Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

13.08.2017
niedziela

Prezydent Lech Karol Świerczewski

13 sierpnia 2017, niedziela,

Jako że sierpień to miesiąc peregrynacji i świętych nawiedzeń – czyli tak zwanej trzeźwości, pojawił się nad Wisłą święty gruziński, a Gruzini mają w świętości dorobek: Mikhail Saakaszwili. Postać szczególna, czyli słusznie nas nawiedzająca i w państwowej sprawie: eks-prezydent Gruzji, ścigany listem gończym przez państwo i pozbawiony gruzińskiego paszportu, wzięty został, za zasługi, przez drogiego przyjaciela – Poroszenkę, prezydenta Ukrainy, na gubernatora Odessy. Po jakichś dwóch latach tej gubernatorskiej przyjaźni, Poroszenko pozbawił stanowiska i paszportu Saakaszwilego, więc dzielny Gruzin pojawił się nad Wisłą. Jak – nie wiadomo, bo teoretycznie nie posiada żadnego paszportu i jest bezpaństwowcem. Ale przecież sierpień to miesiąc cudowny i nie takie cuda się w Polsce widuje w kałużach oraz na co którym drzewie. Czytaj całość »

7.08.2017
poniedziałek

Dobra zmiana ze Zmianą w tle

7 sierpnia 2017, poniedziałek,
Faszyści znowu zmieniają pośmiertne koszule tymczasowego świata
i odbierają z przechowalni swoje ochronne, czarno-białe sztandary,
które nawet jako nekrologi bywają fałszywe.
(Ryszard Krynicki, „Faszyści zmieniają koszule”)

Tekst homilii, którą dwa lata temu, w rocznicę Powstania Warszawskiego, wygłosił ówczesny metropolita łódzki abp Jędraszewski, jest aktualny i dziś, a sama homilia sprzed dwóch lat ukazuje, jak w środowiskach skrajnej prawicy pisowskiej rozkładają się akcenty, gdy idzie o ocenę Powstania Warszawskiego. Użycie słów „czerwona zaraza” (na co w swoim felietonie w „GW” zwrócił już dwa lata temu uwagę oburzony terminem „zaraza” Tomasz Piątek) zostało nieprzypadkowo wysnute z wiersza „Czerwona zaraza” Józefa Andrzeja Szczepańskiego, poety i żołnierza powstania, który ciężko ranny zmarł w powstańczym szpitalu 10 września 1944 roku.
Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.

Jędraszewski w swojej homilii poświęconej Powstaniu Warszawskiemu więcej miejsca poświęcił „czerwonej zarazie” niż opanowującej w dniach Powstania Warszawę „zarazie brunatnej”. Powiedział najpierw: „Jak berlińskie wystąpienie prezydenta RP podważyło prawdę historyczną o Powstaniu Warszawskim, tak ostatnio uchwalone przez polski Parlament i podpisane przez prezydenta RP: tak zwana konwencja »antyprzemocowa« i ustawa o in vitro, oraz przyjęta przez Sejm ustawa „o uzgodnieniu płci« mogą być uznane jako zdrada wobec tych wartości moralnych, dla których Powstanie w ogóle wybuchło”, a potem – odwołując się do jednego z przemówień Jana Pawła II – przeszedł do czerwonej zarazy słowami: „Nawiązując do wiersza Józefa Andrzeja Szczepańskiego pod tytułem »Czerwona zaraza«, będącego jednym wielkim oskarżeniem czerwonego bolszewizmu, musimy jednoznacznie stwierdzić: obecnie przychodzi do nas lewacka zaraza”. Czytaj całość »

4.08.2017
piątek

Uczciwość państwa. Co zrobić, abyśmy polubili swoje państwo

4 sierpnia 2017, piątek,

Analizując przeróżne badania socjologiczne możemy stwierdzić, że obywatele najbardziej cenią sobie uczciwość. Oczywiście innych. A więc również państwa. Zastanówmy się zatem, jakie musi być państwo, by obywatele uznali je powszechnie za uczciwe i zaczęli je cenić? Nie chodzi przy tym o zawartość kodeksów prawnych czy konstytucji, ale o sposób funkcjonowania, szczególne na styku obywatel-państwo. Zaznaczmy od razu, że dywagacje te mogą nie mieć zastosowania do Polski, gdzie ciągle popularne jest powiedzenie „uczciwy, czyli głupi”. Czytaj całość »

