Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

22.03.2017
środa

Co tu się wyrabia?

22 marca 2017, środa,

Sam nie wiem, jak to się stało, ale właśnie strzeliła mi do głowy – czyli próżni niedoskonałej – taka myśl, że parę dni temu minęło pół roku działania ateistycznego blogu obywatelskiego, pod nieustającą egidą naszego dobrego ducha i wieloletniego autora jego pierwotnej wersji – Jacka Kowalczyka. 19 września ukazał się tryptyk inaugurujący nową formułę bloga: mój tekst otwierający, wstępniak @Lewego – jako dwa skrzydła tryptyku i zwornik w postaci rymowanego dzieła @Neferki, czyli Radia Lepszej Nowiny, pod radiofotą Jacka Kowalczyka. Zacząłem (jakoś trzeba, z tym musiał mieć pewną trudność sam Wszechmogący) tak: „Co idzie, jeszcze nie całkiem wiemy, ale jak przyjdzie – to się dowiemy”. To mnie ciekawi – coś idzie – ale co?

Blog pół roku z małym okładem żyje, a potencjalne wiadomości o jego śmierci wydają się przedwczesne. A czy czegoś się dowiedzieliśmy? Całkiem, w połowie, ledwo co? Jak to się dzieje, że się dzieje, że pojawiło się już parę tuzinów tekstów chociaż nie musiało, że jacyś szajbusi (do „szajbusa” sam się od razu przyznaję) oraz osoby dosyć przyzwoite produkują wstępniaki – raz na pół książki, raz na ćwierć kartki? Że ktoś to czyta, ktoś daje lajki i linkuje?

Więcej w tym zabawy, powagi, sięgania do fundamentów rzeczy, krotochwili, wyrzutów koniecznej, obywatelskiej i ateistycznej frustracji i złości; żywej ochoty do badania rzeczywistości, potrzeby nadania kształtu własnym myślom, skonfrontowania się z myślą cudzą, badania zgodności, a może rozbieżności? Potrzeba sięgania do źródeł rzeczy, tworzenia syntezy, „teorii wszystkiego”? Uwielbienie dla nauki, myśli czystej, spajania jej z ułomnością physis? Uwielbienie niewiedzy dlatego, że można się dowiedzieć – jak mówi dr Lawrence Krauss? Powaga czy radość z wolności bycia ateistą, wolności do siebie i wolności od mroku religii i jej wygodnych, ale lipnych odpowiedzi?

A może wystarczy to, że jeden może sobie pogaworzyć z drugim w przerwie na kawę, a siódmy dać dwunastemu kuksańca i złośliwie zarechotać?

Co możemy sądzić o odwiedzających blog religiantach, którzy potrafią być konsekwentni we wchodzeniu na obcy i wraży im blog – bijący ateistycznym tytułem po oczach – by doznawać cierpień, aż po żałosne groźby plączącego się w mnogości własnych nicków znawcy pewnej gminnej biblioteki?

Blogów na portalu „Polityki” dostatek. Jedni autorzy piszą bardzo krótko, inni obszernie, jedni z pasją, inni nadzwyczaj spokojnie. Niektórzy żyją chwilą, a inni – wiecznością. Jedni wrzucają teksty nie rzadziej niż co parę dni, inni raz w miesiącu albo na pół roku. Były też blogi, co się już zmyły. Są blogi z wyłączoną możliwością komentarza, są takie, pod którymi można komentować, ale chętnych mało, są i takie, które ściągają wszelkie złośliwe, zawzięte, pełne żółci stworzenia, o im tylko znanej mocy przyciągania, które czują się na nich jak w domu. Jedni autorzy czasem reagują, innych to w ogóle nie obchodzi. Pan Jacek – teraz patron – ma własny modus operandi. Jak to oceniamy? Co blogowi szkodzi, a co go wzmacnia?

Jak to jest, skąd to się bierze, że Listy ateistów, są akurat takie? Co to znaczy – takie?

Gdy blog prowadził Jacek Kowalczyk, pod wstępniakami z reguły były setki wpisów. Rekord to bodaj 3,5 tysiąca, ale o ile pamiętam, było to wtedy, gdy autor miał wakacje. W nowej odsłonie jest podobnie – dwieście, czterysta i więcej wpisów, to reguła, niemal rozgrzewka. A wstępniaki zmieniają się zwykle po kilku dniach, najwyżej – tygodniu.

Pytanie do autorów wstępniaków – jakie są motywy waszego pisania?

Panie Jacku – jakie jest pana zdanie? Jakie były pana spodziewania, obawy?

To mnie frapuje: co powoduje, że raz po raz pojawiają się tu wpisy osób, które czytają, ale nie dają głosu. Nagle jakaś myśl, impuls, dojrzewająca potrzeba każe im się odezwać i powiedzieć coś w tym rodzaju: fajnie, że jest taki blog, bardzo ciekawe dyskusje, wstępniaki, nigdzie czegoś takiego nie spotkałem/spotkałam. Zdaje się, że blog czyta wiele osób poza tymi, którzy zostawiają na nim własny ślad (wiele – bardzo wiele?)

Co odróżnia nasz blog od innych? Co jest jego esencją, genius loci?

Ciekaw jestem bardzo waszego zdania. Może wszyscy jesteśmy wzajemnego zdania ciekawi, a niekoniecznie świadomi. Ciekawi opinii tych, co piszą wstępniaki, gadają na okrągło albo tylko o poranku. Albo raz w roku, w czasie Wielkanocnym. I nie mniej, a może i jakoś bardziej – tych, co czytają, i raz się przyznali albo jeszcze nie zdążyli. Dajcie głos, proszę.

Sami rozumiecie: chwilowo się nagadałem, więc nie rozpocznę dyskusji. O pierwszy głos poproszę pannę Krysię z turnusu trzeciego. W następnej kolejności  sympatycznego oczywiście niewątpliwie pana Mietka. Albo odwrotnie. (Panie Wojciechu – chapeau bas!)

Tanaka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 595

Dodaj komentarz »
  1. (Nie mogę być pierwsza bo mi nie Krystyna) 🙂

  2. Ja mogę, bom lewy

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Co odróżnia nasz blog od innych?

    Szuwary i palisady
    Serce i inne podroby
    Dygresji całe kaskady
    Ten blog uruchamia zasoby
    😎

  5. A mogę nie na temat ?
    Ale coś mnie trapi. Dzisiaj w nocy popełniłem samobójstwo. Było tak. Postanowiłem nie żyć. Dlaczego, tego nie wiem. W snach nie zawsze wie się, dlaczego coś sie chce, albo nie chce. Wyjąłem z pudełka jakieś białe tabletki. Wiedziałem , że jak je połknę to umrę. We śnie wie sie różne rzeczy nie wiadomo skąd. Wsadziłem te tabletki do gęby i zacząłem się zastanawiać jak Hamlet, żyć czy nie żyć. Tabletki zaczęły mi się w ustach rozpuszczać, musować. Nagle poczułem jakiś żal, że szkoda opuszczać ten piękny świat, blog ateisty, nawet ten świat pełen kreatur z pisu. W końcu zdecydowałem się wypluć tę musującą masę, ale w panice pomyliłem kierunku i zamiast wypluć, połknąłem. Nastąpiło nieodwołalne. I obudziłem się.
    Powiem wam, że trudno jest popełnić samobójstwo, bo jakiś cholerny instynkt samozachowawczy przeszkadza. Jedyna szansa, kiedy się pomyli kierunki.

  6. Ja się kiedyś (we śnie) zrzuciłem w celach samobójczych z wysokiej skały, ale nie doleciałem 🙁

  7. A tak trochę poważniej – cieszę się że blog przetrwał. Dzięki wielkiej pracy Tanaki. Sami chcieliśmy to miejsce utrzymać i udało się, dzięki pomocy i zaangażowaniu Gospodarza. Blog (oczywista oczywistość) to my, nasze osobowości – jedni są zawsze poważni i rzeczowi, inni żartują z kamienną twarzą lub piszą z zadęciem godnym lepszej sprawy, jeszcze inni (kaszel) robią za lokalnego rozśmieszacza. Taki mamy mikroklimat.

    Ja przychodzę pogadać po polsku, z ludźmi których cenię i lubię, z ludźmi których podziwiam za erudycję i poczucie humoru, inteligencję i oczytanie. Z ludźmi których ukształtowało podobne zaplecze kulturowe, którym nie trzeba nic tłumaczyć i opisywać. Jakie mam szanse wytłumaczyć obcokrajowcom kim byli Starsi Panowie?

    Motywy pisania wstępniaków przeze mnie są bardzo prozaiczne „Ratunku, nic innego nie ma!” Więcej wstępniaków z mojej strony nie przewiduję, nic mi do głowy nie przychodzi. Cieszę się z nowych osób biorących udział w blogu – czasem tylko po cichu myślę, zachowajmy równowagę między ple ple a poważniejszymi dyskusjami. Co sama sobie niniejszym dedykuję.

    I na koniec:

    E pur si muove

  8. @Toby
    Świetne haiku. W czterech króciutki linijkach ująłeś esencje blogu.

  9. Proponuję dać zamiast tego „milczenia w grobie” powyżej 😉

  10. Mnie się kiedyś śniło że w kombinezonie kosmicznym wsiadałam do promu żeby lecieć w kosmos (po przejściu wyczerpującego szkolenia) i obudziłam się niewsiadłszy i niepoleciawszy. Bardzo nie fair.

  11. @Tobermory, z godz. 10:33

    Leci Tobermory, leci;
    gdy doleci aż na dno,
    z palisandra zaraz skleci
    lapalissade sedno.

  12. Ludzie!
    Już mi nieswojo 😳
    Czy ja śnię?
    Niech mnie ktoś uszczypnie, please.

  13. Napisała Nefcia – E pur si muove. To, że się porusza cieszy. To, że wyzwala w nas chęć bycia razem (czasem od pierwszej porannej kawy, do ostatniej przed snem kropelki seczego) jest zasługą atmosfery – kawiarnianej z Agorą połączonej – za co Gospodarzowi należą się osobne limeryki oraz inne lapalisadki. Od czasu gdy przeszedłem na emeryturą szlajałem się po różnych portalach i blogach (czasem tam zaglądam, ale to już nie to). Trafiłem do kawiarenki Jacka Kowalczyka. Dobrze trafiłem 😀

  14. @Tobermory, z godz. 11:05
    Szczyp normalny, czy z zakrętasem?

  15. Z zakrętasem, anumliku, ale mnie nie wypada, fi donc

  16. @NeferNefer
    22 marca o godz. 11:16

    Nie wypada? 😯
    To blog koedukacyjny, proszę bez krępacji 😉
    No dobra, już ochłonąłem.

    Przychodzi czas na balladę
    O grupie, co walczy bez końca
    Aby pokonać zasadę,
    Że w cieniu jest znacznie mniej słońca

  17. @Tobermory
    Chciałeś szczypa – masz:

    Leci Tobermory, leci
    i gałami sobie świeci.
    Jak bateria się wyświeci,
    to na mordę Tobcio zleci.
    😀

  18. Tobermory
    22 marca o godz. 11:35

    E pur si nie wypada 😉

    Tymczasem wypadam, obowiązki wzywają

    (bardzo fajne te wierszyki)

  19. (głos zza drzwi)

    Tobermory z anumlikiem
    raczą się co rusz przytykiem
    wiersz za wierszem piszą snadnie
    jak to na wojence ładnie

  20. Moge poczytac innych.
    Moge napisac co mysle.
    Na najbardziej podstawowym poziomie, to upewniam sie ze jest wielu myslacych podobnie jak ja. Nie identycznie, tylko podobnie. Dzieki temu wzbogaca sie moje widzenie swiata, bo to samo widziane pod nieco innym katem, pozwala lepiej rozumiec.

    Jesienia bylem w Atenach. Atenska Agora, tam gdzie byla, jest ruina jeszcze jedna do zwiedzania. Gdy ja odwiedzilem, swiecila pustkami, tyle jest lepszych miejsc do odwiedzenia i zobaczenia, ze z mlodym bylismy tam prawie godzine sami. Ja sie snulem po sciezkach wyznaczonych, wyobrazajac sobie jak tam bylo, gdy Sokrates nauczal wdajac sie w dyskusje z chetnymi, a blizej czy dalej, grupki ludzi tez sobie mysli wymienialy, czy plotkowaly, lub snuly polityczne plany, czy intrygi. Mlody znalazl sobie zajecie i budowal z kamykow swoje wyimaginowane ruiny, ktore glownie od kilku dni ogladal wraz ze mna. Wyobrazenia jakie tworzylem co i rusz sie rozsypywaly, jak te luzem skladane przez mlodego kamyki. W koncu calkiem sie rozproszylem, gdy pojawila sie wycieczka z Chin i przewodnik glosno mowiac po chinsku zburzyl skupienie. Tak obca temu miejscu byla ta grupa turystow i jezyk, ze kontrast jaki tworzyli ze starozytna Agora, byl nie do zniesienia. Odeszlismy, ale idac pomyslalem, bo chodzenie pomaga w mysleniu, ze wpierw ta pustka nie sprzyjala wyobrazni, a reszty destrukcji dokonala „barbarzynska horda”. Ale najwazniejsza byla pustka, ktorej wizja Sokratesa z dyskutantami, nie zdolala zapelnic. Zanalazlem „nowa” Agora atenska
    na Placu przd stacja metra Monastiraki? Rownie dobre miejsce, jak inne, a moze i lepsze, bo u stop Akropolu i pelne ludzi i o rzut beretem od zatloczonej, handlowej Athinas. Zatloczony plac, przed stacja metra, okazal sie idealnym tlem do wyobrazenia sobie tej minionej Agory. Agory, gdzie sie toczylo zycie polityczne i spoleczne Aten. Listopad, wiec nieco mniej turystow i przewazaja miejscowi, a z nimi tlo glosow mowiacych po grecku, okazaly sie idealne do wstawienia tego wyobrazenia z Sokratesem.

    Nie w starozytnych Atenach i nie ma jednego „Sokratesa”, a przestrzeni wirtualnej bloga, gdzie „gwar codzienny blogowy” i od czasu do czasu powazniejsze mysli wymienianie, sprawiaja ze dla mnie ten blog stal sie Agora, na ktora przychodze, zeby posluchac (poczytac), czy pogadac (popisac). Posluchac plotek, czyli kliknac w linki do czegos ciekawego, czy waznego.

    Tym sie Blog Jacka Kowalczyka zawsze roznil od innych blogow Polityki i po zmianie wrzesniowej, gdy Inicjatywa Oliwska przyoblekla sie w cialo, a blog stal sie obywatelski, taka Agora jaka byl, pozostal.

    Mnie jak wszystkich porusza biezaczka polityczna i spoleczna, tak jak poruszala Atenczykow bardziej niz filozofia, ale tak jak byl Sokrates, czy inni filozofowie waznym skladnikiem zycia Agory, tak i na tej naszej mini Agorze blogowej, my tez zadbajmy, zeby powazniejsze problemy tez byly poruszane, zebysmy nie utoneli tylko w „biezaczce”.

  21. Dobre, dobre @@Tanaka, Lewy, Tobermory i…

    Wszyscy popelniamy samobojstwo. Wiekszosci potrzeba na to ca 70-80 lat. Mozna rowniez inaczej, tabletkami np. Albo kompletowac mapy papierowe i wektorowe. M.Polnocne, Kanal, Western Approaches i dalej. Na razie do KapVerde, tam mnie jeszcze nie bylo (malo compow, malo korpow). Ja mapy lubie. Tabletek nie uzywam nigdy. Ale co to za roznica, czy we snie czy nie albo jak.

    Mohikanin napisal text o niewielkiej popularnosci. Bo za dlugi napisal moze text. Rozmyl przekaz, mydlem rozmydlil. Ale to nic.

    Apendix summary byloby tak (moje).

    Ja chce zbudowac bolid Formel1 z drabiniastego wozu na drewnianych szprychach. Takie zasoby nad Wisla mam. Swiat mnie nie rozumie, nie chce dac funduszy. Wierze ze… Ja ateista wierze ze…

    Koniec wstepniaka. Wszystkich innych wstepniakow tez o poszukiwaniach odpowiedzi kim jestem. Kiedy u mnie z autorytetami na bakier, co by mnie lekko wytlumaczyli kim jestem, i oplate za to wzieli.

    O wierze na blogu ateistow, ja agnostyk.

    Jest wiele miejsc na swiecie, gdzie ludzie zbieraja smieci zeby przezyc, sortuja. W Afryce wydobywaja metale rzadkie z komputerow i telewizorow nad ogniskami. W pld Ameryce, buty i torebki Vuttona sortuja za chyba dwa dolary dziennie. Ja agnostyk, wierze gleboko. Gdybym sie przylaczyl, usiadl przy ognisku, to podwoilbym wydajnosc kazdego gambijczyka do conajmniej czterech dolarow dziennie. Wierze gleboko, czekam czy ktos moze/odwazy podwazyc moja kalkulacje. Moge nawet dac odpor ewentualnie prawidlowym cytatem z Ksiazki + kalk z cen na materialowych gieldach. Nie wiem jednak, co powstrzymuje mnie przed uszczesliwieniem siebie i Gambijczyka w zastosowaniu praktycznym mojej wiary glebokiej. Jaki cytat dac? Chyba musze byc glebiej pogrzebac w smietniku cytatow biblijnych. Taka jezykowa zabawka.

    I Nefer, ja dalej mysle, ze szybka jestes jak moje WooHoo one off.

    A jak juz na Agorze byles Lonefather to o Malowana Stoa zahaczyles?

    Seleuk

  22. Czytam Was moi Drodzy regularnie i polecam również znajomym. A dlaczego? Lubię oczytanie, wiedzę i poczucie humoru i co bardzo ważne, dystans wobec samego siebie. Jesli chodzi o podblogowe dyskusje to nie macie sobie pod tym względem równych. Te finezyjnie opakowane zlośliwostki, myślowe skróty … etc.. Sam cymes.

    Dotyczy to tak znamienitej większości Autorów, że spokojnie można uznać to za kryterium i odpowiedz na postawione w tekście pytanie.

    A na sam koniec, jakże przyjemnie spotkać starych internetowych (i nie tylko) wygów w nowych nickowych wcieleniach. Przynajmniej wiem, ze żyją i sądząc po werwie i formie nigdzie się jeszcze nie wybierają. Nota bene, zabawa w „rozszyfrowywaniu” who is who i satysfakcja w wypadku strzalu w dziesiatkę to dodatkowy ale jakże fajny bonus.

  23. JEŚLI NIE JA TO KTO?

    Your sincerely
    Matka, kobieta, Polka, Europejka, obywatelka wszechświata.

    PS.
    Też miewam takie sny….

    „Dobranoc, dobranoc ojczyzno
    Już księżyc na czarnej lśni tacy
    Dobranoc i niech Ci sie przyśnią pogodni, zamożni Polacy
    że luźnym zdążają tramwajem, wytworną konfekcją okryci
    i darzą uśmiechem się wzajem, i wszyscy do czysta wymyci
    i wszyscy uczciwi od rana, od morza po góry, aż hen
    Dobranoc, ojczyzno kochana już czas na sen. ”

    … przecież nie będę ze Szkotami gadała o moich snach to są nasze Polaków prywatne sprawy – nawet nie wypadałoby!

    (Wypada, nie wypada – słowo wychodzi z użycia niestety).

    Jeszcze raz bardzo dziękuję wszystkim za zachętę do pisania.
    Milczenie jest złotem a mowa srebrem – lubię oba te kruszce.

  24. Jestem mag z turnusu w R.
    Jak wroce do W. napisze co się nawyrabialo.
    Na razie wszystkich uscisjowuje.

  25. @seleuk(os)

    Musi, ze tak. I Wiezienie Sokratesa i reszte tez, jak to turysta. I tylko trudno sie naklada obrazki w umysle wyryte, na miejsca turystami zaliczajacymi punkty programu, zatloczone. Ale mniemam, ze to ostatnie, to znasz z wlasnych doswiadczen.

    Ale mialem tez przypadkowe odkrycie. Restauracyjka sie nazywa, wlasciwie to lokalsi ja nazywaja „Stara Ryba”. Miesci sie w piwnicy domu na rogu Sokratesa i Teatralnej. Warto, co ja pisze trzeba tam zajsc miedzy 5, a 7, a nie bedzie sie zalowac.

    Nie ma menu, wlasciciel mowi tylko po grecku, jesli znasz to sie dogadasz, jesli nie znasz to zaciagnie Ciebie do kuchni i podniesie pokrywy aluminiowych garnkow, a Ty pokazesz palcem co wybierasz i ile misek. Cokolwiek wybierzesz nie bedziesz zalowal, a do tego sardynelle zapiekane w oregano i ziolowe wino. Jak bedziesz mial farta to trafisz, jak ja trafilem na lokalsow, co przez prawie dwie godziny spiewali w towarzystwie akordeonu. Jesli nie zraza Ciebie stoly cerata obleczone, sciany wapnem bielone i brudna podloga i nie zwiejesz tchurzliwie, to bedziesz mial jeden z najpiekniejszych wieczorow zycia. Ja tam siedzialem ze trzy godziny domawiajac kolejne dzbanki wina, a i tak w koncu uleglem niechetnym spojzeniom wlasciciela i sie zmylem, zeby stolil uwolnic dla nastepnych klientow. Gdybym zjesc mogl tyle co pic, to bym siedzial, ale zrozumialem i sie zmylem, zeby mogl sprzedac reszte, bo on zyje z lokalsow, a nie przypadkowych turystow.

    Polecam Stara Rybe, nawet bez spiewajacych miejscowych. Wygooglowac latwo, choc na mapach jest po grecku, to znajdziesz jesli Ci bedzie zalezec.

    Pozdrowka

  26. @mag
    Nie wiem comi sie stało, ze przeprowadzilem Cie z Rymanowa do Wysowej. Ja chyba se starzeję

  27. Ja jestem zadowolony, że pogodziłem się z Toby. Powiem Wam, że dużo sie nacierpiałem od tej złośliwej małpy z powodu moich prób grafomańskich. Ale mu wybaczyłem, bo okazał się wielkoduszny

  28. @Lewy

    Nieglupi jestes i taki szlachetny. Ale ani zazdroszcze, ani nie gratuluje. Przyjmuje do wiadomosci i jesli sie cieszysz, to ja razem z toba.

    Pozdrowionka

  29. Do @mag 22 marca o godz. 12:20

    I ja Ciebie też.
    Wracaj cała, zdrowa i niechże ci na policzkach delikatnie kolor „dzięcieliny pała”. 😉

  30. Ciotunia Makowiecka
    22 marca o godz. 12:17

    Tak chcialoby sie, zeby Twoj sen spisany slowami Starszych Panow spelnial sie w Polsce!
    Bo gdy tylko przekraczamy jej granice, przyoblekamy na twarz usmiechy, bon ton i dziekuje, przepraszam.
    Choc moze jestem niesprawiedliwa. I wcale nie jest w Polsce tak zle.

  31. Poznawczo całkiem domknięty
    Ze smutno oklapłym zasobem
    Szedłem przez świat, co zamkniętym,
    I martwym jawił się grobem

    Aż kiedyś w deklu, co z góry
    Ciężko domykał poznanie
    Zrobiły się spore dziury
    Przez bloga tego czytanie

    I nagle wiosna radośnie
    Przewietrza zatęchłe sale
    Zasób się pręży i rośnie
    W górę celując wytrwale

    Morał:
    Zasób opada w sytuacji
    Braku dobrej wentylacji!

    Uwaga: autor cały czas ma na myśli zasób osobowości i intelektu, a jak się komuś kojarzy inaczej, to jest zwykła świnia i powinien się wstydzić! 😀

  32. @Maciej2
    22 marca o godz. 13:47

    Super! 😀

  33. @lonefather

    Ja Starej Ryby nie znam. Z rybnych mam inna ulubiona. Bez turystow. Tam gospodarz zaprasza na zaplecze do akwarium (tylko wybranych). Tam ryby plywaja co z klusownictwa sa przy Atos. Mnisi na Atos nie daja lowic. A na mEgejskim to wszystko przelowione. Oprocz tego co bosko/mnisie, wszystko male. Tak ze porzadna rybe to tylko zaklusowac mozna na Atos. To ty pokazujesz ktora ryba dzis bedziesz jesc i jak. To on siatka z akwarium wyciaga. Ja taka duza bez osci czerwona wybralem, na cztery osoby. Jeden to byl co sie z klusownikami zna. Ty flaszki bierzesz i czekasz na salacie i serze. Ale ja to miesny jestem. Kokoretsi lubie (tez nielegalne ale bez klusownictwa) naprzyklad w innej co sie Myrtha nazywa. Te dwie to sa w NeaSmirni. Troche na poludnie od Athina, trzeba jechac tram z Syntagma.

    A na Omonii/Athina to jest targ miesny. I jest jedna restauracja co rzeznicy z Omonii na targu chodza jak zglodnieja. Nazwy nie ma ta restauracja, ale brudne ceraty i podloge z ceraty. Jak ja tam pierwszy raz wlazlem to nie wiedzialem co zamowic. Nic nie bylo. To ja pokazalem talerz co paru tych rzeznikow zajadalo. Ale tego tez nie bylo. To oni wzieli inny talerz i mnie nalozyli od siebie. To ja im zamowilem flaszke wina (i sobie tez). To wtedy zesmy stoly do kupy zebrali. Jeden poszedl do siebie i przyniosl pol kozlaka. Ten kozlak to sie chyba robil ze dwie godziny albo co. Ale caly czas cos jedlismy i pilismy. Na grecki sposob. To mnie wtedy nauczyli, jak chcesz duzo wypic i jesc. Wino mieszaj pol na pol z woda. Palce wycieraj w ulamany chleb, kawaleczek mikro. To pozniej jak tam bywalem to bylem staff (???). Kozlak palce lizac. Jak one rosna na wyspach to tam nie ma slodkiej wody. To musza pic taka deszczowke zmieszana z woda morska z kaluzy w skalach. To sa od razu solone i przyprawione taka dzika herbata co rosnie na brzegu czy mieta.

    A w jednej rest bez turystow w Glyfada na zapleczu Katraki Platia to daja flaki på grecku. To znaczy z cytryna. Ja z cytryna nie za bardzo. To juz potem wiedzieli, ze ja bez cytryny. Tam to bywalem pare razy w tygodniu jak juz mialem dosyc zeglarstwa na dzisiaj. Tam tez dobre male osmiornice z czarnym ryzem w pomidorowym sosie i duzymi rakami.

    Zeby to ich panstwo funkcjonowalo i tych mnichow zaraza opanowala to ja bym z tamtad nigdy nie wyjechal z powrotem. Ale ja moze jeszcze zostane lewantynskim piratem na wlasnej stepce. Jeden znajomy ze SrodziemnomorskiegoKlubu zapodal mnie jedna wyspe Simni, na polnoc od Rodos. Tam jest jeden knajpiarz co ma wlasne boje dla takich jak ja, co na wlasnej stepce. I pomaga cumowac. To moze ja zamiast zimowac na KapVerde to zazimuje na Simni. Tak to jest bezplanowo… Usz…

    A ta Stara Rybe znajde jak bede moze na Saronskiej Zat, to dam wlasna recenzje.

    pzdr Seleuk

  34. @Tobermory

    Dzięki za wyrozumiałość dla mojej rozpaczliwej liryki 🙂 która jest też szczerym podziękowaniem dla wszystkich piszących za ich wkład!

  35. Maciej2

    W opadaniu generalnie nie ma niczego złego. Bo za chwilę może się podnieść. Taka relaksacja.
    No chyba że nie może.

  36. Jeszcze raz przeczytałem wstępniaka Tanaki i dopiera teraz zauważyłem zadane przez niego pytanie do autorów wstępniaków – jakie są motywy waszego pisania?
    Ja jestem jak ten fryzjer króla Midasa. Jak nie znacie greckiej mitologii, to wam opowiem, a jak znacie to też opowiem.
    Król Midas stwierdził, że bożek Pan śpiewa lepiej od boga Apollo. Apollo sie wściekł, bo był bardzo czuły na punkcie swojego śpiewania (nieszczęsnego Marsjasza obdarł ze skóry za to, że Marsjasz wygrał konkurs gry na lirze) i za tę głupotę przyprawił Midasowi ośle uszy.
    O tych uszach nikt nie wiedział oprócz osobistego fryzjera Midasa. Król mu zagroził, że jeśli zdradzi tajemnice uszów, to każe mu ściąć głowę. Fryzjera bardzo to męczyło, że nie może sie podzielić tą w końcu godną uwagi Pudelka ciekawostką. Wreszcie nie wytrzymał udał sie na brzeg jeziora Jamno i krzyknął: Król Midas ma ośle uszy. Głos echem rozniósł się po ćcinach i ćciny zaczęły szumieć : Król Midas ma ośle uszy …tak w kółko.
    Dla mnie ten blog jest właśnie takim jeziorem z ćcinami. Jak mnie ogarnie pasja, żeby zdradzić jakąś tajemnicę, nikomu nieznaną np.taką, że Kaczyński to jest niedobry chłopak, to ja rzucam się na klawiaturę i jak ten fryzjer mówię: Kaczyński to niedobry chłopak, a echo po blogu niesie sie jak po tych ćcinach.
    Pombocku prawda, ze tak było ?Jesteś świadkiem.

  37. Lewy
    22 marca o godz. 14:35
    dobre porownanie z tym Midasem… zastosuje w glebokiej studni, z braku ccin

    chociaz…czy to nie byl ten krol, ktoremu za sprawa wrozki wszystko zamienialo sie w zloto i z glodu umarl?

  38. Konstancja
    A czy jedno drugie wyklucza?

  39. Tanako,
    pomijając te wszystkie chichry. Istnieją 2 powody do niepisania na tym blogu: Techniczny i ideologiczny. Niestety, nie mogę teraz pisać bo muszę iść przenosić żaby przez ulicę. To aktualnie ważniejsze bo tyle przejechanych, że nie mogę przestać myśleć. Napiszę kiedy skończę. Może ktoś ma jakiś pomysł na usprawnienia. Na razie: płotek i przenoszenie.

  40. @Maciej2 22 marca o godz. 13:47
    Ależ skądże znowu, NIC mi się nie kojarzy 🙂
    A poemacik – smakowity.

  41. A te „zasoby” to już chyba wejdą (weszły?) do blogowego żargonu.

    Jak ta sprawa co się rypie u „kolegi Kacza-Marka”

    Pozwólcie państwo, że na roboczo
    Zabezpieczymy sobie piosenkę
    W której całokształt ujęty w wachlarz
    Znajdzie odbicie w asortymencie

    W asortymencie słów całokształtu
    Nacechowanych wagą i troską
    O naszą wspólną, naszą kochaną
    Z dziada pradziada mowę polską

    Na bazie faktów, globalnie biorąc
    W świetle opinii oraz sądów
    Niezwykle ostro się zarysował
    Problem obleśnych dziwolągów

    Sprawa się rypie i się odbija
    Echem szeroko zakrojonym
    Więc trzeba problem postawić ostro
    Stworzyć komórki i ruszyć piony

    By zabezpieczyć w szerokim tego
    Słowa znaczeniu tę platformę
    Żeby przywiązać wagę w aspekcie
    Tu wzmiankowanych niedociągnięć

    Żeby nakładem środków i metod
    Stworzyć tę glebę w klimacie troski
    Na której mógłby rozkwitnąć w pełni
    Nasz literacki język polski

    Reasumując, tu z tego miejsca
    Wzywam – dołóżmy wszelkich starań
    Bo – jak poeta słusznie nadmienia –
    Sprawa niestety się przewala

    Niestety się przewala…

  42. Witajcie ukochane siostry i ukochani bracia w niewierze!

    Tylko nie pytajcie mnie potem, za co Kain zabił Abla?
    Ale opowiem Wam stary dowcip ,jeszcze z „niesłusznych” teraz, ale „szalonych” siedemdziesiątych lat.

    Przychodzi student biologii na egzamin do starego już profesora.

    -pytanie pierwsze, (mówi profesor), jaka jest najlżejsza część ciała u mężczyzny?
    – członek męski ,pada odpowiedź studenta
    – no tak , myśli profesor, w takim razie , jaka jest najcięższa część ciała u mężczyzny?
    pada drugie pytanie.
    – członek męski , szybko odpowiada student
    -jak to , pyta zdziwiony profesor , raz tak ,drugi raz inaczej?

    Bo widzi Pan Profesorze ,za pierwszym razem myślałem o sobie – na samą myśl się podnosi, a za drugim o Panu – żadna siła nie podniesie.

    Jak myślicie zdał egzamin?
    ………………………………………….
    Po za tym uważam że, religie to supernarzędzie systemu do kontrolowania ludzi za pomocą wiary. A „wiara czyni człowieka głupim” ,jak mawiał S.Staszic.

  43. @seleuk(os)

    Ona sie na googlach nie nazywa Stara Ryba. To lokalsi co mi ja wskazali, tak ja nazywali. Na googlach sie nazywa „podziemna”, pewnie dlatego ze sie schodzi po wytartych niemal do cna ze starosci marmurowych schodach. Bylem tam dwa razy i z ryb byly tam tylko te sardynelle w oregano. Za to w poobijanych, powyginanych aluminiowych garnkach, same pysznosci. Nie wygladaja oszalamiajaco. Prawde piszac, wygladaja tak sobie, ale jak sie powacha, to smakuje tak jak pachnialo, smakowicie, a do tego salatka warzywna. Za pierwszym razem nie mialem pojecia co dostane, ale za drugim, to od razu dwie michy zamowilem, a i tak musialem pilnowac swojej, zeby mi mlody nie wyjadal. Ja to co jadlem nazwalem na wlasny uzytek, bo nie znam greckiego, danie fasolkowe, czy danie soczewnicowe, dla przykladu. Dwa razy jadlem i bedac z mlodym skosztowalismy razem czterech dan. Talerze chlebem wylizalismy do czystosci. Zamykam oczy i mi we wspomnieniach tak pachnie, ze jakby kto rzucil: „Ateny Stara Ryba, jutro wieczorem…”. To po otwarciu oczu, lece i kupuje bilety do Aten.

    Znajdziesz Stara Rybe, wiem ze znajdziesz.

    Pozdrowionka

    ps A ta knajpke z Centralnego Marketu, ktora wspominasz, to chyba poznalem. Jesli to ta, ktora jest ukryta w bocznym wejsciu, po lewej stronie, za straganami rybnymi, wejscie od ulicy Armodiou. Wszystkie dania z grilla prawdziwego, szerokiego na jakies 60 centymetrow i ponad metr dlugiego. Ale mylisz sie, ze nie ma nazwy. Siegnalem do wizytowki lokalu i czytam z niej, ze sie nazywa „pierwsza litera to jakby „sz” rosyjskie a dalej HTOrusPomegaLEIO”, jesli pisze o tej samej, co Ty wspominasz. My jedlismy tam raz, mlody dorade ja osmiornice, z grilla oczywiscie. Mlody sokiem jablkowym popijal, ja winem i palce oblizywalem, zeby niczego nie uronic… Jesli to ta sama, to mi ja polecil koles, ktory jest wlascicielem trzech stoisk z rbami i owocami morza i ktory wczesniej dal mi zgode na obfotografowanie tego co mial na stoiskach, a mial cuda prawdziwe. Zreszta byles to wiesz.

    A „koziolkiem” to mi takiego smaka narobiles, ze jak bede w Atenach w liczniejszym towarzystwie to sam kupie, zaniose i poprosze wlascicielke o przyrzadzenie. My w tej knajpce, o ktorej pisze, „zabijalismy” z mlodym czas do czasu udania sie na lotnisko, a mlody ma taki talent do uwodzenia, ze sie z wlasicielka zaprzyjaznilismy do tego stopnia, ze jak sie mlody uparl na sok jablkowy to wyslala jedna z pomocnic, zeby poszla i kupila w sklepie, bo miala tylko pomaranczowy. Wiec mysle, ze jak bedziemy, to mlody ja na nowo zbalamuci i koziolka na grillu upiecze … (lol)

    „https://www.tripadvisor.co.uk/Attraction_Review-g189400-d566808-Reviews-Central_Market-Athens_Attica.html

  44. @selek(os)

    Pokombinowalem z ta nazwa i to co sie mi udalo, to mniej wiecej tak wyglada:

    SZ(ros)HTOπΩ⅄EIO – oczywiscie greckim alfabetem

    Jest tez szansa, ze po telefonie da sie uscislic… (Ateny) 210 33 10 819

  45. Ksiądz Staszic bezbożnik. Koniec świata, jak mówił pan Popiołek w serialu „Dom”

  46. Sprawa się rypie… A gospodarka „się rozkręca”

    „http://natemat.pl/204263,prof-orlowski-nie-mogl-opanowac-smiechu-na-antenie-polsat-news-w-ten-stan-wprowadzily-go-rewelacje-morawieckiego

  47. Nie na grilu, nie na grilu Lonefather. Tylko w tych zielonych fasolkach w potrawce. To sie nazywa fasolakia. Po grecku, tak dokladnie jak napisalem po polsku. Fasolakia.
    pzdr seleuk
    Z pl-gr alfabetem dam sobie rade 🙂

  48. konstancja
    22 marca o godz. 14:49
    Tak, to ten sam. Nawet własną córeczkę zamienił w złotą statuetkę

  49. Łomajgot, a Kacz poleciał do Londynu. Internauci pytają, czy drabinka też leci.

  50. @Lewy
    Z niego taki ksiądz był ,że napisał „Ród ludzki”, w którym odciął się całkowicie od wiary.

  51. Vera

    Rozwiązania istnieją, tylko, niestety, wymagają dużej kasy. Część dałoby się zrobić już na etapie projektowania, tyle że nikt nie pomyślał. A podejrzewam, że gdyby zrobiono to w porę, koszt stanowiłby ułamek procenta całości inwestycji drogowych. Teraz to zupełnie inna bajka.

    Optymatyk 15:06

    Przegiąłeś. Kto Ci takie historyjki opowiadał? Stary profesor biologii i takie plewy? W dodatku w zestawieniu z przemądrzałym studentem? Ktoś chyba nie lubił pani od biologii w szkole.

  52. Wiem Optymatyku, Talleyrand był nawet biskupem. Staszic był mądrym i porządnym człowiekiem, chociaż ksiądz. Takie dziwne oksymorony się trafiaja jak mądry i porządny ksiądz

  53. Na marginesie
    22 marca o godz. 15:26

    A po co polecial? Na zmywak to on sie nie nadaje, za stary…

  54. Lonefather

    Ale mógłby się na drabince pośliznąć i wpaść do zmywaka. Ale by było uciechy.

  55. paradox57
    22 marca o godz. 14:51
    zupelnie nie wyklucza, bardziej zazebia…;-)

  56. Tobermory
    21 marca o godz. 20:40
    „Imię róży”. Film i książka. Film doskonały! Książka…ledwo przebrnąłem. Może dziwne,ale tak miałem.
    „Angielski pacjent”. Film obejrzałem. Zachwycony nie byłem – nieco melodramatycznie. Książki nie znam.
    Grasse. Byłem nawet w dwóch wytwórniach zapachów. W jednej nie daj panie wyciągnąć aparat foto,w drugiej mogłem filmować proces produkcyjny… Czyli „Mondo cane” (też film).

  57. @namarginesko
    Bezwarunkowo drabinka mu sie przyda w Hyde Parku, jak będzie przekonywać zblazowanych Angoli, żeby aresztowali Tuska.
    Oglądałem kiedyś w Hyde Parku nawiedzonego religianta,który straszył flegmatycznych Angoli, ze koniec świata blisko.Tez stał na drabince.
    Ale rzeczywiście po co ten gamoń tam jedzie.Jemu sie już faktycznie zdaje, że jest panem świata. Może urządzą mu spotkanie z kilkoma pensjonariuszami tego domu, w ktorym mieszka kilku napoleonów, papieży i einsteinów a nawet zweisteinów, bo raczej ani królowa ani pani Teresa nie zechcą go przyjąć, bo on ani król ani premier, a Anglicy Napoleona nie lubią.
    Aha, to pewnie Waszczyk będzie tłumaczem. Szkoda, e nie moge tego zobaczyć na żywo, ale nawet w ubogaconej wersji kurskiej moze to być bardzo wesoło.

  58. seleuk(os)
    22 marca o godz. 14:14
    Nazwy nie ma ta restauracja, ale brudne ceraty i podloge z ceraty. Jak ja tam pierwszy raz wlazlem to nie wiedzialem co zamowic. Nic nie bylo. To ja pokazalem talerz co paru tych rzeznikow zajadalo.
    Przypomina mi to moje doznania z „Les Routiers” czyli oberż(y) przede wszystkim dla TiR-owców. Przeżyłem tam „stoliczku nakryj się”.

  59. paradox57
    22 marca o godz. 15:54

    …albo i resztki zebow powybijac…

    jak szalec, to szalec….od razu bylby Ziobro zaangazowany w sprawe odszkodowania;wystarczyloby na nowe zeby; albo na cegielke pomnika brata…

    Tak mysle, ze Kaczy bardzo boi sie dentystow…

  60. W Londynie strzelanina. A Kaczor w Londynie. Czego sie ten nasz Midas dotknie, to zamiast złota katastrofa, zamach,trup sie ściele

  61. @pradox57
    To tylko dowcip i za dużo się niepotrzebnie domyślasz.

  62. lonefather
    22 marca o godz. 15:18
    🙂 Prawdopodobnie ta grecka nazwa to (po pl) MITOPOLIO. Znaczy dokladnie tlumaczac (2 slowa razem) Sklep rzeznicki.
    zezem
    22 marca o godz. 16:09 A ta „Les Routiers” to gdzie lezy? Tak zebym tez sobie dal rade jakby co. 🙂

  63. Optymatyk

    A czy domysły niepotrzebne można zaliczyć do zasobów?

  64. konstancja
    22 marca o godz. 16:14
    Na temat bojazni dentystycznej nie wiem kurdupla. Mnie sie wydaje ze on zapobiegal skutecznie niepozadanej ciazy. Ja uwazam zeby jakas kobieta zaszla w ciaze to partner musi myc zeby zaraz po posilku, zawsze. Inaczej trudno o tzw. gre wstepna. Znaczy nie ma i kontynuacji. Chyba ze niepokalana (in vitro). Takie bylo moje odkrycie jak kiedys pierwszy raz zobaczylem kurdupla na jutupku. Po jakims linku na tym blogu.
    pzdr seleuk

  65. @paradox57
    A rób co chcesz.

  66. Co tu się wyrabia

    Londyńczyki, Sztokholmczyki oraz inne Lajonele
    we Warszawie urządziły se przestanek przy kościele.
    Kościół ciut jest niepobożny, przewiewny ateistycznie;
    kiełkują w nim myśli zdrożne, niepoprawne politycznie.
    Dyrdymały oraz wzniosłe dytyramby „na cześć pieśni”,
    wplatają się do gorzały, wyplątując treści z pleśni.
    A to musną piórka muskiem, a to z liścia walną młotem,
    czasem łeb ozdobią piuskiem, czasem zrobią idiotę
    z idola, co nieopatrznie w świątynię kacerzów wdepnie,
    choć wołowymi litery napis lśni – „szef cię wyciepnie!”
    Szef, niewidoczny w kościele, w fartuszku Łukasińskiego,
    (czasem bywa idylliczny, czasem humoru jest psiego),
    wyciepuje poza kruchtę, bez żadnego zmiłowania,
    profesora oraz kuchtę, gdy się w kacerz przyiwania.
    Niedomknięte rozpoznania domykają ateiści
    koźlęciną, którą zgrabnie owijają w angstu liścik.
    Całość – smacznie upieczoną – garnirują Jamna ćciną.
    Tak im czas pobożnie mija, nad niedomknięcia głębiną.

  67. Z Londynu – informacje o rozpędzonym samochodzie.
    Ciekawe, czy nasz (kaczy) BOR „był tam czynny”?
    Ja żartuję. Ale tylko trochę.

  68. seleuk(os)
    22 marca o godz. 16:36

    dla mnie jest oblesny, zadne mycie nie pomoze; ale czytalam o zakochanych w nim poslankach….
    Moze niemycie zebow jest jakim odstraszaczem dla pan.
    Dla Jarka zadna kobieta nie byla idealem , bo nie dorownywala w niczym jego matce;
    a moze jeszcze jakies przyczyny
    Mozemy byc pewni, ze Parlamentu w Londynie nie usilowal staranowac zaden Polak, bo juz zwialby, jak Macierewicz pod Toruniem.

  69. @zezem
    22 marca o godz. 15:58

    U mnie to zależy od kolejności. Najpierw lektura, potem film.
    Jeśli najpierw oglądam ekranizację, to potem mało mam ochoty sięgnąć po książkę.
    „Imię róży” – obie wersje były świetne, książka była niesłychanie fascynująca.
    „Angielski pacjent” – książka lepsza, ale ujęcia na pustyni (choć w Tunezji) przewyższyły moje zdolności do imaginacji.

  70. Gratuluję pierwszego Jubileuszu.
    Podczytuję z zainteresowaniem.

  71. Konstancja 16:49

    To trochę tak, jak te kobiety wypisujące miłosne listy do psycholi i seryjnych morderców za kratami. Proponujące im małżeństwo.
    Oczywiście, zachowując proporcje.

  72. konstancja
    22 marca o godz. 16:49
    Ale to chyba ta fatimska poslanka. co dala pomysl ustawy. Ja zapomnialem jak sie ona nazywa, nie bede szukal teraz. Taka para adonisow miarodajna byc nie moze dla odp macierzynstwa. To sie nazywa platoniczne (religijnie) albo biale (ateistycznie) uczucie. Kontraproduktywne, ze tak dwuznacznie nazwe.
    seleuk

  73. „Jarosław Kaczyński stał się kołem zamachowym polskiej polityki zagranicznej…” 🙄
    Tak daleko chyba się jeszcze nigdy nie zapuścił, a tam od razu strzelanina i pani Teresa ma wymówkę.

  74. seleuk(os)
    22 marca o godz. 17:03
    nie wiem, kto wpadl na pomysl uczczenia stulecia objawien fatimskich.
    Mialam na mysli dawna pielegniarke, poslanke od kilku kadencji Jolante Szczypinska.

    paradox57
    22 marca o godz. 16:59
    takie kobiety nie maja „wszystkich w domu”, jesli fascynuja ich takie kreatury

  75. @seleuk(os)
    22 marca o godz. 17:03

    Nie była to posłanka Szczypińska, pielęgniarka?

  76. Do @Maciej2, 22 marca o godz. 13:47

    Sie przyszłam zapytać… O co sie rozchodzi?….

    ***
    Mam taki kłopocik niewielki z Twoim imieniem.
    Po maturze staliśmy obok siebie. To zdjęcie mam tu w Szkocji.
    Znów mi się śnił choć minęło tyle lat. Maciej.

  77. Ot wiadomość. W telewizorze podano, że w Londynie prezesowi nic się nie stało. Tak jakby mu się coś mogło stać. Chyba że przez nieuwagę ktoś by na niego nadepnął.

  78. @Tanaka
    Znowu pięknie, Tanako, napisałeś.
    Przeczytałem część postów leżąc na plecach, na smarfonie, z powodu nasilenia się dolegliwości kręgosłupa lędźwiowego.
    Przy budowie domu sobie ten fragment uszkodziłem (łopata), a doprawiłem, grając 3xtygodniu w tenisa (w specjalnym pasie)

    Teraz siedzę przy laptopie, więc krótko, bo boli…
    1. Listy Ateistów to fenomen w ePolityce.
    2. Ich szczególnym bogactwem, są posty rozrzuconych po świecie inteligentnych ludzi.
    3. Prawie wszyscy Blogowicze/czki operują językiem lekkim, łatwym i przyjemnym, jak gdyby znali się latami i z niejednego kotła, popijając coś tam coś tam, jadali.
    4. Znajomości zawierane przez blog, uważam za unikatową formę poznawania się „bez zobowiązań”.

    Na razie się kładę na podłodze, będę czytał dalej posty i na pewno odniosę się do poszczególnych akapitów Twojego, Tanako, poważnego wpisu.

    Pozdrawiam najserdeczniej

  79. @@Tobermory Konstancja
    Ja nie wiem jak soe ona nazywa, chcialem tylko napisac ze to byc moze taka niemiarodajna para Adonis i Adoniska.
    pzdr seleuk

  80. @Ciotunia Makowiecka, z godz. 17:15
    Się przyszłam zapytać… O co się rozchodzi?
    O zasób osobowości i intelektu się rozchodzi. W głowie autora (świetnego – skądinąd) wierszyka. Bywa ten zasób zwisły i skisły, a jak potrzeba, się wzbudza i staje się prężny jak… No…, nie jestem świnia i wstydzić się nie chcę. Ale mogę się podeprzeć mistrzem od zasobów, Aleksandrem Fredrą, mianowicie. Jego wiersz – „Morał weselny” – sam odpowie ciotuni – o co się rozchodzi:

    Oby zawsze stał waszeci –
    W dzień i w nocy, w każdej dobie,
    Morał co wędrowcom świeci –
    Czyń drugiemu jak chcesz sobie!

    Byś nie gwałcił się tajemnie –
    W zdobywaniu skarbów cnoty
    Ale czynił co przyjemnie
    Z własnej chęci i ochoty

    Byś nie macał po próżnicy –
    Nieświadomy prostej drogi
    Lecz jak wielcy podróżnicy
    Śmiało naprzód stawiał nogi

    Niechaj sama Ci rozłoży –
    Droga szczęścia swoje dary
    A Ty dary śmiało spożyj
    W spożywaniu strzegąc miary

    A gdy włożysz należycie –
    Obowiązków na się brzemię
    Pomnij o tym całe życie,
    Że zły wół co orząc drzemie

    Ruszaj tedy zdrowo przodem –
    Siłą wszelkie zwalcz przeszkody
    Świeć przykładem przed narodem
    Ruszaj przodem panie młody

    Gdy się spuścisz należycie –
    Na opiekę Bożej łaski
    Nie martw się zachodem słońca
    Lecz się ciesz na wschodu blaski

    A wyjąwszy potem z wolna –
    I z ostrożna – życia morał
    Do takiego dojdziesz końca,
    Że nikt nie żył – co nie orał

    I otarłszy sobie w końcu –
    Z czoła pot, po trudach ziemi
    Wspomnij sobie też i o tych
    Co Ci byli życzliwemi!

  81. @seleuk(os)
    22 marca o godz. 17:51

    Widziałbym ich na pikniku

    https://uploads0.wikiart.org/images/fernando-botero/picnic-in-the-mountains.jpg

    Lubię oglądać szczęśliwych ludzi.

  82. Optymatyk
    22 marca o godz. 15:31
    „Z niego taki ksiądz był ,że napisał „Ród ludzki”, w którym odciął się całkowicie od wiary”.

    Po tym jak naoglądał się „wiary” w wersji katolickiej, trudno się dziwić, że się odciął. Większość tutejszych blogowiczów miała tak samo.
    A mówiąc całkiem poważnie, nie można się odciąć od czegoś, czego się nie miało. Katolicyzm już od początków swego istnienia, aż do dzisiaj, nie był wiarą – tylko tradycją opartą na zmyślonych opowieściach.

    Dwadzieścia lat temu, w porywie szczerości, wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu arcybiskup Henryk Muszyński, oznajmił: „Ewangelia nie zdołała nas wewnętrznie przemienić. Polacy są narodem chrześcijańskim jedynie statystycznie. Trudno negować fakt, że dla wielu ludzi chrześcijaństwo staje się bardziej zwyczajem niż religią”.

  83. Do puknij w stół a no….@anumlik się sam odezwie…..

    Było to dawno, dawno, dawno temu…

    Ośmioklasiści SIE przyszli zapytać, że Marek SIE pyta ile Pani ma lat.
    To była niepodważalna informacja, że oto przyszła wiosna.

  84. Tobermory
    22 marca o godz. 17:57
    🙂 🙂 🙂

  85. Tobermory
    22 marca o godz. 17:57
    Poza tym to zguglowalem Jolante, jak wszystkie linki co blog nadaje. Ale to nie ta Adoniska co ja myslalem. Pewnie cos znowu pomylilem z tymi postaciami z Tworek. Ja to uwazam, ze w tych zawilosciach lokalnych to tylko moga naprawde sie polapac psych/psych z doktoratami. Dla mnie z dalszej odleglosci to wszyscy albo Napoleon, Jezus, czy inny Wielki. Szczegoly zostawiam specom z doktoratami w Twrkach.

    Duzo sie zachwyca tym programen o Prezesie ucha. Obejrzalem pare odcinkow. Wole orginaly. To wtedy ten patos gra.
    pzdr seleuk

  86. Sobecka od św. Fatimy to była

    …on ma takie końskie nazwisko, już wiem! Owsiński!

  87. za chwile okaze sie, ze w Londynie Kaczynski cudem uniknal zamachu na sie.
    Ochrona zostanie podwojona, dodatkowa dostanie Fruzia czyli kotka naczalnika.

    jakos malo zabawnie to widze.

  88. NeferNefer
    22 marca o godz. 19:04
    Dalem Sobecka guglowi. TO ONA.
    Dzieki NeferNefer.
    Owsinski nie zalapalem, ogonkow nie mam, nie chce mnie sie CTRL-C-V
    Uklony seleuk

  89. @anumlik
    22 marca o godz. 16:43

    Rewelacja. Jak zwykle, czytam ze słownikiem wyrazów trudnych, tj. szukaj w Google: „garnir” 😉

    Dziękuję również za wsparcie w delikatnej sprawie!

