Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

29.01.2017
niedziela

Spieszcie się kochać przyjaciół, tak głupio odchodzą

29 stycznia 2017, niedziela,

Przeżyłem wczoraj, jako zwierz niepolityczny, szok z powodów politycznych. Wprawdzie mazurki wcześniej coś ćwierkały, ale to nie był, kurde, szok. Nie bardzo mnie interesują duże dzieje, przedstawię więc obrazek z mojego prywatnego życia jako bezpośredni skutek rozdziału Polaków na lepszy i gorszy szok… tfu!… sort. Parę razy dałem Waćpaństwu poznać, że nie mam za wiele do ukrycia (bo co z ukrywanym będę robił w grobie?), więc dam i teraz.

Ileś lat temu poznałem na internetowej stronie zagraniczną Polkę tęskniącą za ojczyzną, zwłaszcza za moim Środkowym Wybrzeżem, które zjeździła z rodzicami syrenką we wczesnej młodości jako córka górnika. Dość bogobojna dama (niech jej będzie Maria) stała się moją przyjaciółką – w tradycyjnym, nie w damsko-męskim znaczeniu – która za pośrednictwem mojej skajpowej kamerki przemierzała ze mną rowerem moje i swoje stare szlaki, mieszkając tysiąc pięćset kilometrów stąd. Cud ta technika. Jak na końcówkę mego życia – ciekawy i bogaty czas. Niestety, przed ostatnimi wyborami ujawniła się – sygnały były wcześniej, ale nienatrętne, podobnie jak nienatrętna była jej religijność – jako rewolucyjna pisówa i śmiertelny wróg komunistów, ubeków, konfidentów, zdrajców, od których, jak wiadomo, aż się w Polsce roi – będzie ze 33 miliony. Robiło się więc między nami coraz rewolucyjniej.

Wczoraj rowerowałem do Mielna i spotkałem się z nią na skajpie. Właśnie przeglądnęła ostatnie wiadomości z Polski (wyłącznie z wiarygodnych źródeł, czyli „Nasz Dziennik”, „Gazeta Polska”, Wolski, TV Polonia itp.; moje szmatławce, jak „Polityka” czy „Przegląd”, to dla niej śmieci, złom i szrot) i się wściekła. Powiedziała, że jej zmarły tata-opozycjonista patrzy teraz z góry, przeżywa, cierpi i się wścieka na to, co ubowcy, kodowcy i komunistyczna zaraza wyprawiają z Polską. Poprosiłem, żeby zgodnie z dawną umową odstawiła politykę na bok. Wyszedł zgrzyt i spotkanie się skończyło pożegnaniem „na razie”.

Wieczorem otrzymałem od niej mejl (to dokument czasu, nie twórczość, więc niczego nie poprawiam).

„Jurek… to tak dla jasności… dyskusji i rozmów na tematy polityczne między nami nie będzie…

…ale jeżeli faktycznie stwierdzę, że nawet w najbardziej znikomy sposób sympatyzujesz z UBEKAMI i POmiotem komuchowskim oraz perwersją zadymiarzy i wandali KOD-u, nasze relacje będą się komplikowały… rzeczą niedopuszalną byłoby bywanie z sympatyzantem tych, którzy represjonowali mojego OJCA i jego Współbratymców walczących o wolność POLSKI z schizofrenią KOMUNY!!…

tak więc żądam od Ciebie ewidentnej odpowiedzi : TAK lub NIE!!… żadne wymijające odpowiedzi nie wchodzą w grę… powtarzam : TAK lub NIE ?????

…od tej odpowiedzi zależy, czy nasze podróże mają szanse na kontynuowanie… żadne inne wynurzenia mnie nie interesują. Odpowiedz szczerze……czyli wiarygodnie”.

 

To odpowiedziałem:

„…ale jeżeli faktycznie stwierdzę, że nawet w najbardziej znikomy sposób sympatyzujesz ze śmierdzącym tchórzem (z ośmioma ochroniarzami za milion społecznych złotych rocznie) oraz z perwersją pisowatych małp i chuliganów, przestępców i wandali, nasze relacje będą się komplikowały… rzeczą niedopuszczalną byłoby bywanie z sympatyzantką bolszewików (PiS jest partią stricte bolszewicką), którzy represjonowali mojego ojca i wielu jego kolegów w łagrach za to, że byli oni zwykłymi ludźmi, o nic nie walczyli, żadnych przestępstw nie popełnili – byli obywatelami Polski jak dziesiątki milionów im podobnych…

Tak więc żądam od Ciebie ewidentnej odpowiedzi: TAK lub, jego mać, NIE!!… żadne wymijające odpowiedzi nie wchodzą w grę.

A teraz na poważnie.

Skoro przez tyle lat mnie nie poznałaś i bez żenady zadajesz tak infantylne pytanie i zarazem bezczelne ultimatum, sądząc, że dopiero po odpowiedzi »tak« lub »nie« mnie poznasz, to gratuluję potęgi intelektu.

Zamiast odpowiedzi, powiem Ci co innego. Tak nakręciłaś się pisowską propagandą, aż przywołałaś swego tatę z nieba. Niby patrzy z góry na łajdaków z »gorszego sortu« i przeżywa czysto ziemskie frustracje, które są Twoimi własnymi frustracjami. Ujawniasz tym samym swoje umysłowe ubóstwo i nieznajomość nauk Jezusa, który mówił: »Moje królestwo nie jest z tego świata«. Twój tata ma niby w niebie, w towarzystwie dobrego, przebaczającego Boga towarzyszyć Twojej nienawiści i ją oklaskiwać!!! Puknij się, wieczny jak Kaczyński Jarek, Dzieciaku.

»Panie, wielekroć zgrzeszy przeciwko mnie brat mój, a przebaczę mu – czy aż do siedmiukroć?«. Odrzekł Piotrowi Jezus: »Nie mówię: do siedmiukroć, lecz do siedemdziesięciu siedmiukroć«.

Sparafrazuję filmową wypowiedź znanego aktora: Co wy, kurwa, wiecie o swojej religii!

Zauroczyłaś mnie kiedyś nie rozumem, lecz wrażliwością na wiele ludzkich spraw i na przyrodę. Będzie mi Twej wrażliwości w czasie włóczykijowania brak. Żal”.

 

Jej odpowiedź:

„PRECZ SZATANIE!!!…..i twoje plemie zmijowe!!!!…cuchniecie smiercia…POmorem i rozkladem!!!!!!!!!! MORDERCY!!! ZLODZIEJE!!!! KLAMCY!!!! OSZUSCI!!!!! KONFIDENCI!!!! ZDRAJCY!!!! POdzegacze!!!!najgorszy sort z Pospolitegorynsztoka. I odczep się od mojego Ojca, BESTIO!!!”.

 

Moja odpowiedź:

„Nie odezwałbym się już, gdybyś mnie nie oskarżyła o szarganie pamięci Twego taty. Aż tak jesteś fałszywa, że udajesz, że nie Ty mi przedstawiłaś jego antychrześcijański obraz patrzącego z nieba na ziemię z nienawiścią i w dalszym ciągu żyjącego TAM polityką? Wymyśliłaś, chora z nienawiści Niewiasto, niespotykany idiotyzm, a do mnie masz pretensje, że Ci go wytykam?!”.

 

Jej odpowiedź:

„I nie waz sie zasypywac mnie MAKULATURA!!!!! PRECZ z mego zycia!!!!!!…. POTWORZE z maska sprawiedliwego!!!!!! PREEEEEECZ!!!!!!!!!!!!! maska spadla, demaskujac bestie!!!!!!!!!”.

 

Moja odpowiedź:

„Masz rację: jestem złe drzewo, nie mogę rodzić dobrych owoców. Złym drzewem jest też żywiący się nienawiścią zakompleksiony, winny śmierci swego brata kurdupel (95 pozostałych ofiar nigdy go nie interesowało) i jego zbieranina chuliganów, prostaków, dyletantów i życiowych nieudaczników, którzy w początkach rządzenia próbowali sobie przyznać po 6–8 tysięcy złotych miesięcznych podwyżek dla rządzącej wierchuszki, a mnie przyznali 2,5 złotego – czegoś tak szokującego nigdy przed nimi nie było, nawet w PRL. Dowiesz się wielu faktów o złym drzewie dopiero jak ono padnie, a ogrodnicy staną przed Trybunałem Stanu lub trafią do pierdla. Pisowatych złoczyńców popierają słabi na głowę mniemający, że to aniołowie”.

 

Jej odpowiedź:

„CHAMIE!!!… ordynarny PROSTAKU!!! czym ciebie POgonic, zebys wreszcie przestal mnie nekac swoimi ODCHODAMI?????!!!!! przekleta KOBRO!!!!… POwiem POspolicie jak do CHAMA; spierdaaaaaaaaaaalaj!!!!!!!!!!! BEZPOWROTNIE!!!!!!!!!!!!”.

 

Moja odpowiedź:

„Wdzięczny Ci, Mario, jestem za wczorajszy dzień. Użyciem pięknych, rewolucyjnych słów BEZ ZNACZEŃ (bo cóż ma znaczyć nazwanie łopaciarza i rybaka, »konfidentem« – że harując w rowach, w lesie, na morzu kablował sarny, lisy, dorsze?), pokazałaś się z najlepszej strony jako szczera, uczciwa, bezinteresowna bolszewiczka-katoliczka, a ja żywej takiej nie widziałem do dziś. No, kurde, nie widziałem, za to bardzo dużo kiedyś czytałem, bo bardzo dużo tego było na gazetowym papierze po dwa czterdzieści – »Na przykład Plewa« na przykład, »Traktory zdobędą wiosnę«, »Ogniwo« i mnóstwo innych rzeczy do czytania z wypiekami, których nie pamiętam.

Okropnie szanuję Cię za szczerość, przez którą się rozstajemy. Boć to ogromna radość i przyjemność, kiedy przyjaciel jak grom z jasnego nieba półtora tysiąca kilometrów stąd jest szczery.

Jutro też ma być piękna pogoda, więc roweruję do Słupska. Żal, że bez Ciebie. Ale rozumiem, że masz zadania wobec Polski. Tak Ci dopomóż Bóg”.

Pombocek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 460

Dodaj komentarz »
  1. Pombocku, ja jak zwykle nie wiem co powiedzieć, więc zanim co powiem, to zakrzyknę: huraaaa!!!

  2. Pombocku, mocna rzecz, lecz typowa dla PiSowskiej mentalności, stosunku do świata, do bliźniego swego i słowa swojego poszanowania.
    Kłamstwo, kalumnie, inwektywy, jeśli są w dobrej wierze rzucane, to na pohybel zdrajcom, agentom, komunistom i złodziejom. Są użyte właściwie, celowo i prawidłowo. Taka niech będzie wola pana naszego Jarosława Ka.
    Pzdr, TJ

  3. To jest właśnie kwintesencja tych 19%. PiSdzielczy wywar z katolika. ‎

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Może warto pomyśleć nad takim cytatem: „Nie sądźcie albowiem będziecie sądzeni. I jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą”
    Wszakże obawiam się że wezmą to sobie do serc ateiści a do ultrakatolików to nie dotrze.
    Widzą źdźbło w oku brata swego a belki we własnym nie widzą.

  6. najbardziej szokują mnie użyte w tekscie owej Marii ( trudno mówić kobieta, a tym bardziej dama ) slowa, zwroty, które Waszą przyjaźń zakończyły. Także – samo postawienie ultimatum.

    Po tych słowach trudno nawet uznać tę wieloletnią przyjaźń za zmarłą, bo słowa ranią.
    Ale cieszę się, pombocku, że nie odwdzięczyłeś sie podobnymi słowami na pożegnanie.

  7. @pombocek
    Przeżyłem już takie rozstania, ale tak mocno, z tak charakternym pisowcem to nie. Zachowałeś anielską, jak przystało na ateiste, cierpliwość. Te osoby zostały pogryzione przez wściekłego psa,zaraził ich wścieklicą. Sam wściekły pies dalej hasa , a imie jego Tadeusz Rydzyk,który zaraża nieodpornych na zarazek wścieklizny polonusów rozproszonych po świecie. Sekunduje mu jadowity gad z Żoliborza.
    Ale Jerzy, dzięki tej wściekłej starej dzierlatce, wypowiedziałeś sie politycznie, bo dotychczas raczej niechetnie poruszałeś takie tematy. Pisałeś o codziennych bolączkach najbliższego otoczenia, niskich emeryturach, kiepskiej służbie zdrowia, chamskich biurokratach.
    Dziś nie da sie być niepolitycznym,można było za czasów Platformy a nie teraz, kiedy szaleńcy, kryminaliści, bezpardonowe chama decydują o naszym życiu.

  8. Cóż, ta Maria wykazała się niesamowitym poziomem pisowskiej kultury, że się tak wyrażę.
    Tobie zaś gratuluję powagi i opanowania.

  9. Moja była przyjaciółka nagle zaczęła mnie obsypywać różnymi tam błogosławieństwami bożymi, jezusami i podobnymi bzdurami i na moją nieśmiałą prośbę, żeby to sobie darowała, bo ja jestem ateistką, obraziła się śmiertelnie.
    Może to starość tak na niektórych działa? Jednym wysiadają jakieś serca czy wątroby a innym uczucia religijne jak pryszcze wyskakują?

  10. Łatwiej rozbić jądro atomu , niż zło w umysłach ludzkich.
    (Albert Einstein)

    PS. Napis dużych rozmiarów na korytarzu szkoły , do której uczęszczałem.

  11. Dobry wieczór wszystkim.
    Taki poziom agresji może być objawem chorobowym. Pombucku, wydaje mi się, że jakiś czas temu opisywałes podobną korespondencję. Czy to też była Maria?

  12. No bo jednak te baby z internetu to nie to. Trzeba zobaczyć na własne oczy, a nawet pomacać. Wtedy się wie, kto zacz. A swoją drogą, jak można przez tyle la nie wyczaić wariatki. To o czym żeście rozmawiali?

  13. Drobna impresja w związku z wpisem.

    Rów między Polakami, jaki wyryła nie tutka w Smoleńsku, lecz Jarosław Kaczyński, jest nie do zasypania może przez pokolenia. Ten rów jest nieustannie pogłębiany językiem, choć język do rycia się w ogóle nie nadaje, prędzej – do szuflowania. W internetowych konfrontacjach jest to język prawie wyłącznie bluzgów. Cel: zabić przeciwnika. Być może zaczęło się to zabijanie w Sejmie po zwycięstwie strony solidarnościowej. Lewica była ostentacyjnie i z pogardą izolowana niemal we wszystkim. Wzór poszedł w lud. Pięknie urósł niczym Sosnowskiego barszcz. I truje. Zastanawiałem się, czemu na publicznych forach tak chętnie młodzi używają kompletnie pustych znaczeniowo inwektyw w rodzaju „ubek”, „komuch”, „zdrajca”, „konfident”, „ZOMO” itp. Mówię „pustych znaczeniowo”, bo są rzucane w przestrzeń nie po to, by coś znaczyły (bo przecież się obrzucanego nie zna i znać nie będzie), lecz po to, by zabijać. Takie słowa mają ciężkie konotacje, więc się w sam raz nadają na pociski. Mają zabijać, ale pierw – stygmatyzować, dzielić, oznaczać inną, gorszą rasę małp. Może też mają budzić bojowego ducha? No bo do rozmów to się na pewno nie nadają. Więc zapytałem siebie: czy taki język nie jest przypadkiem stąd, że ci, co go używają, innego nie znają? Bo to może ludzie – jak zagadalim z Tanaką – zatrzymani w rozwoju, dla których tworzenie pełnych analitycznych zdań jest za trudne? Owszem, mogą się oni w różnych dziedzinach rozwijać, ale jeśli nie zostaną otwarci na myślenie, nie będą w stosownym czasie, czyli w dzieciństwie (kłaniam się, Lewusku Tobie, Twojemu arcyważkiemu tematowi i wszystkim, którzy zabrali na ten temat głos) poddani działaniom inspirującym do samodzielnego myślenia, do rozwiązywania nie tylko matematycznych zadań, to myślenie nie stanie się w ich życiu cudowną drogą do rozumienia wszystkiego, co się da rozumieć, nie stanie się drogą do niezależności, nie stanie się jedną z największych życiowych przyjemności. Ale coś się jednak stanie. Być może z takich właśnie się stanie PiS (przepraszam za strażacki dowcip, ale jakoś sam z języka spadł).

  14. Jan Hartman
    29 stycznia o godz. 22:05

    Jeśli to Pan Profesor, to jestem zaszczycony, jeśli – nie, to też. Dziękuję.
    Rozmawialiśmy o wszystkim poza polityką i religią – taka była umowa. Niestety, wraz z ekspansją PiS-u moją świetną dotychczas przyjaciółkę, przepraszam, pizło. Przeżyłem normalnie szok. Bo moja kraina jest za piękna, bym ostatnie sekundy życia poświęcał nie jej.

  15. @pombocek
    Dzięki za ten kawałek dokumentu. Jakbym w jakimś surrealistycznym kabarecie uczestniczył. Kilka podobnych rozmów „zaliczyłem”, ale żadna aż takim jadem – jak wypowiedzi Twojej niedgysiejszej przyjaciółki – nie była nasycona. Odwzajemniam wypowiedzią „z górnej półki” naszego pisowskiego establishmentu:

    Wielu z nas zapamięta tych pseudobojowników, powstańców walczących, jak mówili, o wolność, o demokrację, o Polskę, wielu z nas zapamięta tych ludzi – przepraszam za określenie – jako bandę przygłupów – powiedział w felietonie dla Telewizji Trwam ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP. – Dla takich ludzi nie może być i nie ma miejsca w polityce. Ich właściwym miejscem aktywności powinny być kabarety, ale najlepiej takie, które byłyby zakładane za więziennym murem – podsumował działalność opozycyjnych parlamentarzystów ksiądz profesor nauk teologicznych specjalizujący się w teologii moralnej. W latach 2002 – 2008 dziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, od roku 2002 dyrektor Centrum Etyki UAM w Poznaniu. Bortkiewicz jest także członkiem Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk. spierdaaaaaaaaaaalaj!!!!!!!!!!! BEZPOWROTNIE!!!!!!!!!!!! – Twojej Marii to pikuś w porównaniu do sugestii – opozycja do pierdla księdza profesora. O tempora, o mores!

  16. Jorge75
    29 stycznia o godz. 21:50

    Tak, Jorge. Niestety. Miotam się, miotam z lewa na prawo i naabarot, chwytam się różnych tłumaczeń i dalej jestem głupi.

    Ale nie ona była pierwsza. Najpierwszym takim bluzgaczem w moim już internetowym bywaniu okazał się mój (kiedyś) przyjaciel z internatu, z którym przez 5 lat mieszkałem w jednym pokoju. Też przeżyłem ciężki szok. Było więcej takich moich odkryć, ale u ludzi mniej dla mnie ważnych. W każdym razie temat jest dla mnie bardzo żywy – trzepocze w głowie jak serce w dłoniach chirurga. Tyle że do chirurga mi daleko.

  17. @Jan Hartman
    Nawiązując do pombockowej konstatacji z postu o godz. 22:06 – czy taki język nie jest przypadkiem stąd, że ci, co go używają, innego nie znają? Bo to może ludzie – jak zagadalim z Tanaką – zatrzymani w rozwoju, dla których tworzenie pełnych analitycznych zdań jest za trudne? – przypominam sobie Pańską – profesorze – konstatację z marca 2011 roku, zamieszczoną w „Tygodniku Powszechnym”. Zacytuję:

    Jedna z najwyższych deklarowanych przez młodzież wartości, czyli niezależność osobistej opinii, bynajmniej nie jest przez nią realizowana -zastępy studentów wykazują się niezwykłą jednolitością wyobrażeń o świecie. Ich wypowiedzi są tak przewidywalne, że sprawiają wrażenie jeśli nie rytualnych mantr, to w każdym razie wyuczonych frazesów. I proszę mi wierzyć, że nie ma większego znaczenia, czy mówi ogolony na łyso chłopak z mieczykiem Chrobrego, zakonnica, czy okularnik z włosami do ramion.
    Jeśli dawniej grzeczne pensjonarki i kawalerowie powtarzali za swymi nauczycielami rzeczy jakoś znośne intelektualnie i etycznie, to ich dzisiejsi rówieśnicy torturują siebie i nas trywialnym i bezmyślnym nihilizmem, wypranym z jakiejkolwiek idei moralnej i pozbawionym krzty krytycyzmu. Trudno nawet dopatrzyć się w tym obłudy czy zepsucia – bezmyślność jest wszak niewinna. W niepokalanym samozadowoleniu młodzi deklamują bałamutne brednie, wtłoczone im do głów przez jakiś obłędny wychowawczy i medialny kartel. Krzywdzimy swoje dzieci!

    Ten „obłędny wychowawczy i medialny kartel” ma swoją nazwę. To partia Prawo i Sprawiedliwość wraz z jej milinami wyznawców.

  18. Specjalnie dla pombocka wynurzam się z oceanu zajętości mówiąc że bardzo się cieszę że napisałeś wstępniaka. Nareszcie! Aż podskakuję 🙂

    Jestem w PL, wczoraj trafiłam pierwszy raz na wiadomości TVP. Dobry Jezu a nasz panie…

    Znikam,

    plum

  19. .

    hmmm, jestem z Prof. J.H. on this one,
    tak to bywa gdy rozmowy są wyłącznie
    o kwiatkach i motylkach, choć przyznam
    że Pombocek to uber-anioł cierpliwości
    taktu i nonconflict’u

    Jak by o mnie szło, z przykrością donoszę,
    cała Skype randka trwała by mniej
    niż pięć minut, live is SHORT

    .

    ~

  20. Drodzy moi i szanowni, dziękuję za głosy i poruszenie. Nie odpowiem wszystkim, bo nie uprawiam pisania do wielu adresatów w jednym liście, a do każdego z osobna bym nie wyrobił, zwłaszcza że chodzi o temat – lub tematy – nie o mnie. Ewa-Joanna zauważyła i podsunęła starzenie się jako przyczynę idiocenia. Na pewno coś w tym jest. Mawiał mój nauczyciel mechaniki, lwowski inżynier: „Młody głupi, bo młody, stary głupi, bo stary”. Ale być może jest i lęk końca życia, lęk przemijania. Sporo moich koleżanek, wcześniej świetnych, wesołych, rezolutnych kobiet, kokietek i przyjaciółek zaczynało dewocieć po pięćdziesiątce. Uomamuniu, toż to najlepszy czas na życie w chmurach i na ziemi równocześnie! A one – na kolanach. Pogoń je, Panie!

  21. PS i co, niby te baby z internetu nie tego, hę?

    plum

  22. „to pikuś w porównaniu do sugestii – opozycja do pierdla księdza profesora”.

    Język nie mówi sam od siebie. Ludzie mówią zazwyczaj o tym, co zaprząta ich myśli. Według Biblii, to symboliczne serce – czyli nasze wnętrze – jest źródłem myśli, słów i czynów. Jezus powiedział: „Człowiek dobry wydobywa dobro z dobrego skarbu swego serca, ale niegodziwy wydobywa ze swego niegodziwego skarbu to, co niegodziwe; bo z obfitości serca mówią jego usta”.

    A zatem, siłą napędową języka jest serce. Sprawy poruszane w rozmowach, zwykle są więc odzwierciedleniem naszego wnętrza oraz stosunku do innych osób. To, wokół czego obracają się myśli albo rozmowy człowieka świadczy o tym, czy jego serce lgnie do spraw duchowych, czy materialnych.

    Nikt nie potrafi – także ksiądz katolicki – na dłuższą metę ukryć rzeczywistego stanu swego serca. W końcu jego słowa i czyny zdradzą, jakim jest człowiekiem. Cielesnym czy duchowym.

  23. NeferNefer
    29 stycznia o godz. 22:35

    Ceś, Neferko! Kurde, jak ja myślę o szóstej młodości, to ona fiuuu! bziuuu! i znika. Pieprzony mój los.

  24. anumlik
    29 stycznia o godz. 22:33

    Dziękuję Tobie i profesorowi za tę smutną, obezwładniającą wręcz diagnozę. Niestety, ta umysłowa nijakość, katastrofalny brak narzędzi poznawania i wyrażania świata – I SPEŁNIANIA SIĘ W TYM CZŁOWIEKA – to dla mnie okrutny żart, przepraszam, losu. W jednym literackim tekście wymyśliłem sobie kiedyś ewolucję wstecz. No i, psia jego mać, spełniło się: jak okiem sięgnąć – ewolucja wstecz. Wszystkie biegi do przodu – zablokowane. Smarkactwo już pewnie nawet nie wie, gdzie przód, gdzie tył.

  25. pombocek
    29 stycznia o godz. 22:39

    Pobocku, jest na to sposób.Pomyśl sobie: siedemnaście mgień wiosny. Sześć wykorzystałeś, czyli spełniasz kryterium młodości swojego profesora. Ledwo co zacząłeś. Żyć się chce. Albo jakoś tak. I chodźmy na jeziora, jak mówił, a właściwie śpiewał ktoś jeszcze inny.

  26. Jak tak czytam co Jezus powiedział, to mi się prześmiewczo przypominają ćwiczenia z filozofii marksistowskiej ( na wykładach nie bywałam) i moja metoda „na Lenina”. Otóż każdą bzdurę w miarę logiczna byłam w stanie przepchać mówiąc: Lenin powiedział / mówił, napisał… bo wobec takiego argumentu wszyscy drętwieli i tracili język w gębie. Potem używałam tej metody na forach internetowych zamieniając Lenina na JPII, to jak czytam czy słyszę Jezus powiedział… to mi tem mój łenin w tle się majta. A przecież był o niebo bardziej realny! 🙂

  27. Dobry wieczór!
    Już nie wytrzymałam i „wespół zespół” przesyłam podziękowania dla blogowiczów i dla Pana Redaktora. Od wielu lat zaglądam w ten rozświetlony intelektualnie zakątek by choć przez chwilę przysiąść i odpocząć od zgiełku internetowego matrixa.
    Dzisiejsze zwierzenia Pombocka poruszyły mnie do tego stopnia, że oto ośmielam się prosić – Piszcie Państwo – czytam(my)-doznając marnej pociechy, że nie jestem osamotniona w nadziei, że jeszcze będzie przepięknie.
    Pozdrawiam ze Szkocji.
    Ciotunia Makowiecka

  28. pombocek
    29 stycznia o godz. 22:06

    „Zastanawiałem się, czemu na publicznych forach tak chętnie młodzi używają kompletnie pustych znaczeniowo inwektyw w rodzaju „ubek”, „komuch”, „zdrajca”, „konfident”, „ZOMO” itp. Mówię „pustych znaczeniowo”, bo są rzucane w przestrzeń nie po to, by coś znaczyły (bo przecież się obrzucanego nie zna i znać nie będzie), lecz po to, by zabijać.”

    Pombocku, one nic nie znaczą.
    Piętnaście lat temu, mniej więcej, usłyszałam jak małoletni kuzyn wydarł się do swojego brata:
    – Ty żydzie!
    Złapałam go za kołnierz, jeszcze wtedy był niższy, choć dziś mogłabym zrobić to samo mimo 30 kilo przewagi, i pytam:
    – Co to znaczy „żyd”?
    Młody obsmarkał się i przyznał:
    – Nie wiem!
    – To czemu tak mówisz?
    – Wszyscy tak mówią!
    Tylko i aż tyle.
    Żyd, komuch, ZOMO, konfident, ubek to słowa bez znaczenia. Używane, bo starsi ich używają, kontekst łatwo wyczuć, więc czemu ich nie użyć? Ale są równie współczesne jak magnetofon kasetowy. Prawie w co drugim domu, tyle że na strychu.

  29. Nasunelo mi sie pytanie, ktore wczesniej zadal prof.Hartman i trudno mi bylo uwierzyc, ze mogles sie kiedys z taka osoba przyjaznic. Ale nagle wrocilo mi pewne wspomnienie, mnie tez wieloletnia przyjaciolka srodze zawiodla pelna zlej wiary zaciekloscia w pogladach politycznych. Nie chodzilo o PiS ani nawet Polske ale szok byl podobny. Moja przyjaciolka nie rzucala obelg w moja strone ale jej wrzaski zakonczyly przyjazn. Nawet mam to sobie za zle, ale nie jestem w stanie ponownie nawiazac kontaktu.

  30. Tanaka
    29 stycznia o godz. 22:55

    Tanako też wędrowny, skoro odkryłeś, żem głupi, bo młody, to Ci powiem to, co się krępowałem powiedzieć profesorowi, który zapytał nie wprost, czy byłem aż tak głupi, że przez lata nie wyczaiłem wariatki.

    Otóż wędruję od poczęcia. W swoim czasie były, rzecz jasna, studenckie rajdy, później w Słupsku – absolwenckie w Klubie Stażystów, który sobie założyliśmy, ale w głowie jestem jedynak, mimo dwóch braci, i samotnik. Kiedy ojciec pożerał ze śmietników w łagrach zgniłe resztki dyń, my z mamą tułaliśmy się po rodzinie mamy na Mazurach, potem wylądowaliśmy na dwa lata w miasteczku Barciany. Mama imała się różnych robot, a najwięcej szyła, jako przyuczona do krawiectwa. Mieliśmy skarb, który potem jeszcze długo mamie służył i zarabiał w Słupsku. Mówię to wszystko po to, by Lewusek-wychowawcanauczycielrodzic wiedział, że w najważniejszym okresie kształtowania się psychiki byłem wolny ptak. Mama była troskliwa, ale nie mogła równocześnie pracować i być przy mnie. Więc się ukształtowałem, można powiedzieć, bez specjalnych kompleksów, jako Zosia-samosia i samotnik. Nawet alkohol grubo później pijałem samotnie. A zaczęło się od tego, że w rodzinnych Rakiszkach pod nieobecność mamy znalazlem i wychlałem gdzieś setkę bimbru i padłem, bo miałem trochę mało lat – gdzieś półtora roczku. Ale mówiłem składnie, na przykład do ruskiego żołnierza:

    – Job twoju mać, gdzie mojego tatusia podziałeś?
    Albo:
    – Job twoju mać, czego na mnie patrzysz?

    No więc chodzi o to, że moje wędrówki, również autostopowe, najczęściej były samotne – takie miałem upodobanie. Więc ostatnią, szóstą młodość też kombinowałem samotnie przerowerować i przekajakować. I tak się zaczęła lat temu może 13. Gdzieś w połowie piętnastki pojawiła się ta świetna przyjaciółka. Dopiero zaczynałem w internecie. Stale na emeryturze wędrowałem, więc najpierw byliśmy w telefonicznym kontakcie. Skajp otworzył nam nowy świat: jedziesz sam, ale nie samotnie. Cieszymy się wciąż nowymi widokami, samym ruchem, uciekaniem drzew, czystym powietrzem, różnościami: np. jechaliśmy obok zniszczonych, padniętych PGR-ów, gdzie łazilismy po ruinach i niemal płakali z żalu, ale i widzieliśmy prywatne, spółkowe gospodarstwa kwitnące na byłych pegeerowskich ziemiach. Poza tym zacząłem robić dużo fotek i potem jej wysyłać. Okropnie była wdzięczna, bo wiele ich było z miejsc, które poznała w dzieciństwie i młodości – miała co wspominać, przeżywać. Tak powstaje duchowe uzależnienie od tego, co robisz i potrzeba robienia tego więcej – co ładnie sformułował powyżej w swoim tekście dezerter. Nie powiem, że w tych podróżach nie było damsko-męskiego pieprzyku – przecież dopóki człek nie jest pełnoczasowy nieboszczyk, zew płci, nawet jeśli nie jest pełnoczasowy, zawsze trochę jest. Ale jednak wielość dziania się była tak dużą atrakcją i wywołała stały stan oczekiwania na kolejne, że to właśnie było najwyższą wartością wspólnego podróżowania, a rzadkie, zdawkowe flirciki słowne ani razu nie były przyczyną mojego wjechania w stóg siana, w drzewo, w słup czy w cóś. Szybko się zorientowaliśmy, że światopoglądowo i politycznie się różnimy, więc niech będzie taka elegancja-Francja, że się będziemy różnić pięknie. W praniu różnie było, ale wyznawana przez oboje wartość – „Rowerare neccese est, vivere non est necesse” – była decydująca. Aż prawicowa z domu pani wynalazła i u siebie za granicą, i w internecie szlachetny, bezkompromisowy PiS. Oraz stosowną polonijną grupkę pisowatych. I oto z żywiołowej, empatycznej, delikatnej kobiety, pomocnej dla tamtejszych świeżo przyjechanych Polaków, wrażliwej na przyrodę, rozmiłowanej w polskich piosenkarzach, opiekującej się chorym mężem, mającej świetnie wychowanego i wykształconego syna, który zaczął robić błyskotliwą karierę, jeszcze pracującej, wylazła szkaradna głowa hydry. Zmartwychwstała Joanna d’Arc, Marianna i Zoja Kosmodiemianskaja w jednym.

    PiS nie kształtuje nowych ludzi, lecz budzi to, co w nich od dawna JEST. A on to „JEST” tylko przyciąga, organizuje i daje dowody tożsamości. W ten sposób nie za mocni na głowę, w kupie stają się mocni. Gdzie pisowatych kupa, tam i Herkules – duda.

  31. pombocku, tego rowu nie wykopał Kaczyński! On go tylko pogłębił! Przecież już w latach bodaj 90 ja nie miałem odwagi z pewnymi ludźmi rozmawiać o polityce, np. że wolę głosować na Kwasniewskiego niż Wałęsę, bo druga strona była juz wtedy impregnowana i skończyłoby się awanturą i zerwaniem znajomości. Ten rów istnieje co najmniej od stanu wojennego. Jesli byl wcześniej, to byłem za młody, by go dostrzec, ale byłoby dziwne, gdyby pojawił się tak out of the blue, z niczego. Ten rów w stanie wojennym nam nie przeszkadzał, bo BYLIŚMY PO SŁUSZNEJ STRONIE, tak jak teraz Twoja była już przyjaciółka. Coś sie spypnęło dopiero jak część z tych, co zawsze stali po słusznej stronie, np Komorowski czy Tusk, nagle ku swojemu zdumieniu znalazła się po stronie niesłusznej. NIENAWIŚĆ do tych po niesłusznej stronie rowu jest DOKŁADNIE TA SAMA jak 20, 30, 40 lat temu, a może nawet większa. To nasz taki narodowy sport chyba, że musimy mieć swoich zdrajców, komuchów, kapusiów, Żydów lub ciapatych, których obciążymy wszelkimi swoimi niepowodzeniami, prawdziwymi czy urojonymi.

  32. Tak, szokujący koniec znajomości. Przerażające jest jak łatwo można ludziom uprać i przekodować mózgi.

  33. Przepraszam, zapomniałem dokończyć w powyższym „Mieliśmy skarb, który potem jeszcze długo mamie służył i zarabiał w Słupsku”. Chodziło
    o napędzaną nogami maszynę do szycia „Singer”, na której z czasem i ja się nauczyłem szyć. To mi zostało do dziś.

  34. Płynna Rzeczywistość
    30 stycznia o godz. 0:58

    Tak jest! Masz rację. A w tym wszystkim pewnie nasza narodowa, przez historię ukształtowana cecha: Życie z NIE na końcu języka, w oczach w głowie, wszędzie – może nawet w majtkach. Zaprzeczać, nie zgadzać się, pukać się w czółko, „Co złego, to nie ja”. „Dzięki Ci, Panie, że nie jestem taki jak inni”, „Co wy pieprzycie!”, „Po co gadacie o dupie, jak trzeba o slupie” itd. Jak jestem troll, to wiem, że żyję. Ale nigdy się nie zgodzę, że jestem troll.

    Chyba to ja jestem troll. Natrajkotałem się dziś, że mi uszami wychodzi. Dobranocka.

  35. dezerter83
    29 stycznia o godz. 22:39

    Dezerterze, moje uznanie za słuszną rację w zdaniu „Nikt nie potrafi – także ksiądz katolicki – na dłuższą metę ukryć rzeczywistego stanu swego serca. W końcu jego słowa i czyny zdradzą, jakim jest człowiekiem”. Zwłaszcza o tę dłuższą metę chodzi, jako że przyczaić się na chwilę jako wilk na przykład, to i zając potrafi. Nasz słynny już miłośnik Miłosza zmieniający dla niepoznaki sukienki chyba tylko raz mnie zmylił pierwszym tekstem jako niby kobieta.

  36. Podziwiam Pobocku Twoj niebywaly i niezwykly poziom inteligencji emocjonalej, ja niestety Ci nie dorownuje, nawet w niklym wymiarze. Przechodzac kolo namiotu naprzeciw palacu namiestnikowskiego, zauwazylam mala tabliczke z obrazliwymi napisami o Katyniu. To dla mnie temat wyjatkowo bolesny. Kopnelam marny talezyk z groszami.Rzucil sie na mnie rosly kibol. Maz stanal w mojej obronie i wyladowal w szpitalu na Solcu ze zlamana podstawa czaszki.
    Niestety nie wyobrazam sobie teraz przyjazdu do Polski. Jeszcze raz wyrazy podziwu.

  37. Pranie mózgów
    Kiedy Charles Manson wraz ze swoją sektą wdarł się do willi Romana Polańskiego, wymordował wszystkich rezydentów , a będącą w zaawansowanej ciąży żonę Polańskiego Sharon Tate jego bachantki wypatroszyły, a ściany willi wysmarowały krwią pomordowanych napisami „pigs”.
    Idące na salę rozpraw kobiety Mansona roześmiane szły ze śpiewem. Manson wyniośle odpowiadał sędziemu, że żaden człowiek nie może go oceniać, bo on jest mesjaszem.
    Skazano ich na krzesło elektryczne, ale w tym czasie w Kaliforni zniesiono karę śmierci, więc im zmeniono na dożywocie. Dzis ponad siedemdziesięcioletni Manson wciąż ma swoich wyznawców, otrzymuje z całego świata tysiące listów. W pobliżu więzienia zamieszkali członkowie jego sekty. Ponieważ z samym Mansonem nie wolno się spotykać, dziennikarz zwrocił się do tych wyznawców o wywiad. Ci zadzwonili do Mansona (może telefonicznie kontaktowac się ze światem zewnętrznym) o zezwolenie na rozmowę z dziennikarzem.Mesjasz się zgodził.
    Inny mesjasz to David Koresh. Uzbrojony po zęby w broń maszynową, granaty, bronił się kika dni przed atakami FBI, aż podpaliwszy budynki spłonąl z cała sektą, kobietami i dziećmi. A miał powody aby się bronić. Posiadał wszystkie kobiety, mężatki niemężatki, on miał je zapładniać. Sami mężowie namawiali swoje żony, by te oddawały się Koreshowi, bo przecież posiadanie małego jezuska, z lędźwi mesjasza, to największe szczęście – tak przekonywali ci kandydaci do roli nowego Józefa.
    Sekta Warrena Jeffa. Ten najpierw prowadził szkołę. Stopniowo usuwał z niej niepokorne dzieciaki, pozostawały te, które bezkrytycznie wierzyły w jego mesjanizm. Też chodziło o posiadanie dostępu do bezwolnych kobiet.Miał ich kilkadziesiąt. Najmłodsza miała 11 lat. Siedzi w więzieniu, ale wciąż ma swoich wyznawców.

  38. Lewy
    30 stycznia o godz. 7:57

    Lewusku, bardzo merytorycznie się ma ten Twój tekst do poprzedniego Twojego wpisu o wychowaniu. Na tym blogu chyba jest pełna jasność co do roli pierwszych paru lat życia w kształtowaniu przyszłego człowieka. Pewnie jest i w całej Polsce, tyle że każdy z zainteresowanych edukacją chce wychowywać na swój strój. Pierwszy bodaj się sprzeciwił posyłaniu sześciolatków do szkół Kościół. Stworzył celowo sztuczny problem. We własnym interesie, bo wcale się nie tłumaczy z tego, że chce indoktrynować religijnie od przedszkola, żeby do szkoły szli katolicy pełną gębą. Na religię nigdy nie jest za wcześnie. A że zygota jest człowiekiem to pewnie doczekamy się zaleceń, by mamusie w ciąży patrzyły na święte obrazki – wtedy rodzący się dzieciak nie będzie głupio darł się „Aaa!”, lecz powie po ludzku: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Zawsze Dziewica.

    Z takiego zawłaszczenia umysłów w dzieciństwie biorą się ludzie podatni na każdą ideistyczną obróbkę, jakich przywołałeś.

  39. Tanaka

    Może się nie obrazisz, Tanako, jak Cię zacytuję. Bo jakby ten, to tego, a jakby co, to sam nie wiem.

    „Kobieta nie tylko szoruje posadzkę w kościele, ale i – a może i w pewnej mierze dzięki temu – jest, generalnie, lepszym gatunkiem człowieka. Zrobię zastrzeżenie: potencjalnie lepszym. W tekście dałeś wymowny przykład wyjątku”.

    Chcę jednak być lojalny. Moja była, niestety, przyjaciółka (cholera, jaki to się kiedyś zrobił frywolny wyraz w rodzaju żeńskim; jak chcesz, żeby nie był frywolny, musisz mówić o kobiecie „przyjaciel” – ależ te chłopy to szowinistyczne świnie) jest, mimo wszystko, tym lepszym gatunkiem człowieka. Sporo starszy od niej mąż z oprzyrządowanym sercem jest coraz słabszy, a ona pracuje i udziela się społecznie, bo ją ratusz poprosił o pomoc w kontaktach z Polakami. Bardzo rozumiem człowieka, który musi być w trzech miejscach naraz. Kiedy opiekowałem się mamą i bratem w Słupsku, w każdej sekundzie trząsłem się o żonę w Koszalinie, zwłaszcza po tym, jak wylądowała na SORze w Koszalinie sama jak palec. Pisałem, ale wprost tego nie nazwałem, że mój damski przyjaciel jest stuprocentową kobietą z jej tysiącem przewag nad egoistycznym mężczyzną. Wędrówki ze mną były dla niej wytchnieniem, czymś odstresowującym już samą myślą o tym. Składa się nie tylko z wściekłej pisowości.

  40. @Jorge75, (29 stycznia o godz. 21:50)

    Taki poziom agresji może być objawem chorobowym.

    Zostaliśmy ostatnio zmuszeni do zawieszenia kontaktów z wieloletnimi, sprawdzonymi w trudnych czasach przyjaciółmi. Nie było nawet cienia takiej agresji i chamstwa, jakie opisuje @pombocek. Wymieniamy się nadal świątecznymi życzeniami, przesyłanymi tradycyjną pocztą. Wysyłamy sobie ostrożne sygnały, że pamiętamy i cenimy to, co było dobre w naszych relacjach.
    Wiele lat temu przyjaciółka przebywała w szpitalu psychiatrycznym. Potem przyszło „nawrócenie” jej jego. Zachwyt Rydzykiem: „jedynym, który w Polsce walczy o wartości”.
    Zawsze była neurotyczką i poszukiwaczką perpetum mobile, kamienia filozoficznego. I znalazła. U Rydzyka.
    My cierpliwie wysłuchiwaliśmy krytyki pod adresem lewaków, liberałów, gender, UE, etc.. Szanowaliśmy ich poglądy, nie ukrywając własnych.
    Po wygranej PiS oni nie życzyli sobie słuchania naszej krytyki. Zawiesili wszystkie bezpośrednie kontakty.

  41. Ewa-Joanna
    29 stycznia o godz. 23:26

    Tak jest, to zawsze działająca metoda. Dzisiaj za Lenina podstawia się skromnego, prostgo prezesa i już wiadomo, jak jest i ma zawsze być. Ani cytatów, ani języka nie trzeba zmieniać. Lenin zaś też czerpał obficie ze swoich poprzedników, a wszyscy – z Jezuska.
    Jeusek powiedział wszystko, na każdą okoliczność przyrody, a bozia jeszcze więcej. Oraz demonstrował, też – jak jest i jak ma być. Dlatego każdy biskup ma cytacik z bozi albo Jezuska, na wszystko. Dać komu buziaczka? – jest na to cytacik. Dać komu w mordę, powiesić, zrobić wojnę i rzeź wzorową? – nic trudnego – już się prawiłowy cytacik, albo sześć, znajdzie.

  42. Makowiecka
    30 stycznia o godz. 0:13

    To ja też nie wytrzymałem i od razu zachęcam do aktywnego udziału w dyskusji. Jak słuszę, że ktoś widzi, czyta, głos daje i lubi tu bywać oraz zasyła podziękowania, to producenci wstępniaków mają jeszcze więcej powodów by coś z głowy wyskrobać. Wiem po sobie, jak mówił ktoś w jakimś kabarecie. Chyba u Olgi Lipińskiej.
    Pozdrawiam, z uwzględnieniem całej szkockiej okolicy.

  43. Lewy
    30 stycznia o godz. 7:57

    Była też – bardzo znana- sekta „Niebo”, której przywódca duchowy wyjechał ze swoją sektą bodaj do Salwadoru i wszyscy popełnili zbiorowe samobójstwo.Około tysiąca osób.Podobna sekta była w Afryce i podobnie skończyła, z niewielką różnicą – kilka osób sie uratowało, uciekło w busz i zostało odnalezionych. Było jeszcze mnóstwo podobnych sekt, są podobne i będą podobne.O jednych się dowiemy z powodu spektakularności zbrodni, o większości niewiele się dowiemy, bo działają mniej widowiskowo.

  44. Makowiecka
    30 stycznia o godz. 0:13

    Kłaniam się, Szanowna Ciotuniu, i przyłączam do słów Tanaki pod Twoim adresem. Dla takich i z takimi jak Ty ludźmi nadziei, a nie wiecznego malkontenctwa, wybrzydzania i czepiactwa chce się żyć.

    Najśmieszniejsze, co przeżyłem na blogu, to zarzuty prosto z najwyższego piętra Pałacu Niezgody Na Wszystko, Co Robią Ci, Którzy Chcą Coś W Ogóle Robić, że tu się zrobiło jakieś Towarzystwo Wzajemnej Adoracji. Nie wiem, czy może być coś przyjemniejszego w życiu niż lubienie się z ludźmi, którzy się z tobą lubią. TWA to nie sekta ani mafia – nie ma mafiosów ani interesów, a regulamin współżycia sam się robi jako wypadkowa rozumiejących się i życzliwych wzajemnie osobowości.

  45. Jeszcze pare słów o sektach.
    Guru nie zawsze musi być konsumentem kobiet. Moze to być szaleniec.
    Pamietacie tę sekte, która w Gujanie popełmiła zbiorowe samobójstwo. Oni tam pojechali tylko po to. Zginęło ok.1000 dorosłych i dzieci. Niektórzy, którzy w ostatnim momencie nie chcieli popełniać samobójstwa,byli zabijani przez tych wiernych; dla ich dobra !!!
    Albo pamiętacie sektę Heaven gate (Wrota do niebios)? Ja dobrze pamiętam,bo przez cały 1995 rok oglądałem kometę Hale-Bopp, byłem nią zafascynowany. Ale bardziej zafascynował sie nią Marshall Applewhite, gury sekty. Oznajmił on swoim wyznawcom, że za kometą kryje się statek kosmiczny przybyły z Syriusza i że załoga tego statku zabierze ze sobą wybrańcow, gotowych opuścić Ziemie, a reszta ludzkości na Ziemi szczęźnie. Przygotowali sie do podróży bardzo skrupulatnie. Połozyli sie na schludnych łóżkach, przykryli jednakowymi kocami, pod głową niezbędniki z takimi przedmiotami jak szczoteczki do zębów itp i zażyli truciznę. Taką makabryczną scenę zobaczyli policjanci. I wszystko przez jednego kometę i jednego szaleńca.
    Szalony pilot Andreas Lubitz zginął jak faraon pociągając za sobą na tamten świat kilkadziesiat osób.
    Cyniczny Kaczyński odpowiada za śmierć 96 osób, ale mu mało. Marzy mu się katastrofa całej Polski

  46. Tanaka
    30 stycznia o godz. 10:16
    Minęliśmy się. To była w Gujanie, ale nie ważne. Przeraża ilość szaleńców, którzy pociągają za sobą nieodpornych intelektualnie wyznawców.
    Kościół wyzbył sie tych samobójczych narowów, morderstw, palenia na stosie,..Działa bardziej soft,takk mięko, łagodnie.ale jak trzeba to i pogrozi. W tych oparach Polacy tkwia od maleńkości. I jak na razie w Polsce jest to bardzo skuteczne

  47. @pombocek
    To, że ty baby nie wyczułeś to jeden aspekt tej sprawy, ale, że i ona znając twoje upodobanie do roweru i do „rowerowania” na nim niczego nie podejrzewała też musi zastanawiać. 🙂

  48. pombocek
    29 stycznia o godz. 22:06
    Drobna impresja w związku z wpisem.
    Rów między Polakami, jaki wyryła nie tutka w Smoleńsku, lecz Jarosław Kaczyński, jest nie do zasypania może przez pokolenia. Ten rów jest nieustannie pogłębiany językiem, choć język do rycia się w ogóle nie nadaje, prędzej – do szuflowania. W internetowych konfrontacjach jest to język prawie wyłącznie bluzgów. Cel: zabić przeciwnika. Być może zaczęło się to zabijanie w Sejmie po zwycięstwie strony solidarnościowej.

    Mój komentarz
    Pombocku, ten rów istniał i i będzie istnieć, bo ten rów leży w kodzie społeczno-kulturowym krajan. Kaczyński tylko go pogłębił, zintensyfikował, wyostrzył i nieustannie podtrzymuje.

    Ten rów daje się poznać w wielu środowiskach. Uważny obserwator dostrzeże go wszędzie. Pamiętam ze szkoły niejeden przypadek zachowania dzielącego zakodowanego w głowach dziecięcych, przekazywanego dzioeciom w procesie wzrastania przez otoczenie. Wyciągnięta ręka – chcesz cukierka? -Nie, jakoś nie mam apetytu. To kuśnij się w rzyć. Taka jest standardowa odpowiedź od wieków zakorzeniona w kodzie, przekazywana z pokolenia na pokolenie.

    Druga sprawa, to słaba obecność empatii, zrozumienia i tendencji do współpracy w kodzie społeczno-kulturowym krajan. Wieki mijały, a te tendencje nie mogły się przebić na pierwsze miejsca w kodzie.
    Dążenie do współpracy u krajan jest silne, gdy widać natychmiastowe korzyści. Tendencja ta słabnie, gdy korzyści są dalekie i znika zupełnie, gdy korzyści żadne. Te najsilniej uspołeczniające cechy są niedostatecznie eksponowane u krajan, mało praktykowane i mało cenione. „Pocałuj mnie gdzieś” jest takim finalnym przerywnikiem, wyłącznikiem działania tych cech, wygodnym wyjściem z trudnego problemu nawiązywania współpracy i zrozumienia między bliźnimi.

    Anumlik zacytował Prof. Hartmana:

    „Jedna z najwyższych deklarowanych przez młodzież wartości, czyli niezależność osobistej opinii, bynajmniej nie jest przez nią realizowana -zastępy studentów wykazują się niezwykłą jednolitością wyobrażeń o świecie. Ich wypowiedzi są tak przewidywalne, że sprawiają wrażenie jeśli nie rytualnych mantr, to w każdym razie wyuczonych frazesów. I proszę mi wierzyć, że nie ma większego znaczenia, czy mówi ogolony na łyso chłopak z mieczykiem Chrobrego, zakonnica, czy okularnik z włosami do ramion.”

    Prof. Hartman ma do czynienia z kodem społeczno-kulturowym, który jest przenoszony przez świat przez kolejne pokolenia studentów, na co dzień i konstatuje, dziwi się niemal, że wszyscy mówią tak samo. Ja bym uzupełnił tę konstatację o – tak ma być, kod jest rozrzucony w nieco różniących się wersjach w zbiorze jednostek ludzkich, lecz statystyczne podobieństwa i identyczności wyłażą, gdy tylko mamy okazję zbliżyć się do niego i poddamy go analizie. U wszystkich (znacznej większości) jest podobnie, jeśli nie i tak samo.

    Kaczyński pogrywa na niskim udziale, małej skuteczności przejawiania się (słabej ekspresji) uspołeczniających cech w kodzie krajan, by poprzez przeciwstawianie, demonstrowanie przeciwieństw – zło i dobro, wina i kara, swój obcy, itd. dać jasność swojemu elektoratowi, dać mu pożądaną identyfikację, dać mu spokój ducha wynikający z tego, że jest właściwy, ma rację, jest po dobrej stronie w walce o swoja rację.

    Proste chwyty, lecz jakże skuteczne. To działa wśród tej frakcji społeczeństwa, która czuje zbyt wielki napór rzeczywistości, obawia się wykluczenia, zepchnięcia na ubocze, szuka identyfikacji, oparcia w tradycji, oczekuje krótkich i dosadnych wyjaśnień kto jest kim i gdzie zając pozycję, kogo lubić, kogo nie lubić, kogo bezwarunkowo i dogłębnie nienawidzić.
    Nienawiść u Prezesa zajmuje poczesne miejsce. On promuje nienawiść jako narzędzie sterowania masami. Forma promocji jest okrężna, pośrednia, stosunkowo łagodna, lecz dosadne przejawy tej promocji są tolerowane, mile widziane, ponieważ one jednoczą, moblizują elektorat, dają siłę partii. Dla PiSowców wypowiedz księdza profesora o opozycji zacytowana tu na blogu przez anumlika jest na czasie i na miejscu. Wypowiedź skądinąd idiotyczna, brutalizująca, nienawistna, antychrzescijańska.
    Pzdr, TJ

  49. @pombocek, (29 stycznia o godz. 22:06)

    Rów między Polakami, jaki wyryła nie tutka w Smoleńsku, lecz Jarosław Kaczyński, jest nie do zasypania może przez pokolenia.

