurtha nie spadł zatem z nieba ot, tak sobie. Sam zaś Ditfurth – mimo, że do kognitywistów nie przystał – w tym samym bagienku (obserwacja, analiza i modelowanie zmysłów, mózgu i umysłu) się taplał. Kognitywistyka bez Ditfurtha sobie poradziła i radzi, Ditfurth bez flirtu z kognitywistyką pozostał jeno popularyzatorem (fakt – znakomitym) osiągnięć naukowych. Jeśli ktoś chce „wyjść poza Ditfurtha” polecam prace choćby naszego toruńczyka, prof. Włodzisława Ducha z UMK.

  33. Przepraszam, Lewy. Ja pod poprzedni temat nadaje

    Lewy, 24 kwietnia o godz. 7:25

    ” Lew tez ma kilka a nawet kilkanaście lwic, które pana lwa żywią. On bierze za żony nawet swoje wnuczki , stąd biorą się takie genetyczne dziwolągi jak białe lewki. To samo dzieje się u hipopotamów, jeleni..Wsród zwierząt dużo jest mormonów. Ps Też sie cieszę,że się odnalazłeś”

    Lewy, lew.. Smaczne skojarzenie

    Krolewskim lwom daleko do lubieznosci ludzkich rzeznikow

    https://www.tygodnikprzeglad.pl/trzy-zony-rzeznika/

    „Harem, hurysy i hulaj dusza. Posiadanie haremu zawsze było uważane w krajach arabskich za powód do dumy. Ostatnim rekordowym poligamistą okazał się zmarły w ubiegłym roku Kenijczyk Akuku, który miał 130 żon…przeszkodą na drodze reform jest islamski fundamentalizm – to ekstremiści chcą poddaństwa kobiety ”

    Dodajmy: te poddawane poligamicznemu poddanstwu kobiety wydaja sie tego same chciec. Nie widac ani jednej z 27 zon Winstona Blackmore’a na lawie swiadkow oskarzenia w jego procesie o poligamie.

    Wiec jest podejrzenie, graniczace z przypuszczeniem, ze istnieja kobiety, ktorym odpowiada rozkladanie kobiecych obowiazkow buduarowych na team haremowy. Any comments, Lewusku?

    PS. Ciesze sie z Twojego cieszenia sie. Naprawde milo mi

  34. @anumlik 24 kwietnia o godz. 20:26
    Jeśli chodzi o kognitywistykę – poza „bagienko” wyszedł np. Antonio Damasio.
    Ale specjalnie o urojeniach to on raczej nie pisze 🙂

  35. @anumlik
    Wydaje mi się , że ten blog nie ma pretensji do bycia naukowym. A wrzuciłem ten temat bo mnie on bardzo frapuje.
    Miałem kolegę w liceum. Po maturze zaczął studiować biologię i na trzecim roku objawiła się u niego schizofrenia. Pare razy go w tym nowym stanie spotykalem: jego wzrok był jakis straszny. Najpierw wpatrywał się we mnie bardzo mocno. Potem zaczął mi mówić, że ludzkość ginie, że tylko wszechstronne szczury przeżyją. Że jest napromieniowany przez komunistow, ale zbudował sobie klatkę Faradaya i kiedy do niej wchodzi, to tylko wtedy może szczerze myśleć, bo komuniści wtedy nie mogą czytać jego myśli. Nagle popatrzył na mnie groźnie i powiedział mi, że jestem świnią. Nie miałem odwagi zapytać go, dlaczego tak uważa. Było to takie żałosne u tego chłopaka, który przedtem byl inteligentnym, trochę może nadmiernie flegmatycznym chłopakiem.
    I tyle. A nie mam zamiaru popisywać się fachową literaturą w dziedzinie, w której jestem laikiem

  36. @ Tobermory, z godz. 16:59

    Moje dziecko jak było małe i w trakcie jazdy samochodem podziwiało efektowne błyskawice i potężne grzmoty, to po każdym piorunie zwracało się do mnie z żądaniem: jeszcze raz!
    Znakomity (wręcz podręcznikowy) przykład artyficjalizmu. Dzięki. Jeżeli będę kiedykolwiek „jechał Piagetem”, na Twój przykład będę się powoływał 🙂

  37. @Lewy
    Ditfurth jest znakomitym popularyzatorem nauki. To dzięki jego publikacjom – w tym książce „Duch nie spadł z nieba” – zacząłem się fascynować mózgiem, świadomością, myśleniem jako takim (skąd ono się bierze, to myślenie). Ale potem przyszły inne lektury. I fascynacja kagnitywistyką, jako dziedziną nauki łączącą wiele innych – od psychologii i psychiatrii klinicznej poczynając, po informatykę. Po drodze mamy neurologię, biochemię i mechanikę kwantową. A nawet kosmologię, jak się uprzesz.

    Czy – naświetlając tło powstawania książki Ditfurtha – upretensjonaliłem blog jakąś wydumaną naukowością? Lewy, daj se pozor 😉

  38. Ewa-Joanna, 8:42

    „to tak jak podejrzewałam. U nas pewnie też coś podobnego jest i niby go nie ma. Bo mormonów mamy a jakże.”

    Inaczej, moremoneyow, ha?

    Wyglada na to, ze system prawny Brytyjskiej Kolumbii probuje nie dac tym razem ciala w tej sprawie sadowej przeciwko poligamii Winstona Blackmore’a.

    Bo poprzednie rzadowo-obyczajowe usilowania nie doprowadzily do niczego z prostego powodu: konstytucyjne prawo obywateli do swobod religijnych bylo on top. W to prawo zas wliczne jest prawo do swobod seksualnych danych religii.

    Zarzut zlamania kanadskiego panstwowego zakazu praktyk poligamii obalono na podstawie faktu, iz wszystkie owe dwadziescia kilka „malzenstw” Winstona byly zawarte POZA systemem rzadowego orzekania o zawarciu malzenstwa. Bo one byly zawarte w jego wlasnym „kosciele”. Bez zadnych justice of the peace. Czysto nielegalne malzenstwo, jesli o prawo „legalne” chodzi. Jesli chodzi o „common law” prawo, wszystko jest legit

    Obecne podejscie oskarzycieli Winstona ma sie opierac na fakcie „nowych” realiow legalistycznych: malzenstwo tzw. „common law” – czyli kazdy zwiazek istniejacy, ponad jeden rok, pomiedzy dwoma doroslymi osobami, bez roznicy jakiego rodzaju seksualnego sa te osoby – jest „malzenstwem”, w swietle prawa. A to skazuje Winstona Blackmore’a na paragraph kodeksu karnego. Wymierzonego w poligamie.

    Chyba beda apelacje od wyroku. Takiego czy innego

  39. Anumlik
    Ja niedawno zadalem Mojej pytanie. To pytanie nie mialo zwiazku zadnego z tym blogiem czy syt w Polsce czy Cos o Pl. To pytanie moje dotyczylo bardzo tut lokalnej rzeczy. Bez opisow. Pytanie bylo. Dlaczego 90% to kognitywa psych. Moja nie lubi na temat psych rozmawiac (zboczenie zawodowe). Jednym zdaniem odpowiedziala mnie: „Bo jedyna co ma sukcesy”. Ja niespec od psych. Daleko. Mam ochote Tobie Anumlik to samo pytanie zadac. Odpowiedz Mojej moze jest po pl niezrozumiala. To ja napisze to po pl. Jedyna metoda ktora powoduje powrot do spoleczenstwa. Odpowiedz Anumlik Ty mnie, oczywiscie jak masz ochote. Z Twojego wpisu odczytalem pewna niechec. To bym chcial niechetna odp, jak mozna. Ucze sie Anumlik 😉
    pzdr seleuk

  40. Sprecyzujmy: psychiatria nie uznaje religii za chorobę. Tak jak historia nie uznaje rzekomego zmartwychwstania za fakt historyczny. Zmartwychwstanie to sfera mitu, czyli gloryfikowanej baśni, która z historią nie ma w ogóle nic wspólnego. Oczywiście efekty szerzenia tego mitu są przedmiotem zainteresowania historii.

    Religia to system skodyfikowanych dogmatów, rytuał i co tam jeszcze. Natomiast „wiara” to zupełnie co innego. Szczere przekonanie, że pan bozia czegoś ode mnie „wymaga” albo że ma w stosunku do mnie jakieś „plany” nie różni się niczym istotnym od przekonania, że jestem Napoleonem i wchodzi w sferę zainteresowania psychiatrii. A jednak właśnie na wpajaniu przekonania o rzekomym „wybraniu przez Boga” opiera się (na przykład) teologia życia zakonnego.

  41. Mam tez do Ciebie E-J pytanie. O tych mormonow. Orteqa nie pytam zeby balagan nie wyszedl 😉 Ja mormonami niezainteresowany, tylko probami „reglamentacji” form rodzinnych miedzy doroslymi.

    Pytanie moje jest takie. Jak panstwo (prawodawca) motywuje regulowanie (proby) aktywnosci sexualnej obywateli? Czy ta aktywnosc sexualna prowadzi do patologii? Czy wedlug prawodawcy jedna pani nie moze miec paru malzonkow (partnerow)? Co jest w tym nielegalne? Skad te wywijanie definicjami?

    pzdr seleuk

  42. Dobrze, ze ty mnie o to nie pytasz, seleu(os)ie. Naprawde dobrze

  43. @seleuk(os), z godz. 21:09
    Ja taki sam laik, jak i Ty. Twoja, jako psycholog, więcej pewnie Ci powie, ale jak ona chce być szamanka i wiedzę tajemną dla sobie zachować, to nic na to nie poradzisz. Oni tak mają, ci psychologowie.

    Termin kognitywa psych. (rozumiem – psychologiczna), to po naszemu psychologia poznawcza. Ma sporo wspólnego z kognitywistyką, ale to nie to samo. Zamiast naukowego wywodu (znudziłby wszystkich) podaję linka do artykułu Włodzisława Ducha (którego już w poście do Lewego przywołałem). Przystępnie napisany i wyjaśnia „z czym się je tę kognitywistykę”.
    https://www.fizyka.umk.pl/~duch/cog-book/kognitywistyka.htm

    Pozdrówka

  44. „Bezkarność mormonów z Bountiful już ośmieliła muzułmańskich imigrantów w Kanadzie, którzy zaczynają praktykować poligamię w swoich [imigranckich] społecznościach. A nam tylko zal. Bo dlaczego nie my?

  45. @namarginesko
    Bardzo istotne rozróżnienie : religia i wiara.
    Zinstytucjonalizowana wiara wpada w łapy cynicznych manipulatorów, czyli katabasów. Ale na początku, dopóki nie jest zinstytucjonalizowana wiara wynika z jakiegoś intelektualnego zaburzenia (strach, niezrozumienie sensu,pomieszanie jawy ze snem itp)
    Ale nawet trochę zinstytucjonalizowana wiara nie musi by w łapach cyników, ale szaleńców: to sekta Davida Koresha, albo tych od Bramy do Nieba, ktorym szalony guru wmówił i sam w to wierzył, że kometa Hall Bopa przyleciała z Syriusza na Ziemie,żeby ich do tego raju na Syriuszu zabrać. Oni przygotowani do podrózy, prawdopodobnie łącznie ze szczoteczkami do zębów, położyli się pokotem w schludnych łóżeczkach, zeby ładnie tych Syriuszan przywitać i zażyli truciznę (bo taka była umowa z Syriuszanami) Nazajutrz policja znalazła kilkadziesiąt trupow w tym ciało samego guru. Tu nie ma żadnego cynizmu, tylko czyste szaleństwo. Czego na pewno nie ma u naszych sybarytów, amatorów chłopczykow , dziewczynek i dobrych trunków.

  46. Myśleć kognitywnie- myśleć o własnym myśleniu. ‎

    @aumliku ‎
    Według mnie nauki kognitywne i mechanika kwantowa świetnie ilustrują czym jest paradygmat systemizmu. Pozwoliły mi spojrzeć na rzeczywistość inaczej, niż robiły to dotychczasowe paradygmaty- duch i maszyna. Tak mi się w każdym razie wydaje. 😉

  47. @anumliku
    Dzięki. Świetną rzecz podrzuciłeś. Przeczytałem zaledwie jedną czwartą, jutro to przeczytam do końca, bo na mnie pora lulu
    Ps
    Nie wkurzaj się na mnie.Bo myślałem, że rzucasz tytułami, tymczasem nie tylko podrzuciłeś menu, ale samą potrawę.

  48. Dziekuje za odpowiedzi. Wyjasnie. Te moje prostdziecinne pytania, jest czesc szerszego. Taki jest poglad wiekszosci co czytam. Nie tylko na tym blogu. Nastepujacy. Ale nie moj, nie tutejszy Skand. Nie pisze szwedzki. Skandynawski. Tu tez takie glosy, pogladu. Jednostkowe. Nawet tutejsi populisci ostrzni w sojuszach z LePen. Skandynawskie maja sojusze. Kurdupla tylko wysmiac moga.

    Poglad taki. Obecny model globalizacji, integracji europejskiej, kapitalizmu jest coraz trudniej utrzymywac. Politycy nie mają odpowiedzi na modelu problemy: dlugi, stagnacja ekonomiczna, bezrobocie szczegolnie mlodych, wzrsot nierownosci dochodow/majatku, klasy sredniej zanik. Taki poglad. Katastrofa, kryzys. Rozne recepty sa podawane.

    Tutejsze spoleczenstwa (skand) sa z sukcesami. Jezeli sukces nazwac brak tego co wyzej. Dlugow nie ma (wyjatek lokalne emerytury przy zmianie generacji). Stagnacja ekonomiczna nie istnieje tutaj. Skand bije rekordy aktywnosci ekonomicznej exportu, wskaznikow mierzonych statystyka. Bezrobocie, praktycznie nie istnieje poza nieeuropejskini emigrantami. Nierownosci ekonomiczne ???. Co to jest? Klasa srednia, wiekszosc jest klasa srednia. Gdzie zanik? Bierzesz udzial w aktywnosci spolecznej (jakiejkolwiek) jeste kl srednia, masz ok dochod i emerytura. Gdzie zanik?

    Moje pytanie jest. Dziecinne. Gdzie jest kryzys? To ze u ciebie polityka nie funkcjonuje to nie jest globalny kryzys. Twoj wypadek samochodowy (i moj) to nie jest kryzys motoryzacji, komunikacji, poruszania sie. Wiekszosc na rowerach moze do zajec. Na odleglosci sto lat temu niemozliwe do pokonania. To byl przyklad. Czym sie Wasi politycy/kierownicy zajmuja? Sexualnoscia np Wasza? Chrzescijanstwo (katolicyzm, inne monoteizmy) nie wprowadzilo pojecia moralnosci. To klamstwo. Wy je powtarzacie. To pojecie istnialo zawsze. Wczesniej. Chrzescijanstwo (w pl katolicyzm) zdef niemoralnosc. I Wy sie tego trzymacie. W jakim celu? To jest moje prostodziecinne pytanie. Co za cel trzymanki? Zeby kryzysy opisywac niemoralnoscia?

    pzdr seleuk

  49. @Tobermory
    No ale puszczałeś mu te błyskawice i grzmoty, hę?  ;)‎

  50. @@Lewy vs Namargineska
    Tobermory napisał jaka była reakcja jego potomka w wieku dziecięcym na burzę – podziwiało efektowne błyskawice i potężne grzmoty, to po każdym piorunie zwracało się do mnie z żądaniem: jeszcze raz! – zapodałTobermory. Napisałem do Tebormorego, że to znakomity przykład artyficjalizmu.

    Kilka zdań tytułem wyjaśnienia. Artyficjalizm to – zgodnie ze słownikową definicję – przekonanie charakterystyczne dla myślenia wczesnodziecięcego polegające na tym, że według dziecka wszystko na świecie łącznie z naturalnymi bytami i zdarzeniami jest przez kogoś wykonane lub wykonywane. Dzieci uważają, że ludzie są odpowiedzialni za wszystkie zdarzenia na świecie. Jest to etap tzw. animizmu dziecięcego, który Jean Piaget wyodrębnił, jako naturalny szczebel w rozwoju każdego człowieka, obojętnie gdzie urodzonego – w rodzinie buddystów, jehowitów, mahometan, chrześcijan czy ateistów. Jeśli dziecku na tym etapie jego świadomości, zamiast człowieka (ojca, jak u Tobermorego) podstawimy boga jako „odpowiedzialnego za wszystkie zdarzenia na świecie”, będziemy mieli religianta. Dlatego też – powtórzę, co już na wielu forach pisałem – łapy księży, rabinów, imamów, guru oraz szamanów precz od dzieci w okresie artyficjalizmu!!!

    Ale jak to uskutecznić, kiedy najlepiej wszystko zwalić na bozię, a magiczne (to też religia) mózg nam zafundował od kiedy przestaliśmy sikać w pieluchy?

  51. Poprawka
    …a magiczne myślenie (to też religia) mózg nam zafundował…

  52. Wyskoczyli jak królik z kapelusza mormoni, więc trochę dopowiem, chociaż nieco odbiega od tematu wstępniaka. Mormonizm, prawdziwie amerykańska religia, za chrześcijaństwo jest uważana tylko przez samych mormonów. Uznają biblię, Jezusa i te rzeczy. Ale dla „prawdziwych” chrześcijan są co najwyżej jakąś sektą. Kiedy niejaki Romney startował w wyborach prezydenckich, tutejsi religijni mieli niezły orzech do zgryzienia. Ale koniec końców na niego głosowali.

    „Prorok” mormonizmu – Joseph Smith (pierwsza połowa 19 wieku), może i miał schizofrenię, miał różne widzenia, a swoją mormońską biblię napisał w młodym wieku lat 24. Może był też zwykłym pedofilem lub maniakiem seksualnym. On i jego zwolennicy propagowali poligamię, „nawracając” i „poślubiając” młode kobiety. Za co Smith został zlinczowany przez tłum w Illinois. Reszta uciekła do Utah, które w tamtym czasie stanem jeszcze nie było, terytorium należało do Meksyku. Społeczność mormońska była praktycznie teokracją rządzoną przez kolejnego proroka Brighama Younga. Wielożeństwo było normą. Zostało oficjalnie zniesione dopiero w 1890r, co było warunkiem uzyskania statusu amerykańskiego stanu.

    Poligamia nie została zupełnie wyrugowana. Istnieje wiele mormońskich osiedli w Utah, Arizonie i Colorado, zupełnie odciętych od świata. Mormonem jest policjant, lekarz, pracownik poczty. Kto miałby na nich donieść? Dzieci dorastają w takich wioskach, bez żadnej świadomości „nienormalności” swojego otoczenia. Nie mają też dokąd iść, bo naokoło pustynia. Młodych chłopców często się z wioski wyrzuca, żeby nie stanowili konkurencji dla staruchów. Staruchy rządzą, a dla młodych dziewcząt zaszczytem jest być ich kolejną żoną. (To w temacie niebuntowania się tych kobiet przeciw poligamistom (patrz Orteq)).
    Kiedyś władze federalne zrobiły nalot na taką wioskę i odebrały mieszkańcom dzieci. Spotkało się to z ogólnym oburzeniem. Jak to dzieci odbierać matkom? Więc dzieci oddano. I władze odtąd wolały się trzymać z daleka.

    Dobrym źródłem faktów i sensacji z mormońskiego życia jest książka Krakauera „Under the Banner of Heaven”. To w ogóle dobry pisarz, znany z „Into thin air” (o fatalnej wyprawie na Mount Everest w 1996) i „Into the Wild” (o tragicznej podróży na Alaskę).