1.08.2017
wtorek

Kościół katolicki budowa i funkcjonowanie maszyny

1 sierpnia 2017, wtorek,

Każda maszyna jest zbudowana w jakimś celu i jej funkcjonowanie zależy m.in. od materiału, z którego została skonstruowana, od rodzaju paliwa i jego dostępności, musi być odpowiednio smarowana, żeby nie doszło do zatarcia. Maszyna do szycia, pralka, odkurzacz zostały wymyślone w celu ulżenia pracy człowieka, w praktyce głównie kobiet. Maszyna, którą przedstawiam, też została stworzona w celu ulżenia życiu człowieka, pewnego rodzaju człowieka, do którego to rodzaju nie należy kobieta. W tej maszynie można odróżnić kilka warstw. Ta pierwsza to są ludzie, którym ta maszyna czyni życie miłym i przyjemnym. Czytaj całość »

29.07.2017
sobota

Spacer to zdrowie

29 lipca 2017, sobota,

Wiedziałam, że coś się dzieje, ale były inne ważne sprawy. Dziecko w wakacje, praca, co kiedy robimy, czy uda nam się wywalczyć czas na urlop. Ze zgiełku codzienności wyrwał mnie wywiad z rzecznikiem SN. Nie pamiętam, w jakiej telewizji (tzn. na pewno nie w TVPiS) i kto z nim rozmawiał. Rzecznik mówił rzeczy straszne bardzo spokojnym tonem. Nie było powodu, bym mu nie wierzyła – przecież widzę szczątki Trybunału Konstytucyjnego. Rzecznik powiedział m.in., że nie liczy na ludzi, którzy wyjdą na ulice w sprawie tak abstrakcyjnej jak Sąd Najwyższy, więc to, co się dopiero wydarzy, już jest faktem.

A później zaczęła się jatka w Sejmie. Obserwowałam ją z rosnącym zdumieniem. Bezpardonowy, arogancki żywioł na pięści, jakiego nie powstydziliby się kibole. „Zdradzieckie mordy”; Pawłowicz obiecująca pacyfikację mediów tuż po tym, jak przejmą sądy; bezczelność i bezwstyd Piotrowicza; kpiny z procedur. Zdałam sobie sprawę z tego, że jeśli PiS w takim stylu weźmie to, czego chce, czeka nas przyszłość równie bajeczna jak życie pod jednym dachem z radnym Piaseckim. Krótko mówiąc, poczułam nóż na gardle. I złość porównywalną do tej z października ubiegłego roku, gdy katoliccy fundamentaliści chcieli nam zgotować przymus rodzenia dzieci gwałcicieli. Czytaj całość »

25.07.2017
wtorek

Obywatelski dowód zbędności czarnej dziury nad Wisłą

25 lipca 2017, wtorek,

Mało brakowało, a napisałbym: „Czarne dziury i wszechświaty niemowlęce”. Ale nie napisałem – obraziłbym Stephena Hawkinga, a tego bym sobie nie wybaczył. Tak jak Kaczyński nie wybacza. Co do czarnych dziur, to chyba się nie obrażą. W każdym razie jak im się – z grzeczności i na wszelki wypadek – zada pytanie, to nie będzie odpowiedzi. Kościół katolicki. Nie inaczej – czarna dziura: wszystko pożre, nic nie wypuści poza horyzont zdarzeń. Jest z nami, Polanami, Wiślanami, Popielami i Mieszkami „od tysiąca pięćdziesięciu lat”. Dlatego te skutki: niewolnik pańszczyźniany jako dowód miłości bliźniego swego, pańszczyzna dziesięciodniowa w siedmiu dniach tygodnia – czyli „dzień święty święcić”, przemoc państwowa i domowa – czyli „czcij ojca swego i matkę swoją”, oraz czarna pedofilia endemiczna, czyli „nie pożądaj (…) ani żadnej rzeczy, która jego jest”. Oraz cała reszta.