  90. @Nefciu
    To był Owsianko Tak powiedział pan Czechow

  91. @Dezerter83

    Ja znam równie prawdziwe zdanie, jak nie lepsze ,w szczególności nie tylko do jakiejś religii ale do każdej. Na konferencji „epidiaskopu” w Częstochowie bodaj w 2007 roku abp Michalik rzekł był co następuje:
    „Jeśli bez dowodów coś się twierdzi to i bez dowodów można to odrzucić”.
    Nie wiem czy był przy zdrowych zmysłach ,bo takowe raczej nie są stanem naturalnym tego typu osobników, to okazy wynaturzenia.

  92. @Ciotunia Makowiecka
    22 marca o godz. 17:15

    O co się rozchodzi, czyli inaczej co tu się wyrabia, to jest etap drugi, czyli dokładnie ten, który obecnie przerabiamy. Zgodnie z popularnym memem, że w życiu człowieka rozróżniamy trzy istotne fazy:
    1) narodziny
    2) o co tutaj chodzi?!
    3) śmierć

    🙂

  93. @Maciej2
    😀

  94. seleuk(os)
    22 marca o godz. 19:14

    Z Owsińskim to był żart, nie szukaj.

    Maciej2
    22 marca o godz. 13:47

    Znowu wygrałeś internety 🙂

  95. @Gospodarz
    Dlaczego mój komentarz czeka na moderację?, jeśli wcześniejsze poszły bez tego utrudnienia?

  96. @Optymatyk – Czy był jakiś link w tym Twoim komentarzu, który czeka?

  97. @Na marginesie
    Tak był , o nacisku biskupów na prawo stanowione.

  98. @Optymatyk
    Gdy wróci gospodarz to Ci zaniebieszczy. Nie postawiłeś żadnego znaku przed linkiem (my stawiamy apostrof, gwiazdkę, albo cudzysłów), to musisz czekać na moderację 😉

  99. Optymatyk
    22 marca o godz. 20:08
    albo wyslij jeszcze raz, uwzgledniajac uwagi anumlika

  100. chyba juz sie pojawilo…

  101. seleuk(os)
    22 marca o godz. 16:26
    Les Routiers ( specjalność wybitnie francuska).
    To są hmmm… restauracje (może bardziej pasuje:knajpy) leżące głównie przy drogach Route Nationale (RN) – nie mylić z autostradą. Są to „stołówki” dla typów jeżdżących ciężkimi samochodami. Jedzenie niekiedy składa się z jednego dania
    t.j. nie ma specjalnie co wybierać,ale… za to jest dobre lub b.dobre. Stoły niekiedy jak wejdziesz wyglądają jak pobojowisko. Przeżyłem to-to. Jednak jak pani zobaczyła nas
    to zwinęła resztki strawy czyli kości, odpadki po pieczywie, rozlane wino… zwijając obrus jednorazowego zużycia,by zastąpić go nowym + czystymi rzecz jasna sztućccami. Na pierwsze danie wjechało na stół coś w rodzaju żółto-zielonej breji… Pierwszy ja się odważyłem tknąć nieznane. Krótko: wtrynialiśmy potem aż nam się uszy trzęsły. Co to było nie wiem do dzisiaj… Drugie danie też było b. dobre.
    Polecam we F mapy Michelin’a, im mniejsza podziałka tym lepiej. No i najlepiej „przedzierać” się bocznymi drogami – to chyba jest jasne.
    Owe oberże poznać po napisach „Les Routiers”, a czasami że parkuje sporo wspomnianych ciężarówek. No i trzeba pamiętać o zwyczajach francuskich , czyli o porze kiedy jada się tam obiad…

  102. Kliknałem na link @opymatyka. Potem ptzeczytałem komentarze pod…
    I ten niejakiej Ireny,który tłumaczy biskupów, najbardziej mi odpowiada;
    Eeee tam, od razu kanalie. To normalni jak inni przestępcy np jak na wnuczka… Najpierw straszą (grzech pierworodny, piekło czyściec) potem obiecują wstawiennictwo modlitwę oczywiście nie za darmo potem obiecują życie wieczne w niebie o odprowadząją do życia wiecznego oczywiście nie za darmo. Tylko dlaczego im nie śpieszno do życia wiecznego czyżby w niebie nie było młodych chłopaczków?
    Art. 286. § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
    – niekorzystne rozporządzenie swoim majątkiem nie dostając nic w zamian a tylko obietnice, straszenie namawianie obiecywanie

  103. Sorry @optymatyku za połknięcie literki „t”w Twoim nicku

  104. Ciotunia Makowiecka
    22 marca o godz. 18:38

    Przypomniała mi się podobna anegdota, tylko z inną płentą.
    Pewnien znajomy sprowadził sobie z Polski młodą narzeczoną. Któregoś dnia chłopcy z sąsiedztwa przyszli zapytać, czy córka może się z nimi pobawić na podwórku. He, he. Ze ślubu chyba nic nie wyszło.

  105. zezem
    22 marca o godz. 20:53
    „za to jest dobre lub b.dobre”

    Jakby to było w Stanach to byłoby to albo obrzydliwe albo bardzo obrzydliwe. I jeszcze szkodliwe na wątrobę.
    W Stanch jest dobre etniczne jedzenie ale chyba głównie w liberalnych enklawach.
    Strasznie lubię takie jedzeniowe ciekawostki. Skrzętnie notuję i może kiedyś skorzystam. Mój znajomy uwaźa że kawa na dworcu autobusowym w Buenos Aires jest lepsza niż najlepsza i najdroższa kawa w San Francisco. I coś w tym jest.

  106. Dzięki Wszystkim za rady co do wklejania linków, na innych blogach nie ma takich rzeczy lub nie podświetla się wcale. Nie wiedziałem ,że tak tu to działa a jestem tu dopiero parę dni. Teraz będzie dobrze, jeszcze raz dzięki.

  107. @izabella
    napisałaś ,”Strasznie lubię takie jedzeniowe ciekawostki.”

    No to tylko się nie przestrasz, kiedy Ci napiszę ,że zjadam 180 jaj miesięcznie tzn. głównie żółtek. I tak od 19 lat, oblicz sobie ile to wyjdzie przez ten okres czasu.
    Ale wiem też ,że nie jest to bog o jedzeniu więc nie chciałbym sprawiać kłopotów tym tematem. Z kolei na blogu Pana P.Rzymskiego wypisywane są takie głupoty w temacie żywienia ,że nie chce mi się tam pisać.

  108. Aleście się rozbrykali! Co za niepoważny blog, ja się dziwię że w ogóle ktokolwiek tu przychodzi i czyta a nawet i pisze.
    A Onet mi mówi, że reklamy są piękne, więc nie wiem co ci biskupi… Az mi żal tego Oneta, bo mu się pomyliło.

  109. izabella
    22 marca o godz. 21:06
    Mój znajomy uwaźa że kawa na dworcu autobusowym w Buenos Aires jest lepsza niż najlepsza i najdroższa kawa w San Francisco. I coś w tym jest.
    ……………………………………………………………………..
    Powiem ,że nie coś ale na pewno. Przed laty jadąc w okolicach Bilbao/Bilbo zjechałem chcąc się napić kawy ekspresowej (espresso) do jakiejś dzielnicy , tam ujrzałem jakiś bar oczywiście nie mleczny ;-). Podłoga była usłana kilkucentymetrową warstwą niedopałków papierosowych. Ale smak podanego espresso pamiętam do dzisiaj.
    Zasada: należy patrzeć , gdzie jadają czy stołują się miejscowi…

  110. http://film.onet.pl/ksiadz-nowy-film-wojtka-smarzowskiego/gr91ne
    „Ksiądz” to krótkometrażowy film Wojciecha Smarzowskiego. W roli głównej występuje Arkadiusz Jakubik.

  111. Tobermory
    22 marca o godz. 16:50
    Ja sięgnąłem po książkę po obejrzeniu filmu. Zastanawiam się czy oglądałbym ekranizację po przebrnięciu przez książkę. Czy można mówić w tym wypadku ,że dobrze się stało jak się stało czyli o szczęściu ? ;–)

  112. Ewa-Joanna
    22 marca o godz. 21:41

    Dzień jak codzień 🙂

    Wertuję sobie nowy Przekrój który dzisiaj przyszedł pocztą. Jeszcze tego starego nie wyczytałam, tyle tego, a tu nowa Polityka, za mało czasu…

  113. Optymatyk, znaczy się współwyznawca niejakiego Wacława, ale bez zacięcia misjonarskiego (jak na razie). No to na zdrowie 🙂

    Kawę pijam rzadko, bo preferuję herbatę, ale dobrowolnie i z chęcią pijałem cappuccino we włoskich pociągach sypialnych, podawane przez konduktora o świcie, w porcelanowej filiżance, wprost do łóżka…
    Było, ale się skończyło. Już nie podają 🙁
    Drugie takie miejsce, to bar portowy w Palermo, 6 rano, po opuszczeniu promu z Neapolu.
    Kawa jest dobra tam, gdzie woda jest miękka, ze źródeł bazaltowych, granitowych, gnejsowych – południowe Włochy, Sycylia, Ameryka Południowa…
    No i barista musi dbać o maszynę.

  114. Ewa-Joanna
    22 marca o godz. 21:41

    Ja też tak miałam, ale mam osobną przeglądarkę bez blokera. I tam się dowiedziałam że 25 marca to Dzień Świętości Życia. Nawet szkoda komentować. Czy oni są jak wąż który zjada własny ogon? Jak pijak któy zapija się na śmierć? Nie potrafią się zatrzymać.
    Jest w tym coś wq…jącego i fascynującego zarazem.

  115. Optymatyk
    22 marca o godz. 21:41
    Żółtka mówisz? Teraz moda na jedzenie samych białek, powinieneś się sparować z taką osobą i nic by się nie zmarnowało.Czy to jakaś ekstremalna wersja paleo?

    Ja też niczego nie czytam o żywieniu. Ale migruję w stronę weganizmu. Jakoś nie chcę jeść zwierząt ani tego co się im zabiera. Trochę jak pombocek. Ale jeszcze mi daleko do ideału.

  116. zezem
    22 marca o godz. 20:53
    Sprobuje jak bedzie cos na wybrzezu Fr. To pewnie takie //dlugie gotowanie// Ja to nie wiem jak sie takie potrawy nazywaja po pl. Ale tam jest mnostwo rzeczy, po kolei we wlasciwym czasie dokladanych. Wszystko razem pol dnia sie miesci w garnkach i podgrzewa. Pol dnia zgryza razem. Nic na chybcika. A zaczyna od prawdziwego bulionu. Tak z Twojego opisu czytam. Ja to uwielbiam takie rzeczy. Dzieki seleuk(os)

    Tez bylem na linku @optymatyka. I komentarzach. Wszystkie komentarze na takich linkach to albo jedni na drugich jada, albo sie niezgadzaja albo… Ze nigdy nie przyjdzie do glowy takim co komentuja albo art. pisza ze patologie rodza patologie. Jakby to o narkomanach albo alkoholikach bylo, nikt by nie powiedzial ze normalna rodzina ich wychowala. Przeciez ci biskupi czy starsi zborow jechowitow czy co, to nie z innych galaktyk od @SETI sie wzieli. Oni sa nievirtualnie poczeci. Przeciez oni braci i siostry maja biologicznych, rodzicow, kuzynow. Oni w patologicznych rodzinach wyrosli. To ze teraz pracuja jak hurtownicy/grosisci (??? nie znam slowa, po mojemu szw. to ”langare”), duze ilosci towaru rozprowadzaja jednorazowo, ale nie na ulicy. Do rozprowadzania w detalu takich maja pomocnikow co nic nie znacza, pod szkolami stoja czy w centrach handlu. Przeciez oni do tych przyzakladowych szkol zawodowych (seminaria) z katoholikow sa. Na patologie to programy sa co dobrze dzialaja, terapie. A czasem pepowine trzeba przeciac.
    Seleuk

  117. @Tanaka
    Już mniej boli, więc jeszcze raz przeczytałem Twój wpis na leżąco i poczułem, że powinienem dotrzymać słowa i spróbować odpowiedzieć na zadane przez Ciebie pytania.

    1. Pytasz „autorów wstępniaków” o motywy (…).
    Nie pisałem, sam ciekaw jestem odpowiedzi.

    2. Pytasz Pana Jacka o zdanie.
    J.w.

    3. Właściwie przeważa stały skład, ostatnio „nagle jakaś myśl, impuls, dojrzewająca potrzeba (…)” nawiedziła chyba ‘mohikanina przedostatniego”.
    Mnie ułatwia zabranie głosu dobre samopoczucie, dobry humor.
    Ale także pojedynczy post, trafiający w mój gust, lub wywołujący protest.
    Wstępniak wywołuje kilka komentarzy, ale często potem rozmowa dotyczy jakichś aktualności politycznych, albo nowinki o prezesie lub jego przydupasach.

    4. Nasz blog odróżnia najoryginalniejszy tytuł, jaki można wymyślić w Umęczonej.
    Przecież w tym kraju rządzonym od czasu uzyskania niepodległości przez KaKa, „ateista” brzmi w wielu ustach jak „syfilityk”. Niektórzy się ratują i mówią: „jestem agnostykiem”, licząc, że to odpowiednik „gruźlika”.
    Piszmy, póki wolno, bo niebawem epidiaskop wymyśli ustawę o mediach i obrazie uczuć.

    5. Dałem głos, jak obiecałem. Czekam na inne opinie.

    6. Czekam na Twój głos, sam spróbuj odpowiedzieć, ale dobrze, że na początku siedzisz cicho.

    I na konie dnia uwaga ogólna.
    My, tu w Polsce, w większości ludzie ‘podchodzeni’, piszemy, bo mamy czas.
    Nasi Przyjaciele za granicą, piszę pewnie z tęsknoty za językiem ojczystym i tym specyficznym żargonem, zupełnie nieprzetłumaczalnym.
    Także specyficznym poczuciem humoru, który każdy naród pielęgnuje w genach.

    Marzy mi się powiększenie grona Autorów/ek o ludzi młodych, chropowatych językowo, ale przyzwoitych, akceptujących ateizm.

    Wracam do pozycji horyzontalnej.
    Nara

  118. @Tobermory ,( nota bene dobra szkocka whisky, piłem ok, chociąż preferuję Dewer’sa lub Taliskera)

    „Optymatyk, znaczy się współwyznawca niejakiego Wacława, ale bez zacięcia misjonarskiego (jak na razie). No to na zdrowie ”

    Zaskoczę Cię , nie jestem niczyim wyznawcą, nawet Wacława(kto to?), misja u mnie kojarzy się pejoratywnie podobnie jak wiara.
    A zdrowie? , owszem, jest bo było.
    No to „slandziewa”!

  119. Tylko postawiłem kropkę, piękną bramkę Anglikom strzelił w okienko nasz człowiek, Łukasz Podolski, któremu na pożegnanie kariery – uwaga, uwaga – powierzono kapitanat drużyny niemieckiej.

    Właśnie ci ludzie, Lewandowski, Stoch, Kwiatkowski, itp. wybitni sportowcy, więcej dla Polski znaczą w Europie, niż te pisoidy, z tym nienawistnikiem wagławie.

    Dziennikarstwo, w którym gwiazdą jest p. Olejnik, to dowód jego upadku.
    Przerażający infantylizm i głupota pytań niewyobrażalna.
    Od lat, nigdy, niczego nowego się nie dowiedziałem od tych gwiazd TVN.

  120. Dlaczego taka miła Norwegia zabija wieloryby? Czy to naprawdę konieczne?
    https://secure.avaaz.org/campaign/pl/norway_save_the_whales_loc/?cNDfwbb
    Sorry za psucie nastroju, ale widuję wieloryby w oceanie jak sobie płyną na cieplejsze wody aby urodzić młode i potem jak te mamy, nieco znudzone obowiązkami podpływają do łodzi pełnych ciekawych turystów i w końcu nie wiadomo, kto tu kogo ogląda.
    Japończycy zabijają podobno w celach naukowych, ale zabijają tyle, że chyba te ich naukowce to tępe jakieś.

  121. Z pisaniem na blogu, to trochę jak z gadaniem w pociągu. Jeździ człowiek i jeździ (czasem też lata) i tylko gały wbija w książkę żeby nikt przypadkiem nic od niego nie chciał. A pewnego dnia, masz, zagada i się rozgada i opowiada różne szczegóły z życia. Taki ekshibicjonizm podróżny. Zainspirowany założeniem że współpasażerów więcej na oczy nie zobaczy. Chyba że czasem zobaczy, ale to już inna bajka.
    A potem ten blog wciąga i jest to przyjemność do porannej kawy. Albo do wieczornej lampki wina.
    Ale to oczywiście zasługa piszących i Gospodarza. Gdzie indziej trudno się odezwać żeby na człowieka nie naskoczyli tacy różni. (Tutaj tylko naskakują na Indian.) Jak moja ulubiona scenka dialogowa z początków emigracji:
    – Hi
    – Oh, where you’re from?
    – Eeeeh, from here?

  122. @Optymatyk
    22 marca o godz. 22:21

    Zasugerowałem się nieco nickiem i tymi żółtkami, ale się nie przejmuj.
    Bywa(ł) tu na blogach Polityki dość nawiedzony misjonarz i wyznawca pewnego orędownika żywienia „optymalnego” z Ciechocinka, który (ten wyznawca) wiązał wszystko z tzw. patologiczną czynnością umysłu, powodowaną zbyt niskim spożyciem boczku, słoniny, jaj etc.
    Tak mi się skojarzyło.
    Co robisz z białkami?

  123. Tanaka
    „Jakie są motywy waszego pisania?”

    Dzięki temu nie czuję się bezsilna i bezczynna. Taka forma opozycji:)
    Poza tym to jedno z nielicznych miejsc w internecie wolnych od galopującej głupoty i chamstwa. Niejednokrotnie dyskusja na blogu jest dla mnie wyzwaniem.
    Ale przede wszystkim to źródło przyjaźni wykraczających poza blog, bez bloga mało prawdopodobnych. Warto 🙂

    Poszłam sobie na urlop po 27:1. To był niezwykły pokaz wybijającego szamba, równie spektakularny jak fajerwerki z okazji Dnia Niepodległości w USA. Polacy potrafią aż do bólu zębów.

    Z urlopu wyrwał mnie news o wyprawie prezesa do Tereski Maj.
    Co nagle sprawiło, że szeregowy poseł porwał się osobiście na szaleńczą wyprawę poza granice znajomego świata, by stawić czoło Downing Street? Tereska raczej o to nie poprosiła.

  124. @Ewa-Joanna
    22 marca o godz. 22:29

    Podpisałem.
    Jestem świeżo po obejrzeniu długiej dokumentacji o początkach i historii Greenpeace i ich walce z wielorybnikami (zaczęli od Ruskich, dzięki temu mieli wsparcie CIA, Japończyków bali się bardziej), a potem z mordercami foczych noworodków…
    Japońscy „uczeni” dociekliwi bardzo i pewnie badają organoleptycznie 🙄
    W norweskim Bergen, na targu rybnym, widziałem mięso wielorybie w różnych smakach 🙁

  125. Tobermory
    22 marca o godz. 16:50
    zezem
    22 marca o godz. 21:54

    Ja też preferuję najpierw książkę potem film. Kilka razy mi się nie udało, i ciężko mi potem było przez książkę przebrnąć. Wyjątkiem było „Imię róży”, książka jest wybitna nawet po filmie. Regułą był „Angielski pacjent”, ale może jeszcze raz spróbuję, pewnie warto.
    Szykuje się ekranizacja jednej z bardziej niesamowitych książek jakie ostatnio czytałam, trylogii „Southern Reach” Vandermeer’a. Aż zacieram ręce. Zobaczymy jak będzie. Były ostatnio dobre ekranizacje, jak „Czlowiek z białego zamku”, i fatalne, jak „The Expanse”.

    A co do kawy, to ja zdecydowanie jestem snobką kawową, ale kawy dużo wypić się na raz nie da. Mam też kilka ulubionych herbat. Jednakże najlepszą herbatę w życiu zakupiłam sama własnoręcznie w Darjeeling. To była poezja nie herbata. Ale już się tam nie wybieram, więc powtórki raczej nie będzie. A to co tu sprzedają to nie to samo.

  126. @izabella
    22 marca o godz. 22:56

    Wspominałem tu raz o szczególnym pogrzebie (rozsypaniu prochów), w którym uczestniczył indyjski zięć nieboszczyka – lekarz z Kalkuty.
    Po ceremonii wdałem się z nim w rozmowę na temat herbaty, ale dyskusji nie było, bo stanowczo i kategorycznie powtarzał: Dajeeling, only Darjeeling 😎
    Ja dostałem raz przesyłkę zielonej herbaty z Tajwanu, wybranej przez chińskiego profesora fizyki, podobno wielkiego znawcy herbaty.
    Moi goście nie mogli się nachwalić.
    Mam jeszcze resztki.
    Świetna była herbata z Rwandy. Bez pestycydów, co w przypadku herbaty nie jest wcale oczywiste.

    Widziałaś film „The Darjeeling Limited”?

  127. @izabella
    Miałam kawę ( już nie mam bo zmieniłam dom) i kiedy doczekałam się owoców postanowiłam zrobić sobie sama własną kawę. Uczciwie powiem, że narobiłam się jak wół umysłowo i fizycznie, ale dobrnęłam do końca procesu i zaparzyłam – to było coś okropnego! Dlatego jestem pełna szacunku dla pracy ludzi na plantacjach i potem i zastanawiam się dlaczego, wobec takiego ogromu włożonej pracy jest taka tania.

  128. Ewa-Joanna
    22 marca o godz. 22:29
    Ja tez nie wiem dlaczego w Norwegii jeszcze poluja na wieloryby. Ani Japonii.
    Ale moge Ciebie pocieszszyc. Te norweskie polowania to maja wielesetletnia tradycje na Lofotach tylko. Tam nie mozna bylo inaczej przezyc. Teraz to co innego ale tradycja. W koncu lat piecdziesiatych z Lofotow operowalo na mBarentsa i Norweskim okolo 200 statkow. W tym roku wyszlo 20. Przyczyna jest bardzo prozaiczna. Nie ma zalog. Mlodzi Norwegowie z Lofotow nie chca byc harpunnikami. Tylko starzy plywaja. Ja mysle, ze rzad Norwegi da im jakas rekompensate, a jak nie to i tak wymra. Nie ma mlodych, tak sie to zakonczy. Nie ma tez subvencji na nowe statki. Umrze smiercia naturalna wielorybnictwo. Bardzo niedlugo, jak to Ciebie moze pocieszyc. Teraz to na polnocnym Atlantyku zyje ok 160000 //vikval//. To jest ten wieloryb co ci z Lofotow polowali/poluja. Poza tym to byla jedna z przyczyn (mala ale) dlaczego Norw. nie jest czlonkiem EU i placi jeszcze wieksza skladke za EES niz by byla w EU.
    Pzdr Seleuk(os)

  129. @Tobermory
    „Co robisz z białkami?” + skorupki na kompostownik a potem do gleby na działeczce pod winogrona.

  130. @Tobermory
    22 marca o godz. 22:54
    Ludzie są okropni. Dokładnie to samo jest z zabijaniem rekinów – większość idzie na utylizację, bo nie daje się jeść. W Australii zabijamy dzikie konie, dzikie świnie i coś tam jeszcze – z helikopterów i bronią automatyczną. Podobno to humanitarne. A mnie wzdryga.

  131. @Ewa-Joanna
    22 marca o godz. 23:16

    Kopi Luvak nie jest tania 😎

    https://www.youtube.com/watch?v=VVJqwCdzZnw

  132. @seleuk(os)
    22 marca o godz. 23:16
    Mam nadzieję, że wymrą. Ale na Japończyków nie ma siły – zazute.
    Australia ma swoje na sumieniu, ale tradycję potrafimy okiełznać – Aborygeni nadbrzeżni polowali na diugonie. Polowanie obecnie jest zabronione, więc rozpętała się awantura o tradycje i prześladowania. Pozwolenie dostali ze względu na tradycję i tradycyjnie udali się na wybrzeże z pólautomatycznymi karabinkami i wybili wszystkie jakie tam były, zostawiając je na brzegu. I koniec z tradycją – owszem mogą polować ale tradycyjnie – bumerangiem i dzidą. Jakoś się nie kwapią.

  133. stasieku
    22 marca o godz. 22:11

    Zorzik Ponimirski sie gdzies wzial byl i zapodzial…

    Zorzik, Zorzik, Zorzik … gdzie jestes, gdzie sie chowasz, czy sie cos Tobie, lub komus bliskiemu stalo, ze zniknales i pisac przestales?

    I co z Twoimi kumplami, ze nikogo nie sciagnales, zeby se popisal, albo choc poczytal, co tu na blogu piszemy?

    Pozdrowionka
    l.

  134. @Tobermory
    22 marca o godz. 23:31
    Wiem, wiem – dodatkowo doprawiana snobizmem musi być droga.

  135. Jakiś czas temu wspominałem film „Wake in Fright”

    https://www.youtube.com/watch?v=j2ZEa97VRDU

    Wykorzystano w nim sceny z prawdziwego (oficjalnego) odstrzału kangurów 🙄
    Ludziom najwyraźniej za ciasno z resztą stworzenia 🙁

  136. Ewa-Joanna
    22 marca o godz. 23:32

    A ja znalazlem jak sie nazywa po pl ten //vikval//. To wieloryb karlowaty, ma male pletwy, to nie jest szybki. Latwy do upolowania. Ale ja mysle, ze ci na Grenlandii i Czkcze moga tradycyjnie polowac. Ale nie karabinami, tylko z kajaka harpunem. Ten wieloryb nie tonie po sharpunowaniu.
    pzdr seleuk

  137. @Ewa-Joanna
    22 marca o godz. 23:32

    Rozczulające bywa czasem to idealizowanie „dzikich”, owych pierwotnych plemion jakoby szanujących swoje środowisko, Indian nie depczących Matki Ziemi niczym twardszym od mokasyna…
    Daj Pigmejom broń palną, a zamienią wszystko, co żyje w ich otoczeniu, w bush meat i sprzedadzą na targu.
    Przyjaciel wrócił niedawno z wyprawy naukowej do Laosu. Miejscowi wyżarli tam już wszystko, co się rusza. Bardzo strzegł się przed zdradzeniem jaskiń, w których gnieżdżą się jeszcze nietoperze, bo też wyłapią i skonsumują.

  138. Lewy
    22 marca o godz. 20:56

    & @Optymatyk

    Od kiedy, przywiedziony okolicznosciami zyciowymi, zaczalem sie udzielac na blogach Polityki, co i rusz przywoluje ten zapis KK (Kodeksu Karnego), z dolaczeniem pargrafow dotyczacych przestepczosci zorganizowanej, jako podstawe do natychmiastowego aresztowania, osadzenia, odebrania majatkow zgomadzonych na drodze przestepstwa…

    I co?

    I NICO !!!

    Zero reakcji. Pies z kulawa noga sie nie odezwal, nie zareagowal… Bandyci zorganizowali sie tak, ze nawet jak ktos pomysli, to sie boi odezwac.

  139. Dobry wieczor wszystkim!

    Na początek… Tanaka, dzięki za pięknego wstępniaka! (rym niezamierzony… 😉 )

    Lubię tu przebywac bo… (paragrazując Foresta Gumpa):

    Życie (na blogu) jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co ci się trafi:

    – rzeczy poważne
    – perskie koty w umywalce
    – rzeczy smutne
    – żurek na anytypodach
    – polityka krajowa
    – żaby na antypodach
    – emigrancja wewnętrzna na emigracji zewnętrznej (z Edinburgh Castle w tle)
    -polityka zagraniczna
    -muzulmanie przyjazni i nieprzyjazni
    – elementarz Falskiego vs uczenie ojczystego języka za pomocą instrucji do minecraftu (dzięki za podsuniecie mi pomyslu, lonek!)
    – serki homogenizowane z krowką i Visolvit
    – drobne i grubsze formy poetyckie
    – Aarnold (Sprezynecer) przebrany za kukulkę (co tu jeszcze wroci ale nie wiadomo czy w te wiosne czy w nastepną)
    -chwila zadumy nad blogowiczami co juz komentowac nie mogą (i bynajmniej nie dlatego ze ich pan Jacek wyprosil)

    A my pisac wciaż możemy, więc piszmy! Ja tam osobiscie to skromniutko bo pisarzy ci tutaj pod dostatkiem i pierwszego sortu ale czytac lubię, oj bardzo! Dobrze ze jestescie!

    Dzięki wszystkim zaangażowanym w podtrzymanie tego wyjątkowego blogowiska!

    Choc Pana Jacka wpisow czasem wciaz mi brak…. 🙁

  140. Maciej2
    22 marca o godz. 13:47

    Wielkie dzieki za to cudo (choc z opoznieniem, ale nie wypadalo udzielac sie na blogu bedac w pracy

    Made my day!

  141. Ewa-Joanna
    22 marca o godz. 23:16
    Naprawdę miałaś wlasną kawę? Ale super. Nie jestem w klimacie na kawę, ale też mnie czasem kusi żeby coś zasadzić. Na razie ograniczałam się do lokalnej roślinności, taki xeriscaping, żadnej trawy, i nie trzeba dużo podlewać. Ale warzywka to by już trzeba podlewać. I plewić. Ciekawy zbieg okoliczności że i herbata i kawa pochodzą z terenów taniej siły roboczej. Pewnie gdzie indziej też by rosło, tylko nie byłoby komu zbierać.
    A co do polowania na wieloryby to brak słów. Kiedyś krążyło takie zdjęcie z Faroe Island z polowania na wieloryby. O proszę znalazłam, trzecie od góry: „https://frostysramblings.wordpress.com/2015/09/04/cameron-must-stop-whaling/. Tylko dla odważnych. Artykuł z czasów kiedy liczono że Cameron coś wytarguje od Japonii. Ale nic nie wytargował.

  142. Kostka
    23 marca o godz. 0:01

    „Be my guest …” To przypadkowe odkrycie, podyktowane okolicznosciami „przyrody”, znaczy sie pieciotomowa instrukcje Minecrafta, mlody przyuwazyl na polce w Empiku. Dalej samo poszlo, bo jestem nastawiony pozytywnie do niespodziewajek i jak sie pojawiaja, to w lot wylapuje. Powodzenia.

  143. Do @Kostka

    … No ja cie.. Czy Ty widzisz co to się zwlokło na południe od nas?!?
    Prosto po wczorajszej zamieci śnieżnej ze wschodnimi, że się tak wyrażę wiatrami….

    T a j e m n i c a.
    Chyba dla Majowej też.

    Handel EU najemnikami się będzie odbywał czy co?
    Stracha nie mam w końcu to Szkotland ale przyjemnie nie jest.

    PS.
    Przemiła jest Twoja wyliczanka.
    Nikogo i niczego nie pominęłaś.

  144. Tobermory
    22 marca o godz. 23:12

    Oczywiście, widziałam Darjeeling Limited :). Ale dla mnie to Wes Anderson, nie Indie. (Moonrise Kingdon mogłabym oglądać w kółko – mój rodzaj humoru). Indie dla mnie tak słodko i wesoło nie wyglądały. Od niedawno wychodzą na światło dzienne różne nieprzyjemne wydarzenia, gwałty, morderstwa, na miejscowych kobietach, na turystkach. Czasem, rzadko, przypominam sobie różne przygody, które mogły się dużo gorzej skonczyć. Ale raczej próbuję nie pamiętać. Indie były dla mnie mroczne, nieprzyjazne i niebezpieczne.
    Darjeeling jest inne. Jakby nie było, miasteczko należało do Sikkim’u, tylko chciwi Brytyjczycy wykroili je sobie na sanatorium.

    Tajwańską zieloną bliski znajomy dostał w prezencie razem z całym zestawem do zaparzania. Dobra była, szybko poszła :). A herbatę z Rwandy spróbowałabym bardzo chętnie. Ale afrykańskiej to jakoś w ogóle nie kojarzę :(.

  145. @lonefather

    „Bandyci zorganizowali sie tak, ze nawet jak ktos pomysli, to sie boi odezwac.”

    Bo to jest już powoli Polska Rzeczpospolita Katolicka. Niedługo zmienią prawo , konstytucję, sądownictwo a ka ka zostanie podciągnięty pod państwowy urząd ze specjalnymi przywilejami dla jego funkcjonariuszy a rząd będzie zbrojnym ramieniem jego ze spec służbami i OT, dlatego wymienia się wszystkich. Zapanuje raj w katolickim wydaniu. Jeśli ludzie się nie obudzą.

  146. Kostka
    23 marca o godz. 0:01

    Errata:
    Nie „piecio”, ale cztero tomowa instrukcja do Minecrafta, wydala Sp. z o.o. Egmont Polska.

    https://sklep.egmont.pl/ksiazki/edukacja/p,minecraft-poradniki,11305.html

    To co przypadkowo „odkrylem” z mlodym, wlasciwie wczesniej sam na sobie odkrylem, gdy majac nascie lat i bedac „glodnym” SF, odkrylem ze w sklepie MOZAIKA sprzedajacym muzyke i literature rosyjska, jest wielka ilosc zachodniej fantastyki, ktora „ruscy” bez krepacji tlumaczyli i wydawali. I ta zachodznia fantstyka byla po fantastycznie niskich cenach… Wiec kupowalem i czytalem i nagle nie wiedziec kiedy z trojkowicza z j. rosyjskiego, stalem sie gwiazda piatkowa…

    Teraz ponownie to odkrylem z mlodym. I zamiast go pedzic i zaganiac, on sam to robi gnany rzadza poznania nowych trickow i sposobow.

    Jakby to ujac zgrabnie, to jest to jeszcze jeden kolejny dowod na to, jak silnym jest pragnienie i porzadanie „napedem” i umiejetnie wykorzystane, sluzyc moze dobru, czyli w tym wypadku edukacji dziecka.

  147. @Tanaka.
    Skoro Pan o to prosi to odpowiadam.
    Na wydzielonym dla ateistów pólku pana Kowalczyka zrobiliście sobie Państwo wybieg dla koni. Brykacie sobie w różne strony ( nie ateistyczne, raczej antyklerykalne), dobrze się znacie wzajemnie, czasami się kopiecie, macie mnóstwo czasu, mało obowiązków. Obcy który chce się wtrącić w dyskusję zostaje przez was stratowany i wdeptany w ziemię. Ot, takie prawo tabunu. Czytam blog ale nie komentuję – nie będę się kopał z koniem. Cenię Pana oraz Anumlika, reszta – nie warte czytania.
    Szkoda że zawłaszczyliście blog przeznaczony do demaskowania zabobonu i popularyzacji ateizmu.

  148. Lonefather

    Nie omieszkam wyprobowac!

    Już zamawiam u rodziny, żeby podesłali bo bardzo jestem ciekawa efektów. Młody (lat 7) po angielsku czyta chętnie i dobrze ale z polskim jakas makabra się porobiła. Polskie szkoły tutaj najczęściej przykoscielne więc niedoczekanie! A Minecraft uwielbia choć tak naprawdę gra głównie w szkolnej świetlicy, więc kto wie? Próbowałam wabic rozmaitymi pozycjami książkowymi w rodzimym języku ale jak na razie bez większych rezultatów. O grach komputerowych wyrażałam się kiedyś per „no co ty? Moje dziecko, nigdy w życiu ” (jak to co poniektórzy naiwni urodzeni w czasach kiedy się czytalo a nie gapilo w tablet ). Życie samo zweryfikowalo… 😉 Desperate times require desperate measures

  149. @Optymatyk

    Spoko !
    Nie panikuj i na spokojnie pomysl. Jest tak jak to powiedzial ten jak mu tam… acha Muszynski. Polski katolik jest katolikiem statystycznym, ilosciowym, a nie ideowym…

    Jak pasi, czy nie szkodzi, to bedzie sie zaklinal, ze on katolik… Ale jak tylko bedzie na odwyrtke, to sie wezmie i odwyrtnie. Musi tylko go osobiscie w dupe kopnac solidnie. A jak opnie to sie wezmie i odwzajemni.

    Wiem, ze jestesmy na krawedzi. Roznie moze sie potoczyc, ale calosc doswiaczen z kopy lat z okladem, mi mowi, ze mozna zaufac nieposkladaniu, bylejakosci, niefrasobliwosci, niedouctwu, polaczonym z pewnoscia siebie ignoranta, ze wspolnie sknaca, schrzania, zdupia, zaniedbaja, niedocenia, nakradna i w rezultacie nic nie wyjdzie jak mysleli, ze sie uda …

    Spoko. To tylko jest kwestia czasu i to calkiem nieduzego czasu, bo tempo rozkradania jest tak wielkie, ze chyba przewyzsza tempo marnotrawienia, wiec sie wykopyrtna szybciej, niz sie komukolwiek wydaje.

    A jak sie wywala, to zeby sie u wladzy utrzymac, wezma narod za morde… A jaksie narod bedzie buntowal, to sila zaczna zduszac bunty… i wtedy juz tylko chwilka nas dzieli od tego, ze beda ofiary smiertelne. Nie to, ze specjalnie beda zabijac. Co to to nie! Ale wystraczy jeden, czy drugi nadgorliwiec i kogos ukatrupi przez przypadek. I wtedy bedzie koniec … Wczesniej niestety nie. Nie ma w tej chwili w Polsce zadnej sily, ktora bylaby w stanie Kaczynskiego i jega bande odsunac od wladzy.

  150. Kostka
    23 marca o godz. 0:45

    Plus slownik Polsko/Angielski…

    Pokaz tylko jak slowka z instrukcji odszukiwac w slowniku. Ize ytrzaba je zapisac zeby zdanie bylo. I odmow pomocy, poza wstepnym instruktarzem. I miej simy, zeby w odowie wytrwac. Moj szesciolatek probowal mnie zmiekczyc jakies 3, czy 4 dni, po czym stwierdzil, ze szybciej mu pojdzie jak sie wezmie do roboty. (lol) I sie zabral. Teraz musze go ograniczac, wiec namawiam go zeby poznane juz tricki cwiczyl zanim pojdzie poznawac dalsze.

    Pozdrowionka

  151. Kostka
    23 marca o godz. 0:45

    Oups, ale moj jest dziwak zaawansowany i majac szesc lat sklada zestawy LEGO, dla 12 latkow przeznaczone. Wiec moze byc, troszke inny od innych dzieci. Nic to. Zasada mysle jest uniwersalna jako metoda wychowawczo edukacyjna, wiec stosuj, tworczo modyfikuj.

    I tylko nie zapomnij informowac, bo Twoje spostrzezenia moga sie mi i innym przydac.

  152. Ciotunia Makowiecka
    23 marca o godz. 0:21

    Ano! Cosik dziwnego te wiatry przywialy jak to na poludniu od nas często bywa…

    Ja osobiście od roku sobie gratuluję przeniesienia się kilka lat temu z Anglii do Szkocji…Pożyjemy, zobaczymy. Dużo się dzieje

    PS. Wyliczać można długo i wiele niechcący pominęlam ale zaraz i tak nam co niektórzy zarzucą ze się głupotami zajmujemy! 😉

    A na tym właśnie urok tego blogu polega że czasem na poważnie a czasem nie.

  153. „Nie ma w tej chwili w Polsce zadnej sily, ktora bylaby w stanie Kaczynskiego i jega bande odsunac od wladzy.” longfather

    Otóż to. Obawiam się jedynie że , jak gdzieś niedawno przeczytałem taką polityczna prognozę ,że to może potrwać aż do 2027 roku. To musi się jednak wcześniej zakończyć bo potem zostanie jedynie „spalona ziemia”.

  154. Lonefather

    Zdam relacje na pewno. Z LEGO ma to samo choć bardziej mnie fascynuje kiedy puszcza wodze fantazji i co zaczyna tworzyc kiedy już rozmontuje to co pieczołowicie złożył według instrukcji… 😉

    Z językiem polskim zaczyna być problem bo łatwiej przychodzi komentowanie co się dzieje w szkole albo opisywanie programu który właśnie obejrzało się na BBC. Możemy tylko konsekwentnie probowac przymuszac do przerzucania się na polski.

    Ale ale…coś mi się przypomniało. Czy ktoś już się dzielił kiedys na blogu poradami na temat ateistycznego wychowu latorośli?

  155. observer
    23 marca o godz. 0:44

    Jako „staly” czytelnik, jest Pan niezwykle powierzchowny w ujawnionych spostrzezeniach.

    Nie mam „bladego pojecia”, czy kieruje Panem jakas zawzietosc, czy cos jeszcze innego, ze nie widzi Pan prostego faktu, ze ten ateistyczny blog jest ciutke taki, jakim moglby byc caly swiat, gdybe zdjac z niego przytloczenia religijnym jarzmem.

    Tutaj go nie ma, tego jarzma co krepuje ludzkie mysli i ludzkie zachowania. Wiec sie nie przejmujemy bzdetami religijnymi i po prostu sobie zyjemy. Jestesmy wolni ludzie wolni od zabobonu i strachu, ktory zabobon wzbudza w swoich wyznawcach.

    I Pan tego nie widzi?
    Nie rozumie?
    Sie Pan dziwi i gorszy?

    A jest Pan pewien, ze faktycznie jest Pan ateista, czy sie tak tylko Panu wydaje?

  156. Optymatyk
    23 marca o godz. 1:10

    Spoko

    Ten 2027 to marzenie, ktore sie najpewniej nie zisci. Moze byc jesli beda mieli nieprzytomnego farta i gospodarka bedzie „hulac”… a co do ostatniego, to prof Orlowski pytany o Morawieckiego i jego „plan”, to sie tlko rozesmial i sie smial az dostal nastepne pytanie. Padna. Spoko.

  157. Kostka
    23 marca o godz. 1:13

    Ale pytanie zadalas!

    Ale OK. Odpowiadam:

    Nie przypominam sobie, zeby tak uszczgolowiony problem edukacyjny byl kiedykolwiek na blogu dyskutowany.

    Nie sadze zreszta, zeby to byl jakis specjalny problem. Mysle i stosuje jedna prosta regule. Odpowiadam na wszystkie pytania i problemy mowiac jak ja to wiem i rozumiem. Na WSZYSTKIE i o WSZYSTKIM…

    Czyli dokladne przeciwienstwo indoktrynacji, ktora nie udziela odpowiedzi, a zrozumienie kaze zastapic wierzeniem, nagradzanym „laska wiary”.

    Ucze wiedzenia i rozumienia, co mam nadzieje, uodporni (zaszczepi) na okolicznosc wmawiania czegokolwiek „na wiare”, bez udokumentowania, czy udowodnienia.

    Problemem jest oczywiscie dostosowywanie udzielanych wyjasnien do zasobow wiedzy i rozumienia dziecka. Jak nie mam czego stosownego do wieku, lub mam watpliwosci, to siegam na polke i czytam ze slownika, czy encyklopedii i wyjasniam, az mlody okaze choc cien rozumienia.

    Nie ucze „ateizmu”, ucze rozumu i poslugiwania sie rozumem. Co w rezultacie jakos tam, jest chyba wychowywaniem ateistycznym. (lol)

  158. No to na dobranocke, ciekawostka personalno naukowa. Naukowa, bo zespol badawczy Uniwersytetu Licester odkryl nowy gatunek, wczesniej nieznanej krewetki, ktora zyla okolo 430 milionow lat temu i zostala odkryta w osadach popiolow wulkanicznych, a personalnosc bierze sie z tago, ze dla uczczenia 90 urodzin Sir Davida Attenborough, ten gatunek zostal ochrzczony jego nazwiskiem.

    Wiecej, tutaj:

    https://uk.yahoo.com/news/sir-david-attenborough-shrimp-fossil-064823840.html

    Dobrej nocy blogowicze, zycze.

  159. Do @Kostka i nie tylko

    Co mam powiedzieć?

    Bardzo długie milczenie…
    To* wszystko na nic???

    Dla wnikliwego czytelnika oczywistym jest fakt, że schronieni na tym blogu próbują się wydostać z ohydnych oparów podłości, kłamstwa i nienawiści o której nie śnił nawet pijany wariat.
    W innym czasie zajmiemy się jak przypuszczam zagadnieniem dotyczącym ilości diabłów na końcu szpilki. Ilu ich się tam mieści oraz czy wogóle tam są.

    Ja.
    Podpisy do wyboru

    ° „Reszta – nie warta czytania”
    bądź
    ° „Koń z tabunu” (w paszporcie mam „K” literę wpisaną co biorąc pod uwagę ilość dotychczas wykonanej roboty na pewno „Koń Pociągowy” oznacza).

    ~~~
    * Moje życie (i po co się było cieszyć z rozwalonego muru….?)

  160. @Ciotunia Makowiecka

    Nie marudz !
    Moglo byc gorzej…

    Usmiechnij sie i idz spac, jako i ja ide. Jutro tez bedzie dzien, a my z mlodym w kwietniu odwiedzimy Edinborough, gdy wroci z Japonii nasza zaprzyjazniona od „wiekow” szkotka francuskiego pochodzenia. Moze bedzie okazja, zeby sie spotkac fizycznie, a nie tylko wirtualnie. Ale to kwestia jaiegos miesiaca, miej wiecej i o ile bedzie wzajemna chec, do spotkania sie, oczywiscie.

  161. Do @lonefather

    Nie marudzę tylko od rana do nocy z głupizną dzisiaj walczę. A napić się ni mogę bo jeżdżem.

    Będę czekała w jedynej na tym placu kawiarence – Edinburgh na St Andrews Square z „Polityką” pod pachą i różą w zębach (jeszcze mam). Nikt nie jest doskonały….

    Dwie przecznice dalej mój młody do pracusi chodzi, sorry jeździ tzn . siedzi przed komputerem i coś tam robi cały przezadowolony.

    Ale by było fajnie!

    Teraz to wcale nie zasnę w tej kupie liści…

  162. @Ciotunia Makowiecka

    Z „glupizna” szkoda walczyc, olac cieplym moczem i tyle. Chyba, ze to wlasna jest glupizna, no to wtedy sie trza douczyc, lub przemyslec.

    Jak bede wiedzial konkrety, to sie domowimy.

    ..brej nocy … pozdrowionka.

  163. Do @Lonefather
    23 marca o godz. 2:12

    Aż poszłam sprawdzić dokładnie.
    Mamy z synem na 16.04.17 już zakupione bilety do Londynu, bądź więc uprzejmy planując wizytę w Szkocji uwzględnienić te trzy dni 15,16 17-ty, że będę zalatana.
    Poza tymi dniami możemy planować.

  164. @lonefather
    Kwestionuje Pan mój ateizm.
    Ponieważ na tym blogu takie ciosy poniżej pasa są dopuszczane – ja zakwestionuję coś innego.
    Jest Pan lonefather – czy tylko tak się Panu wydaje?

  165. observer
    23 marca o godz. 2:49

    Oupsss…

    Pytanie, nie jest kwestionowaniem. Za przeproszeniem oczywiscie.

    Kwalifikowanie prostego zapytania sie, jako „ciosu ponizej pasa”, jest niczym innym jak wlasnie ciosem ponizej pasa.

    Ciosy „ponizej pasa” na tym blogu sie trafiaja, ale nie sa tolerowane przez aklamacje, jak sadze. Choc ten problem nigdy nie byl dyskutowane, bo jak mniemam, oczywistej oczywistosci sie nie dyskutuje, tylko stosuje.

    Malo Pan bywa na tym blogu, wiec kolejny raz, tym razem Panu, wyjasniam ze mama mojego synka odeszla, gdy mial 3 tygodnie, co uczynilo mnie samotnym ojcem szesc i pol roku temu. Od tego czasu jestem po prostu @lonefather i nie ma czego kwestionowac.

    Zycze powodzenia w zyciu zawodowym i osobistym.

    Zegnam.

  166. @Tobermory
    22 marca o godz. 23:55
    W Indonezji wypalają las tropikalny i sadzą palmy na olej palmowy. W Australii farmerzy wybili już praktycznie wszystkie dingo pod pretekstem zabijania dzikich psów. Kangury wybijają, koale giną z głodu, totalny dizaster spowodowany przez człowieka.

  167. @Ciotunia Makowiecka

    Nie martw sie. My wracamy do Londka 19go ze „spring holidays” i wizyte w Edynburgu planujemy dopiero pozniej, w koncowce Kwietnia.

  168. @Ewa-Joanna

    A w Polsce rzadzi Kaczynski i to jest dopiero dizaster….

  169. Do @Lonefather

    Cy tata cyta cytaty tacyta?

    „observer
    21 lutego 2015 o godz. 2:12 2601
    @vertigo13.
    Czy mógłbyś nie naciskać „enter” po kilku wyrazach? Masz taki tik, czy myślisz że piszesz wierszem?
    Tak długo jak wiara nie koliduje z zawodem – jest OK. Wiara Collinsa tobie cuchnie? A może twoja wiara jest śmierdzàca dla innych?

    Naucz się szanować innych, jeżeli chcesz aby Ciebie szanowano.

    @abchaz.
    Pomyliłeś blogi, to nie blog psychoanalityka.”

    Tako rzecze szklana kula.
    Abrakadabra…. Czyli…. FIZYKA.

    Wiadomo, że w przyrodzie nic nie ginie, czyli o zasadzie zachowania energii.

  170. @izabella
    23 marca o godz. 0:04
    Miałam, miałam, nawet dobrze rosła. Arabica to była, podobno najlepsza. Ale tej taniej siły roboczej mi zabrakło 🙂
    Specjalnie dla ciebie zdjęcia mojej kawy.
    https://goo.gl/photos/hgCEeoZEtkC35JGr7
    W sumie to mnie najbardziej zaskoczył zapach – te kwiatki, choć niewielkie pachną bardzo pięknie. Cała reszta potem była do przewidzenia.

  171. Do @Ewa-Joanna 23 marca o godz. 3:01

    Bo człowiek to brzmi dumnie.

    Dobrze, że jesteś i nas uświadamiasz. Te małe „okruchy dnia” zbierane przez obserwatorów są tak samo ważne jak ziarenka piasku one przecież są skladnikami cegły.

  172. @observer
    23 marca o godz. 0:44
    Ojć! ( by Nefer) No może jednak przeczytasz 🙂
    A co złego jest w wybiegu? I w brykaniu? No powiedz, czy czytałbyś blog nadęty i zawsze na temat?
    Nie wiem, czy się dobrze znamy. Niektórzy owszem, spotkali się w realu, wzajemna ciekawość siebie to przecież nic zdrożnego. Z czasem też różnie to bywa, ale ponieważ jesteśmy od lewa do prawa i od góry do dołu to o każdej porze ktoś tu jest, co nie oznacza, że jesteśmy banda nierobów i leserów.
    Nikt obcy, kto się chciał wtrącić w dyskusję nie został pogoniony. Ale jak wszedłeś pouczać, głosić swoje przekonania najmojsze, to i owszem – pogonimy. I wtedy masz dwa wyjścia – obrazić się i zaglądać tu zza węgła, albo pomyśleć i znormalnieć. Wtedy witamy.
    Nie zawłaszczyliśmy blogu. Pan Jacek zmęczony ciągłym użeraniem się z bandą durniów mających za swój święty obowiązek przyjść i opluć, zdecydował o zamknięciu bloga. To kilkoro ze stałych bywalców zgłosiło się do społecznego prowadzenia blogu a pan Jacek tylko tych zapaleńców firmuje. Ten blog istnieje więc dzięki nam i żadne twoje gadanie nam go nie odbierze.
    Ciekawe jak sobie wyobrażasz to demaskowanie zabobonu i popularyzację ateizmu, ha? Coś na kształt kagańca oświaty niesionego dumnie przez p. Jacka, Tanaka z anumlikiem po bokach, za nimi Nefer na nartach ( a czemu nie?) a potem my wszyscy inni rzedem czwórkami idziemy i krzyczymy : ateizm tak, religia nie!
    Ale chętnie posłucham twoich propozycji i jak się tylko da, to mogę wykonywać.
    Sorry za frywolną formę wypowiedzi, ale inaczej się nie dało, mało poważna jestem.

  173. „Co tu się wyrabia? Świetne pytanie.
    Założcie sobie państwo grupę na FB i nie zawracajcie innym ateistom głowy swoimi sprawami jak np wylotem do Londynu lub podobnymi osobistymi sprawami. To jest zamulaniem blogu a nawet spamem.
    Buzuje Was że piszecie w Polityce i robicie 300+ postów. Dajcie pożyć.

  174. Observer

    Nie ma w tobie bratku ateistycznego luzu.
    Spiety jestes i „waleczny” jak kazdy jeden nedety katolik, ktoremu jego religianctwo nakazuje wiecznie walczyc i dlatego sie spytalem o twoj ateizm mniemany.

    Olales i nie odpowiedziales.

    OK. Twoj bozia cie prowadzi, a ja nie musze nic z tym robic. Nie mam zamiaru najmniejszego walczyc z nieistniejacym. Szkoda na to czasu i ambarasu. Ale Ty mozesz se wierzyc, tylko mi tego swojego bzdeta nie wciskaj na sile, zwlaszcza tu na ateistycznym blogu, nedzny prowoku za pinc groszy.

    Co mysle juz wiesz, ale wciaz nie wiesz tego, ze toleruje Twoja obecnosc, bo im dluzej tu jestes, tym wieksza jest szansa, ze cos zrozumiesz, cos pojmiesz. Ze jesli nie dzis, to jutro sie ockniesz i zrozumiesz, ze byc ateista, to nie jest walka co wysysa sily i zostawia pustke, tylko zycie i cieszenie sie zyciem wolnym od zniewolenia religianckich miazmatow i innych bredni.

    Ciesz sie zyciem, albo sie katuj swoimi religianckimi bzdetami.

