Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

5.02.2017
niedziela

Pisowskie Księstwo Warszawskie

5 lutego 2017, niedziela,

Fenomenem Warszawy, nigdzie indziej nie spotykanym, jest sposób wykreślania przestrzeni rozwojowej miasta, o którym decyduje nie obszar terytorialny, ukształtowany w historycznej ciągłości, wraz z nakładającymi się nań funkcjami społecznymi i relacjami przestrzennymi, lecz ustrój arbitralnie wyznaczony przez reprezentantów różnych partii politycznych i zamieszkujących inne niż Warszawa miasta Rzeczpospolitej. Wszędzie to rajcy miejscy wykreślają nowe terytoria rozwojowe swojego gródka czy metropolii, wytyczają przestrzenie funkcji społecznych oraz uchwalają – jako obowiązujące prawo – strategie rozwoju miasta. Wszędzie, tylko nie w Warszawie.

Po klęsce powstania listopadowego, dekretem carskim z 1832 r., Warszawa została arbitralnie zamknięta w swoich ówczesnych granicach, a większą część budżetu miasta pochłaniała budowa „Twierdzy Warszawa”. Miasto nie rozwijało się terytorialnie. Stan ten trwał aż do wybuchu pierwszej wojny światowej. Wszystkie późniejsze decyzje dotyczące granic Warszawy, podziału na dzielnice wraz z kompetencjami tych dzielnic oraz miasta jako całości podejmowane były za pomocą nakazu-dekretu władz centralnych.

Arbitralnie wyznaczone zostały granice miasta ustawą z 14 sierpnia 1919 r. o organizacji władz drugiej instancji II RP. Arbitralnie ustalono w styczniu 1947 r. obszar warszawskiego zespołu miejskiego. Arbitralnie rozszerzono w 1951 r. ów obszar, przez włączenie weń osiedli i miasteczek podwarszawskich. Arbitralnie również ustanowiono w 1959 r. tenże obszar jako miasto stołeczne Warszawa, zamykając go dla 11 dzielnic. Arbitralnie też powiększono ten obszar, rozszerzając Warszawę o Ursus i część Nieporętu, a nie włączając weń na przykład Marek, Ząbek i Zielonki, choć niczym nie różniły się one od Ursusa. Arbitralnie Edward Gierek podzielił Warszawę na siedem dzielnic. Po 1989 r. podobnie arbitralnie ustanowiono w 1990 r. tzw. obligatoryjny związek dzielnic gmin (tak się przez cztery lata nazywała Warszawa) i równie arbitralnie, w 1994 r., utworzono tzw. związek komunalny pod nazwą: miasto stołeczne Warszawa, który to związek przez osiem lat składał się z największej w Polsce gminy Centrum otoczonej wianuszkiem dziesięciu pozostałych – równie „warszawskich”, równie samodzielnych i wyposażonych we władztwo terytorialne i finansowe – gmin. 27 października 2002 r. owym dziesięciu gminom przybyła jedenasta – gmina Wesoła, która od razu stała się dzielnicą Warszawy, gdyż w 2002 r. stolica ponownie została jedną gminą – miastem stołecznym Warszawą, którym to miastem-gminą jest do dziś.

 

Jak może być w 2018 r.?

Projekt, który złożyło do laski marszałkowskiej Prawo i Sprawiedliwość jest projektem poselskim, nie wymaga więc ani uzgodnień międzyresortowych, ani (tak twierdzi pomysłodawca projektu Jacek Sasin) konsultacji społecznych i jest najbardziej arbitralnym projektem konstruującym na nowo Warszawę, jaki kiedykolwiek powstał. Kokietując nic nie rozumiejących z warszawskich zawiłości ustrojowych posłów i ich pisowskich wyborców potrzebą uchwalenia oczekiwanej ustawy metropolitalnej, ustawa wyrywa samorządności zęby i stwarza warunki do permanentnej walki wszystkich ze wszystkimi na obszarze 33 gmin. Warszawa metropolitalna à la PiS, to Warszawa w jej obecnych granicach oraz 32 gminy ją otaczające. Projekt PiS dzieli w przeważającej większości przypadków istniejące powiaty, włączając w skład metropolii gminy oddzielone od Warszawy dwoma, a nawet trzema innym, a nie włączając oddzielonego jedną gminą – Marki – Radzymina.

Pisowska ustawa, jeśli wejdzie w życie, spowoduje, że nowo wybrani radni Warszawy zamiast sprawnie nią zarządzać, uchwalać strategie rozwoju, plany inwestycyjne dla obszaru metropolitalnego oraz kontrolować wydawanie budżetowych pieniędzy przez prezydenta miasta i metropolitalnego starostę (dwa w jednym), będą się żreć pomiędzy sobą o pieniądze, o kompetencje oraz o to, która grupa (ta „warszawska warszawska”, ta „warszawska podwarszawska”, ta „warszawsko lewobrzeżna” i ta „warszawsko prawobrzeżna”) jest ważniejsza. Każda z tym grup bowiem inaczej będzie widziała rozwój miasta-metropolii, ponieważ w każdej z nich inne problemy wysuwają się na plan pierwszy. Każda z tych grup będzie reprezentowała inną w rozwoju historycznym część Warszawy z jej obszarami podwarszawskimi, co przekłada się na zupełnie inne nasycenie tych kawałków miasta i jego podmiejskich obszarów infrastrukturą – techniczną i społeczną. Przepychanki o kasę, kompetencje i priorytety dla mieszkańców (inne dla Śródmieścia, inne dla Pragi, a jeszcze inne dla Białołęki) miały to już miejsce dwukrotnie – podczas pierwszej kadencji samorządu terytorialnego, w latach 1990–94 oraz w czasie dwóch następnych, w latach 1994–2002.

 

Pierwszy bałagan warszawski zafundowała stolicy ustawa z 18 maja 1990 r., tworząc obligatoryjny związek dzielnic gmin. Gminami zostały dotychczasowe (tzw. Gierkowskie) dzielnice administracyjne Warszawy.

Związki pomiędzy dzielnicami gminami były bardziej niż luźne. Każda dzielnica miała taką samą autonomię jak pozostałe 2500 gmin w Polsce. Własną radę, własny zarząd, z burmistrzem na czele, i własny budżet. Warszawa jako miasto miała co prawda prezydenta, był on jednak personą tytularno reprezentacyjną. Miała także stolica burmistrza gminy Śródmieście, który – z czasem – stał się w mieście najważniejszy. Dlaczego? Z powodu budżetu. Większego niż miały wszystkie inne gminy dzielnice razem wzięte. Proporcje między dochodami dzielnicy gminy Śródmieście, a dochodami pozostałych gmin dzielnic były jak – od 1:5 do 1:7. Warszawa jako miasto stołeczne, czyli obligatoryjny związek dzielnic gmin, miała również własny budżet. Źródłem dochodów miasta jako miasta był udział w podatkach stanowiących dochody państwa. W porównaniu z podatkami i opłatami lokalnymi (szczególnie opłatą skarbową od zarejestrowanych firm) dzielnic gmin dochody Warszawy jako miasta były znikome.

Miasto jako całość złożona z gmin dzielnic nie prowadziło spójnej polityki finansowej. Obowiązywało 10 różnych budżetów, a próby ich synchronizacji nie przyniosły żadnego efektu. Gminy broniły się przed dominacją związku. Tego samego, obligatoryjnego, tych samych gmin warszawskich, w skład którego wchodziły.

Ów galimatias ustrojowy doprowadził także do tego, że zamiast zajmować się ewidentnymi przekrętami w przedsiębiorstwach komunalnych (o czym pisałem w felietonie „Od rzemyczka do koniczka. Krótki przegląd afer i aferek” z 19 stycznia 2017 r.) władze miasta i dzielnic zajmowały się wyszarpywaniem od siebie wzajem kompetencji i kasy. Ustawowe określenie „stołeczność” i „ogólnomiejskość” interpretowano na wszystkie możliwe sposoby, w zależności od potrzeb. Potrzebami zaś były tereny niezbędne do realizacji ogólnomiejskich funkcji. Zarówno te istniejące, jak i te niezbędne do rozbudowy infrastruktury. „Nie dam!” – wołali burmistrzowie poszczególnych dzielnic (jak leci). „To moje!”. Moje – znaczyło – służące zaspokojeniu potrzeb dzielnicy, a nie jakiejś tam Warszawy.

Kiedy już cały ten galimatias ustrojowo kompetencyjny wyszedł bokiem wszystkim, Sejm drugiej kadencji III RP, zafundował nową ustawę o ustroju miasta stołecznego Warszawy, a dzieło się to 25 marca 1994 r.

 

Drugi bałagan warszawski najwięcej zamieszania wprowadził do sposobu zarządzania mieniem komunalnym. Transportem zbiorowym, zaopatrzeniem w wodę, dbaniem o jakość i rozbudowę ulic, oczyszczaniem ścieków i wywożeniem śmieci, a także produkcją i dystrybucją energii cieplnej. Działać wtedy zaczęły rady 11 samodzielnych gmin, z największą, Warszawa Centrum, na czele oraz – niezależnie od owych jedenastu – Radą Warszawy. Wszystkie te rady wybrane zostały bezpośrednio, równo i tajnie, a każda z nich miała inny układ koalicyjny. Aby było jeszcze idiotyczniej, Sejm podzielił gminę Centrum na siedem dzielnic, a w każdej ustanowił odrębną radę dzielnicy wybieraną w bezpośrednich, równych i tajnych wyborach. Rady te, nie dość, że nie miały żadnych uprawnień decyzyjnych, to jeszcze nie mogły wybierać własnego przewodniczącego, którego mianował burmistrz gminy Centrum, będący jednocześnie prezydentem całego miasta zwanego związkiem komunalnym.

Ta konstrukcja prawna – trzy garnitury radnych, działających niezależnie od siebie na trzech szczeblach zarządzanie dokładnie tym samym, w liczbie 659 – doprowadziła do regularnego psucia Warszawy, co wcale nie było trudne. Najłatwiej zaś można to było czynić na szkodę mienia komunalnego, którego wówczas w Warszawie było dużo. Według wartości księgowej wartość mienia komunalnego miasta Warszawy wynosiła 2,6 mld (nowych już) złotych.

Każdy niemal przetarg na wybór wykonawcy inwestycji miejskich odbywał się w atmosferze skandalu. Każda sprzedaż komunalnego majątku – od sieci hoteli „Syrena” po tereny portu praskiego pod przyszłe centrum handlowe – przy akompaniamencie prasowych dociekań, który z urzędników, burmistrzów, wiceprezydentów i kierowników dzielnic (tak się wtedy nazywali obecni burmistrzowie dzielnic) wziął – i jak dużą – łapówkę. Każda dzierżawa gruntu czy tzw. powierzchni użytkowej – w chórze pomówień, że preferuje się partyjnych kolesi. Pomówieniom, artykułom prasowym i utyskiwaniom sprzyjała nieuregulowana do dziś sprawa gruntów warszawskich znacjonalizowanych w październiku 1945 r. dekretem Bieruta.

Frustracji dopełniała działalność wybranej w wyborach bezpośrednich Rady Warszawy, która nie miała przez osiem lat żadnych kompetencji. Powołano ją bowiem wyłącznie do stworzenia i zarządzania związkami komunalnymi, które z kolei miały nadzorować działalność firm o charakterze ogólnomiejskim, dbać o prawidłową gospodarkę ich finansami, a także planować strategie rozwojowe takich miejskich przedsiębiorstw jak: transportowe, ciepłownicze czy wodno-kanalizacyjne.

Związki komunalne miały powstać wyłącznie dobrowolnie. I przez osiem lat (przez dwie kadencje!) nie powstały, gdyż rada gminy Bielany nie podjęła uchwały o przystąpieniu do nich. Dwie zaś inne rady nie przyjęły statutu „dobrowolnej komunalnej osoby prawnej”. Skoro zaś nie powstały, to całym komunalnym mieniem całej Warszawy, na obszarze 11 gmin i siedmiu dzielnic gminy Centrum zarządzał zarząd tejże gminy Centrum, a właściwie burmistrz gminy Centrum, zwany oficjalnie prezydentem Warszawy. Zarządzał arbitralnie pokazując Radzie Warszawy gest Kozakiewicza za każdym razem, gdy rada próbowała do jego zarządzania się wtrącać.

W czasie drugiego bałaganu warszawskiego, przez osiem lat w Warszawie zbudowano dwie przeprawy mostowe (co należy zaliczyć do sukcesów) oraz tunel wzdłuż Wisły (co już takim sukcesem nie było), nie zbudowano ani jednej obwodnicy, żadnej trasy szybkiego ruchu ani tzw. parkingów strategicznych, na których mieszkańcy odleglejszych miejscowości mogliby zostawić samochody, by przesiąść się do metra, szybkiej kolei miejskiej czy tramwaju. Wydłużył się za to dwukrotnie okres dojazdu do pracy mieszkańców gmin podwarszawskich, zmniejszając tym samym dostępność komunikacyjną Śródmieścia. Zmieniać się to zaczęło od 2002 r., od uchwalenia 15 marca, obecnie obowiązującej ustawy o ustroju miasta stołecznego Warszawy. Ustawy tworzącej ze stolicy „gminę mającą status miasta na prawach powiatu”.

 

Trzeci bałagan warszawski grozi stolicy w wymiarze znacznie większym niż w okresie, gdy doświadczyła dwóch poprzednich. I to nie dlatego, że obszar warszawskiej metropolii, którą zaproponował Jacek Sasin, jest większy niż Warszawa z lat 1990–2002, a dlatego, że wraz z proponowanymi nowymi granicami nie zostało zaproponowane nic więcej.

A to „nic więcej” to finanse. Metropolia warszawska w projekcie Sasina jest megapowiatem, a nie żadną metropolią. Powiatem wielkości niejednego zachodnioeuropejskiego województwa, z budżetem takim samym jak budżety wszystkich polskich powiatów, czyli z góry oznaczonym przez centralę, to jest Ministerstwo Finansów. Większość dochodów powiatowych to subwencje z budżetu państwa na zadania realizowane przez powiat oraz dotacje celowe na powiatowe służby, inspekcje i straże. Dochodów własnych powiaty mają niewiele w porównaniu z gminami. Nie mają władztwa podatkowego, w przeciwieństwie do gmin, a udziały w dochodach państwa w porównaniu z udziałami gmin w tych dochodach dzieli przepaść. Udział w podatku PIT mieszkańców powiatu wynosi 10,25 procent, a w podatku CIT – 1,40 proc. Dla porównania: udział gmin w podatku PIT to 39,34 proc., a udział w podatku CIT – 6,71 proc. To, że gminy zachowają własne dochody, które gwarantuje im ustawa o samorządzie gminnym, niczego nie zmieni w sytuacji, gdy będą ona musiały (a będą) dopłacać do zadań ogólnomiejskich oraz do nieswoich szkół, czy dróg nie na swoim terenie. Wyrywając z obszaru obecnych powiatów wokół Warszawy te gminy, które Sasin sobie upatrzył, gdyż żadne merytoryczne przesłanki za tym nie stoją, zubożył istniejące powiaty o dochody z tych (najbogatszych w powiatach) gmin, nic im w zamian nie dając. Szczególnie dotknąć to może biedniejszych powiatów leżących na wschód od Warszawy. Powiatów historycznie, od czasu zaborów, rozwijających się wolniej iż ich zachodni – przez Warszawę – sąsiedzi.

 

Pasmo zachodnie vs pasmo wschodnie aglomeracji warszawskiej to dwa różne światy, wliczając w to także stricte warszawską część aglomeracji. Powody są przede wszystkim historyczne – zarówno z okresu zaborów, z okresu II RP, jak i z czasów PRL. Te historyczne to zamknięcie miasta w granicach sprzed 1832 r. i uczynienie z Warszawy twierdzy, co skutkowało nie tylko tym, że miasto nie inwestowało w przestrzeń pozamiejską, ale i tym, że opierało się na – najpierw jednej, później na dwóch przeprawach mostowych (bo względy strategiczne nie pozwalały na więcej) oraz zupełnie niemal odwróciło się od Wisły. Zgromadzone fundusze na budowę zaprojektowanych wcześniej bulwarów nadwiślańskich, łącznie z piaskowcem przeznaczonym na ich budowę, zostały zużyte na wzniesienie Cytadeli Warszawskiej oraz umocnień – zarówno w prawo-, jak i w lewobrzeżnej Warszawie. Komunikacja drogowa z innymi miastami carskiej Rosji oraz z Wiedniem, Berlinem, Wilnem i Lwowem prawie nie istniała, gdyż nie pozwalał na nią stan dróg. Rozwinęła się za to komunikacja kolejowa, a sama Warszawa stała się w okresie od 1848 r. do 1914 r. jednym z ważniejszych węzłów kolejowych w tej części Europy, co – owszem – spowodowało rozwój miejscowości położnych przy kolejowych torach, ale bardziej w kierunku na zachód od Warszawy. Przykładem takiego rozwoju stał się Pruszków, Brwinów, Grodzisk oraz położone pomiędzy nimi miejscowości – stanowiące zaplecze rekreacyjne dla bogatych mieszkańców duszącej się w zamkniętych granicach Warszawy – takie jak Komorów, Podkowa Leśna czy Milanówek. Podobny „trend na wschód” nie istniał, z wyjątkiem Otwocka i Józefowa, które ze względu na mikroklimat oraz rzeczkę Świder stanowiły również zaplecze rekreacyjne dla warszawskiego patrycjatu. Przepaść pomiędzy „azjatycką” a „europejską” częścią Warszawy i miejscowości podwarszawskich pogłębiał się i 20 lat okresu międzywojennego nie zdołały jej choć w części zasypać.

W okresie PRL otwieranie się na wschodnią część miasta nie spędzało snu z powiek urbanistom i architektom. Najpierw lata całe odbudowywano to, co zniszczyła nawałnica hitlerowska, późniejsza zaś rozbudowa miasta szła bardziej w kierunku zachodnim – lepiej skomunikowanym niż ten wschodnioazjatycki, czego przykładem stał się Ursynów oraz Ursus. Kierunek Mińsko-Wołomiński rozpoczynający się na nielubianej przez władców PRL Pradze również nie stanowił priorytetu u planistów-urbanistów. Co pokutuje do dziś.

Miasta podwarszawskie, takie jak Pruszków, Wołomin czy Legionowo, od lat stanowią lokomotywę rozwoju dla otaczających je gmin. W sposób naturalny stały się one siedzibami powiatów i w sposób naturalny odciążają Warszawę od tych zadań, które – jako starostwa powiatowe – realizują. Podobną rolę spełniają mniejsze, ale równie silne miejscowości, takie jak Grodzisk czy Otwock, będące również siedzibami starostw powiatowych. Osobną rolę odgrywa – powstały po reformie powiatowej z 1999 r. – powiat warszawski zachodni. Błonie, Ożarów Mazowiecki, Łomianki, jako gminy miejsko-wiejskie, mają podobny potencjał rozwojowy do gmin wiejskich – Starych Babic czy Izabelina. Dwie pozostałe – Leszno i Kampinos tak silne finansowo nie są. One też zostały przez Jacka Sasina wyłączone z „wielkiej Warszawy”.

Niezmieniony, z wszystkimi gminami wchodzącymi w jego skład, został powiat pruszkowski, sześć pozostałych okrojono z gmin (tak jakoś się u Sasina złożyło) biedniejszych. Tłumaczenie, że są one bliżej Warszawy nie przekonuje, ponieważ Grodzisk, który na liście Sasina się znalazł, jest dalej od Warszawy niż Radzymin, który się nie znalazł. Co zatem z gminami odrzuconymi przez Sasina? Z Baranowem, Jaktorowem, Żabią Wolą z powiatu grodziskiego? Z Prażmową i Tarczynem z powiatu piaseczyńskiego? Z Celestynowem, Kołbielą, Osieckiem, gminą Sobienie-Jeziorny z powiatu otwockiego? Z Serockiem z powiatu legionowskiego? Z Radzyminem, Tłuszczem, Dąbrówką, Jadowem, Klembowem, Poświętnem i Strachówką, z powiatu wołomińskiego? Z wymienionymi już – Kampinosem i Lesznem, z powiatu warszawskiego-zachodniego? Dokąd mieszkańcy tych powiatów będą jeździć, gdy odpłyną od nich starostwa, w których dotychczas załatwiali wiele spraw? Do siedzib dotychczasowych, czy do tych powiatów, które będą musiały ich przygarnąć? A może do Warszawy? I jak to wpłynie na jakość usług świadczonych dla nich dotychczas. Ich gminy trafią do powiatów biedniejszych. Cóż, biednym zawsze wiatr w oczy.

Pieniądze na zaspakajanie potrzeb mieszkańców, jakiekolwiek by były, będą zawsze za małe, szczególnie gdy ma się do zasypania spore różnice pomiędzy dwoma częściami warszawskiej powiatowej metropolii. O tym, jak będą one wydawane, decydować będą radni Rady Warszawy. Wybierani po jednym z każdej z 33 gmin podwarszawskich oraz po jednym z 11 dzielnic Warszawy. Bezpośrednio zaś wydawać będzie te pieniądze prezydent Warszawy, wybierany przez całą metropolitalno-powiatową ludność. I oczami świecić za każdą wydaną złotówkę przed mieszkańcami i Mokotowa, i Legionowa, i Grodziska, i Wiązowny, i Błonia. Czyli przed mieszkańcami tych miejscowości, które łączyć będzie tylko przynależność do megapowiatu metropolitalnego, a dzielić – właściwie wszystko, bowiem oczekiwania mieszkańców Grodziska, Michałowic, Podkowy Leśnej czy Ożarowa nijak się nie mają do oczekiwań mieszkańców Wieliszewa, Karczewa czy Kobyłki. Różnice poziomów i potencjałów tych gmin są zbyt duże. Czy zatem nie będziemy przeżywać powtórki z rozrywki lat 1990–94 oraz lat 1994–2002? Orzechy przeciwko kasztanom, że będziemy.

anumlik

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 214

Dodaj komentarz »
  1. Temat dla Warszawiaków. Jako niekompetentny nie wypowiadam się, ale z ciekawością czekam na opinie mag, stasieku,George’a i kogo tam jeszcze.
    Ale nawet jako niekompetentny mam pewność, że to niczemu dobremu nie służy. Ta szajka głupców (ale sprytnych) może tylko niszczyć.
    Biedna Polsko ! Biedna Warszawo !

  2. Przepraszam, ale wstępniak anumlika przemówił do mnie złożonością. Natłokiem argumentów, opowiadań, narzekań i zastrzeżeń, których jako daleki obserwator nie jesten w stanie umiejscowić, przyporządkować do czegokolwiek. Nie jestem w stanie wysnuć zasadniczego wątku z alarmistycznego komentarza anumlika (rada stara, rada nowa, niższa, wyższa, gminna, dzielnicowa, powiatowa, jedni mają uprawnienia, inni nie, prezydent nieoficjalnie zarządza całością, związki komunalne niby działają, ale funkcjonują słabo, reforma Sasina i podział z nią związany jest na chybił trafił, itd.).

    Przy takiej złożoności problemu i argumentacji PiSowcy są w stanie uzasadnić każdą swoją reformę. Będą mówić po prostu na dowolny temat warszawski, a jak wynika z opowieści anumlika, takich tematów jest kilkanaście. Pozawarszawscy od razu się pogubią i wezmą wszystko na wiarę lub machną ręką i tyle będzie z dyskusji. Jak pokazuje ostatni tydzień w TV, PiSoiwscy politycy na swoich występach w studiach TV mówią byle co, byle mówić. I to byle co dociera do wielu ludzi.

    Na czym polega reforma Sasina, jeśli chodzi o zarządzanie Warszawą? O jakich radnych chodzi, jakiej rady i jak ta reforma w zamyśle PiSu ma zmienić stosunek sił w Radzie Warszawy?