Polska była przedostatnim obszarem Europy (Watykan – ostatnim, to jego pieczęć herbowa), w którym zniesiono niewolnictwo pańszczyźniane. Jak tylko się zaczął świeży wyzwoleniec, nie rzeczywisty jeszcze, bo dopiero nominalny, jakoś przymierzać do bycia człowiekiem i Polakiem – wcześniej Polak to był szlachcic, a nie żaden cham pańszczyźniany – natychmiast został przez ten Kościół katolicki najzajadlej i najbrutalniej zaatakowany za swoją bezczelność i uzurpację: człowiekiem wolnym, chamowi, być się zachciało! Historia Polski jest aż boleśnie gęsta od nieustających potępień Kościoła wobec pańszczyźnianych wyzwoleńców.

„Kościół zawsze z Narodem, Naród zawsze z Kościołem”. Tak gadają biskupi od rana do wieczora i noc całą. Obojętnie o co spytać, zawsze to się usłyszy. „Kościół do dobrego namawia, nie do złego”. Kościół jest od moralności i tego, no – Prawdy. A Prawda jest Jedyna. Pełna i nigdy żadnej innej nie było, nie ma i nie będzie. Jak nie „wartości chrześcijańskie” to tylko nihilizm i cywilizacja śmierci. Chińczycy, Indusi, Arabowie, Zulusi, Maorysi, Eskimosi, Neandertalczycy i ufoki się z tym zgadzają. Muszą, nie ma wyboru. Jak Jedyna Prawda, to Prawda. Taka prawda.

Kościół katolicki ma to w naturze – a natura dana jest od Najwyższego – że nieustająco cierpi. Za każdego i za miliony, i za miliardy. Złotych i euro. Kto zaś tak ładnie cierpi, będzie pocieszony. Tak mówią biskupi, a my im wierzymy. Nie da się nie wierzyć, bo podobno tak samo mówił ten, co żył 33 lata. A potem umarł, a jak umarł, to mu się po chwili poprawiło. Kościołowi też. Cierpiał – od komuny – więc mu się polepszyło: dwadzieścia parę lat działająca Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu zawracała Wisłę kijem – do Watykanu. A mówili, że tylko Chruszczow umiał rzeki zawracać. Cud boski! Komisja tak wspólna, że po obu stronach – ci sami. Sąd kapturowy, żadnej możliwości odwołania, żadnej możliwości kontroli. Ciało pozakonstytucyjne, poza wszelką uczciwością i przejrzystością. Czarna dziura: ciało idealnie sprzeczne z ideałami nieistniejącego frajera – Jezusa z Nazaretu. Idealnie spójne – dwadzieścia parę lat wytężonej pracy – z Kościołem kat. Nieruchomości, te same (jak się nieraz okazywało) po osiem razy zwracane Kościołowi, za pomocą siedmiu – co najmniej – przekrętów, a pewnie i więcej – cóż to za kłopot w takich warunkach zwrócić jedną rzecz 33 razy?

Kościół zawsze brał. Konkordat to maszyneria jednokierunkowego ciągu technologicznego: lista należności państwa polskiego wobec Watykanu i całkowity brak możności odwrócenia kierunku ciągu, albo choćby zatrzymania. O braniu za złotówkę, za 1 proc. wartości tysięcy innych nieruchomości – cóż mówić nie używając przekleństw? Należy się „od tysiąca pięćdziesięciu lat”!

Cóż mówić o wyimkach z reszty: o religii katolickiej rządzącej państwową szkołą, jej substancją i każdą głową? Po to przecież jest ta religia, żeby rozum i moralność porazić, by konkordaty i codzienne lenna były tego skutkiem. Jak mówić o corocznych transferach pieniędzy od państwa do Kościoła kat., które miały maleć – tak to sobie naiwniak minister Michał Boni wyobrażał – więc jak miały maleć, to są jeszcze większe? Cóż mówić o tysiącach posad dla członków kleru opłacanych przez państwowe instytucje i uczelnie albo państwowe czy samorządowe spółki, ale z całkowitym wyłączeniem się spod odpowiedzialności, co jest uwłaszczeniem się na Polsce? Co można innego powiedzieć, jak nie rzucić przekleństwem na zalegalizowane złodziejstwo i fundamentalną niemoralność zwaną „cywilizacją miłości”?

Właśnie sąd – znowu, co jest samo w sobie niesłychaną i ciągle szokującą ekstrawagancją, która po pisoidalnej reformie sądów szybko zniknie – skazał (po niejawnym procedowaniu) księdza-pedofila: ma wysłać do swojej ofiary prywatny liścik w którym – może, jak będzie miał uprzejmy nastrój – bąknie coś takiego: może to nie było całkiem grzeczne, ale cóż zrobić – takie życie, a ja dobrze chciałem.