  175. Cieszę się niezmiernie że samotny ojciec mnie toleruje ale po ojcowsku beszta. Nawet się za niego pomodliłem.
    Zawłaszczenie bloga oraz jego zamulanie jest oczywiste.
    Jak widzę popularyzację ateizmu? Nie poprzez instrukcję do Minecrafta lub podawanie dnia przylotu do Londynu. Pan Kowalczyk jest bardzo tolerancyjny, odpuścił merytoryczną cenzurę a Wy brykacie jak stado źrebaków.
    Blog o profilu ateistycznym powinien zajmować sie sprawami laicyzacji społeczeństwa, a nie być maglem dla ateistów.
    Jesteście tacy rozbrykani że obrażacie (nędzny prowoku za pinc groszy), straszycie (pogonimy) i pouczacie innych. Zwalnia to mnie z bycia uprzejmym i powiedzenia Wam prawdy. Jesteście zarozumiali, zasłuchani we własny śpiew i nietolerancyjni, zupełnie jak mohery. Szkoda że ten blog tak zpsiał.

  176. Ale przecież bywanie tu nie jest obowiązkowe…

  177. „Polska dba o dostęp do aborcji”

    I kto to mówi? Rząd pobłogosławiony przez papę muchomora tak mówi

    http://www.rp.pl/Swiat/303229855-PiS-czaruje-ONZ-prawami-czlowieka.html

    Kogo teraz toruński papa nazwie czarownicą? A może bardziej opłaci mu się nabrać wody w usta. Nie co dzień zdarza mu się taka dojna zmiana.

  178. @Ewa-Joanna @Ciotunia @lonek
    Zwracam wam uwagę, że pan observer nie pił z wami bruderszaftu. Więc jakim prawem go tykacie. Nawet konie z tabunu (a może tabuna ta cholera ten jezyk polski) nie mają prawa mówić „ty” do konia outsidera, samotnika, który nie lubi jako tabun tratować innych. Ja, lewy koń tak po ludzku albo po końsku, rozumiem pana obserwera. Jak pracowalem w szkole i jak wchodzilem do kantyny, gdzie wrzask, bieganina i w ogóle totalny chaos mnie doroslego outsidera denerwował, to też miałem podobne myśli o tych tabunach dzieciaków.
    Tez nie potrafiłem obserwować jak pan observer dzieci po stoicku, lecz w duchu wyzywałem je od najgorszych, ale nigdy nie wyzywałem je od Żydów. Tak daleko to ja sie nie posuwałem, podobnie nie posuwa sie pan observer.
    Ps
    A widział kto rozbrykanego konia w moherze ?

  179. Jeszcze jedno. Jak mnie wqrwicie, to też każę wam zwracać się do mnie per panie Lewy. Będzie koniec spoufalania.

  180. lonefather
    23 marca o godz. 1:41
    Ale pytanie zadalas!
    Ale OK. Odpowiadam:
    Nie przypominam sobie, zeby tak uszczgolowiony problem edukacyjny byl kiedykolwiek na blogu dyskutowany.

    No to moze ktos by sie o wstepniaczek pokusil? 😉 A reszta podzieli poglądami, doswiadczeniami i okruchami mądrosci?

    Pytanie bylo celowo prowokacyjne (choc przyznam ze przymruzeniem oka troche). Mniej myslalam o „uczeniu” ateizmu, bo to mysle sobie uczy sie samo w pewnym sensie przez uczenie rozumu i poslugiwanie sie nim, jak zgrabnie powiedziales (rodzice) i obserwowanie rodzicow (potomek) . Ja zreszta (przyznam bez bicia) nie lubie ateizmu wojujacego i misynego bo robi sie z tego wtedy jeszcze jedna religia (moj mąz odstraszyl nam kiedys pare religijnych przyjaciol wsciskając im do czytania Dawkinsa).

    Bardziej ciekawi mnie dyskusja na temat jak sobie radzicie/radziliscie z trudnymi pytaniami albo ze stwierdzeniami totalnie sprzecznymi w tym w co wy sami (nie) wierzycie… Jak bylo z tym w waszych domach kiedy dorastaliscie?

    Na przyklad – rok-dwa lata temu moj synek przechodzil faze oswajania sie ze zjawiskiem smierci – nie dlatego ze takie doswiadczenie go dotkelo w tym czasie, ale ze wlasnie sobie uzmyslowil ze wszyscy są smiertelni. Bardzo go martwilo ze nic juz dalej nie ma…I ja tu nie dac sie zwiesc na pokusznie i poleciec najlatwiejszym rozwiazaniem w stylu „nic sie nie martw, wszyscy sie spotkamy w niebie „. Przyznaje (o wstydzie…) ze przez chwile to nawet zaczelam rozwazac bo tak mi go bylo zal gdy rzewnie plakal kiedy o tym mowil (kolezanka sie ugiela, naoopowiadala swoim o zaswiatach i powiedziala ze bedzie prostowac jak mlode podrosna….). Jakos koniec koncow nie ugielam sie i poszlismy raczej w strone „nie martw sie, a pamietasz pana Attenborough na filmie ostatnim? Wszystkie zwierzatka (wiec i ludzie tez) kiedys umieraja ale potem rosna na nas rosliny a na tych roslinkach kolejne zwierzatka. Circle of life. Wiec wazne jest zeby sie cieszyc zyciem i nie tracic czasu na martwienie” (upraszczam celowo wiec nie bijcie! To dluzsza dyskusja byla.. 😉 Oj, i nie jedna). Koniec koncow – jakos z tego wybrnelismy bez bozi i paranoralnego. Nawet latwiej poszlo niz myslalam, choc znajac zycie rozne fazy maja to do siebie ze wracaja co jakis czas…

    Ostatnio znowu mlody wrocil ze szkoly i tonem lekkiej konwersacji oznajmil… ” a ty wiesz ze sa rozne gods”? (ponglish) Muslim people maja takiego jednego a Christian people tez mają”. „Hmmm (mowie ostroznie), zgadza sie, ludzie wierzą w rozne rzeczy… ale to nie znaczy ze to jest naprawde. Nikt tego nigdy nie widzial na wlasne oczy. Pamietasz jak sie uczyles o bogach Rzymian, tez nie byli prawdziwi” (i czekam na pytanie osobiste ale nie pada). „Hmmmm” (mowi na to mlody przerzucajac sie ostatecznie na angielski) ” Well…. I believe in god. „Jesus Christ” (konkrtnie, dla uscislenia). „Hmmmm….” (na to ja wymijajaco, w duchu zzymajac sie na szkole ktora teoretycznie ma byc swiecka). I tutaj dylemat – ciagnac konwersacje dalej zaznaczajac od razu (nie bedac pytanym) ze rodzice zdecydownie nie są wierzący? Wytlumaczyc podpierając sie przykladami potwora spaghetti i orbitalnego imbryka (ale jeszcze w szkole powtorzy 😉 ) czy poczekac az troche podrosnie i zacznie zadawac konkretne pytania….

    Przepraszam za brak polskich znakow (wreszcie musze ten komputer uporzadkowac ale czasu nie ma ciagle! Czasem staram sie pieczolowicie przeklejac ale dzis juz czasu nie bylo)

  181. @Ciotunia @lonefather

    Jak juz sie umowicie gdzie bedziecie stali z rozami w zebach i Polityka pod pacha to dajcie znac, nie bądzcie tacy

    Chyba ze macie ochote do Glasgow zajechac z wizyta to wtedy to ja bede czekac z roza w zebach pod najslynniejszym pomnikiem 😉 Zagadka: z czego slynny jest najslynniejszy pomnik w Glasgow? 😉

  182. Kostka
    23 marca o godz. 8:25
    Nie chcę Ci kadzic, bo jeszcze się zarumienisz, ale jesteś świetną, madrą mamą. Nic na siłę, ale konsekwentnie, spokojnie, a dziecko samo dojdzie do wlaściwych wniosków.
    Ale wstępniak na ten temat może być ciekawy. Jak mnie ogarnie wena, to sprobuje, ale bez weny to ja nie piszę, a ta cholera nigdy nie wiadomo kiedy się zjawia.Jest kaprysna jak moja Pani.

  183. Panie Lewy

    Ująl mnie pan tym rozbrykanym koniem w moherze po prostu…

    Coz za wizja piekna! Rozbrykalam sie (mentalnie)

    Ach, jakze bym chciala (jak to ujal obserwator niezalezny) miec duzo czasu i malo obowiazkow……

    A tu robota wzywa a mlodego wychowanego w duchu ateistycznym (choc jeszcze nie antyklerykalnym) trzeba do szkoly wyszykowac.

    Wiec znikam.

  184. @Lewy (Pan)

    Zarumienionam! 😉

  185. Lewy

    I nie daj sie prosic o tego wstepniaka bo lubie cie czytac

  186. @izabella, ( 22 marca o godz. 22:30)

    (Tutaj tylko naskakują na Indian.)

    Hi, hi, hi 🙂
    Oczyma wyobraźni widzę Indianina w formie prezesowej pochyłej wierzby mazowieckiej. A na niej stado kóz. Palę sobie fajeczkę, wsłuchuję w … nie, nie, żadne pobekiwanie. Ciekawe, zabawne, pouczające. Patrzę w niebo z niepokojem, czy aby nie zbliża się jakaś wredna niemiecka trąba gotowa postrącać kozy. Lubię kozy i nie chcę, żeby którakolwiek złamała sobie nóżkę.

  187. @observer, (23 marca o godz. 0:44)

    Obcy który chce się wtrącić w dyskusję zostaje przez was stratowany i wdeptany w ziemię. Ot, takie prawo tabunu.

    Na zagrodę gazdy napadli zbójcy. Chałpę spalili, owieczki zarżnęli, gazdę obili a gaździnę zgwałcili.
    Siedzi gazda na zgliszczach i mówi. Maryna, wiys ty co, ze chałupe spolili, to ich zbójeckie prawo. Ze łowiecki zarznyli, to ich zbójeckie prawo. Ze mie łobili, to ich zbójeckie prawo. Ze cie zgwołcili, to ich zbójeckie prawo. Ale ześ ty dupo rusała, to je kurestwo.

    Dopóki nie zmuszają do ruszania d…, granica nie zostaje przekroczona. Takie jej, wolności słowa, zbójeckie prawo.

  188. @Lewy
    Czy rozbrykany koń z Pańskiego – Szanowny Panie Lewy – bon motu ma moher w kształcie czapki frygijskiej? Bo ja takim go widzę oczyma wyobraźni. Rozbrykany koń w moherowej czapce frygijskiej rżący Marsyliankę.

  189. PREZES KACZYŃSKI JEST BEZPIECZNY

    Pośpieszyły uspokajać media
    Pokrzepiony dobrą nowiną, zwlokłem się z łoża boleści. Wrzuciłem do worka wotywnego wszystko, co mam najcenniejszego. Szczury rozwlekłe na deseczkach, zasoby zdefiniowane i niezdefiniowane, domknięte poznanie związane podwójnie spiralą milczenia. Przyoblekłem się godnie i na kolanach pognałem złożyć podziękowania przed wiadome relikwie.
    Ament 😉

  190. observer
    23 marca o godz. 7:09

    popularyzowac ateizm?
    Trzeba wiecej myslec, nie przyjmowac za kanon tego, co mowia ojcowie ojdyry, proboszczowie i ksieza na mszach oraz rzad, ktory wiara, religia, slowami Lolka Kremowkowego (ale juz nie powolujac sie na slowa innego Franciszka) wymachuje niczym maczuga, bo tak mu wygodnie- zeby do tego statusu dojrzec.

    Nasz Gospodarz widac toleruje nasze rozbrykanie, bo odpowiada mu lekki ton wypowiedzi; gdy trzeba, mowimy powaznym tonem, z troska o los naszego kraju, z ktorego losy przeniosly nas we wsystkie strony swiata.

    Dzielimy sie roznymi doswiadczeniami ze swojego grajdolka, w ktorym zyjemy, z zyczliwoscia dla innych doswiadczen, nie potepiajac nikogo, czasem polemizujac, dyskutujac, wymieniajac sie zdjeciami, lekturami, przepisami kulinarnymi i wszystkim, co nas interesuje , bawi, smieszy, tumani, przestrasza.

    Nie czytalam slow i zdan obrazajacych wierzacych, poddajemy pod ocene wypowiedzi kosciola, biskupow Epidiaskopu (wczorakj znow sie popisali swoja odezwa); rozbieramy na czynniki pierwsze, drugie i trzecie.
    Usilujemy nabzdyczone, napompowane ideologia i wiara slowa obsmiac, bo sa to hasla, ktore niczego w sobie nie zawieraja; zadnych tresci, najczesciej bon moty wciaz w uzyciu przez nasze czarnosukienkowe spoleczenstwo, zajmujace sie moralizowaniem wszystkich, a majacych wiele tolerancji dla wlasnych grzechow, przestepstw nawet.

    Lonek napisal, ze witamy kazdego, kto tu sie odezwie, ale nie poucza, nie ubiera w cudze piorka, akceptuje nasze wady, rozbrykanie i wolne zarty; potwierdzila to @Ciotunia Makowiecka i kilkoro innych.

    Ateizm dla mnie nie jest zadna religia; nie wymaga tlumaczenia, jak slowa z niebieskiej ksiazeczki, ktore studiuje natchniony przedstawiciel SJ, zarzucajacy nam brak rozumu, daru bozegoi laski do objecia i ogarniecia slow z tej ksiazeczki wynikajacych.
    Robi to nie obrazajac nikogo; nie ma co prawda wlasnych przemyslen, obficie obdarza nas cytatami, z ktorymi polemizujemy.

    Wypusc nieco powietrze ze swojego balona; odpusc sobie, badz bardziej uprzejmy dla siebie i innych, nie zwalniaj sie z tego obowiazku wzgledem innych.
    Niech Cie nasz luzny styl wypowiedzi nie zmyli i nie uprawnia do pouczania, obrazania , urzadzania czy podpowiadania, jak powinnismy sie tu zachowywac.
    Nie sadze, zeby ktokolwiek z nas liczyl, ze ten blog zbawi swiat od wszelkich klesk, zywiolow, religijnosci innych.
    Nie przeszkadzaja nam wierzacy; niech wierza nawet we wlasne sznurowadla, pastafiarianizm, bostwo umieszczone na obrazach i rzezbach.
    Przeszkadza nam narzucanie tej opcji wiekszosci, ktora inaczej postrzega swiat i swoje prawa i wolnosci, a przede wszystkim prawo WYBORU!

    Zawłaszczenie bloga oraz jego zamulanie jest oczywiste.
    Jak widzę popularyzację ateizmu? Nie poprzez instrukcję do Minecrafta lub podawanie dnia przylotu do Londynu. Pan Kowalczyk jest bardzo tolerancyjny, odpuścił merytoryczną cenzurę a Wy brykacie jak stado źrebaków.
    Blog o profilu ateistycznym powinien zajmować sie sprawami laicyzacji społeczeństwa, a nie być maglem dla ateistów.
    Jesteście tacy rozbrykani że obrażacie (nędzny prowoku za pinc groszy), straszycie (pogonimy) i pouczacie innych. Zwalnia to mnie z bycia uprzejmym i powiedzenia Wam prawdy. Jesteście zarozumiali, zasłuchani we własny śpiew i nietolerancyjni, zupełnie jak mohery. Szkoda że ten blog tak zpsiał.

  191. przepraszam, skopiowal mi sie w odpowiedzi fragment Twojej wypowiedzi

  192. @Lewy, (23 marca o godz. 7:59)

    A widział kto rozbrykanego konia w moherze ?

    Jasne, że widział. Też mi mecyje!
    Były prezes LPR, wicepremier rządu PiS, LPR, Samoobrona poczętego z Rydzyka, podskakujący w bereciku na głowie przed Pałacem Namiestnikowskim w czasie demonstracji KOD.

  193. Kostka
    23 marca o godz. 8:25
    Wiec wazne jest zeby sie cieszyc zyciem i nie tracic czasu na martwienie

    bardzo mi sie to stwierdzenie podoba.
    Dodam od siebie slowami piosenki w wykonaniu Edyty Geppert:
    NIE JESTEM TU ZA KARE

  194. anumlik
    23 marca o godz. 8:52
    oj, oj….slysze rzenie Marsylianki….hahahahaa

  195. stasieku, (22 marca o godz. 22:29)

    Dziennikarstwo, w którym gwiazdą jest p. Olejnik, to dowód jego upadku. Przerażający infantylizm i głupota pytań niewyobrażalna.
    Od lat, nigdy, niczego nowego się nie dowiedziałem od tych gwiazd TVN.

    To dziennikarstwo można zażywać jedynie w charakterze środka na podwyższenie ciśnienia.
    Zdarza mi się czasem włączyć p. Ojejnik, kiedy gości u siebie kogoś, kto zwykle nie bywa w mediach. Na przykład generałów. Choć coraz częściej bywają.
    Jest to dla mnie zawsze doświadczenie z gruntu ekstremalne. Przedarcie się gościa przez miny, fatałaszki i potok banałów pani redaktor wymaga nie lada umiejętności. Jak zapomnę się znieczulić w ramach prewencji, muszę to robić w ramach reanimacji 😉

  196. @ observer
    Szanowny Panie!
    Ten blog ani w wersji pierwotnej (zmieniającej się zresztą) nie miał, ani obecnie nie ma za zadanie „popularyzacji ateizmu”. Miał być i jest miejscem, w którym ujawnia się czasem jedynie niereligijny, a czasem aktywnie ateistyczny sposób patrzenia na świat. Nie chodzi o żaden prozelityzm, lecz o trochę inny od powszechnie obecnego punkt widzenia. Ponadto jest miejscem spotkań tych, którzy chcą się spotykać, i rozmów o tym, o czym w danej chwili ktoś chce z kimś drugim rozmawiać (przy zachowaniu pewnych warunków brzegowych dotyczących kultury i przyzwoitości). I tyle.
    Pozdrawiam
    JK

  197. Panie Observer,

    Doprecyzuje, tak na wszelki wypadek, zeby nie bylo, czego na mysli nie mialem.

    „Zegnam” konczace moj post, odnosilo sie wylacznie do dyskutowania z Panem problemu mojego nicka. I tylko tego dotyczylo.

    Jesli odniosl Pan inne wrazenie, to jest to tylko i wylacznie Panskie wrazenie.

  198. Z racji zajętości powiem w krótkości.

    Przesyłam Ewiejotce kawałek działki mojej żony, który spełnia rolę łączki do koszenia (świeżą trawę i potem siano jem ja). Przepraszam Panie, którym posyłam wszystkie wiosenne uniesienia bez kwiatków – zresztą krokusków jest tyle, że jest co sprywatyzować.

    Okropność jak mi się spodobały słowa lonka o wychowywaniu syna nie na ateistę, lecz na człowieka myślącego (co i tak w efekcie da ateizm).

    A Kostka też bardzo mi się spodobała z tym uważnym podejściem do dzieciaka. Niestety, rzadkość w mesjańskim kraiku. 50 razy dziennie widuję młode mamy na spacerze z ciekawym życia brzdącem, który nie ma kogo zapytać, nie ma do kogo trajkotać, dzielić się emocjami, bo mama furt gęga przez komórkę.

    Małorolny observer to kandydat na trolla, odreagowujący swoje boje tak, że musi mieć za złe. Przypatrzyłem się takim już chyba kilkunastu – takie same zarzuty, taki sam gorzko-kwaśny styl, wieczne „Czemu o tym, nie o tamtym”, identyczna u wszystkich konkluzja, że „blog spsiał”. Zauważ, observerze, jak trza pisać „spsiał”.

    Nie będą pochwalone zabite żabki na szosach i wszystkie bogu kapusty ducha winne zwierzaki zamordowane przez blaszaki. Za chwilę zacznie się rzeź żabek.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6400616364135257234?icm=false&authkey=CJbU6_rXobWRbg

  199. Odpowiadajac wczoraj na pytanie @Tanaki ze wstepniaka, opisalem swoje jesienne zmagania z Sokratesem i atenska Agora.

    Gdyby pojsc tropem Pana Observera, to bysmy otrzymali Agore wypelniona samymi „Sokratesami” i jednym Sokratesem. W pierwszym momencie moze byloby zabawnie, ale szybko by sie skonczylo. Nuda samych madrosci gloszonych bylaby nie do strawienia, nie mowiac juz o tym, jakie by sie boje toczyly o to, ktore madrosci sa wazniejsze. Boje moze nie bylyby nudne, ale szybko by sie Agora wyludnila.

    A wyludniona Agora, to martwa Agora. Zyje ta blogowa „agora” wlasnie tak, jakie jest samo zycie, ktore nie sklada sie wylacznie z „madrosci”. Sklada sie z wszystkiego co sie w zyciu dzieje i przytrafia.

  200. Kostka
    23 marca o godz. 8:31

    Oszesz zagadka. (lol)

    Nie wiem, ktory z pomnikow jest najslynniejszy, wiec nie wiem tez z czego jest slynny.

    Pozdrowionka

    ps Skutkiem nocnego markowania, pobilismy dzis z mlodym rekord. Wstanie, sniadanie, ubranie i dotarcie do szkoly 21 minut. Szkola jest o 7 minut biegiem. Mlody sie uwinal z kanapka, ja naszykowalem lunchpack’a i pomoglem w ubieraniu sie. Nawet nie bylismy ostatni, ale wole bardziej stateczne poranne obrzadki w domu i zagrodzie.

  201. Po przeczytaniu wyjasnienia p Jacka Kowalczyka przyznaję że źle odczytałem założenia tego blogu i trochę czegoś innego oczekiwałem. Rozumiem teraz Państwa rozbrykanie, ale tych kilka kopniaków które dostałem, bolą. Bawcie sie dobrze.

  202. @Jagoda
    23 marca o godz. 10:26
    Przypadek. To tak jak z wróżkami – zawsze kiedyś coś trafi i przepowie.
    Ważniejsze moim zdaniem jest to:
    https://oko.press/a-nawet-przeciw-europoslowie-wspieraja-rownouprawnienie-kobiet-osob-lgbti/
    Na tamtym „newsie” czytalność i oglądalność tłuką media, ten drugi informuje o przyszłości kraju.

  203. @pombocek
    23 marca o godz. 10:24
    Dziękuję. Kiedyś miałam również żółte i białe, ale fioletowe są najpiękniejsze.

  204. Wczoraj na kanale Toute l’Histoire było o sytuacji Żydów w przedwojennej Polsce, tym tolerancyjnym kraju, gdzie wymyślono getto ławkowe, przeprowadzono kilka udanych pogromów(bez pomocy Ukraińców), zamordowano prezydenta Narutowicza, bo Żydzi na niego glosowali, paktowano z Francuzami na temat wysłania Żydów na Madagaskar, gdzie katolickie małolaty biły małolata Żyda, a jak ten się nie bronił to mu twarz wysmarowali krowim łajnem(oj to było takie śmieszne i ile uciechy).
    Stary Żyd, obecnie Francuz,opowiadał o swoim ojcu, który miał mały warsztat czapniczy, fabrykował kaszkiety i inne nakrycia głowy. Tak sie składało, że jego warsztat znajdowal się przy drodze,którą co jakiś czas przemierzali pielgrzymi udający się do najświętszej panienki na Jasną Górę.Przechodząc obok pracowni tego krwiopijcy, tego Rotszylda, którego przodkowie zamordowali zbawiciela, niejeden z tych pielgrzymów wzburzał się i w tym świętym oburzeniu wrzucał do warsztatu kamień albo jakies inne wotum, które chciał zanieść do stóp najświętszej panienki.
    Ten Żyd opowiadał, że w wolnej Polsce szkoła nie była obowiązkowa.Więc mali Polacy jak ptacy biegali po ulicach i polowali na małego Żyda, który już od trzeciego roku życia chodził do chederu, uczył sie czytać i pisać, co sprawiało, że kiedy wraca ze swej szkoły samym swym widokiem obrażał młodych katolików. Katoliccy rodzice sie dziwowali, że żydowskie dziecko chodzi do szkoły, a nawet nie tylko sie dziwowali ale gniewali, no bo był to wyraźny dowód na to, że Zydzi są fałszywi.
    (Tu mała dygresja do dzisiejszej reformy wg państwa Elbanowskich – ratujmy sześciolatki – koniec dygresji).
    Kiedy ów Żyd skończyl 7 lat ojciec oddał go do szkoły publicznej. Ale ta szkoła publiczna była droga, więc ten producent czapek za połowę sprzedanych kaszkietów opłacał czesne małemu Aaronkowi. Taki fałszywiec.

  205. Wczoraj Marcinkiewicz,obecnie bezwzględny demaskator pisowskiej kombinarotyki ujawnił przyczynę nieodwołalności Misiewicza. Pan Kazimierz z własnych, pewnych źródeł dowiedział się, że kiedy Kaczyński wezwał Macierewicza na męską rozmowę i mu wprost powiedział, że nie lubi Miśka, Macierewicz zawołał Misiewicza, następnie kazał mu po coś pójść i Misiewicz po chwili wrócił z kartką papieru. Była to lista z nazwiskami wszystkich pisowskich prominentów osadzonych na kluczowych stanowiskach w spółkach państwowych. Kiedy Kaczor to zobaczył, to mu się zrobiło głupio i wycofał swoją niechęć do Misiewicza.
    Mnie sie wydaje, że ta spiskowa teoria pana Kazimierza jest trochę naciągana. Ja mam inną teorię. Jak wiadomo Misiewicz studiuje u ojca doktora Rydzyka. Jego praca w Ministerstwie Wojny jest dodatkiem do jego studiów, taką praktyką przydatną w jego pracy naukowej. Ojciec doktor Rydzyk Tadeusz lubi tego dobrze zapowiadającego się studenta, podobnie jak lubi go minister Macierewicz. Kaczyński wie, że jakby te wszystkie radia z ryjami rozproszone po całym świecie od Uralu po Chicago nagle zaczęły mówić, że Kaczyński to jest czarownica albo cos gorszego, to wtedy cały lud od Tater po Białystok, od Green Pointu po Jackowo odwróciłby się od pisu i wtedy nawet kapitał polityczny zgromadzony przez genialnego stratega(cytuje za profesor Jadwigą Staniszkis) w krypcie wawelskiej by nie wystarczył.
    Jest jeszcze jedna teoria, trochę wulgarna a nawet obrzydliwa.Otoż plotka niesie , że po spędzeniu przez Macierewicza i Misiewicza nocy w pokoju hotelowym sprzątaczka znalazła rano mocno poplamione prześcieradło. Wydaje mi się, że ta spiskowa teoria jest również mało prawdopodobna jak ta pana Kazimierza.

  206. „Nu,ja tu przyszedł nieśmiele…”Nie napiszę skąd cytat,nie chcę Was obrazić.
    A nieśmiele,bo tu Tanaka,E-J,anumlik,mag,pombocek i tylu innych,ciekawych i zacnych bywalców.Że o Gospodarzu nie wspomnę,Czytam Was ku pokrzepieniu serca,że nie wszyscy w tym kraju zidiocieli.Poczytam i zaraz lepiej.
    Podobno ateizm to też religia jak niektórzy twierdzą,więc niech Wam {i mnie} ateistyczny bóg błogosławi.Pozdrawiam.
    PS.Dezerterowi i Małemu Rosiowi też.

  207. Do @Kostka 23 marca o godz. 8:31
    Do @Lonefather 23 marca o godz. 10:55
    oraz do Pana @Lewego ponadczasowo rozbrykanego….

    Konkurs!
    Wygrana – Talon na balon w kształcie konia trojańskiego z deszczułek…..!
    Zapraszamy Panie i Panów.

    Pani @Kostko!
    W pierwszych słowach mojego listu donoszę, że mam się dobrze czego i Pani życzę.

    Obok pomnika Księcia i konia jego przechodząc stanęłam jak wryta. Nie było tego co zawsze. [ ^ ] Szkoty ubranko założyli księciu znaczy się była to koszula hawajska na głowie kaszkiet w kratkę a koniemu szalik.
    Normalnie padłam ze śmiechu nie zrobiwszy zdjęcia… Czasem Pusia taka ze mnie jest.

    Your sincerely
    Pani Ciotunia

    PS.
    1. Mamie Mama przesyłam komplementy.
    2. Oczywiście z dziką rozkoszą. I jeszcze Wasi synkowie poznać się mogą!
    3. Może być Edynburg może być Glasgow w mojej wiosce leżącej pomiędzy zmieniano konie brykające wówczas gdy nie było mechanicznych.

  208. @Ewa-Joanna
    23 marca o godz. 11:23

    w pierwszej chwili chciałam zawołać: i po co gromadzić tyle danych? Ale chwilę pomyślałam i uświadomiłam sobie, że przecież nie wiemy do ilu zamachów nie doszło dzięki temu, że gromadzi się dane.

    Co do wiadomego głosowania, to szkoda słów. Ręce opadają.
    Jakiś czas temu Schetyna miał podobno powiedzieć, że Platforma postara się odwojować dla siebie kościół. No dziękuję bardzo.
    Czy ja mam naprawdę, pierwszy raz w nowej Polsce, nie iść na wybory? Wszystkie szlagi jaśniste i ciemne mnie trafiają, jak o tym myślę.

  209. Ewa-Joanna
    23 marca o godz. 11:25

    oprócz krokusów żółtych, białych, fioletowych w różnych odcieniach, żółtych w brązowe kreseczki mam jeszcze jesienne bladoróżowe. I nie podejmę się wybierania, które najładniejsze. Dla mnie wszystkie.
    Na punkcie kwiatów mam szajbę. Znowu zamówiłam masę kłączy i karp. Czekam na dostawę. I znoowu się martwię, gdzie ja to wszystko pomieszczę.

    Jeżeli nie ma szlabanu na pisanie o jedzeniu, to zapodam, że u mnie dzisiaj makaron z wędzonym łososiem i szpinakiem w sosie serowo śmietanowym z zielonym pieprzem.

  210. @Ciotunia Makowiecka,

    listonosz zapukał 🙂

  211. Do @Konstancja 23 marca o godz. 9:0 ileś tam minut

    Pozdrawiam serdecznie!
    Idę robić nic.
    Kobitki tak mają przeważnie od rana do wieczora.
    Teraz jest nowa wersja robienia nic 24/7.

  212. @Jagoda
    23 marca o godz. 12:40
    Jakie dane? W internecie znajdziesz wszystko na każdą okazję. A tu to się smarki bawią wymyślając teorie spiskowe.
    http://boards.4chan.org/pol/
    A dokładne miejsce ataku byłoby gdyby podali współrzędne a nie Big Bena. To jest tzw. fake news. Smarki się bawią w zagadki i tyle.
    Dobranoc

  213. @observer, (23 marca o godz. 11:18)

    Mam nadzieję, że mojego wpisu z 8:44 nie odbierasz w kategoriach kopniaka. Nie takie były moje intencje. Jeżeli jednak zabolało, to serdecznie przepraszam.

  214. @Ewa-Joanna
    23 marca o godz. 12:51

    mam na myśli dane, jakie zbierają na nasz temat praktycznie wszystkie służby. Wszyscy wszystkich śledzą i szpiegują. Gromadzą kosmiczne ilości danych a potem się w nich gubią.

  215. Nie wiem, czy jestem religiantem (kwestia definicji), ateistą nie jestem na pewno. Blog nie jest mi „obcy i wraży”, być może wchodzę na niego z masochistycznej potrzeby doznawania intelektualnego i/lub duchowego cierpienia 😛
    Tytuł „Listy Ateistów” jest raczej wabikiem, gdyż sam blog jako taki raczej nie porusza tematów stricte ateistycznych lub antyteistycznych. Większość tematyki dotyczy krytyki obecnego rządu, z okazjonalnymi wstawkami antyklerykalnymi. Nic w tym wywrotowego, tego typu rozmowy toczą się także wśród głęboko wierzących polskich chrześcijan. Wpisy oscylują między kawałami o proboszczu i jego gosposi a utyskiwaniami na dewocyjny charakter polskiego społeczeństwa, tak ja to widzę. Jeśli coś odróżnia ten blog od innych, to „twarde jądro” weteranów poprzedniego ś.p. bloga, których serdecznie pozdrawiam, przy okazji wyrażając radość z dźwigania chrześcijańskich kajdanów. Pax vobiscum.

  216. Było tak: @Lonek się wyraził – jemu to się zdarza – że skoro pan Jacek postanowił blog ateisty zawiesić, a blog stał się marką, trzeba coś zrobić. Miał słuszną rację, bo na ogłoszenie zamiaru zawieszenia stało się to co przewidział nasz agent Bolek, na wieść, że w 1993 roku w wyborach zwyciężyła lewica: ludzie zawyją i wyjdą na ulicę. Tylko, że wszystkowiedziący nasz pan prezydent Bolek nie przewidział, że lud nie zawyje i nie wyjdzie, a wynik wyborów uzna za normalność.
    Teraz,na blogu, dało się słyszeć wycie i lud wyszedł. Jedni z siebie, inni – do siebie, a pozostali – nie wiadomo dokąd.

    „Rety, co to teraz będzie?”; „panie Jacku – ratunku, sierot swych pan nie opuszczaj!”; „no i znowu biezprizorni jesteśmy, jak jacy ronini”; „ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie!”

    Żeby się zaraz rzucić do roboty nad całkiem nowym blogiem, to ja pierwszy nie byłem. Jak się znam na robocie, tego i owego, to wiem, ile się trzeba narobić. Sam pan Jacek się przyznał, w słowu na dobranoc: roboty po uszy, w dodatku zajęcze.

    Lonek się jednak dalej wyrażał, więc się wzięliśmy i siedliśmy. Vis-a-vis zacnego Parku Oliwskiego, co jest okolicznością przyrody sprzyjającą wyrażaniu się. A wyrażaliśmy się jakieś 4 godziny. Jeden przez drugiego. Z tym, że mnie się razy kilka razy zdarzyło stracić kontakt wzrokowy i mentalny z Lonkiem na rzecz siadających w pobliżu osób płci przeciwnej, które to osoby się w tej przyrodniczej okolicy nad wyraz często zdarzają.
    Prawdopodobnie na skutek pełnej zgodności z Lokiem, zgodności średniej oraz chwilowego braku kontaktu z przyczyny powyższej, udało się nam dojść do jakiejś konkluzji. Co w innej sytuacji nie byłoby możliwe: gdzie 2 Polaków, tam 3 zdania i 4 powstania. Nie tylko z kolan.

    Następnie – i w międzyczasie – odbywały się wymiany iskrówek z tymi i owymi, czyli osobami szczególnymi, albo całkiem normalnymi. Co się stało Inicjatywą Oliwską.
    Pomijając różne szczegóły, doszliśmy do tego, że udało się nam namówić pana Jacka i wypracować formułę nowego blogu.
    Mój ogląd, w perspektywie tego pół roku+ jest taki, że może jest to optymalna formuła przy tego rodzaju patnerstwie osób. Bez Jacka Kowalczyka to by się nie udało, musiałby powstać zupełnie nowy blog i niemający w istocie nic z jego żywego oryginału, może tylko coś w nazwie. Nie wiem jak się ma ilość uwagi i pracy naszego ducha opiekuńczego w obecnej formule, do formuły poprzedniej, w pełni własnej, ale mogę głośno pogdybać: wyraźnie mniej, choć i niemało. Bardzo mi odpowiada rodzaj opieki merytorycznej ze strony pana Jacka: czyta, czasem (dla mnie nieco za rzadko i za krótko) wtrąci własną uwagę, bardzo rozsądnie działa w sprawie gróźb niekaralnych wobec nienawistników, trolli i standardowych męczydusz, a w przypadkach skrajnych, zwykle w uzgodnieniu z nami – oszczędnie banuje.
    Inne blogi tak nie mają, może poza blogiem Stefana Karczmarewicza, który ma dosyć podobnie. Albo za dużo ingerencji, albo ingerencja dziwaczna, albo nie ma jej wcale.
    To fajne wyważenie rol obywatelskich i opiekuńczych bardzo mi się podoba. Panie Jacku – dzięki.

    Nasza kawiarenka jest atrakcyjna, fajna i mało takich dookoła. Mam jednak własną specyficzność, która polega na tym, że ciągnie mnie do spraw i tematów naukowych, bardzo racjonalnych, dużych, oraz małych i dogłębnego badania ich rozumem oraz dowcipem. Racjonalność, rozum, wolność badania – z czego,, nieodwołanie, moim zdaniem – bierze się postawa ateistyczna, to podstawa, naturalność, oczywistość. Tego mi, w tej naszej kawiarence, nieco mało. Dyskusja, meandruąca i uprawiająca liczne dygresje oraz wrzutki z boku, ma swoją wielką wartość, a jednak mi się marzy nieco większe skupienie na temacie wstępniaka.
    Sam nie jestem tu wzorem, bo i sam meandruję i rozrabiam na różne sposoby, więc się sam ze sobą nie całkiem zgadzam, co jest normalne u wariatów, a jeszcze bardziej u ludzi zupełnie przytomnych.
    Pamiętam, wiele razy tak było, dyskusuje i próby sprowadzania się nawzajem na główną ścieżke dyskusji wyznaczoną przez temat wstępniaka. Tak mi się roi we łbie, że może pan Jacek bardziej byłby rad widząc lepsze trzymanie się przez nas toru i nie wypadanie na zakrętach, ale może to bardziej moje własne rojenia.

    Tak, czy inaczej, kawiarenka ateistów ma sie nieźle. Jest jakieś ateistyczne, czyli ludzkie lepiszcze, które lepi. Jak powiedział Tytus de Zoo: na prawo skrzypi skrzyp, na lewo lepi lepidodendron, a z tyłu… jakiś dziwny, włochaty pień…

  217. anumlik
    23 marca o godz. 8:52
    Rozbrykany koń w moherowej czapce frygijskiej rżący Marsyliankę.

    Popłakałam sie ze śmiechu na wizje takową!

    Mysle ze powinnismy zadekretowac owego konia jako symbol blogu… Władze nasze polskie kochane jakis czas temu orzekly ze w polskim skladzie zwierzat narodowych ma wystapic: orzel (wiadomo), kon (bo Polacy kochają konie) i bocian (nie pamietam czemu)….

    A ci ateiści to zaraz muszą wziąc i zniewazyc…

    Jak orzeł, to z powylamywanymi skrzydłami…
    Jak kon, to w moherowej czapce frygijskiej rżący Marsyliankę..
    Jak bocian, to niechybnie niosący w dziobie ateistyczne bobasy (bo juz wczesniej ustalislimy ze zwgledu na antykoncepcje ateisci nie rozmnażają sie tradycyjnymi metodami)….

    A teraz z powrotem do pracy ale ja tu jeszcze wroce

  218. Do @Tanaka tego od wstępniaka

    Mówisz – masz.

    https://vod.tvp.pl/29440144/listy-z-rosji

    «Opowieść o autentycznej podróży francuskiego podróżnika i dyplomaty do Rosji w 1839 roku. Astolphe de Custine, zmęczony pogrążoną w politycznym chaosie Europą, wyrusza w podróż na Wschód, aby przyjrzeć się rosyjskiemu absolutyzmowi i zaszczepić na gruncie europejskim ideę, która w jego mniemaniu sprawdza się znakomicie w zadziwiająco sprawnie zarządzanym imperium»

    Coś „ku pokrzepieniu (!?!)”….

    Mój komentarz – wcale się nie kręci!
    Właśnie że stanął w miejscu.
    Świat.

    2017 – 1839 =… policzcie sami, miłego oglądania.

  219. Tanaka
    23 marca o godz. 13:03

    Tanako,
    Piekna relacja z oliwskiego spotkania. Dodam do niej tylko, ze to porozumienie przypieczetowane zostalo filozoficznym spacerem po rzeczonym Parku Oliwskim, gdzie czerpalismy radosc ze wspolnego spacerowania w okolicznosciach przyrody. Szczesliwym bedac, czasu nie liczylem, ale musi bylo go sporo uplynelo, bo pierwsza mysla po pozegnaniu sie, bylo JESC !

    Nie jestes osamotniony w niedosycie dyskusji merytorycznej nad wstepniakiem. Inaczej niz Ty, wyrazil podobny niedosyt Pan Observer, z czym sie poniekad i ja zgadzam, choc z zupelnie innych pozycji obserwacyjnych.

    Nie da sie na blogu szczycacym sie tolerancja, narzucic ani dlugosci, ani glebi dyskusji nad tematem wstepniaka. No po prostu sie nie da…, bo albo temat zainteresowal, albo nie, obywateli. A moze byc i tak, ze sie czyta wstepniaka, sie z nim zgadza, kiwa glowa potakujaco, albo i nie. Ale co tu pisac, gdy sie zgadzam?

    Popacz sobie na poprzedni wstepniak indianina. Ale tam byla dyskusja. Jaka niemal zadyma i bijatyka o zasoby, ze az siwy dym lecial, taka byla dyskusja. Tyle, ze nie na temat, ktory @mohikanin przedostatni poruszyl. Mnostwo zadymy, ale chyba nikt, nie pokusil sie na odpowiedz, czy sie da, czy sie nie da „latac z polamanymi skrzydlami”.

    Wspomnialem o powyzszym, zeby uzmyslowic, ze dyskusja nie rowna dyskusji i moze byc z nia roznie. Mysle, ze ozywienie dyskusyjne pod tematem „latania z polamanymi skrzydlami” nie bylo spowodowane wazkoscia poruszonego problemu, co stala obecnoscia indianina, ktora to obecnosc nakrecala polemike. Ze tak bylo, dowodza godziny, gdy @mohikanin odchodzil od kompa, a blogodyskusja natychmiast radosnie dryfowala na niwy inne niz wstepniak.

    Ani nie zabraniam, ani nie postuluje, zeby autorzy wstepniakow, dyskutujac nakrecali temat.

    Za to mysle, czy ta polrocznosc, albo jak kto chce 6 miesiecznica Inicjatywy Oliwskiej, nie stala sie okazja do zastanowienia sie i przedyskutowania problemu „poprzeczki”, czyli minimalnej dyskusji tematu ze wstepniaka i tego czy akceptujemy, jesli sie na „poprzeczke” zgodzimy, wyjatki.

    O wyjatkach wspomnialem, bo bywaja sytuacje takie jaka sie przytrafila @Lewemu, ze we snie popelnil samobojstwo. Ja go rozumiem i sie zgadzam, ze musial sie wygadac, czyli wypisac emocje. W koncu, choc tylko we snie, to jednak odszedl…

    „POPRZECZKA” – Czyli problem minimalnej dyskusji.

    Jako inicjator okresle sie. Jestem za, ale nic mi w tej chwili nie przychodzi do glowy, poza tym, zeby to sami autorzy na koncu wstepniaka, okreslali ta poprzeczke. Zmusi to autorow do samooceny tego co napisali i/lub spowoduje wieksza uwage w pisaniu tego co pisza.

    Np. Jesli to co wyzej napisalem, byloby wstepniakiem, to poprzeczke jak ja sobie wyobrazam, skonstruowalbym tak:

    – okolo 30 „dyskutujacych” blogowiczow (razy) 2 posty na glowe = 60
    – poprawka na „lenistwo” – 10%
    – total = 54

    A poprzeczke ktora postawilem, w dydkusji nad wstepniakiem, bym tak okreslil, pomiedzy koncem tekstu, a podpisem.

    (54)

    lonefather

    ps. Pomysl jest „zielony”, czyli przyszedl do glowy w czasie czytania postu @Tanaki, ale moze byc punktem wyjscia, zeby wypracowac jednak cos, co nas nieco zdyscyplinuje i jednoczesnie podniesie na wyzszy poziom jakosc bloga i nas samych przy okazji.

  220. Anumlik 8:52
    Weź ty cytuj wyraziściej, bo mam wzrok słaby i błędnie odczytuję kursywę. Chodzi mi konkretnie o tego konia i Marsyliankę. Ty wiesz co ja tam przeczytałem, że ten koń robi? Od razu stanął mi przed oczyma fantom, co to go żeśmy w robocie naszykowali. Fantom w charakterze Marsylianki, a koń to wiadomo w jakim charakterze.

  221. Ciotunia Makowiecka
    23 marca o godz. 13:45

    Dzięki za namiar, już mam smaka na niemaka. wieczorem chyba dam rade.

    Świat stanął w miejscu, nad Wisłą, bo to stary zegar niechlujnie czyszczony, jak to nad taką rzeką. Ten i ów usiłuje oliwić, ale starej rdzy nie wyczyści, a inni, których imię legion, milion, albo suweren, jeszcze piasek w tryby sypią i kółka różnańcowe wstawiają w miejsce kółek zegarowych.

    Biorąc pod uwagę stan zaczadzenia i skrzywienia religią, nie doszliśmy jeszcze do etapu takiego, w jakim własnie w połowie XIX wieku była Francja, pracując usilnie nad wyzwoleniem się z okowów katolicyzmu. Masz więc rację – 1839 to by był 2017 nad Wisłą.
    Co zastanawiające, w 2014 byliśmy nieco dalej, może w 1843.

  222. lonefather
    23 marca o godz. 14:07
    lonek, sam we wstepie zadekretowales, ze nie da sie, bo sie nie da ustalic, kiedy mamy odejsc od lajtmotiwu wstepniaka.
    Bo temat wpisu wciaz sie wypowiedziach przewija, czasem jednym strumieniem, czasem cienka struzka, wraca do glownego nurtu i zbacza w ostepy.Oraz wciaz popada w dygresje, luzno powiazane z tematem.

    Chyba, ze piszacy wstepniaka sam zapowie, ze chce duzo i na temat, az do wyczerpania (co niemozliwe!) i ze wylaczy odpowiedzi nie na temat.
    Zobaczymy wowczas, co sie bedzie dzialo…

  223. @lonek
    Masz rację.Musimy się wziąć za siebie. Ja wyczyszczę buty, ogolę się uczeszę. Panie też są proszone o poprawienie makijażu.Dopiero jak sobie podniesiemy poprzeczkę to się zdyscyplinujemy i jednocześnie podniesiemy na wyższy poziom jakość bloga i nas samych przy okazji.
    Lonek, a gdzie można wyjść na papierosa i pogadać sobie bez tej dyscypliny ? Bo ja chciałbym na boku trochę z ciotunią, Kostką albo Ewą-Joanną ?

  224. Kostka

    Mój młody mówi, że najsłynniejszy w Glasgow jest pomnik Burnsa. Ale nie wykluczam, że to jest taki jego bardzo subiektywny pogląd. Bo on lubi whisky, w przeciwieństwie do swojego starego, który za nią nie przepada. I może to pod wpływem wspomnień o niej opowiada mi takie rzeczy.

  225. @lonefather, 23:37, wczoraj
    Piszesz do mnie, a zwracasz się do jakiegoś „Zorzik Ponimirski”?!
    Nie rozumiem Twojego postu.
    Pozdr

  226. A propos poprzedniego wstępniaka mohikanina.

    Lonefather, piszesz, ze nie takie były intencje autora wstępniaka.
    „Popacz sobie na poprzedni wstepniak indianina. Ale tam byla dyskusja. Jaka niemal zadyma i bijatyka o zasoby, ze az siwy dym lecial, taka byla dyskusja. Tyle, ze nie na temat, ktory @mohikanin przedostatni poruszyl. Mnostwo zadymy, ale chyba nikt, nie pokusil sie na odpowiedz, czy sie da, czy sie nie da „latac z polamanymi skrzydlami”.

    Moim zdaniem dyskusja się odbyła wokół pytania – o czym mohikanin pisze.
    Jego deklaracja o tym, ze nie da się polecieć z połamanymi skrzydłami nijak się ma do jego dywagacji o podwójnym wiązaniu i zasobach oraz przytoczeniu inkluzji w postaci tekstu poetyckiego o robieniu mrówki.

    Lonefather, jako bliski uczestnik powziąłeś przekonanie o czym pisze mohikanin. Ja jako daleki obserwator doczytałem się deklaracji o różnych przypadłościach i niemożnościach, w tym o zasobach i kryzysie cywilizacyjnym, lecz nie bardzo uchwyciłem zamiar mohikanina, o którym piszesz, że był „zupełnie inny”. Nie bardzo wiem jaki.
    Domyślam się, lecz bardzo okrężną drogą. Pewnie był, na pewno był, tylko czy znalazł dostateczne odzwierciedlenie w jego wstępniaku?
    Pzdr, TJ

  227. @Konstancja
    @Lewy

    Napisalem, ze sie „nie da ustalic odgornie”, z mysla, ze nie wiemy co bedzie w przyszlych wstepniakach. Autor ma ta przewage, ze wie co pisze i jak pisze. Zna blog i dlatego proponowalbym autora wstepniaka obarczyc zadaniem wyznaczenia „poprzeczki” jaka zaklada do swojego wlasnego tekstu.

    Ja dalem tylko przyklad, zeby wylozyc proponowana zasada obliczania „poprzeczki”. Autor moze ja brac dajmy na to z sufitu, czy z wlasnego samokrytycyzmu i okreslic ja na przyklad na:

    (15)

    Ale jak zaznaczylem, prosze potraktowac, co proponuje jako punkt wyjscia. Od czegos zacznijmy, a w miare zdobywania doswiadczen, poprawiajmy, lub nie poprawiajmy, tylko zmienmy, jesli pojawi sie pomysl nowy, dajacy lepsze szanse na powodzenie.

    Pozdrowionka

  228. stasieku
    23 marca o godz. 14:37

    Bo sie o mlodzierz na blogu dopytywales. Wlasnie @Zorz Ponimirski, robi sam jeden za „mlodz blogowa”, wiec go przywolywalem. Ostatnio malo sie udziela, wiec pewnie dlatego nie skojazyles.

  229. lonefather
    23 marca o godz. 14:07

    Później się zastanowię nad sprawą akcji „poprzeczka”, teraz, krótko – o pierwszej część Twoich myśli.

    Nico się wstrzymałem z opisywaniem przewag peregrynacji po parku, skoro byłeś w Atenach. Spacery tu i tam miewają wyjątkowe skutki, a przyrodnicze łono parku jest wybitnie wybitne.
    Zimą w parku zostały zainstalowane lampki, na drzewach, krzewach i wszędzie gdzie się dało i nie dało.Nie pamiętam ile, ale chyba z 50 tysięcy. Aura była taka, że ludzie walil do parku drzwiami i oknami, a najczęściej – kominem.
    Głupio sobie pomyślałem, że wsiądę w auto i pojadę. Kicha – 2 km od parku koniec jazdy i nie ma gdzie zaparkować. A była niedziela, czyli wszyscy w kościele i tylko ateista ma prawo do jeżdżenia po mieście.
    Dalej ludzie doparku walili pieszo. Mnie się udalo zaparkować przypadkiem, ale też prawie kilometr od wejścia.
    Takie są skutki noszenia kapelusza w maju, czyli łażenia do parku. Zimą i latem. No i mam te skutki pod postacią blogu.

    Poniekąd się z @observerem zgadzam i – zdaje się – z podobnych jak Ty powodów.
    To się łączy z następną sprawą.Otóż – czego bywają pewne sygnały, a i myśląc o sprawie nietrudno sobie ją wyobrazić – są osoby,które czytają, z dowolnego zresztą powodu, ale się nie odzywają.Jedni może dlatego, że nie czują się dość dobrzy w słowie pisanym, inni może się wstydzą, następni mogą mieć wrażenie, że nic więcej albo lepiej nie umieliby dodać do tego co przeczytali, jeszcze inni mogą mieć poczucie obawy, że jak zaczną gadać, to trafią na czyjąś krytykę, albo blogowa społeczność ich nie przyjmie dość ciepło – więc wolą nawet nie zaczynać, w kolejnych buzuje wścieklica na to i na tych co tu piszą tak wielka, że zanim co napiszą, walną kompem o podłogę i go rozdepczą.

    Mnie mocno interesują ci, co czytają z zainteresowaniem, ale głosu nie dają. Co prawda co raz ktoś się odezwie, ale to część, a o reszcie nie wiem. A z tych co się odezwą, część zrobi to raz i zmyka.
    Wszystkim nie da się sprawić może należnej radości, trzeba się liczyć – taki los każdego – że można się spotkać z krytyką, albo obojętnością. Ale też każdy, kto tu, czy gdziekolwiek się udziela, własne doświadczenie, jak zaczynał i jaka była wtedy interakcja z innymi.

  230. lonefather
    23 marca o godz. 14:44

    Też chętnie zawołam do Żorżyka: Żorżyku – gdzie jesteś? Odezwij się !
    On to pewnie oglądał, więc będzie znał źródło: „Andrzeju Koenig – gdzie jesteś? ”
    Niezawodnie go nęciłem: „trzeba wierzyć w człowieka, koleś!”

  231. tejot
    23 marca o godz. 14:40

    Bardzo zgrabnie ujales problem. Ja tez sie tylko domyslam, a to za malo bylo i jest nadal, zebym odpowiedzial na tytulowe pytanie. Niemniej ujal mnie stoicyzm, z jakim odpowiadal i dyskutowal.

    Wyzej w poscie do @Tanaki, nieco przerysowywujac, to co dotarlo i jak to odczulem, opisalem. Bo najstarsi indianie nie pamietaja, zeby taka ilosc postow dotyczyla tematu wstepniaka. Ilosc postow ogromna, a odpowiedzi o latanie z polamanymi skrzydlami jak nie bylo, tak nie ma. O czym tez wspomnialem.

    Ja w tej chwili „patrze” na problem samej dyskusji, jej ilosci, jakosci, a nie sensownosci wstepniaka, choc i ten tez sie powinien liczyc. Niemniej, jesli Pan Jacek dal „indianina”, to znaczy, ze czegos sensownego sie dopatrzyl. Szkoda, ze choc na koniec, nie zabral w dyskusji glosu.

    Pozdrawiam

  232. tejot
    23 marca o godz. 14:40

    Starałem się oszczędzić człowieka, w końcu dał tekst autorski, ale skoro do niego i tekstu teraz wracamy, to powiem może jaśniej: miałem podobny problem z jego tekstem jak Ty. Nie wiem, o co mu chodziło, poza tym, że tekst miał określony tytuł. Sam tekst dla mnie mętny, bałaganiarski, nijak się do tytułu nie mający, ale mający taką właściwość, że odstręczał od czytania. W zasadzie umiem czytać, ale nawet walka o to, by móc się wczytać, nie dała zadowalającego rezultatu.
    Zaś autor wrzucał, chyba dziesiątkami, komentarze w ramach dyskusji, które miały bodaj wyjaśnić to czego nie wyjasnił w tekście. Komentarze autora jeszcze mniej chciałem czytać, z powyższych powodów.