    Z mediów wiadomo, że stosunek sił politycznych w samorządowej Warszawie zmienić się może radykalnie po wyborach samorządowych, bowiem PiSowska reforma zakłada przyłączenie gmin dużo mniejszych do Warszawy. Te nowe gminy będą miały po jednym przedstawicielu w Radzie warszawy tak samo jak stare dużo liczniejsze gminy warszawskie.
    Czyli jedni (ci nowo przyłączeni) będą mieli nadreprezentację, a drudzy niedobór radnych w odniesieniu do ilości mieszkańców. Stosunek głosów radnych ze starych gmin do radnych z nowych zmieni radykalnie układ sił w Radzie. Zrobi się nie tylko galimatias prawny, lecz i polityczny.
    Czy reforma Sasina przy okazji dobierania się PiSowców do władzy nad Warszawą nie krzywi gwałtownie tej reprezentatywności, ma za nic reguły i zasady?
    Pzdr, TJ

  3. @tejot
    Podsumowałeś to dokładnie tak, jak może z ustawy Sasina wynikać. Mój opis dotyczy tego samego. Pokazuję które gminy na tej ustawie stracą najbardziej oraz jaki galimatias prawno-finansowo-polityczny powstanie. Przywołałem historię śródtytułami galimatias warszawski – pierwszy i drugi. Opisuję jak zawsze</b: Warszawa był karana przez lex specialis którymi były pierwsza i druga ustawa warszawska. Czeka nas powtórka z rozrywki. Jeśli ustawa zostanie przyjęta, to – być może – stosunek sił w Radzie Warszawy zmieni się na korzyść PiS, może nawet i prezydent wybrany głosami mieszkańców Warszawy i 32 gmin podwarszawskich będzie z PiS (w co wątpię). Jednak niemożność zarządzania Warszawą będzie tak silnie widoczna, że PiS kolejne wybory przegra. To samo dotyczyć będzie każdego, gdyż mechanizm jest chory. Nie może prezydenta Warszawy wybierać mieszkaniec gminy Jabłonna, czy Błonia, gdyż on jest od wybierania wójta Jabłonny i burmistrza Błonia. Nie może też być tak, że głos radnego z gminy liczącej sobie 11 tys. mieszkańców ma taką samą wagę, jak głos radnego dzielnicy Mokotów liczącej 200 tys. mieszkańców. Jeśli chcemy (a ja chcę) ustawy metropolitalnej, to – po pierwsze musi ona ustanowić Warszawę odrębnym województwem samorządowym oraz – po drugie otoczyć Warszawę w granicach obecnych powiatami ją otaczającymi.W całości, nie dzieląc tych gmin na te pro pisowskie (w zamyśle) lepsze, a te gorsze poupychać po innych powiatach. Ja we wstępniaku tego wątku nie podniosłem, gdyż bardziej interesuje mnie mechanizm przepływu środków finansowych oraz mechanizm głosownia nad dystrybucją tych środków.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jeśli ustawa zostanie przyjęta, to – być może – stosunek sił w Radzie Warszawy zmieni się na korzyść PiS, może nawet i prezydent wybrany głosami mieszkańców Warszawy i 32 gmin podwarszawskich będzie z PiS (w co wątpię).

    Mój komentarz
    Anumlik, zasadnicze pytanie. Z ilu i skąd pochodzących miałaby się składać nowa Rada Warszawy. Ile gmin będzie z dawnej Warszawy, ile gmin nowo przyłączonych? Ilu Radnych ma reprezentować każdą gminę? Po jednym z każdej gminy? Ilu radnych będzie miała stara Warszawa, ilu część nowo przyłączona i ilu mieszkańców będą oni reprezentowali?
    Pzdr.TJ

  6. anumlik
    Ty – jako doświadczony samorządowiec – ogarniasz całość na pewno lepiej niż jakikolwiek zakochany w swoim mieście warszawiak. Znam nieźle także okolice podwarszawskie, gminy, które radzą sobie nieźle lub bardzo dobrze i bynajmniej nie w smak im sasinowa rewolucja.
    Mam przyjaciół miedzy innymi w Podkowie Leśnej, Klaudynie, Łomiankach, Piasecznie i wiem jak sobie cenią swoje małe ojczyzny. Wielu świadomie zresztą „uciekło” z Warszawy, a mają do niej komunikacyjnie blisko i wygodnie. Niekoniecznie własnym samochodem i bez potrzeby formalnej przynalezności do metropolii. Owa przynalezność może okazać się wręcz kłopotliwa i niekorzystna z wielu powodów, o czym piszesz, anumliku.
    Warszawa nigdy PIS-u nie kochała i dla jej mieszkańcow jest jasne, ze to po prostu chamski skok na stolicę, ktorej nie udało sie piśdzielcom podbić od czasu wpadki z Lechem Bliźniekiem, najgorszym – jak dotąd – prezydentem Warszawy.
    Załączam stosowny link z uwagi na Koleżenstwo, bo dla Ciebie to oczywista oczywistość.
    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,21332111,metropolia-warszawska-nic-o-nas-bez-nas-podpisz-petycje.html

  7. anumlik
    Ty – jako doświadczony samorządowiec – ogarniasz całość na pewno lepiej niż jakikolwiek zakochany w swoim mieście warszawiak. Znam nieźle także okolice podwarszawskie, gminy, które radzą sobie nieźle lub bardzo dobrze i bynajmniej nie w smak im sasinowa rewolucja.
    Mam przyjaciół miedzy innymi w Podkowie Leśnej, Klaudynie, Łomiankach, Piasecznie i wiem jak sobie cenią swoje małe ojczyzny. Wielu świadomie zresztą „uciekło” z Warszawy, a mają do niej komunikacyjnie blisko i wygodnie. Niekoniecznie własnym samochodem i bez potrzeby formalnej przynalezności do metropolii. Owa przynalezność może okazać się wręcz kłopotliwa i niekorzystna z wielu powodów, o czym piszesz, anumliku.
    Warszawa nigdy PIS-u nie kochała i dla jej mieszkańcow jest jasne, ze to po prostu chamski skok na stolicę, ktorej nie udało sie piśdzielcom podbić od czasu wpadki z Lechem Bliźniekiem, najgorszym – jak dotąd – prezydentem Warszawy.
    Załączam stosowny link z uwagi na Koleżenstwo, bo dla Ciebie to oczywista oczywistość.
    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,21332111,metropolia-warszawska-nic-o-nas-bez-nas-podpisz-petycje.html

  8. @tejot
    Gdybyś przeczytał uważniej co napisałem nie zadawałbyś tych pytań. Projekt mówi wyraźnie, że – o czym piszę – warszawska metropolia w PiS-owskim projekcie to Warszawa w jej obecnych granicach oraz 32 gminy ją otaczające czyli gminy wyrwane z obecnie istniejących powiatów i włączone do mega powiatu warszawskiego. Warszawa bowiem nie będzie regionem, a powiatem miejskim (jak obecnie) rozszerzonym o gminy podwarszawskie. Warszawa pozostanie taka, jak jest – podzielona na dzielnice, a gminy wchodzące w skład powiatu warszawskiego w dalszym ciągu pozostaną gminami zajmującymi ten sam obszar, mającymi te same dochody własne, te same udziały w dochodach państwa i takie same rady gminne wraz z wybieranymi przez swoich mieszkańców wójtami, burmistrzami i prezydentami. Wspólny będzie powiat o obszarze większym niż obszar Paryża, Berlina czy Moskwy oraz wspólne będą pieniądze powiatowe, zgodnie z ustawą finansach powiatu. Rada Warszawy (tej miejskiej i tej powiatowej – dwie w jednym ma być wybierana przez mieszkańców wszystkich gmin podwarszawskich (Leśna Podkowa jest w tym tyglu) oraz mieszkańców dzielnic warszawskich. Po jednej sztuce na gminę i po jednej na dzielnicę. Głosy i jednych i drugich podczas głosowań mają mieć tę samą wagę, nie ważne czy radny reprezentuje 11 tysięcy mieszkańców czy 200 tysięcy. Radnych warszawskich ma być 18-tu, radnych podwarszawskich – 32-dwóch. Jak widać siła głosów podwarszawskich jest przytłaczająca w porównaniu do głosów Warszawiaków. Prezydent Warszawy (obecnej) będzie zarazem prezydentem-starostą powiatu-metropolii i będzie wybierany w wyborach powszechnych głosami wszystkich mieszkańców metropolii, czyli obecnej Warszawy i 32 gmin podwarszawskich.
    Wklejam projekt ustawy:
    http://orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/Projekty/8-020-474-2017/$file/8-020-474-2017.pdf

  9. anumlik i tejot,

    wygląda to koszmarnie, ale sam Jacek Sasin (w wywiadzie) cały problem sprowadził tylko do zmiany układu sił w Radzie Miasta (polityk ten, patrząc na jego fizjonomię, nie jest w stanie do prowadzenia jakichś finezyjnych gier politycznych).
    Nie ma więc potrzeby dopatrywać się jakiegoś głębszego podtekstu w tym pisowskim zamierzeniu.

    A więc, idzie o to żeby z bezmyślnie pokrojonych terytorialnie gmin utworzyć w Radzie Miasta większość pisowską, która sparaliżuje rządy niewygodnego politycznie prezydenta.

    Jednak tak wybrana pisowska głupawka może być jedynie zdolna do wprowadzenia chaosu w zarządzaniu tzw. metropolią, co w konsekwencji doprowadzi do ostatecznej zapaści tego, i tak, już chorego miasta.

    P.s.

    Moim zdaniem na prawidłowy początek normalizacji w naszym kraju dobry wpływ miało by powołanie międzynarodowej grupy psychiatrów, którzy (na początek) zdiagnozują potencjał intelektualny gremiów kierowniczych dobrej zmiany.

    Prowadzący obok blog red. Makowski opisał abp. (sojusznika politycznego) Leszka Sławoj – Głódźia, który chcąc uniknąć odpowiedzi na pytanie dziennikarza rzekł mu w sposób zamykający wszelką dyskusję – „s………j”!.

    Jest to ewidentna oznaka choroby, która wymaga leczenia.

  10. nie wiedziałam, ze Warszawa to tak bardzo skomplikowany twór administracyjny, którym juz dziś trudno zarządzać, a cóż dopiero sie porobi, gdy przy łączy się do niego jeszcze trzy razy więcej.
    Ale…
    będa synekury do wziącia dla nieudaczników, którzy poza przynależnością do PIS niczego nie potrafią, ale podnieść rękę przy głosowaniu za (największą głupotą czy bublem) potrafią. Nie muszą wiedzieć za czym głosują,ważne informacje dostaną rankiem w formie przesłania dnia.
    Niczego nie uchwalą, niczego sie nie da ustalić przy tak wielkim ( i rozdrobnionym!) obszarze i diametralnie różnych potrzebach przyłączonych gmin;, każdy z radnych będzie mało skorym do współpracy w sytuacji głosowania za inwestycją w innej gminie, warszawskiej, czy pozawarszawskiej, bo w jego gminie rozliczą go za to, co „ugrał” dla swojej.
    Nic nowego nie powstanie, żadna obwodnica, zaden park, zadna inwestycja potrzebna społeczności tej czy owej gminy czy dzielnicy (przepraszam- troche to mi się plącze, bo niepodobne do niczego innego w żadnym pewnie mieście w Polsce);
    bedzie to całe 4 – 5 lat stracoinych dla Warszawy.
    Ale…
    gorzej będzie, gdy rzutem na taśmę uda się jakoś (choć słabo to sobie wyobrażam) przyłączyć te gminy, i miejscowości do Wielkiej metropolii warszawskie, a …jacek Sasin nie zdobędzie stanowiska. Co nie jest tak nieoczekiwane, bo przez najbliższy rok rządy PIS mogą się w dalszej częsci nie spodobać nawet mieszkańcowm okilic Warszawy.
    To, ze w wyborach sprzed roku =, dwóch czy pięciu, w poprzedniej kadencji PS miał przewagę w miejascowosciach, które chciałby dzis przyłączyc do stolicy nie znaczy, że symnpatie wyborcze mieszkanców nie mogły sie zmienić.
    I cóż wtedy? gospodarzem będzie ktoś zupełnie inny, niż pomysłodawca tego połączenia, a Warszawa będzie tworem nie do ogarnięcia przez kogokowliek.
    Nie łudźmy się! Jacek Sasin tez tego nie ogarnie, nie opanuje zarządzania tak wielką aglomeracją, ale przecież jemu nie chodzi o zarządzanie, tylko o BYCIE PREZYDENTEM WARSZAWY!
    Juz pewnie sobie wyobraził, jak to będzie brzmiało: Jacek Sasin-prezydent Warszawy, jak niegdys Lech Kaczyński. A potem, pozostawi bałagan innym i może przymierzy się do bycia prezydentem wszystkich Polaków.
    Juz nie wspomnę, ze w ogóle nie ma żadnej wizji, że tłumaczenia dlaczego chce się przyłączyc takie wielkie obszary do stolicy są nie warte nawet papieru, na którym zostały (jesli zostały!) spisane, że nie jest to warte czasu antenowego, w którym sie usiłuje przekonać wszystkich, nie tylko Warszawiaków do tego pomysłu, nie ma określenia kosztów ani próby opisania, z jakimi problemami trzeba sie bedzie zmierzyć. Nie ma nic! Tylko pomysł, jak opanować ostatni niezdobyty przez PIS bastion pn stolica Polski.
    A jesli Jacek Sasin nie zostanie wybrany przezydentem Warszawy, kto odwróci znów tego kota wywróconego ogonem do pierwotnej postaci?

  11. @Rosa91b
    Skoro do Warszawy mega powiatowej włączyłeś wielebnych, to podzielę się informacją, którą dopiero co otrzymałem. Jacek Sasin ma jutro spotkanie z mieszkańcami gminy Ożarów Mazowiecki. Spotkanie organizuje seminarium duchowne księży ze Zgromadzenia Pallotynów w Ołtarzewie (to dzielnica Ożarowa) w pallotyńskim kościele. Na spotkanie nie został zaproszony burmistrz (przeciwnik dobrej zmiany), zaproszono jeno pisiaków. Zaprzyjaźniony ksiądz (też przeciwnik dobrej zmiany, ale o tym sza…) zapodał mi, że takich spotkań Sasin ma w planie więcej, w różnych gminach. Czy to nie są konsultacje społeczne? – powiedz sam. Przeca, że są. Konsultacje jak w pysk strzelił. Będzie co pokazać tym chamom z PO i innym masonom, genderowcom i cyklistom od HGW.

  12. Nie będę komentować tego tematu, bo szlag mnie trafi i niegrzeczna się stanę. Nie wszystko rozumiem, bo i właściwie nie chcę. Tak czy inaczej stworzy to nieprawdopodobny chaos. Współczuję.
    Obserwując wszystkie te działania, nawet historyczne, to jakoś mam wrażenie, że zarówno politykom jak i zarządzającym trudno popatrzeć szerzej i dalej niż własny nos. Miasta planuje się na dziesiątki lat do przodu, a nie na dziś. I zadziwia jak ludzie gadający tyle o zachowaniu tradycji, łamią ją przy każdej okazji.

  13. a w ogóle to uważam, że przedstawianie takiego pomysłu( wg mnie to jakaś chora wizja człowieka cierpiącego na brak władzy) w formie wrzutki poselskiej urąga przyzwoitości.
    Nie da się ustawą przyłączyc dwóch, trzech kawałków -obszarów podmiejskich miejscowości do Warszawy, czy w przypadku innych miast- ich satelickich dzielnic-sypialni.
    Jest to długi i żmudny proces poprzedzony badaniami, referendami i złożeniem pewnych obietnic mieszkancom przyłączanych obszarów.
    Wrzucenie takiego pomysłu poselską imperatywą jest chyba niezgodne z Konstytucją lub ustawą o samorządzie terytorialnym. Ale dziś nie ma kto ocenić, czy to zgodne z czymkolwiek, co onegdaj zostało ustalone.
    Pominą problem, że w iwlekij aglomeracji Warszawskiej będą 33 ulice JP II, Warszawskie, Poznańskie, Owocowe, Kwiatowe i Malinowe, niezliczone ilości ulic powtarzających sie 33 razy.
    O kosztach juz w ogóle nie wspomnę; to co proponuje jeden żadny włądzy poseł, który nijak nie ma szans na bycie prezydentem czegokolwiek trudno nazwać jakimś w miare przyzwoitym okresleniem.
    Nie ma takiego okreslenia na taki pomysł.
    Wspólczuję nam wszystkim, bo jeśli dojdzie do zmiany w Warszawie, wbrew rozsądkowi, wbrew wszelkim przepisom, wbrew protestom mieszkanców Warszawy i okolic, ale i calego kraju. Bo przecież Warszawa to nie Poznań, Kraków czy Katowice lub Łódź, to stolica calego kraju i miejsce w którym mieszczą się wszystkie ważne dla nas instytucje.
    Doprawdy, żadza bycia prezydentem musi być w Sasinie ponad wszystko, co rozsądne i co da sie rozumem ogarnąć.

  14. mag
    5 lutego o godz. 21:19
    podpisałam sie pod tym a[pelem, bo choć nie -warszawianka, uważam, że mam prawo wyrazić własna opinię, bo Warszawa to i moja stolica.

  15. To zamiast adresu Ożarów, ul. jakaśtam, będzie Warszawa?
    Przepraszam za głupotę, ale usiłuję jednak zrozumieć jak to ma działać. Konstancja podniosła sprawę tych niezliczonych ulic JPII, to jak to będzie?
    U mnie też są niezliczone ulice np. Kings Street, ale tu funkcjonuje to całkiem inaczej.
    Brisbane jest punktem na mapie. To co jest na mapie składa się bowiem z kilku większych części administracyjnych, z których tylko jedna jest Brisbane City. Co śmieszniejsze, nie można powiedzieć tubylcowi – mieszkam w Brisbane, bo to oznacza mieszkanie w samym centrum, czyli tradycyjnie właściwym Brisbane. Większość mieszka w dzielnicach i podaje się nazwę dzielnicy – mieszkam w Mount Gravatt, albo Cooparoo itd. Dzielnic bowiem jest ilość ogromna i ciągle rosną, ale nie mają one poza nazwą żadnego znaczenia administracyjnego.
    Czy nasz system jest bardziej skomplikowany? 🙂

  16. Dobry wieczór 🙂

    W temacie to byłam dzisiaj jedną nogą w Warszawie. Jakieś 30 minut.

    Sasin – nowoczesny Albin Siwak.

    A tu – bo, no nie da się przejść obojętnie, taki cymesik

    http://fakty.interia.pl/polska/news-jaroslaw-kaczynski-sam-powinienem-byc-opozycja,nId,2348255

    Obecna opozycja pełni wyłącznie funkcję destrukcyjną, w tej sytuacji, będąc poza rządem, sam powinienem być opozycją, elementem kontrolno-krytycznym” – powiedział w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński

    @Tobermory

    Obejrzałam, fajne. But, but, but, but Brussels IS a hellhole :/

  17. @neferNefer
    ale to co powiedział Kaczyński jest prawdą! Raz pewnie i to niechcący mu się udało – on jest opozycja i poza tym niczego nie potrafi, dlatego jest w tym PiSie jak jest, bo oni są w opozycji do siebie samych! Jak ktoś jeden, nawet przytomnie, usiłuje coś zrobić, to oni mu to na pewno spieprzą!

  18. Za Księstwem Warszawskim snują się jak mara Księstwo Częstochowskie i Księstwo Koszalińskie. Na razie te mary się rozpłynęły (jak kisiel z rozbitej salaterki), ale tylko na razie – czekają na ucieleśnienie głównego upiora i preparują „argumenty”.

  19. Ewa-Joanna
    5 lutego o godz. 22:40
    przypuszczam, ze w Wielkiej Aglomeracji Warszawsko-Wiedeńskiej też tak powinno to funkcjonować.
    Ale mam nadzieję, że nie będziemy mieli takich kłopotów. Wypowiadają się burmistrzowie oklicznych podwarszawskich miejscowości,którzy są przeciw.
    Mam nadzieję, że nie tylko w Warszawie bedą przeciw tej reformie(?) protestować; w końcu może to dopaść Krakowa, Łodzi i Poznania. Jedyną metropolią, jak wydaje się sensowana jest metropolia Sląska, ale to zupełnie inny twór; tam jedno miasto sie kończy, zaczyna drugie, więc współpraca samorządowa w ramach takiej metropolii jest jak najbardziej mozliwa i nawet sie na codzień odbywa. Przecież od lat Śląsk jest aglomeracją współpracującą ze sobą, bo nie da się nie rozmawiać z sąsiadem odległym o miedzę.

  20. Radnych warszawskich ma być 18-tu, radnych podwarszawskich – 32-dwóch. Jak widać siła głosów podwarszawskich jest przytłaczająca w porównaniu do głosów Warszawiaków. Prezydent Warszawy (obecnej) będzie zarazem prezydentem-starostą powiatu-metropolii i będzie wybierany w wyborach powszechnych głosami wszystkich mieszkańców metropolii, czyli obecnej Warszawy i 32 gmin podwarszawskich.

    Mój komentarz
    Anumlik, radnych warszawskich miałoby być 18, radnych podwarszawskich – 32. Do tego, aby ocenić PiSowski przekręt, jago przebiegłość, należałoby podać, ilu mieszkańców „starych gmin” miałoby reprezentować18 radnych oraz ilu podwarszawskich mieszkańców miałoby reprezentować 32 radnych z nowych gmin.

    Pachnie mi to skrajną manipulacją. PiS idzie na bezczela.
    Korzystając z tego, że formalnie Warszawa jest podzielona na gminy, więc aby rozszerzyć jej obszar, nie można postąpić inaczej jak poprzez przyłączenie gmin, bo innych jednostek terytorialnych nie m. Powiaty nie wchodzą w grę, bo to by była jeszcze większa przewalanka prawna i ludnościowo reprezentacyjna.

    PiS robi cepem. Walnie raz i jest szpas, jest dobra zmiana. Trzeźwa, czy pijana, kradnąca, czy uczciwa, w PiSie zawsze dobrą się nazywa.
    Pzdr, TJ

  21. Konstancjo –
    tylko zapomniałam dodać ( rzeczy oczywiste umykają uwadze), że nasze dzielnice nie maja żadnych władz lokalnych, jest jedna rada miejska dla całego obszaru administracyjnego Brisbane, nawet radni są wybierani nie z dzielnicy, ale z okręgu ( granice okręgów mogą się zmieniać w zależności od populacji). Na przykład jeżeli mieszkasz na Gold Coast, to nie znajdziesz takiego miasta na mapie – to obszar administracyjny łaczący niezliczoną ilość małych miasteczek.

  22. Ewa-Joanna
    5 lutego o godz. 22:52

    Aczkolwiek polemizowałabym, on opozycją? Wobec własnego, ręcznie sterowanego rządu? Poseł który wyznaczył premiera elementem kontrolnym premiera jako opozycja? Rozumiem co masz na myśli ale to dalej dla mnie kuriozum :/
    On w ogóle chce być wszystkim, nawet prymasem.

  23. NeferNefer
    5 lutego o godz. 23:24
    Bo on nic innego nie umie tylko być przeciw.

  24. Ewa-Joanna
    5 lutego o godz. 23:14
    akurat Brisbane jest mi z tej strony znane; jakiś czas temu mieszkał kilkanaście lat mój bardzo dobry znajomy, i opisał mi system australijskich samorządów na podstawie właśnie swojego miasta. Pytałam o to, bo dość dziwnie, jak na polskie czy nawet europejskie (znane mi ) warunki adresowało się listy.
    Przyznam, ze system samorządu , który opisujesz, jest dla mnie bardziej przejrzysty niz warszawski. Ale może to tylko takie wrażenie.

  25. Konstancjo,
    taki system wynika z tradycji. Tu nie zmienia się nazw zależnie od pogody. Jeżeli farmer nazwał swoja farmę Zielone Wzgórze, to słuzyło to jako adres. ten co nie nazwał – użyczył nazwiska – „droga Kowalskiego”, co się potem przekształciło w nazwę dzielnicy. Jeżeli nazwa była aborygeńska i przyjęła się na oznaczenie jakiegoś miejsca – została i teraz jest nazwą dzielnicy lub miejscowości – Bli Bli, Beerburrum, Muli Muli i mnóstwo innych.

  26. Ewo
    przypuszczam, że u Was z byle powodu nie zmienia sie nazw ulic pod hasłem dekomunizacji czy innej dez….aktywacji.
    W Paryżu nikomu nie przeszkadza ulica Stalingradzka (moze dlatego, ze żaden z Francuzów nie brał udziału w tej bitwie); o ile rozumiem powody zmian nazw ulic Armii Czerwonej czy Dzierżyńskiego tudzież Świerczewskiego to nie pojmuję dzielenia ulic na mniejsze kawałki, żeby uhonorować istnienie takich postaci jak JP II czy propagowane ostatnio nazywanie ulic nazwiskiem i imieniem (i koniecznie z pomnikiem na początku i końcu takiej ulicy) najlepszego prezydęta tysiąclecia.
    A każde miasto ma radnego z PISu, który co rusz usiłuje przeforsować takie zmiany.
    Na razie bezskutecznie tam, gdzie PIS nie ma poparcia w radzie miasta.

  27. Konstancjo,
    w ogóle się nie zmienia, bo to kosztuje. A poza tym po co zmieniać jak się wszyscy przyzwyczaili? I tak na przykład istnieje sobie Goebbels Road, jednym się kojarzy, innym nie, ale jest i już.
    A koszty to jest to co jest ważne, bo z marnotrawienia publicznych pieniędzy można zrobić zarzut i oblecieć w wyborach. Jak zmienialiśmy prawa jazdy z kartoników na karty czipowe, to nie na hurra, tylko stopniowo przy normalnej wymianie ( nasze są tylko na 5 lat), nawet jak się przeprowadzisz, to nie wymieniasz prawa jazdy żeby zmienić adres – naklejasz pasek z adresem na aktualnym prawie jazdy. Wszystko w ramach oszczędności.

