Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

2.02.2017
czwartek

Wszyscy mają się dobrze. Tylko ofiar szkoda

2 lutego 2017, czwartek,

Był maj, czas komunii. Spotkana na ulicy znajoma nie kryła oburzenia: – Wiesz, jak mnie ksiądz wkurzył? Nie wiedziałam. – Była taka umowa, że za komunię nic nie płacimy, ale ten sobie wymyślił, że czegoś tam potrzebuje w kościele i mamy zapłacić po stówie. A przecież on co niedziela zbiera z tacy po 3–4 tysiące! I jeszcze mu mało!

– To powiedz, że nie zapłacisz.

– Co ty?! Nikt z rodziców się nie wyłamie. Zrobią, co im każe. Mam się jako jedyna wystawić?

No cóż, to prawda, nie jest łatwo być samotnym jeźdźcem z nazwiskiem wypisanym na czole.

Historię o niecodziennym zajęciu ojca dwojga dzieci usłyszała moja matka. – Byłem na budowie w tej miejscowości nad jeziorem. Całkiem ładne gospodarstwo, mieszka tam kobieta z dwójką dzieci, nawet się dziwiłem, że sama tak dobrze daje radę. Jest piątek, przychodzi do płacenia, a ona mi mówi, żebym zaczekał, bo zaraz przyjedzie mąż i przywiezie pieniądze. No i przyjechał, kurde, ja patrzę, a to proboszcz z tej wsi, wie pani, co to wszystkich podatkiem od rodziny obłożył, jak tylko nastał. Tak się skurczybyk urządził! A ludzie się dziwili, na co mu te pieniądze. Teraz to już wiadomo!

Niedawno była okazja, by podziwiać kolejną odsłonę obłudy wobec księży. Chodzili po kolędzie. Zaaferowane gospodynie pucowały pokoje, przykrywały stoliki białym obrusem, szykowały krucyfiksy, świeczniki, kropidła i przekazywały sobie informacje, u kogo był, u kogo jest i za chwilę będzie z prędkością, jakiej nie powstydziłby się światłowód. Ksiądz przychodził, gospodynie gięły się w pokłonach, potakująco kiwały głowami jak aniołki w kościelnych szopkach, dyskretnie wręczały koperty, a gdy tylko wyszedł, zaczynało się: – Słyszałaś? Na renowację tego starego kościółka zbiera. Ale z kochanicą do knajp to ma za co jeździć. Podobno aż się o niego pobiły te dwie, wiesz które, do jednej to mąż w ogóle nie chce się odzywać.

wszyscy-maja-sie-dobrze-1

***

Nie od dziś słucham takich opowieści. Słuchałam ich jako dziecko, gdy spędzałam wakacje na wsi, i słucham ich jako osoba dorosła. Są dla mnie tak powszechne, że nie widziałam w nich nic nadzwyczajnego, a przecież są nadzwyczajne.

Jak Polska długa i szeroka za plecami biskupów, proboszczów i wikarych szeptane są bajdy, ale i świadectwa księżowskiej pychy, rozpusty, chciwości i głupoty. Wierni bardzo dobrze wiedzą, czego chcą od księży. Ideałem jest staruszek o złotym sercu, który w znoszonej sutannie i sandałach na bosych stopach nie ustaje w posłudze przedzierając się przez głębokie śniegi na zdezelowanej ukrainie. Podobno jest taki ksiądz, tam, wiesz, ciotka mówiła. Taka wiejska legenda, odpowiednik nowojorskiego krokodyla żyjącego w kanałach pod miastem, ale też stuprocentowe przeciwieństwo otłuszczonego biskupa, który zza szyby cichej jak kot limuzyny domaga się hołdów.

Skąd taka rozbieżność między oczekiwaniami wiernych a rzeczywistością? Odpowiedź wydaje się oczywista. Wieki niewolnictwa. Setki lat tłoczenia do głowy strachu przed klerem, o którym jeszcze moja babcia mówiła, że to święci ludzie, wybrańcy Boga niezdolni do czynienia zła. Narazić się księdzu oznaczało narazić się Bogu, a co Bóg potrafi zmalować, wiedzą wszyscy, którzy poznali historię Hioba. Tylko że moja babcia skończyła przed wojną cztery klasy, a właściwie dwie, bo chodziła do szkoły, gdy nie musiała pracować, czyli zimą. Przez kilkadziesiąt lat od czasów jej dzieciństwa świat trochę się zmienił. Co zatem powoduje, że księdzem może być w zasadzie każdy szubrawiec, który postarał się o święcenia, a bunty wiernych są równie powszechne jak kwiat paproci?

Strach przed karą boską rzeczywiście nie ma większego znaczenia. Ludzie chodzą do kościoła bardziej z przymusu społecznego niż religijnego, kłamią na spowiedziach i biorą śluby kościelne, bo narzeczona chce poczuć się jak księżniczka. Niewiele też osób wierzy w świętość księży. Jedyną przyczyną uległości wobec nich jest czysty pragmatyzm. Wszyscy wiedzą, że Kościół z głodu nie umiera i ma określony status społeczny. Ksiądz może mieć na plebanii harem i nikomu nie drgnie powieka, bo kłótnia z księdzem zwyczajnie się nie opłaca. Jeszcze obsmaruje na ambonie albo, co gorsza, szepnie słówko wójtowi i tej działki za psie pieniądze już od gminy nie kupimy? A jak człowiek będzie miły, to może wójt i ten kawałek ziemi dołoży, co to miał być na drogę?

I dla tych kawałków ziemi, dla dobrej posady, dla intratnych zleceń, szemranych interesów i układów z urzędnikami ksiądz może wszystko. Najwyżej dostanie wyrok w zawieszeniu. A jego ofiary? To zależy, z jakich rodzin pochodzą. Albo się je zgnoi, albo spuści zasłonę milczenia. Kolejną.

© Jiba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 250

Dodaj komentarz »
  1. Jakże smutne i jakże prawdziwe jest to co napisałaś Jibo!
    Pamiętam jak w dzieciństwie nienawidziłam powiedzenia „pokorne cielę dwie matki ssie”, jak się buntowałam i jak ( no, nie da się ukryć) robiłam na złość, żeby tylko zaprotestować, żeby być przeciw temu układnemu i obrzydliwemu postępowaniu. Nie chciałam być pokorna.

  2. Jiba, opowiedziałaś o relacjach ksiądz – wierni, (na stronie plotkują, oburzają się, a w obecności czarnej sukienki nerwowo mrugają, ukradkiem w oczy spoglądają, czy aby przypadkiem dezaprobaty na księżowskiej buzi nie zobaczą), które zakonserwowane odtwarzają się, trwają w stałej formie w Umęczonej od stuleci.
    Wierni niezmiennie czołobitni, bojaźliwi, zważający na to co inni powiedzą, by się nie wyłamać, być takim jak wszyscy, czyli strach przed pomówieniem o niecność, o kwestionowanie świętości obyczaju, itd.
    Te obrazki, które namalowałaś klawiaturą, przedstawiają siłę kodu społeczno-kulturowego, który każe nam tak postępować jak nasi rodzice, krewni i znajomi, a naszym rodzicom nakazywał tak postępować jaki ich rodzice, krewni i znajomi i tak dalej po gałęziach drzewa pokoleń.
    Takie zachowanie , to jeden z objawów braku obywatelskości w ludziach, podmiotowości i braku pewności siebie. Skąd to się bierze? Z wieków. Czy samo minie? Może za 200 lat. Samo rzadko się dzieje szybko.
    Rysuneczek pyszny.
    Pzdr, TJ

  3. Nie jest tak źle z kościołem. Co rok na kolędę do mamy przychodzą całkiem mili i kulturalni księża. Nie patrzą w kopertę i nawet jej nie chcą. Dzisiaj nie trzeba chodzić do kościoła, nawet na wsi. Nie trzeba być wcale związanym z kościołem w żaden sposób. Inna sprawa to jest wpływ religii na ustawodawstwo. Uświęcenie człowieka i utopia, która obraca się w wielkie ludzkie tragedie, rodziców pozostawionych bez pomocy, ze zniszczonym życiem. Inna sprawa to połączenie religii ze sprawą narodową. Kościół powinien chwalić Boga i w każdym człowieku widzieć swego bliźniego. Kościół katolicki powinien być uniwersalny i powszechny, a nie narodowy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Słyszałaś? Na renowację tego starego kościółka zbiera. Ale z kochanicą do knajp to ma za co jeździć.

    Masz rację, Jibo, Polak-katolik to ciągle w duszy niewolnik.
    Obraz który przedstawiasz, a który jest boleśnie powszechny, zwyczajny, wszędobylski tak wypełnia po brzegi polski krajobraz, że ta bolesność w ogóle już nie działa, jeśli się nagle ktoś nie obudzi i walnąwszy głową o powałę nie krzyknie: król jest nagi!
    Jest to rzadkość nadzwyczajna, żeby kto zobaczył jak jest wskutek walnięcia, bo głównym skutkem katolickiego walnięcia się w łeb nie jest olśnienie co do króla, ale wrzask: o kurwa!

    Skoro wiemy jak jest – że Polak to ciągle półniewolnik, to refleksja w innych dziedzinach nie może ominąć takiej konstatacji: żadna tam, panie, wolność w 1989 roku Polakowi nie była potrzebna. tylko więcej kiełbasy, no i mieszkania za darmo – czego przecież ten sam niewolnik żądał za pierwszej Solidarności. Po drugiej Solidarności został zrobiony w bambuko, czyli w niewolnika robotę mu skasowali, a jego – zredukowali.
    Teraz się mści. Ale nie za brak wolności, pisoidyzm z uczciwą prawie, chamską wprost bezczelnością wolności, jedna po drugiej, likwiduje. Nie da darmowych mieszkań, dał 500 zeta, ale tylko na drugie, i koniec. Znowu się półniewolnik dowie, że został zrobiony w bambuko.

    Skoro on jest półniewolnik z własnej już woli – okazji, by się wyzwolić mial aż nadto – widać tak lubi. Branie w dupę to jego główne życiowe zadanie.

  6. Ewa-Joanna
    2 lutego o godz. 21:37

    Mialem taką samą, wymiotną, reakcję na to cielę

  7. Oj Tanako, nawet nie wiesz, jak to co piszesz boli… Jak wywraca to marzenie o dumnym kraju, który się kulom nie kłaniał.
    Jak zapierając się nogami i rękami muszę się z tym zgodzić, choć zgodzić się mnie chcę, bo mi najnormalniej w świecie wstyd chyba, za tą mierność i interesowność. I głupotę niestety.

  8. tejot
    2 lutego o godz. 21:37
    No i widzisz @tjoci. Jiba nam przedstawiła realistyczny obrazek niewolniczej podległości ludu polskiego.Ponieważ ludu nie można zmienić na inny lud, więc jedyny sposób to coś zrobić z tym kościelnym rakiem. Pietnować, pokazywać jak Jiba, a Ty znów odkrywasz Amerykę pisząc tak Takie zachowanie , to jeden z objawów braku obywatelskości w ludziach, podmiotowości i braku pewności siebie. Skąd to się bierze? Z wieków. Czy samo minie? Może za 200 lat. Samo rzadko się dzieje szybko.
    A może da się szybciej. Dalo się w Quebecu, w Irlandii, w Hiszpani.
    Ok brak obywatelskości i poczekajmy 200lat !

  9. Tak. Prawdziwe do bólu. Jeszcze w XX wieku fornal gonił kijem parobka i dojarkę ręczną na kresach pańskich. Buty w rękę i miedzą, miedzą na sumę.
    Stąd teraz te naciski na słowo TRADYCJA odmieniane przez wszystkie przypadki. Pochwała konserwatyzmu i ta TRWAM .
    Jak ślepe były i są elity. Jak ten „oszukany” przez kakę Mazowiecki był żałosny. I tak ma trwać po ciemku ten suweren.

  10. Jedni mają obsesję na temat kościoła, a drudzy Żydów. Bez wroga żyć trudno.

  11. A trzeci jezuska-Żyda. Alleluja owieczko, baranku, pasterzu. Chwalmy nic.

  12. Fizyka kwantowa mówi nam że świat nie może istnieć bez obserwatora, oraz że świat faktycznie postał z niczego.

  13. Obrzydliwość, Ewo-Joanno, to jest właśnie to jedno słowo, którego szukałam pisząc wstępniaka.
    Wiecie, co jest najbardziej przygnębiające? Tu nie brakuje wcale ludzi, którzy są inteligentni, tolerancyjni i otwarci na świat. Gdy pytam o kk nie zostawiają na nim suchej nitki. Ale gdy pytam o ich miejsce, rolę w kościele, bo większość z nich jest wierząca, widzę pustkę w oczach. Nie rozumieją, o co mi chodzi. Tak, jakby nigdy nie wpadli na to, że powinni ten kościół kształtować. Jakby wierni nie byli od wymagania.

  14. @NikodemD, z godz, 23:01

    Chwalmy nic

    Nic nie istnieje poza nic
    nie kończy się i nie zaczyna –
    trwa.
    Snuje byty z siebie,
    z nic
    obojętnego na ból, czas i miejsce,
    z którego wzeszło.
    Nim oblecze się w
    samo nie wie co
    szuka miejsca w nie-nic
    stając się:
    uśmiechem, lękiem i lekiem na lęk.

  15. @ głos zwykły, z godz 23:06

    Z resztek po chaosie
    w lekkości tworzenia
    bogowie tkają nieskończoność bytów;
    porzucają je tuż po narodzeniu.
    Czas wygładza niedoskonałości
    nie dbając o piękno.
    Piękno dba o siebie;
    nic nie wie o bogach.
    Bogowie nie kryją wzruszenia
    widząc piękno,
    którego nie stworzyli
    i nie stworzą.

  16. Twoim ojcem obserwator. Się zalęgło od samego patrzenia. Znają kroniki sądowe tę argumentację.
    Moim myśliwy-zbieracz z Afryki. Taka para na wycieczce. Tato polował, mama jagody zbierała, cięła trawy pszeniczne w żyznym półksiężycu, placki nam na kamieniu piekła. Spółkowała. Rodziła. Jak zawsze cały dzień na 3 etatach.
    Nie wiem co nam mówi fizyka kwantowa. Mnie nic. Poczekam. Poobserwuję.

  17. Jakakolwiek by i jakość polskiego kleru nie była to, niestety, świecka alternatywa jest taka sama.
    Kość z kości i krew z krwi.

    Ja akurat miałem, przez mamę, kontakt z prawdziwie świętym księdzem, a właściwie bratem zakonnym. Jego siostra prosiła moją mamę, aby mu nie dawać niczego z ubrania. Ani butów, ani swetra, ani szalika.
    Zajmował sie alkoholikami, narkomanami, bezdomnymi, „psychicznymi” z ulicy. Sam chodził obdarty, w łachach. Znajomi, jak moja mama, dawali mu ubrania.

    Siostra ksiedza w końcu wpadła na pomysł. Namówiła znajomych brata, aby mu POŻYCZALI ubrania a nie dawali.

    „Pożyczonego” ksiądz nie oddał pijakowi. Z ociąganiem, ale w końcu sam nosił. Nie oddał, bo przeciez „nie było jego”.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Adam_Marsza%C5%82kowicz

  18. @anumlik
    Śliczne! Tak stworzone ad hoc?

  19. Miało być: „Tylko „pożyczonego” ksiądz nie oddał pijakowi.”

  20. @ zza kałuży
    czytam tam: za zgodą ks. kard. Henryka Gulbinowicza, opuścił Seminarium
    No dobrze, a gdyby zgody nie dostał, to co? Można mniemać, że swoje działanie ograniczył by do tej furty.

  21. Kochani, co do mnie pisaliśta pod poprzednim wpisem, dziękuję, do poniedziałku robię za jentyka (może być cętkowany) jakby co to anumlik objaśni. Już mnie nie ma w Krakowie, uff, ale fajne tramwaje tam mają, takie niebieskie (czy w Poznaniu są zielone?)
    Jibie i pombockowi ulubionemu szapka bach, pod poprzednim wpisem dyskusja jak przed wojną, pombocku pisz jeszcze, pięknie proszę
    A teraz poof, znikam

    a oto bratki

  22. Muszę was zmartwić. Fizyka kwantowa zakłada, że istnieje więcej niż 4 wymiary wszechświata. Jeśli zaś jest piąty wymiar wszechświata i następne, to wszystko staje się możliwe. Byty istniejące w piątym wymiarze mogą postrzegać pozostałe 4 nasze wymiary i nas samych. My jednak nigdy nie dostrzeżemy bytów istniejących w 5 wymiarze. 5 wymiar-owcy mogą przechodzić przez ściany, przenosić się w dowolny punkt, stać metr od ciebie. Co więcej może być i tak że na przestrzeni 1 metra od nas istnieją np. 3 odrębne wszechświaty o zróżnicowanej strukturze. Może też być tak, że istnieje struktura kilkunastu wymiarów tego samego wszechświata. Albo że w każdym dodatkowym wymiarze istnieje odrębny wszechświat lub wszechświaty. W tym układzie ludzie są niczym samo myślące kartki książek dla bytów z innych wymiarów. Poetycko można też ująć to tak, że nasze życie jest zamkniętą i napisaną od A do Z książką w 120 wariantach, które postronny obserwator z 17 wymiaru jednocześnie i stale odczytuje.
    —————
    No, właśnie dlatego ruskie ten wyścig zbrojeń przegrały, bo do łba im nie przyszło, że są więcej niż 4 wymiary rzeczywistości.

  23. @Ewa-Joanna 2 lutego o godz. 23:41
    „No dobrze, a gdyby zgody nie dostał, to co? Można mniemać, że”
    A gdyby własną siostrę zgwałcił to byłby gwałcicielem własnej siostry, co nie? Ja już nim pogardzam. A ty?

  24. -@głos zwykły
    dlaczego tak skromnie. Postuluję więcej wymiarów cudów.

  25. Głos zwykły znowu coś chrzani. Teoria kwantowa niczego takiego nie zakłada. To próby unifikacji teorii kwantowej z fundamentalnymi siłami (3 ze standardowego modelu + grawitacja) wymagają istnienia 11 wymiarów, z których pozostałe 7 są „skompaktowane”. Zapewniam Cię, że nie siedzi tam kościół katolicki ani żadne z jego bóstw.

  26. @Stachu39
    Ad hoc było do zwykłego głosika, któremu fluktuacje kwantowe rzuciły się na głowę.

  27. @zza kałuży
    3 lutego o godz. 0:24

    A co to ma do rzeczy? Zezłościło cię, że się nie zachwyciłam?
    Specjalnie podkreśliłam słowo „zgoda”, które to słowo automatycznie narzuca – „a gdyby nie” to jak potoczyła by się ścieżka życia księdza? Czy byłby w stanie sprzeciwić się woli hierarchy i zrezygnować z robienia tego, do czego pchał go jego charakter czy tez powołanie? Czy też stulił by uszy i pokornie zaakceptował niezgodę?

  28. ” Biskup iest pełen czci y sławy
    Mnie ta nie będzie za świętego.
    …..
    Nie iest biskupem mym ni panem;
    Ni ziarnam nie miał zeń, ni plewy;
    Anim mu sługą, ni poddanym,
    Ani o iego stoię gniewy;
    Wodą y kęsem chleba suchym
    Karmił mnie zacnie całe lato,
    Na chłód przyodział mnie łańcuchem:
    Niechay go Bóg wypłaci za to.”

    François Villon
    ‚Wielki Testament’ (fragment)
    (1461)

  29. I jeszcze moj ulubiony fragment:

    „U wszytkich pytam przebaczenia.
    Prócz ieno owych psów zawziętych,
    Co twardym chlebem mnie raczyli,
    Dzień w dzień strzec każąc postów świętych
    (Bodayby sami łayno źryli!)”

  30. @Ewa-Joanna 3 lutego o godz. 1:32
    „A co to ma do rzeczy?”
    Takie samo mundre gdybanie jak twoje.

    „Zezłościło cię, że się nie zachwyciłam?”
    Jak rozumiem wśród swoich znajomych masz dużo więcej przykładów tak kompletnego poświecenia się dla innych? O ile mi wiadomo to ks. Marszałkowicz na leczenie nie latał do szwajcarskich klinik, tak jak pewna dużo sławniejsza od niego osoba. W mojej opinii jego życie jest dużo skromniejsze i dużo uczciwsze od przykładu tej rozreklamowanej „świętej”.
    No ale twoje standardy są jeszcze wyższe. Napisz nam tutaj o kimś, kto je spełnia i cię „zachwyca”.

    „Czy byłby w stanie sprzeciwić się woli hierarchy i zrezygnować z robienia tego, do czego pchał go jego charakter czy tez powołanie? Czy też stulił by uszy i pokornie zaakceptował niezgodę?”
    Po pierwsze tego nie wiemy a gdybaniologia jest szukaniem dziury w całym. Być może też nie jestem tutaj obiektywny bo czuję wdzięczność dla ks. kard. Gulbinowicza za pomoc w uratowaniu kasy Solidarności i ciężko jest mi sobie wyobrazić akurat taka presję wywieraną przez niego na szarego zakonnika.

    Po drugie zgadzam się, że Kościół katolicki jako system jest zły a jedyne przebłyski dobra jakie z niego sie wydobywają nie są dzięki niemu a pomimo jego istnienia.

    Jednakowoż łeb (górnolotnie nazywany „umysłem”) mam ścisły i „od zawsze” zauważałem podział na zwolenników opisywania dziejów jako historii procesów czy systemów oraz na zwolenników decydującej roli wybitnych postaci.

    Oczywiście prawda pewnie leży gdzieś pośrodku. Wojny i bitwy wygrywane były zarówno dzieki talentom Napoleonów ale też dzięki wysokości zapłaty rajtara czy husarza wyrażonej w jajkach czy kurach na tydzień wojowania.

    W historii ścierali się hierarchowie, kierownicy, królowie i generałowie z talentami i pomysłami szarych zakonników czy innych szarych ludzi. Choćby takich jak Wałęsa czy inni strajkujący robotnicy. Ja widze to napiecie na linii machina/system – jednostka własciwie wszędzie.
    Gdy @Qba pisze o komisjach japońskich specjalistów (najprawdopodobniej chodzi mu o urzędników MITI) to ja wynajduję sobie do poczytania książkę o prawie całkowicie nieznanych japońskich inżynierach – ojcach ich naukowo-badawczo-produkcyjnego sukcesu. O ich amerykańskich odpowiednikach napisano masę książek i nakręcono filmy. Są celebrytami. A o takich samych (albo i lepszych) Japończykach – cicho.
    Patrzymy na Japonię i nawet nazywamy ją Japan Inc.

    A to nie jest prawda.

    Tak samo Kosciół katolicki to nie tylko dławiący uczciwość i pozytywne inicjatywy system. To też pozytywne jednostki.
    Że ciężko je znaleźć? Ano ciężko. Ale tym bardziej trzeba je reklamować. 😉

  31. Uwazajta chlopy i baby, bo moja podwojna rodaczka E-Jka to charakterna kobita jest. Z taka to ani Polska ani Australia nie zgina.

    anumlik
    2 lutego o godz. 23:15

    Anumliku Tys fizykiem piekna jest i poeta fizyki.
    To powiedz, czy ‚Nic nie istnieje’ znaczy ‚Nicosc istnieje’, czy tez ‚Nic nie istnieje’, odwrotnie, znaczy ‚Nicosc nie istnieje’?
    Pytam bo, I care about nothing 🙂

    Czyz nie piekne jest to zdanie samozaprzeczajace sie.

    Powaznie:
    Nie ogarniamy Nicosci ani wyobrazeniowo, ani semantycznie
    a ciagle o niej sie gada: Leibniz, Heidegger a ostatnio Jim Holt, Lawrence Krauss etc. Ki czort?
    Jedyna nicosc wyobrazalna dla mnie, to nicosc po smierci, mojej, indywidualnej. Wielka tajemnica istnienia i niebytu.
    Chyba sie zapisze do antynatalistow, o ktorych niedawno pisales, bo jaki uzytek z tych pytan i udrek egzystencjalnych.

  32. Jiba

    Bjawo, Jibko! Konsekwentnie chodzisz po ziemi zamiast fjuwać. A Jibka jesteś od „rybki” w intejpjetacji puszystego z kabajetu „Tey”.