    Bez przesady. Aż tak wszechmogący to Kaczyński nie jest.
    „Rów” wykopany został w momencie próby sił pomiędzy władzą świecką a kościelną. Bolesławem a Stanisławem ze Szczepanowa. Kiedy władza świecka próbowała się wyemancypować . Władza świecka przegrała.
    „Kacerz”, „heretyk” miały co najmniej taką samą silę rażenia, jak dzisiejsze obelgi. I szły za tym całkiem realne, okrutne represje.
    Kolejną próbą emancypacji, również przegraną, była reformacja. To nas wyautowało na margines cywilizacji Zachodniej.
    Zabory – brak polskiej władzy świeckiej, czasy realnego socjalizmu – władza z nadania innego mocarstwa, władza kościelna sprytnie wykorzystywała do umacniania swoich wpływów. „Kościół zawsze z Narodem”.
    Po transformacji ’89 miała kilka nietrafnych obstawień: Wałęsa, Krzaklewski, Giertych. Wszystkich ich pożegnano bez żalu. Aż wreszcie trafiono szóstkę w kości: Jarosław Kaczyński.
    Szulerom trafiła się dobra karta. I potrafią ją wykorzystać.
    Nie pozwolą zakopać rowu, bo z tego żyją.
    Co zrobi społeczeństwo? To pytanie otwarte.

    Ten rów jest nieustannie pogłębiany językiem, …. czy taki język nie jest przypadkiem stąd, że ci, co go używają, innego nie znają?

    Manipulowani często nie znają innego języka. Manipulujący używają go w sposób świadomy i zamierzony. Ma on na celu wywołanie silnych emocji, będących bazą i podstawą do silnego zaangażowania po jednej stronie. Zaangażowania na tyle silnego, żeby jakiekolwiek próby poddania rewizji głoszonych poglądów zagrażały potrzebie bycia spójnym. Potrzeba bycia spójnym jest równie silna , jak potrzeba przynależności czy bezpieczeństwa. W języku potocznym wyrażane jest to takimi porzekadłami, jak „nie robić z gęby cholewy”, „słowo droższe od pieniędzy”. Nadawaniem słowu „kompromis” negatywnego znaczenia.

    to może ludzie … zatrzymani w rozwoju … , … jeśli nie zostaną otwarci na myślenie, … to myślenie nie stanie się w ich życiu cudowną drogą do rozumienia wszystkiego, co się da rozumieć, nie stanie się drogą do niezależności, nie stanie się jedną z największych życiowych przyjemności.

    Nie jesteśmy, w swojej masie, istotami myślącymi. W poznaniu społecznym jesteśmy „skąpcami poznawczymi”, przyswajającymi + – 7 na 100 informacji napływających ze środowiska społecznego. „Zdarza się, że myślimy”. Zachowania świadome to około 20% całości naszych zachowań. Czasem mówi się o „modelu ekonomicznym”, uzasadnionym z ewolucyjnego punktu widzenia. Przewagę ma mózg gadzi.
    Myślenie zawsze było bardzo elitarnym zajęciem. Praktycznie nigdy rządzący nie byli zainteresowani tym, żeby rządzeni myśleli.
    W czasach „postprawdy” i „faktów alternatywnych” myślenie staje się pięknym, ale rzadkim hobby 🙁 

  50. Witold
    30 stycznia o godz. 10:49

    Witoldzie, masz rację: żart niech się żartem odciska, a z niedowcipnością łamać uczmy się za młodu.

    W tym sęk, że realne życie i realni ludzie są bardziej pokomplikowani niż umysłowe ich wizerunki w standardowych głowach, bardziej skomplikowani niż regulamin logiki nakazuje, niż konsekwencja, która z niewiadomych powodów każe być konsekwentnym, a różnorodnych bodźców – wzajemnie się wykluczających, niemoralnych, nieestetycznych, niepraktycznych, niemądrych, szkaradnych i paradnych, i pięknych, i pięknejszych, i najpiękniejszych, i mocnych, i słabych, i chmurnych, i durnych – jest moc lub jeszcze więcej.

    Onaż pisowata dama też kupiła sobie rower. Tyle że stoi w garażu, bo nie ma kiedy jeździć. Albo była zapracowana, zabiegana, albo w wolnych chwilach jeździła ze mną, leżąc na kanapie, przez co jej, przepraszam, dupa rosła. Może teraz schudnie. Nawet z nieszczęścia idzie wyciągnąć trochę szczęścia.

  51. @pombocek
    „I nie waz sie zasypywac mnie MAKULATURA!!!!! PRECZ z mego zycia!!!!!!…. POTWORZE z maska sprawiedliwego!!!!!! PREEEEEECZ!!!!!!!!!!!!! maska spadla, demaskujac bestie!!!!!!!!!”.”

    Powiedz co ty z „tą rosnącą dupą na kanapie” wyprawiałeś przez tego skajpa. Tu są jakieś nawiązania do sado-macho w masce. 🙂

  52. Lewy
    30 stycznia o godz. 10:44

    „Kościół wyzbył sie tych samobójczych narowów, morderstw, palenia na stosie…”

    Nie tyle „się wyzbył”, ale został wyzbyty. Pod naciskiem ludzi kierujących się lepszą moralnością, wyższymi wartościami i nieporównanie bardziej ludzkimi. Ludzie ci zapłacili za to ogromną cenę. Cenę tę wyznaczył im Kościół kat: wyrzucając ich na margines, stygmatyzując, potępiając, szantażując wiecznym potępieniem, zmuszając do ucieczki, poniżając, wsadzając do więzień, torturując, zabijając, mordując. A wszystko na skalę masową. Zderzenie wartości cywilnych – wyższych, z wartościami chrześcijańskimi – niskimi, wymusiło, krusząc bardzo powoli chrześcijańskie mury zła i zbrodni, stopniowe zmiany po stronie Kościoła kat, wycofywanie się z wcześniejszych brutalności. Poza czasami bardzo wczesnymi – kiedy jezuskomyśli były, do pewnego stopnia, awangardą, ale i niosły wbudowane we własną istotę zło, po kilkunastu wiekach triumfalistycznego zasiewania przez chrześcijaństwo w świecie kłamstwa, przemocy i zbrodni – co stało się jego głównym dziedzictwem, Kościół kat zaczął, pod ciężarem i mocą wyższych, humanistycznych wartości i humanitaryzmu, wycofywać się stopniowo z używania najbrutalniejszych i przy tym najłatwiej zauważalnych narzędzi siania zła. Jest to, i będzie, proces jednokierunkowy: Kościół kat może już tylko ustępować przed wyższą wartością człowieczeństwa, jego autentyzmu i jego wolności. Wynika to z istoty rzeczy: Kościół kat nigdy nie będzie ani organizacją ani zbiorem ludzi swobodnych we własnym rozwoju, autentycznych, dysponujących wolnością dociekań.

    Co do Salwadoru, to masz rację, że to Gujana była.

  53. tejot, mohikanin przedostatni

    Przepraszam, że za jednym zamachem do dwóch, ale lecę do zadań.

    Oczywiście, że macie rację, wskazując na grubo wcześniejsze początki rowu. Ja się trzymałem tylko teraźniejszości. Aż tak drastycznych różnic między Polakami i to różnic właściwie nowych, za jedno politycznych, światopoglądowych, psychologicznych (ocierających się o psychiatryczne), jako urodzony w 1944 roku rówieśnik PRL, nie pamiętam. Różne różnice bywały, ale aż takie, żeby ożywały w kolejkach w Biedronce, w autobusie, między sąsiadkami, między dobrymi do niedawna znajomymi – nie. Ten stan wojenny wprowadził kurdupel Kaczyński.

  54. Lewy
    30 stycznia o godz. 10:35

    „Szalony pilot Andreas Lubitz zginął jak faraon pociągając za sobą na tamten świat kilkadziesiat osób.”

    Badacze katastrof lotniczych znają co najmniej 3 przypadki samobójstw ze skutkiem zbiorowym wykonanych przez pilotów linii lotniczych. Jeden to ten o którym wspominasz, drugi – pilota linii południowokoreańskich, trzeci – pilota linii egipskich. Jest i czwarty przypadek – pilota linii z USA, ale niedokonany, pomimo zawziętych usiłowań w trakcie lotu. Pozostałym członkom załogi, udało się, po długiej i brutalnej walce w kabinie pilotów i poza nią, obezwładnić zamachowca.

  55. Witold
    30 stycznia o godz. 11:55

    Zdecydowana większość podróży, Witoldzie, to było cieszenie się, niestety, mijającym życiem. Natomiast ostatni, zaświniony nagle, wręcz wybuchowo, przez pisowatych czas – przecież tak samo w całej Polsce – czyli rok z kawałkiem, to było niesamowite rośnięcie jej pisowatego wzmożenia, również z powodu zdania się wyłącznie na pisowate i propisowate źródła. Aż wybuchła. A ja przecież, rówieśnik PRL, jestem, tak samo jak ona stabilny.

    Przepraszam, spadam.

  56. I ja zerwalam dlugoletnia przyjazn, chociaz do ostatka ludzilam sie, ze moze da sie ja uratowac. To bylo przykre przezycie, a teraz widze, ze wcale nie jestem taka wyjatkowa, ze innym tez sie to przydarzylo.
    Moja przyjaciolka zalozyla z mezem bank, potem wyjechala do Anglii. Wiele lat tam pracuje jako opiekunka domu i ogrodu. Pracodawcy sa z niej bardzo zadowoleni i dobrze jej placa. Nigdy nie uslyszalam o nich dobrego slowa, ciagle tylko zla, ponizajaca krytyka, wysmiewanie wszystkiego i wszystkich. ( osoba, ktora zalozyla bank, wysmiewa materializm swoich pracodawcow). Czulam sie bardzo niezrecznie i glupio, ci ludzie przeciez mnie nie znaja, nic nie widza o moim istnieniu, a ja wiem o nich tyle rzeczy, nawet bardzo prywatnych, przedstawionych w takim zlym swietle. Oczywiscie reagowalam, bronilam jej pracodawcow, ale to bylo zawracanie kijem Wisly. I ciagle antysemickie uwagi. Dobry malarz? Zyd. Naukowiec? Zyd. Przecieralam oczy ze zdumienia, znalysmy sie jakies 20 lat, skad takie poglady? Potem przyszla namietna milosc do Pisu, taka na smierc i zycie. Osoba, ktora raczej nigdy nie czytala, raptem zaczela czytac prase i ksiazki prawicowe i antysemickie. To bylo dla niej jakies objawienie, ciagle mi je podsuwala do przeczytania, ciagle bylo „polecam!” „polecam”! Jest tez zafascynowana mlodymi ludzmi w jej rodzinie, ktorzy jezdza do Warszawy na zloty, marsze i Bog wie co jeszcze polskiej prawicy nacjonalistycznej.
    Dyskutowac sie nie dalo. Nie bylo wspolnego jezyka, trzeby by sie zgodzic co do znaczenia niektorych pojec, aby wyrazic mysli.
    Wiec ratujac nasza przyjazn ( tyle bylo fajnych wspolnych przezyc, tyle wspomnien!) zmienialam temat, swiat jest piekny, a zycie takie ciekawe! Znamy swoje poglady na „te” tematy i na tym basta, raujmy nasza przyjazn.
    Nie udalo sie. Nie obrzucila mnie takim blotem, jak przyjaciolka Panbocka, ale jej reakcje byly podobne.
    Na moje argumenty odpowiadala zawsze tym samym – upraszczasz. Tylko wyznawcy Pisu sa w stanie ogarnac intelektualnie ten skomplikowany swiat. I oczywiscie zawsze maja racje, nawet jesli jej nie maja.
    To wszystko zdarzylo sie prawie rok temu, a ja ciagle wracam myslami do tamtej historii. Wstydze sie, ze nie zareagowalam wczesniej, stanowczo, zdecydowanie, ze chowalam glowe w piasek, bo chcialam, zeby bylo „milo i sympatycznie”. Dla tej drugiej strony kulturalna wymiana pogladow przy uzyciu jezyka pozbawionego brutalnosci i chamstwa jest oznaka kleski. No wiec ponioslam kleske. A ona mi dopiekla, a co, jest bowiem odwazna i bezkompromisowa.
    Nie waro bylo.
    A rowy sa bardzo glebokie. Nigdy nie rozmawiamy z rodzina o polityce, rodzina to rodzina, nie mozna z nia ot tak po prostu zerwac.
    Serdecznie pozdrawiam wszystkich na tym blogu, ktory czytam „od zawsze” i wiele sie ucze, dzieki.

  57. W latach dziewięćdziesiątych miałem w Warszawie firmę, zajmującą się techniczną stroną mediów wizualnych. Aby zwiększyć jej sprawność wydawałem pismo na temat. Pewnego dnia nasz księgowy zapytał, czy pewna młoda dama po studiach humanistycznych nudząca się aktualnie na posadzie rządowej mogłaby spróbować swych sił dziennikarskich. Przyszła, dostała zadanie wykonania wywiadu m.in. z Rydzykiem (była z Torunia i wierząca). Z wywiadu nic nie wyszło, dama się zniechęciła i zakomunikowała rezygnację. Na zakończenie odbyliśmy rozmowę o niczym czyli aktualnej sytuacji w PL. I tu dama rzuciła stwierdzenie: „Wszystkiemu winni są Żydzi”. Oczywiście dodałem odruchowo: „I cykliści.” A ona zapytała odruchowo: „Dlaczego cykliści?” Oczywiście zapytałem: „A dlaczego Żydzi?”. Dama po chwili zrozumiała. Wyjaśniłem jej kto i kiedy to powiedział i życzyłem więcej użytku z myślenia. Po jej wyjściu sformułowałem prawo: „Istnienie kościoła katolickiego jest ostatecznym dowodem na nieistnienie boga.”
    W ramach tegoż pisma postanowiłem sam przeprowadzić wywiad ze Stanisławem Lemem (chyba wszystko jego wtedy już przeczytałem). Udało mi się uzyskać audiencję i pół godziny cennego czasu mistrza. W rezultacie rozmowa trwała półtorej godziny i była dyskusją nad stwierdzeniem mistrza: „Wszystkiemu winne geopolityczne położenie Polski”. Byłem już wtedy dawno osiadły na obczyźnie i dlatego pewnie z takim stwierdzeniem zgodzić się nijak nie mogłem.
    W kraju, w którym osiadłem był kiedyś człowiek, który z tzw. nizin społecznych osiągnął najwyższe godności, m.in. prezydenta. Gdy był już zasłużonym emerytem, wziął udział jako gość w telewizyjnym programie, w którym liczni dziennikarze napadają na zaproszonego. Ponieważ nie udało im się go w żaden sposób dotknąć, na zakończenie prowadzący zapytał: „Czy można pana w ogóle obrazić?” A on odpowiedział: „O tym, kto może mnie obrazić, decyduję ja.”
    Czego nam wszystkim życzę.
    Qba

  58. Tak mohikanianie, Kaczyński zaspokaja ludzką potrzebę identyfikacji, przynależności oraz spójności. Ta ostatnią określiłeś jako jedną z najniezbędniejszych potrzeb człowieka, z czym się zgadzam bez istotnych zastrzeżeń.
    On tego nie robi z pobudek moralnych (antymoralnych). On to wyczuł na nosa i gdy okazało się, że to działa, to jak za przeproszeniem naczelne w doświadczeniach naukowych, naciska zielony guzik bezustannie, by otrzymać nagrodę – więcej i więcej.
    Pzdr, TJ

  59. anumlik z 29 stycznia o godz. 22:33

    Uzupelnilbym tak:

    Sukces tego „oblednego PiSkartelu” nie bylby mozliwy, bez gruntu przygotowanego przez kosciol katolicki. Bez tego „podglebia” wyjalowionego z wszelkich odzywczych substancji myslowych, za to zastapionych jadem i trucizna „nauk koscielnych”, sukces ktory nas wszystkich dotyka, nie bylby mozliwy, albo nie bylby taki latwy do osiagniecia.

    Oderwanie „sukcesu” PiSokartelu propagandy, od tego co z umyslowoscia Polakow uczynil kosciol katolicki, prowadzi na manowce, nie dajac pelnego obrazu tego co i w jaki sposob sie stalo.

    Bez pelnego zrozumienia mechanizmu strywializowania i w dalszej kolejnosci zaklamania ogladu swiata, nie da sie wyciagnac prawidlowych wnioskow co do tego jak sie temu przeciwstawic i jakimi metodami to zrobic.

    Pozdrowka l.

  60. Mówicie o podziałach. Pamiętam swoje dzieciństwo, ostatnie lata PRL, duża wieś z jednym PGR. Moi koledzy i koleżanki dzielili się na dwie kategorie: tych którzy powtarzali tzw. „dowcipy o Żydach” i tych, którzy czuli zażenowanie, słuchając ich. Przy czym nie chodzi w ogóle o samych Żydów, tylko o wrażliwość.

    Byli też dorośli. Jedni toczyli śmiertelne wojny o miedzę (a gdy mówię „śmiertelne”, to mówię: kosy, siekiery, podpalenia), a drugich interesowały zupełnie inne sprawy: ktoś startował w turniejach szachowych, inny podglądał ptaki, ojciec moich przyjaciół wpoił synom fascynację sportem, inny ojciec miał kolekcję starych motorów (iże, junaki) i pozwalał nam (gówniarzom) uczyć się motoryzacji 🙂

    Odkąd pamiętam, Polska miała dwie twarze: jedna była zacięta, chytra i nienawistna, a druga przyjazna i inspirująca. Oczywiście, to jest podział metaforyczny, bo ten sam człowiek może zawierać w sobie wiele różnych „twarzy”; dobry człowiek może się załamać, a zły może się podźwignąć. Tym niemniej, jak na dłoni widać, którą z tych „twarzy” dowartościowuje, dopieszcza i kultywuje nasz nieszczęsny PiS.

  61. Przed dwudziestu laty zjawiła sie u mnie grupa młodych Polaków, przyjaciół córki. Sympatyczne dzieciaki, zafascynowane Zachodem.Wtedy między Polską a Francja była jeszcze olbrzymia wizualna przepaść. No i mentalność.
    Po powrocie z carrefouru jeden z chłopaków powiedział mi, że Francuzki są obłudne.
    Dlaczego – zapytałem.
    Bo kasjerka w carrefourze uśmiecha się do mnie, a przecież wiem, że to jest sztuczne, bo jak ona może się do mne uśmiechać, jak mnie nie zna. Przcież zupelnie jej na mnie nie zależy.
    No właśnie, jak Polka uśmiechnie się do Polaka, to ten może ją od razu złapać za pupę, przecież tym uśmiechem dała mu wyraźne przyzwolenie. A jak Polak uśmiecha sie do Polaka, to albo pedał, albo świr, a w ogóle to chce w mordę.
    Przez te lata sporo sie już zmieniło w Polsce, widziałem juz w polskich sklepach uśmiechające sie do mnie kasjerki a wcale na mnie nie leciały. Ale jednek ta różnica miedzy Polską i Francją dalej jest wyraźna.
    Dlatego z przyjemnością wracam z Polski do Francji, bo wiem, że w sklepie, w windzie, na klatce schodowej zobaczę uśmiechajacą sie do mnie młoda dziewczyne albo starszą panią, mężczyzne , który tez mnie miło pozdrowi. Nie dopatruję się w tych pozdrowieniach i uśmiechach obłudu, są to zwykłe oznaki wzajemnej zyczliwość,kultury.

  62. pombocek,

    twój wpis to perła publicystyczne.

    Skoro ty opisałeś coś bardzo prywatnego o sobie, to ja poczułem się na tyle rozluźniony, żeby coś rzeknąć o sobie. (Żona konsultowana mówiła mi wprawdzie, że wyrażenie „rzeknąć” jest niepoprawne, ale mnie ono kojarzy się z najbardziej patriotycznym środowiskiem w Polsce, górnikami, więc zostałem przy swoim).

    Przed laty ochoczo zaciągnąłem się jako ambitny nowicjusz do pisania na blogu w Przeglądzie.
    Na stronie blogowej pisało niewielu blogowiczów, za to autorzy blogowych wpisów
    byli nietuzinkowi, że wymienię paru których jeszcze pamiętam.
    Pisarze: Stanisław Lem i Krystyna Kofta,
    Publicyści: KTT i paru innych o zacięciu literackim piszących w poważnych tygodnikach (na gorąco trudno mi przytoczyć nazwiska).

    Pisarz Lem, chyba dla zapoznania się z nowym rodzajem komunikacji, pisywał regularnie w tygodniowych wydaniach Przeglądu.
    Pewnie fascynowała go także możliwość nowatorskiej komunikacji z czytelnikami.

    Od razu w roli recenzentów ustawiła się kolejka dzikusów, którzy starali się niszczyć wszystkich publicystów.
    Lider tej dziczy operował jakąś wulgarną nowomową, którą nawet trudno było zrozumieć.
    W tym gronie były także kobiety, które wulgarnością języka i prostactwem nie ustępowały liderowi, ale uznawały go za coś w rodzaju szefa i solidarnie wspierały w nagonkach jego bulgot intelektualny.
    Całe to towarzystwo utożsamiało się z będącą na topie Solidarnością.

    Był to czas mody, gdy wszelkie próby ograniczenia wulgarności wypowiedzi uznawane było za cenzurę.

    Jak nie trudno się domyśleć głównym celem ataków był Stanisław Lem.

    Lider tej dziczyzny zarzucił Lemowi, że był pisarzem koncesjonowanym przez władze PRL-u, które opłaciły jego pobyt w stanie wojennym w Wiedniu.

    Ponieważ nikt się nie kwapił z zanegowaniem tego absurdalnego zarzutu, napisałem w sposób nie agresywny, że Stanisław Lem pozostał w Wiedniu w proteście przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Jeśli zaś chodzi o pieniądze, to jest on znanym i najczęściej tłumaczonym oraz wydawanym polskim pisarzem na świecie.
    Pieniędzy zaś za swoją twórczość ma więcej niż pod dostatkiem, więc takie twierdzenia są insynuacjami mającymi na celu poniżenie kogoś znaczącego w polskiej kulturze (przytaczam sens mojego wpisu).

    Od tego momentu prawie cały bluzg skierował się na mnie.
    Moje próby odgryzania się zepchnięte zostały na pobocze przez wodospad publikowanego brudu.

    Później każda moja wypowiedź spotykała się z podobnymi reakcjami.
    Oni nawet nie reagowali na treść wpisu.
    Wystarczyło im, że wpis się ukazał, więc odkręcali kurek ścieku.
    Ten dotyk ówczesnego blogowego realizmu siedzi we mnie do dzisiaj.

    Tak więc drogi pombocku, musisz się jeszcze trochę uodpornić żeby móc spokojnie zasypiać po konsumpcji niektórych tekstów nawiedzonych korespondentów.

  63. @pombocku

    Jak @Tanaka i ja oniemialem i nie wiedzialem co mam napisac. Ale poczytalem sobie dyskusje i czytajac kolezenstwo blogowe, wspolnie niemal jednomyslne, „zalapalem” co mi nie lezy, nie pasi, czyli jest zgrzytem w swietnym jak to zwykle u Ciebie, wstepniaku. Nie wiem czy to Twoj pierwszy wstepniak, czy kolejny, bo dzis dopiero po miesiacu kwarantanny odwykowej, otworzylem bloga i sie jeszcze nie zapoznalem z tym co sie dzialo przez poltora miesiaca nieobecnosci, ale to jak wiesz jest bez wiekszego znaczenia, bo kazdy z Twoich tekstow by sie na wstepniaka nadawal.

    I to byla mysl pierwsza, ktora mi przyszla do glowy. W tak zwanej drugiej mysli, na rownorzednych pozycjach mam dla Ciebie 4 rzeczy, o ile mysli ubrane w slowa daja sie nazywac rzeczami.

    Pierwsza, czyli pochwale wstepniaka, juz wyzej dalem.

    Druga jest opieprz. Opieprz za to, ze poszedles na latwizne i cytatami z prywatnej korespondencji sie wymigales od trudu opisania. O to, czy dostales zgode na ujawnienie prywatnej korespondencji sie nie pytam, bo dla mnie jak i dla kazdego innego rozgarnietego umyslowo czytelnika, jest jasne, ze sie nawet @Marii o zgode nie pytales. Tak wiec opieprzam Ciebie za naruszenie tajemnicy korespondencji i pojscie na latwizne zarazem.

    Zeby nie bylo, to czy tamto. Tak ja tez jak wszyscy inni z „zapartym tchem” oddalem sie lekturze tego magla, czy innej pralni, ktore sobie nawzajem zgotowaliscie i zrealizowaliscie z zapalem. Fascynujaca lektura, ale zaraz po tym, mysl wredna i okrutna…, ze zaraz zaraz, ale co ja robie, przeciez w innych okolicznosciach, to albo bym odszedl, albo bym wkroczyl i … i …, no nie wiem co bym zrobil, ale zrobilbym cos takiego, jakby na ksztalt wylania wiadra zimnej wody na glowy rozpalone, czy podobnie.

    I tu sie musze zgodzic z @Maria, choc z zupelnie innych niz ona powodow, zes jest jednak szatanem, co mnie i innych bloga czytelnikow, przywiodl na pokuszenie, zaspakajania ciekawosci co najmniej, niezdrowej ciekawosci tego jak to jest intymnie pomiedzy bliznimi. Latwo Ci poszlo, bo smakowity kasek zapodales. Szatanie pombocku.

    .
    Trzecia rzecza jaka Tobie daje jest wytrzezwienie. Tak, mysle ze wspolodczuwam z Toba zawod doznany i rozumiejac uczucia targajace Toba, nie podzielam ich.

    Sam siebie w maliny wsadziles mylac wspolnie podzialana fascynacje, z przyjaznia.

    @pombocku. Z tego co opisales, nigdzie, ale to nigdzie, nie widac nic, co by sie chocby na sile, dalo zakwalifikowac jako PRZYJAZN… jedyne co daje sie zauwazyc, patrzac z boku, to tylko wspolnie podzielana pasja i fascynacja miejscem, regionem, przyroda. I tylko tyle. Nic wiecej.

    W Listopadzie bylem w Tate i jak to w Tate, szedlem od obrazu do obrazu. Jedne sam podziwialem, przy innych w towarzystwie innych zwiedzajacych. Ja podziwialem, mlody sie nudzil i swoim zwyczajem cwiczyl sie w nawiazywaniu kontaktu z obcymi, znaczy sie zaczepial i nawiazywal nowe, choc przelotne znajomosci. Cisza, spokoj, dystyngowana atmosfera i ta nagle zamieszanie, bo dwuch facetow stara sie wyprowadzic jedna kobiete, znaczaco i mocno trzymajac ja pod rece. Kobieta sie szarpie i wyrywa,coraz wiecej zwiedzajacych sie odwraca i przyglada i wtedy jeden z tych panow siega do kieszeni i wystawia na widok publicznosci odznake policyjna i mowi glosno i wyraznie, ze wlasnie aresztowali zlodziejke kieszonkowa.

    Aluzju ponial?

    To Twoja wlasna wina jest. Sam siebie na mine wladowales, mylac wspolna fascynacje z przyjaznia. Zadnej przyjazni nie bylo. Byly wspolne zachwyty nad tymi samymi dzielami przyrody i nic wiecej nie bylo.

    Ja na tamta kobiete nie zwrocilem uwagi. Zwykla nie rzucajaca sie w oczy. Zwiedzala jak wszyscy i jak wszyscy stawala i sie wplepiala w obrazy i rzezby. Dla mnie byla zwykla zwiedzajaca. Choc okazalo sie, ze nie byla tak calkiem jak inni … Tu mala pociecha. Nie sadze, zeby @Maria Ciebie oszukala. Jestem calkowicie pewien, ze jej fascynacja przyroda Srodkowego Wybrzeza, byla jest i pozostanie autentyczna.

    Ale jak widzisz, wspolne fascynacje, to o wiele za malo i w dodatku za slabe, zeby na tym poprzestajac, nazywac to przyjaznia. Tej ostatniej, choc tak to w myslach nazywales i nie tylko w myslach, ale i publicznie w swoim tekscie, to zwyczajnie nigdy nie bylo. Jak to zobaczysz, to wytrzezwiejesz ze zludzenia, ktore sam sobie zafundowales, zlym slowem nazywajac wspolne zainteresowanie, przyjaznia.

    .
    A czwarta rzecza, ktora Tobie daje, jest optymizm.

    Tak, tak, optymizm. Zreszta nie tylko Tobie @pombocku, ale wszystkim czytelnikom bloga, go daje, bo cale to smutne zdarzenie, daje tez w swoim najglebszym przekazie podstawy do optymizmu.

    Popatrz sam i czytelnicy, co dotrwali do tego miejsca, ze choc na gruncie przekonan politycznych i spolecznych i historycznych i wszelkich innych, o ktorych nie mamy pojecia, jestescie z @Maria zaprzysieglymi i zdeklarowanymi wrogami, to jest cos co was laczy… Bo nie widzialem w cytowanych mailach, zeby ktoreolwiek z was, zadeklarowalo, ze z powodow roznic zaczyna nienawidziec i niecierpiec Srodkowego Wybrzeza i przestalo sie fascynowac jego pieknem…

    Tak wlasnie mysle, ze pomimo calkowitego fatalizmu i zniechecenia, to we wstepnaiku @pombocka jest tez przekaz optymistyczny. Przekaz o tym, ze nawet ze swoim najwiekszym i najzacieklejszym wrogiem mozesz miec cos wspolnego, jakas wspolna afscynacje, pasje, cos na czym mozna budowac relacje.

    Pozdrowka lonefather

  64. Jan Hartman 29 stycznia o godz. 22:05;
    To jest love story z gatunku takiego samego jak political story, czyli jak przyganiał kocioł garnkowi. Tutaj wariatów jest dwóch, a komentuje to cała sekta. Dobrze by było więc połączyć więc ten blog z ekwiwalentnym – Ojca dyrektora. Wówczas cała dyskusja odbywałaby się na jednym oddziale panów i pań, którzy nadają się tylko do życia w ośrodku zamkniętym.

  65. @ głos zwykły
    Niezwykła jest głębia Pańskich uwag, ocen, spostrzeżeń. A może nie taka niezwykła, jak się Panu zdaje.
    Już wiemy, co Pan myśli o wszystkich uczestnikach forum naraz i każdym z osobna. Moim zdaniem wystarczy, nie musi się Pan powtarzać.
    Jeśli ma Pan jeszcze coś merytorycznego do dodania, proszę spróbować. Jeśli tylko chce Pan obrażać, nie będę Pana zatrzymywał. Uzasadnienie dłuższe przedstawił już @Tanaka 29 stycznia o godz. 14:36.
    Może Pan mój wpis potraktować jako pierwsze (i raczej ostatnie) ostrzeżenie.
    JK

  66. helabrun
    30 stycznia o godz. 12:43

    To wszystko zdarzylo sie prawie rok temu, a ja ciagle wracam myslami do tamtej historii. Wstydze sie, ze nie zareagowalam wczesniej, stanowczo, zdecydowanie, ze chowalam glowe w piasek, bo chcialam, zeby bylo „milo i sympatycznie”. Dla tej drugiej strony kulturalna wymiana pogladow przy uzyciu jezyka pozbawionego brutalnosci i chamstwa jest oznaka kleski. No wiec ponioslam kleske. A ona mi dopiekla, a co, jest bowiem odwazna i bezkompromisowa.
    Nie waro bylo.
    A rowy sa bardzo glebokie. Nigdy nie rozmawiamy z rodzina o polityce, rodzina to rodzina, nie mozna z nia ot tak po prostu zerwac.
    Serdecznie pozdrawiam wszystkich na tym blogu, ktory czytam „od zawsze” i wiele sie ucze, dzieki.

    To zawsze męka, gdy się chce ciągle dawać osobie uważanej za kogoś bliskiego ciągły kredyt zaufania ze względu na dawne i niewygasłe sentymenty, a ten ktoś z każdym dniem okazuje się coraz mętniejszą, albo stricte koszmarną postacią. Sami się pytamy o to, gdzie mieliśmy oczy, a gdy wreszcie, po tych mękach,nie mając już żadnego wyboru, przecinamy ostatecznie związek, mamy często gorzkie uczucia co do siebie. Czegoś znaczącego z siebie musimy się pozbyć, ale najpierw zobaczyć, że to coś co miało być cenne okazało się niecenne, albo destrukcyjne, a po takim odcięciu jest nas jakby mniej. I jeszcze – bywa – długo odczuwamy bóle fantomowe po tej amputacji.

    Z rodziną może nawet być gorzej. Coż to za życie rodzinne, gdy się trzeba pilnować, ściskać, by absolutnie nie zbliżać się do tematu polityki, czy bozi? Albo dowolnego innego. Rozstać się z rodziną – prawie niemożliwe, chyba, że tnie się do dna.

  67. Lewy
    Czy mogę Cię prosić o „obywatelu nie pieprz bez sensu” w formie magnesu na lodówkę?
    Jest taka opcja trochę droższa od pocztówki.

  68. @Lewy

    A do jakiego sensu sie odnosisz serwujac mi rysunek Mleczki? No dobra do, ktorego sensu, jesli wolisz. Bo bez konkretnego zaadresowania, to nie sposob sie odniesc.

  69. lonefather
    30 stycznia o godz. 15:06

    o do opieprzania @pombocka za ujawnianie, w domniemaniu – bez zgody – treści korespondencji z niejaką Marią, która nie jest Marią (co @pombocek wyraźnie zaznaczył) uważam, że nadmiernie to oceniasz. O tym, kim ona jest wiedzą dwie osoby: ona sama i pombocek. Nie zostaje ujawniona przez to, że pombocek zacytował jej wybrane frazy, natomiast sama możę się przejrzeć w lustrze, gdy zobaczy, w innych warunkach co posiada w głowie.
    Metoda cytowania, bez ujawniania osoby, jest powszechnie stososowana gdy się omawia problem, a nie osobę. Uważam ją za akceptowalną i nieraz konieczną, w tego rodzaju sytuacji. Jest to też może główna metoda pedagogiczna – uczyć na żywym przykładzie, nie pokazując twarzy przykładu. A żywy cytat jest nie do zastąpienia żadnym omówieniem.

    W punkcie trzecim powiedziałeś to bardzo trafnie: to najpewniej nie była przyjaźń, ale coś mniemanego, być może marzenie @pombocka. Przyjaźń to patrzenie sobie w oczy, a tu zachodzi przypadek raczej innego rodzaju – patrzenia w jednym kierunku. Na jezioro, na ptaszka, na cokolwie. Patrząc w tym samym kierunku można i wtedy,gdy się stoi osobno, a nas dzieli ściana.

  70. lonefather
    30 stycznia o godz. 15:51

    Nie znam intencji Lewego, ale może chodzi literalnie właśnie o brak sensu, albo związku jednego z drugim

  71. Qba
    30 stycznia o godz. 13:17

    Po jej wyjściu sformułowałem prawo: „Istnienie kościoła katolickiego jest ostatecznym dowodem na nieistnienie boga.

    Tak jest. Przy czym może być i druga wersja prawa: „Istnienie kościoła katolickiego jest ostatecznym dowodem na istnienie boga”. I nawet ona mi się może jeszcze bardziej podoba: watykańskie przedsiębiorstwo z branży medialnej autoryzuje Wszechmogącego. Konsekwencje – wspaniałe !

  72. @Tanaka

    No tak, zdaje sie ze z tego punktu widzenia, to mozesz miec racje. Ale mysle, ze sie mylisz.

    Wiesz co?

    Choc straszne sa te inwektywy, jakimi obrzuca bez wytchnienia @pombocka, to sa to uczucia. Choc wstretne o odrzucajace slowami jakimi je wyraza, to kryja sie za nimi emocje wielkie. Pewnie dlatego tak wielkie, ze i ona czula zwiazek wspolnotowy i sie jakos tam zawiodla, ze ten zwiazek, nazwijmy go przyrodniczy, nie rozciaga sie politycznie. Skala emocji ujawnia ten zawod.

    To wlasnie dlatego, napisalem, ze opieprzam, bo to jest o uczuciach, choc niby o polityce. Uwazam, ze nie upowszechnia sie zadnych emocji laczacych sie ze zwiazkiem mezczyzny i kobiety. Ani tych cieplych dobrych, ani tym bardziej tych gorszych, gdy sie skonczylo. To nie jest oczywiscie dokladnie ot samo, ale jest tak bardzo na granicy, ze uwazam, ze nie powinno sie tym poslugiwac. A jesli juz, to jakos inaczej. Ale mozliwe, ze moj wlasny stosunek do relacji mesko damskich, zbyt silnie rzutuje na mja ocene i to Ty, a nie ja, masz racje.

  73. @lonek
    Wybacz. Wiesz że Cie bardzo szanuje i lubię. Ale trochę zaplatałes sie we własne sznurówki.
    Podam Ci tylko jeden przykład. Napisałeś P nawet ze swoim najwiekszym i najzacieklejszym wrogiem mozesz miec cos wspolnego, jakas wspolna afscynacje, pasje, cos na czym mozna budowac relacje
    Ja np. lubię koty, Kaczyński tez. No i jaką wspólna fascynację, pasję ,coś na czym można budować ? Wiesz, że Rudolf Hess, komendant Oswięcimia, był wielkim melomanem, do tego stopnia, że nie zabijał od razu tych Żydów, którzy byli skrzypkami i grali w jego obozowej orkiestre. Ja też jestem melomanem. Myślisz, że można by na tej pasji budować coś wspólnego ?
    Daruj mi, to trochę demagogia. Ale chciałem byc zrozumiały

  74. lonefather
    30 stycznia o godz. 15:06

    Wybacz, lonek, że się za bardzo nie odniosę do Twego komentarza, ponieważ nie jest to komentarz, lecz tylko wyliczanka Twoich preferencji. Dam Ci dwa przykłady i na tym koniec.

    Nazywanie moich relacji z ludźmi „przyjaźnią”, „nieprzyjaźnią”, „koleżeństwem” czy jakkolwiek inaczej, zostaw mnie. Na tak intymne podwórko nikt nie ma prawa wstępu. A Ty zachowałeś się jak rewizor oddelegowany do sprawdzenia, czy Pieczul używa wyrazów zgodnie z…no właśnie – zgodnie z czym? Na niebie nie jest napisane dla całej ludzkości, co można nazywać, a co nie – przyjaźnią. W ogóle w kwalifikowaniu nieostrych znaczeniowo wyrazów nie ma kryterium „można – nie można”. To nie terminy techniczne. A Ty jeszcze kategorycznie masz śmiałość wyrokować, że to nie była przyjaźń. Za daleko, lonek, wszedłeś.

    Podobnie z Twoimi zarzutami pójścia na łatwiznę i naruszenia tajemnicy korespondencji. Przedstawiam duży PROBLEM SPOŁECZNY, a nie żadną tajemnicę. To, co przedstawiłem, równie dobrze może być zmyśleniem lub kompilacją zasłyszanego. Ale to autentyk. Przyglądnij się więc tekstowi, znajdź choć pół słowa, które mogłoby się przyczynić do identyfikacji osoby, i dowiedz się, na czym polega ujawnienie tajemnicy korespondencji.

    Miałem już kiedyś takie zarzuty kołtuńskich pięknoduszek, dla których nie istniały żadne inne problemy prócz tego, że zdradzam rodzinne intymności. To jeden ze sposobów dowartościowywania się kołtunów: „Patrzcie, jaki ja szlachetny, a Pieczul – jaka świnia”. „Dzięki Ci, Panie, że nie jestem jak on i inni”.

    Jeśli moja postawa „Nic, co ludzkie, nie jest mi obce” jest Ci obca i równoznaczna z maglem, to może zauważ, że ja Ci moich postaw nie narzucam. Odwrotnie niż Ty.

  75. mag
    30 stycznia o godz. 15:50
    Obiecuje. W Krakowie na Floriańskiej Mleczko ma swój sklep. Tam kupię , najlepiej namagnesowanego i Ci dostarcze

  76. @Lewy

    Ja mam nie mniejszy szcunek dla Ciebie i rozumu Twojego. Niemniej choc sam wspominasz o demagogii, to ja Tobie zwroce tego Hessa, z calym dobrodziejstwem inwentarza. Nie zgadzam sie na to, zebys wlasnie Ty sie uciekal do tanich demagogicznych zagrywek, gdy wiem, ze stac Ciebie na duzo wiecej.

    Tym bardzie zwracam, ze wiem, ze wiesz, ze nie chodzilo mi o to, zebys sie z Kaczynskim kumal na kocim gruncie, bo sie mozecie kompletnie nie zgadzac w pogladach na koty i sie wogle nie dogadac, tylko miec jeden wiecej powod do wydrapania sobie oczu.

    I w dodatku nie wierze, ze nie zauwazyles tego, do czego sie odnosze, czyli do tego, ze na poczatku byla sielanka, filmiki z rowerowania, zachwyty wspolne, z „dziobkow spijanie miodow zachwyty…” i to bylo takie fajne, ze az przyjazni imie dostalo. Ale jednoczesnie, jak sam @pombocek pare razy wspomina, ze lepiej, czy gorzej znane poglady, byly swiadomie trzymane na uwiezi… Dopiero wejscie na nie, wywolalo to co wywolalo i okazalo sie, co przeczytalismy. Pomimo tego, ze wczesniej dawalo sie nie tylko dogadywac, ale i cos wiecej. Ja proponuje patrzec na to „od drugiej” strony, czyli nie od poklucenia sie, tylko od strony dogadywania sie.

  77. lonefather
    30 stycznia o godz. 16:13

    lonek, to ja najlepiej wiem, o czym to jest i co chciałem przedstawić. Inwektywy nie znaczą dla mnie nic, jako słowa znaczeniowo puste, i mój tekst w ogóle nie był krzykiem żalu, lecz żywym świadectwem dramatycznego wpływu ideologii na jednostkę. Na wierzch wyszły niby prywatne relacje, a to była tylko obudowa. Nienawiść bohaterki jest nie tyle do mnie, ile do tzw. komuchów i ubeków, którzy prześladowali jej ojca-opozycjonistę. Być może nerwówka spowodowała wcześniejszy zgon i ojca, i matki. Ale niesienie w sobie przez resztę życia kompletnie ślepej nienawiści jest dla mnie niepojęte. „Niepojęte” znaczy – nie rozumiem, nie że – potępiam. W mojej nierozpolitykowanej rodzinie zdarzył się przypadkowo z przyczyn politycznych dramat znacznie większy niż tylko czasowe aresztowanie, a ojciec
    przesiedział, właściwie przetyrał w łagrach, ciut więcej niż był aresztowany ojciec mojej przyjaciółki – jak popił, czasem zapłakał, nawet zacisnął zęby, ale głębokiej jego nienawiści do przeszłości nie pamiętam. I na nas dzieci nic takiego nie przeszło. Więc mówię tylko, że nie rozumiem postaw odwetowych, choć niekoniecznie potępiam. Fakt, że będąc inaczej skonstruowanym, nie gustuję w obcowaniu z ludźmi odwetu, zemsty, nienawiści.

  78. pombocek
    30 stycznia o godz. 16:40

    Mój komentarz
    Chciałem naprostować według mojego uznania treściwą wypowiedź lonefathera, ale Ty pombocku mnie ubiegłeś.
    Kaczyński nie zaraził ludzi polityką, Kaczyński wykorzystuje do celów politycznych, gra na najpierwotniejszych uczuciach, instynktach ludzi, na niechęci do obcego, nietolerancji dla inności, na pragnieniu by świat był jednolity, boć przecież jedna prawda jest tylko, itd. Kaczyński zamienił te instynkty, uczucia i pragnienia na polityczne paliwo, co się ujawniło w postaci pożarku opisanego przez pombocka.
    Pzdr, TJ

  79. pombocek
    30 stycznia o godz. 16:40

    @Jurek, ani jednej rzeczy ktore mi wytykasz, nie popelnilem. Ani jednego slowa ad ponbocek, tylko i wylacznie ad meritum, czyli odnosnie tekstu wstepniaka.

    Jesli zazadasz to odniose sie do wszystkiego co poruszyles, a taraz odniose sie tylko do jednego. Zarzucasz mi ze zarzucam Tobie ujawnienie osoby. NIC podbnego, ani slowem tego nie zrobilem. Zarzucilem ujawnienie korespondencji. co zrobiles. O tym zreszta napisal do mnie @Tanaka i przeczytaj co mu odpowiedzialem. Tutaj, Tobie dodam, ze choc roznie bywalo miedzy mna i znanymi mi paniami, to nigdy, nikt, tego co pisalismy do siebie, ode mnie sie nie dowiedzial. Zreszta nie tylko pan to dotyczy, o czym sam wiesz.

    Wyrazilem swoja opinie. Maja opinie mozesz przyjac i przemyslec, mozesz olac i nie tracic czasu, ale prosze nie wmawiaj mi, czy komukolwiek, a juz najmniejs sobie samemu, ze cokolwiek Tobie narzucam.

    Napisales tekst. Przeczytalem. Napisalem co pomyslalem.

    Nie chcesz poznawac opinii – nie pisz.

    Jak nie chcesz poznawac moich opinii – to napisz to do mnie wyraznie, a nie zarzucajac mi, ze cokolwiek Tobie narzucam.

    pozdrawiam

  80. @Pombocku, zapomniałam wcześniej wspomnieć, więc nadrabiam teraz, jak bardzo cieszę się, że postanowiłeś napisać wstępniaka na blog. Mam nadzieję, że Ci się to spodobało i będziesz pisał dalej. Mnie sprawi to ogromną przyjemność.

    Kilka dni temu rozmawiałam z koleżanką ze studiów na temat, który poruszył @Pombocek i jak się okazało, doskwiera wielu ludziom. Koleżanka mówiła, jak bardzo jej przykro, że traci przyjaciół i znajomych przez politykę. Jak bardzo stają się radykalni, zamknięci na wszelkie argumenty, że w ogóle stara się nie wdawać w żadne dyskusje, bo chciałaby, by dalej byli znajomymi.
    Teraz czytam o tym, jak wielu ludzi podziela jej doświadczenie. Jak bardzo nie chcieliby, by do tego doszło.
    I mam pytanie – a co z żalem przyjaciół, że tracą Was? Nie cierpią, nie żałują, nie chcieliby, by było jak dawniej?
    Wydaje mi się, ze dość istotnym elementem przyjaźni jest poświęcenie. Tolerancja wad.
    Czy tym wszystkim znajomym nie powinno na Was zależeć bardziej niż na jakiejś durnej partii?

  81. pombocek
    30 stycznia o godz. 17:14

    O to jest to, co rozumiem. A choc sam nie podzielam, to poznalem ludzi nienawidzacych. Ich wszystkich, tych co poznalem, laczylo jedno – prymitywne zaslepienie.

    I to niezaleznie od wyksztalcenia, inteligencji, plci, czy pochodzenia…, wszyscy dzielili prymitywne zaslepienie, z tego, czy innego powodu.

  82. lonefather
    30 stycznia o godz. 16:13

    Po siódme, to fajnie, że znowu jesteś.

    Po pierwsze, w sprawie nieujawniania albo i ujawniania, to oprócz mnie, sam pombocek tuż wyżej, rzecz dodatkowo wyjaśnił: cytaty pokazują problem społeczny. Nie są to cytaty dwojga rozumiane wyłącznie przez dwoje i nic do świata zewnętrznego nie mające.
    Zwróć uwagę, że nie istnieje coś takiego jak ścisła prywatność i ścisła konieczność autoryzacji. Istnieje tylko w określonych fragmentach i sprawach. Upublicznianie czyjejś prywatności – włącznie z identyfikacą osoby – dzieje się codziennie, w każdej rodzinie, przy każdym stole, w każdej klasie, na każdym podwórku, w każdej organizacji. A sądzenie, że da się ściśle strzec prywatność jest, poza innymi okolicznościami, przeciw biegowi życia.
    „Józek powiedział, że Kaśka ma mega cycki” – oświadczył na katechezie Zdzisiek Tadkowi.
    Teraz nie udawaj niewiniątka, sam mi powiedziałeś wczoraj: jesteś stara wywłoka ! – oświadczyła przy stole wigilijnym ciotka Zośka w sprawie męża swego.
    Nie jest to cytat z czyich słów ale jest to norma dnia dzisiejszego: „aresztowany został Ryszard P., przewodniczący partii Nowoczesna” – ośiadczyła pisotelewizja. Wymienionej osoby oczywiście nie rozpoznajemy.
    W sprawie cytatów pombocka nie znajduję dobrych powodów dla krytyki ich zamieszczenia.

  83. lonefather
    30 stycznia o godz. 17:12
    Od strony dogadywania sie ?? Lonek..co ty ? Po takim bluzgu tej osoby ?
    Przypominasz mi panią Jankowską, strasznie spolegliwą dziennikarkę, ktora z dobrotliwym uśmiechem caly czas przekonuje, że ..Proszę państwa, trzeba sie dogadywać, bo jak się nie dogadamy, to nie będzie zgody, a przecież tylko zgoda buduje, tylko zgodnie możemy coś budować. …. I tak potrafi perrorować, jak ta paniusia co to z loży krzyknęła do Otella duszącego na scenie Desdemonę, zeby lepiej sie dogadali, zeby Otllo pamietał jak mu fajnie z Desdemoną było. Poczciwina Jankowska namawia do dogadywaia się z Kaczyńskim, który właśnie dusi demokrację. Ty po tym bluzgu tej pani namawiasz Jerzego do jakiegoś dogadywania się.
    No może zamiast Hessa udało mi sie mniej demagogiczny argument

  84. Tanaka, 12:43
    masz racje, tez tak mysle. Mam nadzieje, ze po tej historii zmadrzalam. W koncu uczymy sie cale zycie, prawda? Z rodzina jest trudniej, ale z nia laczy nas o wiele wiecej waznych i glebokich spraw, niz jakies naiwne sentymenty i wspomnienia z mlodosci.
    No chyba, ze sie juz naprawde nie da.

  85. Jiba
    30 stycznia o godz. 17:41

    Jibo, dopiero teraz widzę jasno na blogu, że polski rów to doświadczenie wielu. Żal, nienawiść najpewniej są po stronie wykluczonych, skrzywdzonych, poniżonych, ale choć z rodziny jestem po stronie tych najsłabszych, nie mam wystarczającej wiedzy, by orzekać. Dlatego z ogromną uwagą czytam komentarze, w których autorzy mówią o własnych bolesnych doświadczeniach.

    Moja współtowarzyszka wędrówek przysłała dziś ogromne przeprosiny

  86. Lewy
    30 stycznia o godz. 17:46

    Ze co? Ze che? (z przecineczkiem pod „e”)

    Lewy, a niech Cie … po primo, secundo i az do nieskonczonosci, sie dopraszam litosci, bo ja nie jestem zadna „Jankowska”, do ktorej nic nie mam, bo nie znam. Nikogo nie namawiam do dogadywania sie z Kaczynskim, ktorego uwazam za przestepce, a z przestepcami sie nie dogaduje, tylko osadza, skazuje i wykonuje wyrok. O czym po wielokroc w Kontrrewolucji pisalem, pisze i bede pisal.

    Ja pisalem wyzej wylacznie tak jak to ujalem, i nie ma potrzeby mnozenia bytow interpretacyjnych. A patrzac troche szerzej, to kiedys w przyszlosci jak sie prowodyrow szajki PiSowskiej osadzi i skaze, to pozostana „sieroty” popisowskie, z ktorymi nie tylko trzeba bedzie jakos sobie zycie poukladac, ale ich jakos zagospodarowac, czyli sie z nimi tak czy inaczej dogadac. Po prostu piszac co pisalem mialem na mysli, nie „dzis”, tylko „pojutrze”, ktore nadejdzie po upadku PiSu.

  87. Lewy
    30 stycznia o godz. 17:46

    Sam se popacz @Lewy. Ty mnie piszesz, zeby dusic Kaczora Dyktatora, a obrazalska bohaterka konwersatorium pombockowego, sle jemu ogromniaste przeprosiny…

    No to jak?
    Dusic, czy dogadac sie? (z wylaczeniem Kaczynskiego)

  88. No i bardzo dobrze. Bardzo. Ciesze sie @Jurek. Bardzo.

  89. Jiba
    30 stycznia o godz. 17:41

    „Czy tym wszystkim znajomym nie powinno na Was zależeć bardziej niż na jakiejś durnej partii?”.

    Jibo, Serce Ty, cholera, nie moje, toż to moja myśl z samego czubka czaszki! Złote słowa! Powinny najmniej przez rok lecieć na pasku najnowszych wiadomości w TVP każdego dnia. I wszystkie partie powinny to mieć na swoich sztandarach i transparentach – wtedy wszystkie co do Styki będą wiarygodne, a Jarek będzie mógł zarządzać
    swoją jednoosobową partią plus kot jak chce i spacerować po ulicy bez ochrony.
    – Cześć Jarek!
    – Cześć, dziadu!

  90. Tanaka
    30 stycznia o godz. 17:44

    Po osme, to bylem zawsze obecny, choc nie fizycznie.