  28. właśnie obejrzałam sobie Fpo F w wiadomej telewizji. Pan Sasin mówił jak nakręcona katarynka,a redaktor Marciniak miał wiele trudności w zadaniu pytania chocby o to, dlaczego tego pomysłu nie podpisali posłowie z Warszawy.
    Oczywiście , Sasin podał nakręconą odpowiedź.
    Coż dodać: słowami Bogdana Smolenia :
    – i dwa miliony, siedemset pięćdziesiąt cztery tysiące dwieście piętnaście złotych i sześcdziesiąt osiem groszy na godzinę to kosztuje.
    -ale co?
    -takie pieprzenie w telewizji

  29. A tak a propos – na ile czasu ważna jest w Polsce rejestracja samochodu?

  30. Też obejrzałam kawałek. Ten facet jest „naciśnij guzik” i woda poleci.

  31. Generalnie zgadzam się historyczno-ekonomicznym wywodem Anumlika z jednym wyjątkiem: otóż tunel wzdłuż Wisły był świetnym pomysłem. Mało tego: powinien zaczynać się gdzieś na wysokości Żoliborza i kończyć za Powiślem. To był koncept wizjonerski, jak zwykle u Polaków nie doprowadzony do końca /vide M. Mochnacki/. Baron Haussmann to raczej nie Sasin, albo odwrotnie.

  32. Anumliku, a Radom ? Jest niedaleko,raptem 100 km, po drodze możnaby jeszcze Warkę i Grójec ?
    Może jednak Niemcy i Rosjanie skuszą się i znów sie nami podzielą,bo na Austriaków to już nie ma co liczyć, Niemcy sprawnie pokierują nami; już nie tylko Poznaniacy, Ślązacy, ale równiez górale świętokrzyscy nabiorą europejskiej ogłady. A Wolacy ? Mozna parafrazując prezesa, powiedziec Putinowi: A bierz sobie ich. Oni sa twoi.
    Ale co by wtedy stało się z Warszawą, która jest osaczona przez mazowieckich Wolaków.
    Może status niegdysiejszego Berlina Zachodniego: Trump mostem powietrznym przerzucałby do Warszawy zywność i wszelkie luksusy swiata zachodniego. Nagle obudzone Wolaki, ryzykując własnym zyciem, skakałyby przez otaczający Warszawę mur, żeby dostać sie do Warszawy tzn. Polski.Jakby Putin chciał powtorzyć w Warszawie przy pomocy zielonych ludzików wariant krymski, to Trump przyleciałby do Warszawy i na Okęciu powiedział Putinowi: Ich bin ein Warszawiak..no itd,itd
    Frankojęzczna, czyli walońska Bruksela jest otoczona przez żywioł flamandzki (Neferko, mam nadzieję, że niczego nie poplątałem) a przecież funkcjonuje zupełnie nieźle. I nie słyszałem, żeby ktoś tam chciał wszystkie wioski przyłaczyć do Brukseli.

  33. Przepraszam, że nie na temat, ale zajrzałem na blog Makowskiego i tam najpierw nasz milośnik jagód dał sążnisty wywód na temat tylko mu znany, a potem niejaki aaron zaczął tego miłośnika cytować. Ten spryciarz już wciągnął w tę dyskusje innych blogowiczów. Dobrze, że tutaj funkcjonuje skuteczny kordon sanitarny, bo inaczej mielibyśmy blog zapchany, jak nie miłośnikiem to faliczem albo nnym levarem

  34. @konstancja, 5 lutego o godz. 2:08
    Pisząc – przedstawianie takiego pomysłu (…) w formie wrzutki poselskiej urąga przyzwoitości – poruszyłaś fundamentalny dla naszego ustawodawstwa problem. „Wrzutki poselskie” zmieniają często cały sens ustawy, a „wrzucane” są na pięć minut przed głosowaniem. Przykładem takiej „wrzutki” był zgłoszony – już po wszystkich uzgodnieniach – przygotowany do uchwalenie projekt drugiej ustawy warszawskiej, głosowany 25 marca 1994 roku, kiedy to Warszawa została „związkiem komunalnym” (nie miastem!) składającym się z jedenastu samodzielnych gmin. Związki komunalne, zgodnie z ustawą o samorządzie terytorialnym, tworzyły gminy, a do rady związku delegowały po jednym (czasem po kilku) przedstawicielu z tworzącej związek gminy. Delegat reprezentował gminę i dbał o jej interesy. Tak też zapisano w projekcie ustawy warszawskiej. Radę Warszawy miała tworzyć reprezentacja jedenastu gmin, delegowanych przez rady tych gmin według klucza ludnościowego. Tuż przed głosowaniem, poseł z SLD (nieważne, że z SLD, choć SLD z UW tworzyły wcześniej koalicję, a zanosiło się, że w kolejnej kadencji będą ją tworzyć ponownie) zgłosił poprawkę mówiącą, że Rada Warszawy będzie wybierana przez mieszkańców stolicy. Tak też się stało. I wybrana w wyborach bezpośrednich Rady Warszawy – która nie miała przez osiem lat żadnych kompetencji, bo nie utworzono związków komunalnych, które miała nadzorować i rozliczać – wtrącała się do wszystkiego. Budżetu Warszawy nie mogła uchwalić, bo budżety uchwalały gminy warszawskie, prezydenta nie mogła kontrolować, bo on – jako burmistrz gminy Śródmieście – podlegał ocenie rady gminy Śródmieście i był przez tę radę wybrany, słowem – nie mogła nic. Ale była – o, ho, ho – jak ważna. A ile przy tym napsuła, wiem tylko ja i kilku innych starych Warszawiaków.

  35. anumlik Podkowa Leśna wg „planu: Sasina w ogóle nie jest włączona do tej mega aglomeracji i pozostaje w planie jak ta dziura w serze. Świadczy to o zrobieniu tego planu na kolanie , albo o skrajnej manipulacji politycznej by zwiększyć szanse Pis na wygrana w Warszawie.
    Ujazdowski zdeklarowany prawicowiec do niedawna w PiS , a obecnie jak coraz bardziej dystansujący się od Kaczyńskiego pisze
    http://www.tvn24.pl/kazimierz-ujazdowski-w-jeden-na-jeden,713034,s.html
    Ten pomysł polityczny musi [przynieść niekorzystny owoc dla PiS , bowiem nawet ślepy by zauważył że nie ma on nic wspólnego z dobrem Polski i Polaków

  36. Kaczyński wyznaje zasadę Lenina, że w miarę rewolucji nasila się walka klasowa. Nic dziwnego, wychował się w rodzinie działacza PZPR.

  37. @maciek.g
    Sasin tłumaczył nieumieszczenie Podkowy Leśnej w warszawskim mega powiecie metropolitalnym tym, że gdy spisywał z mapy (!?) gminy nie zauważył Podkowy Leśnej, bo… na Podkowie stał kubek z kawą, ale on już Podkowę włączył do projektu. Wiedziałem, że Sasin to bęcwał, ale że aż taki???

  38. Już są pierwsze informacje jak będą wyglądały spotkania w sprawie aglomeracji w których PiS chce przekonać ludzi z okolic do poparcia ich panu
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,21337701,jacek-sasin-wygwizdany-na-spotkaniu-z-mieszkancami-ja-walcze.html#MTstream

  39. @anumlik
    6 lutego o godz. 10:11

    He, gość się przynajmniej zreflektował i włączył, a co powiedzieć o niespodziewanych zakrętach na prostej jak strzelił drodze, bo ważnemu „projektantowi” wystawał palec poza linijkę?

    Albo ten słynny budynek moskiewski:

    http://ocdn.eu/images/pulscms/NjA7MDMsMmU0LDAsMSwx/f383e48dcc735c4b1fa17076d6d5b5a8.jpg

    Według legendy architekt Szczuko dał Stalinowi dwie różne wersje projektu w nadziei, że generalissimus wybierze i zatwierdzi lepszą. Tymczasem Stalin podpisał obie.
    W latach 30. niewielu miało odwagę zwrócić uwagę przywódcy, że się pomylił. Szczuko też nie miał, ale wybrnął z dylematu łącząc obie wersje 😉

  40. W Bułgarii wyszło na ulice pół miliona ludzi. Dlaczego w Polsce Kaczyński robi co chce, demoluje po kolei Trybunał, szkolnictwo, samorządy, Warszawę,a tylko nieznaczna część społeczeństwa anemicznie manifestuje ? Patrzy na poczynania Kaczyńskiego z szeroko otwartymi ze zdumienia ustami ?
    Chyba takie są przyczyny. Jak na razie w Polsce jest mięso i piwo, więc jak długo będzie surowiec do grillowania, to lud nie widzi powodu, aby się awanturować. Młodzi, najbardziej przedsiębiorczy wyjechali za granicę, zostali przeważnie sfrustrowani nieudacznicy, ktorzy uwierzyli Kaczorowi, że w zrujnowanej Polsce działa sie krzywda i uwierzyli, że dopiero teraz zaczęło się lepiej, bo kaka wraz z pisem ich pobłogosławił,podniósł do rangi patriotów, a Macierewicz ubrał tych dotychczas pętających się po osiedlach i stadionach blokersów i kiboli w mundury. Odzyskali godność i mają kiełbasę.
    Zresztą to nic nowego. Wszystkie w PRLu robotnicze wystąpienia przeciwko władzom nastepowały po kolejnych podwyżkach cen żywności. Tylko raz studentom odbiło i wystąpili w obronie „Dziadów”.
    Zdaje się więc, że w Bułgarii zaczyna brakować kiełbasy, kiedy zacznie brakować jej u nas, dopiero wtedy tłum ruszy by palić komitety pisu, a ubrani w mundury zomowcy Macierewicza będą strzelać.

  41. @maciek.g
    Brawo Ożarów Mazowiecki. Jak widzę nie doszło do „tajnego” spotkania z wybranymi mieszkańcami u Pallotynów. Ta sama relacja z Ożarowa, z polosatnews:
    http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-02-05/sasin-wygwizdany-w-ozarowie-mazowieckim-niech-pan-sie-z-tego-wycofa/

  42. Lewy
    6 lutego o godz. 7:10

    A tak, tak. Ale spróbuj coś po NL załatwić w banku albo urzędzie, panienki mówią tylko po francusku bądź dukają. FR do NL ma się tu jak 80% do 20%, to tak jakbyście musieli mówić w Warszawie w innym języku niż połowa kraju. Francuskojęzyczna wyspa w oceanie niderlandzkiego.

    Padnięta jestem po tych rozjazdach, nic mądrego dzisiaj nie wymyślę, mogą mi tylko głupoty wychodzić.

  43. Anumlik, przeczytałem, co następuje w onecie:
    „Według złożonego w Sejmie przez PiS projektu ustawy o ustroju miasta stołecznego Warszawy stolica stałaby się metropolitalną jednostką samorządu terytorialnego, która objęłaby ponad 30 gmin. Jedną z nich byłaby gmina miejska Warszawa (obecne miasto stołeczne Warszawa), składająca się z 18 dzielnic.”

    Rozumiem, że Warszawa miałaby być według nowej ustawy jednostką metropolitalną (co to jest, wg których przepisów to jest?) składającą się z 18 dzielnic, a zatem miałaby 18 radnych – po jednym, z dzielnicy. Pomijam dziwactwo polegające na tym, że radni dawnej Warszawy byliby „dzielnicowi”, a radni z nowych terenów „gminni”. Czy to byłoby konstytucyjne?

    Ustawa zakłada, że nowa Warszawa składałyby się z ponad 30 gmin (załóżmy, że 33), w tym jedna gmina, to stara Warszawa, a pozostałe 32 gminy, to przyłączone przysiółki. Te przysiółki miałyby każdy po 1 radnym (okręgi jednomandatowe).

    Wypada mi, że gmina Warszawa nie będzie jednomandatowa, będzie miał 18 radnych, a dużo mniejsze przysiółki 32 radnych. To po pierwsze.
    Po drugie, wychodzi z tego dziwna hybryda – przysiółki, jeśli chodzi o reprezentację miałyby radnych, z których każdy reprezentowałby dwa i pół, czy trzy razy mniej obywateli. Warszawa z jednej gminy będzie miała 18 radnych, a pozostałe gminy skromniutko – po jednym radnym.

    Jednostką prawnie wypróbowaną w rządzeniu jest gmina. Niewspółmierność ludnościowa gminy (formalnej) Warszawa z gminami ościennymi jest rażąca i niewspółmierność ta zupełnie nie przeszkadza PiSowskim ustawodawcom przeliczać gminy na sztuki i łączyć je w jeden organizm, w którym sztuki malutkie i odrębne miałyby formalnie w kwestiach sztuki największej (starej Warszawy) głos kilkakrotnie większy.

    Ponieważ PiS jest partią wodzowską, a jego członkowie podlegają poleceniom Prezesa (lub jego pełnomocników) bez nikakich, więc gdyby PiS wygrał wybory w gminach ościennych, to jego radni w radzie nowej dużej Warszawy byliby na usługach partyjnych interesów, stale pod poleceniami Prezesa, czy jakiegoś Misiewicza. Tym samym marzenie Wodza by się spełniło – miałby Warszawę pod sobą, jak nie bezpośrednio, to na zaciśnięcie pięści składającej się z okolicznych radnych. Żaden prezydent by mu mnie podskoczył.
    Pzdr, TJ

  44. anumlik
    6 lutego o godz. 10:11
    @maciek.g
    Sasin tłumaczył nieumieszczenie Podkowy Leśnej w warszawskim mega powiecie metropolitalnym tym, że gdy spisywał z mapy (!?) gminy nie zauważył Podkowy Leśnej, bo… na Podkowie stał kubek z kawą, ale on już Podkowę włączył do projektu. Wiedziałem, że Sasin to bęcwał, ale że aż taki???

    Mój komentarz
    Prezes wyznacza do zdań specjalnych ludzi sterownych. Ta metoda ma poważny mankament. Kandydat na człowieka sterownego musi mieć minimalny poziom IQ, by skutecznie realizować zamierzenia Prezesa.
    Sasin tego warunku nie spełnia. Nie on jeden w PiSie. Partia wodzowska ma swoje zalety, ale wady wychodzą na światło dzienne bardzo szybko, vide kampania warszawska metropolitalna Sasina.

    Prezes nie jest w stanie wszystkiego dopatrzyć, kontrolować, wszystkim podpowiadać, co mają robić. Stara się, lecz to nie ma prawa a się udać.
    Jeśli ludzie mają być sterowni, to nie muszą być inteligentni. Jeśli ludzie są inteligentni, to trudniej poddają się sterowaniu.
    Pzdr,. TJ

  45. Anumlik przedstawił rzecz klarownie i obrazowo. Gdyby ten chory produkt prawny pisoidów wszedł w życie, mielibyśmy Warszawę rozwaloną. Jest wzór najwyższy i święty:Warszawa rozwalona za pomocą Powstania ’44. Pisoidy ciągle mają mało, tamto powstanie jakby minęło, więc ma nie minąć, a dziać się na okrągło.
    Pisoidy walczą z korupcją. Tak gadają. Projekt tej ustawy ta śmierdzi korupcją jak soczysta gnojówka u Anatola M. za oknem. Korupcja na każdym poziomie: mentalna, zawarta w ustawie i w skutkach jej stosowania. Pisoidy już się chcą ustawić w roli arbitrów tej młócki warszawskiej by zbierać duże fanty i rozdawać dawcom fantów nagrody.

    Warszawa może się rozwijać jako średniej wielkości stolica europejska na trzy zasadnicze sposoby:
    a. jako miast mętne i złodziejsie, na wzór miast typu Neapol, Kinshasa, Dhaka, Manila itp., albo
    b. na wzór miast typu Hamburg, Amsterdam, Barcelona
    c. Sztokholm, Helsiki, Kopenhaga
    Przy czym wzór typu c. jest już najmniej prawdopodobny, bo miasto wykonało mnósstwo ruchów wzorowi przeczących.
    W skrocie: albo rozwój przez korupcję i pralnię brudnej forsy, alo rozwój przez wysoką wiarygodność, pewność inwestycyjną, klimat do współpracy, ciągłe i wyprzedzające inwestorów komercyjnych kompleksowe inwestowanie w miaso, przewidywalność, spójność, otwartość działania.
    Z wyboru przez Warszawę modelu rozwoju będą płynąć skutki na wiele innych miast.

    Na koniec mała uwaga: strategia rozwoju gminy nie jest prawem miejscowym. Prawo miejscowe postaje na podstawie strategii i w związku z nią. Jednym z obszarów prawa miejscowego związanych ze strategią rozwoju gminy są plany miejscowe.
    Sama strategia jest na to zbyt ogólna by miała być prawem.

  46. @tejot
    Cóż Ci mogę odpowiedzieć? Ten projekt to stek absurdów. Najgorsze, że może zostać uchwalony i podpisany przez prezydenta, a Trybunał Konstytucyjny nawet jeśli się nim zajmie, to będzie już po wyborach. Warszawa i okolice potrzebują nowych rozwiązań prawnych. Może to być sensowna – to znaczy uchwalona zgodnie ze standardami, nie łamiąca prawa i respektująca Europejską Kartę Samorządu Terytorialnego – ustawa o metropolii warszawskiej, choć po hecy z projektem Sasinowym czarno to widzę. Może też zostać uchwalona ustawa o strefach usług publicznych, która regulowałaby – kto, za co, w jakim zakresie i za ile odpowiada w przypadku, gdy „usługi” (obojętne – transportowe, drogowe, oświatowe czy ze zdrowiem związane) wychodzą z tzw. metropolii i są realizowane przez całą aglomerację. Ale takiej ustawy także nie ma.

  47. anumlik
    6 lutego o godz. 9:32
    tak naprawdę nie wiem, co może być projektem poselskim. Biorąc pod uwagę, że w Sejmie głosuje się ustawy dotyczące wszystkich Polaków na obszarze naszego kraju, ale także i poza nim uważam, że takie działanie, zmieniające ustrój miasta,administracji rządowej czy czegóś podobnego nie mogą być wnoszone wrzutka poselską, bo skutki działania, którego przy projektach poselskich nie wymaga się, są zbyt znaczące dla dużej części społeczeństwa, żeby je można było rozpatrywać bez konsultacji, bez zapytania tej społeczności o opinię, bez tego wszystkiego, czego wymaga sie przy wniosku rządowym
    I dlatego uznałam, ze taka wrzuta Sasina urąga przyzwoitości. Choć wiem oczywiście, dlaczego w tej formie do Sejmu trafiła. Ale o tym juz rozmawialiśmy i wciąż rozmawiamy.

  48. @Tanka
    Fakt – strategia rozwoju gminy nie jest prawem miejscowym, a podkładką do tworzenia miejscowego prawa. Ze sformułowania – jako obowiązujące prawo – powinno zniknąć słowo „prawo”. Dzięki. Kilka strategii rozwoju gmin i powiatów napisałem (albo współnapisałem) a nie zwróciłem na to uwagi.

  49. Konstancja
    Uwaga, uwaga! Na celowniku PIS jest też Poznań.
    Wiceminister spraw wewnętrznych, Michał Wójcik ujawnił, ze według „jego wiedzy” powstał już projekt poselski ws ustawy metropolitalnej dla Poznania.

  50. Lewy
    Chodziło Ci chyba o masowe protesty w Rumunii. W Bułgarii jest raczej spokojnie. Póki co.

  51. anumlik
    6 lutego o godz. 11:47

    Tak działa nadwiślańskość: różne rzeczy uchodzą za prawo, nieraz całkiem długo, dopóki ten czy ów nie złapie się za głowę, albo za sąd. Dopóki sąd sądem, bo co z nimi będzie, się okaże, a czego się pisoidalność po sądach spodziewa, nie musi się okazywać – to już wiemy.

  52. Ciekawe czy uda im się ten skok na Warszawę. Trzeba być durniem, aby to popierać i nie widzieć podłoża politycznego.

  53. Młodzi, najbardziej przedsiębiorczy wyjechali za granicę, zostali przeważnie sfrustrowani nieudacznicy.

    @Lewy, z reguły powyjeżdżali ci, którzy roboty nie mieli. Zostali- nie licząc sfrustrowanych- ci z umowami o pracę. 😉

  54. Wetnę się w te Warszawę i dam linka do pedofilii w kk australijskim.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,21337796,przerazajacy-raport-australijskiej-komisji-4444-ofiary-molestowania.html#MT2
    I jedno zdanie : Stolica Apostolska w lipcu 2014 r. odmówiła przekazania dokumentów dotyczących oskarżonych księży.
    To tak na marginesie, gdyby ktoś wierzył w dobre intencje tych drani.

  55. Warszawa dostaje 80% (!!!) centralnych pieniędzy na kulturę, więc już tak nie narzekajcie, bo jeszcze się wzruszę…

  56. @Żorż Ponimirski
    Nie bierz tego do siebie. Oczywiście, a nawet są tacy, np.mój syn, co wrócili do Polski, mimo, że mieli oferty pracy gdzie indziej.
    @mag
    Oczywiście pomyliłem się. Że też pewien uważający jeszcze tego nie zauważył

  57. mag
    6 lutego o godz. 11:51
    u nas ustawa metropolitalna jest w toku; miasto dogaduje się z gminami w zakresie transportu, śmieci, wody oczyszczalni ścieków, transportu. Nie słyszałam wypowiedzi, ale u nas jest łatwiej, bo w powiecie poznańskim nie ma wójtów czy burmistrzów z PIS; choć głowy za to nie dam, ale nie słyszałam, żeby w okolicy PIS miał wzięcie.
    Wójcik może to mówił w innym kontekście; przecież zmiana w strukturach społecznych czy administracyjnych to nie jest uchwalenie ustawy i dostosowanie gmin do zapisów tej ustawy. Jest to działanie oddolne, miasto Poznań proponuje okolicznym gminom zawiązanie takiej grupy- może sie nazywać aglomeracyjna, metropolitalna (byle nie archidiecezjalna), a gminy godzą sie lub nie; są negocjacje i ten proces trwa już od 2015 roku, od rządów Jaśkowiaka, ale i wcześniej Grobelny sie przymierzał, tyle, ze bardziej argumentem siły niż odwrotnie.
    Gminy zdaje sie pokazały Grobelnemu wówczas gest Kozakiewicza.

  58. Słuchałem przypadkowo wypowiedź Sasina w TV. On mówił zupełnie co innego, niż o co pytali dziennikarze.
    Jeśli się nie przesłyszałem, to twierdził on, że żadnego odebrania samodzielności gminom podwarszawskim nie będzie, nie będzie żadnego łączeni tych gmin z Warszawa. To jakieś kłamstwa POwskie. Będzie jedynie współpraca w ramach metropolii. A co ustawa zakłada dla tej metropolii, jakie mechanizmy rządzenia, decyzyjne, finansowe, itd, już w to nie wnikał.

    Jak zwykle PiSowcy odwracają kota ogonem, mówią byle co i osoba niezainteresowana nic z tego nie chwyci do głowy, poprzestanie na domyśle – a, żrą się ci Politycy, a szczególnie ta Waltzowa, narobiła korupcji i teraz okłamuje Warszawę, że PiS chce przyłączyć jakieś gminy do miasta.
    Pzdr, TJ

  59. Nie bierz tego do siebie.

    @Lewy
    Nie wziąłem. Z tym wyjeżdżaniem w ucieczce przed PiSem, to jest raczej legenda miejska. Nie znam nikogo, kto by o tym pomyślał, jak PiS wygrał. Ludzie wyjeżdżali i wyjeżdżają z tego samego powodu co do tej pory. Za pracą, bo tu jej nie mieli, albo zarabiali na granicy ubóstwa, chcieli poprawić swój byt, ale nie znam nikogo, kto by wyjechał ze względów politycznych.

  60. Ewa-Joanna
    6 lutego o godz. 12:37

    Te 15% kleru katolickiego w Australii , podejrzane o pedofilię, to daleko nie wszyscy. To ci, których mordy zostały zidentyfikowane lub nie są z mordy znani, ale wiadomo, że są, że dopuszczali się pedofilii.
    Są jeszcze tacy, o których nie wiadomo, nic o nich nie dostało się do wiadomości komisji, albo szerszego kręgu społecznego. Tacy nocni drapieżcy działający w cieniu.

    Papież Franciszek przyznał,że w Kościele kat 2% członków to pedofile. To – oczywiście – liczba skrajnie zaniżona. Tylko do złapanych i nadzianych na szpilkę przez sam Kościół kat. Liczba rzeczywista jest zawsze, w tego rodzaju najsilniej stabuizowanych zbrodniach, wielokrotnie większa. 8-10, lub więcej razy większa. Podana przez komisję w Austalii wielkość 15% daje o tym pojęcie i wskazuje na trafność tej ciemnej liczby, ale, jak zaznaczyłem, też nie obejmuje calości. Przy mnożniku 10x wobec tego co oficjalnie przyznał Franciszek mamy 20 %. Czyli co piąty członek kleru katolickiego to pedofil.
    Nazywając rzecz należycie- to armia zbrodniarzy. Świętych i uświęconych, oczywiście.

  61. @Żorż Ponimirski
    Nie przed pisem. Wyjeżdżali wcześniej bo nie znajdowali miejsca w kraju. Mówię o prostych, często niewykształconych chłopakach i dziewczynach(albo wykształconych w takich egzotycznych kierunkach jak politologia czy europeistyka), ale nie bojących się ryzyka. Nie znaczy to wcale, że wszyscy co zostali, to nieudaczniki.Ale jak się widzi tych onerowców, tych kiboli, tych „patriotów” white power, to są właśnie ci nieudacznicy.
    Aha, jeszcze są spryciarze, którzy wyjeżdzają jako księża. Ale tym łatwiej, bo firma pomaga. Ciekawostka, że we Francji jest już więcej polskich i afrykańskich księzy niż rodowitych Francuzów. To chyba nasz najbardziej chodliwy towar eksportowy, który zdeklasował żubrówkę i wyborową

  62. @Lewy,
    Te patryjoty, o których piszesz, to ich też dużo wyjechało, media co jakiś czas piszą/mówią o awanturach z ich udziałem. Siedzą na wyspach, zmywają, budują, piją, biją i płodzą.