    Żyjąc w Stanach, trudno się nie natknąć na mormonów, w pracy czy w szkole. Nie tych z wiosek poligamicznych, ci się ze światem nie kontaktują. Ciekawostką jest że są to ludzie bardzo zdolni i pracowici. Społeczność mormońska inwestuje w utalentowane dzieci. Wysyła je do dobrych szkół i w świat między ludzi. Być może jest to skuteczny sposób propagowania religii. Która niestety chyba dość szybko rośnie (około 7 milionów w USA, 15 milionów globalnie).

  53. izabella
    24 kwietnia o godz. 22:43

    To co Ty opisalas Izabella, dla mnie patologie. Moj opis „mormonskosci” tutejszej byl malo powazny. Raczej rodzaj satyryczny. Ja chcialem napisac, Anumlik mnie troche podpuscil. Co jest wspolnota ludzi myslacych? Nie etniczna czy podobny termin. Jest roznica tej am. wspolnoty ludzi myslacych i tej tutejszej. Duzo jest zreszta razem. Ta roznica jest w wielkosci populacji. Prawdopodobnie am. panstwo (prawodowca) dlatego jest „nieskuteczny” ze jest wystarczajaco duzo myslacych. Patologie nie maja znaczenia. Masa krytyczna myslacych jest wystarczajaco duza. Spoleczenstwo jest duze. Reszta niech siedzi po pustyniach jak lubi. Tu inaczej. Skandynawskie spol male. Dla osiagniecia tej krytycznej ilosciowej masy, wszyscy musza. Tzn konkretnie w 10mln spol musibyc tych moze 4-5 mln. W 150 mln, moze wystarczyc 30-40?. Nie wiem. Tak mnie sie wydaje. Ale to jest powod dla ktorego wiekszosc nie rozumie np rownouprawnienia kobiet, sposob wychowania dzieci, podejmowania decyzji, masa innych.

    Te pojecia sa odnoszone w spoleczenstwach wiekszych populacjach. To nie sa tak extremalnie wyrazne. Stad niezrozumienie. Inny obraz otoczenia. Proba opisu tymi samymi slowami. Nieadekwatna. Rodzina, partnerstwo. Wlasciwie wszystko. Nawet mormonki 😉

    pzdr seleuk

  54. @Lewy, anumlik
    Oczywiście, ale sekta Koresha to ekstremalny przejaw tej samej „wiary”, która skłania np. młode dziewczyny do wstąpienia do zakonu i „poświęcenia życia” bez samobójstwa (chociaż powolne zabijanie ciężką pracą „dla pana bozi” jest mniej jaskrawym, ale jednak nadużyciem). A pranie mózgu podczas zakonnej „formacji” czy w ramach katechezy jest podobne jak w sekcie Koresha.

    Dodajmy, że do dzisiaj doskonale się sprzedają przeróżne apokaliptyczne scenariusze, niekoniecznie jako fikcja literacka. Nie tak dawno w Stanach wiele osób pozbyło się majątku i zgromadziło w wyznaczonym miejscu, żeby tam przywitać przewidywany koniec świata. Koniec świata nie nastąpił, ale to nie zachwiało ich wiarą. Po prostu doszli do wniosku, że popełniono błąd w ustalaniu daty. I rozpoczęło się oczekiwanie na nową, ściśle wyznaczoną i dokładnie obliczoną datę końca świata.

    Dlaczego o tym piszę? Bo dokładnie takim samym prorokiem apokaliptycznym jest biblijny Jezus, który zapowiada „nadejście Królestwa jeszcze w tym pokoleniu” czyli przed śmiercią słuchaczy. Z niebieskiej książeczki wynika, że Jezus zapowiadał „koniec świata za dwa lata”. Brzmi to prawdopodobnie, bo przepowiednia się (oczywiście) nie sprawdziła, zatem jej odkręcenie wymagało dość pewnej gimnastyki umysłowej. A jednak ją powtórzono, więc (chyba) stanowiła element oryginalnego przekazu.

  55. @izabella 24 kwietnia o godz. 22:43

    Dzięki za fakty o mormonach. Ciekawe! Ja zetknęłam się z nimi na Oahu, podczas jednodniowej wycieczki. Przywieźli nas na obiad do olbrzymiej samoobsługowej restauracji, która przypominała kombinat zbiorowego żywienia. Dopiero potem się dowiedziałam, że takie przybytki są własnością sekty i że pracują w nich osoby bez perspektyw, którym sekta zapewnia w zamian mieszkanie i wyżywienie. Zyski muszą być spore, bo kontrakty z biurami podróży gwarantują stały dopływ regularnie dowożonych klientów. Do tego tania siła robocza i prawdopodobnie dobra zapisywane w testamentach… przecież na tej samej zasadzie działają katolickie zgromadzenia zakonne. I Jehowici.

  56. Na marginesie
    24 kwietnia o godz. 23:45

    Ci jechowici, tutejsi to mnie od mojego pomyslu odciagneli. W realu spotkalem tutaj wykluczonych ze spolecznosci. To moim pryw jezykiem skrzywdzonych. Jak zaczalem ich spotykac, to zaskoczylo mnie. Metode obrac/obierac jechowitow z pieniedzy oni „niemoralnoscia” argumentowali. Dla mnie, zrob bo technicznie mozliwe, wcale nie trudne, ta religijna „niemoralnoscia” chociaz wykluczeni. Do mnie. 🙂 Nigdy bym sie tego nie dowiedzial virtualnie. Cos nie moglem zrozumiec jak tu zaczalem blogowac. U katolikow. Masa skrzywdzonych/krzywdzonych a moralnoscia def przez krzywdziciela kieruja. Dla mnie to „najwieksza tajemnica wiary” 🙂
    pzdr seleuk

  57. @Żorż Ponimirski
    24 kwietnia o godz. 22:30

    Jasne, że puszczałem 😉 Ty swojemu Belzebubiątku też puszczaj.

    Byłem w Utah, nocowałem w mormońskim pensjonacie, oglądałem słynne audytorium, gdzie śpiewa mormoński chór, a szpilkę upuszczoną na pulpit dyrygencki słychać w odległych o 50 m kątach sali.
    Wpuszczałem nawet do domu 18-19-letnich misjonarzy, aby pogadać z nimi o Ameryce. Każdy miał 5-10 rodzeństwa. Oni (mormoni) nie piją alkoholu, ani czarnej herbaty i nie palą papierosów, ale im to wcale nie przeszkadza posiadać i prowadzić kasyna poza własnym stanem. A w Utah rządzą żelazną ręką i żaden nie-mormon nie ma szansy na karierę. Młodych posyłają w świat, aby uczyli się języków i rozmawiania z ludźmi, potem wracają i zaczynają studia. Przez pierwszych kilka miesięcy za granicą nie mają prawa kontaktować się z rodziną, są kontrolowani przez lokalnego rezydenta i wcale nie mają lekko. Muszą dbać o prezencję i maniery, dobra inwestycja w przyszłość.
    Na plus przyznałem mormonom przyzwoite traktowanie Indian od samego początku osiedlenia się w Utah.

  58. Na marginesie
    24 kwietnia o godz. 23:45
    „Do tego tania siła robocza i prawdopodobnie dobra zapisywane w testamentach… ”

    I nie tylko, każdy mormon musi wpłacać 10% procent zarobków na kościół. Może dlatego tak intensywnie inwestują w zdolną młodzież, czym dalej zajdą, tym więcej się z nich ściągnie.
    Bloomberg szacuje ich majątek na 40mld, a wpływy na 8mld rocznie.
    Zwykła szemrana korporacja. W gruncie rzeczy aż tak bardzo się nie różni od KK. Tylko patyną.

  59. @Izabella, dzieki za podpowiedziana jeszcze jedna ksiazke Johna Krakauera, tym razem o mormonach. Dwie inne czytalam, a o „In the wild” stoczylam kilka bojow. Bo potem byl film wlasciwie gloryfikujacy tego mlodego durnia, a malo kto czytal ksiazke, a duzo ogladalo film. Jaki romantyczny chlopak! a mnie sie noz w kieszeni otwieral.
    Co do mormonow. Dokladnie kilka dni temu bylam na musicalu „The book of the mormon”. Idzie, czy leci juz od 2011 roku przy wypelnionej 100% sali. Trescia sa perypetie dwoch chlopakow mormonskich, ktorych wytypowano na misje do Ugandy. No i tam nastepuje zderzenie kulturowe. Drwina z religii, niekoniecznie mormonskiej, kultu ksiazeczki, ta akurat napisal ich prorok Smith, zdrowy rozsadek czarnych, ale i watazkowie. Do tego ogromna ilosc swietnych, tez sprosnych, analnych dowcipow, postac Jezusa jako….w sumie swietnia zabawa. Melodie nie staly sie popularne, ale tresc jest ostra. I to wszystko w tak religianckiej Ameryce, bo to, ze ten tytul idzie juz dluzszy czas w Londynie – rozumiem. Mysle, ze adwokaci scenopisarzy musieli dobrze sie napracowac, zeby scenariusz nie przekroczyl „czerwonej linii”
    Nie wiem, co pisaliscie o mormonach w poprzedniej edycji blogu. Sa tacy i tacy. Wiekszosc jest „takich”, czyli wielce przyzwoitych, pracowitych, bez uzywek, zorganizowanych, z glowa do interesow. Maja po jednej zonie i juz przyjmuja w swoje grono czarnych co jeszcze niedawno nie bylo mozliwe. Kandydat na prezydenta Romney, mimo, ze oczywiscie jako republikanina nie cierpie go, ale musze przyznac, ze jest chlubnym przykladem pracowitosci i cnot rodzinnych.
    Wspomniane tutaj Hawaje sa w jakims stopniu skolonizowane przez mormonow, ktorzy robia tam duze pieniadze. Wspanialy „Disneyland” p.t. Osrodek Kultury Polinezyjskiej na najwiekszej wyspie Oahu to wlasnie pomysl mormonow. Caly dzien od jednej atrakcji do drugiej, jakies splywy, jedzenia, pokazy, a na wieczor widowisko z wszelakimi fajewerkami. Obok jest uniwersytet dla mlodziezy mormonskiej z calego swiata, gdzie nie ucza jak sie zachowywac na misjach, tylko jest to Uniwersytet na wysokim poziomie. Nauka jest na nim za darmo, oplaca sie ja praca w osrodku. Nie tylko na posadzie sprzataczy, albo sprzedawcow biletow. Widac, ze trzeba sie tez wyroznic jakims talentem artystycznym czy tp., moze jestes z wysp Samoa i jakies walki, tance znasz, albo umiesz lykac ogien, albo spiewac teskne piesni polinezyjskie itd. Zgodnie z religia nie sprzedaje sie tam nie tylko alkoholu, ani nawet nie mozna napic sie kawy, czy herbaty. W niedziele jest nieczynne, czyli za cene swoich zasad pozbawiaja sie duzych pieniedzy ze sprzedazy uzywek i 7 dnia otwartego.
    Tez siec hoteli Marriot ( liczna nie tylko na Hawajach, ale jak wiemy na calym swiecie) nalezy do mormonow, a takze znana w calych Stanach siec domow towarowych JcPenny. Mysle, ze tych wielkich interesow jest duzo wiecej. To najbogatsza grupa religijna, bogatsza od zydow.
    Nie wiem, czy ktos o tym poprzednio tu wspomnial – sa milosierni i chrzcza wszystkich wg listy zmarlych. Bo tylko ich chrzest zapewni ci swiatlosc wiekuista. Byla zreszta kilka lat temu afera, bo okazalo sie, ze tez przypadkowo chrzcza zydow, ktorzy akurat tego nie chca. Ale ja z tego skorzystalam, bo oni maja najwiekszy na swiecie zbior mikrofilmow z wszelakich dostepnych na calym swiecie ksiag parafialnych i zainteresowalam sie moim nazwiskiem po mezu, ktore jest skandynawskie. Troszke sie o nazwisku dowiedzialam, a poniewaz jestem na ich mikrofilmach tzn., mam nadzieje, ze jestem juz stosownie ochrzczona.
    Jako przeciwwage tym swoim pieniom, napisze, ze wiem o strasznych praktykach w zamknietych spolecznosciach wyizolowanych sekt mormonskich. Ba, z moim wnukiem kilka lat temu objezdzajac kilka zachodnich stanow wybralismy sie na „wycieczke” do najbardziej zlowieszczej miejscowosci na pograniczu stanu Arizona i Utah o nazwie Colorado City. To stamtad wlasnie pochodzil ten najwiekszy zboczur i prorok. Wysoko w pustynnych gorach. Za wysokimi murami, jeszcze potezniejsze i bardzo bogate posesje. Wlasciwie wszystko jak spod igly (?!). Pustynne gory, upal, brak roslinnosci, brak zycia. Ani sklepu, ani ludzi. Zatrzymalismy sie, za moment zatrzymal sie samochod z nalepka szeryf i funkcjonariusz uprzejmie sie zapytal, czy aby czegos nie potrzebujemy. Zaszczute kobiety stamtad i innych takich miejsc nie maja sil i mozliwosci i checi sie wyrwac. Dopoki nie ma oskarzen o pedofilie, to wielozenstwo jest nie do udowodnienia. Wolny kraj, kazdy moze mieszkac w takim zestawie jak chce, przeciez nie rejestruja sie w magistracie, a posiadanie nieslubnego dziecka z wiadomym, czy niewiadomymm ojcem tez nie jest zakazane.. Czasami, bardzo rzadko uciekaja, co nie jest latwe i potem bardzo rzadko umieja dostosowac sie do zycia w innym swiecie niz takie Colorado City. Wsrod plci zenskiej uciekaja mlode kobiety zniewolone, a chlopcy jeszcze nie zniewoleni. Widocznie w zwiazku malzenskim nie jest im juz tak zle.

  60. Lewy. Przytoczyles w swoim wpisie:

    „Podobnie dzieje się w przypadku schizofrenii. Tylko że odwrócenie hierarchii w mózgu pacjenta nie jest wywołane snem, lecz występuje na jawie jako wynik nieznanych nam dotąd procesów. Wydaje się, że to, co pacjenci przeżywają i relacjonują, jest dokładnym opisem sytuacji, która musiałaby powstać, gdyby posiadacz półkul mózgowych został przeniesiony wstecz do archaicznego świata międzymózgowia: brak jakichkolwiek treści, które byłyby nieważne, takie uszeregowanie perspektywiczne, w jakim wszystko wydaje się skierowane na przeżywającego, utrata identyczności bliźnich, wyrażająca się zarówno pozorną znajomością obcych twarzy, jak i nierozumieniem maski i mimiki bliskich. Mówiąc ogólnie: wyłanianie się archaicznych i magicznych form stosunku do świata.”

    Powiedz ty mnie, o moj Lewy: po jaka cholere zes Ty toto przywlokl na ten blog? Ni jak nie moge sie dopatrzyc zadnego zwiazku z niczym. Pewnikiem schizofrenik ja jest murowany

  61. zyta2003 – 3:19

    „Wspanialy „Disneyland” p.t. Osrodek Kultury Polinezyjskiej na najwiekszej wyspie Oahu to wlasnie pomysl mormonow. ”

    A ja myslalem, ze Honolulu umiejscowione jest na NIE najwiekszej wyspie Hawaii, Oahu.

    Najwieksza wyspa Hawaii, powierzchniowo biorac, jest wulkaniczna wyspa. O nie najwiekszej populacji. Inaczej nazywana Big Island. Nic mi nie wiadomo o Mormonach zarzadzajacych ta najwieksza wyspa hawajska. A bywam tam co roku.

    Pewnie cos przegapilem

    Czy Tobie, Zyto, nie chodzi czasem o moremoney?

  62. Tobermory
    25 kwietnia o godz. 0:13

    Audytorium też oczywiście widziałam, faktycznie imponujące. Zaliczyłam również lokalne muzeum, w którym przewodnik opowiadał o ucieczce mormonów do Utah, sprowokowanej prześladowaniami religijnymi. Ta religijna martyrologia bywa przekomiczna.

    Co do przyzwoitego traktowania Indian, masz trochę racji, ale zawsze są jakieś wyjątki. Taka masakra w Mountain Meadow w 1857 na przykład. Mormoni wybili tam ponad setkę osadników zmierzających do Kaliforni. Przebrali się w tym celu za Indian, i próbowali na nich zwalić winę. Na szczęście nie wyszło. A poza tym wyjątkowo podle traktowali czarnoskórych.

    Mam nadzieję że nie ograniczyłeś się do mormonów, bo Utah ma wyjątkowo piękne parki narodowe. Canyonlands, Zion, Arches, Bryce (w kolejności moich preferencji).

  63. Zyta2003
    25 kwietnia o godz. 3:19

    Fajnie że dodałaś więcej szczegółów. To Colorado City chodziło mi po głowie ale trochę detali zapomniałam. Zboczur nazywał się Warren Jeffs i właśnie odsiaduje 20 lat. W końcu się do niego dobrali, bo długo żadna kobieta nie chciała zeznawać.
    O tej mormońskiej kolonii na Hawajach, o której piszesz i Ty i Namargineska, wstyd się przyznać, nie słyszałam. Ale i tak się nie wybiorę. Tego musicalu za to Ci zazdroszczę, też bym poszła ale w moich okolicach nie grają. Mówisz że grają w Londynie? Może polecę przy najbliższej wizycie w Polsce. Jakoś bliżej z Warszawy do Londynu niż z zachodu Stanów na wschód :).
    Ja tam Romneya nie podziwiałam. Zwykły bankster oderwany od rzeczywistości. Jego ojciec był przyzwoitym człowiekiem, ale syn oportunista bez kręgosłupa. No i republikanin.

    Krakauera też bardzo cenię, potrafi bezbłędnie wydobyć dramatyzm sytuacji. A o „Into the wild” pewnie i my byśmy się posprzeczały. Ja książkę pamiętam lepiej niż film. Film zdecydowanie nie był bardzo krytyczny wobec bohatera, ale książka raczej też nie. Z tego co pamiętam autor go bronił. Bohater wydawał mi się sensownym młodym człowiekiem który trochę się pogubił, a potem się odnalazł, ale ciut za późno. I już taki odnaleziony, i chcący wrócić do rodziny i cywilizacji, miał po prostu ogromnego pecha. Ja myślę że ludzie identyfikują się albo z nim albo z jego rodzicami. Nie da się i tak i tak, i pewnie stąd różnica w opiniach.

  64. Sorry Lewy, będzie trochę o psie ale i troszku o wierze (psa).
    Mój piesek, Astra – west highland white terrier, popularnie zwana westie, przeurocze stworzenie – jako szczeniak nie bała się ani burzy ani piorunów i dumnie spacerowalismy w deszczu. Pewnego razu piorun sztrzelił bardzo bliski, Astra podwinęła ogon i z piskiem czmychnęła do domu. Od tego czasu błyski światła czy odległe nawet grzmoty przyprawiają ją o febrę. Na pewno doznała porażenia tzw napięciem krokowym, czyli różnicą potencjałów pomiędzy przednimi a tylnymi łapami. Tłumaczy to zapewnie część przypadków. Ale ja wyciagnąłem też inne wnioski.
    Moja Astra wierzyła we mnie jak w Boga. Zawiodła sie jednak sromotnie ponieważ nie uchroniłem jej od porażenia – czyli jest ktoś Gromowładny, karzący Ojciec walący na oślep, niezależnie od tego czy piesek jast posłuszny czy nie. Ja gram drugie skrzypce, jestem jej przewodnikiem i pasterzem – chodzimy razem na spacery, tzn ona prowadzi od drzewa do drzewa a ja podążam. Jest też Duch Świety – sprawdza uszy, łapy, karmi, poi, szczepi, robi to wszystko na co my (Ja i Gromowładny) nie mamy czasu – moja żona. Jak widzicie pieski też są wierzące – dlatego trzymam ją z daleka od tego blogu. Chce ją utrzymać w tej wierze.