    Bez pozegnania nie odszedlbym. Nie jestem „anglikiem”… hehehhe

    Pisalem juz, ze dopuszczam mozliwosc, ze to Ty masz racje, a nie ja. Zaprzeczylem temu, bo wykonalem mentalne doswiadczenie i wszedlem w „buty pombocka”. Wyobrazilem sobie, ze to mnie to spotkalo. Poczulem sie strasznie. Ale i tak przewazylo to co mialem, mam i bede mial do konca, znaczy sie absolutne przekonanie, ze tego co ktos do mnie pisze, nie ujawniam. Niezaleznie od tego, co to jest. Po prostu tak mam i mam nadzieje, ze to wyjasnienie, wyjasnia dlaczego tak a nie inaczej napisalem, co napisalem.

  91. pombocek
    30 stycznia o godz. 18:41

    – Dziekuje. Z wzajemnoscia…

    JAki piekny bylby swiat. I tego sie trzymajmy. Choc moze te sztandary, paski i inne, to by tak zasmiecily waznosc, ze ta waznosc by wziela i sie „utopila” w oceanie powtarzalnosci, tak jak te wszystkie koscilne bajedy o „milowaniu wroga, jak siebie samego”, chocby.

  92. A oto „cieple buleczki” kosciolkowego milowania blizniego. Czyli abepe Slawoj Flaszka Glodz, w najwyzszej formie milowania bliznich, prosto z Krakowa:

    http://krknews.pl/biskup-krakowskiego-fotografa-spierdj/

  93. Do powyzszego tylko bym jeszcze dodal koment taki:

    Jaki pasterz, taka trzoda.

    I co tu sie dziwic, ze natchniona koscielnie ofiara, bierze przyklad ze swojego nauczyciela?

  94. Niespodzianka. Nieznany dotychczas socjalista Benoit Hanon pokonał byłego premiera Emanuela Valsa. Chyba Francuzi maja dosyc ekipy Hollanda. Mam nadzieję, że jednak nie mają dosyć socjalistów, bo Hanon stanie w szranki przeciwko konserwatywnemu katolikowi Francois Fillon i faszystce Marine Le Pen walcząc o prezydenturę

  95. pombocku (kochany)
    nie wiem, czy zdecydowałabym się przyjąc te przeprosiny. Bo ta pani wczoraj zmieszała Cię z błotem, nazwała kanalią i innych epitetów użyła. Nie wiem, czy była pod wpływem lektury polonijnej, czy dała seczego- atrament plami nie tylko panów.
    Może tej pani zrobiło sie żal tej waszej przyjaźni, wspólnoty zainteresowań; zdała sobie sprawę, że po takich słowach już nie zobaczy miłych jej widoków, pewnie byłeś też w tych swoich filmikach i zdjęciach oraz rozmowach odsapem dla codzienności i dziś zrobiło się jej tych chwil żal.
    Przypomina mi się mąż (nie mój!), który po pobiciu swojej żony do nieprzytomności, połamaniu jej nosa i wybiciu zębów wtacza sie do szpitala z wiadrem z kwiatami i przysięga, że juz nigdy.
    W żadnych okolicznościach nie posunęłabym się do użycia takich słow wobec kogokowliek, kto był mi jakiś czas bliski pod różnym względem.
    Ale Twoją decyzję w sprawie przeprosin: przyjmuje lub odrzucam- jakiejkolwiek byś nie podjął – szanuję.
    Tracimy z czasem przyjaciół, bo odchodzą, bosmy sobie wiele przykrych słow nawrzucali, bo oni tracą kontakt z rzeczywistością, albo i nas ta rzeczywistośc dopada. A niełatwo zawiera się przyjaźnie, gdy skonczy się …dziesiąt lat

  96. Podobno niepokorny Ziemkiewicz doniósł na facebooku, że Macierewicz jest gejem. Nie mam dostepu do Ziemkiewicza na facebooku, ale gdyby to była prawda, to można by snuć dywagacje w róznym kierunku. A to, że Ziemkiewicz sam z siebie rzucil taka plotkę, bo doszedł do wniosku, że szalony Antek demoluje, ośmiesza rząd rzekomej premiery Szydło. A moze to sam prezes dal zielone światło, żeby móc odstrzelić tego pomyleńca. Bo przeciez dla prawaków gej to hańba.
    Choc z drugiej strony to nie wiadomo. Przecież cała zakochana w Kaczyńskim i Macierewiczu sekta mogłaby zmienić zdanie i nagle wszyscy by polubili taką opcje seksualną, gdyby guru powiedział, ze to nie grzech, a jeszcze jakby poparł go Głódź albo inny tego typu kościelny moralny autorytet.
    Niezręcznie mi ironizować w ten sposób ze względu na Robert Biedronia, ale gdyby to była prawda, to życzyłbym panu Antoniego i jego podwładnemu Bartkowi Misiewiczowi dużo radości, szczęścia i pomyslności

  97. lonefather
    30 stycznia o godz. 18:51

    Oczywiście że Twoje własne zasady są nie tylko całkiem zrozumiałe, ale i całkiem oczywiste. I stosowalne jako zasada główna. Tu mówimy o tym, co pombocek uznał za adekwatne i dopuszczalne, a to także jest – w moim przekonaniu – do przyjęcia. I to widzę jako zasadę dopuszczalności.

  98. Lewy
    30 stycznia o godz. 20:31

    Lewy, a fe!
    Co prawda Bartlomiej juz pelnoletni, ale przy tej rznicy wieku, to by byla jednak pedofilia. Wiele lat temu jedna z moich uwczesnych kolezanek zakochala sie (autentycznie) w facecie o 40 lat od niej starszym. I nie tylko sie zakochala, ale sie rowniez pobrali. Ona z upodobaniem siadywala mu na kolanach, oplatala rekoma i z rozmazeniem, patrzac mu w oczy, szeptala zmyslowo: „Moj ty KOCHANY pedofilku…„. Ale roznie w zyciu bywa, sam wiesz. Wiec kto wie. Tyle tylko, ze jak sobie wspomnimy tragiczny koniec Ernsta Röhm’a i pewne podobienstwo OT Macierewicza do SA, to kto wie, czy nie ma w tych plotkach ziarna prawdy.

  99. Hej pombocku!
    Kobita jest temperamentna, słabo panująca nad emocjami, trochę szurnięta, ale ma przebłyski świadomości, stąd te przeprosiny.
    Ja bym jej dał trochę czasu na boleśniejsze dostrzeżenie straty (nie odpowiadał od razu), a potem bym zobaczył, czy jeszcze warto…

    Nazywanie cytatów wykorzystanych w twoim tekście złamaniem tajemnicy korespondencji jest zarzutem czczym i bezpodstawnym.

    Ochrona tajemnicy korespondencji dotyczy osób trzecich wobec nadawcy i odbiorcy. Chodzi o to, by nikt nie otworzył cudzych listów, nie podglądał cudzych maili i nie czytał cudzych sms-ów.

    Jesteśmy zatem chronieni w tym sensie, by nikt z zewnątrz nie dobrał się do naszych spraw prywatnych. Nie zaś w tym, że ochrona rozciąga się na naszą lekkomyślność – jeśli napiszemy coś poufnego człowiekowi, który może rozpowszechnić tę informację, musimy liczyć się z tym, że tak się stanie.
    Otrzymana wiadomość staje się własnością odbiorcy, który może z nią zrobić, co chce.

  100. konstancja
    30 stycznia o godz. 20:16
    pombocek
    30 stycznia o godz. 18:25

    Skłaniam się ku stanowsku konstancji. Drastyczność, wręcz monstrualność napaści nie ma przyczyny banalnej, nie wzięła się z tego, że herbatka była za chłodna, a film za długi. Wzięła się – inaczej być nie może – z głębokiego, sięgającego po atawizm rozdarcia, zgęstniałej w kwasie emocji długo wzmacnianej i pielęgnowanej, aż po gęstość wukanicznej, która musiała zaowocować nieopanowanym wybuchem.
    Oczywiście, nie Ty musiałeś być koniecznie celem, cel mógł być jakoś inny, a Ty wściekłą erupcję wyzwoliłeś, bo ona uznała, że spełniasz co najmniej część z kryteriów jej celu. A kryteria też mogą być nieścisłe. W skrzywieniach psyche ścisłość nie działa.

    Niezależnie od przyczyny tej wściekłej napaści, ponieważ była tak głęboka i właśnie tak zawzięta, nie znająca żadnego pardonu, potencjalne wyjście z tego stanu nie może polegać na czymś mniej niż równie głębokim wniknięciu w ten stan i przeobrażeniu go w coś autetycznie akceptowalnego między zainteresowanymi. Każdy pozór będzie źle służył sprawie. W obecnym stanie rzeczy – tak jak go podałeś a ja go widzę, nie sądzę, by słowa przeprosin, a może zwłaszcza „ogromnych przeprosin” (czyż nie są to podobnie gorące słowa o przeciwnym biegunie do słów poprzednich, co znamionuje nie głębokie pzeżycie własnej podłości napaści, ale płyciznę i gęstość emocji i przeżycia zamiast głębi?). Nie da się przeproszeniem w ciągu 24 godzin odwrócić i unieważnić czynu. Takie jest moje zdanie.
    I powtórzę to, w czym się zgadzam z lonkem, że moje wrażenie jest takie, iż mniej to była pewnie szczera przyjaźń patrząca sobie w oczy, a więcej, lub tylko, patrzenie w stronę lasu. Uważam to za niewyobrażalne, na skraju niemożliwego, żeby przyjaźń śmiała, mogła, w ogóle była w stanie wyrzucić z siebie coś tak monstrualnego.

    Może tu zachodzić przypadek pokrewny, co zasygnalizowałem wyżej, że byłeś nie całkiem dziesiątką w tarczy, ale może czwórką.Twoja znajoma wybluzgała się na świat, na „podłych ludzi”, których ona utożsamia z jakimiś komuchami, Żydami, pedałami, mordercami itd. Używała pojęć takich jak „śmierć”, „pomór”, „szatan”,”morderca”, „cuchnięcie śmiercią”.To wszystko to są znaki i symbole degradacji, klęski, unicestwienia i samej śmierci wprost wypowiedzanej. Znaki zagubienia, przegrania utajonej głęboko nienawiści do świata w ogóle, albo do pewnych jego sektorów. Zaś pod pojęcie „prześladowania ojca” mogła włożyć prześladowanie siebie.Niekoniecznie polityczne Mogły t być krzywdy z dzieciństwa (co jest niemal regułą), albo jakieś krzywdy w pracy, liche – niekoniecznie materialnie – życie, nędzny mąż, rozpad rodziny, czy niezdolność dozbudowania jakiegoś trwałego dobra.

    Czy to pierwszy przypadek, czy może drugi – nie mam pojęcia. Wiem o sprawie tyle, ile napisałeś. Ale i w drugim przypadku sądzę, że odtworzenie, lub stworzenie gdy realnie nie było, a karmiłeś się złudzeniami – przyjaźni, to długa droga. O ile w ogóle możliwa.

  101. @Lewy, z godz. 20:31
    Erotyczno-chamskie podteksty w felietonie Ziemkiewicza na temat Macierewicza można było odczytać już w marcu 2014 roku. Wtedy RAZ w „DoRzeczy” napisał, że na jednym z przyjęć Macierewicz demonstracyjnie nie podał mu ręki mówiąc z błazeńską miną pełną sarkazmu, że „pewnie nadal pan twierdzi, że Putin nie mógł nigdy nikogo zabić! Że Putinowi trzeba ufać! Że możemy liczyć na rosyjskie śledztwo! Gratuluję!”. Bogiem a prawdą, nie wiem, dlaczego skierował te przemowę do mnie. Gotów jestem pocałować go w dupę w samo południe w oknie wystawowym Vitkaza, jeśli znajdzie jakikolwiek mój tekst czy wypowiedź telewizyjną, w której bym cokolwiek podobnego bodaj sugerował – pod warunkiem wszelako, że jeśli nie znajdzie, to on pocałuje mnie. Przyjmuje pan zakład, panie pośle? – napisał Ziemkiewicz w felietonie.

    W lipcu 2016 roku, w tygodniku „DoRzeczy” Ziemkiewicz napisał o „apelach smoleńskich” Macierewicza tak: Nadgorliwość ministra obrony narodowej, który nakazał dołączyć ofiary tragedii w smoleńskiej do Apelu Poległych, (…) spowodowała wizerunkowy kryzys, który ciągnie się za PiS już od miesiąca. Ziemkiewicz tłumaczył – powołując się na swoje filologiczne wykształcenie – dlaczego zmarłych w Smoleńsku nie powinno nazywać się „poległymi”. – Przysługuje ono tym, który zginęli świadomie, podejmując w imię wyższych wartości i obowiązków ryzyko śmierci. (…) To, że śp. Prezydent Kaczyński i inne ofiary tragedii były na służbie, jak argumentują zwolennicy zmiany apelu (…), nie ma nic do rzeczy. (…) Upieranie się przy zwrocie „polegli w Smoleńsku” jest więc koślawieniem – choćby i w najszczerszej intencji – polszczyzny – napisał Ziemkiewicz.

    Kilka dni temu na Twitterze RAZ napisał o swoich podejrzeniach wobec Macierewicza, w kontekście krycia wyskoków rzecznika MON, Bartłomieja Misiewicza: Zaczynam podejrzewać Macierewicza o pederastię bo rozumem tego fatalnego zauroczenia nie idzie wyjaśnić – napisał Ziemkiewicz.

  102. Lewy
    30 stycznia o godz. 20:10

    Lewy, masz z pewnością lepsze rozeznanie w sprawach francuskiej polityki wewnętrznej, ale ja ciągle się czuję lepiej z myślą, że wieloletnia (dwadzieścia parę lat razem?) partnerka Hollande’a – Ségolène Royal bardziej by się nadała na prezydenta Republiki. Zdaje się, że była pracowita na niwie zarówno partyjnej, jak i społecznej, obywatelskiej, rodzinnej i feministycznej. A do tego pociągająca kobieta i urokliwa. Z Hollandem jakoś nie miałem ochoty popełnić dżenderu, a jego liczne figle z różnymi paniami, pomimo mojego ogólnego zrozumienia dla równie generalnie pojętej sprawy, to szczególnie wobec powagi funkcji najwyższego dostojnika państwa, nie budziły mojej sympatii.

  103. Tanaka
    30 stycznia o godz. 21:02

    I ja przyjmuje, jako i Ty przyjales, prawo do takiego postepku. Przyjmuje zarowno w Twoim ogladzie i ocenie, jak i w tej zaserwowanej przez Lewego, o wlasnym @pombocka wyjasnieniu nie wspominajac, bo uwazni czytajacy je poznali. Reszte szumu niepotrzebnie sciemniajacego problem, z powodow az nadto cozywistych pomijam milczeniem.

  104. @Lewy
    30 stycznia o godz. 20:10
    Mam wrażenie, że ogólnie ludzie na świecie mają dość zużytych polityków, którzy poza gadaniem nic nie są w stanie z siebie wykrzesać, bo zbyt mocno są uwikłani w różne zależności. Potrzebne są nowe twarze, nowe podejście. Mam tylko nadzieję, że Francuzi wybiorą mądrze, bo drugiego Trumpa świat nie przetrzyma.

  105. Jak zalatwic „tyrana”, czyli prawdziwe zycie i naturalne prawa, ktorych instynktownie przestrzegaja nasi najblizsi kuzyni. Dla anglojezycznych, soczysty kawalek, wprost z najnowszego, dzisiejszego New Scientist. O dziwo dostepny w calosci, choc nie wiem, czy na terenie Polski tez tak bedzie:

    https://www.newscientist.com/article/2119677-chimps-beat-up-murder-and-then-cannibalise-their-former-tyrant/?utm_source=NSNS&utm_medium=ILC&utm_campaign=webpush&cmpid=ILC%257CNSNS%257C2016-GLOBAL-webpush-CHIMPMURDER

  106. konstancja
    30 stycznia o godz. 20:16

    Przepraszam, konstancjo kochana bez nawiasu, ciut byłem zajęty. Powiem tak: nie odniosę się już publicznie do nowej sytuacji w związku z przeprosinami, bo dopiero teraz byłoby to obnażanie intymności. Sytuacja, jaką przedstawiłem we wstępniaku, okazała niewyjątkowa. I ona jest ważkim problemem społecznym zainspirowanym przez nieszczęsnego kurdupla. Rozwiązania lub brak rozwiązań poszczególnych przypadków, o jakich mówili komentatorzy, to już sprawy psychologiczne, obyczajowe, czysto prywatne. Można, rzecz jasna, i o nich traktować, ale już chyba w innym kontekście, jako że nie było moim zamiarem napisanie sagi.

    Natomiast okropnie bym był wdzięczny i zaciekawiony, gdyby ktoś z koleżeństwa zdobył się na psychologiczne podsumowanie tego, co zostało przeze mnie i komentatorów tylko zilustrowane jako dzień dzisiejszy dwóch Polsk, który to rozdział jest niekwestionowanego autorstwa Jarosława Kaczyńskiego z udziałem różnych specjalistów i ekspertów jak Macierewicz i jego miśki, Błaszczak, Kempa, Pawłowicz, Ziobro, Waszczykowski, Kurski i wielu innych najwyższej klasy robotników. Bo ja za mały jestem, by rozumieć psychologiczny mechanizm tak nagłego przejścia, a nawet przeskoku od zwyczajnej codzienności i od zwyczajnej odświętności, od cieszenia się wędrówkami, zbieraniem grzybów, uprawianiem ogródka, brodzeniem po wodzie, wąchaniem motylków, podziwianiem kwiatków…no, chyba naabarot – do ponurego zajmowania się nagle ciężką artylerią…znaczy – polityką, patrzenia spode łba na podejrzanie uśmiechających się sąsiadów, hodowania w sobie gniewu, nienawiści, a wszystko w imię Boga, honoru, ojczyzny, tak mi dopomóż ten…cholera, zapomniałem.

  107. pombocek
    30 stycznia o godz. 21:54
    w ogóle sie nie spodziewam,nie spodziewałam, że cokolwiek pisniesz na temat „po przeprosinach”. Ale się cieszę, że przeprosiny były.
    I tyle w temacie
    ( kochany w nawiasie był szeptem; może nie dowidzisz, może nie dosłyszysz, ale za burtę chyba byś nie wyrzucił, jak nie przymierzając- pewien marszałek- z kompleksami zapewne)

  108. Tanaka
    30 stycznia o godz. 21:38
    Kiedy Segolen Royal startowała przeciwko Sarkozy’emu popełniała straszne gafy. Juz nie pamietam, bo to było dawno. Dziennikarze ja wypuszczali w maliny. Jedno sobie przypomniałem, zapytane, że jako przyszły prezydent bedzie dowodzić armia francuska, czy wie ile lotniskowcw ma Francja.Ta zamiast zamknąć pyszczek dziennikarzowi, odparowując, że nie wie, ale jak bedzie trzeba to się dowie, strzeliła jakąś nieadekwatna liczbę. Sarkozy ośmieszal ja wtedy,a pzeciez Sarkozy to pajac. Jest to piekna kobieta, madra ale chyba nie nadająca się na prezydenta.

  109. pombocek
    30 stycznia o godz. 21:54

    Uhuhu, ale zes temat zasadzil. Mysle ze wytlumaczen wszelakich, moze byc od groma i ciuciut. I wszystkie w jakiejs mierze, maga cos tam powiedziec. Ja od siebie powiem jak to rozumiem.

    Po pierwsze wielkrotnie wskazywalem JK jako autora i wskazywalem nawet na czas, w ktorym rozpek sie zaczal, czyli na czas gdy JK spindoktorzyl kampanii prezydenckiej Bol…, ups pardon, kampanii prezydenckiej Lecha Walesy. Ale to choc prawda, ze wtedy sie zaczelo, to jednoczesnie nie jest prawda, ze to JK to zrobil.

    JK zauwazyl tendencje w spoleczenstwie. Tendencje, ktora sam podzielal i nadal podziela i to pewnie duzo mocniej niz przed laty, ze jak to? Jak to mozliwe, ze ten prostak nieokrzesany Walesa, ma taka pozycje? Jak to ten cham nieokrzesany, robol niewyksztalcony jest wyzej niz on zoliborski pieszczoszek mamusi Ireny i elita intelektualna zarazem? No toz to „panie” niemozliwe, zeby toto zajmowalo pozycje, ktora on JK wiedzialby jak wykorzystac…

    Pogral wlasnie na tej wspanialej cesze polskiej, jaka jest zazdrosc, ale wtedy skierowal ja przeciwko Mazowieckiemu i UW i dal Walesie zwyciestwo.

    Tak wlasnie oceniam, ze wtedy ja jakims sposobem odkryl, ale okielznal te najnizsze instynkty dopiero niedawno. Okielznal i nauczyl sie nimi manipulowac. Ale zeby manipulowac, musial wczesniej wyksztalcic narzedzia manipulacji. Wytworzyl te narzedzia latami saczenia jadu, nieprawd i polprawd. Wkladal do glow proste, ale nieprawdziwe tlumaczenia, ktore, gdy sie im przyjzec zachaczaja o zawisc, o zazdrosc, odwoluja sie do wtlaczanych przez dziesieciolecia przez komune, rownosci i sprawiedliwosci. Na to nalozono aplikacje smolenska, kalke komunisci i zlodzieje i polske w ruinie i maszynka manipulacyjna gotowa.

    Zwroc uwage, ze nie ma niczego racjonalnego. Zadnych dyskusyjnych watpliwosci. Same ideologiczne pewniki i na dodatek podlane bogojczyznianohonoropatryjotycznym sosem.

    Gdyby byl chco cien racjonalnosci, jakakolwiek argumentacja, to moze jakas dyskusja bylaby mozliwa. Ale nie ma. Wiec jak nie ma. To w sytuacji choc drobnego przyciskania do muru sila argumentow, pojawia sie desperacja, ktora nie majac argumentow do dyskutowania, reaguje agresja, a nieprzystepnosc, jest reakcja obronna, przed koniecznoscia przyznania sie do brakow argumentow.

    Zdefiniowanie wroga jako „komuniste i zlodzieja” powoduje, ze z wrogiem sie nie dyskutuje. A bozioojczyzniany sosik sprzyja utrzymaniu przekonania, ze tak sie jest atakowanym, bo to atak na swiety kosciol i obroncow jego. Tak to sie dzieje w/g mnie z kulisami tego przekletego pekniecia polskiego spoleczenstwa. W tle jest jak zawsze siwty kosciol rzymski, ktory niczemu, jak zawsze nie jest winny, tylko jego wrogowie. Ale to ostatnie to znasz, wiec nie ma co tlumaczyc dokladniej.

  110. Dwie przyjaciółki mi daleko wyemigrowały; na Antypody, do Anglii – mam z nimi kontakt; wciąż tłumaczę, co się w Polsce dzieje, oczywiście, z mojego, ateistycznego i demokratycznego punktu widzenia.
    Straciłam też bardzo dobre koleżanki przez pieniądze, a właściwie brak ich zwrotu w umówionym terminie; po jakimś czasie jedna z nich przyszła do mojego mieszkania i rzuciła mi w otwarte drzwi zwitkiem banknotów i bluzgiem. Druga nie oddała nigdy. Odsetki, gdyby je liczyć, przekroczyłyby wartością samą kwotę pożyczki. Była denominacja, dziś nie byłyby to tak wielkie pieniądzze, choć co do zasady- należałoby je zwrócić .
    Morał z tego taki-chcesz mieć przyjaciół-nie pożyczaj pieniędzy.Albo stracisz jedno, albo drugie; może być, że obie rzeczy i osoby naraz.
    To tak nawiasem mówiąc -zupełnie nie w odpowiedzi pombockowi.

  111. Ewa-Joanna
    30 stycznia o godz. 21:47
    Też sie boje,że wygra Front Ntional i Francja pójdzie w ślad Ameryki. Ale mam nadzieje, że nie. Jak socjaliści polegną, to będę musiał glosować na katolika Fillona, żeby odebrać głos Marine Le Pen.
    Zresztą tak juz raz sie zdarzyło,bo kiedy przed laty do drugiej tury dostał się stary Le Pen, to cała Francja stanęła murem za Chirakiem, mimo że był niezbyt lubiany. Dostał wtedy, jak w jakiejś republice bananowej albo na Białorusi, prawie 90% głosów

  112. @ pombocek
    30 stycznia o godz. 21:54

    Co tu analizować? Jednym na starość (albo już wcześniej) odbija, innym – nie.
    Ktoś tu wspominał o piesku, który całe życie się bał.
    W mojej dalszej rodzinie pojawił się kotek z „dobrego domu”, ale od szurniętej, agresywnej matki. Kotek od małego był pieszczony i kochany, a mimo to lękliwy i nieufny wobec obcych, chowający się pod kołdrą, zaszywający w ciemnych kątach i niedający pogłaskać (przez osoby postronne) przez całych 18 lat.
    Jego matka została na starość odstrzelona z floberta (w domu!) bo nikt nie miał odwagi jej dotknąć, aby zawieźć do weterynarza, taka się stała agresywna 🙄
    Sam przygarnąłem w odstępie kilku lat zupełnie dzikie, małe kociaki. Znajomy weterynarz powiedział mi przy pierwszym, że jeśli w ciągu dwóch tygodni się nie oswoi, to nie ma szansy na „udomowienie”. Oswoiły się bardzo prędko, starszy uwielbiał wręcz zabawę w „cat ball”, w którym sam był „piłką” rzucaną z rąk do rąk, lubił też jazdę na deskorolce, młodszy włazi gościom na kolana i bez lęku podchodzi do wizytujących nas psów, wpędzając niektóre w panikę…
    Zwierzęta domowe (psy i koty) miewają różne charaktery, neurozy, inteligencję rozwiniętą w różnym stopniu, uszkodzenia okołoporodowe albo zwyczajne „kuku na muniu”- trudno jest na podstawie indywidualnego zachowania wyciągać jednoznaczne wnioski na temat mniej lub bardziej udanej socjalizacji we wczesnym wieku.
    Notabene, starszy kot przynosił do domu myszy i upolowane kosy, młodszy zupełnie nie interesował się polowaniem. Obaj zostali adoptowani w tym samym wieku, pochodzili z podobnych środowisk, od nieufnych matek, z miotu liczącego czworo małych tylko oni wykazali odwagę i ciekawość wobec człowieka, reszta zmykała za matką i chowała się po zakamarkach…

  113. anumlik
    30 stycznia o godz. 21:31
    Jest jakieś zewnetrzne podobieństwo między Misiewiczem i Ziemkiewiczem, takie same tłuste, papuśne gęby. Może właśnie w takich Macierewicz gustuje i dlatego tak rzucił sie agresywnie na Ziemkiewicza. Przypomina mi to agresywne reakcje barona Charlusa w stosunku do chłopców, którzy go podniecali

  114. Lewy
    30 stycznia o godz. 22:31

    e Francji może jest mniej seksizmu niż nad Wisłą, a może niekoniecznie. To podpuszczanie przez dziennikarzy kandydatki Segolene podobne jest do podpuszczania kandydatki, a później już ministerki sportu, Joanny Muchy. Podśmichujki, że co się ona może znać na sporcie, jak nie jest facetem z bicepsami Arnolda. Rzecz nie w w tym, na ile się znała na sporcie i czy minister musi się znać na nim jakoś szczególnie blisko w rozumieniu jego uprawiania, bo może w danym czasie lepszy byłby minister-menedżer, kóry wreszcie uporządkuje sprawy w ministerstwie od strony organizacyjnej, albo finansowej, albo współpracy z Radą Ministrów albo jeszcze coś innego i potrzebnego zrobi, ale rzecz w tym, że podśmichujki z Muchy były dlatego, że to kobieta.
    A w takie sytacji faceci-spece od sportu, albo wojska, albo czegokolwiek znajdą sobie jakieś cwane pytanka i będą kandydatkę rozkładać.
    Zgoda – że Segolene powinna była okazać się bardziej biegłą kandydatką pod względem pijarowym i gadać bardziej wymijająco. albo odwrotnie – przyważdżać seksizm przepytywaczy lub ich nieznajomość rzeczy w czym innym.
    Prezydent pastwa powinien wiele wiedzieć i wiele rozumieć w wielu, zasadniczych dla państwa i społeczeństwa sprawach. Ale nie wszystko musi i nie wszystko może. Może i musi też korzystać z opinii, porad wspópracowników, doradców, obywateli. Nie mam poczucia, że umiejętność strzelania za rmaty, a choćby i z pistoletu, oraz wiedza czy mamy jeden, a może dwa lotniskowce jest substacjalnie ważna u kandydata na prezydenta. Tego się łatwo i niechybnie dowie, jak tylko zostanie prezydentem. Oczywiście fatalne byłoby, gdyby kandydat sądził, że lotniskowiec to po coś jak kajak i Francja ma ich 350 tysięcy.

    Najbardziej uzbrojonym państwem świata i najbardziej wojennie aktywnym, czyli Stanami Zjdnoczonymi rządzą prezydenci, ktorych horyzonty mentalne, poglądy, fachowość i wiara w to lub owo są tego rodzaju, że klinika zamknięta musiałaby z takim pacjentem pracować na najwyższych obrotach. Bush junior, zwany dablju, czy Reagan to postaci tego rodzaju, a wcześniej podobnych też nie brakowało.

  115. Tanaka

    Masz rację, Tanako, że nie ja byłem celem. Ale na gorąco to było przeciw mnie, więc przeżyłem szok. W skali kraju, jak widać po komentarzach – nie wyjątek. Tyle że, jak wcześniej napomknąłem, nie zostało we mnie zaszczepione przez rodziców hodowanie w sobie szoków. Więc dziś porozmawialiśmy na skajpie i wyjaśniłem, że bycie przeciwko PiS nie oznacza automatycznie popierania jego politycznych wrogów, a zwłaszcza jakichś cieni z przeszłości. Bo pani rozumowała dość prymitywnie, że jeśli nie popieram PiS, znaczy – sympatyzuję z tymi, którzy prześladowali jej ojca. Powiedziałem wprost, że ferowanie ocen na podstawie tworzenia pozornie logicznych konstrukcji słownych jest grubym intelektualnym nadużyciem, które nagminnie i z premedytacją popełnia PiS. Ja oceniam człowieka nie na podstawie jakichś okresów warunkowych („jeżeli…to”), etykietek lub jeszcze gorzej – na podstawie tego, co ktoś podobno powiedział, lecz faktów, a jak się da, to najlepiej w bezpośrednim kontakcie.

    No i co z tego, że właściciel łodzi, na której zaczynałem łodziową rybałkę, był wcześniej milicjantem? Dla mnie był świetnym marynarzem na morzu i kolegą na brzegu, choć, skurkowany, w ogóle nie umiał pływać.

  116. pombocek
    30 stycznia o godz. 21:54

    Pombocku, jak masz takie życzenie, to Ci rzeknę, że jest to świetny pomysł na wstępniaka. Już mi się spodobał, a tym bardziej, że i tak koło tematu chodzę i go gryzę z różnych stron gadając to i owo.
    To się chyba wezmę i coś na temat napiszę. Pewnie nie jako pierwszy z następnych wstępniaków, tym bardziej, że mam już coś w postprodukcji i jeszcze kilka pomysłów w obróbce, ale w niedługim czasie pewnie tak.

    Powiem Ci na ateistyczne ucho (nikt nie podsłuchuje, nawet państwo polskie) , że od jakiegoś czasu krążę wokół tematu nadwiślańskiej odwrotności rzeczywistości. W Polsce na przykład, rzeki płyną dnem do góry, a drzewa korzeniami opalają się pod słonkiem Mazowsza. Na co nie spojrzeć, to co mamy w tej naszej ziemi obiecanej jest odwrotnością siebie. To, co miało być takie, jest owakie. Co słodkie, to słone, co wysokie, to niskie.
    Temat mnie frapuje.

  117. @pombocek, (30 stycznia o godz. 12:06)

    Aż tak drastycznych różnic między Polakami i to różnic właściwie nowych, za jedno politycznych, światopoglądowych, psychologicznych (ocierających się o psychiatryczne), jako urodzony w 1944 roku rówieśnik PRL, nie pamiętam.

    Masz rację. Tak drastycznych różnic nasze pokolenie nie pamięta, bo to był czas, w którym „złapał Kozak Tatarzyna…” Konflikt został chwilowo zamrożony.
    Władza świecka nie czuła się dostatecznie legitymizowana. Co więcej, pochodziła, w większości, ze wsi. A tam pleban był kimś. Toteż grała na dwa fronty. Władza kościelna miała z jednej strony świadomość, że nie ma realnych szans wygrać w siłowym starciu z władzą świecką. Z drugiej strony wiedziała, że utrzyma „rząd dusz” tylko wtedy, kiedy nie będzie zbyt wiele od tych „dusz” wymagać.
    Jedna i druga strona demoralizowała „lud” na potęgę. „Lud” zaś zachowywał się tak, jak małolaty w rodzinie, w której starzy drą koty i przekupują młodych, żeby ich przeciągnąć na swoją stronę.
    Tak naprawdę ani władza świecka ani kościelna nie decydowały o tym, co się w naszym kraju dzieje. Nad wszystkim czuwał gajowy. Oczywiście trzymały się w szachu, dzięki czemu „lud boży”/”lud pracujący wsi i miast” miał odrobinę przestrzeni na swobodny oddech.
    Po ’89 zabrakło gajowego i konflikt wybuchł na nowo.
    Dzisiaj widzimy go w pełnym rozkwicie.

  118. Myślę, że warto przeczytać.
    http://studioopinii.pl/herta-muller-wolnosc-to-cos-takiego-czego-jedni-sie-boja-a-inni-nie/
    nawet jak jest niezupełnie na temat.

  119. konstancja
    30 stycznia o godz. 20:16

    Konstancjo kochana, ciepła, wyważona, może mój poprzedni wpis adresowany do Ciebie wyszedł obcesowo. Jeśli tak odebrałaś, to na pewno nie było to moim celem. Wpadłem na blog tuż po domowej rozmowie o kłopotach zdrowotnych starszego brata żony, którego bardzo lubię i szanuję, no i jeszcze te przeprosiny – po prostu byłem rozjechany emocjonalnie. Nie gniewaj się. Rzucam się na główkę do nóg i przepraszam.

  120. @Ewa-Joanna

    Mistrz Zakonu Czarnego Królika powiedział: „Po skłonności do obrażania się poznacie ich”.

  121. „Albowiem tylko obrażający się mogą pozywać do sądu za obrazę ich uczuć”

  122. Tobermory
    30 stycznia o godz. 22:39

    Tobermorku, nie o starości rzecz, lecz o wykwitłej przed chwilą na naszych oczach wzajemnej nienawiści dwóch Polsk w wieku od lat piętnastu do pięciuset.

  123. @pombocek, (30 stycznia o godz. 21:54 )

    …Natomiast okropnie bym był wdzięczny i zaciekawiony, gdyby ktoś z koleżeństwa zdobył się na psychologiczne podsumowanie tego, co zostało przeze mnie i komentatorów tylko zilustrowane jako dzień dzisiejszy dwóch Polsk…

    Rozumiem te słowa jako zaproszenie do meta rozmowy o rozmowie.
    Przestaliśmy z sobą rozmawiać. Ograniczamy się do potakiwania „swoim” i „darcia łacha” z „nieswoich”.
    Można o tym porozmawiać. Żeby rozmowa miała sens trzeba założyć, że druga strona też może mieć racje. A jeżeli tych racji nie podzielamy, to ich nie dyskredytujemy tylko dlatego, że nie są nasze.

  124. @mohikanin przedostatni

    Można nie mówić o „racjach” i skoncentrować się na „porcjach”. Wtedy nic nie jest mojsze i najmojsze, po prostu sobie jest.

  125. Już dawno (a być może nigdy) nie czytałem tak dobrego tekstu w internecie. Dziękuję *pombocek* za zainicjowanie, *tejot*, *płynna rzeczywistość*, *tanaka* i inni za kontynuację w większości przypadków na temat, a na pewno w każdym z szacunkiem i kulturą.

    Wydaje mi się że dyskusja dotknęła paru tematów.
    Przede wszystkim – jestem magistrem informatyki – nic co napisane poniżej nie jest moją wiedzą specjalistyczną. Wszystko jest tylko przetworzoną mądrością zasłyszaną i przeczytaną.

    LUDZIE
    1) Emocje przed rozumem
    Każdy z nas ma emocje. Język który inicjuje w nas emocje to najprostszy język, pełen słów silnych, twardych i nie skażonych dwuznacznością ani wątpliwością. *Jiba* pisze że słowa nie mają znaczenia. I ma rację. Liczy się tylko pokład emocjonalny.
    Naładowani emocją nie umiemy logicznie myśleć, nawet jeśli byliśmy w stanie zrobić to na trzeźw
    Część ludzi parkuje na tym poziomie. Można ich porwać na „bij żyda”, „komuniści i złodzieje”.

    2) Zdolność do logicznego myślenia
    Część – znaczna – ludzi nie potrafi myśleć racjonalnie. Żyjemy w przeświadczeniu że jak najbardziej tak, ale to iluzja.
    Zauważa to *mohikanin przedostatni*. Jedyne na co realnie możemy mieć nadzieję – każdy z nas – to wmłotkowanie sobie, że błędy poznawcze czyhaja na każdym kroku (ang. cognition bias). Musimy wiedzieć, że lepiej oceniamy tych których lubimy, że nasze argumenty najczęsciej wydają nam się dużo lepsze niż są w rzeczywistości, że intuicja sprawdza się tylko czasem.
    Praca z komputerami daje tu wspaniałą lekcję. Gdy kończysz studia, myślisz że wszystko umiesz. Ale komputera nie da się przekonać, że masz rację. Jest dobrze, albo nie jest.

    Przekleństwem są ludzie którzy mają na tyle wykształcenia by sądzić że są mądrzy, ale nie na tyle, by wiedzieć, że są ludźmi omylnymi.
    Będą do upadłego bronić swojego zdania, a próby wykazywania im błędów będą traktować jako ataki personalne.

    3) Przekonywanie myślącego emocją
    Moje doświadczenia wskazują, że próby przekonywania osoby która w dowolnym temacie zaparkowała na poziomie emocji są trudne. Piszę – w dowolnym temacie – bo nie widzę powodu by zakleszczenie emocjonalne musiało dotyczyć równo wszelkich aspektów. Jedni żywiołowo zwalczają religię inni są dogmatycznymi wyznawcami ekstremistycznego liberalizmu.
    Próba przekonywania argumentami osoby zaparkowanej emocjonalnie jest najczęsciej odbierana jako atak. Nie bez powodu, bo przecież ona sama nie użyła argumentów i wnioskowania by znaleźć się na bieżącej pozycji. Używanie zatem argumentów jest próbą podważania czegoś co osoba zdecydowała, że stanowi jej prywatną domenę.
    Wyobraźmy sobie, że próbujemy przekonać polaka, że bycie polakiem to nic szczególnego i że mógłby być dowolnej innej nacji.

    INTERNET
    Udostępniliśmy przestrzeń publiczną (internetową) każdemu krzykaczowi plującemu inwektywami.
    Jego emocje są na pewno jak najbardziej prawdziwe, nie mam powodów w to wątpić. Wątpię jednak, czy słusznym jest by pozwalać na każde plugastwo w sieci. Nie łudźmy się – obserwowanie takich zachowań zachęca do podobnych i gorszych, by tylko wybić się ponad hałas tła.

    Jaki zysk społeczny mamy z inwektyw? Jaki zysk społeczny z kłamstwa? Nie widzę żadnego.
    Widzę zysk z krytyki. Widzę zysk z ujawnienia grzeszków polityków i korupcji w sądach.
    Ale tylko gdy to ma miejsce. Obecnie w zalewie obelg i kalumni nikt już nie dostrzega prawdziwego przestępstwa.
    A społeczeństwo ma za złe sądom, że nie skazują wyimaginowanych przestępców.
    Dlaczego to jest szkodliwe? Każda informacja nas kształtuje. Każdy atom wiedzy skłania nas to takiego czy innego wyboru. Inaczej reagujemy jeśli wiemy że azbest szkodzi, a inaczej, jeśli jest biodegradowalny.
    Żadna władza nie będzie skuteczna jeśli nie będzie opierać się na rzetelnej wiedzy. A dla demokracji kłamstwo i dezinformacja są wręcz śmiertelną trucizną.

    PROPOZYCJA
    Co mnie się marzy? Marzy mi się instytucja „obrońcy prawdy”. Takiego prawa które ma każdy obywatel z osobna (nie instytucja!!) by wnioskować o ukaranie producenta nieprawdy. Nie trzeba by wskazywać poszkodowanego; w domyśle szkodą byłoby odciąganie od prawdziwego obrazu świata w kierunku kłamliwego.
    Sąd/kolegium orzekałoby odpowiednią kwotę – 100zł 200zł – jakoś tak, po uproszonej procedurze. Nie by puścić z torbami, ale tak by zabolało. Oczywiście, zawsze można się bronić, podając źródło.

    END
    Chciałem napisać na temat, a popłynęło w inną stronę. Przepraszam.

  126. lonefather
    30 stycznia o godz. 22:31

    Mój komentarz
    Lonefather, słusznie zauważyłeś, że największej praktyki w manipulowaniu Prezes nabrał w czasie kampanii prezydenckiej Wałęsy, w której ochoczo uczestniczył i pilnie obserwował jej skutki, wyciągał wnioski dla siebie na przyszłość.

    Tak się zdarzyło, że środowisko Prezesa jeszcze przed drugą Solidarnością dane mi było poznać trochę od środka. Byli tam prawdziwi i nieprawdziwi patrioci, maniacy, fanatycy, tropiciele szpiegów i chwytacze okazji.
    Najbardziej zamaskowanym z nich, nieprzeniknionym z zewnątrz, entuzjastycznym, zawsze w trendzie, w zachowaniu rozważnym i rzeczowym był dzisiejszy Prezes. On starał się usilnie mówić, co należy, zawsze był chętny do nowych doświadczeń, do nowych prób pod jednym warunkiem – że on nie będzie w nich na pierwszej linii, lecz będzie otwarty do podpowiadania jako że ma już w głowie bogaty materiał do przewidywań, wyznaczania celów, do obrania taktyki, weryfikacji, typowania składu osobowego, poszukiwania poparcia lub przeciwpoparcia, itd.

    Co mi się rzuciło w oczy? Jest to gość niesamowicie nieufny, podejrzliwy i samotny, przeznaczony przez siebie na mózg przedsięwzięć, na analityka postaw, stratega i planistę, przeznaczony na wysokie pozycje, ponieważ on sam uważa siebie za posiadacza największych zasobów teorii i doświadczenia oraz przywódcę górującego nad innymi inteligencją, sprytem i cierpliwością.

    Aspiracje niesamowite, dlatego największą traumą dla niego w życiu było wypie…lenie go wraz z bratem przez Bolka z kancelarii prezydenckiej a drugą – najbardziej dołującą, to była katastrofa smoleńska, którą on usiłuje wciąż przezwyciężać, lecz nie w ramach sumienia, lecz jako plamę na wizerunku, jako przegraną przez niesprawiedliwy wyrok losu, którą mogą inni poczytywać za nieudacznictwo, błąd taktyczny, itd.

    Dzisiaj te pokłady doświadczeń, które zalegają w nim, bogata praktyka pijarowska i obcowanie z wynikami swoich manipulacji na najwyższym szczeblu państwowym doprowadziły go do punktu ostatecznego – albo/albo. Rzeczywistość, która tam napotkał okazała się bardziej toporna i oporna niż w najśmielszych swoich obawach mógł przewidzieć. Zmierzył się ze wszystkim i wszystkimi. Nie ma prawa przegrać.
    Pzdr, TJ

  127. @tejot, (30 stycznia o godz. 13:19)

    ….Kaczyński zaspokaja ludzką potrzebę identyfikacji, przynależności oraz spójności. Ta ostatnią określiłeś jako jedną z najniezbędniejszych potrzeb człowieka…

    Aż tak mądry to ja nie jestem. Powtarzam to, co głosi psychologia. Człowiek nie może, na dłuższą metę, stać z psychicznym rozkroku. Grozi to rozdwojeniem, czyli omsknięciem się w schizofrenię. Stąd znaczenie potrzeby spójności.
    Im bardziej, im silniej opowiemy się po jednej stronie, tym trudniej jest nam dostrzegać wady tej strony i zalety strony przeciwnej. Pojawia się dysonans poznawczy, wraz ze wszystkimi jego konsekwencjami.
    Wmanewrowanie w jednoznaczność zabarwioną silnymi emocjami jest pułapką blokującą krytyczne myślenie.
    Kaczyński nie zaspakaja potrzeby spójności. On tę potrzebę wykorzystuje w sposób dużo bardziej cyniczny i bezwzględny, w porównaniu do innych polityków.

  128. @bubekró, (30 stycznia o godz. 23:27)
    a mógłbyś powiedzieć jeszcze raz dużymi, drukowanymi literami o co Ci chodzi? W ramach miłosierdzia dla mniej gramotnych od Ciebie.

  129. mohikanin przedostatni
    30 stycznia o godz. 23:22

    „Żeby rozmowa miała sens trzeba założyć, że druga strona też może mieć racje. A jeżeli tych racji nie podzielamy, to ich nie dyskredytujemy tylko dlatego, że nie są nasze”.
    Prawie pełnoczasowa (to od Świadków Jehowy) zgoda.
    Zakładam niemal od zawsze – choć nie zawsze konsekwentnie, a czasem w ogóle nie zakładam – że rozmówca wie co najmniej tyle, co ja lub więcej. Ale kiedy rozmówca mówi na przykład, że ciało zanurzone w cieczy waży tyle, ile waży połowa wypartej przez nie cieczy, to ja tej rewelacji nie tylko nie podzielam i dyskredytuję rozmówcę nie dlatego, że jego rewelacja nie jest moja, ale mu mówię w oczy, że jest obiektywnie, bez mojej dyskredytacji, głupek. Nie obrażę się również, kiedy ja coś głupiego palnę, a on mi odpali.

  130. Szanowni Państwo, proszę na początek o wybaczenie pana pombocka, że to nie o jego smutnej przygodzie napiszę, ale przede wszystkim chciałbym odnieść się do wpisu pana lonefathera z 30. stycznia (godz. 16:13). Padły tam takie słowa:

    „Ale mozliwe (…), że (…) to Ty, a nie ja, masz racje.”

    Proszę Państwa, to jest coś niesamowitego. Nie sądziłem, że kiedykolwiek przeczytam takie słowa. O mało się nie rozpłakałem ze szczęścia. Panie lonefather, opuszczam przed Panem w salucie moją czerwono-czarną kropotkinowską szturmówkę. Nie zgadzam się z Panem w prawie żadnym punkcie co do artykułu wstępnego pana pombocka, ale i tak uważam, że musi Pan być człowiekiem szlachetnym i mądrym.
    I bardzo Panu dziękuję. Podobnie wszystkim Państwu za artykuł wstępny i komentarze, które czytałem z najwyższą przyjemnością.
    Z uszanowaniem, Ildefons Miau

  131. @mohikanin przedostatni

    Nie zwykłem krzyczeć Capslockiem, a innych niż drukowane litery z klawiatury nie wyczaruję.

    Można rozmawiać i nie koncentrować się na „swoich racjach”, w ogóle nie przykładać specjalnego znaczenia do tego, czy się ma, czy się nie ma racji. Wymieniamy się porcjami informacji, a nie racjami.

  132. @pombocek
    30 stycznia o godz. 23:58

    O, to, to. Rzeczywistość nie jest zależna od różnych widzimisie. Jest taka sama niezależnie od różnorodności punktów widzenia.

  133. pombocek
    30 stycznia o godz. 23:17

    Pamiętasz, jak pożarliśmy się o neandertalczyka? Ten neandertalczyk chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu, a dokładniej neandertalczyk i jego współistnienie z człowiekiem współczesnym (pomijam dywagacje naukowe, wiedza na temat ewolucji człowieka ciągle ewoluuje:). Wspominam o tym, bo wydaje mi się, że to, o czym piszesz, nie jest tylko problemem dwóch Polsk, raczej konfliktem liberałów i konserwatystów pod wieloma szerokościami geograficznymi. Zapalnikiem był pewnie kryzys z 2008.

    Skąd ten neandertalczyk?
    Nie zrozum mnie źle, nie mam odpowiedniej wiedzy. Dni, które mogłam poświęcać tylko nauce i ogromnie żałuję, że ich nie doceniałam, minęły dawno temu. Może wrócą na emeryturze, o ile nie będę musiała walczyć o ogień.
    Jestem w tym temacie wielką ignorantką, ale czy nie można założyć, że za różnicę w postrzeganiu rzeczywistości przez konserwatystów i liberałów odpowiada jakiś jeden malutki, malusieńki gen, o którym nie wiemy i dlatego się żremy?
    Bo gdybyśmy wiedzieli, to czy można kogoś winić o to, że jest brunetem?
    Przepraszam, jeśli zabijam swoją niewiedzą.

  134. @Jiba

    Albo dywagacje, albo naukowe.

    A co do genów – jedyne dobre testy pokazujące takie różnice są robione na bliźniętach jednojajowych. Jeżeli znasz parę bliźniąt, z których jedno jest konserwatywne, a drugie liberalne, to już ni ma takiego wpływu. Jeżeli znasz człowieka, który przez n lat był konserwatystą, a potem liberałem lub odwrotnie, to też ni ma takiego wpływu, no chyba, że mowa o włączaniu się (w pewnym wieku) oddziaływania pod wpływem ekspozycji na jakiś bodziec.

    Jakiś czas temu przeglądałem artykuł, w którym przedstawiano taką oto informację – konserwatyści i liberałowie kierują się pewnym, identycznym zestawem wartości, ale konserwatyści mają poza tym więcej wartości, które wpływają na ich działania.

    A więc – im mniejsza indoktrynacja przychówku (mniejsza ekspozycja na pewne wartości grupy), tym mniejsza szanse na „skonserwatywnienie”. Im większy dostęp do szerokiej palety wartości i możliwość dokonywania wyboru, tym większe szanse na „zliberaliliźnienie”. Dlatego skutecznym może być ciągłe bombardowanie konserw różnymi (w sensie wieloma zróżnicowanymi) treściami.

  135. bubekró
    31 stycznia o godz. 0:36

    Dzięki za zwrócenie uwagi na rozumienie słowa „dywagacje”.
    Czyli warto puścić dzieciaka kontrolowanym luzem?
    Choć z drugiej strony, w latach osiemdziesiątych większość biegała z kluczem na szyi, siedzieliśmy na podwórkach do ciemnej nocy, a zasięg terytorium był mniej więcej taki jak kota, ok. 1 ha. Mieliśmy dużo przestrzeni na dokonywanie wyborów, część wyrosła na konserwę, część na liberałów.

  136. A’propos Twojej znajomej, @Pombocku

    Moją przyjaciółkę Ankę poznałam, kiedy miałam cztery lata, a ona dwa. To możliwe. W piaskownicy.
    Jestem raczej grzecznym człowiekiem. Brałam udział w bójkach głównie z bratem, ze dwa razy dostałam w twarz na ulicy od złodziei łańcuszków.
    Ale tego, jak pobiłyśmy się z Anką, nie zapomnę do późnej starości. Miałyśmy może 8-10 lat?
    Nie wiem, o co poszło. Pewnie było sporo przykrych słów, po których rzuciłyśmy się na siebie z pięściami. Najpierw tłukłyśmy się w jej pokoju, później wytoczyłyśmy się na klatkę schodową. Pospadały nam buty, więc biłyśmy się tymi butami. Pamiętam, jak leżę na podłodze spocona, zaryczana i wściekła jak sto diabłów i walę na oślep ze wszystkich sił. Pamiętam też włosy, dużo włosów, które wiły się w ślad naszych ciosów.
    Na szczęście złapała nas mama Anki. Leżałyśmy na krawędzi schodów prowadzących z piętra na parter.
    Z Anką rozmawiałam w lipcu. Nie ma znaczenia, czy mamy piętnaście, trzydzieści czy czterdzieści lat. Zawsze mam wrażenie, że widziałyśmy się kilka dni temu.

  137. Do polonistów
    Ratunku, bo już głupieję. Czy to poprawna forma – MSZ padło celem ataku grup hakerskich ?
    Tam mi to zgrzyta …

  138. tejot
    30 stycznia o godz. 23:34

    Pozdrawiam,
    Niezle uzupelnienie dokladasz do pospiesznie napisanej @pombockowi odpowiedzi.

    Napisalem „niezle”? O zesz! Mialem na mysli, ze swietne wrecz. Ale mysle ze sie mylisz oceniajac, ze Kaczynski nie ma prawa przegrac. Mozliwe jest, ze juz faktycznie wygral.

    W tym miejscu uswiadomilem sobie, ze dalsze odpowiadanie Tobie, bedzie tym co ponad rok temu z okladem zdecydowalem sie pisywac pod szyldem Kontrrewolucji. Mam nadzieje, ze zrozumiesz, ze z postu adresowanego do Ciebie, przeslizgne sie do:

    .

    KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ dzien 464

    .

    Ale w/g mnie ma Kaczynski prawo przegrac, a nawet powiem wiecej, ze wrecz musi przegrac. To zalezy tylko i wylacznie od tego, o co tak naprawde on „gra”?