  63. Rada Warszawy na dzisiejszej sesji nadzwyczajnej przegłosowała uchwałę o dacie referendum w sprawie ustawy metropolitalnej. Odbędzie się ono w niedzielę, 26 marca 2017 roku. Pytanie jest jedno: Czy jest Pan/Pani za zmianą granic Miasta Stołecznego Warszawy poprzez dołączenie kilkudziesięciu sąsiednich gmin?. Pod pytaniem umieszczone będą dwa warianty odpowiedzi: TAK/ NIE. Za referendum oddano 34 głosy, przeciwnych było 19 osób, w tym wszyscy PiS-owcy.

  64. Jest już apel w sprawie konsultacji TUTAJ

  65. Lewy
    6 lutego o godz. 7:10
    Bruksela, przynajmniej na ulicy, jest dwujęzyczna.
    Nazwy ulic są pisane po francusku i we flamandzkim.
    @NeferNefer
    panienki mówią tylko po francusku
    Może dlatego,że Francuzi są nadal przekonani o elegancji swojego języka ;–)

  66. W sprawie warszawskiej, albo jakiejś podobnej – Rydzyk Tadeusz zmajstrował bardzo ładny film pt. fabularny o tytule „Zerwany kłos”. Są tam wartości, a nasza młodzież biedna bardzo potrzebuje wartości, bo co ona ogląda? – jakieś serialne takie, że wstyd i agresja, a ten film to budzi wartości i duchowość. I Polskę budzi.
    Jest tam ładne oświadczenie: „warto wierzyć”, zamieszczone w bardzo melodyjnej piosence.
    Ogólnie, mimo zimy, jest bardzo miło.

  67. Ustawa metropolitalna została uchwalona w końcu 2015 roku , jeszcze przez PO, tylko nie zostały dołączone odpowiednie rozporządzenia wprowadzające..Przy okazji debaty nad tym nowym projektem pisowskiej nigdzie nie mogę się dowiedzieć, czy ta uchwalona ale nie działająca jest niedobra i czy potrzebna jest jakaś nowa niekoniecznie ta przedstawiona przez pana S. Mieszkam pod Warszawą ale już poza tą przyszłą ( ewentualnie) metropolią i każdy startujący do wyborów wójt czy burmistrz obiecuje nowe połączenie kolejowe z Warszawą lub autobus po wydzielonym torze.Ostatnia kolej dojazdowa została oddana do użytku jeszcze przed wojną. Może ta metropolia w jakimś tam kształcie jednak jest potrzebna.

  68. anumlik
    6 lutego o godz. 16:07
    Rada Warszawy na dzisiejszej sesji nadzwyczajnej przegłosowała uchwałę o dacie referendum w sprawie ustawy metropolitalnej. Odbędzie się ono w niedzielę, 26 marca 2017 roku. Pytanie jest jedno: Czy jest Pan/Pani za zmianą granic Miasta Stołecznego Warszawy poprzez dołączenie kilkudziesięciu sąsiednich gmin?.

    Mój komentarz
    Czy projekt ustawy PiSowskiej przewiduje utworzenie metropolii jako dobrowolnego związku miast i gmin, czy powiększenie Warszawy na zasadzie obowiązkowego włączenia do Warszawy 32 gmin z sąsiedztwa? Z pytania referendalnego wynika, ze chodzi o powikszenie Warszawy obowiązkowe, na zasadzie ustawy.
    Co z tego wynika, że ustawa metropolitalna jest od 2015 roku? Czy ta ustawa dopuszcza, czy obliguje włączenie do Warszawy sąsiednich gmin?

    Jak dotychczas w dyskusji o projekcie PiSowkim najwięcej jest mowy o wyborze radnych (radnych o jakich właściwościach decyzyjnych, według jakiego prawa, na podstawie jakich przepisów) i dołączeniu tych radnych do radnych warszawskich w jednym ciele. Jaki charakter będzie miało to ciało? Będzie to Rada Warszawy, czy rada metropolii? Jakie będzie miała kompetencje? Będzie wybierać prezydenta Warszawy na przykład? Będzie uchwalać budżet? Dla kogo?
    Galimatias na trzy gwizdki.
    Pzdr, TJ

  69. Tanaka
    6 lutego, g.17:25
    Jest tu zebrane niemal wszystko (w sensie symboliki), czym stoi tradycja Prawdziwej Polski w obrazie „Zerwany kłos”.
    Zabrakło mi bociana i wierzby, ale pewnie gdzieś się w filmie pojawiają.
    http://bi.gazeta.pl/im/79/59/14/z21336185V.jpg

  70. Napisałem w petycji coś takiego:

    „Chuligański PiS w ogólnikowych deklaracjach podpiera się suwerenem i z jego domniemanej woli wywodzi swoje chuligańskie delegacje, a w konkretnych swoich planach i rozstrzygnięciach ma wolę suwerena w dupie. Protestuję przeciwko tej antydemokratycznej obłudzie i bolszewickim praktykom”.

    Wszystko wzięło w łeb, bo ludzie dali się sparaliżować smarkom razem z ich zafajdanymi logowaniami, hasłami i zabawą w smarkate podchody, w jakie się bawiłem w latach 50-tych. Poza tym wciągają mnie w jakiś zafajdany fejsbuk, który mnie tyle obchodzi, co pryszcz na dupie ciasnej Jadźki. Błędne hasło i błędne hasło. To całujta wójta i odkrochmalta się. Nigdy więcej nie podpiszę żadnych petycji. Nawet do szlachetnych zamiarów wpierdziela się pierdzistołkowatość. Nie wystarczy imię, nazwisko i ukryta, niezmienna przez wieczność data urodzenia, zamiast waszych zasmarkanych palcem na wodzie pisanych haseł.

  71. @pombocek
    6 lutego o godz. 19:52

    Nie nerwujsia, tylko skasuj haczyk przy „Opublikuj tę kampanię na Facebooku”. Wystarczy wpisać swój adres mailowy i nakliknąć „Podpisz”. Jeżeli podpisujesz na tym portalu po raz pierwszy, to trzeba się tam zarejestrować, ale Facebook nie jest obowiązkowy.

  72. Tobermory
    6 lutego o godz. 20:11

    Dziękuję, Tobermorku, to nie pierwsze moje doświadczenie. Temat jest zamknięty do mojej szczęśliwej śmierci.

  73. mag
    6 lutego o godz. 19:51

    Tak jest; a wszystko to mity, zwidy i bujdy.

  74. mag
    6 lutego o godz. 19:51

    Aha, bo widzę dowód na fałszywość Prawdziwej Polski: ta krowa to holenderka. Żadna tam polska krowa gatunkowa spod słomianej strzechy.

  75. @Lewy
    6 lutego o godz. 10:58

    Gdy z okładem dekadę temu w miastach zachodnioeuropejskich demonstrowało po milionie osób przeciwko interwencji dablju na Bliskim Wschodzie, w polskich miastach wychodziło po kilkanaście, kilkadziesiąt osób. Więc jakiś postęp jest.

  76. @@tejot, Stachu39
    Ustawa metropolitalna z roku 2015 została rzeczywiście uchwalona i podpisana przez prezydenta Dudę, ale poprzez brak przepisów wprowadzających nie została zrealizowana. PiS postanowiło w ten sposób „uwalić” PO-wski projekt i zaczęło pracę nad nową ustawą. Podobny los spotkał ustawę metropolitalną dla Warszawy z czerwca 2001 roku. Prezydent Kwaśniewski zawetował uchwaloną ustawę, a sejm prezydenckiego weta nie odrzucił.

    Żadna z ustaw – ani ta z 2001 roku, ani ta z 2015 roku, ani ta Sasinowa nie przewidywał likwidacji jakiejkolwiek gminy. I w żadnej nie było (i nie jest) mowy o obowiązkowym włączeniu gmin podwarszawskich do miasta Warszawy. Różnice pomiędzy wszystkimi trzema projektami dotyczyły obszaru oraz tego czy metropolia ma być mega powiatem, czy quasi województwem. Żaden z projektów nie przewidywał wyłączenia metropolii warszawskiej z województwa mazowieckiego.

    Pytanie referendum uchwalone przez Radę Warszawy dziś jest bardzo niezręczne i… demagogiczne. Sasin nie proponuje zmiany granic Miasta Stołecznego Warszawy poprzez dołączenie kilkudziesięciu sąsiednich gmin.

    Cała sprawa uległa kilka godzin temu gwałtownemu wyciszeniu. Sasin ogłosił bowiem dopiero co, że projekt ustawy ląduje w sejmowej zamrażarce. Oto stosowny link:
    http://www.rmf24.pl/fakty/news-ustawa-metropolitalna-odlozona-na-polke-samorzadowcy-ostrozn,nId,2348558

    Zwycięstwa bym nie odtrąbiał. Nocne procedowania ustaw przez PiS stały się już regułą. Poz tym Warszawa potrzebuje ustawowego ustalenia granic usług publicznych na terenie aglomeracji oraz sposobu zarządzania tymi usługami i finansowania tychże. Jak dotąd mamy wolną amerykankę.

  77. Jak rozumiem ustawa Sasina (w żadnym przypadku nie uważam, ze to Sasin sam z siebie ją wymyślił, w PiSie takie rzeczy nie występują), to jest (była) próba wejścia z marszu według rzekomych drogowskazów istniejącej ustawy metropolitalnej, kręconymi schodami i bocznymi drzwiami do Warszawy i opanowania przez PiS nowo stworzonej sumy samorządów (główna idea ustawy Sasina) na obszarze wielkiej Warszawy.
    Podszywanie się, przedstawianie projektu ustawy jako słusznej i pomocniczej inicjatywy metropolizacji prawnej i organizacyjnej obszaru aglomeracji warszawskiej, to były ino typowe chwyty PiSowskiej propagandy – odwracanie znaczeń, zarzekanie się, że to tylko dla dobra obywateli, dla naprawienia samorządów, dla uzdrowienia sytuacji, jak to ostatnio ujmuje inteligentnym słowem Prezes – musimy walczyć z patologizacją samorządów.
    Pzdr, TJ

  78. @Anumlik
    Dzięki za wyjaśnienie. Dla mnie granica Warszawy zaczyna się w Płochocinie od zachodu , bo jako staruszek do tej stacji tylko wykupuję bilet kolejowy. Dalej już darmo.

  79. A was co tak zamurowało? 🙂

  80. @Ewa-Joanna
    Pewnie zamrażarka. Temat metropolitalny się wyczerpał.

  81. @anumliku, pozwól, że dam głos warszawiaka z dziada-pradziada.

    Dyskusja na blogu o Warszawie to temat trudny, bo „jak dobrze wiesz” (popularny zwrot w nawalankach telewizyjnych), Warszawę ‘zamordowano’ w 1944 roku.

    Kiedy młody byłem i nad morze/jeziora zabierali mnie rodzice na wakacje, musiałem ukrywać w towarzystwie dzieciaków swoja ‘warszawskość’. Kiedy jakiś dociekliwy koleś mnie rozszyfrował, narażony byłem na infamię.

    Zwrot: „ty, warszawiak p…..ny, (…)” zapadł mi głęboko w pamięć.

    Moim zdaniem, akcja tego odrażającego typa, Sasina, jest pomysłem prezesa, tylko Sasin został wybrany na słupa ze względu na jego nieudany start w wyborach warszawskich.

    Zresztą wszystko, co widzimy ostatnio, co jeży nam włosy na głowie, co jest tak surrealistyczne, że koszmarnym snem się wydaje – to opus prezesa.

    Opozycja dała ciała, (na Petru głosowałem a teraz nie mogę na niego patrzeć), pozostaje zatem liczyć na Opatrzność. (he, he…)

    Pozdrowienia

  82. anumlik,

    z odgłosów dochodzących z mediów wnoszę, że larum które wywołałeś swoim „warszawskim” wpisem poskutkowało -:).

    Warto z Tobą trzymać -).

    P.s.

    Odnoszę wrażenie, że strategia PIS – u, zwłaszcza w polityce międzynarodowej, zaczyna pękać.
    Pierwszy wyłom wywoła wkrótce następne, bo ten w polityce zagranicznej jest znaczący i w krytycznym świetle ukazuje totalny brak rozumienia współczesnego świata.

  83. @Rosa91b, 15:00
    Rozwiń, proszę, swoją myśl z P.s.
    Skąd to wrażenie?
    Pozdr

  84. @@Rosa,stasieku
    Też jestem ciekaw Twojego wrażenia. Chociaż ja bez odnoszenia wrażenie, raczej z pełnym przekonaniem, widze, że zawzięty Gnom i jego świta analfabetów, pozbawionych wszelkich moralnych zasad szuj i szaleńców zmierza od poczatku, jak ten pilot Andreas Lubitz, ku katastrofie. To znaczy; Lubitz wiedział do czego dąży, a ta banda głupców i cyników nie ma pojącia. Niestety w samolocie jest cała Polska, a w klasie business Macierewicz gzi się z Misiewiczem.
    Czy uważasz, że PIS ma jakąś strategię, która raptem zaczęła pękać ? Waszczykowski i strategia ? Gnom i strategia w polityce międzynarodowej ?

  85. W sprawie rozdymającej się Warszawy, specjalnie pojechałem do Lęborka. Sprawdzić jak jest. Uchylam asfalt na ulicy magistrackiej, a tam – Warszawa.
    Pisdziała.

  86. Jako ze blog trochę zamarł, więc wrócę do rzeczy, która mnie nieustannie zadziwia. To, że są kanalie, cyniczne łajdaki, sprzedajne szuje, zdolne do każdej podlości, księża pedofile itp to mnie nie zadziwia. Widocznie tak musi być; było, jest i będzie.
    Zadziwia mnie , że są ludzie, którzy sami nie są podli, nie sa zdolni do skrzywdzenia, oszukania. Wręcz sa zdolni do empatii, chętni do pomocy. I ci sami ludzie nie dostrzegają podłości u takich ludzi jak Kaczyński i jego ferajna. Ów brak percepcji, którą Boy nazwał moralnym daltonizmem, dotyka ludzi niezależnie od wykształcenia; z jakichś powodów nie dostrzegają ohydy. Wygląda na to, że natura wyposażyła tylko niektórych ludzi w ten moralny kompas.
    W przypadku księży, o czym pisała Jiba, można zrozumieć, że pranie mózgów od dzieciństwa sprawia, że nawet jeśli ludzie widzą niemoralność katabasów, rozpasanie, to w ich głowy wdrukowana wiara w Jezuska, jakoś to tłumaczy. Ale skąd takie bezgraniczne oddanie w stosunku do Kaczyńskiego ?
    A przecież wystarczy jeden sygnał, żeby stwierdzć co to są za ludzie. A tych sygnałów jest mnóstwo.
    George Orwell,w młodości bardzo lewicujący, brał udział w wojnie domowej w Hiszpanii. Kiedy zobaczył , jak komuniści rozprawiają sie z przeciwnikami,mordując, przestał wierzyć w komunizm. Kierowal sie jedna wskazówka, że żadna idea nie jest warta zycia jednego człowieka.
    Ta jedna wskazówka mu wystarczyła. Dlaczego tym poczciwcom, którzy uwielbiaja Kaczyńskiego, nie wystarczy, chocby to, że ten człowieczek bezkarnie opluwa ludzi. Mnie wystarczyło jedno splunięcie tego Gnoma, żeby go raz, a dobrze ocenić.

  87. Lewy
    7 lutego o godz. 21:24
    a ja wierzę, że oni dostrzegają tę podłość i kłamstwo u Kaczyńskiego, ale są tak wygłodniali władzy, a nade wszytko kasy, kasy i jeszcze raz kasy, że te właściwości i cechy charakteru za przeproszeniem…olewają. Liczy się tu i teraz; nachapać się kasy, władzy, zapewnic byt znajomkom i krewnym, bo gdy przyjdzie do rozliczeń albo rząd PIS stanie sie historią, a im przyjdzie cienko prząść, to ci, którym w czasie prosperity zapewnili byt i niezłe pensje w spólakch SP i na innych synekurach nie pozwolą, nie dadzą im zginąć.
    Pamiętaj, że oni przez ostatnie lata nie mieli „lekko” bo tak naprawdę będąc w Sejmie, jesli nawet cokolwiek kiedyś potrafili, to juz dawno zatracili umiejętnośc stawania do konkursu czy nnaboru na stanowisko w firmie, która może nieźle płaci, ale i wymaga.
    Coż oni sobie wpiszą w CV? i jak określą swoje umiejętności zawodowe?przecież żadnych juz nie mają!
    Popatrz na Ziobro: nigdy nie był prokuratorem; ledwo, ledwo zdał egzaminy na prokuratora czy inną funkcję prawną, a tu Kaczyński mu daje takie mozliwości, jakich przed nim nie miał nikt.
    A jedynym wymaganiem stawianym przed nimi przez Kaczyńskiego jest lojalność ponad wszystko.
    Mam wrażenie, że okłamią własną żonę, dzieci, matkę, byle tylko dorwać sie do kasy.
    Kaczyński nagradza lojalnych, stąd tez R Czarnecki po karuzeli wśród różnych partii, nawet najbardziej obrzydliwych ( do czego posunął się nawet Leszek Miller) czuje wreszcie sie u siebie w PISie. Ale tak samo u siebie czuł się w Samoobronie, którą nazywam obrzydliwą ze względu m.in. na rechot Leppera (jak można zgwałcić prostytutkę, he he he)

  88. a gdy chodzi o księży i biskupów?
    z jednej strony strach przed karą boską, o której ci sukienkowi wciąż mówią i straszą tych prostych czasem ludzi (ale i wykształconych także), a z drugiej strony przyzowlenie tego ludu na ekscesy z kobietami, kochankami, posiadanie dzieci, pijaństwo i inne przywary, które cywila zaprowadziłyby na kurację odwykową, ale ludek daje rozgrzeszenie, bo ” juz tak jest świat urządzony, że chłop musi….” cokolwiek musi.
    Działa też presja środowiska, małego, wiejskiego, w którym wszyscy wszystko wiedza o bliźnim, a jesli ktoś nie pojawia sie na mszy, to przyczyna jest wszystkim znana: popił w sobotę, kobite pobił i sińcami nie pojawi sie w kościele, a jesli nawet sie poskarży księdzu na swojego chłopa, to usłyszy, że dała powód, albo zupa była za słona, ale ma swój krzyż nosić, bo slubny jest na całe życie i ksiądz rozwodów nie uznaje.
    Co innego z pedofilią…tu świadomość narasta i krzywdy zrobione w dziecinstwie wychodzą na wierzch po latach, gdy sobie dziecko dorośnie i uswiadomi, co mu czy jej ksiądz zrobił. Opinia wiejska jest co prawda oburzona, że „po latach delikwent sobie przypomniał o krzywdach”; z drugiej strony „świeże sprawy” bywają powodem oburzenia wiejskiej społeczności i odwołania do diecezji, żeby zabrać ze wsi gorszyciela.

  89. konstancja
    7 lutego o godz. 21:52
    Ale ja myśle o tych ludziach, którzy nie mają żadnych profitów. Moja niedawna przyjaciółka, kobieta wykształcona, żyjąca skromnie, poczciwa, uczynna, nazwała Michnika kanalią.Kiedy ją zapytałem, dlaczego tak mówi; odpowiedziała z przekonaniem; Bo to jest kanalia. No to ja jej na to: Nie moja droga, to Kaczyński jest kanalia. Popatrzała na mnie z wyższością: Nie mój drogi, to jest kryształowy człowiek.
    A z tą cała reszta, którzy jak muchy plujki, uwijają się wokół kaczego gówna, to masz zupełna racje. Rysiek Czarnecki to od lat mój ulubieniec

  90. Rosa91b
    7 lutego o godz. 15:00

    Ach, jak pieknie majaczysz !

    Jaka kleska? Sie pytam?

    Bo to nie bedzie kleska, tylko zwykla, najzwyklejsza KATASTROFA… Katastrofa calego kraju i nas wszystkich na dokladke. Jesli tego nie rozumiesz, to niczego nei rozumiesz.

  91. Lewy
    7 lutego o godz. 22:08

    Co do niejakiego, choc powinno byc raczej NIJAKIEGO Rysia Cz., to od lat namawiam moja ciotke, zeby wystosowala do Parlamentu Europejskiego claim przeciwko niemu, o sciagniecie z jego pensji europosla £ 1.560,00 plus odsetki liczone od lipca 1982 roku, za zalegly czynsz nalezny za mieszkanie…, czyli nieuiszczona zaplate za wynajmowane mieszkanie. Wszelkie, latami slane ponaglenia, Ryszard Cz. zbywal zapewnieniami, ze jak tylko…. gdy tylko…., tak szybko … Czego Ciotka zebrala spory stosik.

    Ja bym go „scignal” piszac do PE, ciotce z uwagi na wiek, sie juz nie chce. Jej wystarcza, ze moze sobie na nim pouzywac w rozmowach ze swoimi kumpelami, co sa za PiSem. Jak sie stawiaja, to wyciaga wspomniane „zapewnienia” niejakiego „Richarda Cz.” i ma ubaw, gdy sie wic zaczynaja, tlumaczac oszusta i naciagacza.

  92. Lewy
    7 lutego o godz. 22:08

    myslę, ze podziały zawsze u nas w były, jak pewnie w każdym kraju. Może przed laty nie były tak ostro zarysowane; wszyscy wiedzieli, że aby zrobic tzw.karieręczy awansować-trzeba było należeć do Partii, albo do ZMSu ( o czym trochę niżej napisałam)
    Zapisywali się do PZPR ludzie, którzy szczerze wierzyli w zmiany, potem dostrzegali też odchodzenie organizacji od ideałów, fałszowanie rzeczywistości, ale tkwili wtej strukturze, bo mało kto potrafił się wyłamać i zwrócić legitymację- zostałby zdegradowany, a wiadomo, każdy miał żonę, dzieci, psa i kota na utrzymaniu. Więc tkwili w tym rozkroku, az partia sama się nie rozwiązała. Niektórzy przystapili od razu do jej następczyni.
    Nie umiem, podobnie jak Ty, wytłumaczyć sobie, co sprawia, że poczciwa, skromna kobieta nazywa kogoś kanalią. W odniesieniu do kogokolwiek. I jeszcze nazywa Kaczyńskiego kryształowym. Widać tak ma, cóż począć.
    ……………………………….
    Do ZMSu chcieli mnie zapisać koniecznie, gdy chciałam w zakładzie pracy skierowania na studia, co łączyło się z urlopami szkoleniowymi, wolną sobotą na dojazd w Łodzi ( a jeszcze w soboty pracowało się do 13 lub 14).
    Jesli organizacja młodzieżowa mnie skieruje, to dostane błogosławieństwo i związane z tym ulgi- tak usłyszałam. Poszłam na jedno zebranie, wynudziłam sie setnie.
    W nastepnym roku, bez przynależności do ZMS dostałam zgodę, ale połowiczną. Prawo do urlopu szkolnego, ale dojazdy i inne profity na własny rachunek. Soboty zajęte na wyjazdy odpracowywałam w tygodniu.
    Nie miałam pojęcia, że to niezgodne z prawem pracownika, że firma nie ma prawa dać mi połowicznej zgody na studia (ukierunkowane w tym, czym firma się zajmowała). Ale moja świadomość praw pracowniczych była nikła, do Związków Zawodowych nie należałam i w ogóle sama chęć studiowania było postrzegana jako dziwactwo, bo kto słyszał, żeby dziewczyna, młoda kobieta studiowała.
    Większość pracowników miała szkołę zawodową,uprawnienia czeladnicze lub mistrzowskie; maturzyści byli zatrudnieni w biurze.

  93. @Lewy, (7 lutego o godz. 21:24)

    Zadziwia mnie , że są ludzie, którzy sami nie są podli, nie sa zdolni do skrzywdzenia, oszukania. Wręcz sa zdolni do empatii, chętni do pomocy. I ci sami ludzie nie dostrzegają podłości u takich ludzi jak Kaczyński i jego ferajna.