    Oczywiście, że takie jest źródło niewolniczej postawy wobec kleru: „Setki lat tłoczenia do głowy strachu przed klerem, o którym jeszcze moja babcia mówiła, że to święci ludzie, wybrańcy Boga niezdolni do czynienia zła”.

    Ja sam w dzieciństwie miałem ich za świętych, bo mama mówiła. Potem, jako sześcioletni (również siedmio i ośmio – całe trzy lata!) ministrant miałem jeszcze bardziej. A kiedy nasz szef ministrantów na polecenie proboszcza zabijał o mur szczeniaki jego suki z przyczyn demograficznych, też miałem. Ksiądz to ksiądz – wszystko, co robi i każe, słuszne jest i godziwe, anielska czystość na ziemi. Nazywało się to „powołanie”. Znaczy, ksiądz jest księdzem z powołania, a nie że sam wybrał. Powołał go Pan Bóg („Pan Bóg”, padalce, a nie żaden „Bóg”) – dlatego jest święty. Nikt inny nie miał powołania, tylko ksiądz. Potem takie mówienie przeszło na innych jako uznanie dla ich zawodowych kompetencji i wykonywania zawodu z sercem.

    Ale od strony psychologicznej, Jibko, (socjologiczna mniej mnie jenteresuje), osobnicza religijność bardziej, sadzę, jest skomplikowana. Przede wszystkim jeśli uznajemy, że Bóg jest z premedytacją wbity w słabe główki w najwcześniejszym dzieciństwie, to uznajmy konsekwentnie, że te główki z upływem czasu, jeśli nie podlegają szkoleniu wyrabiającemu samodzielność myślenia, nie stają się w sprawie Pana Boga mocniejsze. Owszem, obrastają w życiowe doświadczenie bez obiektywnego doświadczania obecności Pana Boga, ale subiektywne przeświadczenie bezkonfliktowo se współżyje z doświadczeniem obiektywnym.

    Na przykład moja głowa rodziny (ja nigdy nie byłem i nie chciałem być żadną głową) nauczyła się w dzieciństwie kłaść mokrą ścierką na gorącą pokrywkę garnka lub gorący czajnik, żeby szybciej wyschła, i robi to do dziś. Kiedy pytałem, na co jej szybkość, skoro ścierka i bez szybkości wyschnie, nic nie mówiła. A kiedy pytałem, na co jej suchość, skoro potem i tak zwilża ścierkę pod kranem, żeby coś wytrzeć, patrzyła na mnie z politowaniem i jeszcze bardziej nic nie mówiła. Taka jest wiary siła. Raz nawet spaliła ścierkę, która zwisała za bisko płomienia. Nic to nie zmieniło – siła wiary jest większa od rozumu: ścierki są i będą suszone. Aż się spali dom.

    Więc otóż, Jibko, moja mama, kiedy mogła chodzić do kościoła, chodziła nie z obawy, co ludzie powiedzą, gdyby nie poszła. Bo z jakiej obawy przed ludźmi czytywala godzinami w swoim pokoju książeczkę do nabożeństwa, którą znała na pamięć? Lub z jakiej obawy obsługiwała przez półtora roku za darmo obłożnie chorą sasiadkę, nosiła co dzień choremu niewidomemu obiady na drugi koniec miasta lub szyła za frajer pościel dla małego domku opieki prowadzonego przez zakonnice i jeszcze w wieku 80. lat dwa razy w tygodniu szorowała na kolanach dwie kościelne posadzki?

    Większość mojego zawodowego życia to koleżeński kontakt z ludźmi, jak się to mówi, prostymi, wierzącymi, którzy Kościół i księży oceniali trzeźwo – tak samo jak ja. I tylko raz (o samej religii nigdy gadek nie było) usłyszałem od Mietka przy kielichu na jakieś moje niepotrzebne zagadanie:
    – Człowiek, który w nic nie wierzy, jest jak zwierzę.

    W tłumaczeniu na nasze to by było tak:
    „Co ludzie powiedzą” – to praktyczny powód niewyłamywania się z okołoreligijnych standardów i zarazem warunek bezawaryjnego życia w społeczności. Daleki jestem od potępiania takiej postawy. Laicyzacja społeczeństw nie jest chyba skutkiem pojedynczych postaw heroicznych, jak na przykład tej nauczycielki, co zdjęła w szkolnej salce krzyż. Ale upierać się przy swej postawie nie będę, gdy ktoś podsunie coś mądrzejszego.

    „Co Pan Bóg powie” – to skutek indoktrynacji od najmłodszych lat i powód bardziej intymny, nie do dzielenia się z innymi, ale przecież trwały i tak samo mocny u wielu jak to, co dla ludzkich oczu.

    Kto potrafi te dwa w jednym od siebie wyraźnie oddzielić, pomodlę sią za niego do nieistniejącej bogini Jamniny, by dała mu spokojną śmierć we śnie, w dobrym zdrowiu, bez demencji i rozmazywania własnych odchodów po ścianie.

    Szapka bach, Jibko, za obrazki wywołujące, jak zawsze, ruch na jeziorze Jamneńskim nawet kiedy nie ma wiatru.

  33. Rzecz w tym, ze teoria strun jest próbą pogodzenia ogólnej teorii względności oraz mechaniki kwantowej, które zawierają fundamentalną wiedzę ludzkości o wszechświecie. Teoria strun natomiast powstała w 1968 r., gdy dwaj młodzi fizycy w laboratorium jądrowym w CERN w Genewie Gabriele Veneziano i Mahiko Suzuki, niezależnie od siebie zwrócili uwagę na funkcję beta Eulera nadającą się do opisu świata subatomowego. Cechą charakterystyczną tej teorii jest, że w związku z potrzebą skorygowania funkcji beta Eulera z powodu nieznacznej niedokładności matematycznej, poszczególne modele teorii strum mają określone ilości wymiarów. Jest teoria mówiąca o 10. wymiarach i o 26. wymiarach. Ja jednak zadaje proste pytanie, a co jeśli w jednym z tych wymiarów istnieje chociaż jeden byt i ma świadomość istnienia nas. Ów byt jest dla nas Bogiem! Nie możemy się z nim komunikować jak przez walki talki, bo dla nas żyjących w 4 wymiarach, bo nasze walki talki nie działa w wymiarach od 5 w zwyż. Ów byt może jednak nazwijmy to tak nas słyszeć i zostawiać nam znaki. Ale też może nas nie słyszeć, ale mając świadomość że istniejemy i tak zostawiać nam znaki. Równania matematyczne Leonharda Eulera torowały drogę nowoczesnej nauce, bowiem odzwierciedlają strukturę subatomową wszechświata. Teoria liczb pierwszych, późniejsza hipoteza Riemanna, to kamienie milowe, po których wspina się człowiek do poznania wszechświata. Jak to więc możliwe, że matematyk żyjący w XVIII wieku, teoretycznie rozwinął narzędzia potrzebne do opisu świata? Ano był religijny, inspirował się biblią. I takie jest znaczenie biblii i kościoła dla nauki. Bez tego nie byłoby współczesnego świata. Bóg tym co są z nim w przymierzu, przekazuje swoje znaki, a inni nie potrafią ich odczytać, bo w ogóle nie postrzegają istnienia Boga, jako nawet możliwość, choć współczesna fizyka kwantowa oraz matematyka, temu przeczy. Kto jest więc tutaj nowoczesny. Ten co chodzi do kościoła i się modli oraz szanuje księdza. Czy ten co z góry jest mundry. Ale co to za mundrość. Skąd się wzięła jak nie z niewiedzy, ignorancji i złej woli.

  34. Duchowość a religia.
    Można powiedziec, że religia nadaje potrzebie duchowości formalne ramy, formatuje ją. Duchowość wynika z różnych psychicznych powodów; lęku przed śmiercią, nicością, potrzebą natychmiastowego wytłumaczenia sobie tajemnic swiata. Gdy nauka powoli, krok po kroku rozświetla te tajemnice, religia wymyśla jakąś baśń która wszystko ma wyjaśnić i tak jak osiągnięcia teoretycznej nauki jak matematyka, fizyka, chemia itp są praktycznie stosowane i wdrażane przez inzynierów, tak rytuały wywodzace się z baśni wymyślonej przez teoetyków teologów, wciąż ubogacanej ,są wdrażana przez religijnych inżynierów czyli kapłanów.
    Niechby sobie ci „naukowcy”czy „inżynierowie” religijni uprawiali swoją naukę w swoich „laboratoriach” , ale nie nnarzucali swej „technologi”czyli tych rytuałów, owych pokropków poza tymi „laboratoriami”. Jedni ludzie mają potrzebę takiej sformatowanej duchowości, inni ową duchowość realizują w niesformatowany sposób, np. oglądając nocne niebo, cudowną drogę mleczną bez potrzeby pośrednictwa kapłana, który dopiero przez odpowiednie „techniki” ;kadzidła, klękanie, modlitewne składanie dłoni, żegnanie się w określony sposób, śpiewy , mudmysie itp wchodzi jako tzw. ichni (Bułhakow)tłumacz między cudowny świat a człowieka.
    Jesli ludzie potrzebują takiego rytuału, niech mają, skoro w miejsce prawdziwej duchowości, czyli zachwytu, lęku, ciagłej ciekawości, wolą zamienić się w automaty rytuału.Ale nich djątym innym żyć.
    W Quebecu kaka przez swoją pazerność, arogancję prawie zniknął, ale nie znikła potrzeba duchowości. Ludzie tam wciąż szukają sensu bytu, istnienia, wciąż próbują drogi na skróty. Pojawiają sie kolejne fale new age.
    Na tym blogu, skarcony przez pana Jacka @głos zwykły, już nie rzuca wyzwiskami. Ta bidula zakasał rękawy, wydłubała z wikipedii artykuły o mechanice kwantowej, skopiował,ale podal jako własne przemyślenia, żeby swym potężnym intelektem oszołomić mundrych (to ironia sic) ateistów, dorzuciła kamień milowy Riemana, Gabrielę Veneziano i wyszło, że pan bóg żyje sobie w 7-mym albo 17-tym wymiarze i nas obserwuje. No na koniec stosując skomplikowany sylogizm dowiodł , że ten jest nowoczesny, kto szanuje księdza.
    Jak tu takiego nie lubieć.

  35. zza kałuży
    2 lutego o godz. 23:31
    „Ja akurat miałem, przez mamę, kontakt z prawdziwie świętym księdzem, a właściwie bratem zakonnym. Zajmował sie alkoholikami, narkomanami, bezdomnymi, „psychicznymi” z ulicy”.

    Każdy ksiądz jest świadomy tego, że instytucja którą reprezentuje, skupia się od początków swego istnienia w IV wieku, na pomnażaniu swoich wpływów politycznych oraz gromadzeniu majątku – zamiast na pomaganiu potrzebującym. Pomaganie będącym w potrzebie, jest kamuflażem stosowanym od wieków, w celu pozyskania środków finansowych od czynników świeckich.

    Jeżeli gościu nazywany księdzem, pomimo tej wiedzy, nadal utożsamia się z kościołem i korzysta z jego wsparcia, to ewidentnie przyczynia się do fałszowania jego prawdziwych intencji oraz celów działania. Ksiądz, który nie zdaje sobie sprawy z tych oczywistości, potrzebuje pomocy specjalisty – podobnie jak jego podopieczni.

    „Kościół katolicki jako system jest zły” „Kk (…) to też pozytywne jednostki.

    Dorosły człowiek powinien wiedzieć, że wyjątki zawsze potwierdzają regułę. Jaką ? „Nie może złe drzewo wydać dobrych owoców” – powiedział Jezus z Nazaretu. To jest prawda ponadczasowa.

  36. @act, z godz. 3:24

    Wieczny anachronizm – mówią artyści
    o wiecznym nic.
    Wieczny anachronizm – powtarza za nimi
    wieczne nic.
    Aha – dziwią się artyści.
    Wieczne nic nie jest zdziwione,
    dar zdziwienia pozostawia artystom.
    Filozofowie szykują szkatułki,
    w których pieczętują wieczne zdziwienie.
    Wieczne nic nie mówi nic filozofom;
    żandarmi filozofów nie wiedzą
    jak przyozdobić wiecznym nic panoplie.

    Daj se spokój, Actcie z Leibnizem, Heideggerem, Holtem, czy innym Kraussem. Wieczne nic to dla nich anachronizm, ich interesuje nicość. I nie zapisuj się do antynatalistów. Wieczne nic ma w sobie więcej uroku niż nicość.

  37. @głos zwykły
    Można też i tak:
    http://nt.interia.pl/technauka/news-fizycy-zdobyli-nowe-dowody-na-to-ze-wszechswiat-jest-hologra,nId,2346032

    To najświeższa teoria. Tak świeża, jak bułeczki, które dopiero co sobie kupiłem na śniadanie w sklepiku na rogiem. Musi co jesteśmy hologramem. Musi co wiecznego nic

  38. głos zwykły
    3 lutego o godz. 5:01

    Głosie zwykły, nie zauważyłeś, że wtarabaniasz się ze swoimi teoriami strun i funkcjami beta Eulera na blog towarzyski, nie zaś na nieustające naukowe lub popularnonaukowe sympozjum? Skoro nie zauważyłeś lub świadomie ignorujesz, co Ci wielokrotnie wytykano – że mówisz nie wiadomo co, nie wiadomo do kogo i nie wiadomo po co, to może jesteś skupiony na sobie naukawy zombi, narcyz? Jest też możliwość, że Ty jesteś kolejny religiancki desant na atestów blog.

    Kiedy powiadasz: „Kto jest więc tutaj nowoczesny. Ten co chodzi do kościoła i się modli oraz szanuje księdza. Czy ten co z góry jest mundry. Ale co to za mundrość. Skąd się wzięła jak nie z niewiedzy, ignorancji i złej woli”., to wychodzi, że na tym blogu Ty tylko jesteś Z GÓRY mundry, jako posłany na ziemię, by nauczyć.

  39. Lewy
    3 lutego o godz. 8:14

    Może ten głos z zaświatów to przywrócony ziemi przez Pana Boga ksiądz Józef Glemp, któremu zdarzyło się na początku lat 90-tych objawić światu, że „Kościół katolicki jest motorem postępu” (cytat!).

  40. Księża i ich ludek to naczynia połączone. Innym słowy jacy parafianie taki ksiądz i odwrotnie.
    Mnie ostatnio dała trochę do myślenia „przygoda” jaka była udziałem rodziny „tych” Młynarskich. Do opieki nad chorym Wojcjechem Młynarskich rodzina wynajęła opiekunkę, która okazała się zwykłą hieną robiąc zdjęcia chorego poety w łóżku i sprzedając je do brukowca. Ale nie to przykuło moją uwagę najbardziej. Wiadomo ludzie za pieniądze zrobią wszystko i różnych takich kanalii nie brakuje. Interesująca była wypowiedź Agaty Młynarskiej, która powiedziała, że „opiekunka” przysięgała, że jest osobą wierzącą. Przypominam, że Agata Młynarska jest córką Wojciecha Młynarskiego. Nic mi nie wiadomo, żeby Wojciech Młynarski był religijnym fanatykiem i zdecydowanie tego nie widać u jego córek.
    To co jest do jasnej Anielki? Jeżeli o tę pracę starałaby się osoba niewierząca to rodzina Młynarskiego jej by nie zatrudniła, bo osoby niewierzące nie są związane takimi przykazaniami jak choćby „nie kradnij” czy „nie zabijaj”.?

    P.S.
    Gdybym miał wiarę nie obchodziłoby mnie jaki jest ksiądz, a nawet papież i żal mi ludzi, którzy swoją wiarę lub niewiarę uzależniają od jakieś proboszcza w zabitej dechami parafii i jego prowadzenia się.

  41. anumlik
    3 lutego o godz. 8:32
    Fajne zabawy sobie urządzasz z tym ‚nic’
    Juz starożytni Grecy byli takimi ciekawskimi umysłami i zadawali sobie pytanie „Dlaczego istnieje coś, a nie raczej nic ?”
    Oczywiście ich dziwiło, dlaczego w ogóle ten świat istnieje, bo mógłby nie istnieć.
    Ale pytanie ‚czy istnieje nic ?” jest egzystencjalnym oksymoronem, takim królem oksymoronow. Co lepiej jest widoczne , kiedy trochę inaczej zapytamy: Czy istnieje coś, co nie istnieje ?
    Zresztą tak samo wpadamy w błedne koło, ale tym razem pleonazmu, kiedy mówimy, że „nic nie istnieje”. To to samo, co powiedzieć „nie istnieje to, co nie istnieje'”
    Slynny paradoks zbioru wszystkich zbiorów. Jeżeli przyjmiemy, że tym zbiorem wszystkich zbiorów jest przestrzeń, w której znajduje się wszystko co istnieje; drzewa, koty, ludzie planety, galaktyki itp i jeżeli będziemy usuwać z tego nadzbioru wszystkie te byty, te koty,słonie, kamienie, przestrzeń stanie się coraz bardziej pusta. Możemy śmialo powiedzieć, że kotów nie ma, bo nie ma ich w przestrzeni, która jest punktem odniesienia dla wszystkich bytów. Ale kiedy spróbujemy zakwestionować istnienie przestrzeni, to zabraknie nam odniesienia.Że co, że nie ma przestrzeni w przestrzeni ?
    Nasz uczony @głos zawoła triumfalnie, że nasza przestrzeń jest w piątym wymiarze, piaty w szóstym itd aż się baca wkurzy na juhasa i zapyta go czy chce w mordę.
    No jeszcze jest bóg, jako ten ostateczny zwornik, który wszystkie te wymiary w sobie zawiera, bo sam jest nieskończonym wymiarem. Tu nic tylko przyklęknąć i cieszyć się, że się wszystko zrozumiało

  42. Witold
    Twoje P.S trafia w punkt. Wiara, szczera,nie powinna i nie zależy od innych,nawet papieża.(gdybym ją miała)
    Anumlik23.18
    To jest genialne. Naprawdę .Jeżeli to Twoje,to jesteś poetą.
    dezerter
    Czyli co? Przyzwoity ksiądz ,czy przyzwoity katolik to byty nieistniejące?Cos jak łagodny tygrys?Lub trawożerna hiena?

  43. @lewy
    No, pan Jacek nie stosuje równej miary, ale on jest moderatorem bloga i mnie nic do tego. Nie mam zwyczaju się skarżyć. Chciałbym jednak przypomnieć tobie i innym na blogu, zatwardziałym ateistom, że w istocie jesteście formą energii elektrycznej, Wasze myśli to są tylko drobne wyładowania elektryczne cały czas biegnące jak szalone w około mózgów. Jesteście więc formą energii, a gryziecie Pana rękę, który miałby rękę, gdyby nie to że też jest tylko formą energii, feee.

  44. pombocek 3 lutego o godz. 8:51;
    A ci się tak cykasz religianckich desantów. Nie jesteś pewny swego. Musisz się wiecznie po dziurach blogowych zamkniętych na dyskusję z zewnątrz chować? To tak chcecie ględzić w około macieju w swoim tylko gronie, co tego do czego wszyscy jesteście przekonani. Nie nudzi się wam?

  45. @głosie
    Masz rację, zawsze robi się w naszej wiosce weselej, jak pojawi się fou de village, który udaje mędrca

  46. @Lewy
    Czy zabawy w pytanie o nic mają sens? Wyłącznie wtedy, gdy pytają poeci.
    @zuzanna51
    Dziękuję za miłe słowo. Jestem poetą, a to z 23:18 powstało rzeczywiście ad hoc, o co zresztą już pytał Stachu39.

  47. O biskupiej feudalnej pogardzie, głupocie polskiego społeczeństwa mówi profesor Mikołejko:
    https://www.youtube.com/watch?v=QLs1KwlbokI
    Kaczyński nie mógł być internowany, bo był na L-4, dlatego, że ZOMOwiec Wałęsa wyrwał mu paznokcie

  48. Kilka refleksji o grilowaniu Wałęsy:
    „Myślę, że chodzi jednak o podpalenie okrągłego stolika, ale to nie jest powód, aby pędzić z gaśnicą. Może jednak jest pora na przypominanie, kto dawał fundusze na podtrzymanie opozycji, tej od czasu KOR-u, jakie to szlachetne źródła owych srebrników i przez jakie banki przechodziły, co zastalo w Brukseli do podziału, a co przechwycili swoi na miejscu w kraju. I te konwoje z owymi powielaczami, dyskretnie pilnowane przez sb, aby za wcześnie się nie zdemaskowały, od Szwecji poczynając. I jakim to cudem nagle na fotce z wąsalem pojawili się nieznani w poprzednich strajkach zasłużeni opozycjoniści, zgodnie zaaprobowani przez gen. Kiszczaka, /wtedy/, kamarylę postkorowską i właściwych biskupów kościoła katolickiego, wiedzących przecież, kto zacz. Dziś wprawdzie o wyrzucenie tamtych z kart historii walczy zapomniany i zlekceważony przez ubecję suseł stanu wojennego, ale w to wszystko starsi jego kumple, byli i są umaczani po uszy. Nie wszystkim przykleiło się trochę dolarów. Pamiętny proces nieżyjącego już senatora o odszkodowanie na godne życie jest tego świadectwem. Wszak to on woził owe dolary i na strajk do Gdańska, i na podobny do Nowej Huty. Ale, jak widać, wszystko zostawił tam, gdzie wypłacano strajkującym. Jednak faktem jest, że zawierzono słowom ks. Jankowskiego, który wkrótce potem przestał uczestniczyć w życiu publicznym. Przy każdej przemianie rewolucyjnej dorabiają się z reguły pośrednicy i pomagierzy, ale to uwiera tych, marzących o rewolucyjnej czystości. Tyle, że jej nie ma. Jak u Lenina do rewolucji bolszewickiej docierały opłaty ze wsi, tak na głową czyścioszka politycznego pozostanie zagadka willi bez narzuconego kwaterunku i wujka z Odessy. A innego skumanie się z trockistami i strajk z nimi w kościele, na granicy profanacji świątyni. I takich zagadek jest więcej i rozchodzą się również wśród wiernego elektoratu. Za siedem udanych lat przyjdzie rozliczenie, a kasa ziać będzie pustkami.”

  49. głos zwykły
    3 lutego o godz. 10:32

    Małorolny chłopcze, troskę o cudzą nudę zostaw temu, co się nudzi. Realnie to nie jest, oczywiście, troska, lecz stary sposób przy…przepraszam…przysrania, świadczący o chmurnej młodości przysrywającego.
    Mnie nie rozerwiesz, bo Cię nie czytam – dziś to dziki przypadek, że wpadła mi w oczy końcówka.

  50. @ jasny gwint
    To nie refleksje, to bełkot.

  51. Lewy 3 lutego o godz. 10:38;
    W naszej tradycji taką rolę pełnił raczej błazen, ale wobec władzy. A taka wioska, jak tutaj, nie ma szans na powrót do władzy. Być może więc są jakieś enklawy we Francji lub Australii…które młócą jak cepem przed moherowym desantem. No, ale po co Polsce kolonie z problemami socjalnymi za granicą, skoro mamy problemy swoje?

  52. @ głos zwykły
    Przez chwilę się Pan starał (bez nadzywczajnych efektów), ale znowu wrócił w stare koleiny. Może niech Pan trochę odpocznie?

  53. @głos zwykły
    To co pan Jacek napisał do @jasnego gwinta, odnosi się do ciebie.Ty chyba nie panujesz nad tym co mówisz. W zyciu osobistym też tak masz ?
    Co na to Twoja połowica ?

  54. @Lewy, z godz. 11:20
    On nie tylko nad tym co mówi nie panuje, ten głos. On nad zwieraczami nie panuje. Napisałem kilka dni temu, temu głosu – CZAS NA ORGAZM, a on furt na tym swoim podświetlanym sedesie siedzi i …

  55. Pamiętam jak,bodajże w początkach lat 60 w wiosce koło Starego Sącza,chowano ideowego komunistę.Chłopina przed śmiercią wyraźnie zastrzegł,że chce mieć pogrzeb partyjny i żadnego pochówku z księdzem.Jego żona, katoliczka,nieuszanowała woli męża po śmierci i odbyło się tzw.ostanie namaszczenie.Na cmentarzu wiejskim odbył się pochówek towarzysza był ksiądz,byli sąsiedzi ,byli towarzysze partyjni.Przemawiał ksiądz i sekretarz Komitetu Powiatowego Partii.Symbioza partyjno-kościelna .I jak pamiętam w większości parafii ta symbioza była.Proboboszcz często konsultował się z sekretarzem a sekretarz z proboszczem. Trzeba było jakoś żyć.