Kazał sobie Kościół kat. zapłacić za te swoje wszelkie moralne i niemoralne straty: od komuny, teoretycznie. Bo jak wiadomo, z wielu przykładów tejże Komisji Wspólnej, co jest szyderstwem z pojęcia „wspólności” – katolickie państwo i Kościół wspólnie ograbiają Polskę. Jak już tak cierpiał od komuny, to pociechę w nieutulonym cierpieniu mógł znaleźć tylko w żądaniu wynagrodzenia za straty sprzed 200, 300 czy 500 lat. I to takie, które zadała nie komuna i nie Polska. Żądał na przykład zwrotu za kościół i klasztor w Gdańsku, który 500 lat temu sam sprzedał luteranom, bo gdańszczanie woleli Lutra od papieża. Komuna ma aż tak długie ręce, a każdy kto nie prawidłowy katolik to komuch – luteranin też.

Dzieje się teraz nad Wisłą niezwykle wiele, czasy są ciekawe, więc obyś w nich żył: wzorowi i zawodowi katolicy, Prawdziwi Polacy, czyli Prawdziwi Katolicy, Polacy Najlepszego Sortu kradną, znieprawiają, rozwalają Polskę. Obryzgują kłamstwem, gwałcą młodą demokrację, niedorosłą jeszcze obywatelskość. Czynią polityczną pedofilię. Jadosław – jak go trafnie nazwano, usiłuje zadać republice śmiertelne ukąszenie, a jego żmijowe plemię dławi się od nadmiaru trucizny, więc usiłuje kąsać każdą szyję. Codziennie, co godzinę, w każdym miejscu Polski i na forum publicznym, stają kwestie dobra i zła, uczciwości i znieprawienia, faktów i kłamstw, zasad jasnych i zasad ciemnych, czystości i łotrostwa. Nieograniczona przestrzeń dla działania moralnego. Nieograniczona przestrzeń dla przypominania zasad i cnót co je nazywają „ewangelicznymi”. Nieograniczona konieczność stanowczego, jasnego, wszędzie słyszalnego głosu uczciwości. Robota – dzień i noc – dla każdego biskupa, dla każdego członka kleru i dla każdego poczciwego katolika. I co? Jajco – czarna dziura! Kościół katolicki, ta wielka, ponad wszystko, instytucja, działający mocą tzw. Ducha Świętego, wszelkich największych cnót i świętości, zespawany w jedno z Narodem, a Naród z Kościołem – nieobecny! Nie ma go, zniknął, zapadł się pod ziemię, skurczył się do rozmiaru czarnej dziury. Żadnego mocnego, konkretnego i koniecznego głosu. Ba! – głosu, co do którego jest, wedle własnego oświadczenia, jedynym uprawnionym! Moralność-prawda-uczciwość-dobro wspólne! Czyli Fidel i rewolucja! Nie ma Kościoła, wyparował z Polski! Cóż za święto wolności, fiesta obywatelska i taniec na ulicach, cóż za święto niepodległości! Po tysiącu lat z okładem – nareszcie!

Ale przecież wiemy, jak będzie. Będzie jak zawsze było. Znaczy, wie każdy, co miał w szkole kurs fizyki i jest właścicielem własnej głowy: nieograniczenie mała, nędzna i żadna czarna dziura ma nieograniczenie wielką siłę grawitacji i nienasycalny apetyt. Wyczołga się z niebytu ta sama czarna łapa, wylezą te same lepkie i czarne tłustości, zaświecą się te same wprawione w mamieniu oczka i zażądają od obywatela zapłaty za niewykonaną usługę. Pieniędzy za nieobecność, za zaparcie się, wyparcie i zdradę. Zdradę człowieka i samego Jezusa, skoro się doń nieustannie odwołują.

I gorzej jeszcze: gdyby mieli znieprawić Polskę jawni zbóje, byłoby pół biedy. Ale tu nie ma złodzieja w swoim fachu uczciwego, co się przyznaje do złodziejskiej roboty, ale jest złodziej czarny w duszy, a dobrotliwy na gębie, który powie, że przyszedł łączyć i błogosławić i dobrą nowinę głosić. Dla czarnego złodzieja, „od tysiąca pięćdziesięciu lat” nowina zawsze dobra.