    W szkole na pewno uczyli. Tekst musi mieć taką podstawową strukturę: wstęp-rozwinięcie-zakończenie. Albo jakąś inną, bo to i od rodzaju tekstu zależy. Inną strukturę będzie miał paciorek, inną – pouczenie w sprawie mandatu, a jeszcze inną produkcja pt. „Lalka”.
    Natomiast z lekcji przyrody też wiemy o tym, że tekst powinien się trzymać kupy. A autor – tekstu.

  233. lonefather
    23 marca o godz. 14:53

    Dyskusja o tym, czy da się latać z połamanymi skrzydłami i miałaby sens i mialaby wartość, bo rzecz ma znaczenie. Ale autor sam sobie podciął skrzydła tak, że dyskusja nie mogła pójść w należytą stronę.

  234. Tanaka
    23 marca o godz. 15:00

    Dalem temu wyraz, przyznajac sie do niezrozumienia.

    Pomimo usilnych wysilkow, ktore czynilem by zrozumiec, bo ta nasza wspolna, polska obywatelskosc, ma polamane skrzydla, a widac, slychac i czuc, ze trzeba leciec, choc jest sie praktycznie nielotem. Mialem pewna nadzieje, ze moze jest jakis pomysl, lub chocby kielek niesmialy pomyslu. Niestety nawet jesli byl, zostal skutecznie „przywalony” pobocznymi dywagacjami i nieistotnymi wyjasnieniami. A szkoda.

  235. Tanaka
    23 marca o godz. 14:58
    tejot
    23 marca o godz. 14:40

    Mój komentarz
    Intencje towarzyszące mohikaninowi przy pisaniu wstępniaka są czytelnie przedstawione w tytule – czy da się latać z połamanymi skrzydłami?
    Mohikanin rozwinął tę kwestię i nieco ja poszatkował, rozdyspergował i ostro przyprawił. Moje pytania dotyczyły tego szatkowania i przypraw, a nie myśli przewodniej zasygnalizowanej w tytule.
    Pzdr, TJ

  236. @lonefather 23 marca o godz. 14:53

    No właśnie. Też się nad tym zastanawiam. Dlaczego TEN wstępniak (mówię o mohikaninie) w ogóle przeszedł przez oczywistą, obowiązkową wstępną selekcję? Prawdy zapewnie nie poznamy nigdy, ja pokuszę się o hipotezę: mohikanin od razu na wstępie zadeklarował nieodpartą chęć napisania wstępniaka i wypytywał o możliwości publikacji. Dopytywał się przy tym, czy wstępniak musi być ateistyczny (bo jego zdaniem ateistyczny blog powinien przygarnąć niedopieszczonych „wiernych”, którzy nieśmiało i powoli odklejają się od kaka).

    Odpowiedziano mu, że wstępniak musi jednak spełniać pewne warunki, po czym mohikanin wyraził entuzjazm, rwąc się do dzieła. Potem zapadła dłuuuga cisza na temat owego wstępniaka mohikanina. Teraz, po kilku miesiącach, świat ujrzał ów wstępniak, poniekąd mocno niedogotowany, ale jednak. Co się działo w międzyczasie między Gospodarzem a mohikaninem? Nie oczekuję odpowiedzi na to pytanie. Po prostu tak się zastanawiam, a zastanawiać się wolno każdemu. A skończyło się na publikacji wstępniaka, który spotkał się z lawiną zgodnych komentarzy ze strony bardzo różnych (na szczęście!) ateistów.

  237. Na marginesie
    23 marca o godz. 15:29

    Lawine?

    Nie zauwazylem. Raptem 6/7 osob wzielo udzial w dyskusji, 2 wyraznie zaangazowane, troche pojedynczych wypowiedzi. Ilosc nie przeszla w jakosc. A jak obaj z @Tanaka zauwazylismy, sam problem uwazamy za wazny i ja przynajmniej uwazam, ze zostal zmarnowany na tym etapie. Mysle, ze powinien, staranniej przemyslany i lepiej wyrazony powrocic. Tylko, ze na razie ani ja, ani nikt inny zapewne, nie ruszy problemu „latania z polamanymi skrzydlami”, czyli problemu nielota, ktorego okolicznosci postawily przed koniecznoscia wzniesienia sie do lotu.

  238. @ Na marginesie
    „Co się działo w międzyczasie między Gospodarzem a mohikaninem?’

    Proszę sobie darować te skomplikowane rozważania o powstaniu inkryminowanego wstępniaka. Nic się nie działo.
    Otrzymałem tekst, nieobraźliwy. Opublikowałem. I tyle. Spisku nie było.
    Ale za to ile emocji! To teraz najlepiej się sprzedaje.
    jk

  239. Wracam po przerwie w przerwe i nadrabiam zaleglosci

    konstancja
    23 marca o godz. 9:09

    lonefather
    23 marca o godz. 10:34

    Utrafiliscie w samo sedno, dobrze i celnie opisany klimat i cele naszego zgromadzenia!

    Dzieki!

    Tanaka
    23 marca o godz. 13:03

    Zgadzam sie, ze czasami rozjezdzamy sie z tematem przewodnim mocno. Byl czas (dawniej) ze troche mi to przeszkadzalo. Potem przestalo. Przyjelam reguly lokalnej spolecznosci. Bo koniec koncow w tym gąszczu rzeczy roznych i przedziwnych zawsze cos sie znajdzie z tematem zwiazanego – czasem wiecej, czasem mniej. Moze i przydaloby sie wiecej dyscypliny ale przynajmniej jest weselej. Trafil bardzo do mnie obraz metaforycznej Agory Lonka ktora moze bylaby bardziej dystyngowana gdyby zawyzyc poziom dyskusji ale moze by sie rownie szybko wyludnila…

  240. Kostka
    23 marca o godz. 16:28

    Żywioł to jest żywioł, a żywiołem to już rządzi taki Posejdon vel Neptun, a najbardziej z rządzących rządzi osobiście bozia. Gecy mieli fachowców od poszczególnych żywiołów, Rzymianie mieli od Etrusków, a i od Greków wzięli bogów fachowych, czyli polskich hydraulików, ale nie słyszałem, żeby u bozi byli jacyś branżowi spece od tego, czy tamtego. Bozia sam musi się wszystkim zajmować, więc muszą mu się ciągle zdarzać trzęsienia ziemi, pożary, powodzie, tsunami, erupcje (wulkanów, nie wścieklicy, bo to inna branża) nad którymi ni panuje, więc jego biskupi tłumaczą wyznawcom, że bozia niczemu nie winien, bo on dobrze chce, tylko człowiek ciągle bozi coś psuje.

    Tak samo z tutejszymi dyskusjami: jest żywioł, czyli męka i skalanie boskie, co znaczy, że ateistyczne. Raz się gada to , raz tamto. Dobrze by było jednak czegoś się trzymać. W tramwajach były kiedyś takie szubieniczne pętle, można było rączkę włożyć (raz widziałem pana wyznającego fioletowe napoje, co chciał jednak wsadzić głowę), i trzymanie było jak należy. A tu, czego się trzymać, to już nie jest tak prosto, bo szubienicznie, jasne.
    Ale trzeba.

  241. lonefather
    23 marca o godz. 16:09
    „Tylko, ze na razie ani ja, ani nikt inny zapewne, nie ruszy problemu „latania z polamanymi skrzydlami”, czyli problemu nielota, ktorego okolicznosci postawily przed koniecznoscia wzniesienia sie do lotu.”

    Mój komentarz
    Metafora o „połamanych skrzydłach”, na których nie da się polecieć, sugeruje, że kiedyś, przedtem, może i niedawnymi czasy te skrzydła były całe i na tyle sprawne, że jakoś lecieliśmy.

    Kolejna metafora w tym rodzaju – Polska jest chora, trzeba ja uleczyć. Ta konkretna przenośnia sugeruje, że kiedyś Polska była zdrowa, a więc nic wielkiego nie należy czynić, jak tylko ją uleczyć.

    Inna metafora, bardzo prawicowa, to – Polsko obudź się, co oznacza, że należy przebudzić naród, by wreszcie zobaczył, uświadomił sobie, co z nim się dzieje i zabrał się do pracy. Ta przerzutnia sugeruje, że naród jest nieświadomy zła, bo śpi. Dawniej naród czuwał, był świadomy, widział co się dzieje i pracował. Teraz jakoś tak wziął i zasnął.

    Kolejna alegoria propagandowo wykorzystana w kampaniach wyborczych PiSu, to – Polska w ruinie, należy ją odbudować, naprawić co najmniej. Powiedzenie, że Polska jest w ruinie sugeruje, że dawniej tak nie było.

    Kiedyś mogliśmy latać i choć byliśmy prawie nielotami, to święcie przekonani byliśmy, że i na drzwiach od stodoły potrafimy.
    Zdrowi byliśmy zawsze, choć dolegliwości nas trapiły ze wszystkich stron i od wszystkich sąsiadów zewnętrznych i wewnętrznych.
    Podnoszenie z ruin i nie klęczenie przed władcami świata (przynajmniej Europy), to była od wieków nasza specjalność narodowa.

    Wszystkie te figury retoryczne sugerują, podpowiadają nam, że teraz nie jest jak kiedyś, kiedyś byliśmy inni, czas na dobrą zmianę (pozytywną oczywiście).

    Metafory te mają nam przypomnieć, że teraz gdy sobie coś uświadomiliśmy, musimy obowiązkowo powstać z kolan, podnieść się z ruin, obudzić, wyleczyć, naprawić, generalnie musimy pozbyć się zepsucia, słabości, odmienić się, stanąć do lotu, itd.

    Bardziej moralizatorstwo i sentymentalizm niż budowanie kapitału społecznego.
    Pzdr, TJ

  242. Nieśmiało proszę, dajmy spokój mohikaninowi, starał się. Człowiekowi nie zawsze wychodzi.
    Za to mam nius, w prawdzie to wisi od paru dni,ale może nie zauważyliście ?
    Otóż prezydent Kielc Lubawski zakazał posłom PO sadzić w Kielcach drzewa, bo uznał , ze to by obrażało uczucia religijne Szyszki.
    Na chwile obecną, jak to się mówi w wyższych sferach , sadzenie w Polsce drzew jest akcją polityczna skierowana przeciwko prawowitemu rządowi Rzeczpospolitej.

  243. @ Lonefather, pytasz, jak wychowac dziecko na ateiste. Nie wiem, chociaz podejrzewam, ze w domu ateistycznym, bez indoktrynacji szkolnej i familijnej samo sie tak wychowa.
    Nasz przyjaciel, (wtedy byl „nasz” bo nie bylam wdowa) stracil zone w wypadku zostajac z dwojka nieduzych dzieci. Starsze lat 11. Rodzina byla absolutnie non – religion, zreszta podobne byly czasy. Chlopak byl do komunii i na tym skonczyli rodzice jego edukacje religijna, co nawet my nie zauwazylismy – takie to byly czasy) Niedawno spotkalam go po bardzo wielu latach w dalekim swiecie. Wieczor wspomnien z naszego miasta. I wtedy mi powiedzial, ze kiedy stracil mame to zaczal wierzyc, ze mama poszla do nieba i jest jej tam dobrze i pilnuje jego i Anisie. Ta mysl nie opuszczala go przez wiele lat i pomogla. (Fakt, ze chyba ich pilnuje – obydwojgu ulozylo sie dobre, a nawet bardzo dobre zycie – prosze sie ode mnie nie odwracac- to taki mily zart)
    Dla mnie, o czym wielokrotnie wspominalam, najwazniejsze jest wychowanie dziecka na przyzwoitego czlowieka. Nie wierze w zapewnienia rodzicow, ze moze „byc szewcem byle byl szczesliwy”, ale nie watpie, ze Ty @Lonefather jako dobry, ciekawy swiata, pelen entuzjazmu czlowiek z cieplem jakie od ciebie emanuje stwarzasz takie srodowisko, ze chlopak wyrosnie na takiego samego. Moze nawet zostanie celebryta jako na swiatowej slawy projektant butow. (Mialam napisac he, he, – ale mysle, ze trudniej zostac swiatowej slawy projektantem butow, niz dyrektorem oddzialu J.P Morgan). A na powaznie – Najwazniejsze, zeby zyl w zgodzie z soba i nie szkodzil innym.
    I tu lyzka dziegciu, czasem sie nie udaje i niekoniecznie z winy rodzicow, no i lyzka miodu, a czasem jest odwrotnie – rodzina rokuje jak najgorzej a dziecko zamienia sie w wartosciowego czlowieka. Bo oprocz srodowiska, staran opiekunow, sa geny, geny, geny, co to niekoniecznie sie dziedziczy w sposob jaki chcielibysmy.
    Odwieczny spor, czy geny maja wplyw, czy moze jednak nie.

  244. Na kilka godzin wystarczy wyjść z tego ateistycznego Hyde Parku, aby po powrocie stwierdzić, że miazmaty spisku z cmentarza w Pradze dotarły i tu. A wystarczyło uważniej przeczytać co Gospodarz napisał informując o nowym (znaczy już starym wobec tego, w którym jesteśmy) wstępniaku. Zaprosił mianowicie do czytania z lekka prowokacyjnym uśmiechem, co jest oczywiste u człowieka, którego poczucie humoru jest lekkie jak zefirek, a skrzydła mocne jak u awionetek akrobatów (ups, ale grafomanią poleciałem, ale co mi tam). A ile miał ten nasz Gospodarz przy tym emocji? Sam pisze, że sprzedaż mu wzrosła. Przeca o to chodzi, aby sprzedaż rosła 😉

  245. @Lewy
    Pisałam pół godziny z nerwów się popłakałam nadusiłam co nie trzeba i wszystko poszło w cholerę jasną.
    Idę z Tobą na papierosa choć nie palę od trzydziestu lat.

    A tam

  246. @Tejocie, bardzo mi się podoba Twoje rozstawianie metafor. Zarówno po kątach, jak i w porządku realizmu metafizycznego 😀

  247. @BROKOZ, z godz. 12:09
    No, pan się narodowo bałamuci, panu wolno – a to ładny krój – to już było.
    To ta wisienka na Twoim torcie 😉

  248. @Ciotuni
    Co Ci ? Chodźmy na bok. Ja też nie palę, ale to dobry pretekst żeby pójśc na bok. Pocieszę, przytulę i będzie dobrze. Zobaczysz.

  249. @Paradox
    Ja niczego nie cytowałem kursywą. Ja stworzyłem wizjonerską wizję. Sama mnie, cholera, prześladuje i do śmiechu zmusza, ta wizja kobyły imieniem Marianna, która w moherowej czapce frygijskiej rży rozbrykana na barykadzie zbudowanej z połamanych skrzydeł ostatniego mohikanina. Howk!

  250. Idę się upić. Raz na miesiąc spotykam się w restauracji z moim przyjacielem Jean-Markiem by wymienić myśli i upić się. Karafka wina nam wystarcza. On się skarży na Francję, ja na Polskę. Tym razem ja stawiam.
    Jak wrócę koło 22h00 to zajrzę do lokalu pod ateistą. Ciekawe, czy wciąż bedzie toczyła sie dyskusja wokół tego, co mohikanin miał na myśli, kiedy myślał.

  251. @Lewy 23 marca o godz. 17:56
    Mohikanin indagowany przez tejota stanowczo odmówił wyjaśnienia, co miał na myśli.
    Tłumaczył się przy tym, że to Ty mu czegoś zabraniasz.
    Wniosek: masz rację. Bez wina nie razbieriosz.

  252. @Lewy
    @Ciotunia

    Nie pale ale z wami pojde wszędzie! 😉

    Lewy – milego wieczoru! Ciotunia – co sie łamiesz? Podesle ci zaraz cos na rozweselenie

  253. Tanaka
    23 marca o godz. 16:52

    I tak trzymać!

  254. paradox57
    23 marca o godz. 14:31

    Blisko ale nie to 😉 Zaraz wytlumacze.

    Dobra whisky nie jest zła- tylko trzeba wybrac sobie tą ulubioną. Mi zajela kilka lat zeby sie przekonac. Ale najlepiej smakuje w Szkocji!

    Z konia rżącego (albo co innego) dalej nie moge sie przestac smiac.

  255. Pan Jacek Kowalczyk

    Panie Jacku, rozwaliłem ze złości szybę, czyli japońskiego laptopa to – szyba, kupiłem laptopa HP. No i stary problem: nie mogę otworzyć swojego konta na blogu tymi samymi danymi, jakimi otwierałem na szybie i na zapasowym kurduplu. Dramatem dla zielonych ze starości małp są zabawy programowo-komputerowej smarkaterii w jakieś kody, logowania, hasła, żeby ich cholera trzasła. Przez te durnoty nie mogę się na przykład dostać do własnego domu czy komputera, lub do własnej poczty. Wyskakują mi na przykład z wymówką, że miałem długo nie zmieniane hasło. A jaki wasz smarkaty interes? Nie mam zamiaru zmieniać przez całe życie, a wy chcecie to swoje zmieniajcie, a ode mnie się odkrochmalcie. Fascynacja smarków techniką i kompletna nieznajomość upodobań żywych ludzi, ich przyzwyczajeń i niechęci do interesowania się używaną techniką (pani wystarczy, że umie jeździć blaszakiem i nie interesują ją jego kąty wtrysku, filtry, dupiltry i zafajdane wspomagania) niechybnie spowoduje, że wydłużające się życie człowiekowatych małp zacznie się powoli – albo i nie powoli -w wyniku komputerowych stresów – skracać. Największe wariactwo – dotykowe zmartwiony, które rządzą człowiekiem zamiast on nimi – skróciły moje życie o jakieś 14 lat (wiem z góry, bo widzę w grobach coraz więcej 40-, 50-, 60-latków). Niestety, zrezygnować z tego kówna nie mogę, bo mają parę fantastycznych plusów. Coś jak z Pocztą Polską: ścieka się człowiek na jakoś, ale weź zrezygnuj. Z kurdupla i jego ulicznej ferajny bym jednym kopniakiem zrezygnował, ale nie wiem jak.

  256. @lonefather
    23 marca o godz. 10:55
    @Ciotunia

    Szanowny Panie, Szanowna Pani – a oto rozwiazanie zagadki: Z czego jest znany najznanszy pomnik w Glasgowicach

    Jak trafnie zgadła Ciotunia rzeczony pomnik przedstawia ksiecia Wellington na koniu (nie rzacym Marsylianki). Pomnik został wzniesiony w roku 1844 i nie byłoby w nim nic szczeólnie nadzwyczajnego gdyby nie miejscowi , ktorzy w latach 80tych znudzeni owym nicszczegolnym wygladem nie postanowili troche go urozmaicic i przyozdobili go pomaranczowym stożkiem drogowym w charakterze kapelusza (Glasgow is a rough city, you know, and full of drunkards… 😉 ).
    Slużby porządkowe zdjeły, Szkoci są przekorni wiec założyli z powrotem. Władze znowu zdjeły, Glasłidżanie (nie bedzie Council pluł nam w twarz) założyli jeszcze raz. Władze zdjeły…. (you get the picture).

    W 2013 Glasgow City Council spanikowany faktem, ze pomimo prób rewitalizacji miasta o nienajlepszej reputacji i inwestowania w poprawe wizerunku nadal posiada w samym centrum pomnik ze stozkiem na głowie, ogłosił że podniesie o 6 cali cokół pomnika żeby odstraszyc wandali… Po co ma byc az tak widoczne jakie to chamstwo w tym Glasgie sie szerzy, jeszcze turystow odstraszy.

    Problem w tym że do tego czasu pomnik, ktory nijako zaczął życ własnym życiem, jako najczesciej fotografowany obiekt w Glasgow i symbol szkockiej przekory i poczucia humoru zbudowal silna baze fanow i obroncow. W mig zawiazala sie grupa protestu (‘Keep the Cone’) ktora zebrala tysiace podpisow ludzi ktorzy nie zyczyli sobie zeby wladze miasta czepialy sie stozka. Ma byc tam gdzie go obywatele postawili, poza tym pomnik bez stozka jest nudny. Sprawe naglosnily media ogolnokrajowe… na uzytek tych ktorzy wczesniej zyli nieswiadomi tego fascynujacego zjawiska.

    Wladze miasta skapitulowaly jak niepyszne w tempie ekspresowym i odtad cos, co powinno byc symbolem wandalizmu stalo sie symbolem obywatelskiego nieposluszenstwa i specyficznego poczucia humoru lokalnej populacji. Do tego stopnia ze w 2014 roku podczas otwarcia Commonwelth Games w Glasgow Duke of Wellington (na koniu i ze stozkiem) pojawil sie officjalnie obok innych kultowych symboli Szkocji (well…puszki Iron Bru tez sie pojawily)

    I jak tu nie kochac Szkotow – skoro ktos im officjalnie powiedzial ze pomnik ze stożkiem jest be bo moze sugerowac ze Glasgow to obiach i nigdy nie dogoni Edynburga to zrobili sobie z tego ikone kontrkultury i zamiast sie wstydzic pokazuja z duma przyjezdnym.

    Nie widzialam wersji w koszuli hawajskiej ale ktos mi juz o tym wspominal 😉

  257. @Ciotunia – specjalnie dla Szanownej Pani na poprawe humoru. Edinburgh magiczny pedzelkiem naszej rodaczki (o ile uda mi sie link wkleic jak trzeba)
    http://matyldakonecka.com/illustrations/#filter

  258. Kostka
    23 marca o godz. 18:41

    Jakby pomaranczowa alternatywa po Szkocku?
    Ciekawe, czy wpadli na to niezaleznie, czy tez jest to pod wplywem majora Frydrycha?

  259. Szanowny Panie! Nie wiem, jak miałbym Panu pomóc. Skoro Pan pisze, to znaczy, że jakoś się Pan przebił. Dostęp przez login i hasło ma chronić naszą prywatność i komputer, by nie padł ofiarą hakerów, którzy mogą go wykorzystywać do złych (dla siebie dobrych) celów.
    Pozdrawiam
    JK

  260. Kostka

    Londek tez jest. Dopatrzylem sie „Midnight Tour I” z calkiem niezlym ujeciem miejsca wczorajszego ataku terrorystycznego i flotylla papierowych okrecikow.

    Dzieki

  261. tejot
    23 marca o godz. 16:53

    Podsumowaniem tych metafor, które z kolei stosuje opozycja i wszyscy ludzie niepisoidalnej woli jest to, żeby wrócić. Wrócić do tego, co było, bo teraz jest nie to co było i dlatego jest nie tak.
    Wiara w minione.
    A co było?

  262. @Kostka: ateizacja naszych dzieci dokonała się samoczynnie. Starszy, ochrzczony za PRL przez znajomego, znajomego księdza za flaszkę dobrego koniaku, bo my bez ślubu kościelnego (typisch polnisch). Młodszy, ochrzczony już tutaj normalnie. Potem w podstawówce religia i przygotowanie do komunii, dyskusji nie było bo tak tu jest , katolicy sobie a protestanci sobie, zresztą te wszystkie przygotowania były bardzo pouczające: historia kościoła, wizyta w klasztorze „produkującym” hostie, itd. W większości wszystko to organizowali zaangażowani rodzice, w sumie interesujące bo zupełnie inaczej niż w Wolsce. Jako Polacy jesteśmy traktowani jako katolicy, lata całe nasi sąsiedzi myśleli, że wychodząc w niedzielę z domu idziemy do kościoła a my z moim starym na długi spacer szliśmy, żeby piwa się napić.
    Nie było dyskusji o bozi, bo go w domu nie było. Był kościół w 2 święto BN bo Babcia Anna miała urodziny. Potem chłopaki wypisali się z religii i byli zdziwieni, że ani ja ani mój stary nie byliśmy oburzeni.
    Od 6 miesięcy jestem babcią. Moja „synowa” (bo bez ślubu bezbożnicy żyją pod jednym dachem od 10 lat) zadała mi pytanie za 100 starych złotych: czy dziecko ma nosić nasze nazwisko ALBO ma być ochrzczone w kk ? Odpowiedz padła natychmiast , że nazwisko a ochrzcić to se mogą jak chcą albo wcale, zwróciła się do naszego syna: a widzisz, nie mówiłam?
    A blog czytam od zawsze i dzięki za wspaniałe wpisy. Dzisiaj zebrałam się na odwagę bo jakoś tak wiosennie się zrobiło

  263. pombocek
    23 marca o godz. 18:40

    Pombocku, nic nie rozmiem. Pombocek zawsze się przebije. Gorzej ma święty Izydor. gatunek gorszego sortu; chociaż święty, ale nienajwyższej rangi.
    Problem może być w tym, że skoro się logujesz na nowym urządzeniu, nie ma ono jeszcze w rejestrze „cookies”, czyli ciasteczek niebożych, które ułatwiają rozpoznawanie przez portal urządzenia i zapamiętanie konfiguracji użytkownika.
    Jak się już ciasteczkami zarazisz, to następne wejścia są prostsze. W zasadzie.

  264. Ewamarysia
    23 marca o godz. 19:17

    Kto wchodzi, niech będzie. I pozdrowiony.

    Nie było dyskusji o bozi, bo go w domu nie było
    W domu nie, ale mógl być w zagrodzie. Wiem jak to działa, bo kiedyś oglądałem taki program dla rolników: „W domu i zagrodzie”.
    Nie miałem zagrody, ale piwnicę,w której bozia siedział. Raz nawet go zdybałem – wystąpił pod postacią jeża, co było pewną nowością.
    I dlatego pewnie mieliśmy felernego ojca chrzestnego do dziecka – rozwodnika i na kocią łapę. Proboszcz, u którego bozia mieszkał wszędzie – i w domu bożym i na plebanii, oraz w kielichu, nie chciał chrzcić z takim chrzestnym, mimo że porządny człowiek. Trzeba było znaleźć takiego księdza, u którego bozia mieszka tylko czasami, albo wcale. Ksiądz jest czasem człowiek i w dodatku wziął niewiele.

  265. Kostka
    23 marca o godz. 18:45

    Obrazki szkockie Matyldy Koneckiej, to uczta dla oczu, huragan wyobraźni, orgia kolorów, fantastyczne fabuły, a jaka różnorodność, pomysłowość!
    Pzdr, TJ

  266. Kostka
    23 marca o godz. 18:45

    Świetne! te klimaty i pomysły bardzo mi sie podobają. Po rodaczce znać porządny warsztat graficzny, przechodzący w malarski.
    I jakieś takie polskoszkockopatriotyczne.

  267. tejot
    23 marca o godz. 16:53
    „Metafora o „połamanych skrzydłach”, na których nie da się polecieć, sugeruje, że kiedyś, przedtem, może i niedawnymi czasy te skrzydła były całe i na tyle sprawne, że jakoś lecieliśmy.”

    Jest jeszcze druga interpretacja, zaznaczam że moja, nie indiańska. Metafora nie musi dotyczyć naszej Polskoojczyznomatki, tylko każdego osobnika/osobniczki z osobna. Rodzimy się ze skrzydełkami, takimi malutkimi, adekwatnymi do bliskosiężnuch celów, ale złe wychowanie i katoedukacja te skrzydła podcinaja. I zamiast wzlatać kiedy nadejdzie czas na latanie, siedzimy, jęczymy, judzimy. Ale o edukacji tutaj co drugi wpis więc nic nowego.

    A propos połamanych skrzydeł, uniwerek na którym kiedyś pracowałabyłam opiekował sie okaleczonymi ptakami (znaczy jeden z wydziałów to robił). Były tam orły, jastrzębie i sowy. Ogromne ptaszyska, imponujące, siedzące na żerdziach bez ruchu, obserwując patrzących, pewnie w depresji, albo jakiejś rezygnacji przynajmniej. Kilka razy dziennie przychodziła młodzież studencka dać jeść i zrobić gimnastykę.
    Jeden z orłów miał do tego wirusa zachodniego nilu i ślepł. Nie będę dodawać jak smętne to było widowisko, bo tylko ktoś bez serca by się nie wzruszył. Jezdziłam tam swego czasu regularnie, tak żeby sobie z tymi ptaszorami pobyć.

  268. @Tanaka, z godz. 19:40
    Sam jesteś polskoszkockopatriotyczny 😀 Te obrazy są lirycznonostalgicznosurrealistyczne wpisując się w klimat uroczej książki „O czym szumią wierzby”(The Wind in the Willows), Kennetha Grahame’a. A wpisują się także w baśniowo okrutny klimat Edynburga, który jest dla mnie cudnym miejscem, gdzie chciałbym mieszkać, gdyby jakieś coś drugie życie mi podarowało.

    @Kostka, dzięki za Matyldę Konecką 🙂

  269. lonefather
    23 marca o godz. 14:07
    nie zapraszaja,kameralne przyjecie, Lewy, Ciotunia Makowiecka, Kostka i jeszcze kilkoro sie dolaczy.
    Czy ktos ma zapalki?

  270. Jacek Kowalczyk
    23 marca o godz. 18:57

    Szanowny Panie Jacku, w moim wypadku, chodzącego po wodzie, logika zawodzi i gęsi zawodzą, i kaczki zawodzą. Mam trzy laptopy, w tym jeden okaleczony, bo mi rozum podpowiedział, że trza go trzasnąć w tuczped, to się uspokoi. Jak żem trzasnął, tak się rozleciał. A ten świeżo kupiony jest do dudy. Laptop-kurdupel ledwo dyszy, ale piszy – i tak s griechom popołam dotelepiemy się do drewnianej koszulki. Ja sam nic nie nie mogę zrobić, bo nic nie umiem. Nie potrzebuję żadnej ochrony swoich danych, bo najlepszą ochroną będzie 1,80 metra ziemi nade mną, tylko chronić już nie będzie co. A na powierzchni ochrony mnie śmieszą – proszę spojrzeć na Kaczkę. Jeśli programiści nie uwzględniają w swoich programach bezochroniarskich wariantów dla takich jak ja, to ostatecznie nie uwzględnię programistów i pieprznę wszystkie swoje komputery o beton w pomieszczeniu na niesegregowane śmieci, ładnie posprzątam i ebaut je pies, jada na woda.

  271. Tanaka
    23 marca o godz. 19:19

    Dziękuję, Tanako, za miłosierne zainteresowanie, ale może nie wiesz, że mówisz prozą, której nie rozumiem i rozumieć nie chcę. Gadam wyłącznie ze złości, bo nie ja sam sobie tu wymyśliłem logowania, ale polityka.pl, a pomocy – znikąd. Jak kupowałem i czytałem gazety, nikt nie żądał głupich logowań, tokowań, rokowań, hasłowań i się żyło. Jeśli ktoś się chce chronić, pewnie są mądrzejsze sposoby niż idiotycznie logowania, które i tak nie przeszkadzają bandytom włamywać się do banków, centrów dowodzenia, a nie to że na blog, gdzie nie ma ani grosza, ani gumy do żucia, ani nic do zepsucia.

  272. Kostka
    23 marca o godz. 18:45

    wychowana na ilustracjach Jana Marcina Szancera (taka estetyka byla w ksiazkach, bajkach opowiesciach mojego dziecinstwa) sama podsuwalam moim wlasnym potomkom stare moje bajki, bo o nowe trudno bylo.
    (Bardzo lubilam schematyczne ilustracje Butenki, Bohdana zreszta).
    Troche krecily nosem na ilustracje, ale nie narzekaly, bo wyboru nie bylo.
    Zachwycilam sie ilustracjami Matyldy Koneckiej, choc … nie kojarza mi sie ze Szkocja. Moglyby byc ilustracjami do wielu bajek i opowiesci dla dzieci; moznaby kilka opowiesci napisac.
    Akurat moje wnuki nawinely sie, gdy ogladalam powiekszone i zgodnym chorem zazadaly ksiazek z takimi ilustracjami.
    Fantastyczne! super!- tak orzekly i cieplo mi sie zrobilo po lewej stronie.

  273. Z połamanych skrzydeł można sobie zrobić bardzo efektowny pióropusz 😎

  274. @pombocek
    23 marca o godz. 20:40

    Pombocku,
    nie nerwuj się bez potrzeby.
    W każdej chwili możesz się zalogować na nowo (nowy adres email, nowy nick, nie używany dotąd do logowania). Jak już będziesz zalogowany na serwerze Polityki i twoje nowe dane pokażą się w rubryczkach pod okienkiem na komentarz (Podpis, Email) to je skasujesz i wpiszesz „pombocek” i Email stosowany od zawsze.

  275. Wróciłem. Obalilismy jedną karafkę. Ja więcej, bo Polak może i potem go Napoleon pochwali : Sous comme un Polonais. Czasami mówi sie; comme un cochon. Ale to nie ja.
    Pombocku, mnie sie tez zdarzały takie awarie. Czy tam u Ciebie nie ma takiego zapytania : Czy zapomniałeś swoje hasło ? Ty odpowiadasz:Tak i wtedy one, te głupie proszą Cie, abyś im podal swój adres mailowy, to one ci wyślą propozycje na zmianę hasła. Ty otwierasz swoją pocztę a tam one już na Ciebie czekają i one Ci proponują : Podaj nowe hasło.Potem one jeszcze każą potwierdzić. Wracasz na blog i wpisujesz nowe hasło i to działa. Ja przez te one to sporo zdrowia straciłem, ale żyję.
    A teraz zapraszam Panie na papieroska.Ciotuniu, czy juz lepiej ?

  276. @Toby mnie ubiegł, ale moje rady są głębsze i szersze

  277. @Kostka
    23 marca o godz. 18:41
    No tak, miałam napisać na temat wstępniaka jak kazał Tanaka, ale ten pomnik w kapelusiku mi wszedł w parade, bo przypomniał mi nasze dowcipy sprzed 3-4 lat. Otóż jacyś dla podkreślenia bogactwa, albo z powodów artystycznych ( kto jego wie?) postawili sobie przed domem statuję (sic!) jakiejsik nimfy czy innej bogini, półgołej i nad no… taką okrągłą wanienką z wodą. Ta woda tam ciurkała, zimą również, choć u nas zimy inne, to jednak zimnawe i pożałowaliśmy tej panienki, że tak pierze ciągle i bez okrycia. No to kupiliśmy jej czapeczkę wełniana i odzialiśmy niebogę. I tak ja ubieraliśmy w te czapeczki, a latem w okulary przeciwsłoneczne. Nie wiem co na to właściciel – nie pytałam z oczywistych powodów, ale czapeczki zdejmował.

  278. Obrazki fantastyczne. Dla mnie pachną bajkami i szczęśliwym dzieciństwem nad którym unosi się duch doktora WHO i Harrego Pottera.

  279. izabella
    23 marca o godz. 20:01
    tejot
    23 marca o godz. 16:53
    „Metafora o „połamanych skrzydłach”, na których nie da się polecieć, sugeruje, że kiedyś, przedtem, może i niedawnymi czasy te skrzydła były całe i na tyle sprawne, że jakoś lecieliśmy.”
    Jest jeszcze druga interpretacja, zaznaczam że moja, nie indiańska. Metafora nie musi dotyczyć naszej Polskoojczyznomatki, tylko każdego osobnika/osobniczki z osobna.

    Mój komentarz
    Izabella, zgadzam się. Wychowanie (w ogóle wpływ otoczenia na indywiduum, u którego kształtuje się osobowość) może wzmocnić skrzydła, ale może i podciąć.
    Pzdr, TJ

  280. Tobermory
    23 marca o godz. 21:16

    Dziękuję, Tobermorku. Nic nie będę robił, bo nie mam zamiaru co rusz się użerać i dopasowywać do dziecinnych gierek z logowaniami, z komputerowym reklamiarskim chamstwem czy szczurzym przemykaniem się niechcianych programów podczas instalowania chcianych (kupę czasu zabierają mi kłopoty z samym narzędziem, miast zajmowania się tym, czemu narzędzie służy). Jak kurdupel wysiądzie, zgłoszę się za sto lat, kiedy już fachowcy zrozumieją, że popularna komputerowa technika ma służyć ludziom, a nie ludzie mają służyć jej i być niewolnikami. Jak załatwiłem 20 lat temu tele-morele, tak załatwię tę fantastyczną technikę, która prócz oczywistych pożytków, głupawo służy głupawym, usmarkanym celom.

  281. @Lewy
    23 marca o godz. 21:28

    Twoje są głębsze i szersze, bo ja wypiłem tylko kieliszek entre deux mers 😉 Ale zagryzłem ostrygami z wyspy Oleron, po pańsku, całe dwie sztuki 😎

  282. No to teraz na temat, choć już prawie zapomniałam o czym miał być – ale jak pisać na temat, jak ktoś już napisał to co się by chciało napisać? A pisać ciągle – zgadzam się ze zdaniem… to nie wypada chyba.
    A czasem trudno „dyskutować” o oczywistościach i wtedy jakoś dyskusja idzie tak jakoś boczkiem, boczkiem aż ten boczek zaczyna być frontem. I słusznie, po prostu niektóre tematy nie zasługują na uwagę.
    Bo wiecie, dodatkowo wyznam, czasem a nawet często czuję się jak ta księżniczka, co to „kurde, ale wszędzie mam daleko!” – jak przychodzę, to już wszystko prawie powiedziane i tylko żaby mi zostają.
    Albo mrówki kominówki. Paradox by pewnie wiedział co to za cholery psują mi trawnik.W nocy działają.
    ‚https://goo.gl/photos/4VPBW2jXYXyF6S37A

  283. Lewy
    23 marca o godz. 21:27

    Dziękuję, Lewusku, ale powiem podobnie jak Tobermorkowi, bo powoli dojrzewam do radykalnej decyzji. Robiąc, co mówisz, poddaję się tym, którzy nie wymyślili sposobu na to, by nie nękać użytkownika swoimi niekończącymi się wymysłami. Jeśli jestem właścicielem choćby trzech milionów komputerów i chcę używać jedynych, niezmiennych danych przez całe 200-letnie życie, to komputerowe dzieci mają mi to zapewnić, bo ja nie będę się bez przerwy uczył chodzić za nimi jak pies na sznurku. Nie mogę sobie pozwolić na to, by ktoś wyskakiwał przede mnie w moim interesie, którego jak nie chcę. Póki kurdupel podziała, to podziała, potem komputer będzie mi służył do smażenia placków.

  284. pombocek
    23 marca o godz. 20:40

    Mój komentarz
    Pombocku, klniesz na informatyków dokładnie tak samo jak ja.
    Są to ludzie bez wyobraźni, pyszni i zuchwali. Coś wymyślą, co im się w głowie zabełta i ładują to jako soft do komputera, a potem ty i ja – zwykli użytkownicy zastanawiają się – co za idiota wymyślił te wszystkie opcje, logowania, RAMY, sterowniki, krytyczne alarmy, itp.
    Toż to jest język, który odgradza informatyków od świata, od innych ludzi używających ich wytworów, znieważa tych ludzi, wprowadza w błąd, zmusza użytkowników do nie wiadomo jak wykoncypowanej, jak przewidzianej przez nich dedukcji, nie wiadomo według jakiej logiki, itd.

    Nie spotkałem jeszcze informatyka, który by potrafił cokolwiek po ludzku wytłumaczyć. Żargon, to język tych magików, a normalny człowiek dla nich, to użytkownik, który ma wiele opcji, w tym pierwszeństwo jako administrator komputera, tylko musi się zalogować.

    Co to jest administrator komputera i login? Na takich pytaniach zwykle kończy się moja dyskusja z informatykiem. On odchodzi obrażony prowokacyjnym prostactwem moich pytań, ja pozostaję durny jak byłem.
    Pzdr, TJ

  285. anumlik
    23 marca o godz. 20:20

    One takie, jakie komu pasują. Ale patriotyczne, skoro Polka w E. E. się do Polski przyłączy, żeby było Czwórmorze. Może. Zupełnie inne, a też niezłe, były klimaty animacyjne do ‚Wind in the Willows’.

  286. Ciesze sie, ze obrazy Matyldy Koneckiej tylu osobom sie spodobaly! Odkrylismy jej druki przypadkiem rok temu w lokalnym warsztacie ramkarskim. Od tamtej pory w wielu galeriach widzialam, wiec cieszy mnie ze jest doceniana. Na tle innych drukow dla turystow od razu rzuca sie w oczy tymi klimatami magicznymi i nietuzinkowym ujeciem miejsc ktore wszyscy maluja. U mnie wisi rudowlose dziewcze z krasnalem i zamkiem w tle bo akurat taki sie pod choinką trafił 😉

    I zgadza sie – jest tam i Londek a nawet Tobermorry 😉 (to ten z niebieska chalupka płynąca łódką)

    Wind in the Willows tez mi sie skojarzyl ale takze i Peter Pan z ilustracjami Arthura Rackhama (choc stylistyka inna)

  287. Ewa-Joanna
    23 marca o godz. 21:54

    Pachną też trochę René Magrittem

    konstancja
    23 marca o godz. 20:47

    Chowanie się na rysunkach Szancera, Butenki, Stannego, Flisaka, Wilkonia, Grabiańskiego to takie chowanie, że lepszego nie ma.

  288. @Kostka

    Dzięki za link do tych bajkowych obrazków.
    „Tobermory Day Trip” to bym sobie nawet powiesił, obok pingwina na tratwie i Mont St. Michel podczas odpływu…

  289. pombocek
    23 marca o godz. 20:40

    Widzę, że Cię złość zalała. O logowanie na konta w bankach chyba się nie martwisz, bo nie stosujesz. Z jednym da się przeżyć. Czasem trzeba siąść w trawie i zaciągnąć się Buddą, zamiast proboszczem i bywa, że pomoże. Jako fachowiec od morza, wiesz co to pokora.
    Nie, żeby „Polityka” była jak morze, ale z tysiąca idiotyzmów komputerowych może łatwiej przełknąć politykowe, niż gazetopolskie albo gościoniedzielne.

  290. @konstancja
    @Tanaka

    Ucieszylo mnie bardzo kiedy polskie wydawnictwa kilka lat temu zaczęły wydawać rozmaite klasyki z ilustracjami Szancera! O prawo do zatrzymania sobie starych wydań z dziecinstwa musiałam wojowac z siostra zawsze ( dwie dorosłe baby a każda musiała mieć Brzechwe dla siebie ) wiec teraz młody ma swoje własne. Nowe a wyglądają jak stare. „Poczytaj mi mamo” tez wydano w nowym wydaniu. Magia starych ilustracji….

  291. tejot
    23 marca o godz. 22:25

    To się, tejotku, świetnie rozumiemy, zwłaszcza jak dodać do listy antyhumanitarnych zachowań teteringi, hotspoty i dupoty. Z komputerem zacząłem się zapoznawać na wstecznym biegu w roku bodaj 2008. Po roku nie miałem wątpliwości: programiarze komputerowi to smarkateria świetnie obeznana z techniką i niewiele rozumiejąca z tego, czemu i komu ona technika ma służyć. Jaśniej mówiąc: ich wiedza o człowieku i komunikacji jest na poziomie bardzo nowoczesnym, czyli zero wiedzy. Nie mają świadomości, że służą człowiekowi – służą technice, są zafascynowani jej możliwościami, a nie potrzebami człowieka, są jej niewolnikami, my zaś jesteśmy niewolnikami ich. Taaak? Takiego! Ogromną większość swego życia żyłem bez komputera. Gorzej by było bez kajaka i rovera.

  292. Tanaka
    23 marca o godz. 22:38
    w czasach ledwo minionych zbieralam pocztowki z mapkami. Zaczelo sie wiele lat temu od pocztowki z mapka Wisly (miejscowosci) otrzymanej z wakacji od kolegi. Cala mapka byla narysowana przez graficzke, Joanne Balicka Fribes.
    Ta graficzka narysowala kilkadziesiat takich pocztowek z roznych miejscowosci i regionow Polski; umiescila na nich ludowe stroje,kwiaty lub inne rosliny charakterystyczne dla regionu, ktory przedstawiala.Moim zdaniem byly to bardo piekne dziela graficzne.
    Bylo wielu takich grafikow rysujacych takie mapki. Nazwisk sobie teraz nie przypomne, nadal mam je w domu, choc juz sie za nimi nie uganiam. Teraz konfrontuje dane z mapek z rzeczywistoscia.
    Kolekcjonerzy w Polsce, a znam kilkunastu takich, wymieniali sie nimi; z podrozy przywozilo sie dodatkowe pocztowki z mapkami na wymiane z innymi.
    Potem doszly do tego pocztowki z zagranicy. Dosc powiedziec, ze w szczytowym momencie mialam takich walorow okolo 3 500 sztuk (w klaserach); moi znajomi mieli i maja nadal ponad 10 000 takich mapek.
    Wydawca byl RUCH, a potem Krajowa Agencja Wydawnicza, monopolista na polskim rynku, jesli chodzi o pocztowki widokowe, okolicznosciowe i innotematyczne.Tak bylo do lat 90.; potem KAW zlikwidowano, pojawilo sie wiele nowych wydawnictw, ktore do dzis sie zajmuja takimi drobiazgami.
    Kolekcjonowalam tez pocztowki z Poznania, bialo-czarne odbitki fotograficzne; dzis sa juz historia miasta; wiele budynkow, budowli zniknelo z naszego krajobrazu, a to raptem jest kilkadziesiat lat.
    Ba! na jednej z tych pocztowek jest fragment mojej ulicy, malej bocznej ulicy od glownej z tramwajem. Na odwrocie napisano: fragment osiedla Grunwald, ale zadnych szczegolow.
    Nie bylam w stanie odnalezc tego miejsca w miescie; sama zamieszkalam na tej ulicy ze 40 lat po jej powstaniu i sfotografowaniu na pocztowke. Drzewa malutkie, podparte, domy jeszcze nieotynkowane- trudno bylo to zidentyfikowac.
    Mam sentyment do malych form graficznych, moze z tamtych czasow…

  293. zapomnialam dodac, ze ci wszyscy wymienieni przez Ciebie graficy i ilustratorzy byli takze autorami roznistych pocztowek okolicznosciowych, takze i mapek oraz graficznych przedstawien zabytkow roznych miast.
    Grabianskiego pamietam z ilustracji do nieco mlodszego wydania elementarza Falskiego.
    Dzis wiele ilustracji ksiazek dla dzieci to kalka z Disneyowskich bajek …brrrr

  294. Kostka
    23 marca o godz. 22:48
    dosc dlugo toczyly sie spory spadkowe o prawa autorskie do ilustracji Jana Marcina Sz. Trwalo to chyba z 16-18 lat, albo i dluzej…

  295. Bardzo dziękuję za okazane współczucie.
    Już nie chcę po nocy poruszać irytującego tematu.

    @Kostka – brak mi słów, oniemiałam z zachwytu.
    Naprawdę taka jest Szkocja – bajkowa. Pod moim płotem spacerują sarny o świcie, kicają zajączki, chyłkiem przemykają lisy… Drzewa wyciągają gałęzie ku obłokom, których nie ma nigdzie indziej. Kształty, barwy i wędrówki chmur po nieboskłonie inspirujące wyobraźnię. Co po chwila tęcza jeśli dzień jest zabawą promieni słonecznych i deszczu.
    I to wszystko to całe bogactwo natury mamy tuż za oknem. Czyste powietrze wilgotne i pachnące świeżo skoszoną trawą.

    @Lewy – dzięki za męskie ramie.

    ….można żyć bez powietrza…
    … bez wierzb i bzów i.. piaszczystej ścieżki pośród brzóz..
    … ale bez polskiej mowy żyć nie potrafię…
    Dobranoc.

  296. Rozmowa z Matyldą Konecką:
    http://www.goryizerskie.pl/?file=art&art_id=1383
    Fajna rozmowa 🙂

  297. Ewamarysia
    23 marca o godz. 19:17

    Tanaka
    23 marca o godz. 19:34

    Dzieki ze daliście się wciągnąć w dyskusję o ateistycznym wychowaniu młodzieży… 😉

    Mam wrazenie ze nawet wsród zedeklarowanych ateistow to jest ciągle troche temat tabu. Chociazby dlatego ze zawsze jest jakas rodzina (mamy, babcie, prababcie) ktorym nie chce sie przykrosci i zmartwienia zrobic. Więc chcąc nie chcąc jest ten chrzest (albo komunia) dla swiętego (nomen omen) spokoju… Moja kolezanka Hiszpanka, ateistka pełną gębą poslala swoja młodą do szkoly katolickiej, tłumacząc się mętnie że tylko taka była w okolicy najlepsza wiec zacisnie zeby… 😉
    Juz sie nie mogę doczekac jak się sprawy rozwina niedlugo, kiedy czas przyjdzie na pierwszą komunię bo mloda (drobny szczegol taki) bynajmniej nie jest ochrzczona…o czym hipsterska mama zapomniala szkole poinformowac.

    Moj mlody takoz nie jest – bo… jakos tak wyszlo. Glowny powod dla ktorego chcialam chrztu (czy podobnego rytualu) byl wcale nie religijny- ja po prostu chcialam w jakis sposob wyznaczyc mu, na wszelki wypadek, odpowiedzialnych rodzicow zastepczych w postaci chrzestnych… No i jeszcze tesciowej byloby milo. Ale jakos tak sie sprawy przeciagnely ze nikt na nas nie naciskal a nam sie nie spieszylo… Tesciowa niestety odeszla zanim mlody skonczyl 2 lata, moi rodzice jakos nie mieli nadzwyczajnego parcia w tym kierunku… A ja w miedzyczasie moglam sobie spokojnie poukladac sprawy w glowie i dojsc do wnioskow- skoro nie jestem w stanie zapewnic dziecku wychowania chrzescijanskiego, ktore na tym etapie nalezy zadeklarowac…to po co sie wyglupiac. I oszukiwac instytucje. Nawet jesli sie tej instytucji nie szanuje (co tylko potwierdza zreszta decyzje). I tak mlody biega juz siedem lat i o ile sam sie nie bedzie chcial chrzcic w wieku doroslym to raczej mu to nie grozi. Choc podejrzewam ze bedac tutaj, bez calej presji srodowiska i religii w szkole bylo mi duzo latwiej podjac taka decyzje… I tak wracamy do punktu wyjscia – gdyby panstwo w Polsce chronilo obywateli przed presja jedynej slusznej opcji, wielu ludziom zyloby sie o wiele latwiej

  298. konstancja
    23 marca o godz. 23:12

    Już nie pamiętam okazji, przy jakiej pierwszy raz zetknąłem się z Szancerem. Chyba była to księga z bajkami traktującymi o czasach piastowskich (taki patriotyzm z czasów PRL-u, który zresztą do dziś sobie cenię): „Złota dzida Bolesława”, albo któraś z chyba jeszcze dwóch ksiąg z takimi bajkami. Szancera pokochałem szybciej niż się zdążyłem przyjrzeć pierwszej ilustracji. Później (a może ta księga była pierwsza) – „Przygody pana Kleksa”. I dalej całe mnóstwo książek jego ilustracyjnej roboty. Jego rysunki pokazują od A do Z na czym polega sztuka. Pokazują myśl, magię, wyobraźnię, warsztat, wrażliwość, przekraczenie wymiarów, pracę ręki i narzędzi. A wszystko w absolutnej jedności i harmonii. Fenomenalne w rozmalunkach – w kolorach, soczystych i w tonalnościach, genialne w czystej kresce. Do takiej kreski trzeba mieć piękne wnętrze i nieskończoną lekkość w sobie.

    Butenko to z kolei lekcja nieskończonego i pięknego humoru i zupełnej prostoty, która mówi wszystko i tworzy światy kompletne. to absolutna wyobraźnia. Datego też dzieciaki doskonale łapią zarówno przekaz Butenki jak i jego humor. Pod tym względem Butenko jest modelem psychologii wyobraźni. A początek z Butenką pamiętam doskonale: „Przygody Gapiszona” w dwutygodniku dla dzieci „Miś”.

    Dobrze pamiętam wydawnictwa pocztówkowe z ilustacjami zarówno polskich grafików-ilustratorów,jak też i klasycznych malarzy. Znanych i niszowych. Polskich i zagranicznych.Do dziś mam trochę takich zestawów „książeczkowych”, w których było zwykle z 10 takich pocztówek graficznych. To była wielka robota edukacyjna i przy tym świetne druki o wybitnych walorach estetycznych. Kojarzę też zaopatrzne w rysunki mapy.Mieliśmy takich niemało, zwłaszcza samochodowych krajoznawczo-przyrodniczych. Mam np.mapę zamków Polski, mapki obszarowe (np Jura, Mazury, Pobrzeże, Karkonosze, parki narodowe itp, miały inserty rysunkowe na podkładzie mapowym, albo na odwrocie. Były tam teksty, opisy oraz różne rysunki, które chłonąłem jak gąbka wodę.
    Było też sporo podobnego rodzaju map, przewodników, atlasów, rozmówek, słowników poświęconych „bratnim krajom”.

    Świetne rzeczy, świetne wydawnictwa i przygody.
    Kiedyś byłem na wystawie pocztówek poświęconych wyłącznie Szancerowi. Było ich grubo ponad 400. Kolekcja prywatnego zbieracza, ktory przepraszal publiczność, że tylko tyle ma, bo wie,że wypuszczono ich na rynek znacznie więcej.