  65. Dla mnie tez książki Ditfurtha były ispiracją do dalszych poszukiwań i fascynacji nauką. Takich propagatorów nauki powinno być więcej niż księży, niestety karmimy ten patogen własna krwia. Państwo świeckie powinno rozwijać sieć takich placówek jak Centrum Kopernika.
    Niestety nauka USA w defensywie, broni swoich szańców, Chiny i Singapur do przodu, my w ogonie – klops wujaszku, klops.

  66. @izabella
    25 kwietnia o godz. 4:31

    Spędziłem w Utah sporo czasu i nie omijając żadnego z tych parków, które wymieniłaś, dołożyłem jeszcze Monument Valley, Natural Bridges, Capitol-Reef…
    W paru miejscach odbyłem dłuższe wędrówki. A Hell of a Place to Lose a Cow zostało mi chyba najbardziej w pamięci (obok Arches) z tymi barwami, odcieniami, gorącem i chłodem, w zależności od położenia słońca i… chipmunkiem, który towarzyszył mi przez dłuższy czas w nadziei na poczęstunek 😉

  67. szerszeń
    25 kwietnia o godz. 5:25
    Ano własnie, gdyby zamiast prania mózgów dzieciakom przez nawiedzone,ograniczone katechetki i cynicznych katabsów, uczyć dzieci chocby z tego przestrzałego Ditfurtha. Jedno centrum Kopernka wiosny nie czyni. We Francji takich centrów jest mnóstwo..
    @anumlik
    Czytam podany przez Ciebie artykul na temat kognitywistyki. Wydrukowałem sobie, bo juz od patrzenia w ekran bolą mnie oczy. No i pomysleć, że ja taki staruch, a jeszcze się uczę i coś do mojego mózgu dociera. Choćby dlatego jestem zadowolony, że dałem ten wstępniak, bo inaczej to nigdy nie podzieliłbyś się ze mną profesorem Duchem.
    Jak przetrawię i jeśli wyciągnę z tego przetrawienia jakieś konkluzję, to coś powiem.
    Na razie tylko taka mi do głowy myśl przychodzi; czy rozum może poznać rozum, czy oko może widzieć siebie, czy odbicie lustra w lustrze nie jest taką nieskończoną amfiladą odbić ?
    Jeszcze jedno, co mi się bardzo spodobało W pewnym sensie introspekcja jest nadal jedyną metodą zrozumienia siebie i swoich prawdziwych dążeń; nauka opisuje, tworzy modele, daje władzę nad światem, ale nie mądrość i zrozumienie

  68. Lewy
    25 kwietnia o godz. 8:18

    Nauka jest warunkiem koniecznym zrozumienia, ale nie wystarczajacym. Dlatego tez jestem w jaims sensie antydemokratą, uwazam że bierne prawo wyborcze powinno być skorelowane ze zrozumieniem.

  69. Związki między schizofrenią a religią poszukiwane są w psychiatrii od dłuższego czasu. Powstały nawet hipotezy, że pojawienie się schizofrenii (w obecnej klasyfikacji w ramach zaburzeń psychicznych) jest ściśle powiązane z pojawieniem się chrześcijaństwa.
    Od dłuższego czasu wskazuje się na podobieństwa między doświadczeniami mistyków a przeżyciami pacjentów psychotycznych. W prawie każdej z wielkich religii światowych osoby według psychiatrów psychotyczne były traktowane albo jako obdarzone nadzwyczajną wiedzą i siłami, albo opętane przez duchy czy demony.
    Istnieje hipoteza (Littlewood i Dein) twierdząca, że chrześcijaństwo wniosło do cywilizacji Zachodu nowe rozumienie jaźni jako „refleksyjnej samoświadomości”, której „nadmiar” konstytuuje istotę schizofrenii. Jej genealogię wiążą z kolei z takimi czynnikami w obrębie chrześcijaństwa jak:
    (a) ideą wszechobecnego i wszechwiedzącego Boga
    (b) ideą jaźni/duszy jako autonomicznego podmiotu odnoszącego się do Boga i wobec świata
    (c) introspekcją („rachunkiem sumienia”)
    (d) podkreślaniem troski o życie wieczne i sferę duchową ponad zmysłową (materialną/cielesną)
    (e) świadomością grzechu i łaski
    (f ) nawróceniem

    Tej hipotezie przeczą inne, twierdzące, że refleksyjna samoświadomość pojawiła się co najmniej tysiąc lat przed powstaniem chrześcijaństwa, a pierwotną formą duchową ludzkości jest szamanizm oraz że istnieje ciągłość tradycji religijnych od czasów neolitu do współczesności, a szamani – w tej czy innej postaci – znaleźli miejsce we wszystkich istniejących religiach.
    Przed pojawieniem się samoświadomości ludzie mieli posiadać umysł dwukomorowy, którego halucynacyjne procesy prawej komory były doświadczane przez lewą półkulę jako przydatna informacja pochodząca od bogów.
    Historia tradycji chrześcijańskiej świadczy o wiecznej tęsknocie za dwukomorowymi absolutami.
    Intymna zażyłość z głosem i wolą Boga uchodziła dawno temu za powszechną oczywistość, a dane eksperymentalne potwierdzają lokalizację źródeł tego doświadczenia w prawym płacie skroniowym.

  70. „Z niebieskiej książeczki wynika, że Jezus zapowiadał „koniec świata za dwa lata”.

    Czego naprawdę w tej sprawie uczył Jezus ? Naoczny świadek przytoczył taką oto jego wypowiedź:
    „O dniu owym i godzinie nie wie nikt — ani aniołowie niebios, ani Syn, tylko sam Ojciec”.

  71. Tobermory – 9:36

    „Historia tradycji chrześcijańskiej świadczy o wiecznej tęsknocie za dwukomorowymi absolutami.”

    Jako jednokomorowy absolut, popieram te tesknote. W całej jej rozciagłosci wzdłuz, wszerz i na szage popieram.

    PS. Pozostaje w najgłebszym podziwie dla głebi tego wszystkiego. Lewy jest winien tej aberracji

  72. zulu24
    25 kwietnia o godz. 8:41
    Jak najbardziej. Kiedyś napisałem na blogu o młodym człowieku, który wychodząc z lokalu wyborczego zostal zaczepiony przez dziennikarza: Na kogo głosowal ? Na tą , na którą mu mama kazała głosować, bo tak kazał ksiądz. A jak się nazywała ? zapytał dziennikarz. – No ta Sz.sz..- dzennikarz podsunął- Na Szymborską ? -Tak właśnie . – Na Wisławę ? – chcial się upewnić dziennikarz -Tak, na Wislawę – potwierdził młody wyborca. Psy, koty i owce nie mają prawa głosować, a ten „obywatel” ma ! I tak to będzie, bo katechezy,czyli prania mózgu coraz więcej, więc coraz więcej owiec będzie głosować.

  73. @Orteq
    Cieszę się, że jestem sprawcą tej aberracji. I cieszę się, że w końcu udało mi się sprowokować tego lenia Toby do napisania ciekawych uwag na temat związku między schizofrenia i religią, mimo że się zastrzegał że nie ma ochoty dywagować na temat aberracji niektórych bywalców blogu. A jednak trochę podywagował.

  74. dezerter83 – 9:41

    „Czego naprawdę w tej sprawie [konca swiata] uczył Jezus ? Naoczny świadek przytoczył taką oto jego wypowiedź:

    – O dniu owym i godzinie nie wie nikt. Ani aniołowie niebios, ani Syn, tylko sam Ojciec”.

    To dlaczego Swiadkowie Jehowy wciaz sie porywaja na oglaszanie dat owego konca swiata? Kilka juz ich oglosili, jak dotychczas. Wiedza lepiej niz aniołowie niebios, Syn bozy, czy wrecz sam Ojciec? Czy po prostu nic nie wiedza? Tak jak my wszyscy

  75. Lewy
    25 kwietnia o godz. 9:58

    Szkodliwość katechezy, a szczególnie katechezy w szkole jest na tym blogu dogmatem. A ja się zastanawiam czy równolegle nie wystepuje proces utraty zaufania przez dzieci do katechetów jak trafią na sprzeczność, typu – Bóg stworzył świat 5 tysiecy lat temu, dinozaury żyły 100 milionów lat temu. A ilość owiec głosujących? Pytanie czy bez katechezy, nie wypełniły by głowy innymi zabobonami i zrozumiały coś z otaczającej rzeczywistości.

  76. @seleuk(os)
    O mormonach w Australii mało wiem, praktycznie nic. Maja wielką świątynię w drogim miejscu ze złotym aniołem na dachu bo te święci dnia ostatniego to chyba oni.
    https://www.google.com.au/maps/@-27.4808394,153.0332827,3a,75y,95.06h,92.31t/data=!3m6!1e1!3m4!1sLNGsxZrKUPGLJ594ngLd7w!2e0!7i13312!8i6656!6m1!1e1
    Od 8 lat znam jedna mormonkę, ale dopiero teraz dowiedziałam się że ona mormonka. I to cała moja wiedza. 🙂
    Za to pozwiedzałam sobie moja nową okolicę, zdjęcia pod nickiem.

  77. Dezerterze, – 9:41

    „„O dniu owym i godzinie nie wie nikt — ani aniołowie niebios, ani Syn, tylko sam Ojciec”.”

    W te wasze boziowe pierdoly o koncach swiata ja ani krzty nie wierze. To tak tytulem wyjasnienia. Jakbys jeszcze tego nie zakumal.

    Ze wam sie ciagle chce wierzyc w to wasze woodoo swiadkowojehowowe. Naprawde

  78. @Lewy
    25 kwietnia o godz. 9:58

    Jaki kandydat, taki wyborca. Aliści mało mogę sobie wyobrazić obowiązkowe badania psychiatryczne/psychologiczne dla kandydatów na wyższe urzędy państwowe, choć – jak widać i słychać – sprawa jest poważna.
    Wykorzystując znane stwierdzenie:
    Jaka to piękna i pożyteczna sprawa – wiara. I co oni z niej zrobili?!

  79. Z mojej najbliższej rodziny zostało nas dwóch: mój średni brat-schizofrenik i ja. Mniej interesuje mnie teoria schizofrenii – choć książkę prof. A. Kępińskiego przeczytałem – więcej obserwowanie jej na żywo, zwłaszcza kiedy odwiedzam brata w zakładzie i rozmawiam z jego znajomymi albo oni ze mną. Być może schizofrenia jest tylko jednym z najbardziej widocznych dowodów na ewolucję wstecz człowiekowatych małp, a jeśli nie wstecz to przynajmniej przyhamowaniem rozwoju ich inteligencji. Bo to, że inteligencja we współczesnym świecie (w konsumpcyjnym stadzie), w którym coraz więcej wykonują za człowieka maszyny, coraz mniej jest potrzebna do utrzymania się przy życiu, ślepy widzi i głuchy słyszy.

    Robert Harris w wywiadzie „Newsweeka”:

    „Maciej Nowicki: – Nie wierzy pan w Boga. Ale nie lubi pan ateistów.

    – Nie wierzę w Boga, za to wierzę w tajemnicę. Ateiści są nudni i nadęci. Nie rozumieją, że w ludzkim życiu są rzeczy, których nie da się zmierzyć, a to, co oczywiste, nie jest zbyt interesujące. Największy ze wszystkich naukowców, Albert Einstein, powiedział kiedyś, że nauka nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania stawiane przez ludzi. I jeśli ta formuła była wystarczająco dobra dla Einsteina, jest wystarczająco dobra również dla mnie”.

    Od dawna mniej mnie interesuje CO ludzie mówią, więcej – JAK. Choć bywa, że oddzielić „co” od „jak” się nie da. W efekcie tych zainteresowań bełkot widzę ogromny.

    Cóż to takiego wiara w tajemnicę – wierzę, że jest coś, czego nie wiem? Trzeba aż „wiarą” nazywać, że nie wiem, czy się potknę, idąc do łazienki lub czy jest Bóg? Wierzę, że nie wiem?! Nie wystarczy samo „nie wiem”?

    „Ateiści są nudni i nadęci”. „Nie rozumieją, że w ludzkim życiu są rzeczy, których nie da się zmierzyć”.

    A jednak zmierzyłeś ateistów, skoro aż tak ogólnie, więc jakby o wszystkich, wyrokujesz, że są nudni i nadęci – niby taka specjalność ich zakładu. Opowiesz jak zmierzyłeś ten, powiedzmy, miliard, skoro w samych Chinach zbierze się ateistów ponad 60% ludności?

    Nie wiem, w jakim kontekście Einstein mówił, że nauka nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania stawianie przez ludzi, ale takie sformułowanie to żywcem wzięty argument religiantów i tych wszystkich, którzy nie rozumieją, że nauka to uczenie się, poznawanie, droga – nie wiadomo dokąd – a nie komputer, który zaprogramował i wykonał wszechświat i ma na wszystko gotowe odpowiedzi – wystarczy kliknąć. Poza tym konkretni naukowcy badają konkretne fragmenty rzeczywistości, a filozoficznymi ogólnikami żonglują prywatnie po fajrancie, więc zdarza się, że bywają tak samo mądrzy jak religianci. Towarzysze religianci, nawiasem mówiąc, nie informują, w której świątyni, księdze czy na świętej górze odpowiada na WSZYSTKIE pytania stawiane przez ludzi ich Bóg. A jeśli podają odpowiedzi – jak, weźmy, dezerter – to czy mówi przez nich Bóg, czy oni sami? Bo ja, pombockiem wszechwiedzącym będąc, pośredników na pewno bym nie potrzebował.

  80. @zulu24
    25 kwietnia o godz. 10:32

    Furda stworzenie świata 5 tysięcy lat temu vs dinozaury sprzed 100 mln lat albo trylobity sprzed pół miliarda lat (umiesz to sobie wyobrazić?).
    Katechetka uświadamiająca 6-7-latków, że po śmierci nie zastaną rodziców w niebie, bo ci nie chodzą do kościoła, za to czekają ich męki piekielne, koniec świata może być w każdej chwili, a sumienie dziecka powinno być zawsze czyste, bo śmierć czyha na każdym kroku. Wychodzisz na ulicę, nadjeżdża samochód, siekanka-rąbanka (tak mówił jeden ksiądz do pierwszoklasistów) i po tobie. Czyściec w najlepszym wypadku.
    Opowiadałem tu już kiedyś, że na pierwszej lekcji religii musiałem narysować własny grób. Wygląda na to, że „program” i religijna pedagogika nie zmieniły się na jotę. Mnie przynajmniej nikt nie pokazywał filmów typu „Niemy krzyk”. Pewnie z braku możliwości technicznych.
    Domaganie się od drugoklasistów rachunku sumienia z włączeniem „czynów i myśli nieczystych” to już zupełna paranoja i perwersja.

  81. Nie szukam odpowiedzi.

    Przeczytalem link Anumlika. Z niektorymi pojeciami zetknalem na czasie pracy w Kista. Ludzmi zajmujacymi sie zawodowo. Uczestnikami wspolnych projektow.
    Jak zwykle chcialem zobaczyc otoczke (srodowisko). Uniwersytet M.Kopernika Fakultet Fizyki, Astronomii, Informatyki stosowanej. Przebieglem wszystkie linki, bez oceny. W wiekszosci zagadnien jestem amatorem. Otworzylem (druga instancja) odpowiadajace fakultetowi wyzej na Uppsala Uniwersitet. Rowniez tu w wiekszosci zdecydowanej amator. //http://katalog.uu.se/organisation/?orgId=TVO&languageId=1

    Pytania bez potrzeby odpowiedzi 😉 (pytania zdrowia kabaretowego szczegolnego)

    Jak mozna przeprowadzic skomplikowana chirurgiczna operacje na zanieczyszczonej sali operacyjnej?
    Jak chirurg moze operowac swoja zone, jak chirurg/zona operowac meza?
    Jak rodziny chirurgow moga korzystac z tych samych sklepow, osrodkow zdrowia, teatrow, osrodkow sportu etc. jak rodziny szamanow?
    Jak dzieci zaawansowaanych chirurgow moga chodzic do samych szkol jak dzieci dzieci szamanow?
    Inne szczegolne z braku miejsca pomijam.

    Pytania ogolne ze zdrowia kabaretowego.

    Jak tworzyc cluster(???) z kretynizmu i nauki? Interdyscyplinarnosci praktyka?
    Jak wyglada zspol (uczestnicy) wdrozenia (komercjalizacji produktu), 10-15 osob, na pograniczu kretynizmu i nauki? Chetnie nazwiska podaj.
    Co to jest idea kopernikanska (M.K. patron duchowy osrodkow)? Czy tam wiedza?
    Czy idea kopernikanska jest polaczeniem kretynizmu i nauki? Badanie podstawowe.
    Inne pytania ogolne z braku miejsca pomijam.

    Uczestnikow rozmow o rozumku
    pzdr Seleuk(os)

    Ps E-J, za link zdjecia dziekuje

  82. dezerter 9:41

    Prędzej nauszny, ale to szczegół zapewne. Chociaż może te słowa zostały ogłoszone ognistymi literami na wodzie. Wtedy rzeczywiście naoczny.

    @zulu24 9:58
    Jaki znowu dogmat? Nie ta działka.
    Zaś co do meritum. Jeśli katecheza szkolna będzie miała ustawiczne wsparcie w domu, to żadnej sprzeczności takie dziecko nie odnotuje. A fakty podawane mu na normalnych lekcjach biologii potraktuje jedynie jako pretekst do zdania do następnej klasy. Bez żadnej refleksji. Czasem zastanawiam się, czy nie zachodzi tu efekt inprintingu. W końcu normalna (o ile jeszcze w znacznej częśći szkół można mówić o normalnej edukacji przy tak przemożnym wpływie katabasów) edukacja u nas zaczyna się od 7. roku życia, w porywach od 6. Natomiast kościelna indoktrynacja dotyka już dzieci 3-4-letnie. Kolejny niezamierzony(?) skutek akcji „ratujmy sześciolatki”?

    Druga sprawa. Wprawdzie wpływ telewizorów jest wypierany przez internet (podobno), niemniej jednak w każdej stacji przekaz religijny (różne wydarzenia, łącznie z pierdnięciami panów w sutannach) jest nagminnie eksponowany. Plus to, co mnie ustawicznie irytuje. Panowie medycy, którzy po każdej udanej spektakularnej operacji pieprzący, że coś tam się udało „dzięki bogu”, albo „z boską pomocą”. Oni tak poważnie? To co przy tym stole sami przez kilkanaście godzin robili? I za co szpital wziął ze środków publicznych ciężką kasę, łącznie z nimi samymi?
    A później się dziwimy, że różne gamonie podpisują jakieś durne deklaracje sumienia. A TK orzeka, że jest to zgodne z konstytucją.

  83. Tobermory
    25 kwietnia o godz. 11:07

    Co poradzisz, Tobermorku. Skoro sześciolatek musi znać na pamięć przykazanie „Nie pożądaj żony bliźniego swego”, musi też robić rachunek sumienia z nieczystych myśli.

  84. anumlik
    24 kwietnia o godz. 21:47

    Mój komentarz
    Przeczytałem artykuł Wodzisława Ducha o kognitywistyce. Bardzo przystępnie, jak na zawiłość przedmiotu, przedstawił swoje poglądy.

    Przyczepiam się głównie do definicji podanej przez Ducha.
    Powiada on, że „umysł jest funkcją mózgu” . To jest podobna definicja, jak ta, że człowiek to istota myśląca lub że wulkany są funkcją Ziemi.