    Sprawa jest w zasadzie prosta z punktu widzenia mechanizmów pracy mózgu.
    Problem w zrozumieniu wynika z tego, że ciągle przeceniamy rolę myślenia logicznego, racjonalnego nad myśleniem metaforycznym. Tymczasem to myślenie metaforyczne decyduje o większości zachowań większości ludzi. Myślenie logiczne, racjonalne jest dużo trudniejsze i cechuje niewielki procent ludzi.
    Dlatego metafora „Polska w ruinie” okazała się tak nośna. Szczególnie w tych regionach, które faktycznie rozwinęły się w ostatnim dwudziestopięcioleciu w sposób spektakularny. Podobnie było z „Ameryką w ruinie” czy „natychmiastowym przekierowaniu pieniędzy wpłacanych do UE na służbę zdrowia”.
    Politycy doskonale wiedzą, że najważniejsze jest znalezienie nośnego hasła, metafory. Program jest sprawą wtórną. Wybór miliardera na prezydenta w ramach poprawy losu „zwykłych ludzi” był, z logicznego punktu widzenia, kompletnym absurdem. Zwyciężyło jednak myślenie metaforyczne: „Uczynimy Amerykę znowu wielką”.
    Kiedy już mózg „połknie” metaforę zaczyna ona działać jak układ odniesienia czyli wzór, według którego weryfikowane są nowe informacje. Zgodne są przyjmowane a nawet przeceniane, niezgodne reinterpretowane lub odrzucane.
    Rolę bramkarza pełni mechanizm dysonansu poznawczego.
    Mam znajomą, wykształconą, kulturalną, przyzwoitą. Po stronie Kaczyńskiego opowiedziała się zaraz po założeniu Porozumienia Centrum. „Bo prawda jest po środku”. Ergo, powstał układ odniesienia: „Kaczyński równa się prawda”.
    A potem już poszło z górki. Reinpretowanie lub odrzucanie wszystkich informacji sprzecznych z układem odniesienia. Przecenianie wszystkiego, co jest zgodne z układem odniesienia.
    Niektórym udaje się wyjść poza pierwotny układ odniesienia. Wymaga to przełamania napięcia pomiędzy potrzebą spójności poznawczej a zdolnością do decentracji, zdolnością do uwzględniania cudzych punktów widzenia.
    Osobom o niskim poziomie tolerancji na brak domknięcie poznawczego w zasadzie się to nie udaje. Nie potrafią wyjść poza pierwszy układ odniesienia.
    Wracając do mojej znajomej. Dokładnie w tym samym czasie, rok 1991, jej córka poddała się operacji zmiany płci. W tamtych czasach sama rozmowa o tym była tabu. Dla rodziny był to szok. Ojciec nie chciał mieć nic wspólnego z synem, w jakiego zamieniła się jego ukochana córka. Znajomej też było bardzo trudno to zaakceptować. Cała jej energia psychiczna poszła na ratowanie spójności rodziny.
    Wcześniej była bardzo zaangażowana w politykę, była bardzo aktywną działaczką Solidarności. Toteż ta problematyka nie mogła nagle zniknąć z jej pola uwagi. Ale też nie mogła jej poświęcić za dużo czasu i energii. Układ odniesienia został zamrożony.
    Po dużym psychicznym zainwestowaniu w układ odniesienia coraz trudniej jest się z niego wycofać. Zaczyna to przypominać zachowanie hazardzisty wierzącego, że uda mu się odegrać.

    Ów brak percepcji, którą Boy nazwał moralnym daltonizmem, dotyka ludzi niezależnie od wykształcenia; z jakichś powodów nie dostrzegają ohydy. Wygląda na to, że natura wyposażyła tylko niektórych ludzi w ten moralny kompas.

    Myślę, że problem leży w funkcjonowaniu mechanizmów obronnych. Boy był wprawdzie lekarzem, ale wiedza na temat mózgu była w jego czasach dopiero w powijakach.
    „Kompas moralny” przynależy bardziej do sfery „kultury” niż „natury”.

  94. @stasieku, (7 lutego o godz. 13:17)

    Opozycja dała ciała

    Co, Twoim zdaniem, w tych warunkach , jakie mamy, powinna była zrobić, przez 15 miesięcy, opozycja? A czego nie zrobiła. Konkretnie.

  95. Czarny Protest i reakcja na bubel Sasina pokazały, że PiS zrobi dokładnie tyle, na ile społeczeństwo mu pozwoli.
    Konkluzja optymistyczna czy pesymistyczna?

  96. @mohikanin przedostatni
    Konkluzja optymistyczna czy pesymistyczna?
    Chciałoby się powiedzieć – realistyczna, ale nie powiem, gdyż społeczeństwo samo jeszcze nie wie na co może pozwolić, a na co nie. Może to społeczeństwo czeka na jakieś instrukcje? Od kogo?

  97. Lewy
    7 lutego o godz. 21:24

    Zjawisko jest zadzwiające. Mnie także nieraz zadziwia i to, że kogoś zadziwia (mówię to u ogólnej zasadzie) ten „moralny daltonizm”, który cytujesz za Boyem.
    Wykształcenie jest – zasadniczo i co do zasady – przeszkodą w niezborności, albo inaczej: narzędziem rozświetlającym mroki w umyśle. Nie jest jednak gwarantem skutecznego rozświetlenia i utrzymania tej jasności na długo lub na stałe. To zależy od tego, co jest owym wykształceniem – czy to coś formalnego, kurs, dyplomik ze szkoły, czy głęboko osadzona w umyśle zdolność rozumowania, krytycznego oglądu świata i siebie, autonomia wewnętrzna w badaniu i wyciąganiu wniosków oraz żywość umysłu i ochota do myślenia.
    Większość ludzi, nawet pomimo posiadania papierka pt. „licencjat”, albo i „magister”, a nawet „profesor belwederski” – nie dysponuje głębszą wewnętrzną autonomią osobową konieczną do odróżniania rzeczy. Stąd częste zdumienie: pan/pani lat 59, wyzsze wykształcenie, 26 lat doświadczenia zawodowego na stanowiskach, dzieci, 3 wycieczki do Egiptu, 8 do Austrii na narty i odpowiednie auto w garażu i 46 krzaków żywotnika zachodniego posadzonego w szlaczek w ogródku – i głowa gadająca piramidalne nonsensy, wręcz brednie na temat spraw i ludzi. Wręcz czuje się i widzi, jak umysł takiej osoby wyłącza się, gdy zaczyna przemawiać na dany temat. Klik – i koniec, dalej to już wyrzuty hormonalne zamiast wyrzutów własnych myśli.

    Właśnie obok, w Polityce, czytam u Jana Woleńskiego na temat Rosji, coś takiego, że autor stawia tezę, że Rosja gra z Polską za pomocą wraku samolotu w Smoleńsku. Teza została postawiona, ale nie widzę wyjaśnienia przesłanek do jej postawienia, a dalekie argumenty z tła niewiele, lub nic nie wnoszą do sprawy „gry wrakiem”. Nie widzę rzeczy podstawowej w sprawie wraku, mianowicie tego, że trzymany ciągle u siebie przez Rosjan wrak może równie dobrze być antytezą tego, co Woleński uważa za rosyjską grę. Może właśnie dzięki temu, że wrak jest ciągle tam, a nie nad Wisłą, unikamy szczytowego paroksyzmu polskiego szaleństwa. Zarówno politycznego jak i psychiatrycznego, co z Polski i polskich głów zrobiłoby marmoladę. Wrak, ogłoszony najświętszą narodową relikwią, rozdawany przez biskupów do spóły z Kaczyńskim w zamian za daniny i usługi, w każdym mieście, urzędzie, przedsiębiorstwie państwowym, na każdym głównym placu, w rękach zasłużonych prywatnych i prawidłowych lenników pisoidalno-katolickich, marsze, zloty, pielgrzymki do relikwii wraku i włosa Lecha Kaczyńskiego przyklejonego do metalowej konstrukcji – to by dopiero było szaleństwo. Polaków należy chronić przed takimi okazjami, bo historia uczy, że niechronieni, popełnią każde szaleństwo, ze skutkami promieniującymi daleko poza granice.
    I druga zasadnicza rzecz w sprawie tezy Woleńskiego o grze Rosjan wrakiem. To musi być wyraźnie powiedziane: Polska, od ponad roku już oficjalnie, jako państwo i jego organa twierdzi, że był to zamach, a jego domniemanym autorem jest przydent Rosji, a głównym współpracownikiem w zamachu po stronie polskiej jest były premier państwa polskiego. Od 2010 roku ci sami ludzie twierdzili to samo nie mając jednak na to oficjajnej pieczęci państwa, a oficjalne państo co prawda rzetelnie zbadało kaastrofę i ustaliło jej przyczny, ale było kompletnie nieudolne w obronie przeciw pomówieniom i podłym oskrażeniom płynącym z wewnątrz państwa polskiego.
    To całkowicie sprzeczne z brutalnie niekorzystnymi dla strony polskiej faktami co do katastrofy zachowanie i oficjalna demonstracja oskarżenia Rosji i jej prezydenta o zbrodnię, jest zbrodnią samą w sobie. Strona o niedokonaną zbrodnię fałszywie oskarżona stosuje wobec podłego oskarżyciela bardzo prosty środek mitygujący: wstrzymuje oddanie wraku. Woleński może nazwać to „grą” – można sobie ten prosty rych tak nazwać, jednak powinien był wyjasnić istotę tego co „grą” nazywa, a nie stawiać tezę bez porządnego rozpatrzenia i podania solidnego zasadnienia. Woleński to filozof, powinien więc był władać głową należycie. Daje tego dowody, ale nie w tym miejscu i w tej sprawie.
    Ktoś kto nie jest Woleńskim będzie z użwaniem głowy miał jeszcze większe problemy, a większą łatwość w używaniu hormonów.

    Dlatego można się dziwić, że się ktoś dziwi, że są ludzie kształceni, a nie używający głowy.

  98. Lewy
    7 lutego o godz. 22:08

    Ale ja myśle o tych ludziach, którzy nie mają żadnych profitów.

    Mało kto nie ma profitów. Może nie ma takiego bezprofitowca w ogóle.
    Satysfakcja emocjonalna, identyfikacja z grupą, która „ma rację”, „zna prawdę” – to często najsilniejsze, afrodyzjakalne, profity z głupoty, zawziętości, daltonizmu moralnego, hipokryzji. Te profity jednak są nieraz mało widoczne, więc się je łatwo pomija, jako rzekomo nieistniejące.

  99. @mohikanin przedostatni, 9:46
    Opozycja dała ciała wizerunkowego (wyjazd sylwestrowy Petru i faktury Kijowskiego) – to miałem na myśli.
    Na pytanie „co mogła zrobić?” nie umiem odpowiedzieć.
    Pozdr

  100. @Tanaka, 10:14
    Świetny post, pozdrawiam serdecznie.

  101. Na fb straszna kłótnia że Polonii powinno się odebrać prawo do głosowania :/

  102. @anumlik, 10:23
    UNY mają swoje badania elektoratu i pewnie dowiedzieli się, że wśród pisiewiczów nie ma zapału.
    Pisiewicze mają swoje księstwa w obwarzanku.
    Pozdr

  103. @Tanaka
    A ja jednak myślę, że Woleński ma trochę racji. Kiedy Putin patrzy na to polskie szaleństwo, te bezczelne oskarżenia o zamach, to on może nawet byc zadowolony, że Polska wpadła w łapy takich świrów.
    Gdyby oddał całego wraka od razu, to z pewnością nastapiłby szczyt szaleństwa, wrak byłby obwożony na wojskowej lawecie po całej Polsce, ludzie padaliby na kolana, wyrywali sobie z rozpaczy włosy z głowy. Ten dowód zbrodni Putina rozpalałby namiętności ludu, pobudzał róznych kapłanow do rzucania na Putina klątw. Ale to szaleństwo w końcu by zgasło, skończyłoby sie paliwo, a tym paliwem jest pytanie : Dlaczego Putin nie chce oddać wraku ? Bo boi sie, że jak odda, to jego zbrodnia wyjdzie na jaw.
    Wiec jakby oddał, to ludzie zobaczyliby kupę złomu i nie bardzo wiedzieliby, czy to jest dowód czy nie. A tak ten wzięty w niewolę przez ruskich wrak, gdzieś tam hen spoczywajacy pod Smoleńskiem, pobudza chora wyobraźnię, nie tylko obłąkanej Stankiewicz.
    Może więc Putin wybrał strategię lekkiego podtrzymywania tej szaleńczej atmosfery, co by nie wygasła. Obiecuje, że jak sie skończy śledztwo, to on tę pogruchotaną własnośc polskiego państwa zwróci. A śledztwo niby trwa, mimo, że już wszystko zostało wyjasnione. I będzie trwać. Może jak się naszym patriotom znudzi i przestaną namietnie szwendać sie po Krakowskim Przedmieściu, to wtedy Putin odda nam jedno koło od tutki. To kolejno wzburzy patriotów; Dlaczego oddał jedno koło, a nie obydwa. Widocznie na tym drugim kole sa jakieś dowody. Potem jak koło w uroczystym orszaku zostanie dotoczone na Jasną Górę by przyozdobić suknię Najświetszej Panienki, a emocje opadną, to może Putin odda fotel na którym siedział w ostatniej chwili swego zycia prezydent Lech. Może nawet przekazać stronie polskiej niedopitą butelkę gorzkiej żołądkowej, którą to gorzka raczył się sam generał Błasik. Ten ostatni dowód zamachu szczególnie wzburzyłby patriotów.
    Myślę, że Putin bawi się, jak chłopak który prętem przejeżdża po parkanie, aby pobudzić emocjonalnie do szczekania pieska. Takie poczucie humoru ma ten były kagebista.

  104. Wczoraj w tvn Legutko i Zybertowicz , straszne ! Sama esencja polskiej nauki.

  105. mohikanin przedostatni
    8 lutego o godz. 9:30

    Nie akceptuję i dlatego z zasady nie biorę udziału w blogowych rozmowach, którym uczestnicy próbują nadawać formę niemal naukowych rozpraw. Blog jest miejscem spotkań towarzyskich, nie – naukowych, dlatego, choć staram się rozumieć dążenie autorów do naukowej precyzji, nie akceptuję akurat w takim miejscu naukowego zadęcia. Zapomniałem poprzeć Ewę-Joannę, kiedy Ci wytknęła pretensjonalny styl. Twoja reakcja była niefachowa, kiedy stwierdziłeś, że tylko ona ma pretensje. Sporo bywa przyczyn tego, że ludzie nie mówią głośno tego, co myślą. Masowe protesty przeciw pisowskiemu nierządowi też nie zaczęły się w pierwszych tygodniach. A blogowe niezgody nie są aż tak doskwierające, by przeszkadzały żyć, dlatego cisza na jakikolwiek temat nie oznacza automatycznie zgody.

    Więc mówię jasno: razi mnie czasem Twój pretensjonalny styl. Od tego zrażenia się zaczęło. Ale potem, z racji językowych zainteresowań, przyglądnąłem się dokładniej i widzę wielką Twoją dbałość o precyzję wypowiedzi i, co nie tak częste w spontanicznych, emocjonalnych wypowiedziach komentatorskich, formalną ich poprawność. Więc po krytycznym wstępie składam Ci wyrazy. Uznania, oczywiście.

    W tym wpisie ujęła mnie myśl:
    „Tymczasem to myślenie metaforyczne decyduje o większości zachowań większości ludzi. Myślenie logiczne, racjonalne jest dużo trudniejsze i cechuje niewielki procent ludzi”.

    Jasne. Ot choćby pierwsze z brzegu: „Człowiek jest z natury dobry”, „Człowiek jest z natury zły”. „Zły”, „dobry” to tylko metafory. Potocznie niby zrozumiałe same przez się. Dlatego „niby zrozumiałe, że nikt nie nosi ze sobą tysiąca różnych przypadków, które komplikują odpowiedź na pytanie „Szto takoje charaszo, szto takoje płocho?”. W dodatku można zapytać, czy takie myślenie jest myśleniem, czyli wykonywaniem skomplikowanych mózgowych operacji, czy tylko deklamowaniem stereotypów – odtwarzaniem z pamięci jak gwarek czy papuga.

    Myślenie zaś logiczne występuje najczęściej nie jako myślenie, lecz jako apel o logiczne myślenie: „Pomyśl logicznie”. Jak mam pomyśleć, jak nie umiem.

    Najczęstszy mój kontakt z brakiem logicznego myślenia w codzienności to stanie w kolejce do kasy w Biedronce. Na tysiąc osób znajdzie się może jedna – przeważnie ja – która rozumie, że najpierwszą czynnością przy kasie ma być rozliczenie się z kasjerką, a nie upychanie towaru po torbach i dopiero na samym końcu szukanie portmonetki lub karty. A kolejka cierpliwie stoi i kwitnie. Po to jest przy kasie dodatkowy kawałek lady, by jednym ruchem ręki przesunąć cały towar i dopiero po rozliczeniu się pakować.

    Najlogiczniej zachowuje się pijak. Ma tylko jeden towar, a pieniądze – w garści i do ostatniej chwili liczy, czy mu starczy.

  106. @pombocek, (8 lutego o godz. 11:12)

    Dziękuję za miłe słowa.
    Przyjmuję do wiadomości krytyczne uwagi.
    W swoich komentarzach kierowałem się ustaleniami Inicjatywy Oliwskiej.
    Najpełniej wyrażonymi w tym wpisie:

    Tanaka
    11 września o godz. 19:53

    … Zakres poruszanej tematyki: ateizm-religie, myśl wolna, naukowa; bieżąca polityka, działania kk, językoznawstwo i rozważania literackie, widziane z emigracji. Oraz lekkość żartu na poziomie i względność rzeczy….

  107. Wieści z Francji. Czarno widzę. Pewnie ktoś pomógł pani pielęgniarce, dostarczając jej tak dokładnych danych. Ale jeśli to wszystko prawda, a chyba tak, skoro Fillon nie zareagował, to rozpasana złodziejstwo woła o pomste do nieba, a przynajmnie może, jak u pielęgniarki, wywołac odruchy wymiotne. Fillon, taki uparciuch, niczym niezrażony zapewnił, że nie zrezygnuje z kandydowania. Mocny kleszcz
    List otwarty pielęgniarki do rodziny Fillon (Przetłumaczyłem na chybcika)

    ” jestem pielęgniarką od ponad 12 lat i wczoraj dostałam wypłatę za styczeń .Pracuję po 12 godzin dziennie i jak w grudniu przepracowałam 3 weekendy i 10 nocy dostałam netto1745 euro . Jest to suma bardzo odległa od kwot na 6 lub 7 cyfr, o których od tygodnia mówi się w TV Zacznijmy od ojca Fillona. Od 1976 roku ten pan jest opłacany z naszych podatków. Widziałam jego CV ; jako asystent parlamentarny, poseł, senator, minister, premier, przewodniczący Rady Ogólnej, ten pan nigdy nie pracował w inny sposób, niż jako pasożyt polityk, który chciałby teraz przewodniczyć Francji, aby jeszcze więcej zarobić. Wczoraj wieczorem, za pośrednictwem Médiapart, dowiedzieliśmy się, że Pan jest umoczony w przekretach dotyczących Senatu . Dlaczego miałoby to mnie zaskoczyć? Kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się się też, że pan zainwestował 1000 euro w firmę, która przyniosła mu 1500000 Euro w ciągu 18 miesięcy.
    Kolej na panią, matkę rodziny. Pani Matka, przykładna gospodyni, mniej znana z tego, że jest asystentką parlamentarną własnego męża. Przez całe lata zarabiała miesiecznie między 3200 a 7900 euro. Zanim ten przeklęty Canard Enchaîné tego nie rozgadał, pani żyła sobie z dala od życia politycznego swego męża. Dowiadujemy się się też, że przez ostatnie 16 miesięcy pewne Wydawnictwo wypłaciło pani 100.000 euro , za napisanie 3 lub 4 recenzji.
    Kolej na dzieci Fillon. Były one zatrudnione w holdingu parlamentarnym Fillon. Nawet kiedy jeszcze były studentami prawa, już zarabiały więcej, niż ja u mojego taty.
    Pan Fillon przedstawiając się jako człowiek czystych rąk, ogłosił, że oczyszczenie świata polityki z nadużyć, malwersacji, nepotyzmu jest jego programem wyborczym. Zapomniał o swoim podwórku. Zamierza usunąć 500.000 urzędników i chce abyśmy pracowali 39 godzin opłaconych 35. Ja, obywatel płacący podatki, wnoszę, aby usunąć tę brudną mafię polityczną, która sprawia, że Francja gnije. Najgorsze w całej tej historii jest to, że jedyną osobą, która nic nie mowiąc , korzysta z tej sytuacji jest Marine Le Pen.
    Jak przejrzyjmy listę tych rodzin Giscard, Mitterranda, Chirac Sarkozy ‚ego, Juppé, Holanda, Valls, Fillon, które wpakowały Francję w ten merde z 8 milionami bezrobotnych i ubogich, to chce się rzygać . Kiedy widzimy jak ludzie rezygnują z opieki, ponieważ nie stać ich na dodatkowe ubezpieczenia, gdy widzimy jak Touraine stale oszukuje nas na temat służby zdrowia, to robi się niedobrze. Kiedy mamy przed oczami listę tylko tych skandali polityczne, żeby wymienić tylko te, możemy się zastanowić nad sensem pójścia do urn, bo wszyscy są skorumpowani

  108. Dlatego można się dziwić, że się ktoś dziwi, że są ludzie kształceni, a nie używający głowy.

    Mój komentarz
    Tanaka, Wolański, to exemplum tezy, że wykształcenie, tytuł, piastowane stanowisko, ładny ubiór, czy elegancka mowa ciała nie korelują w 100 %, a moim zdaniem nawet w 20 % z rzetelnością, mądrością, empatią, czyli tymi cechami, które w kodzie kulturowym są oczekiwane, powiązane z wyżej wymienionymi atrybutami.
    Pzdr, TJ

  109. @NeferNefer
    8 lutego o godz. 10:51
    Jako Polonia całkowicie się zgadzam na odebranie prawa do głosowania.
    Dlaczego osoby mające obywatelstwo innego kraju i mieszkające w tym innym kraju ponad 5 lat bez intencji powrotu do Polski maja decydować o kształcie Polski?
    Powiem o sobie – interesuje mnie Polska, chciałabym dla mojego kraju jak najlepiej, ale NIE MAM WYSTARCZAJACEJ INFORMACJI o życiu, problemach itp. To co mam pochodzi z netu, a ja jestem jedna z bardziej dociekliwych osób, większość ogląda polski dziennik w tv i tyle tego. Czasem słuchają polskich audycji w radio, prowadzonych przez żyjących tu od 30 lat rodaków. Myślę, że podobnie jest w Stanach czy Kanadzie. Jesteśmy nierealni, żyjemy w innej rzeczywistości i nie nam decydować o tym, co się w Polsce dzieje.
    *
    Anumlik,
    przeczytałam w nocy i się zdziwiłam. Taki burdel w tym archeo….

  110. stasieku
    8 lutego o godz. 10:49

    Pozdrawiający są pozdrowieni, albo odwrotnie. Co się tak samo kończy: pozdrawiam Cię z serdecznością.

  111. mohikanin przedostatni
    8 lutego o godz. 12:12

    Cieszę się, mohikaninie, że się rozumiemy. A że jeszcze kupiłem świetny olej w aerozolu, bo mi przerzutka przy tych mrozach zamarza i czasem muszę jechać swoich niemal codziennych 45 km na jednym biegu, to wszystko gra, dopóki nie przestanie grać, a zacznie buczeć. Ale za chwilę wiosna, więc niech se buczy.

  112. Ewa-Joanna

    W tym prawdziwym archeo… to jest dopiero burdel. Dużo mozna by opowiadać.
    Mój przyjaciel od ponad roku już walczy o zabytkowy kirkut w jednym z miast powiatowych. Dewastowany systematycznie od kilkudziesięciu lat. Najgorsze, że końca tego nie widać, do czego ostatnio walnie przyczyniała się również Wojewódzka Konserwator Zabytków, wydając kuriozalną decyzję.

  113. Lewy
    8 lutego o godz. 11:05

    Pewnie, że Woleński ma trochę racji Promil racji to może być „trochę racji”, a 6,66% racji -tak samo. Nie wiemy tylko dokładnie, czy to raczej pierwszy, czy drugi przypadek.
    Ja odczytuję trzymanie wraku u siebie przez Rosjan jako pewnego rodzaju komunikat: przestańcie nas znieważać, pomawiać, dawać o nas (wasze katolickie) fałszywe świadectwo. Skoro jesteście wobec nas tak dańscy, nie będziemy wobec was czynić gestów przyjacielskich.
    Powód do takiego stanowiska jest aż nadto oczywisty.
    Nie nazwałbym tego „grą”, bo gra to coś bardziej złożonego i mającego element cyniczny. Cynizm i nieuczciwość, oraz skrajną hipokryzję wykazuje strona polska, i to w szczytowym natężeniu. Jest to więc gra, ale po polskiej stronie.

    Nie bardzo widzę przesłanki d tego, że gdyby się wrak znalazł w Polsce, szaleństwo z nim związane, szybko by wygasło, czy też w ogóle wygasło. Wystarczy popatrzeć na Świętego Ojca Świętego, który zgasł był już jakiś czas temu, a szaleństwo z nim związane wlazło na nowe szczyty: całe oficjalne państwo polskie ma gęby pełne lolkogadania i lolkouwielbienia, i widać jakie to koszmarne rodzi skutki. Nie dość, że jesteśmy okładani krzyżem, Jezuskiem, Fruwającą, Lolkiem, to mielibyśmy kolejnego świętego okładającego nas kawałkami wraku. I tak pisoidym robi co może, żeb upadłego przeflancować na świętego, ale brakuje mu do kompletu wraku, identycznie jak Jezusek jest zespawany w jedno z krzyzykiem.
    Relikwia wraku w każdej szkole. Zamiast kącika TPPR, kącik smoleński. Zamiast lekcji wychowawczej, wychowanie do katastrofy smoleńskiej i każdy dzieciak składa uroczyste ślubowanie na blachę z samolotu z włosem Kaczyńskiego Lecha.
    W każdym urzędzie gminnym, to samo: w hallu wejściowym wita każdego interesanta (tzw. „obywatela”), odpowiednio go poniżając do właściwej roli – petenta i chama wobec piswójta-pana. I biskupa jego.