Jesteśmy świadkami czegoś eksperymentalnego. Czegoś co bodaj pierwszy raz się zdarzyło: w przestrzeni publicznej występują wyłącznie obywatele! Motywowani cywilnymi i świeckimi wartościami oraz duchem wspólnotowym i etyką własną, a nie kościelną nędzą. Ta nasza obywatelskość i odważna wolność, wedle orzeczeń biskupów i ich polityków to jednak czysty nihilizm i cywilizacja śmierci! Tak więc już wiemy mamy czarno na białym, co są warte te potępieńcze biskupie i polityczne słowa: ten rzekomy nihilizm to najlepsza część nas samych.

To oni – obywatele, to my, widzimy i przeciwstawiamy się niemoralności, kradzieży prawd, praw i języka; kłamliwej i szerzącej fałszywe świadectwa podłości władzy złożonej z samych wzorowych katolików i trzymającej zespawaną sztamę z Kościołem kat. Nie ma wśród obywateli jasnych obywateli czarnych strojem i duszą.

Widać to jak na dłoni: obywatelom Kościół kat. do niczego nie jest potrzebny, w niczym pomocny, a we wszystkim szkodliwy. By odróżnić dobro od zła, wystarczy być człowiekiem, wystarczy rozum, etyka wolna, a nie katolicka moralność. Nie ma ani przed Sejmem, ani przed siedzibami sądów i przed domem tego, co wyryczał: „mordy zdradzieckie, mordercy i kanalie!”, żadnych procesji, żadnych dzwonków, kadzideł, feretronów i monstrancji w uroczystych pochodach ku czci prawdy, dobra i wolności człowieczej. A jeśli są, to pośród tych, co mają comiesięczny monopol na sianie zła i jadowite kąsanie, na którym zbili katolicki kapitał do rządzenia Polską. Kościół katolicki dał widowiskową demonstrację własnej zbędności w nowoczesnej Polsce i całkowitej uzurpacji w swoich mniemaniach i w swoich żądaniach.

To trzeba mieć w rozumie i w obywatelskim fundamencie: w czasie weryfikującej próby nie ma Kościoła kat. Są tylko obywatele. Polsce Kościół nie jest do niczego potrzebny, a jeśli jakiemuś Polakowi – niech będzie prywatnie. Jest tylko odwrotna potrzeba: Kościołowi potrzebna jest Polska i jej Polak: poddany szantażowi, karmiący się iluzją, oddający wszystko, co ma i więcej, swoje i nieswoje własnemu gnębicielowi i deprawatorowi. Zobaczmy, zostało to nam przedstawione demonstracyjnie i wyciągnijmy z tej lekcji konieczne wnioski. Skoro się chcemy wyzwolić od złej władzy politycznej – wyzwólmy się od tego, z czym jest ona zespawana – od Kościoła kat. Zła władza polityczna zasadza się na złej władzy Kościoła kat., a zło Kościoła jest wspierane przez złą władzę polityczną. Pojmijmy tą lekcję najpierwszą i jej nie zmarnujmy, bo to lekcja życia: wyzwolenie połowiczne nie istnieje, to ułuda, która – nierozpoznana – nieustannie się mści. Każdy dzień pokazuje, jak bardzo niepotrzebny jest Kościół, który jest czymkolwiek więcej niż prywatną ostoją zagubionego człowieka.

Idźmy za tym dowodem, który sami przeprowadziliśmy, przejdźmy całą drogę. Odnajdźmy siebie. Dojdźmy tam, gdzie są państwa obywateli, czyli państwa demokracji.

Na koniec, dla porządku odnotowania:

1. Jest głos biskupa, taki:

„Nie zgadzam się ze stylem podejmowania fundamentalnych rozstrzygnięć dla naszej Ojczyzny”. „Co takiego dzieje się, że reforma jest przeprowadzana w takim trybie, który pomija możliwość konsultacji społecznych?” „Dlaczego Sejm przypomina oblężoną twierdzę z płotami, policją, armatkami wodnymi, tak jak za czasu stanu wojennego? Przecież żyjemy w wolnym kraju, jesteśmy członkami Unii Europejskiej, NATO, nie grozi nam wojna. Dla mnie takie tempo prac usprawiedliwione byłoby jedynie w wypadku zagrożenia wojną”.