    Druga sprawa, to istnienie dwustopniowej zależności. Umysł jest funkcją mózgu. Czy umysł posiada funkcje?

    Dalej przyczepiam się do analogii – ewolucja biologiczna wyprodukowała skrzydło ptaka, człowiek chciał naśladować ptaki i próbował budować maszyny machające skrzydłami, nie udało się, zbudował samolot ze stałymi skrzydłami. W porządku.
    Oraz do analogii drugiej, której nie rozumiem w kontekście pierwszej – rower zastąpił konia w przenoszeniu się z miejsca na miejsce.
    Rozumiem, że autor chciał przez to powiedzieć, ze dosłowne naśladownictwo biologii nie jest wskazane lub nie jest możliwe, często nie ma sensu.

    Na końcu przyczepię się do tego:
    „Na przykład myślenie logiczne nie jest naturalną cechą umysłu człowieka, wiąże się ze zdolnością do czytania, jest więc artefaktem kulturalnym. Czy myślenie logiczne zanika wraz z pojawieniem się wtórnego analfabetyzmu?”

    Osobiście znałem bardzo dobrze kkilu analfabetów pierwotnych i mnóstwo funkcjonalnych. Nie zauważyłem żadnego deficytu logiki u tych osób na przykładzie dbania o interes własny. Myślenie o korzyściach swoich było spójne i jednoznaczne, takie same, jak u ludzi czytatych i pisatych (nie mylić z pisowymi).

    Podzielam pogląd autora o różnorakich teoriach kreacji, inteligentnych projektach i temu podobnych. Ich głosiciele albo są cyniczni, albo nie rozumieją istoty teorii ewolucji, albo jedno i drugie.
    Aby swoje dziurawe logicznie hipotezy uprawdopodobnić, podpierają je faktami pozornymi, nieistniejącymi oraz faktami wyselekcjonowanymi nie budującymi całości.
    Przykładem na czasie kreacyjnej teorii jest hipoteza zamachowa smoleńska, która jest podbudowana takimi pozornymi dowodami jak zdjęcie Tuska z Putinem na molo w Sopocie lub orzekaniem, że Sikorski wiedział o organizacji wyprawy prezydenta do Katynia, a w sądzie zeznał, ze nie wiedział, itd.

    A propos co to jest umysł.
    Czytałem, nie pamiętam autora (Anglik) książkę o mózgu, w której autor zmaga się z określeniem umysł, co to jest, jak to rozumieć, czy utożsamiać czy nie utożsamiać z czymś materialnym, czy tylko kojarzyć i w końcu porzuca dociekania. Mówi, że jest jak jest i przechodzi do głównego tematu – jak współczesna nauka widzi mózg.

    Wodzisław Duch przedstawia na końcu swojego artykułu perspektywy mrożące krew w żyłach. Co będzie, gdy poznamy, co to jest umysł? Nauczymy się go modelować oraz operować modelami (analogami) umysłu.

    Już dzisiaj istnieje góra programów wspomagających myślenie, selekcjonujących dane, wyszukujących (google!) na podstawie słów kluczowych, programów eksperckich pomagających w podjęciu decyzji), itd.
    Moim zdaniem przełoży się to na komputerowe wspomaganie wszystkiego co możliwe i zależność ludzkości od komputerów będzie większa niż od elektryczności. Niemożliwe stanie się funkcjonowanie instytucji, indywidualnych udziałowców, całego państwa bez komputerowego wspomagania. Dziś widzimy tego początek. Niepotrzebna była do tego kognitywistyka.

    Będą powstawały coraz inteligentniejsze programy i w końcu dojdzie do sytuacji jak w filmach s-f. Niezbędność komputerów pozwoli im na przejęcie podstawowych decyzji. Cóż z tego, że są to tylko komputery, jeśli podejmą decyzję np. ataku nuklearnego lub coś im się pokićka i wyłączą cały kraj od prądu lub centralnemu komputerowi diagnostycznemu w państwie coś się pomiesza i wyda decyzje profilaktyczne dotyczące epidemii, której skutkiem będzie śmierć wielu ludzi. Na przykład.
    Pzdr, TJ

  85. I to mi przypomina pierwszą spowiedź małego kuzynka, który na liście grzechów ( sobie zrobił, żeby z emocji nie zapomnieć) wpisał cudzołożenie a jak spytałam czemu to powiedział, że spał w łóżku babci, czyli w cudzym. Logiczne.

  86. Tobermory
    25 kwietnia o godz. 11:07

    Albo prekarionty sprzed 2 mld (tego już nie potrafię sobie wyobrazić 🙂
    Moim rodzicom zagrożono że nie zostanę dopuszczony do I Komunii bo uważałem ze to Józef był ojcem Jezusa i nie dawałem sie przekonać że było inaczej.
    Czy wywalenie katechezy ze szkoły zmieni tresci podawane przez katechetów? Wątpię. Czy jest szansa na powszechne nie posyłanie dzieci na katechezę? Też watpię. Ale obserwuję stosunkowo szybki spadek chętnych do uczestnictwa w katechezie (choc nie ośmielił bym się twierdzić że to trend, bo próbka zbyt mała i tylko na poziomie gimnazjum).

  87. Ewa-Joanna
    25 kwietnia o godz. 11:40
    🙂 🙂 🙂

  88. @Ewa-Joanna
    25 kwietnia o godz. 11:40

    A czyny nieczyste to nieumycie rąk przed jedzeniem 😉

  89. @Tjot
    Jesteś szybki, uwazny i zabrałeś mi kilka argumentów, ale nie mam żalu. Tylko Ty umiesz tak wyobracać temat na wszystkie strony, że nic nikomu nie zostaje. Tylko dezerter jest odporny na Twoją logikę. Ale on gra w innej lidze, tzn.w innej logice

  90. paradox57
    25 kwietnia o godz. 11:29

    Wsparcie w domu jest zwykle na poziomie – nalezy chodzić bo co sąsiedzi powiedzą.
    Dzieci bardzo szybko kategoryzują nauczycieli – jezeli uznają że katecheta jest „gupi” bo straszy, krzyczy i ślizga sie po tematach a pani od biologi mądra to dość szybko nastąpi odwrotny proces – katechezę trzeba odbębnić a biologia jest taka fajna.
    Telewizja,internet to odrębna sprawa, wiadomosci sa tworzone zwykle przez nieuków, którzy dla własnego bezpieczeństwa wolą nie narażać się KRK

  91. Przypomina mnie sie historia chrztu, komunii moich dzieci. Jednoczesnie. One byly tutaj. Moja mama mieszkala u nas pol roku, opiekujac nowourodzonym synem. Codziennie borowala dziure o chrzest i komunie. Zmogla argumentem logicznym. Moja mama, przypuszczam, byla wierzaca. Argument byl nastepujacy. Corka moja, 10lat, wozilem na plywalnie. To moja mama mowi. Przeciez ja wozisz zeby umiala plywac, czy bedzie wykorzystywac to w codziennym zyciu? Skrocilem calosc dla dlugosci. Chrzest syna. Przeciez to ma takie samo znaczenie dla ciebie (ja) jak wczoraj pogoda. Przeciw tej logice nie mialem nic rozsadnego do kontrargumentu.

    Zaczalem wozic corke na rekolekcje(?). Tam bylo duzo pl dzieci. Moja corka b slabo mowila po pl. Glowne jej opowiadania byly jak ksiadz (z Polski) opowiadal dzieciom jak jest w Szw. zle. Spoleczenstwo jest katastrofa itd etc. To ja poszedlem do ksiedza o tym rozmowic sie. W moim wieku byl. Do porozumienia nie doszlismy. Przenioslem corke do hiszpanskiego (chyba) ksiedza. Tam byly kat dzieci w wiekszosci z Chile. Katecheza po szw.

    Taki byl kompromis z moja mama. Moja mama byla b niezadowolona z przenosin corki ale… Jej koronny argument byl. „On byl taki przystojny”. Ten mlody ksiadz znaczy. Wkrotce pozniej moja mama zmarla. Wiecej koscielnej logiki nie znam.

    pzdr seleuk

  92. @tejot
    25 kwietnia o godz. 11:38

    Miałbym więcej zastrzeżeń do tekstu Ducha, ale Twoje wystarczą. Można go usprawiedliwiać tym, że próbuje pisać językiem zrozumiałym dla laików. Ale czy musi? Czy rzeczywiście pomaga, a nie mąci? Może wystarczyłaby jedna strona z pytaniami, na które nie zna odpowiedzi i wskazówki, gdzie można znaleźć szczegóły?
    Pierwsze prawo, które sformułowałem wiele lat temu brzmi: Rozwiązania, których nie można znaleźć są trywialne.
    Przykładem może być trudność znalezienia napisu na mapie, gdy jest on wielki. Aliści głównie chodzi mi o brak informacji/języka/zrozumienia na odpowiednim do problemu poziomie. I nie ma co robić z tego afery na miarę bogów.
    Staram się śledzić postępy w badaniach mózgu, szczególnie pod kątem ogromnej sprawności przetwarzania danych. Skłaniam się ku twierdzeniu, iż każda z komórek mózgowych, mająca tysiące połączeń z innymi, jest sama w sobie również małym mózgiem. Jej struktury nie jesteśmy na razie w stanie poznać, bo ona mniejsza znacznie, niż najlepsza rozdzielczość dzisiejszych instrumentów pomiarowych. Taka struktura pasuje mi do osiąganej wydajności/niezawodności/redundancji oraz do generalnej struktury materii ożywionej – coraz mniejsze odkrywane organizmy o bardzo wydajnych systemach sterowania.
    Takie dywagacje warto serwować dzieciom w przedszkolu. Wielokrotnie prowadziłem z małymi dziećmi dysputy, które mnie świetnie inspirowały, bo nieskażone „wiedzą” znajdowały połączenia logiczne tam, gdzie dorosły nie szuka, bo przecież… Według mnie, mózg to część naszego organizmu, która u prawie wszystkich jest najlepiej rozwinięta i którą wykorzystać można najtaniej i najlepiej. Jest on jednocześnie częścią, którą najłatwiej zdewastować. Wystarczy porównać różne metody szkolno-wychowawcze w różnych krajach.

  93. @zulu24
    25 kwietnia o godz. 12:17

    Optymista z Ciebie. Religia od przedszkola, biologia od V klasy. Bez teorii ewolucji, bo nauczyciele się boją lub w nią nie wierzą.

  94. @zulu24

    Odwrót od katechezy byłby pewnie szybszy, gdyby przenieść ją z powrotem tam, gdzie jej miejsce. Wtedy nie byłoby aż takiego przymusu środowiskowego i koniecznością zapewnienia „opieki” dziecku niechodzącemu na religię, wtedy, kiedy religia wpakowana jest w środek planu lekcyjnego. Bo w większości przypadków wybór religia/etyka jest iluzoryczny.
    Z mojego doświadczenia mogę przytoczyć, że gdy mój młody był w szkole średniej (a jeszcze takiego PIS-owskiego syfu nie było), jego wychowawczyni chciała, żebym podpisał oświadczenie, że nie będzie chodził na religię. Strasznie była zbulwersowana moją odmową. Usłyszałem, że w takim razie odpowiedzialność za ewentualny wypadek spadnie na mnie. Stwierdziłem, że biorę to na klatę, a w razie wypadku pójdę do sądu.

  95. Tobermory
    25 kwietnia o godz. 12:57

    bo po pierwsze primo – pewnie jestem za słabo poinformowany żeby zostać pesymistą
    bo po drugie primo – mam nadzieję, że Polska powtórzy drogę Hiszpanii czy Irlandii i KRK przestanie mieć cokolwiek do powiedzenia
    i po trzecie primo – czytam wnukom bajki, czyżbym miał zaprzestać, żeby nie uwierzyły w krasnoludki czy smoki?

  96. paradox57
    25 kwietnia o godz. 11:29

    Na końcu wielu rękopisów Ewangelii wg Mateusza znajdują się dopiski informujące, że powstała ona mniej więcej w ósmym roku po wstąpieniu Jezusa do nieba. A zatem, pierwszy z apostołów, który spisał relację z życia i służby Mesjasza – uczynił to w roku 41 n.e. Zgadza się to z wnioskami wynikającymi bezpośrednio z jej treści.

  97. zulu24

    Czytasz teraz, ale jak skończą 8 lat, pewnie przestaniesz i zaczniesz im podsuwać do czytania coś innego? I nie zechcesz wciskać im istnienia krasnoludków do do momentu ukończenia przez nich 18. roku życia?

  98. paradox57
    25 kwietnia o godz. 13:05

    Być może masz rację, choć w/g mnie przymus środowiskowy nie zniknie – miałem okazję usłyszeć o kazaniach na których były wyczytywane rodziny, które nie przyjmuja kolędy, wiec jaki problem dodać do tego niechodzących na religię.
    Dalszej częsci nie skomentuje, bo trudno jest to zrobić nie uzywając słów powszechnie uważanych za wulgarne

  99. @dezerter

    Kurcze, te ewangelie są przypisywane konkretnym postaciom. Napisane zostały co najmniej dwa stulecia później. Zawracasz głowę. Homer się znalazł.

  100. zulu24

    Jasne, że nie zniknie, zwłaszcza na wsiach i małych miasteczkach. Ale w tych większych sprawa nie jest już tak oczywista. I mam wrażenie, że jeśli dzieciaki po lekcjach będą miały do wyboru pójść na łyżwy albo do księdza, znaczna część z nich wybierze łyżwy. W przypadku rodziców też pewnie wybór między lekcjami angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, karate, a religią też będzie prostszy. Każde ograniczenie pola manewru kościółkowym może przynosić tylko pozytywne skutki.

  101. paradox57
    25 kwietnia o godz. 13:23

    Po raz kolejny, wypowiadasz się o rzeczach, o których nie masz pojęcia. Może warto by dokończyć edukację, zamiast zasklepiać się we własnych poglądach ?

  102. paradox57
    25 kwietnia o godz. 13:14

    Najstarszy skończył 7 lat wiec przeszlismy na szachy , brydża i albumy piłkarskie 🙂 Mam nadzieję ze doczekam przejścia na Lilavati, Gamowa i pewnie Biblie też
    Chodziło mi o to, ze inprinting w wieku 3-4 lat niekoniecznie musi być trwały.

  103. @zulu24
    25 kwietnia o godz. 13:10

    Trzeciego primo nie rozumiem. W odniesieniu do religii w szkole czy też lekcji biologii?
    Rola bajek i baśni w rozwoju dziecka jest nie do przecenienia. Dobrze dobrane stanowią pierwszy kontakt z literaturą piękną, kształtują i rozwijają wyobraźnię, która jest podstawą rozwoju wielu innych procesów i właściwości psychicznych dzieci.
    Słuchanie bajek sprzyja rozwojowi uwagi, wymaga wiązania poszczególnych zdarzeń w pewne sensowne całości, przewidywanie ich następstw. Sprzyja rozwojowi uwagi, która jest podstawą koncentracji, bardzo ważnej szczególnie w procesie uczenia się dziecka. Doświadczenia przeżywane w toku słuchania bajek i baśni wpływają na uspołecznienie dziecka. Słuchając bowiem treści , identyfikuje się z postaciami bohaterów niezależnie od tego, czy są to postacie ludzi czy zwierząt i wczuwa się w sytuacje osobiste innych ludzi.
    Baśń, jeśli jest utworem o dużych walorach literackich, może stanowić wzór do kształtowania języka dziecka, dostarcza mu wrażeń estetycznych, wdraża do rozumienia porównań i przenośni, dostarcza wzorów moralnych, daje dziecku okazję do porównania z własnym zachowaniem i uświadamia własne stany uczuciowe, rozwija zdolność samooceny i rozumienia własnych i cudzych zachowań.
    Kształci nawet logiczne myślenie, poprzez dostrzeganie przyczyn i skutków uczy poprawnego wnioskowania.
    A zanurzenie w fantastycznym świecie pozwala towarzyszyć bohaterom i przeżywać wraz z nimi fajne przygody.
    Ileż ja bajek musiałem wymyślić o krasnoludku, który mieszkał w dziupli dużego kaktusa i przeżywał niesamowite przygody zabierając się na wyprawy z kotem, który nocą wychodził w nieznane 😎

  104. paradox57
    25 kwietnia o godz. 13:32

    200 tysięczne miasto, rekolekcje dla gimnazjalistów. Pierwszego dnia sprawdzano obecność na wejściu do koscioła, 3/4 zapisało się i poszło swoja drogą, Drugiego ogłoszono, że obecność będzie sprawdzana na wejściu, wyjściu oraz w trakcie bedą pilnowani, żeby nie wychodzili – 3/4 wyciągnęła smartfony i odpaliła gierki

  105. Tobermory
    25 kwietnia o godz. 13:43

    Teraz mam łatwiej, po wymyślaniu bajek dla gromadki swoich dzieci, teraz przy wnukach musze tylko poodkurzać pamięc 🙂
    Na tematy biologiczne, geograficzne, matematyczne itd tez mozna wymyslać sensowne bajki, ale chodziło mi o to (napisałem do @paradox57) że nie wierzę bezkrytycznie w inprinting u dzieci w wieku 4-5 lat

  106. Lewy
    25 kwietnia o godz. 12:07
    @Tjot
    … zabrałeś mi kilka argumentów, ale nie mam żalu.

    Mój komentarz
    Lewy, przytoczyłeś z artykułu Ducha cytat, który jest pewnym podsumowaniem stanu dzisiejszego kognitywistyki (tak sądzę):

    „W pewnym sensie introspekcja jest nadal jedyną metodą zrozumienia siebie i swoich prawdziwych dążeń; nauka opisuje, tworzy modele, daje władzę nad światem, ale nie mądrość i zrozumienie”

    Ja to rozumiem następująco – jest problem – czy człowiek jest w stanie poznać samego siebie?

    Jak by nie czytać, jest to moje sformułowanie naiwne, nie jest ani wytyczną, ani pytaniem, ani odpowiedzią, ani refleksją, jest sugerowaniem ludzkości bezsilności.

    Z drugiej strony Duch kładzie nacisk na jeden z aspektów paradygmatu nauki.
    Nauka tworzy hipotezy, modele i sprawdza ich „prawdziwość”, czyli zgodność (logiczną) z przyjętymi założeniami, w eksperymentach.
    Przy tym sprawdzaniu powstają nowe pytania, nowe hipotezy, nowe modele.

    Ten aspekt paradygmatu nauki wykorzystują kreacjoniści przywołując stale w swoich dowodzeniach, że nie da się wyjaśnić, jest wiele teorii, nie ma dowodów, trudno pojąć, jest oczywistym, że nie mogło tak być, itd.

    Nauka odpowiedziała na wystarczająco wiele pytań, by można było powiedzieć – tak jest, a nie inaczej. Jeżeli poznamy więcej, to będziemy mogli modyfikować, rozszerzać hipotezy, tworzyć nowe uogólnienia i modele. Istnienie wielu teorii nie przesądza o tym, ze ta ICH ewolucjonistów teoria jest fałszywa, a moja kreacjonisty jest prawdziwa.

    Wiele teorii, to luźne interpretacje oparte na jawnych lub domyślnych założeniach, interpretacje mniej lub więcej przystające do rzeczywistości. Lecz na tej regule nie można budować teorii powszechnego zwątpienia, które mają przyciągnąć myślących do np. hipotezy inteligentnego projektu.