    Po kolei.
    Juz wygral, jezeli jego jedynym celem bylo – zapisanie sie w historii Polski.
    Co prawda jak Herostrates, czyli niszczycielsko, to sie juz tak dobrze zapisal, ze lata cale bedzie wspominany, jako ten co albo zniszczyl, albo niemal zniszczyl Polska demokracje liberalna. I nie tylko zniszczyl, lub niemal zniszczyl polska demokracje, ale nawet sama Polske doprowadzil na skraj zniszczenia, a co najmniej cofna w rozwoju o kilkadziesiat lat i zaprzepascil szanse na utrwalenie polskiego bezpieczenstwa narodowego… Dobrobytu jej mieszkancow i szans lepszych na przyszlosc dla kolejnych pokolen.

    Tak. To sie juz mu udalo osiagnac i miejmy nadzieje, ze nie wiecej.

    Taaak, pod tym wzgledem, to faktycznie JK juz wygral niemalo, a mozliwe, ze wygra jeszcze duzo wiecej..

    Ale zgadzam sie z Toba @TJ, ze JK to ambitna sztuka i marzy mu sie o wiele wiecej, niz tylko proste herostratesowskie zapisanie sie w polskiej historii. I wiedzac to, ze sie mu marzy o wiele wiecej, uwazam, ze jednak przegral, to znaczy, ze nie ma zwyczajnie prawa wygrac tego na czym mu z pewnoscia bardzo zalezy.

    Mnie w tym miejscu tak smieszy… Bo widzisz @TJ, ja juz tyle razy o tym pisalem w kolejnych odcinkach Kontrrewolucji, ze zdumienie ogarnia, ze od nowa trzeba kolejny raz powtarzac oczywiste i dla kazdego widoczne fakty. A fakty sa takie:

    1) Zacznijmy od niego samego. Samotny. Dodatkowo osamotniony jeszcze bardziej po stracie brata blizniaka. Nie majacy rodziny, wiec nie majacy oparcia jakie daje rodzina. Partyjka jego nie daje mu wsparcia, za to zajmuje duza czesc jego uwagi, bo musi sledzic, czy ktos nie organizuje na niego „zamachu”. Napisalem „na niego”, ale to chodzi nie tyle o niego, co o posiadana wladze. Niemlody, bo ma juz bodaj 68 lat. Niby to nie jest w obecnych czasach duzo. Ale w jego wypadku, przy sklonnosci do obzerania sie i braku aktywnosci fizycznej, to jest jak wyrok smierci. Zmiany miazdzycowe, najwyrazniej problemy z watroba, coraz wyrazniejsze objawy przydechu i niedajace sie ukryc braki w uzebieniu, nie pozostawiaja watpliwosci, ze sie zwyczajnie i po prostu sypie coraz szybciej. Tak wiec geriatria w polaczeniu ze stanem zdrowia, nie gwarantuja mu za wiele czasu na realizacje planow. Ciut dokladniej i nieco wiecej w tym temacie, ciut nizej.

    2) Nie dziala w pojedynke, dziala jak sam napisales, delegujac zadania.

    Tak wiec teraz omowmy personel, jaki mu sluzy. Ostatnim czlonkiem personelu, jakim dysponowal JK, ktory reprezentowal jako taki stopien samodzielnosci rozumnej, byl jego brat. Od kiedy go stracil, ma juz do dyspozycji personel 4, czy wrecz 5 jakosci. Tych co byli chocby 2, czy 3 kategorii sam wycial, zeby mu nie zagrazali. Jego wladzy nie zagrazali.

    3) No to zlozmy sobie, to co mamy w calosc.

    Gdyby JK mial dzis 34 lata i 48 lat rzadow przed soba, jak mial Kim Ir Sen, to calkiem mozliwe jest, ze by mu sie udalo „wygrac” i zrealizowac to co zamierza. Ale jest „do tylu”, o co najmniej 36/7 lat… i rozkladajace sie starcze cialo, czyli geriatria, zwyczajnie mu nie pozwoli zrealizowac i utrwalic. A mozliwe, ze tylko chocby w pelni zrealizowac plany jakie sie mu po glowie roja.

    4) Gdyby jeszcze mial komu przkazac „paleczke wladzy”, to mielibysmy powazne powody do obaw.

    Ale na szczescie nie ma nikogo, na kogo moglby wladze scedowac. Doslownie nie ma nikogo! Gdyby tylko wskazal nastepce, to podpisalby na siebie „wyrok smierci”… Wiec nie wskaze nigdy. Az do smierci, nie wskaze. A to oznacza, ze personel sie wezmie za lby, w walce o wladze, chyba, ze sie paru zdola przemoc i zaryzykuje spisek wewnetrzny.

    5) Ale w to chyba nikt nie wierzy. Przynajmniej nikt, kto choc troche rozumie wewnetrzny mechanizm utrzymywania dyscypliny w organizacji Kaczynskiego.

    6) Jest jeszcze i ta mozliwosc, ze ze strachu przed konsekwencjami tego co teraz wyczyniaja, zdolaja sie „odkleic” od latami wzajemnej nieufnosci i wykombinuja jakis triumwirat, czy inny twor. Ale w trwalosc tego, choc to pisze, sam nie wierze. Bo wiem, ze juz w moemncie zgadywania sie , kazdy bedzie kombinowal jak sie pozostalych pozbyc. Taka jest logika wewnetrzna tej przestepczej organizacji, a to oznacza blyskawiczny rozpad. Zwlaszcza, gdy jednoczesnie Polska bedzie sie pograzala w kryzysie gospodarczym.

    7) Nie bez kozery, we wstepie zaznaczylem klase personelu. Ci ludzie sa egoistami, ktorzy, gdy sie bedzie wokolo walily te kaczynskie urojenia, to nie beda wspolnie walczyc, tylko podwina pod siebie ogony i zwieja, lub beda starali sie zwiac z tym co nagrabili. Bo to sa przestepcy, ktorzy choc udaja politykow, to maja instynkt przestepcy, ktory bedzie im kazal uciekac z tym czego sie nachapali.

    8) Tak wiec, choc niby wyglada na to, ze Kaczynski „wygral”, to ja twierdze, ze przegral. Co mam nadzieje powyzej wyjasnilem, dlaczego tak uwazam. A smieszy mnie to, ze to sam Kaczynski jest jak zawsze jedynym tworca i architektem swojej kleski. Jak zawsze zreszta, przez cale swoje zycie, od dziecka. Nie tylko zreszta w zyciu, w filmie nieslawnym, tez zreszta mu sie tez nie udalo „Ukrasc ksiezyca”. Co tym bardziej smieszy.

    ****

    A co do samej nazwy Kontrrrewolucja, to milo jest mi wspomniec, ze rowniez Pan Aleksander Smolar w wywiadzie udzielonym Jaroslawowi Kuzniarowi pomiędzy 13:00, a 14:00, a dokładniej w 13:20 minucie wywiadu…

    http://vod.pl/programy-onetu/onet-rano-aleksander-smolar-online/z7w30h7#0

    I prof Andrzej Rzeplinski w „FAktach po Faktach”, w pierwszej sekundzie

    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/andrzej-rzeplinski-w-faktach-po-faktach-w-tvn24,706832.html

  139. Jiba
    31 stycznia o godz. 0:17
    „Jestem w tym temacie wielką ignorantką, ale czy nie można założyć, że za różnicę w postrzeganiu rzeczywistości przez konserwatystów i liberałów odpowiada jakiś jeden malutki, malusieńki gen, o którym nie wiemy i dlatego się żremy?
    Bo gdybyśmy wiedzieli, to czy można kogoś winić o to, że jest brunetem?”

    Nie gen, ale coś równie od nas niezależnego. Jednym ze znanych czynników jest kolejność urodzenia. Najstarsze potomstwo jest niestety na konserwatyzm najbardziej narażone. Uważa się, że przyczynia się do tego przywilej starszeństwa. A może też władza nad młodszym rodzeństwem. Efekt jest niezależny od poglądów rodziców. Tak że jako ludzkość mamy przewalone, chyba że wszyscy będziemy jedynakami. Ale pewnie są i inne powody.

  140. Pombocek

    Fajnie, że poruszyłeś ten temat. Ja to mam w rodzinie, i nie jest łatwo. Pewnie, że z rodziną łączy więcej niż głupia polityka, ale też trudniej się pogodzić z tym, że ktoś kogo się zna od dziecka mógł tak zgłupieć. Wyzwiska też się zdarzają, jak się komuś przeleje czara goryczy. Ale sensownej rozmowy nie ma. Oni powtarzają banały i frazesy z telewizji, i wcale nie chcą żadnych wyjaśnień. Ja zawsze chcę wiedzieć jak oni myślą, oni nigdy nie chcą wiedzieć jak ja myślę. Niedoinformowana, coś przeczytała, jakąś propagandę. I tyle. Powkurzam się parę dni, a potem zapominam, bo to jednak rodzina.
    Więc jeśli twoja znajoma chce rozmawiać, usprawiedliwia się, to może jednak nie wszystko z nią stracone.

  141. Jiba
    31 stycznia o godz. 0:17

    Jibo, a nawet Jibko, wybacz, do wszystkich babek bym mówił „kochana”, bo tak samo jak Tanaka, uważam kobiety za lepsze małpy od chłopów. Nie dlatego tak mówię, że, jak było w cudnym filmie Mentzla „Kapryśne lato”: „Pięknie jest wędrować po szerokim świecie i igrać małymi, obłymi rzeczami”, a kobiety tych obłości mają trochę więcej, lecz z powodu innej niż męska, pojemniejszej empatii (raczej kobieta się pochyli nad leżącym na trawniku człowieku niż raczej chłop), z powodu, że łatwiej kobieta przebaczy niż chłop (Ty mi prędzej przebaczyłaś niż ja sobie – i to właśnie bardziej zapamiętałem niż to, o co poszło), z powodu nieporównanie większej opiekuńczości kobiety, ofiarności i ze stu innych powodów, a może i tysiąca. Z wyjątkiem takiej baby, która jest chłop – choć też przypuszczam, że to niej wina, lecz pechowy zbieg okoliczności przyrody.

    Otóż o genetyce wiem może mniej niż Ty, ale jednak na biedne geny bym nie zwalał, bo one się wściekną:
    – To wy, palanty, odpowiadacie w końcu za coś, czy za wszystko – my?!

    No bo gdyby nad Gobi latały ryby i na przykład moja rowerowa towarzyszka się przez geny na mnie wściekła, to byłby winny gen wściekania się, nie ona. Ale czy zatem gen przepraszania jest winny za to, że przeprosiła? Jeśli tak, to na cholerę człowiek – niech geny się wściekają, przepraszają, wodzą za łby, znów przepraszają, nasza chata – z kraja, spadamy na szczaw…pardą – na Jamno.

    Dlatego sądzę, że nie przez geny jest destrukcyjny tandem zajob Kaczyński i zajob Macierewicz, lecz przez, owszem, dziedziczenie, ale kulturowe. Innymi słowy – przez gówniane dzieciństwo, pokrzywioną wczesną młodość. Bo ślepy widzi, że oni się za coś światu odgryzają.

    Powiem Ci też, Jibko, że ostatnie moje doświadczenie było niemiłe, ale wywołało pozytywny skutek. Moja towarzyszka podróży powiedziała, że do końca życia będzie miała traumę z powodu prześladowania przez esbeków jej ojca i w końcu aresztowania, przez co rodzina nie tylko była przerażona, nie tylko wpadła w zwyczajną biedę, ale i w ciężką nerwicę, przez co i ojciec, i matka przedwcześnie zmarli. Miałem na to swego rodzaju niewypowiedzianą głośno kontrę, że los mojej rodziny był bardziej ponury, a mimo to w nic szczególnego żeśmy jako rodzina nie wpadli. Dopiero po przeprosinach towarzyszki uzmysłowiłem sobie, że jestem głupi jak lewy but na prawej nodze. Ich los nie był naszym losem, ich wrażliwość nie była naszą wrażliwością, ich odporność nie była naszą odpornością. Oni nie byli nami, ja nie jestem ty, ty nie jesteś ja. To, co jednego zabije, drugiego – wzmocni, po trzecim spłynie jak po kaczce. Niby się wie, że głupie jest mierzenie wszystkich jedną miarą („Ja znalazłem pracę, więc niech mi ktoś nie pieprzy, że nie można znaleźć” – mawiało się na moim Środkowym Wybrzeżu, kiedy tu było jedno z największych w kraju bezroboci), ale się mierzy. W ogóle znacznie więcej mądrości człowiekowata papugomałpa zna i się nimi popisuje niż stosuje w życiu. Dlatego jest brakującym ogniwem między małpą a człowiekiem. W każdym razie – ja.

  142. izabella
    31 stycznia o godz. 3:43

    Nie wszystko stracone, izabello. Ale trochę moich doświadczeń z pisowatymi potwierdza Twoje doświadczenia: zero dialogu z nimi. Jakby się bali, że w dialogu przepadną. Zamiast rozmowy – propagandowe, wyuczone hasła, łatwe przechodzenie do kłótni, inwektywy. Regularna sekta.

  143. @Ewa-Joanna
    31 stycznia o godz. 1:29

    Słusznie ci zgrzyta.
    Było celem (obiektem) lub padło ofiarą.

  144. Ewa-Joanna
    31 stycznia o godz. 1:29

    A może być rybak-rusycysta, Ewojotko?

    Jasne, że „padło celem ataku grup hakerskich” zgrzyta. Na język publiczny zawsze, odkąd pamiętam, się narzekało, ale nie zawsze te narzekania były równo warte. Internet zalał uszy i mózgownice angielszczyzną oraz skrótowością, co chyba wpłynęło na poziom posługiwania się językiem ojczystym i myślenia w tym języku.

    W tym konkretnym wypadku autorowi pomieszały się dwa wyrażenia: „paść ofiarą” i „stać się celem”. Można stać się celem, ale niekoniecznie – paść ofiarą, zwłaszcza kiedy tere fere kuku, strzela baba z łuku. Kulawa w dodatku i pisowata.

  145. O dzięki!
    Kiedyś to można było polegać na słowie drukowanym, że poprawne, teraz te CTRL+C jest za łatwe, zwalnia z myślenia, a mnie psuje wizerunek języka, bo ja jestem wzrokowiec.
    Pombocku, od 26 lat angielski jest moim drugim językiem, ale jakoś nie wpłynął za bardzo na zdolność do posługiwania się polskim.

  146. @anumlik, (29 stycznia o godz. 22:12)
    środowisko akademickie z Poznania, bo tam „naucza” pan Bortkiewicz, protestuje:
    https://www.a-kod.pl/index.php/First/ProtestPB
    Nie jest to jedyna paskudna wypowiedź tego pana.

  147. @bubekró, (31 stycznia o godz. 0:13)
    Rozumiem. Zgadzam się. Dziękuję 🙂

  148. @mohikanin przedostatni

    Zamieszczenie cudzysłowu (lub dowolnego innego znaku) na początku linka, bez zamykania, wystarczy w zupełności, a znacznie ułatwiania „najechanie” go myszką i otwarcie.

    https://s3.amazonaws.com/lowres.cartoonstock.com/marriage-relationships-name-naming-alphabet-alphabetical-friends-gra071011_low.jpg

  149. ułatwia najechanie…

  150. @mohikanin przedostatni, z godz. 8:21
    Protest słuszny i godny poparcia. Ale… wśród protestujących z imienia, nazwiska i naukowego tytułu, wyróżnia się jeden nie tylko podpis ale i krótkie zdanie ów podpis poprzedzające. Cytuję:
    Zdawałem egzamin doktorski u Prof. Bortkiewicza i bardzo wysoko go oceniałem. To było ładnych parę lat temu. Nie sądzę aby te lata temu był w stanie użyć takich słów. Strasznie mi przykro, Panie Profesorze. Chciałbym aby Pan tych słów nie wypowiedział albo chociaż za nie przeprosił.
    dr Łukasz Kaczmarek
    .

    Słowa dra Kaczmarka jak ulał wpisują się w naszą dyskusję po „wstępniaku” @pombocka. Nie wiem czy to „gen dobrej zmiany”, czy jakaś inna cholera doprowadził(a) do tego, że na przestrzeni kilku lat z ludzi – zdawało by się rozsądnych – wyłażą nazistowskie świnie?

  151. Kiedyś stosunki międzyludzkie były prostsze ale bardziej okrutne. Prawo Hammurabiego opierało sie na zasadzie symetrii;oko za oko, ząb za ząb. Jesli ty mi zabiłeś syna, to ja zabiję twojego. Jesli zgwałciłeś moja zonę albo córkę, to ja to samo zrobię z twoją. Proste, okrutne a jedocześnie troche komiczne.
    Potem prawo zaczęło się komplikować, ulegać procesowi sofistyfikacji (jakby napisal mały Jasio chcący tą sofistykacją oszołomić prostaczka, jak prezes zakamuflowanymi opcjami)
    Zaczęto kombinowac w ustalaniu ekwiwalentu za takie czy inne przestępstwo; grzywny, kary więzienia, obcinanie nosa albo ręki za kradzież, kamieniowanie za cudzołostwo, palenie na stosie za obrażanie uczuć religijnych. Odchodzono od symetri Hammuabiego, choć resztki jej pozostały, kiedy za zabójstwo groził szafot, choć bogaci, uprzywilejowani mogli sie wykupić grzywną.
    Nastepnym etapem odchodzenia od prawnej prostoty było zglębianie przez psychiatrów psychiki przestepców. Czy ten człowiek, który siekierą zamordował cała rodzine jest normalny czy obłąkany. No bo jeśli obłąkany, to nie może być odpowiedzialny za popełnione czyny. Gdzie przebiega granica między normalnością a chorobą umysłową ? Czy przestępca może być normalny, skoro popełnił potworną zbrodnię ? Może to nie jego wina, tylko winne są dzieciństwo i geny. ?
    Kiedy prawo było prostsze, społeczeństwo reagowało na przęstępców jak na zarażone wścieklizną zwierzeta, po prostu eliminowało ich. Nie bawiło sie w takie subtelności. Było to okrutne, w wiekszości przypadków niesprawiedliwe, ale tworzyło, albo przynajmniej tak się wydawało, że tworzy kordon sanitarny.
    Ale nastapiła dalsza humanizacja. Proces Norymberski był ostatnim takim, gdzie uznano zbrodniarzy hitlerowskich odpowiedzialnymi za popełnione czyny i zastosowano zasadę symetrii (trochę koślawą, bo na jednego powieszonego Hessa przypadało conajmniej milion zagazowanych „podludzi”, ale zawsze jakaś symetria)
    Szczyt owej humnizacyjnej wyrozumiałości dla morderców osiągnęli Norwedzy, skazując Breivika za zamordowanie ilkudziesięciu dieciaków na 20lat zycia w luksusowej celi, skąd może on oskarżać państwo o nieludzkie traktowanie, hajlując sobie przy okazji.
    Niestety nie ma takiego prawa, takiej mocy aby za chaos wywołany na świecie postawić przed Trybunałem bandę:Busha,Rumsfelda,Wolfowitza,Cheneya. Żyją sobie w swych luksusowych teksańskich siedzibach jak te przystojniaki z serialu „Dynastia”
    Oj przydałby sie Hammurabi !

  152. @Lewy, z godz. 9:27
    Oj, Lewusku, czy Ty się czasem nie zapędziłeś w swojej retoryce (wiem, wiem to ironia w zamierzeniu miała być 😉 ) w retorykę poznańskiego księdza profesora od etyki?

  153. Tak sobie myślę, że świnia siedzi w każdym z nas i chociaż staramy się trzymać ją pod kontrolą to w świńskich czasach czasem u niektórych wyłazi.

  154. mohikanin przedostatni
    30 stycznia o godz. 23:22

    Można o tym porozmawiać. Żeby rozmowa miała sens trzeba założyć, że druga strona też może mieć racje. A jeżeli tych racji nie podzielamy, to ich nie dyskredytujemy tylko dlatego, że nie są nasze.

    Czasami jak coś palniesz. W opisie rzeczywistości- zdarzeń nie o racje chodzi. Tam gdzie chodzi o racje w grę wchodzi konflikt. Te racje, które miałeś na myśli między wierszami (zakładam, że chodziło Ci o PiSowską modłę) są tyle warte co nic. Ironicznie pombocek to zilustrował 30 stycznia o godz. 23:58.

  155. @pombocek, (30 stycznia o godz. 23:58)

    Prawie pełnoczasowa (to od Świadków Jehowy) zgoda.

    Świadkowie Jehowy rzeczywiście są trudnymi rozmówcami. Z moich doświadczeń wynika, że nie są zainteresowani wymianą poglądów. Nastawieni są na osiągnięciu efektu perswazyjnego – przekonaniu do własnych poglądów. Stosują nagminnie uciążliwą technikę „zdartej płyty”. Podkreślam, że pisze o swoich osobistych doświadczeniach.

    Zakładam niemal od zawsze … że rozmówca wie co najmniej tyle, co ja lub więcej. … to ja tej rewelacji nie tylko nie podzielam i dyskredytuję rozmówcę nie dlatego, że jego rewelacja nie jest moja, ale mu mówię w oczy, że jest obiektywnie, bez mojej dyskredytacji, głupek.

    Przywołujesz przykład z miarą i wagą, czyli odwołujesz się do prawdy greckiej, materialnej typu aletheia. Do czegoś co jest mierzalne, sprawdzalne. Czegoś co da się zobiektywizować.
    Jeżeli ktoś zaprzecza faktom, to rzeczywiście trudno traktować go poważnie.
    Sytuacja komplikuje się, kiedy przedmiotem rozmowy jest to, co nie poddaje się obiektywizowaniu przy pomocy miary i wagi. Świat ludzkich emocji. Lęków, nadziei, motywacji. Tu aletheia nie jest już tak przydatnym narzędziem. Warto skorzystać z prawdy typu emet.
    Emet – słowo prawda w języku hebrajskim to „Emet” [אמת], odpowiada ideałowi Satya w jodze i kulturze wedyjskiej. …
    Słowo to wywodzi się z tego samego rdzenia, co słowa wiara/wierność/ufność, wierny/wierzący, godny zaufania, …. wyraża ideę wspierania, podtrzymywania (jak fundament), bycia niewzruszonym.

    Tego typu prawdę odnajdujemy w baśniach.
    Zdaniem Brunona Bettelheima baśń ukazuje problemy egzystencjalne w sposób zwarty i prosty, w formie przyswajalnej dla dziecka. Jej specyficzne cechy (m.in. odszczegółowienie fabuły oraz bohaterowie, którzy reprezentują określony typ, a nie niepowtarzalne indywiduum) sprawiają, że baśń może dostarczyć dziecku objaśnień dotyczących jego własnej psychiki i wspiera rozwój dziecięcej osobowości, dojrzewanie.
    Bruno Bettelheim wskazuje na stałe motywy w baśniach, pozwalające dziecku pokonać lęki przed dorastaniem i usamodzielnieniem, oderwaniem od rodziców oraz lęki związane z płcią przeciwną. Baśnie zdaniem Bettelheima pełnią funkcję terapeutyczną, a także przekazują podstawową wiedzę na temat kultury, w której dziecko dorasta

    Skoro sam przywołujesz Świadków Jehowy, czyli odwołujesz się do sfery wierzeń religijnych, to pociągnę ten wątek.
    Ryszarda Marka Grońskiego trudno byłoby nazwać „głupkiem”. Mówi on o „ludziach Księgi”. Szacuje się, że obecnie około 58% mieszkańców Ziemi to „ludzi Księgi”. Blisko 4 miliardy. Gdyby nawet podzielić to przez cztery, żeby odrzucić tych jedynie nominalnych, to i tak zostaje miliard. Czy można ich nazwać „głupkami”? Pewnie można. Tylko po co? Czy nie lepiej spróbować ich zrozumieć? Zrozumieć nie znaczy przyjąć ich punkt widzenia.

    Poważni badacze kultury pokazują jak kultura masowa przejmuje i przekształca wątki baśniowe, mitologiczne.
    Nikomu chyba nie przyszłoby do głowy darcie łacha z amerykańskiego mitu o pucybucie. Choć przecież wiemy, że to tak nie działa. Zwłaszcza dzisiaj. Wiemy, że ten mit nie stanowi obiektywnego opisu rzeczywistości. I w takim rozumieniu nie spełnia kryterium prawdy typu aletheia. Intuicyjnie wyczuwamy jednak, że jest coś na rzeczy.
    Moim zdaniem, korzeni mitu o pucybucie należy szukać w historii Gedeona, opisanej w Księdze Sędziów, 6-8. Prawda emet tam wyrażona mówi: wystarczą ci te siły, które posiadasz.
    Oczywiście, jak w każdym przetworzeniu, w innym miejscu lokowane jest źródło siły. Najważniejsze jest jednak zakwestionowanie niedasia. Zakwestionowanie przekonania, że „ nie warto”.

    Tak się składa, że pilni czytelnicy Księgi, Żydzi i protestanci są ludźmi sukcesu. Nie bez powodu samodzielne czytanie Księgi było w Krk zabronione do czasu II Soboru Watykańskiego.

  156. anumlik
    31 stycznia o godz. 9:33
    Przecież wiesz, że ja lubie czasami po bandzie, wyobrazić sobie, że ten poczciwy nóż, którym kroję chleb, mógłby służyc do innych mniej kuchennych celów. A Ty to nazywasz retoryką. ?
    To tylko wyobraźnia, może trochę niezdrowa

  157. @Żorż Ponimirski, (31 stycznia o godz. 10:02)

    Czasami jak coś palniesz.

    Takie teksty zamykają dyskusję. Budzą negatywne emocje. Napędzają wzajemną niechęć. A przecież można to samo powiedzieć w inny sposób.

    Te racje, które miałeś na myśli między wierszami (zakładam, że chodziło Ci o PiSowską modłę) są tyle warte co nic.

    Źle zakładasz.
    A przecież wystarczyło zapytać. Czy to takie trudne? Czy przerasta kompetencje społeczne polskiego inteligenta?

    Nie rozumiałem tego, co pisał do mnie @bubekró, (30 stycznia o godz. 23:27). Wystarczyło zapytać i sprawa się wyjaśniła.
    Zapewniam Cię, że zadanie pytania, celem doprecyzowania i lepszego zrozumienia rozmówcy, nie boli.

    Jeżeli chodzi o meritum, to nie widzę niczego, co by Twój wpis wnosił.
    Zwrócę jedynie uwagę na fakt, że mój wpis (30 stycznia o godz. 23:22) był częścią meta rozmowy o rozmowie.

  158. @Tobermory, (31 stycznia o godz. 8:29) dziękuję, postaram się zapamiętać 🙂

  159. Lewy
    31 stycznia o godz. 9:27

    Ale czadu dales z tym Hammurabim. Zasade podstawowa slusznie opisales, ale umknelo Tobie, pewnie z powodu uplywu lat, ze na podstawowa zasade nalozony zostal system przelicznikow odzwierciedlajacych podzial owczesnego spoleczenstwa babilonskiego na trzy (3) klasy. Bo spoleczenstwo to mialo juz calkiem niezle wyksztalcony podzial spoleczny i wlasnie z tego powodu kodeks Hammurabiego jest tak wazny, bo z niego badacze odtworzyli zdumiewajaco duzo wlasnie w dziedzinie stosunkow i relacji spolecznych

    Tak juz na marginesie, to gdy jestesmy przy Hammurabim i jego kodeksie, to ma on jeszcze jedno zastosowanie. Jest mianowicie koronnym dowodem na nieistnienie praw boskich. Ale jak mawial Kipling (Rudyuard) jest to juz zupelnie inna bajka, wiec zostawmy ja tutaj w spokoju.

  160. mohikanin przedostatni
    31 stycznia o godz. 10:29

    Takie teksty zamykają dyskusję. Budzą negatywne emocje. Napędzają wzajemną niechęć. A przecież można to samo powiedzieć w inny sposób.
    Qrde, myślisz, że gdybym wkleił buźkę, to byś tego nie odebrał jako coś nieprzyjemnego? 😉

    Jeżeli chodzi o meritum, to nie widzę niczego, co by Twój wpis wnosił.
    Wniósł tyle, co było napisane, a więc to, że jak będziesz dochodził racji, to się możesz nie dogadać z rozmówcą, któremu nie o racje chodzi, a to jak jest. 😉

  161. Wlaśnie czytam sobie o bitwie pod Hastings. I jedna ciekawostka, która świadczy o niebywałej delikatności ludzi Kościoła.W bitwie tej brał udział przyrodni brat Wilhelma Zdobywcy, Odon de Bayeux, który był biskupem. Ludziom Kościoła było zabronione rozlewanie krwi, więc biskup zamiast z mieczem ruszył do boju wyposażony w potężną maczugę. W ten spoób mogł rozbijać czaszki, łamać kończyny, ale ani jedna kropla krwi nie spadła na ziemie.
    Na słynny gobelinie z Bayeux ów krewki biskup jest przedstawiony z taka wielka pałka albo maczugą wisząca nad głową nieszczęsnego rycerza króla Harolda.
    Czy to aby nie początek humanitarnego traktowania przeciwnika ?

  162. Hohoho… ognista, południowoeuropejska dyskusja między szarmanckim ponbockiem a rozmodloną dziewoją. Nie wiedzieć czemu, przypominają mi się internetowe dyskusje na pewnym ateistycznym blogu ś.p. łezka się w oku kręci 😛 do życia mniej mam chęci…
    Ale miło, że autor dżentelmenem się okazał. Może jeszcze nie warto panią Marię skreślać, tylko wybaczyć po chrześcijańsku? Może PMS jakowyś, albo ciężkie objawy klimakterium?

  163. @Żorż Ponimirski, (31 stycznia o godz. 10:44)

    Qrde, myślisz, że gdybym wkleił buźkę, to byś tego nie odebrał jako coś nieprzyjemnego

    Tak! 🙂

    Wniósł tyle, co było napisane …

    Mogę się zgodzić co do tego, że „wniósł tyle …”.
    Ale, po pierwsze zrobiłeś złe założenie. Po drugie meritum była meta rozmowa o rozmowie.
    Kwestia „racji” pojawiała się, w moim wpisie, w charakterze postawy wobec rozmówcy a nie w charakterze „prawdy” do udowodnienia.

    Pozdrawiam 🙂

  164. @Lewy, (31 stycznia o godz. 10:55) „ludzie Kościoła” mają się, w swojej masie, do idei chrześcijaństwa tak, jak Komunistyczna Partia CCCP do marksizmu.
    I to powinno dawać do myślenia. Czegoś kompletnie bezwartościowego się nie kradnie. Ukradli idee przy pomocy, których uwodzili i uwodzą ludzi na szeroką skalę.

  165. mohikanin przedostatni
    30 stycznia o godz. 23:42
    @tejot, (30 stycznia o godz. 13:19)
    ….Kaczyński zaspokaja ludzką potrzebę identyfikacji, przynależności oraz spójności. Ta ostatnią określiłeś jako jedną z najniezbędniejszych potrzeb człowieka…
    Aż tak mądry to ja nie jestem. Powtarzam to, co głosi psychologia. Człowiek nie może, na dłuższą metę, stać z psychicznym rozkroku. Grozi to rozdwojeniem, czyli omsknięciem się w schizofrenię. Stąd znaczenie potrzeby spójności.
    Im bardziej, im silniej opowiemy się po jednej stronie, tym trudniej jest nam dostrzegać wady tej strony i zalety strony przeciwnej. Pojawia się dysonans poznawczy, wraz ze wszystkimi jego konsekwencjami.
    Wmanewrowanie w jednoznaczność zabarwioną silnymi emocjami jest pułapką blokującą krytyczne myślenie.
    Kaczyński nie zaspakaja potrzeby spójności. On tę potrzebę wykorzystuje w sposób dużo bardziej cyniczny i bezwzględny, w porównaniu do innych polityków.

    Mój komentarz
    Jak zwał tak zwał – zaspokaja, czy wykorzystuje. W każdym razie dostarcza swoim zwolennikom potwierdzeń, utwierdzeń, ze są słuszni, zgodni z prawdą, interesem narodowym i państwowym, z prawem, moralnością, właściwymi, wartościami, itd, Są spójni.
    Pzdr, TJ

  166. Przepraszam za nadmierny cytat z @mohikanina powyżej.
    TJ

  167. Wiesz co mohikanin? Mój ojciec mówił, że takie coś co tu uprawiasz to przelewanie z pustego w próżne. Bez obrazy, ale jak zaczniemy tu prowadzić akademickie dyskusje z cytatami, to szlag ten blog trafi bo nikt tego nie przetrzyma.

  168. @Lewy, z godz. 10:55
    Przykład Odona de Bayeux jest z tej samej bajki co talmudyczne usprawiedliwienia sex folg starych żydowskich rabinów z młodymi chłopcami. Nie będziesz leżał z mężczyzna jak się leży z kobietą; jest to obrzydliwość – czytamy w Księdze Kapłańskiej (18: 22). Na co „uczeni w Piśmie” wprowadzili w przypisach 2 i 4 do Sanhedrynu 55a Talmudu, wyjaśnienie kiedy to rabini uznają chłopca i dziewczynkę za dojrzałe płciowo i gotowe do małżeństwa. W wieku 9 lat chłopiec osiąga dojrzałość seksualną… Dojrzałość seksualna kobiety osiągana jest w wieku 3 lat. Chłopców ośmio- dziewięcioletnich rabini tedy mogli spokojnie używać seksualnie do osiągnięcia przez nich dojrzałości płciowej, dziewczynki zaś – od trzeciego roku jej życia, aż do… musi co aż do zbrzydnięcia rzeczonej.

  169. pombocek (kochany)
    30 stycznia o godz. 23:04

    zupełnie nie miałam powodu, by się na Ciebie jakkowliek boczyć..
    To co napisałeś we wstępniaku stanowiło dla mnie ilustrację pewnego stanu…umysłu i tego, co się z nami stało ostatnimi laty; jak bardzo się podzieliliśmy. Temat ciekawy i wielu czytających nagle sie ujawniło, bo też podobnych doświadczyło.
    Mimo wszystko było mi trochę szkoda Twojej znajomości (nie znajomej!); bo wiem, jak trudno zaprzyjaźnić się, gdy się ma już ..dziesiąt lat.
    We wczesnej młodości zdarza sie nazywać dobrą znajomość przyjaźnią; brak doświadczenia życiowego i naturalna w tym wieku skłonność do nazywania rzeczy, emocji i wzruszeń na wyrost (dramat!; tragedia!; szok!;- z błahego-naszym zdaniem- powodu to cechy tego wieku).

    Ale też bardzo się ucieszyłam, że przeprosiny były.

  170. @ pombocek
    30 stycznia o godz. 22:52

    „Dla mnie był świetnym marynarzem na morzu i kolegą na brzegu, choć, skurkowany, w ogóle nie umiał pływać.”
    To ważne, choć wydaje się być mało logiczne. Piloci doświadczalni (oblatywacze) muszą mieć rodzinę, bo są wtedy ostrożniejsi. Podobnie marynarze, którzy nie umieją pływać.
    Strach jest bowiem gwarancją możliwości przeżycia: Wychowanie to nauka strachu, tak u zwierząt, jak i u ludzi. Ale tylko u ludzi może on być irracjonalny i eskalować do stanu suicydalnego lub do ekstremalnej nienawiści do każdego i do wszystkiego. Taki osobnik chowa się za tytuł, pozycję, za silniejszych lub za masę. Im pewniej się tam czuje, tym okrutniejszy jest dla otoczenia.
    Charakterystyczna jest tu zmiana werbalna: Wszystkie swoje wady zarzuca innym, sam dla siebie stając się ideałem. Wierzy w to, bowiem strach jest również podstawą wiary.
    Jeżeli chcemy dotrzeć werbalnie do takiego osobnika, musimy mówić jego językiem. Wszelkie tłumaczenia czy wyjaśnienia są stratą czasu. On przecież wie czyli wierzy. I fakty nic do tego nie mają.
    Tyle na temat JK. Bardzo charakterystycznym przypadkiem wielkiego tchórza jest pan Ziobro, który walczy (głównie z sobą) o zapanowanie nad otoczeniem. Niestety, bardzo boi się JK i dlatego mało wychodzi z jego działań, które są wyjątkowo niespójne, choć bardzo marny stan polskiego prawodawstwa pozwala na dowolne ekscesy, jak choćby z Trybunałem Konstytucyjnym.
    Pan Antoni M. zaś, to przypadek człowieka prawie całkowicie pozbawionego wyobraźni, a tym samym strachu. Dotarcie werbalne do takiego przypadku jest możliwe (chyba) tylko poprzez instynkty, czyli n.p. panicza Misia.
    Innymi słowy, w aktualnym stanie państwa (wojsko w rozsypce, policja pilnująca rządu, WOT tylko w głowie pana Antoniego) wystarczy głośniej na nich krzyknąć, by się rozpierzchli. Ale ten krzyk muszą usłyszeć, czyli musi to być masa, która byłaby w stanie zagłuszyć dzwony kościelne. A takiej woli (chyba) na razie nie ma.
    Qba

  171. lonefather
    31 stycznia o godz. 3:20

    Mój komentarz
    Podzielam w dużej części Twoje opinie o Kaczyńskim. Rozpatrywanie jego szans na sukces, na cokolwiek by się nie powoływać, jest trochę wróżeniem.
    Przypuszczam, że jego cel jest bardzo ogólny, daleki i baśniowy.
    Jego idea kontrrewolucji, to taka intymna formuła, baśń o wyzwoleniu miasta od złego smoka. Smokiem jest troszkę drugi sort, bardziej komuniści, jeszcze bardziej złodzieje. Drugi sort, komuniści i złodzieje, to wszyscy oprócz PiSu i jego sojuszników. MY i WY.

    Metoda wyzwolenia, to obezwładnienie ONYCH, a przyszłość jaka nas czeka, to spełnienie, pełny oddech, powrót do ważności i wielkości, od klęczenia do stania, od nieporządku do porządku, od destrukcji do konstrukcji, od smutku do radości.

    By prowadzić kontrrewolucję prowadzącą do wymarzonego celu, należy ją niezwłocznie oblec w czyn, zamienić w konkret, a z tym Prezes miał zawsze kłopoty.

    Pomysły rewolucjonistów zwykle zżera czas oraz kontrrewolucja (wpierw pełzająca). Prezes nie ma tego czasu za dużo nie dlatego, ze jest starszy, lecz dlatego, że polityk podlega zużyciu, opatrzeniu się, spowszednieniu, po pewnym czasie traci świeżość, entuzjazm ludu przygasa, kurczy się systematycznie elektorat, brakuje paliwa do przemian, polityk się powtarza, co staje się słabo znośne dla obywateli, opada z niego mir, mit nadzwyczajności kruszeje. Świadomość ludu powraca do realu.

    Tak się dzieje z każdym politykiem i partią w demokracji. Pod jednym warunkiem jednakże i o ten warunek Prezes najusilniej zabiega – jeśli znajdzie się sposób, by demokrację ukłuć, zatrzymać, zablokować w odpowiednich czułych miejscach, wykształcić jej nowa formę, zahartować, a tym samym uniewrażliwić ją na wszelkie procesy starzenia i zniecierpliwienia które powyżej wymieniłem.
    To jest jedyna szansa Prezesa. Orban przykładem. Wygrać raz, a dobrze.
    Pzdr, TJ

  172. Ktos tu bardzo entuzjastycznie wyrażał sie o „Uchu prezesa” kabareciarza Górskiego. Mój ulubiony felietonista Gazety Wyborczej Krzysztof Varga nazwał te skecze pluszową satyrą. Podobnie tak widziałem od poczatku, ale nie potrafiłem znaleźć adekwatnego określenia, Varga znalazł.
    Ten łagodny prezes i ci zabiegający o jego względy dworacy, takie to śmieszne, ale ludzkie.
    Niestety ta formuła zupełnie nie pasuje do ohydy tego pisowskiego robactwa. To robactwo jest absolutnie odporne na jakąkolwiek satyre (choćby wiersze Wojciecha Młynarskiego), a te żartownisie Górskiego żartują tak delikatnie, tak pluszowo, że nawet samemu prezesowi to się podoba.

  173. @Lewy
    „że nawet samemu prezesowi to się podoba”
    Z pewnością mu się podoba? Błaszczak też się zaśmiewał i Macierewicz pochwalił…
    To po prostu znakomita linia obrony przez bagatelizację, jaką podpowiedzieli im zapewne fachowcy od PR. Czy rzeczywiście śmiałby się Pan, widząc samego siebie sportretowanego na ekranie jako obrzydliwego lizusa, bez cienia godności własnej?

  174. @Lewy, w bieżącej Polityce jest artykuł, w którym jest o tym, że Ucho rzekomo ociepla wizerunek Kaczysty.

  175. @Lewy, z pewnością udaje- dobrze pisze pan Jacek- bo nie wydaje mi się, aby bawiło go to, jak Płaszczak mówi, przy gryzieniu landrynek, czy ma zęby, bo jak gada to ich nie widać.

  176. Jacek Kowalczyk
    Jako Błaszczak pewnie bym się nie śmiał,ale gdybym miał podłą naturę Kaczyńskiego, to pewnie byłbym zadowolony, że pomiatam tymi szmatami jak chcę. Kaczyński to lubi, choćby jego traktowanie z buta Dudy, ponoć prezydenta Polski

  177. Lewy
    31 stycznia o godz. 13:07

    „Ten łagodny prezes i ci zabiegający o jego względy dworacy, takie to śmieszne, ale ludzkie.”

    Nie podzielam tej opinii. Ucho Prezesa jest straszne. Tak, śmieję się widząc Dudę z kanapkami pod drzwiami, Misia z orderem pijącego kakao czy słysząc, co prezes mówi o samochodach elektrycznych, ale to jest zatrważające, bo prawdziwe. Ci ludzie, ich klika, naprawdę decydują o moim życiu. Co jest śmiesznego w dyktaturze miernot?

  178. Jacek Kowalczyk
    31 stycznia o godz. 13:19

    Panie Jacku, w pytaniu do Lewego ukryte jest założenie, że osoba pytana wykazuje się umiejętnością odróżniania rzeczy i czystą godnością własną. Lewy to bez pudła ma, a czy ma Błaszczak to rzecz wysoce wątpliwa. Chyba, że się płaszczy przed swoim właścielem z czystego cynizmu. Ale wtedy posiada cechę pierwszą, nie mając drugiej – godności wlasnej. W przypadku wyglądającym na bardziej pradopodobny, bo wynikający z licznych wypowiedzi i zachowań tegoż, nie posiada żadnej tych cech.

  179. Jiba
    31 stycznia o godz. 13:43
    „takie to śmieszne ale ludzkie” Jibo ja to napisłem ironicznie, bo dla mnie to ani śmieszne ani ludzkie, ale dla przecietnego odbiorcy mediów to może tak wygladać; Jakie te figurki są smieszne, ale ten pa prezes to ludzki pan, taki spokojny, flegmatyczny, nie dzrze swego malego ryjka, jak na manifestacjach, nie przezywa od złodziei.
    Nie ma nic smiesznego w dyktaturze miernot, ale po obejrzeniu tych skeczów może sie tak niektórym wydawać. No ale może ja i Varga jesteśmy przewrażliwieni i obraz prezesa nie jest taki ciepły, milusi, pluszowy ?

  180. @Qba, z godz. 11:52
    Konstatacją – Wychowanie to nauka strachu, tak u zwierząt, jak i u ludzi. Ale tylko u ludzi może on być irracjonalny i eskalować do stanu suicydalnego lub do ekstremalnej nienawiści do każdego i do wszystkiego – dotknąłeś czegoś bardzo istotnego, nad czym od czasu do czasu krążymy jak muchy nad padliną. Stany suicydalne są nie tylko myślami i urojeniami na temat własnej śmierci, to także (a może przede wszystkim) myśli o samobójstwie. U podłoża zaś tych wszystkich lęków leży lęk przed życiem.

    KRÓTKA HISTORIA ANTYNATALIZMU

    Jest tylko jeden problem filozoficzny prawdziwie poważny: samobójstwo. Orzec, czy życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć.
    (Albert Camus, „Absurd i samobójstwo”)

    Od Sofoklesa poczynając (niektórzy twierdzą, że preantynatalizm zrodził się znacznie wcześniej – wraz z uświadomieniem sobie przez człowieka, że świat bólu, zła i przemocy nie jest dla niego), po współczesnego – najbardziej radykalnego w swych poglądach – antynatalistę, Davida Benatara – urodzenie człowieka jest zaprzeczeniem jego woli. Jakże to, mam wolną wolę – mogę wybierać pomiędzy dobrem a złem, mogę poznawać świat, być nawet równy bogom w tworzeniu, mogę wybrać śmierć własną i decydować o śmierci innych – a o swoim narodzeniu zadecydować nie mogłem. Tragedia. Niektórzy wybierają postawę japońskich hikikimori (ludzi z szafy) i wycofują się z życia, inni – jak perfecti u katarów – odmawiają spożywania posiłków i powoli odchodzą ze złego świata stworzonego przez demiurga. Wszystkich łączyło i łączy jedno zdanie wypowiedziane przez Sofoklesa: Nie urodzić się, człowieku, to najwyższe, największe słowo. A jeśliś ujrzał światło dzienne, to za najlepsze miej odejść najszybciej tam, skąd przyszedłeś. David Benatar jest jeszcze radykalniejszy: Mamy moralny obowiązek nie tworzyć nieszczęśliwych ludzi, a nie mamy moralnego obowiązku tworzyć szczęśliwych ludzi oraz w innym miejscu: To, że dziecko może być szczęśliwe nie jest istotnym moralnie powodem, by je stworzyć.

    Antynataliści przypisują negatywną wartość narodzinom. Dostrzegali to nawet ojcowie katolickiego kościoła. Grzegorz z Nysy pisał: W cielesnej prokreacji dzieci (niech nikogo ten argument nie zwabi) jest więcej zdążania przez człowieka w kierunku śmierci niż w kierunku życia. Zepsucie ma swój początek w narodzinach i ci, którzy zachowując czystość powstrzymują się od prokreacji, doprowadzają do unieważnienia śmierci poprzez zapobiegnięcie jej dalszemu szerzeniu się, stawiają samych siebie jako rodzaj kamienia granicznego pomiędzy życiem a śmiercią, powstrzymują ją od zmierzania naprzód.

    Osoby które żyć nie chcą, życia się boją wymyślają najróżniejsze religie, tworzą sekty – jak wymieniane w tej dyskusji „Wrota do nieba”, czy sekta Davida Koresha – by swój antynatalizm usprawiedliwić. We wcześniejszych wiekach także poprzez gnozę, manicheizm i pryscilizm. W naszej, chrześcijańskiej kulturze, opór przeciwko antynatalizmowi skrytemu pod maską priscilizmu zaczął się to od decyzji biskupów na I synodzie w Bradze. Biskupów było tylko ośmiu, ale zdania dokumentu przez nich wysmażonego – Jeżeli kto potępia małżeństwo i żywi odrazę do prokreacji, jak Manicheusz i Pryscylian, niechaj będzie obłożony anatemą – zaważyły nie tylko na losie późniejszych katarów i innych wyznawców Maniego i Pryscyliana, ale na całym późniejszym chrześcijaństwie. Antynatalizm (tak jeszcze nie nazywany), jako religijna doktryna, został potępiony i obłożony excommunicatio latae sententiae, bowiem dotyczył nie tylko „odrazy do prokreacji”, ale i aktów samobójczych. Katarscy perfecti (doskonali) nie tylko byli wstrzemięźliwi w prokreacji, uważając, że powołanie do życia nowego człowieka jest dziełem Demiurga (Szatana dla biskupów), oni, ci doskonali, odchodzili z tego świata w chwale swych wyznawców, jako świadomie nie przyjmujący pokarmów, aż do „zgaśnięcia”. Nie wchodzę w ocenę manicheizmu z całymi jego późniejszymi odmianami, stwierdzam jeno, że jedna religijna doktryna zastąpiona została inną – równie okrutną. Cierpnie spowodowane życiem zastąpione zostało przez Krk cierpieniem innym. Świadomością anatemy na tych, którzy życia się wyrzekli. Samobójców także dziś wielu księży nie pozwala chować na „poświęconej ziemi”, a życie od poczęcia do naturalnej śmierci jest wartością najwyższą. Wraz z cierpieniem, które tej wartości towarzyszy.

    Broń mnie Kryszna przed łatwymi uogólnieniami typu „geny, które odpowiadają za niezgodę na życia”. To byłoby daleko idące uproszczenie. Antynaltalistów jednak trochę na tym świecie jest. Być może u podłoża ChAD leży antynatalizm, być może wszelkie postawy pesymistyczne mają podobne podłoże. Ucieczka zaś przed życiem nie zawsze w samobójstwo musi się obrócić. Często w artystyczne tworzenie się obraca. A czasem w tworzenie sekt, ideologii i politycznych partii, takich jak NSDAP, czy PiS.

  181. Jiba
    31 stycznia o godz. 13:43

    Oni decyduja o Twoim zyciu?

    Czyzby?

    Wez sie zastanow. A jak sie zastanowisz, to jestem pewien, ze uswiadomisz sobie, ze jedynym czlowiekiem na calym Swiecie, ktory jest w stanie decydowac o Twoim zyciu – jestes wylacznie Ty sama !!!

    Oni moga co najwyzej mieszac w warunkach, w ktorych Ty, ja i wszyscy inni zyjemy,

    Ale o moim zyciu, ja i tylko ja, Ty i tylko Ty o swoim, decydujemy…

    .

    Chyba, ze nie podejmiesz takiej decyzji, ze Ty decydujesz, no to wtedy faktycznie pozwolisz im decydwac o Twoim zyciu. Ale z tego co Ciebie blogowo poznalem, to bardzo bym sie zdziwil, gdybys komukolwiek pozwalala decydowac o sobie.

    Pozdrowka l.

  182. Anumlik, nieźle koncypujesz. Da się wypatrzyć antynatalizm w NSDAP i w PiSie.
    Ironizuję z braku narzędzi analitycznych.
    Pzdr, TJ

  183. Ucho Prezesa.

    Obejzalem dwa odcinki. Niedawno zreszta. Przyznam, ze pare pomyslow zabawnych zauwazylem. Calosc mnie nie smieszy. Nie ma nic „pomiedzy wierszami”, jak wtedy, gdy asy satyry nie mowiac, potrafili powiedziec wiecej, niz Pan Gorski z kolegami, gledzac.

    Jesli ktos nie ma nic lepszego do zrobienia, moze tracic czas na ogladanie tego „ucha od sledzia”.

  184. Oupsss… umknelo mi, dlaczego sie „sledz” podczepil …

    Ucho, to organ od, ktorego zaczynaja sie intrygi, podjazdowe wojenki wewnetrzne, podkopywanie, przysrywanie, obsrywanie …

    Czy cokolwiek takiego artysta kabaretowy Gorski z kolesiami pokazali? Sie pytam, bo stracilem czas tylko na dwie odslony, i nie wiem, moze pokazali…

    Ale jak nie pokazali, no to mamy wlasnie „ucho od sledzia”, co tutejsi blogowicze z pewnoscia poprawnie kojaza.

  185. @izabella, Pombocek

    Zadałam pytanie o te czynniki niezależne od nas, bo może rzeczywiście są, na kolor oczu nikt nie może poradzić, ale też faktem jest, @Pombocku, że od tego ma się mózg między uszami, żeby z niego korzystać.
    Bardzo mnie denerwuje, gdy ktoś usprawiedliwia czyjeś paskudne czyny strasznym dzieciństwem. Czy to straszne dzieciństwo nie powinno nauczyć, że paskudne czyny krzywdzą? Mam kuzyna, który jest pijakiem. Jego tata też nie wylewał za kołnierz, a gdy wpadał w ciąg, robił bardzo przykre awantury w domu. Zapytałam tego mojego kuzyna, czy podobało mu się to, co robił ojciec. Odpowiedział, że oczywiście nie. Dlaczego w takim razie robi to samo swoim dzieciom? Odparł, że nie robi tego samego swoim dzieciom, bo nie urządza awantur. Fakt, że codziennie jest narąbany jak patefon, jego zdaniem, nie jest krzywdą. Czy można coś poradzić na głupotę? Niestety, w tym przypadku nikt nie umie nic poradzić.

    @Pombocku, co do wniosku, na który wpadłeś po przeprosinach przyjaciółki, mam podobne zdanie. Od pewnego czasu mam pewne plany. Bardzo mi się podobają, chciałabym, żeby się udały, ale też, zauważyłam, z dnia na dzień odkładam ten moment, by zacząć je realizować. Zapytałam wczoraj samą siebie, co jest grane. I znalazłam odpowiedź. Musiałabym zrobić coś, takie jest wymaganie prawne, co kiedyś zrobił mój ojciec. Tylko, ze on popełnił duże błędy, za które bardzo drogo zapłaciła cała rodzina. Nie uświadamiałam sobie, jak bardzo boję się, że zrobię to samo. Zapomniałam, że ja to nie on. Ja popełnię swoje błędy, mam tylko nadzieję, że nie aż tak dramatyczne. Przeszkolenie przeszłam.