  56. Lewy
    2 lutego o godz. 22:15
    tejot
    2 lutego o godz. 21:37
    No i widzisz @tjoci. Jiba nam przedstawiła realistyczny obrazek niewolniczej podległości ludu polskiego.Ponieważ ludu nie można zmienić na inny lud, więc jedyny sposób to coś zrobić z tym kościelnym rakiem. Pietnować, pokazywać jak Jiba, a Ty znów odkrywasz Amerykę pisząc tak Takie zachowanie , to jeden z objawów braku obywatelskości w ludziach, podmiotowości i braku pewności siebie. Skąd to się bierze? Z wieków. Czy samo minie? Może za 200 lat. Samo rzadko się dzieje szybko.
    A może da się szybciej. Dalo się w Quebecu, w Irlandii, w Hiszpani.

    Mój komentarz
    Jak to coś dałoby się zrobić? To jest pytanie kluczowe, a nie czy jest taka potrzeba. Quebec, Irlandia, Hiszpania są przykładami, lecz kultura, mentalność ludzi, tradycje, czyny i idee, które rzeźbiły te tradycje i mentalność ludzi są nieco inne. W skali kosmicznej, to żadna różnica, ta sama kultura, ten sam KK, lecz w skali ludzkiej jednego, czy dwóch pokoleń, to różnica znaczna. Tam rozwój, tutaj też rozwój, lecz tak powolny, że zastój.
    Co należałoby zrobić, i kto to ma robić?
    Pzdr, TJ

  57. @prospector
    Jeśli by przejrzeć listy członków zarządów gminnych i powiatowych władz Polskiego Związku Wędkarskiego z lat siedemdziesiątych, to w większości tych zarządów gminni i powiatowi sekretarz partii figurowali obok naczelników gmin i powiatów (do 1975 roku, kiedy to Gierek zniósł powiaty) wraz z proboszczami. W kołach Polskiego Związku Łowieckiego było podobnie. Wspólne polowania, wspólne wędkowania, wspólnie pita gorzałeczka pod „rybkę, co lubi pływać”.

  58. @Witold, zuzanna 51

    „Chodzę do kościoła dla Boga, a nie dla księdza” – za każdym razem, gdy pytam, po co ktoś chodzi do akurat tego kościoła, skoro ksiądz jest łajdakiem, słyszę ten własnie wyświechtany frazes.
    W zamyśle rozmówcy to zapewne argument, który ma mnie powalić w głębokim podziwie nad jego niezłomną religijnością, a tak naprawdę świadczy o bezmyślności i tchórzostwie.

    Skoro nieistotne jest to, kim jest ksiądz, to znaczy, że moze nim być np. seryjny zabójca? Choc moze i tak, skoro moga nimi być gwałciciele i pedofile. A może w ogóle ich sobie darować i za ołtarze wstawić automaty do odprawiania mszy?

  59. @Tanaka, (2 lutego o godz. 14:57)

    Życie nie znosi próżni, co się potwierdza bodaj wszędzie, zatem można mieć zasadne oczekiwanie, że i w Polsce zdarzy się tak jak gdzie indziej. Ale nie da się też wykluczyć przypadku, że Polska to specjalny pacjent. Równie nędzny jak nędzna jest jego bozio maryjność

    Czy Polska jest „specjalnym pacjentem”? Doświadczenia nazistowskich Niemiec, Brexitu, wyboru Trumpa pokazują, że każdy naród może oszaleć.
    Owszem polska dewocja jest destrukcyjna. Profesor Mikołejko wiąże jej narodziny z katastrofą polityczną, jaką dla Polski były rządy Zygmunta III Wazy:
    http://audycje.tokfm.pl/podcast/Zywoty-swietych-poprawione-ponownie-przez-prof-Zbigniewa-Mikolejke/45942

    Jego zdaniem, na tę katastrofę składały się:
    • Unia Brzeska – „utopienie ekumenii we krwi”, „odepchnięcie na wschód prawosławnych obywateli Polski”
    • Przeniesienie stolicy do Warszawy – „zmniejszenie wpływów oświeconych elit na rzecz dewocyjnej szlachty mazowieckiej”
    • Uznanie się za króla Szwecji – „konsekwencją najbardziej wyniszczające wojny w dziejach Polski”
    To wtedy wewnętrzna mistyka przechodzi w zewnętrzną dewocyjność. Zdaniem Mikołejki, polska religijność wieku XIX nie bierze się z Rzymu, ale z Austrii. Staje się zewnętrzna, barokowa, wciśnięta w zurzędniczoną formę.
    Czasy realnego socjalizmu, mimo walki władzy z Krk, faktycznie sprzyjały utrwaleniu jego pozycji. Wyszyński wprost promował tak zwaną ludową pobożność. A III RP … słów szkoda.

  60. W imię forsy i wina i brzucha pełnego

  61. Jiba
    3 lutego o godz. 12:17
    Twój pomysł z automatem-ksiedzem zamiast żywego księdza jest niezły. Taki automat nie pedofili, nie obraża ludzi, nie poprze pisu, bo i dlaczego, nie bedzie prowadził samochodu na podwójnym gazie, nie potrzebuje gosposi do tego i owego, nie będzie łaził po kolędzie, nie będzie śpiewał fałszując. Ale co na to Bóg, czy się zgodzi ? Trzeba by zapytać biskupa.

  62. @pombocek

    Szybkie suszenie ścierki ma sens, nawet jeśli później zostanie ponownie zmoczona, bo w takiej mokrej, zmiętej i długo czekającej na kolejne użycie znakomicie rozmnażają się różne drobnoustroje, co poznać po zapachu i oślizłości. Twoja głowa rodziny wie, co robi 😎

    Życie na prowincji nie jest łatwe i trzeba mieć mocny kręgosłup, aby przeciwstawić się presji środowiska. Stadne działanie niewolników daje pojedynczym członkom stada pewne usprawiedliwienie, że inaczej się nie da, wszyscy są w podobnej sytuacji, nie ma odważnych, więc i ja się nie będę narażać, choć w głębi jestestwa mierzi mnie ta postawa.
    Ale w sytuacji, gdy zdarzy się pojedynczy odważny, to wielu w cichości ducha podziwia go i zazdrości tego kurażu.
    W czasach słynnej peregrynacji obrazu MB moja matka nie przyjęła go do domu. Nie pamiętam żadnych przejawów ostracyzmu wobec naszej rodziny, moja rodzicielka była osobą stanowczą i odważną, szanowano ją za niezależność sądów oraz brak zainteresowania plotkami i prywatnym życiem sąsiadów bliższych i dalszych. Z tego powodu wybierano ją na ławnika do kolegium i na radną, do różnych komisji itp. Starały się o nią różne partie, a potem Solidarność, bez skutku.
    Kiedy zapytałem, dlaczego nie chce się zapisać do tej ostatniej, to westchnęła tylko: to takie same miglance i trutnie jak w partii, tyle że jeszcze gorszy sort 🙄
    Sorry, jeśli bawią tu byli działacze S, ale moja rodzicielka oceniała swoje lokalne środowisko Polski powiatowej, które od tego czasu chyba niewiele się zmieniło.

  63. Tobermory
    3 lutego o godz. 13:30

    Tobermorku, nie obrażaj mojej głowy przypisywaniem jej wiedzenia tego, co Ty wiesz. Moja głowa kówno wie – ma przejęte od innych NAWYKI bez wiedzenia. Takich zachowań znalazłoby się wiele u wielu – oczywiście u tych, którzy coś robią, bo u tych, którzy po pracy drzemią z pilotem na brzuchu napełnionym z nawyku przez żonę, która też jest po pracy, ale zdążyła z nawyku zrobić obiad, jest tylko jeden bezrefleksyjny nawyk: leżenie z pilotem na brzuchu.

  64. Tobermory
    3 lutego o godz. 13:30
    to takie same miglance i trutnie jak w partii, tyle że jeszcze gorszy sort
    Był to czas, gdy poszukiwano nowych kandydatów do OPZZ ( pierwsze miesiące stanu wojennego). Wezwano mnie do dyrektora przedsiębiorstwa na dywanik (pozwolono mi jednak usiąść). Tam oprócz szefa tzw. aktyw czyli I sekr.komórki partyjnej , przewodniczący rady zakładowej
    itp. „Czy nie wstąpiłby pan w szeregi OPZZ, bo widzimy ,że pan…”. Na to ja odparłem: „W czasach „S” dowiedziałem się ,że
    poprzednie związki zaw. były niewłaściwe, dzisiaj mówi się ,że „S” jest organizacją antyustrojową. Tak więc jaką gwarancję mam ,że OPZZ za parę lat okaże się związkiem błędów i wypaczeń”. Zapadło głuche milczenie. Potem dyrektor warknął:” Proszę wyjść!”.
    Dla wyjaśnienia – nie należałem do żadnych organizacji. Może źle, bo gdzieś mógłbym domagać się u kogoś praw kombatanta.

  65. Tobermory
    3 lutego o godz. 13:30

    Pytanie, Tobermorku, czy w tych lokalnych społecznościach ktoś z racji, nazwijmy, towarzyskiego szantażu cierpi lub ma choćby mały dyskomfort. Zacząłem o tym pisać, ale z mojej winy mi wcięło, więc zająłem się czym innym, dlatego nie rozwijam tematu.

  66. mohikanin przedostatni
    3 lutego o godz. 12:30
    Tak jest. Ciekawe, że te jezuickie pomioty od Zygmunta po Jana Kazimierza były z tego samego pnia Wazów, którzy odrzucili papizm i potem tłukli w Niemczech katolików. Ta sam rodzina, a takieróżnice, zupełnie ja u Kurskich

  67. @Pombocek
    „Co ludzie powiedzą” i „co Pan Bóg powie” to chyba podstawa naszej moralności. Oczywiście Pan Bóg może być zastąpiony przez sumienie, moje Ego czuwające, autorytet, dochodzi jeszcze empatia, wrażliwość itp itd.(Nie jestem etykiem ani filozofem, Prof . Hartmann wie lepiej), jednak w naszej cywilizacji 10 przykazań (wiem,że są anachroniczne w formie) odgrywa podstawową rolę w określaniu co dobre i co jest złe.

  68. Jiba
    Wszyscy chcielibyśmy być piękni,zdrowi i bogaci.Co ma zrobić ta stara kobieta, która ma w pamięci,że powinna w*każdą niedzielę i święto we mszy sw uczestniczyć* ,jeżeli ksiądz w jej parafii jest pedofilem, a do kolejnego kościoła ma 10 km?Na taką okoliczność jest zasada, że sakramenty udzielane przez łajdaka też są ważne.
    Nie wymagajmy za wiele od tej kobiety ,i tak wymęczona życiem, pracą i chorobami.Inaczej jest w miastach,nawet małych, ale tam już i świadomość jest już inna.
    Czyż nie od władz i państwa wymagamy pilnowania aby prawo było przestrzegane?Przecież ci księża są obywatelami , ich obowiązuje przestrzeganie prawa.A jeśli jest inaczej ,to do obywateli należy przypilnowani aby to się zmieniło.

  69. Wpis „głosu zwykłego” to cytat z książki Michio Kaku Wszechświaty równoległe,
    początek na stronie 234 ,podrozdział historia teorii strun.
    Po prostu przepisuje jak wszystkie trolle, to jest po to aby uniemożliwić jakąkolwiek rozmowę

  70. @zza kałuży, (3 lutego o godz. 2:58)
    Zgadzam się z Tobą. O tym jakim kto jest człowiekiem nie przesądza rodzaj wiary czy jej brak. Przynależność do instytucji religijnej.
    Siostra Małgorzata Chmielewska jest wspaniałym człowiekiem:
    „https://pl.wikipedia.org/wiki/Ma%C5%82gorzata_Chmielewska”
    Nie boi się jeździć na Przystanek Woodstock. Zajmuje się uchodźcami z Syrii. Wbrew naciskom i oburzeniu środowisk kościelnych zaadoptowała niepełnosprawnego chłopca – „zakonnica z dzieckiem”, „co ludzie powiedzą”.
    Mieszka z bezdomnymi, przetrąconymi i zagubionymi. Tak, jak jedna z nich. Robi wszystko, żeby pomóc im stanąć na własnych nogach.

  71. @Lewy, (3 lutego o godz. 13:53)
    żeby paradoks był większy. Ignacy Loyola, założyciel Stowarzyszenia Jezusowego, stworzył niezwykły, jak na owe czasy system „ćwiczeń duchowych”. Można w nich odnaleźć echa wschodniej medytacji i psychoterapii zorientowanej na proces.
    Na tyle nie mieścił się w obowiązującej doktrynie, że Święta Inkwizycja wtrąciła go do więzienia. Co Jezuici do dzisiaj pamiętają Dominikanom.
    Loyola, tworząc „ćwiczenia”, nie miał żadnego przygotowania teologicznego. Był okaleczonym żołnierzem, szlachciurą i zawadiaką. Z gorącym temperamentem hiszpańskim.
    Dla Krk bardziej interesujące okazały się jego talenty wojskowe. Toteż pchnął go na odcinek walki z reformacją.

  72. zuzanna51
    3 lutego o godz. 14:29
    „Co ma zrobić ta stara kobieta, która ma w pamięci,że powinna w*każdą niedzielę i święto we mszy sw uczestniczyć* ,jeżeli ksiądz w jej parafii jest pedofilem…”

    Może zacząć myśleć. To nie boli. Następnie powinna poprosić o Biblię oraz o pomoc w jej zrozumieniu – głosicielki dobrej nowiny, kiedy znowu będą odwiedzać okolicę w której mieszka. Zrobiło tak już wiele kobiet w Polsce. I nie tylko. Oto przykład:

    Terbish z Mongolii, starsza wiekiem kobieta, całe życie pracowała w księgarni. Gdy zawitała do niej 18-letnia głosicielka ŚJ Munkhzaya, Terbish powiedziała, że przeczytała już mnóstwo książek i że dzięki temu szybko zrozumie każdą następną — czy będzie ją czytać od początku, od środka czy nawet od końca. Wyjątkiem okazała się Biblia. Bez względu na to, jak ją czytała, nie mogła jej zrozumieć. W kościele też nie znalazła pomocy. Dlatego studiowała sama, robiąc notatki do każdego wersetu. Szczególnie zainteresowała ją wypowiedź z Hebrajczyków 11:6. Munkhzaya objaśniła jej znaczenie, zaproponowała Terbish studium Biblii i zaprosiła ją do Sali Królestwa. Gdy kobieta usłyszała adres, zapytała: „Czy to ten budynek ze ślicznymi kwiatami na zewnątrz? Ilekroć go mijam, zawsze zatrzymuję się i je podziwiam. Czy poznasz mnie z człowiekiem, który o nie dba?” Munkhzaya uczyniła to z przyjemnością. Obecnie Terbish z zapałem studiuje Biblię i chodzi na zebrania. Munkhzaya mówi: „Kwiaty głosiły tej kobiecie na długo przede mną”.

    Jezus z Nazaretu zapewnił: „Stale proście, a będzie wam dane; ciągle szukajcie, a znajdziecie; wciąż pukajcie, a będzie wam otworzone. Bo każdy, kto prosi, otrzymuje, i każdy, kto szuka, znajduje, i każdemu, kto puka, będzie otworzone”.

  73. @prospector, (3 lutego o godz. 11:38)

    I jak pamiętam w większości parafii ta symbioza była.Proboboszcz często konsultował się z sekretarzem a sekretarz z proboszczem. Trzeba było jakoś żyć.

    Znakomicie oddają to twórcy serialu „Ranczo”, gdzie proboszczem i wójtem – byłym „komuchem” są bliźniacy. Dwie strony tego samego medalu. Świetna rola Cezarego Żaka.

  74. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, w ramach podmuchu ogólnej wolności, powstało w PL wiele różnych (wtedy jeszcze) kościołów (dziś związków wyznaniowych). Ponieważ np. scientolodzy jawnie i efektywnie godzili w interesy kk, tenże wystąpił o powołanie specjalnego gremium rządowego, czyli finansowanego przez państwo, do zwalczania sekt. Na czele stanął oczywiście ksiądz katolicki, który dobrał sobie braci w wierze do pomocy. Chcieli od razu ruszyć do ataku, ale jako agenda rządowa, musieli najpierw określić co to w ogóle jest sekta. Określili. I sprawa ucichła (choć agenda jest nadal finansowana). A ucichła dlatego, iż już pierwszy punkt konstytucji kk (zwany potocznie pierwszym przykazaniem), spełniał całkowicie ustalone kryterium.
    Pierwszy raz po wielu latach wolno mi było zawitać w RP pod koniec 1989 roku. Proponowałem pomoc Solidarności na różnych szczeblach w dziedzinach, na których się znam i gdzie miałem różne możliwości. Miałem pecha, bo trafiałem na mur TKM, arogancji i po prostu chamstwa. Niestety, im wyżej, tym było gorzej. I cały czas przewijał się w rozmowach i czynach kk. Ale i tak mi się nieco udało pomóc.

  75. dezerter
    *jestem chrześcijaninem,jak mój ojciec*
    Pamiętasz?Myślę,że tu jest pies pogrzebany. Nie,żebym jakąś religię, wyznanie czy sektę uważała za lepsze, czy gorsze.I dlatego wszelkie *nawracanie* uważam za nieprzyzwoitą ingerencję w intymne sprawy innych i niedopuszczalne. Już w latach 60-tych nasz nauczyciel z WOS (starszy już wtedy pan)tłumaczył nam, że nikt nie ma prawa pytać nas czy jesteśmy wierzący, jaką wyznajemy religię i zmuszać nas w jakikolwiek sposób (lub zakazywać) chodzenia do kościoła.
    Każdy, ksiądz, czy kolejarz jest tylko człowiekiem. Ale jeszcze raz powiem z uporem maniaka,że obydwaj podlegają prawu i to rządzący ponoszą odpowiedzialność, jeżeli tak się nie dzieje.
    A w ogóle jestem agnostykiem.

  76. Wiktor10p 3 lutego o godz. 14:48;
    Chyba nie sądzisz, że sam wymyśliłem teorię strun w charakterze trolla, aby przeszkodzić wam w stałym osrywaniu gromadnym kościoła katolickiego i księży na blogu. Poza tym nie wiem dlaczego jakieś trolle miałyby akurat was atakować, raczej ja bym was popierał na miejscu prezesa. Każda władza może tylko pomarzyć o takiej opozycji.

  77. pombocek
    3 lutego o godz. 3:35

    Moja babcia, rocznik 1917, ta od czterech klas, była również głęboko wierzącą kobietą. Niestety, miała błędną opinię na temat kleru, ale na to nic nie można było poradzić. Sądzę, że wiara w jakieś bezwzględne dobro dawało jej siłę przetrwania. Miała sześcioro dzieci, troje z nich przeżyło, mąż pijak i sadysta, który naprawdę bił za zbyt słoną zupę, no i bieda.
    Nie siedzę w niczyjej głowie i sercu, nie ośmieliłabym się oceniać myśli czy uczuć, bo ich nie znam. Oceniam to, co ludzie sami powiedzą lub zrobią. I do puli „co Pan Bóg powie”, „co ludzie powiedzą” dodałabym jeszcze opcję „byle tylko ludzie powiedzieli”.

    PS Przepraszam, że nie wszystkim jeszcze odpowiedziałam, postaram się usiąść na dłużej wieczorem.

  78. Jeszcze jedno posztormowe wspomnienie. Można się, oczywiście, dopatrywać aluzji do słynnej polskiej solidności, symboliczności polskości i takich tam ości, ale ja chcę pokazać moje własne zdumienie. Tę tablicę informującą o wykonaniu ochrony brzegu chyba jednak trochę ośmieszył ostatni północny wiatr. Ja bym tak nie potrafił.

    ‚https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6382909324880515410?icm=false&authkey=CJXBlaWvtdnLhgE

  79. Jiba
    3 lutego o godz. 16:31

    Moja babcia miała osiemnaścioro dzieci (przeżyła siódemka) i męża jurnego pijaka. Przed wojną należała jako świecka do jakiegoś zakonu. Po wojnie udało jej się odciąć od męża i kościoła. Umarła rok po generalissimusie i nie życzyła sobie księdza. Wtedy to jeszcze było łatwe.

    Ja mam o tyle dobrze, że w ogóle nie posiadam „genu” wiary. Nie tylko w sensie religijnym. A mój od prawie 50 lat serdeczny przyjaciel jest bardzo wierzącym katolikiem. Ale stosunek do kk mamy podobny.

  80. Jiba
    3 lutego o godz. 16:31

    Jibo, świetnie się rozumiemy. i Zuzanna też. Wcięło mi tekst, a pisałem właśnie o realności psychicznego świata ludzi wierzących, zwłaszcza biednych, krzywdzonych, poniżonych. Bóg to dla nich wartość dająca i ucieczkę od krzywd, i przytulenie, i poczucie bezpieczeństwa, i zachowanie człowieczeństwa.

    Jibo kochana, uważam, że nie musisz każdemu odpowiadać, bo se obrzydzisz życie. Niestety, rozmowy wielu z wieloma mają ten minus, że
    człek się poczuwa do takich obyczajowych obowiązków, jakby rozmawiał z jednym, a to trochę nonsens.

  81. zuzanna51
    3 lutego o godz. 15:41
    „jestem chrześcijaninem,jak mój ojciec”

    Czy szukając nowego ubrania, wziąłbyś pierwszy lepszy garnitur, który ci się w sklepie nawinie pod rękę, i niefrasobliwie założyłbyś go w przekonaniu, że będzie idealnie na ciebie pasował?
    Czy kupując używany samochód pojechałbyś nim bez sprawdzenia przynajmniej silnika?

    Postąpiłby tak tylko człowiek nierozsądny. Takich spraw nie powinno się lekceważyć. A jednak u wielu ludzi jedna z najdonioślejszych decyzji życiowych, którą religię mają wyznawać — jest dziełem przypadku, rezultatem dawno zapomnianego wydarzenia historycznego. Religię na ogół wybierają nam inni. Za nich też wybierali inni. Zależy to po prostu od tego, gdzie i kiedy przyszliśmy na świat.

    Większość myślących osób przyznaje, że religia jest zbyt ważna, by jej wybór pozostawić przypadkowi. Biblia utwierdza w takim przekonaniu. Usilnie zachęca ona, osoby pragnące podobać się Bogu, by ‛upewniały się o wszystkim’, by sprawdzały, czy to, czego byli nauczani, pozostaje w zgodzie ze Słowem Boga i Jego wolą oraz by zgodnie z tym postępowały (Dzieje 17:10-12).

    Niejeden Polak mówi odwiedzającym go Świadkom Jehowy: „W jakiej wierze się urodziłem, w takiej umrę”. W ten sposób daje wyraz przekonaniu, że religia powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie. Do czego to prowadzi?

    Niech odpowie były wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu arcybiskup Henryk Muszyński. Oznajmił on: „Ewangelia nie zdołała nas wewnętrznie przemienić. Polacy są narodem chrześcijańskim jedynie statystycznie. (…) Trudno negować fakt, że dla wielu ludzi chrześcijaństwo staje się bardziej zwyczajem niż religią”.

  82. „Wywodzący się z PiS prezesi giełdowej spółki Energa oddali firmę pod opiekę opatrzności Bożej. – Mam nadzieję, że nie zabraknie nam tego boskiego prądu. I że nasza firma będzie się rozwijać, będzie bezpieczna i chroniona pomocą Bożą i wszystkich świętych – mówił podczas uroczystej mszy Grzegorz Ksepko, wiceprezes ds. korporacyjnych.
    W czwartkowy wieczór kościół Opatrzności Bożej w Gdańsku Zaspie, znany z charakterystycznego pomnika Jana Pawła II, dzięki iluminacjom przybrał barwy Grupy Energa, giełdowej spółki energetycznej kontrolowanej przez skarb państwa. Firmą kierują działacze PiS-u. Przed wejściem powiewały flagi koncernu oświetlane różowymi barwami. W okolicy ołtarza ustawione zostały cztery duże stojaki z logo Energi. Dwie z nich ozdabiały figurę Matki Boskiej…” ( portal Na Temat)

    Czy to jawa, czy sen?