    W nauce obowiązuje krytyczny osąd, natomiast w intuicyjnym pojmowaniu świata – wiara lub zwątpienie, tak lub nie.
    Krytyczny osąd nie koniecznie unieważnia jakąś teorię, jak wmawiają wiernym głosiciele inteligentnego projektu twierdząc, ze teoria ewolucji Darwina ma wiele luk, nie odpowiada na wszystkie pytania, a zatem jest fałszywa.
    Dokładnie tak samo czynią smoleńczycy wskazując na to, że są wątpliwości, nie ma dokładnych obliczeń, nie ma zeznań, a zatem raport Millera i MAK o katastrofie smoleńskiej są fałszywe.

    Czy religia jest teorią, którą mózgi ludzi przyjmują jako teoretyczną nadbudowę, słuszną i prawdziwą?
    W każdym razie religia, to nie teoria naukowa. Nie spełnia warunków. To jaką jest teorią? Skoro tak łatwo wnika w mózgi homo sapiens i służy w nich jako model świata?

    To jest teoria oparta o konkretne wyobrażenia, lecz zawierająca rozmyte pojęcia.
    Bardzo rozmyte pojęcia, a jednak funkcjonujące.
    Zresztą myślenie, to również rozmyty proces, chociaż trzymający się pewnej logiki, jak to ustalił Arystoteles.
    Religia ma swój zestaw pojęć, swoje memy łatwo rozpowszechniające się, swoje modele świata, a reszty dopełnia zwykła logika. Logika działająca na założeniach niespójnych, lecz niepodważalnych. Niepodważalnych, niezmiennych, dlatego taka logika działa, ale daje niespójne wyniki, gdy się ją przystawi do wszystkiego co widzimy i co czynimy.

    Religia (określone wyznanie) jest modelem rzeczywistości w krótkim przedziale czasu bardzo statycznym, ale ewoluującym i podobnie jak ewolucja biologiczna rozgałęziającym się (z głównego nurtu paczkują nowe odłamy, z tych odłamów inne odłamy, itd.), tylko, że bardzo powoli jak na ludzkie odczucia.
    Pzdr, TJ

  107. dezerter

    Taaa, a może tak jakiś dowód materialny? Dokładnie wydatowany. Bo inaczej pozostajemy w kręgu zainteresowań mistrza Wincentego.

  108. zulu24

    Ja też nie wierzę. Bo generalnie moja wiara jest malutka. Tylko że indoktrynacja pozostawia ślady. Każda.
    Poza tym co, mam głosić chwałę smartfonów? Tamci też pójdą po rozum do głowy, i zrobią religijne apki. Błędne koło.

  109. Najfajniejsze rzeczy śnią mi się wcześnie rano.

  110. paradox57
    25 kwietnia o godz. 14:12

    Każda indoktrynacja pozostawia ślady, często takie, że danego obiektu (rzeczy , poglądu) nalezy unikać, a jak cisnienie jest zbyt duże, to wiać chocby w ćciny
    Doktryna tarczy i miecza jest stale aktualna, ale również działa w obie strony, jak oni tak to my tak…

  111. paradox57
    25 kwietnia o godz. 14:05

    Na końcu wielu rękopisów Ewangelii według Mateusza znajdują się dopiski informujące, że powstała ona mniej więcej w ósmym roku po wstąpieniu Chrystusa do nieba (ok. 41 n.e.).

    Najstarsza wzmianka o tym, że Mateusz pierwotnie spisał swą Ewangelię po hebrajsku, pochodzi z II w. n.e. Jej autorem jest Papiasz z Hierapolis. Wypowiedź tę cytuje Euzebiusz z Cezarei: „Mateusz spisał słowa Pańskie w języku hebrajskim” (Historia kościelna, tłum. A. Lisiecki, III).

    Euzebiusz powołuje się też na Orygenesa, który na początku III stulecia w swym komentarzu do czterech Ewangelii nadmienił, iż „pierwszą z nich pisał ongi celnik, a potem apostoł Jezusa, Mateusz, w języku hebrajskim” (Historia kościelna, VI).

    Hieronim (żyjący na przełomie IV i V w.) oświadczył w 3 rozdz. dzieła O znakomitych mężach (tłum. W. Szołdrski, Warszawa 1970, s. 30), że Mateusz „w Judei dla Żydów, którzy uwierzyli, napisał Ewangelię Chrystusa hebrajskimi literami i słowami. Tekst hebrajski do dziś się przechowuje w bibliotece w Cezarei, którą męczennik Pamfilios z wielką starannością utworzył”.

  112. @dezerter83 25 kwietnia o godz. 13:14

    Niesłusznie zarzucasz paradoxowi brak racji, bo paradox ma o wiele więcej racji niż ty. Cztery ewangelie kanoniczne powstały w latach 70-100 naszej ery, czyli nie w 8 a w 40-70 lat po rzekomej śmierci Jezusa. Ewangelia wg Mateusza nie była pierwszą. Obecnie się uważa, że pierwsza była ewangelia wg Marka. Oczywiście autorzy (czy raczej spisywacze) ewangelii nie znali osobiście Jezusa, żyli w innym kręgu kulturowym i posługiwali się innym językiem jako ojczystym. Wszystkie cztery ewangelie zostały spisane od razu po grecku. Autorzy nie znają realiów Galilei i Judei i mylą im się szczegóły, również geograficzne.

    Powtarzasz jak papuga nieprawdziwe informacje na temat biblii.

  113. @dezerter83 25 kwietnia o godz. 14:39

    Bzdecisz jak nakręcony. Wzmianki Hieronima o „Mateuszu, który napisał ewangelię po hebrajsku” nie dotyczą tekstu, który obecnie jest nazywany ewangelią wg Mateusza. Ewangelia Mateusza została napisana po grecku i nie jest to żaden przekład z innego języka. Poza tym nazwę „ewangelia wg Mateusza” nadano temu tekstowi o wiele później, być może właśnie na podstawie życzeniowej interpretacji tekstu Hieronima i podobnych. Powtarzam: nie chodzi wcale o ten sam tekst.

  114. @dezerter83 25 kwietnia o godz. 13:35
    Może warto by dokończyć edukację, zamiast zasklepiać się we własnych poglądach ?

    Odnieś to do siebie. Doskonale pasuje.

  115. @@Qba, Tejot vs @Lewy
    Cieszę się, że Panowie przeczytali zalinkowany przeze mnie artykuł Wodzisława Ducha, który poleciłem Seleuksowi, jako najbardziej przystępny bryk do poznania co to za zwierzę ta kognitywistyka. Pastwią się Panowie nad niektórymi sformułowaniami i sugestiami Ducha zapominając o jednym. Artykuł ma około 20 lat (opublikowany został w w piśmie „Kognitywistyka i Media w Edukacji”, w roku 1998). Od tego czasu dużo się u prof. Ducha zmieniło. Poza tym, że został profesorem i prowadzi (nie jeden, a kilka na różnych uczelniach) cykl zajęć ze studentami, to opublikował szereg prac z zakresu kognitywistyki, w których zwarł odpowiedź na wiele wątpliwości, które Panowie – i słusznie – wyrazili. Wystarczy wejść na jego autorską stronę, aby się o tym przekonać.

    W ubiegłym roku miałem przyjemność wysłuchać „na żywo” jego prelekcji w Centrum Nauki „Kopernik”. Uroczy człowiek. Ateista pełną gębą, co zresztą cechuje kognitywistów, bardzo inteligentnie i dowcipnie, bez cienia napastliwej złośliwości, rozprawiał się z kreacjonistami.

    Zanim dotarłem do prac Wodzisława Ducha, poznałem kognitywistykę przez książki Daniela Dennetta, amerykańskiego filozofa i kognitywistę, reprezentanta – jak go nazywają – nowego ateizmu. Tzw. Czwórka Jeźdźców Ateizmu (Daniel Dennett, Richard Dawkins, Sam Harris i Christopher Hitchens) głośno wyraża pogląd, że religii nie powinno się jedynie tolerować, lecz należy jej przeciwdziałać, krytykować ją i poddawać racjonalnej argumentacji wszędzie tam, gdzie sięgają jej wpływy.

    Dawkinsa nie muszę na tym blogu przedstawiać i reklamować, Dennett – poza kręgiem kognitywistów – raczej mało jest znany, a szkoda. Polecam szczególnie jego dwie wydane w Polsce książki: „Świadomość”, wydaną w ubiegłym (2016) roku w wydawnictwie Copernicus Center Press oraz w PIW-ie (w serii plus-minus-nieskończoność) „Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne”. Jeśli ktoś chce pogłębić swoją wiedzę na temat kognitywistyki, jako nauki, powinien przeczytać Daniela Dennetta „Słodkie sny: Filozoficzne przeszkody na drodze do nauki o świadomości”, Warszawa 2007.

    Na koniec dwa „smaczne” cytaty z Dennetta:
    Jest taki stary dowcip o behawiorystach: behawioryści są przekonani, że nie istnieją przekonania, myślą, że nikt nie myśli, i według ich opinii nikt nie ma opinii (z „Natury umysłów”).
    Bóg nie jest pojęciem. Pojęcie Boga jest pojęciem! Filiżanka kawy nie jest pojęciem. Pojęcie filiżanki kawy jest pojęciem! To elementarna filozofia (z „Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne”).

    Słodkich snów 😉

  116. @tejot 25 kwietnia o godz. 13:51

    Może dla potrzeb dyskusji warto przytoczyć rozróżnienie Josepha Campbella między faktem i mitem. Fakt to pojęcie odnoszące się do obiektywnej rzeczywistości. Wojna trzydziestoletnia była faktem Nauka zajmuje się faktami. Z kolei mit to narracja, archetyp, pojęcie z dziedziny psychologii. Mit wyraża jakąś „prawdę” egzystencjalną istotną dla ludzkiego umysłu (np. mit o cudownym narodzeniu, zmartwychwstaniu czy ukrzyżowaniu w określonej intencji – to są mity powielane niezależnie od siebie w różnych kulturach). Według Campbella „prawda” mitu nie jest równoznaczna z „faktem”. Zaletą takiego ujęcia jest, moim zdaniem, rozróżnienie dwóch osobnych dziedzin rządzących się zupełnie odmiennymi prawami.

  117. @anumlik 25 kwietnia o godz. 15:23

    Religia to pasjonujący temat – pod warunkiem, że jest traktowana jak obiekt badań, a nie wierzeń. „Religia jako zjawisko naturalne” Dennetta to właśnie przykład takiego ujęcia.

  118. @anumlik
    Cytaty z Dennetta znakomite, troche jak te Nielsa Bohra, które wrzuciłem kilka dni temu.Wielcy ludzie tak mają, że powiedzą coś prawdziwego, a co zarazem jest zabawne.

  119. Schizofrenia. Lista krotka.

    1. Wiecej demokracji w EU (1), taki postulat. Wymien trzy, cztery bardziej demokratyczne org swiatowe, zasiegu ponadnarodowego. Zaliczone masz jak wymienisz jedna.
    2. Deficyt demokracji w EU (2), aksjom. Ile czasu poswieciles osobiscie demokracji, spol obywatelskiemu, cywilnemu etc. (spol/nieodplatnie)? Zaliczone masz jak 10godz/tygodniowo. Blogowanie (czas) nie wlicza sie do zaliczenia.
    3. Opodatkowac korporacje ponadnarodowe, taki postulat. Varufakis (DIEM), Podemos, Beppe, pl Razem, co tam jeszcze. Beznadziejna wiarygodnosc, wsadzania reki do cudzej kieszeni. Zaliczone masz, podaj sposob opodatkowania wlasnych korporacji u siebie. Inazcej klopot z wiarygodnoscia.
    4. Podaj definicje konca swiata huzarow pieszych. Zadanie pamieciowe. Zaliczone masz jak definicja muzyczna bedzie.
    5. Co na to (pkt 1,2,3,4) Mateusz, Zenobiusz, Kleofas (ca 1300lat przed Nasza era pNe) literacko? Oczytanie w literaturze fachowej test. Zalczone masz jak podasz cytacik jeden w/w pisarzy.

    Lista wydluzona mozliwa rowniez.

    Poza tym donosze. Moj „niezwykly” design/konstrukcja, zostaly zrealizowane przez dom zaglowy Doyle wreszcie. Male poprawki, odbior w przyszlym tygodniu. Tak twarda rzeczywistosc cisnie blogowanie. Na razie odchodze ~4godz 😉

    pzdr Seleukos

  120. dezerter83
    25 kwietnia o godz. 14:39

    Jadę do nieba…do niebowego lasu, więc tylko zapytam: Masz jakiś dowód, że Euzebiusz z Cezarei, który cytuje wzmiankę Papiasza z Hierapolis, który wzmiankuje o spisaniu Ewangelii przez Mateusza po hebrajsku to potwierdzony fakt, czy same gołe wzmianki i cytaty to dowody faktowości różnych wzmiankowanych w świętych pismach faktów? Bo jeśli tak, to rzeczywiście wzmiankowany aż przez dwóch z czterech przypadkowych ewangelistów fakt uniesienia Jezusa do nieba musiał być faktycznie faktem, ale skoro dwóch innych tak samo wiarygodnych ewangelistów o tym jakże niezwykłym fakcie nawet ćwierć słowa nie pisnęło, to ten fakt być faktem nie mógł. Więc albo Rybków, albo Pipków. No, jest jeszcze Grzybków: Domniemany zmartwychwstały Jezus jest zmyśleniem, a Twoje słowa do paradoxa – „Może warto by dokończyć edukację, zamiast zasklepiać się we własnych poglądach?” – są zubożone tak jak los Jezusa jest wzbogacony. Niewyznaniowa edukacja nie obejmuje ani ewangelii, ani losów Jezusa, więc powinieneś napisać: „Może warto by dokończyć chrześcijańską świadkowojehowową edukację, zamiast zasklepiać się we własnych poglądach?”. Ale czemu dokończyć, skoro to nie powszechna edukacja i może się jej nawet nie zaczęło?

  121. @anumlik
    25 kwietnia o godz. 15:23

    Nie neguję Twoich wywodów. Jest dużo świetnych prelegentów, którzy ciekawie popularyzują różności. Jednakowoż, różni różną mają percepcję. Osobiście wolę czytać. Wszelakie wykłady nużą mnie dosyć szybko, za wyjątkiem 1:1, ale wtedy jest to rozmowa czy też dyskusja.
    Czytać czy słuchać wykładu o badaniach to trochę tak, jak oglądać zawody sportowe albo film pornograficzny – ja wolę to robić. Większość ludzi powziąwszy decyzję o zajęciu się nową dziedziną idzie na odpowiedni kurs czy szkolenie. Ja należę do tych, którzy po prostu to robią ucząc się w trakcie. Oczywiście popełniam masę błędów, mam okropny styl i często nie osiągam celu ale daje mi to mnóstwo satysfakcji, wiedzy o własnych możliwościach i odwagi oraz wzmaga ciekawość czyli daje napęd do dalszych prób.

  122. wbocek
    25 kwietnia o godz. 15:54
    „Masz jakiś dowód…”

    „Prostak wierzy każdemu słyszanemu słowu; człowiek roztropny rozumie, że potrzebny jest dowód” – powiada Pismo.

    Jakieś 29 lat temu, wziąłem sobie do serca tę radę. Zgodnie z zachętą mojego Mistrza, szukałem więc znalazłem. Ciebie też do tego serdecznie zachęcam. Służę pomocą.

  123. @Seleukos
    ad1. NATO a kiedyś Układ Warszawski
    A w ogóle to jesteś kopnięty wariat (sorry za pleonazm)
    A tak naprawdę to nie byli huzarzy tylko szwoleżerzy

  124. Dezerter

    Ach, dezerterze, do czego Ty mnie namawiasz? Do dokończenia edukacji w zakresie badania niebieskiej książeczki? Ty módl się lepiej, żebym na poważnie się za to nie wziął. Bo różne dziwne fakty mógłbym zacząć na tym blogu wywlekać zakończywszy edukację w Twojej dziedzinie. Powiem Ci jedno. Strasznie w tych swoich badaniach jesteś ograniczony. Szermujesz tu cytatami z czterech tendencyjnie dobranych autorów (chyba nie zaprzeczysz, że ci którzy wybierali, wybierali tendencyjnie, mając do dyspozycji różne inne świadectwa, zwane też ewangeliami). Przepraszam, przywołujesz tu i innych: Euzebiusza, Hieronima, Prokopiusza. Tylko że oni też opierają się jedynie na tych czterech wybranych, ignorując istnienie innych. Ciekawe z jakiego powodu. W dodatku i te cztery odpowiednio skrojone dla partykularnych potrzeb nie we wszystkim się zgadzają. Bo jak mogą się zgadzać? Dzieli je kilka ładnych dekad. W dodatku przekazy ustne w społeczeństwach, które już znały pismo, mogą być mocno zniekształcone. Jeśli dotyka to kolejnych kopii rękopisów, to w znacznie większym stopniu musi dotyczyć opowiastek. Tu się coś doda, tam coś ujmie, tu wygładzi, tam dostosuje do przekonań opowiadającego albo potrzeb słuchaczy i mamy produkt. Niebieską książeczkę, do której się modlicie.
    Taka ta cała „nauka” w Twoim wydaniu.

    Przypominasz mi tych apologetów szpinaku (bez urazy dla wielbicieli tego paskudztwa), którzy wychwalają jego zalety ze szczególnym uwzględnieniem dużej zawartości żelaza. A wszystko to wzięło się z błędnego cytowania publikacji, w której autor był badał szpinak. Problem polegał na tym, że leniom-naukowcom nie chciało się sięgnąć do artykułu źródłowego, tylko posiłkowali się błędnym. I przekonanie o dobroczynności szpinaku pokutuje do dziś. Z mojego punktu widzenia wchłonięcie średniej porcji wątróbki daje tyle samo korzyści co przeżucie paru kilogramów tego zielska. Nie mówiąc już o dostępności żelaza spożywanego w tej formie.

    Więc żuj ten swój szpinak dzień w dzień. Na zdrowie.

  125. @ Qba
    25 kwietnia o godz. 15:57

    Znaczy, jesteś z tych, co nie czytają instrukcji albo wynajdują koło na nowo? 😉
    Oglądałem kiedyś film o genialnym wiejskim majsterklepce, który w odległej prowincji wynajduje pojazd gąsienicowy, dzięki któremu nie trzeba już przysmalać koniom pod ogonem, aby wyciągnęły utknięty w gliniastym grzęzawisku wiejskiej drogi samochód mieszczucha. Gość jedzie do miasta, aby swój wynalazek opatentować. Na miejscu okazuje się, że odpowiedni urząd jest jeszcze zamknięty, więc udaje się do kina. W kinie pokazują kronikę, a w niej – informacje z frontu. Jest I wojna światowa, na ekranie widać czołgi…

    https://www.youtube.com/watch?v=B4guK-v6OYo

  126. Na marginesie
    25 kwietnia o godz. 15:24

    Mój komentarz
    Tak jest, mit, to konstrukcja myślowa oparta na wyobrażonych, wymyślonych faktach. Prawdziwość tych faktów jest krótko i zwięźle udowodniana objawieniem.
    Prorok tak powiedział, stoi tak w Piśmie, prorok był natchniony, więc to jest słowo Boże. To jest całe umocowanie teorii zwanej religią. To jest teoria. Ma podwaliny, bo jest oparta na faktach, a że objawionych, tym bardziej jest prawdziwa, bo niezależna od człowieka, dana nam przez siłę wyższą, która w tej logice jest nadrzędnym elementem spajającym całość.
    Logos. Dalej nie należy wnikać, bo tak było na początku. Logos i początek, to dwie główne podwaliny teorii. Skoro był początek, to musiała być siła sprawcza. Innego wyjścia w konstruowaniu teorii religijnej nie ma, jak Logos, a więc i Bóg.