    Rosjanie, wobec znanej doskonale rzeczywistości nadwiślańskiej mają i taki , bardzo mocny argument na trzymanie wraku: jakby się wrak znaazł nad Wisłą, natychmiast znalazłby się w nim przeciwrosyjski trotyl. wybuch takiego trotylu mógłby doprowadzić do tego, że Rosjanie w 3 dni znaleźliby się w Warszawie. Przestałoby być, jak jest.

  114. tejot
    8 lutego o godz. 12:17

    Przykład Wolańskiego dałem, bo świeży i tuż obok, ale też dałem go trochę przeciw sobie, bo Wolańskiego za to i owo w głowie poniekąd poważam. Co raz powie coś sensownie i przytomnie, ale i co raz rozum mu ucieka.

  115. @Tanaka

    Mało tego. Żeby zaspokoić ogromną potrzebę posiadania choćby kawałeczka tej nowej relikwi, mogłoby się wkrótce okazać, że wrak rozrósłby się nam do rozmiarów floty powietrznej, której nie powstydziłoby się średniej wielkości państwo. Jak to z relikwiami bywa. Ten krzyż taki ogromny był, tych cierni w koronie bez liku.

  116. PS
    Pytanie, czy ten trotyl byłby produkcji polskiej, czy rosyjskiej. Ponoć u nas jest fabryka najlepszego gatunkowo trotylu. Więc grzechem byłoby nie skorzystać.

  117. Tanaka
    8 lutego o godz. 12:41
    No nie wiem do końca. Ale podejrzewam Putina o poczucie humoru i raczej wątpię, żebym on sie czuł obrażony przez oskarżenia głoszone przez tę hołotę. A świat widzi co się w Polsce dzieje i w tym kontekście Putin wychodzi na całkiem racjonalnego, poważnego człowieka. On nie musi używać swoich iskanderów, poczeka spokojnie, ąz się Polaczki pozagryzają i w końcu będzie za aprobata świata mógł wejść , „wprosić się” jako rozjemca i zrobić porządek , armia Macierewicza uzbrojona w kosy na sztorc (taka tradycja) stawi opór. Historia kołem sie toczy

  118. Tanaka

    Po mojemu bardzo trafnie odczytujesz stan ducha Ruskich. Poimputuję tylko, że gdyby wrak się znalazł w Polsce, wybuchłby niebios sięgający protest, że jest stary i popsuty.

  119. @anumlik, (8 lutego o godz. 10:09)
    zastanawiam się nad tym na ile jesteśmy społeczeństwem obywatelskim a na ile masą zawierającą okresowe, klanowe sojusze.

  120. Tanaka
    8 lutego o godz. 12:43
    tejot
    8 lutego o godz. 12:17
    Przykład Wolańskiego dałem, bo świeży i tuż obok, ale też dałem go trochę przeciw sobie, bo Wolańskiego za to i owo w głowie poniekąd poważam. Co raz powie coś sensownie i przytomnie, ale i co raz rozum mu ucieka.

    Mój komentarz
    Jeśli chodzi o wrak, to Rosjanie nie oddają wraku tak na wszelki wypadek, bo a nuż coś prawidłowi, naukowo umocowani polscy śledczy odkryją „nowe dowody” jak to demonstrują komisje pod przewodnictwem tropiciela Antoniego. Powstanie zamieszanie, bo tylko zamieszanie jest szansą na wciśnięcie opinii publicznej przez komisje Antoniego jakichś karkołomnych hipotez. W zamieszaniu można tak pomieszać kłamstwo z prawdą, że opinia publiczna, jej prawidłowy zdrowy rdzeń będzie oczekiwać wyjaśnień, co doprowadzi do nowych ustaleń, doniesień i odkryć, i tak w kółko, aż czas przykryje katastrofę, mit zamachu się umocni. Przed mitem się nie wybronisz. Będzie za późno.

    Niemniej wedle prawa, wszelkich zasad i obyczajów Rosjanie powinni zwrócić wrak. Tak źle i tak niedobrze dla nich, bo im bardziej nie zwracają, tym bardziej stają się stroną, z którą coś nie tak jest.
    Pzdr, TJ

  121. @stasieku, (8 lutego o godz. 10:48)
    no tak, to były faktycznie strzały do własnej bramki. Nie da się tego obronić.
    Z drugiej strony wkurzają mnie dziennikarze, którzy komentują wydarzenia polityczne tak, jakby mieli do czynienia z grą, w których szanse i reguły są po obu stronach równe.
    Oczekują od opozycji ugrania pięciu pików, kiedy ona ma zaledwie pięć kart pikowych od szóstki w dół.

  122. Adwersarzom prof. WOLEŃSKIEGO pragnę zwrócić uwagę na pisownię Jego nazwiska. Nie zapędzałbym się także w odmawianiu mu umiejętności myślenia na jednym przykładzie i konkretnej tezie, z którą można polemizować, co Panowie robicie.
    Polecam jego „Granice niewiary”, książkę, która jest znakomitym dowodem na umiejętność klarownego myślenia autora.
    Pozdr
    jk

  123. Wyjdę przed szereg i powiem że felietony prof. Woleńskiego czytam z ciekawością i przyjemnością, zwłaszcza te wyjaśniające zawiłości wokół TK, konstytucji czy zagrania „pana Zbyszka”

    @Ewa-Joanna

    Napyszczyłam się na fb że tu mi się już nie chce 😉

  124. @NeferNefer
    A jak Cię znaleźć na facebooku. Chciałbym trochę posłuchać Twojego pyszczenia

  125. Tanaka
    8 lutego o godz. 10:14
    Wrócę do Twojej wcześniejszej wypowiedzi. Napisałeś tak:
    Wykształcenie jest – zasadniczo i co do zasady – przeszkodą w niezborności, albo inaczej: narzędziem rozświetlającym mroki w umyśle.
    Ale czy odnosi sie to do owego boyowskiego daltonizmu moralnego ?
    Mnie sie wydaje, ze jest to pewien dar, tak jak są ludzie muzykalni, urodzeni poeci, jak nasz anumlik, obdarzeni przez naturę sportowcy, szachiści, itp. Skąd sie bierze ten dar, z genów,na co nakłada się wszesne szczęsliwie uprawianie tego daru..
    Moja koleżanka z liceum, która skończyła ciekawe studia (mikrobiologię) twierdzi, że Kaczyński jest człowiekiem kryształowym. Jej wykształcenie, którego mógłbym jej pozazdrościć,nie stanowi jednak przeszkody,nie jest narzędziem rozświetlającym mroki w umyśle. Natomiast mój przyjaciel Kaziu, prosty człowiek bez matury pracujący we Francji jako kierowca,nie ma problemu z oceną Kaczyńskiego. Ma ten dar, ten moralny słuch. Te Legutki, Karczewskie i inne profesory nie posiadają tego słuchu. Dlatego nie przeszkadza im mówić cokolwiek, bredzić, tak jak głuchy krytyk muzyczny bredziłby na temat muzyki.
    Ps.
    Tak coś mi się przypomniało a propos muzycznej głuchoty. Genialny Franz Kafka był całkowicie pozbawiony słuchu muzycznego. Jego genialność między innymi polegała na tym, że lubił chodzić do filharmonii i przyglądać się twarzą ludzi, których muzyka wprowadzała w ekstazę. Pisał, że w ten sposób pośrednio partycypuje w odbiorze muzyki, jak człowiek, który nigdy nie widział słońca, ale wolno mu oglądać światło księżyca.

  126. Jacek Kowalczyk
    8 lutego o godz. 14:02
    Adwersarzom prof. WOLEŃSKIEGO pragnę zwrócić uwagę na pisownię Jego nazwiska. Nie zapędzałbym się także w odmawianiu mu umiejętności myślenia na jednym przykładzie i konkretnej tezie, z którą można polemizować, co Panowie robicie.

    Mój komentarz
    Panie Jacku, przyznaję, że zapędziłem się zbyt daleko, że ubrałem to moje zapędzenie w niezbyt stosowne uogólnienie, za co przepraszam prof. Woleńskiego.
    Pzdr, TJ

  127. @Lewy, 11:11
    Przyjrzyj się dwóm mężom stanu, towarzyszącym prezesowi w rozmowach z p. Merkel.
    PP Krasnodębski i Legutko, słyną z „sympatii” dla Niemiec.

    I ten gnom ze słuchawkami, taka niemowa, co to nawet nie pojechała do NRD na dowód, wyposażona w suszoną kiełbasę przez p. Jadwigę.

    A jak toto się nadyma, jak mlaska…
    BRRRR

  128. @mohikanin przedostatni, z godz. 13:31
    Nie jesteśmy jeszcze (?) społeczeństwem obywatelskim, ale już przestajemy (?) być masą zawierającą klanowe sojusze. Sojusze okresowe zawiera każde społeczeństwo – także bardzo obywatelskie. Taka przypadłość demokracji (satrapii także).

    Marsz czarnych parasolek oraz sprzeciw mieszkańców gmin (od władz po mieszkańców) w ustanawianiu granic obywatelskiej podmiotowości pokazały, że spora część ludzi potrafi działać na przekór sojuszowi PiS – Krk. Wspominałem dwa dni temu, że pierwsze spotkanie „konsultacyjne” Jacka Sasina z wybranymi mieszkańcami miało się odbyć w pallotyńskim seminarium duchownym w Ołtarzewie, na terenie gminy Ożarów Mazowiecki i że na to spotkanie nie zaproszono burmistrza Ożarowa. Spotkanie – jak relacjonowała prasa oraz TV Polsat – odbyło się … w sali ołtarzewskiego seminarium. Znam tę salę. Burmistrz – mimo, że oficjalnie nie zaproszony – przyszedł na spotkanie. Jaki był tego spotkania finał – mogłeś zobaczyć (wkleiłem relację z 6 lutego o godz. 11:00 – wklejam ponownie: http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-02-05/sasin-wygwizdany-w-ozarowie-mazowieckim-niech-pan-sie-z-tego-wycofa/ ).

    Po tym wygwizdaniu Sasina przez sprawdzonych – a tacy zostali do spotkania wybrani – mieszkańców, PiS zrezygnował z dalszych spotkań pod auspicjami Krk. Podobno – powtarzam plotkę – kardynał Nycz zakazał takich spotkań na terenie jego metropolii. Podobno – też powtarzam plotkę – serię takich spotkań zainicjował abp Hoser, ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej, Ożarowianin i Pallotyn, który ołtarzewskie seminarium kończył. Na pytanie – czy w dalszym ciągu sojusz PiS i Krk w sprawach podmiotowości obywatelskiej jest możliwy, sam sobie odpowiedz.

  129. @Lewy
    Często się zastanawiamy, jak ludzie inteligentni, przekładający fakty nad emocje, mogą popierać taką zgraję kanalii, kłamców, bezbożników.

    Należę do ludzi, którym się powiodło po transformacji – zresztą nie narzekałem za komuny, bo mam dobry, sprzedawalny w świecie zawód.
    Moi koledzy z uczelni/grupy, gdzieś w 40% uciekli na Zachód, ale zostało kilku, którzy też wylądowali na 4 łapy, mają domy, dobre auta – nie wiem jak u nich w tzw alkowie, ale na spotkaniach towarzyskich nie krzyczą na partnerów.

    I wyobraź sobie, Lewy, że na 8 rodzin o charakterystyce j.w., 3 panów i dwie wykształcone panie to PIS.
    Nie daj Boże powiedzieć coś krytycznego o prezesie!
    Atmosfera drętwieje, ożywia się po alkoholu, a wtedy grozą wieje.

    Zmienię temat, bo cienka aluzja prof. Środy o platońskim związku pp 2xM, podgrzewana przez Giertycha, nie wywołała w mediach reakcji. Wyobrażam sobie podobną sytuację za czasów p. Klicha czy Siemoniaka.
    Wrzask niepokornych, grafiki/filmiki pisowskich komisarzy zalewałyby Internet.

    Też cicho o czystce, przypominającej lata trzydzieste stalinizmu w ZSRR. „Zagrożenie dla obronności” to krytyka tego misia-buca, a usuniecie crème de la crème polskiej armii, poprzedzone stratami nad Mirosławcem i Smoleńskiem to normalka made in PIS.
    „Nie pasują do programu”, jak powiedziała wczoraj p. Tadla, tłumacząc swoje zwolnienie z TVP.

    Ale mnie naszło!
    ‘anumliku’, przepraszam, ale o Warszawie, mojej miłości nie mogę pisać.

    Na koniec kawałek Tuwima:
    Starzec, czyli biorę to do siebie:
    „Na pięknie odbudowaną
    Popatrzy obojętnie
    Położy palec na ustach
    I – niepojęty – klęknie.”

  130. Przeczytałem tekst po wklejeniu i muszę dodać, że fragment o podobieństwach czystek (sowieckiej i pisowskiej), należy rozumieć z zachowaniem proporcji.
    Boję się, że „poprawiacze” blogowi dadzą ‘świadectwo prawdzie’.

  131. @stasieku
    Mój były uczeń, który jeszcze za demoludów dostał sie do Dresdener Universitat, a potem przeniósł się do Berlina, gdzie Niemcy zrobili z niego inzyniera co sie zowie.Żona miła, ciepla kobieta, dr chemii. Tomek pracuje obecnie w miedzynarodowych ubezpieczeniach, gdzie zarabia krocie(inzynier+znajmość kilku jezyków).
    Trzy lata temu odwiedziłem ich w Berlinie, przemili ludzie, Tomek mimo moich protestów zwraca się do mnie per „panie profesorze” , no i pisowcy !!
    Przedtem Tomek miał jakąś firmę, która wspólpracowała z Polakami. Zrobili mu jakiś przekręt i Tomek musiał jeździ aż do Katowic, gdzie sąd przyznał mu rację i kazał tamtym zapłacić.
    Tacy są Niemcy, panie profesorze – powiedział
    No, ale to byli chyba Polacy ?
    Tak , ale Niemcy też
    A teraz, jak pracujesz tylko z Niemcami, to zdarzają ci się takie kłopoty ?
    Nie, bo ja już nie prowadzę firmy, tylko jestem u nich zatrudniony.
    Nie mogę pojąć tej mentalności, tego pokretnego rozumowania, wybiórczej percepcji. A przecież to sa ludzie światli, wykształceni, co roku wyjeżdżający na wakacje do Włoch, ludzie przemili, dobrzy, życzliwi (dla mnie przynajmniej), Ale Merkel jest dla nich enerdówą.
    Jak to wszystko zrozumieć ?

  132. @Lewy, zasadnicze pytanie, czy Tomek z rodziną to są religianci. Jeśli tak, to ja się dziwię, że się dziwisz, jak napisał Tanaka. 😉

  133. @Żorż, panie pod czarnymi parasolkami były w wielu przypadkach religiantkami, a mieszkańcy gmin, z których większość poparła PiS, a teraz Sasinowi pokazują gest Kozakiewicza to też w dużym procencie religianci. Ci ze spotkania w Ożarowie to był crème de la crème gminnego religianctwa i też na PiS oddawali głosy w wyborach.

  134. Nie ja wymyśliłem, ale dobre;
    Dlaczego Misiewicz jest niezatapialny? Bo może zatopić Macierewicza. A czemu Macierewicz jest niezatapialny? Bo może zatopić Kaczyńskiego. To się nazywa hak ciągniony

  135. @anumlik, jasna sprawa, tyle że to nie zmienia faktu, że nie znam umysłu wolnego od religii, który by głosował na Kaczystego i spółkę. Jeśli znasz jakiś wyjątek, to tylko potwierdzi regułę. 😉

  136. @Lewy
    To wymyślił Giertych:
    ‚http://romangiertych.natemat.pl/200971,list-do-ministra-bartlomieja-misiewicza-z-postulatem-awansu-na-premiera

    Ja zaś to twórczo rozwinąłem:

    Balladka o Misiu

    Misiu ciągnie hak ciągniony *)
    chwacko, dziarsko i pogodnie.
    Antek w Żoliborz wpatrzony
    nie zagląda misiom w spodnie.
    Generałom aż lampasy
    w pąs stanęły od tej zdrady:
    „Misiu ciągnie hak ciągniony?
    Na układy nie ma rady!”
    Prezes zaniepokojony
    W kajeciku haczy haki
    Miś prezesem niestrwożony
    Antoniego wciągnął w krzaki.
    W krzaczkach haczyk się odcisnął
    Pieczęcią sołncewskoj braci
    którą nad Antosiem świsnął
    mały Misiu – niech go kaci!
    Generały o honorze
    Głośno prawią zzielenieni
    Antoś honor, mocny Boże,
    Schował dziarsko do kieszeni.
    —————————————-
    *) Hak ciągniony – Copyright by Roman Giertych.

  137. Jacek Kowalczyk
    8 lutego o godz. 14:02

    Panie Jacku, dziękuję za krytyczną uwagę co do pisowni nazwiska profesora WOLEŃSKIEGO. Nie lubię, gdy ktoś przekręca moje nazwisko, od razu uznaję też, że i profesor może mieć tak samo, a poza tym to zasada, więc go od razu, wszem i wobec, za to przepraszam.

    Przeczytałem jeszcze raz rzeczony tekst profesora i widzę to samo co widziałem, gdy dawałem wyżej przykład podania przez niego tezy bez uzasadnienia i problemów w klarywnym przedstawieniu sprawy.
    Luźne, dosyć przypadkowe uwagi, bardzo słabo, lub wcale nie związane z tezą co do Smoleńska (przewodnik na Kremlu niespecjalnie precyzyjny co do historii Polski – polscy co do Rosji są podobnie nieprecyzyjni, czy to miałoby znaczyć, że „grają” wobec Rosji?) ; pytanie rosyjskiego flozofa na zawodowym kongresie: „dlaczego świat chce nas unicestwić?”, czy rok 1612 – miałoby to być uzasadnienie do tezy, że Rosja „gra”, czyli „konsekwentna odmowa jego [wraku] wydania, jest głęboko przemyślanym działaniem mającym na uwadze utrwalenie wewnętrznego podziału społeczeństwa polskiego.” ? Profesor przytacza też coś co, właśnie – miałoby być kolejnym argumentem? – że Putin oświadczył, że jeśli zechce, to może w dzień-dwa być w Tallinie i Rydze. Tu w ogóle nie są potrzebne oświadczenia samego Putina, bo oświadczają podobnie przytomni polscy generałowie, np. gen. Skrzypczak: „…w ciągu trzech dni siły pancerne Rosji są w stanie dotrzeć od granicy Białorusi do Warszawy”. Putin mógłby, ale jakoś nie dociera. Ani do Warszawy, ani nawet do Tallina, co sam profesor WOLEŃSKI, co najmniej co do Warszawy przyznaje słowami: „Putin twierdzi, że jeśli zechce, to zdobędzie Tallin, Rygę i Wilno w przeciągu jednego–dwóch dni, ale nie powiada tego o Warszawie, nie tylko z uwagi na odległość.”

    To są bardzo różne płaszczyzny i sprawy odległe od tezy profesora. Widzę w tym jego tekście niekonsekwencję w myśli, brak uzasadnienia, przykłady podane bardziej na zasadzie kolażu, niż wyrazistego rysunku, budowę nastroju, a nie budowę gmachu faktów. Dlatego też uznałem, że należy na to zwrócić uwagę, ponieważ odstaje ten tekst od – pełna zgoda – wielu innych, świetnych tekstów profesora WOLEŃSKIEGO. Tekst ten ilustruje konieczność w myśleniu, że i profesor, filozof, człowiek mocno doświadczony w myśleniu, a więc i a priori mający już automatycznie budzić zaufanie, powinien być czytany krytycznie, bo i dobremu autorowi przytrafiają się wpadki.
    Co w niczym nie zmienia mojego przekonania,że profesor to niezwykle wartościowy autor. I podobnie jak zadeklarowała powyżej Neferka, czytam jego wiele tekstów z przyjemnością.

  138. paradox57
    8 lutego o godz. 12:49

    Z pewnością. Tak jak „drzewo krzyża” można liczyć na wagony kolejowe (ktoś kiedyś policzył, że te krzyże Jezuskowe wypełniłyby trzy wagony kolejowe, bodaj czteroosiowe), napletki Jezusa można liczyć na worki, a w rączkach Dziwisza „relikwia krwi Świętego Ojca Świętego” rozmnożyła się na setki, a może już i tysiące ampułek i został relikwią poczęstowany już kierowca wyścigowy Kubica ( i dlatego, bez pudła, z grubsza wyzdrowiał) tak też byłoby i z wrakiem tutki.
    Wrak tutki stałby się najświętszą relikwią i mógłby przyćmić relikwię Świętego Ojca Świętego kajakarskiego. Biskupom to by w niczym nie przeszkadzało, co widać. O ile mogliby w ramch wyznawania i czczenia tej nowej relikwi pełnić odpowiednio godną, sprawczą i merkantylną rolę. Bez wątpienia znaleźliby odpowiednie połączenie pomiędzy męczeństwem św. Wojciecha i św. Stanisława; św. Jadwigą Królową Polski, św. Maksymilianem Kolbe, Faustyną, Kózką, Popiełuszką, Kubicą, Szopenem, Jagiełłą pod Grunwaldem, husarią pod Wiedniem a Smoleńskiem i poległościa kolejnego świętego mniemanego o prawidłowym obecnie nazwisku.

  139. mohikanin przedostatni
    8 lutego o godz. 9:30

    Poczytałam sobie o tej potrzebie domknięcia poznawczego. Tak niewinnie się nazywa, a takie ma ponure skutki (ang. need for closure). Nawet znalazłam ciekawe podsumowanie: „http://www.spoleczna.psychologia.pl/pliki/2012_1/Kossowska_Hanusz_Trejtowicz_PS_1_2012.pdf” i można się samemu przetestować.
    Czy wydaje Ci się, a zakładam że Twoje wydawanie się ma solidne podstawy, że tę tolerancję można sobie stopniowo wypracować? Jak tolerancję na zimno, albo na wysokość nad poziomem morza.

  140. Lewy
    8 lutego o godz. 11:05

    Możliwe, że Putin jest facetem mającym poczucie humoru, i to całkiem zdrowe, a nie spaczone jakimś politycznym cynizmem. Ale on jest prezydentem państwa, więc nawet jeśli prywatnie śmieszyłyby go polskie pomówienia, że wziął i zamordował Kaczyńskiego Lecha, to oficjalnie musi reprezentować zarówno urząd prezydenta, a więc i państwo oraz Rosjan, czyli reagować wobec tych szaleńczych i drańskich oskarżeń. Taka jest rola osoby na tego rodzaju stanowisku.

    Lewy
    8 lutego o godz. 15:14

    Moje wyjaśnienie sprawy wykształcenia łączy formalność ogłady za pomocą wykładów z kwestią fundamentalną dla każdego, także tego, co nie ma formalnego, akademickiego wykształcenia. Ująłem to tak:

    „Wykształcenie jest – zasadniczo i co do zasady – przeszkodą w niezborności, albo inaczej: narzędziem rozświetlającym mroki w umyśle. Nie jest jednak gwarantem skutecznego rozświetlenia i utrzymania tej jasności na długo lub na stałe. To zależy od tego, co jest owym wykształceniem – czy to coś formalnego, kurs, dyplomik ze szkoły, czy głęboko osadzona w umyśle zdolność rozumowania, krytycznego oglądu świata i siebie, autonomia wewnętrzna w badaniu i wyciąganiu wniosków oraz żywość umysłu i ochota do myślenia. „

    Tak więc, Twój przyjaciel Kaziu, człowiek bez matury, ale posiadający zdolność krytycznego widzenia rzeczy i może mający większą autonomię wewnętrznego sądzenia niż Twoja kształcona w mikrobiologii koleżanka, trafniej i głębiej widzieć rzeczy takimi jakimi są., niż widzi je osoba formalnie kształcona, ale wewnętrznie mniej wolna, a bardziej uwarunkowana, zwłaszcza pod względem emocjonalnym. Teza, że „Kaczyński jest kryształowym człowiekiem” jest tezą jawnie pomijającą fundamentalne fakty, które to fakty może widzieć Kaziu.

  141. Ewa-Joanna
    8 lutego o godz. 12:20
    NeferNefer
    8 lutego o godz. 14:16

    Już kiedyś o tym głosowaniu za granicą rozmawialiśmy tutaj, ale przyszło mi do głowy, że jak się to ruszy, to ruszy się też podwójne obywatelstwa. I to już będzie gorsze. Bo prawo głosu wynika z prawa posiadanie polskiego obywatelstwa. Tutaj (w USA) to jasno widać kto ma podwójne a kto nie może. Niemcy nie mogą, znam Niemców żyjących całe życie na zielonej karcie. Małżonek amerykanin, dzieci amerykańskie, a tu trzeba co 5-10 lat zieloną kartę odnawiać i głosować nie można. Brytyjczycy też mieli taki problem, ale chyba już od niedawna mogą mieć podwójne. Może ta fala nacjonalizmu zniesie takie prawa i trzeba się będzie zadeklarować. Tylko że Polska mogłaby na tym stracić, ludzie zrezygnują z polskich paszportów.