    Dzisiaj też mamy niezłych grafików,Polska od dawna jest w tym bardzo mocna, swego czasu była to szkoła znana nie tylko w Europie . Była też świetna szkoła plakatu zresztą autrzy plakatów często robili ilustracje książkowe,i odwrotnie. Dzisiejszych ilustratorów mniej znam. Z jednej strony mają łatwiej, zwłaszcza pod względem technicznym. taki Butenko musiał się strasznie użerać z drukaniami, bo fałszowali kolory. czasem dlatego, że się nie znali, czasem dlatego, że brakowało odpowiednio szerokiej i dobrej jakości palety farb drukarskich. Chociaż i dzisiaj dobry grafik musi patrzeć drukarzom na ręce, bo wszędzie niemal rządzi niechlujstwo, dodatkowo pogłębione korupcją zawodową płynącą ze świata reklamy. I tu jest właśnie owa druga strona: ciężko się żyje grafikom, gdy od zygoty ludzie są spaczeni chamstwem graficznym, mentalnym i estetycznym reklamy i stroboskopowym rozedrganiem obrazów w oczach i głowie, tworzących totalny chaos i mętlik, nie pozwalajacy się rozeznać co jest czym, co dobre, co szajsowe. I do tego rządzi ADHD.

    Albo taki Czeczot: totalny, polski, genialny i piękny świr.

  299. Ewa-Joanna
    23 marca o godz. 21:45

    Pomysl z nimfa bardzo mi sie podoba! Mialam ochote uskutecznic cos podobnego z gipsowymi surykatkami sasiadow w czasach kiedy mieszkalismy w Yorku.

    Draka o pomnik w Glasgow przypomniala mi troche drake o palme Joanny Rajkowskiej w Warszawie swego czasu (choc w sprawie palmy straszne awantury slyszalam i odsadzanie artystki od czci i wiary) a tutaj jakos na wesolo sie to wszystko rozgrywalo

    a oto zdjecie diuka:

    https://www.theguardian.com/uk-news/2013/nov/12/glasgow-council-withdraws-plan-traffic-cones-wellington-statue

  300. anumlik
    23 marca o godz. 23:41

    Dzieki wielkie! Z przyjemnoscia przeczytalam a tego akurat nie widzialam wczesniej. Niesamowicie widac wplywy obojga rodzicow w jej wlasnych pracach

  301. @@ Tanaka
    24 marca o godz. 0:13
    konstancja
    23 marca o godz. 23:12

    I właśnie – po co ja się mam męczyć jak wy za mnie napiszecie wszystko co potrzeba! 🙂
    Szancer otworzył mi świat bajkowych cudów i godzinami mogłam wpatrywać się w jakąś ilustrację wędrując coraz dalej i dalej choć często
    mi przeszkadzano jakimś głupim obiadem. Moja matka nie miała problemów z chorym dzieckiem – zostawiała mnie w domu z kanapkami i piciem na stoliku i szła do pracy. Jak wracała to wszystko było tak jakby nigdy nie wychodziła – kanapki stały na stoliku, picie też a bachor z nosem w książce zdziwiony pytał – to jeszcze nie poszłaś?
    Nie cierpię tych disneyowskich obrazków. Wszędzie tego pełno, oczy bolą, a na dodatek zawłaszczają sobie autorów przerabiając teksty. Okropność.

  302. Taki watek sie pojawil ktory dosyc mnie rozbawil (niezamierzony czestochowsko/sandomierski rym).
    Nie czuje sie, ale…
    …jako byly proboszcz (dzis emerytowany, pierwsze swiecenia kaplanskie 80/90) MikroskopijnieMiekkiego pare zdan zamiescic uznalem. Przy kawce porannej i pogodzie wiosennej (wreszcie).

    1. Komputer jest nieomylny (jak bozia, jezusmaryja, jahve, allah, manitou, etc, etc.). NIEOMYLNY. Tzn omylni maja roznorakie problemy. Patrz problemy miejscowych ateistow/cywilistow nad Wisla. Omylnych z Nieomylnym.

    2. Proba napedu silnika diesla benzyna prawdopodobnie jako rezultat daje zniszczenie silnika lub nieporadnosc w odjezdzie od pompy. Prawdopodobienstwo jest jako takie. Z cala pewnoscia (prawd=1.0) powoduje cofniecie gwarancji na silnik.

    3. Najprostszym rodzajem komputera jest parking samochodowy. Zawiera wszystkie elementy niezbedne do funkcyjnosci. Asfalt pokratkowany (hardware), nosnik informacji samochod (1/0 jest/brak), program jak uzywac (software). Niezgodnosc programu z mozliwosciami pokratkowanego asfaltu daje mandat (prawd=1.0) lub brak podwyzki w najblizszej rozmowie kwartalnej z szefowa projektu jezeli parking jest korporacyjny. Brak samochodu szefowej na parkingu (program) daje Tobie info ze mozesz pic kawe, zajac sie nowa recepcjonistka, sprawdzic naciag Twojej rakiety tenisowej etc, etc. Cotygodniowego zebrania na razie nie ma (byc moze bedzie, prawdopod jako takie, mniejsze od 1.0).

    4. Zaden produkt masowy nie jest produkowany dla Twojej przyjemnosci, zdrowia, dobrego samopoczucia, spelnienia etc, etc. Zaden prog komputerowy, zaden komputer, samochod, skarpetki, pomidor, pastylki nasenne/wspomagajace etc, etc. Nawet ryflowany kondom z mozliwosciami Gpunktu tez nie jest. Te masowe produkty sa wytwarzane zeby producent zarabial PIENIADZE.

    5. Zaden programista, arch systemow, database designer, etc,etc nie tworzy produktow dla Twojej… Oni to robia dla zarabiania pieniedzy. Pisze to wspierajac sie trzema dziesiatkami lat doswiadczen srodowiskowych. Nawet freeware, GNU, Linux etc, etc produkty maja ten cel. Zarabiac support(em).

    6. Poswiec troszke czasu na czytanie manual(i). Ten czas mozesz zyskac zmniejszajac czas czytania Manualu. Mniejsze Twoje oblatanie w jezyku jednego manualu/katechizmu (zwanego w tut srodowisku niebieskim) podwyzszy Twoja sprawnosc cytatow w srodowiskach manuali Microsoft, Oracle, Unix etc, etc. Prawdopodobnie rowniez w srodowiskach Mercedes, Audi, Volvo etc, etc.

    Rekapitulujac, konkluzja. RFM (Read F…ing Manual) , zostan ateista bezprzymiotnikowym (forma zaawansowana zostan agnostykiem). Czytaj katechizm(y) tego co uzywasz albo wydaje sie Tobie ze uzywasz.

    Seleuk(os)

  303. @Ewa-Joanna, z godz. 0:50
    Oj tak, tak. Też tak miałem. Książka była bramą do innego świata i nic poza nim się nie liczyło. Pamiętam, że miałem dokładnie tak samo (choroba, gorączka, łóżko, niezjedzone śniadania na stoliku, (gdy dostałem w prezencie „O czym szumią wierzby” Kennetha Grahame’a. Wiktoriański świat znad rzeki, którą zamieszkiwało grono przyjaciół – Szczur Wodny, Kret, Borsuk, Ropuch, Wydry – to był świat wartości, do którego często (już jako nie dziecko) odwoływałem się. A ilustracje E.H. Sheparda – cudo.

    Disneyowskie przeróbki klasyków dziecięcej literatury, więcej szkody niż dobrego dzieciom wyrządziły (i wyrządzają). Ugrzecznione, przesłodzone stworki, w zamyśle autorów oryginalnych bajek braci Grimm, Andersena, czy Charles’a Perraulta, mające pełnić – prócz dydaktycznych – funkcje terapeutyczne, stały się żałosnym ple, ple; lizakiem do wylizania i zapomnienia zaraz po wylizaniu o różnorodnych smakach oryginału.

  304. Jako dziecko uwielbiałam książki z ilustracjami M. Szancera, zostało mi to zresztą do dziś. Do tego stopnia, że kiedyś przechodząc koło kramiku bukinisty, zauważyłam bajki z jego ilustracjami. Nie zastanawiałam się nawet przez moment, kupiłam za śmiesznie małe pieniądze. I z przyjemnością od czasu do czasu czytam tę książkę popatrując na piękne ilustracje. Bajki zresztą bardzo lubię i dzisiaj. 😉 , oczywiście nie mówię o tych, które nam serwuje pis.

    Mam taki sam problem z komentowaniem. Prawie wszyscy komentujący wpis powiedzieli dokładnie to, co chciałam napisać. Więc jak ubrać w słowa to, co już wszyscy przede mną zrobili?

  305. @Tanaka, (23 marca o godz. 14:58)

    autor wrzucał, chyba dziesiątkami, komentarze w ramach dyskusji, które miały bodaj wyjaśnić to czego nie wyjasnił w tekście.

    Komentarzy było dokładnie 33. Policzyłem dwukrotnie. Praktycznie wszystkie (32) były odpowiedzią na zadane wcześniej pytania lub sugestie Blogowiczów. Niektórzy wręcz podkreślali, że mam taki obowiązek.

    Komentarze autora jeszcze mniej chciałem czytać, z powyższych powodów.

    Skoro nie czytałeś, to spieszę wyjaśnić, że w komentarzach nie było:
    • Zwracania się do rozmówców per „dzieciaku”
    • Mówienia im, że dużo się jeszcze muszą nauczyć
    • Sugestii nałożenia majtek
    • Sugestii podłączenia głowy do prądu

    Ergo, nie warto było czytać.

    Tekst musi mieć taką podstawową strukturę: wstęp-rozwinięcie-zakończenie.

    Dotarło do mnie, że oczekujesz tekstu skrojonego według receptury pana Falskiego:
    To jest Ala.
    A to jest kot.
    Ala ma kota.
    To jest kot Ali.

    Albo jakąś inną, bo to i od rodzaju tekstu zależy.

    Wybrałem „jakąś inną”.

  306. WSTĘP *

    @Na marginesie, (23 marca o godz. 15:29)
    skończyło się na publikacji wstępniaka, który spotkał się z lawiną zgodnych komentarzy ze strony bardzo różnych (na szczęście!) ateistów.

    ROZWINIĘCIE

    Fakt, nie każdy może być obiektem takiej adoracji:

    Na marginesie
    10 października o godz. 18:49
    Jeszcze nie czytałam. Ale oblizuję się na zapas.

    Fanatyzm nie jedno ma imię 😉

    ZAKOŃCZENIE

    @Na marginesie, niczym pies Pawłowa, oblizuje się na widok nicka @Tanaka i warczy na @mohikanina przedostatniego.

    POSŁOWIE

    Czy Ty też tak masz Szanowna Blogowiczko, Szanowny Blogowiczu?
    ————————————
    * konstrukcja tekstu na specjalne życzenie @Tanaki

  307. @tejot, (23 marca o godz. 16:53)

    Metafora o „połamanych skrzydłach”, na których nie da się polecieć, sugeruje, że kiedyś, przedtem, może i niedawnymi czasy te skrzydła były całe i na tyle sprawne, że jakoś lecieliśmy.

    Metafora niczego takiego nie sugeruje. Cały Twój rozbiór metafor jest jedynie Twoją prywatną projekcją. Jest jedynie i aż obrazem Twojego myślenie. Mówi o Tobie i o nikim więcej.
    Bardzo dużo uwagi i cennego czasu poświęcasz takiemu „popapranemu” wstępniakowi 😉

  308. @Lewy, (23 marca o godz. 17:17)

    Nieśmiało proszę, dajmy spokój mohikaninowi, starał się. Człowiekowi nie zawsze wychodzi.

    Gdzie zgubiłeś swój pyszałkomat?

  309. @izabella, (23 marca o godz. 20:01)

    Jest jeszcze druga interpretacja, …. Metafora nie musi dotyczyć naszej Polskoojczyznomatki, tylko każdego osobnika/osobniczki

    Dokładnie tak!
    Pozdrawiam :)

  310. @Tanaka
    Andrzeja Czeczota poznałem osobiście przez moją żonę, bo Zośka żona Czeczota był psiapsiułą z UJotu mojej żony.
    Czeczot miał w Beskidzie Śląskim chałupę. Często tam bywał i stamtąd czerpał natchnienie do swych latających wielebnych, orzący skibę górali. Bardzo mi się to wszystko podobało, coś w duchu Chagalla, choć Chagall to mistyka żydowska, a Czeczot to mistyka chłopska taka od Mrożka.
    Jako prawy Polak Czeczot nie gardził siwuchą, ja też. Więc w jego chałupie zrobilliśmy sobie bankiet. Panie przygotowały szwedzki stół z kromkami chleba ze smalcem i kiszonymi ogórkami.
    A myśmy zaczęli wymieniać poglądy. Poczatkowo szło pokojowo. Ale jakiś diabel mnie opętał (Bylem gówniarzem, nie miałem jeszcze trzydziestu lat, Czeczot starszy o prawie dziesięć lat) zeszliśmy na politykę. Ja byłem wtedy w okresie zauroczenia Gierkiem. Po gomułkowskiej przaśności wydawało mi się, że wszystko idzie ku lepszemu. Czeczot był sceptyczny. Na moje argumenty, że Port Północny, Dworzec Centralny, Palac Królewski, pepsi-cola, możliwość nabycia wozu(jak szumnie malucha nazywała moja teściowa), sklepy pełne butów,jesionek, koszul..Słowem raj. A to był rok 75. Czeczot mi mowił, że zobacze jak to się niedługo zawali, runie jak domek z kart, bo on mieszkaniec Katowic zna Gierka jako gospodarza Śląska. W końcu po wypiciu większej ilości siwuchy wypaliłem : Jak to się dzieje, że ja , bezpartyjny wychwalam obecna polityke partii, a on partyjny ja dezawuuje. Czeczot się obraził. Nigdy więcej nie chcial się ze mną spotkać. No i okazało śię, że to on mial rację, wiedział więcej, lepiej się orientował. Jego Zośka była dziennikarką w partyjnym organie w Katowicach i dostarczała mu świeże dania prosto z kuchni. Bo nadszedł rok 76 ścieżki zdrowia w Radomiu, Ursusie. W stanie wojennym Czeczota internowano.Potem wyjechał do Ameryki, szybko został zauważony przez tamtejsze media. Ale po latach wrócił, zaczął kręcić jakieś filmy w Łodzi, ale nie skończył. Andrzej i Zoska już od kilku lat nie żyją.
    To był wielki artysta, wielki prześmiewca, postać jak z Rabelais. Bardzo żałowałem mojego gówniarstwa.

  311. seleuk(os)
    24 marca o godz. 6:43

    Taki wątek się pojawił, który dosyć mnie rozbawił.

    Chodzi o te pieniądze, dla których ludzie wymyślają ludziom rożne rzeczy. To mniej więcej, seleukosie, takie odkrycie, jak odkrycie dziecka, że mleko jest ze sklepu. Nie powiedziałeś ani jednego słowa o charakterystyce użytkownika, bez którego nie byłoby ani sklepów, ani mleka. Podobnie w mowie komputerowych obsesjonatów nie ma ani jednego słowa o charakterystyce człowiekowatych użytkowników, bez których nie miałoby sensu robienie komputerów. Dlatego programy komputerowe są robione przez psychologicznych i komunikacyjnych dyletantów. Oczywiście, zdarzają się światłe wyjątki, których produkty łatwo rozumiem nawet ja.Samochody też są robione dla pieniędzy, ale gdyby nie były robione pod możliwości człowieka, nie nadawałyby się do używania przez tę małpę. Tymczasem biegle je obsługują piękne damy, które nie przeczytały i nie przeczytają ani ćwierci książki o budowie i działaniu samochodów, bo ge je to interesuje. Bo można. Można wsiąść do samochodu i po pięciominutowej instrukcji zacząć jeździć. Samochody są dostosowane się do człowieka, a nie do pieniędzy, jak mało który produkt – pewnie z uwagi na długi okres
    towarzyszenia człowiekowi i wyższe od komputerów ceny. Gdyby nie dostosowywanie ich do budowy i psychikiczłowieka, wystarczyloby przecież wstawiać do samochodu parkowe ławki zamiast konstruować specjalne fotele. Komputery to nowość. Też się dostosują – przyjdzie również czas na komputerową psychologię – jak dostosowała się na przykład łopata. Tyle że mnie to nie będzie zwisało nawet jak kilo kitu, bo nie będzie miało na czym z racji, że będę proch

  312. Jako wczesny nastolatek byłem zaczadzony Sienkiewiczem.Po 56 roku zaczęły się pojawiać kolejne tomy Trylogii na subskrypcję. Wyrywaliśmy sobie to „Ogniem i mieczem”, czytałem jedząc zalewajkę (ślady tej zalewajki do dziś można znaleźć na kartkach Trylogii) Brałem książkę do szkoły i zamiast ganiać się z chlopakami po korytarzach, ciągnąć za warkocze dziewczyny, chodziłem po korytarzu jak błędny , żyjąc w świecie Zagłoby,pieknej Kurcewiczówny,Skrzetuskiego, od czasu do czasu narażony na to, że zmagające się ze soba dwa osiłki wpadną na oderwanego od realiów szkolnych czytelnika. W czasie lekcji rysowałem rycerzy na koniach. Zawsze zaczynałem od rysowania końskiego zadu, uzupełnaiałem grzbietem, brzuchem, głową,nogami. Czasami głowa konia wychodziła mi za mala i wtedy przypominał pudla, czasami za duża i wtedy przypominał pitbulla, ale często udawało mi się osiągnąc idealną proporcję.Wielką przyjemność sprawialo mi dorysowanie grzywy i ogona. I na koniec sadzałem na tym koniu rycerza.
    Dlaczego to piszę, bo to wydanie Trylogii bylo z ilustracjami Szancera i to Szancer byl moi mistrzem, który mnie nauczyl rysować konie z rycerzami.

  313. seleuk(os)
    24 marca o godz. 6:43

    Kiedy kierujesz użytkownika zbulwersowanego dydaktycznym dyletantyzmem komputerowych programiarzy do książek, to widać nie bardzo wiesz, co mówisz. Przeleciałem lotem fregaty ze trzy podręczniki i nigdy więcej. Komputerowe dzieci nie rozumieją, że podręczniki z istoty rzeczy są dla dyletantów, a nie dla specjalistów. Tymczasem są pisane tak, że każdemu podręcznikowi powinien towarzyszyć jako wkładka instruktor plus dwóch tlumaczy: jeden – z angielskiego na nasze, drugi – tłumacz terminologii, jako że nawet zwykłe wyrazy z języka powszechnego – np. „kopiuj”, „wklej”, „przenieś” – użyte jako terminy kryją w sobie znaczenie ściśle określonych czynności do wykonania, więc nie da się ich rozumieć znając tylko znaczenie powszechne. Tymczasem bracia komputerowcy używają zwłaszcza w instrukcjach, pouczeniach i hasłach terminów bez ich wyjaśnienia. Najtypowszym przykładem może być wyskakujący przed oczami dyletanta idiotyzm „błąd logowania”. Co on dyletantowi wyjaśnia? Nic. To po cholerę jest?

  314. @anumlik
    24 marca o godz. 7:56
    I bardzo często na tych paskudach ( streszczeniach, skrótach i przeróbkach) firmowanych przez Disneya nie ma nazwiska prawdziwego autora.

  315. @Lewy
    24 marca o godz. 9:04′
    A ja umiem tylko rysować koty tyłem 🙂

  316. A ja słonie od tyłu!

  317. @Jagoda
    Czy wedle dziecięcej wyliczanki/rymowanki? –

    siedzi słoń na słupku
    na lewym półdupku
    hej, siup, zmiana dup

    a po zmianie dup (narysowanych od tyłu):

    siedzi słoń na słupku
    na prawym półdupku
    hej,siu, zmiana dup

    I a’piat’ 😉

  318. @@E-J,Jagoda
    Ja kota też od tyłu, a słonia z boku

  319. @anumlik
    24 marca o godz. 9:55

    słonia na słupku nie znam 🙁
    Znam tę piosneczkę:
    było morze,
    w morzu kołek,
    a na kołku siedział zając
    i nóżkami przebierając,
    śpiewał sobie:
    było morze …

    i tak wkoło do upadu albo gróźb karalnych ze strony otoczenia 😉
    Zająca nie potrafię.

  320. @pombocku, nie denerwuj się. Informatycy to tacy sami szamani, jak lekarze. Spoglądają na człowieka z wyżyn swego wtajemniczenia i – czasem – cedzą mądrości. Mam w rodzinie młodego informatyka – „No, wujek nie rozumie? No nie! Przecież to proste!” – i zamiast powiedzieć jak krowie w rowie, coś tam w moim laptopie pogmyra. „No widzi wujek jakie to proste”. Córka podobnie. Co prawda nie informatyk, ale w „mediach społecznościowych” robi i na obsłudze komputera się zna. „Nie rozumiesz, ojciec? Przecież to proste!” Za cholerę nie wytłumaczy na czym ta prostota polega. Cóż, jakoś musimy sobie sami radzić. I jakoś sobie, chwaląc ćciny, radzę.

  321. Lewy,
    ale jesteś lepszy o tego rycerza 🙂

  322. Lewy
    24 marca o godz. 9:57

    słonia z boku nie potrafię 🙁

  323. anumlik

    pisze na przystani na zmartwionie. Jak ktoś zaczyna wyjaśnianie od „to bardzo proste” – a nawet selekosa instrukcje i podręczniki tak zaczynają, jada na woda bez rozumienia prostoty.

  324. Seleukos

    Niech będzie pochwalone imię Twoje. Dla zrozumienia niezrozumiałych komputerów kierujesz do jeszcze bardziej niezrozumiałych książek. Dziękuję za epokowe odkrycie, ale wolę mój zrozumiały okręt. Właśnie wskakuję.

  325. Ewa-Joanna
    24 marca o godz. 10:05
    Zawsze wyposażałem mojego rycerza w skrzydła husarskie. Podobno z powodu tych husarskich skrzydel Fryderyk Wielki nazywał Polaków mohikaninami Europy.
    Ale nie moglem byc lepszy lub gorszy od rycerza, bo ja i ten rycerz to było jedno. Flaubert powiedział : Pani Bovary to ja. To samo moge powiedzieć.
    Znaczy się, że ja nie pani Bovary, tylko rycerz, żeby ktoś sobie czegoś nie ubzdurał

  326. Niech będzie pochwalony bozon Higgsa w przestrzeni Hilberta.

    Zaglądam, czytam, ale się nie udzielam, bo wszystko co mógłbym napisać, jest napisane bez mojego udziału.

    @Tanaka, @Konstancja, dzięki za powiastki o ilustracjach. Mam te same estetyczne odchyły od normy co Wy. 😉

    @anumlik, dzięki za wspomnienie o O czym szumią wierzby, to też i moje dzieciństwo.

    @Kostka, ja byłem chowany w ateistycznym domu i sam chowam swoją pociechę Belzebubinkę w takim. Bez chrztu, kocopołów o bogu i wiary. I wcale nie trzeba się do tego specjalnie przykładać, wystarczy, że nie ma w domu religianctwa, tylko tyle i aż tyle. Od dziecka nie wierzyłem w nic i rad jestem z tego, a na pytanie czy jest bóg, dziadek się nie patyczkował, po prostu powiedział, że nie ma. I nie wnikałem w szczegóły, bo było to dla mnie oczywiste, jak to, że świeci słońce.

    @lonek, nic się u mnie złego nie stało, wręcz przeciwnie.

    Pozdrawiam ateistyczny gang emerytów, piszących, czytających, a nawet nabuzowanych malkontentów, którzy wyładowują tu swoje frustracje. 😉

  327. @Jagoda
    Jakbyś chciała, to moglibysmy udac się w jakies ustronne miejsce i tam nauczyłbym Cie rysować słonia.

  328. Lubiłem rysować konie, ale bez rycerzy. Najlepiej wychodził mi łeb, grzbiet i kłąb z ogonem, ale z nogami miałem kłopot. Nie bardzo wiedząc, jak im się zginają kolana, na wszelki wypadek rysowałem je stojące za sporym krzakiem 😎

    Wczoraj na francuskim parkingu zauważyłem samochód (busik) z poznańską rejestracją. Zbliżała się do niego grupka młodych facetów rozprawiająca głośno i bez żenady na temat jakichś, k…a okularów, co zostały, k…a na stacji benzynowej itd.
    Stojąc obok kierowca francuski stwierdził rzeczowo:
    – Ce sont les k…a Polonais 😎

  329. Do @porannej kawy… Lektura miła, łatwa i przyjemna.

    Czy należy posłusznie poddać się wyrokom Opatrzności przemawiającej głosem przełożonych?

    Ewolucja myśli autora jest interesującym przyczynkiem do rozmyślań przy kawie oraz ewentualnie scenariuszem dla mających nastąpić kolejnych aktów przedstawienia na polskiej scenie politycznej.

    Czyli o tym co kto miał na myśli jak myślał, że myśli ten co myślał o swojej myśli w myśli – na przykład myśląc kryteriami zgodności z tomizmem.

    Po naszemu –
    „un unemu, un unemu, un unemu a ostatni ino w łogień”

    (cytat z przemyśleń myśli strażackich braci pochodzących z Alwerni blisko Wadowic kremówkowych opisujący skomplikowaną pracę przy gaszeniu pożaru który trawił chałupę starej Kurasiowej i która ostatecznie spaliła się doszczętnie).

    Akt II

    Scena I

    … zwczoraj („Misiek” ten od ryngrfu – wychodzi obrażony z płaszczem)

    Cyrk w teatrze czyli hasło soborowe: „adaptata renovatio” („dostosowana odnowa”).

    Scena II

    … zdzisiaj
    Będą uchwalać „Marianochrześcijaństwo”.

    Akt III

    Chór – śpiewa oczywiście płacą im w euro

    €€€ W zielonym gaju ptaszki śpiewają
    Ptaszki śpiewają pod jaworem €€€

    Jawor wystąpił w zastępstwie Jabłoni z Raju (zabrakło euro). Ojej co to będzie…? Głucho wszędzie. Cicho wszędzie.

    Nauka chrześcijańska jest totalna i z uwagi na powyższe podaje warunki szczęścia wiecznego dla ateistów.

    Kurtyna

    (niemilknące oklaski)

    Na pytanie – dlaczego dziś jest tak, a nie inaczej?- odpowiedzi proszę poszukać tutaj http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21417071,yves-congar-teolog-wmatni.html

  330. Tanaka
    24 marca o godz. 0:13
    Mój komentarz
    Tanaka, dodam jeszcze niezapomniany przeze mnie periodyk pt. „Polska”. Na nim umacniałem się w kanonach estetycznych. W nim widać było ogromny wpływ polskiej szkoły plakatu (okładki formatu największego jaki spotkać można było w miesięcznikach). Każdy numer, to perełka grafiki.
    Pzdr, TK

  331. tejot
    24 marca o godz. 11:33

    Zgadza sie.
    I tylko pomyslec, ze wszystko „halupniczo”, znaczy sie recznie robili, bez chocby takiego I-design’a… A takie ladne robili, ze do dzis znam paru co trzymaja i nie moga sie rozstac.

  332. @Ciotunia
    Nie otwiera się dobrowolnie, każą płacić, a ja nie zapłacę, bo robią błędy.

  333. Juz pare razy pisalem o tym jak pozostalem ateista w wieku lat bodaj osmiu, przy pewnym wspoludziale Szancera, a dokladniej to jednej z jego ilustracji jakie popelnil do „Pani Twardowskiej” A. Mickiewicza. Pisalem, wiec szkoda ponownie przywolywac.

    Ostatnio w przydroznym antykwariacie w drodze do Serocka dokupilem kolejna pozycje z ilustracjami Szancera do bajek Braci Grimm, w stanie niemal doskonalym.

    A wspolczesne ilustrowanie ksiazek…, to uwadze p.t. blogowiczow polecam The Marvels.

    Dzielo Briana Selznicka … To co stworzyl Selznick jest fantazja zrdzona z fantazji Dennisa’a Severs i Davida Milne. Severs swoje fantazje przyoblekl w to co jest obecnie znane jako Dennis Severs House, pod adresem 18 Folgate Street w Londynie. Ciut wiecej pod adresem:

    http://www.dennissevershouse.co.uk

    A dzielo Selznicka, jest wielowymiarowe. Jak zadna ze znanych mi ksiazek, zaczyna sie od ponad 400 stron samych rysunkow, ktore ukladaja sie jak kadry wyjete z czarnobialego, niemego filmu. Filmu, gdzie historia jest opowiadana wylacznie rysunkami wykonanymi olowkiem HB. Dopiero ostatnie 230 pare stron to jest slowo pisane.

    Zajawka, triler The Marvels, tutaj:

    http://www.themarvelsthebook.com/

    Milosnikom ksiazek serdecznie polecam. Ta ksiazka bedzie ozdoba kazdej biblioteki.

  334. Ewa-Joanna
    24 marca o godz. 11:47

    Taki troche madrzejszy francuski Lemanski, ktory jak to Francuz mial gadne, czyli pisane. Nieco inteligentniejszy religiancki belkot. Zalatwili go tymi samymi metodami co Lemanskiego, czyli oderwali od srodowiska i „zasuszyli” oderwaniem, bo nie mial do kogo gadac, wskutek zakazu publikowania.

    Pozdrowionka

  335. Do @Żorż Ponimirski 24 marca o godz. 10:59

    Mój Młody – stare konisko – ustawił na półce numer jeden i pół lekturę z Twoim @nickiem we wśrodku.

    Uległam na pewną Wielkanoc presji.
    Poszliśmy ze święconką nie poświęconą i z taką wyszliśmy ponieważ ciekawe wszendobylskie dziecko moje wyrwało misie (na ułamek sekundy oderwałam moją od niego uwagę) i pobiegł prosto do ołtarza… jedną rączką pociągał księdza za firankę a drugą nieomal zaczął ściągać obrus z zastawą…

    Na więcej „wizyt ” namówić się nie dałam.
    I to by było na tyle…. Oj, przepraszam zapomniałam dodać że wierzymy w Śniętego Mikołaja – przyjeżdża na saniach co roku i dzwoni dzwoneczkiem, który mój tato przytoczył do moich saneczek. Poza fotografiami jeszcze ten mały drobiazg udał się z nami na emigrację.

    „Jesteśmy epizodami w życiu przedmiotów ” – Franciszek Andrzej Bibola Starowieyski

    Pozdrawiam.

  336. Przytroczył nie przytoczył….
    A wydzisz taki mądry a na staropolszczyźnie się nie zna, będzie mi tu z automatu poprawiał. Se zobacz w encyklopedii Glogera komputrze ty.

    No to sobie pogadałam… Jak dziad do obrazu…

  337. Ewa-Joanna
    24 marca o godz. 11:47

    A poza tym nie badz sknera. Duzo nie chca. Jak sie nei podoba nie ma przymusu czytania. Ja niewiele czytam, glownie naglowki, ale prenumeruje od kiedy stalo sie jasne, ze w ramach oporu, trzeba wspierac, zeby PiS finansowo nie zalatwil i nie zdlawil.

    Dla Ciebie to nic te pare dolcow miesiecznie, a placac wspierasz i utrzymujesz ten „kolec medialny” jakim jest Wyborcza, we lbie JK. ty placisz, a on ma bole glowy i napady wscieklosci. Ale nei musisz sie mnie sluchac. Ja sie zdecydowalem kilka miesiecy temu, gdy dotarlo do mnie, ze atak PiSu na Wyborcza odbywa sie na drodze finansowej. Jak dotarlo, to sie oporow pozbylem i wykupilem abonament. Chyba jakies £5.50 miesiecznie na rok z opcja przedluzania, czyli grosze.

  338. @Toby
    Mnie końskie nogi też nie zawsze wychodziły jak trzeba, ale nie szedłem jak Ty na łatwiznę i nie kryłem ich w krzakach. Czasami, drogi Toby, trzeba trochę woli, samozaparcia, nie iść na łatwiznę.Podobno van Gogh mordował sie z tymi slonecznikami niemilosiernie, ale jak mu w końcu jeden wyszedl, to potem wypuścił całą serię słoneczników.
    Co do naszych łacinników. Też koczują blisko mojego domu. Piją piwko razem, nie mieszają sie z francuskimi clochardami, bo bariera językowa. Ja udaję Francuza, więc mogę ich bezpiecznie obserwować, bo oni się nie krępują przy Francuzie. Przy Francuzie to oni mogą zrobić kupę,siusiu, bo Francuz to dla nich innych zoologiczny gatunek, jak sroka i gołąb.Np. widziałem gołębia jak kopulował z gołębicą i wcale sie nie wstydził sroki, która na to patrzała, potem jeszcze zrobił kupę i odleciał.

  339. @Lewy
    24 marca o godz. 11:06

    ze mną, jak z dzieckiem. Za rączkę i do knajpy 🙂

  340. konstancja
    24 marca o godz. 12:04
    Dominikanin Gużyński to fenomen, nigdy nie słyszałem, żeby powiedział coś głupiego, na tych troglodytach hierarchach w wysokich czapkach suchej nitki.
    Co ten facet w tej firmie robi ?

  341. zgubiło mi się „nie zostawia” bo tak to ta sucha nitka traci sens. Wot niechluj ze mnie

  342. Do @Tejot 24 marca o godz. 11:33

    Młode jak to młode wcale się nie słucha albo albo siedzi i slucha z rozdziawioną.

    To ja mu na to – Pałac Kultury zalicz (tu mój apokryficzno – architektoniczny felieton ustny) a żebyś mi nie śmiał ominąć Muzeum Plakatu Polskiego.

    To on mi na to – po to jadem. Jak przyjadę będzie spokój z gadaniem.
    Nie było spokoju.
    Przyjechał wniebowzięty i że w takich złotych latach mi się żyło….. Nie dyskutowałam. 🙂

  343. jedną rączką pociągał księdza za firankę a drugą nieomal zaczął ściągać obrus z zastawą…
    Heh, obrus z zastawą, kulgam się ze śmiechu. 🙂

    @Ciotuniu, jak byłem pacholęciem, to zorganizowali mi wizytę Mikołaja, śniętego zresztą, pamiętam, że się go bałem i jakoś czułem pismo nosem, że to pdróba. Jestem człowiekiem małej wiary, a nawet znikomej. U mnie wiara występuje tylko w formie naturalnej, jako subiektywna ocena prawdopodobieństwa, hihi. W sumie to taka katolicka wiara też jest naturalna, bo wszystko co występuje w przyrodzie jest naturalne. 😉

  344. pombocek
    24 marca o godz. 9:19
    seleuk(os)
    24 marca o godz. 6:43

    Mój komentarz
    Seleukos oznajmił prawdę niepodważalną – produkty są produkowane dla pieniędzy – by zarobić na ich sprzedaży. Można ją uzupełnić jeszcze jednym ekonomicznym aksjomatem – celem przedsiębiorcy jest zysk, bez tego nie ujedzie daleko.

    Komunikacja z klientem w instrukcji obsługi, to bardzo trudne zadanie do zrealizowania ze względu na to, że twórca wyrobu, jego konstruktor ma zupełnie inny typ wyobraźni niż klient, a marketingowiec, który kontroluje instrukcje, ma zwykle mentalność reklamowca, a nie nauczyciela.

    Także samo jest z książkami komputerowymi. Pamiętam w pierwszych latach komputeryzacji (gdzieś od 86 roku), jak się uczyłem obsługi prostego komputera dukając zdania z podręcznika do Commodore, kląłem jak szewc, śliniłem nerwowo kciuk, przewracałem kartki, nic nie rozumiałem i w beznadziei chciałem roztrzaskać klawiaturę o kant stołu. Wizyty w księgarniach i przeglądanie innych podręczników nic nie dawały. Wszędzie to samo – żargon i wsobność autora.
    Zmuszony byłem do metody prób i błędów, krok po kroczku, samodzielnie, samoistnie brnąłem przez nieznany teren.

    Pombocku do dzisiaj jest tak samo. Jeśli wezmę jakikolwiek podręcznik, np. komputer dla niekumatych (są takie), to krew mnie zalewa, gdy czytam pierwsze strony – mniej więcej w takiej poetyce – klawiatura, to jest taka komputerowa maszyna do pisania, włącz komputer, takim przyciskiem kwadratowym, który ma narysowany taki znaczek, usłyszysz szum, nie obawiaj się, to wentylator, który chłodzi zasilacz komputera (co to jest zasilacz?) oraz procesor (co to jest procesor?). Odczekaj kilka chwil, aż ukaże się interfejs (co to jest interfejs, u licha!) z obrazkiem powitalnym, itd.

    Infantylizm i jednocześnie hermetyczność takich tekstów są nie do ominięcia.
    Tak to się przyjęło i tak to się dzieje.
    Z jednej strony nie jest możliwe wyłożenie rzeczy trudnych językiem prostym, domowym, z drugiej strony autorzy podręczników zakładają, że czytelnik musi się przyłożyć, by cokolwiek zrozumieć, a jeśli się przyłoży, to znajdzie się na początku drogi i dalej już pójdzie łatwiej.

    Pombocku, z instrukcjami do innych urządzeń jest to samo. Np. manuale do dzisiejszych aparatów foto, to są księgi po kilkaset stron pisane językiem konsumenckim – jeśli chcesz zrobić to, to naciśnij to, jeśli chcesz zrobić co innego, to patrz str. 16. Idziesz na str. 16, a tam to samo – jeśli chcesz zrobić to…

    Jedyne jako takie instrukcje techniczne, które przypadły mi do gustu, to instrukcje składania mebli IKEA. Jest komplet narzędzi, są ponumerowane rysunki, rozrysowane elementy zestawiane, strzałki pokazujące kierunek ich przykładania, itd. Da się zrobić.
    Pzdr, TJ

  345. Tobermory 11:11

    Każdy średnio rozgarnięty student weterynarii u nasz wie, że kolana koniu nogi zginają w drugą stronę. Nieprawidłową.

    Ewa-Joanna z wczoraj

    Jeśli pozwolisz postaram się do mrówek odnieść później, wieczorem, bo mi teraz głowę zawracają jakimiś pierdołami do zrobienia na wczoraj, albo jeszcze lepiej na przedwczoraj. Inaczej świat się zawali i trzeba go będzie stwarzać od nowa. I kto miałby to niby zrobić?

  346. Jeszcze raz.

    Kolana koniu zginają się w drugą stronę. Przecież wiadomo, że jak kolana to u nóg a nie u rąk.

    Te pierdoły potrafią sprowadzić na manowce, jak nie przymierzając konie rżące Marsylianke.

  347. Do @Ewa-Joanna 24 marca o godz. 11:47

    Nie płać bo i tak nic nie stracisz streściłam tezę. Reszta to słowa.

    Nie wiem czy tym wpisem nie wyczerpałam swojego dzisiejszego limitu ale co tam, piszę do Ciebie na inny kontynent to może się uda 😉

  348. Qrde, @chłopaki, co jest z tymi koniami, ja też je lubiłem rysować za pacholęcich czasów.

    Tak w ogóle, to fajnie, że się już nie ciągacie za łby. 😉

  349. tejot
    24 marca o godz. 12:41
    Tejotku, ale na początku zawsze są takie jasne instrukcje, co powinno każdego użytkownika cieszyć np. taka, że należy włożyć do odpowiedniego miejsca baterię, że komputer nie należy trzymać w słońcu albo na kaloryferze, że nie należy sikać na klawiaturę.itp. Po przeczytaniu takich poleceń człowiek czuje sie jak zaawansowany informatyk a może nawet hacker. Ale już na trzeciej stronie zaczyna grzęznąć, na oczy zachodzi mgła. Wtedy ja sięgam po komiks z Asterixem, albo innego Bolka i Lolka i to mi przywraca wiarę w samego siebie, w moją kapasite intelektualną.

  350. Do @Lonefather 24 marca o godz. 12:06

    A ja przy… „Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła
    Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.
    Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
    Mówiąc właśnie te słowa: „… i odpuść nam winy,
    Jako my odpuszczamy” – biła bez litości.” (fragment)

    – Ignacy Błażej Franciszek Krasicki herbu Rogala – biskup warmiński od 1767roku.

    Malutka wtedy byłam tatko mi przeczytał ale ilustracja szancerowska do dziś nie daje mi spokoju.

  351. Lewy
    24 marca o godz. 12:32
    doczytalam to, czego nie napisales. Tak w domysle…

    tejot
    24 marca o godz. 12:41
    albo instrukcje klockow lego…tez czytelne, obrazkowe.

  352. anumlik
    24 marca o godz. 7:56
    @Ewa-Joanna, z godz. 0:50

    Tez tak mialam! Uwielbialam chorowac bo mozna bylo cale godziny w lozku z ksiazka spedzac i nikt sie nie mogl przyczepic. I wieczorem dlugo swiatlo palic bo przeciez rano nie trzeba bylo wstac… 😉

    Zycie bylo prostsze jednak w tamtych czasach a ksiazki nie mialy konkurencji zadnej. Kiedy majac lat 8-10 i lezalam w lozku z zapaleniem pluc, zbyt chora zeby tluc sie po domu do wyboru mialam:

    1. spac
    2.patrzec sie w okno jak snieg pada
    3.czytac

    No to czytalam.

    Moj syn (w analogicznej sytuacji) oprocz powyzszego ma wybor:
    1. poogladac na zywo kanal CBBC (BBC dla dzieci, nie mowie – maja duzo dobrych programow edukacyjnych ale w koncu to tylko telewizja i odmozdza w za duzej ilosci)
    2. ogladac programy z BBC iPlayer dla dzieci (jak wyzej) albo nie tylko (David Attenborough i podobne przyrodniczo-edukacyjne, zawsze jest tego na peczki do wyboru) ale patrz punk pierwszy
    3.obejrzec po raz kolejny DVD ze swojej wlasney kolekcji kreskowek
    4. grac w gry na swoim tablecie

    Widze ostatnio jak zaczyna go wciagac czytanie ale nie spedza na tym tyle samo czasu co ja w podobnym wieku, bo zawsze ktores z powyzszych predzej czy pozniej mu sie przypomni i odciagnie od ksiazki. Robimy co mozemy zeby zachowac proporcje sensowna ale nie jest latwo.

  353. @paradox57
    24 marca o godz. 12:42

    Ja wtedy byłem średnio rozgarniętym studentem pierwszej klasy szkoły podstawowej. Nawet się parę razy przyjrzałem koniu mojego wuja (miał parę pięknych kasztanów plus źrebaki) ale odtwarzałem z pamięci 🙁
    Teraz to wiem: z przodu kolana, z tyłu – łokcie 😎

    http://pferdeanhaenger.humbaur.com/media/pferd_balios.jpg

    Tylko niczym nie rzucaj.

  354. No tak ! Z przodu mu się zgina do tyłu a z tyłu do przodu temu koniu.
    Strasznie skomplikowane to zwierzę

  355. Tobermory
    Po co rzucać? Mamy gdzieś jeszcze zadołowane leszczotki.

  356. Lewy
    24 marca o godz. 9:04

    Sienkiewicza zaczynalam w wieku lat 7 i pol od „W pustyni i w puszczy” (teraz wstyd sie przyznawac bo politycznie niepoprawne 😉 ). Pierwsze zaczytywanie sie po nocy to bylo! Do tej pory pamietam jak z zapartym tchem przeczytalam slowa: ” I wowczas Stas zrozumial ze zostali porwani…”. Wow! Westchnelam glosno (bo wreszcie udalo mi sie nabrac powietrza), o rany! Dobra nasza, no to czytamy dalej… Wydanie ktore czytalam bylo bardzo duze, format bodajze A4, w twardej oprawie. Moj ojczym znalazl mnie o polnocy przewieszona nad tomiszczem i spiaca w tej pozycji…

    Niestety przespalam odpowiedni moment na rozpoczecie czytania Trylogii bo juz mocno pod koniec szkoly sredniej (do tej pory nie wiem czemu bo Quo vadis poszlo jeszcze w podstwowce). Jak przespalam moment, tak juz nigdy nie uchwycilam tej samej magii co ci ktorzy zaczeli przygode z Trylogia wczesniej. Z Ogniem i Mieczem durnie utkwil mi w pamieci fragment jak Skrzetuski & Co martwia sie co bedzie jak juz odnajda Helene. No bo jak martwa to pol biedy…Ale jesli zywa ale Bohun ja juz nadpsul…. Na to Skrzetuski – no, to wtedy jest tylko jedno wyjscie – ona do klasztora i ja do klasztora i tam sobie spokojnie bedziemy oczekiwali az sie spotkamy w niebie…. Jak ja sie nieszczesna tym wtedy zbulwersowalam! 😉 Co Skrzetuskiemu naublizalam za podejscie niezyciowe. No bo jakby ja kochal naprawde to by sie chcial nia zaopiekowac zeby nie wiem co a nie takie dyrdymaly sadzic…

    I tak jakos moim ulubionym tonem zostal sie „Pan Wołodyjowski”… I to do tego stopnia ze zdazylo mi sie miec lzy w oczach sluchajac Kaczmarskiego utworu o tym samym tytule.

  357. Do @Lewy 24 marca o godz. 12:26

    I to się chyba nazywa stoicyzm…

    Tak się tylko pytam, bo wg oceny przenikliwych obserwatorów tylko dwóch z tego bloga nadaje się do czytania przez finezyjnie i nadzwyczajnie wyrafinowane umysły cyzelujące każde upuszczone słowo przez niedostępne całej reszcie wysokie progi.

    Niestety reaguję. Na wszystko! Taka ze mnie Pusia.

    Najsampierw zagaduję uprzejmą gadkę po angielsku a gdy widzę w oczach „interlokutora” panicznie pozostawanie w niebycie przechodzę na polski „mniej więcej w tym stylu – jak to miło spotkać kogoś z ojczystych stron… z daleka uslyszałam k.., k…, k…! To przyszłam popytać co słychać…

    Mój Młody zaciągnął mnie szybko do windy i zamknął drzwi mówiąc – Przestań! Przestań wreszcie naprawiać świat są ludzie klamki i całe zamki. Nie widzisz, że nie mam szkieł kontaktowych tylko okulary, Pusia jesteś, że nie rozumiesz, że prowokujesz ludzi?
    Nie prowokuje ludzi tylko walczę z c h a m s t w e m w przestrzeni publicznej. A ja się sama obronię mam parasolkę i buciki w szpic na obcasie….
    To było na boku i na papierosie no i teraz już wiesz czego wczoraj nie wiedziałeś…

  358. Tobermory
    24 marca o godz. 13:12
    @paradox57
    24 marca o godz. 12:42

    Koń jaki jest, każdy widzi….

    Hahahaha
    rżący, rznący czy żrący…. 😉

  359. Ciotunia Makowiecka
    24 marca o godz. 12:18

    Usmialam sie setnie z obrazka. Ja za to pamietam z wizyt swieconkowych w dawnych czasach brzdaca ktory tez sie zerwal z uwiezi i zaczal grzebac tlusta lapka w koszyczkach pakujac do buzi kielbase biala ktora udalo mu sie wylowic… Moj wlasny niestety juz sie nie zalapal na te rytualy.

  360. a teraz to juz naprawde wracam do pracy bo sie skonczy ze bede w weekend nadganiac!

  361. @Kostka
    24 marca o godz. 13:31

    „W pustyni w puszczy” też czytałem takie wielkoformatowe.
    Pasjonujące było, chociaż ta Nel taka flądra nieporadna 🙄
    Powiadasz, że nie jest politycznie poprawne?
    No, to nic dziwnego, że aktualnie jest lekturą obowiązkową w polskich szkołach. Opowiadałem już, jak dwie warszawianki w wieku 12 i 13 lat borykały się wieczorami z tym i z „Quo vadis”, które było „jeszcze gorsze i nudniejsze” 🙄 ale ojciec i dziadek pilnowali codziennie, aby czytały po dwa rozdziały i przepytywali po lekturze.

  362. A czytanie Trylogii w wieku ponad 12 lat grozi tym, co opisałaś – utratą przygodowej magii. W tym wieku znałem na pamięć początek drugiego tomu „Ogniem i mieczem”…
    Późniejsze próby czytania (mam piękne wydanie w lakierowanych okładkach, a w dzieciństwie połykałem wystrzępione książki z lat 50.) kończyły się po kilku stronach. Ale też pamiętam prawie wszystko ze szczegółami 🙁

  363. Do @Lonefather 24 marca o godz. 12:06 i dziewięć

    Dzięki. Wspaniałości!

  364. @paradox57, z godz. 13:29
    Gdy leszczotkiem Maryjanna ścisnęła jąderka,
    zamiast wyrżeć Marsyliankę, ogier ją wyćwierkał.

  365. Tobermory
    24 marca o godz. 13:55

    Jest lektura teraz powiadasz? Aha….

    Jak wyjezdzalam z kraju (2004) to jeszcze bylo politycznie niepoprawne na wspolczesne standardy (dyskusja zaczela sie chyba kilka lat wczesniej przy okazji krecenia nowej wersji filmu) i wstydliwie zamiatane pod dywan jako lektura absolutnie niepedagogiczna…

    Glownie z tych samych powodow z ktorych na Wyspach nie sa politycznie poprawne dziela Kiplinga

    Ale rowniez (miedzy innymi) z powodu chrzczenia tubylcow jako jedynej slusznej opcji

    To co sie zmienilo? 😉

    Aha…

  366. @Kostka
    Mnie też reakcja Skrzetuskiego na pozbawienie cnoty Heleny przez Bohuna dziwiła, ale dużo potem. Bo jako nastolatek byłem pod wpływem pana Henryka i myślałem, że kobiety to są takie anielice, a te moje erotyczne fantazmaty to coś wstydliwego, nieobyczajnego, brudnego.
    Tych parę Pań , z ktorymi miałem w życiu bliższy kontakt (Toby, proszę, ja się nie chwale, tylko, chce wyjasnić piewien problem) były nadpsute przez jakiegoś Bohuna. To ja byłem niewinnym pacholęciem, które nadpsuła ta pierwsza, jakaś Bohunowa. Jej zawdzieczam to, że uzmysłowiła mi, iż kobiety są takimi samymi ludźmi jak ja i mają te same potrzeby, fantazmaty.
    Wpływy pisarzy na emocje młodego człowieka mogą być dewastatorskie.
    Stefan Żeromski, świetny pisarz, ale erotoman hipokryta tak właśnie widzi kobietę, jako albo anielice albo ladacznicę. W „Dziejach grzechu” ta nieszczęsna Ewa, to samo w Popiołach, zgwałcona kobieta musi popełnić samobojstwo.
    Z okazji którejś rocznicy Żeromskiego, muzeum jego imienia w Kielcach wydało broszurę z myślami pisarza, wydłubanymi z jego Dzienników i powieści. Zrobili panu Stefanowi niedźwiedzią przysługę, bo znajdują tam się jego dywagacje na temat seksu, kobiety, które są komiczne. Np. taka (podaję z pamięci)
    O kobieto, ty grzeszny naczyniu wszelkiej rozkoszy, która gubisz duszę nieszczęśnika…skazujesz siebie i jego na zatratę..kontakt z tobą jest jak zaplątanie się jasnego ducha w ciemną materię…
    Nawet zgodzilbym się ze Stefanem Żeromskim, że ta część męskiego ciała jest ważna, może nawet najważniejsza. Ale żeby ją od razu nazywać jasnym duchem ..?
    Piszący w tym samym czasie Francuzi (Flaubert, Maupassant,Zola) byli normalni, nieobciążeni erotyczną nerwicą. Nigdy im nie wpadło do głowy, że kobieta może być zbrukana, a mężczyzna nie, nawet kobieta lekkich obyczajów, jak Baryłeczka. Owszem francuski mieszczuch też lekceważył Baryłeczkę, ale nie wpadał z tego powodu w nerwice. Baryłaczka nie była zbrukana, tylko stała na niższym poziomie społecznej drabiny i można ja było z tego powodu opluć.

  367. Do @Jagoda ponadczasowe

    Jak masz to pisz. Mam pusto i w skrzynce i w głowie.
    Pozdrawiam słonecznie – pierwiosnki mi dziś wyszły!

  368. W jakich miastach będzie jutro śpiewana Oda do Radości?

  369. @mohikanin przedostatni 24 marca o godz. 8:14

    „@Na marginesie, niczym pies Pawłowa, oblizuje się na widok nicka @Tanaka i warczy na @mohikanina przedostatniego.”

    Palnąłeś, gościu, jak łysy o beton. To Ty sam warczysz. Nie pierwszy raz. Nie jest żadną tajemnicą, że podobają mi się teksty Tanaki i jeszcze kilku innych osób, do których grona Ty nie należysz. A że koniecznie musiałeś się ośmieszyć? Udało Ci się nad podziw. Be my guest.

  370. Tobermory
    24 marca o godz. 13:12
    Sporo,a nawet wiele jest względne. Obrazuje to poniższa scenka.
    Warto posłuchać,ale przede wszystkim obejrzeć do końca.
    https://www.youtube.com/watch?v=w9fZ7oydsl4

  371. Jagoda
    24 marca o godz. 16:26

    W Londynie pod ambasada. Jak zawsze.

  372. Jagoda
    24 marca o godz. 16:26

    Choc tutaj to bedzie bardziej na ksztalt karaoke, niz cwiczonego choru.

  373. Do @mohikanin przedostatni 24 marca o godz. 8:14

    Pozwól, że wyjaśnię tak zwyczajnie i po prostu jak blogowiczka blogowiczowi.

    Bez podtekstów, uszczypliwości, porównań i metafor.

    Wstępniak , który napisałeś ma tak zawiłą logikę, że nie zrozumiałam o co chodzi.
    Domyślałam się tylko a gdy już zrozumiałam nie bardzo mogłam to połączyć z tytułem czyli pytaniem w tytule zawartym.

    Samo określenie ~połamane skrzydła ~ jest drastycznie, dramatyczne i ostateczne.

    Jestem osobą pogodną po przejściach dlatego nie chcę zgłębiać się w takie klimaty.
    ***
    Dowcip o góralce który wpisałeś na blogu czyli w przestrzeni publicznej w MOIM kobiety odczuciu jest wulgarny a nie śmieszny.

    Porozmawiaj proszę z bliską Ci i życzliwą osobą na temat dzisiejszych Twoich liścików do różnych osób. Być może dowiesz się jak przykro jest otrzymywać od nieznajomych osób złośliwe i bardzo osobiste przytyki.