  83. @ dezerter83 3 lutego o godz. 8:27
    „Każdy ksiądz jest świadomy tego, że instytucja którą reprezentuje, skupia się od początków swego istnienia w IV wieku, na pomnażaniu swoich wpływów politycznych oraz gromadzeniu majątku – zamiast na pomaganiu potrzebującym.”
    Mam odmienne zdanie. Nie „zamiast” tylko „oraz”.
    Jak w każdej dobroczynnej organizacji diabeł siedzi w szczegółach i przed daniem im pieniędzy trzeba poinformować się jaki procent zebranych środków trafia do potrzebujących a jaki procent stanowią koszta operacyjne. I w tym sensie Kościół jest kompletnie nieprzejrzysty. Co nie znaczy, że nie istnieją świeckie organizacje, które dają biednym tylko np. 5% z zebranej kwoty. Zachłanność nie zna granic organizacyjnych.

    Pomaganie będącym w potrzebie, jest kamuflażem stosowanym od wieków, w celu pozyskania środków finansowych od czynników świeckich.
    Dla jednych księży tak, dla innych nie lub w mniejszym stopniu. Pokusa jest wielka, żądza władzy i słabe hamulce moralne gdy ma się dostęp do żłobu mogą wykrzywić bardzo wielu.

    „Jeżeli gościu nazywany księdzem, pomimo tej wiedzy, nadal utożsamia się z kościołem i korzysta z jego wsparcia, to ewidentnie przyczynia się do fałszowania jego prawdziwych intencji oraz celów działania. Ksiądz, który nie zdaje sobie sprawy z tych oczywistości, potrzebuje pomocy specjalisty – podobnie jak jego podopieczni.”
    No tak, panie jakobinie, a jak wszystkich żyrondystów już pościnasz to kto ci zostanie? Ja mam mniej bolszewickie poglady, dopuszczam trochę słabości ludzkiego charakteru… życie nie jest takie proste, żyć trzeba, chodzi o to, aby ten końcowy bilans był pozytywny, katedry w końcu ktoś wybudował, trochę pięknej muzyki też powstało, parę rzeżb i obrazów, a przecież wszystko to niby z kościelnego kłamstwa, żądzy władzy i zysku, prawda?

    „Dorosły człowiek powinien wiedzieć, że wyjątki zawsze potwierdzają regułę. Jaką ? „Nie może złe drzewo wydać dobrych owoców” – powiedział Jezus z Nazaretu. To jest prawda ponadczasowa.”
    No tak, ale wszystko sie zaczęło od mojego przykładu księdza – porządnego człowieka. I to nawet takiego prawie_że_nie_księdza, bo i jakoś tam z czegoś tam wystąpił (nie za bardzo rozumiem ich formalnosci)…

    Znowu nawiążę do moich mało oryginalnych uwag o dychotomii moloch-jednostka. Jak miałem sprawę w stanie wojennym przed kolegium (złapany na demonstracji ulicznej) to wyciagali mnie za uszy kierownik uczelnianego studium wojskowego, partyjny i wojskowy, chyba major, oraz przewodniczący SZSP.
    A na przesłuchaniu/rozprawie? milicjant, który mnie zatrzymał grał idiotę i niczego nie pamiętał. (Tylko dlatego, że przewodniczący składu przywitał go/przedstawił? jako funkcjonariusza ZOMO a nie ROMO 😉 )
    W sumie – porządnie zachowali się ludzie nominalnie partyjni, wojskowi, ideowi.

    Z moich doświadczeń wynika, że i wśród księży i sióstr zakonnych zdarzają sie porządni ludzie i dlatego ciężko mi potępić ich w 100% czambuł. Jeszcze raz; system, machina, moloch mogą łamać chcaraktery ale to od nas zależy jak bardzo damy się złamać, stać się konformistami.

  84. dezerter83
    3 lutego o godz. 15:15

    Dezerterze, kiedy na pytanie Zuzanny
    „Co ma zrobić ta stara kobieta (…)?”
    odpowiadasz:
    „Może zacząć myśleć”. To nie boli.”, to mnie językowcowi pierwszy rzuca się w oko idiotyczny, notorycznie wtykany w mowę, natrętny manieryzm „To nie boli”. Używanie manieryzmów to oznaka wtórności, niesamodzielności mówiącego.

    A „Może zacząć myśleć” to już gruba artyleria, świadcząca o niewiedzy w dziedzinie stawania się człowiekiem. U Ciebie człowiek się nie staje, lecz jest stworzony, gotowy, mimo że ślepy widzi, że się staje i każdy ludzki robaczek powtarza historię gatunku. Nie wiem, czy u Świadków Jehowy obowiązuje katolicki pewnik, że Bóg dał rozum i wolną wolę, ale to, co powiedziałeś o babci – że może zacząć myśleć – świadczy o tym, że ten idiotyzm obowiązuje i u Was. Nie wiesz więc, że mówisz o człowieku nie nauczonym myślenia: „Może zacząć myśleć”. Nie może. Z równym powodzeniem możesz to powiedzieć o wiewiórce, rzecznym minogu i o zającu w kapuście.

  85. Mocium panie, mocium panie, mocium panie. Ja uniżony sługa prezesa i całej organizacji. Troll kryptonim: ślimak zdradliwy nr kodu 765492873. Uniżenie proszę o patrzenie łaskawym okiem na listę ateistów i szczególną opiekę innych trolli nad tym blogiem, a broń boże nie przeszkadzanie im!!!!. Chwast ten pozostaje w zbożnej pracy na rzecz KK i PIS w POLSCE i na świecie. Troll kryptonim: ślimak zdradliwy nr kodu 765492873. Hymn na stojąco został partyjny i państwowy trzy razy odśpiewany. Do tego pieczętuje list 5 zdrowaśkami. Aby im się tylko dobrze żyło i cały czas tylko tak pisali.

  86. @pombocek
    3 lutego o godz. 17:41

    Z myśleniem nie jest tak prosto. Z punktu widzenia zachowania gatunku ważniejsza jest pamięć, bo porównanie wzorców jest zawsze szybsze niż kombinowanie, czyli większa szansa przeżycia. Dlatego przeważająca większość populacji może lepiej pamiętać niż myśleć. A to sprzyja przyjmowaniu „na wiarę”, bo wiedzieć to na ogół znaczy wierzyć, nie jesteśmy bowiem w stanie wszystkiego sprawdzić. Poza tym, myślenie trzeba trenować, podobnie jak i pamięć. A która szkoła uczy dziś myślenia? Jedyna szansa, to rodzina, bo nawet na ulicy dostajemy wszystko gotowe; już prawie niczego nie naprawiamy, mamy mnóstwo automatów i do tego google.

    Interesujące jest pojawianie się coraz to nowych „dokumentów” przeciw Wałęsie. Czy nie przypomina to cudownego rozmnażania relikwii w kk? Śliczna była kłótnia o prawdziwość napletka Jezusa pomiędzy kilkoma kościołami i Watykanem.

  87. @ głos zwykły
    Rozumiem, że w ten sposób zaanonsował Pan swoje zniknięcie z tego blogu. Bardzo słusznie.

  88. @pombocek
    3 lutego o godz. 17:41

    „Może zacząć myśleć”
    Człowiek na ogół rodzi się z mózgiem zdolnym do myślenia.
    I myśli.
    Myśli tak długo, jak mu na to stan jego mózgu pozwala.
    Człowiek oddycha też i trawi, i coś tam sobie myśli.
    Z tego myślenia może coś wyniknąć albo i nic.
    Jeden potrafi swoje myśli sformułować i wyrazić przy pomocy mowy, pisma, muzyki, gestów, sztuki. Inny – przy pomocy pięści, maczugi, karabinu…

    Pytałeś: „czy w tych lokalnych społecznościach ktoś z racji, nazwijmy, towarzyskiego szantażu cierpi lub ma choćby mały dyskomfort”
    To zależy. Bywają silne osobowości promieniujące naturalnym autorytetem, te nie cierpią, bo na szantaż tego typu nie są podatne.
    Jak już wspominałem, silny kręgosłup bardzo się przydaje.
    Takich szanuje też lokalny proboszcz, jeśli jest w miarę inteligentny, co się czasem zdarza.

  89. mag
    3 lutego o godz. 17:32
    „Wywodzący się z PiS prezesi giełdowej spółki Energa oddali firmę pod opiekę opatrzności Bożej. – Mam nadzieję, że nie zabraknie nam tego boskiego prądu. I że nasza firma będzie się rozwijać, będzie bezpieczna i chroniona pomocą Bożą i wszystkich świętych

    Mój komentarz
    Nie takie szopki PiSowcy będą odprawiać za zaleceniem Prezesa, byle wkupić się w uznanie ludu, zatwierdzić się jako wierni, nieodstępni, a zatem uczciwi, nieprzestępni.
    Nie takie szopki PiS nam zafunduje niepodlegle, jak pijane dziecko w mgle będą krzyczeć z każdej strony – więcej posad, więcej kasy, więcej wody święconej.
    Pzdr, TJ

  90. Tobermory
    3 lutego o godz. 18:11

    Nie, Tobermorku. Człowiek się rodzi z mózgiem zdolnym do myślenia, ale myśleć się musi uczyć, obserwując otoczenie. Podobnie jest z aparatem mowy: nie wystarczy mieć aparat, by mówić. Jezuniu, co ja mówię! Tobermorku, nie wystarczy mieć nogi, by bez obserwowania otoczenia samemu wpaść na pomysł chodzenia na dwóch i samemu się tego nauczyć.

  91. „Ta bidula (…) dorzuciła kamień milowy Riemana, Gabrielę Veneziano…”

    Czytelniku tego bloga, jedynie tu się dowiesz, że nie tylko Kopernik była kobietą 😀

  92. Straszne rzeczy się porobiły w Polsce po 1989 roku.

    W latach 70. byłem na ślubie kuzyna w kościele, gdzie pani młoda składała przysięgę przed Bogiem niejako jednostronnie, bo niewierzący pan młody występował jako przedstawiciel „innej wiary” (była wtedy taka formuła, nie wiem, czy jeszcze jest). Kuzyn nie był działaczem partyjnym, po prostu stwierdził, że w miarę edukacji i zdobywania doświadczeń życiowych nabrał dystansu do religii, ma inny system wartości i nie będzie niczego udawał. I wszyscy to uszanowali.

    Dziś „system wartości” młodzieży, zwłaszcza w sferze seksualnej, znacznie bardziej odbiega od katolickiego niż 40 lat temu, ale ślub w kościele musi być, bo co ludzie powiedzą, a poza tym zdjęcia z kościoła zawsze lepiej na fejsbuku wyglądają niż z jakiegoś urzędu.

    W tamtych czasach znałem też małżeństwo wierzącej żony z niewierzącym mężem (naukowcem), które postanowiło wychować dzieci tak, żeby same zdecydowały o swoim światopoglądzie, gdy do tego dorosną. Syn został ateistą, córka ochrzciła się w kościele katolickim jako nastolatka.

    Dziś Monika Jaruzelska, którą zawsze uważałem za osobę bardzo rozsądną, opowiada w wywiadzie, że choć sama jest niewierząca, to posyła syna na katechezę, „żeby miał łatwiej w życiu”. A Jaruzelska nie mieszka przecież na wsi podkarpackiej, tylko obraca się wśród warszawskich elit…

    Czy 27 lat temu na pewno odzyskaliśmy wolność?

  93. Warto przeczytać jak PBS wyraża się o dokonaniach Tuska jako szefa Rady Europejskiej. Pani Beata szybko chwyta wiatr żoliborski w żagle, insynuuje tak sprawnie jak sam Prezes.
    Tusk nic nie zrobił, Tusk nie chce reform w Unii, za Tuska odbył się Brexit, fakt niesłychany (wina Tuska), itd.
    Motyw „Balcerowicz musi odejść” tak miły politykierom prawicowo-naziolowym w Umęczonej oraz ich promotorom w PiSie został znów wykorzystany. Na miejsce Balcerowicza wstawiono Tuska i szafa gra.

    A propos Wałęsy, to te wszystkie podchody do jego życiorysu, które niby z niewymownym wstydem i krępacją podejmują PiSowscy pijarowcy i akolici Prezesa (Gowin), idą po linii Prezesa – na odebranie Wałęsie znaczenia, na odwrócenie przywództwa na zdradę, z przewodniczenia na agenturalność, z prezydentury na teczkostrachliwe działania podpowiadane prosto z Moskwy, z Łubianki.
    Ci ludzie umiaru w niczym nie mają, a w pazerności na władzę i kasę przede wszystkim. Gotowi by byli poświecić złotego cielca, gdyby tylko ogłoszono, że jest on symbolem wiary chrześcijańskiej.
    Pzdr, TJ

  94. @pombocek
    3 lutego o godz. 18:51

    Myślenie przez obserwację otoczenia? OK, ale niekoniecznie obserwację innych ludzi.
    Czy dopiero patrząc na własną matkę, psa, konia, słońce, drzewa, Jamno zacząłeś produkować jakieś myśli?
    Czy głuchoniemi i ociemniali myślą?
    W zasadzie nie powinni, prawda?
    Okazuje się, że jednak tak.
    Największy problem, to przekazanie tych myśli, nawiązanie komunikacji z drugim człowiekiem, znalezienie wspólnego „języka” i uzyskanie porozumienia.

  95. @Tobermory
    Nie Helga, to nie jezd zalon, do jezd zypialnia
    Kurt jezd byscsok, zeby Kurt bodrafił jezce cos opowiedzieć wiencyj o apfela co to verfluchte polack mu verkaufen.Bo o cym innym to un nie wi.

  96. @remm
    3 lutego o godz. 19:02

    Ja ten dzisiejszy konformizm też odbieram ze zdumieniem.

  97. Ciekawa i głeboko odkrywcza myśl Największy problem, to przekazanie tych myśli, nawiązanie komunikacji z drugim człowiekiem, znalezienie wspólnego „języka” i uzyskanie porozumienia.
    No i jak tu nie wpaść w osłupienie z powodu takich rewelacji

  98. @głos zwykły:

    Niektóre obszary i zasady działania świata i wszechświata już znamy, inne pewnie kiedyś poznamy (jak nie my, to kolejne pokolenia), a jeszcze innych nie odkryjemy nigdy, bo nasze zmysły i umysły nam na to nie pozwalają.

    Religie i magie zawsze odnosiły się do tych nieznanych, nieodkrytych obszarów (to „piąty wymiar”, o którym piszesz). Do dziś mówi się, że Bóg mieszka w niebie – kiedyś ludzie nie byli w stanie sprawdzić, co jest dalej za sklepieniem niebieskim, więc umieścili tam w swojej wyobraźni istoty boskie. Religie łagodziły strach przed nieznanym i pomagały przetrwać w środowisku, gdzie zbyt wiele rzeczy dzieje się przypadkowo. Zawsze łatwiej żyć, gdy wierzy się w nadprzyrodzoną siłę, która to wszystko ogarnia i nagrodzi nas za dobro po śmierci (bo przed śmiercią trudno na to liczyć). Dlatego wszystkie ludy na Ziemi powymyślały sobie religie, mitologie itp.

    Nie neguję prawa ludzi do tworzenia i wyznawania religii – większość tego potrzebuje jak dzieci, które do pewnego wieku wierzą w krasnoludki i świętego Mikołaja (dlatego ateiści i agnostycy zawsze będą w mniejszości). Jednak przeświadczenie, że to moja religia ma rację, że moja święta księga jest słuszniejsza i prawdziwsza od innych (albo wręcz jedynie słuszna i prawdziwa), że tylko moi prorocy wiedzą, jak wygląda „piąty wymiar”, jest po prostu przejawem pychy. A pycha to pierwszy grzech główny.

    A już najbardziej żałosne są próby traktowania najnowszych odkryć nauki, np. fizyki kwantowej, jako „dowodów” na prawdziwość wybranych fragmentów Biblii – księgi napisanej dawno temu daleko stąd, której nie da się nawet jednoznacznie przetłumaczyć na współczesne języki. Kiedyś na podobnej zasadzie niejaki Daeniken, z zawodu hotelarz, udowadniał, że starożytne budowle, rzeźby i rysunki, od Egiptu po Meksyk, są pozostałością po wizytach kosmitów.

  99. Qba
    3 lutego o godz. 18:04

    Jasne, ale mówisz o tym, o czym ja nie mówiłem – a staram się w mówieniu być precyzyjny. Nie mówiłem więc o roli myślenia w zachowaniu gatunku, lecz o powstawaniu umiejętności myślenia. Człowiek nie uczony myślenia – choćby w drodze obserwowania wyżej od niego stojących – może się nauczyć od prostych rodziców czynności egzystencjalnych i takiegoż myślenia: obrządzania inwentarza, uprawiania pola, naprawiania butów, gotowania obiadu, ale nie nauczy się od nich myśleć i mówić o sprawach nieegzystencjalnych. Powiedzieć więc o takim „Może zacząć myśleć”, to to samo, co powiedzieć o wężu z przypowiastki Gorkiego: „Może zacząć fruwać”

  100. A tak z innej beczki taka historia gdzieś tam zasłyszana.
    Był sobie wróbelek i jakoś mu się żyło ale czasy były ciężkie.Wróbelek był coraz słabszy.Aż przyszedł moment, że zrobiło się zimno i świat się oszronił.Biedny wróbelek przysiadł na podwórzu jakiegoś gospodarstwa,zmroził się i upadł.Tymczasem przechodziła krowa i nasrała na zmrożonego wróbelka.Pod wpływem ciepłego gówna wróbelek ożył i zaczął się ruszać.Aż tu idzie kot .Patrzy a w gównie coś się rusza.,Aaaa wróbelek!Wyciągnął kot wróbelka i go zeżarł.
    Morał z tej bajki jest taki -nie zawsze twój wróg kto na ciebie nasra i nie zawsze przyjaciel kto cię z gówna wyciągnie.

  101. @pombocek
    3 lutego o godz. 19:20

    – Baco, a czym wy się tak zajmujecie po skończonej robocie?
    – Aaa, jak mom duzo casu, to siedze na przyzbie i se myśle.
    – A jak macie mało czasu?
    – To ino siedze.

  102. Tobermory
    3 lutego o godz. 19:05

    Kolejna nieprawda, Tobermorku. Mówimy o myśleniu pojęciowym, a nie o jakichś niezidentyfikowanych spostrzeżeniach czy orientacji przedpojęciowej, która w zwierzakach, oczywiście, jest. Myślenie pojęciowe jest JĘZYKOWE, choć niekoniecznie polega na formułowaniu w myślach zdań. Nie ma żadnego uczenia się na początku bez obserwacji otoczenia i małpowania tego otoczenia. Bez mówiącego otoczenia dziecko się nie nauczy samo z siebie ani myśleć, ani mówić – będzie idiotą. To samo dotyczy niewidomych, głuchoniemych, a nawet głuchociemnych. Normalnie mówiący stworzyli im stosowne kody oparte na języku mówionym. Bez tych kodów też byliby idiotami.

  103. Zapas anegdot naszego Kurta na temat bacy chyba sie wyczerpał, bo już 3 albo 4-ty raz opowiada te sama śmieszną historyjke o bacy bacy.

  104. remm
    3 lutego o godz. 19:02

    Szkoda, że tylko zasygnalizowałeś arcyciekawą dla mnie rzecz: wychowywanie dzieci tak, by sam zadecydowały o swoim światopoglądzie, gdy dorosną. Może wiesz coś o tym jak to robili, jakieś przykłady?

  105. Kulinarny konserwatyzm u wikingów.
    Przwieźli ze soba na Grenlandie swinie, bydło i owce.Kiedy klimat sie pogorszył, a pastwiska wyjałowiały i zabrakło paszy dla zwierząt, wikingowie musieli Grenlandie opuścić. Tymczasem Inuici (Eskimosi) korzystali z niewyczerpawalnego źródła zywności: ryby, foki,owoce morza..
    Wikingom nigdy nie wpadło do głowy zeby sie przestawić na tę zdrową dietę. A przecież byli to inteligentni ludzie.Ale tradycja była zbyt silna.
    Więc jak skłonić Polaków, aby przeszli z katolickiej diety na nowoczesność, racjonalizm, naukowy swiatopogląd ?

  106. pombocek
    3 lutego o godz. 19:20

    Usiłowałem delikatnie zasugerować, iż tak, jak różnimy się np. słuchem muzycznym, tak i możliwością myślenia. Większość z nas ma jednak słuch co najwyżej średni. Rzadkością niezwykłą jest osobnik, który potrafi myśleć abstrakcyjnie i do tego ma dobrą pamięć, np. zna kilka języków. Na ogół jednak dobra pamięć nie idzie w parze z dobrym myśleniem. Po prostu mózg ma ograniczone możliwości. A wyrobienie sobie własnego zdania wymaga jednak znacznego wysiłku umysłowego. Jest to związane z pragnieniem wolności. Bo wolności nie można dać, trzeba ją sobie samemu zdobyć. I liczyć się ze znacznie ograniczoną liczbą znajomych. A do tego potrzeba już odwagi.
    Już dawno przestałem się dziwić, że masy biegną za jedną osobą. W takich wypadkach biegnę jeszcze szybciej w przeciwną stronę.

  107. Na zbliżającą się dobranockę w myśl:
    music soothes the savage beast
    https://www.youtube.com/watch?v=WTsRdy3k_2s

  108. Tobermory
    3 lutego o godz. 19:05
    Dużo daje obserwacja w noc sylwestrową po północy ;–)

  109. @pombocek
    Tu mozesz znaleźć informacje na temat demokratycznej szkoły
    „http://www.edukacjademokratyczna.pl/jak-dziala-szkola-demokratyczna
    Kwestia, jak manewrować między wolnością dziecka, pozwalaniem mu na spontaniczność, a jednak dyscyplinowaniem go, czego wymaga proces przekazywania wiedzy.
    Nie jest możliwe, żeby w tak wolnościowym systemie wykształcić lekarza (chociaż jakieś spontaniczne wyjatki mogą sie trafic)
    Był taki film Le cercle des poetes disparus (Nie wiem jak to po polsku ,może Klub zmarłych poetów), gdzie taki nowy nauczyciel wprowadza rewolucyjne metody, deprecjonuje dotychczasową pedagogike, pozwala uczniom robić tylko to, na co maja ochotę. Jest to okropnie demagogiczny film, taki amerykański, z jednym sprawiedliwym szeryfem. Wszyscy inni nauczyciele są ograniczeni. No i na koniec dzieje sie tragedia, bo jeden z uczniów ukochanego nauczyciela popełnia samobójstwo, nauczyciel zaszczuty musi odejść, bo zwycięża tradycyjny obskurantyzm.Mnie, nauczyciela, ten film zrobił okropne wrażenie.

  110. Na koniec podrzuciłem ochłap Kurtowi

  111. Qba
    3 lutego o godz. 19:50

    Porównanie myślenia ze słuchem muzycznym nie jest szczęśliwe. Słuch jest dany przez naturę – nie wiem, czy można go jakoś udoskonalać – myślenie jest umiejętnością, więc jak każda umiejętność wymaga uczenia się i ćwiczeń. Oczywiście, mówię o myśleniu pojęciowym.

  112. pombocek
    3 lutego o godz. 19:40
    Bywa, że czasami z prostej ciekawości zajrzę na ten blog. Na twoje pytanie o przykład wychowania dziecka bez narzucania mu religii podam taki z najbliższej mi rodziny. Moja koleżanka ze studiów nie brała ślubu kościelnego – oboje byli zdeklarowanymi ateistami całe życie. Kiedy urodził się ich syn nie chcieli mu narzucać wiary, nie posyłali na religię, był wychowany w absolutnie ateistycznej rodzinie. Ale… babcia bardzo się martwiła, że nie ochrzczony, więc zostałam jego chrzestną. Ceremonia się odbyła bardziej niż kameralnie, ksiądz spytał ojca, czy naprawdę nie chcą związku sakramentalnego, usłyszał, że naprawdę, ochrzcił małego i poszliśmy do domu. Do komunii już nie poszedł, bo sam babci wyjaśnił, że nie, do bierzmowania oczywiście też nie, co naturalne. Kiedy poznał swoją obecną żonę poddał się wszelkim tym warunkom, zdał potrzebne egzaminy i wziął uroczysty ślub w kościele. Mają trójkę bardzo udanych dziatek, wychowują je bogobojnie. Koleżanka w zeszłym roku po ciężkiej chorobie zmarła. Odkąd ją znałam, zastrzegała, że po śmierci chce być spopielona i żadnego księdza! Jej życzenie spełniono na 50% – spopielono i pochowano z całym ceremoniałem, bo babcia ją przeżyła, po co babcie martwić, a jej i tak już wszystko jedno.
    I jeszcze jeden przykład – jak szaleć to szaleć; Mama mojej znajomej, Żydówka, w dzieciństwie już się zbuntowała przeciw swej religii i całe życie uważała się za ateistkę. Będąc dorosłą osobą wypisała się z gminy żydowskiej i sporządziła testament, w którym kazała się po śmierci spopielić i prochy rozsypać na specjalnej łączce – mieszka w Skandynawii. Mając lat 96 postanowiła przystąpić na powrót do gminy, aby ją pochowano obok ukochanego męża. Rodzina miała z tym troszkę kłopotów, ale wszystko odkręcili i pani dożywa swoich dni wg nowego scenariusza.
    Ze swej strony powiem tylko; nigdy nie mów nigdy.
    Mój wpis jest okazjonalny, innych wpisów nie przewiduję.