I na koniec to, co biskupa całkiem demaskuje: „system wartości narzucony poprzez »Kościół większości« jest nie tylko niezgodny z konstytucją, ale też wbrew nauce Kościoła katolickiego”.

Tak jest – to nie biskup katolicki! To biskup kościoła ewangelicko-augsburskiego w Polsce Jerzy Samiec tak wrednie gada. Ale przecież wiemy, od samego Świętego Ojca Świętego: oni nie mają pełni środków zbawienia. To taki lipny Kościół, gorszego sortu. Albo najgorszego, jak wszyscy niewyznawcy biskupów i jego Kaczyńskiego.

2. Głos dał inny biskup. Prawidłowy, chociaż nie jest to raz na zawsze pewne – Pieronek. Tako rzekł o wrzasku Kaczyńskiego w Sejmie: „Te słowa są tak obrzydliwe, że każdy człowiek, który ma jakiekolwiek rozeznanie moralne i estetyczne, wie, co o tym myśleć. A jeżeli ktoś zarzuca zbrodnię całej formacji politycznej, nie mając na to dowodów, to jest to już sprawa karna”.

Pieronek wie, jak jest, bo jest fachowiec w branży, większy niż Duda z byle doktoratem: profesor nauk prawnych. Byłyby te słowa cokolwiek może warte, gdyby nie to, że on często gada co popadnie, a nawet znacznie gorzej. To Pieronek oświadczył na temat Izabeli Jarugi Nowackiej, broniącej tych tak ograniczonych praw kobiet do decydowania o sobie i o ciąży: „To feministyczny beton, na który kwas solny nie pomoże”.

Skoro się zgadzamy, że w Smoleńsku był zamach i prezydent poległ, to musimy się zgodzić, że kwas solny Pieronka pomógł na Nowacką, która była w tym samym samolocie. A poza tym, Pieronek wyraził swoją prywatną opinię, a nie żadne „stanowisko Kościoła kat.”. A co Pieronek gada – widać.

3. Jak już wolni obywatele zmusili Dudę do odmowy podpisu na dwóch papierach, obudził się jeden biskup – rzecznik Episkopatu: „Należy mieć nadzieję, że zwycięży faktyczna troska o państwo i praworządność. Nie jest to łatwe zadanie, ale – jak mówi Ewangelia – komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie”.

Jeden obudzony obudził i drugiego: „Abp. Stanisław Gądecki w liście do prezydenta zwrócił też uwagę na zasadność trójpodziału władzy. Przypomniał słowa Jana Pawła II, który stwierdził, że władza sądownicza powinna być równa władzom ustawodawczym i wykonawczym. Papież stwierdził, że każda władza ma określone kompetencje, żeby jedna nie dominowała nad drugą, ponieważ jest to gwarancja prawidłowego funkcjonowania demokracji”.

To jakoś bezbrzeżnie smutne w tym całym cynizmie gadania: Wojtyła, który całkiem wziął i zniknął, albo inaczej – wyprodukował tych biskupów i tych wzorowych państwowych katolików, teraz został wyciągnięty z muzeum niepamięci i zagadał z Domu Pana. Wojtyła, który patronował temu złodziejskiemu przeflancowaniu Polski na państwo przykościelne, Wojtyła, który nie gromił tym swoim trójpodziałem władzy, gdy działała Komisja Wspólna, w znieprawieniu, ale transferująca Kościołowi wszystko, na co miał ochotę i co do czego łgał. Gądecki obrzydliwie zagadał Wojtyłą – cóż za potwarz dla moralności i dla rozumu!

Gdyby wziął i pomyślał, gdyby miał w sobie dobro, uczciwość i moralność, nie przechrapałby całego protestu obywateli, nie przespałby całego procesu rozwalania konstytucji i Trybunału Konstytucyjnego. Nie przekimałby tych niemal dwóch lat pomówień, kłamstw i bluzgów katolickiej władzy. A ponieważ i cała reszta biskupów tak nie zrobiła, to jasne jest, co zrobili. Teraz produkują fałszywe weksle.

Jutro się niechybnie dowiemy, że sukces obywateli stał się możliwy tylko dlatego, że biskupi, że Święty Ojciec Święty i Maryja jego. Wyciągną te sfałszowane weksle – jak robili to od czasów rzymskiego Konstantyna – i zawołają jak zawsze: a mówiliśmy! Kościół zawsze z Narodem! A na zapleczu ciche żądanie: płacić! Powiedzmy więc im to, co powiedział Kaczyński w Sejmie do posłanki z opozycji: won! Łatamy dziury w czarnym asfalcie, z pomocą Unii, pozbądźmy się i tej czarnej dziury, ojca wszystkich dziur.