  142. Lewy
    8 lutego o godz. 15:14

    Przegapiłbym Twoja uwagę w sprawie empatii genów. Nauka, zdaje się, nie ma jeszcze mocno wyrobionego zdania co do genów sterujących empatią, ale są dosyć poważne argumenty, by tak uważać. W świecie nie-ludzi, empatia, i to bardzo wraźna, wręcz przewyższająca empatię u większości ludzi, jest wyraźnie obserwowalna. Daje ona liczne korzyści nie-ludziom, może więc się przełożyć (co do zasady) na dobór naturalny, czyli na genom.
    Celowo dokonałem rozgraniczenia na nie-ludzi i ludzi, ponieważ człowiek może tu być specjalnym pacjentem. U ludzi empatia może dawać korzyści, ale i wywoływać straty. Co ilustruje znane – i trafne co do istoty, a nietrafne co do przykładu nieczłowieka przysłowie: człowiek człowiekowi wilkiem. Oraz łatwo obserwowalne zjawisko, że nikt tak jak człowiek nie jest zdolny zniszczyć świat i samego siebie.

  143. @Tanaka
    Mój głos w sprawie prof. Jana Woleńskiego, to wg mnie trafna ocena środowiska, wygłoszona na Kongresie Kultury Akademickiej w Krakowie, przez Andrzeja Jajszczyka (za GW), w polemice z JW.

    „Profesorowie-celebryci wypowiadają się często i chętnie na wiele tematów, ale brak im rygoru intelektualnego, by trafnie wskazywać zagrożenia i jednocześnie praktycznie się im przeciwstawiać. Swobodnie poruszają się po modnych tematach, mając o nich nikłe pojęcie. Zamiast pracowicie studiować źródła i stawić śmiałe hipotezy, konfrontując je z najtęższymi umysłami świata, swoje kariery budują na publikowaniu felietonów bądź pisaniu po polsku książek, które mało kto czyta. Są skrajnymi indywidualistami, rzadko potrafią działać razem czy sensownie się odnosić do głębszych prac swoich koleżanek i kolegów.

    Na temat studiów technicznych po rewolucji 1989, osobliwie w Politechnice Warszawskiej, mam „zdziwione pojęcie”, pogłębiane latami przez dwoje moich dzieci-absolwentów. (córka – dwa wydziały/fakultety na PW)
    W jaki sposób te ‘mądrale’ przeszły przez egzaminy? – jedna Bozia zna odpowiedź.

    Całe studia – wielka balanga.

    Teraz główki z smartfonach, prawo Ohma to dla nich abstrakcja, kiedy pytam jak odbierają groźby wiszące nad Polską, odpowiadają: „spakujemy się i fruuu do Reichu albo na Wyspy.

    Co prawda znają po dwa języki i to ich wyróżnia wśród znających tylko angielski.

    Takim starym gadom, jak ‘stasieku’, będzie wesoło, jak zostaną w Polsce pisiewicze i emeryci.

    @Lewy
    Właśnie odczytałem (ach ta sieć, cudo doprawdy) wyniki analiz okresowych.
    PSA 0,432, cholesterol 178.
    A więc pić, p…lić, nie żałować, bida musi pofolgować!
    Panie przepraszam z całym szacunkiem.

  144. @Ewa-Joanna
    Przepraszam, jeśli przegapiłem, ale nic nie piszesz o aferze pedofilskiej w Australii.
    Przecież to horror!
    Pozdr

  145. Kilka osób , powołując się na Boya, przyznało sobie wyższość moralną wobec zwolenników PIS- u , czy osób religijnych, również większy stopień poznania prawdy, jasności myślenia itd, itp.(żeby nie było nieporozumień, mnie też PIS się nie podoba, też niepotrzebny mi Bóg do szczęścia). Czyli jesteśmy lepsi. Być może tak jest, ale odrobina skromności nie zaszkodzi.

  146. Stachu39
    8 lutego o godz. 18:21
    Stachu, chyba jesteśmy rówieśnikami, więc pogadajmy jak rówieśnik z rówieśnikiem.
    Czy więc uważasz, że jak ja powiadam, że dwa razy dwa jest cztery, a ktoś podaje inna liczbe, a ja uważa, że temu komuś coś nie gra z liczeniem, to ja tym samym sie wywyższam.
    Jesli kaka opowiada o genezie świata , że to się zdarzyło 5000 lat temu, a ja uważam, że ci panowie mają na bakier z nowoczesną wiedzą, to ja też się wywyższam ?
    No i jeśli ja dość szybko odróżniam łajdaka od normalnego człowieka i dziwię się, że są tacy ludzie, sami raczej porządni, ale nie dostrzegają łajdactwa u łajdaków, to znaczy, że trochę skromności by mi nie zaszkodziło ?
    Ja w cale nie czuje sie lepszy. A może Ty sobie przyznałeś trochę wyższości oceniając bez głębszego zrozumienia to zdziwienie, które wywołują we mnie ci dziwni ludzie.

  147. izabella
    8 lutego o godz. 17:55

    Wiem, dlatego nie chcę od nowa rozpętywać. Ja mam tylko jedno obywatelstwo.
    Czasami jak na to wszystko patrzę z boku to chciałoby się drzwiami „czasnąć” i zapomnieć ale jakoś ciągle nie mogę:(
    Śmiać mi się chce, swego czasu Anglicy się bali że Polki za paszport wychodzą, no może i ten polski paszport jest dziś coś wart, oh how the tables have turned…

  148. Przeczytałem artykuł prof. Woleńskiego i się zgadzam w 100, no może 99 procentach. Ja mam wrażenie ,że na oddaniu wraku nikomu teraz nie zależy: Putinowi bo sobie mówi, oddam, kiedy będę chciał, możecie sobie popiskiwać, PIS- owi , bo musieliby coś tam wykryć, czego nie ma , a tak to mają argument – nie ma wraku, więc nie możemy udowodnić zamachu.Tak na marginesie – symbole smoleńskie nachalnie się rozrastają, natomiast o komisji cichutko.Może komisarze już się rozjechali. Pomysł – wrak na dewocjonalia, może będzie kiedyś zrealizowany. Jestem ciekaw, czy jest dobrze pilnowany? Może już są jacyś szabrownicy.

  149. anumlik
    8 lutego o godz. 17:13
    Jesteś niesamowity, jak jakiś Mickiewicz Adam, ten też podobno potrafił improwizować a vista

  150. @Lewy
    Dzięki. Aż tak nudny mam nadzieje nie jestem.

  151. anumlik
    8 lutego o godz. 19:28
    A fe , tak mówić o wieszczu, któremu gryka dzięcieliną stała, pardą, pała

  152. @Lewy
    Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca
    To do Słowackiego były pite, ale i Mickiewicza dotycza. Tak więc pijmy zdrowie Mickiewicza, on na słodkich chwil użycza. Odyniec też był nie ten tego 😉

  153. @Lewy.
    Po prostu myślę, że wśród ludzi inaczej myślących są też ludzie uczciwi mądrzy. To jest banał. Jak już pisałem kiedyś na tym blogu, wśród ludzi istnieje potrzeba religii, pewnie nie u wszystkich, u części na pewno, różnie motywowana : potrzebą prostych wskazań,potrzebą sensu, potrzebą przeżyć mistycznych, potrzebą rytuałów, lękiem, przyzwyczajeniem itd. Nie jestem religioznawcą i pewnie jest to rozpracowane i opisane. Ja przyjąłem to do wiadomości i się nie buntuję. Po prostu ludzie tacy są, może się boją wyciągać wszystkie wnioski do końca.
    Dotyczy to też w jakimś stopniu PISu tzn proste wyjaśnienia.Jak już jesteś w jednym obozie- trudno przejść do drugiego, wspólnie już przelaliście krew , zacietrzewiliście sie w obronie wspólnej racji. Zmiana obozu i przyjęcie innego punktu widzenia to zdrada.

  154. stasieku
    8 lutego o godz. 18:19

    Podobnie to widzę jak Ty i Jajszczyk.
    Nie odnosiłem się jednak zupełnie do tego, czy Woleński jest celebrytą, czy nie, czy ulega modom intelektualnym, bądź się ślizga po tematach – to mi nie było do niczego potrzebne, gdy czytałem co napisał w świeżym tekście o Smoleńsku i obocznościach. Przyjrzałem sie po prostu samemu tekstowi, który mówi za siebie i mówi o stanie głowy (chwilowym, a – może – i bardziej ogólnym) autora.
    Jak zeznałem wyżej, wiele tekstów Woleńskiego czytam z zaintresowaniem, satysfakcją intelektualną i poznawczą, poniekąd też emocjonalną, czyli też z przyjemnością, ale i znajduję tezy słabe, niepodparte porządnymi argumentami, połączenia między rzeczami i zjawiskami nieco, lub więcej niż nieco – fatazyjne, czy powielające kalki mentalne, co u profesora bardziej razi niż u Ździcha i bardziej obciąża.
    Nb. – powzięcie niezgody na tezę, wyłapanie mielizny w tekście czy wypowiedzi bywa też niezłą przygodą intelektualną i więcej uczy przemyślana niezoda niż zgoda z niedorobioną myślą.

    Z @pombockiem raz po raz tu wracamy do sprawy nieobecności nauki myślenia, krytycznego myślenia i koniecznej do wykształcenia tych cnót pierwszych wolności w myśleniu – w polskiej szkole, w całym przebiegu edukacji i w jej zasadach oraz szerzej – w życiu nadwiśla.
    Nie dziwi mnie to wcale, bo Polską rządzi mózgowie katolickie, zaś nadkatolik, nadpapież, nadczłowiek, nadjezusek – czyli Święty Ojciec Święty giewontowy miał najwybitniejsze osiągnięcie w ksztaltowaniu polskiego łba w podległości i posłuszeństwie. Co było – i jest – dosłownym powrotem do niewoli pańszyczyźnianej. „Wolność” – sześcset siedemdziesiąt osiem tysięcy trzysta dwanaście razy powiedział Święty Ojciec Święty. I tyle samo razy, albo i więcej, się temu sprzeciwił.

    Podobno filozofowanie uczy myślenia. Tak mówi ten i ów i taka jest kalka mentalna. To ryzykowna teza. Zresztą polska filozofia jest bodaj żadna, od czasów Kotarbińskiego, a coś co się chętnie pod filozofią podpisuje, czyli polska teologia, to w ogóle ludzka nędza. Ostatnią, miejscami niezłą bo człowieczą teologią, jaką wyprodukował katolicyzm mniemany, była/jest teologia wyzwolenia. Którą nasz ulubieniec – Święty Ojciec Święty – postanowił rozpiżyć, rozwalić, zbombardować, rozstrzelać i posypać trupa solą. Co mu się prawie udało. Bombardował miłościa maryjną, która wywołuje liczne efekty dodatkowe i widowiskowe. Całość – ku większej chwale i zwycięstwu Niepokalanej, synka jej własnego bezgenetycznego, oraz tatusia mniemanego oraz naczelności: poddaństwa, władzy autorytetu giewontowego, uległości, czyli katolickej cichości. Abowiem jest powiedziane tam gdzie trzeba: cisi zdobędą niebo. Jak zdobędą, będzie jak i przedtem i na wieki wieków amen: cicho. Bozia nie lubi hałasu.

  155. No dobrze Stachu, ale w dalszym ciągu upieram sie, ze ja bron panie boże(ach te językowe atawizmy) nie wywyższam się. A to, że poczciwcy nie widza łajdactwa pisu zastanawia mnie, próbuje to sobie wytłumaczyć, zrozumieć, ale bez wpadania w pychę.
    No dobrze, nie ma o ciągnąć temat

  156. Stachu39
    8 lutego o godz. 18:21

    Dwa słówka z racji dwóch sekund wolnego czasu.

    Wybacz, nie po to mówię, by się konfrontować, lecz zwierzam się tu od czasu do czasu z różnych namysłów nad językiem naszym powszednim.

    Otóż wytykanie nieskromności i apelowanie o skromność można rozumieć jako świadome, prostolinijne wytykanie i apelowanie bez ukrytych myśli – wtedy wszystko jest w porządku, jesteśmy szczerzy, otwarci, nie wrodzy. Ale można też je widzieć jako bardzo starą, dulską manierę służącą DEMONSTROWANIU własnej skromności. Co jest skromności odwrotnością.

    Broń Boże tego Ci nie przypisuję – po prostu głośno myślę.

    Wytykanie nieskromności najczęściej można nazwać manierą dlatego, że bierze się z bardzo powierzchownego i mało refleksyjnego odbioru krytykowanych treści. Wystarczy, że ktoś powie o bliźnim „głupi”, by był uznany przez czujnych sprawiedliwych za wynoszącego się nad innych. Tymczasem może to być nie wynoszenie się, lecz proste nazwanie rzeczywistej głupoty. Chyba nie powiesz, Stachu, „mądry” o człowieku, którego głównym życiowym paliwem jest zemsta? I nie nazwiesz „dobrym”, „mądrym”, „sprawiedliwym” Boga, na którego podobieństwo jest człowiek, i któren to doskonały Bóg, stwórca tegoż człowieka, godzi się, by jego własny stwór rozpruwał brzuchy ciężarnych kobiet, nadziewał dzieci na sztachety, rozbijał ich główki ich o mur, a ze zdrowych mężczyzn zdzierał żywcem skórę i żywcem palił? Czyżby więc człowiek nazywający słabymi na umyśle ludzi wierzących w dobroć takiego Boga nie nazywał rzeczy po imieniu, lecz się nad innych wynosił? Nie nazwiesz „głupkiem” takiego jak ja czterolatka, który pozwolił starszym kolegom ponabijać spody jego poniemieckich nart gwoździami i je pozaginać, bo powiedzieli, że w ten sposób będą się o wiele lepiej ślizgać?

    Słowem, Stachu, chciałem powiedzieć, że wyraz „skromność”, o ile ma znaczyć to, co znaczy, był używany z czuciem, oszczędnie, SKROMNIE. Niech głupota będzie nazywana „głupotą”, wiedza – „wiedzą”, mądrość – „mądrością”, a nie „nieskromnością”. Dopiero nieskromność niech się nazywa „nieskromnością”. Niełatwo z lotu podniebnego ptaka rozróżnić wiedzę, mądrość, nieskromność.

  157. @Pombocek
    Chodziło mi o to ,że znam porządnych , sympatycznych i mądrych ,religijnych pisowców. Niestety ,są też tacy.

  158. W Czarno na Białym usłyszałem ciekawą rzecz. Otóż w Kościele trafili sie jacys nierozgarnięci księża, którzy zaczeli głosić heretycką tezę, że nie należy od parafian brać pieniędzy po kolędzie. Na szczęście są tam również normalni, niepozbawieni rozumu księża, a przy tym niepozbawieni empatii, bo obalili heretycką tezę stwierdziwszy, że to parafianie garną się do nich z pieniedzmi i , że gdyby tych pieniędzy nie przyjęli, to by tych darczyńców ciężko obrazili. Biedne, poczciwe księżyska, albo dzieciaki im sie do łóżek pchają, albo pieniądze. Nic tylko wyjechać na bezludną wyspę

  159. ‘Stachu39’ napisał do ‘Lewego’ między innymi:

    ”Jak już jesteś w jednym obozie – trudno przejść do drugiego, wspólnie już przelaliście krew , zacietrzewiliście się w obronie wspólnej racji. Zmiana obozu i przyjęcie innego punktu widzenia to zdrada.”

    Choć ten fragment był zawarty w dyskusji na temat „nieskromności” w wypowiedziach, zacytowałem go, dla jego wartości przy tłumaczeniu pewnych zachowań ludzi, potwierdzających w 35% poparcie dla PIS.

    Zachodzimy w głowę, dlaczego po wydarzeniach ostatniego roku, nie „opada PISowi”.
    Ankietowani, choć to operacja anonimowa, być może, nie chcą się przed samymi sobą przyznać do błędu.
    Jest coś takiego w ludziach, taki rodzaj zakłamania, który poprawia samopoczucie.
    Trudno mi nawiązać do sumienia, bo to warstwa głębsza.

    Wielu ludzi wśród wierzących, nie chce się przyznać nawet do chwili ‘zwątpienia’, jest im z tym lepiej.

    ‘Stachu39’ i ‘Lewy’ – wiem o co Wam obu chodzi i Was rozumiem.
    Z ‘Lewym’ mam łatwiej, bo go znam lepiej.
    To skromny żabojad jest, ten ‘Lewy’…
    Pewnie układa się do snu, bo dobowy rytm ma jak ‘ten co z kurami (…)’

    Dobranoc, niech Wam się przyśni… – chciałem jakąś sprośną scenę z prezesem opisać, ale dam spokój.

  160. Prezes ustanawia nową zasadę prawną
    Prezes dzisiaj sformułował bardzo ważna zasadę, która od lat wyznaje niewidzialnie i realizuje, choć to mu nie bardzo wychodzi.
    A mianowicie na konferencji prasowej Prezes omawiał swoją ideę uzdrowienia samorządów w Polsce poprzez ustawę, której przepisy mają działać wstecz (ustanowienie dwukadencyjności obieralnych szefów samorządów, przy czym przepis ma działać wstecz, co oznacza, że gdy np. wójt przed wejściem ustawy w życie będzie w trakcie drugiej kadencji na tym samym stanowisku, to nie może przystąpić do następnych wyborów jako kandydat na wójta. Prezes powiedział:

    „Zasada o tym, że prawo nie działa wstecz powinna być zastosowana tylko tam, gdzie broni interesu ludzi.”

    Jest to zasada równa tej (właściwie jest jej uzupełnieniem, konkretyzacją), którą wygłosił poseł Morawiecki senior w parlamencie – prawo nie może być sprzeczne z dobrem ludu.
    Zasada Morawieckiego oznacza ni mniej ni więcej, że gdy ktoś z rządzących uzna, że jakiś przepis prawny jest sprzeczny z dobrem ludu, to ten przepis z automatu staje się nieważny.

    Zarówno Morawiecki jak i Kaczyński, to tęgie głowy prawnicze. Dowodzą oni, że prawo, to elastyczny instrument, że prawem można gospodarować poprzez wygłaszanie ad hoc formuł unieważniających taki czy inny przepis, jak to pokazuje niedawny przykład zarządzania prawem przez kierownika drukarni biuletynów państwowych, który odmówił drukowania orzeczeń TK uznając, że są nieważne. Po prostu – są nieważne, nie wydrukujemy. A jak nie wydrukujemy, to są nieważne.
    PiSowska logika jest w stanie przełamać wszystkie zasady, reguły, dogmaty i konstytucje. Wystarczy się z nią zapoznać, zrozumieć, przyswoić i można rządzić.

    I co nam zrobić może taka Merkel (dziś lepsza od Schulza)? Przyjechała i pojechała ta wielka mała, a Beata Szydło zdrowa i cała, Prezes zrozsądniony, integralny, palantom z PO szczęki opadły, dla nich dzień fatalny. Logika buduje, logika zabija, Prezes, gdy trzeba wyciśnie wodę z kija.
    Pzdr, TJ

  161. lonefather, 7.02, g.22.32,

    Co do meritum twojego wpisu, to wyznaję, że mimo podziwu dla twojego szarmanckiego stylu z przykrością stwierdzam, że pomyliłeś mój wpis z 7.02, g.15.00
    z innym wpisem, z całą pewnością bardziej odmiennym tematycznie i, chyba podobnie radykalnym jak twój odzew z daty j.w.

    W moim dwuzdaniowym wpisie nie znajdziesz słowa klęską, które ty starasz się zagryźć mocniejszym wyrażeniem – katastrofa.

    Przyjemność skoczenia mi znienacka na plecy robisz kolejny raz, a parę dni temu
    uraczyłeś podobną niespodzianką Lewego z czego się rakiem wycofywałeś.

    Co się z tobą dzieje?

    Przesyłam ci znak pokoju i życzę dobrej nocy.

  162. @Stachu39
    PO wklejeniu swojego bleble, zauważyłem Twój krótki post do ‘pombocek’a’.
    I tu Stachu39 muszę Cię zapytać:
    Jak można być przyzwoitym i pobożnym i wybierać na swojego przedstawiciela kłamcę i bezbożnika?.
    Pytanie jest retoryczne, włączam serial The Night Manager i przenoszę się w inny świat.

  163. zezem
    8 lutego o godz. 21:08

    Dziękuję pięknie 🙂 a co to takie w dziupli siedzi?
    no, i ja jestem nocny marek, dla mnie wieczór dopiero się zaczyna

  164. tejot
    8 lutego o godz. 21:12

    Prezes ustanawia nową zasadę prawną

    „Zasada o tym, że prawo nie działa wstecz powinna być zastosowana tylko tam, gdzie broni interesu ludzi.”
    ” prawo nie może być sprzeczne z dobrem ludu.”

    Czyli: my bronimy dobra/interesu ludu, a co to jest dobro/interes ludu, to już my decydujemy.
    Dlatego też, Tejocie, nie prosty poseł z ławy ustanawia nowe prawo, ale tylko marzy o tym samym, o czym marzył – i ustanowił Adolf ze swoim Himmlerem, Stalin ze swoim Berią, a przed nimi Wielki Wzorodawca: Kościół kat. Już tam papież ze swoim biskupem wiedzą, co jest dla ludu najlepsze. Jak wiedzą, tak robią.
    Oto Wielka Tajemnica Wiary.

  165. NeferNefer
    8 lutego o godz. 21:38

    I nie jest to sen na jakichś proszkach.

  166. Zgodnie z Aktem Zawierzenia Zarządu spółki Energa, w Polsce katolicka musi być także elektryczność. Rację więc mają ci, którzy są przekonani, że bozia to ognie świętego Elma.

  167. @Tanaka

    Ale ten tego po bożemu czyli po ciemku, to po co elekstryka?

  168. Tanaka
    8 lutego o godz. 21:41

    Mój komentarz
    Tak ta Tanako, istnieje analogia i jest to najprawdziwsza prawda, że dokładnie taka samą postawę wobec prawa reprezentował wielki adolf i otrzymał oficjalne potwierdzenie tej zasady od prezydenta, parlamentu i narodu. Wszelkie przeszkody zniknęły. Uzdrawianie samorządności poszło błyskawicznie. I tak jak poszło, tak się skończyło – błyskawicznie.
    Pzdr, TJ

  169. @stasieku
    To nie jest coś co wypłynęło ostatnio – śledztwo w sprawie pedofilii i nie tylko, w kościołach i instytucjach ciągnie się od kilku lat, bo skala przestępstwa ogromna. Nie tylko w Australii ale wszędzie na świecie. Australia dzięki kobiecie – premier zajęła się tematem i wdrożyła śledztwo. Obecnie zbliża się to do końcowego etapu, teraz negocjuje się odszkodowania, a ja mam nadzieję, że te różne kościołki pójdą z torbami. Osobiście byłabym zszokowana i podbudowana takim śledztwem w Polsce. 🙂

  170. NeferNefer
    8 lutego o godz. 21:51

    Ale ten tego po bożemu czyli po ciemku, to po co elekstryka?

    No masz, elektryka zawsze czuwa
    Chba, że ten-tego odchodzi w niezelektryfikowanej stodole na sianie. Wtedy czuwa lampa. Lampa to światło boże
    Jak nie lampa, to piorun. Jak ten-tego odchodzi nie po chrześcijańsku, to strzeli. I spokój. Wieczny, ma się rozumieć.
    Sama widzisz, że czuwa.

  171. NeferNefer
    8 lutego o godz. 21:38

    Ja chyba śnię

    ENERGA im. Matki Boskiej Gromnicznej.

    Zawierzmy, pokłońmy się, pobłogosławmy, przeprośmy Volta, Ampera i tych innych Faradayów od pierunów. Na akumulatorze napisano BOSCH. To bóg od Merkel?

  172. stasieku i Lewy,

    trudno w sposób pewny i jednoznaczny uzasadnić przyczyny i motywy obecnych ruchów w polityce zagranicznej „Dobrej Zmiany”.
    Jako mieszkaniec dalekiej północnej prowincji korzystam z informacji medialnej, zarówno słuchowej, jak i ocznej.
    Nie jest mi dane, tak jak Tobie zamieszkiwać w metropolii (i to niedaleko człowieka, który lubi jedynie kręcić kieratem, a ponadto kocha koty).