    Niezależnie od sprzeczności wewnętrznych, konstrukcyjnych, jakie występują w tej teorii, to na ogół z grubsza jest ona poprawna logicznie (pomijam założenia podstawowe!), poprawna bardzo zgrubnie, ponieważ pełno w niej drobnych elementów spajających – jokerów w rodzaju duch wieje kędy chce, niezbadane są wyroki boskie, różnych lamp Alladyna i nowych faktów wyobrażonych – wizje, nawiedzenia, objawienia, cała mistyka, takie urban legends jak ta smoleńska o zamachu, która też nabiera z biegiem czasu mistycznej wymowy, kreuje obrzędowość z nią związaną – miesięcznice, pomniki, publiczne obrażanie się, że on sponiewierał poległych oraz, jak powiedziała niedawno Nurowska – Polskę jako dom pogrzebowy, itd.

    Zdarzenia objawieniowe, mistyczne przeżycia na ich kanwie, literatura je opisująca, to wszystko podtrzymuje wiarę w porozumienie z niebem, wiarę w znaki dawane z góry, wytwarza obrzędy, wierzenia, obchody, tworzą się tradycje, odbywają się dysputy quasireligijne (konferencje smoleńskie), powstają nakazy i zakazy, jak np. nietykalność poległego prezydenta, rozważania o rzeczywistych przyczynach katastrofy są kłamstwem, a zatem są obraza poległych.

    Minister M. stworzył dla wojskowych ankiety, w których mieli odpowiedzieć na pytania w rodzaju – co robiłeś w dniu 10 kwietnia 2010 roku, co wiesz o tragedii smoleńskiej. Czyż nie są to elementy kreujące i podtrzymujące mit? Propaganda smoleńska niesie w sobie mnóstwo elementów podobnych do religijnych. Skutki ich rozpowszechniania są podobne do głoszenia nowej wiary.

    Znajdują się wyznawcy, głęboko wierzący, praktykujący miesięcznice, rocznice, odsłonięcia pomników, wyłaniają się kapłani wygłaszający płomienne mowy – Prezes na drabince, minister M. wszędzie, kształcą się teolodzy nowej wiary w debatach zwanych konferencjami naukowymi smoleńskimi, wystąpiły już małe herezje, odstępcy relegowani, itd.
    Mit przyciągnął do siebie wierzących, powstały pierwociny religii, na razie w postaci sekty.
    Pzdr, TJ

  127. Szwoleżer pieszy jest jeszcze lepszy od pieszego huzara 😀

  128. Qba
    25 kwietnia o godz. 15:57
    Nie bądź taki ! Proszę ! Jesteś może psychologiem, albo neurologiem,albo psychiatrą albo jeszcze kimś tam i Ciebie nudzą popularno-naukowe dywagacje na temat Twojego fachu. A ja to co? Dla mnie laika to fascynująca przygoda i dzięki tym popularyzatorom ja mam wgląd do hermetycznych światów.Przeczytałem kiedyś taką popularną ksiązeczkę napisaną wspólnie przez Infelda i Einsteina i dzięki niej zacząłem cos kumać na temat teorii względności i odrózniać tę generalna od tej (chyba) szczególnej (restrainte). Francuzi popularyzowanie nazywają wulgaryzowaniem. Ty też uważasz, że jesli jakis „zdrajca” usiłuje „donieść” laikom, co się wyprawia w ich hermetycznym świecie,to jest wulgarny ? Qbq, nie bąd taki tajemniczy !
    Myślisz, że profesor Wodzisław Duch jest trochę wulgarny ?

  129. PS
    Przy okazji
    Piszesz „na końcu wielu rękopisów „Ewangelii według Mateusza…”. To jak to w końcu jest? Ilu rękopisów? Kto te rękopisy pisał? Oprócz tego oryginalnego, który podobno on napisał? I kiedy te inne rękopisy zostały napisane? I czym się różnią od tego, który podobno on napisał, że aż trzeba było na nich wszystkich umieszczać dopiski uwiarygadniające?

  130. @Toby Zwracam Ci uwagę, że szwoleżer, jak sama nazwa wskazuje , a Ty przeciez znasz francuski, nie może poruszać się bez konia

  131. …chyba że obaj udadzą się na bal

  132. Okazue sie , że dezerter ma 30 lat , bo tak się zdradził Jakieś 29 lat temu, wziąłem sobie do serca tę radę. Zgodnie z zachętą mojego Mistrza, szukałem więc znalazłem

  133. @Toby
    Etymologicznie huzar może, a szwoleżer nie może, nawet jak sie uda na bal

  134. Lewy

    Ja to lubię czytać tych, którzy popularyzują. Nawet dziedzinę, w której się kiedyś kształciłem i z którą do tej pory mam związki. Nawet jeśli są nieco, a nawet bardzo wulgarni.

  135. Lewy
    25 kwietnia o godz. 16:42

    Jeżeli chciałbyś wiedzieć, ile naprawdę mam lat – powinieneś przeczytać mój komentarz z 20 lipca 2015 roku z godz16.56.

  136. @dezerte
    To by żart, może głupi i nieśmieszny, ale jednak żart. Wiem , że jestes w poważnym wieku.

  137. Gdyby ktoś był ciekawy, jak wygląda piec pana boga:

    http://www.national-geographic.pl/fotografia/ogloszenie-wynikow-50-konkursu-spolecznosci

    Zdjęcie mojego serdecznego znajomego. Najpierw z blogu, potem z Lublina. Niby mieszka się w jednym mieście, a blog potrzebny, żeby się poznać.

  138. @Lewy
    25 kwietnia o godz. 16:44

    OK, OK, dlatego napisałem, że pieszy szwoleżer jeszcze bardziej mi się podoba, niż huzar. Rajtar i kawalerzysta też bez konia nijak, choć pierwszy mógłby nawet na świni lub osiołku 😉

  139. @Lewy 25 kwietnia o godz. 16:58
    I z wiekiem dziecinnieje?

  140. @Tobermory
    25 kwietnia o godz. 16:25

    Trochę tak. W tzw. młodości czyniłem jak większość (publikacje, patenty) ale na szczęście mi przeszło. Po prostu szkoda mi było czasu na całą otoczkę społeczną, zwaną czasem biurokracją. Wszystko co czynię (łącznie z tzw. pracami domowymi) czynię tak, by coś z tego mieć – jeśli nie naukę, to chociaż przyjemność. I odkrywam przy tym mnóstwo prawd absolutnie trywialnych, o których większość nie ma pojęcia, bo są trywialne. Dzięki temu nie muszę czytać instrukcji. A że przy okazji wynajdę koło? Cudowne uczucie!

    @Lewy
    25 kwietnia o godz. 16:34

    Ja przepraszam ale to tylko moje podejście i nikomu go nie narzucam. Popularyzować można telefon komórkowy, natomiast naukę albo uprawiasz albo jest to beletrystyka do imponowania na przyjęciach. Oczywiście fajnie jest wiedzieć trochę o wszystkim. Jeśli komuś to pomaga, to dobrze. Warto tylko pamiętać o powierzchowności takiej wiedzy. I o tym, że z konieczności rzadko jest odświeżana.

  141. Na marginesie 17:08

    No co Ty? On nigdy w życiu, teraźniejszym i przyszłym, nad tą rzeką, wśród wybranych (?).

  142. Qba 17:10

    Znaczy nauka tylko dla zajmujących się nauką? Najlepiej dla zajmujących się konkretną dziedziną? A reszta niech zajmuje się układaniem bruku? Albo wypasem owiec?

  143. @paradox57
    25 kwietnia o godz. 17:17

    Reszta może się zająć wynajdywaniem koła. Na przykład kwadratowego, aby podczas jazdy pod górę nie turlało się z powrotem 😉

  144. @paradox57
    25 kwietnia o godz. 17:01

    Super! Choć przeczytawszy „płeć pana boga” musiałem przetrzeć okulary 😉

  145. Toby
    To nie mógł Syzyf ociosać na kwadratowo tego otoczaka, co go pchał pod górę? Łatwiej by nie miał, ale przynajmniej by nie musiał dygać tyle razy.

  146. @paradox57
    Chyba Qba nie lubi jak jakieś prostaki wchodzą do jego sanktuarium i pytają: a ta rurka to do czego służy, panie profesorze ?
    Wchodzi taki do filharmoni i pyta sie np. patrząc na skrzypce: a w którym miejscu trzeba dmuchac, żeby na tej trombie zagrać. No, po prostu człowieka krew zalewa.

  147. dezerter83
    25 kwietnia o godz. 16:20

    Dezerterze, w razie byś w którymś momencie swego życia zawahał się, czy istnieje Bóg, którego znasz WYŁĄCZNIE z bajań – jak część Polaków zna zamach smoleński – do niczego Cię nie będę zachęcał ani służył pomocą. Ale możesz zrobić to samo, co Wszechwiedzący i Wszechobecny, kiedy szukał w raju Adama: wychyl się za okno i wrzaśnij na całe Trójmiasto: „Gdzie jesteś?”.

  148. Pombocek

    A weźże Ty się zastanów. A jak wrzaśnie i bozia mu odpowie? I będzie to: „nie drzyj się, chamie, ludzie pracujące chcą spać, bo rano do roboty idom?”

  149. „chcom”, dla porządku

  150. Lewy 17:31

    Coś jak jeden z moich znajomych profesorów, który sam woli gruczoły przyodbytowe psom wyciskać, niż nauczyć studenta tej wiedzy tajemnej, aczkolwiek mocno śmierdzącej.

  151. @paradox57
    I bedzie miał pzekonywujący albo przekonywający dowód na to, że On istnieje, bo przeca odpowiedział, w prawdzie niegrzecznie, ale jednak.

  152. Lewy

    W końcu.

  153. Gorzej będzie, jak mu kilkunastu boziów odpowie. Wtedy dopiero będzie miał dylemat. Może też się zdarzyć, że któryś się pofatyguje osobiście i po twarzy mu nakładzie za to darcie.

  154. @paradox57
    No to wróci wielobóstwo i znów będzie rządził Zeus. No i Afrodyta

  155. @paradox57
    25 kwietnia o godz. 17:17

    A może tak: Przychodzi paradox57 do szewca i mówi, by mu spopularyzował szewstwo, np. w postaci przystępnej książki. Na dziesięciu szewców pewnie znajdzie się jeden, który to uczyni. Aliści, czy teoretyczny wykład o szewstwie da jakiekolwiek rozsądne wyobrażenie? Chcesz poznać szewstwo, zrób sobie buty. Jeśli to ma być Twój zawód, to idź do „terminu”. Jeśli tylko hobby, to rób i nie marudź. Z każdą nauką jest podobnie, to rzemiosło, niezależnie od tego, jak utytułujesz naukowca. Jeżeli szewcy mają majstrów, czeladników, itd. to naukowcy mają doktorów, profesorów, itd. W czym doktor jest lepszy od majstra? Dobrych szewców jest znacznie mniej, niż kiepskich profesorów.
    Oczywiście popieram opowieści o nauce dla dzieci i młodzieży – im wcześniej, tym lepiej. Tym bardziej, że nauka idzie do przodu. Na szczęście liczba godzin katechezy w szkołach wzrośnie po reformie i polskie dzieci dadzą sobie radę.

    @Lewy
    25 kwietnia o godz. 17:31

    Jeżeli chodzi o wyjaśnianie, to jest u mnie dokładnie odwrotnie – trudno mi przestać chwalić się nabytą samodzielnie wiedzą.
    Poza ty, przepraszam, że się czepiam, ale czasownik „pytać” nie jest zwrotny. A więc „pytam”, a nie „pytam się”. Podobnie czasownik „patrzeć”. Również „świecić”. Tu jest szczególnie śmiesznie, bo mówi się „światło się świeci” ale „słońce świeci”.

  156. @Qba
    Na studiach (zakładam bezczelnie, że studiowałeś) nie słuchałeś wykładów, tylko od razu na ćwiczeniach mieszałeś Platona z kwasem dehydroaskorbinowym, a wydobyty byt dolewałeś do kwasu deoksyrybonukleinowego? Nic dziwnego, żeś w taką deformację popadł. Chyba jużeś w ten rodzaj cyklofrenii popadł, który rozpoczyna się syndromem męczennicy. Muszę, qr…wa sam! Sam z siebie wynaleźć koło 😉

  157. @Qba
    Ja nie interesuje sie szewstwem, więc nie prosze Cie o wyjasnienie mi szewstwa.
    A propos tych „się”, rzeczywiscie naduzywam te „się”, ale to dlatego, że tacy uczeni jak Ty nie chcieli mnie dokształcić., ale na szczęście trafiłem na takiego cierpliwego profesora, który podnosi mój poziom:To Ty !
    Ale moglby mi pan profesor, takiemu jak ja cymbałowi, wytłumaczyc, po co ta rurka ? Bo to „się” to już się nauczyłem i wiecej nie będę, obiecuję, pszepana.

  158. Wiecie, że moja Pani, to taka sama jak Qba.Ona była sędziom(pardon Qba oczywiscie sędzią) i jak ja coś jako obywatel (podkreslam OBYWATEL) chcę cos wiedziec na temat sądów albo Trybunału Konstytucyjnego, to ona mnie mierzy surowym wzrokiem i powiada, że ja nie mam studiów prawniczyczych, w związku z czym nie mam prawa wypowiadać się(Czy tu dobrze zastosowałem to się ?) na temat prawa, nawet o tym myśleć, bo to za trudne dla mnie. Więc ja sę Ciebie Qba pytam, czy prawo jest trudniesze od szewstwa czy szewstwo od prawa ?

  159. Qba
    25 kwietnia o godz. 18:45

    Ja też przepraszam, Qba, że się czepiam, ale wymienione wyrazy z „się” są tak samo poprawne jak bez „się”, choć te bez w słownikach będą na pierwszym miejscu jako bardziej preferowane. Ale „mniej preferowane” nie znaczy „niepoprawne”.

  160. @Qba, z godz. 18:45
    Naści, Poćciwy Człeku, kawałem szewskiej mowy. Polskiej szewskiej mowy. Z samych „Szewców” Imć Stanisława Ignacego Witkiewicza wydobytej:
    Ja, wicie, Jędrek, znam Kretschmera z wykładów tej tam intelektualnej lafiryndy Zahorskiej, w naszej Wolnej Wszechnicy Robotniczej. Oj, wolna ona, wolna – raczej rozwolniona jest ta nasza Wszechnica. Sami się częstują twardą wiedzą, a na nas to tę biegunkę umysłową puszczają, aby nas jeszcze gorzej zatumanić, niż to chciały wszelkie religianty na usługach feudałów i ciężkiego się przemysłu wygłupiające. A wam mówię, Jędrek, że to schizoidalna psychologia. Nie wszyscy są tacy. To rasa ginąca. Coraz więcej jest na tym świecie pykników. Ma se radio, ma se stylo, ma se kino, ma se daktyle, ma se brzucho i nieśmierdzące, niecieknące ucho, ma se syćko jak się patrzy – czego mu trza? A sam w sobie jest ścierwo podłe, guano pogodne, przebrzydłe.

  161. pyta się = zachodzi w głowę
    W filharmonii, na widok skrzypiec, całkowicie uprawnione 😎

  162. Qba

    Qrde, jak potrzebuję butów, to idę do szewca, albo sklepu obuwniczego. Fakt. Sam nie szyję. Natomiast jak studiowałem, to przed ćwiczeniami praktycznymi dostawałem skrypt, w którym to ćwiczenie było bardzo dokładnie, krok po kroku opisane. I musieliśmy ten skrypcik zakuć, a potem, przed przystąpieniem do praktycznego wykonania, z niego zeznać. Działało. Działa do teraz, i patrz pan, jak dobrze. Dam Ci przykład. Jutro mamy oznaczać w pracy testosteron w surowicy szczurów. Kupiliśmy sobie zestaw do oznaczania techniką ELISA. Do kitu dołączona jest książeczka, w której wszystko jest literalnie opisane. W punktach. I ja teraz jutro punkt po punkcie będę robił. Dodawał, mieszał, płukał, inkubował, a na końcu odczytam sobie absorbancję i dostanę wyniki.
    Pewnie mógłbym sobie sam te płytki przygotować, wytworzyć przeciwciała, opłaszczyć je. Mógłbym, bo umim. Tylko ja taki wygodnicki jestem, że wolę kupić gotowy. Albo nawet mógłbym jakąś taką metodykę opracować. Tylko nie mam czasu, ani pieniędzy.

    Ty pewnie sam byś to sobie zrobił. I uzyskał efekt za 15 lat, albo i nie uzyskał go wcale.

    Przepraszam, jeśli zabrzmiało to zbyt hermetycznie. A wracając do butów. Cóż, z igłą sobie radzę nieźle, więc jakieś tam koślawe człapaki bym wystrugał i pozszywał. Pytanie tylko po kiego: Bo i przykład podałeś taki bardziej po kiego. Blog nie naukowy, z nikogo immunologa nie będę robił, niemniej są tu nieźli popularyzatorzy, których czytam z przyjemnością i bez wzburzania, że amatorzy wpieprzają mi się w dziedzinę. Bo lepiej to robią, niż ja bym zrobił. Talent, panie, talent. A u mnie tylko wiele lat dupogodzin.

  163. Pyta się Pyta
    czy już zakwita
    w Qbawowym łbie
    pytajnik. Nie?!
    To bardzo źle,
    Qbapciu. Źle 🙁

  164. @Lewy
    Stahl też bardzo nowy nie jest, choć pisze dość przekonująco, rysuje raczej, bo jego książki to w dużej mierze podpisy pod rysunkami.
    Crow pisze bardzo ciekawie z ewolucyjnego punktu widzenia, ale żadnych przekonujących dowodów nie przedstawia. Ale część punlikacji jest dostępnych w sieci.
    Dalej jest hipoteza błonowa Horrobina.
    Trochę tego popisano 🙂 Oczywiście za 10 lat wszystkie współczesne pomysły będą przestarzałe.

  165. @Na marginesie
    Ja mylę? Poczytaj sobie komentarze. Twoje zresztą też. Nie ja pisałem o związku zaburzeń z opłatkami. Pomieszać wszystko i zgonić na rozmówcę… Jak podczas rozmowy polityków. Nie powiem, z której zwłaszcza strony.

  166. @@@@
    Miło mi, że nie należę do grona. Może dlatego, że bardzo wcześnie uciekłem „na swoje”. Sam prowadziłem firmy, sam robiłem robotę, sam wydawałem pismo, itd. Miałem oczywiście pracowników i od wszystkich wymagałem pełnej samodzielności.
    Jeżeli kiedyś kupię aparat do oznaczania testosteronu, aby go samemu wykorzystywać, to oczywiście instrukcję przeczytam, postaram się zrozumieć i będę stosować, przede wszystkim ze względu na gwarancję wyników.
    A poza tym nigdy nie miałem zamiaru w nikogo niczego wmuszać. Jedyna rada, którą czasem daję: Rób co chcesz, ale rób to!
    Moje uwagi spowodowane są raczej „epidemią” uczestnictwa we wszelkich możliwych kursach. A potem taki kursant może już rządzić. Chyba sami przekonaliście się nie raz, że dyplom to nie wszystko.

  167. @paradox57 25 kwietnia o godz. 19:22

    Do kitu – padłam ze śmiechu !!! No fakt, taki zestaw to się fachowo nazywa kit.

    Te instrukcje do testów ELISA są pisane jak przeznaczone dla matołków. A testy wykonują (w założeniu) fachowcy. Ale to chyba jest kwestia urawniłowki (równanie w dół) i trochę też odpowiedzialności prawnej producenta.