  186. anumlik
    31 stycznia o godz. 14:02

    Dzięki za wykład. Dysponując raczej marną pamięcią (nadaje się tylko do cyfr i rymowanek) nie próbuję nawet przechować tego typu informacji. Wolę je raczej wymyślać w razie potrzeby. A ponieważ „świat jest tak duży, iż nie ma czegoś takiego, czego by nie było”, wszystko jest plagiatem. A za autora uznaje się tego, kto to kupił/ukradł i opublikował/sprzedał.
    Kiedyś pomyślałem, że akceptowalnym systemem państwowym byłby taki, który zawiera minimalną, konieczną ilość demokracji i maksymalną, możliwą ilość wolności. Mało jest to realne, bo większość nienawidzi demokracji i boi się wolności.
    Qba

  187. lonefather
    31 stycznia o godz. 14:17

    Oczywiście, ze sama decyduję. Chodziło mi o urządzanie warunków, z jakimi trzeba sobie poradzić, a nie sa coraz łatwiejsze.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i biorę się w końcu do pracy, bo leseruję dziś niemiłosiernie, choć nie mogę 🙂

  188. @tejot, z godz. 14:21
    Ironizuję z braku narzędzi analitycznych.
    Bo też antynatalizm tak na dobre nie zadomowił się na wydziałach filozofii, a psychologia i psychiatria (szczególnie kliniczna) wszytko wrzuca do worka z etykietką: stany suicydalne. Na przestrzeni roku (sic!) hasło antynatalizm w Wikipedii było trzy razy krótsze niż dziś (porównałem 10 minut temu zapis z Wiki sprzed roku z dzisiejszym). Dobrze by było te analityczne narzędzia wyprodukować. Znaczy przebadać postawy społeczne poszczególnych ludzi (nie zbiorowości, bo to nie jest temat dla socjologów) pod kątem ich odpowiedzi na pytanie o to czy – jak to ładnie ujął Albert Camus – życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć?

  189. Jeszcze dokoncze.

    Nazwa jak wyzej napisalem jest pomylka, albo ma w blad wprowadzac. Bo jak uslyszalem mial ten skecz byc produkowany dla TVP. Gdy TVP go wywalila, puscili go na Tubie, zeby sie praca wlozona nie marnowala. Wiec doszukiwanie sie w nim czegokolwiek glebszego, jest gleboka pomylka.

    Zreszta tytul, jesli by go wyprowadzic z zawartosci, powinien brzmiec „Wazelina”, a nie „Ucho…”.

    Jak dla mnie temat zamkniety. No moze dodam tylko, ze z zestawow cech postaci, ktore ogladalem, artysci wybrali takie, ktore moznaby okreslic „lagodnie smieszne”, zamiast te ostre i pokazujace smutna prawde o rzadzacych Polska ludziach. Czym tez rozsiewaja nieprawde, zatajajac prawde.

  190. Poprawka!!!

    Powinienem napisać: Na przestrzeni roku (sic!) hasło antynatalizm rozrosło się trzykrotnie. Przepraszam za gramatykę 🙂

  191. Jiba
    31 stycznia o godz. 14:39

    No i widzisz sama?

    I tylko o tym, nigdy, ale to nigdy, nie zapominaj. W odroznieniu od pracy, o ktorej czasami, lepiej jest umiec zapomniec.

    Pozdrowka

  192. Fraze @ Lonefathera ‚Ale mozliwe….ze…to Ty…. a nie ja, masz racje” mozna skrocic do” ty to nie ja” ( i na odwrot). Trudno o tym pamietac na codzien,
    Od czasu do czasu przytaczane sa slowa Woltera jak to bedzie bronil prawa przeciwnika do wlasnej opinii do ostatniejm kropli krwi, …. ze tak powiem. A niech se broni. Ja nie bede.
    Zaleta poprzedniego ustroju bylo, ze wszystko bylo „letnie” – budowany socjalizm, czlonkostwo partyjne, religijnosc…. dosyc bezpiecznym tematem byl Zwiazek Sowiecki. Dlatego przy stole wigilijnym i na imieninach u cioci i we wszelakich rozmowach nie iskrzylo i uciecia kontaktow z powodow politycznych chyba nie bylo. W stanie wojennym zrobilo sie strasznie i pod tym wzgledem.
    Ja z przeciwnikami moich pogladow na temat kraju, w ktorym mieszkam wogole nie rozmawiam, a spotykam sie z niektorymi czesto – bo musze. Wzajemnie sie szanujemy, w czasie wieczornej krzataniny tv nie wlaczony, radio NPR tez nie, a szukanie biezacych tematow jest trudne. Z ulga wyjezdzam stamtad nastepnego dnia ale tez jest mi wielce przykro, a wyjscia nie ma. Z innymi rozmawiam w stylu: trumna z dziadkiem stoi na srodku pokoju, a nikt jej nie zauwaza. Wszyscy ci ludzie, z wyjatkiem jednej z gruntu zlej kobiety, to dobrzy ludzie.
    Bratobojcze podzialy byly i sa na calym swiecie. Czego przykladem jest konfederacka i yankeska Ameryka. Po tylu latach Konfederaci tkwia w tym samym i dla nich 160 lat to przedzial czasowy najwyzej 10 lat i nienawidza Yankesow. To tez naogol dobrzy ludzie.

  193. tejot
    31 stycznia o godz. 12:57

    W pogladach jestesmy blisko, ale jakby w „przesunieciu czasowym”, czy co. Niby niemal tak samo o tym samym, a wychodza rozbieznosci, sensy zmieniajace.

    Co do Orbana, to piszac „raz a dobrze czy skutecznie”, to sie mylnie mylisz. Orbanowi rozmontowanie wegierskiej demokracji zajelo 11 lat. Kaczynski rozmontowal polska, w ciut dluzej niz rok. Stachanowiec Kaczynski dokonal tego co Orban, dziesiec razy szybciej. Z „Wegier orbanowskich” powinienes sie chyba postarac o uzupelnienie wiedzy, zeby tak glupich bledow nie popelniac.

    Co do celu Kaczynskiego, to chyba jedyne czym dysponujemy, to jego wlasne, kiedys publicznie wyznane, ze najbardziej to on by chcial zostac „emerytowanym zbawca narodu”.

    Jesli to jest jego celem, to w/g mnie juz sam siebie zalatiwil, bo po zrobieniu tego co zrobil, juz nie ma szans na realizacje opcji „zbawcy”. No chyba, ze sie jakims PiSim swedem uda im zaprowadzic system koreanski, jak Kimom.

    A to w zadnym wypadku nie nastapi. Nawet jesli PiS „na zawsze” u wladzy pozostanie. W Korei wpierw tata, teraz synek, a za jakis czas wnuczek dopilnuja kultu „Wielkiego Przywodcy”….

    A teraz przypatrz sie Polsce Kaczynskiego. Zeby sie wcisnac na „zbafce” gumkuje Walese. Zaluzmy, ze sie uda i wygumkuje. Myslisz, ze co zrobi jego nastepca? Bedzie pial peany na czesc wodzunia? Potencjalni nastepcy teraz je pieja, a jak odejdzie, to odetchna z tak ulga, ze juz nie musza …, ze ze szczescia dalszych pien zapomna. Czy w Rumunii, ktora cala, przez dziesieciolecia piala z zachwytu nad Sloneczkiem Karpat, teraz ktos poza paroma nawiedzonymi, pieje hymny na czesc Czausesku?

    Z Kaczynskim bedzie identiko. Nie mowiac juz o tym, ze nie ma czasu, bo geriatria.

    I ostatnie. Nigdy nie zapominaj @TJ, ze trwale sa tylko budowle powoli wznoszone. Te klecone w pospiechu, wala sie roznie szybko jak je wzniesiono, jesli nie jeszcze szybciej.

    Pozdrawiam

  194. @tejot, (31 stycznia o godz. 11:19) w sumie masz rację 😉

  195. Anumlik zacytował Camusa:
    „życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć?”

    Mój komentarz dwudrożny
    Na to pytanie starały się odpowiedzieć miliardy naszych przodków, miliardy współczesnych stając do codziennych trudów świadomie, czy nieświadomie, próbują rozwikłać to globalne, totalne zagadnienie – po co żyjemy.
    Odpowiedzi nie ma jednej, sensu jednego nie ma, myśli błądzą, zderzają się, opadają i wznoszą, stwory nadzieję wzywają, Boga proszą – jak to jest z tym życiem – gdzie cel i kierunek, dokąd prowadzi, dlaczego frasunek, sensu w bezsensie szukać zbrzydło. Reakcja lakoniczna – znak i kadzidło.
    Nauka rozwiąże, niech da informacje. Naukowiec bezradny, ślepy i bosy znad ksiąg daje rozwiązanie – ciągnijcie losy. Prawdopodobieństwo stworzyło, rodzi i zabija. Czyż to mało wiedzy? Czas każdego mija.
    Pzdr, TJ

  196. @NikodemD, (27 stycznia o godz. 19:20)

    Według p. prof. Vetulaniego neurony nie pobudzone w wieku 1!-7 lat na zawsze zanikają.

    To prawda. Tyle, że w ich miejsce powstają nowe. Dlatego tak ważna jest edukacja na każdym etapie życia. W „Pięknie neurobiologii” Vetulani mówi, że należy docenić nawet te nasze marne wyższe szkoły gotowania na gazie, bo dają okazję do gimnastykowania mózgu.
    Przez dziesięciolecia spierano się o to, co jest ważniejsze: czynniki biologiczne czy środowisko społeczne. Teraz dodaje się jeszcze trzeci czynnik znaczący, jakim jest aktywność własna.
    Nikt poważny nie neguje znaczenia wczesnych doświadczeń dla prawidłowego rozwoju. Ale to nie znaczy, że należy popadać w drugą skrajność. Sukces późniejszej edukacji w kompensowaniu braków powstałych na wczesnym etapie życia zależy od rozmiarów tych braków.
    O tym, że jest to możliwe świadczą wyniki badań, które cytuje Vetulani. Pokazują one, że dokładnie takie same zmiany mogą zachodzić w mózgu pod wpływem lancetu, środków farmakologicznych i oddziaływania słowem. To bardzo mocny dowód.

  197. @Ewa-Joanna, (31 stycznia o godz. 11:24)
    czyżbyś chciała zostać Kuchcińskim blogu? 😉

  198. anumlik
    31 stycznia o godz. 14:02
    Znów pojadę po bandzie. Ale po kolei .
    Natura stwarza rózne tricki. W obliczu nadmiernego rozmnażania się danego gatunku, nagle wprowadza jakieś mechanizmy, które te nadmierną rozrodczosć mają ograniczyć. Spektakularny przykład lemingów , które rozmnożone ruszają całą gromadą i topią się w morzu. Kiedyś naturze znudziły się dinozaury, to walnęła wielkim meteorem w Ziemie i dzięki temu ssakom, a potem koronie stworzenia, czyli nam ludziom otworzył się Lebensraum.
    Historia ludzkości przebiega od jednej wojny do drugiej. W ten sposób nadmierne rozmnażanie korony stworzenia jest hamowane. A jak tego nie wystarcza to natura „wymyśla” jakieś czarne ospy czy inne cholery,żeby udoskonalić proces hamowania. Sprytny człowiek zaczął stopniowo odbierać naturze monopol na regulację hamującą, medycyna znalazła środki na te straszne zarazy, ale wtedy natura walnęł niewinną grypą i na słynną hiszpanke zmarło więcej ludzi niż we wszystkich okopach I Wojny Światowej. Znów natura była silniejsza.
    Aby przyhamować nadmierny przyrost naturalny, pewien Żyd ulegając podszeptom szatańskiej natury wymyślił prezerwatywy, ale wtedy krk ulegając podszeptom boga zabronił używać prezerwatyw.
    Ale kiedy znów zaczynało nas być dużo, wtedy natura wymyśliła (i tu jest szczyt mojej jazdy po bandzie) Hitlera, który wymordował więcej ludzi niż razem wzięta hiszpanka i Verdun.
    Ale dzieki medycynie znów nastąpił gwałtowny przyrost ludzkiej populacji,no to natura zaatakowala aidsem, ebolom i pewnie trzyma jeszcze coś w zapasie.
    Ale to są takie totalitarne działania natury. Bo działa ona również na poszczególne jednostki. Spleen, melancholia, samobójczy terroryzm, antynatalizm..osobniki przeżywający takie stany, wrażliwi albo szaleni sprzyjają hamowaniu przyrostu naturalnego.
    Ale zawsze pozostaja ci, którzy nie zawracaja sobie głowy, jak Camus, takimi problemami. Grilują popijając piwem i rozmnażają się.Ale natura ma ostanie słowo, bo zawsze wśród potomków tych prostych, grilujacych duszyczek trafi się wrażliwy odmieniec.
    Takimi odmieńcami dla „zdrowej” części są geje. No właśnie, natura im odebrała chęć rozmnażania się, ale nie mogąc odebrać im przemożnej u człowieka przyjemności seksualnej, skierowała ich instynkt na sterylny cel. Ciekawe, że geje są pzrzeważnie pięknymi efebami, wrażliwi, realizujący się w sztuce, literaturze, czasem w wojnie jak Fryderyk Wielki, co też wskazuje na podwójna role Fryderyka i na podstępność natury.
    A wrazie czego nagromadzony przez ludzi arsenał nuklearny może posłużyć w rekach przyrody na daleko idące ograniczenie ludzkosci albo nawet może ją czekać los dinozaurów.
    Ale co tam. Słońce ponoć ma jeszcze grzać 6 miliardów lat, więc przyroda pozwoli jakiemuś gatunkowi , który umknął zagładzie ewoluować i za kilka milionów lat stać sie nowym panem stworzenia.

  199. tejot
    31 stycznia o godz. 15:18
    Najlepszy sposób na brak sensu to obalic pół litra, tak po rosyjsku, ale po polsku też

  200. Spieszcie się kochać przyjaciół, tak głupio odchodzą
    „A lot of additional pain and grief is caused by honesty”
    (A. Christie)

  201. @@Lewy i tejot
    Panowie mnie – musi co – nie zrozumieli. Poruszyłem temat nie – odpowiedzi na pytanie o sens życia i temat nie o pytanie o rozumienie przez sapiensa sapiensa tegoż życia celowości, ani nie temat o pytanie o wszechświat, jego budowę i takie tam inne dyrdymały, które neandertale, pitekantropy i inne kromanionce zadawały sobie i swoim szamanom. Poruszyłem temat antynatalizmu.

    Antynatalizm to negacja natalizmu, jak wskazuje nazwa. Pytanie Camusa o samobójstwo, to nie pytanie faceta z dwóbiegunówką, ani psychologa, a filozofa. W pierwszym poście, o godz. 14:02, zdanie (całe, nie jego fragment), z jego eseju „Absurd i samobójstwo” zafundowałem jako motto mojego krórtkiego wykładu o historii i istocie antynatalizmu. Przypomnę refleksję Camusa – Jest tylko jeden problem filozoficzny prawdziwie poważny: samobójstwo. Orzec, czy życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć. Te dwa zdania stanowią o istocie problemu. Rodzę się nie z własnej woli, a z woli jakichś dwojga ludzi, którzy mnie na ten obrzydliwy świat przywołali za pomocą obrzydliwych ruchów frykcyjnych i mam cierpieć. Dwa razy wała!

    Pierwsze wała! to – woję umrzeć. I tu otwiera się ocean mozliwości. Umrę cicho, wyobcowany z życia, zamknięty w szafie, jak hikikomori, albo umrę w huku rozwalającego się o skały samololtu i krzyku innych ludzi, jak Andreas Lubitz, albo odmówię przyjmowania pokarmów i stopniowo „zgaszę życie” jak katarscy perfecti, albo wspólnie z innymi wyznawcami popełnię samobójstwo, jak David Korech. O tym, czy Hitlery, Staliny, Pol Poty i inne demony były antynatalistami – nie mnie wyrokować. Jak napisałeś, Tejocie – Da się wypatrzyć antynatalizm w NSDAP i w PiSie, ale udowodnić tego nie ma jak z powodu braku narzędzi analitycznych.

    Drugie wała! to nie powołam do życia innego człowieka. Lapidarnie ujął to w petyckę frazę Eurypides:
    Tak mniemam teraz i mniemałem zawsze tak:
    Hodować dzieci nie powinien nigdy człek
    Zważywszy trudy jakie dola ześle im
    .

    Cytatów godnych Eurypidesa jest wiele. A w nich zasadza się pytanie nie o sens wszechświata, a pytanie o sens mnie we wszechświecie oraz – czy wolno mi powołać do życia innego człowieka wiedząc jak okrutny jest swiat.

    PS
    Anumlik takich pytań sobie nie zadaje. Anumlik cieszy się, że na świat wychynął i cieszy się z dzieci, które na świat za jego przyczyną wychynęły 😀

  202. Errata
    Oczywiście dwubiegunówką.

  203. KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ dzien 464 c.d.

    Mariusz Janicki poleca najnowszy numer POLITYKI

    I pyta sie:

    Gdzie przebiega cienka granica, po której przekroczeniu władza zaczyna – najpierw powoli, a potem coraz szybciej – staczać się po równi pochyłej?

    A ja, @lonefather, mu odpowiadam, tak:

    Nie sadze, ze sie obecna wladza stacza, czy zacznie sie staczac, po jakiejs rowni pochylej, bo uwazam, ze obecna wladza sama kopie dol, w ktorym coraz glebiej sie znajduje. Im wiecej kopie, tym glebiej sie znajduje… (oczywiscie za „Winnie the Pooh”)

    I dopiero teraz, po wykopaniu dolu przez panujacych, pojawia sie „rownia pochyla”, wspomniana przez Mariusza Janickiego. Bo zeby rownia pochyla zadzialala, musi byc gora i dol, do ktorego mozna sie stoczyc.

    Mamy dol wykopany przez wladze, moze zadzialac „rownia pochyla” i po wspomnianej rowni pochylej, wladza do wykopanego przez nia dolu wciaga metodycznie mnie, Ciebie czytelniku moich slow i Twoich najblizszych, wszystkich i caly kraj na dodatek.

    Wszystkich. Wszystek kraj jest wciagany, czy staczany, po rowni pochylej, do dolu osamotnienia miedzynarodowego, do dolu kloacznego, w ktorym tarzaja sie PiSowskie swinie… dodolu pisiej kloaki, w ktorej grzezniemy i gdzie okaze sie kto ma charakter i sie oprze, a kto sie zeswini, chocby dlatego, ze „No bo Panie, jakos zyc trzeba. Pan wie i rozumie, dzieci, kredyt … No sam Pan rozumie, zycie …”

    Ladniej i dosadniej niz ja to napisalem, opowiada o zeswinieniu sie, w programie „Tomasz Lis na zywo” mowi prof Ireneusz Krzeminski. Mniej wiecej w okolicach 30 minuty programu:

    https://vod.pl/programy-onetu/tomasz-lis-prof-adam-strzembosz-agnieszka-pomaska-prof-ireneusz-krzeminski-300117/c2mr636

  204. Swinie profesora Krzeminskiego i moje, to sa te same swinie, ktore opisal Orwell w Farmie Zwierzat. Tak dodaje na wypadek, gdyby sie kto sam nie zorientowal.

  205. Jiba 0:17 i @Pombocek w ogólności i @każdy inny blogowicz.

    Prośba zupełnie na obok dyskusji. Czy moglibyście wrzucić bliższe koordynaty Waszej dyskusji o neandertalczykach? Chciałbym poczytać bez konieczności przeszukiwania całości.

  206. bez „na” w pierwszym zdaniu, rzecz jasna.

  207. Czytam bloga od lat i nigdy nie miałam odwagi napisać , jesteście Państwo po prostu genialni. Ale na temat tego podziału na 2 Polski to mam takie doświadczenie : przed poprzednimi wyborami rodzina mojego męża ( w Polsce) po stracie ojca rodziny (przekonany socjalista z dziada pradziada) zupełnie zgubiła kierunek i zagłosowała na rockmana żeby dokopać bulowi? Dzisiaj kacenjamer jest duży ale kwasów w rodzinie nie ma. Jak tylko ktoś się skarży na obecną władzę zadaję proste pytanie: na kogo głosowaliście? Ten przykład daje do myślenia, nie wszyscy są za albo przeciw wielu nie ma zdania albo im to wisi kilem kitu, ciekawe jak długo jeszcze. A u nas na Śląsku to się mówiło Ponbóczek

  208. lonefather
    31 stycznia o godz. 17:47
    myslę, że władza kaczystowska wykopuje dół nie sobie, tylko nam. Bedą stali nad nami jak diabli nad kotłem(choć podobno nad polskim stać nie trzeba) i równo smagać tych, którzy nie przysięgną, że kaczysty jest boski, wspaniały i zbawca emerytowny narodu. Kto przysięgnie, z dołka wypuszczą.Tego, kto będzie trwał w uporze-zasypią.

    Chciałabym widzieć ten dołek pełen tych kaczystych przyd…..sów.
    Jestem o wiele młodsza od Jarka, mam nadzieję, że doczekam.

  209. paradox57
    31 stycznia o godz. 19:03
    Skoro ciekawia Cie neandertalczycy, to zaczne od ciekawej hipotezy.
    Otóz badając czaszki naszych prawujków,( bo ponoc wcale nie są naszymi przodkami) oraz narzedzi jakimi operowali, paleontolodzy doszli do wniosku, że intelektualnie wcale nie stali niżej od naszego praszczura homo,homosapiensa. Więc dlaczego wyginęli (choc podobno czasem sie mieszali z naszymi przodkami, co daje sie zauważyć w wystających nad oczodołami kościach Antoniego Macierewicza)
    I jeden paleontolog wysunął taka hipotezę, że neandertalczycy podobnie jak misie, jelenie,psy itd uprawiali seks tylko w celach prokreacyjnych, tzn wtedy kiedy panie neandertalki miały jak niedxwiedzice ruję. Więc panowie neandertalczycy poza tym krótkim okresem dostepu do pań, nie mieli interesu, aby z nimi przebywać. Więc oddalali sie w siną dal, a panie same były skazane na zajmowanie sie potomstwem.
    Natomiast nasz przodek, podobnie jak my dzisiaj, uprawia seks, niezależnie od okresu płodności, seks się wyalienował, przyczynił się do wzmocnienia wiezów społecznych.Panowie wracali z polowań obdarowując panie złowiona zwierzyną, za którą panie im sie odwdzięczały. Ważne, że panie też poluiły seks bez prokreacji. Seks stał sie jedna z głównej inspiracji poezji, wszelkiej sztuki. Żadnemu neanderalczykowi nie wpadłoby ułożenie „Pieśni nad pieśniami”
    Mam watpliwości co do prawdziwści tej hipotezy, ale jest ciekawa.

  210. ktoś wspomniał, ze dzieliliśmy się na dwie Polski już dawno, że przed wojną, pierwszą lub drugą; przypuszczam, że i 1050 lat temu też.
    Ale najbardziej w bliskim mi środowisku odnotowałam podziały w stanie wojennym.
    Jedni uważali, że słusznie i przyznawali wiele lat po stanie wojennym rację Jaruzelskiemu ( a nie byli partyjni) drudzy uważali przeciwnie, choć też do żadnej organizacji nie należeli. Po jednej stronie stołu siedzieli zwolennicy jednej postawy; po drugiej stronie siedzieli ci z przeciwnym poglądem. Obok siebie nie chcieli siedzieć, choć znali się jak łyse konie.
    W czasie stanu wojennego byłam juz dostatecznie dorosła, choć polityka zupełnie mnie nie interesowała; przy tych imprezach zupełnie nie pojmowałam, jak można sie obrazać za poglądy.

  211. Do wszystkich!!!

    Czy ktoś zna program przerabiający fotki i filmiki na linki, które można wstawiać na stronu internetu? Wykluczam cholerną tubę, z której korzystałem, bo smarkacze bawią się techniką w ten sposób, że dobry sprawdzony sposób udoskonalają na grubo gorszy. Nie rozumieją, bo za młodzi, że człowiek się przyzwyczaja do ludzi i rzeczy i nie chce zmian. Tuba długi czas dawała wybór: nowy albo stary. Dziś patrzę: tylko nowy. Spróbowałem zrobić nowym: wychodzi fotka trzy razy mniejsza niż na starym. I nie widzę możliwości zrobienia linku z filmu. To całujta wójta. A chciałem wstawić kochanej konstancji ji Jibie coś z dzisiejszej wędrówki. No i fifka.

  212. Zmarł John Wetton,
    https://www.youtube.com/watch?v=OfR6_V91fG8

  213. konstancja
    31 stycznia o godz. 19:11

    Mozliwe, ze masz racje. Ale ja, bez upierania sie, pozostane przy swoim pogladzie.

    Bo jesli to Ty masz racje, ze Polska wpada do dola, w ktorym nie ma kaczystow, to to by znaczylo, ze sa tak sprytni, ze az strach. Ja uwazam, ze nie sa. Uwazam ich za cwaniakow. ale prymitywnych i bez wyobrazni. W dodatku za kompletnie zeswinionych. Dlatego jak sie los obroci, to Polska sie z kaczej kloaki wyswobodzi, a kacze swinie w niej ugrzezna i pozostana.

  214. Lewy
    31 stycznia o godz. 19:36

    Juz Homo Erectus</i< zyl w grupach rodzinnych, co w wypadku czlowiekowatych oznacza sex "caloroczny", jako czynnik scalajacy rodziny. Wiec Neandertalczyk tym bardziej.

    Teorii wyginiecia poznalem co najmniej ze trzy, ale dla mnie najciekawsza, nie mowie ze najpewniejsza, jest ta, ktora mowi, ze wyginiecie Neandertalczykow, jest skutkiem przegranego wyscigu technologicznego. Typ czlowieka, ktory zyl wspolnie z Neandertalczykami , to kromaniończyk. Badania stanowisk wykazaly, ze kromaniończycy tak udoskonalili technike obrobki krzeienia, ze z tej samej ilosci materialu wyjsciowego uzyskiwali 15 do 20 razy wiecej ostrzy, niz da sie uzyskac najdoskonalsza technika mustierska.

    Czesc naukowcow tym wlasnie tlumaczy wypadniecie Neandertalczykow z gry, ze nie sprostali gorujacym nad nimi intelektualnie kromaniończykom.

  215. @mohikanin przedostatni
    31 stycznia o godz. 15:45
    A co to Kuchciński? Chociaż rozumiem, że ktoś niesympatyczny.
    Ale wytłumaczę – zwyczajnie i po prostu, takie naukowe dywagacje są dla większości ludzi nudne – poza oczywiście autorem. Ten blog mam nadzieję jest czytany przez wiele osób i nie należy ich zniechęcać, bo tematy tu poruszane są ciekawe i pouczające.
    Całą resztę tego co napisałam wykasowałam z powodów cenzury własnej. 🙂

  216. Ewamarysia,
    Jak można głosować na rockmana? Błagam, jak?
    A zagłosował na PiS, bo w stanie wojennym władza ludowa zmusiła go do podpisania lojalki, a żona jest nawiedzoną katoliczką, 10 rzazy tygodniowo na modlitwach w kościele, i w domu słuchają tylko RM;
    B zagłosował na Korwina, bo wychował się w komunie i jest właścicielem małego własnego biznesu, no i jest wciąż zdrowy.
    C zagłosował na Razem, bo już nie mógł patrzeć na PO, tym bardziej na Ogórek, a odczuwa potrzebę wzmocnienia antyklerykalnej, czyli lewej nogi,
    D zagłosowała tak, jak jej poradził mąż, który jest kominiarzem i głosuje tak, jak mu podpowiada fryzjer. Chyba na PiS. D w szkole miała kilka (bliżej 10 niż 1) dwój na koniec semestru, nie pamiętam, czy skończyła szkołę, ale uważa, że jeżeli kobieta w ciąży spogląda przez dziurkę od klucza, to na dziecko może spaść straszna klątwa.
    E głosuje na PO jako jedynych normalnych, gwarantujących spokojną przyszłość. E jest emerytką, zawsze w kościele, do końca w PZPR, bo PRL wyciągnął ją z niewiarygodnej biedy i zacofania polskiej wsi kieleckiej, pobożnej.
    F też głosowała na PO z podobnych powodów, choć do kościoła nigdy nie chodziła i nigdy nie była w PZPR, wieś była lubelska a nie kielecka.
    G zagłosował na Dudę, więc pewnie na PiS, bo jest dość młody, ma kredyt we frankach, a Komorowski to był taki obciach.

    Kto głosował na szansonistę? Jaki profil społeczny??? Oświeć mnie, skoro osobiście znasz osoby, które na niego głosowały!

  217. @Jiba
    31 stycznia o godz. 14:31
    A propos kuzyna – to chyba ta skorupka nasiaknięta. Osoby poddane w dzieciństwie przemocy staja się na ten przemoc nieczułe, bo dla nich to naturalne zachowanie. Dlatego jednak byłabym w stanie usprawiedliwić jakiś czyn strasznym dzieciństwem, choć temperament się burzy.

  218. Uprzejmie proszę o aktywne poparcie referendum szkolnego:

    http://referendum-szkolne.pl/

  219. lonefather
    31 stycznia o godz. 21:21

    mam od jakiegoś czasu przekonanie, że PIS CHCE nas wtrącić do tego dołka. My sie bronimy, maszerujemy w protestach pod różnymi flagami, ale tak nas poodcinali plasterkami, jak salami, że coraz nam bliżej dołka.
    Nic nie jest wieczne, wszystko się zmienia, ostatnio świat przyspiesza we wszystkich dziedzinach, a u nas..zjeżdzamy do XIX wieku w szkołach; do lat 45-89- gdy partia kierowała, a rząd rządziłWszechobecny był Front Jedności Narodu, protoplasta dzisiejszego PISu z przystawkami.
    O tym myślałam, gdy podsunąłeś ten dołek. A właściwie Dół.

  220. Płynna Rzeczywistość
    31 stycznia o godz. 20:50
    Ci, którzy byli moimi idolami w nastolęctwie moim nagle umierają i nagle okazuje się, ze ci niegdysiejsi dwudziestokilkulatkowie nie mają nadal swoich 20 kilku lat, tylko ponad 70!
    to chyba niemożliwe! swiat tak szybko nie pędzi…
    chyba najszybciej mi przeleciało pierwsze 50 lat….

  221. Bardzo ważny głos szefa Rady Europejskiej. Donald Tusk on się nazywa, ten szef.
    http://wyborcza.pl/7,75399,21317895,donald-tusk-nie-ma-powodu-by-europa-przypochlebiala-sie-zewnetrznym.html

  222. Coś o Neandertalczykach dla angielskojęzycznych czytelników z magazynu NYT.

  223. lonefather
    31 stycznia o godz. 17:47

    „To jest genialne w swojej prostocie ! (podpisuję kontrakt)” zawołał mahradża na przedstawione mu przez dr. Plamę wyjaśnienie jak się skrapla chmury, co jest wyjaśnione w podręczniku fizyki dla klasy VII.

    To jest jasne: żeby była równia pochyła, musi być wyżej-niżej. Dół PIS kopie, zwielką zawziętością. Co do mechaniki procesu masz bezpardonową rację z podręcznika.
    Pytanie o istotę już nie jest pytaniem o mechanikę.
    Włodzimierz Cimoszewicz mówi: PIS wydobywa z człowieka najgorsze cechy. Tak ale to też nie wyjaśnia sprawy.
    Stawiam na to, że dzieje się proces na wskroś organiczny, bo on rządzi wszystkim. Budowle, które wznosi PIS, powstają przeciw środkowisku naturalnemu, które proces konstrukcji zamieni w dekonstrukcję. Ściany, mury, stropy, filary będą murszeć i kruszyć się; rozpadać, aż wreszcie całość runie. Kruszenie narożników, parapetów, pilastrów prowadzi do ruiny, ale wolniej. Przyspieszenie procesu, włącznie z szybkim efektem katastrofy następuje wtedy, gdy pęka kamień kluczowy. Czym ten kamień będzie nie wiemy, ale nie ma się co naprzód zamartwiać i spekulować po próżnicy. Przyroda sama zdecyduje. Owszem, trochę to potrwa, ale PIS sam proces własnego upadku przyspiesza pomagając przyrodzie: działa na wszelkich możliwych polach, co mnoży szansę na szybie pęknięcie kamienia zwornikowego. Tu, oprócz przyrody działa matematyka. Kombinatoryka.

  224. konstancja
    31 stycznia o godz. 22:04

    Kurde, udało się małpie ciut przyswoić nową tubę! Zobaczymy, co wyszło.

    Konstancjo, chciałem Ci z racji emocjonalnej stabilności i stabilnej rozumności, a najstabilniejszej – kobiecości wręczyć dzisiejszą rzecz (kwiatów na łąkach nie było). To łuszczak zmienny zamieszkały w Chłopach. Jego niezwykłość polega na tym, że to grzyb, powiedzmy, od maja do października się pokazujący, a ten zoczyłem dziś 31. stycznia. Grzyb jadalny, rzecz jasna, i smaczny. Nie jest grzybem zimowym, więc ma wyraźny smak i zapach, bo zimowe nie mają. Pierwszy raz go zobaczyłem o tej porze i nie wiem jak to rozumieć – że będzie wojna…pardą…wiosna dokładnie wtedy jak będzie? Byłoby cudownie.

    https://lh3.googleusercontent.com/-EUH4qVeYMHo/WJDOEL7OPuI/AAAAAAAAM-c/2kldyiKtcoYwlkWv3YxtXRSdL79jn65XQCJoC/w530-h319-p/2005-01-11%2B05.07.58.jpg

  225. konstancja
    31 stycznia o godz. 21:56

    Konstancjo, az mi glupio przypominac Tobie, o starozytnej madrosci, ze „kto pod kim dolki kopie … „. Tak wiec jakby nie patrzec, wychodzi na to, ze sie PiSy w dol kopany wtarabania i niech juz w nim pozostana na zawsze. Plakac nie bede.

  226. No właśnie! Smarkate gówniarze gmerają przy programach i psują. Nie wytłumaczą czarno na białym jak z tej miniaturki zrobić duży ekran.

  227. lonefather
    31 stycznia o godz. 15:14
    tejot
    31 stycznia o godz. 12:57
    W pogladach jestesmy blisko, ale jakby w „przesunieciu czasowym”, czy co. Niby niemal tak samo o tym samym, a wychodza rozbieznosci, sensy zmieniajace.
    Co do Orbana, to piszac „raz a dobrze czy skutecznie”, to sie mylnie mylisz. Orbanowi rozmontowanie wegierskiej demokracji zajelo 11 lat. Kaczynski rozmontowal polska, w ciut dluzej niz rok. Stachanowiec Kaczynski dokonal tego co Orban, dziesiec razy szybciej. Z „Wegier orbanowskich” powinienes sie chyba postarac o uzupelnienie wiedzy, zeby tak glupich bledow nie popelniac.

    Mój komentarz
    Lonefather, wobec kategoryczności Twoich sądów zostawiam na boku kwestię moich błędów.
    Zacytowałem jedynie powiedzenie Orbana ostatnio rozpropagowane w mediach o tym by zwyciężyć raz, a dobrze, coś w tym rodzaju.
    Moją nie wypowiedzianą tezą jest przyjęcie przez PiSowców Węgier pod rządami Orbana jako wzorca transformacji demokracji liberalnej na demokrację inną, jeszcze nie wiadomo jaką, ale z pewnością nie jest to demokracja typu zachodniego z jej obłudą, poprawnością polityczną, lewactwem, multi-kulti, wynaradawianiem na rzecz wspólnoty, niszczeniem dziedzictwa chrześcijaństwa, Sorosem rozdającym stypendia oraz i innymi herezjami i kaprysami klas rządzących.
    Zarówno Orban, jak i PiSowcy jeszcze nie mają idei czym demokracja ma być, ale dokładnie wiedzą, czym ma nie być. Zarówno Orban, jak i PiSowcy próbują budować nową demokrację na przeciwstawieniach, antynomiach, negacjach.
    Pzdr, TJ

  228. pombocek
    31 stycznia o godz. 22:27
    och, jak to miło,że tak bardzo sie starałeś. :-).
    Piękne jesienne rudości w tym łuszczaku ( a dlaczego zmiennym?), trochę mi obrzydły szarzyzny na ulicach i drzewach.
    Niech śnieg przykryje, albo wiosna juz zawita.
    Albo niech się sciela pod krzaczkami i drzewkami takie piekności.
    Serdeczne dzięki 🙂

  229. lonefather
    31 stycznia o godz. 22:32
    no tak, zapomniałam….

  230. anumlik
    31 stycznia o godz. 14:02

    Dziękuję za antynatalizm! Problem jest fascynujący choć również, póki co, mocno teoretyczny. Indywidualne decyzje odnośnie nierozmnażania się nie mają statystycznego znaczenia, wobec siły popędu – to raz. Dwa: patrząc przez pryzmat ewolucji, nawet wymarcie wszystkich ludzi (z tego czy innego powodu) niewiele zmienia; należałoby eksterminować całe Życie (przez duże „ż”), we wszystkich jego formach. I to dopiero zakończyłoby cierpienie.

    Po trzecie wreszcie, przypomina mi się odpowiedź mojej przyjaciółki, gdy słyszy narzekanie, że życie jest ciężkie. Brzmi ona: „w porównaniu z czym?”. Nie ma chyba żadnej miary, którą by można porównywać te dwa stany (życia i nie-życia).

    To powiedziawszy, gdybyśmy mieli możliwość definitywnej i natychmiastowej sterylizacji Ziemi, w ułamku sekundy, bez bólu i strachu dla żyjących i oszczędzenia tego samego niezliczonym przyszłym pokoleniom… na Wikipedii jest obrazek sugerujący, że może to być przyczyna, dla której nie znaleźliśmy jeszcze w kosmosie żadnej wysoko rozwiniętej cywilizacji.

  231. tejot
    31 stycznia o godz. 22:44

    Jak tak, to tak. To co zagadal Orban, to jak zawsze w wypadku zaklamanych dyktatorkow jest nieprawda. Do wegierskiego TK podchodzil w 4 aktach, nim go opanowal. Z mediami bylo podobnie. Najlatwiej mu poszlo z opanowaniem gospodarki. Zaewne wskutek niewielkosci calej wegierskiej gospodarki i jej ogromnej zaleznosci od sektora panstwowego. Ale raz i dobrze, to marzenie, a nie opis tego jak kraj opanowywal.

    Orban i Kaczynski nie buduja zadnych demokracji. Oni obaj wypruwaja z instytucji i praw to co jest w nich demokratycznego, w miejsce usunietego wstawiaja jedynowladcze rozwiazania, calosc ubieraja w kostium demokratyczny i tak dlugo i tak glosno krzycza, ze to JEST DEMOKRACJA, az glupi uwierza, a reszta nie ma juz sil dowodzic, ze te potworki nie sa z pewnoscia demokratyczne.

    W dyskutowanie „demokratycznosci” niedemokratycznego jest w/g mnie szkoda czasu, ale wymiana mysli byla owocna i chyba niezle, ze sie odbyla.

    Jesli sie nie obraziles do tej pory na niezbyt fortunne moje supozycje, to jakos tak z rok temu byl u Owczarka w TOKu profesor od Wegier i w sposb spojny i przystepny opisal jak Orban zniewolil Wegry i co sie wskutek tego tam stalo, ze spoleczenstwem i gospodarka. Jak sie zastanowic nad czescia gospodarcza, to staje sie jasne, dlaczego Morawiecki rzucil robote w banku i sie przylaczyl do Kaczystow.

  232. Pombocek,
    masz przecież konto na gmail.com i stamtąd możesz załadować zdjęcia i filmy. Potem idziesz do share ( a za cholerę nie wiem jak to wymyślili po polsku – podziel sie? ) i tam masz odnośnik do linka jaki prowadzi do tego zdjęcia czy albumu, bo możesz dodać kilka zdjęć pod jednym linkiem. No, nie umiem wyjaśnić dokładniej ale jak zadasz pytanie, to odpowiem najlepiej jak potrafię.

  233. @Lewy 19:36

    Dzięki. Ale mnie interesuje dyskusja między @Pombockiem i @Jibą jako taka o neandertalczykach. Bo o nich samych to wiesz… Źródeł nie brakuje. Mniej i bardziej egzotycznych.

  234. @paradox57 31 stycznia o godz. 23:25

    Skopiuj sobie całe forum do Worda i zwyczajnie przeszukaj tekst.
    Powinno Ci to zająć ca. trzy minuty.

  235. @Maciej2, z godz. 23:06
    Antynatalizm jest czymś – nie wiem jak nazwać – chorobą?, patologią?, odstępstwem od ewolucyjnej (jakiej – biologicznej czy kulturowej?) normy?, przynależną człowiekowi cechą, podobna do homoseksualizmu? – nad czym nauka jeszcze się w całej swej okazałości nie pochyliła. A powinna. Niezgoda na życie antynatalistów nie jest – jak już pisałem – odpryskiem suicydalnalizmu. Nie jest też zagadnieniem stricte filozoficznym. Oczywistym jest, że – jak piszesz – indywidualne decyzje odnośnie nierozmnażania się nie mają statystycznego znaczenia, wobec siły popędu. Ale one istnieją i nie wiadomo czy i w jakim zakresie determinują szaleństwa już nie indywiduów, a grup społecznych o podobnym, antynatalistycznym rodowodzie. Ot, takie sobie zadaję pytania.

  236. O wyginięciu Neandertalczyków – Newsweek niedawno przedstawił całkiem prawdopodobną teorię. Stwierdzono, że nie mieli genu, który uodparnia na toksyczne substancje zawarte w dymie. Ognisko w jaskini, powolne zatrucie itd. Homo sapiens podobno ma ten gen. Dlatego również efekty przypiekania mięsa (owszem, toksyczne) nam tak nie szkodzą, jak Neandertalczykom.

    A że N. był po prostu jeszcze jednym gatunkiem człowieka – to chyba raczej nie ulega wątpliwości. Są przecież różne gatunki kotów i psów. Nie jesteśmy wyjątkowi. Aha, N. miał większy mózg od homo sapiens, szczególnie rejony odpowiedzialne za orientację w przestrzeni. Czyli pod pewnymi względami był nawet inteligentniejszy od naszego praszczura.

  237. @Płynna Rzeczywistość 21:44

    Kto głosował na rockmana? Z mojego podwórka. Studentka III roku. Przyszła dopełnić obowiązku zdania zaliczenia (II termin). Kolega (z przekonania wierzący bolszewik – więc głosujący na PiS – a przy okazji mówiący od czasu do czasu, że wujaszek Stalin był za łagodny) zaczyna ją podpytywać, czy była na wyborach. Bez intencji dowiedzenia się na kogo głos oddała. Ot tak, dla rozluźnienia chyba stresowej atmosfery. Dziewczę sunie gładko, że nie była, bo nie dała rady dojechać do domu. Ale gdyby zdążyła, to by na Kukiza zagłosowała. Pytam, czy w jej okręgu wyborczym Kukiz kandydował. Nie. A zna tego kogoś, na kogo w zastępstwie Kukiza by zagłosowała? Też nie. Stwierdziłem, że może w takim razie lepiej się stało, że nie zdążyła.

    Mam wrażenie, że u mnie w okolicy nie jedyna ona taka. Dla przybliżenia: lubelskie.

  238. @Na marginesie

    Coś konstruktywnego.
    @Pozostali. Naprawdę nie chciałem wznawiać dyskusji o neandertalczykach.

  239. paradox57
    31 stycznia o godz. 19:03

    To nie była dyskusja o neandertalczykach. @pombocek rozmawiał z kimś i w tej rozmowie użył słowa „neandertalczyk”, a ja czytając piąte przez dziesiąte wcięłam się z dygresją. I poszło 🙂 Nie ma czego szukać, dawno zakopane i w przeciwieństwie do kości neandertalczyków niewarte eksploracji 🙂

    A’propos Pan Redaktor udostępnił link, za który jestem wdzięczna. Co prawda, nie czytam po angielsku jak rakieta, muszę sobie usiąść z herbatką i usiądę, ale też chciałabym się podzielić swoim znaleziskiem.
    http://www.kwantowo.pl/2016/10/22/jak-potomkowie-adama-i-ewy-opanowali-swiat/
    (nie mam pojęcia, czy mimo moich wysiłków link się zaniebieszczy, pytany o to brat pęka za śmiechu i radzi: Masz sprawne oczy i ręce, szukaj! A ja już wiem, jak się odpłacę:)

  240. Na marginesie
    31 stycznia o godz. 23:37

    Ale wiesz czemu przypiekano to mięso? 🙂

  241. @paradox57
    W firefoxie po prawej jest menu gdzie masz opcję szukaj, wpisz Jiba i szybko przelecisz wszystkie wpisy. Na pewno nie ten, i chyba na pewno nie poprzedni. Co do reszty to skleroza, bo nawet sobie nie przypominam tematu.

  242. lonefather
    31 stycznia o godz. 23:08
    Ale raz i dobrze, to marzenie, a nie opis tego jak kraj opanowywal.
    Orban i Kaczynski nie buduja zadnych demokracji.

    Mój komentarz
    Lonefather, oczywiście, że Orban i Kaczyński nie budują demokracji.
    Oni ją rozmontowują na zasadzie negacji, co oznacza usuwanie z niej istotnych elementów-cegiełek, które są barierami przeszkadzającymi im w rządzeniu, przeciwnościami na drodze do autorytaryzmu, szkodliwymi dla społeczeństwa, nie pozwalającymi władzy i państwu w pełni się zrealizować i wiele innych eufemizmów głoszonych na temat prowadzonej przez nich destrukcji łącznie z nazywaniem rozbiórki demokracji naprawianiem Polski, jak u Kaczyńskiego lub budową nowego typu demokracji, jak u Orbana.
    Pzdr, TJ

  243. Ewa-Joanna
    31 stycznia o godz. 23:24

    Dziękuję, Ewo-Joanno, za dobre chęci, ale jak mi ktoś nie powie w punktach:
    1. kliknij to
    2. kliknij tamto
    nie zrozumiem choćby chałwą obłożył. Gmailową pocztą wysyłam zdjęcia i filmiki w postaci linków, ale te linki na blogu nie działają. Jeśli jednak mówisz, że jest tam coś szarego, to poszukam. Natomiast kapnąłem się, jak powiększyć fotki w nowym programie na tubie i to mi wystarczy. Chyba że na gmail będzie prościej. W każdym razie dziękuję bardzo za pamięć. Dobranocka uod pombocka.

  244. Nie chciałem wznawiać. A co mi tam. Jak trzeba sypnąć trochę piasku w tryby , to nie będę ostatni.
    1. Przewaga techniki wytwarzania narzędzi krzemiennych kromaniończyka nad wyrobami neandertalskimi jest dość iluzoryczna. To co neandertalczyk potrafił wyłupać z kamienia zajmowało mu, wedle oszacowań kwadrans do pół godziny. Tymczasem doskonałe neolityczne narzędzia krzemienne wymagały zdecydowanie większego nakładu pracy – prawdopodobnie kilkugodzinnego. Przy w miarę porównywalnej podatności na zużycie względy ekonomiczne przemawiałyby raczej na korzyść neandertalczyka. Przy tym w celach celach, do jakich były używane sprawiały się całkiem dobrze.
    2. Dym z ogniska. Policzmy. Neandertalczyk funkcjonował na ogromnych terenach od ok. 300 tys. do ok. 40 tys. roku pne. Aczkolwiek na terenie Hiszpanii w jednej z jaskiń odkryto szczątki grupy neandertalskiej, która wedle ocen wymarła dwadzieścia kilka tysięcy lat temu. Znaczy przez pewien czas żyli równocześnie z Homo sapiens. Ognia używali pewnie dłużej niż liczy sobie historia tzw. rozumnego. Więc gdyby to faktycznie ten gen był odpowiedzialny za ich wymarcie – zostaliby skasowani znacznie szybciej.
    3. Obyczaje seksualne – nie mam pojęcia. Będę musiał sięgnąć do podanego źródła.
    4. Istnieją też uczeni, którzy całkiem przekonująco dowodzą, że przyczyną wyginięcia neandertalczyka były radykalne przemiany klimatyczne, za którymi już nie nadążali. Jednym z dowodów byłaby budowa anatomiczna predystynująca ich do życia w zimnym lodowcowym, i okołolodowcowym klimacie.

  245. @Ewa_Joanna
    Jednym słowem sugerujesz, że mam sobie zainstalować firefoxa i zacząć go oswajać?

  246. paradox57
    31 stycznia o godz. 23:25

    Taka będę i pomogę chociaż nie wiem czy warto:
    http://kowalczyk.blog.polityka.pl/2015/05/15/cienki-mainstream/
    Bez firefoxa ale z guglem.

  247. PS
    Jednak o obyczajach seksualnych. Niekoniecznie neandertalczyka. Bo jakoś tym uczonym, co to tak gadają niespecjalnie ufie. Wiadomo, że proces udomowienia zwierząt prowadzi do totalnej zmiany w cyklach płodności, co każdy współmieszkający z kotem, psem. Ten neandertalczyk udomowił się znacznie wcześniej niż taki pies, więc i tu tę sezonowość można spokojnie wyłączyć. Poza tym liczne przykłady wśród naczelnych (nie tylko najbliżej z nami spokrewnionych) świadczą dobitnie o oderwaniu zachowań seksualnych od funkcji stricte rozrodczych.

  248. @Izabella

    Warto nie warto. I tak Cię lubię.

  249. @paradox57
    A co masz oswojone? Mnie firefox odpowiada, nie mądrzy się za bardzo. Przymierzam sie do Opera Neon bo z Edge to jestem całkiem na bakier.

  250. Tanaka
    31 stycznia o godz. 22:27

    @Tanako,
    Jeden, pojedynczy czynnik, sam w pojedynke … Zaraz, momencik … Jasne! Masz racje z tym „kamieniem zwornikowym”…

    Co w PiSokonstrukcie jest ZWORNIKIEM?

    Zwornik, jak matka, jest tylko jeden! Jesli sie trymac Twoich wskazan, to sie odwolam do tego co napisalem w Kontrrewolucji 464 dzien, dzis w nocy. Tej w poscie pisanym do @TJ. Czyli Jaroslaw Kaczynski.

    Padnie „kamien zwornikowy” i reszta sie rozsypie jak domek z kart.

  251. paradox57
    1 lutego o godz. 0:19

    O treść mi chodzi, nie o adresata. I też Cię lubię :).

    Ewa-Joanna
    1 lutego o godz. 0:25

    Ja ostatnio używam chrome’a. Ale firefox i safari też ujdą.

  252. @pombocek
    Tak jak inni „newcomers ” co to wyszli z szafy sprowokowani przez twoj wstepniak – od lat zagladam na blogowisko ale nie komentuje ale tym razem nie moglam sie powstrzymać! Poruszyl mnie ten wpis mocno, jakos tak bardzo smutno. What the hell is wrong with people?! Jak mozna przejsc od sympatycznej znajomosci do takich bluzgow dzikich w głowie mi się nie miesci. Jakos ta agresja wydaje mi się typowa dla niektorych bogoojczyznianych rodaków. Smutne! Obserwowalam 2 lata temu jak Szkotom grały nastroje przed referendum o niepodległość – wydawałoby się że podziały równie głębokie jak i teraz w Polsce być powinny – a jednak takiego poziomu chamstwa jak w przytoczonych cytatach slodkiej Marii nie widzialam – a na pewno nie pomiedzy przyjaciółmi. Jakoś nie strach było o polityce i światopoglądach rozmawiac. Nawet bedac „migrantem”. A z rodakami sie boję! I o wierze i o polityce. Tez straciłam dobrych przyjaciół choc nie w tak widowiskowy sposób.

    Pozdrawiam serdecznie pombocka, pana Jacka niezrownanego i całe blogowisko!

  253. paradox57
    1 lutego o godz. 0:04

    1) Jesli z buly krzemiennej, wylupiesz 1 piesciak i 4 nozyki (N), lub 2 siekierki i 12 nozykow (CM), to czy osmielisz sie nazwac te technologie porownywalnymi? Czy nie sadzisz, ze do tego trzeba dodac jeszcze czas potrzebny na znalezienie krzemienia, czy wyciosanie go ze skaly maciezystej? Ta roznica, gdyby ja do czegos porownac w czasach obecnych, to chyba tylko do orania pola traktorem z 8 skibowym plugiem i przygotowywania tego samego pola motyka. Tak to oceniaja ludzie, ktorzy nauczyli sie wupac krzemien metodami neandertalczykow i kromaniończykow. Co do nakladu prcy (czasu) to sa doskonale filmy na tubie. Niestety tylko po angielsku, jesli sam nie znajdziesz daj znac, to podrzuce pare linkow.

    2) Zgadza sie od okolo 300 tys, do niecalych 30 tys lat temu zyl N na terenach Europy. W tym ostatnie okolo 80 tysiecy lat, przy wspolobecnosci CM. Napisalem te okolo 30 tysiecy la temu, ale najnowsze badania, nie oceny, czy szacunki, ale badania radioweglowe, okreslaja wymarcie ostatnich europejskich N na 26,5 tysiaca lat temu.

    A teoria „dymowa” to bajedy nawiedzonych milosnikow diety paleolitycznej, przerazonych doniesieniami, o szkodliwych zmianach dymem wywolanych w potrawach z grilla. Smiech pusty ogarnia, bo nawiedzeni bezmyslnie lacza, to co sie dzieje w potrawie przyrzadzanej na weglu drzewnym chemicznie spreparowanym, z naturalnym przyrzadzaniem na naturalnym ognisku, z prawdziwego naturalnego drewna. Tak wiec od dymu mozna moze i umrzec, ale chyba ze smiechu, a nie od samego dymu.