  113. Lewy
    3 lutego o godz. 20:02

    Dead Poets Society, po polsku Stowarzyszenie Umarłych Poetów z niezapomnianym Robinem Williamsem. Widziałam to po polsku i po angielsku i też za każdym razem robił ten film na mnie wrażenie. Mimo że nie jestem nauczycielką. Jest o nauczaniu poezji, ale jest też o wolności, o wolności myślenia. I o carpe diem.

  114. @pombocek
    3 lutego o godz. 19:40

    Wiem tyle, że w pierwszych latach życia dzieci nie były wychowywane religijnie, dopiero gdy osiągnęły wiek szkolny, rodzice zaczęli z nimi o tych sprawach rozmawiać, podsuwać odpowiednie lektury itp. Religia była w tej rodzinie traktowana jako coś, co się wybiera w trochę późniejszym wieku, tak jak zawód czy poglądy polityczne. Sprawę na pewno ułatwiał fakt, że matka chodziła do kościoła, a ojciec nie, więc dzieci od początku wiedziały, że są dwie opcje. Z drugiej strony te dzieci nie były narażone na ostracyzm ze strony rówieśników, bo szkoły publiczne nie podlegały jeszcze Kościołowi, a społeczeństwo było bardziej tolerancyjne światopoglądowo niż dziś. Choć nie wiem, czy byłoby to możliwe w mniejszej miejscowości (to była inteligencka rodzina mieszkająca w dużym mieście).

  115. nela
    3 lutego o godz. 20:20

    Dziękuję, nelu, za głos. Przedstawiłaś jednak tylko ogólnikową informację, a mnie zależałoby na poznaniu paru konkretnych wychowawczych działań, w wyniku których finalny, przepraszam, produkt byłby neutralny światopoglądowo i gotowy do dorosłych wyborów bez wcześniejszych światopoglądowych obciążeń czy preferencji.

  116. remm
    3 lutego o godz. 20:26

    Rzeczywiście dwoje odległych od siebie światopoglądowo rodziców to dla dzieci nie byle jaka szkoła. Ale i wielki mój szacunek dla tych rodziców, że sami ze sobą poradzili, a nie tylko dzieci zgodnie wychowali.

  117. @pombocek
    3 lutego o godz. 20:12

    Myślenie to jest proces poznawczy polegający na skojarzeniach i wnioskowaniu. Niekoniecznie wymagający fraz, ale wymagający pamięci, która operuje także symbolami, dźwiękami, pojęciami i obrazami.
    Główne składniki myśli to obrazy percepcyjne, które nie muszą być nazwane słowami. Odbieramy wrażenia słuchowe, wzrokowe, węchowe, smakowe i gromadzimy tzw. reprezentacje rozmieszczone w różnych miejscach naszego mózgu.
    Jak chodzę po lesie skanując podłoże w poszukiwaniu borowika, to mózgowy „dysk” przywołuje mi raczej nie słowo „prawdziwek”, lecz nagromadzone obrazki grzybów, które już znalazłem i porównuje z nimi to, co rośnie w zagajniku.
    Zapach świeżego chleba przywołuje mi sceny z dzieciństwa, babkę ze strony ojca uwijającą się przy piecu chlebowym jak Baba Jaga albo niesiony ze sklepu jeszcze ciepły bochenek oskubywany po drodze…
    Za miarę sprawności myślenia można uznać inteligencję, a efektywność jej wykorzystania niektórzy nazywają kreatywnością.
    Jedni ludzie tworzą klarowne ciągi pojęciowe, inni poplątane, nadmiernie konkretne lub zbyt abstrakcyjne, inni opierają myślenie na subiektywnych związkach między pojęciami, cechuje ich labilność myślenia, czasem nadmierna dynamika lub wręcz przeciwnie – inercja…
    Zdarzają się rezonerzy tokujący dla samego tokowania…
    Na tym blogu też jest szerokie panoptikum modeli myślowych od racjonalnych przez irracjonalne do emocjonalnych i w różnym stopniu zależnych od kontekstu.

  118. pombocek
    3 lutego o godz. 20:34
    Wychowanie człowieka to nie jest hodowla róży ani tulipanów.
    Produkt finalny niekoniecznie musi być taki, jak sobie rodzic, choćby najambitniejszy zaplanował. Produkt finalny ma w głowie własny mózg. I tylko tyle mogę ci odpowiedzieć, bo nie będę się na blogu udzielała.

  119. izabella
    3 lutego o godz. 20:24
    Na mnie ten film zrobił złe wrażenie, ale mógł i Ci się podobać, zwłaszcza jesli nie uprawialaś zawodu nauczyciela. No i Robim Williams, nawet jakby zagrał diabła albo innego Adolfa, to ów diabeł dałby sie lubieć

  120. Lewy
    3 lutego o godz. 20:02

    Bardzo dziękuję, Lewusku, za ten link. Mało już czytam i nie szperam po internecie, więc sam na pewno bym nie trafił. Taka szkoła to cudo, marzenie, raj, wychowawcze i dydaktyczne arcydzieło. Jeśli istnieje, oczywiście. Okropnie bym chciał w następnym wcieleniu pójść do takiej. One szkoły jako powszechne to na razie utopia, ale jeśli z nich wyjdą przyszłe intelektualne elity i zaczną rządzić, to dopiero nastąpi Reformacja numer 2!

  121. pombocek
    3 lutego o godz. 20:12

    To porównanie ze słuchem nie jest złe. Słuch absolutny jest dany przez naturę, ale nawet nie każdy muzyk go ma. Można sobie (nieabsolutny) słuch wypracować, poprzez uczenie się i ćwiczenia. Ale pewnie bez aboslutnego słuchu można być zdolnym odtwórcą, ale nie wybitnym kompozytorem.

    Ja coraz bardziej skłaniam się ku opinii że zdolność myślenia jest dana od natury. Nie geny, ale epigenetyka. Bo jak wyjaśnić, że z dwojga ludzi wychowanych w tym samym domu, chodzących do tych samych szkół, jedno myśli, a drugie nie. Albo jedno jest religijne, a drugie nie. A to częsty przypadek.
    To chyba jest też moja odpowiedź na istnienie konkretnych wychowawczych działań. Pewnie, świecka szkoła z etyką na pewno by pomogła. Moi ateistyczni znajomi wyrośli w bardzo różnych domach, często z dwoma religiami (katolicyzm+protestantyzm, judaizm+protestatntyzm), ale ogólnie w chłodzie religijnym. Bez dewocji. Obserwuję bliskich znajomych, parę ateistyczno-katolicką. Wygląda na to, że jedno dziecko będzie głeboko religijne, a drugie raczej agnostyczne. I masz babo placek.

  122. @nela
    3 lutego o godz. 20:43

    Otóż to. Produkt finalny ma własny mózg, a w nim własne skojarzenia i wnioski. Czasem bardzo zaskakujące rodzicieli i wychowawców 🙄

  123. nela
    3 lutego o godz. 20:43

    Produkt finalny ma rozum przez kogoś ukształtowany, a nie z sufitu dany, mnie, jako kiedyś trochę nauczyciela, interesuje JAK kształtowany. Skoro jednak uciekasz, to bywaj zdrowa.

  124. Obserwowałem kiedyś mojego małego kociaka pierwszy raz przed lustrem. Najpierw ofuknął tego po drugiej stronie i próbował go trzepnąć łapką (tamten też), ale dotknąwszy szkła wywnioskował chyba, że tamten jest za szybą. Zajrzał więc za lustro z obu stron, ale po stwierdzeniu, że tam nikogo nie ma, stracił zainteresowanie swoim odbiciem i już nigdy więcej nie próbował nawiązać z nim kontaktu.
    Chciałbym wiedzieć, co myślał w tym momencie.
    Teraz, dorosły od wielu lat, zawsze „opowiada” mi coś, gdy wracam po dłuższej nieobecności do domu, też bym chciał wiedzieć, co mi komunikuje 😉

  125. izabella
    3 lutego o godz. 20:48

    Można powiedzieć mocniej: bliźniaki jednojajeczne nie są identyczne. Ale co to znaczy? Nie tylko to, że ich aparaty służące do myślenia, mówienia dane im przez naturę nie są identyczne, ale i to, że każdy z nich jest niezależnym organizmem, więc i ich uwarunkowania nie są identyczne: jeden się zmoczył, drugi jest suchy – już jest różnica w przeżyciach. Bracia bliźniacy patrzący na to samo, nie przeżywają tego samego, bo każdy z nich jest sobą, a nie drugim. Więc i ich stawanie się człowiekiem przebiega własnymi drogami.

  126. izabella
    3 lutego o godz. 20:48
    Z tym absolutnym sluchem u muzyków to z pewnością masz rację, z pewnością taki słuch mieli Bach, Mozart, Beethoven i wilu inych. Ale znam sporo muzyków, oczywiście nie geniuszy, ale grających w dobrych orkiestrach.Opowiadają, że absolutny słuch przeszkadza. Bo z absolutnym słyszą te wszystkie odejścia od idealnego dźwieku i to ich drażni. Chyba że pogodzą się z tym, jak człowiek z kamyczkiem w bucie. Ta wyrozumiałość do niedoskonałości słyszenia absolutnie sprawiła, że Bach skomponował Das wohltemperierte Klavier, gdzie cis i des jest tym samym dźwiękiem.Przed Bachem na klawiszowych instrumentach musiano sie ograniczać do podstawowych tonacji, co nigdy nie groziło instrumentom o skali ciąglej, np. skrzypcom

  127. Lewy
    3 lutego o godz. 20:02

    Film jako taki ? – dla mnie był fantastyczny; czy raczej właśnie ta atmosfera obskurantyzmu w otoczeniu tego nauczyciela-odmieńca ?

    „Stowarzyszenie umarłych poetów”

  128. @Tobermory
    Te kociaki to bardzo różnie reagują na swoje odbicie w lustrze. Widziałem takie, wypisz wymaluj jak ten opisany przez Ciebie, ale widziałem i takie, które – nawet jako dorosłe koty – widząc swoje odbicie syczały. Inne atakowały lustro. Ot, taka poza indywidualistyczna musi co 😉

  129. izabella
    3 lutego o godz. 20:24

    Otóż to właśnie.

  130. @anumlik
    3 lutego o godz. 21:11

    Bo koty też różnią się inteligencją 😉

  131. @@@pombocek, nela, Tobermory
    Produkt finalny nigdy nie wie, kiedy będzie finalny. I to tyle na temat Waszej fascynującej wymiany informacji na temat finalności produktu finalnego 🙂

  132. @Tobermory, z godz. 21:13
    Produkty finalne też 😀

  133. Lewy
    3 lutego o godz. 19:15

    Ja kiedyś osłupiałem na podobnie odkrywczą myśl, którą mi przedstawił wsiowy kosiarz łąkowy: Kościół do dobrego namawia, nie do złego..
    Tak jak się znawił nagle, wychynąwszy z mgły, tak i w niej się – to powiedziawszy – rozpłynął. Razem ze swoją kosą-żywicielką i nieodłącznym psiakiem-towarzyszem u nogi.

  134. @Tanaka
    Tak to bywa jak jakis kosiarz łąkowy chce coś mądrego powiedzieć, a nic mu do biednej głowy nie przychodzi.

  135. @Tanaka
    3 lutego o godz. 21:16

    Znaleźć wspólny język

    https://www.youtube.com/watch?v=c246fZ-7z1w

  136. pombocek
    3 lutego o godz. 21:09

    To dobrze, że nawet bliźniaki są osobnymi, indywidualnymi ludźmi z własną drogą życiową, (ciekawe czy klony też by były). Ale mówimy o tej mitycznej umiejętności myślenia. W czasie studiów dorabiałm korepetycjami z matmy. Moje uczennice to były w większości miłe nastoletnie panny, ale matematyczne analfabetki. Pamiętam tłuczenie (over and over) czegoś prostego, jak np. rownania kwadratowe. To było jak rąbanie kamienia. W tych głowach czegoś brakowało. Czasami osiągałam mały postęp, dziewczyny potrafiły coś same rozwiązać, ale wystarczył tydzień choroby i wszystko wracało do stanu poprzedniej pustki.
    Nie nauczymy dzieci myślenia, tak jak nie nauczymy ich absolutnego słuchu. Możemy im tylko pomóc stać się najlepszą możliwą wersją siebie.

  137. @pombocek
    3 lutego o godz. 20:12

    Ubiegła mnie @izabella 3 lutego o godz. 20:48
    Myślenie jest (fizjologicznie) taką samą czynnością, jak słyszenie czy widzenie. W myśl rozrzutu parametrów koniecznego dla ewoluowania, również zdolności myślenia są różne u różnych ludzi. I – podobnie jak to jest ze wzrokiem: super nadwzroczność oznacza kłopoty z czytaniem i na odwrót – jedni głównie myślą, czyli niewiele wiedzą/pamiętają i interesują się prawie zawsze i prawie wszystkim, bo prawie wszystko, prawie zawsze jest dla nich nowe (to nie jest dowcip!), a inni wiedzą, bo już to słyszeli i już się tym nie zajmują, bo na ogół nie znają możliwości korygowania usłyszanego/zobaczonego. Dziecko wykorzystuje to, co mu najłatwiej przychodzi i tę umiejętność rozwija. Teoretycznie szkoła ma zadbać o to, by innych umiejętności nie zatraciło. Ponieważ jednak absolutna większość mieści się w zakresie przeciętności, szkoła nie musi się wysilać. Pewne próby selekcjonowania „talentów naukowych” stosowane były za „komuny”, aliści – jak to w Polsce – niechlujnie. Głównie dlatego, że decyzje podejmowały osobniki raczej mało utalentowane ale za to partyjne. A szkoda, bo coś takiego powinno leżeć w interesie każdego państwa. Nasza ulubiona Ameryka od lat skupuje talenty i mogłaby dobrze na tym wychodzić, ale teraz mają Trumpa i wszystko zdominuje antyaborcja religioznawcza.
    Dla dalszego wyjaśnienia myślenia/pamiętania posłużę się cyfrową definicją obrazu np. komputerowego.
    1) Mapa bitowa – opisuje liczbowe wartości parametrów każdego punktu obrazowego bez związków pomiędzy nimi. Wymaga dużo pamięci i nie daje informacji co było przed i co będzie po.
    2) Wektorowo – opisuje matematyczne zależności pomiędzy punktami. Wymaga mało pamięci i pozwala na przybliżone odtworzenie tego co było i tego co będzie czyli predykcji. Świetnie nadaje się do kodowania obrazu telewizyjnego celem zmniejszenia ilości przesyłanej informacji.
    Możesz po prostu założyć, że po ulicy chodzi znacznie więcej ludzi obdarzonych fantastycznym słuchem, niż gra w orkiestrach. Ale oni nie mieli szczęścia/możliwości rozwinąć talentu. Albo nie chcieli. To samo dotyczy lepiej myślących, przy czym ci mają znacznie gorzej, bo o ile muzyk jest łatwo tolerowany w społecznościach, to „mądrali” nikt nie lubi.
    Co do wychowania. Za moich czasów była w podstawowej szkole religia (i kary typu klęczenie w kącie na grochu z rękoma w górze). Na szczęście skończyło się to po 1958 roku. W moim domu nie stosowano żadnych praktyk religijnych, choć dalsza rodzina owszem. Usłyszałem: Jeśli chcesz, idź na religię. Poszedłem. Na pierwszej lekcji ksiądz kazał nam narysować kolorowymi kredkami krwawiące serce Jezusa. Koleżanka w ławce namazała krwawiący ochłap. A ja bardzo lubiłem surowe mięso. Więcej na lekcje religii nie poszedłem. Jako jedyny z klasy. Musiałem nauczyć się bronić przed – bardzo fizyczną – katolicką miłością bliźniego. Im bardziej nauka była bolesna, tym dalej odchodziłem od religii. I tak mi zostało.
    Czy obserwowałeś kiedyś, jak małe dzieci dają sobie doskonale radę z liczeniem? Prawie każde dziecko inaczej i mało komu z dorosłych udało się rozszyfrować metodę – głównie przez brak wspólnych pojęć komunikacyjnych. Ale szkoła likwiduje skutecznie takie indywidualizmy.

    Na koniec ciekawostka o wpływie fizjologii na życie. Kąt ostrego widzenia człowieka wynosi ~1 stopień (paznokieć kciuka na wyciągniętej ręce). „Na pierwszy rzut oka” możemy z tego powodu rozpoznać ilość do 4 jednakowych przedmiotów; jeśli jest ich więcej lub są większe wychodzą poza pole ostrego widzenia, jeśli są mniejsze widzimy je słabo. W języku polskim liczbą pojedynczą określamy jeden przedmiot lub wszystkie ponad 4, czyli 5 do nieskończoności. Dotyczy to również pojęć abstrakcyjnych, np. kilometrów.

  138. Za głębokiej komuny, na Węgrzech było sobie małżeństwo nauczycieli. On był poza tym szachistą. Wymyślił sobie, iż udowodni, że dziecko można dowolnie wychować. Załatwili sobie oficjalną zgodę na uczenie swoich dzieci indywidualnie w domu. Mieli trzy córki. Oprócz normalnych studiów, rodziny itd. wszystkie trzy były w młodości arcymistrzyniami szachów.
    A co do uczenia matematyki: Wydaje mi się, że można nauczyć myślenia prawie każdego. Będzie to myślenie odtwórcze, ale jednak myślenie. I pytanie czy warto zmuszać np. tenisistkę do matematyki poza liczeniem do kilku milionów.

  139. Qba
    3 lutego o godz. 22:16

    To bardzo ciekawe co piszesz o tych szachistach. Tylko ja myślę, że głośno mówi się o tych przypadkach kiedy wyszło, a pomija tysiące tych gdzie nie wyszło. Jestem pewna, ze dziesiątki tysięcy rodziców próbowało i próbują stworzyć kolejną Serenę i Venus Williams. Albo chociaź arcymistrzynię szachową. Ci akurat mieli szczęście. I dobre geny.

  140. izabella, Qba

    „Nie nauczymy dzieci myślenia”
    „Myślenie jest (fizjologicznie) taką samą czynnością, jak słyszenie czy widzenie” (Od początku mówiłem o myśleniu pojęciowym, czyli o wyższym, etapie rozwoju myślenia, nie o fizjologii).

    Na tym kończymy wymianę monologów, w których każde mówiło o czym innym. Dziękuję.

  141. Mohikaninie,
    Nie bardzo rozumiem jaki związek z myśleniem i przewidywaniem ma obraz-mapa bitowa oraz obraz utworzony metodą wektorową.

    Nie bardzo rozumiem także o co chodzi z kątem ostrego widzenia ograniczającego wyraźne widzenie do 4 przedmiotów i jaki to ma związek z liczebnikami od 1 do 4:

    „Kąt ostrego widzenia człowieka wynosi ~1 stopień (paznokieć kciuka na wyciągniętej ręce). „Na pierwszy rzut oka” możemy z tego powodu rozpoznać ilość do 4 jednakowych przedmiotów; jeśli jest ich więcej lub są większe wychodzą poza pole ostrego widzenia, jeśli są mniejsze widzimy je słabo. W języku polskim liczbą pojedynczą określamy jeden przedmiot lub wszystkie ponad 4, czyli 5 do nieskończoności.”

    Strefa ostrego widzenia (kąt bryłowy żółtej plamki na siatkówce) dotyczy rozdzielczości, a nie ilości przedmiotów.
    Pzdr, TJ

  142. pombocek
    3 lutego o godz. 17:41
    „ Nie wiesz więc, że mówisz o człowieku nie nauczonym myślenia: „Może zacząć myśleć”. Nie może”.

    Wybacz proszę mój brak taktu. Wynikło z tego także nieporozumienie. Pisząc o starszej kobiecie, która powinna zacząć myśleć – w sytuacji gdy ksiądz z jej parafii okazał się pedofilem – miałem na myśli tę konkretną okoliczność, zmuszającą do osobistej refleksji.

    Niekonsekwencja widoczna u wielu „pasterzy” między tym, co mówią, a tym, co robią, między słowami a stylem życia, powinna skłonić tę niewiastę do podjęcia konkretnych kroków.

    Każdy, kto poważnie traktuje swoją religię, na wieść o coraz liczniejszych przypadkach tolerowania wśród przywódców religijnych oraz przeciętnych księży, dewiacji seksualnych oraz powszechnego łamania zasad chrześcijańskiej moralności – nie może przejść nad tym do porządku i nadal udzielać poparcia tej zdegenerowanej do cna instytucji. To nie są już obecnie tylko oszczerstwa rozpowszechniane przez „komunistów”. Takie są powszechnie znane fakty.

    Jeżeli jakiś parafianin nie wie o podwójnym życiu księży katolickich, to albo dopiero został ochrzczony, albo właśnie odbył się jego pogrzeb. Starsze kobiety w Polsce miały wiele okazji, żeby się przekonać, czym naprawdę zajmują swe umysły ich „święci” i „powołani” przywódcy. Wolą nie zaprzątać tym jednak swych umysłów, ponieważ w błogi nastrój samozadowolenia wprawia ich zapewnienie księdza, że czeka je wspaniały katolicki pogrzeb. A poza tym, ksiądz jest tylko człowiekiem.

  143. izabella
    3 lutego o godz. 22:26

    Zgadzam się. A wniosek: Należy mierzyć się tylko z sobą, bo każdy jest inny i warunki każdego są inne. Ale to oznacza wolność osobistą, a ta jest niewłaściwa społecznie, więc należy ją zwalczać tworząc religie, partie, zawody sportowe (uczciwa walka – hi hi hi). Dla mnie sport masowy jest potwornie nudny, ale samotne biegi długodystansowe wspaniałe (obecnie tylko rower, bo kolana już nie moje).
    Z oglądaniem meczu np. w piłkę kopaną jest tak jak z oglądaniem filmu porno: jedni wolą oglądać, inni sami uprawiać.

  144. tejot
    3 lutego o godz. 22:42

    1) Mapa bitowa wymaga dużo (bezmyślnej) pamięci, metoda wektorowa wymaga głównie obliczania/myślenia.
    2)Jak słusznie zauważyłeś, ostrość związana jest z rozdzielczością. Ale coś przecież tego wynika. Spróbuj położyć obok siebie (dowolnie) kilka zapałek i popatrzeć na nie przez ułamek sekundy i natychmiast powiedzieć ile ich jest. Możesz próbować z różną ich liczbą i różnym ułożeniem, również bardziej rozproszonym. Po wielu próbach powinieneś zauważyć opisaną przeze mnie prawidłowość: do czterech sztuk rozróżniasz ich liczbę, powyżej już jest tylko masa – liczba pojedyncza.

  145. pombocek
    3 lutego o godz. 22:41

    Rany, pombocku, nie obrażaj się, tylko wyjaśnij lepiej o co Ci chodzi. Mi też chodziło o myślenie pojęciowe, a nie żadną fizjologię. To że mamy inne zdanie chyba nie znaczy że monologujemy. Albo że wyłącznie monologujemy. Ale i tak czas się wziąć do pracy.

  146. pombocek
    3 lutego o godz. 22:41

    Jeżeli myślisz – na dowolnym poziomie – to dzięki fizjologii, bo jakieś komórki żrą jakiś cukier.
    Podobno Einstein powiedział, iż mądry człowiek widzi asocjacje pomiędzy faktami, a geniusz pomiędzy asocjacjami. Ale to ciągle fizjologia.