    W ocenie obecnej sytuacji politycznej biorę pod uwagę (oprócz innych) także czynniki
    o charakterze psychologicznym, bo bez tego zrobienie w miarę logicznej układanki
    i zrozumienie mechanizmu decyzyjnego na polskiej scenie politycznej jest dla mnie niemożliwe.
    Nie od rzeczy jest także znajomość (oczna, ale na żywo) takich tuzów poprzedników
    „Dobrej Zmiany” Jak A. Gwiazda, Wielki Elektryk czy Pani Ania z którą stykałem się przez kilka miesięcy, jeszcze jako młodzieniec na terenie Stoczni im. Lenina ( pracowałem w innej firmie) gdzieś około 1962 r.
    O pozostałych ocierałem się na korytarzach hotelu Sasanka (czytaj Zarząd Regionu Solidarność w Biurze Interwencji w Gdańsku).

    Osobowością był moim zdaniem Andrzej Gwiazda nie licząc gości jak K. Modzelewski.
    O kontaktach z Lechem Kaczyńskim jako człowieku, który miał nadzór nad prawnikami z ramienia Prezydium Zarządu wspominałem przychylnie na blogu Passenta.
    O jego arogancji nie wspomniałem, bo czasy chaosu tłumaczyły wszystko.

    Ale do rzeczy.
    Cechy osobowościowe przywódcy „Dobrej Zmiany” spowodowały, że obsadza on stanowiska ministrów spraw zagranicznych politykami którymi faktycznie są tylko z nazwy.
    Polityką zagraniczną kieruje sam Kaczyński, a jego cechy charakteru oraz wiara w swój geniusz (patrz podobnie laudacja Szydło, którą wygłosiła z okazji przyznania nagrody Człowieka Wolności tygodnika redagowanego przez J. Karnowskiego) spowodowały skłócenie się Polski ze wszystkimi oprócz własnego otoczenia (czytaj biura).

    Każdy cel w polityce zagranicznej, to był polski niewypał.
    Co gorsze większość ludzi którzy interesowali się polityką przewidywało taki obrót spraw.
    W rezultacie Polska jest osamotniona (Sikorski wyśmiał skuteczność obrony Polski przez NATO do którego sojusz jest zobowiązany na mocy mętnie zredagowanego art.5 Traktatu), a jedynie w wyniku liberalnych traktatowych rozwiązań unijnych, nie jest jeszcze izolowana (co się może niebawem zmienić).

    Niemcy są mocarstwem w wyniku wsparcia silnego fundamentu europejskich państw, lecz po fali populizmu i ciągłego kwękania brytyjskiego establihsmentu politycznego, a w szczególności Camerona, fundament ten został podmyty.
    Mają więc Niemcy interes w tym żeby dogadywać się także z Polską, bo jak się rozpadnie Unia, to w wyniku aktywności takich strategów populistów jak Kaczyński będziemy mieli w Europie konflikty wojenne lub konieczność stworzenia osi Berlin – Moskwa, o czym Kreml marzy od dawna.
    Oczywiście taka polityczna oś byłaby zdominowana przez Kreml.

    Złagodzenia stanowiska Niemiec w stosunku do rządu Szydło wydaje się czasowe i nic tu nie pomogą pocałunki Merkel przez zimną jak ryba Szydło.
    To Kaczyński uświadamiając sobie izolacją Polski, którą sam wywołał rzucił się do całowania rąk Merkel, która pozwalała sobie nawet na uszczypliwość w stosunku naszej premierki.

    I jeszcze parę uwag.
    Polski etablihsment polityczny wyraźnie odstaje od wymogów jakie powinien spełniać w obecnych czasach.
    Z czasem, gdy dojdzie do jakiegoś kryzysu ekonomicznego, który sam nastąpi, a wcześniej może go wywołać Unia sankcjami nałożonymi na rząd za klerykalną „demokrację”, którą nam funduje, może do użycia przemocy do której ten rząd się szykuje.
    Nie jest w Polsce możliwa demokracja bez ograniczeniu politycznych wpływu kleru szczególnie na pranie mózgów.

    Pozdrawiam

  173. NeferNefer
    8 lutego o godz. 21:51

    Masz rację, umiłowana ten tego tu i teraz, Neferko. Bezświatłość
    to najtańszy i najskuteczniejszy sposób na potrojenie populacji RP. Albo i na poczwórzenie. No to w imię Ojca i Syna, Bracia i Siostry, gaśmy.

  174. NikodemD
    8 lutego o godz. 22:26

    Dobre 😀 może Energa powinna handlować świeczkami? Wotywnymi najlepiej.

    Tanaka
    8 lutego o godz. 22:25

    Czegoś mi się przypomniała dyskusja coś tam coś tam gromnica w stodole chroni przed piorunamy.
    Ale co strzeli bo mnie się dzisiaj wszystko kojarzy:)

    pombocek
    8 lutego o godz. 22:51

    pombocku równie umiłowany, popacz, zamiast 500+ rząd mógłby robic przerwy w dostawie energii albo całkiem wyłączyć i szlus 🙂

  175. I taniej by było…

  176. NeferNefer
    Wedle mojego rozeznania, to co z dziupli się wychyla, to mysz ewentualnie myszarka (dawniej zwana też myszą). Bo na innego gryzonia nie pasuje. Nornica raczej nie, chociaż ta jest spotykana i na ziemi i na drzewach. Zresztą ona jest chomikowata nie myszata. Nornik nie właził by na drzewo, smużka – wiadomo – ma ciemną pręgę wzdłuż grzbietu. Czyli pozostaje mysz. Pytanie, gdzie to zdjęcie zostało zrobione, bo bez kontekstu trudno się wymądrzać. No i ogon trzeba by było zobaczyć. Ogon koniecznie.

    A co do tego, o co pytasz, że po ciemku. U nas teraz będzie po kielecku.

  177. @paradox57
    Po kielecku? Z myszom? Bez oglondu ogona? Ty to masz wyobraźnie, docent 😀

  178. NeferNefer
    Bo oni obaj przecież z jednej parafii.

  179. @Anumlik
    A tak. Bo po ciemku, po flaszce i pod kołdrą. Więc wyobraźnia musi wystarczyć.

  180. @paradox57

    Dzięki. Myszy mi niegroźne ale taki na ten przykład pająk, yyyyyyy
    A jak to po kielecku?

  181. @NeferNefer
    Młody Marks nie takie kawałki szatanowi wyśpiewywał. Też do podusi:

    Wyziewy piekielne pochodzą od mego mózgu
    I napełniają go aż ja staję się szalony.
    Aż moje serce staje się zupełnie zmienione.
    Patrz na tę szpadę,
    Książę ciemności sprzedał mi ją
    .

    Dobranoc 🙂

  182. anumliku

    No, ja jeszcze mogie, jakby co. Ale takie coś do podusi?
    A Myszowatego Kwinta grał, tylko w czym?

  183. Pająka to kapciem…

  184. @paradox57
    jasne, co to za ciemności bez ogona. 🙂
    https://goo.gl/photos/DoArDK5EaY1SVMxz8

  185. A propos ‚logiczne’ vs ’emocjonalne’:

    chodze dzis od rana mruczac pod nosem: ‚Polacy to zlodzieje!’ i w zoladku mi sie przewraca.
    Jakas gnida opierd*lila’ polowe polskiego zbioru filmow (cale seriale np. ‚Chlopi’, ‚Stawka’, ‚Dekalog’, ‚Trylogia’) i muzycznych CDs (np. cala Osiecka, 5 dyskow) biblioteki publicznej w Kanberze.
    Katalog polskiej sekcji biblioteki od dawna mial dziury po ukradzionych dyskach ale ten ostatni wyczyn to sprawa ostatnich 2, 3 tygodni i jestem pewien, ze to musiala byc jedna osoba/rodzina. Zaraz pisze email do biblioteki z zapytaniem, co zamierzaja z tym fantem zrobic.
    Logicznie mowie sobie jedna ‚czarna owca’ nasrala w gniazdo polskiej malej tuejszej spolecznosci, emocjonalnie zas, qrwa, zabilbym.
    Wybaczcie.

  186. Wyslalem email do biblioteki i troche mi ulzylo, bo wiem, ze otrzymam troskliwa odpowiedz konkretna i kulturalna i zapomne przez moment o polskiej dziczy w Australii.

  187. Ja sobie śpię, a tu jakieś naśmiewanie z Kielc. Ostrzegam, jestem Kielczawiakiem (analogia do Warszawiaka) Mam kilka francuskich scyzoryków, ktore potrafię użyć. To pod Kielcami sto milionów i cos tam lat temu wyszedł z morza wasz przodek, więc gdyby nie Kielce, to nie byłoby was. Szydzenie z wlasnej przeszłości, z Grunwaldu, Cudu nad Wisłą, i z Kielce to jest plucie do własnej kolebki, niegodne prawdziwego patrioty, chyba żeś Żyd albo komunista.
    Ps
    Neferko, myszą to śmierdziała whyski Tymowi w „Misiu”

  188. Gerrymandering

    Sprawdziłem, więc wiem, że nikt jeszcze tu na blogu w komentarzach nie użył tego pojęcia. Nie przeczytałem wszystkich komentarzy, więc jeżelki ktoś już to, co chce zrobic PiS w Warszawie (z Warszawą?) wyjaśniał używając polskiego odpowiednika tego słowa (jakiego?) to z góry przepraszam za wymądrzanie się.

    Wikipedia:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Gerrymandering#Northern_Ireland

    Z artykułu w Wikipedii od razu widzimy, że jego autorowi/autorom praktyka ta nie jest znana w odniesieniu do Polski. 😉 A przynajmniej nie ma (jeszcze!) polskiego przykładu.
    Teraz, o ile uda się pisowcom ich sztuczka – będą mogli taki przykład dopisać.

    Ale ad rem. Gerrymandering to takie manipulowanie granicami okręgów wyborczych aby w następnych wyborach zmaksymalizować swoje szanse na zwycięstwo. Manipuluje oczywiście ten co może, czyli partia aktualnie przy władzy.

    Ja w swojej naiwności rzuciłem się do komentowania mając nadzieję, że jak blogowisko zobaczy aktualny kształt kongresowego (Kongres USA) dystryktu numer 4, to sz. blogowisku dopiero szczęka opadnie. Ale po przeczytaniu artykułu w Wikipedii już taki pewny nie jestem… 😉

    Oto mapa (położonego w mieście Chicago) dystryktu numer 4 (numeracja dotyczy kongresowych dystryktów stanu Illinois):

    https://en.wikipedia.org/wiki/Illinois's_4th_congressional_district

    Tak, tak, ten zielony kształt, niektórym podobno przypominający nauszniki, to efekt takiego „masowania” wyborczej mapy aby latynoski kongresman Luis Gutierres, zresztą bardzo życzliwy Polonusom, był nie do ruszenia. Północne ucho nauszników jest portorykańskie a południowe jest meksykańskie. Gutierres mówi płynnie po hiszpańsku i jest pochodzenia portorykańskiego. Czy można w Chicago wykroić lepszy dystrykt? 😉

    Warszawskie dodawanie gmin o przewadze pisowskich głosów do ogólnej puli jest wypisz-wymaluj takim gerrymanderowaniem.
    A że najmniejszym kawałeczkiem puzzla, który można przesunąć jest gmina to – i tutaj proszę mnie poprawić – bo wynika z konstrukcji wyborów w Polsce. W Polsce nie ma zarejestrowanych wyborców tej czy innej partii a więc nie wiadomo, z dokładnoscią do pojedynczego domu stojącego przy ulicy, kto jak głosował.
    Takie informacje są w Polsce znane tylko z dokładnością do gminy, nie do pojedynczego wyborcy.
    Tak więc w Polsce nie da się posiekać mapy nowego okregu wyborczego zostawiając nawet pojedyncze bloki na osiedlu poza granicami (albo w granicach), to samo robiąc z pojedynczym osiedlem/grupą budynków. To jest w USA całkiem łatwe do zrobienia i tak sie tu robi.

    Jak wygladają te sprawy w innych krajach nie wiem, ale artykuł z Wikipedii jest smakowity i dostarcza dużo przykładów. Miłej lektury.

  189. @act 9 lutego o godz. 4:36
    „Jakas gnida opierd*lila’ polowe polskiego zbioru filmow (…) Zaraz pisze email do biblioteki z zapytaniem, co zamierzaja z tym fantem zrobic.”
    Chicago Public Library od jakiegoś czasu zaczęła naklejać specjalne nalepki z paskiem w środku na same płyty CD, a nie tylko, jak to było kiedyś, na ich pudełka albo/i książeczki z opisem utworu. Nalepka ma kod kreskowy co przyspiesza wypożyczanie i zwrot a pasek piszczy w bramce przy wyjściu z biblioteki.

    Jest tego naklejania negatywny efekt, a mianowicie nalepki naklejane są tylko po jednej stronie CD-ka i oczywiście podczas wirowania w napędzie powodują duże drgania całego napędu. W zależności od urządzenia, ma się wrażenie, że całość zaraz się rozpadnie. Ja mam zwyczaj przed odtworzeniem utworu naklejać moja własną nalepkę, zwykle są to 3-4 warstwy przezroczystej taśmy klejącej mniej wiecej odpowiadającej rozmiarom bibliotecznej nalepki i położonej jak jej lustrzane odbicie względem środka CD-ka.

  190. @Lewy 9:49

    A czy to nie w Kielcach przypadkiem jeszcze w latach 80. ubiegłego stulecia było największe w Europie zbiorowisko działek pracowniczych. Chyba na Wichrowych Wzgórzach, jeśli mnie pamięć nie myli. Widok był niezapomniany. Ponoć nawet z Kosmosu. Prawie jak chiński mur. I wcale się nie naśmiewam. Prędzej zazdroszczę, bo to panie i Sienkiewicz, i Żeromski, i cała plejada pomniejszych.
    Teropody teropodami, ale powinieneś jeszcze coś o dymarkach, Krzemionkach i wielkiej stacji telewizyjnej na górce wspomnieć.

  191. @Lewy

    Ruda wóda na myszach to insza inszość niż Myszowaty, nieważne 😉

  192. Jak to się składa. Na studiach miałem kolegę. Myszowaty żeśmy go nazywali. Z Kielc.

  193. @paradox57
    Jak potraktujemy Kielce z przyległościami to można i wsadzić Sienkiewicza, chociaż ja nie jestem pewien, czy on Kielce widział. Kiedy mu społeczenstwo w darze ofiarowalo Oblęgorek, to podobno on w tym Oblegorku byl tylko raz, taki to był zabiegany pisarz. Żeromski to pewniak, w końcu chodził do liceum im.Żeromskiego w Kielcach. Na siłe można by dołączyć Gombrowicza i Herlinga-Grudzińskiego, ale oni raczej spod Radomia i jak Radom opuścił Kielecczyznę i przeniósł sie na Mazowsze, to zabrał ze sobą tych dwóch pisarzy.Kiedyś to nawet Kochanowski był góralem świetokrzyskim, ale Czarnolas wraz ze Zwoleniem też jak Radom wolał snobistycznie zbliżyć się do Warszawy. No ale wciąż Kielce mają Mikołaja Reja, ale jak Nagłowicą spodoba się przenieść w Krakowskie , to juz zostanie tylko Zeromski.
    Ostatnim wciąż żyjącym (niestety) wybitnym Kielczaninem jest profesor Kik, który w mediach narodowych bardzo przekonywająco mówi o lepszości pisu nad wszystkim, co pisem nie jest. Do tej prawdy doszedł nie tak dawno, bo taki Rysiek Czarnecki już swoim wystającym z tłustej gęby nochalem dawno odkryl tę prawdę, obwąchawszy wczesniej kilka prawicowych potworków + ludową Samoobroną. Ale profesor jak to profesor, bez refleksu, ale rozumny scyzoryk.
    To tyle.O działkach z kosmosu i dymarkach nie chce m się pisac, bo nie i już.

  194. @zza kałuży, z godz. 7:07
    Takie informacje są w Polsce znane tylko z dokładnością do gminy, nie do pojedynczego wyborcy.
    W Polsce takie informacje są znane na poziomie obwodów do głosowania. Obwody obejmujące od 500 do 3 tys. mieszkańców tworzy rada gminy.

    Termin Gerrymandering jest mi – sądzę, że każdemu, kogo interesuje tematyka wyborów – znany. Nie widziałem powodu, aby go używać, gdyż polskie określenie „manipulacja obwodami i okręgami wyborczymi” oddaje sens tego, o czym piszesz. Ale fakt, w przypadku PiS-owskiego skoku na okręgi wyborcze można użyć terminu gerrymandering.

  195. @izabella, (8 lutego o godz. 17:44)

    Czy wydaje Ci się, … , że tę tolerancję można sobie stopniowo wypracować? Jak tolerancję na zimno, albo na wysokość nad poziomem morza.

    Zdecydowanie TAK, z naciskiem na stopniowo!

    Tyle, że trzeba zacząć od przyczyn. Niska tolerancja na brak domknięcia poznawczego, u dorosłych, stanowi konsekwencję problemów emocjonalnych.

    Sama potrzeba poznawczego domknięcia jest konstruktem przejawiającym się : jako preferowanie porządku, preferowanie przewidywalności, zdecydowanie, dyskomfort odczuwany w obliczu wieloznaczności i zamkniętość umysłowa.

    Co można sprowadzić do wspólnego mianownika, jakim jest potrzeba kontroli.

    Nadmierna kontrola wynika z własnych nierozpoznanych uczuć i źle nazwanych potrzeb. Kontrolujemy swoje zachowanie, bo chcemy być akceptowani i dobrze oceniani.
    Kontrola daje nam poczucie bezpieczeństwa, zmniejsza lęk przed nieznanym i niespodziewanym. Lęk ma bardzo różne przyczyny. Traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa. Nauki i ostrzeżenia rodziców typu: uważaj, bo sobie zrobisz krzywdę! Nie dasz rady! Nie uda ci się! Bądź ostrożny i nie ufaj nikomu! Wszyscy tylko czyhają, żeby cię wykorzystać!
    Matki silnie kontrolujące swoje dorosłe dzieci, często pod płaszczykiem troski i miłości, zazwyczaj nie są usatysfakcjonowane związkiem ze swoim mężczyzną. Konfrontacja z tym może być dla nich zbyt bolesna. Łatwiej im myśleć o sobie: jestem wspaniałą, opiekuńczą i poświęcającą się matką, zamiast: jestem nieszczęśliwą kobietą tkwiącą w małżeństwie, które nie przynosi mi radości.

    Punktem wyjścia powinno być skonfrontowanie się z własnymi emocjami. Nazwanie ich i zaakceptowanie faktu ich doświadczania: złości, lęku, obaw, gniewu, niechęci czy smutku.
    Następnie wyrażenie tych uczuć, ale tak, aby nikogo nie ranić.
    I wreszcie, w sprzyjających warunkach, należy choć trochę poluzować kontrolę. Dać ponieść się sytuacji i decydować innym choć w niewielkim stopniu za nas. Jeśli umiemy odpuszczać chęć ciągłej kontroli, mamy szansę na zrealizowanie wielu interesujących nas zamierzeń i podjęcie się ważnych dla nas działań.

    Generalnie mamy przekonanie, że kontrolując swoje życie, sprawimy, że nasze poczucie bezpieczeństwa będzie na stałym poziomie. Nie jest to prawdą.

    O odpuszczaniu kontroli:
    http://rodzina.swiatkobiety.pl/psychologia/news-jak-nauczyc-sie-odpuszczac-by-poczucie-kontroli-bylo-odpowie,nId,1506588

  196. @Lewy
    Ważnym, a dla mnie wybitnym przez fakt współtworzenia ustawy o samorządzie terytorialnym, kielczaninem, jest Jerzy Stępień, sędzia, przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego w latach 2006 – 2008. Urodził się w Staszowie, a aplikacje sędziowską oraz praktykę sędziowską realizował w Kielcach.

    Inni znani kielczanie to: Adolf Dygasiński – kształcił się w Szkole Wyższej Realnej w Kielcach; Piotr Ściegienny, urodzony w Bilczy pod Kielcami, kielecki nauczyciel i twórca konspiracyjnego Związku Chłopskiego. Z Kielcami był też związany Stanisław Staszic, który założył w 1816 roku w Kielcach Szkołę Akademiczno-Górniczą, pierwszą wyższą uczelnię techniczną w Polsce.

  197. Po ponownym przeczytaniu mojego tekstu z 8.02, g.22.25 muszę schylić pokornie głowę za popełnione w nim błędy i niedoróbki stylistyczne.

  198. Ohohohhhoooooo!

    Dobrze sie dzieje!

    Wlasnie slucham wiadomosci bierzacych w TOK FM a tam miniwstawka z Jastrzebia i wsciekli gornicy wyzywajacy PiS….

    ZLODZIEJE ! ZLODZIEJE ! ZLODZIEJE !

    [i tylko nie wiem, czy na pewno przeciwko PiSowi… ale mam nadzieje, ze jednak przeciw]

  199. /biezacych/ – oups sorry

  200. Rosa91b

    Fakt – nie pisales o klesce. Kto inny pisal. Chyba juz nie warto sie odnosic. Wazne jest to, ze PiS nie „kleske” Polsce szykuje, ale KATASTROFE i to sie liczy bardziej.

    Pytasz sie o zrodlo „wskoczenia” Tobie na garba, to wyjasniam. Zajety jestem bardzo. Zerkne sporadycznie to i bledy sie przyplacza. Intencji nie mialem. Uraz rozumiem i prosze o wybaczenie, nie mialem intencji urazenia.

    Tez Cie serdecznie pozdrawiam i choc nie ze wszystkim sie zgadzam, to zawsze widze ze nie identycznie oceniamy, ale bardzo, bardzo podobnie. Ja jakby ciut ostrzej.

  201. NeferNefer
    8 lutego o godz. 21:21
    Znawcą nie jestem. Wiem ,że „to-to” (najprawdopodobnej kuna) chętnie dobiera się do kabli np. elektrycznych w samochodzie.

  202. Często zadajemy sobie pytanie, co się porobiło na tym świecie, że zubożała klasa średnia wybiera w USA miliardera na prezydenta, a w Polsce, połowa Polaków-katolików, przy pomocy biskupów i księdza o podejrzanym życiorysie, wybrała kłamcę-bezbożnika i pozwala mu niszczyć dorobek 26 lat metodą na rympał.
    Tych ludzi, przecież nie tylko jakichś oszołomów, są miliony, to prawie połowa elektoratu!

    Przecież ten miliarder nie podzieli się fortuną, a ten bezbożnik ma 67 lat, ledwo chodzi, olewa pokolenia wchodzące, bawi się z kumplem od wojska w zarządzanie dużymi organizacjami.

    Zastanawiam się prawie codziennie: ‘stasieku’, czy to wszystko dzieje się na jawie?
    Czy przypadkiem, ‘stasieku’, nie ‘odjechałeś’ mentalnie, czy ci się coś nie poj….ło we łbie.
    (Czasami człowiek obdarzony samokrytycyzmem, zaczyna szukać przyczyn u siebie.)

    Dlatego zaglądam do Listów, aby się pocieszyć, że jeszcze nie zwariowałem, że są porządni, normalni ludzie, którzy oceniają podobnie wydarzenia w Polsce.

    Co jeszcze musi się wydarzyć, aby prezesowi opadło? (chodzi mi o sondaże…).
    Przecież prezes nie przejedzie po pijaku zakonnicy na pasach! A jeśli przejedzie, to się okaże, że to nie zakonnica, a gołąb i że to nie prezes a sam p. Kazimierz jechał wypadkowym autem.

    Dlaczego ludzie są tak zdesperowani, że wybierają niepewność od status quo?
    Rozumiem ryzyko inwestora, pokerzysty, jakiegoś wariata, który uwielbia adrenalinę, ale wybór niepewności przez taką masę ludzi w dwóch różnych krajach, to jakiś fenomen, za który zapłacimy, oby nie krwią.

    PS
    Chyba zacznę kochać PIS, bo do 17:00 WIG20 wzrósł o 2,34%, a od roku o 20,65%!!!
    Co prawda to jest odrabianie strat po kolapsie po wyborze p. Dudy, ale wzrost jest i cieszy.

  203. stasieku
    9 lutego o godz. 17:06
    Dlaczego ludzie są tak zdesperowani, że wybierają niepewność od status quo?
    Ja się powtórzę,ale krótko.
    To nie desperacja, to olanie. Obecny stan rzeczy będzie trwał, póki kałdun jest w miarę pełny.

  204. stasieku
    9 lutego o godz. 17:06
    „…Dlatego zaglądam do Listów, aby się pocieszyć, że jeszcze nie zwariowałem, że są porządni, normalni ludzie, którzy oceniają podobnie wydarzenia w Polsce….
    …Dlaczego ludzie są tak zdesperowani, że wybierają niepewność od status quo?…”

    Zaglądamy więc z podobnych powodów. Dla ochrony siebie, potomstwa grupujemy się. Instynkt behawioralny? Pasywni jesteśmy, bezgłośni.
    Co do dlaczego. Jestem bardzo niepewny. Emocjonalnie może nieobiektywny. Zebrałem pewne tezy…
    Czy nie żyliśmy 45 lat w hibernacji rozwoju, tylko fizycznie obecni? Nasiąkaliśmy jadem sączonym, wypaczającym rozum.
    Poczekam na doświadczonego Tanakę. Przed 1945r. tylko pisma Boya coś mi wnoszą.

  205. Szanowni czytelnicy!
    Zaglądania do Listów ateistów ciąg dalszy. Temat podrzuca Tanaka.
    Zapraszam!