    3) A co masz do „zrodel” siegac? Wystarczy pomyslec. Wiec pomysl sobie, ze gdyby nie bylo czynnika spajajacego rodzine, to samotna matka w paleolicie nie miala, nie tylko szansy, ale nie miala prawa, samotnie wychowac dziecka. Musial tata byc i sie opiekowac, czyli zasowac na polowania i swoja kobiete z dzieckiem karmic. Zeby to robic musial byc z nia zwiazany. I tym co wiazalo byl wlasnie seks. Tak bylo u CM, tak dzialalo u N i wyobraz sobie, ze rowniez u HE (Homo Erectus), tez bylo identycznie. I to okolo 1,5 miliona lat temu. I to najpewniej wlasnie u HE nastapil przelom w postaci wyodrebnienia sie „rodziny” z grupy lowiecko zbierackiej. Bo tylko taka moze byc interpretacja tego co odkryto w czasie wykopalisk obozowisk HE. U ich poprzednikow, czyli Australopitekow, w obozowiskach znajduje sie jedno duze ognisko. W obozowiska HE od 3 do 8 indywidualnych mniejszych ognisk.

    4) Przystosowanie do zimniejszego klimatu nie oznacza niedostosowania sie do cieplejszego. Wspomnieni Neandertalczycy z hiszanii zamieszkiwali jaskinie na Gibraltarze. Slady znalezione wskazuja na ciaglosc osadnictwa neandertalskiego w tamtejszych jaskiniach, przez okres ponad 60 tysiecy lat. A budowa szkieletow jest identyczna jak tych, co mieszkali na polnocy Europy. Zadnych istotnych roznic nie znaleziono. Wtedy, jak i dzis Morze Srodziemne nie zamarzalo, wiec trudno byloby twierdzic, ze tamtejsi N mieszkali w strefie okololodowcowej. I jakos ta ich neandertalska budowa anatomiczna, im nie przeszkadzala zamieszkiwac w strefie klimatu srodziemnomorskiego. Wymarli wskutek ogolnego oslabienia populacji, wskutek wsobnego rozmnazania sie. Nie tylko w poblizu, ale w calej doslownie Europie byli juz jedynymi przedstawicielami swojego gatunku.

  254. W pigulce…

    O genetycznej mutacji homo sapiens tu – chociaż to tylko fragment, caly artykul w N.
    http://www.newsweek.pl/plus/nauka/gotowanie-jak-zmienilo-historie-swiata-i-nasze-menu,artykuly,395188,1,z.html

    Poza tym niie chodzi o to, że neandertalczycy tak od razu się zatruli i padli trupem.
    Szczegóły we wcześniejszym Newsweeku:

    Przez co najmniej 200 tys. lat neandertalczycy doskonale radzili sobie w skutej przez zlodowacenia północno-zachodniej Eurazji, po czym jakieś 30-40 tys. lat temu raptownie zniknęli.
    Badacze z norweskiego Krajowego Instytutu Zdrowia Publicznego i z uniwersytetu w Oslo twierdzą, że do ich wymarcia przyczynił się… dym. Neandertalczycy doskonale znali ogień i to właśnie wdychanie dymu z rozpalanych w jaskiniach ognisk mogło spowodować ich wymieranie.
    Jak twierdzą norwescy badacze, skażenie wdychanego powietrza doprowadziło do niekorzystnych mutacji genetycznych. Przy otwartym ogniu do atmosfery uwalnia się bowiem bardzo dużo szkodliwych substancji (w tym rakotwórcze dioksyny), toksyczne związki znajdują się również w popiele i dymie.
    Stały kontakt z truciznami prowadzi do licznych chorób, zwłaszcza u dzieci, które oddychają szybciej niż dorośli i przez to wchłaniają znacznie więcej zanieczyszczeń. Norwescy naukowcy dodają, że u dzieci oddziałuje to nie tylko na skórę i oczy, ale również na mózg, organy wewnętrzne i układ immunologiczny, a niekorzystne zmiany mogą się utrwalać podczas dojrzewania.
    Jak podsumowują badacze, czynniki toksyczne mogą włączać się w linię zarodkową i powodować choroby u przyszłych pokoleń, co może mieć znaczący wpływ na biologię ewolucyjną gatunku. Niewykluczone, że z tym właśnie zjawiskiem mieliśmy do czynienia w przypadku neandertalczyków.
    http://www.newsweek.pl/nauka/neandertalczycy-wygineli-od-dymu,51988,1,1.html

  255. tertium_non_datur,
    Problem jest z rozstrzygnięciem, które źródła informacji są wiarygodne, a które nie. Kiedyś było z tym łatwiej, bo przede wszystkim łatwiej było zidentyfikowac te źródła (ksiądz, gazeta, nauczyciel, właściciel ziemski, sędzia, karczmarz etc.), więc źródła czuły pewną odpowiedzialność za słowo. Kiedyś wytworzenie informacji kosztowało. Weź do ręki książkę sprzed 50 lat – już praca zecera byla tak droga, wszelkie błędy tak kosztowne, że nad tą książką pracowało 5-10 fachowców *technicznych* (redaktor techniczny, redaktor merytoryczny, korektor lub nawet dwóch, grafik) a dziś książkę możesz złożyć w garażu sam i wydrukować ją „na cyfrze” w dowolnym nakładzie od 1 egzemplarza wzwyż; tamże w garażu możesz też umieścić serwer z internetową gazetą. Możesz być Matką Kurką, która będzie jak równy z równym spierać się z Owsiakiem czy też być jakimś innym irokezem – np. twórcą antykomora. 50 lat temu taki irokez musiałby najpierw dojść do potęznych pieniędzy, by założyć własną gazetę, bo inaczej ze swoimi antykomorami dotarłby do swoich znajomych i nikogo więcej.

    Dziś Gmyz redaktor może z dumą obnosić się swoim przezwiskiem „trotyl”. Możesz sobie wyobrazić przedwojennego inteligenta, który czerpałaby dumę ze swojej nieuleczalnej ignorancji?

  256. Czytam i czytam. Ogromna ilość wątków.Sięgnę po wino.
    Neandertalczyk był dużo niżej. Ostatnia grupa wyjściowa z Afryki (czyli my) go zdominowała. Wycięła. Po co dym? ))

  257. Po co dym? – pyta NikodemD na poły retorycznie. Bo dym dymi i przysłania ważniejszą dla nas, homo sapiensów poloniensów sprawę:
    http://mygorszysort.pl/kaczynski-tego-nie-wygumkujesz-w-internecie-nic-nie-ginie-2/

  258. Jiba pyta po co to przypiekanie. Jibo dla podstawowego Polaka który dzięki odzyskaniu wolności uzyskał nieograniczony dostep do piwa i mięsa, mięso nieprzypiekana okazało się niekompatybilne do piwa. Polak odkrył ,że kiełbaski, boczek, kaszanki, karkówki no i przejete od trumpowych Amerykanów żeberka najlepsze są z rusztu.
    No a po co Kuklinowski przypiekał boczki Kmicicowi ?

  259. Panie Jacku
    Co za karkołomna hipoteza, ze jakoby praprzodkiem pisu był jakis kozak ? Pis oczywiscie pochodzi po mieczu i po kądzieli od wujka i ciotki neandertalów. W prawdzie dawni neandertalczycy byli krzepcy, rozbudowani w barach, a prezes jest raczej drobniutki. Ale niejeden gatunek ulegał w procesie ewolucji degeneracji.Mamy tu przykład skarłowacenia. Wystarczy jednak popatrzeć na niskie czoło prezesa.Zaś Antoni Macierewicz absolutnie nie zdegenerował sie, ubrać go w skóre mamuta, wypchać i mógłby służyć za eksponat w Muzeum Człowieka w Paryżu

  260. NikodemD

    Och, przestań. Wycięła w pień. A pień spalili sami. Żeby tamci nie mieli czym dymić.

    @Lonefather
    ad pkt 4. Pewnie, że zamieszkiwali strefę śródziemnomorska. Kłopot w tym, że ta strefa śródziemnomorska, jaką znamy obecnie ma się nijak do strefy śródziemnomorskiej w okresie zlodowaceń, nawet o tak ograniczonym zasięgu, jak ten ostatni. Może zbyt uprościłem, bo można było wysnuć wniosek, że neandertalczyk wymarł z powodu samego szoku termicznego i przegrzania organizmu. Zmiany klimatyczne miały wpływ na całe środowisko, w jakim żył, w tym na duże zwierzęta, na które N polował. Ograniczenie zasobów pożywienia mogło być dramatyczne. Ewolucyjne zmiany anatomiczne są łatwiej zauważalne w praktyce archeologicznej, ale jednocześnie wymagają więcej czasu niż analogiczne zmiany zachowań (niech będzie że behawioralne). Mimo to czasu mogło już być zbyt mało. Szkielet jest strukturą chyba najbardziej konserwatywną (a to on stanowi główny punkt odniesienia do badania cech anatomicznych w przypadku szczątków zwierząt), chociaż indywidualny sposób życia i funkcjonowania odbija i na szkieletach niezatarte piętno.
    Zresztą szukanie jednej jedynej przyczyny takich czy innych procesów wydaje mi się mało ekscytujące. Takie rzeczy to w wiadomej książce, w której mamy jedna siłę sprawczą wszystkiego co się działo, dzieje i dziać będzie. Więc i tu musiał nastąpić zbieg różnych czynników. A jedyne co pozostało najbardziej ciekawskim, to poszukiwania w naszych genomach tych niewielkich kawałków DNA neandertalskiego. Oprócz rzecz jasna, niezmordowanej pracy archeologów badających zachowane tu i ówdzie pozostałości po nich.

    Trochę, żeby uniknąć multipostowania, co mi się wczoraj przytrafiło.
    @Ewa-Joanna
    Mój młody, bo czasem młodego sprawach komputerowych słucham, mówi, że Opera dla mnie jest dobra. Mimo mojego absolutnie drewnianego słuchu. I Chrom też może być. Ale on (ten młody) otwiera jednocześnie 150 tysięcy kart. Więc gada mi, że firefox sobie z tym nie radzi. Nie wiem, nie sprawdzałem.
    Firefoxa kiedyś używałem (w samych początkach, kiedy każdy szanujący się użytkownik sieci za passe uważał przyznawanie się do użytkowania wytworów Gatesa. Co prawda używam Windowsaa nie Linuxa, ale to z lenistwa), ale w ostatnich latach mi zdziczał i musiałbym zacząć go oswajać od początku. Nie wiem, czy miałbym na to ochotę.

    @Anumlik – wpis ostatni

    Gdyby tak się dało zrobić i wygumkować z internetu Kaczyńskiego. W starożytnym Egipcie mieli trochę łatwiej. Wystarczył facet z młotkiem i meslem. A i tak się nie udało wykasować wielu, o których chcieli zapomnieć.

  261. @Lewy
    Dodałbym jeszcze, że używali dzidy, do czego zdaje się Antoni dąży.

  262. Paradox57,
    moje młode tez za Operą, ale ja się przyzwyczaiłam do liska 🙂
    A Antoni to wuc, a jak może być wuc bez dzidy?

  263. anumlik.
    Kaczyński już wtedy mówi jedno („proces tworzenia polskiej demokracji”, „reformy”), a myślał drugie („mein kampf”) – jego argumentacja dziś brzmi nieco fałszywie.

  264. To autentyk? Czy jakaś literatura? Szczerze mówiąc żenująca wymiana „uprzejmości”. Jeśli autentyczna to obrazująca rynsztokowy poziom zdziczenia debaty publicznej, pełnej inwektyw i pomówień.

  265. Żeby spiąć wątek liska i grillowania

    http://lol24.com/fotki/zwierzaki/lis-na-grillu-5265

  266. @lonefather, (31 stycznia o godz. 22:32)

    …jakby nie patrzec, wychodzi na to, ze sie PiSy w dol kopany wtarabania i niech juz w nim pozostana na zawsze. Plakac nie bede.

    Problem polega na tym, że ten dół jest kopany dla nas wszystkich. Jest coraz głębszy i zjeżdżamy do niego w kosmicznym wręcz tempie.
    Szkoły weźmie się głodem jeżeli nie zechcą posłusznie lepić nowych katobolszewików:

    Od 1 stycznia 2018 roku samorządy nie będą otrzymywać stałej subwencji i dotacji na jednego ucznia. Pieniądze będą dostawać na podstawie oceny wykonywania przez nie zadań oświatowych. Najlepsze jednostki dostaną dodatkowe premie

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/dziennik-gazeta-prawna-men-szykuje-rewolucje-w-sposobie-finansowania-oswiaty/bj6r5mh

  267. J.E. Baka
    1 lutego o godz. 8:38
    jakie zdziczenia rozgniewało Bakę ? Jaki autentyk czy literatura ? Mógłbym prosić o przejrzystość wypowiedzi, bez tej kaczystowskiej mgły niejasności ?

  268. @Ewa-Joanna, (31 stycznia o godz. 21:42)
    Czy dyktując , co i jak wolno mi tu pisać, prezentujesz własne zdanie czy oficjalne stanowisko Inicjatywy Oliwskiej?

  269. A propos neandertalczyków i nie tylko.
    Tzw. człowiek myślący nie miał szans ewolucyjnych w sensie fizycznym – we wszystkich dziedzinach zarówno zwierzęta, jaki i praprzodkowie byli znacznie lepsi. Aliści nasz bezpośredni przodek miał rozum z pewnym nadmiarem mocy obliczeniowej, który był już zdolny do abstrakcji, czyli co by było gdyby? I wykorzystał tę możliwość do łamania reguł.
    Tu dygresja: Miałem psa, który chował się z kotem i nauczył bić łapą. Niezapomniany widok autentycznie zdziwionego, znacznie większego psa, który na zaczepkę oberwał po mordzie łapą. Zamurowało go i odszedł zadziwiony.
    Łamanie reguł jest podstawą zarówno powodzenia człowieka, jak i jego klęsk. Gdy czasy są ciężkie (wojna, kataklizm), człowiek kreatywny łamie zasady, by tworzyć nowe techniki i technologie, a reszta mu nie przeszkadza. Gdy czasy są stabilne, reszta łamie zasady z pożytkiem wyłącznie dla siebie. Obecnie obowiązujący system społeczny, zwany kapitalizmem, to nic innego – rób co chcesz i nie daj się złapać. Proszę zauważyć, iż przez ostatnie kilkadziesiąt, w miarę stabilnych lat, nie było praktycznie żadnego istotnego postępu – wszystko było jedynie rozwinięciem czy wykorzystaniem rzeczy starych. Dlaczego? Ano po co wydawać pieniądze na niewiadome jeżeli można wcisnąć ludziom np. telefony komórkowe. Nastąpiło to tak szybko i na tak masową skalę (wiwat globalizacja), że nie było szans na – nawet teoretyczne – oszacowanie skutków.
    Niedawno międzynarodowa grupa paleontologów ogłosiła wyniki badań w Australii. Chodziło o wymarcie dużych zwierząt. Jedyną przyczyną był nasz przodek. Wyliczono, iż wystarczyło, by zabił on jedno wielkie zwierzę raz na dziesięć lat, by całkowicie zakłócić populację, bowiem im większe zwierzę, tym dłuższa ciąża i mniej potomstwa.
    Dowody mamy zresztą dziś powszechne: Powodzenie Kaczyńskiego czy Trumpa bazuje właśnie na łamaniu reguł.
    Qba

  270. @Lewy Szczerze mówiąc nie wiem co odpisać. Jaka znowu kaczystowska mgła niejasności? Upubliczniona (lub stworzona, bo to nie jest dla mnie jasne) została jakaś korespondencja, której autorzy obrzucają się inwektywami. Bardzo niesmaczna, mówiąc delikatnie, korespondencja.

  271. @mohikanin przedostatni (1 lutego o godz. 9:02)

    Jednym slowem odpowiem – Strasburg

    Juz z tego co tam podaja wychodzi, ze sie o Strasburg oprze. Strasburg „oleja” bo nie bedzie nam Niemiec plul w twarz i narzucal niczego.

    Wiec czego sie spodziewac? Chyba jatki i buntu samorzadow, gdy policza ile beda mieli kasy i na co. Nie mam pojecia ile inwestycji z Funduszy Europejskich gminy splacaja i co sie stanie z ich zdolnoscia do splacania, gdy skieruja srodki na PiSo deforme oswiaty. Mysle, ze jak jeszcze do tego dojdzie subwencja oswiatowa jako bat na niepokornych, to sie rypna gminne finanse. Bo jak zabraknie na splate „dlugow europejskich”, to bedzie seria bankrutujacych gmin. Bezradnosc radnych przypartych przez PiS do muru moze wywolac bunt bezradnych i obocic sie przeciwko PiSowi. Ale to moze byc tylko domniemanie nie majace pokrycia w rzeczywistosci.

    Ja sie opieram na wyczuciu i moze @anumlik, ktory ma wiedze praktyczna, by sie kompetentnie wypowiedzial. Choc i on pewnie zacznie od tego, ze roznie jest w roznych gminach, zaczawszy od tego, ze ludzie w tych gminach rzadzacy tez sa rozni.

    Jak bedzie tak bedzie, wiec zobaczymy. Ale i tak ta „reforma” przydzielania subwencji, z daleka smierdzi dyskryminacja, a wiec zaskarzeniem i w koncu trafi, jak wstepnie napisalem, do Strasburga.

  272. @Baka

    Jednak mgła. Po pierwsze i najważniejsze – kwestię ujawnienia wyjaśniono na wszystkie strony. Po drugie – najważniejsze – mgła chyba przesłoniła Ci podstawowy fakt. Inwektywy padały z jednej strony, więc o jakich autorach piszesz?

  273. Używam Firefoxa od samego początku czyli wersji 1.0, ale zaczyna świrować, gdy ma do obsługi np. 27 okienek 🙄 Nie zawiesza się wprawdzie, ale co jakiś czas muszę go resetować, a on wtedy przeprasza 🙄

    Minął styczeń, a z nim kolejny termin spełnienia jednej z licznych czczych pogróżek i dętych zapowiedzi – duńskich informacji o ciepłych prądach znienacka ogrzewających polski Bałtyk do +19°C i to w środku mroźnej zimy 😎
    Że nie w Mielnie i nie w styczniu 1987, to radio Erewań sprostowało już niebawem, choć niechętnie i po głośnej awanturze.
    Zagroziło wszakże sprowadzeniem dowodów prosto z Danii, jednak wygląda znowu na to, że z dużej chmury cholewa, a z gęby mały deszcz 😉
    Ale co dymu było i huku…

  274. @Mohikanin przedostatni
    to wyłącznie moje zdanie. Nie przejmuj się, jak musisz pisać to pisz. 🙂

  275. lonefather
    1 lutego o godz. 0:35

    Kaczyński jest, to oczywiste, głównym kamieniem zwornikowym. Calej budowli. Ale są też zworniki lokalne. Jak taki wypadnie, rozwali się kawałek budowli, jakieś bozne skrzydło; resza – teoretycznie – powinna stać dalej. Ale sypiący się kawałek, uderza w główne filary i ściany i bywa, że lokalna katastrofa przekształca się w katastrofę kompletną.

    Perspektywa pisoialna ma, według mnie, dwie alternatywne ścieżki. Jedna – oczywista – to taka, że jak ubędzie Kaczyński, PIS się rozwali i – to nieuniknione – całą nadwiślańskość skutkami rozpadu ochlapie.
    Druga możliwość jest taka, że co prawda Kaczyńskiego ubędzie, ale w międzyczasie tak Polskę zgnoi (jak powiedział Cimoszewicz – wydobędzie z ludzi najgorsze cechy – co natychmiast sobą zilustrował ksiądz profesor, teolog moralny i pastoralny i w ogóle parterz, doradca Dudy Andrzeja, mówiący bardzo miło i bez używania słów powszechnie używanych za wulgarne: miejsce opozycji jest w kabarecie więziennym), że te najgorsze ludzie cechy i zachowania staną się niemal normą, obecną wszędzie i rządzącą wszędzie. Splugawienie całej Polski i jej wszelkich zakątków stanie się faktem, a nosiciele lepszych i najlepszych cech zejdą do podziemi i będą ścigani przez prawo, obyczaj rządzący – staną się jak Żydzi za Hitera; wyemigrują, wymrą, a może zrobią sobie inną Polskę poza Polską – co jednak najmniej prawdopodobne.

    Tak czy inaczej, najtrudniejszą rzeczą, trudniejszą niż przeształcenie PRL-u we współczesną Polskę, ale już wczorajszą, bo przedpisowską, będzie uporanie się ze skutkami prokurowanej właśnie katastrofy.

  276. „Strasburg „oleja” bo nie bedzie nam Niemiec plul w twarz i narzucal niczego”
    Niemiec?
    Strasburg leży we Francji.
    W Europejskim Trybunale Praw Człowieka zasiada 47 sędziów – przedstawicieli 47 państw członkowskich Rady Europy. Jeden z nich reprezentuje Niemcy.

  277. @Tobermory
    spróbowałam tej zachwalanej Opera Neon. Śmiszna trochę, takie bombeczki tam latają, ale miła jest, tylko trzeba jeszcze bliżej pooglądać. Reklamy wycina po kliknięciu w x, ale następna już się znowu pojawia.
    Trzeba się pobawić trochę dłużej.
    A to znak drogowy niedaleko mojego domu
    https://goo.gl/photos/DmnS6m9afhdrwJBF8

  278. Kostka
    1 lutego o godz. 0:56

    Tak jak inni „newcomers ” co to wyszli z szafy sprowokowani przez twoj wstepniak – od lat zagladam na blogowisko ale nie komentuje ale tym razem nie moglam sie powstrzymać!

    Skoro wyszlaś już z szafy, to pozostań poza szafą. Komentuj, nie ma to jak życie blogowe: intensywne, rozmaite, kolorowe, i jarmarki.

  279. Ewa-Joanna
    31 stycznia o godz. 21:46

    Kuzyn nie był jedynym dzieckiem w rodzinie, które doświadczało przemocy, ale jako jedyny nie liczy się z nikim, bo wie, że reszta rodziny z troski o jego dzieci nie da mu zginąć. Pozoruje pracę w rodzinnej firmie, bo trudno nazwać pracownikiem kogoś, kto w południe jest po pierwszej małpce. Żona zajmuje się domem i dziećmi, babcia daje mieszkanie. Po co ma się wysilać? Gdybym mogła coś zrobić, wykopałabym go z domu i z pracy. Albo by się zapił, co i tak zrobi, albo stanąłby na nogi.

  280. Tanaka
    1 lutego o godz. 11:25

    No właśnie. Jakże zrobiło się barwnie!:)

  281. Kostka
    1 lutego o godz. 0:56

    „Jakoś nie strach było o polityce i światopoglądach rozmawiac. Nawet bedac „migrantem”. A z rodakami sie boję! I o wierze i o polityce”.

    Mam to samo, Kostko. Dlatego wstępniak był celowo żywym życiem. Ale dwuosobowe życie jest tylko ilustracją problemu wielokrotnie – bo kilka milionów razy – żywszego. Mają rację ci, którzy mówią, że rów między Polakami ma parę wieków, a Kaczyński tylko swój brzeg udekorował biało-czerwonymi chorągiewkami, pokazując tym samym, że jest skończonym durniem. Wydawałoby się, że po utopijnych pomysłach szlachetnych ludzi jak Morus, Rousseau czy Marks, nikt już nie wpadnie na taki idiotyzm, że żeby zbudować nowe, trzeba wyplenić stare do ostatniej cegiełki, ostatniego korzonka i ostatniej kosteczki. A proszę: inteligentny dureń Kaczka wpadł. I uwierzyli mu, że po jego stronie są tacy prawi, sprawiedliwi, szlachetni i czyści, że już w ogóle się nie muszą myć i będzie raj, o patataj, o patataj.

  282. @Tanaka, (1 lutego o godz. 11:20)

    Splugawienie całej Polski i jej wszelkich zakątków stanie się faktem,…
    Tak czy inaczej, najtrudniejszą rzeczą, trudniejszą niż przeształcenie PRL-u we współczesną Polskę, ale już wczorajszą, bo przedpisowską, będzie uporanie się ze skutkami prokurowanej właśnie katastrofy.

    Też tak to widzę. Niestety 🙁

  283. @Qba
    1 lutego o godz. 10:32

    No właśnie.
    Przypomina mi się scena z jakiegoś filmu, gdzie naprzeciw osiłka z maczetą do walki staje cherlak i… zabija go strzałem z pistoletu.
    Przebiegłość, fortel, zdolność do abstrakcyjnego myślenia i przewidywania – te cechy homo sapiensa musiały mu pomóc w sytuacji bycia słabszym fizycznie od otaczających go stworzeń.
    Również zdolność do zdobycia atrakcyjnej partnerki przez oczarowanie jej nie tylko fizyczną siłą i urodą, ale i intelektem (wynalazkami, muzyką, dowcipem)

  284. Ewa-Joanna
    1 lutego o godz. 11:23

    Czy to znak oficjalny, kodeksowy, czy taka podręczna tablica informacyjna? Gdzieś w moim mieście widziałem podobny znak, z żabą w środku, bo przez drogę żaby w porze wiosennej łażą tabunami. Ale znak niekodeksowy.

  285. Jiba
    1 lutego o godz. 11:28

    Bo to ciekawe jest, jak się ktoś nowy, albo nie nowy objawi, bo czytający pod kołdrą, i w dodatu coś interesującego powie.

  286. mohikanin przedostatni
    1 lutego o godz. 11:46

    Ta trudność polega, m.in. na tym, że znikają ludzie o potrzebnym wagomiarze osobowościowym, odpowiedniej zawartości głowy, postawy etycznej i mającym zgodę wielu. Polega też na trudności rozpoznania rzeczy.

  287. Qba
    1 lutego o godz. 10:32
    …przez ostatnie kilkadziesiąt, w miarę stabilnych lat, nie było praktycznie żadnego istotnego postępu – wszystko było jedynie rozwinięciem czy wykorzystaniem rzeczy starych…
    ………………………………………………………………………………….
    Ciekawy przyczynek. Najbardziej rewolucyjne odkrycia, prawa w nauce ,które spowodowały dzisiejszy rozwój, powstały w XiXw. i na początku następnego stulecia. Zaczyn powstał nieco wcześniej.

  288. Kilka sów o rowie między Polakami
    Podobne rowy (choć nie tak specyficzne jak w Umęczonej) dają się zauważyć w wielu krajach, gdy trwa kampania wyborcza, a po niej wybory dają wynik prawie 50/50. Nieznaczne odchylenie w dół lub w górę i wygrywa jedna lub druga strona rowu. Przykłady najświeższe, to Brexit i wybory prezydenckie w USA.

    W Polsce rowu wyborczego (wynikowego w sensie 50/50) ostatnio nie było, a PiS objął większość mandatów zbiegiem okoliczności, demokratycznym zbiegiem okoliczności – zużyciem PO, jej nieświeżością, perturbacjami na lewicy wynikającymi z ostrej rywalizacji pretendentów oraz bonusu mandatowego dla PiSu wynikającego z ordynacji wyborczej (metoda liczenia głosów d’Hondta).

    Do tych czynników doszły przekładające się na kilka procent głosów śmiałe obietnice wyborcze PiSu oraz kopanie rowu między Polakami przez Prezesa z podwładnymi.
    Taki rów, to wykluczenie drugiej strony. Im szerszy rów, tym większe wykluczenie, tym więcej władzy, posad, profitów dla nas. Wszyscy melioranci biorący udział w dziele budowania systemu wykluczającego mieli w tym swój osobisty interes, lecz gadali wzniośle i patetycznie jak Prezes, że rów jest naprawą RP, jest dla państwa i społeczeństwa kopany, by oczyścić to państwo, ze złogów, usunąć patologie dręczące ludzi, uzdrowić społeczeństwo, itd.
    Hasełka dla kopaczy były istotne tylko jako głośność, artykulacja, jako cokolwiek, co można wykrzyczeć tamtym zza rowu i gdyby Prezes uzgodnił, ze dzisiaj krzyczymy – hurra, precz z Europom, zabierzemy władzę POwskim jełopom (coś w tym stylu), to by równie gorliwie krzyczeli. Treść ma małe znaczenie, ważne są emocje, wrogość, odepchniecie, wykluczenie ze składu prawdziwych Polaków, z przynależności do państwa narodowego potencjalnych konkurentów – polityków i tych frakcji społeczeństwa, które nie komplementują się z ideologią PiSu (tzn. z ideologią Prezesa), a są to: drugi sort, komuniści i złodzieje.

    Nie ma znaczenia, kto konkretnie jest komunistą, należy do drugiego sortu i jest złodziejem. W razie potrzeby każdy może zostać mianowany lub przypisany do jednej z tych grup. Najważniejszym kryterium nieoficjalnym jest światopoglądowa i polityczna inność, odmienność, a oficjalnym wyróżnikiem jest obcość, niepolskość, agenturalność (najczęściej ukryta). Kto spełnia te kryteria, to na druga stronę PiSowskiego rowu jest wypychany, by była dla wszystkich jasność – oni stoją tam, gdzie stało ZOMO.

    Te mechanizmy Prezes zna na wylot, bo poznał ich skuteczność przez kilkadziesiąt lat swojej działalności na niwie polityki, gołymi rekami je macał nieraz i stwierdzał jak są przydatne, jak łatwo je można opanować, wykorzystać do wspinaczki na pagórki władzy.

    Te okoliczności i te mechanizmy zbiegły się i zadziałały na korzyść Prezesa, a ten zdaje się sądzić, że będzie w stanie tak umocnić zdobytą pozycję, utworzyć system, który stanie się trwałym dziedzictwem, uznawanym, przejmowanym i pielęgnowanym przez jedna stronę rowu.
    Co z druga stroną – o to Prezes zdaje się nie troskać. Sama się zdekonstruuje lub anihiluje. Nie takie fakty zdarzały się w nadrzeczywistości PiSowskiej.
    Pzdr, TJ

  289. Tobermory 12:32

    Poszukiwacze zaginionej arki ten film był. Ale jedno trzeba scenarzyście przyznać. Jeden jedyny raz tylko tę sztuczkę zaplanował.

  290. Na marginesie
    1 lutego o godz. 2:21
    Neadertalczycy. Po prawdzie co jakiś czas , jakaś grupa uczonych w temacie j.w. dochodzi do wniosków ,które niekiedy są sprzeczne z ustaleniami poprzedników. Nawet datowanie znalezionych szczątków charakteryzuje się dużym rozrzutem czasowym. Czytałem, że my w sobie nosimy pozostałości wspomnianej grupy (odłamu) ludzi. Z drugiej strony są twierdzenia (też uczonych),że nie było „mieszania się” homo sapiens z homo neanderthalensis.

  291. zezem
    1 lutego o godz. 13:02
    Ja też niemieszłaby, się z Pawłowicz, Kempą,Mazurek (brr) jakoś mi te neandertalki nie odpowiadają

  292. Qba
    1 lutego o godz. 10:32
    Coś mi się wydaje, że masz zły dzień pisząc takie rzeczy:
    Proszę zauważyć, iż przez ostatnie kilkadziesiąt, w miarę stabilnych lat, nie było praktycznie żadnego istotnego postępu – wszystko było jedynie rozwinięciem czy wykorzystaniem rzeczy starych. Dlaczego? Ano po co wydawać pieniądze na niewiadome jeżeli można wcisnąć ludziom np. telefony komórkowe. Nastąpiło to tak szybko i na tak masową skalę (wiwat globalizacja), że nie było szans na – nawet teoretyczne – oszacowanie skutków.
    O jakie kilkadziesiat lat Ci chodzi. No dobrze teoria względności Einsteina to bylo juz ponad sto lat temu, potem mechanika kwantowa Plancka, tez sporo lat. Odkrycie przez Hubble’a ucieczki galaktyk i wydedukowanie stąd wniosku o big bangu (to juz lata trzydzieste). Odkrycie przez Watsona i Cricka podwójnej spirali DNA (lata 50te). Potem już nic na wielka skale nie działo się, bo poprzednie odkrycia uczeni musieli przetrawić. Ale jednak wchodzenie coraz głębiej w strukture atomu, po co wydawać pieniadze na niewiadome, więc w pogoni za cząsteczką Higgsa Amerykanie i Europejczycy ścigają się kto pierwszy, wydając miliardy na takie niewiadome akceleratory, a nie na świątynie czy piramidy.
    Więc może Ci chodzi o praktyczne wynalazki. Uważasz ze jedynie wciśnieto ludziom telefony komórkowe. Nie wiem dlaczego wciśnieto ? Wciśnięto również komputery z tym całym internetem, dlatego możesz utyskiwać całemu światu, że Ci wciśnięto bez oszacowania skutków
    Qba, nie badź takim mizantropem. Ja Cię rozumiem, bo mam swój wiek i za tymi wynalazkami nie mogę sie wyrobić, ale nie wpadłoby mi do głowy by iśc w zaparte twierdząc ,że ten obecnie niebywały,oszłamiający postęp jest stagnacją !
    Kiedyś dziadek mógł wnukowi przekazywać swoją praktyczną wiedze; jak zbudować chałupę z bierwion, jak posługiwać się młotkiem czy siekierą.Ta wiedza przechodziła z pokolenia na pokolenie i starzy cieszyli sie szacunkiem. A dziś ! Siedzi cicho w kącie dziadek Lewy, a wnuczka mu czasem łaskawie pokaże, co zrobić jak się komputer zawiesi. To niebywałe przyspieszenie sprawiło, że to młoda generacja rządzi, a nam jest głupio i zaczynamy albo utyskiwać, że to tak szybko sie zmienia, albo, aby odzyskać straconą godnośc, zamykamy oczy i twierdzimy, że rozwój przez globalizację został zatrzymany !

  293. @Lewy

    Może to wynikać z tego, że kiedyś, mimo podobno ograniczonej dostępności do wiedzy (te prymitywne nośniki informacji, a teraz telewizor, internet) jej zasób był zdecydowanie mniejszy i łatwiej przyswajalny. Teraz znaczna część ginie w tłoku. Ludzie są nastawieni na odbiór tego, co ich jakoś tam dotyczy. Reszta jest pomijana,. odfiltrowywana. W czym dosyć skutecznie „pomagają” coraz lepiej wyposażone wyszukiwarki i targetowanie użytkownika. Każde z nas spotyka się z tym codziennie. Pozycjonuje się nam linki, które jakoś zahaczają o to, co kiedyś próbowaliśmy znaleźć.
    A co do relacji wnuczek-dziadek. Czy rodzic-latorośl. Czasem odnoszę wrażenie, że ta nasza dziatwa zaczyna ewoluować w kierunku stałego łącza z komputerem. Tylko patrzeć jak ich kciuki zaczną być dłuższe od palca wskazującego. A najmniejszy palec nie zaniknie tylko z jednego powodu. Czymś trzeba będzie się od czasu do czasu podrapać po głowie albo podłubać w uchu.

  294. PS
    A może zmieniły się dziedziny, które przyspieszyły rozwój, a inne spowolniły ? Relatywnie?

  295. Tobermory
    1 lutego o godz. 12:06

    Miałem na umyśle nieco głębsze spojrzenie na nas. Inteligencję – jak każde narzędzie – wykorzystać można do budowania lub do niszczenia. Zdobycie partnerki także może być efektem zbudowania dla niej szałasu lub złamania nogi jej partnerowi.
    Dla ścisłości: Zakładam, iż nasza fizjologia nie odbiega znacznie od tejże naszych niedalekich przodków. A oni dzielili się na zbieraczy i myśliwych. Tych pierwszych było z konieczności znacznie więcej (również dlatego, że lepiej się rozmnażali, bo dłużej żyli niż myśliwi), zatem ówczesna większość wyposażona była głównie w pamięć wystarczającą do zbierania. I ta większość była jedynie wykonawcą pomysłów myśliwych, którzy z racji trudniejszej pracy cechować się musieli również skłonnością do abstrakcji (większość rysunków naskalnych to sceny polowań).
    Przechodząc skokowo do teraźniejszości, dzisiejsza większość zbieraczy to bierny lud idący za pastuchem. Nigdy niczego nie zbudowali, nie wymyślili, nie stworzyli. Potrafią tylko brać. I burzyć, bo nie znają trudu budowania. Nie znają wolności (bo trzeba ją sobie samemu wywalczyć) myląc ją z demokracją. A dostawszy władzę, burzą wszystko dookoła, by zahamować wszelką zmianę. Boć ona może im zaszkodzić.
    Otaczają się ludźmi (doradcami) słabszymi od siebie i – nieświadomie – stosują zasadę: Nic nie jest niemożliwe dla kogoś, kto nie musi robić tego sam. Napatrzyłem się dosyć na takich szefów za „komuny”.
    Morał z powyższego nie jest wesoły: Zadaniem inteligencji jest trzymanie w ryzach większości w taki sposób, by była przeświadczona o swej ważności. Że jest to możliwe, przekonałem się pomieszkując przed laty w Szwajcarii (to takie państewko w środku Europy, którego struktura nie zmieniła się od XIII wieku).

    Na koniec sentencja, którą można bardzo uogólnić: Problem komunikacji publicznej polega na tym, iż decydują o niej ludzie, którzy nigdy z niej nie korzystają.
    Qba

  296. @paradox57
    Czasem odnoszę wrażenie, że ta nasza dziatwa zaczyna ewoluować w kierunku stałego łącza z komputerem.
    Nie zacznie. Przyjdą obowiązki domowe i fascynacja kompem, grami i smartfonem pójdzie atiu. Pa, pa, Mój syn, wzrastał razem z internetem, grami komputerowymi i zmieniającą się techniką informowania. Jako nastolatek był tak oblatany w „tych klockach” jak jaki informatyk. Po założeniu rodziny kciuki mu do pierwotnego stanu wróciły, Teraz często nie mogę się go doprosić, aby do skypa zasiadł, a na sms-y godzinami nie odpisuje. Praca, dom, dziecko. Wnuka pewnie czeka taka sama droga, normalka musi co. Za to ja na emeryturze przez kilka lat nieźle wyedukowałem się w zabawkach „w te klocki”. Nie gorzej niż on, gdy był nastolatkiem. Aha. Wcale mi kciuki nie urosły 😉

  297. @zezem 1 lutego o godz. 13:02

    Tak – a poza tym są czasopisma, które co tydzień muszą czymś wypełnić stały dział pt. „Nauka” z konieczności odgrzewają te odkrycia – w sensacyjnym sosie.

    Dla mnie najciekawszy w tej historii jest fakt istnienia mutacji genu u homo sapiens (ale tylko u homo sapiens), która rzekomo w pewnym stopniu chroni przed toksynami zawartymi w dymie i pieczonym na ogniu mięsie. Bo do tej pory wszystkie badania wykazujące toksyczność grillowanych specjałów przeprowadzano – na myszach : )) Tako rzecze Newsweek.

    A że prehistoryczny homo sapiens wymieszał swoje geny z neandertalczykiem – to też podobno ktoś kiedyś stwierdził, a pisał o tym chyba Jared Diamond. Pamięć zawodzi. Ale wnioski z takiego stanu rzeczy byłyby całkiem smakowite. Taki np. epidiaskop herbu S.ierdalaj… Albo kosmitka z felietonu pombocka. Pies to czy wydra?

  298. Lewy
    1 lutego o godz. 14:01

    Tak się złożyło, iż całe życie pasjonowałem się techniką, a zaczynałem w czasach, gdy elektronikę stanowiły lampy. Zajmuję się tym do dziś, gdy zbudowanie komputera sterującego z oprogramowaniem trwa sto razy krócej niż 30 lat temu. Oczywiście masz rację wymieniając liczne badania prowadzone bez przerwy na całym świecie. To są jednak próby zmierzające w kierunku osiągnięcia „politycznych” celów. Bardzo rzadko jest z nich jakiś praktyczny pożytek dla ludzkości. Nie znam takich z ostatnich kilkudziesięciu lat. Również skompletowanie DNA to na razie teoria bez konkretnych rezultatów. Wręcz przeciwnie, ponieważ większość badaczy rzuciła się na te tematy, bo z nich są granty.
    W dziedzinie elektroniki nie ma nic nowego od czasu wynalezienia tranzystora.
    A nasz mózg to ciągle biała plama. Nawet ogromny program europejski poznania tegoż wygląda ciągle blado.
    Co do teorii wszechświata czy też budowy atomu – to są ciągle tylko teorie i modele, które usiłujemy weryfikować. My nawet nie wiemy, dlaczego materia trzyma się „kupy”. Przecież to sprzeczne z zasadą zachowania energii, a „siły atomowe” brzmią mniej więcej tak wiarygodnie, jak „wola boska”.
    Ale właśnie dlatego uważam się za szczęśliwca, który może brać udział w odkrywaniu/wymyślaniu przyczyn i ich weryfikowaniu. Tym bardziej, że już dawno doszedłem do wniosku, że niepotrzebne mi do tego etaty i instytucje naukawe. W miarę sprawny mózg i ręce wystarczą. Jak dla mnie. Czego i Tobie życzę.
    Qba

  299. anumlik
    1 lutego o godz. 14:32
    Za to ja na emeryturze przez kilka lat nieźle wyedukowałem się w zabawkach „w te klocki”.

    Czy mógłbyś zdradzić mi jak wprowadzić pogrubienie względnie kursywę do tekstu? Copy i paste funkcjonuje tradycyjnie.
    Pytam, bo mam swoje lata i zauważyłem wreszcie, że to prostsza droga, niż szukanie samemu.
    Z góry dziękuję
    Qba

  300. Lewy
    1 lutego o godz. 14:01

    Mój komentarz
    Lewy, podzielam Twoją postawę wobec stwierdzenia Qba, , który twierdzi, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat nic się nie działo. Qba tłumaczy dalej, że nic szczególnego, żadna szczególna zmiana nie zaszła w postępowaniu ludzi (bierność mas, pasywna konsumpcja dóbr i demokratycznych udzieleń), a tym samym rozszerza wątek zastoju w nauce i technice na sprawy nieskończenie głębokie, szerokie i wysokie.

    Ewolucja techniki jest błyskawiczna w porównaniu do ewolucji homo sapiens. To jest dialektyczna fundamentalna opozycja, która nie wiadomo dokąd zaprowadzi nasz gatunek.

    Gdybyśmy tak mieli narzędzia pozwalające obserwować inne ziemie w kosmosie (jeśli są takowe), niech to będą odległe ziemie, na przestrzeni milionów, czy miliardów lat – każdą ziemię w innym stadium rozwoju życia na niej, to jakieś uogólnienia, prawidłowości pewnie dałoby się dostrzec wśród planet, na których powstały cywilizacje (co to takiego cywilizacja?).
    Takich narzędzi nie mamy, musimy się zdać na swoje gdybanie i wieszczenia wodzów sekt, którzy co rusz się wyłaniają z niebytu i przepowiadają a to koniec świata, a to koniec hegemonii rosyjsko-niemieckiej nad Polską a to rządy robotów, albo koniec rządów, gdy kamień ogromny uderzy w Ziemię. Tyle tych proroctw, że bądź tu człowieku mądry i wybieraj.
    Pzdr, TJ

  301. Qba 1 lutego o godz. 14:56

    Anumlik już tę wiedzę spopularyzował:
    pogrubione

    Pomiń spacje i masz:
    pogrubione

    Italiki – chyba „i” zamiast „b”

  302. Ups, nie wyszło.

    A zatem:
    „” (drugi ostry nawias)
    Tutaj pogrubiony tekst, a potem:
    „” (drugi ostry nawias)

    I to wszystko w jednym wierszu.

  303. @Qba
    Dziś pytanie, dziś odpowiedź.
    Tu, na tym blogu, skursywiasz czyniąc przed słowem, które chcesz zapisać italikiem następujące hece:
    1) otwierasz nawias ostry
    Zamykasz słowo lub zdanie tak:
    1) otwierasz nawias ostry

    Podobne czary służą do zboldowania, z tym że w boldzie zamiast „i” wpisujesz „b”.
    „i” równa się italik; „b” równa się bold.

    Sorry, bardziej łopatologicznie nie mogłem

  304. No i znowu nie wyszło, a zatem:
    (ostry nawias) b (drugi ostry nawias)
    Tutaj pogrubiony tekst, a potem:
    (ostry nawias) / b (drugi ostry nawias)
    I co na to lokalny edytor?

  305. @anumlik 1 lutego o godz. 15:13
    Bo to się nie da normalnie wytłumaczyć.
    Ciekawe, że program zupełnie ignoruje te no, ostre nawiasy
    To może tak? Tylko trzeba je poziomo.
    /\
    \/

  306. Jeszcze raz. Cholera, ta tablica nie przyjmuje osobno znaków służących do skursywiania oraz zboldowania. To jeszcze raz. Otwierasz kursywę nawiasem ostrym, potem wpisujesz „i” i zamykasz nawiasem ostrym. Zamykasz kursywę otwierając nawias ostry, potem idzie ukośnik, potem „i”, potem zamykasz nawias ostry.
    To samo z pogrubieniem, tylko zamiast „i” wpisujesz „b”.

  307. @Namargineska
    Już bardziej „naukowo” nie można. Chyba Qba załapał – duży jest 😀

  308. Na marginesie
    1 lutego o godz. 15:09

    Dzięki

    anumlik
    1 lutego o godz. 15:13

    Za komuny było : Dziś pytanie jutro odpowiesz.

    Qba

  309. anumlik
    1 lutego o godz. 15:20

    Załapał
    Dzięki

    Qba

  310. Po kolei, bo ja od niedawna jestem w tym z kresie mądry
    najpierw <

  311. potem
    i albo b

  312. Nastepnie zamykasz
    >

  313. Teraz idzie Twós tekst który chcesz albo skursywic albo zboldować i zamykasz go znowu tak
    <

  314. nastepnie
    i lub b

  315. Na koniec zamykasz
    >

  316. @Qba
    W dziedzinie elektroniki nie ma nic nowego od czasu wynalezienia tranzystora.
    Cofnę się dalej w przeszłość. Przedtem była trioda. Ale faktem jest ,że dzisiejsze osiągnięcia elektroniki bazują na pionierskich odkryciach początku XXw.
    Co do kosmolgii i galaktyk to ostatnio pojawiła się teoria, że one nie rozbiegają się od siebie tylko „płyną” w jednym kierunku.
    Na Marsie była woda… Jak dotąd nie znaleziono żadnych oznak,że były tam organizmy żywe.

  317. No tom się namęczył, a Ty juz załapałeś

  318. Brawo My! @Lewusku, niezłą sobie zabawę emeriten gang urządził „w te klocki” 🙂

  319. Lewy
    1 lutego o godz. 15:33

    Alem wdzięczny dozgonnie i jeden dzień dłużej!
    Przysięgam jakem niewierzący!

  320. No to troche z innej naukowo-businessowej beczki.
    W pewnym miasteczku we Francji był klasztor, którego przeor skądś skombinował najświetszy napletek. Napletek miał certyfikat zaopatrzony w podpis i pieczęć któregoś papieża. Ludziska się zwiedziały i zacżęły pielgrzymować do napletka. Minął jakiś czas, zmienili się papieże i skadsiś pojawił się inny najświetszy napletek w Rzymie. Zdezorientowało to pielgrzymów, nie wiedzieli do którego pielgrzymować. I kiedy ówczesny papież dowiedział się, że gdzieś tam w jakiejś mieścinie we Francji tamtejsza filia kościoła powszechnego zarabia na napletku, tym samym uszczuplając dochody Watykanu, ogłosil, że ten drugi napletek jest fałszywy jak i certyfikat wystawiony przez poprzedniego papieża. Pielgrzymi oddetchnęli z ulgą, a ów prowincjonalny klasztor mocno podupadł finansowo.
    Tak to jest jak sprytny subiekt chce uszczknąć coś z szuflady jeszcze sprytniejszego właściciela magazynu.

  321. można jeszcze coś dorzucić

  322. Trioda była… a od czasu tranzystora nic się nie zmieniło ani nie wynalazło.. a jak te pogrubienia się robi?… bo ja nie umiem posługiwać się wyszukiwarką internetową… i zaraz piętnaście wpisów z wyjaśnieniami jak pogrubić tekst…

    No kino proszę państwa, pikne kino!

    … baby dzwoniom do polonijnego radyjka nadającego w chicagowskim gettcie… bo mnie moja pani taka maść co ją sąsiadka kotu dawała na ogon świetnie pomogła na kaszel!
    A ja receptom chciałam się podzielić na kiszenie kapusty…. a ja zaśpiewam kolendem, .. a ja tamtej pani, co chce śpiewać kolendy to chiałam powiedziec, że ona chyba katoliczka nie jest albo co, bo kolend już nie wolno śpiewać tylko do 3 Króli mozna było! a ja dzwonię bo tej pani co dzwoniła to sie chyba pomyliło i kolendy wolno śpiewać do 2-go lutego sama słyszałam jak ksiądz mówili… to ona sama katoliczka nie jest chyba…
    … a kto zna dobrego adwokata co by nie oszukał bo ten to wzion już 5 tysiency i nic z tego nie ma… a lekarza kto zna?

    Trioda, tranzystor, w mózgu biała plama.
    A jak by tak pani kochana ktoś taki mózg na tych triodach chciał zrobić, to co by sie stało?

    Ja nie wiem, kochaneńka, ja na komputerze nie robiem. (to ostatnie to wierny cytat z rodaczki w radio).

    No wienc cienzko by beło mózg zrobić na tych triodach. Beli juz tacy, co próbowali. I jeim nie wyszło. Mniej wiency dlatego, że te triody psuli siem sie jak na złość. I te druty pomiendzy temi triodami też nie robiły. No nie robiły!

    Układ scalony czeba beło wynaleźć.
    Niby tylko taki sposób upchania tych tranzystorów do kupy, i żeby siem zmieścili w małym pudełku no i żeby te druty takie luźne nie byli.

    No i te ludziska upakowali, i plastikiem zalali, i druty siem nie pałentajom, i triody siem nie psujom, i każdy jeden, taki co robi na komputerze i taki co nie robi, co mu tylko przyjdzie do głowiny może wysłac na koniec świata za cenę jednego ziarnka maku. Czyli praktycznie za darmo.

    Tak to ilość przeszła w jakość.
    A może jednak nie w jakośc tylko w jakoś? 😉

    Jasno widać, że ze sceny równie trudno będzie spędzić utalentowanego piosenkarza jak filozofa nauki.

  323. zza kałuży
    1 lutego o godz. 16:49
    Ty z jakiego regionu wyjechołeś chopie do Jackowa ? Pewnie podhalański jezdyś,z Mszany kiej cy Łochotnicy.Bo jo to spot Kilc jezdem z gór koło Wąchocka.
    A tak w ogóle to małpujesz Witkacego, który pierwszy wpadł na pomysł, żeby mieszać gware z jezykiem naukowo-filozoficznym. Wychodziło smiesznie tyoria hewolucyji albo łepistemologia Wittgensteina panocku co to byś nie psekracał granicy gorolskiego godonia.
    Potem próbowali taką pseudogwarą rozśmieszać Chyła i Grzeskowiak a ty jestes kolejnym epigonem

  324. Lewy
    1 lutego o godz. 15:46

    Pisałem w jednym z moich wstępniaków – „Jezusa portret własny” – o Jezusa napletku szczególnym i napletkach Jezusa ogólnie, których było mnóstwo, a każdy prawdziwy.
    Bardzo to pocieszne wiedzieć, że napletków Jezusa były ze dwie tony. Bardzo to obrzydliwe wiedzieć, jak nieustająco, we wszystkim, łżą papieże, biskupi i cały ich Kościół kat. Oraz robią na tym wielki biznes.
    Bardzo to znowu pocieszne, ucieszne, rozrywkowe, ścisłe i wyzwalające, że jest się niewyznawcą tych bajęd i widzi się jak jest: słowo święte jest łgarstwem.

  325. Mniej więcej w połowie ubiegłego stulecia Japonia była postrzegana przez tzw. Zachód jako kraj kopiujący bezczelnie wspaniałe wynalazki. Ubodło to kraj kwitnącej wiśni więc powołali ministerstwo nauki i postępu. Jego urzędnicy pomyśleli i wysłali po wsiem ankietę z pytaniem o potrzeby, np. tworzywo o określonych własnościach, paliwo o wysokiej wydajności, itd. Odpowiedzi zebrano, pogrupowano i wybrano szereg powtarzających się tematów. Następnie zażądano od przemysłu (nie od uczelni!) oddelegowania najlepszych ludzi w interesujących dziedzinach na 5 lat. Dostali oni rzeczone zadania i bardzo duży fundusz na ludzi, sprzęt, itd. Po pięciu latach okazało się, że żaden zespół nie rozwiązał postawionych mu zadań. Jednakże dokonano bardzo wielu innych odkryć i wynalazków, które wszystkie poniesione koszty pokryły z nawiązką i dały Japonii prawdziwego „kopa”. W latach osiemdziesiątych już nikt się z Japonii nie śmiał.
    W dobie problemów energetycznych i zanieczyszczenia środowiska mamy problem z węglem. Tak jak Czechy, Niemcy, Francja. Wszystkie te kraje siedzą na węglu. I są w Unii. Dlaczego Polska nie wystąpiła do Unii z projektem wspólnego opracowania (za pieniądze Unii) ekonomicznego i ekologicznego wykorzystania węgla? Kiedy pytałem o to wiele lat temu zainteresowanych odpowiadali, iż nie zachodzi potrzeba. Dwa lata temu Niemcy sami utworzyli instytut do tych spraw. A my wybudowaliśmy 1050 świątyń i koronowaliśmy króla.
    Amen

  326. @Tanaka
    Juz nawet Sienkiewicz, w końcu dość prawidłowy katolik, nasmiewał się z handlu dewocjonaliami.Najbardziej spektakularne; szczeble drabiny, która sie przyśniła Jakubowi.No tak, ale to byli oszusci, którzy żerowali na naiwności ludu. Ale żeby papieże ! To niemożliwe.
    Tadzio Rydzyk, nowoczesny businesmen zrezygnował ze sprzedawania napletków, gwożdzi i drzazg z krzyża, On zarabia na ratowaniu stoczni, wierceniu dziur w ziemi i kształceniu przyszłych elit Polski.
    Ta firma zawsze spadnie na cztery łapy, zawsze znajdzie jakąś żyłe złota do eksploatowania.