  147. zza kałuży
    3 lutego o godz. 17:41
    „Jak w każdej dobroczynnej organizacji…”

    Chyba się nie rozumiemy. Może posłużę się przykładem:

    Bank Watykański też czyni dobro – udzielając pożyczek. Głównym jego zajęciem jest jednak podobno – jak twierdzą zorientowani – pranie brudnych miliardów, mafii wszelkiej nacji. Rzecz jasna, niektórzy nie chcą o tym słyszeć i nadal uważają Watykan za organizację „dobroczynną”. Mają prawo.

  148. @Qba
    3 lutego o godz. 22:16

    Polgarówny zrobiły karierę, bo ojciec rozpoznał ich talent we właściwym momencie czyli we wczesnym dzieciństwie. Nie była to decyzja typu: a ja wam pokażę, że dziecko można dowolnie wychować. Wychował szachistki, bo sam był szachistą.
    Jako tenisistki zarobiłyby znacznie więcej 😉
    Martina Hingis została wytrenowana przez matkę tenisistkę, ojciec też był tenisistą. Ciekawe, co by z niej wyrosło, gdyby od wczesnych lat życia oddać ją w ręce Laszlo Polgara.

  149. A propos liczenia do kilku milionów, to kilka dni temu 5-letni syn sąsiadów wrócił z przedszkola i zakomunikował: umiem już liczyć do pięciu milionów 😎
    – No to policz!
    – Jeden milion, dwa miliony, trzy miliony, cztery miliony, pięć milionów…

  150. W kąpielisku termalnym Szechenyi w Budapeszcie widywałem starszych panów po pachy w wodzie i przy… szachownicach

    http://www.geo.de/reisen/community/bild/regular/546371/Schach-im-Szechenyi-Bad.jpg

  151. @pombocek
    3 lutego o godz. 20:39

    Na pewno nie było to łatwe. O wiele prościej jest wychowywać dzieci od początku religijnie z myślą, że gdy dorosną, to wybiorą. Zwłaszcza że religia pomaga w objaśnianiu trudnych spraw, takich jak śmierć, a niektóre tradycje religijne są dla dzieci bardzo atrakcyjne. Z tym, że w Polsce ochrzczenie dziecka oznacza, że będzie ono do końca życia uwzględniane w kościelnych statystykach jako część tych 95%, które rzekomo uprawniają Kościół i podległe mu siły polityczne do przerobienia Polski w państwo wyznaniowe. Według mnie każde wychowane religijnie dziecko po osiągnięciu pełnoletności powinno formalnie potwierdzać swoją wiarę i dopiero wtedy liczyć się do statystyk.

  152. @mag
    3 lutego o godz. 17:32

    Horror. Gdyby ktoś w 1989 roku powiedział mi, że w 2017 będą się działy w Polsce takie rzeczy, to bym go wyśmiał – przecież właśnie pokonaliśmy komunistyczną dyktaturę ciemniaków. Ale dziś nie jest mi do śmiechu Czytając takie rzeczy dochodzę do wniosku, że polska psyche zbiorowa zatrzymała się w czasach przedrozbiorowych, na feudalizmie folwarcznym i kontrreformacji, a późniejsze wdrażanie tu wynalazków będących owocem Oświecenia miało charakter – jak to określił Jan Sowa – modernizacji cargo.

  153. pombocek
    Nela vel Jasna Anielka to jest fantastyczna Kobieta-komentatorka ktora ktos na blogu Pasenta potraktowal z buta ta jak Ciebie pozegnala sie z blogowiskiem i od czasu do czasu cos napisze a bylo to zawsze cos pikantnego i z werwa napisane – bardzo mi Jej brak.
    A teraz z innej beczki.
    Moglibyscie mi polecic angielsko-jezyczna literature dotyczaca polityki,stosunkow politycznych kapitalizm-socjalizm to dla mojej wnuczki bardzo zaangazowanej w kampani prezydenckiej Trumpa

  154. Aziec,
    wujek Gugiel ci odpowie 🙂

  155. izabella
    3 lutego o godz. 23:04

    Izabello, z całym szacunkiem dla Twojej wiedzy i temperamentu w innych dziedzinach, poszedłem spać bez obrazy, bo się obrażać nie umiem – umiem się co najwyżej wściec i się szybko odwściec. Twoje nieszczęśliwe zdanie, „Nie nauczymy dzieci myślenia” mogłoby rozpoczynać podręcznik kreacjonizmu. W podręczniku psychologii myślenie jest umiejętnością nie daną z nieba („Bóg dał rozum i wolną wolę”), lecz przyswajalną – taką, której dziecko się musi uczyć. Początki są niepojęciowe. Darwin daje przykład swego synka:

    „Pierwsza czynność, która ujawniała, o tyle o ile zaobserwowałem, pewien rodzaj praktycznego rozumowania, została już odnotowana, mianowicie przesunięcie jego dłoni niżej po moim palcu tak, by włożyć koniec mego palca do buzi; a zdarzyło się to w stoczternastym dniu życia”.

    To można nazwać samouczeniem się. Natomiast uczenie się myślenia pojęciowego zaczyna się wyłącznie poprzez obserwację i małpowanie zachowań otoczenia. Żeby się zaczęło, dziecko musi poznać trochę wyrazów, pojęć. Niech będzie pochwalona i uwielbiona matka, która jak ptak uczący dziecko fruwania macha na gnieździe skrzydłami, powtarza dziecku wyrazy, aż ono zacznie nieporadnie, potem coraz lepiej – MÓWIĆ, z czasem – składać proste zdania, MYŚLEĆ. Bardziej zaawansowane mówienie i myślenie też rodzi się w efekcie obserwowania zachowań otoczenia i ich przyswajania – zachowań językowych i niejęzykowych. Tradycyjne uczenie się myślenia jest ekstensywne, odbywa się w pewnym sensie mimochodem, przy okazji przyswajania różnych obszarów wiedzy i umiejętności: języka, rachunków, rysunku itd. Szczęście ma dziecko rodziców świadomych wszystkich mechanizmów kształtowania się człowieka, którzy organizują życie swego dziecka tak, by ono ze swą przyrodzoną ciekawością świata i otoczone miłością uczyło się myślenia intensywnie – z przyjemnością, z radością, z poczuciem, że samo rozwiązuje wciąż nowe zadania i zagadki, samo tworzy i staje się coraz bardziej głodne poznania i tworzenia. To, oczywiście, nauka organizowana i ukierunkowana (w odróżnieniu od również spontanicznego uczenia się zaniedbanego dziecka na podwórku, na ulicy). Tak właśnie uczy myślenia zalinkowana przez Lewego szkoła demokratyczna, która jest może odwrotnością obecnej szkoły państwowej, a jeszcze bardziej – parafialnej.

    Te nieporadne nastolatki, o których mówiłaś, to najpewniej ofiary wychowawczego dyletantyzmu rodziców, ich emocjonalnych deficytów (nie obwiniam ich o to, czego sami od swoich rodziców nie dostali, ci – od swoich itd.) i państwowego, kaznodziejskiego systemu nauczania w trzydziestoosobowych klasach, a nie przyrodzona tępota.

  156. @pombocek
    4 lutego o godz. 4:45

    Dla potwierdzenia Twych wywodów: Wiele lat temu spotkałem gdzieś w Alpach, w wielkim budynku wynajętym hurtowo przez (niedawno) uwolnionych systemowo Polaków, matkę z dwójką małych (ale już samobieżnych) dzieci. Cechowała tę dwójkę nie tyko wspaniała (dorosła!) forma języka polskiego, ale bardzo logiczny – choć ciągle dziecinny – sposób myślenia. Zapytałem ją, jak to osiągnęła. Opowiedziała nieco, a wynikało z tego, że po prostu miała szczęście w postaci bardzo dobrze zarabiającego męża, dzięki któremu mogła – z jego pomocą nie tylko materialną – poświęcić mnóstwo czasu dzieciom. Oczywiście sposób traktowania dzieci jak dorosłych (w granicach rozsądku) jest tu najistotniejszy. Jedną bowiem z najgorszych krzywd wyrządzanych dzieciom jest zapewnianie im tzw. szczęśliwego dzieciństwa. I to w okresie, gdy nauka może być wspaniałą zabawą. W rezultacie, taki chroniony i hołubiony dwudziestokilkulatek wychodzi z domu i dostaje od życia w twarz. I ma – słuszne – pretensje, czasem do rodziców, czasem do świata. Podobnie z wychowaniem w duchu religijnym – rozdźwięk pomiędzy teorią, a praktyką jest trudny do przyjęcia – trzeba bezrozumnie wierzyć.

  157. @dezerter83 3 lutego o godz. 23:07
    „Chyba się nie rozumiemy. (…) Bank Watykański (…) Głównym jego zajęciem jest jednak podobno – jak twierdzą zorientowani.”
    Różnimy sie w tym, że ja nie mam takich „podobno zorientowanych” znajomych. Oczywiście, że obiły mi sie o uszy tabloidowe sensacje na temat tego dlaczego pewien papież został otruty i dlaczego z kardynałów tylko Polak zgodził się awansować na papieża pod warunkiem trzymania gęby na kłódkę, ale nigdy nie zadałem sobie trudu wypytania moich podobno zorientowanych znajomych na te tematy.

    Wierzę natomiast mojej mamie, która kiedyś wróciła całkiem zła z pomagania matce swojej psiapsiółki. Był upalny dzień i w tym pomaganiu (właściwie przewijaniu starszej pani) pomagały też młode zakonnice z klasztoru obok.
    Moja mama po powrocie podzieliła sie ze mną obserwacją, którą tylko kobieta mogła poczynić.
    Otóż z powodu panujących upałów pomagające panie, włącznie z siostrami, rozebrały się do bielizny. Podnoszenie i przenoszenie dużej i ciężkiej osoby to w końcu ciężka praca fizyczna.

    Mama zjadliwie stwierdziła, że takiej luksusowej bielizny jak na tych siostrach to ona jeszcze w życiu nie widziała. No chyba że w (i tu padła nazwa jakiegoś katalogu z kobiecą modą, którego nazwy nie zapamiętałem.. może „Burda”? albo coś francuskiego, ale nie pamiętam)

    A więc nie jest mi obcy zarówno fakt przypatrywania się funkcyjnym Koscioła jak i ich codzienne ocenianie przez „lud boży”. Jak na przykładzie mojej mamy w szarości peerelu z zazdrością reagującej na (pewnie niemieckie bo klasztor miał centralę w RFN) ładne ciuchy kogoś, kto niby powinien służyć za wzór skromności.

    Co ja na to poradzę, że jak pomyślę o księżach, w pokojach których bywałem to widzę tylko skromne, bardzo zresztą zimne (emocjonalnie) pomieszczenia… nie wiem, pewnie trzymali swoje nakradzione bogactwa w bankach albo u kochanek. Dwaj księża podwozili mnie zwoimi autami i w obu wypadkach były to polskie fiaty 125, takie same odpersonalnione i „zimne” jak ich pokoje na parafii. Dobrze wiem, że w obu wypadkach samochody te najczęściej służyły jako parafialno-komunalny środek transportu i np. w moim przypadku wiozłem nimi ileśtam par skrzydeł anielskich wypożyczonych na cele parafialnych jasełek z garderoby Teatru Współczesnego.

    Dla mnie twarzą bogatego i zachłannego Kościoła jest np. taki Rydzyk. Czy ten palant od danieli w ogrodzie. Prymas, co to najpierw kłamał, że będzie uczył w szkole za darmo. Albo wszyscy ci hierarchowie pojawiający się w mediach w związku a to z wydzieraniem coraz to nowych nieruchomości, terenów/dzialek, a to z prawowaniem się o jakieś odszkodowania, a to od jeżdżenia karetą.
    Ale oni wszyscy są tacy trochę dla mnie nierzeczywiści, bo siedzą w telewizorze albo w gazecie.

    Tych, których znałem osobiście, (i te zakonnice; bardzo kochane wspomnienie z dzieciństwa) ciężko jest mi włożyć do tego samego z pazernymi tłuściochami pudełka.

  158. Na razie nikt poza mna nie wstał, a więc niczego ode mnie nie chce, usiadłam więc sobie i przewijam od konca.

    remm
    3 lutego o godz. 19:02

    Mówisz, ze zadziwia Cię, że Monika Jaruzelska wysyła syna na religię w szkole „by miał łatwiej”, choc nie mieszka na wsi podkarpackiej, tylko w stolicy. Przyszło mi do głowy, że może go wysyła, bo nie jest Anną Kowalską. Myślę, że wnukowi Jaruzelskiego rzeczywiście nie jest łatwo ogólnie.

  159. zuzanna51
    3 lutego o godz. 14:29

    Zuzanno, ja nie oczekuję niczego od tej kobiety. Oczekuję od wierzących dorosłych, silnych i sprawnych ludzi, by zamiast kłaść uszy po sobie, zaczęli wymagać od tych swoich kapłanów elementarnej przyzwoitości. Czy naprawdę tak trudno dać do zrozumienia np. chamowi w sutannie, że jak nie przestanie fikać, to pójdą gdzie indziej, a razem z nimi zawartość tacy i opłaty za sakramenty?

  160. Qba
    4 lutego o godz. 7:33

    No właśnie. Kiedy w drugiej połowie lat czterdziestych mama wiązała z trudem koniec z końcem, ja trzylatek miałem dużo swobody i bardzo mnie ciągnęło do szkoły podstawowej naprzeciwko. Profesor – tak mama na niego mówiła – z siwą brodą nauczył trzylatka – może trzy i pół – czytać i pisać (tak że kiedy poszedłem do podstawówki od szóstego roku życia, nie miałem co robić). Miałem z tego czasu zdjęcie z własnym podpisem „Jurek Pieczul”, ale gdzieś posiałem. Dyletanckie kmioty mówią o odbieraniu dzieciństwa dzieciom, które się same rwą do szkół. Cóż dopiero, gdyby szkoły uczyły zabawowo, jak te demokratyczne – dzieci by z nich nie chciały wyjść. Tymczasem Kościół ze swoją „nauką” wtarabania się do przedszkoli – tam jakoś nie ma odbierania dzieciom dzieciństwa poprzez robienie z nich idiotów sposobem wbijania w niewinne główki treści nie z tego, nieweryfikowalnego świata.

    Nie zrozum, że się chwalę. Bardzo się rwałem do książek, a mama szyła profesorowi garnitur, więc ten, widząc mój zapał, z własnej chęci mnie zaczął uczyć. Każde nieupośledzone, nie przygaszone krzywdą czy nadmiernymi rygorami dziecko rwie się do poznania nowego, bo jest w nim ciekawość świata i radość z odkrywania.

  161. @Jiba
    4 lutego o godz. 8:26

    Identycznie dziwowałem się zachowaniu „wierzących” towarzyszy za komuny. Ale pamięć historyczna jednostki nie jest w żaden sposób tożsama z pamięcią masy, chociaż tę ostatnią również można dowolnie manipulować. Człowiek zawsze dąży do zachowania stanu, w którym już się jakoś urządził, czyli rozpoznał otoczenie i zaczyna je wykorzystywać. Oczywiście na zasadzie prób i błędów. Nie inaczej czyni niejaki Kaczyński. A cel ma ten sam co i większość populacji: zdobyć jak najwięcej, co w świetle obietnic raju dowodzi ogromnych wątpliwości. Każdy myśli, ocenia na podstawie własnych doświadczeń. Złodziej zawsze podejrzewa innych o złodziejstwo, kłamca o kłamstwa, a uczciwy o uczciwość. Dlatego ma najgorzej. A że trudno jest przestać? Przecież to by oznaczało zasadniczą zmianę sposobu bycia! Zaprzeczenia swej osobowości. Konieczność nauki i przystosowania do – być może – zupełnie innej sytuacji. Jak możesz tego wymagać? To niechrześcijańskie.

  162. @pombocek
    4 lutego o godz. 8:42

    Moje doświadczenia są takie: Przez kilka lat pracowałem z ludem kopalnianym (przeróbka rud miedzi). I byłem zachwycony ich wspaniałą inteligencją i niebywałym poczuciem humoru. Bardzo dużo nauczyliśmy się nawzajem. Zrobiłem im kiedyś wykład na temat organizacji pracy, cytując zasadę Parkinsona i pochodne. W czasie następnego przyjazdu zobaczyłem hale produkcyjne wytapetowane pięknie wykonanymi plakatami z hasłami typu: „Gdy już wszystko inne zawiedzie, przeczytaj instrukcję.” To była na prawdę tylko i wyłącznie ich inicjatywa.
    A w autobusie zakładowym (stary, prymitywny San) zobaczyłem wycięte na oparciu ze skaju serce przebite łopatą! Wtedy uwierzyłem w ludzkość. I dalej usiłuję wierzyć, choć przestałem się upierać.
    Co do nauczania: Osobiście mogę to czynić pod jednym warunkiem. Że nauczany tego chce. A to jednak nieczęste. Dlatego uciekłem z uczelni po trzech semestrach. Z dziećmi sprawa jest – z mojego punktu widzenia – dużo trudniejsza. Pamiętając o moich doświadczeniach, staram się im nie przeszkadzać i jak najmniej „pomagać”. Miałem szczęście przekonać się, że dobry nauczyciel to taki, który po postawieniu zadanie nie musi się wtrącać. Ale to wynika z zasady, iż to uczący powinien dostosować język do nauczanego, a nie na odwrót. Dlatego nie poważam nauczycieli mówiących o głupich uczniach.

  163. Jiba
    4 lutego o godz. 8:26

    Jibo, w naszym mesjańskim kraiku nie wiadomo, od czego zacząć. Dla katabasów Kościół to najzwyczajniejszy biznes. Zrozumienie przez wiernych, że to oni są właścicielami parafii, nie ksiądz, który jest tylko wynajętym usługodawcą, i odpowiednie do tego administrowanie – to pieśń dalekiej przyszłości. Nie głosowałem ani w starej, ani w nowej rzeczywistości, ale teraz głosowałbym za tym, kto wypowie konkordat i przedstawi precyzyjny program uregulowania stosunków państwo – Kościół. W nim: zero dotacji innych niż zabytki i zakłady pożytku społecznego ze skrupulatnym rozliczaniem się z każdego grosza. Kiedy rządziło z wielkim poparciem społecznym SLD, był świetny czas na usadzenie Kościoła na właściwym miejscu. Niestety, kierowali tą partią niewłaściwi ludzie. Dlatego tacy jak Sierakowska poszli precz.

  164. Qba
    4 lutego o godz. 9:04

    Świetnie się rozumiemy, Qbo! Do Twoich spostrzeżeń dodałbym drobiazg: nauczyciele nauczania początkowego to ma być najwyżej opłacana nauczycielska elita. Na nich spada obowiązek wyrównywania w dzieciach czasem strasznych deficytów, a praca wymaga nie tylko wiedzy, ale i szczególnych predyspozycji, ogromnej empatii zwłaszcza. Taka będzie młodzież, jakie dzieci chowanie.

  165. @pombocek
    4 lutego o godz. 9:12
    Świetnie się rozumiemy, Qbo!

    Może dlatego, że kończyłem technikum lotnicze niedaleko od Twojego.

  166. Qba
    4 lutego o godz. 9:21

    Oż kurde! TBS! Może jeszcze powiesz, że razem w siatkę żeśmy grali, bo przyjeżdżaliśmy jakiś czas do Was z braku sali gimnastycznej u nas?

  167. Trochę o Polsce: /fragment/
    „W tej układance nie ma miejsca dla Polski. Politycznie i ekonomicznie jesteśmy funkcją polityki niemieckiej i będziemy rozpatrywani przez administrację pana Trumpa jako podmiot w niemieckiej strefie wpływów. Militarnie możemy być podtrzymywani w roli klina, którym można na chwilę zablokować „drzwi w Europie”, jednak tylko na chwilę, ponieważ na dłuższą metę bez użycia broni jądrowej nasze terytorium jest nie do obrony i każdy o tym wie. Przy czym nie ma znaczenia z którego kierunku nadlecą pociski, warto pamiętać że w przypadku skutków użycia tej broni jej pochodzenie nie ma znaczenia. Wniosek – taka obrona nie ma sensu, w ogóle konflikt dla nas zawsze będzie dramatyczny.

    W powyższych schematach poza Unią Europejską w praktyce nie istniejemy jako podmiotowość. Ewentualnie jak będziemy siedzieć cicho, to nam pozwolą produkować przysłowiowe krasnale i pełnić rolę bezpiecznego tranzytu w otoczeniu ekranów dźwiękoszczelnych. Nic ponad to! Żadnej samodzielnej polityki, żadnych ambicji na Wschodzie, żadnego akcentowania niezależności wobec Niemiec, a idiotyzmy o budowaniu porozumienia państw w Europie Środkowej, to sobie można w szpitalach psychiatrycznych opowiadać i to nie na zajęciach terapeutycznych, tylko gdzieś po cichu w piwnicy.

  168. Wow, @jasny gwint napisał coś do rzeczy. Podobno raz do roku to ., ale to przecież na Wigilię !!

  169. Qba
    3 lutego o godz. 23:00
    tejot
    3 lutego o godz. 22:42
    1) Mapa bitowa wymaga dużo (bezmyślnej) pamięci, metoda wektorowa wymaga głównie obliczania/myślenia.
    2)Jak słusznie zauważyłeś, ostrość związana jest z rozdzielczością. Ale coś przecież tego wynika. Spróbuj położyć obok siebie (dowolnie) kilka zapałek i popatrzeć na nie przez ułamek sekundy i natychmiast powiedzieć ile ich jest. Możesz próbować z różną ich liczbą i różnym ułożeniem, również bardziej rozproszonym. Po wielu próbach powinieneś zauważyć opisaną przeze mnie prawidłowość: do czterech sztuk rozróżniasz ich liczbę, powyżej już jest tylko masa – liczba pojedyncza.

    Mój komentarz
    Przepraszam mohikanina, ze zwróciłem się błędnie do niego ze swoim niezrozumieniem słów
    Qba
    1) Nadal nie wiem, co ma wspólnego mapa bitowa komputerowa z myśleniem. Komputery myślą? Ludzie noszą w głowach obrazy-mapy bitowe lub wektorowe, czy jak? Ale raczej wektorowe noszą, bo te wymagają mniej pamięci?

    2) Po pierwsze tzw. ostrość widzenia , to jest właśnie rozdzielczość. Ostrość, to popularna nazwa rozdzielczości używana powszechnie, nadająca się dobrze do oszacowana widzenia przez okulary i bez okularów – widzę ostro lub nieostro.
    Rozdzielczość mierzy się w parach linii na milimetr. Para linii oznacza linia czarna plus biała, czyli linia czarna plus odstęp między drugą linią czarną. Ma troszeczkę wspólnego z ostrością, ale tylko troszeczkę.
    Rozdzielczość widzenia oka np. 5 par linii na mm oznacza, ze oko jest w stanie rozróżnić (z określonej odległości) 5 kreseczek w przedziale jednego milimetra, oczywiście z odstępami, co daje 5 par (czarna+odstęp) kreseczek.

    3) O eksperymencie z czterema zapałkami jako widocznymi tylko na pierwszy rzut oka na stole, nie słyszałem. Jeśli położę cztery zapałki blisko oczu, to widzę 4 zapałki, jeśli położę dalej (ale nie poza zasięg rozdzielczości mojego oka), to też zobaczę cztery zapałki. Ba, mogę dołożyć jeszcze kilka i również je zobaczę. Problem może być tylko taki, że gdy położę dalej 10 zapałek, to je zobaczę, lecz na pierwszy rzut oka nie jestem w stanie ich policzyć, ponieważ liczy nie oko, a mózg.

    Pachnie mi opis eksperymentu z czterema zapałkami zapodany przez Ciebie kazuistyką i magicznym myśleniem.

    Co najważniejsze nie ma nic wspólnego z Twoją teorią o widzeniu czterech przedmiotów naraz, o której wzmiankowałeś wyżej. Przedmiotów, a nie zapałek. W ogóle nie wiem, z czego wyciągasz wniosek, że człowiek widzi na pierwszy rzut oka cztery przedmioty i dlatego liczebniki od 1 do 4 mają inny rodzaj, czy liczbę (pojed., mnogą).
    Pzdr, TJ

  170. Niezłe studium mentalności fornalskiej.

  171. Po tej krótkiej rozmowie, ksiądz Oko oznajmił, że dziennikarze „Tygodnika Powszechnego” są jak agenci (SB), którzy jeżdżą za nim, jak kiedyś za księdzem Popiełuszką.