    Nikt na coś takiego nie zasługuje nawet jeśli sam się zagalopuje!

    Pisz, przeczytaj sobie i pomyśl jak adresat będzie się czuł po Twoim liściku…. Może to być ktoś samotny albo chory i ten blog jest jedynym miejscem kontaktu ze światem zewnętrznym.

    Ode mnie dla Ciebie przesyłam szkockie pierwiosnki i pozdrawiam słonecznie.

  374. Mam poczucie, że ktoś tu zwariował. Ale być może to ja.

  375. Wojciech Młynarski kazał się pochować po katolicku, więc nie zasłużył sobie na wzmiankę na blogu ludzi mądrych i zadowolonych z siebie.

  376. @Ciotunia Makowiecka 24 marca o godz. 17:04

    Ciotuniu, wiem że próbujesz lać oliwę na wodę (czy na ogień?), dlatego bóg Ci zapłać za dobre chęci.
    Ale ta Twoja argumentacja… please!

    „Porozmawiaj proszę z bliską Ci i życzliwą osobą na temat dzisiejszych Twoich liścików do różnych osób. Być może dowiesz się jak przykro jest otrzymywać od nieznajomych osób złośliwe i bardzo osobiste przytyki.
    Nikt na coś takiego nie zasługuje nawet jeśli sam się zagalopuje!
    Pisz, przeczytaj sobie i pomyśl jak adresat będzie się czuł po Twoim liściku…. Może to być ktoś samotny albo chory i ten blog jest jedynym miejscem kontaktu ze światem zewnętrznym.”

    Forum internetowe nie jest (w założeniu) grupą wsparcia. Ani towarzystwem wzajemnej adoracji. Jeśli ktoś jest chorobliwie wrażliwy, powinien szukać pomocy gdzie indziej. Inaczej mówiąc, odwołujesz się do czegoś, co istnieje chyba tylko w Twojej wyobraźni? Rozbawiłaś mnie jednak. Pozdrówka.

  377. zezem
    24 marca o godz. 16:45
    czy ten fragment pochodzi z „Powiekszenia? bo nie pamietam tej sceny…ocenzurowano w ?Polsce

  378. @konstancja, z godz. 18:07
    Tak. Z „Powiększenia” Antonioniego. Scenkę pamiętam od czasu, gdy obejrzałem film po raz pierwszy w 1967 roku. Nie było co cenzurować. A sam film wówczas ogromne wrażenie na mnie (i nie tylko) wywarł. Zespół „The Yardbirds” mniejsze. Ot, zespół. Scenariusz „Powiększenia” Antonioni oparł na opowiadaniu Julio Cortázara „Babie lato”, które w czytaniu też takiego wrażenia jak film na mnie nie wywarło. Po 50 latach pamiętam film – prawie scena po scenie, niemal kadr po kadrze. Niesamowite. Dzięki @zezem za przypomnienie.

  379. tejot
    24 marca o godz. 12:41

    „Seleukos oznajmił prawdę niepodważalną – produkty są produkowane dla pieniędzy – by zarobić na ich sprzedaży”.

    A zarobić po to, by prywatnie kupować sobie jak najlepszej jakości produkty. Ale odpieprzmy się od jakości, skoro człowiek produkuje tylko dla zysku. Wybacz, tejotku, seleukosowa prawda mówi o życiu człowieka mniej więcej tyle, co „Żyje się po to, żeby pie…lić, jeść, pić i wydalać”. Sprowadzanie produkcji do zysku jest – że się posłużę słówkiem anumlika – ramotą, która powoduje, że nie ma o czym gadać.

  380. @nela, z godz. 18:02
    Dopiero co (o godz. 12:04 i o godz. 12:32) bardzo pozytywnie ten blog ludzi mądrych i zadowolonych z siebie wypowiadał się o dominikaninie, ojcu Gużyńskim – księdzu katolickim. Ciut więc Twego sarkazmu nie rozumiem. My się niejednokrotnie pozytywnie wyrażamy o nie ateistach. Żydach, chrześcijanach, muzułmanach, a nawet rzymskich katolikach.

  381. konstancja
    24 marca o godz. 18:07
    To niemożliwe! Aby ocenzurowano. Ta scena to jest chyba jeden,ale nie jedyny punkt kulminacyjny tego filmu.
    Moją uwagę zwróciła w tym filmie m.in akustyka pewnych scen kręconych w parku (szum liści). Wiele lat później miałem sposobność usłyszeć w UK, właśnie w parku ten chrakterystyczny pogłos. Nawet pogoda była podobna. I brak żywego ducha.

    @anumlik. „The Yardbirds” to pewna legenda i nie tylko z powodu Erica Claptona. W filmie widoczni Jim Page i Jeff Beck – obaj grajkowie z pierwszej półki.

  382. izabella
    24 marca o godz. 17:59
    Jak pisałem (16:45) Twoje poczucie może być względne. :–)

  383. Ale ja po prostu szukam, co i kto pisze o Wojciechu Młynarskim.
    Tylko tyle.
    Tu nie znalazłam ani jednej wzmianki i się w związku z tym wpisałam.
    Bo się zdziwiłam i tyle.

  384. To było do wpisu:
    anumlik
    24 marca o godz. 19:31

  385. @nela
    Jeśli chodzi o „wzmianki”, to pojawiło się ich kilka, włącznie z moim krótkim komentarzem o jego śmierci, tuż po pojawieniu się wiadomości, że zmarł. Jego wiersze i piosenki często są na blogu cytowane, a o tym, że kazał się pochować „po katolicku” dowiedziałem się z Twojego postu. Znałem go – także osobiście – ale jego wiara (bądź jej brak) nie zaprzątała mojej głowy, a także nie była tematem naszych rozmów.

  386. nela
    24 marca o godz. 18:02

    Pogrzeby urzadzaja zywi, dla zywych, a nie odeszych… Odeszli, ze tak powiem brutalnie i ordynarnie, maja gdzies, jak sa chowani.

  387. O koniach.
    Konie chodzą na palcach ( na puentach ), to co odbieramy jako kolana, to są końskie pięty. Tak jak u większości czworonożnych z moimi kotami włącznie poza kotem mojej znajomej jakiejś wymyślne rasy.

  388. No to ja łagodnie i w miarę grzecznie powiem; Dobranoc państwu.

  389. @@pombocek, anumlik i …

    O pieniadzach prawdy nie odkrylem. Odkrycia dokonali Fenicjanie, pare tys lat temu. Ja ta prawde przypomnialem.

    1. Moja, ktora jest dosyc ladna pania, ma prawo jazdy od ok 30 lat. Jezdzi od czasu do czasu. W zwiazku z moim indywidualnym projektem, bedzie zmuszona poslugiwac sie naszym samochodem o kazdej porze, dnia, roku, pogody humoru etc. W zwiazku z tym zapisala sie na kurs samochodowy jazdy samochodem (uzytkowania samochodu). Prawdopodobnie uda jej sie w ciagu 20 godzin nauczyc jazdy naszym samochodem. Jak nie to 30 godzin. Jak sie kobyle parkuje, jak wlacza do ruchu autostrady, jak jedzie oslepiony, jak sie slizga na wodzie lodzie albo piachu. I jeszcze ze dwadziescia takich. I jak nie likwidowac lusterka cofajac do garazu. Jaka pozycje przyjac, ktora reka i gdzie za kierownice trzymac. Takie.

    Moja nie ma zamiaru zadnego otworzyc warsztatu samochodowego, dlatego z wiadomosci o motorze musi tylko wiedziec gdzie jest wlw paliwa. Zmiana wycieraczek juz u tych co to przeczytali. Moja sasiadka raz przyszla do mnie zapytac sie gdzie sie otwiera maska do jej samochodu. W koncu znalezlismy. Ona jest dobry kierowca, ma ta sama premie ubezpieczenia co ja.

    Pieciominutowy kierowca placilby takie premie ubezpieczeniowe, ze tylko moglby hulajnoga jezdzic. Tak jest z mlodymi ludzmi co maja motocykle/samochody i umieja jezdzic (uwazaja ze…). Premia jest prawie w cenie motocykla (za pol roku uzywania). Tow. Ubezpieczeniowe nie uwazaja ze…

    Ja sam na jesieni jade zawsze na taki tor spec co ma lod, olej, piach i takie na drodze. Droga jest wytyczona ”czapkami Wellingtona” ;-). Pieciominutowi maja obowiazek i nowi pojechac na tor.

    2. Ludzie o bardzo wys. Inteligencji, intelektualisci od urodzenia, przeceniaja czesto swoje umiejetnosci intelektualne. Dlatego czasem ze strony dzieci, starszych wnukow, spotyka ich poblazliwe zdanie ”to takie proste”. Ze strony niedzieci spotyka ich pogardliwe zdanie ”to takie proste”. Jak to mozliwe? Mozliwe. Dzieci/wnuki robia te dwa potrzebne klicki na kompie jako 935 krok np. Zajmuje im to 2 minuty. Krok jest ok 40 cm (przecietny). Ludzie o bardzo wys inteligencji chca zrobic ten krok o dl ca 400 metrow tez w dwie minuty. Tego nawet Usama Bold nie potrafi, co jest bardzo szybki. Ludzie o b. wys. inteligencji zapomnieli 20 lat temu zrobic 40 cm krok pierwszy, potem drugi, potem… Lub rowniez byli pogardliwi dla tych co probowali. To maja teraz z powrotem. Jedna tutejsza ministra powiedziala na poczatku lat 90 ze internet i komputery to taka ”przelotna mucha”. Przy kolejnej rekonstrukcji rzadu zniknela i sluch o niej zaginal. Nie zostala nawet ambasadorem w zaprzyjaznionym kraju. Ani wojewoda. Po prostu zniknela z widoku. To najwyzszy wyraz pogardy dla polityka tutejszego. Nazywa sie Usman ta byla ministra.

    Jest taka ksiazka dosyc popularna na roznych kursach liderowania i wsrod wyzszej kadry przedsiebiorstw co zarabiaja pieniadze. Napisana pare setek lat temu przez jednego co wiedzial jak to jest na drodze kroczyc. Droga po jap nazywa sie ”do” On byl japonczyk i pare dni przed smiercia napisal ksiazke ”Droga pieciu okregow” (???). Cienka, warto przeczytac, jeden wieczor. Nazywal sie Miyamoto Musashi. Wiedzial o czym pisze, bo umarl ze starosci, nie od miecza. Chyba kiedys przy innej okazji wspominalem to, nie chce sie powtarzac.

    3. Tu kiedys byl wstepniak co to jest polskosc (Jiba ?). Potem duzo wpisow o niczym. Ja cicho siedzialem. Niedawno Mohikanin o tym samym. Lataniu na zlamanych skrzydlach. Polskosc to jest byc wiecznym pierwszoklasista/przedszkolakiem. Drzwi otwarte otwierac. Ty Pombocek dales kiedys opis kanciapy szarej postawionej w blocie. Z obrazkiem. Obok poniemieckiego hangaru (dachu) z utwardzana droga dla wodnosamolotow. Ten co to postawil to typowy pierwszoklasista. Ja uwazalem ze to doskonaly obraz. Napisalem o tym. Ciekaw jestem jak mu idzie z klientami? Kupil komplet kaloszkow dla tych potencjalnych, czy most zwodzony zaczal budowac? Moze bys napisal o tym?

    Zeby cos porzadnie zrobic to trzeba wpierw wiele lat ”by the book” robic. Manuale czytac. Te trzy slowa tlumaczy sie na nadwislanski jezyk ”by the Buk”. By the Buk to kanciapa w blocie stoi. Taki ”zasob”.

    4. Niedawno jeden Korwin mial wystep w angelskiej televizji. Glupoty plotl to i wyszedl na idiote. Zamiast krotko powiedziec. Tak, wsrod takich przebywalem. Dlatego tak uwazam. Wszystko. Potem dwa filmy pokazac krotkie/tlumaczone. Pierwszy z ta Sobecka (dzieki Nefer raz jeszcze). Drugi z ta Pawlowska. Jak on by te filmy pokazal to by mu wspolczuli. Z prezenterka byc moze zalapalby sie na bardzo wczesne wzmacniajace sniadanie. Parlament Europejski dal odszkodowanie za przebywanie w warunkach szkodliwych dla zdrowia (zysk indywidualny) a jaki efekt marketingowy. A tak wyszedl na idiote co sepleni i kare dostal. A dlaczego? Bo manuali nie czyta na biezaco. Wszystko wie od urodzenia. Uwaza ze wybitnie inteligentny jest. Kazdemu chce dac mata w czterech posunieciach. Zamiast spokojnie gambicik albo i sycilijska partie jak chce byc original, ale nie idiota. Dac mata w czterech posunieciach to tylko przedszkolak potrafi wlasnemu dziadkowi. Jak dziadek przy dobrym humorze.

    Seleuk(os)

  390. z pierwszy ogladalam „Powiekszenie „w kinie, to chyba bylam tylko w kinie…
    potem pojawil sie kilka razy w telewiyji, ale albo szlam do kuchni po herbate, albo zaczynalam ogladac filmy od ich polowy, bo trzeba bylo dzieci polozyc spac, poczytac i tak na ogol schodzila mi polowa wieczoru i filmu, jesli ogladalismy.
    Na moje pytanie co sie dzialo dotychczas odpowiedz byla niezmienna ale sie kochali
    W Jeffie Becku podkochiwala sie cale lata moja przyjaciolka, dzis mieszkajaca w Australii.

    W latach 80. w tv ogladalismy serial Pogoda dla bogaczy; przedtem przeczytalam trzy tomiszcza tego dziela. Ksiazka jest zdecydowania bogatsza w postaci, ich charakterki; najczesciej przeczytanie jakis ksiazki, potem sfilmowanej powoduje u mnie zgrzyt, bo rzadko postac przeniesiona na ekran odpowiada moim wyobrazeniom z przeczytanej ksiazki. Odwrotnie jest z widokami na podstawie opisu krajobrazu- te na ogol sa bogatsze.
    Teatr przeniesiony na ekran to zupelnie inny wymiar.

  391. Jakis blad jest na tej stronie. 🙁

    A ja, co uwielbiam ten slodkocierpki smak taniny z winnic na Tworkach. Delikatna broszka premierki wyciskanych, prasowanych ciezarem powagi Pawlowskiej, pod okiem prezesa winnicy i nadzorem czulym Antoniego. Slodkocierpka czerwien Chateau Saint-Antoine widelcem.
    seleuk

  392. @Ciotunia Makowiecka, (24 marca o godz. 17:04)
    dziękuję za wszystkie uwagi.
    Zapewniam Cię, że naprawdę ważę słowa. Niestety, z każdym trzeba rozmawiać takim językiem, jaki potrafi zrozumieć. A jaki język rozumieją i jakim się posługują adresaci dzisiejszych moich komentarzy, to mogłem się przekonać przez kilka ostatnich miesięcy.
    Jest to język brutalny i pogardliwy.
    Dziękuję za pierwiosnki i odwzajemniam się przylaszczkami.
    Czy widujesz w Szkocji przylaszczki?
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  393. @seleukosie, z przyjemnością się Ciebie czyta. Ale po pewnym czasie wrażenie przyjemności ustępuje na rzecz codzienności. Naszej, polskiej, siermiężnej, gumnianej i pozostającej daaaaleko w tyle za rzeczywistością europejską, z jej szwedzką odmianą. A ta codzienność pokazuje, że jesteśmy zacofani, zapóźnieni w rozwoju, ugrzęźli w zaściankowym gównie (nie gumnie) i – bez względu na ilość przeczytanych książek – podatni na usługi feudalnym proboszczom z ich paternalistycznymi pouczeniami rodem z głębokiej prowincji średniowiecza. Taki klimat sobie stworzyliśmy przez te lata tzw. wolności od komuny.

    Zachodu liznąłem. Podczas podróży – prywatnych i służbowych. Zachód (od Sztokholmu po Ateny i od Berlina i Wiednia po Lizbonę) podziwiam za jego powolne i mozolne wychodzenie z gumna (mieszkańcy wielu europejskich prowincji przez gumno w dalszym ciągu do chałupy chodzą, a Szwecja jest miłym ducha wyjątkiem). Gdziekolwiek bym jednak nie był, czułbym się jednak pariasem. Moje „zachodnie” dzieci już nie. I fajnie, że mogą więcej niż ja. Mogą – jak Ty – z wyżyn swojej szwedzko-greckiej europejskości pouczać takich jak pombocek i ja matołów, że metoda pięciu okręgów wyliczanych czapkami Wellingtona, jest optymalną metodą nauki. Jest seukosie. W Szwecji i w Japonii. W nadwiślańsko-nadjamnejskim bajorze jest bajką o żelaznym wilku.

    Posługiwania się komputerem zacząłem się uczyć od początku jego pojawienia się w Polsce. Korzystałem z każdego nowego (na rynku) oprogramowania. Jako szef, który – gdy pojawił się problem – wołał etatowego informatyka i w ogóle sobie głowy nie zawracał problemem. Podobnie, gdy pojawił się problem z samochodem. Kierowca zawiózł auto do warsztatu, wymienił opony, sprawdził stan oleju, pojechał na myjnię. Fakt. Jeżdżę od 50 lat i poradzę sobie z wymianą opon, dolaniem wody do chłodnicy, wymianą oleju czy żarówek. Z elektroniką nie poradzę sobie. Ty – podejrzewam – też nie. Samodzielnie posługiwać się komputerem zacząłem siedem lat temu. Po przejściu na emeryturę. Służy mi to to wyłącznie do komunikacji, zdobywania informacji i pisania. Ba. Nie wyobrażam sobie napisania obecnie zwykłego (jak do Ciebie) listu inaczej niż za pośrednictwem klawiatury laptopa. Ale… I tu dochodzimy do magii. Żaden pieprzony informatyk, który w szamańskich podrygach i z wyrazem wyższości na liczku jednym kliknięciem przywróci mojemu komputerowi sprawność, nie napisze na moim laptopie marnego limeryka, ani innego anumlika. Ja potrafię. Na karteczce papieru formatu A-4 też potrafię. On – a wiem to z autopsji – nawet listu do koleżanki Ziuty nie napisze.

    Pozdrawiam Cię szwedzki nomadzie.

    Anumlik

  394. anumlik
    24 marca o godz. 21:55
    I ja Ciebie pozdrawiam Anumlik. Ja wiem ze ja nigdy „seleulika” nie napisze. Wiem, tego w zadnym manualu nie ma jak to zrobic. Dlatego „anumliki” Twoje czytam.
    pzdr seleuk

  395. Zaden gupi jak but gupi informatyk nie wydusi z siebien jednego anumlika marnego limeryka, nawet na kartce A4. Fakt ! I to bezprzeczny !

  396. Oj, oj! Ale dzięki tym gupim informatykom możesz te limeryki z anumlikami czytać. I to jest to! 🙂

  397. @konstancja
    24 marca o godz. 20:43
    Teatr przeniesiony na ekran to zupelnie inny wymiar.
    Wiem, że nie to było twoją intencją, ale to zdanie poruszyło we mnie węża. Otóż mam kłopoty z oglądaniem polskich filmów. Nie dość, że absolutnie depresyjne to na dodatek recytowane. Jak w teatrze właśnie. Maniera dla mnie bardzo denerwująca, tak bardzo, że straciłam ochotę na oglądanie polskich filmów.
    Oglądając SALT z „występem” Olbrychskiego dostałam głupawki śmiechowej. Właściwie jedyny plus. 🙂

  398. @Szanowni,
    cenię, poważam, i admiruję w mowie, na piśmie, w kaloszach i boso: informatyków, okulistów, endokrynologów, szewców, nauczycieli historii i nauczania początkowego oraz murarzy, hydraulików, rybaków morskich i słodkowodnych, pchaczy barek rzecznych i marynarzy kontenerowców (przepraszam, jeśli kogoś nie wymieniłem z profesji). Nie cierpię, nie znoszę, zżymam się na ich widok po kilku wypowiadanych przez nich słowach: szamanów, kapłanów, celebrytów urządzeń mechanicznych, manualnych oraz metafizycznych (ze szczególnym uwzględnieniem „znawców pism świętych”). Są oni bowiem (we własnym mniemaniu) posiadaczami i depozytariuszami wiedzy tajemnej. Zarówno tej opisanej w „Protokołach mędrców Syjonu”, w „Kabale”, w „Księdze Przemian”, zwanej I Ching, jak i tej opisanej w instrukcji obsługi komputerów, programów Microsoft Office, czy Word, a także na „Zawieszkach na łóżkach pacjentów” w szpitalach, zwanych „tabliczkami gorączkowymi”. Szczególny rodzaj obrzydzenia wzbudzają we mnie ordynatorzy oddziałów szpitali akademickich, dla których mądrości wygłaszane studentom medycyny są ważniejsze niż sami pacjenci. Howk!

    PS
    @Ewa-Joanna
    Szczególne podziękowania składam tym anonimowym informatykom, dzięki którym Lewy może czytać limeryki, lapassidalki i inne anumliki. A także „Żywot Pań Swawolnych” i „Słownik Komunałów”. Ament.

  399. Ewa-Joanna
    24 marca o godz. 22:36
    prawde mowiac, odpuscilam sobie ogladanie filmow w kurwizji i za zadna cholere nie wlacze programow naszej TV. A probowali przyciagnac i zmusic mnie do ogladania repertuarem dobrego kina swiatowego formatu.
    Obejdzie sie, obejrze kiedy indziej, gdzie indziej. Mam niedaleko kino na 49 osob, male, ze starymi, ale wygodnymi fotelami, na uboczu, ale prowadzacy jest fanatykiem kina, filmow, aktorow, rezyserow i calej tej otoczki okolokinowej. Oczywiscie, w tym kinie nie znajdziesz zadnego popcornu, szeleszczacych slodyczy ani hot dogow. Jesli przyszedl na seans jeden widz, obejrzy film bez zadnego ale.
    Nie wiem, jaki film z Olbrychskim masz na mysli, SALTO to byl film z Danielem chyba w latach poznych 60. na ekranach.
    Jesli to o ten film chodzi i w ogole polskie filmy z tego czasu, to daje sie zauwazyc w niektorych z nich bardziej deklamacje, niz dialog. Moze taka maniera rezyserska, bo kilka filmow z tych lat widzialam, nie tylko rodzimych, ale przypuszczam, ze recytacje dotyczyly wielu filmow z tamtych czasow. Przyznam, ze nie bardzo rzucaly mi sie w uszy, najczesciej byly z napisami, wiec trudno mi to stwierdzic.
    Natomiast pamietam rozne filmy video, ktore ogladalam na wczasowisku, bedac gdzies z dziecmi- na poczatku epoki wideo w Polsce przyjezdzala taka ekipa, wynajmowala kawalek sali wczasowiska i kasowala po kilka zlotych za osobe, niezaleznie od repertuaru.
    Lektor czytajacy listedialogowa do tego filmu byl chyba od czasu do czasu poddawany elektrowstrzasom, bo co jakis czas jego glos ozywal, zupelnie niezaleznie od akcji na ekranie.
    Po kilku takich seansach szczesliwcow, ktorzy mieli taki sprzet i kasety bylam zniechecona do filmow w ogole.
    Przyzwyczajeni przez lata cale do dialogow czytanych w kinie przez znakomitych aktorow, ktorych osobiscie dobierala niezrownana p. Zofia Dybowska Aleksandrowicz zderzalismy sie z beznamietnym, dukajacym czasem glosem roznych takich, ktorym zdawalo sie, ze mowia po polsku…
    Dlugo nie moglam zdecydowac na zakup tego sprzetu, chyba kupilam dopiero w polowie lat 90. troche sie wowczas poprawilo w dialogach

  400. @anumlik
    😉

  401. @Konstancja
    Niezrozumiale zagadałam – SALT to film amerykański z ubiegłego chyba roku z Angeliną Jolie a Olbrychski grał tam ruskiego szefa od szpionów. Epizod w sumie ale mnie rozśmieszył. A film chała jak większość tego typu.

  402. anumlik
    24 marca o godz. 21:55 i pozniej
    Jeszcze cos Anumlik… do Twojej odpowiedzi.
    Ja jestem bardzo chropowaty, zeby nie chropawy napisac. W realu jestem. To wiem to, nie przypuszczam, nie wydaje sie mnie, tylko wiem. Kiedys nacodzien moglem praktykowac, teraz potrzeby nie mam.
    Czytam Polityke, inne artykuly blogi tak sobie. Kiedys przegladalem rowniez wpisy pod blogami. Teraz rzadko, nigdy. Dwoch autorow czasem Bendyk Passent czasem, rzadko. Ale…
    Jest kacik od ktorego zawsze zaczynam. Nie Listy Ateistow. Tam zawsze jestem pierwszy sprawdzic czy czegos nowego nie ma. Nigdy sie tam nie zaloguje ani cos napisze. Ja to czytam nie dlatego zeby sie cos dowiedziec. Mnie do wiadomosci zaden blog, artykul nie potrzebny. Ja to czytam dlatego ze tam ciepla tyle. O kraju z wyboru, nie urodzenia przypadku ciepla. To Mrs. Canada Joanna Gierak-Onoszko. Ja bym tak chcial Anumlik umiec cieplo napisac o moim wyborze. Ale nie umiem tez. Nie wiem jak to sie robi.
    Wiecej odemnie o manualach nie bedzie. Jak ktos chce to printera wlasnego manual rekomenduje.
    Freerider Seleukos pozdrowienia do Anumlika

  403. @seleuk(os)
    24 marca o godz. 23:19
    Poleciałam i poczytałam. Podobnie mogłabym pisać o Australii. Ale poczytałam też komentarze i cóż… tylko głową pokiwać.

  404. Ewa-Joanna
    24 marca o godz. 23:12
    cos sobie przypominam; Daniel Olbrychski „chwalil sie”w naszej rodzimej tv, ze zagral w amerykanskiej produkcji razem z Angelina Jolie.
    Generalnie szkoda mi czasu na produkcje typu” zabili go i uciekl”.
    Mam czasem wrazenie,ze wszystko w kinie juz bylo; zmieniaja sie tylko narzedzia, akcesoria techniczne, tylko ludzkie uczucia, namietnosci i wady pozostaja niezmienne( ale bon mota strzelilam)

  405. Ewa-Joanna
    24 marca o godz. 23:52
    To pisz. Tu na tym blogu. Ze sa kraje szczesliwe, bo ludzie przewaznie szczesliwi. Nikt nikomu nie opowiada jak, tylko dlaczego. To moze i nad Wisla ktos sie zastanowi dlaczego. Pisz. Jak komus sie nie spodoba to ja go potraktuje. To wiem i umiem.
    pzdr Seleuk

  406. @seleuk(os)
    24 marca o godz. 23:59
    Kiedyś próbowałam, niekoniecznie tu, ale w ogóle. Dostałam taki łomot, że na długo mi przeszło 🙂
    W Australii jest zwyczajem pozdrawianie się obcych ludzi, tak po prostu dla zaznaczenia – widzę cię, jesteś, dobrze. Oczywiście w miastach i w tłoku to można by się było zaczkać, ale już w dzielnicach, albo poza miastem – normalka. Pamiętam jak podczas jakiejś wyprawy „po złoto i drogie kamienie” na jakimś zadupiu mijaliśmy samochód i facet pozdrowił nas, my też (on pierwszy, my wtedy jeszcze byliśmy trochę dzikie) i miałam wrażenie, że go znam. Rzeczywiście za kilka dni zobaczyłam go w tv jak prowadził bardzo popularny program.
    Moja radna na zebraniu w szkole podeszła do mnie i powiedziała : hi, widzę, że jesteś tu nową twarzą, ja jestem radną tego okręgu, zapraszam do mojego biura jeżeli będziesz miała taka potrzebę.
    Spotkałyśmy się potem na zakupach – pogadałyśmy chwilę, wiadomo, o niczym, ale miło było.
    To się tutaj nazywa fair dinkum.

  407. @mohikanin przedostatni 24 marca o godz. 21:44

    “Zapewniam Cię, że naprawdę ważę słowa. Niestety, z każdym trzeba rozmawiać takim językiem, jaki potrafi zrozumieć.”

    Człowieku, Ty kpisz czy o drogę pytasz? Nie ważysz słów, tylko uprawiasz słowną biegunkę, przy okazji wylewając pomyje na kogo popadnie. Wykazujesz na tym forum schizofreniczną niekonswekwencję godną Broszki. Umizgujesz się, łasisz, pouczasz, wymądrzasz, obrażasz czytaczy wciskając im bzdurny wstępniak, potem usiłujesz dowcipkować, a następnie obszczekujesz kolejno na kilka osób. Po czy znowu uroczo się wyszczerzasz, zapewniając towarzystwo o swojej wyższości.

    Jeśli masz kompleksy, to zachowaj je dla siebie. Trudno zaprzeczyć, że np. Tanaka umie pisać. Ty natomiast umieć pisać bardzo chciałbyś.

  408. Drogi Tanako, ja kilka razy komentowałem wstępniaki na tym blogu.
    Lubię czytać komentarze. Nie czytam wpisów pisowskich trolli. Na szczęście jest ich niewiele. Oni rajcują na innych blogach „Polityki”, zwłaszcza na blogu redaktora Daniela Passenta i profesora Jana Hartmana. Liczę na to,że za kilka miesięcy (góra dwa lata) zleceniodawcy tych trolli zaprzestaną sanacji naszego kraju, gdyż skończy się epoka „dobrej zmiany”. Czołem!

  409. Znalazłem w sieci, warte przeczytania

    Wojciech Krysztofiak
    .. Europejskość to przede wszystkim: kompetencja do analitycznego myślenia, logiczność, odrzucenie guseł, mitów, religii. Nie wszystko co wydarzyło się w dziejach Europy jest europejskie; nazizm, faszyzm i chrześcijaństwo nie są europejskie. Chrześcijaństwo jest kompleksem kulturowym, który od dwóch tysiecy lat usiłuje modyfikować europejskosć – nieskutecznie. Istotą europejskosci jest kultura antyczna Rzymu i grecji z jej wielkimi filozofami – analitycznymi, kultem algebry i geometrii, nauki. Chrystus w Biblii nie czyta ksiażek, nie dyskutuje z Demokrytem, jak czynił to Arystoteles w „Metafizyce”. Chrystus jest na wskroś antyeuropejski, gdyż on wie tylko dlatego,że tak ustanawia, a nie argumentuje. Na europejskosć składa sie kultura argumentacyjna. Dlatego, jedynie 5% Polaków rozumie „Żywot Braiana” czy smieszną komedię „E= mc kwadrat”. Inni nie rozumieją, bo nie są europejscy, bo nie funkcjonuja w kulturze argumentacyjnej; lecz w kulturze patosu, wiary, prawdy absolutnej, Mesjasza, autorytetu. Polak jest tępy do bólu – dlatego nie jest Europejczykiem. 😉

  410. @namarginesko
    Podziwiam Cię za przenikliwość. Byłaś pierwsza, ktora przejrzała mohikanina, kiedy mnie się wydawał takim łagodnym, skłonnym do koncyliacji czerwonoskórym wojownikiem.
    Doskonale wypunktowałas wszystkie jego „mocne” strony. Ale mohikanin Ci nie uwierzy,bo on wie , że jest mądry, o czym ma świadczyć jego esej „Połamane skrzydła”. Nigdy do niego nie dotrze, że wydalił z siebie nie trzymającą się kupy bzdurę. Chciałem go zostawić w spokoju, bo nawet było mi go trochę żal, kiedy ośmieszony zaczął szukać wsparcia, przymilać się, probować rozśmieszać ruszającą dupą góralką, ale też mam go dość. Podobnie jak świętej pamięci aaa, jest to czlowiek pozbawiony samokrytycyzmu, charakteryzuje się brakiem inteletuanej koordynacji, rwą mu się wątki, które uparty @tjot chcial mu pomóc powiązać, ale się nie dało.
    Gdybym był na jego miejscu, to bym udał się na jakąś pustelnię, zastanowil się nad sobą i po przemyśleniu wrócił do lokalu pod ateistą. Ale nie jestem na jego miejscu
    Ps
    Wiesz namarginesko, że jestem dogsitter. Przyjaciele wyjechali na trzy dni i poprosili mnie abym zaopiekowł sie ich labradorem. Ten staruszek (13 lat) ma swoje fochy i już o 5tej rano wywlókł mnie z łóżka i musiałem z nim udać się w kompletnej ciemności na spacer do parku. Po powrocie, po wypiciu pierwszej kawy, przeczytałem Twój wpis i dorzuciłem swoje trzy grosze.

  411. @Na marginesie, (25 marca o godz. 3:45)
    Ulżyło Ci?
    Nie Ci będzie, na zdrowie.

  412. @Lewy, (25 marca o godz. 6:46)
    i tak Cię lubię raptusie 🙂

  413. Lewy
    25 marca o godz. 6:15
    Przy porannej kawie thnx Lewy za cytat…

    ”Oikumene” znaczy ojcowizna. To w attyckim dialekcie hellenskie slowo, nie greckie. Ta ojcowizna nazywa sie teraz europejskosc. Litwa, ojczyzna twoja jest wszedzie, od Heraklesa slupow do katarakty w Assuanie. Od Thule ziemi do warsztatu krawca co Eola worek do wiatru uszyl. Nigdzie nie ma Litwy jak pasterzem jestes.

    Flawiusze Hellenami byli. Jozef do pasterzy pisal dlaczego. Pasterze chcieli zeby im pisal jak, nie dlaczego. To go zdrajca obwolali. Scypionowie Hellenami byli, rzymskimi Hellenami. To jak Polibius do Hellenow to samo dlaczego pisal co Jozef Flavius to bohaterem zostal. Bo Hellenowie to rozumieja dlaczego wieksza ma wartosc od jak bezwartosciowego.

    Wladcy ziem Thule przekonac musieli hird na wyprawe argumentami. Moze nie wiedzc, ze robiac to tez Hellenami na tingu byli, albo w halli. Inaczej wladcami by byc nie mogli ”oikumene” swoich. Rowni miedzy rownymi.

    Trumpowi wydawalo sie ze opowiedziec moze jak teraz bedzie z Obamacare, Argumentowac sie nie nauczyl tepak. Myslal ze wszyscy to pasterze. Taki jezus miedzy stadem swoich koz. Beczec tylko. Tak kozy ”argumentuja”. Efektywnie. Efektywny przywodca bedzie chyba. Chyba na efektywnosc broszkiBroszki sie zapatrzyl. Zielonego pojecia co to jest przekonac, dlaczego. Nie polecic jak.

    Pasterze nie rozumieja co jest ojcowizna wolnych i rownych.

    Dzieki za cytat Seleuk(os)

  414. Europejski jest marsz ateistów, tak jak europejska jest Jasna Góra, a nawet toruńska rozgłośnia z ojcem dyrektorem.
    http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21539673,europejczykami-nie-czyni-nas-machanie-blekitna-flaga-z-dwunastoma.html#TRwknd

    Poszanowanie indywidualnych praw, w tym prawa własności, otwartość i ciekawość świata, humanizm i sztuka uczyniły kraje zachodniej Europy zamożnymi i przyjemnymi do życia.

    Poszanowanie praw każdego. Niezależnie od tego czy go lubimy, czy się z nim zgadzamy…

  415. seleuk(os)
    25 marca o godz. 8:11
    Seleukosie, co się stało ? Jakiś wypadek ? Wylew w mózgu ? A może za dużo wypitej anyżówki ouzo ? Martwię si o Ciebie. Daj znać jak Ci sie poprawi.

  416. Lewy
    25 marca o godz. 8:31

    Moze wczoraj za duzo whisky wzialem szklanke. Z rodzna losi mialem popitke. Zobacze w mojej komorce czy zdjecia sie udaly. To pokaze i napisze jak sie popija z losiami. Ja jestem marny fotograf, al sie staralem. 🙂

    seleuk

  417. @seleuk(os), (25 marca o godz. 8:11)

    Flawiusze Hellenami byli. Jozef do pasterzy pisal dlaczego. Pasterze chcieli zeby im pisal jak, nie dlaczego. To go zdrajca obwolali.

    Pogorszyło się. Dzisiejsi pasterze, czytaj uważający się za elity, nie tylko nie chcą „dlaczego”. Nie chcą też „jak”. Interesuje ich tylko „co”. Ich własne „co”, z dumą prezentowane światu, na osobiście kreślonych obrazkach. Inne obrazki i ich autorów obrzucają stekiem obelg.

  418. Ludzie ! Ja nie mogę ! Mohikanin próbuje latać z połamanymi skrzydłami.Widziałem kiedyś takiego ptaka biedaka, te bezsensowne wymachiwanie. Bo elity to dziś nie chcą „dlaczego”, nie chcą jak”tylko „co” z dumą prezentowane światu,na osobiście kreślonych obrazkach. Inne obrazki i ich autorów obrzucają jakimś stekiem. Aha, obelg.
    Seleukos przynajmniej przyznał się, że się urżnął

  419. uważający się za elity

  420. @mohikanin przedostatni
    Do poczytania i pomyślenia bo ciekawe.
    http://pages.eiu.com/rs/eiu2/images/Democracy-Index-2012.pdf
    I nie popadaj w paranoję.

  421. @seleuk(os), z wczoraj, z godz 23:19
    Poczytałem (cofając się o kilka wpisów) teksty z blogu Pani Canada. Ciepła w nich tyle, że musiałem przykręcić ogrzewanie. Cóż, po kilkunastu minutach mieszkanie musiałem ponownie ogrzać. Taki klimat. A ciekawostek tyle, że starczyłoby i dla Tony Halika i dla Elżbiety Dzikowskiej i dla Olgierda Budrewicza. Nie poliżę już Kanady. Za stary jestem 🙁

  422. Jutro w tvp Kultura o godz. 15:55 druga część koncertu Młynarskiego „Czterdziecha” z roku 2003. Oglądałam część pierwszą. Znakomita. Polecam.

  423. @Ciotunia Makowiecka
    24 marca o godz. 16:25

    mam, napisałam. Skoro w skrzynce pusto, znaczy poszło na Berdyczów.
    Może Ty spróbujesz na adres: jagoda pisane małą literą pięćdziesiąt sześć pisane cyframi małpa onet kropka pl
    Pozdrawiam.

  424. @mohikanin przedostatni 25 marca o godz. 7:00
    „Na marginesie, (25 marca o godz. 3:45)
    Ulżyło Ci?
    Nie Ci będzie, na zdrowie.”

    Komentarz: po raz kolejny demonstrujesz tu zwyczajne chamstwo.
    Które w zestawieniu z kompulsywnym pouczaniem – wygląda tym śmieszniej.
    Ogarnij się, gościu. Jeśli masz kryzys nerwów – nie pisz.

  425. @anumlik
    25 marca o godz. 11:37
    A ja wlazłam, poczytałam i poczytałam te komentarze i zmroziło mnie. I wstyd mi się zrobiło za tych durnych ludzi.

  426. @Lewy 25 marca o godz. 6:46

    Dzięki za dobre słowo i cieszę się, że się ze mną zgadzasz. Ale cieszę się również, że mi tak od razu nie uwierzyłeś – bo właśnie to bardzo dobrze o Tobie świadczy. Cenię krytycyzm i podoba mi się fakt, że człowiek sam dochodzi do własnej prawdy.
    Mohikanin deklaruje się jako krytyk kaka i (jak kiedyś tu objaśniał) traktuje dogmaty tylko jako metaforę. Jednak podstawy jego światopoglądu są całkowicie przesiąknięte religianctwem – on usiłuje nawrócić wszystkich na własne kopyto. Naturalnie „dla ich własnego dobra”, bo jakże by inaczej?

    Sposoby osiągnięcia tego zbożnego celu mogą być różne – dlatego mohikanin tak się miota, próbując tego, śmego i owego. Apostoł Paweł z Tarsu chciał być „wszystkim dla wszystkich aby wszystkich pozyskać” i podobne zapędy wykazuje mohikanin. Chrześcijaństwo deklaruje odpowiedzialność za każdego człowieka, odbierając równocześnie – temu drugiemu – podmiotowość. Taki jest nieunikniony efekt wyznawania „jedynie słusznych” zasad.

    Z kolei kompulsywne umoralniające przynudzanie połączone z dowcipasami np. o bacy – aplikowanymi ni w pięć ni w dziewięć – ma swój pierwowzór w retoryce kazaniowej. Bo czym skorupka… sam rozumiesz. Myślę, że obserwując mohikanina jeszcze sporo się tu nauczymy – o mentalności religiantów. Nauka nie idzie w las, chociaż nie jest to nauka zgodna z celem praktykowanej przez niego „misji” 😉

    Bardzo mi się podoba ten Twój cytat z Wojciecha Krzysztofiaka.

  427. Do @Jagoda
    25 marca o godz. 11:5o
    Liścik wysłany.

  428. @Ewa-Joanna, z godz. 12:40
    Też „wlazłem” w komentarze. Fakt, jakbym wlazł w łajno. Ale takie komentarze to na naszym gumnie normalka. Czasem i na blogu ateistów się taki trafia, choć rzadko. Gdy widzę łajno, po pierwszym zdaniu przewijam. Szkoda zdrowia.

  429. Lewy
    25 marca o godz. 6:15
    Znalazłem w sieci, warte przeczytania
    Wojciech Krysztofiak
    .. Europejskość to przede wszystkim:

    Mój komentarz
    Lewy, zdecydowana definicja europejskości, mocna opinia o nieeuropejskich Polakach, ekstremalna, lecz zawierająca dużą dozę słuszności.
    Pzdr, TJ

  430. A to widzieliście? Czy tylko ja jestem tak zacofany, że dopiero dzisiaj ktoś mi zwrócił uwagę na proroctwo Machulskiego („19. południk”) z 2003 roku?
    https://www.youtube.com/watch?v=f_Knf-HacFc

  431. Tanaka,
    Ja tu zaglądam, bo w tym miejscu gromadzą się ludzie, z którymi chętnie zagadałbym się do późnych godzin nocnych, jak za studenckich czasów.

  432. Moj ogrodek graniczy z parkiem przyrodniczym Tiveden. Ten park to mozecie wyguglac jak ochota. W tej puszczy mieszkaja rozni tacy, miedzy innymi losie. W moim ogrodku rozne drzewka sadze/dosadzam. Owocow nie zbieram, tylko na stoisku ICA owocowo/warzywnym. Tak ze wisza cala zime na drzewach, jak same nie spadna pod.

    Siedze sobie siedze wczoraj, tu zajrze, tam zajrze. Nad elektryczna instalacja WooHoo 2 sie zastanawiam. To i z tego zastanawiania wzialem szklaneczke. Mnie ze szklaneczka lepiej idzie zastanawiac sie nad instalacjami. Az tu po jakim czasie koty moje przychodza i krzyczec zaczynaja. Koty moje uwazaja mnie chyba za najwiekszego kota w okolicy, bo czesto przychodza na rozmowe niezobowiazujaca. Ale zeby zaraz krzyczec.

    A te koty krzycza. To ja w koncu pytam. Spokojnie panowie, o co sie rozchodzi? To mnie Yatzy mowi. Choc zobacz. Ciagnie za nogawke. Rodzina przyszla co tez jest pragnaca, mowi Yatzy. Ja tam taki nie jestem zebym tylko jedna szklanke mial. Rodzine tez moge napoic. No, byle pelnoletnia rodzina cala. Ale ide i patrze. Patrze a one stoja i patrza na mnie. Matka dzieciom i dwa malolaty. I mowia ze pic im sie chce, popitki, ale whisky nie lubia. Pijaczka. Jabcoka wola. To ja sie pytam czy szklanki wyniesc. Tez nie. Z lufy wola. OK, tak zaczelismy popijac.

    Te jablka co wisza i leza to troche gnija a troche fermentuja. To te losie jabcoka z lufy a ja Laphroaig pure bo tak lubie. Mnie to sie takie popijawy zdarzaly, ale gdzies sie zawsze komorka zawieruszyla. Tym razem nie. I jeszcze zachod slonca byl, znaczy oswietleniowy reflektor.

    Tutejsi wiele, wiele lat temu pare rzek zarezerwowali dla lososi. Elektrowni ani innych zapor budowac nie mozna. Nic dookola zmieniac. Taki prawny trick parlamentarny wymyslili tutejsi. Nazywajac to ”nieruszane rzeki”. Tutejsi czasem lubia porozmawiac z lososiami co na tarlo ida. Na innych rzekach lososie po schodach chodza, zeby tamy ominac. Czasu wtedy nie maja na filozoficzne rozmowy. Moze jakas wartosc jest w wedrowkach lososi, co czas maja, wieksza jak zapory. Oczywiscie lososie daje sie chodowac rowniez w zamknietych, zakotwiczonych basenach. Karmic z automatu. Wtedy rzek nie ma potrzeby rezerwowac dla ”nieruszania”. W basenach nie ma tez powodzi. Rozmow z lososiami. Rozmow z losiami.

    Jozef Flavius do Izraelitow pisal (pasterzy). Pisal zeby zrozumieli dlaczego Rzym (Flawiuszow) nad nimi panuje. Zeby pierwszy krok zrobili, zrozumieli. Glupstw nie robili. Pasterze. Izraelici (pasterze) nie chcieli tego. Rozumienie wymaga pracy. Ciaglej. Takie ma kalectwo. Chcieli odrazu recepty jak sie wyzwolic, znaczy cudu. Jozefa Flaviusa zdrajca okrzykneli. I powstanie wymyslili przeciw Rzymowi Flaviusow znow na poczekaniu. Rownie skuteczne jak poprzednie, ale z recepta lokalsa Izraelity (tez pasterza), to chwalebne. Choc skutki oplakane byly, cudy tez byly. Szczegolnie dla miasta Jerozolima. Niektorzy komentatorzy chrzescijanscy, blad edytorski tlumacza (dzisiejszym jezykiem), za dowod biora ostateczny. Jak ja pasterza Jezusa spotkalem w Petrothalassa to pies kulawy bledu nie chcial popelnic. A cudy takie robilismy ze… Chyba anorektykiem zostane, tfutfu abstynentem. Moze teraz lepiej sie sformulowalem. O Scypionach i Polibiusu nie ma potrzeby. Onomatopei ni Duda.

    Anne Applebaum napisala Za zelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944-1956 Nieprawdopodobnie dobrze udekumentowana zrodlami. Wiekszosc dotyczy Pl. Dlaczego tak latwo to poszlo. Zaprowadzic totalitaryzm stalinowski. Moze znow A. A. pisze dlaczego, dokumenty zbiera. Dlaczego tak latwo watykanski totalitaryzm zaprowadzic? I znow bez tej prostej recepty jak pewnie bedzie.

    W pierwszych latach 80 kompletnie oderwalem się od pl rzeczywistosci. Kompletnie. Zadnych gazet, kontaktow rodzinnych towarzyskich, filmow, wizyt, języka czy co tam. Kompletnie. Dziura. Czarna. Cialo czarne doskonale. Siedze sobie w Grecji, emeryt z wyboru, i nagle czytam w prasie tutejszej o Locie nad kukulczym gniazdem. W smolenskim zagajniku gniazdo sobie uwili. I nagle czytac zaczalem od nowa te opisy, te plany, te marsze, choragwie i orkiestry, co nad kukulczym gniazdem. A tu wulkany wybuchaja. Loty kukulek do gniazda wstrzymane. A prezydent w golfa zagrywa. Stewardessy nozkami przebieraja i nic. A tam orkiestry choragwie i fanfary. A tam ulani malowani, analizy husarskich szwadronow, ksiegi tloczone. A tam pyl wulkanow. A tam ragnarök, a tam apokalipsa. A tam te choragwie, choragwie, choragwie w pyle lopocza… I szable, i szable blyskaja autoluxem polysku. A tam we fioletach procesje w autoluxu polysku. A choragwie… A szable na krzyzach i krzyze na szablach. Apokalipsa, elipsa, elipsa, elipsa… A tam echo, Zygmunta dzwon på smartfonach echem… I parę innych rzeczy jeszcze. I tak zostalo na razie. Dlaczego tak lubia nad kukulczym gniazdem latac? Dlaczego lobotomie polubili? Dlaczego lobotomie do kultu panstwowego wysokosci podniesli? Dlaczego lobotomia hymnu wymaga i Poety i wulkanu wybuchu i dzwonow… Anne, napisz mnie ksiazke. Pal diabli dokumentacje Anne. Co tu sie wyrabia ?

    Ku pokrzepieniu serc czytelnikow 😉 Pytania i odpowiedzi o praprzyczyne wszechrzeczy pozostawiam na parę dni Szanownej Blogosferze do wylacznego uzytku. Nie będę marudzil. Mam jeszcze gorsze zajecie. Ale kto wie, kto, może zamarudze znowu, jak się pogoda poprawi nad kukulczym gniazdem a prezenterka w nowych szpilkach wystapi.

    Seleukos
    https://goo.gl/photos/gaGuin2RW6hsrWzd8

  433. Płynna Rzeczywistość
    25 marca o godz. 20:55
    wlasnie obejrzalam w calosci. Jestem pod wrazeniem.

  434. No to smiejmy sie na dobranoc, bo smiech to zdrowie i wciaz nie jest w umeczonej zakazany. Ze Belata Broszka jest marionetka to wiedzielismy od zawsze. Teraz wyszlo juz szydlo z worka do konca i dzieki wizycie rzymskiej, ostatnie watpliwosci z nas zostaly odarte. Zgodnie z wloska tradycja i to nie majaca raptem 3 lata, tylko tradycja siegajaca renesansu, garderoba koloru zoltego, jest zarezerwowana dla prostytutek.

    Wiecej o tej wloskiej tradycji mozna poczytac tutaj:

    http://polityczek.pl/index.php/uncategorised/3741-ale-wpadka-szydlo-we-wloszech-zolty-kolor-ubioru-zarezerwowany-jest-dla-prostytutek

    Obawiam sie, ze dzis Pani „premier” przypieczetowala ostatecznie swoje i Polski szanse na zalatwienie czegokolwiek sensownego weWloszech. Mentalne kalki sa silne, zwlaszcza te dotyczace dresskodu.

  435. Do powyzszego wypada dodac jeszcze jedno.

    BRAWO WASZCZYKOWSKI ! I jego wspanialy, odnowiony dobra zmiana, resort od wpadek zagranicznych.

  436. lonefather
    26 marca o godz. 0:12
    podpisalam.
    Podpisales razem z Jasiem?

  437. @@lonefather i konstancja
    Po raz kolejny Avaaz org. wprowadza ludzi w błąd, łamiąc przy okazji prawo. Prezydent doktor prawa, Andrzej Duda nie ma żadnego tytułu naukowego, ma natomiast stopień naukowy doktora, którego odebrać mu nie może nikt. Napisał pracę doktorską, obronił doktorat i uzyskał stopień, a nie tytuł, gdyż ten przynależny jest wyłącznie profesorowi i nadawany jest przez Prezydenta RP osobie, która uzyskała stopień naukowy doktora habilitowanego. Sprawdzajcie co podpisujecie, plizzz 😀

  438. @anumliku,

    Masz bez cienia watpliwosci racje. I na tej racji moglibysmy poprzestac. Jednak pomimo przypomnianej przez Ciebie racji, jest caly czas to cos, ten drobiazdzek, jakim jest moje, Twoje, Konstancji i wszystkich innych ludzi odczucie, ze jest wielkie „g…no”, ktore szermuje i kryje sie za tytulem, „doktora prawa” dokladnie tak, jak Mengele kryl sie za tytulem doktora nauk medycznych. To ze nie mozna odebrac, to jest jedno, to ze mozna dac wyraz swojemu uwazaniu, to drugie. I tak jak uczestnictwo w demonstracjach KOD, czy „czarnych parasolek”, nic nie zmienia w otaczajacej nas rzeczywistosci postepujacego wprowadzania hybrydowej dyktatury Kaczynskiego, a jednak nalezy na nie chodzic i dawac wyraz… To dokladnie z tego samego powodu, uwazam ze ta nieskuteczna prawnie petycje, nalezy podpisywac tyle razy ile razy bedzie sie ponawiala, wlasnie dlatego, zeby dawac wyraz temu co sie mysli i uwaza…

    Dalem „wyraz” temu co uwazam i dziekuje @Konstancji, ze tez dala i Ciebie tez, pomimo Twoich slusznych obiekcji, tez namawiam do tego, zebys wraz z nami tez dal wyraz. To, ze niesluszny to pryszcz, wazne ze dany i wyrazony !

  439. anumlik
    26 marca o godz. 0:45
    zdaje sobie sprawe z tej roznicy, ale troche zametu w sprawieprezydenta lamiacego konstytucje i prawa czlowieka( chodzi tez o wycofanie sie lub nieprzestrzeganie zapisow podpisanej po roku ratyfikacji zwiazanej z ochrona przemocowa).
    Moze ta ilosc podpisow, choc nie pomoze w tej sprawie, bo tytulu naukowego odebrac sie nie da, pomoze w innej sprawie dot PADa? Nie wierze, ze tyle podpisow przyczyni sie do refleksji prezydenta, bo on jest tylko notariuszem i to bardzo slabym, ale coz szkodzi pomarzyc, ze moze jednak?
    Oj, naiwna naiwna…

  440. konstancja, lonefather

    Niestety, uprawiacie krętactwo – i to w stylu pisowatych: czniać prawo, ważne, że mamy rację. Jest tysiąc sposobów protestowania, a głupawy, choć czasem może i pożyteczny Avaaz, wymyślił kolejne ignoranckie głupstwo, które PiS niechybnie propagandowo wykorzysta. Dość szybko przestałem ufać zawodowym wymyślaczom protestów.

  441. pombocek

    Mozesz mi z pewnoscia slusznie zarzucac chocby nieznajomosc jezyka polskiego, czy bledy ortograficzne. Mozesz mi zarzucac fatalne formy moich blogowych wypowiedzi. Mozesz uwazac, ze w jednym, drugim, trzecim, sie myle i kompletnie nie mam racji…

    Ale, quzwy nedzy, nie waz sie nigdy! Nigdy sie nie waz, zarzucac mi jakiegokolwiek kretactwa !!!