  327. Mnie już raz za czytanie Polityki grożono śmiercią

  328. @Płynna Rzeczywistość.
    Kto głosował na rockmana? A kto na Trumpa?. Kilka dni temu słuchałem w samochodzie rozmowy w radio z prof. honorowym Santorskim, który wysunął taką tezę, że jak okoliczności , sytuacja staje się skomplikowana i trudna do wyjaśnienia , przychodzi prostak, który robi porządek, tak jak w znanej anegdocie gajowy z partyzantami w lesie. Rockman miał proste wyjaśnienie tego, że coś nie klapuje : po prostu nie ma JOWów.! Inne proste wyjaśnienia ale już z dłuższą historią, więc się wytarły : Żydzi , masoni, a na tym blogu KK.

  329. @Pombocek
    Przyjaźń trzeba pielęgnować, jak małżeństwo. Jest potrzeba odrobiny nieszczerości i obłudy. Unikanie raf, tolerancja. Z wiekiem przychodzi, przynajmniej u niektórych ,zrozumienie, że więcej warte jest to , co nas łączy a nie to , co dzieli. Chyba, że się ugrzęzło w jakichś młodzieńczych ideach jak Rzecki. Szkoda mi tej opisanej na blogu przyjaźni, chyba obie strony poniosła zapalczywość, jak zauważył, trochę złośliwie ,tępiony przez Redaktora @zwykły obywatel.

  330. @Qba

    Ja się uczyłem z tego:
    HTML dla zielonych

    http://www.kurshtml.edu.pl/html/zielony.html

  331. Wypróbuję, czy działa tu podkreślanie, bo nie wszystko jest na blogach Polityki akceptowane 🙁

  332. Stachu39
    1 lutego o godz. 18:59

    Stachu… ale jeżeli faktycznie stwierdzę, że nawet w najbardziej znikomy sposób sympatyzujesz z UBEKAMI i POmiotem komuchowskim oraz perwersją zadymiarzy i wandali KOD-u, nasze relacje będą się komplikowały… rzeczą niedopuszalną byłoby bywanie z sympatyzantem tych, którzy represjonowali mojego OJCA i jego Współbratymców walczących o wolność POLSKI z schizofrenią KOMUNY!!…
    tak więc żądam od Ciebie ewidentnej odpowiedzi : TAK lub NIE!!… żadne wymijające odpowiedzi nie wchodzą w grę… powtarzam : TAK lub NIE ?????

    Tak z ciekawości, jaka byłaby Twoja niezapalczywa odpowiedź?

  333. Nie działa 🙁

    @Stachu39
    1 lutego o godz. 18:40

    Aleksander Macedoński też nie bawił się w żmudne rozplątywanie węzła gordyjskiego 🙄
    Proste cięcie albo wyciągnięcie dyszla – w polityce rzadko bywa dobrym rozwiązaniem, ale obiecać można, byle lud uwierzył i wybrał 🙄

  334. Tobermory
    1 lutego o godz. 19:15
    Wypróbuję, czy działa tu podkreślanie
    ……………………………………………………………….
    Ja próbowałem. Chyba nie działa.

  335. Tobermory
    1 lutego o godz. 19:12

    Dzięki

  336. Lewy
    1 lutego o godz. 17:46

    Firma spada na 4 łapy, ale bieg dziejów zaczął pokazywać, że coraz mniej na cztery tam, gdzie więcej jest przytomności umysłu oraz republiki, a na tym tle zyskowność spadania na łapy wyraziściej widać w krajach gusłowatych, prostych, zakrzaczonych, bezprawnych i nierepublikańskich, śród których bagienna Polska jest mocnym zawodnikiem czołówki.

  337. Przeczytałem wypowiedź PBS na temat listu Tuska do przywódców unijnych traktującego m.in. o niepokojących sygnałach w polityce nowej ekipy w USA.
    Jej opinia, tzn. jej słowa toczka w toczkę powtórzone za prezesowymi wskazaniami, to zestaw antyunijnych w istocie, antywspólnotowych tez, które w PiSowskiej propagandzie są oczywiście znaczeniowo odwrócone – chcemy by Unia była inna, nie taka kryzysowa, bez takich polityków, którzy wywołali kryzysy, by była związkiem służącym obywatelom, by był silna, itd.
    Cytat z omówienia wypowiedzi PBS:

    „żeby UE się rozwijała i była bezpieczna dla obywateli Europy, spełniała ich oczekiwania, a nie oczekiwania „wąskich elit politycznych, które niestety reprezentuje przewodniczący Donald Tusk

    „Ten list jest wyrazem tego, że Donald Tusk nie chce podejmować jakichkolwiek zmian w UE, a więc chce betonować ten układ polityczny i gospodarczy, który doprowadził UE do poważnych kryzysów. ”

    Jak widać PiS ma ambicje nie tylko wymiany elit w Umęczonej, ale jego ambicje sięgają znacznie dalej – obejmują wymianę polityków w UE.

    Działania PiSu w Polsce pozwalają dokładnie określić, w którym kierunku chce Polskę w Unii pchać PiS. Krótko mówiąc PiS idzie w kierunku wypychania państwa z Unii, dobrowolnej izolacji Polski (co w dużej mierze uskutecznił), tworzenia w Polsce ustroju własnego autorstwa, ustroju służącego niby suwerenności, a po prawdzie jest to ustrój odwspólnotowiony, oddemokratyczniony, pod kierownictwem tzw. prawdziwych patriotów (PiSowców), uniezależniający ich w kierowaniu państwem od praw, zasad i reguł przyjętych w UE.

    W koncepcjach PiSu jedynym środkiem stabilizacji jest odrębność Polski od wymogów unijnych regulujących współpracę i współistnienie państw na wszystkich polach z wyjątkiem kanałów przepływu pieniędzy i wszelkiej innej pomocy w kierunku od NICH do NAS. Tak sobie wyobrażają przyszłą zreformowaną na swoją modłę Unię niebezpiecznie naiwni w swoich koncepcjach PiSowcy.
    Pzdr, TJ

  338. @Ewa-Joanna, (1 lutego o godz. 11:17)

    to wyłącznie moje zdanie

    Jaki był wobec tego powód chowania się za plecami bliżej nieokreślonej „większości”
    takie naukowe dywagacje są dla większości ludzi nudne ?

  339. Przeczytałem na tym wspaniałym blogu opinię, że większość tego co najważniejsze wymyślono w IXX lub na początku XX wieku. Nic bardziej błędnego. W XX wieku zrobiono więcej niż we wszystkich poprzednich w historii. No i to imponujące tempo. Nie tylko tranzystor ale technika cyfrowa, została stworzona za naszego życia a już wywołuje nie tylko zmiany cywilizacyjne ale bardzo głębokie zmiany społeczne, a to dopiero początek. Zmiany dotyczą wszystkiego, nigdy dotąd, zmiany nie dotyczyły wszystkich(albo tak dużej części ludzkośći w tym samym czasie, chyba że były to wielkie nieszczęścia jak epidemie lub wojny. Technika cyfrowa prowadzi bardzo szybko do cyfrowej cywilizacji i cywilizacyjnego wykluczenia. wszystko się zmieniło wszystkim, praca i wypoczynek, banki i sklepy, telefony i telewizory, samochody i…. .wszystko. Powstały nowe teorie np. Teoria chaosu, które pozwoli znacznie lepiej rozumieć świat. Jest dzisiaj wielka łatwość zbierania i opracowywania danych w każdej dziedzinie działalnośći ludzkiej. O wszystkim będziemy wiedzieć więcej. Celowo pominąłem internet.

  340. Spędziłem całe popołudnie z (ciągle jeszcze) przyjaciółmi, którzy są przeszczęśliwi z powodu rządów PiS. Licząc na ich kulturę, odważyłem się podjąć temat przyszłości Polski.
    Uff, ciężko było.
    Jedno jest pewne. Nie ma mowy, żebyśmy pochodzili od jednej małpy.
    Rozstaliśmy się w przyjaźni (ciągle jeszcze).
    Teraz muszę to odespać.

  341. @zezem
    1 lutego o godz. 19:31

    Gdyby działało, to tekst „Wypróbuję, czy działa tu podkreślanie” ukazałby się podkreślony… A jak widać, nic nie widać 🙁

    https://s3.amazonaws.com/lowres.cartoonstock.com/technology-html-computer_code-coder-coding-10_commandments-mdbn520_low.jpg

  342. @Izabella.
    Nie wiem. W tych mejlach widać eskalację emocji. Sam mam podobne problemy z moimi znajomymi i przyjaciółmi. Po pewnych starciach z „wychodzeniem „itd, ale bez używania słów, które mogły by być nieodwracalne nauczyliśmy się pewnej tolerancji dla swoich poglądów, pewnych tematów, przynajmniej w drastycznej formie, nie poruszamy. Może to wyglądać czasem sztucznie, ale przecież nie trzeba zawsze i wszędzie rozmawiać o polityce. Kiedyś czytałem ( nie wiem, czy to nadal aktualne), że w Anglii największym nie taktem było zapytanie dżentelmena na kogo głosował. Może tego uczy wiele lat demokracji .Kilka dni temu rozprawiano na tym blogu o głębokim rowie, który wykopał Kaczyński. Pewnie jest ten rów, ton jednak nadają ekstremiści, słowa takie jak faszysta, bolszewik, ubek przestają cokolwiek znaczyć, jak zresztą już zauważono tu wcześniej. Dlatego staram się nie wyzywać nikogo, chociaż uważam, że PIS to nieszczęście (ale są większe nieszczęścia-zachowajmy umiar)

  343. Tobermory
    1 lutego o godz. 20:02
    Gdyby działało….
    ………………………………………………………………………………
    Sądzę, że trzeba by sięgnąć po radę u @ zza kałuży. Oni tam po drugiej stawu mają swoje metody i tricki.

  344. Trzęsieni ziemi we Francji
    Kandydat prawicy na stanowisko prezydenta Francois Fillon jest wraz żoną Penelopą, przesłuchiwany. Okazało sie, że jego wierna Penelopa (Irlandka) dostała 900 tys. euro za pracę, której nigdy nie wykonywała. Sytuacja Filona, jako kandydata, jest bardzo trudna. Chmury zaczynają sie zbierać nad Francją; na lewicy młody, nieznany Benoit Hamon, na prawicy umoczony Fillon. Zostaje idąca jak burza Marine Le Pen. Czy kolejna demokracja dostanie sie w łapy faszyzującego ugrupowania politycznego ?
    Jedno jest pocieszające,że we Francji funkcjonują niezawisłe sądy, na razie.

  345. Badacze badają i tworzą teorie

    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/7c/3b/5a/7c3b5ab13b04bc0321815ae065dc7d65.jpg

    @Stachu39
    1 lutego o godz. 20:08

    W mailach damy widać przede wszystkim histeryczne rozgorączkowanie i nieopanowany atak furii z utratą jakiejkolwiek miary. Po czasie chyba się trochę uspokoiła i zreflektowała, jakie straty przez tę agresję poniesie, stąd przeprosiny.

  346. mohikanin przedostatni
    1 lutego o godz. 19:54
    Ja rozstałem się z wieloletnim przyjacielem. I to nie z powodu PISu ,bo ma takie samo zdanie o tej kryminalnej formacji, co ja, ale z powodu moich ostrych wpisów na tym blogu, dotyczących kk, absurdów wiary, kłamstw którymi ta organizacja zatruwa umysły Polaków. Poczuł sie obrażony.
    Żle zacząłem, to nie ja się z nim rozstałem,lecz on ze mną.
    Prosiłem go, żeby tu nie zaglądał, ale zajrzał i przyjażń się skończyła.

  347. @Lewy, z godz. 20:22
    We wtorek o północy upłynął termin, w którym Marine Le Pen miała zwrócić Parlamentowi Europejskiemu 300 tysięcy euro. Według ustaleń unijnego urzędu ds. zwalczania nadużyć finansowych OLAF pieniądze te kandydatka na prezydenta Francji przeznaczyła na wynagrodzenie dla asystentki, która w rzeczywistości pracowała tylko dla partii Le Pen we Francji. Jest to niezgodne z regulaminem PE. Marine Le Pen oznajmiła, że pieniędzy nie odda, a jej asystentka astystowała jej podczas podróży Le Pen do Brukseli. Rzecz w tym, że zarówno pani Le Pen, jak i jej asystentka w Brukseli – owszem – pojawiły się kilka razy… na zakupach. Pani kandydatka twierdzi, że jest to kłamstwo, a ona zatrzymywała się nie w hotelach, a u przyjaciół. Tak czy tak połowa diety eurodeputowanej ma być jej odciągana na spłatę – hi, hi – zadłużenia.

  348. @Tobermory
    Mnie i Santorskiemu zapewne nie chodziło o proste rozwiązania a prostactwo jakie cechuje np. rockmana i Trumpa.

  349. Anumlik, tak się dziwnie składa, że ci obiecywacze natychmiastowego uzdrowienia państwa, odnowiciele i ludzie przedstawiający się jako uczciwi i silnej ręki, jakoś tak gdy przychodzi do pieniędzy, to kasiorka lepi im się do rąk seryjnie, bez nikakich tłumaczona potem, że to nie ja, to nie my, to było inaczej, nie mam z jakimiś lewymi wydatkami nic wspólnego, wykonywałem (am) obowiązki służbowe, mi przysługuje ochrona, kolumna samochodów i dobre żarełko (a nie jakieś ośmiorniczki śmierdzące), bo ja jechałem w sprawach służbowych, itd.

    Podobnie lepią się pieniążki do liderów partii wiodącej, w imieniu których konto założone w jednoosobowej firmie nie zatrudniającej ani jednego pracownika w państwie L. rośnie i rośnie z roku na rok, pewnie przekroczyło 200 mln. Radość z wolności i satysfakcja z porządku, którymi obdarzają ci odnowiciele społeczeństwo kosztuje słono. Nie ma darmowych lunchów.
    Pzdr, TJ

  350. anumlik
    1 lutego o godz. 20:56
    Nie uważasz, że trzeba by do tej Francji wysłać pana Zbyszka, żeby zajął sie tymi malwersantami ? Taka zabawna myśl mi do głowy przyszła .
    A na czele armii francuskiej postawić pana Antoniego. Ale by te generały spadały z krzesełek. A o francuskiego Misiewicza jest tu nie trudno.Tutejsze chłopaki też sa apetyczne.

  351. @anumlik
    A Marine Le Pen pożyczy Putin

  352. @tejot
    Jest chyba tylko jeden sposób aby polityków nie kusiły łatwo osiągalne peniądze.
    Oto ten sposób zastosowany przez fabrykanta czekolady. Nowo zatrudnionym nie tylko pozwalał jeść czekolade, ale nawet ją im wmuszał. Tak im ta czekolada obrzydła, że potem nie trzeba było ich kontrolować.
    Ja podobna rzecz przeżyłem w studenckich czasach, gdy zatrudniono mnie przy sortowaniu pomarańczy. Na poczatku zeżarłem ich chyba z dziesięć, a potem sprawnie sortowałem i jeszcze zarobiłem parę groszy.
    Więc proponowany preze mnie sposób polega na tym, by dać tak dużo pieniędzy, żeby tym politykom pieniadze obrzydły. Innego sposobu na korupcje nie widzę.

  353. @mohikanin przedostatni – 1 lutego o godz. 19:44

    Powód – znajomość życia i odrobina logicznego myślenia. Bo ile osób podjęło temat?
    A jak się zastanowisz po co przychodzisz na blog i kogo przewijasz, jeżeli przewijasz, to będziesz miał odpowiedź i nie będziesz się musiał czepiać słów.
    „Śmiertelnie poważna sprawa” którą teraz czytam jest nieco lepsza od „Upiorów spacerujących nad Wartą” ( swoja droga co za pompatyczne tytuły!), Dzierżyński chyba tylko ze dwa razy, szkoda tylko, że to pijaństwo jest tak eksponowane, bo to nieprawda. Podwójna jak dla mnie.
    Po pierwsze, to po 68 roku do sb i milicji brano (dając mieszkania i dobre zarobki) ludzi po studiach a starzy z epoki „chęć szczera” zostali pogonieni do szkoły i jak nie zrobili matury na wieczorówce to szli na „zasłużoną” emeryturę. Ogólnie, mogły być wyjątki. To co opisuje nieszczęsny autor to mogłyby być lata sześćdziesiąte ale już na pewno nie osiemdziesiąte.
    Po drugie, chociaż w piciu mam smętne rezultaty, to jednak trudno mi uwierzyć w osoby pijące po butelce wódki ( wtedy miała 45%) i funkcjonujące. O wątrobie nie wspomnę. Owszem, zawsze w Polsce piło się sporo, ale bez przesady, przedstawianie milicjantów jako wiecznie pijanych i myślących tylko o napiciu się kretynów to lekka przesada.
    Młody autor wpadł w sidła fałszywego przekazu serwowanego przez druga stronę rowu polskiego.
    No a po trzecie, to i w języku wulgarnym namiętnie przez autora stosowanym tez jest lekka przesada.
    Ale przeczytać możesz, jak nie masz, to mogę ci pożyczyć, bo kupiłam.

  354. Ewa-Joanna
    1 lutego o godz. 21:34
    Ewo a ja miałem za sasiada sympatycznego pana, który został jako nastolatek wywieziony ze Lwowa na Syberie.Potem załapał sie do Kosciuszkowców.Przeszedł od Oki do Berlina,dostał szlify oficerskie. Kiedy osiadł w Polsce, został mianowany wojskowy komendantem dworca kolejowego (bo dworce były wtedy strategiczne). Był to przesympatyczny pan (ja byłem dzieciakiem)ale w Rosji zrobili z niego alkoholika i on codziennie wypijal pół litra wódki i funkcjonował jako komendant, bo funkcja nie była bardzo wymagająca.
    Kiedy dobiegał sześćdziesiatki zaczął troche niedomagać i żona chcąc by przestał pić, zaciągnęła go do lekarza. Czekała na niego w poczekalni. Wychodząc od lekarza był rozpromieni, lekarz mu powiedział, że on po tylu latach picia nie może przestać pić, bo umrze. Więc pił, dożył 64 lat i umarł na stojąco;zatrzymał sie w drzwiach między pokojami, z ręką zaciśniętą na klamce.

  355. @Tanaka,
    nie mam pojęcia czy to znak kodeksowy, czy nie, ale stoi jak widać legalnie i po wyglądzie – to jest to legalny znak. Mamy koale, kangury i wombaty to czemu nie kaczuszki? 🙂
    https://goo.gl/photos/DmnS6m9afhdrwJBF8
    Tu jest legalny znak drogowy poprawiony i z dodatkiem. 🙂

  356. @lewy,
    nie zaprzeczam istnieniu wyjątków, ale autor robi z tego normę. Pan Nicolas Boileau się kłania, ale on pewnie nie wie kto zacz.

  357. @lewy,
    tak a propos pieniędzy dla polityków – ZAWSZE im będzie za mało…

  358. @Lewy
    Ten sposób na nażarcie się czekolady z pomarańczami aż do urzygu jest owszem dobry, ale tylko wtedy, gdy żresz na miejscu a wynieść nie możesz. Z dutkami gorzej. Im więcej masz, tym więcej ładujesz po skarpetach, albo po kontach w kraju czy w innych Bergamutach. Często nie na siebie, a na jakiegoś pociotka, do którego to konta on bez twego pozwoleństwa hasła nie ma. I tak się ten światek dutków kręci. Jak w piosence:
    https://www.youtube.com/watch?v=I8P80A8vy9I

  359. @@E-J,anumlik
    Trudno, myślałem, że coś wymyśliłem, bo lubię wymyślać, ale nie wszystkie moje wynalazki dają sie zastosować.
    Ciekawe, czy takiemu Ryszardow Czarneckiemu zawsze by było mało ? Może jednak w pewnym momencie by powiedzial: dobra , stop, starczy.

  360. Stachu39
    1 lutego o godz. 18:59

    Przykro mi to mówić, ale należysz do tych, którzy przejęli się konkretnymi osobami mającymi być tylko egzemplifikacją parę milionów razy większego problemu. Ale dziękuję za wykład. To, co mówisz odkryłem wprawdzie ze 40 lat temu, ale od przybytku głowa nie boli. Mógłbyś natomiast wskazać, gdzie wyszperałeś ZAPALCZYWOŚĆ męskiej osoby dramatu?

    Dużym problemem poznawczym jest dla mnie blokada nie tylko komunikacyjna, ale i poznawcza u stronników PiS. Smoleńsk – zamach, Kaczyński – geniusz, Morawiecki – geniusz, Szydło – szczyt kompetencji, Duda – szczyt szczytów wszystkiego, w dodatku wzruszająco swojski i sympatyczny.

  361. @Ewa-Joanna
    1 lutego o godz. 21:34

    W późnych latach 70. przyjechał prywatnie do moich rodziców pewien znajomy. Gość był oficerem SB, jak się okazało – wesolutkim i… pijanym, ledwo trzymającym się na nogach. Ponieważ do domu miał ca 20 km i upierał się wracać własnym samochodem, postanowiono, że odwiezie go mąż mojej starszej siostry, która pojedzie za nimi swoim autem i zabierze szwagra do domu.
    Jak powiedzieli, tak zrobili. Nie minęło 5 minut od ich powrotu, kiedy SB-ek znowu się pojawił, własnym samochodem, a jakże.
    Okazało się, że zapomniał u nas teczki z dokumentami i… bronią 😎
    Jego ponownym powrotem do domu nikt już się nie przejmował 🙄

  362. Wreszcie miałem dostatecznie dużo wolnego czasu by poczytać wpisy na tym obecnie bez wątpienia najlepszym blogu Polityki.
    Niestety większość , kiedyś dobrych blogów zabijają ludzie mający dużo wolnego czasu i rozdęte ego, mający potrzebę publikowania swoich wypowiedzi i czerpiących radochę z dokopywaniu normalnym blogowiczom. Ciągle piszą to samo i są przewidywalni, aż do bólu. Normalni blogowicze chcący normalnej dyskusji i wymiany poglądów dają sobie spokój z pisaniem , bo szkoda czasu na wyszukiwanie i przewijanie znikają powoli z tych blogów.
    Teraz do rzeczy – gratulacje dla autorów tekstów wiodących , bo one napędzają dyskusje.
    Bardzo ciekawe wpisy pozwalają lepiej zrozumieć dlaczego obecnie w Polsce ludzie tak się poróżnili i dlaczego czasami tak niezrozumiale w naszej ocenie głosowali. Nie mówię tu o fanatycznych zwolennikach jakichś partii, ale o tych reagujących na polityczne działania zwykłych obywateli. Były tu na blogu pewne analizy , ale to tylko jak mówią wierzchołek góry lodowej. Ludźmi rządzą emocje i politycy to wiedzą i grają na tych emocjach jak umieją. Niewielu obywateli umie analizować bez emocji to co się dzieje. Przed wyborami ostrzegałem, że granie na dokopanie PO w przypadku braku rozsądnej politycznej oferty może skończyć się źle dla wyborców , bo sytuacja może wymknąć się z pod kontroli. Jak widać ja i mnie podobni nie przekonali dostatecznej ilości obywateli i zbieg okoliczności zafundował nam piekiełko.
    Mam jednak nadzieję, że mocno odczuwalne podwyżki szybko zniwelują kiełbasę wyborczą PiS’u i narastać zacznie niezadowolenie coraz większej liczby obywateli co może w znacznym stopniu uratować nasz kraj przed katastrofa totalna.
    Dla mnie jest pewne , że PiS nie przechwyci władzy metodami jakie stosuje , ale jest możliwość że gdy że posłowie pis widząc walące się sondaże zaczną szukać metod ratunku i partia się rozleci, jeszcze przed wyborami.

  363. konstancja

    Konstancjo umiłowana, poczęstowałem Cię świeżymi grzybami z Chłopów, a teraz bym się Cię poczęstował dzisiejszymi tureckimi orzechami spod Mielenka, ale nie mam, będą dopiero jutro, znaczy – jesienią. Więc na razie zerknij na aleję leszczyny tureckiej pod Mielenkiem. Rozczapierzona i kręcona uroda konarów i gałęzi tych drzew widoczna jest dopiero po opadnięciu liści. Przypuszczam, że trochę mieszkańców Mielenka i Mielna na tych orzechach się wzbogaciło.

    Taka uroda Mielenka, że ma dwie aleje: piękną lipową i leszczynową.

    Natomiast Mielno, które od pierwszego stycznia jest miastem, ma reprezentacyjną budowlę prawie na początku wjazdu od strony świata. To ostatnia fotka. Stoi ta budowla i stoi, bo duża rodzina od lat nie może się zgodzić, co do podziału tego arcydzieła. Bym odkupił, ale mi się nie chce. Ale gdybym odkupił, to bym bez żadnych ukrytych myśli posadził we wszystkich oknach różne wybitne osobistości dzisiejszej rządzącej elity, żeby z rękami opartymi na poduszkach strzegły wjazdu do nowego miasta i żadnej niepisowatej zarazy nie wpuściły, wyłącznie – pisowatą.
    Dobranocka

    https://lh3.googleusercontent.com/-nX9uZfNykVQ/WJJI5xZyclI/AAAAAAAANE4/2XSPcFtAaM8Ti4y2H6l0xKhauyENR83LQCL0B/w424-d-h318-n/2005-01-12%2B05.33.26.jpg

    https://lh3.googleusercontent.com/-FstTVys7DMs/WJJI5_xTKgI/AAAAAAAANFI/_-qwaUQZlpEj2v7IRKsPfMhamCDgNUd-gCJoC/w424-h318-n/2005-01-12%2B05.34.25.jpg

    https://lh3.googleusercontent.com/-J_ZxWJz4Oh0/WJJI54gHwII/AAAAAAAANFI/_acARBsysSwnMbPdNGsPg8xWxNzXOSdegCJoC/w424-h318-n/2005-01-12%2B05.36.30.jpg

    https://lh3.googleusercontent.com/-LNq0XdxpeWM/WJJI56pCoiI/AAAAAAAANFI/wGm0xTK9MFI2cmBA9ptrlXlaDQO_NkpIACJoC/w424-h318-n/2005-01-12%2B05.43.52.jpg

    https://lh3.googleusercontent.com/-gIgCUEr4oCY/WJJI5zfzi_I/AAAAAAAANFI/It7WwtOFL0YFw0gHZC4RGKD2h2iNcgiPQCJoC/w424-h318-n/2005-01-12%2B05.32.25.jpg

    https://lh3.googleusercontent.com/-LekkhRDgL7M/WJJI5_9LTqI/AAAAAAAANE4/XyM7DJF9ELw3PatTeiO2F7w-4duuwmMxwCJoC/w424-h318-n/2005-01-12%2B06.05.54.jpg

  364. konstancja

    Przepraszam, konstancjo, niech szlag trafi tych smarków przerabiających dobre programy na gorsze, głupsze i nieczytelne. Nie otwierają się linki. Czort z nimi. Rzucam w diabły fotkową robotę na blog.

  365. Otwierają się, przynajmniej u mnie.

  366. U mnie też. Nie denerwuj się wujaszku 😉

  367. Pierwszy się nie otwiera. U mnie. Reszta OK. Ładne dęby (?)

  368. Pombocku,
    a jakbyś tak zrobił album z wszystkimi obrazkami i podał link?

  369. @Tobermory
    U mnie pierwszy otworzył się w chromych guglach. Reszta – normalnie.

  370. Szanowni Panowie, dziękuję za zainteresowanie, ale otwierają się foteczki dla liliputeczków, na których regularny człowiek kówno zobaczy. A na pieprzonej tubie nikt słowa nie piśnie, co zrobić, żeby były fotki dla normalnych ludzi w okularach i bez. Dopiero przed chwilą desperackim rzutem na taśmę chyba odkryłem, co robić. Ale że dziś przejechałem 55 km i ze trzy kilometry przeszedłem na swych szklanych kolanach, spadam i dobranocuję.

    Drzewa, mówiłem, to leszczyny tureckie, w dodatku – poniemieckie.

  371. OK, leszczyna turecka, doczytałem. Nie znałem 🙁
    A pewnie onegdajszej jesieni przejeżdżałem pod nią na rowerze…

  372. @Wiktor10p
    1 lutego o godz. 19:45
    oraz @Qba wcześniej

    Ja bym to ujął w ten sposób, że rozwój nauki jest powolny w stosunku do oczekiwań/aspiracji, które dla większości z nas będą rozgrywały się w perspektywie czasowej naszego życia. Pociecha, że coś wspaniałego być może wydarzy się w przyszłości, ale my tego nie doczekamy – jest dość marna 🙂 Człowiek by chciał doczekać (a najlepiej samemu dokonać), największych i najbardziej przełomowych odkryć, polatać z prędkością światła, może popodróżować w czasie (w przeszłość, rzecz jasna), itp.

    Z drugiej strony, jesteśmy świadomi istnienia innych skal czasu: geologicznej czy kosmicznej (dziesiątki tysiecy – miliardy lat). Jeśli dopuścimy cokolwiek optymistyczne założenie, że człowiek (oraz/lub coś rozumnego, co może z niego wyewoluować), będzie funkcjonowało w takiej skali – to w zasadzie należałoby się cieszyć, że poznawanie świata idzie tak opornie. No bo przynajmniej będzie czym się zajmować przez ten wielki szmat czasu.

    Osobny kamyczek do ogródka rozczarowania nauką dorzucili sami naukowcy oraz zwolennicy i propagatorzy nauki – kiedy starali się konkurować z religią i wchodzić na jej podwórko. Religia – wiadomo – nie musi się w żaden sposób ograniczać, jeśli chodzi o składanie obietnic, może obiecać literalnie wszystko, bo i tak nigdy nie zostanie to zweryfikowane. Nauka w pewnym okresie składała wiele buńczucznych obietnic, za co dość szybko zapłaciła rozczarowaniem zwykłych zjadaczy chleba, oczekujących de facto cudów, tyle że pochodzących od nauki/technologii, a nie od religii.

  373. @pombocek
    Nie narzekaj. Dla chcącego… Jak se przekopiuję do folderu „obrazy”, to mogę te Twoje fotki powiększać, pomniejszać, ustawiać w pionie albo poziomie i kadrować. Co zresztą robię często.

  374. Pombocku, teraz pieke chleb to troche mam mało czasu, ale potem zrobię ci instrukcje 🙂

  375. @pombocek
    1 lutego o godz. 23:44

    Super! Jest album! Wprawdzie sześć razy ten sam, ale funkcjonuje i można sobie powiększać obrazki.

  376. @NeferNefer
    1 lutego o godz. 23:45

    Imagine, Broszka wyjaśnia działanie komputera kwantowego

    https://www.youtube.com/watch?v=Eak_ogYMprk

  377. Lewy
    1 lutego o godz. 15:33
    jeden załapał, a inni próbują. Nie na darmo sie męczyłeś. Dziękuję serdecznie. Choć próbować będe na blogu i wówczas miejcie dla mnie litość.

  378. @Tobermory

    Nie mogę bo internet z karty na telefonie ale oczyma wyobraźni najwyżej 😉

  379. Ewa-Joanna

    Chryste Panie – pieczesz chleb?! Aaa, chyba że ten z kupionego ciasta w jakiejś elektronice. Bo mi od razu piecem u ciotki zapachniało. Piekła na 7 dni 7 ogromnych bochnów dla siódemki. Jak było czym posmarować, to była uczta przy pasieniu krów. Ale bez smarowania też była uczta. Nie tyle z powodu smaku, ile z powodu, że na okrągło żeśmy byli głodni.

    Dziękuję, Ewo za dobre chęci. W sprawach komputerowych jestem taki tuman, że jak mi ktoś tłumaczy, potrzebuję dodatkowego tłumacza, który mi wytłumaczy, co on tłumaczy.

    Dopiero teraz widzę, ze niepotrzebnie dałem wszystkie linki. Przypadkowo wyszedł chyba album, o którym mówił Tobermorek, i wystarczy przesuwać.

    Dziękuję wszystkim za współczucie pieprzonemu kalece.

    który wytłumaczy, co on tłumaczy.

  380. @Tobermory
    1 lutego o godz. 23:54

    To może ja spróbuję 😉 Komputer kwantowy oraz mój rząd pokornie pracują na rzecz Polaków, podczas gdy totalna opozycja donosi na Polskę za granicę

  381. Tobermory
    1 lutego o godz. 23:49

    Tobermorku, jak Boga kocham nie wiem jak to się zrobiło.

  382. @Maciej2
    2 lutego o godz. 0:01

    😆 😆 😆

    @pombocek
    2 lutego o godz. 0:04

    Dożyjemy jeszcze i tego, że będziesz wiedział 😉
    A na razie – cud 😎

  383. Ewa-Joanna
    1 lutego o godz. 21:56
    ciekawe, co na ten temat powiedzą bankierzy, lub kasjerki w tych bankach.
    Pracowałam jakiś czas na poczcie w czasach, gdy sie jeszcze utargi wpłacało na poczcie, gdy o przelewach bankowych internetowych ani dudu- na początku kupa banknotów robiła wrażenie- ot, taki kufereczek stóweczek daj boże; ale nigdy mi sie nic nie przyklejało- wiadomo, to praca. Po jakimś czasie banknoty nie robiły juz takiego wrażenia

  384. No to z tego wszystkiego jeszcze moim życzliwym doradcom pokażę, jak morze po ostatnim północnym – czyli z najgroźniejszego kierunku -sztormie powiększyło plażę. Bo tak z tym morzem jest, że tu zabierze tam dołoży, a ludzie się martwią. Ja tam się cieszę, że nam natura robi koło pióra. Przez to jest trochę takich, którym się nie przewraca w głowie.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6382281051735592225/6382281053155498274?authkey=COSZupafusqXpgE

  385. Zonk, a gdzie wina Tuska?

  386. pombocek
    1 lutego o godz. 22:45
    pombocku kochany

    pieknie dziekuję za te zdjęcia i …zamawiam ich foto w pełnej zielonej krasie. Chciałabym je widzieć otoczone pełną kaskadą liści i tworz ących baldachim nad drogą.

    Wrzucam Twoje piekne zdjęcia sposobem i miałam juz mnóstwo takich pięknych dedykowanych mnie albo Neferce czy @mag zdjęć im przesłanych, nie tylko od Ciebie; w grudniu szlag trafil mój stary laptop i dziecko moje teraz pracuje nad odzyskaniem danych.
    Ale dla mojej wiedzy i poszerzenia umiejętności prosze o sposób na zapisanie trwałe tych zdjęć, które sobie zapisywałam opisanym sposobem. Zna ktos taki sposób.
    Nie da się skopiować czasem zdjeć, zapisałabym adres linka , ale gdzie zapisać, żeby móc w każdej chwili odtworzyć?
    (Szeptem powiem, że taki sposób, w jaki tłumaczycie posługiwanie sie nowymi narzędziami epoki cyfrowej bardzo mi odpowiada; moje kochane dziecko instruuje mnie telefonicznie- zrób, tak; masz już? to teraz tak-kliknij tu i tam, a potem jeszcze dwa razy tu, otwiorzy się to i owo; masz już? czemu tak długo i dlaczego znów ci muszę tłumaczyć; przecież juz ci wyjaśniałem- chyba to brak talentu pdagogicznego … a ja nie miałam okazji zapisać podręcznie tych wskazówek i znów muszę pytać).
    Jesli ktoś zna sposób na zapisanie tych linków do zdjęć albo samych zdjęć- bardzo proszę o instrukcję typu
    po pierwsze…..
    po drugie….
    pracuję na komputerze od lat, ale takich umiejętności nikt ode mnie nie wymaga. Nie nauczyłam się w pracy.

  387. @ Pombocek
    Chleb rośnie, to zrobiłam tę instrukcje:
    https://goo.gl/photos/q84oKZ2a5xHmpjN77
    Mam nadzieję, że pomoże

  388. Konstancjo,
    najprościej to chyba jest dodanie linku do ulubionych.
    Całą resztę zdjęć na ogół można skopiować klikając na zdjęcie prawym klawiszem i zapisując je na własnym kompie. Ja ważne dla mnie pliki dodatkowo przenoszę na pendrive’a.

  389. pombocku
    ten ostatni budynek tuż przed rzeczoną alejką w Mielenku, taki szachulcowy, dobrze znany na Pomorzu i w Wielkopolsce- czy on aby nie jest przeznaczony do wyburzenia? Bo to zabytek jest. a mało tego, że zabytek, to pewnie niektórym przeszkadza, bo na ruchliwym skrzyżowaniu stoi i wygląda, że wszyscy czekają, aż się sam rozpadnie…
    W Wielkopolsce sporo jeszcze takich domów w tej technologii zbudowanych, na zachód od Odry widziałam takich wiele, odnowionych i zadbanych; w Polsce dość długo sie nimi gardziło, teraz od kilku lata nagle znawcy tematu zostali wysłuchani i dokonuje sie renowacji takich perełek.

  390. Pombocku,
    chleb piekę z konieczności, bo nie lubię tego sztucznego. Trochę oszukuję, bo na szybko i robię na piwie, jest trochę gorszy ale zakwas już się robi i będzie chleb porządny za jakiś tydzień. Twaróg też robię i wymyśliłam metodę na kwaszenie mleka. No całkiem wsiowa baba jestem.
    Mieliśmy polską piekarnię z porządnym chlebem, ale zaczęli przebudowę kompleksu i zlikwidowali wszystkie sklepy, w tym piekarnię. I co było robić? Zaczęliśmy piec własny. A jak dołączyły się nasze dzieci z dodatkami, to musieliśmy kupić wielką maszynę do mieszania tego, bo inaczej zostawaliśmy bez chleba.
    Twaróg też muszę robić bo tu solą…

  391. pombocek
    2 lutego o godz. 0:17
    a mnie zal tych drzew, które podmyło morze.

    Przypomniałam sobie, że tę aleję orzechową latem mi przedstawiłeś serią zdjęć. Nie wiem, czy uda sie mojemu dziecku wszystko wyciągnąć ze starego kompa, mam nadzieję że tak, bo takie krajobrazy z drzewami nad drogą juz rzadko dziś widzę. Nie wiem, czy to wynika z konca trwałości tych drzew, czy środki chemiczne sypane na drogi zimą nie skróciły znacząco ich żywota, czy czasem nie przeszkadzały jadącym i dlatego je wycięto.
    Zniknęło w kraju wiele takich alej przydrożnych, dających latem cień i ochłodę.

  392. Eee tam:

    „Hell hath no fury like a woman scorned”.

    Zaloty ‚Marii’ zostaly z jakiegos powodu odrzucone przez Jerzego i stad ta nieposkromiona slowna furia z jej strony.
    Zadne tam poglady polityczne tylko pasja kobiety zlekcewazonej.
    Inaczej tego nie moge pojac…a troche znam, z tzw autopsji, reakcje kobiet odrzuconych

  393. pombocek położył wątrobę parującą na stole. Naszą wątrobę.
    I mówi naści. Jak smakuje? Pełna guzów, przebarwień, poplamiona, jakaś robaczywa, duża, obca. Może goryla? Neandertalczyka?
    Jak sam mówi-duży PROBLEM SPOŁECZNY. Tak. On pęcznieje.
    Nie można już mówić o skali utraty znajomych, przyjaciół. A o skali niechęci, nienawiści.
    Do kogo?
    Do wszystkich onych. Ich. Wrogów. Zaprzańców. Teraz ich mamy. To oni. Obcy Polacy.
    To nie dzieje się gdzieś w GUS-ie prawda? To w naszych trzewiach.
    Poruszający tekst wstępny. Zakołysał, jak Dzwon Zygmunta. I obraz i dźwięk w tekście.
    Nie mogę się zgodzić z :
    Jiba
    30 stycznia o godz. 17:41
    „…Czy tym wszystkim znajomym nie powinno na Was zależeć bardziej niż na jakiejś durnej partii”

    To za łatwe. Zwolennicy tego akurat partyjniactwa widzą w nim wizję zgodną ze swoją wizją ułożenia sobie dalszego życia. Też dokopania tym Niepolakom. Zamknięcia, wykarczowania.
    Widzę to inaczej niż :
    Tobermory
    30 stycznia o godz. 22:39

    @ pombocek
    30 stycznia o godz. 21:54

    „Co tu analizować? Jednym na starość (albo już wcześniej) odbija, innym – nie…”

    Zupełnie nie. Nic się nie dzieje z tą wątrobą? Hmmm.

    Bardzo mnie ucieszyła ta zapowiedź:
    Tanaka
    30 stycznia o godz. 23:02

    pombocek
    30 stycznia o godz. 21:54

    „Pombocku, jak masz takie życzenie, to Ci rzeknę, że jest to świetny pomysł na wstępniaka. Już mi się spodobał, a tym bardziej, że i tak koło tematu chodzę i go gryzę z różnych stron gadając to i owo.
    To się chyba wezmę i coś na temat napiszę. Pewnie nie jako pierwszy z następnych wstępniaków, tym bardziej, że mam już coś w postprodukcji i jeszcze kilka pomysłów w obróbce, ale w niedługim czasie pewnie tak…”

    Morduję się ze swoim „dlaczego” . Mam dużo kierunków i też ślepe uliczki. Znikąd pomocy socjologów. Prawda, że potrafią tylko wzruszać ramionami? Od diagnozy jak to się w nas porobiło nie uciekniemy. Im szybciej się rozpoznamy tym lepiej.

    Co do ucha prezesa Panującego to trzymam z anumlikiem. Te krótkie felietony nie mają rozmachu, scenografii Ameryki. Pokazują dwór od wewnątrz. Można dotknąć cynizm prezia i tej zgrai. To nie to samo co napuszone gęby w tv. Tu lud widzi mechanizm władzy, wybrańców suwerena. Te zera moralne, pustki we łbach, podnóżki, klęczniki, szmaty. Glisty dworskie. Pokazane na obrazku. Obrazek do młodych przemawia i demaskuje obłudę.
    Tyran zawsze ma obok miernoty, lub robi z dworu miernoty. Stalin potrafił wsadzić żonę Mołotowa. Tacy dwaj „żelaźni”.

    Przejrzałem ( czytać tam specjalnie nie ma co ) Dzienniki A.Rosenberga. Ideolog nazizmu. Pełnił w czasie wojny zasadniczo rolę Ministra Spr. Zagr. na poziomie NSDAP.. Potem namiestnika na obszar Ukrainy.
    Dwór Hitlera to było oczywiście kłębowisko żmij pełznących do ucha wodza.Dokładnie to widać. I dokładnie widać jak rozgrywali kaka. Konkordat dał im możliwość wykorzystania metod kaki. Szybko (jak PiS) rozgrywali te warcaby. I bezwzględnie ” z buta ” traktowali. A eminencje chodziły na smyczy heilując, co skrzętnie filmowali i lud karmili w kronikach kinowych. Cel był jeden. Zawładnąć dusze, potem ciała i kasę. Totalnie. A eminencje? Od papieża w dół pokornie wspierali w podzięce za wojowanie z komunizmem. Oby jak najmniej dóbr utracić. A jeszcze na koniec balu paszportem papieskim i biletem do Ameryki Pd. ubogacić.

    anumlik 31 01 22:14

    Alarmujący, histeryczny wręcz głos Tuska. Bardzo mnie zastanowił. Takich słów z Brukseli nie słyszałem. Jakby się walił kręgosłup Berlin-Paryż-Rzym.

  394. Ewa-Joanna
    2 lutego o godz. 0:46

    Ewo-J., jak ja Ci dziękuję za bezinteresowne zajęcie się człekopodobną małpą, to nie masz pojęcia i mieć nie możesz, bo kłaniam się jak gejsza 56 razy. Niestety, jak ona – cofając się. Wystraszyłem się, spróbowałem i nic nie wyszło, i nic nie rozumiem. Ale może mi się uda z pomocą tasmańskiego diabła choć trochę przyswoić nową wersję na jutubie.

    Ale to wszystko betka przy Twoim chlebie. Jezuniuuu, ona normalnie piecze chleb na swoim zakwasie!!! To Ty jesteś moja żona! Ona od czterdziestu paru lat ma zawsze zakwas. Tylko nie do chleba, ale do żurku, który u niej na wsi nazywali „zaliwajka”. Walili do tej zaliwajki co popadnie – kartofle, gotowane jajka, słoninę, kawałki mięsa, a teraz żona dorzuca czasem białą kiełbasę, więc mewy za moim oknem mają święto – dlatego w czasie większych robót było to jedyne danie obiadowe. Nic nie mówisz o tym, czy po ten Twój chleb cała Australia, wiedziona zapachem, nie ustawia się w kolejce, żeby dostać choć kawałek.

  395. konstancja
    2 lutego o godz. 1:20

    Konstancjo umiłowana, wybacz, nie skończyłem pisać długiego tekstu do Ciebie, jak mi wcięło. Rozłożyło mnie to tak, że Ci tylko powiem, że chałupa stoi od lat, bo jest na prywatnym gruncie.

    Drzew żal, ale to, co sobie niszczy natura, nie ma startu do tego, co niszczy człowiek. Wyobraź sobie, ile zielonego pójdzie z dymem z powodu budowy obwodnicy – niewątpliwie potrzebnej – Sianowa i Koszalina, długość 21 km. Ale to nic podług tego, co widzę w lasach: jedno wielkie cięcie. Może na 500 + brakuje. A od dawna mówię rządzącym różnych barw, że prawa ekonomiczne w lasach powinny być odwołane. Na to już 50 lat słyszę i widzę, jako kiedyś robotnik leśny, potem – grzybiarz i włóczykij, że Polska ma 28% zalesienia i w podskokach zmierza do 30.

  396. Pombocek, nie panikuj i spróbuj jeszcze raz. 🙂

  397. @Lewy 21:32

    A gdyby poprzestać na futrowaniu ich jedynie czekoladą? Czyli kasy tyle co dotychczas, tylko z rana wepchnąć w taką/takiego ze dwa kilo czekolady. Nie musi być od razu belgijska. Optowałbym za tą od Poroszenki. Ewentualnie można by pomyśleć o zamiennym stosowaniu pomarańczy.

  398. @Lewy 1 lutego o godz. 17:22
    „A tak w ogóle to małpujesz Witkacego, (…) Potem próbowali taką pseudogwarą rozśmieszać Chyła i Grzeskowiak a ty jestes kolejnym epigonem.”
    Jak się gdzieś indziej wygłupiałem to mnie komplementowano, że Stachurą niby jechałem. Wszyscyście kulturalni ludzie trzy razy za mądrzy jak dla mnie. Ja prosty techniczny jestem i zielonego pojęcia nie mam o jakichś stylach.
    Skomentowałem tylko jołczenie, że nic ciekawego ludzkości nie chciało sie wymyślić za ostatnie pół wieku.
    Podałem przykład układu scalonego. Mógłbym napisać o układzie typu MEMS. A niech sobie gógluje. Ale skoro pyta się o pogrubianie tekstu to pewnie nie wygógluje, bo nie wie jak. Albo wie jak, ale nie ma nawyku.
    Woli jak Polonusi w Chicago, do biura podróży na rogu pójść na piechotę, zapytać się o dentystę. Albo o weterynarza. Albo będąc u fryzjera kupić kawę od domokrążcy, który właśnie wszedł z ulicy, podszedł do klienta na fotelu fryjerskim i zaoferował mu/jej paczke kawy wyciągnietą z dużej, tenisowej torby przewieszonej przez ramię. 20 lat temu sprzedawałby „filmy Kodak”. Dzisiaj skarpetki, czekoladę, kawę i „aspiryna Bayer”.
    No właśnie, rodacy za granicą cierpia na samotność, kontaktu z żywym człowiekiem potrzebują. To i od sklepowego złodzieja każdy bajer ( 😉 ) kupią. Jak bajer to bajer…
    Na blog przyjdą pogadać, z tego samego powodu. Samotni.

    Niby że ich życie stało by się ciekawsze, gdyby ktoś trójkątne kółko wynalazł i pokazał, że ono jest wygodniejsze i tańsze od okrągłego.
    Niby że nudno jest na świecie, bo aut z trójkątnymi kółkami nie ma.

    A gógiel podpowiada, że są. Głowę daję, że są. Tylko zapytać.

    Mnie tam w każdym razie głowa peka nie od niedostatku wynalazków i nowinek naukowo-technicznych tylko od ich nadmiaru. Im starszy jestem tym narasta we mnie uczucie przerażenia moją niezdolnością zrozumienia pojawiających się nowości. Na polibudzie dobre kilka miesięcy spędziłem ucząc sie o nadprzewodnikach. Bo akurat wybuchły te wysokotemperaturowe, nie dlatego, że musiałem. W 10 lat później przez tą wiedzę o mało co pracy nie dostałem w firmie, która je produkowała. Interview przeszedłem, ofertę dostałem, ale anioł stróż powstrzymał głupiego – firma w kilka miesiecy potem nie dostała jakiegoś wielkiego kontraktu i zwolniła 80% załogi. Jej akcje z $20 spadły do 2 centów.
    Jednym z najcudowniejszych układów MEMS (wg. mnie) jest układ będący sercem telewizora typu DLP. (Digital Light Processing). I co z tego, jak to ujął mój trzeci syn, skoro telewizory „płaskie” do wieszania na ścianę ludziom bardziej sie spodobały, skoro mają lepsze parametry to tato nikogo nie obchodzi inżynierskie piękno twojego chipa DLP siedzącego w telewizorze. Itd., itp.

    Nowego, genialnego inżynierskiego piękna jest zatrzęsienie. Nie da się tego przetrawić, nie da się zrozumieć.

    Komórka, czyli telefon komórkowy który trzymałem w ręce na wewnątrzfirmowej wystawie w połowie lat 90-tych miała:

    1/ rozwijany czyli gietki ekran. Rozwijany jak rulonik, do rozmiaru kartki A4. Kolorowy, piekny, wyraźny.

    2/ Inna miała projektor. Telefon wyświetlał obraz jak rzutnik na ścianie, na czymkolwiek. Wielki jak nie wiadomo co.

    3/ Trzecia miała wbudowane wszystkie wtedy znane sytemy, czyli była uniwersalna, plus była telefonem satelitarnym.

    4/ Czwarta wyświetlała hologramy.

    5/ Piąta samodzielnie łączyła się w sieć telefoniczną ze wszystkimi swoimi „kuzynami”, czyli z telefonami tego samego typu. Każdy aparat stawał się masztem-przekaźnikiem-komórką sieci. Jej projektanci mówili, że kiedyś samochody i wszystkie maszyny będą samodzielnie łączyć się w sieć i automatycznie updatować software.
    Ten sam zespół pokazywał „ziarnka ryżu” czyli drobniutkie układy MEMS. Dla rolnictwa. Sprzedawane np. z nawozami. W workach z nawozami, do wysypania na polu. Po wysypaniu te układy scalone natychmiast aktywowały się (światło) aby zacząć pomiary temperatury, wilgotności, pH, i cholera wie czego. Potem automatycznie łączyły sie w sieć i raportowały chłopu do domu, na komórkę taką ilość danych o jego polu i o stanie jego upraw, że głowa boli. Oczywiście wtedy, czyli ćwierć wieku temu, jedne z tych funkcji były już zminiaturyzowane inne jeszcze w opracowaniu. Ale ja tu piszę tylko o jedeej firmie i jednej wystawie i tylko tym, co mi we łbie zostało po 25 latach.

    Jeszcze raz – wystarczy poczytać kilka magazynów, nawet popularyzatorskich, aby – przynajmniej mnie, makówka parowała.
    A ja należę do tych (chyba nielicznych), którzy czytając o wynalazkach z polskiego TopGaN, Ammono czy ITME nie muszą zaczynać od nauki krystalografii, fotolitografii czy procesu epitaksji. Ja je miałem w szkole i w pracy. 😉

  399. @Tanaka, (1 lutego o godz. 12:44)

    Ta trudność polega, m.in. na tym, że znikają ludzie o potrzebnym wagomiarze osobowościowym, odpowiedniej zawartości głowy, postawy etycznej i mającym zgodę wielu.

    To prawda. Znikają, bo takie są prawa natury. Ale jest to jedynie część problemu.
    Nie wykształciliśmy nowych elit. Zajęci odbudową gospodarki, zupełnie zaniedbaliśmy wychowanie młodego pokolenia, tworzenie społeczeństwa obywatelskiego. W tę lukę wszedł Rydzyk i Kluby Gazety Polskiej.
    Trzecia część problemu to bezpardonowe niszczenie resztówki po elitach przez obecny reżim.

  400. @Lewy, (1 lutego o godz. 20:34 )
    Ludzie w Polsce ciągle jeszcze czują się zbyt zniewoleni wewnętrznie, często nie zdając sobie sprawy z tego, żeby spojrzeć krytycznie na Krk, jako na organizację. Ostatnio niemal doprowadziłem do ataku serca znajomego. Powiedziałem, że Krk jest prototypem europejskiej mafii a Wojtyła był de facto capo di tutti capi.
    Na szczęście, facet nie boi się myśleć. I po przeanalizowaniu sprawy na zimno, przyznał mi rację.
    W latach 70. Były przeprowadzone badania na temat zmiany postaw wobec religii u młodzieży wiejskiej. Sprawdzano trzy zmienne: wiedza na temat prywatnego życia kleru, wiedza na temat historii Krk, wiedza z zakresu nauk przyrodniczo – biologicznych. Okazał się, że największy wpływ miał ten trzeci czynnik. Najmniejsze znaczenie miała wiedza o prywatnym życiu kleru.
    Zauważ jakie miejsce w proponowanym programie szkolnym mają zajmować nauki przyrodniczo – biologiczne.