    A cóż takiego dowiedzieli się o Oku dziennikarze TP? Tutaj: http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,102433,21326973,zoofilia-jest-tu-zakazana-ale-w-takiej-danii-kraju-rolniczym.html

    Od siebie dodam, że ewidentnie psychol lgnie do psychola, ryba psycholuje się od głowy.

  172. @Płynna Rzeczywistość
    4 lutego o godz. 11:13

    Możesz mi przybliżyć to pojęcie? Co to jest „mentalność fornalska”?
    Mnie się fornal kojarzy z najemnym robotnikiem rolnym powożącym wozem konnym. Z czasem zastąpiony przez traktorzystę.
    W hierarchii folwarku, a potem PGR, stojący nieco wyżej niż zwykli robotnicy polowi.

  173. @pombocek
    4 lutego o godz. 9:27

    Zgadza się. Co do siatkówki to możliwe. Jest to jedyny sport zespołowy, który tolerowałem. Pewnie ze względu na ograniczony kontakt fizyczny z przeciwnikiem, czego nie można powiedzieć o piłce kopanej czy koszykówce.

  174. tejot
    4 lutego o godz. 10:58
    Może @Qbie chodzi o to, że do czterech ogarniamy „jednym okiem”, a pięć to już musimy policzyć. co zresztą sugeruje nasz język, bo dwa,trzy, cztery koty,psy domy, ale jest pięć psów, kotów, domów. Od pięciu zaczyna się jakiś zbiór przedmiotów, kiedy do czterech traktujemy te przedmioty jako jednostki. Podobno w niektórych językach prymitywnych po czterech jest już tylko mnóstwo
    Wydaje mi się, że mozna sobie wyrobić spostrzegawczość i ogarniać więcej niż cztery. Ja, np. grając w sudoku nabrałem sporej wprawy w jednorazowym chwytaniu dziewięciu cyfr.
    Ale w układaniu kostki Rubika jestem strasznym gamoniem

  175. @Płynna Rzeczywistość
    Weź że no i przybliż mu to pojęcie „mentalności fornalskie”, no weź że no.

  176. @tejot
    4 lutego o godz. 10:58

    Przepraszam za nieudolność przekazu. Spróbuję jeszcze raz. Jeżeli mi się nie uda, to przyjmijmy, że to bełkot nieudacznika.
    1) Odniesienie do sposobu kodowania obrazu komputerowego miało unaocznić różnicę pomiędzy osobnikiem z dobrą pamięcią ale niewiele myślącym oraz takim, który usiłuje zrozumieć, a więc reaguje z opóźnieniem ale za to z szerszymi wnioskami, np. interakcją z predykcją.
    2) Wydaje mi się, iż dosyć precyzyjnie opisałem prosty eksperyment. Chodzi nie o możliwość widzenia jako taką, ale o szybką analizę obrazu z obszaru ostrego widzenia. Jest to być może również atawizm: Liczba wrogów/przeciwników, którą mogę odróżnić na pierwszy rzut oka jest większa niż …, a więc od razu wiem czy mogę walczyć czy też powinienem natychmiast uciekać. Im większe są przedmioty/wrogowie, tym większa jest odległość, z której w polu ostrego widzę tę ich groźną liczbę i tym większą mam szansę, by nawiać. Stąd forma gramatyczna (liczba pojedyncza lub mnoga) przy określaniu ich liczby, bo choć ponad pięć jest na pewno więcej niż jeden, używamy formy liczby pojedynczej (jest ich pięciu, a nie ).
    Być może zakłóca to nieco obraz człowieka jako szczytu drabiny rozwoju ale nic na to nie poradzę. Mamy w sobie mnóstwo takich mechanizmów i tak szybko się ich nie pozbędziemy. Niezależnie od wiary i (na razie) nauki.

  177. @Qba
    4 lutego o godz. 12:52

    Są dwaj, jest ich dwóch, są trzej, jest ich trzech….
    Tylko jeden jest
    W niemieckim albo angielskim od razu powyżej jednego masz sind i are
    Mniej lękliwi są? 😉

  178. Gamonie powinni uważać przy stosowaniu niebieskiej tabletki.
    Rozgryzą i mają stwardnienie… rozsiane 🙁

  179. Niektóre gamonie nie powinny kupować od złodziejskich Polaczków gnijących gruszek, a potem jeszcze się skarżyć na blogu, Chyba że gamoń szuka wspólczucia. No to insza inszość

  180. @Tobermory
    4 lutego o godz. 13:00

    A może świadczy to o rozwoju społeczności, a tym samym i języka.

    Jesteśmy w czołówce! Po USA teraz Rosja właśnie głosuje nad propozycją – wniesioną do Dumy przez kobiety – by złagodzić karalność przemocy domowej.

  181. @Qba
    4 lutego o godz. 13:12

    Jeden znajomy opowiadał mi, jak ktoś niepotrafiący liczyć do pięciu określił liczbę zbliżających się osób:
    – Idzie trzech. Mają ze sobą dwóch 😎

  182. Nigdy nie użyłem terminu „złodziejski Polaczek”. Nie mam takiego zwyczaju.
    Oczekiwałem zwyczajnej kupieckiej uczciwości.
    Miałeś rację, Qba:
    „Złodziej zawsze podejrzewa innych o złodziejstwo, kłamca o kłamstwa, a uczciwy o uczciwość”

  183. A kabotynowi zawsze sie zdaje że jest mądry. To taka jeszcze jedna złota myśl dla Kurta

  184. @Tobermory
    4 lutego o godz. 13:19

    Niechlujstwo językowe występuje zawsze i wszędzie. Również w Polsce. Np. czasowniki pytać i patrzeć nie są zwrotne. Ale wszędzie słychać: Ja się ciebie pytam… To w końcu kogo?
    Podobnie: Świecić. Aby było śmieszniej: Lampa się świeci ale słońce świeci. A najlepiej Światło się świeci!

  185. @Tobermory
    4 lutego o godz. 13:23

    „Kupiecka uczciwość” brzmi podobnie jak „uczciwa walka”. To pojęcia teologiczne?

  186. Państwo o poprawnościach…. językowych. Mam w telewizorze ulubionego pogodynka. Taki łysy. Najbardziej go lubię w letnich wydaniach pogodowych, kiedy z właściwą sobie gracją opowiada, jak to będzie „błyskało się i grzmiało”. Zastanawiam się wtedy, czy nie powinien mówić: „błyskało się i grzmiało się”. Głupio by było, ale przynajmniej konsekwentnie głupio.

  187. A propos polskiej uczciwości, to w Sylwestra na targu w Trzebnicy koło Wrocławia nabyłem 10 kg polskich jabłek i 5 kg gruszek. Nie minęły 2 tygodnie, a połowa ich zaczęła wyglądać jak po najgorszych torturach, reszta też nie była wolna od śladów nadpsucia i pewnie przemrożenia z poobijaniem włącznie. Uratowałem kilka na mus, reszta poszła na kompost
    Faktycznie zamiast polskiego zlodziejaszka jest a propos polskiej uczciwości, co na jedno wychodzi. Ależ ten Kurt musiał to przeżyć, no zgroza.

  188. Sorry, nie miałem na myśli poprawności językowej, a raczej elegancki sposób ominięcia rachunkowej rafy 😉

    „Błyskać się” nie jest zwrotem niepoprawnym.

    błysnąć się — błyskać się «ukazać się na niebie jako błyskawica»

    Moja ulubiona sztuka Piotra Wojciechowskiego (wystawiana przez wiele lat w znajomym gronie) zaczynała się tak:
    „Łyska się, a nie grzmi
    To małanka ariechi pali
    Na leszczynę nie liczcie w tym roku…”

  189. Gamoniowi przywykłemu do insynuacji wszystko wychodzi na jedno 😎

  190. @ Lewy and Tobermory
    Panowie, dajcież spokój!
    Chyba że sprawia Wam to jakąś szczególną frajdę – a to w takim razie proszę się nie powstrzymywać…
    Miłej zabawy!

  191. @Tobermory
    4 lutego o godz. 14:11

    Skoro wspomniałeś … Czy znasz li jego najnowszą książkę „Strych świata”? Po jego pierwszych trzech książkach straciłem dostęp do następnych, a wspomnianą mi zachwalał. Jeszcze jej nie zamówiłem, głównie przez idiotyczny dylemat: Jego poprzednie mam na papierze ale od kilku lat nabywam tylko wirtualne (tak sobie myślę o książkach na dyskach/czytnikach).

  192. @Lewy, wreszcie dokladnie pojelam ta liczbe pojedyncza do cyfry 4. Ze tak powiem wytlumaczyles w prostych, nauczycielskich slowach.
    Jak zrobic, zeby np. juz w wieku lat trzech nie zaczela tworzyc sie dziura miedzy tymi zadbanymi ze stosownym IQ, a skazanymi na siebie z marnym IQ dziecmi.
    Nawet w ‚dobrych” domach z mamusia, ktora ma czas i tatusiem, ktory rozwija pasje ( niestety ciagle to tatus ma czas na pasje) rezultaty sa bardzo rozne. Co widac dosyc szybko. Wzorce jakie przekazuja rodzice niekoniecznie sa tymi jakie ja, czy inni chcieliby widziec. Innym takie pasuja, niestety.
    Tutaj gdzie mieszkam widze jak dzieci moga miec pod gorke. Nie tylko z rodzin dysfunkcjonalnych, ale i emigranckich, w ktorych nie mowi sie po angielsku, a czesto i w ojczystym jezyku pisze sie slabo, bo w ojczystym kraju byla nedza, brak edukacji, walka o przetrwanie, wojna. Z przyjemnoscia ogladam w bibliotece matki w kolorowych szatach, ktore nie mowia slowa po angielsku, a ktore regularnie przyprowadzaja tu swoje dzieci, najgorzej ma najstarsze dziecko w takim domu, mlodsze juz maja tlumacza w postaci starszego. Czesc tych dzieci wyrasta ponad swoje srodowisko, czasami bardzo wysoko. Moze to dobor naturalny niezaleznie od naszych staran tak dziala? Tak sie sklada, ze Ameryka nie gubi diamentow i wlasnie te kilkuletnie diamenty z kazdego srodowiska sa wynajdywane, ale co z reszta? Zycie nie jest fair.
    Dla mnie najwazniejsza sprawa w wychowaniu, czy nauczaniu mlodego czlowieka sa umiejetnosci spoleczne i kreatywnosc. Oczywiscie nie pisze o genialnych, ktorzy wymagaja ogromnej atencji juz w wieku kilku lat. Ale kto z nas czy naszej progenitury jest geniuszem?
    Pisze wkolo Wojtek o tych nierownosciach na starcie dzieci, ale tak juz mam.

  193. Qba napisał:
    „2) Wydaje mi się, iż dosyć precyzyjnie opisałem prosty eksperyment. Chodzi nie o możliwość widzenia jako taką, ale o szybką analizę obrazu z obszaru ostrego widzenia. Jest to być może również atawizm:

    Mój komentarz
    Widzenie, to proces bardzo złożony. Oko, to optyczny instrument, który tworzy geometryczny obraz na siatkówce na zbiorze komórek światłoczułych, a wiązka nerwów od nich przekazuje obraz dalej do mózgu do analizy.

    Widzimy całą siatkówką, lecz najostrzej tylko bardzo małym okrągłym obszarem (około 0,2 – 0,25 mm średnicy), który jest dokładnie w środku geometrycznym siatkówki. Tym obszarem czytamy, identyfikujemy twarze, mimikę, znaki drogowe, itp.

    Obszar ten zwie się żółtą plamką i jest najbardziej wrażliwym na niedobór krwi obszarem (zespołem receptorów światła, nerwów przewodzących impulsy świetlne oraz naczyń dostarczających i odprowadzających krew) w całym organizmie, ponieważ na bardzo małym obszarze jest upakowana olbrzymia ilość komórek, a ich zapotrzebowanie na tlen jest bardzo wysokie, a widzenie, to proces intensywny i ciągły.

    Ta plamka widzi bardzo ostro i ona określa ostrość widzenia. Reszta oka widzi słabo, lecz nie na tyle słabo, by na tej podstawie mózg nic nie potrafił określić. Pozostały obszar siatkówki służy do odbierania po pierwsze mniej ostrych obrazów, ale w bardzo szerokim polu widzenia (jesteśmy w stanie zauważyć kątem oka np. z bliska dużego pająka, lub auto wjeżdżające z boku – że coś się tam z boku rusza), po drugie daje przestrzenność obrazu poprzez perspektywę.
    Drugim składnikiem przestrzenności obrazu (ważniejszym niż perspektywa) jest widzenie stereoskopowe, dwuoczne, szczególnie ważne przy wszelkich pracach ręcznych.

    Obraz ten jest rejestrowany z bardzo dużą, jak na zdolność analizy mózgu szybkością.
    Kąt najostrzejszego widzenia u naczelnych jest zawężony do bardzo małego wycinka przestrzeni, do żółtej plamki. Każda małpa by dokładniej zanalizować obraz, musi przewracać oczami. Chociaż nie zawsze jest to konieczne. Np. wpatrując się w coś, w kogoś przez dłuższą chwile nie przewracamy oczami lecz mikroruchy oka nie ustają.

    Analiza obrazu jest nieustannie przeprowadzana w mózgu, w ośrodkach widzenia. Proces widzenia, to rejestracja obrazu na siatkówce plus analiza obrazu w mózgu, przyporządkowanie go do wzorców pamięciowych, identyfikacja obiektu i oszacowanie jego stanu, np. zarejestrowanie mimiki twarzy na siatkówce i ocena nastroju oraz zamiarów osobnika na podstawie tej mimiki, zajmuje według różnych ocen naukowych (w zależności od definicji procesu widzenia) od 10 -15 % mózgu do połowy mózgu.
    Proces widzenia jest bardzo skomplikowany, ponieważ wiąże się bezpośrednio i pośrednio z procesem myślenia, ze złożonymi operacjami logicznymi w mózgu.

    Policzalność zbioru przedmiotów w polu widzenia czyli jeden dwa trzy, dużo, wiąże się z procesami analizy obrazu, z myśleniem abstrakcyjnym, wszak liczby, to abstrakcja, z pojęciem zbioru, jeszcze bardziej abstrakcyjnym i złożonym, itd.

    Nie widzę w tej całej fizyce, geometrii i neurologii widzenia miejsca na regułę maksimum czterech przedmiotów, które człowiek jest w stanie zobaczyć ostro na pierwszy rzut oka.

    Człowiek jest w stanie zobaczyć wiele przedmiotów na pierwszy rzut oka, lecz niestety mózg nie jest w stanie dostatecznie szybko (w czasie tego rzutu oka) przetworzyć tej informacji, musi łączyć większą ilość przedmiotów w zbiór i szacować jego liczność, co jest zupełnie znośnym rozwiązaniem. Bo czy jeden, czy dwoje wrogów, to możemy dokładnie wypatrzyć, ale czy jest ich 16 i 18, to już nie jesteśmy w stanie szybko policzyć, na pierwszy rzut oka. Lecz nie jest to potrzebne, wystarczy, że mózg nasz oceni, że jest ich np. kilkunastu, że jest ich (mówimy – na oko) więcej lub mniej niż nas, itd.
    Pzdr, TJ

  194. Jacek Kowalczyk
    4 lutego o godz. 14:25
    Panie Jacku, ja tego pana staram sie omijać z daleka. Czytam jego banały z lubością, jego milusie umizgiwanie się , zadawanie głupawych pytań, sciąganie z wikipedii różnych definicji, które podaje za swoje przemyślenia, wypatrywanie drobnych nieścisłości, powtarzanie kawałów z brodą, i to smieszne zgrywanie się na dandysa, czym stara sie uwodzić piękne Panie.
    Natomiast nie lubię, jak ten człowieczek mnie zaczepia. Trudno, mam taka
    ą nature, że nie potrafię przejść nad tym do porządku.
    Wiem, że to sprawia Panu przykrość, że zależy Panu na tym blogu i mnie też i ze ta awantura szkodzi blogowi.Postaram sie nie reagować , ale dobrze by było, gdyby ten pan, też przestał mnie zauważać.
    Zaczepił mnie, to zareagowałem.

  195. @Qba
    4 lutego o godz. 14:35

    Jak się jeszcze okaże, że z nogą w gipsie jeździłeś saniami do Hali Pisanej… 😉

    Nie znam tej najnowszej 🙁

  196. @Lewy
    4 lutego o godz. 14:49

    Hipokryzja w pełnym rozkwicie.

  197. @zyta2003
    4 lutego o godz. 14:38

    Przepraszam, że się wtrącam ale czy nie jest tak, że następne pokolenie jest inne niż poprzednie, co jest warunkiem ewolucji? Znacznie częściej obserwuję powinowactwo poczynań dziadków i wnuków. Z tego by wynikało, iż błędy wychowawcze mogą brać się z poszukiwania u dzieci cech rodziców. Jakoś nikt nie uczy rodziców analizowania zachowań dzieci pod kątem ewentualnych talentów (za wyjątkiem oczywiście, niewątpliwie, kościelnych nauk przedmałżeńskich). A przecież dziecko odruchowo robi to, co mu najłatwiej przychodzi. Czyli niby prosta sprawa.
    A z „niegubieniem diamentów przez Amerykę” bym nie przesadzał. Czasem mam wrażenie, iż wynajdowane one są jedynie po to, by nie denerwowały przywódców. Podobnie było w Polsce za „komuny”.

  198. @Tobermory
    4 lutego o godz. 14:50

    To nie ja. Choćby dlatego. że nigdy nie miałem niczego w gipsie. Choć połamany byłem.

  199. @Qba
    4 lutego o godz. 15:07

    OK. Ale fajnie, że znasz P.W. 😉

  200. @tejot
    4 lutego o godz. 14:45

    Poddaję się. Cudownie zamataczyłeś nadmiarem informacji.
    Przypomina mi to amerykańską taktykę wojskową: Przywalić przeciwnika złomem tak, by nie mógł się ruszać. A potem nakręcić kilka patriotycznych filmów o wspaniałych amerykańskich bohaterach. Całkowicie fikcyjnych.

  201. Obejrzałam właśnie Babilon w tefałenie. Jeden z nielicznych programów publicystycznych, który nie wprawia mnie w kurw z prostej przyczyny. Kobiety z rożnych opcji, o różnych poglądach nie skaczą sobie do oczu tak jak faceci, rzadko kiedy mówią od rzeczy, a bardzo często rozsądnie. Za wyjątkiem pań z PIS, które nie potrafią jednak wznieść się ponad aktualny przekaz partyjny, a z temperamentu wszystkie przypominają Kempę lub Jakubiak.
    Dziś ta ostatnia dawała popis m.in. pisowskiego snu o wielkiej Warszawie. Zgodnie z toruńską techniką przekazu – wiele mówiąc, nie powiedzieć nic, łżąc bez umiaru, pozostawać w prawdzie.

  202. zyta2003
    4 lutego o godz. 14:38
    Jako już dziadek i już niedługo potrójny dziadek mam doświadczenie, którego nie miałem bedąc ojcem i popełniałem wiele błędów. Cóż jak powiada Wisława Szymborska „zrodziliśmy się bez wprawy i umrzemy bez rutyny”. Teraz ostrzę sobie zęby na wnuczkę. Wnuki, dzieci córki, to już wyrośnięte dzieciaki, poza tym są daleko, bo w Kanadzie. Tymczasem u syna, który wrócił do Polski szykuje się maleństwo. Chyba wtedy ja też wrócę i spróbuję, wykorzystując moją nabytą wprawę, zająć się wnuczką (mam nadzieję).
    Jako ojciec bardzo zajmowałem się dziećmi, dużo im czytałem (dzieci uwielbialy, kiedy w Kubusiu Puchatku odgrywałem role Kłapouchego,( to była moja rola życiowa), z zoną bawiliśmy się w teatr, gdzie ja grałem księcia Hondę, a zona była księżniczką Suzuki. Księżniczka ciężko chorowala, jej zrozpaczony ojciec król Volkswagen dowiedział się, że może Suzuki uratować tylko korzeń żeńsie, ktorego to korzenia pilnuje straszliwy smok Ohyda. Wielu rycerzy zginęło w paszczy smoka, rycerz Citroen, Skoda,Mercedes, Mitshubishi,Fiat itp No ale to Honda zgładził smoka, a jego siedem głów (było to siedem balonów) Honda razem z moim dziećmi zlikwidował nakłuwajac je szpilkami.
    Więc tak sie bawiłem i były to moje najszczęślwsze lata.
    Ale z drugiej strony zmuszałem dzieci do pracy z instrumentami, gry na skrzypcach. To dla dzieciaków była katorga. Były wyniki. Syn nawet jako ośmiolatek grał z orkiestrą koncert Mozarta, miał talent, ale wola była moja,nie jego. I czasami sobie myślę, że nie powinienem byl wtedy być taki zaborczy, wymagajacy. Uczyłem ich też języków, tak, że mieły dzieciaki czas zajęty.
    Kiedyś mój syn zadałmi takie sprytne pytanie: Czy ty myślisz, że jak ja będę dorosły, to z tym wszystkim, czego mnie uczysz, będę szczęśliwy ?
    To był wyraźny sygnał – Odpowiedziałem mu : Szczęścia na przyszłość nie mogę ci zapewnić, ale, widzisz to radio, jest stereo, a to drugie jest mono, ,ja chciałbym, żebyś byl jak to radio stereo.” Zawsze byłem dobry jako demagog.
    No ale jak to sie skończyło. Przyjechaliśmy do Francji. Dzieci dostały sie do Konserwatorium, które skończyły, ale córka poszla na uniwersytet, skończyła lettre moderne i teraz jest nauczycielką francuskiego w Qubecu. A syn zrobił doktorat z matematyki,wrócił do Polski, znalazł sobie wspaniałą żone, wykłada na uniwersytecie w Gdańsku. Jest szczęśliwy.

  203. Czytałem blog i nagle, rozmowa o języku i progu gramatycznym 5.To jest chyba ślad wpływów rzymskich, progi liczbowe są 5 i 10, zapis liczb obraca się wokół V i X. Zapis rzymski liczb jast trudny, niewygodny, nie jest pozycyjny, zawierał ograniczoną ilość liczb, buhalteria była bardzo trudna . W 1275 roku urodził się Leonardo Fibonacci (syn Bonacci), był chyba mnichem z bogatej rodziny. Po ukończeniu szkół podróżował po Bliskim wschodzie i północnej Afryce. Tam zdobył wiedzę matematyczną, którą rozpropagował. Ta wiedza to, arabski zapis liczb raz pisemne działania, dodawanie odejmowanie ,mnożenie oraz zero. Wprowadzenie zapisu pozycyjnego i działań pisemnych pozwoliło prowadzić normalną księgowość (panować nad przepływami) czyli prowadzć interesy na większą skalę. Wpływ na przemiany w gospodarce porównywalny z komputerami.
    Fibonacci miał oczywiście ogromne dokonania matematyczne, ale, każdy może to znaleźć wpisując jego nazwisko w google.
    Anglosasi mieli chyba jakiś system dwunastkowy?
    Pozdrowienia.

  204. @ Wiktor10p
    4 lutego o godz. 16:00

    Ciekawostek jest wiele. Pytanie: Który system liczbowy używany był wcześniej – dziesiętny czy binarny? W obu systemach znaki graficzne dwóch i tylko tych dwóch i w obu tych samych są wzajemnym odbiciem lustrzanym.
    6 i 9
    0110 i 1001

  205. Wiktor10p
    4 lutego o godz. 16:00
    Francuzi maja śmiesznie, bo 80 to u nich quatre-vingt, czyli cztery-dwadzieścia, 70 to soixante-dix czyli sześćdziesiat-dziesięć, 79 będzie soixante-dix neuf czyli sześćdziesiat-dziewiętnaście.
    Belgowie, z ktorych Francuzi tak sie naśmiewają, zrezygnowali z tych karkołomnych liczebników i 70 jest po prostu septante, a 80 huitante

  206. Przepraszam że nie dałem rady przeczytania wszystkich komentarzy jest ich tak wiele a mnie właśnie obiad stygnie .
    Więc tylko jedno pytanie czy zauważył ktoś z autorów i komentujących że cały ten syf na świecie jest przez religie ?

  207. Co by znaczyło, że kobiety potrafią się wznieść. I dogadywać ze sobą, pomimo różnic. Zaś kobiety pisoidalne wznieść się nie potrafią. Jest to bardzo dziwne, bo religia ponoć nic nie waży, a nawet odwrotnie. Jak to więc się dzieje, że te się nie wznoszą?
    Może to jest zjawisko etologiczne, pt. „zapatrzenie w pulardę”.