    „Krecilbym”, gdybym kiedykolwiek twierdzil cos innego, niz glosze teraz. A ja, jak glosilem, tak nadal glosze, pisze i postuluje zawsze jedno i to samo !

    Chyba sie cos Tobie, szanowny @pombocku, cosik pokrecilo w rozumieniu, ze nazwales to co pisze „kretactwem” i to w dodatku, chyba zeby mnie na blogu zochydzic, nazwales „pisowskim kretactwem” ! Wez sie prosze Cie uprzejmie, zreflektuj. Jesli jestes w stanie oczywiscie.

  442. pombocek

    Zeby Ci ulatwic, specjalnie zle poustawialem przecinki, zebys mogl sie po mnie „przejechac” za nieznajomosc interpunkcji, wiec sie „przejedz” i nie zostaw suchej nitki…

    Ale te „kretactwo” mi zarzucone, to cos z tym zrob, zebym mogl Ciebie dalej szanowac, jak do tej pory szanowalem.

  443. lonefather
    26 marca o godz. 1:50

    Kiedy zarzucam komukolwiek krętactwo, ani mi w głowie pytać, czy on się na to zgadza. Podobnie Ty, wytykając krętactwo pisowatym, ani razu nie zapytałeś ich o zgodę. Przyjrzyj się swojej postawie, nim skoczysz na mnie.

    Durnie wymyślili petycję o odebranie stopnia naukowego, który nie jest prezentem pod choinkę za nic. I zachęcają do popierania tego idiotyzmu. A Ty: nieważne, że idiotyzm, ważne, że w słusznej sprawie. Pisowaci: nieważne, że niezgodne z prawem, ważne że zgodne z wolą ludu. Nie inaczej tłumaczyli bolszewicy. Jeśli to nie jest krętactwo, to dziękuję za uwagę, dobranocka.

  444. pombocek
    26 marca o godz. 3:01

    Dobranoc.
    Dziekuje.
    Szkoda. Bardzo mi szkoda, ze tak konczysz nasza blogowa znajomosc.

  445. pombocek

    „Co tu sie wyrabia?”, ze zacytuje tytul wstepniaka @Tanaki, ze Ty @pombocku, idziesz w „zaparte” i udajesz, ze nie rozumiesz, w czym jest problem?

    Nie w tym co Ty uwazasz, tylko w tym, ze to co uwazasz, zarzucasz i choc wyjasnilem, gdzie i dlaczego obrazasz nie tylko mnie, ale rozum i zrozumienie obrazasz, to zamiast sie zreflektowac idziesz w zaparte. Co sie u diaska dzieje, ze rozumny czlowiek, za jakiego Ciebie uwazalem, zaczyna sie tak bezumnie zachowywac?

    No co sie wyrabia?

  446. @@konstancja, lonefather
    Proponuję – idąc śladami Waszego rozumowania – zacząć akcję zbierania podpisów pod petycję do Najjaśniejszego Słoneczka, aby przestało świecić na Andrzeja Dudę, bo tuman i łamie prawo.

    Przy okazji ogólnopolskiego stumanienia pod wpływem Avaazu przypomniał mi się fragmencik wiersza naszego dość znanego poety: „gwałt niech się gwałtem odciska”. Mickiewicz pisząc tę swoją „Odę do młodości” też był tumanem, niestety.

  447. No co tu się wyrabia???? 🙂
    Cyklon to ma być u mnie, nie na blogu.
    https://earth.nullschool.net/#current/wind/surface/level/orthographic=-219.14,-11.99,401

  448. anumlik
    26 marca o godz. 7:57
    pombocek
    26 marca o godz. 1:24

    coz, chyba dalam plame…ale petycji do sloneczka nie podpisze.

  449. @konstancja
    😀

  450. @anumlik

    To co w zamian proponujesz?

    Jak dac wyraz dezaprobacie i zniesmaczeniu polaczonym niepokojem o przyszlosc, czyli tym co widac coraz wyrazniej, ze nadchodzi nieuchronnie?

    Czemu marszow KOD, czy „czarnych parasolek” nie krytykujesz, choc sa identycznie bezskuteczne i nie protestujesz przeciwko nim, bo niczego w realnosci nie zmieniaja?

    I najwazniejsze, to co w zamian?

    Nic?

  451. @Konstancja

    Grzecznie, poslusznie, uszy „po sobie”? Zgodnie z blogowym autorytetem anumlika, byle sie nie narazic na krytyke?

    Ja za pierwsza petycja, ktora podpisalem, nie dalbym „zlamanego grosza” i za druga to samo, i za kazdym marszem, czy demonstracja KOD, czy „czarnych parasolek”, w ktorych uczestniczylem… A jednak chodze na te nieskuteczne demonstracje, protesty i podpisuje nieskuteczne petycje. Pomimo pelnej swiadomosci nieskutecznosci robie to, bo w tej chwili nie ma i tak niczego lepszego, nie ma zadnej innej formy protestu, czy walczenia ze zmianami wprowadzanymi po chamsku, przez ludzi co albo nigdy nie mieli, albo sie pozbyli przyzwoitosci i sumienia. Jak nie ma w tej chwili nic innego, to robie to co jest mozliwe, zeby choc dac wyraz.

    Duda „mietki jest”, jak kolejny raz dotrze do niego, ilu ludzi sie wypowiada przeciw niemu, to kolejny raz w gacie „popusci”. Bedzie dalej podpisywal, ale bedzie placil cene biegunki za kazdy podpis. Dlatego, ja przynajmniej bede dalej podpisywal.

  452. @lonefather
    Marsze czarnych parasolek, wiece KOD-u, pikiety Obywateli RP podczas „smoleńskich miesięcznic” są działaniami, usankcjonowanymi w prawie – w konstytucji najpełniej. Podpisywanie petycji w sprawie odebrania komuś stopnia naukowego, uzyskanego legalnie i zgodnie z prawem, nazywam bezprawiem oraz głupotą, ponieważ większość podpisujących tę Avaazową petycję nie rozróżnia naukowego stopnia od naukowego tytułu, a sama Avaaz – metodą manipulacji (chodzi przecież o tytuł) – tę niewiedzę ugruntowuje. A co proponuję w zamian? Protesty legalne: marsze, pikiety, wiece, szkolenia w grupach (w całej Polsce to to ma miejsce) oraz tworzenie programów alternatywnych dla PiS-u i ich publikowanie w internecie. Nie tylko Facebook jest takim alternatywnym medium. Jak dotąd – poza dwoma haniebnymi dla policji próbami pacyfikacji legalnych protestów (pod Sejmem i na Krakowskim Przedmieściu) – akcji takich jak wczorajsza na Białorusi, PiS-owskie władze protestującym nie zafundowały. Gdy zafundują (a mogą – liczę się z tym), rozważę uczestnictwo w innych formach protestu. Na razie – o czym także pisał @pombocek – poruszajmy się po ścieżkach prawa. Możesz też – do czego Cię namawiałem o godz. 7:57 – napisać petycję do Najjaśniejszego Słoneczka, aby prezydentowi, doktorowi prawa Andrzejowi Dudzie nie świeciło. Będzie to Twoja jednoosobowa petycja, gdyż @konstancja pod petycją do Słoneczka się nie podpisze, o czym mnie poinformowała o godz. 8:56.

    Pozdrawiam Cię słonecznie, londyński przyjacielu 😀

  453. PS
    Nie masz co się na @konstancji wyzłośliwiać. Ona petycji do słoneczka nie podpisze, tę Avaazu podpisała. Czego żałuje. Czyżbyś komuś żałowania odbierał? Aż o taką małostkowość Cię nie posądzam 😉

  454. Wojsko „kropidlane” robia, bo sie na smigusa dyngusa szykuja, czy ki diabel…

    „http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,21359165,antoni-macierewicz-awansuje-ksiezy-na-stopien-oficerow-dlaczego.html

  455. @lonek
    A może by zbierać podpisy pod petycją, by odebrać PADowi narty (z kijkami) Dalibyśmy wyraz dezaprobaty wobec jego poczynań.W prawdzie bedzie to równie bezskuteczne wolanie na puszczy, jak te marsze KODu, bo PAD nart nie odda,ale da sie wyraz.

  456. Moje trzy grosze.

    Jeśli z powodów politycznych, ideologicznych i dlatego, że nie podoba nam się aktywność kogoś zaczniemy wnioskować (i taki wniosek jakimś cudem przejdzie, chociaż w to wątpię) o odbieranie stopni naukowych, to otworzy się możliwość na równie rzetelnych podstawach odbierania tychże każdemu.
    Proszę bardzo, niech działacze Avaaz podrążą historię dochodzenia Dudy do stopnia doktora. Może znajdą jakieś nadużycia, fałszerstwa, plagiatowanie. Jeśli znajdą i przedstawią, bez żadnego problemu podpiszę się pod taką petycją.

    Poza tym ta sprawa wraca już po raz kolejny. W ej samej formie i za to samo.

  457. @anumlik

    No popacz Pan sam, ja w tym wszystkim uczestnicze. No moze poza „akcjami na FB”, bo do nich nie mam za grosz zaufania. O petycji na Avazz co mysle, i ze zgodnie z Toba oceniam jej skutecznosc, juz pisalem.

    Roznie sie jednak w tym, ze widze jej pozytecznosc, jako formie dania wyrazu temu co sie mysli.

    O przesmiewczej propozycji petycji do sloneczka nie bede sie wypowiadal, tak jak oleje „petycje do gololedzi, czy gradobicia”, ktorych zadna z wspomnianych nie przeczyta, w odroznieniu od Dudy, do ktorego dotrze wczesniej, czy pozniej, ze ilus tam jagocze przeciwko niemu i temu co robi, nawet jesli petycja w tej formie i z tym adresem jest calkowicie nieskuteczna i bezzasadna. A to juz wywrzec moze wplyw, jesli nie prawny, to bedzie forma nacisku psychologicznego. I tak wlasnie to widze i podpisuje.

  458. Z dziejow wywierania „glupich naciskow”…

    Gdy Kkat odmawial pochowania Marszalka Pilsudskiego w Katedrze na Wawelu, oficerowie legionowi tak dlugo urzadzali po nocach „kocia muzyke” pod oknami Kurii Krakowskiej, az ustapila i Marszalka pochowano na Wawelu.

    Napici oficerowie?
    Nocne ekscesy pod oknami kurii?
    Kocia muzyka i pochowek Marszalka?

    Wszystko i kazdego, mozna obsmiac i wyszydzic. Ale warto przy tym miec troche umiaru i zrozumienia. Mnie tresc petycji o odebranie smieszy. z pewnoscia moznaby zreczniej ujac problem i adresata. Ale w tej chwili jest jaka jest i z powodow wyzej wyjasnionych, podpisuje w ramach „kociej muzyki” pod oknami Dudy i Senatu UJ.

    (na trzezwo podpisuje, zeby nei bylo to, czy tamto)

  459. @lonek
    Oficerowie nie tylko urządzali kocią muzykę, ale oni mieli pistolety i szable, a kardynał Sapieha tylko kropidło.

  460. @lonek
    A jak wyglądął konflikt z pochówkiem Pilsudskiego możesz sobie przeczytać
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Konflikt_wawelski

  461. @@anumlik. Lewy, Konstancja i cala reszta mniej, czy wiecej zainteresowanych.

    Ci oficerowie, nie mieli zadnego prawa. Kardynal Sapiecha, mial pelne prawo samodzielnego podejmowania decyzji i jego decyzje byly prawem w Katedrze wawelskiej.

    Ach jak glupio robili ci wszyscy oficerowie, ze protestowali przeciwko… jakimi byli niepowaznymi, nie respektujacymi prawa … Co nie?

    Nie ma w tej chwili prawa, ktore by pozwalalo na odebranie stopnia i pozbawienie tytulu „doktora”. I calkiem mozliwe, ze nigdy nie bedzie. Powiem wiecej, ze jezlei ten problem by sie pojawil, a ja mialbym prawo wyrazenia swojego zdania, to glosowalbym przeciwko!

    Dlaczego wiec teraz sam podpisalem i nie tylko podpisalem, ale jeszcze na blogu podalem linka, zeby inni tez mogli podpisac? Wyjasnialem wyzej, mam nadzieje dokladnie i wyczerpujaco. Sadze, ze zlodziej, nawet niewykryty zlodziej, wie ze jest zlodziejem i „czapka na nim gore”. Dokladnie tego samego sie spodziewam po podpisywaniu petycji, czyli „zapalenia czapki doktorskiej” na glowie Dudy. niech sie boi nie tylko Kaczynskiego, ale i spoleczenstwa i tego, ze spoleczenstwo wie i bedzie pamietac. Strach to potezne narzedzie, a ten co w strachu popelnia bledy, ktore prowadza do szybszego upadku.

    Dlatego namawiam jeszcze raz, do solidarnego postraszenia Dudy, podpisujac ta petycje.

  462. Ale sie musieli nagimnastykowac, zeby na pamiatkowej fotce z Watykanu, tego zlotega zakiecika nie bylo widac, coby despektu appci Franiowi nie robic.

    Wszystko mowi ta fotka:

    http://natemat.pl/204489,w-rzymie-chyba-jeszcze-nie-slyszeli-ze-polska-wstala-z-kolan-oto-gdzie-ustawiono-szydlo-do-zdjecia-z-franciszkiem

  463. Od kilku tygodni przygotowywane sa w USA na 15 kwietnia ( ostatni dzien rozliczen podatkowych) demonstracje p.t. „Pokaz rozliczenie podatkowe…. dodaje od siebie: ty taki owaki”. Jest to absolutnie bez sensu, poniewaz zaden obywatel USA nie ma obowiazku upubliczniac rozliczenia podatkowego. Tak mowi prawo. Jest to podparte niejednym orzeczeniem Sadu Najwyzszego. Inicjatywa ustawodawcza grupy kongresmenow sprzed dwoch miesiecy, azeby chociaz prezydent mial obowiazek pokazac, natychmiast zostala zablokowana kontr -ustawa republikanow, ze nie musi. Zatwierdzil to senat, podpisal, od reki so-called president. Wiec po co demonstracje, za sprawe niezgodna z prawem? Malo tego, nie watpie, ze liczna grupa hakerow, sluzb specjalnych po obu stronach barykady posiada te rozliczenia, ale nie chca lub nie moga ich ujawnic. Demonstracje, petycje, wrzuty z obrad, z twittera, satyry polityczne itd tworza glebe, atmosfere pod dalsze dzialanie prawne. Czy w Polsce takie dalsze dzialania nastepuja, nie wiem.
    Nawiasem mowiac to ujawnienie rozliczenia so called presidenta nie ma na celu pokazania jego majatku, co do ktorego , juz wszyscy sie zgadzaja, ze w momencie objecia stanowiska byl marny, tylko pokazanie powiazan politycznych niezgodnych z prawem.
    Mysle, ze omal wszyscy na tym forum wyroslismy w kraju bez tradycji jak dziala demokracja, wiec nie wyrokujmy ostatecznie co sluszne, a co niesluszne w walce z obecna sytuacja w Polsce. Nie mamy doswiadczenia!
    Osobiscie co wieczor sprawdzam ( w kraju gdzie mieszkam) co nowego powinnam podpisac, nierzadko zdaje sobie sprawe z przesadnej „spontanicznosci” inicjatywy. I co z tego? Skoro zgodne to jest z Pierwsza Poprawka.
    Ponadto na obecnym etapie nie pogardzam z wyzszoscia Facebookiem, ktory okazal sie wielce skuteczna bronia polityczna. To tutaj pisze (a oprocz tego jezdzi od wiochy do wiochy) nasz leader i guru – byly kandydat demokratow Bernie Sanders, ktory wyjasnia, ukierunkowuje, to tutaj np. pisze i ma pogadanki na zywo Robert Reich szanowany profesor i polityk…. Ucza jak nalezy dzialac. To tutaj umieszczaja swoje wrzuty najpowazniejsze dzienniki NYT, Washington Post, Newyorker, czy stacja NPR, radio publiczne, ktore odwrotnie niz w Polsce jest synonimem rzetelnej, obiektywnej, informacji i takich komentarzy… To dzieki „tluczenie” na facebooku wyjasnien co to jest w opiece zdrowotnej „singel payer”, czy „medicare dla wszystkich” jest szansa, ze coraz wiecej ludzi to zrozumie. Ja zrozumialam i popieram. A to w tej chwili jest omal najwazniejsza sprawa.
    PS: kto wymaga wiekszego szacunku? Ten co pisze wiersze, czy ten co pisze programy? Zapewne juz wieku 4 lat ( ja pozniej) niektorzy forumowicze czytali wierszyk Tuwima, ktory juz tu wspominalam: „Murarz domy buduje, krawiec szyje…..”. Zreszta sa tacy co umieja i napisac pieknie i mebel wystrugac, a na dodatek dobrze dzialajaca strone internetowa wyprodukowac.

  464. w-rzymie-chyba-jeszcze-nie-slyszeli-ze-polska-wstala-z-kolan-

    Polska? Tylko w.g. rządu polskiego. Koniecznie chce się utożsamiać on z Polską. A jest Wolski, Watykański, Wraży.
    Wstawanie z kolan Bejata powinna poprzedzić wyjściem spod stołu. Walnęła już w brukselski stół głowisią z dołu. I co?
    Opadła na kolana. Ktoś zajrzał pod obrus, komuś spadł kawałek łososia z widelca. To go rozdeptał na dywanie dyskretnie. Ktoś dorzucił usmarkaną chusteczkę. Niech się Becia bawi.
    Czas kołtuństwa, pokuty we włosienicy od 1050 lat trwa.
    Stalin z cerkwi ją adoptował na samokrytykę.
    PiS rozda pochodnie i poprowadzi otumanione, niewolnicze pochłopstwo do Europy za Uralem.

  465. NikodemD
    26 marca o godz. 17:07

    A po co „za Uralem”?
    Jak masz niewolnikow na miejscu, to latwiej na miejscu zaprzegnac do roboty i zgarniac profity z udostepniania.

  466. zyta2003
    26 marca o godz. 16:40

    „Wszystkiego” na slepo to nie podpisuje i wszystkim odradzam.

    Obywatelskosc, jak ja rozumiem, obejmuje tez obowiazek dowiadywania sie, rozumienia na ile mnie stac, odrozniania co jest co, a jak sam nie rozumiem do konca, czy nie mam pewnosci, to poszukania co inni mysla, wyrobienia sobie zdania i dopiero na koncu podpisywania. Ten proces obejmuje nie tylko same apele, czy petycje, ale rowniez i to kto jest autorem, jak chocby „grupki” co sie na FB objawily pare godzin wczesniej, nim sie petycja ukazala na „Petycjach.pl”, czy w Avaaz.

  467. Obejrzałem wczoraj fragment wywiadu z PAD w kurwizji. Po tym fragmencie katowania się powinien każdy widz otrzymać darmowe skierowanie do sanatorium na Malediwy, czy do Nicei. Albo Kocborowa.
    Mimo, że nadworna pani przymilnie odczytała znane wcześniej pytania, to nie dało się tego bełkotu słuchać.
    Ktoś wyżej( nie mogę znaleźć) upomniał się o pytanie dlaczego. Dlaczego go nie stawiamy?
    Ten pan nazywany prezydentem z chwilą kiedy zobaczy na wiecu mikrofon( czyli lud ma kołchoźniki) staje się dęciakiem. Potrafi się tak nastroszyć, nabzdyczyć. Indor w spalonym teatrze. Tak naobiecuje Franiom i Frankom. Tak przyłoży wrogom, których stworzy. Tak wskaże kierunek marszu. Wszystkim powie jak mają żyć i jak ma być. A Antkowi listy pisze. I jest listownie nieusatysfacjonowany.
    Ten król jest nagi. Nawet krótkich portek nie ma.

    Miałem takiego pajacyka na drzwiach. Kiedy miałem focha, bo oczywiście dorośli coś chcieli, wymagali, pouczali to naburmuszony ciągałem go za sznurek. A skacz, a majtaj nóżkami, rączkami. A masz!

    Wracając do pytania dlaczego.
    Tylko i wyłącznie dlatego go skierował naczelnik pod żyrandole, że jest pajacykiem. Analogicznie p. Przyłęcka. I takie pajacyki wyłącznie będą.
    Tam gdzie jest wódz jest dwór. Przy wodzu są tylko lizusy, miernoty, żmije pełzające do ucha wodza. Tam pójdzie tylko gęś gęgawa. Bo jest koniunktura na gęsi.
    Się wygadałem o tym, co to wszyscy…. Co mnie podkusiło, żeby obejrzeć kurwizję?

    P.S.
    pombocek
    24 marca o godz. 19:21

    tejot
    24 marca o godz. 12:41

    „Seleukos oznajmił prawdę niepodważalną – produkty są produkowane dla pieniędzy – by zarobić na ich sprzedaży”.

    I to prawdziwa prawda. Nie dla zaopatrzenia rynku. Dla zysku. I tak ma być.

    A, że programiści grają w innej lidze nie znając żadnych zasad tej gry to tyż prawda. Piszą dla siebie i swojego kółka graniastego.

  468. Widziałem kiedyś dłuższy filmo-reportaż o Liberii. Państwo to założyli amerykańscy murzyni, którzy postanowili zerwać ze swoją niewolnicza przeszłością i wrócic do kolebki ludzkości, czyli do Afryki. Biali jankesi ich puścili, powiedzieli im krzyż na drogę i owi Afroamerykanie udali sie najkrótszą droga do Afryki,by stać się na nowo Afroafrykanami. Tam gdzie ich wyrzuciło na brzeg afrykański, załozyli państwo, które nazwali Liberią. Kiedy już się rozglądnęli po tej Liberii, stwierdzili, że tubylcy, to zwykłe czarnuchy, które można by wykorzystać do wszelkich prac. Przybyłe z Ameryki panie ubierały się w krynoliny, panowie w kapeluszach bujali się nw fotelach postawionych na tarasach świeżo wybudowanych hacjend, a czarne pokojówki podawały im chłodzące napoje i wyprostowywały włosy paniom, które przed lustrem poprawiały makijaż i wybielały sobie bananami skórę. Zdarzały sie tam dramaty w rodzaju „Przeminęło z wiatrem”, gdzie czarnoskóry Red dobijał się do serduszka czarnoskórej Scarlett. Na plantacjach pracowali czarnoskórzy tubylcy.
    Analogia, to delikatny sposób wyjaśniania pewnych zawiłych procesów, ale czasami , tak na skróty, można szybciej pojąć co sie stało.
    Otóż wydaje mi się, że że podobna rzecz dzieje sie w kraju nad Wisłą. Te dawne parobki i dziewki, bezwzględnie eksploatowane przez rodzimych Jankesow czyli szlachtę, wyrwały się z czworaków, opuściły krainę zwana Polska i założyły nową krainę wolności tzw. Wolskę.
    Siedzi se taki dajmy na to, no wiecie, taki wyzwolony parobek Kuchciński z Terleckim i niejakim Jojo na werandzie swojej hacjendy, tyż palą fajkę, a dawna dziewka a dziś premierka w kanarkowych krynolinach przechadza się po salonach jakichś niegdysiejszych Czartoryskich czy Poniatowskich. Albo jeździ wyścigową, pancerną limuzyną po Wolsce, w tym celu, aby z jednego miejsca udac się do drugiego miejsca
    Tymczasem niczego niespodziewający sie tubylcy muszą owej nowej elicie serwować kawę, herbatę,kakao itp

  469. Nasz blogowy kronikarz Nikodem pochwalił Seleukosa za ujawnienie nastepującej prawdy;
    „Seleukos oznajmił prawdę niepodważalną – produkty są produkowane dla pieniędzy – by zarobić na ich sprzedaży”
    Chłopaki, to już dawno odkrył Karol Marks. Kiedyś myślałem za Marksem, że to nieładnie, że ktoś bierze się za produkcję albo handel nie dlatego, żeby uszczęśliwić bliźniego owym produktem, ale dlatego, żeby za ten produkt wycyganić od niego pieniądze, które on ma (dawniej w portfelu a dziś na koncie).
    To się Marksowi, Leninowi a także mnie nie podobało. Myślałem sobie za tymi gigantami intelektu, że dobrze by było stworzyć taki system społeczny, gdzie będzie się produkowac nie dla zysku, ale w celu zaspokojenia potrzeb ludności.
    No i system ten został wprowadzony w życie tu i ówdzie i okazało się, że nikomu specjalnie nie chce się produkować bez tego zysku. Były takie czasy w Polsce, że w sklepach była tylko musztarda i ocet, bo tylko to komuś się chciało produkować dla zaspokojenia potrzeby ludności w ocet i musztardę. Ten eksperyment jest dalej, uporczywie prowadzony w Wenezueli i to samo, tam jak i kiedyś u nas nikomu nie chce się bez zysku produkować papieru toaletowego.
    Więc ja wam chłopaki powiem tak. Zasadniczo seks uprawia się nie dlatego, że koniecznie chce się spłodzic potomka, ale dla przyjemności. Okazuje się, że produktem ubocznym tej przyjemności jest dziecko, a nawet wiele dzieci. Podobnie dzieje się z kapitalistą, którego nie obchodzi zaspokojenie potrzeb, tylko jest takim erotomanem od zysku. On to lubi robic dla zysku, a produktem ubocznym jest produkt, który zaspokaja potrzeby ludności. No bo skąd biorą się te wszystkie sklepy zapchane towarami, produktami owej chuci kapitalisty.
    Tak, tak Seleukosie i Nikodemie produkty są produkowane dla pieniędzy. Skomplikowany jest ten świat

  470. Lewy
    26 marca o godz. 19:53

    Mój komentarz
    Lewy, analogia Wolski z Liberią jest bardzo wierna. Masz rację, że niekiedy zamiast teoretyzowania, prowadzenia nieskończonych geopolitycznych, historiozoficznych rozważań dla uchwycenia problemu we właściwych proporcjach i odniesieniach jest lepszy przykład prosto z mostu.
    Pzdr, TJ

  471. Wygląda na to, że historia zatacza kręgi?
    https://youtu.be/eGuU3SMAXWk

  472. A tu wiosenne porządki… w główkach dziatwy
    https://youtu.be/8iTirkGv4lA

  473. Dzięki @tjocie. Jak wiesz z Twoim zdaniem się liczę. Co do analogii , to trzeba być ostrożnym, bo można łatwo się wywróci z połamanymi skrzydłami

  474. tejot
    26 marca o godz. 20:29

    Znaczy sie przyklad wprost z Afryki, znaczy sie z kolebki?

    Dziekuje. Postoje i poczekam. Chocby latego, ze to i owo o Liberii sie mi o uszy i o oczy obilo…

  475. Na marginesie
    26 marca o godz. 20:54

    Tia tia tia, czyli ciuchcia co mknie daleko… A rzeczywistosc skrzeczy, czyms kompletnie innym, czego przykladem niech sie stanie „Dzien Pokutny” w jednej z warszawsich szkol podstawowych:

    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,21529873,ursynow-szkola-spowiada-dzieci-podczas-rekolekcji.html#BoxLokWawLink

    Daleko ta „ciuchcia” zajedzie. Oj daleko!

    Pozdrowionka

  476. lonefather
    26 marca o godz. 12:25
    caly dzień od rana w podróży,nie bardzo mam ochotę, ale zaznaczę:napisałam chyba jeszcze o 1 w nocy anumlikowi, który zwrócił mi uwagę na zupełną bezkuteczność tej petycji. Chodzę na marsze KODu, biorę udział w marszach czarnych parasolek i w innych protestach i w tej sprawie nikt mi nie podpowiada, czy mam iśc czy nie iść, czy marsz/protest ma sens czy nie ma.
    Czasem nasz Gospodarz podsunie nam link do złożenia podpisu- często podpisuję, gdy widze w tym siłę sprawczą. Nie mam dzieci w szkole, moje wnusiątka pobierają na szczęście nauki w innym kraju. Zbierałam podpisy pod wnioskiem Ratujmy kobiety w ub. roku, pojutrze będę stała w mieście i zbierała podpisy od przechodniów w sprawie referendum dot. zmian w szkole.
    Uwazam, że takie akcje mają sens, niezależnie od tego, co zrobi rząd w tej czy innej sprawie. Warto czasem przypomnieć rządzącym, że coś społeczeństwu obiecywali, choć wielu obietnic nie dotrzymują, bo tak im wygodnie, bo się przeliczyli obiecująć wielu złote góry.
    W sytuacji petycji do Sebatu uczelni sam zdajesz sobie z tego sprawę, że odebranie tytułu nie jest możliwe przez zebranie podpisów pod petycją. Choć mam wrażenie, że w naszym pięknym kraju nawet odebranie dystynkcji generalskich jest możliwe, choć konstytucyjnie lub z innymi przepisami prawa niezgodne.
    Ale Trybunał pod prezesą Przyłębską może ustalić wszystko, nawet to, że czarne jest białe.
    Podpisałam petycję w sprawie Dudy, bo jak zaznaczyłam w odpowiedzi anumlikowi ( cytat poniżej)
    zdaje sobie sprawe z tej roznicy, ale troche zametu w sprawie prezydenta lamiacego konstytucje i prawa czlowieka( chodzi tez o wycofanie sie lub nieprzestrzeganie zapisow podpisanej po roku ratyfikacji zwiazanej z ochrona przemocowa).
    Moze ta ilosc podpisow, choc nie pomoze w tej sprawie, bo tytulu naukowego odebrac sie nie da, pomoze w innej sprawie dot PADa? Nie wierze, ze tyle podpisow przyczyni sie do refleksji prezydenta, bo on jest tylko notariuszem i to bardzo slabym, ale coz szkodzi pomarzyc, ze moze jednak?
    Oj, naiwna naiwna…

    Potem napisałam, że dałam plamę; podpisu już nie wycofam, podtrzymując to, co powyżej w cytacie, ale na przyszłość dłużej pomyslę przed podpisaniem tego typu wezwań czy próśb.
    Tyle na temat.

  477. @Lewy, z godz. 20:12
    Naści lapallissadka, Lewusku, za marksistowską słuszność bon mota – produkty są produkowane dla pieniędzy:

    Dwa się produkty spotkały pod mostem
    gładząc jak kokoszki pióra nabzdyczone.
    Dla Polski powstałem – kwiknął zez z odrostem,
    ja – drugi strzepnął pyłek z Kitona – dla mamony.

  478. Szanowne Damy i Huzary, dziś pierwszy raz wyszedlem swym okrętem w morze przez wrota sztormowe psu na budę potrzebne. Trzeba chwytać chwilę, bo za chwilę ich nie będzie. Jak Norweg zbuduje na kupionych 200. hektarach Jamno bicz, to listka ani trawki nie zobaczy, a dzisiejszy zabetonowany kanał będzie prehistoryczną wzruszającą starocią. Okropnie się cieszyłem na filmiki z tego wyjścia. A wyszło tak, że ze zmartwiona umieszczonego na daszku czapki zrobiłem ponad 3 gigabajty filmu, na którym widać moje gumiaki, kawałek wnętrza okrętu i nic więcej. Tylko jeden fragmencik różni się od gumiaków: jak idę po wodzie w jedną stronę, okręt – w drugą, a potem znów się spotykamy. Mnie idącego po wodzie nie widać, ale ktoś przecież na środku morza musiał się zakrzątnąć, żeby w ogóle coś było widać.

    Dzielę się po prostu swoim wzruszeniem, że po latach wróciłem na morze jako od nikogo już niezależny – nawet od rybków czy tam pipków – wielbiciel ptysiów i Neferki.

    Jeśli ktoś chce się na morzu wyindywidualizować z rozentuzjazmowanego tłumu, musi daleko wyjechać, bo ćcin, niestety niet.

    Kurde, nie wiem, czy w ogóle co wyszło.

    https://lh3.googleusercontent.com/-nXfPRaWb0kY/WNgS7RjzeJI/AAAAAAAAN2w/V4nM965riRAAwivjvDdo9SvxDIubDhwnQCJoC/w530-h298-p-k-no/Pierwsze%2Bwyj%25C5%259Bcie%2Bw%2Bmorze%2Bmoim%2Bokr%25C4%2599tem.mp4

  479. paradox57
    26 marca o godz. 12:55

    nie wiem, czy nawet, gdyby udało sie znaleźć taki powód stanowiący podstawę do odebrania tytułu naukowego, doszłoby do odebrania rzeczonego tytułu. Nawet, gdyby praca była słaba, naszpikowana plagiatami fałszerstwami, jak kasza skwarkami, nie rpzypominam sobie sytuacji z ostatnich lat, żeby coś takiego się zdarzyło.
    tu link do innej sytuacji, zakonczonej rezygnacją z zajmowanego stanowiska.
    https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=3&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwiI-uvC9_TSAhUKhiwKHc4TAVQQFggoMAI&url=http%3A%2F%2Fpoznan.wyborcza.pl%2Fpoznan%2F1%2C36037%2C7919436%2CProf__Kamela_Sowinska__odchodzi_po_plagiacie.html&usg=AFQjCNEv7b9D6H7cKDmsonH53a_wBAAElw&sig2=vSY3IhoLdK9pG3oTHCq5kg`
    była przez jakiś czas ministrą Skarbu Państwa

  480. No tak – jak się zacznie pieprzyć w niedzielę rano, to się w poniedziałek może skończy.

  481. @konstancja
    Plagiaty są w Umęczonej zjawiskiem nagminnym. To, że Kamela-Sowińska postąpiła jak postąpiła świadczy wyłącznie o tym, że w środowisku uniwersyteckim nastąpiło (krótkotrwałe?) przebudzenie i presja na nią wywarta zwyciężyła stereotypowe dotychczas przyzwolenie na kradzież czyichś przemyśleń. Podstaw do wniosku o odebranie jej stopni i tytułów naukowych nie było. Plagiat dotyczył artykułu, nie pracy naukowej. Dopóki nie będziemy karać za „zwykłe” ściąganie podczas klasówek w szkołach, tak jak ma to miejsce za zachodzie, plagiaty będą „stałym wkładem” w kariery naukowe.

  482. Lewy
    26 marca o godz. 20:59
    Dzięki @tjocie. Jak wiesz z Twoim zdaniem się liczę. Co do analogii , to trzeba być ostrożnym, bo można łatwo się wywróci z połamanymi skrzydłami
    Mój komentarz
    Tak jest Lewy. Trzeba być ostrożnym by nie wpaść w pułapkę samozachwytu, że oto tajemnica nam się odsłoniła, dała się poznać i teraz możemy jej używać do woli. To jest prosta droga do stania się oświeconym ze swojego własnego mianowania, jak pewien głosiciel prawdy absolutnej na tym blogu, który zachęca do jeszcze jednego spojrzenia na Pismo, doczytania tego co trzeba i przemyślenia, by dojść do prawdy bezwzględnej.
    Pzdr, TJ

  483. Ja tylko godzinę sprawdzam…

  484. @Na marginesie
    26 marca o godz. 20:54

    Rany julek, to prawda czy tylko dowcip?

  485. Przepraszaju za poprzednie. Kompletnie filmiki mi nie wyszły. Nie tylko przez to, że jestem komputerowy burak, ale i przez dotykowe śmieci zwane „zmartwionami”, które rządzą człowiekiem, zamiast on – nimi. Niech więc choć fotka z błękitnego Bałtyku.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6401909275023976146?icm=false&authkey=CK-Nud2Kv8WaNA

  486. Lewy
    26 marca o godz. 20:12

    „Nasz blogowy kronikarz Nikodem pochwalił Seleukosa za ujawnienie nastepującej prawdy;
    „Seleukos oznajmił prawdę niepodważalną – produkty są produkowane dla pieniędzy – by zarobić na ich sprzedaży”
    Chłopaki, to już dawno odkrył Karol Marks….
    …Tak, tak Seleukosie i Nikodemie produkty są produkowane dla pieniędzy. Skomplikowany jest ten świat”

    errata:
    „Się wygadałem o tym, co to wszyscy…”

    wklejając zabrakło linijki ze słowem „znają” po wielokropku. Prawda, że skromniej ?
    Napisałeś z lekkością ducha, łatwością słowa. Zapachniało Passentem.
    Jednak Marks niczego nie odkrył. Nie było czego odkrywać skoro stało na stole.
    Pieniądze też produkujemy dla pieniędzy. Trudno to zaakceptować było nawet Grekom. O tempora…

  487. @Konstancjo,

    Zmartwilem sie czytajac, ze „dalas plame”…

    Gdy w/g mnie zadnej, najmniejszej „plamy”” nie dalas. @anumlik wzial i wpuscil Ciebie w kanal swojego „prawniczego” rozumienia, podczas gdy sytucja jest zwyczajnie zlozona, z tego anumlikowego prawniczego i tego zwyczajnego, potocznego, rozumiena…

    W/g mnie wazniejsze jest to potoczne, zwykle, na ktore wlasnie zareagowalas i podpisalas. Podpisalas i zadne moje tlumaczenie nei byloTobie potrzebne…

    Zwroc, prosze, uwage, ze od ranka liczac, kilkukrotnie podawalem na blogu wytlumaczenie. I zauwaz, ze choc niejeden raz podawalem wytlumaczenie, to rzeczon @anumlik sie nie odniosl do wytlumaczenia… Widac nie ma wytlumaczenia, a tlumaczac sie, musialby dojscdo zaprzeczenia samemu sobie… Wiec jest zroumiale, ze wybral @anumlik przemilczenie.

    Zrozum @Konstancjo,]
    chlapnal @anumlik pochopnie i bez premyslenia, i sie dalej upieral i zapewne sie bedzie nadal upierac… Boh z nim i jego upartoscia. My idzmy dalej, czyli dalej popierajmy pietnowanie zla, pod kazdajego postacia. Nawet wtedy, gdy zdajmey sobie sprawe z tego, ze wydaje sie pietnowanie bezskuteczne…

  488. @lonek
    twoja racja jest lonkowa, anumlika – anumlikowa. I tyle. Niekoniecznie musi być taka sama. Ja na ten przykład stoję okrakiem – przyznaję ci rację, że awanturować się trzeba, ale nie pochwalam szczania pod wiatr, bo na to szkoda energii.

  489. Oj jak ja dziękuję szczęśliwemu przypadkowi, który mnie za granicę tego cyrku wygnał
    http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/ksiadz-zabronil-burmistrzowi-niesc-krzyz-bo-chce-finansowac-in-vitro,726824.html
    I tych bogobojnych sukinsynów torturujących zwierzęta nie muszę oglądać jak się modlą na ulicach w obronie zycia poczętego. Tfu!
    http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/rosnie-liczba-odebranych-z-zaniedbania-psow-chca-zakazac-lancuchow,726825.html

  490. @Ewa-Joanna
    🙂 Fakt, Mimo iżem poeta, to bardzo racjonalny jestem. Pod wiatr nie szczam, a okoliczności i siły ważę. Ten typ tak ma.

  491. Ewa-Joanna
    27 marca o godz. 0:45

    Wspomniana racja anumlikowa, jest po wielokroc i moja wlasna, o czym chetnie wspominalem i sie nie wypieram, a nawet jestem poniekad dumny z jej zaposiadowywania. Bez problemu najmniejszego moglbym na tym poprzestac i w zgodzie z wspominanym przez Ciebie anumlikiem pozostawac…

    Byloby fajnie, byloby zgodnie i nie byloby na blogu zamieszania…

    Ale jest zamieszanie…

    Ale nie ja jestem zamieszania powodem, tylko zupelnie co innego, czego wspominany przez Ciebie i przywolywany @anumlik, najwyrazniej w swojej „slepocie” prawniczej nie widzi, a nawet jesli widzi, to najwyrazniej nie rozumie skutkow i konsekwencji.

    Prawnicze gledoly i interpretacje byly dobre do czasu, zanim prawo ne zostalo zdeprecjonowane i zgwalcone. Sama wiesz @E-Jtko, ze juz w umeczonej nie ma praktycznie dzialajacego prawa… A jesli nie ma, to odwolywanie sie @anumlika do nie istniejacego, jest czystym poetckim pieknoduchowstwem.

    Godne i chwalebne, pod pewnymi wzgledami nawet piekne i romantyczne, ale calkowicie i prozaicznie bezskuteczne.

    Jestem niepoprawnym i zaprzysieglym romantykiem, dzieki czemu przynaje @anumlikowi racje w tym co glosi, ale jestem jednoczesnie zimnym i z bezwzglednoscia logiki oceniajacym i wyciagajacym wnioski logiczne prozaikiem.

    Jak widzisz jestem rozdarty, bo z jednej strony romantyczny anumlik, z drugiej strony logika… Tak wic gdy dochodzi do wnioskow ostatecznych, pozostaje z logika, a nie z sercem ktore ciagnie w strone romantycznego anumlika…

    I logika jest bezwzgledna. Gdy mam ja, Ty, anumlik, Konstancja i ktokolwiek do czynienia z sytuacja, gdy nie ma dzialajacego prawa, ktore zastapilo bezprawie, to mam sie „romantycznie” kierowac prawem, czy logika bezprawia?

    wyzej wyjasnilem co i dlaczega tak jak opisalem mysle… powtarzac rozumowania przedstawionego nie ma sensu… a siedzienie „okrakiem”, to na dlugo sie nie da, chyba ze ma sie na mysli i w zamiarach jazde konna.

    ps Gupio mi to pisac, ale choc na pierwszy rzut oka ma anumlik racje, to jej jednak nie ma w obowiazujacych okolicznsciach umeczonej… Po prostu sie myli, choc tak pieknie i przekonujaco to swoje mylenie sie prezentuje.

  492. @anumliku

    Nic osobistego, to tylko „biznes”, czyli prezentacja racji i pogladow.

  493. @lonek
    mnie sie wydaje, że to ty mieszasz naciągając nieci rzeczywistość.
    Prawo jest kulawe, fakt, ale akurat w tym przypadku nie jest. Jak chcieli Kwasniewskiemu odebrać wyższe studia, to zmienili prawo, nie? No właśnie.
    Duda jest typowym produktem akademickich rodziców ( ci akurat są wyjątkowi durnie) takich jak on jest wielu, przepychanych przez studia za znajomości rodziców, sama takich spotkałam. W końcu Kaczyńscy nie lepsi byli, gdyby nie ojciec to kto wie jakby się im studia potoczyły.

  494. Tak jest @onefather gdy lasy płoną. Sorry anumlik. To jest wojna z łotrami.

  495. Ewa-Joanna
    27 marca o godz. 2:07

    @lonek
    mnie sie wydaje, że to ty mieszasz naciągając nieci rzeczywistość.
    . Jak chcieli Kwasniewskiemu odebrać wyższe studia, to zmienili prawo, nie? No właśnie.”

    Studia można komuś odebrać? Jakie to prawo zmieniono contra Kwaśniewskiemu? No właśnie, ale co?

    http://natemat.pl/204571,newsweek-polska-andrzej-duda-nie-ma-odwagi-prosic-ojca-zeby-przestal-publicznie-dzielic-sie-swoimi-przemysleniami

  496. Oups…

    Wrocmy do meritum, prosze.

    Tytulu zgodnie z prawem odebrac sie nie da. I jak bedzie trzeba bede tego prawa bronil do upadlego. Co raz!

    Ze gnida nie jest godna, to dwa i chyba sie kazdy ze mna zgodzi.

    Wyraz niezgadzania sie dac trzeba, z czym kazdy myslacy i przyzwoity, sie bez problemu zgodzi.

    Jestesmy, jak mam nadzieje, do tego miejsca zgodni.

    Nasze drogi sie tu zaczynaja rozchodzic. Na ten przyklad @anumlik proponuje szkolenia u podstaw i inne prawnie wspierajace podobnie nieskuteczne dzialania…

    Ja proponuje podpis pod petycja ,ktora choc identycznie nieskuteczna prawnie, ma ta zalete, ze jesli bedzie przez tysiace podpisana, bedzie zarzewiem, co na glowie Dudy „podpalic moze jego dktorska pewnosc siebie”…

    Kazdy dokonuje wlasnego wyboru.

  497. Ewa-Joanna
    27 marca o godz. 2:07

    Dobrze, ze piszesz, ze sie Tobie „zdaje”, bo sie zdaje. Niczego nie mieszam. Logika nie pozostawia cienia watpliwosci, co jest co.

  498. Zmywam sie. Jutro Poniedzialek, szkola od rana i inne obowiazki… (lol)

    A swoje w temacie, to mysle ze wystarczajaco jasno wylozylem, kazdy sie moze doczytac i zrozmiec.

    Papaptki do jutra

  499. Popieram uprzykrzanie życia PAD-owi i innym marionetkom, ale nie stawanie w jednym szeregu z pięcioma profesorami podpisującymi wniosek MON o odebranie doktoratu Maciejowi Laskowi, który jako członek Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego badał przyczyny katastrofy smoleńskiej.
    Kto za jakiś czas odróżni niezadowolenie z fachowości i rzetelności zawodowej od zemsty „dobrej zmiany”?

  500. @lonefather
    27 marca o godz. 2:24

    Gnida, gnida – ty sie pastwisz a to biedny człowiek jest.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,21550970,codzienne-roraty-i-droga-krzyzowa-w-mieszkaniu-newsweek-o.html#MT2

  501. CO TU SIĘ WYRABIA?

    Geriatryczny testosteron obsikał podwórko. Okłada bejsbolem nie swoich amatorów fikołków na trzepaku.
    Ciotki rewolucji z furią tropią odchylenia od ortodoksji. Rozszarpują na strzępy nie dość czołobitnych wobec biskupa, obiektu ich kultu.
    Gwoli sprawiedliwości. Didaskalia bywają zabawne, ciekawe a niekiedy nawet sympatyczne.

  502. nemo
    27 marca o godz. 8:28
    Ty to chyba w boga nie wierzysz ! Bo my tu wierzymy i w ojca i syna i w ducha i pannę wieczną, w lolka, ojca Tadeusza Prometeusza. Człowieku bój się boga, toż cię czeka piekło jak sie nie opamiętasz.
    Dobrze choć,że z gwolą sprawiedliwości bawią cię didaskalia i te nawet niekiedy

  503. niekiedy sympatyczne

  504. Tobermory
    27 marca o godz. 2:44

    Tobermorku, dodajmy jeszcze do tego, że dobra zmiana chce odebrać stopnie generalskie Jaruzelskiemu i Kiszczakowi. Pomysł avaazu to ten sam bolszewicki i dosyć infantylny styl. O konsekwencjach otwarcia puszki Pandory można by gadać bez końca. Na przykład o tym, że upieranie się przy głupim i bezprawnym pomyśle tworzy nowe podziały w społeczeństwie. Jakby dotychczasowych było mało.

    A Tobie specjalnie przekazuję wczorajsze pierwsze wyjście na morze moim okrętem. To nie samo wyjście, z które filmik wyżej mi się nie udał, lecz przejście przez znane Ci wrota sztormowe tam i z powrotem. Raz już kiedyś przeszedłem, ale wtedy różnica między poziomem jeziora i morza była zero. Tym razem jest mniej więcej w granicach wieloletniej normy, czyli jezioro jest 10 – 12 wyżej od poziomu morza. Przejście pod prąd za pierwszym wyjściem w morze wyszło mi od razu (Miałem w planie przeciągnięcie okrętu przez wrota linką, ale skusiła mnie nieduża różnica poziomów i się poczułem 20-latkiem. Jak wróciłem na jezioro, tak mi się zrobiło tęskno za morzem z cudną pogodą, że zawróciłem i wyszedłem drugi raz. Ale teraz powrót pod prąd przez wrota był bardziej dramatyczny. Pierwsze podejście – spalone, opadłem z sił, cofnęło mnie. Drugie – to samo. Dopiero za trzecim razem cudem, bo byłem u kresu sił, wyszło. Potem, jadąc już spokojnie jeziorem na żaglach, zastanawiałem się nad mechanizmem cudu. I znalazłem. Dwa razy próbowałem przejść pod prąd po lewej stronie wrót (od mojej strony patrząc), gdzie parła woda z całej szerokości kanału, przez co była trochę wyżej spiętrzona (dla niewprawionego oka – niezauważalne) i z nieco większą prędkością przepływała przez prześwit. Po prawej stronie miałem ścianę, gdzie woda była ciut niżej. Dla mojego okrętu i dla mnie to dodatkowe parcie wody wystarczało – wysiadałem. Za trzecim podejściem, nagle w ostatniej chwili się zorientowałem, że po prawej stronie jest jakby ciut mniejszy próg – natychmiast tam zboczyłem – i udało się! Tak mi się spodobało to przechodzenie, że bym jeszcze parę razy próbował, ale za dużo gapiów się zebrało.

    Gdyby ktoś nad kanałem nie miał pewności, czy jest w Polsce, to gdyby spojrzał na tablicę zabraniającą wędkowania na kanale i pełno moczykijów moczących kije, od razu by się kapnął, że jest u siebie.

    Nie tylko więc sikanie pod wiatr, ale i olewanie prawa jest naszą firmową specjalnością.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/FnSNgq3xpwx

  505. Nasze koty przyniosły już z ogrodu pierwsze kleszcze 👿

  506. Tobermory
    27 marca o godz. 2:44

    Można jeszcze zapytać, czemu nikt nie kwapi się do odebrania z tysięcy oczywistych powódów stopni generalskich biskupom, a nawet nie tylko stopni generalskich, ale i nominacji na biskupa z racji zaświniania Kościoła i religii, i życia publicznego barbarzyńskimi słowami i zachowaniami lub brakiem stosownych zachowań, kiedy na przykład wypadałoby biskupom zaprotestować przeciwko wieszaniu po nocy krzyża w sejmie, przeciwko zawłaszczaniu publicznych miejsc dla stałych miesięcznic, przeciwko używaniu krzyża jako narzędzia konfrontacji, wojny wbrew Jezusowi, który mówił w Kazaniu na Górze: „Błogosławieni, którzy przynoszą pokój”.

  507. Krotki przyczynek do krotkiej historii odebrania komus tam, czegoś tam, z powodu… Przyslowia są podobna „mundroscia narodof” (wg mojej babci nieboszczki, narod=zrzeszenie konsumentow kapusty i kalafiorow).
    „- Kto daje i odbiera ten się w Polsce poniewiera”.
    Wypociny naukowe i wypowiedzi naukawe Koziolka Matolka trzeba było czytac przed wyborami (kandydat), opinie promotorow, referaty z konferencji zagr. etc, nie teraz. Majeranek na sucho po obiedzie. Koniec przyczynka. Musze leciec. Seleuk.

  508. lonefather
    27 marca o godz. 1:51

    Lonek, widzę że się zrobiło zamieszanie z tym hasłem „odebrać Dudzie doktorat”. Nie wchodząc w szczegóły, bo dopiero wlazłem i nie czytałem każdego postu z osobna do spodu rzeknę tak (co pewnie już zostało rzeknięte parę razy): nie ma możności odebrania Dudzie, i nie ma co się o to bić. Nędza naukowa i nienaukowa tego człeka na etacie w pałacu obsługującym teoretycznie państwo poskie i Polaka bije w oczy, twarz, rozum i całą resztę, ale tak mamy codziennie i dookólnie: wuj Leon to chamidło jakich mało, teść to regularny gnojek, a a koleżanki z firmy to wyroby przemysłu budowlanego: pustaki.
    Wszystkich się nie wywali i nie zatłucze. Z Dudą trzeba się pomęczyćmęczac jego ile się da, metoami jak najmocniejszymi i bezwzględnymi, a jednak trzymającymi się pewnego poziomu (ze względu na nas samych) i waloru skuteczności.
    Pombocek i Tobermory mają sporo racji, a uwaga, że pisoidy chciały (chcą) pozbawić tytułu doktorskiego Macieja Laska (za wybitną kompetencję i rzetelność badawczą oraz uczciwość urzędnika państwowego!) niech hańbi, w sposób modelowy, tych podłych drani. I tą ich hańbę trzeba obnosić po niwie nadwiślańskiej, mordy wydzierać w tej sprawie i robić co trzeba, czego uczy nas Wojciech Młynarski.

    Odbieranie wszystkim wszystkiego, to zbyt wiele. Pomyśl: jak to cudnie, że Rydzyk to doktor z doktoratem! Jak milusio, że Oko Dariusz to dokor habilitowany Kościoła kat i nauki wszechświatowej. Ta nędza jest nędzą naukową Kościoła kat, który się zlewa w jedno z naukowością nędzy Rydzyka, Oka, Hosera i całej reszty. Naukowa demonstracja własnej nędzy to sam pyszność i potęga w nędzy na wieki.

    Oto Wielka Tajemnica Wiary.
    A teraz przekażmy im znak niezgody.

  509. pombocek
    27 marca o godz. 8:56

    Porohy jak się patrzy. I jak się patrzy to się widzi, że polski przemysł stoczniowy żyje: wodowanie i przejście przez śluzę masz takie, jak przez Kanał Panamski. Zadajesz okrętem kłam gadaniu pisoidów, że stocznie nie żyją.

    Polska tradycja posiadania prawa tam gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować jest boska i wieczna: część polskiej sztachty, ta nieco przytomniejsza, musiała utworzyć w XVI wieku ruch egzekucyjny, by wymusić egzekucję czegoś banalnego: istniejących już praw. Nie tyle w interesie publiczności, ale własnym, stanowym, tym niemniej lepszy wróbel w garści, oraz obraz ówczesnej już nędzy pozorów prawa będącej pełnym znieprawieniem.
    To się nazywa Polska Tradycja Chrześcijańska od 1050 lat
    Siła tej Tradycji buzuje nam dziś swoimi bluzgami aż miło. Duda dokłada do kotła pisoidów, jako pisoid należyty.

  510. NikodemD
    27 marca o godz. 2:11

    Oczywiście, że to wojna z łotrami. Należy do łotrów dobrać najwłaściwsze środki wojny.