To jest esencja Kościoła i to znaki jego niepotrzebności. To jego nieusuwalny fundament, herb jego sprzeciwienia się powadze, dobru wspólnemu, podmiotowej wolności i prawdzie. To przeciwieństwo obywatelskości pomyślności i konieczności: wolnej Polski i wolnego, sobą władającego Polaka.

Tanaka

23.07.2017
niedziela

No dobrze, ale co dalej?

23 lipca 2017, niedziela,

Stan aktualny: ogromne, postępujące rozwarstwienie gospodarcze społeczeństw. Warstwa posiadająca jest coraz bogatsza z kilkunastoprocentowym przyrostem ilościowym i ujemnym przyrostem naturalnym. Reszta jest coraz biedniejsza z coraz większym przyrostem naturalnym, dodatkowo napędzającym biedę. Za wyjątkiem niewielkich enklaw cały świat opanowała gospodarka rynkowa. Powstały globalne koncerny/holdingi z kapitałem często większym niż niejednego średnio zamożnego kraju. Największym koncernem w sensie posiadanego kapitału oraz globalnego zasięgu jest Kościół katolicki. W wielu krajach posiada on uprzywilejowaną pozycję, co skutkuje zwolnieniem od wszelkich podatków i opłat oraz brakiem jakiejkolwiek kontroli. Jest on szczególnie aktywny w okolicach konfliktowych. Ze wszystkich i zawsze (jak np. z drugiej wojny światowej) wychodzi zwycięski, bez skazy i bardzo bogaty. Czytaj całość »

19.07.2017
środa

Nienawiść państwowa, wiara państwowa

19 lipca 2017, środa,

Obiegła Polskę i pół świata relacja filmowa z Sejmu. Kaczyński wykrzyczał z mównicy pod adresem opozycji: „Wiem, że boicie się prawdy!”. I dalej: „nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata!”. I wreszcie: „Zniszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami!”. Powiedzieć „wykrzyczał” to nic nie powiedzieć. Widzieliśmy te płonące nienawiścią oczy i nienawiścią zabijające, widzieliśmy – co – usta? Nie – nazwijmy to należycie, zgodnie z nomenklaturą już państwową – mordę wypróżniającą głowę z ciśnienia nie do utrzymania, widzieliśmy te ręce młócące powietrze, głodne tłuczenia w te opozycyjne mordy zdrajców i morderców, zobaczyliśmy takiego Kaczyńskiego, jakim się stał. Zajrzeliśmy mu na dno duszy. Zobaczyliśmy tego, kto jest – najdosłowniej – fundamentem oficjalnej Polski. Państwa i jego emanacji. Czytaj całość »

17.07.2017
poniedziałek

Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. To masz i patrz

17 lipca 2017, poniedziałek,

UFO JEST. Co widać na obrazku. Każdy widzi, jak jest. [Ale to nie koniec widzeń]

Fot. Tanaka

„Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” – powiedział Jezus uczniom. Tak mówią, że powiedział. Jak już tak mówimy co powiedział Jezus, powiedzmy całą prawdę: Jezus powiedział to na okoliczność wątpiącego ucznia swego, Tomasza. Tomasz jakoś nie bardzo był przekonany, że Jezus to Jezus. Przecież został ukrzyżowany, osiem dni wcześniej, znaczy się nieżywy, już go nie ma, nul, a tu co – znowu Jezus? Semper vivus, in vino veritas i tak dalej? Jezus, który wtedy strasznie dużo mówił, a przez ostatnie 2 tysiące lat ani słowem się już nie odezwał, rzekł Tomaszowi w te słowa: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”.

Tu się człowiekowi poczciwemu zaraz portki trząść zaczynają na straszne podejrzenie: Jezus nie wiedział, co mówi! Jak ktoś się dowiaduje jak jest, przestaje wierzyć. Nie da się wiedzieć i wierzyć w to, co się wie. Wiedza znosi wiarę: wiem, że Jezus ma dziurę w boku, wiem, że Jezus to Jezus, a ponieważ Jezus, to JEST Jezus. A nie, że „Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami”. Całe wyznanie wiary na nic. A co to by było – „wyznanie wiedzy”? Jak to co? – każda klasówka jest wyznaniem wiedzy. Oraz areszt wydobywczy.