    Kiedyś aparat do odsysania odpadów płynnych z sali operacyjnej ktoś zastosował do drenażu płynu z klatki piersiowej po operacji serca. Pacjent nie przeżył. A użytkownik miał pretensje do producenta, że nie zapodał wyraźnie w instrukcji, że tej maszyny nie wolno przykładać do człowieka! O ile wiem unijne przepisy wymagają od producenta, żeby przewidział i wyszczególnił wszelkie możliwe niewłaściwe zastosowania produktu. Ciekawe, czy w kicie do testu ELISA wypunktowano wyraźnie, że odczynniki nie są przeznaczone do spożycia.

  168. Qba

    Może bez kursu byłoby jeszcze gorzej?

  169. Na marginesie

    Szczerze mówiąc, to dla szympansów. Ale ułatwiają życie. Poza tym nie trzeba przy tej okazji kombinować. A dla wiarygodności i powtarzalności ma to spore znaczenie.
    Fachowcy, powiadasz. Powiem Ci tak. Dałbym to do wykonania technikowi, który ukończył jakąkolwiek szkołę analityki czy średnią szkołę chemiczną. Ale goniłbym od tego jakieś 90% świeżo upieczonych absolwentów weterynarii. Bo mogliby za dużo kombinować, żeby ulepszyć albo przyspieszyć.

    Nie ma nic o spożywaniu. Bo u nas za spożywanie w laboratorium wynoszę na butach. Może to stąd moje inklinacje do flekowania takiego jednego gwiaździstego. To żart, na wszelki wypadek, gdyby ktoś pomyślał inaczej. Przemocy nie stosujemy.
    Spirytus stosujemy nie profilaktycznie, tylko jak się zdarzy wypadek. Wtedy trzeba nawet spożyć.

  170. @mpn 25 kwietnia o godz. 19:40
    Mam wrażenie, że Twoi komentatorzy sobie z Ciebie raczej lekko pokpiwają.
    Napisałeś: „Ale w żadnym przypadku psychiatria nie uznaje religii za chorobę.”
    To nie ma sensu, bo religia należy po prostu do innej parafii. Równie „sensownie” można napisać, że fizyka molekularna nie uznaje psa za człowieka.

    Natomiast przejawy religijności (nie tylko omamy „objawieniowe”, ale również twierdzenia typu „Bóg mnie prowadzi”) jak najbardziej mogą być uznane za przejaw choroby psychicznej. Oczywiście zależy, kto ustala kryteria, bo dla skatolonego fanatyka chorobą psychiczną może być na przykład homoseksualizm.

    Ale przecież już to wcześniej wyjaśniłam. Czy wedlug Ciebie zawodzenia pod krzyżem są normalne? A czy wiara obecność bóstwa w opłatku nie jest, delikatnie mówiąc, odchyleniem od normy?

    P.S. „Coś czuje, niekiedy bardzo dużo, ale nic nie wychodzi.”
    Nadal bardzo podoba mi się to Twoje zdanko.
    Miałeś na myśli brak zewnętrznych przejawów emocji, ale wyszło jak wyszło.
    Czyli nie wyszło.

  171. @namarginesko
    W USA to dopiero są problemy.Bo jeśli na kawie(tzn na kubu) podanej w okienku MacDonalda nie jest napisane, ze tej gorącej kawy nie wolno wylewac na jaja (sorry za ten kolokwializm), to facet wylewający sobie te kawe na te no (wiesz), może dostać nawet milion dolarów za poparzenia. Już czujni adwokaci nad tym czuwają. Jak jest z facetkami, to nie wiem.Ale chyba też jest jakiś kruczek. Jakby nie było instrukcji, to sobie poparz coś innego. Facetki tez coś mają

  172. @paradox57 25 kwietnia o godz. 19:57
    Aha, pojęłam. To kitu lepiej nie wiedzieć za dużo 🙂

  173. Poprawka: Do kitu, nie to kitu.

  174. @Lewy 25 kwietnia o godz. 20:00
    Tych prawników to chyba ktoś w końcu zaimportuje.
    Może seleuk(os), on ma głowę do interesów 🙂

  175. W telewizji niemiecki ekspert od staroci (antyków) obejrzał prezentowany przedmiot – mosiężny kinkiet na świece w stylu holenderskim (chętnie podrabiany antyk, podobno), odkrył na odwrocie sygnaturę „St. Stryjek Gdańsk” i miejsca na wprowadzenie przewodu elektrycznego, zatem ocenił, że „antyk” ów pochodzi z lat 50. ubiegłego wieku, a nie, jak właściciel miał nadzieję, z wieku XVI.
    Wzruszyło mnie, że sygnaturę odcyfrował jako „Sankt Stryjek” 😉

    Zimno. Pada deszcz. Na pociechę Ella F. Dziś skończyłaby 100 lat

    https://www.youtube.com/watch?v=nB-xqDZbEVQ

  176. Veni, vidi, annotaviti.

    Schizofrenii ciag dalszy…

    A. Zaprzeczam. Jakoby jestem kopnietym wariatem. Tylko jestem.

    B. Odpowiadam. Huzar, szwolezer, rajtaria, zagonczyki etc etc jede kapec. Chodzi o spieszanie jednostek oreznych spieszaniu niepodatnych z natury.

    C. Oponuje. Syzyf dzis kamienia nie potrzebuje na kanciato obrobic. Dzis blog by musial za kare zalozyc na portalu Polityki.

    D. Donosze (za Matt Weinberger, Business Insider). Mark Zuckerberg zamierza zawladnac swiatem (znanym) w 5 lat. Za pomoca ”direct brain interface”, integracji swiata digitalnego z sila myslenia. Projekt zawladywania wsparty AR (Augmented Reality).

    E. Sie znize. Daje ostateczny dowod istnienia Jezusa (Ermionczyka). Ten zadaszkowany niebiesko to ON. Obok krzeslo, moj kapelusz, obok ja. Na stole w pekatej butelce plyn zmieniony z wody ouzaki. W cienkawej plyn bezwodny zwany czipura. Plyn czipura kazdego moze ukrzyzowac, pod stolem.
    //https://goo.gl/photos/fuR2p2YspeZeWLMV6

    F. Jest mozliwe. Samochody na kwadratowych kolach produkowac (patrz plan Morawieckiego). Do jazdy po schodach, ale tylko pod gore. Tylko.

    G. Szewstwo. Zainteresowanie mam, jak dwa paluszki polakierowane ze szewstwa wychodza. W Realu.

    pzdr Seleuk(os)

  177. @Toby
    Znaczy się ( sorry za to „się”, za które juz zostałem zrugany). że my byliśmy przed chińskimi podróbkami, w czasach gdy oni urządzali sobie różne kulturalne rewolucje i inne .No to dlaczego nas jest tylko 38 milionow a ich półtora miliona, skoro byliśmy piersi(pardon pierwsi) w podróbkach.Przecie my potrafimy podrobić każdy wiek, choćby dziewicę niepokalaną .

  178. oczywiście miliarda, wszystko mi sie myli przez tego Seleu(os)a, za przeproszeniem

  179. Na prośbę @Konstancji zamieszczam LINK do apelu „Sądy wolne od polityków”, który można podpisać, do czego zachęcam.

  180. @Jacek Kowalczyk
    Przysyła mi na okrągło do podpisu ta Akcja Demokratyczna. Większość podpisuję. Ten też. Ale ten podpisać warto.

  181. Lewy, Twoje rozważania na tle Diffurtha, na temat schizofrenii zainspirowały mnie do wyrażenia opinii o chorobach psychicznych jako odchyleniach od normy. Co jest odchyleniem od normy, a co nie jest?

    Katalog chorób psychicznych jest bardzo obszerny, lecz rozpoznania większości chorób nie są proste, bowiem opierają się w większości na historii objawów, na przyrównywaniu dawnych i bieżących symptomów do danych np. z klinicznych doświadczeń oraz na intuicji lekarza.

    Choroby psychiczne z wyjątkiem małej grupy dolegliwości nie objawiają się diagnostycznie dla laboratorium analitycznego, bowiem ich przyczyny nie wiążą się z obecnością jakichś markerów we krwi, fal gamma w przyrządach, czy zmianami na dnie oka na przykład. Nie da się do głowy przyłożyć przyrządu, odczytać wyniki i orzec o rodzaju choroby. Chociaż da się zebrać objawy, wprowadzić je do komputera i odczytać poradę z niego co do prawdopodobnej diagnozy.

    Lekarz psychiatra musi polegać na doświadczeniu i na swojej intuicji, a w trakcie terapii na wynikach dozowania zaleconych lekarstw. Psychiatra, to niezmiernie trudny zawód, wymaga od lekarza, by bardziej był jasnowidzem, niż w jakiejkolwiek innej specjalności. Tak sądzę.

    Co oznacza odchylenie od normy?
    Moim zdaniem, to jest duży problem. Większość chorób w psychiatrii jest opisywana objawowo, a odchylenia od normy u chorych mogą w tej samej chorobie bardzo się różnić.

    Ilu ludzi ma odchylenia od normy? Które odchylenia są chorobliwe, a które jeszcze nie?

    Moim zdaniem mniejsze lub większe odchylenia niosą w sobie wszyscy.
    To jest tak jak z produkcją seryjną skomplikowanych wyrobów, np. obiektywów fotograficznych. W każdym obiektywie są jakieś odchylenia od środkowych wartości normy. Odchylenia te są dopuszczalne z punktu widzenia wytwórcy chociażby z tego względu, że nie da się produkować obiektywów idealnych. Od obiektywu wymaga się precyzji w przekazywaniu obrazu, potocznie nazywane jest to ostrością, a bardziej fachowo rozdzielczością. Rozdzielczość idealnego obiektywu powinna być taka sama w środku obrazu, jak i na brzegu.

    Można to porównać do sylwetki psychicznej człowieka idealnego – powinna tak samo się wyrażać w warunkach sprzyjających (w środku), jak i trudniejszych (na brzegu). Niestety tak nie jest. Z ludźmi jest jak z obiektywami – istnieje rozrzut standaryzowanych cech w populacji ludzi, Jeden jest bardziej uczciwy, drugi mniej, jeden jest uprzejmy, drugi arogant, jeden jest cierpliwy, drugi, diabła tam, itd. Ludzie są z produkcji seryjnej, spełniają pewne zawarte w jakimś przedziale wymogi, nie mogą być odrzuceni przez jakąś kontrolę techniczną w rodzaju komisji psychiatrycznej, tak jak produkt techniczny, np. obiektyw, może być odrzucony przez kontrolę techniczną.

    W przypadku ludzi jest mały, ale jednak wciąż poszerzany wyjątek dotyczący oceny ich cech psychicznych – czy się nadają do pełnienia pewnych funkcji. Kandydaci do zawodów specjalnych przechodzą trudne testy psychofizyczne, a i w korporacjach stosuje się niewidoczne, a wyrafinowane metody werbowania i oceny kandydatów do pracy. Oparte o wiedzę, jak to anumlik wskazał, kognitywistyczną.

    Każdy ma swojego fisia. Człowiekowaci lubią niekiedy poświrować, a i zaszkodzić innym w złości też mogą. Tak że w społeczeństwie mądrych małp rozrzut natężenia cech, to norma. Psychiatria i psychologia określa, co jest chorobą, czyli nadmiernym odchyleniem od normy. A granice są płynne.

    Ja się czasem łapię na tym, że sam z siebie robię idiotę. Przyrzekam, ze nigdy więcej. Za kwartał, czy rok – to samo. Pocieszam się wtedy, że nie było tak źle, było lepiej niż poprzednio.
    Pzdr, TJ

  182. Tejot i inni
    Jak chcecie, Wam moge napisac jak mnie raz do Vattenfal przyjmowali. Jedna kognitiwa mnie trzy dni badala na sofie. W tle Salvatore Dali torso (kopia).
    Odchylenia zwiazane sa wiekiem. Garbactwo, odchylenie pionu. Korrekta laska mozliwa.
    pzdr seleuk

  183. Seleukos, jestem za tym byś napisał, jak Cię przyjmowali do Vattenfal.
    Pzdr, TJ

  184. ktoś sie zdenerwował i wyciął przy stodole Szyszki, zwanej Centrum Konferencyjnym i jakiśtam wiele drzew….

  185. Dzień dobry,
    Po lekturze kilkudziesięciu w większości niezwykłych wpisów swędzi mnie pytanie, ile z tu piszących zawodowo para lub parało się nauką?

  186. A co do sądów, to warto spojrzeć na korespondencję Biernata z tą panią co to niby jest prezeską:
    https://pbs.twimg.com/media/C8vKbkwXUAAxbyM.jpg:large

  187. Tejot, jutro rano napisze jak dwie kawy wypije, poprysznicuje. Dzis druga szklenice wywalilem to wszystk pomyle. Musze isc spac. I koty mnie atakuja. Komputerowcy tez chca pisac cos tam
    pzdr seleuk

  188. Lewy
    25 kwietnia o godz. 20:00
    Bo jeśli na kawie(tzn na kubu) podanej w okienku MacDonalda nie jest napisane, ze tej gorącej kawy nie wolno wylewac na jaja (sorry za ten kolokwializm), to facet wylewający sobie te kawe na te no (wiesz), może dostać nawet milion dolarów za poparzenia.

    Z tą kawą to jednak było trochę inaczej. Pewna starsza pani rzeczywiście poparzyła się kawą z McDonalda, nie dlatego że nie było napisu uwaga gorące, ale w kubku dano jej napój w temperaturze prawie wrzenia. I po prostu się tym wrzątkiem oblała, tak że potrzebowała fachowej pomocy w pogotowiu.
    Ponieważ była ubogą emerytką z marnym państwowym ubezpieczeniem, uznała że MD powinien jej pokryć koszty które miała zapłacić z własnej kieszeni (chciała jakieś $200). Być może prawnik zażądał więcej, żeby i jemu coś skapnęło, ale szczegóły nie były publice znane, ponieważ korporacja domagała się, a sąd przyznał, tzw. „gag order”. Czyli powód/ka dostanie kasę, ale ma zabronione wypowiadanie się na temat. Korporacja żadnego zakazu nie ma, w związku z tym może opowiadać co jej pasuje i robić z ludzi idiotów.

  189. Płynna Rzeczywistość

    A jakie to ma znaczenie? Myślę, że każda po trochu. Rybak, cieśla, celnik. Nie, chyba źle wybrałem. Tamci byli od czego innego.

  190. Ja sie paralem. Try mies w roku na naukach. cirka ebaut. To sie paralem 😉 Ale musze juz spac, moze Ragnarök mnie sie przysni
    dobranoc seleukos

  191. paradox57 – 16:21

    „Wszystko to wzięło się z błędnego cytowania publikacji, w której autor był badał szpinak. Problem polegał na tym, że leniom-naukowcom nie chciało się sięgnąć do artykułu źródłowego, tylko posiłkowali się błędnym. I przekonanie o dobroczynności szpinaku pokutuje do dziś.”

    Gorsze jeszcze niz przekonanie o dobrodziejstwach szpinaku, do dzis pokutujace w wierze krk, jest przekonanie o slusznosci celibatu

    Rozmawia dwóch mnichów, młody ze starszym na temat zbiorów znajdujących się w zakonnej bibliotece.
    – Mistrzu, wybacz, że pytam, ale co by się stało gdyby mnich przepisujący księgi się pomylił i jakieś zdanie przepisał błędnie?
    – Nie, to niemożliwe, nikt się nie myli.
    – No, ale jakby się ktoś pomylił, to co by się stało?
    – Mówię ci, że nikt się nie myli, znasz tekst biblii na pamięć? Przyniosę ci jedna z pierwszych kopii i zobaczysz, że nic, a nic nie odbiega od tej z której i ty się uczyłeś…
    Mnich poszedł po ów tekst i nie ma go godzinę, dwie, trzy… w końcu młody mnich zniecierpliwił się i poszedł szukać mistrza. Znalazł go w bibliotece siedzącego nad dwoma tekstami biblii (jeden z którego się wszyscy uczyli, a drugi ten jeden z pierwszych kopii najbliższych oryginałowi) i płacze…
    – Mistrzu co się stało?!?
    – W pierwszym tekście jest napisane „będziesz żył w celi bracie”, a w kolejnych kopiach „będziesz żył w celibacie”…

    Więc żuj ten swój szpinak dzień w dzień, paradoxie. I niech na zdrowie ci on bedzie. Bo celibate, w przeciwienstwie do szpinaku, nikomu na zdrowie nie wyszedl.

    Noo, moze Kremowemu Lolkowi wyszedl ten szpin.. err celibat na zdrowie. Choc tak moga mowic tylko ci, co Kremowkowego w poczet swietych wypromowali

    https://www.youtube.com/watch?v=0w8mLqV1Xik

    Trudno jednakze jest mowic o zdrowiu umarlaka. Szczegolnie takiego, ktory wybral zejscie w blaskach kamer telewizyjnych. Rok byl 2005 bodajze

    Ta „Ostatnia Minuta Papieza JPII. Trwajaca ponad 5 minut

    Karol. Papiez, ktory pozostal czlowiekiem do samego konca. Nigdy w zyciu nie pociupciawszy. Podobno nie pociupciawszy. Co za aberracja.

    Przypadek LGBTQ? Czy jeszcze jakies inne odchylenie od normy?

  192. Co do kawy. Kiedyś wszystko było proste. Jeśli klient prosił kawę, to wiadomo co dostawał. Kawę, czarną słodką, gorącą i w szklance. I koniecznie z fusami. Ale to chyba u nas. W tej szklance. Natomiast teraz jak się zamawia kawę, to można się poparzyć, albo sobie zęby zamrozić. Więc umieszczanie na kubkach odpowiednich ostrzeżeń jest jak najbardziej wskazane. Na szczęście nie pijam kawy, więc mi to nie grozi. Za to niespodzianka może mnie czekać przy zamawianiu herbaty. Albo piwa.

  193. konstancja
    25 kwietnia o godz. 21:56
    Też mi wpadło w oko, i chociaż drzew generalnie mi żal, to w tym wypadku jestem za. Mizerski w polityce ma całkiem humorystyczny felieton na ten temat. Może bobry wycięły.
    Niech jeszcze wytną Szydłowej, i komu się da.

  194. Orteq 22:12

    Celowałeś, celowałeś, i walnąłeś w parapet. Główką. Znasz kogoś, komu żucie ustawiczne szpinaku wyszło na zdrowie? Nawet krowa musi trochę białka zeżreć. Zwierzęcego. A poza tym, co ja pisałem o kopiowaniu ksiąg? I szpinaku? To po co naśladujesz? Epigon jaki czy co? Na myśl własną, oryginalną nie możesz się zdobyć? Staraj się. Bo znowu wyjdzie jak z systematyką.

  195. paradox57 – 22:21

    „Celowałeś, celowałeś, i walnąłeś w parapet. Główką. Znasz kogoś, komu żucie ustawiczne szpinaku wyszło na zdrowie? Nawet krowa musi trochę białka zeżreć. Zwierzęcego”

    Wiem troche o swini, paradoxie. O Maciorze glownie. Potrzebujacej zeżreć odpowiednia ilosc białka zwierzęcego. O krowach wymagajacych zjadania zwierzecego bialka nie wiem za wiele.

    Ja tiebia oczen sorry, paradoxie. I ja twaju mat’ sorry.

    Otca twojego ja nie sorry. Bo on pewnie taki troche questionable jest, nie? Jesli moge tak sobie pozwolic w tOmacie

  196. izabella
    25 kwietnia o godz. 22:16
    nowelizacja lex Szyszko niewiele już pomoże. Nowe drzewa za naszego zycia juz nie urosną.
    Tak po cichu to mam nadzieję, że drzewa nacięli …nieznani sprawcy 🙂
    A minister sprawi sobie kamery przy bezwartościowej* stodole.