  511. Ewa-Joanna
    27 marca o godz. 0:55

    Chłop żywemu nie przepuści. Taka chrześcijańska Tradycja. Od 1050 lat.
    Psy trzeba katolickim drągiem traktować, koniom katolickim żelazem nogi łamać, żaby katolickim butem rozgniatać, bażantom robić masowe rozstrzeliwanie, drzewa, stojąc, zabijać.
    To się nazywa Katolicka Miłość Bliźniego. I ptaszek świętego Franciszka.

  512. Tanaka

    Podpisujac, przekazalem.

    Ze wiem, ze nie da rady, to chyba wyczerpujaco wyznalem, tak jak wyznalem powody, dla ktorych pomimo tego co wiem, podpisalem.

    Ty wiesz, ja wiem. Ty nie podpisales, ja podpisalem. Pacz jak ladnie sie roznimy i rozniac sie, nie wyzywamy sie nawzajem od pisoidow. Mozna? Mozna! Ale mozna rowniez sie powyzywac i mozna zwyzywac i mozna w wyzywaniu sie zapedzic. Co jak wiesz madrym i ogolnie przyzwoitym ludziom sie przytrafia. Duzo mozna.

    Pozdrowionka

  513. @pombocek
    27 marca o godz. 8:56

    Hej, bystra woda…
    Pombocku, jestem pod wrażeniem i to nie tylko twojej kondycji i determinacji jak u łososia na wiosnę, ale i efektów dramatycznych dzięki tej kamerze na daszku. Cineasta się z ciebie robi prima sort – kolory, światło, refleksy na stropie przepustu, szum płynącej wartko wody, a do tego dynamiczne i sprawne ruchy wioseł…
    Kajaki zdobędą wiosnę! 🙂

  514. anumlik
    26 marca o godz. 22:17

    Ściąganie na klasówkach nie jest nad Wisłą zjawiskiem samoistnym, a zależnym. Marnota szkoły i belfra, marnota kultury dookólnej wywołuje ściąganie jako narzędzie ratunkowe wobec tej marnoty. Uczeń bardziej jest ofiarą niż sprawcą. Zaczynanie od ścigania ściągania będzie karaniem ofiary.

  515. Lewy
    26 marca o godz. 19:53

    Tak jest. To uniwersalne – przeniesienie mechanizmu niewolnictwa na innych w nadziei, że robiąc z innych niewolników sobie się udowodni własną wolność.

  516. Ewa-Joanna
    26 marca o godz. 8:48

    Cyklon cykloni?
    Bo wczoraj to on był taki bejbicyklon.
    fajna mapa. Się nada.

  517. Na marginesie
    26 marca o godz. 20:36

    to są kwadratowe kręgi

  518. Tanaka

    Należy do łotrów dobrać najwłaściwsze środki wojny.

    Otoz to! Dobrac wlasciwe srodki „wojny”. Z wszystkiego co wiadomo o Dudzie, to najbardziej wiadomo to, ze jest slabego ducha, czyli ma miekki i ulegly charakter. Bojazliwy jest i strachliwy.

    Jak nauczal Sun Tzu, odkryj slabosc swojego wroga i tam wlasnie uderzaj, wtedy najszybciej ulegnie … Reszte wyzej wyjasnialem wielokrotnie, ale powtorze dla pewnosci, ze dotrze, ze slaboscia Dudy jest strachliwosc. On wie, ze zlamal prawo i wie, ze je zlamal ze strachu przed Kaczynskim. Boi sie Kaczynskiego, wiec niech sie jeszcze zacznie bac nas, spoleczenstwa. Niech sie dowie ile tysiecy podpisalo. Penie sie na poczatku usmieje, ale to tylko na poczatku, mysl o tych tysiacach pozostanie i tylko kwestia czasu i powtarzania bedzie, ze w koncu dotrze, ze Kaczynski jeden, a tam tysiace. I sie zacznie bac.

    Oczywiscie, ze wolalbym, zeby nie byla ta petycja o odebranie doktoratu, tylko powazniejsza jakas. Ale jest jaka jest i lepiej taka go okladac, niz zadna, nim nie znajdzie sie czegos lepszego.

    I jest tez tak, ze „nasza” slaboscia jest trzymanie sie kurczowe prawa. To trzymanie sie jest oczywiscie wartoscia pozytywna, sam sie trzymam, wiec wiem. Ale widze, ze ta wartosc ma odwrotnosc, czyli jest tez slaboscia. Ze jest slaboscia, to Jaroslaw KAczynski, ze swoim PiSem udowadnia sobie i nam od 25 Pazdziernika 2015. Wygrywa co chce, bo depce prawo. Nie wzywam do nieprzestrzegana prawa, tylko wskazuje co widze. Mozliwe, ze przyniesie to w dalszym terminie pozytywne skutki, ale jakos nie bardzo w to wierze z roznych powodow, glownie pisze o tych powodach piszac KONTRREWOLUCJE KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWA. Najwyrazniej, skoro sam wspominam, to przyszla pora na kolejny odcinek.

  519. Tobermory
    27 marca o godz. 10:41

    Piękne jest, Tobermorku, porównanie z łososiem. Dziękuję w imieniu własnym jako były rybol, który łososia najwyżej by pogłaskał, choćby nawet mu na nos wskoczył. Jak schodziłem z morza (Jezu, jakie zapomniane słownictwo!), moczykij z brzegu kanału mnie zapytał, czy tam dalej dobrze biorą.
    – Nie wiem – powiedziałem – jestem włóczykij, nie moczykij.
    Widziałeś, jacy ludzie jednak są inteligentni? Moczykij od razu rozpozna w drugim moczykija. Na jednej z moich niskopodwoziówek mam plastykowe wiadro jako bagażnik, oklejone kamizelką z odblaskami. W sezonie grzybowym empatyczni fachowcy na mój widok od razu rzucają fachowe pytanie, czy dużo grzybów.
    – Sporo – mówię – ale ja byłem krowę doić.

  520. Pombocek

    Mam nadzieję, że pagajów do swojego kajaka nie wozisz w futerale. Strach pomyśleć, o co mogą zapytać Cię przypadkowo napotkani myśliwi.

  521. Krzyż albo in vitro. I po co mu było zadzierać z proboszczem Chyłą, skoro chciał nosić ten krzyż. Ludzie to skomplikowane zwierzęta.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21552903,burmistrz-chojnic-popiera-in-vitro-za-kare-nie-moze-niesc-krzyza.html#MTstream

  522. Lewy
    27 marca o godz. 12:10

    Popatrz na to od strony kosciolkowej. Jak od niej spojzysz, to od razu zobaczysz, ze dopiero teraz bedzie ten burmistrz „nosil krzyz” niecheci proboszcza. Bedzie nosil, albo sie politycznie przed proboszczem pokaja, zeby go ten „krzyz” politycznie nie zalatwil.

    W sumie zabawne.

  523. @@ Lewy, Lonek

    zdaje się, że to w Chojnicach było, kilka lat temu.Nie pemiętam, czy chodziło o tego akurat proboszcza; był jednak taki który chlał, zawodowo, latami i po pijaku jeździł autem, rozwalając co się da. Wszyscy wiedzieli, ale rzecież to ksiądz, ma wpływy tu i w kurii biskupiej, a każdy wie, że jak się człowiek uchleje to musi wsiąść za kółko i szlus – takie życie.
    Zmowa społeczności parafialnej i lokalnej, zmowa lokalnych polityków, policji i tegoż posiadacza święceń kapłańckich oraz jego kumpli w gangsterce działała idealnie. Każdy przymykal oko na działaność gangsterską rzeczonego. Wreszcie ten morderca zrobił to, do czego sę tak długo i zawzięcie szkolił: zabił na szosie człowieka, rozwalając jego i jego auto, w miazgę.

    Jak tylko zrobił z człowieka kaszankę, natycmiast każdy uczestnik tej zmowy zaczął drzeć mordę: nic nie wiedziałem! taki dobry ksiądz był! ja niczemu niewinny!

  524. Tanaka
    27 marca o godz. 12:46

    To jest ciąg dalszy tej katonędzy: burmistrz łazi z krzyżem po mieście. Państwo katolickie, czyli 100% odpowiedzialności a sprawy państwa w łapach Lolka, biskupów i ich proboszczów. Za każde draństwo państwa biskupa należy publicznie chłostać, proboszcza wywalić na mordę do ciemnicy i spacyfikować karnie odsetkami.

    A poza tym, Jezusek przybity nie jest własnościa żadnego proboszcza ani jego Lolka. Jak klecha żąda, żeby burmistrz oddał Jezuska, to się go kopie w tyłek i mówi jak ma być: spieprzaj dziadu !

  525. A gdyby tak katabasa przywiązać (nie mówię, żeby od razu przybijać) do krzyża i obnosić po mieście? Chociaż koronę z cierniami na łeb można by mu było zatknąć.

  526. Tanaka
    27 marca o godz. 12:52

    To byłoby może prawidłowe hasło Listów Ateistów: „Jezus nie jest własnością księdza”.

  527. Ponieważ jakos umilkli mediatorzy, namawiający do zgody, to ja zajmę sie mediacją. Rozchodzi się o to, że my w swym zarozumialstwie przemądrzamy się tutaj, że nawet słusznie niejaki @nemo (nie kapitan) tak napisał
    Geriatryczny testosteron obsikał podwórko. Okłada bejsbolem nie swoich amatorów fikołków na trzepaku.
    Ciotki rewolucji z furią tropią odchylenia od ortodoksji.

    Spróbuję więc złagodzic nasze geriatryczne obyczaje i apeluje do was dziadki i ciotki: Ksiądz to nie katabas tylko taki sam człowiek jak wy (wyjąwszy ciotki). Ma nogi ?-Ma. Ma ręce ?-Ma. Ma brzuch ? – Przecie widać. A to, no tego, no, to co ciotki nie mają ? Ano też ma. Jak je rosół, to tak samo jak my (ciotki też) wciąga do jamy ustnej makaron. Chodzi tam, gdzie i król na piechotę chodzi ? Tam wolno mu bąki puszczać jak każdemu innemu kulturalnemu człowiekowi.
    A to że on sie uważa za jakiegoś inszego człowieka, że każe by sie do niego zwracano „ojcze”. Ojej wielkie co ! My tu wyprawiamy jakieś fikołki na trzepaku, to dlaczego jemu ma być nie wolno wyprawiać inne fikołki.
    Albo jak on sobie śpiewa, jeeezu.!, to na mnie skóra cierpnie. Ale czy to jego wina, że jego pan bóg nie dal mu glosu Ochmana czy Pavarotti, tylko przez pomyłkę zamiast kozie czy owcy w głos ten wyposażył tego poczciwego kapłana. Pamiętajcie, jemu też nie lekko, spróbujmy sie z nim porozumieć. Nawet jak przeleci wasze dziecko samochodem albo bez samochodu, jak nazwie waszą matkę prostytutką, to starajcie sie..

  528. Tobermory
    27 marca o godz. 2:44
    Mniejsza może o nazwiska , choć…
    Mnie ciekawi ,jakie dyscypliny reprezenzują owi posiadacze
    tytułów profesorskich i jakie uczelnie.

  529. Nemo scit, ubi calceus urat, nisi qui eum portat

  530. @zezem
    27 marca o godz. 14:40

    http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2016-11-28/chca-odebrac-tytul-doktora-maciejowi-laskowi-wiceszef-mon-i-ekspert-smolenski/

    „Sprawa odebrania stopnia naukowego doktora nauk technicznych p. Maciejowi Laskowi nie była inicjatywą Wojskowej Akademii Technicznej, lecz grupy profesorów, w imieniu których wniosek złożył prof. Włodzimierz Klonowski” – głosi oświadczenie Rady Wydziału Mechatroniki i Lotnictwa Wojskowej Akademii Technicznej…”

    Prof. Włodzimierz Klonowski jest m.in. jednym z pięciu autorów raportu „Co wiemy o przyczynach Katastrofy Smoleńskiej” (obok dr Ryszarda Kopieckiego, prof. Jana B. Obrębskiego, dr Jana Pawlikowskiego, prof. Jacka Rońdy).

    Rada Wydziału odpowiedziała odmownie.

  531. @Ewa-Joanna
    26 marca o godz. 22:38
    @Na marginesie
    26 marca o godz. 20:54
    Rany julek, to prawda czy tylko dowcip?

    Spóźniona odpowiedź:
    Moim zdaniem dowcip z elementami prawdy. Autorzy twierdzą, że wszystkie rysunki są ściągnięte z netu (a zatem nie zostały specjalnie przygotowane na potrzeby filmu). Konkurs plastyczny dla dzieci owszem był, chociaż nazwiska zwycięzców mi się nie zgadzają. Widać gołym okiem, że nie wszystkie rysunki są przygotowały dzieci – np. ten Yaro z piąstkami w 500+ mi nie pasuje do mentalności ani umiejętności plastycznych dziecka.

    Piosenka dla dzieci istnieje po prostu jako piosenka – trudno powiedzieć, czy ma jakiekolwiek podteksty polityczne. Ale że jest głupiutka – to nie ulega kwestii, ale jej głupkowatość jest echem „pozytywnej” propagandy PRL-u i pisopatów. Z kolei filmik jest połączeniem piosenki i obrazu, moim zdaniem całkiem udanym. A przede wszystkim – świetnie oddaje pewien klimat, który to klimat jest jak najbardziej rzeczywisty. Twoje pytanie sprowadza się do kwestii: czy karykatura jest prawdziwa? Odpowiedź: jest. I nie jest. Wszystko polega na rozłożeniu akcentów. Moim zdaniem.

    Dorzucę jeszcze, że ta druga piosenka (towariszcz sekretarz K.) też odwołuje się do pewnych stereotypów kulturowych. To jest stylizowana kapela podwórkowa, kojarzy mi się z Wiechem, sceną w tramwaju z „Zakazanych piosenek” i tak ogólnie ze spontanicznym oporem warszawskiej ulicy przeciw… No właśnie. Okupantom. Bardzo ciekawe pomieszanie kodów. Sam smak.

  532. Nemo est mortalium, qui sapiat omnibus horis

  533. @Lewy 27 marca o godz. 13:53
    Znakomite! Przypomina mi się odzywka biskupa do rodziców dziecka, które spedofilił podwładny biskupowi xiunc: No jak to? Chcecie biedaka ukrzyżować? I w podtekście: przecież to nie po chrześcijańaku! Co z was, ludzie, za chrześcijanie?

  534. @Toby
    Przyznaję bez bicie, kompletnie zapomniałem łacinę. Weź no i przetłumacz.

  535. Jeszcze o „mediacji” i zgodzie narodowej – moja opinia. Blog żywi się dyskusją, a dyskusja żywi się różnicą zdań. A że z reguły i tak każdy pozostanie przy swoim zdaniu – to tyz prowda i samo życie. Podpisywać petycję czy nie? Jedni podpiszą, inni nie podpiszą – taki jest los petycji. Konsensusu w tej kwestii nie przewiduję. Ale argumenty obu stron mają sens, a prezentacja stanowisk jest paliwem dla bloga.

    I jeszcze jedno: rozmawiacie mniej więcej w tym samym kontekście światopoglądowym. Jest to, moim zdaniem, dość istotne. Gdyby w dyskusji uczestniczył np. katabas, wykluczyłabym go od razu i wystawiła poza nawias tej dyskusji. Tak samo byłoby, gdyby uczestniczył w niej dezerter. A to dlatego że, moim zdaniem, niektóre stanowiska w normalnej dyskusji się nie mieszczą. Rozsądny człowiek może je tylko zignorować.

    Dyskusja na temat kaka- jak najbardziej, dyskusja z udziałem kaka jest stratą czasu. A wynika to, po prostu, z samej natury religianctwa. Tak zresztą mają wszystkie totalitaryzmy i ich produkty, którymi są – cyborgi przecież.

  536. @Lewy – Nie ma człowieka, który byłby o każdej godzinie mądry.
    Łacinniczką nie jestem. Wyguglowałam 😉

  537. Nemo scit… itd. – tylko ten wie, gdzie go trzewik ciśnie, kto go nosi.
    A do czego to odniesc? Tego juz nie wiem.

  538. @namarginesko
    Widocznie tego naszego @nemo trzewik ciśnie, to go nasze fikołki wkurzyły. @Toby musiał to cisnienie trzewików u nemo zauważyć.

  539. W kwestii nękania naszego dobrego prezydenta narciarza, nie kremówkowego i nie kajakarskiego. Ja bym mu ten doktorat odpuścił, ale nie darowałbym mu tej jedzonej w piątek kiełbasy. Pod taką petycją to ja bym się podpisał, żeby mu poszło w gacie.

  540. @pombocek 27 marca o godz. 13:13
    W tej materii musieliby się postawić wierni. Tacy, którym zależy na ich kościele.
    Ja mam wrażenie, że tacy wierni, zamiast postawić się współwyznawcom i proboszczowi, szukają szczęścia na ateistycznych forach i zgłaszają pretensje do ateistów, że ateiści są (o zgrozo!) ateistami. Bo we „wspólnocie wiernych” jest ciepełko… ale za cenę „morda w kubeł i cicho siedź”. Z kolei ateiści nie siedzą cicho, a ciepełko u nich jest prowizoryczne… I stąd dramaty miotających się „wiernych”.

  541. @Lewy 27 marca o godz. 15:40
    Musi co samo nasze istnienie jest wyzwaniem… w kakalandzie.
    Nihil novi!

  542. @Lewy 27 marca o godz. 15:49

    I tu jest racja, i tu jest pies pogrzebany.
    I tu jest pole do popisu dla współwyznawców.
    Laickość we Francji wywalczyli poniekąd sami „wierni”.
    Sprzeciwiając się –prosto w nos- swoim „pasterzom”
    Ale Ty się chyba w tym orientujesz lepiej niż ja.

    A ja widziałam kiedyś – na polskim świeckim forum – skowyt xiunca,
    który prosił o wsparcie ze strony outsiderów – bo ich, xiuncuff, tak strasznie gnębi Głódź! A jemu, xiuncu, nie wolno się sprzeciwić biskupowi.

    Moja odpowiedź: wiedziały gały co brały. Chciałeś być, głupku, podczłowiekiem, to teraz siedź i cierp. I nie udawaj, że jesteś „zwyczajnym obywatelem”, który ma swoje prywatne zdanie w kwestii np. in vitro. A jak chcesz się zbuntować – zrób to sam. Ja o twoje „prawa” walczyć nie zamierzam, bo przysięgałeś lojalność i bezwzględne posłuszeństwo swojemu bacy. A w każdym konflikcie i tak weźmiesz jego stronę – przeciwko mnie. Więc ustalmy sobie jasno, kto jest kim.

    I niech o jakość kaka zawalczą sami „wierni”. To ich działka.

    Chociaż… już mam wątpliwości. Bo skoro kaka tak nachalnie wtrąca się w sprawy ludzi spoza kaka, to wtrącanie się osób spoza kaka w sprawy kaka… oczywiście! Masz rację, Lewy! Nie tylko w kwestii tej kiełbasy. Kaka zawsze warto prześwietlać, tym bardziej że zasłania się kompulsywnie „wewnętrznymi sprawami Kościoła”. Właśnie wewnętrzne sprawy kaka warto drążyć. Ale nigdy pod dyktando osób zdradzających objawy szacunku dla tego tworu.

  543. @Lewy 27.03. godz. 13;53

    @nemo jest kobietą. 🙂

  544. Na marginesie
    27 marca o godz. 15:29

    No łojżesztam !
    Przecież Kościół kat urządza jakieś ten, no, debaty. Zaprosił do tych swoich debat jakichś debatowiczów, co umieją debatować. Jest to takiś cykl, co się odbywa nie od dziś. Takie jakieś nabożeństwa majowo-czerwcowo-debatowe, w których dają głos jacyś niekościelni religianci. Żeby była debata. Jegomość Życiński, biskup regularny, jak żył, a żył – jak ten i ów oświadczał – całkiem ładnie, też jakieś debaty organizował. Sam słyszałem, razy kilka, w radio. Nie pamiętam o co tam chodziło w tych debatach, bo chodziło o to, żeby wyszło wszystko ładnie, czyli po bożemu, ale debaty były.
    No i były. A nawet są i będą. Kościół kat uwielbia debatować. Koniecznie tak, żeby było 27:1 na jego korzyść. A ściślej – 27:0 Jak z pisoidami, tylko odwrotnie.

  545. @hortensja
    Musi co jej ładnie w moherowym berecie

  546. Trzewiki cisną kobiety ? Nie wiedziałem

  547. „przeciwko używaniu krzyża jako narzędzia konfrontacji, wojny wbrew Jezusowi, który mówił w Kazaniu na Górze: „Błogosławieni, którzy przynoszą pokój”.

    Już wkrótce Jezus powie do wszystkich swoich rzekomych naśladowców: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!” (Mateusza 7:23).

  548. dezerter83
    27 marca o godz. 17:00

    Ale kiedy Jezusek to powie?

  549. Tanaka

    Nie zauważyłeś?
    „wkrótce”

  550. @Tanaka 27 marca o godz. 16:29

    Wiem – te debaty są zawsze pod dyktando. Rzuciłam okiem na niektóre internetowe i ze śmiechu nieomal wyszłam z siebie. Istnieje taki „dyskusyjny” blog teologiczny Kleofas, gdzie produkują się wielce uczenie nawet „wątpiący” meta-ateiści, przeważnie pod uważnym okiem xiuncuff i pod ich przewodem. Dyżurną metaforą jest „dziedziniec pogan” – przy czym owi ateiści, czyli poganie, nie mogą być wpuszczeni na teren żydowskiej świątyni, ale mogą mieć nadzieję, tkwiąc w przedsionku. Ateista w pojęciu religianta zawsze jest – i pozostanie – aspirującym do „łaski wiary” podczłowiekiem.

    A że kaka usiłuje prowokować do „dyskusji”? No przecież. Każda „dyskusja” według ich scenariusza robi wokół kaka miluteński medialny szumek. W dodatku może da się przy okazji coś (albo kogoś) upolować albo „zaświecić światłem przed ludźmi” i zademonstrować ludowi swoją wyższość? Oni prą do „dyskusji”, ostatnio nawet słyszałam, że był projekt wyjścia xiuncuff na ulice i nagabywania przechodniów. Szeregi kaka się przerzedzają, a tonący chwyta się brzytwy. Najbardziej ich przeraża cudza obojętność, co zresztą sami chętnie przyznają („obyś był zimny albo gorący” – prawił kiedyś na jakiś forum osobnik typu waldi)

    A jeszcze bardziej boją się krytycyzmu i ośmieszenia – bo kaka bazuje na tzw. goodwill, czyli konwencji mówienia o kaka z szacunkiem, pietyzmem i sympatią. Tę konwencję staram się łamać z premedytacją – warto uderzać kaka tam, gdzie boli. Oczywiście, nieodłącznym efektem krytycyzmu bywa zwykle zmasowany atak na osobę krytykanta – scharakteryzował to znakomicie Christopher Hitchens w prologu do książki „Bóg nie jest wielki”. Poczynania mohikanina na tym forum można wpisać w ten właśnie nurt – on chce walczyć z całością i z wybranymi osobami, nie rezygnując przy tym z prób pozyskania i przygniecenia domniemanym autorytetem (te tyrady i linki do KAI i KUL-u!)

    Na gruncie czysto osobistym – kaka czyha na chwile słabości, demonstrując w porywach zainteresowanie „wnętrzem” człowieka (objaw nam, człowieku, swoje wnętrze!) – dlatego świetnie trafia do ludzi słabych, zaburzonych, narcystycznych… ludzi typu kuku-aaaa, ni mniej, ni więcej. A zarysy instrukcji postępowania „apostołów” w ramach „przystanku Jezus” przyklejonego do „przystanku Woodstock” – opublikowane w swoim czasie na stronie KAI – są szalenie pouczające. Niedoświadczony nastolatek, „szukający drogi” łatwo ulegnie wycwanionym „przewodnikom”, zwłaszcza w swobodnej atmosferze takiej imprezy, gdzie łatwo dochodzi do zawierania znajomości. Dlatego tam są.

    P.S. To wszystko, rzecz jasna, dotyczy nie tylko kaka, ale każdej sekty – o czym przypomina wejście dezertera. W samą porę.

  551. Dezerter.

    Jak chce być szefem, to musi brać odpowiedzialność za to, co jego podwładni wyprawiają. Dał im pełnomocnictwo czy nie?

  552. Jak coca-cola walczy z pepsi-cola, tak dezerter walczy z kaka. Twierdzi, że jego jezusik jest lepszy i potepia nieprawości kaka. Zdaje się, że spin doktorzy z kaka opowiadają podobne rzeczy o świadkach.Taki namolny marketing, trochę nie fair.

  553. Rafał Kalukin zadebiutował w „Polityce”. Lubię go czytać.

  554. @Lewy 27 marca o godz. 17:55

    Religianckie środowiska – to zaściankowość do potęgi. I agresywna wsobność, jak FBI i NSA czy co tam jeszcze. Masowy odpływ „wiernych” z kaka w Ameryce Łacińskiej – bastionie kaka – jakiś funkcjonariusz skomentował z oburzeniem: zabierają nam nasze owce! Stan posiadania się szalenie dla nich liczy. A kto „zabiera”? Przeważnie adwentyści. Jeszcze jedna sekta, tylko trochę inna. Zresztą dlaczego w Chorwacji kaka (i ojczulkowie franciszkanie) bestialsko mordowali ludność prawosławną? Przecież obiektywnie rzecz biorąc różnica między tymi wyznaniami jest niewielka. A jednak doszło do czystki wyznaniowej i ludobójstwa. Bardzo niedawno, bo w czasie II wojny.

  555. Lewy
    „Taki namolny marketing, trochę nie fair.”.

    Warto wiedzieć, że podstawowa zasada podana w Piśmie, zanotowana w 1 Koryntian 4:6, brzmi: „Nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane”.

    A teraz zachęcam Cię, abyś odszukał w Biblii choćby jedno słowo na temat papieża, kardynałów, arcybiskupów, księży, kultu krzyża i obrazów oraz Matki Boskiej. Świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Bożego Ciała, chrztu niemowląt, spowiedzi, bierzmowania, czyśćca, piekła, duszy nieśmiertelnej oraz czegokolwiek, co głosi tradycja katolicka – na której oparta jest ta religia.

    Jak już znajdziesz – możemy wymienić opinie.

  556. Na marginesie
    27 marca o godz. 17:18

    Aż mnie rozczuliłaś tym wspomnieniem „Przystanku Jezus”.
    Swego czasu byłem tam, gdy się zaczynał Woodstock Jurka Owsiaka: pole wielgachne, namiotów setki i tysiące, scena ogromniasta. Ruch jak w londyńskim metrze w godzinie szczytu. Ludzie walą na plac, autami, pieszo, zbiorowo, na rowerach, na barana, na motorach i czym da. Muza się rozkręca, technicy szykują glośniki i światła, służby medyczne i porządowe zasuwają, że kurz dookoła.
    Obok, dosłownie ze 200 metrów od głównego wejścia na Woodstock, wielki plakat „Przystanek Jezus”. Jezus cię kocha i ma dla ciebie wspaniałą wiadomość. Ludzi niewiele, ale wielu kleryków ganiających po szosie w tę i z powrotem, włażących w tłum woodstockowiczów, wciskającyc ulotki i naganiajacych do tego jezuskowegoprzystanku.
    Chyba w ogóle nikt tam nie szedł. Był zupełnie inny, rzadki, strumyk dzieciątek bożych, osobno do Jezuska przyjeżdżających. Jakaś niemrawość, brak życia, szarota.

    Jak się wieczorem zaczęło u Owsiaka, to radocha, łubudubu, skoki, ryki dzikiego szczęścia, fale, światła, fruwające tłumy. A u Jezuska smętek, sztucznie podbijany wypływającymi nie z dzikości wollnego serca, ale z wtłuczonej świętoszkowatości, okrzykami ku czci Jezuska, Maryi różnańcowej. Lolka kajakowego i podobnych sztuczności. Żałosne to było, wbrew to było, w kontrze, by oszustwem zasłonić autentyk. Nie wyszło, nie działa, nędzę objawia ten Jezusek.I dobrze. Ma jak chce.

    Ataki ad personam , które Kościół kat stosuje od zarania swoich dni, poza tym, że są podłe i parszywie nędzne, mają nieoceniony walor: demonstrją ową nędzę widowiskowo i publicznie. Jest to, nieoceniona wręcz, demonstracja istoty Kościoła kat.

    Wczoraj, czy przedwczoraj, w necie któryś z posłów PO puścił nagranie z telefonu, pokazujące reakcje świętych uczestników pisoidalnokatolickiej miesięcznicy na wmieszanie się w ten tłumek owego członka PO. Reakcje były właściwie standardowe, esencjonalne dla katolików i pisoidów: wypier….j! won gnido, chu.u je.any!, zamknij ryja! powiesić zdrajcę! i td itp – taki był klimat tych katolickich, skupionych na bozi, Jezusku i upadłym Kaczyńskim reakcji.

    To,poniekąd, interesujące, pouczające i radosne: móc z otwartą przyłbicą przedstawić własne poglądy i doczekać się takiej, jak powyżej,reakcji.Zobaczyć te wykrzywione w nienawistnych minach gęby, te splunięcia, te charkoty, bluzgi rzucane wiązkami. Kaczyński jak zwykle gada od rzeczy, bo to co gada ma inne zastosowanie: element animalny to właśnie istota reakcji tych ludzi. Sprowadzonych do poziomu półwierząt, kurczaków z obciętymi głowami, podskakujących i szarpiących się na klepisku. Innego sposobu reakcji nie znają jk instynkt i automatyzm, bo od jaja w skorupie byli nasycani łgarstwem,lękiem, złością na świat który jest inny niż ten, jaki im przed oczy stawiają nędzni nadzorcy i katoliccy klawisze.

  557. paradox57
    „Jak chce być szefem, to musi brać odpowiedzialność za to, co jego podwładni wyprawiają. Dał im pełnomocnictwo czy nie?”

    A Ty jak myślisz ? Dał im czy nie dał ?

  558. @Tobermory
    Dziękuję za link.
    Poszedłem za ciosem
    Ta buzia tłumaczy wiele a może wszystko.
    http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-03-27/w-2017-r-decyzja-o-zakupie-uzywanych-australijskich-fregat-dla-marynarki-wojennej/
    Umęczonej chyba już niewiele może pomóc.

  559. @dezerter83
    Na prawde mam sie tak męczyć, sprawdzić to wszystko i wtedy wymienimy opinie ? Ale dezerterze, ja teraz czytam sobie o powstaniu układu słonecznego i trudno będzie mi się oderwać od tej lektury, żeby sprawdzać czy w niebieskiej książeczce nic nie ma o papieża i innych hockach klockach.Ja Ci wierzę, że tam nic o tym nie ma, ale to że Jezus chodził na bosaka po wodzie , zamieniał wodę w wino i ożywił nieboszczyka to baza i dla kaka i dla was.A że sobie kka disało późnie różne rzeczy do niebieskiej książeczki ? Amerykanie też skonstruowali konstytucję, która tam funkcjonuje już ponad 200 lat, a jednak od czasu do czasu dorzucają jakąś poprawkę. Kaka np. dorzucił ,że papież jest nieomylny , a wy swiadkowie nie wprowadziliście takiej zasady, więc jesteście omylni, a Ty sugerujesz że też jesteś nieomylny.Coś tu sie nie zgadza. Powinniście coś z tym zrobić.

  560. @Lewy – podchody dezertera są klasyczne: poszukaj czegoś w niebieskiej książeczce, a potem zgłoś się do nas po wyjaśnienia. To wtedy będzie – a jakże! – dyskusja. Marketing usiłuje kreować potrzeby, a potem – hej ho! – pragnie Ci owe „potrzeby” zaspokoić. A tu mamy religiancki marketing, standardowy model. Przyjemnie popatrzeć 🙂

  561. Lewy
    „ale to że Jezus chodził na bosaka po wodzie , zamieniał wodę w wino i ożywił nieboszczyka to baza i dla kaka i dla was”.

    Naszą „bazą” zawsze były, i są nadal, słowa Jezusa: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (Jana 8:31-32).

  562. Jeszcze w kwestii religianckiego marketingu – jest taki zakonnik (chyba jezuita), który ma swoje własne łowisko – stronę internetową. Na stronę nie zajrzałam, ale widziałam wywiad z tym osobnikiem. Otóż osobnik zadeklarował, że nie lubi wdawać się w dyskusje w necie, a tak w ogóle to woli spotkać się z potencjalnym dyskutantem osobiście – w konfesjonale! Klasyka gatunku – dopaść kogoś sam na sam, po czym sprowadzić go do roli penitenta. Na pewno tym sposobem wszelkie dobro na niego spłynie, o tak, o tak! Manewry dezertera zmierzają w zasadzie w tym samym kierunku. Technika osaczania jest ta sama.

  563. No właśnie! Na wabia zawsze warto pomachać jakąś marchewką – a „prawda” odmieniana przez przypadki powinna (w założeniu) wywrzeć nieodparty urok. Jeszcze jedno standardowe zagranie.

  564. @zezem
    27 marca o godz. 18:33

    „Okręt za dolara; z pełnym wyposażeniem nawet 700 mln dolarów”

    Przypomina mi się, jak kupowałem raz buty. Jeden był za darmo, za to drugi kosztował 300 euro 🙄

  565. Tobermory
    27 marca o godz. 19:12

    Australijska Marynarka jest bardzo miła i wyjaśnia polskiej Marynarce – za pomocą ust posła PIS – jak jest: albo Polska sobie kupi te ichnie okręty albo Austalia będzie miała kłopot – sama będzie je musiała utylizować.

    Okręty bywają kłopotliwe w utylizacji, bo zawierają mnóstwo substancji i materiałów kłócących się ze zdrowiem istot żywych i całego środowiska naturalnego.
    Dlatego dobrze jest dla australijskiej Marynarki, gdy sobie ten kłopot zdejmie z głowy i australijskiej przyrody, gdy żadne inne państwo poza Polską nie ma parcia na wzięcie dziecięcia księcia, znaczy, okrętów przeznaczonych – w braku wzięcia – do utylizacji.

    mamy już dwa podobne okręty, tanio wzięte,od bratniej Marynarki USA. Co się nasi dzielni marynarze z nimi namęczyli i męcza dalej, dobrze wiedzą, ale głośno nie powiedzą. Zwłaszcza teraz, bo pod ministrem, co go znamy, nic się nie mówi. Trzeba sie dużo modlić.

    Te 700 milionów dolarów zupełnie mnie rozczula.I to, że będziemy mieć 3 okręty podwodne, najlepiej budowane w Szczecinie, bo to daleko od Rosji, która mogaby tym okrętom zrobić co niemiłego, gdyby były bliżej.
    To nasze budowanie okrętow podwodnych też we mnie wywołuje uczucia serdeczne: zbudujemy je po dolarze za sztukę i okaże się, że zbudowaliśmy Mistrale. A doposażenie? Oczywiście – po 700 milionów dolarów za sztukę, prosto z Francji, Niemiec, Anglii,Hiszpanii.
    Mamy dobrych spawaczy.Przeważnie w Irlandii i Norwegii.

  566. @Tanaka
    27 marca o godz. 19:42

    Tak. Te buty, co ja kupowałem, były przynajmniej oba nowe i nie przeznaczone do utylizacji.
    Popatrzyłem sobie na tego posła i myślę, że on by kupił tę fregatę.
    No, bo Australijczycy naciskają, na złomowisko im pilno, utylizacja może w międzyczasie podrożeć… 🙄

  567. Przeczytalam wpis autorski D. Passenta na jego blogu. Zapewne nie ja jedna, no ale akurat mnie ten wpis wyrwal z zadumy. Dowiedzialam sie mianowicie, ze kilka dni temu odbylo sie w Parlamencie Europejskim glosowanie na temat rezolucji w sprawie rownosci kobiet i mezczyzn. Okazuje sie, ze wiekszosc poslow PO wstrzymalo sie od glosu, albo wrecz glosowalo przeciw rezolucji. Za rezolucja z PO glosowala jedna kobitka, ktorej nazwisko umknelo mi. Niemniej szacunek dla niej.
    Wiec przeniose – doniose z tamtego blogu interesujace nazwiska. Wstrzymala sie od glosu Danuta Hubner ( szefowa gabinetu cieni w Kongresie Kobiet – kiedy kobitki z tego ruchu zapewne zaalarmowaly, ze to blamaz zmienila zdanie mowiac, ze zly guzik przycisnela), dalej takie tuzy prawosci i rozsadku jak M. Boni, J. Buzek, Agnieszka Kozlowska- Rajewicz ( byla rzeczniczka d/s nierownego statusu kobiet i mezczyzn), a takze znana z imienia, nazwiska i pochodzenia Europejka Roza Thum ( co niedawno tak madrze pisala na ramach Polityki , a takze Krytyki Politycznej co jest zle i co nalezy zmienic w kraju). Przeciw glosowaly takie orly z PO jak J. Pitera, J. Walesa i Olbrycht ( tego jako zamiejscowa nie kojarze z zycia politycznego kraju)
    Dla mnie bardziej znamienne jest to glosowanie, niz co pi….y Korwin Mikke ( bo to folklor pojedynczego blazna), albo nawet ksiadz na kazaniu w jakiejs parafii.
    Czy te polskie tuzy polityczne z Brukseli to tak z wyrachowania w trosce o dalsza kariere, czy z ograniczenia horyzontow co to nijak nie da soe poszerzyc?
    No i gdzie rosnie w sile nowa formacja polityczna, ktore przejmie po obecnej wladze i czym bedzie sie od niej roznic?

  568. Nie na temat – i nawet nie o wyczynach Misiewiczów. Rzecz o słynnym lądowaniu kapitana Wrony. To było ryzykowne lądowanie bez podwozia, bo mechanizm wysuwania podwozia się zaciął. Ale po zbadaniu tego wypadku okazało się, że zapasowy mechanizm wysuwania podwozia (a taki zapasowy mechanizm zawsze istnieje) był całkowicie sprawny, tylko wyłączony. Żeby go włączyć, wystarczyło przerzucić wajchę.

    Inaczej mówiąc, zamiast mozolnie przygotowywać lotnisko do awaryjnego lądowania i uskuteczniać bohaterski wyczyn, należało sprawdzić podręcznik, bo przecież czasu na to było dość. A jeszcze lepiej – przestrzegać procedury, bo sprawdzenie tego przełącznika wchodziło w zakres przygotowania przed startem. Więc jak to było? Nie zabrakło brawury, ale zabrakło elementarnej wiedzy? Na to wychodzi.

    I teraz rzecz ciekawa. Informacje o tym zapasowym przełączniku można wyczytać z opisu w angielskiej wersji wypadku. Natomiast polska wersja hasła „awaryjne lądowanie lotu PLL LOT 016” nie wspomina o tym ani słowem, podkreśla natomiast bohaterstwo kapitana Wrony. I tyle. Co tu jest grane? Nikt nie odmawia mu pięknego lądowania. Jednak do tego lądowania by nie doszło, gdyby załoga przestrzegała procedur. Cenimy brawurę? Wolimy śliczną legendę od prozaicznej prawdy? Na to wygląda.

  569. @zyta2003 27 marca o godz. 20:00
    Bardzo dobrze, że wymieniasz nazwiska.

  570. Dopowiadam, bo nie wypunktowałam: o lądowaniu kapitana Wrony. Przecież to właśnie prawda o tym incydencie może w przyszłości uratować komuś życie. Historia lotnictwa jest pisana krwią, bo każdy przyczynek do szkolenia to zwykle wniosek z jakiegoś śmiertelnego wypadku. Tym razem szczęśliwie obyło się bez ofiar, a wniosek z tego wypadku jest banalny: czytaj podręcznik, bohaterski kapitanie!

  571. Tak, posłanki i posłowie z PO w PE wstrzymali się od głosu lub byli przeciw rezolucji w sprawie równości kobiet i mężczyzn z prostego powodu – dla swojej kariery i dla kariery partii.

    Partia musi dbać o poparcie elektoratu. Ta zasada jest nie do podważenia.
    Poparcie partia może tracić przez działania zniechęcające elektorat lub zyskiwać poprzez działania zachęcające lub nie tracić, a utrzymywać poprzez brak działań przykrych dla elektoratu.

    Głosowanie „za” posłów PO w PE byłoby działaniem przykrym dla zachowawczej, konserwatywnej części elektoratu (w Umęczonej taka część jest większością), a o rozpowszechnienie i spopularyzowanie tej przykrości zadbałyby środki propagandowe PiSowskiej ekipy rządzącej.

    Nawet gdyby strata elektoratu przez niby niefrasobliwe blokowe głosowanie posłów PO za rezolucją wynosiła tylko kilka procent, to i tak warta była uwzględnienia w kalkulacjach, założeniach wstępnych i dlatego uznano (słusznie, czy nie – to jest inna sprawa), że teraz nadszedł z punktu widzenia odzyskiwania popularności przez PO moment przełomowy. PiS zaczyna z lekka tracić, a inni z lekka, ale systematycznie zyskiwać. Do podziału jest tylko 100 % poparcia elektoratu. Więc taki moment należy wykorzystać nie popełniając błędów i zaniechań, kokietując elektorat swoim zachowaniem, propagując swoja zgodliwość i przychylność dla tradycji, dla cenionych stałych norm i wartości (cenionych przez elektorat, a nie przez partię jako całość).

    Ostatnio partia pod przywództwem Schetyny odzyskuje poparcie (nie wiadomo na jak długo), a taktyka, którą zastosował Przewodniczący, to wygaszanie kontrowersji ideologicznych, przymilanie się do elektoratu myślącego kategoriami tradycyjnymi – rodzina, wiara, spokój, porządek – to najbardziej cenimy, itd.
    Z taką zgodliwą, aprobującą twarzą PO się zwraca do obywateli dodając już tylko w swoich szeregach, że nie nadeszła jeszcze pora na wkładanie kija w mrowisko narodowych mitów, tradycji, przyzwyczajeń, mentalności, z tym należy ostrożnie postępować, nie możemy zrażać ludzi nagłymi nie przemyślanymi działaniami.

    Najprawdopodobniej kierownictwo PO doszło do wniosku, że ostatnie zwyżki sondażowe PO, to efekt takiej polityki. Najprawdopodobniej duża część deputatów PO w PE uznała tę konkluzję za uprawnioną, a jeśli nawet nie uznała jej prawdziwości, to nie podważyła stosowalności i zastosowała się do niej w głosowaniu.
    Pzdr, TJ

  572. Tanaka
    27 marca o godz. 19:42
    w artykule jest mowa o „montażu ” okrętów podwodnych w Szczecinie.
    Jesli dobrze pojmuję, stocznia w Szczecinie będzie czymś w rodzaju naszych Montowni dalej zwanych Fabrykami samochodów osobowych

  573. Myśle @tjocie, że masz rację. Tak krawiec kraje,jak mu materii staje. Co robić, jak mamy demokracje, a brak nam myślących obywateli.
    Co z tego, że Kopernik miał rację, jak kaka tego nie uznał. PO się wije, chce odgrywać jakąś rolę, ale jeśli pójdzie za bardzo pod prąd, to utonie jak SLD. Jest to cyniczne, ale czy jest jakieś wyjście ? Chyba , że skończy się jak w zapodanym przez (zapomniałem, chyba @płynną rzeczywistość) filmie Machulskiego „Południk 19”. Warto zobaczyć
    Taka gmina, taki naród zarażony kościelnym rakiem.

  574. Na marginesie
    27 marca o godz. 20:14

    Z braku wiedzy o tym, jak było, ani mi w głowie kwestionować czyjekolwiek wypowiedzi. Tyle że kuriozalna wydaje mi się niewypowiedziana teza, że tak doświadczony pilot jak pan Wrona latał w owym czasie z zaawansowaną demencją. Ja się urodziłem z demencją, to się sobie nie dziwię, że po ustawieniu kąta wtrysku w łodziowym silniku przez 20 minut nie mogłem go zapalić. Jak mogłem zapalić, skoro dopiero po tym czasie zauważyłem, że na ławce leży popychacz, który zapomniałem wtyknąć do pompy. Ale że ktoś z takimi predyspozycjami, wiedzą, umiejętnościami jak kapitan Wrona miałby zapomnieć o czymś tak elementarnym? Nie śledziłem pilnie tej sprawy, więc nic nie mówię. Ja tylko mówię: „Taaak?”.

  575. tejot
    27 marca o godz. 20:58

    Właśnie m.in. z powodu takich kalkulacji, będących poza głównym celem działań politycznych, jakim jest dobre zarządzanie państwem, mam od niemowlęctwa wstręt do polityki. Politycy nawet gdyby nie mieli państwa, to i tak mieliby co robić – zajmowaliby się sami sobą. Plus obserwatorzy i komentatorzy, którzy z wypiekami na twarzy obserwowaliby i komentowali zajmowanie się polityków samymi sobą. No i słuchacze i czytelnicy komentujący komentarze o zajmowaniu się polityków samymi sobą.

  576. Szanowni czytelnicy!
    Czas na nowe forum, wpis sobie czekał, aż się doczekał i już jest na stronie, ale lepiej komentować nie na stronie, tylko bezpośrednio pod nim.
    Tanaka zadaje pytania cokolwiek retoryczne, ale czasem i takie wymagają odpowiedzi. Zapraszam!
    JK

  577. zyta2003
    27 marca o godz. 20:00

    Pytasz sie, to odpowiem Tobie jak widze mozliwosci.

    Mamy w tej chwili „przechyl” polityczny w prawo. Gdy padnie, to jesli dobrze odczytuje, to najbardziej prawdopodobna reakcja spoleczna, powinien nastapic jako reakcja, przechyl w lewo.

    Jesli, jak sie nalezy spodziewac, pisoidy broniac sie przed upadkiem, posuna sie do silowej rozprawy z buntujacym sie spoleczenstwem, to nastestwem moze byc natychmiastowe odreagowanie, czyli zaglosowanie na czysta lewice, ktora najpewniej w takim wypadku moze sie stac RAZEM…

    Ale, ale w moim mniemaniu, nawet jak zajdzie przypadek silowego tlumienia spoleczenstwa, wachadlo polityczne nim dojdzie do opcji lewicowej bedzie przechodzic przez srodek, co moze dac szanse jakiejs partii srodka, czyli w obecnej sytuacji bylyby to PO, lub NOWOCZESNA… Na jedna kadencje. Albo czemus trzeciemu, czego w chwili obecnej jeszcze nie widac, ale moze potencjalnie sie pojawic na bazie KODu.

    Na dzis, czyli 27 Marca 2017 roku, to ja, choc wyzej przywolalem pare nazw, to wcale nie bylbym pewien, czy wymienione z nazwy partie, beda tymi, ktore przejma po PiS wladze. Odwolalem sie do nich, jako przykladow sil spolecznych, a nie tego, ze ktoras z tych konkretnie wymienionych partii, bedzie ta, ktora przejmie wladze. To tylko przyklady, ktore w tej chwili zdaja sie reprezentowac te sily spoleczne, ktore beda braly udzial w przyszlosci, w konkurencji o przejecie wladzy po PiSie

  578. @pombocek 27 marca o godz. 21:22

    Zawsze należy brać pod uwagę, że producent samolotu chce wykazać, że wypadek (lub możliwość wypadku) nie zaistniały z przyczyn technicznych. Często producent lub właściciel samolotu zrzuca się pilota po prostu dlatego, że jest potrzebny kozioł ofiarny.

    Ja w tym konkretnym przypadku jestem skłonna uwierzyć, że zapasowy układ wysuwania podwozia jednak był. A dlaczego? Bo to jest logiczne, po prostu z punktu widzenia konstrukcji samolotu. Zajrzałam do netu ponownie i czytam, że Boeing 767 ma trzy systemy wysuwania podwozia – to znaczy dwa awaryjne. Czy tym razem WSZYSTKIE zawiodły? Czy, jak twierdzi angielska wiki, po prostu z tego zapasowego nie skorzystano? Boeing 767 był eksploatowany od 30 lat, zbudowano ponad 900 sztuk. W tej liczbie przez cały ten okres nie było wypadku awarii podwozia. Aż do tej pory.

  579. pombocek
    27 marca o godz. 21:38

    Mój komentarz
    Stan świadomości obywatelskiej w Umęczonej, tradycja nieposzanowania prawa, nie interesowania się państwem, itd., maja swoje konsekwencje.

    Tymi konsekwencjami są np. kreujące się i mające powodzenie przez jeden lub dwa sezony partie, po czym znikające bez śladu, jak dla przykładu partia Palikota, czy dawniejsza Partia Przyjaciół Piwa, czy Samoobrona.

    Taką konsekwencją są zachowania partii, które nie tylko są cyniczne, ale także bezprogramowe, a przez to słabo przewidywalne.
    Bezprogramowe, ponieważ kto by to czytał. Programy partyjne, to takie atrapy do wystawiania przed obiektywy kamer w postaci jakichś oprawionych druków w trakcie debat w TV, że oto patrzcie, to jest nasz program, my mamy program, wiemy co zrobić, będziemy realizować.

    Po drugie pogramy i wszelkie plany, to kwestia przyszłości, a obywatele Umęczonej mają zupełnie inne postrzeganie czasu niż obywatele w krajach otumanionych prawem i dyskusjami o w sprawach programowych.
    Obywatele kolejnych RP postrzegają czas tylko w wąziutkim wycinku – wczoraj, dziś, jutro. Pojutrze już jest nie warte gdybania, a co będzie za rok, czy trzy lata, to piosenka, która nigdy nie zdobędzie powodzenia wśród ludu Umęczonej.

    Wszelkie plany, projekty, programy, to sprawa przyszłości. Jak obywatel Umęczonej ma się tymi skomplikowanym zagadnieniami zajmować, skoro on nie jest w stanie do tej przyszłości dotrzeć swym umysłem, wyobrazić sobie tę przyszłość? Bo po co? Żyjemy tu i teraz, nie martwmy się, co będzie za ileś lat. Chyba, ze Niemcy chcą na nas napaść lub inni rabusie. To co innego. Bagnet na broń! To jest jedyny bodziec, który może pobudzić do myślenia o przyszłości.

    Partie polityczne korzystają z tego stanu rzeczy i całymi garściami sypią piasek obietnic, przyrzeczeń i zapewnień w oczy obywatelom twierdząc przy tym, że to wiatr historii zawiał. Przy tym sypaniu zezują na słupki – rosną, czy spadają.
    Pzdr, TJ

  580. konstancja
    27 marca o godz. 20:59

    jak czytam o okrętach podwodnych co to w jakiejś państwowej polskiej stoczni miałyby być coś tam – coś tam, to mnie pusty śmiech ogarnia pospołu z groźbami karalnymi.
    „Montaż” to znaczy nie wiadomo co, poza tym, że wiadomo, że to nic nie znaczy. Te stocznie, co to je ma PIS ratować, nic innego od dawna nie umieją robic w okrętownictwie tylko być najprostszym, niemal prymitywnym wytwórcą żelaznych puszek. Czyli robić roboty najgorsze, najmniej płatne, najcięższe. Ze śladową myślą techniczną i innowacyjnością. Całą śmietankę, głównie wyposażenie robi kto inny i na tym nieźle zarabia.

    Budowa okrętu podwodnego w Polsce to będzie coś podobnego i to w optymistycznej wersji: rura może na miejscu, a uzbrojenie (instalacje, agregaty, systemy wewnętrzne , systemy pasywno-aktywne, nawigacji i sytuacji bojowej, łączność, bezpieczeństwo, zaklócanie, kompleks uzbrojenia bojowego itd) będzie robione w kraju dostawcy projektu: Francji, lub w Niemczech, albo ich głównych poddostawców: Hiszpanii czy jeszcze gdzieś.

    Co do samej rury można już mieć bardzo poważną wątpliwość, bo rura musi być bardzo specjalna. Z kolei wymogi kontrwywiadowcze na pewno są tego rodzaju, że „montaż” w Polsce, przy obecnej antyszczelności informacyjnej nie pozwoli na wykonanie tu żadnego rodzaju prac czy udostępnienia dokumentacji o ważnym znaczeniu patentowym, technicznym, czy wojskowym. I cześć pieśni.

    Zaś tzw. zarządzanie naszymi stoczniami państwowymi jest tego rodzaju, że znajdują się one w stanie permanentnego bankructwa, i rozkladu moralnego: tak infrastruktury, suprastruktury i wyposażenia oraz rozkładu tzw. czynnika ludzkiego, czyli kompetencji, zdolności i ochoty do robienia czegokolwiek poważnego.
    Żaden szanujący sie producent skomplikowanego sprzętu wojennego, a Francuzi i Niemcy są poważni, nie powierzy żadnej roboty patałachom, leniom, wariatom i ludziom mającym jęzory długie jak u żyrafy.

    Tak się przestawia morska potęga Rzeczpospolitej, a nasz przyjaciel Putin właśnie ćwiczy wymyk na równoważni. On bardzo lubi dowcipy nadchodzące z Polski, bo to wesoły człowiek.

  581. Na marginesie
    27 marca o godz. 20:14

    Kapitan Wrona popełnił bardzo poważny błąd. Wiedzą o tym fachowcy od lotnictwa, ale wiedza ta nie jest przedmiotem szerokiego obiegu publicznego, ponieważ – niestety – źle świadczy nie tylko o kapitanie.

    Chodzi mi po głowie, od jakiegoś czasu, wstępniak na ten temat. Może – skoro chodzi – to i wyjdzie.

  582. Dziękuję, zwłaszcza tym czytelnikom bloga,którzy wyrazili swoje zdanie dotąd będąc anonimowymi czytelnikami, albo bardzo incydentalnie dającymi głos na blogu.
    Nie odpowiedziałem na wszystkie wpisy, mam nadzieję,że będzie mi to wybaczone.