  208. sumitując się,powyższe było zaadresowane do bozi, czyli donikąd]:

    mag
    4 lutego o godz. 15:28

    Co by znaczyło, że kobiety potrafią się wznieść. I dogadywać ze sobą, pomimo różnic. Zaś kobiety pisoidalne wznieść się nie potrafią. Jest to bardzo dziwne, bo religia ponoć nic nie waży, a nawet odwrotnie. Jak to więc się dzieje, że te się nie wznoszą?
    Może to jest zjawisko etologiczne, pt. „zapatrzenie w pulardę”.

  209. W USA sędzia unieważnił dekret Trump. Jakie ci Amerykanie mają szęście, że nie urodził się tam gnom, zwykły poseł, który by trząsł całym Kongresem, a sędzie pogoniłby pan Zbyszek. Ten sędzia powołał się na Konstytucję ! Też miał na co !

  210. Lewy
    4 lutego o godz. 15:30

    Ciekawa opowieść. A w niej, schowana – właśnie – ta nasza zaborczość, która potrafi przejść w zamordyzm: dziecko ma być takie, jak rodzic każe.
    Jakiś czas temu uczyłem chłopaka, wczesnego nastolatka, angielskiego. Wiem (znam rodziców), że od lat uczy się gry na gitarze. Myślę sobie: świetnie, pogadamy o muzyce, muzykach, kapitaly nośny temat do nauki języka. Pytam o to jakich zna i lubi muzyków, gitarzystów: Sting? -cisza; Santana? -ee- kręci głową; Clapton, Zappa? – nieeee..; no to może…Paco de Lucia? – cisza. A jakiś nadwiślański – ktoryś z braci Ścierańskich, Hołdys, Strobel?. Nic.
    I wreszcie wyjaśnienie zbolałego młodzianka. Rodzice mi każą chodzić na gitarę..to chodzę.
    Spadłem z krzesła.

    Świetne musiały być te Twoje bajkowe opowieści o księżniczce Suzuki. Ja kiedyś dziecku wymyślałem bardzo bogate opowieści o ptaszkach Piętraszkach. Z licznymi morałami, z których głowne dotyczyły przyjaźni ludzi i zwierząt i wzajemnego niesienia sobie pomocy.

  211. @Tanaka
    Dlatego mam wyrzuty sumienia, ale na szczęście dzieci mi wybaczyły.

  212. @Tanaka
    Ale dzieci wykorzystały tę wymuszoną przeze mnie umiejętność, bo kiedy wylądaliśmy w Paryżu bez grosza, dzieci postanowiły sobie zarobić grając duety w metrze. Wybrały najbardziej ruchliw stacje Chatelet. Bojąc się o nie, zainstalowalem sie w pobliżu i obserwwowałem, czy coś im sie łego nie dzieje. Ludzie zatrzymywali sie, wrzucali do futerału peniądze. W pewnym momencie podeszło do mnie dwóch żandarmów. Wypatrzyli mnie i skojarzyli z dziećmi. Poprosili o papiery i kiedy zobaczyli, że jestem Polakiem, powiedzieli mi, że we Francji jest zabronione ekslpoatownie pracy dzieci. Myślałem, że się spale ze wstyd, wzięlimnie za Cygana. Mimo protestu ludzi, żandarmi kazali dzieciom zwinąć instrumenty i wyjść z metra. Dzieci chciały dalej grac. Powiedziałem, że nie będę ich więcej pilnować, więc jeśli chca to niech graja bez ochrony. Grały, a jakże, syn kupil sobie za to stereofoniczne radio z magnetofonem, a córka chyba buty i jeszcze coś tam.

  213. Fajne te opowieści rodzinne. U nas był Pan Cały a wokół niego historie kryminalne, zmiany dokumentów ( pani Dwiedrugie itp) i zagadki. Tym systemem moje dzieciaki miały ułamki opanowane perfekcyjnie.

  214. Ewa-Joanna
    4 lutego o godz. 19:56
    Ja mojego 3-4 letniego synka nauczyłem mnożenia na klockach.Ustawiłem np. w szeregu 3 klocki potem obok drugie trzy i powiedziałem mu, widzisz 3 wziete dwa razy daje 6. I tak powoli złapał ideę mnożenia.
    Po jego obronie doktoratu w Uppsali na przyjęciu, zabrałem głos pusząc się, że mój syn miał dwóch wybitnych nauczycieli matematyki; mnie, który nauczył go odróżniać liczby parzyste od nieparzystych i promotora pracy doktorskiej, profesora Viro, który go wprowadził w świat topologii, dla mnie już niestety niedostępny

  215. Tanaka
    4 lutego, g.17:18
    Pisowskie gołębice, bynajmniej nie pokoju, to kacze nieloty.
    Dlatego, Tanaczku, nie wznoszą się ponad. Albo pulardy, jak sugerujesz.

  216. Lewy
    4 lutego o godz. 17:24
    W USA sędzia unieważnił dekret Trump. Jakie ci Amerykanie mają szęście, że nie urodził się tam gnom, zwykły poseł, który by trząsł całym Kongresem, a sędzie pogoniłby pan Zbyszek. Ten sędzia powołał się na Konstytucję ! Też miał na co !

    Mój komentarz
    Lewy, i co? Tamtejszy Prezes T. od razu zatwittował, napisał, że jest to tzw. sędzia.
    Nie przypomina Ci to postawy krajowych chudopachołków, którzy nazywali sędziów TK kolesiami na spotkaniu przy ciasteczkach i kawie espresso?
    Identyczna postawa, identyczne odzywki. Musi mechanizm, który nie dopuszcza takich pachołów do samowoli jest podobny i podobne reakcje wywołuje.
    Pzdr, TJ

  217. mag
    4 lutego o godz. 20:08
    Co Ty. Przecież one są jak synogarlice. Te szlachetne łabędzie szyje Kempy, Szydło. Jak one założyły te czarne koronki na spotkanie z papieżem. Takie fajne swinki Piggy w czarnych koronkach. Tego nawet Salwator Dali by nie wymyślił.

  218. @tejot
    Ej, myślę, że tam żadne kaka ani inna wredota tej demokracji jeszcze nie rozłożyła na łopatki. Ale zobaczymy. Już sie niczemu nie dziwie

  219. Szanowne Państwo

    Wychynę na chwilę i powiem że
    właśnie wróciłam obejrzawszy w kinie film „La la Land”
    który niniejszym ogłaszam
    Sakramencką Chałą Roku
    oraz nagradzam Oscarem z wygrawerowanym napisem
    „Najgorzej Wydane 25 zł 2017”

    kreśląc się, znikam

  220. Lewy
    4 lutego o godz. 20:30

    Mój komentarz
    Prezes USA T. stara się jak może by państwo doprowadzić do punktu krytycznego albo/albo, w którym on zdobędzie przewagę i w końcu rozpędzi to całe towarzystwo gulgaczy, kulawych kwa-kwaczy i innych zamachowców na amerykańskie ideały i interesy.

    Tak a propos śledząc pierwsze dni jego prezesowania USA odniosłem wrażenie, że pojęcie Prezesa USA o państwie i prawie jest całkiem podobne do idei państwa i prawa wyznawanej przez Prezesa K. w Umęczonej. Proste, jasne, nie znoszące sprzeciwów, dyskusji, ani wszelkiej ugody, konsensu. Jego rzecznicy gimnastykują się, dokonują niebywałych wygibasów w tłumaczeniach, co prezydent chciał przez to powiedzieć, a ten codzienną porcje twittowania musi odwalić.
    Pzdr, TJ

  221. tejot
    4 lutego o godz. 20:22
    W USA sędzia unieważnił dekret Trump
    Początek był nadany nieco wcześniej:
    To amend the Immigration and Nationality Act to provide enhanced security measures for the visa waiver program, and for other purposes.
    „Visa Waiver Program Improvement and Terrorist Travel Prevention Act of 2015.”
    tamże:
    The Secretary of Homeland Security, in consultation with the Secretary of State, may suspend the designation of a program country based on a determination that the country presents a high risk to the national security of the United States under subparagraph (A) until such time as the Secretary determines that the country no longer presents such a risk.

  222. Lewy
    4 lutego o godz. 18:44

    No popatrz, Cyganów było w Polsce jak mrówków.
    Tak dokładnie kiedyś usłyszałem, lat mając 11, gdy a tatą staliśmy w kortku – kilometrowej kolejce do wejścia na Giewont: „ludziów jak mrówków” – powiedział stojący przed nami facet w sandałach na nylonowej skarpecie, na oko lat z 69 i wagi ze to kilo, do sąsiadującej z nim – w japońskich laczkach plażowych „made in P.R.C.” – małżonki jego niezawodnej z platfusem fi 30, w wieku niezbadanym i wagi przewyższającej męża. Miała bladoróżowy lakier „Perła” marki zakładów „Pollena-Gospodyni Wiejska” na nieobciętych pazurach wrastających w granit.
    Od tej pory wiem, dlaczego posiadam inne gusty od wyżej wzmiankowanego wzornika.

  223. Ewa-Joanna
    4 lutego o godz. 19:56

    Co dowodzi, że dzieciaki mogą się uczyć znakomicie, bawiąc jeszcze lepiej.
    „Przez zabawę do nauki” jak powiedział pewien klasyk. A inny – wiem, bo sam czytałem w książeczce do rosyjskiego, tak powiedział: do dzieci mówię nie per „ty”, a per „wy” – przez uszanowanie.
    Tak było. W wielkim Związku Radzieckim i obozie młodzieżowym „Artek”.

  224. @@ mag, Lewy
    Panie wzmiankowane mają zaiste szyje łabędzie. Sam widziałem. Była to Car Puszka.

  225. NeferNefer
    4 lutego o godz. 20:38

    Też otrzymałem taką wiadomość, na skutek obejrzenia dzieła powyższego przez osoby fachowe z mojego kręgu rodzinnego i towarzyskiego. Sam nie byłem, a zaoszczędzone 25 zlotych nie przeznaczyłem na papierosy marki „Viceroy” których nie palę, a tym bardziej nie przeznaczyłem na tacę.

  226. audikom
    4 lutego o godz. 16:31
    „że cały ten syf na świecie jest przez religie ?”
    ———————————————————
    Nie wiem czy przez religie, ale na pewno przez ludzi głupotę.
    Łatwy jest do przeprowadzenia dowód.
    50% jest mądrzejszych od pozostałych.
    Z tej mądrzejszej połówki również 50% jest roztropniejszych od durniejszej reszty. Teraz mamy tylko 25% przytomnych, a już 75% tumanów.
    Dalej licząc w ten sposób dochodzimy do 3,125% ludzi racjonalnych.
    No nie wiem, czy taki nikły ułamek może wyprowadzić ludzkość na prostą?

    Ale również przeprowadzając optymistyczne rozumowanie na odwyrtkę, okazuje się, że mamy tylko 3,125% idiotów, a reszta? – reszta to sama inteligencja.
    Odpowiedź: cały ten syf na świecie jest przez nas samych.

  227. york mniejszy
    4 lutego o godz. 21:48
    „Nie wiem czy przez religie, ale na pewno przez ludzi głupotę.”
    Takiej odpowiedzi się spodziewałem .
    To właśnie one za wszelką cenę, wszelkimi dostępnymi sposobami utrzymują narody świata w tym i gorszych stanach od wieki wieków ( wyzywając od parafian,indoktrynując od narodzin).

  228. pombocek
    4 lutego o godz. 4:45

    No i tak to przekonałeś mnie że w istocie monologowaliśmy każde o czym innym. Cóż, bywa i tak. Łatwiej jest rozmawiać ciągle z tymi samymi, znanymi od lat ludźmi. Kiedy nie trzeba za każdym razem opisać całego świata, żeby posunąć się o krok dalej. Rozmowa z nieznajomym niesie jednak ryzyko fundamentalnego niezrozumienia. Ale i tak jest ciekawie.
    A teraz lecę pisać podręcznik do kreacjonizmu.

  229. NeferNefer
    4 lutego o godz. 20:38

    A to mnie zaciekawiłaś, aż chyba obejrzę :). Trochę jestem do tyłu z filmami, dopiero co zobaczyłam Gwiezdne Wojny. Nasadzam się na nowego Jarmusha i film „Arrival”. Ogólnie to lubię dobre science-fiction. Bo to co było już było. I jak się skończyło, każdy widzi.

  230. @Tanaka, Lewy
    Miał być tylko obrazek. Zamiast żartu, skucha. Pardą.

  231. To i ja dorzucę słów parę na temat kształcenia dzieci.

    Świetnie, że są uzdolnione, bo większość jest w jakiejś dziedzinie. To nie jest problem zauważyć, w czym są dobre i je dalej wspierać.
    Myślę, że znacznie gorzej jest zaakceptować nieumiejętności.

    Ode mnie wymagano, bym była świetna ze wszystkiego.
    Pamiętam jak dziś, poszłam z klasówką z niemieckiego do garażu, w którym był mój ojciec. Dostałam wtedy szóstkę, po prostu. Ani pierwsza ani ostatnia, ale ojciec jakoś tak widocznie zaszedł mi za skórę, że szłam do tego garażu z myślą, ze do niczego nie będzie mógł się przyczepić. Chciałam wreszcie zobaczyć, jak wygląda, gdy nie ma mi nic do zarzucenia. Spojrzał, kiwnął głową. Tyle. Wcale nie poczułam się dobrze.
    I wcale nie chcę, by mój syn przeżywał nieustające rozczarowanie sobą. Że ciągle czegoś nie potrafi, że źle napisał, że duka czytając, a takie rysunki to robią w przedszkolu w średniakach. On za to świetnie liczy. Mnożył w jakiś swój sposób, gdy ledwo co skończył siedem lat , ja go nie uczyłam, szkoła tym bardziej.
    Gra na trąbce, ze swoim nauczycielem muzyki rozmawia w języku, którego od dawna nie rozumiem.
    Jakim prawem miałabym wymagać od niego więcej, niż jest w stanie zrobić, tym bardziej, że w niektórych dziedzinach jest ode mnie dużo lepszy?
    Przyjęłam inną strategię niż moi rodzice. Dopuszczam słabość, nieumiejętność. Pod pewnymi warunkami akceptuję porażkę, ale jednocześnie zachwycam się sukcesami. Nie wiem, czy to dobrze. Obawiam się, czy dzieciak nie odpuści sobie tych dziedzin, na które rodzice nie cisną, bo wiedzą, że to dla niego trudność.

  232. @Jiba,
    kiedyś był taki pogląd, że dzieci nie należy chwalić, bo im się w głowach poprzewraca, natomiast ganić należy często i bezlitośnie, żeby im się w głowach nie poprzewracało. 🙂
    Miałam taką matkę – choćbym na głowie stanęła i rzęsami zatupała, to zawsze było nie dość dobre, zawsze znalazła ten pyłek.
    I czego mnie w rezultacie nauczyła? – Olewania obowiązków, leserstwa zamiast pracowitości. I kłamania, bo zawsze było: na pewno kłamiesz! No to nie mogłam jej zawieść… mówiłam co chciała usłyszeć.

  233. Ewa-Joanna
    5 lutego o godz. 2:43
    Moja obecna Pani ma podobną skazę co Twoja mama. Świetna dziewczyna(no jeżeli 70latkę można nazwać dziewczyną), ale musi powiedzieć, że zrobiłem coś nie tak. Kiedy wracam ze sklepu i nie kupiłem czegoś, bo tego nie było, to ona: Na pewno dobrze nie szukałeś .
    Jak mi się komputer zbiesił i zlikwidował skype’a, ona: Na pewno coś źle przycisnąłeś.
    Opowiadała mi, że kiedy po pierwszym semestrze przyjechała do domu i pochwaliła się ojcu swoimi piątkami w indeksie, ten powiedział: Wszystko można podrobić.
    Jej ojciec, człowiek wykształcony, przedwojenny doktor, stracił w dzieciństwie matkę, jego ojciec powtórnie się ożenił, a nim zajęły się jakieś ciotki,potem znalazł się w internacie przyklasztornym. To spowodowało u niego pojawienie się pewnego rodzaju nieufności do świata, nawet wobec uwielbianej córki .On niby żartował z tymi podrabianymi stopniami,ale on tak powiedział na wszelki wypadek. A moja Pani, wypieszczona, kochana przez rodziców jedynaczka, przejęła od ojca taką ,jakby na wszelki wypadek, obronną postawę.
    Pewnie Twoja mama też nosiła w sobie jakąś traumę z dzieciństwa. Smutne to , że musiałaś kłamać, żeby nie zawieść.
    Ale pocieszę Cie Ewo: Czym są takie dziecięce kłamstwa, wobec nawałnicy kłamstwa, która zalewa dzisiejszy świat

  234. @Lewy,
    Matka moja była „średniak” w rodzinie, tzn, Młodsza od starszej siostry a starsza od młodszej i obu musiała ustępować. Więc musiała się starać, aż tak bardzo, że mając 17 lat pojechała na roboty do Niemiec za starszą siostrę, która musiała pilnować narzeczonego, czy też męża, nie pamiętam.
    Na szczęście miałam wspaniałego ojca, więc jakoś tam się to wyrównało bez specjalnych szkód, aczkolwiek mogło być lepiej. No ale cóż jest idealne na tym najlepszym ze światów? 🙂

  235. Niemiecki szpieg dziennikarz Udo Ulfkotte napisał książkę pt /po polsku/. „Przekupni dziennikarze”. Sam nim był przez wiele lat. Udowadnia, że w większości tzw wolnych mediów na świecie pracują dziennikarze na etatach tajnych służb, CIA, Mossadu , FSB lub M-16. Oni za pieniądze kształtują politykę łącznie z prowokowaniem wojen, kryzysów, propagandy, oczerniania liderów i inne bezeceństwa. Może ktoś zna polską listę. Dla kogo pracuje Michnik, Radziwonowicz, lub Passent? Udo umilkł już na zawsze.

  236. jasny gwint
    5 lutego o godz. 10:28

    Ja tam o innych, których nie znam, wypowiadać się nie będę, ale o sobie – mogę. Pracuję dla tak tajnej służby, że jej nawet nie znam. Przyczepili mi jakieś coś w ustronnym miejscu nie wiem kiedy i to wszystko. Mówię więc lojalnie do ludzi, których lubię: Nie gadajcie ze mną, bo wszystko, co palniecie, może być użyte przeciwko wam.

    Ale skoro wszyscy dla kogoś pracują, ciekawe, dla kogo pracują „Listy ateistów”. Pan Jacek pewnie wie, ale nie powie.

  237. @NeferNefer

    the Netherlands is flat, a totally disaster!

    https://www.youtube.com/watch?v=reuJ8yVCgSM

  238. Jak zyc ? jasny gwincie. Szpieg Mossadu Daniel Passent ? Wszyscy dziennikarze to szpiegi. Dlatego przeniosles sie na ten blog, zeby cie szpieg Passent nie szpiegowal ? A nie boisz sie redaktora Kowalczyka ? Jak wszyscy szpieguja , to wszyscy.
    Mojego kolege to komuchy nie tylko szpiegowaly, ale nawet promieniowaly.Dlatego zbudowal sobie klatke Farradaya, w ktorej sie chowal przed tym szpiegowaniem i promieniowaniem.
    Mi chyba tez jakis szpieg napromieniowal laptopa z polskimi literami, bo myszka lata jak szalona po calym ekranie, dlatego pisze z francuskiego.

  239. Nowa polska szkoła już zadba odpowiednio o małych geniuszy

    http://bi.gazeta.pl/im/10/b5/10/z17519632Q,Andrzejrysuje-pl.jpg

  240. Właśnie siedzę na lotnisku, wieczorem poodpisuję i pooglądam 🙂

    @Izabela, Tanaka

    To jest film dla nierozgarniętych trzynastolatek, szkoda czasu i pieniędzy, ledwo wysiedziałam. Jedyne co to Ryan Gosling pięknie tańczy.

  241. Lewy
    5 lutego, g. 12:22
    Też się dziwię @jasnemu gwintowi.
    Wszystkie blogi są wprost zapchane śpiegami, tak jak tutejszy. Imperialistycznymi. Z Wielkiej Brytanii, USA, Australii, Kanady, Belgii, Francji itd., niepodatnymi na gwintową propagitkę, z której @Giez słynie głównie na en passancie.

  242. Dzień doberek

    Komuś bym zrobił prezent, ale nie wiem komu, więc strzelam w powietrze.

    Szkoda mi każdego dnia, nawet kównianego jak dziś, pojechałem na grzyby. Kówno znalazłem, ale zawsze cóś. Każdy łatwo pozna boczniaki. Gdybym tylko ich szukał, to bym przywiózł cały bagażnik, tylko kto by taką gumę jadł.
    W drodze powrotnej odwiedziłem kumpla Kazika na koszalińskim morzu śródmiejskim. Młody jest, ale nic nie mówi, bo niemy. Ja też nic nie mówię, więc się świetnie rozumiemy.
    W Koszalinie, oprócz śródmiejskiego morza, jest śródmiejska obwodnica. Oczekuję na śródmiejskie peryferie.

    https://plus.google.com/photos/101580844869959615096/album/6383640280064716097/6383640281503365122?authkey=CIzU56XD_repAw

  243. @mag
    Ale jasny gwint wymienił również FSB. Czyżby gwint przestał ufać Rosjanom ? Straszne, jakby temu niezłomnemu człowiekowi wiara sie zawaliła.
    Chyba szpiegi przestały promieniować mojego kochanego laptopka, go myszka przestała latać po ekranie i słucha mnie, a nie tego szpiega

  244. pombocek
    5 lutego o godz. 16:35
    Cześć Jureczku. Każdy grzyb, byle nie trujący, jest smaczny, a nie żadna guma. Chociaż kiedyś zebrałem cały kosz kani, nie było nikogo do wspólnego spożycia, więc sam zjadłem te kanie i od tego czasu nie mogę na nie patrzeć.
    W Beskidzie Sądeckim w schronisku Cyrla serwują rewelacyjną zupę borowikową. Dla tej zupy warto drapać się prawie 2 godziny pod górę.

  245. Szanowni czytelnicy!
    Gorący temat wrzuca @ anumlik. Znów na poważnie. Takie czasy.
    Zapraszam do lektury i dyskusji (niełatwej)
    JK

  246. Lewy
    5 lutego o godz. 17:44

    Cześć, Lewusku. Nie wiem, jakie masz doświadczenie z zimowymi grzybami, ale chyba nie masz. Niestety, nie bardzo one w smaku i zapachu są do grzybów podobne, bo w ogóle nie maję smaku i nie pachną. Zbierałem pięć, nie, sześć gatunków. Może żółciak siarkowy ma coś z grzyba, ale on właściwie niemal cały rok potrafi rosnąć. Inne zimowe to tylko atrakcja dla oczu, no i udawanie, że ach jakie smaczne , bo nietypowe – grzyby zimą prosto z lasu. Choć one więcej po zaroślach niż po lasach rosną. Szukam ucha bzowego – dosyć śmieszny grzyb, bo niektóry wypisz wymaluj – ludzkie ucho. Znajdę, to pokażę.
    Mam czas i chęć, bo parę dni temu lekarz dał mi kolejne pół roku życia, więc się rozrywam – tak ostro żyję. Wypracowałem na przykład, obok chodzenia po wodzie kolejny cud: coraz sprawniejsze kolana, które lekarz skierował do operacji. A ja se powiedziałem: „takiego!” i jak czasem nawet po chacie musiałem o kulach chodzić, tak teraz idę co któryś dzień ze cztery kilometry, a w tamtym miesiącu raz przeszedłem nawet 7 km. Z każdym kilometrem coraz większy ból, ale, kuna, przeszedłem! Dałem się nabrać na dwie internetowe sztuczki z drogimi lekarstwami, ale juz koniec szukania ratunku u obcych – sam sobie jestem ratownikiem. Ruch i nic więcej. Nawiązuję do Twojego chodzenia pod górę. Między innymi właśnie jadę rowerem lub idę z rowerem (na wypadek awarii kolana, bo o to łatwo) na Górę Chelmską i tam chodzę pod górę i z góry. A jeszcze parę miesięcy temu prędzej bym się z góry sturlał niż zeszedł, bo jako góral i włóczykij wiesz, że z kównianymi kolanami z góry trudniej niż pod górę.