  401. @Ewa-Joanna, (1 lutego o godz. 21:34)

    Powód – znajomość życia i odrobina logicznego myślenia

    W oparciu o własną znajomość życia i odrobinę logicznego myślenia uważam (bez chowania się za cudzymi plecami) że:
    • Ludzie mający czyste intencje i odwagę cywilną nie mają potrzeby chowania się za enigmatyczną „większością”
    • Ludzie, którzy mają coś istotnego do powiedzenia nie kwitują odpowiedzi, na wcześniej zadane przez siebie pytania, mogłabym odpowiedzieć, ale jakoś mi się nie chce
    • Ludziom o otwartych umysłach nie przyszłoby do głowy ustawiania się w roli cenzora na publicznym forum
    I to by było na tyle z mojej strony.
    Za propozycję pożyczenia książki uprzejmie dziękuję. Nie skorzystam.

  402. errata: ustawianie się

  403. @zza kałuży
    2 lutego o godz. 8:52

    Bezmyślnie domyśliłem się, że do mnie pijesz. Polecam mój wpis z
    1 lutego o godz. 14:51. Mimo podeszłego wieku ciągle siedzę w technice. Aktywnie. Nie mam czasu (i ochoty) na grzebanie się w niezorganizowanej bibliotece jaką jest Internet. Google porządkuje poszukiwanie jedynie bardzo zgrubnie.
    Kiedyś pisma fachowe odgrywały rolę filtru i bardzo chętnie płaciłem za tę usługę, bo oszczędzała mnóstwo czasu. Niestety, Internet większość z nich zabił, a resztę przerobił na tabloidy.
    Oczywiście masz rację co do wydajności współczesnych procesorów. Budowa sterowników czasu rzeczywistego na bazie 8088 była prawdziwym wyzwaniem. O dziwo, pracują do dziś bez zarzutu.
    Kilka lat temu spotkałem w pociągu redaktorów Polityki, udających się do Berlina celem przeprowadzenia wywiadów z fachowcami różnych dziedzin. Droga była długa, rozmowa ciekawa i w rezultacie też znalazłem się w tych wywiadach. Głównie za bulwersujące (redaktorów) stwierdzenie, iż najtrudniej jest przestać projektować. Wynika to z możliwości procesora i szkoda marnować jego wydajność, więc dokłada mu się jeszcze troszkę, i jeszcze… I wychodzi z tego coś, co może wszystkiego po trochu, a nic dobrze.

  404. pombocku
    Nie wiem, przysięgam, jakim cudem(pewnie coś ,gdzieś przycisnęłam, bo w tej kwestii mam pojęcie jeszcze sporo od Ciebie słabsze, ale mam Ciebie w kręgu rodzina na poczcie. I w związku z tym Twoje zdjęcia oglądam sobie na pełnym ekranie bez żadnego wysiłku. Wybacz, za nic nie chcałam wchodzić w Twoją prywatność, i na początku nie kojarzylam nawet Ciebie,. Mam nadzieję, że nie każesz mi spadać, bo też nie wiedziałabym jak
    Co do tematu z Twojego wpisu. Przyjacół tracimy teraz wszyscy. W Kiedy jechałam na zjazd naszego roku w 2010, latem , myślałam jak to będzie, jeżeli ktoś zacznie mnie przekonywać do katastrofy. Naszczęscie nie było takich i dalej spotykamy się co roku. Nie przyjężdża jedna, nawet fajna kiedyś dziewczyna, ale strasznie koścółkowa się zrobiła, no i PAD jest jej prezydentem. Szkoda.
    A jeśli chodzi o neandertalczyków-co powiecie o sadze Jean M. Auel?
    trochę naiwna, ale ciekawa. Ciekawe, czy choć trochę zgodna z faktami?.

  405. Mohikanin,
    cale szczęście, bo więcej mogłabym nie strzymać. A tak pozwolę ci być mądrzejszym, szlachetniejszym i tym o otwartym umyśle. Ciesz się póki możesz.

  406. Lewy
    1 lutego o godz. 21:32

    Korupcja została zinstytucjonalizowana i zwie się obecnie lobbing. Prowadziłem kiedyś bardzo przyjemną dyskusję z wyższym urzędnikiem obcego państwa odpowiedzialnym za zwalczanie korupcji. Wyłożyłem mu moją teorię, z którą się ochoczo zgodził. Sądząc po późniejszych doniesieniach prasowych, raczej jej nie zastosował.
    Recepta jest prosta: Przejrzystość!
    Mamy w kraju system kapitalistyczny. Zgodnie z jego regułami, obywatele są właścicielami przedsiębiorstwa (państwa) i wybierają dyrektorów prowadzących na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy. Czy wyobrażacie sobie sytuację, gdy dyrektor mówi do akcjonariuszy: Nie powiem co zrobimy, bo to tajemnica. Rząd nie ma prawa niczego zatajać przed obywatelami. Nigdy.
    Brałem udział jako przedsiębiorca w przetargach publicznych. Bardzo to było śmieszne, bo jedynymi, którzy usiłowali zachować tajemnicę, byli urzędnicy. Oferenci znali się dobrze i doskonale wiedzieli kto co może zaoferować. A urzędnikom chodziło jedynie o prywatną prowizję.
    Tak jak nie ma uczciwej walki, tak nie może być tajemnicy handlowej – zawsze oznacza oszustwo. Aliści u podstaw kapitalizmu leży oszustwo.
    Patologia systemu rządów w Polsce jest jeszcze śmieszniejsza. Utajnia się wszystkie działania rządu, a – dla gawiedzi – zmusza urzędników do upubliczniania prywatnych finansów. Oczywiście, powinno być dokładnie na odwrót.
    Ale teraz suweren wybrał na pierwszego sekretarza osobnika, który wydaje z siebie jedynie insynuacje bez najmniejszego dowodu. Nigdy bym nie przypuszczał, że dożyję takiego absurdu, w który wierzą miliony. Chyba wymyślę napęd nadświetlny i polecę daleko, bo na Ziemi, tej Ziemi, jest już trochę ciasno i głośno i brudno.

  407. @Ewa-Joanna, (2 lutego o godz. 9:59)

    … pozwolę ci być mądrzejszym, szlachetniejszym i tym o otwartym umyśle.

    Dzięki za łaskawość, ale po rękach nie będę całował 😉

  408. Ewa-Joanna
    2 lutego o godz. 1:02

    Kiedy doświadczałem przez dłuższy czas zagraniczności, miałem podobne kłopoty, zwłaszcza z chlebem. Ten kupowalny, był jak wata szklana – wybierz dowolny rodzaj, strukturę, wygląd i nazwę, a i tak każdy smakuje tak samo. Nieliczne okazje, gdy dostawałem chleb nadwiślański, świeżo dowieziony, wyglądały tak, jakbym był w katedrze – od razu paciorek do chleba i chwalcie pana. Piekarza.
    Ale były to czasy już półminione, bo nadwiślańskie chleby też mają dryf w kierunku waty szklanej. Robienie własnego chleba, na zakwasie, też wywołuje we mnie taki wyznawczy stosunek, jak niegdyś dowożony do miejsca zagranicznego.
    To by znaczyło, że „wreszcie jesteśmy w Europie”. Tfu!

    Jak się dowiaduję, masz znacznie gorzej – z połowę menu musisz sama produkować. Austalia zbliża się do Europy? Zdaje się, że tak – jest ruch w branży: płyty tektoniczne się suwają i stąd te wulkany na Jawie.

  409. Wiktor10p
    1 lutego o godz. 19:45
    „Technika cyfrowa prowadzi bardzo szybko do cyfrowej cywilizacji i cywilizacyjnego wykluczenia. wszystko się zmieniło wszystkim, praca i wypoczynek, banki i sklepy, telefony i telewizory, samochody i…. .wszystko.”
    ————————
    Wiemy już dzisiaj, że stosunkowo szybko technika cyfrowa się skończy i będziemy mieli do czynienia z rozwojem opartym o techniką kwantową, z komputerami kwantowymi dysponującymi niewyobrażalną dzisiaj mocą przeliczeniową. Komputery kwantowej istnieją już dzisiaj, ale są bardzo prymitywne i powolne. Nasze obecne komputery i uprzędzenia telekomunikacyjne, oraz sam przesył i gromadzenie wszelkiej informacji, stanowiące że żyjemy w erze techniki cyfrowej opierają się na systemie binarnym, każda z liczb składa się z zer i jedynek. W przyszłości i to wcale niedalekiej zostaniemy zmuszeni do przeprowadzania obliczeń w wykorzystaniem samych atomów i stworzenia całkiem nowej architektury obliczeniowej. Aby zrozumieć jak mógłby działać komputer kwantowy, załóżmy że porządkujemy pewien ciąg atomów, tak że ich spiny ustawione są w polu magnetycznym w jednym kierunku . Następnie kierujemy na nie wiązkę światła laserowego i w reakcji na wiązkę spiny licznych atomów ulegają odwróceniu. Mierząc odbite światło, możemy zarejestrować proces rozpraszania światła przez atomy, który z matematycznego punktu widzenia jest bardzo skomplikowaną operacją. Gdybyśmy chcieli przeprowadzić związane z tym procesem obliczenia w teorii kwantowej, zgodnie z teorią Feynmana, musielibyśmy dodać do siebie wszystkie możliwe położenia atomów wirujących we wszystkich możliwych kierunkach. Nawet najprostsze obliczenia kwantowe, które zajęłoby zaledwie ułamek sekundy, byłoby praktycznie niemożliwe do przeprowadzenia na tradycyjnym komputerze bez względu na to, jak wiele czasu byśmy na to przeznaczyli.
    O tej nowej rewolucji, która nie miała w przeszłości żadnego precedensu i będzie jak ruch światła do ruchu samolotu ponaddźwiękowego, od lat wie Centralna Agencja Wywiadowcza i analizuje jej konsekwencję dla bezpieczeństwa i pozycji USA na świecie. George Bush dyrektor Centralnej Agencji Wywiadowczej w latach 1976-1977, jakoś czas temu powiedział, że nie wie jak będzie za 50 lat w ogóle wyglądał człowiek.

    Z przekąsem więc napiszę, że nawet jak Kaczyński zdobędzie wszystko i tutaj zostaną tylko popioły to i tak wyzwolenie przyjdzie z zewnątrz. Kaczyński jednak nie chce wszystkiego, jego ewidentnym celem jest wymiana w dużej części nieprzydanych, pasożytniczych i skorumpowanych elit, blokujących rozwój naszego kraju. Problemem wszystkich Polaków jest, aby nie wpaść z deszczu pod rynnę w trakcie tej wymiany, lub też znalezienie się w sytuacji stryjka który zamienił siekierkę na kijek. Do tego potrzeba jednak inteligentnej opozycji, jak i inteligentnych Polaków, a nie zacofanych, ograniczonych umysłowo postkomunistycznych troglodytów.

  410. zuzanna51
    2 lutego o godz. 9:55

    Dzieńdobruję Ci, Zuzanno razem z Twoimi tajemniczymi sformułowaniami:

    „na początku nie kojarzylam nawet Ciebie”
    „Kiedy jechałam na zjazd naszego roku w 2010, latem”.

    Latem 2010 roku byłem na jedynym jak dotąd (ja na jedynym, bo koleżeństwo się spotykało co pięć minut) zjeździe mego roku. No ale jeśli 51 to u Ciebie rocznik, to reszt jest tylko przypadkowym zbiegiem z Alcatraz.

    Od bardzo dawna różne formy agresji, zwłaszcza we mnie samym, mnie poznawczo przyciągają. Nie szukam odpowiedzi po naukowych książkach, bo jej tam nie znajdę. Można znaleźć dosyć sztuczne klasyfikacje, typy zachowań, a nie żywe przypadki, które ZAWSZE są niepowtarzalne. W szczególności mnie uwiera bezinteresowny właściwie gniew: wystarczy, że żona ma na jakikolwiek temat inne zdanie, a już mnie trafia szlag. Nie powie dureń: „A se miej” – musi się natychmiast pchać ze swymi mądrościami, które do wspólnego życia nie tylko nie są potrzebne, ale bywa, że mocno zawadzają. Żadna sprawa nie jest warta tego, by dla niej psuć nastrój między dwojgiem jakoś bliskich sobie ludzi. Nawet kiedy mam rację lub druga strona ma rację, nikt mi nie przydzielił zadania wtłaczania tej racji w cudzą głowę siłą – choćby siłą argumentów. Argumenty to tylko słowne konstrukcje: przestanę mówić i konstrukcji nie ma jakby jej nigdy nie było, a obrażona żona i zły nastrój między nami – są, żywe, uwierające nawet przez dwoje zamkniętych do jej i mego pokoju drzwi. Nie tylko tak jest w domu – jest wszędzie: w piaskownicy, w kolejce w sklepie, w przedziale pociągu i na blogu. Pewnie to stąd, że drugi człowiek w subiektywnym odbiorze nie jest żywym organizmem z tysiącem jego własnych, niepowtarzalnych uwarunkowań, lecz pojęciową konstrukcją, z którą ja mam sobie poradzić. Nie żyć zgodnie z jego i swoimi niepowtarzalnymi właściwościami, lecz właśnie sobie poradzić: oświecić, wyjaśnić, naprostować. Po co – żebyśmy byli jedno? Toż nawet kochać się by nie było z kim. A kochać się z samym sobą? Ajwaj, wielka mi atrakcja!

  411. Czy poprzedni rządzący myśleli o przyszłości?
    mohikanin przedostatni
    2 lutego o godz. 8:54
    @Tanaka, (1 lutego o godz. 12:44)
    Ta trudność polega, m.in. na tym, że znikają ludzie o potrzebnym wagomiarze osobowościowym, odpowiedniej zawartości głowy, postawy etycznej i mającym zgodę wielu.
    To prawda. Znikają, bo takie są prawa natury. Ale jest to jedynie część problemu.
    Nie wykształciliśmy nowych elit. Zajęci odbudową gospodarki, zupełnie zaniedbaliśmy wychowanie młodego pokolenia, tworzenie społeczeństwa obywatelskiego.

    Mój komentarz
    Mohikanin, otóż to. Co prawda wszystkiego nie można na raz wykonać, lecz problem nazwany w ostatniej frazie powyżej powinien być postawiony równolegle z „odbudową”. Nie postawienie zdecydowane tego problemu na pierwszym planie przez kolejnych rządzących nie wynikało z pospolitego przeoczenia, rozmyślnego zaniechania, czy przeoczenia.

    Moim zdaniem dominujący w zarządzaniu gospodarka w latach 90-tych był trend liberalizmu wszechogarniającego, który zakładał wzajemne napędzanie się i równoważenie wszystkich dziedzin działalności ludzkiej przy dobrze ustawionym ustroju. A to dobre ustawienie ustroju było naiwnie liberalne, liczące na samoczynność, na samoregulację, od rynku począwszy do zaspokajania potrzeb społecznych i podejmowania zadań na przyszłość. Nie dostrzegano wtedy tego, że liberalizm (jego model z absolutyzmem rynku oraz sformalizowanym fasadowo państwem prawa) nie liczy się z przyszłością, że w nim są najważniejsze trendy, a nie zamierzenia.

    Liczono na to, że przyszłość będzie taka jak będzie i na pewno nie będzie zła, skoro wszystko się samo zrównoważy. Coś tam dopychano kolanem ale przy tym zastrzegano, ze to działanie przejściowe i za chwilę zderegulujemy.

    Taka postawa wobec budowy państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego dała pewne pozytywne wyniki, zmieniać się zaczęła świadomość ludzi, przywrócona została cena przedsięwzięć, obywatele powoli zaczęli rozumieć, ze pieniądz nie bierze się znikąd, itd.
    Przeprowadzono reformę systemu edukacji, które dała więcej plusów niż minusów. Istota problemu budowy społeczeństwa obywatelskiego pozostała niewzruszona – obowiązywała przez ćwierćwiecze doktryna – społeczeństwo obywatelskie samo się buduje. Samo z siebie.

    Edukacja, to tylko jeden ze składników w dziele budowania społeczeństwa obywatelskiego.
    Dzisiaj co mamy? Nową władzę, której rządy są w dużej części wynikiem zaniechań poprzednich rządów, partii, polityków, wszelkich innych poprzednich decydentów, planistów i wizjonerów.

    Usprawnianie prawa leży. Dyskusja nad konstytucją – nie ma. Na słowo – państwo prawa – przeciętny obywatel odwraca się na pięcie. Prawo pęcznieje, a jego jakość marnieje. Służba cywilna – dogorywa. Sądownictwo – próba wzięcia za twarz. Samorządy? Zhakujemy i te ustawami. Pierwsza poważna próba, to Warszawa. Itd.
    Pzdr, TJ

  412. No dobra i co możecie na to poradzić? Co możecie zrobić, żeby zatrzymać te kaczystowskie zawłaszczanie Polski?

  413. Polska nie jest zawłaszczona przez Kaczystów, a przez różne grupy interesów. W tym Kaczystów. Jak słusznie mówi Andrzej Celiński, należy zastanowić się jak oddać Polskę Polakom, a trzeba to zrobić w taki sposób, aby radykalnie zmienić niekorzystną sytuację związaną z kapitałem społecznym, jakim dysponuje Polska. Generalnie istnieje hipotetyczna możliwość, że władza mająca charakter arbitralny jest w stanie rozwijać umiejętnie kapitał społeczny. Najlepiej to widać na przykładzie Singapuru i istniejącego tam morderczego systemu kształcenia i pracy. Sądzę jednak, że w każdym przypadku należy zwalczać pasożyta (grupy interesu mając autonomiczne cele), nie pozwolić mu bogacić się kosztem społeczeństwa i jego przyszłości. Władza też nie może być chroniona przed odpowiedzialnością przez Sądy. Nie może być też tak że jednostka nie korzysta z profesjonalnej ochrony prawnej i jest de facto prawnym analfabetom. Tańsze bardziej powszechne i wyższej jakości niż obecnie chałupnicze usługi prawne i finansowe muszą być oferowane na rynku. Oznacza to np. dopuszczenie do rynku dużych grup kapitałowych w sektorze zawodów zaufania publicznego, bowiem trzeba najpierw dużo kapitału włożyć w przedsięwzięcie, aby produkt umasowić i go tanio sprzedać, a na dodatku zapewnić jakość poprzez konkurencję.

  414. tejot
    2 lutego o godz. 11:55
    Wszystkie rządy miały na karku krk. Początkowo Kościół byl grzeczny, a ponieważ, była to bidula, którą komuchy przez cały PRL dreczyły męczyły, wiec uchodziła za szlachetnego męczennika, który przyczynił się do obalenia komuny i wyraził zgodę w osobie samego JPII na przystąpienie do Unii, bo ten kacap na wschodzie wciąż był groźny i znów mógł zacząć męczyc i dręczyć. Ale ta Unia to wcale nie tak fajna, ludzie tam jacyś laiccy, budują sobie cywilizację śmierci, do kościoła coraz rzadziej zaglądają.
    A wszystkie rządy musiały byc delikatne wobec tej ofiary, nie obrażac, pozwalać na to i owo. Poczatkowo to to i owo było umiarkowane. Wprowadźcie religię do szkoły, Kosciół sie zajmie, nie bójcie się, nie sprawimy wam kłopotu. Więc Mazowiecki otworzył im drzwi, ale wtedy noga biskupa wcisnęła się w tę najpierw nieznacznie otwartą szpare w drzwiach i zaczęła ją rozpychać. No tak, przecież Kościoła nie stać na to, żeby opłacać te wszystkie kompetentne katechetki. Człowiekowi trzeba płacić za wykonywana prace. Tego wymaga uczciwość. Więc rzad się ugiął i sypnął groszem na te katechetki. Tak, ale te wszystkie pokropki komisariatów, czołgów, motocyklistów z white power..to też robota za która trzeba ludziom płacić. Najlepiej i najuczciwiej by było, gdyby rząd zatrudnił w wojsku, policji, szpitalach, kostnicach itp kapelanów nadając im stopnie pułkowników i generałow, zeby było jasne, że płaci im się adekwatnie do stopnia.
    Kiedy Kwaśniewski i lewica doszli do władzy, tak trzęśli portkami, tak się starali przypodobać tej firmie, której wszystko wolno, bo pogodzili się z bezczelną teza, że im mniej wolno. Cieszyli się, że rzadzą i ani im w głowie bylo zadzierać z krk i stojącą za nim masą katolików.
    Tusk retorycznie tupnął nogą, że on nie będzie przed nikim klęczał. To sobie firma zapamiętała.Kiedy odmówiono Rydzykowi dotacji na wiercenie dziur w ziemi, los Platformy był przesądzony. Katolik Komorowski okazał się pseudokatolikiem Komoruskim, a niewierzący Kaczyński nagle stał się krystalicznym katolikiem.
    Więc Tjocie, ja się Ciebie pytam który rząd, jak i kiedy mógl zająć się wychowaniem, kształceniem. Robił to, na co mu Kościół pozwalał;mógł budować autostrady, poprawiać ogólną infrastrukturę kraju, bo to nie tylko nie przezkadzało klerowi ale nawet moglo się podobac: przyjemnie jest takiemu hierarchowi jechać limuzyną po wygodnej autostradzie.
    Wieć szukanie winy u rzadzących nie oddaje pełnej prawdy. Ten rak, który się wżarł Polskę i duchow i materialnie, uniemożliwia jakiekolwiek reformy. A miejsce jakiejkolwiek opozycji, która ośmiela się krytykować politykę PISu i stojacego za nim i sterującego nim Kościoła jest w pierdlu. Tako rzecze profesor, etyk ksiadz z Poznania

  415. Qba
    2 lutego o godz. 10:06
    Słusznie baco prawicie: podstawowym warunkiem usunięcia korupcji jest przejrzystość
    Na gałsnosci poślizgnął się Gorbaczow. A to właśnie przejrzystość. Ech fajnie by było. Ale jak to zrobić ? No chyba żeby czerpać wzorce z najbardziej przejrzystej instytucji i najpoteżniejszej, jaką jest krk. Lud jest bezwzględny, jak się Heniek dowie, że Kazik ukradł mu grabie, to nie daruje. Ale jak przyjdzie ksiądz po koledzie i zażąda od Heńka tyle pieniędzy, ze za nie mógłby sobie kupić 10 grabi, to on tego nie zauważy. Zegarek Nowaka to był największy przewał w historii III Rzeczpospolitej. Zegarek to taka konkretna rzecz, można wżiąć do ręki, przyłozyć do ucha i posłuchać, a miliard Biereckiego, albo te grosze którymi operowała kościelna komisja, że az połowa Krakowa znalazła się w rekach Kościoła,tego żadna przejrzystość nie sprawi, że lud katolicki to zauważy.
    Powtarzam, fajnie by było, ale trzeba by się na narody wymienić ze Szwedami, czy Finami.

  416. pombocek.
    Wybacz nieporozumienie. Nie kojarzyłam Ciebie. Tzn nie wiedziałam, że pombocek i Osoba, której zdjęcia sobie oglądam na poczcie to ta sama osoba.
    Od kilkunastu lat spotykamy się co roku w innym miejscu Przyjeżdża kto może i chce.Akurat w 2010 spotkaliśmy się w Koszalinie, ale to akurat nie ma nic do rzeczy. Natomiast ( to było już po wyborach prezydenckich i atmosfera była bardzo gorąca), szczęśliwie okazało się,że mamy podobne poglądy polityczne.Wcześniej nigdy się o nich nie mówiło, nie był ważny też światopogląd,ale po latem tego właśnie roku nie było już możliwości przyjacielskiego dogadywania się ponad okopami.
    Niestety , tak się zaczyna mój PESEL.

  417. Lewy
    2 lutego o godz. 13:48

    Lewy, moja stanowcza, oczywista, bo oparta na mocnych, wręcz brutalnych faktach teza w sprawie „zasług Kościoła dla Polski” ( od 1945 roku, ale wcześniejsza historia jest w istocie taka sama, albo i mocniejsza) jest taka, że Kościół kat kazał sobie za te zasługi zapłacić. Przy czym nie uprzedził, że usługa będzie odpłatna oraz ile wyniesie rachunek. Jest to rachunek ciągniony, nie ma końca, a suma rośnie nieustająco.
    Klient – Polska – o podanie ceny nie poprosił, więc Polska to dupa wołowa i jeszcze gorzej, ale w żadnej mierze nie zwalnia to usługodacy od przdstawienia ceny usługi. Do potęgi tym bardziej, że usługodawca zawodowo robi w branż moralności, która to moralność nakazuje uczciwie rzecz przedstawić.
    Pardon – inna moralność nakazuje być uczciwym. Nie katolicka.
    W niczym to jednak nie zmienia skutku, a co do samej moralności – moralność cywilna nakazuje rzetelność, a usługodawca kościelny gada, że jego katolicka moralność est taka sama jak cywilna – rzetelna i uczciwa. Jak widać z czynów, jest to nieprawda, zatem Polska-dupa wołowa została podwójnie oszukana, a oszustwo to jest realizowane w warunkach recydywy, a jej podstawą jest spisek. Co czyni czyn skrajnie obciążony i należna kara musi być równie skrajnie stanowcza i wielka.

  418. mohikanin przedostatni
    2 lutego o godz. 8:54

    W mojej tezie o znikających elitach znajduje się też własnie ta część druga, którą – explicite – przedstawiasz: niewykształcenie nowych autorytetów, ludzi państwa, poważnych, cywilnie odważnych, kosekwentnych obywateli i kompetentnych.
    Żyliśmy przez jakieś półtorej-dwie dekady opierając się na ludziach którzy dali się – dobrze, albo nieco mniej dobrze, ale znośnie – poznać albo w latach całkiem dawnych, albo w latach 8-tych i zaraz na początku 90-tych. Poza pojedyńczymi, pozytywnymi i funcjonującymi obecnie w dalszym kręgu (np. Biedroń) ludzi, niemal nikogo nowego, a już mocnego w obywatelskim głosie i oddziaływaniu publicznym – nie ma.

    Najbliższe kila lat przesądzą: albo pojawią się takie postaci i zbiorowym wysiłkiem zatłuczemy osinowym kołkiem katopisoidyzm wraz z jego hienami, czy czekają nas długie lata nędzy, która zdewastuje każdą dziedzinę życia.
    Życie nie znosi próżni, co się potwierdza bodaj wszędzie, zatem można mieć zasadne oczekiwanie, że i w Polsce zdarzy się tak jak gdzie indziej. Ale nie da się też wykluczyć przypadku, że Polska to specjalny pacjent. Równie nędzny jak nędzna jest jego boziomaryjność

  419. Pozdrawiam z Krakowa
    Staram się nie zaciągać 🙂

  420. zuzanna51
    2 lutego o godz. 14:29

    No właśnie, Zuzanno, i skuszno, i grustno, i niekomu ruku pożat’. Tak straciłem przyjaciela z jednego pokoju w internacie. I to gdzieś w 2008. czy 2009. Przyjaciel już wtedy był bardziej pisowaty niż dziś PiS, bo przecież kolegów ze szkoły, a nie internetowych anonimów nazywał „ubekami”, „komunistami”, „alkoholikami”. Sam był alkoholikiem, który wyszedł z alkoholizmu. Podobna sytuacja jak z tą znajomą, tyle że z byłym przyjacielem rzecz jest nieodwracalna. Próbował znaleźć kontakt – nie zareagowałem. Bo co wracać – żeby znów w to samo wpaść? Wolę Jamno, a sykuje sie gumianym uokryntem na muoze. Ale pierw muszą mi wszyć serce, bo ileż bez pompy można chodzić po wodzie. Zaraz się dowiem, co i jak.

  421. Lewy
    2 lutego o godz. 14:17

    Skoro ustaliliśmy cel, to reszta jest …
    Wielokrotnie próbowałem i zawsze rozbijałem się o mur obojętnych. Najpierw wielkie poparcie, a potem zostawałem sam. Mimo to robiłem dalej. W efekcie nie wypuszczali mnie przez 3 lata nawet do demoludu.
    Jedyne masowe przeżycie to strajki na uczelni w 1968, bo Solidarność wspomagałem już zza gór i rzek. Ale też nie całkiem się zgadzałem.
    Nie chcę nikogo uszczęśliwiać na siłę.
    O podłościach krk nasłuchałem się wiele. O dziwo ofiary traktowały to jako coś normalnego na drodze do zbawienia, czy jakoś tak.
    Jak wymyślę sposób na domóżdżenie (np. antysekta) narodu, to dam znać.

  422. Maciej2
    1 lutego 23.35
    Mój wpis wynikał z tego, że pewne oceny podawane w niektórych wpisach odbiegały zbyt mocno od prawdy, oczywiście moim zdaniem. Podałem jeden przykład tego, co się dzieje w rezultacie wdrażania wiedzy . Twój wpis przedstawia poglądy odległe od moich i są potwierdzeniem tego, że osoba ,która je wypowiada jest mocno religijna.
    Cała pierwsza część wypowiedzi wyraża żal, że postęp nauki jest zbyt wolny, niż by się chciało ,to malkontenctwo, zmień postawę ,tego co nowe jest więcej niż człowiek jest w stanie poznać. Świat jest piękny i ciekawy tym co wie i umie, to powód do radości , nie smutku! Nie ma co się rozczulać ,że wielu rzeczy nie zobaczymy i nie doznamy wielu wrażeń, mamy własne wcale nie gorsze, ważne byśmy potrafili je dostrzec i umieli nimi cieszyć.

    Teraz o religii. Nigdy nie słyszałem, by jakiś uczony atakował religię.
    Mówienie że jakieś osoby atakują kk jest śmieszne.
    Natomiast stale obserwuję ingerencję kk w sprawy stosowania metod naukowych zwłaszcza w opiece nad kobietą w ciąży.
    Kościół polski uzurpuje sobie prawo wpływania na treść ustaw.
    Wprowadzono klauzulę sumienia do systemu prawnego, Trybunał Konstytucyjny stał się przez to trybunałem kościelnym. Zarodek ma prawa większe od kobiety.
    W sposób niedemokratyczny wprowadzono do szkół religię.
    Wpływy polityczne kk w Polsce wynikają ze słabości partii politycznych, nie potrafią dotrzeć do wyborców bez protezy w postaci ambon.
    Ministrem nauki jest teolog. Teologia nie jest nauką, a jest wykładana na uniwersytetach. Polski kk naucza za pomocą strachu, religia jest w Polsce ponura, takie też jest życie wiernych. W Polsce kościół ma wiernych, w wielu krajach wierni mają swój kościół.
    Pierwszym krokiem powrotu do normalności powinno być przeniesienie wyborów na środek tygodnia.

  423. Lewy
    2 lutego o godz. 13:48

    Mój komentarz
    Lewy, piszesz o zamkniętej pętli, którą steruje KK, w której jest uwięzione państwo i społeczeństwo, a ja piszę o zaniechaniach wszystkich poprzednich rządów w sprawie budowy społeczeństwa obywatelskiego, co nie obejmuje tylko edukacji, czy laicyzacji, lecz jest wielowątkowym problemem państwa prawnego i demokracji – czy można budować efektywnie (pomagać w ewolucji) społeczeństwo obywatelskie i państwo prawa bez związku ze sobą oraz, jak Ty Lewy piszesz, czy jedyną blokadą, zasadniczą przeszkodą jest religia i jej instytucjonalna reprezentacja w postaci KK. Moim zdaniem Twoja ocena jest skrajna, naciągana. Jest przeszkodą, ale nie jedyną, lecz przeszkodą zakorzenioną w mentalności obywateli jako wsparcie, pocieszenie, wyjaśnienie, łagodność, dobro i świętość (Lewy, tak sobie wyliczyłem).

    Kiedyś za komuny krążyła w przestrzeni publicznej taka teoria, że wszystkiemu są winni ludzie, bo stoją pod budkami z piwem, więc aby uzdrowić sytuację, należy zlikwidować budki z piwem. Budki wymarły same. Sytuacja pozostał taka jaka jest.
    Oczywiście ta metafora nie ujmuje w pełni problemu – wiara, KK a państwo prawa i demokracja.
    Pzdr, TJ

  424. tejot
    2 lutego o godz. 15:37
    Zrozumiałem twoją metaforę z budką z
    piwem. Ona znikła a ludzie tacy sami ?
    Rozumiem wielowatkowość problemów państwa prawnego i demokracji i jego związku ze społeczeństwem obywatelskim.
    Ja mam często tendencję do upraszczania, być może czasami przesadną. Twierdzisz, że moja ocena jest skrajna, naciągana.
    Jeżeli będziemy dywagować na temat wielowatkowości, to możemy się nagadać i do żadnych wniosków nie dojść, poza jednym banałem, że świat jest skomplikowany.
    Ja podstawową przyczynę w kształtowaniu mentalności rodaków widzę w Kościele. On jest sprawcą i to nie od 20 lat ale od wieków (choćby od zdrajcy Szczepanowskiego, którego Kościół uczynił świetym)
    I niech Ci będzie, że moja ocena jest naciągana

  425. @pombocek 2 lutego o godz. 11:41

    Wiem od Ciebie, że programowo przestałeś czytać, ale może inni przeczytają.

    Konrad Lorenz „On Aggresion”. Stare, ale znakomite.
    W pigułce: bez agresji nie ma więzi międzyludzkich ani międzyosobniczych.
    Ani nawet rozpoznania innego przedstawiciele własnego gatunku jako jednostki.
    Agresja i relacje są nierozerwalnie związane – to wynika z obserwacji zwierząt.

    Poza tym jeszcze: drapieżniki mają wbudowane mechanizmy, które nie pozwalają im skrzywdzić osobnika, który się poddaje. Wilk może zagryźć wilka jednym kłapnięciem szczęk, ale nie zrobi tego – jeśli drugi wilk odsłoni (czyli udostępni) tętnicę szyjną.

    Ale człowiek nie jest drapieżnikiem. Jest padlinożercą. A zatem bardziej przypomina gołąbka – który to gołąbeczek umie powolutku, metodycznie, na śmierć zadziobać innego gołąbeczka, jeśli znajdują się w tej samej klatce. Człowiek (niestety!) nie jest człowiekowi wilkiem : )))

    Po polsku tu:
    http://www.utw.uj.edu.pl/documents/6082181/a08316c3-b613-41fc-9d20-7a78f4432ce6

  426. NeferNefer
    2 lutego o godz. 15:20

    Zdejm kapelusz, włóż maseczkę. Nie zaciągniesz się zimnym Lechem.

  427. @Lewy 2 lutego o godz. 15:58

    Twoja ocena nie jest naciągana. Argument tejota o budkach z piwem jest dyskusyjny, a nawet demagogiczny. Bo kaka jednak nie jest budką z piwem.

  428. @tj
    no to odwzajemnie się : na Twoja budkę z piwem. Chorobę wywołuje wirus albo bakteria. Ty w swej wielowatkowości słusznie zauważasz, że oprócz tych wirusow również za chorobę jest odpowiedzialny brak higieny, nie mycie rąk, picie brudnej wody, niedożywienie itp. Ale jednak w mej uproszczonej i jednostronnej hipotezie, suponuję, że gdyby nie było wirusa, to te inne elementy nie odgrywałyby żadnej roli.
    Oczywiście można się uważać lub nie czy krk jest takim wirusem.Natomiast wplątywanie wielowątkowości niczego nie wyjaśnia

  429. @namarginesko
    Znając Twój temperament, poglądy mogłem przypuszczać, że podzielisz mój pogląd
    Pozdrawiam

  430. @Lewy 2 lutego o godz. 16:30
    Likewise, czyli parallel.
    Bez niespodzianek 🙂

  431. Na marginesie
    2 lutego o godz. 16:18
    @Lewy 2 lutego o godz. 15:58
    Twoja ocena nie jest naciągana. Argument tejota o budkach z piwem jest dyskusyjny, a nawet demagogiczny. Bo kaka jednak nie jest budką z piwem.

    Mój komentarz
    Oczywiście, że argument z likwidacją budek z piwem jest przesadzony, daleko nieadekwatny do pozycji KK wobec państwa i jego oddziaływania na społeczeństwo. Jest jedynie logicznie poprawny.
    Niemniej uważam, ze myślenie typu – usuńmy to, czy tamto, bo to przeszkadza i będzie dużo łatwiej.
    Jak to zrobić?
    Po pierwsze KK nie jest usuwalny na jedno skinienie, bo jest zakorzeniony od wieków i w sprawowaniu reguły sojuszu ołtarza z tronem i w mentalności społeczeństwa. Jednak taka sytuacja przez wieki była standardem w bardzo wielu krajach, w całej chrześcijańskiej Europie i mimo to na Zachodzie ewolucja relacji KK – państwo oraz postaw społeczeństwa poszła dużo szybciej niż w Umęczonej.
    Po drugie Umęczona przez ponad 150 lat tkwiła prawa nogą, a w zasadzie większością w tej części Europy, gdzie słowo Reformacja, laicyzacja, państwo prawa, równość wobec prawa i temu podobne pomysły nie miały wstępu przez półtora wieku. Ta cząstka, która tkwiła pod zachodnią częścią Europy, a w niej ludzie byłej RP i ich potomkowie, była z powodu swojego położenia wspomagana i przyciągana do KK przez kler, który nie miał w tym interesu tylko watykańskiego (aż tak gepolityczny kler nie był), tylko interes w tym, by wierni się nie odwracali, tylko trwali. I tak było. Więź z kościołem motywowana patriotyzmem, także przywiązaniem, przyzwyczajeniem.

    Po drugie wyznawanie wiary nie musi być dopełniane politycznymi przekonaniami i klęczeniem przez homiliantami, co z KK robi instytucję polityczną, a z duchownych politykierów.
    Jest kilka krajów, gdzie taki model relacji wierni-KK nie utrzymał się ani w 19, ani w 20 wieku. Lecz jest może więcej jak jeden kraj, gdzie taki model – wierni i duchowni KK, to sól ziemi. Pierwszym takim krajem jest Umęczona. Nic nie zrobiono przez ostatnie 27 lat, prawie nic, by stosunek ludzi do KK nie polegał na nabożnym, nieraz bezmyślnym szacunku, a stosunek KK do ludzi nie miał charakteru paternalistycznego, protekcjonistycznego.
    Pzdr, TJ

  432. Przepraszam za potknięcia stylistyczne i logiczne w komentarzu powyżej.
    TJ

  433. Lewy, pisałem o wielowątkowości procesu budowy społeczeństwa obywatelskiego, miałem na myśli wielotorowość działań, które ten proces konstytuują. Laicyzacja i edukacja, to są sprawy bardzo ważne, lecz istnieją również inne składowe, jak kultura polityczna, poszanowanie słowa swojego, kultura prawna, zaufanie do państwa, poziom korupcyjności władzy, wypełnianie obietnic wyborczych, działanie nie tylko z programem w ręku ale i z planem, transparentność działań władzy, komunikacja wzajemna władz ze społeczeństwem, itd.
    Pzdr, TJ

  434. @tejot 2 lutego o godz. 17:07

    „Niemniej uważam, ze myślenie typu – usuńmy to, czy tamto, bo to przeszkadza i będzie dużo łatwiej.”
    No dobrze – ale kto mówi o usuwaniu KK? Chyba nie Lewy?

    Nikomu rozsądnemu nie chodzi przecież o likwidację instytucji religijnej, o ile ograniczy się ona do religii. Natomiast podkreślanie niszczącego wpływu, braku odpowiedzialności i zwykłego awanturnictwa ze strony KK nie jest niczym nagannym.

    W szerszym kontekście – masz wiele racji, bo KK jest po prostu jednym z elementów odchodzącej wiejskiej „tradycji” i hamulcem przemian społecznych – które to przemiany przerażają wiele osób. Słusznie zauważasz – między wierszami – że wiele osób reaguje alergicznie na wszelką krytykę KK. Jednak szacunek dla ich specyficznej „wrażliwości” nie powinien przesłaniać oceny faktów – przecież nawet rządy PiSu „zawdzięczamy” KK i jego ożywionej działalności politycznej.

    Oczywiście, każda rzeczywistość jest z natury wielowymiarowa, ale podważanie zasadniczej roli KK w dzisiejszym polskim cuchnącym grajdołku – równałoby się samooszukiwaniu. O to mi chodzi.

  435. Jeszcze jeden drobiazg – tak oczywisty, że dla wielu osób niedostrzegalny –
    Kaka jest jedyną instytucją religijną, która dysponuje własnym państwem.

    Jej przedstawiciele i ich placówki mają z urzędu immunitet dyplomatyczny.
    Watykan w Polsce jest obcym państwem, a nie tylko organizacją religijną.

    A z kolei kazuistyczna demagogia, że papież jako „duchowy” przywódca wiernych to nie jest ten sam papież, który jest dyktatorem obcego państwa (pomijając „zupełnie przypadkową” zbieżność osoby) jest – excusez le mot – śmiechu warta. A jednak kaka całkiem poważnie serwuje ludziom taką bajkę.

  436. Na marginesie
    2 lutego o godz. 17:38

    Mój komentarz
    Kościół nie jest jedynym hamulcowym (hamulcowym naturalnym) przeszkadzającym w budowie społeczeństwa obywatelskiego, ponieważ, i tu radykalnie pojadę, poprzednie rządy nie podejmowały znaczniejszych prób w kierunku kształtowania państwa prawa ze społeczeństwem obywatelskim wewnątrz. Przyjmowały te rządy, że to co jest, to jest baza i co najwyżej należy ją modyfikować. Jednym słowem jeśli jakieś działania były, to nieśmiałe, tam gdzie najłatwiej, po linii najmniejszego oporu.
    Z tej mojej radykalnej tezy wynika, ze KK nie miał co hamować, robił tylko swoje.
    Pzdr, TJ

  437. @Qba 2 lutego o godz. 9:39
    „Nie mam czasu (i ochoty) na grzebanie się w niezorganizowanej bibliotece jaką jest Internet. Google porządkuje poszukiwanie jedynie bardzo zgrubnie.”
    Masz rację. Wydaje mi sie jednak, że w tzw. „życiu” nie ma niebezpieczeństwa albo-albo. Albo internet albo klasyczna biblioteka.
    Korzystamy z obu źródeł.
    Po twoim wpisie o japońskich wysiłkach modernizacyjnych:

    1/ wygóglowałem sobie książkę „We Were Burning: Japanese Entrepreneurs And The Forging Of The Electronic Age”.
    A następnie wypożyczyłem ją ze staroświeckiej biblioteki.

    2/ wygóglowałem poniższy raport
    http://www.dtic.mil/dtic/tr/fulltext/u2/a243782.pdf a następnie zładowałem go do późniejszej lektury. Przecież w żadnej dostępnej mi fizycznej bibliotece bym go nie znalazł.

    Jako dziecko miałem taki dostęp do książek i czasopism jak bardzo mało osób. Inkunabuły, starodruki, cymelia, prohibity to były słowa z mojego dzieciństwa. Nie teoretyczne – praktyczne. Ja te książki miałem w swoich rękach. Ile dzieci mialo w paluszkach (ubranych w białe rękawiczki) „Księgę Henrykowską” albo rękopis „Pana Tadeusza”?
    A dzisiaj możesz je (i setki, tysiące innych) w postaci skanów oglądać na monitorze swojego komputera czy telefonu. Niezliczoną ilość tytułów książek (i innych druków, obrazów, nut, itd.) zeskanowano i jest dostępna w necie. Legalnie i nielegalnie (ale popularnie). Tak to klasyczna biblioteka spotkała się z internetem.

    „Kiedyś pisma fachowe odgrywały rolę filtru i bardzo chętnie płaciłem za tę usługę, bo oszczędzała mnóstwo czasu.”
    Jesteś zatem bardzo zamożnym człowiekiem. Niektóre z moich czasopism były (i dalej są) bardzo drogie i roczna subskrypcja kosztuje kilka tysięcy dolarów. Gdyby nie pracodawca (albo subskrypcja kupowana przez pracodawcę w bibliotece) sam bym pewnie sobie ich nie kupił. Przynależność do IEEE pomaga, bo u nich biblioteka tańsza…
    http://ieeexplore.ieee.org/Xplore/home.jsp

    „Niestety, Internet większość z nich zabił, a resztę przerobił na tabloidy.”
    Elektroniczna wersja ma dużo zalet. Jak w wersji papierowej przeszukać 20-30 lat jakiegoś miesięcznika? Jak się z nim przeprowadzić? Gdzie/jak składować? A jak ci bejzment/piwnicę woda zaleje?

    (…) iż najtrudniej jest przestać projektować. Wynika to z możliwości procesora i szkoda marnować jego wydajność, więc dokłada mu się jeszcze troszkę, i jeszcze… I wychodzi z tego coś, co może wszystkiego po trochu, a nic dobrze.
    Mikrokontrolery. Nie procesory a mikrokontrolery.

  438. @tejot 2 lutego o godz. 17:56
    Zmieniłeś troche perspektywę – i wyszła nam tyż prowda : ))

    Oczywiście, że KK promuje własne interesy – a w interesie KK leży, żeby wszystko pozostało jak było, żeby ciemny lud nadal stał w drzwiach plebanii z czapką w ręku i z zachwytu rozdziawiał gębę. Nieprzypadkowo właśnie KK przed wojną wyklinał z ambon społeczników, którzy chcieli nauczyć chłopów czytać.

    Ale jego rola w procesie przemian – trudno powiedzieć, czy na lepsze czy na gorsze – wynika wcale nie tylko z tego, co robi w danym kierunku, ale również z tego co robi – jako funkcja po prostu tego, czym jest. A Ty to jeszcze osadzasz w kategoriach aktualnej sytuacji politycznej – co jest uzasadnione, ale to nie jest cała „prowda”.

  439. @NeferNefer
    2 lutego o godz. 15:20

    Zalety poruszania się autem po Krakowie:

    http://bi.gazeta.pl/im/80/52/14/z21309312Q,Andrzej-Rysuje—Smog.jpg

  440. tejot
    2 lutego o godz. 17:56

    No dobra, ale gdzie jest ta radykalna teza?

  441. Jeden krok poza urokliwy Rynek i planty… To tyż jest prowda ; )

    https://www.youtube.com/watch?v=oZ8MZvNJeQ0

  442. Na marginesie
    2 lutego o godz. 15:58

    Chyba żartujesz, Namarginesko. Przedstawiasz mi moją niemal Biblię i mówisz, że przestałem czytać. Ano mało już czytam, bo czas ucieka, a mnie się chce pożyć, nie czytać. Ale coś kiedyś czytałem. Z Lorenzem akurat trafiłaś prosto w płot…pardą…w serce. Dziś lekarz dał mi pół roku życia. Za pół roku da drugie pół, potem kolejne itd. Ale to dlatego, że na te pół roku pracuję wlaśnie nie czytaniem, ale czymś, powiedzmy, odwrotnym. Sursum corda!

  443. Radykalna teza moja jest taka, że KK nie miał dużo do hamowania, ponieważ wszystkie poprzednie rządy nie podjęły zdecydowanych i długofalowych działań związanych z budową społeczeństwa obywatelskiego w państwie prawa.

    Jedną z przyczyn, nie najważniejszą, była krótkoterminowa kalkulacja polityczna, strach przed naruszeniem integralności sumienia, światopoglądu oraz stosunku do państwa obywateli, takiej integralności jak ją pojmuje KK, czyli strach przed zeświecczeniem mentalności obywateli, którego podstawowym wyznacznikami są: równość wszystkich wobec prawa, prawa i obowiązki obywateli wobec państwa nie podlegają interwencji KK, są dla wszystkich tak samo sprawcze, obejmują również duchownych (ale działają w obie strony), autonomia KK nie rozciąga się na ustrój i system prawny państwa, itd. Te sprawy zostały odłożone ad acta przez wszystkie rządy. Nawet ich nie tycnięto.
    Pzdr, TJ

  444. Na marginesie

    Zapomniałem podrzucić w interesie publiczności, że tytuł, jaki podałaś –
    „On Aggresion” – to w polskim wydaniu „Tak zwane zło”. Od tego się zaczęła moja fascynacja Lorenzem i etologią.

  445. @pombocek 2 lutego o godz. 19:51

    Pombocku – prosto w… serce? Jedna rada: zmień lekarza.
    Nie daj się! Przecież masz drugie w plecaku.
    Lorenz, jak widać, nas łączy, nie dzieli. Miło to odkryć :))

  446. @Na marginesie, z godz. 19:35
    Taki Kraków to ja własnymi oczkami oglądałem wiele lat temu. Filmik ma ponad 10 lat, a przez ten czas sporo się poza plantami zmieniło 😉

  447. zakończyła sie sprawa mająca swój początek w latach II wojny światowej.

    http://poznan.onet.pl/ugoda-miedzy-parafia-a-skarbem-panstwa-ws-gruntow-przejetych-w-prl/0v7x11n

    ciekawe, na co kk wyda te miliony. Pewnie na biednych….

  448. Na marginesie
    2 lutego o godz. 20:05

    Namarginesko, strach mówić, lekarz sam się zmienił: popełnił samobójstwo w wieku 38 lat. Ale nie sądź, że się takim głupstwem jak serce zajmuję. Martwi mnie, że sytuacja na morzu jest tak sprzyjająca, że bym na nie wyrwał swoim okrętem – nawet przez wrota sztormowe da się teraz przejść – ale weź przejdź przez jezioro, jak zamarznięte. Przejść to by przeszedł, ale nie będę jak burłak ciągał po nim okrętów. Dlatego mało mi oczy nie wyskoczą, tak patrzę za wiosną. Pewnie, że miło odkryć, że coś ludzi łączy.

  449. Szanowni Czytelnicy!
    Proponuję przeniesienie rozmyślań pod nowy wpis (z rysunkiem), czyli Jiba zaprasza.
    Pozdrawiam
    JK

  450. Qba
    2 lutego o godz. 10:06
    „Tak jak nie ma uczciwej walki, tak nie może być tajemnicy handlowej – zawsze oznacza oszustwo. Aliści u podstaw kapitalizmu leży oszustwo.”

    Masz jakiś dowód na powyższe?
    Pierwsze i odczytane tabliczki gliniane „O Gilgameszu” słowem nie wspominają o oszustwie, jako podstawie gospodarczej. To ponad 4000 lat temu. A już piszą o niewidzialnej ręce rynku. A kapitalizm kwitł wtedy. Sokrates, Stary Testament, XVIII wiek? Któryś z Kim-ów KRLD, nasza Ekonomia Kapitalizmu czy pani Frustracja podsunęła?
    Jeżeli grzeszyłeś z Frustracją, to grzechu nie masz z definicji dobra. A jeżeli nie, to poddaj się samokrytyce zgodnie ze zwyczajem pewnego Gruzina z Gori.

  451. @Wiktor10p
    2 lutego o godz. 15:37

    Mam grypę i gorączkę, ale coś spróbuję odpisać, najwyżej pobredzę 🙂

    Rzeczywiście, w swojej wyliczance nie wspomniałem o cieszeniu się odkryciami i pracą wykonywaną na własnym poletku. A to dlatego, że wcześniej dużo pisali o tym inni, a ja chciałem się skupić na porównaniu różnych skal czasowych i konsekwencjach faktu, że ludzie słabo przyswajają argumentację na temat procesów zachodzących w wielkiej skali. Zapewniam Cię, że nie jest to wydumany problem, bo np. dużo ludzi nie akceptuje teorii ewolucji, gdyż ich wyobraźnia nie sięga poza perspektywę kilkuset lat, max kilku tysięcy.

    Odnośnie nauki wkraczającej na pole religii, zacznę od tego, że masz – rzecz jasna – rację pisząc o sytuacji odwrotnej, o tym że religia usiłuje podszywać się pod naukę. Te wszystkie wydziały teologiczne na uniwersytetach, kreacjonizm przebrany za teorię naukową, itd. Nie ma sporu i wcześniej pisaliśmy o tym na tym blogu.

    Natomiast chodziło mi o to, że część naukowców i propagatorów nauki usiłowała zbyt gwałtownie wypierać religię, składając obietnicę absolutnego poznania. Wyleczymy wszystkie choroby, uwolnimy ludzi od cierpienia. Polecimy do gwiazd i poznamy inne systemy planetarne. Opracujemy „teorię wszystkiego” i będziemy mogli odczytywać przyszłość. Popularyzator nauki Clarke powiedział, że wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii, co może być odczytywane jako obietnica cudu. Naukowcy jako kasta wtajemniczonych technomagików, prowadząca łagodnie ludzkość w stronę raju poznania.

    Publiczność zaczęła oczekiwać błyskawicznych i spektakularnych postępów w czasie krótszym, niż trwanie ich życia. Gdy okazało się to nierealne – część ludzi odwróciła się od nauki. Weź ruchy antyszczepionkowe, czy robiące zawrotną karierę, proste (i błędne), wyjaśnienia skomplikowanych problemów. No, z grubsza o to mi wtedy chodziło, pozdrawiam 🙂

  452. Płynna rzeczywistość profilu wyborców rockmana nie da się ustalić na podstawie moich doświadczeń

  453. Płynna rzeczywistość, profilu wyborców rockmana nie da soę ustalić na podstawie moich doświadczeń