    *bezwartościowej, bo wartości jej w oświadczeniu majątkowym nie podał, tłumacząc, że nie była ubezpieczona.

  197. No to co to znaczy?
    „http://wyborcza.pl/7,75398,21694923,wraca-lustracja-dziennikarzy-uchwale-przygotowala-joanna-lichocka.html?disableRedirects=true#BoxGWImg
    Licencja na bycie dziennikarzem czy co?
    Wiecie, tak naprawdę to ci „ubecy, esbecy” dalej rządzą nawet jak nie rządzą. 🙂

  198. @ Na Marginesie, @mpn
    W pierwszym zdaniu swojego wstepniaka Lewy postawil hipoteze, ze wiara religijna moze pachniec schizofrenia. Czemuz wiec nie mialaby sie nia zajac psychiatria?

  199. w ramach podziekowania za interesujacy blog ktory czytam regularnie, polecam dwie ksiazki mniej lub bardziej zwiazane z tematem:
    The Master and His Emissary: The Divided Brain and the Making of the Western World by Iain McGilchrist

    The Age of Insight: The Quest to Understand the Unconscious in Art, Mind, and Brain, from Vienna 1900 to the Present
    by Eric Kandel

  200. Przyznac musze, jak teraz do kompa to najpierwsze to zobaczylem wpisy. Zobaczylem to co Orteq nadal o papiezu. Ja z tym papiezem to na bakier mialem. Dlatego mam papier jednego lokalsa oficera na apostazje. Nie zalapalem bo ten papiez to nie ten papiez. To konfabulacja nijaka. Na hollywodzka mnie nie wyglada. Obok linki byly na jutupku. Cos mnie sie nie zgodzilo. Ja w tym kadzielnictwie nie bardzo, ale link mnie YT ukazal „Jan Paweł II wiecznie żywy”. Mlodosc z Leninem przypomniala. Skopiowalem to z kropka. am komment lepsze byly jak. Dwa przytocze sami sprawdzcie. „Czy mi się wydaje czy on ma paznokcie pomalowane? Gender!!!” i odpowiedz. „To nie paznokcie. To różaniec.” Tam lepsze jescze sa. Sami poczytajcie nie bede kopiowal wszystko. Ten link to zrobil niejaki TheBozanna i jeden komentarz.

    A potem czytam zeby religijnymi psychiatria sie zajela (Kruk). Wpis. Psych to powazniejsze ma zajecia jak religiantami zajmowac. O czym do Tejota i innych pisze na przykladzie. Nie religijnymi na kazdym wypadku.

    Zostalem na intervju zaproszony w domu niezwyklej archiektury. Tutejsi to nazywaja arch z bardzo wysokim dachem. Tlumaczyl pojec nie bede, tak jest. Jak na intervju przyszedlem to mnie dwie operacyjne kawa przyjely. A trzecia co sie Stefan nazywala tez operacyjna byla, zagadala. Taka rozmowa to jest zawsze skomplikowana. Ja operacyjny nie jestem. Niemniej zawsze musialem jakos scisle wtracic, ze mam potrzebe wynagrodzen parytetu wys operacyjnych okolo. To jest b niepopularne w korpach, ale konieczne. No to wtracilem sprytnie, ale niechcacy. Wtedy mnie na testy wyslali, czy ja posluszny bede chyba. Nie wiem.

    Wyslali na psyktesty, do jednego psykspecjalisty na modnej ulicy. Relacje, przy sytuacjach konfliktowych puszczanie kilku pilek w powietrze. Ja jestem dyplomowany spec od relacji, ale tym operacyjnym i Stefanowi tez operacyjnej, nie oto chodzilo. W moim CV jak byk bylo, kazda relacje do trzeciej normalnej formy doprowadzic czy grzebac w towarowym domu co nic nie sprzedaje moge. Moglbym nawet zaswiadczenia na papierze przedstawic od wszystkich narzeczonych, ze tez godzien jestem, relacje donikad doprowadzac. Im nie oto chodzilo, dlatego mnie na psyktesty wyslali.

    Ta firma lezy obok grzyba co parasolke przypomina. Mase kognitywych zatrudnia, wszyscy patrza czy ty pilki w powietrzu lapiesz jak jaka relacje normalizujesz. Jak ja tam przyszedlem to firma byla w remoncie. Tzn malowali sciany na bialo, meble w kupie na srodku wszystkich pokojow. Ta kognitiwa co mnie przyjela tez byla malowana. Troche byla speszona balaganem, zanim mebel znalezlismy zeby usiasc. Wszystkie meble byly pod bialym plastikiem. Salwatores rozumienie czasu pomieszczenie definiowalo. Ja ten Salwatore w Barcelonie widzialem orginal. Brazowy Newton lekko przepuszczal piersiami. Otwarty na sile ciazenia firanek co letni wiatr z okna zwiewal. To kopia byla dwa razy mniejsza. Firanki skala 1/1.

    Przyszla chwila ustnych przepowiedni, psychiczna wszystko notowala olowkiem. Moj artyzm o relacjach. To mnie pytala podchwytliwymi pytaniami, co na jednej sciagawce miala. W mojej mlodosci raz mnie zdarzylo, trzymac dwie duze pilki w lewym reku, jedna srednioduza prawa, jedna mikroskopijna na jezyku. Dlatego lekkolakonicznych odpowiedzi moglem udzielac. To jest rowerowa jazda. Jechales kiedys na trzykolkowcu, siedzi umiejetnosc w kregoslupie. Zawsze do pedalow wystarczy odleglosci. Ta psychiczna wszystko notowala zachecajaco. Ale jej stroj nie byl dopasowany do sofy, czy wysokosc sofy moze niedopasowana do sluzbowego garniturka. Sofa byla nieprzecietnie niska. Jej obcasy wysokie, spodnica do kolan. To jak ona punktowala moje odpowiedzi, kolana za podporke uzywac, to material jakby do gory sie wznosil ale nie do gory. To startowalo Pavlova refleks w jej reku z olowkiem. Przymuszana. Pavlov by rosyjskim ksiedzem. Dlatego pewnie zauwazyl zwiazek wzroku, dlugosci spodnicy i ilosci sliny wywolywanych ruchami. Ja wtedy tej kognitywnej jakby pomoc chcialem odstressowac mowie.

    Uwazam twoj wybor koloru niuansu jest zachwycajacy. Dla mnie bardzo pociagajacy widok. Moze pamietasz, mowie jak jedna Sharon stressowana byla przesluchaniem? Jak chcesz to sie bede krawatem bawil, pokaze tobie jaki nerwowy jestem, chetnie twoje kolory ogladal.

    Moja psychicznie kognitywa zapomniala zapisac, tylko zarozowila. Poszlismy do pokoju kawowego. Potem dalej tak szlo, lekkie postepy. A inne gry scenariuszowe rowniez. Trzeciego dnia lunch wspolny zjedlismy. Nie wiem co napisala do Vattenfallu, mnie przyjeli. Prace mialem zaczac od dwudniowej konferencji. Miedzy planowanymi towarzyskimi zabawami. Wszystko dla powiekszania grupowych uczuc i spojnosci. To bylo w czasach rewolucyjnych. Tam mieli zainstalowac nieprawdopodobna ilosc maszyn. Wszystkie w sieci. To bylo w czasach kiedy MaluskoMiekki lansowal produkt zwany NT4 i krola produktow WINS server. Pierwszy raz dynamiczne adresowanie zalogowanych. Jakkolwiek dobrze tam bylo to dlugo miesca nie trzymalem. Bo okazalo sie, wiekszosc tych zalogowanych, byly takie moherowe. Tutejsze moherowe. To sie przenioslem do Kista. Tez rownosc panowala, tylko moherowych nie bylo. I podwyzke dostalem i conieco na emerycki fundusz. Moja kognitywe spotkalem jeszcze pare razy. Po godz pracy. Nic dluzszego nie wyszlo. Ja kazda relacje potrafie do trzeciej normalnej formy doprowadzic. Na kwarki rozebrac. Kwarki informacji. Jakby w Salwatore zyraf srodowisku.

    A teraz tak siedze siedze i kawke popijam. Sie zastanawiam. Ten pastor pisalem w Uppsali, u kazdego gendera mogacy wywolac orgazm, przeniosl sie do katolikow wyznaniowo. Na wiare. Link z nim sluchalem, co bredzi. Niestety bredzi po tutejszemu. To sie zastanawialem dwukierunkowo. Czy link dac, czy materialow szukac jako katoliku. Ale w koncu poszedlem na dol, bo mnie sie kawa skonczyla. Nie bede wiecej pisal poczekam na Wasze. Pojde sie poprysznicowac.

    pzdr Seleuk(os)

  201. @Tjot
    Dobra analogia z tym obiektywem. Ja w ogóle lubię porównania, bo one zwyklym amatorom, laikom dają jakąś przybliżoną, właśnie analogiczną wiedzę, co być może nie podoba się naukowcom takim jak @Qba.
    No ale my profani też mamy prawo żyć i mieć możliwość uszczknięcia odrobiny tego niedostępnego sacrum.
    Granice na tym padole płaczu, czyli nie w niebie, są rzeczywiście rozmyte, nie wiadomo w którym momencie czy miejscu kończy się normalny człowiek a zaczyna się wariat. Czy np. Seleuk(os) który podniecil się wysoko zadartą spódnicą kognitywki, był jeszcze normalny, czy w stanie wzburzenia. Niestety kognitywki i niekognitywki chodzą dziś w spodniach i to często dla szpanu z podziurawionymi nogawkami na kolanach. Wczoraj siedziałem w parku i je obserwowałem.Tylko jedna staruszka zjawiła się w spódnicy. Owszem byly joggingi biegające w spodenkach, ale jednak to nie to samo. Ciekawe czy Szkotki taka samo podniecają się spódnicami (kilt) Szkotów.

  202. „POjde sie poprysznicowac. pzdr Seleuk(os)”

    No to idz. Take your time

    „Zobaczylem to co Orteq nadal o papiezu”

    A co ten Orteq nadal o papiezu? Bom przepomnial

  203. Orteq wczoraj 22:41

    O krowie przecież też już wiesz. Bo Ci powiedziałem.

    Mój ojciec pewnie tak samo wątpliwy, jak i Twój. Ale doceniam Twoją pewność w tej kwestii.

  204. Lewy,
    postaw prosze cudzyslowia, bedzie wiadomo od razu, ze cytujesz a nie omawiasz Ditfurtha. (Ciekawe, ze tenze, jak i Karol May sa tu prawie zupelnie nieznani – robilem kiedys prywatny sondaz, a n.p. o Lemie wielu slyszalo i wielu Lema w przekladzie czytalo, malo natomiast znaja J. Verna).

    zulu24
    ktos Ci ‚zaimprintowal’ ‚inprinting’ i tak juz zostalo.

    wbocek
    25 kwietnia o godz. 11:30
    „Skoro sześciolatek musi znać na pamięć przykazanie „Nie pożądaj żony bliźniego swego”, musi też robić rachunek sumienia z nieczystych myśli.”
    I slusznie Jerzy.
    W wieku jakichs 5, 6 lat tak zauroczylem sie
    w mamie kolegi z przedszkola (i zonie blizniego mojego), ze na jej widok dostawalem palpitacji (epoka to byla jeszcze, ze tak powiem, przederekcyjna) .
    O podgladaniu pan w szpitalnej lazience w owej ‚epoce’ nie wspomne, bo troche wstyd.
    Ot dziecieca erotyka, bogato zreszta udokumentowana w literaturze fachowej.
    Wiec KK wie, co robi, by jego rycerze mogli sie rozerwac przy spowiedziach swietych.

    Kepinskiego ‚Schizofrenie’ i inne jego klasyki mam i znam ale mojemu przyjacielowi, ktory cierpi na te chorobe polecam ‚Dezintegracje pozytywna’ K. Dabrowskiego choc sprawa chyba beznadziejna, bo on cos o smierci znowu duzo gada. Drze ze strachu i zalu jak o tym mysle, bo piekna to osoba o pieknym umysle i duchu i, co ciekawe’ wspanialym poczuciu humoru, gdy nie jest, jak sam o sobie powiada, ‚kaput’ (niemieckie ‚kaputt’ stalo sie w angielskim ‚kaput’, gdyby ktos pytal).
    Mowie mu przeslij mi te glosy (caly ich klotliwy chor), ktore codziennie slyszysz a ja juz sobie z nimi poradze i dadza ci spokoj na zawsze. I choc te glosy sa tak dla niego bardziej realne i dreczace niz dla nas bol zeba, to rechocemy obaj. Gdy jednak jest ‚kaput’, to nie tylko glosy ale i ASIO (Australia’s national security service) i sam Satan et al. konspiruja, by doprowadzic go do samobojstwa i wtedy o smiechu nie ma mowy.

  205. @act
    No sorry,ze ja o tych cudzysłowach zapomniałem. Wydawało mi się oczywiste, że cytuję, bo na dole nawet jest podane nazwisko tłumaczki.
    Na prawdę uważasz, że dziecinny Verne i błyskotliwy Lem to ta sama klasa ?

  206. My take off ~20min (weapons loading ) without coffecup (Orteq)

    Tosie zainteresowalem dalej „schizofrenia religijna”. Wiecie, linki ogladam Wasze, czasem sam nadam. To nadaje, Qaher F 313 Stealth (rel schizofrenia)
    https://www.youtube.com/watch?v=r-5P47VDvdE
    Cos jak Macierewicz. Jakby kto nie rozumial co jest pilota przy zyciu utrzymac, albo bramy uzbrojenia (???) sa, to wytlumacze jak wroce. I dlaczego. Troche mam zainteresowanie jak sie ciala poruszaja na granicach Reynoldsa. Woda, powietrze tylko viskozytoscia sie roznia. Znaczy powietrze tez plyn. Moge dac rowniez pare wzorkow. A tu jest link do motorka vektorowego. co religijni schizofrenicy chca zamontowac tego Qahera. To czysta chinszczyzna, ale obrazkowa. Jak ten religijny motorek vektorowy jest w tylnej partii zabudowany, poconaco.
    https://www.youtube.com/watch?v=feP8qFzBVm8

    Tak to jest jak fizyka sie ksiedzem(mulem) zastepuje. Ja ta „schizofrenia religijna” moge wytlumaczyc jak wroce. Teraz musze sie udac…

    pzdr Seleuk

  207. Lewy,
    wiadomo, ze cytujesz ale nie jest oczywiste od ktorego miejsca 🙂 Drobiazg…

    Czy mozna porownywac pomarancze z jablkami, pewnie tak.
    Ale kryterium ‚dziecinny’ vs ‚blyskotliwy; jest tu chyba nie fair. Obaj byli genialnymi, wyprzedzajacymi swoj czas pisarzami.

    To, ze wymieniam ich w jednym zdaniu nie oznacza, ze ich ‚klase’ porownuje, czemu nie napiszesz, ze porownuje Ditfurtha z Mayem. Interesowala mnie tutaj kiedys popularnosc (albo jej brak) i recepcja pisarzy, ktorych uznawalo sie powszechnie za wybitnych/popularnych w Polsce/Europie. Ot co…

  208. Na dzień dobry – interesujące rozważania Żakowskiego. Może warto z porównań Ditfurtha z Mayem zejść kilka pięter niżej – na nasze krajowe gumno?
    http://opinie.wp.pl/jacek-zakowski-pis-hamuje-czy-szkola-sie-uratuje-6115902746142337a

  209. @act
    Dalej nie rozumiem Twoich porównań. Porównujesz Ditfurtha z Mayem, bo obaj byli popularni. To zależy w jakich kręgach i w jakim wieku. Dużo mieli wspólnego;mieli nosy, oczy, uszy, popularność, więc mozesz sobie ich porównywać. Dlaczeo nie porównjesz Ditfurtha z Dodą, też jest popularna i tez ma nos.

  210. @anumlik
    Bardzo optymistyczne. Byle nie zapeszyć.

  211. Ten Seleuk(os). I ta J-E. Jakby ktos czegos nie dorozumial z blogowych zaszlosci styczniowych. Kilka miesiecy czasu bylo, minelo, badz co badz

    Ewa-Joanna, 3 stycznia o godz. 22:53
    „Orteq, zamknij ty się wreszcie!”

    Orteq, 3 stycznia o godz. 23:05
    „Dla twojej przyjemnosci, kangurzyco, wlasnie ze sie nie zamkne. Cierp cierp duszo moja az bedziesz zbawiona bo jak nie przecierpisz bendziesz potenpiona”

    Jacek Kowalczyk, 4 stycznia o godz. 10:26
    ” ‚Panie @ Orteq! Proponuję – i jest to propozycja nie do odrzucenia – miesiąc kwarantanny. Uzależnił się Pan od oglądania samego siebie na tym forum. Zatem odwyk. Może pomoże. Jacek Kowalczyk’

    seleuk(os), 4 stycznia o godz. 10:38
    ‚. J.Kowalczyk. Dziekuje. Moze blog z (o)czytanego przejdzie na czytany. Moze blog z (o)pisanego przejdzie na pisany. Moze… ale thnx i pzdr Seleuk(os)’ ”

    Rozumiemy sie bez slow. Dzieki slowom pisanym. Niekoniecznie tylko my sie rozumiemy z Seleuk(os)em, rzecz jasna

    E-J! Ja Ciebie tez pozdrawiam, na tym samym oddechu. Bo ze ja sobie za duzo na cos pozwalalem, juz zostalo kiedys rzucone blotem przez pewna aborygenke z downunder. I to bloto do mnie, wydaje sie, przyschlo. Choc ja osobiscie nie moge sobie przypomniec niczego czego musialbym sie wstydzic dzisiaj, w tym moim niby „pozwalaniu” sobie. Haslo „Uwalic Orteqa” jest, jak mozna wnosic, na topie. Jestem ZA.

    A tak w ogole to, you know.. have a nice day. And have a Happy New Year, too. Przy tej samej okazji. Przeminietej bezpowrotnie.

    Koniec prywaty

  212. Orteq 10:35

    Ty chyba naprawdę walnąłeś się w głowę.

  213. Noo, walnalem. Nie wolno mi kochac siebie?

  214. Czy prawda jest, ze najwyzszy autorytet w sprawach zycia ludzkiego, swienty przenajswietszy JPII, nigdy, ani razu w zyciu, nie podupczyl sobie?

  215. Szanowni!
    Krótkie wspomnienie filozofa i politologa Benjamina R. Barbera, który właśnie zmarł, przygotowała dla nas @Jagoda.
    Zapraszam do lektury!
    JK

    Niestety. Bardzo smutne wieści także u nas – zmarł Zdzisław Pietrasik, wieloletni szef działu kultury POLITYKI. Cześć Jego pamięci!

  216. @Na marginesie
    A ja mam wrażenie, że koeljny raz po napisaniu bzdury starasz się zmienić temat.

    „Natomiast przejawy religijności (nie tylko omamy „objawieniowe”, ale również twierdzenia typu „Bóg mnie prowadzi”) jak najbardziej mogą być uznane za przejaw choroby psychicznej. ”
    Otóż nie zazwyczaj nie mogą, z przyczyn, które już wyjasniałem. Tak, modlenie się pod krzyżem i wiara w transsubstancjację są normalne. Czy może będziesz dowodzić, że nie są? Ale wtedy musiałbyś/łabyś odwołać się do jakiejś koncepcji normy. Będzie trudno.

    „Oczywiście zależy, kto ustala kryteria”
    Tym się różnimy, jak wiem, kto ustala kryteria, i znam te kryteria.

    PS Miałem na myśli bladość afektywną. Łatwiej zrozumieć?

    @kruk
    Pachnieć to może rana. Medycyna nie opiera się na tym, że coś komuś pachnie.