Jezus nie odróżniał wiary od wiedzy, a niewierny Tomasz ma błędnego nicka: nie zdecydował się wsadzić ręki do dziurawego boku Jezusa, wybrał wiarę, a nie wiedzę. Czuł bowiem, że jak się dowie, zniszczy w sobie wiarę: wiem, że dwa razy dwa jest cztery. Nie mogę wierzyć, że dwa razy dwa jest cztery, a nawet nie mogę wtedy wierzyć, że dwa razy dwa jest sześćdziesiąt dziewięć. Oprócz tego, że sześćdziesiąt dziewięć jest grzeszne, o czym poucza każdy ksiądz na naukach przedmałżeńskich. Jemu wierzymy.

Z drugiej strony – Jezus tak Tomasza zachęcał, żeby go zniechęcić, a Tomasz lękał się wiedzy i był konformistą: skoro inni apostołowie wolą nie wiedzieć, to co ja się będę wychylał? Tomasz w ten sposób uratował Jezusa i całe chrześcijaństwo: bój się wiedzy, ciesz się wiarą i niewiedzą.

To stara sztuczka pacząca rozumy: weź i sprawdź, ale jak się do sprawdzania weźmiesz, okażesz się nędznym typem małej wiary i kandydatem na zdrajcę. Zostaniesz potępiony przez społeczność już wcześniej należycie na rozumie i woli spaczoną, będziesz czarną owcą. Działa to i dziś, z doskonałym skutkiem: od siedmiu już ponad lat co miesiąc zbliżamy się do Ostatecznej Prawdy i ciągle droga przed nami. Dojść się nie da, ale wiara w dojście brana jest za dojścia dowód. „Pan Jeeezus już się zbliża, już pukaaa do mych drzwi, pobiegnę gooo przywitać, z radości serce drżyyyyyyyy…!” – śpiewa każde przedkomunijne dziecię i przedpogrzebowe – też dziecię. Jezus się nieustająco zbliża, a dziecię nieustająco pobiegnie. Wszystko to przyszłość. Tuż-tuż, ale jeszcze nie teraz. Wiara w wiarę jest mylona z wiarą: „Boże, choć cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję” – to najwyższego rzutu wyznanie, które jest wewnętrznie puste: miłować absolutnie coś, co jest absolutnie niepojmowalne. Nie da się wierzyć wprost, można natomiast wierzyć w wiarę i nieustannie o tym gadać. Jezus się w ogóle nie odzywa, więc nieustannie gadają biskupi, wszystko zagadując. Kto siedzi cicho, sam sobie szkodzi, dlatego z Jezusem wygrywa Święty Ojciec Święty. Ale i on się przestał już odzywać, więc wygrywa z nim jeszcze świętszy, który się do Prawdy już całkiem zbliżył. A reszcie – ubliżył. Taka świętość.

Wyznawcy tak mają: niby wierzą i nic więcej im nie trzeba, ale ciągle muszą sobie produkować dowody na to, w co wierzą. Nie potrafią wierzyć w Jezusa bez krzyżyka i portretu, na którym widać, że to elegancki, przystojny i błękitnooki blond celebryta. Niby w jego ojca wierzą, ale żeby wierzyć muszą czytać, że się przechadzał po raju, że machał rączką, że osobiście ciskał głazami rozkwaszając na miazgę tego i owego, a najwięcej – dzieci, które są milusińskie, nasze i które wszystkie bardzo kochamy. Co się poznaje po każdym biskupie i jego Chazanie: dziecko poczęte i tak dalej – nie oddamy ani guzika.

Że co, że wyznawcy Allaha nie muszą mieć ani obrazków ani dowodów? Wolne żarty: obfitość tekstów i inskrypcji pisanych wielkimi, ozdobnymi i rozmalowanymi literami, śpiewy pięć razy na dzień, przepych świątyń, pałaców, ogrodów, dywanów i urządzeń wszelakich; wielkie i małe zwycięstwa nad niewiernymi – to dowody na istnienie rzeczonego. Każdy islamista-terrorysta, odpalając RPG-7 w kierunku niewiernego czołgu, śmigłowca albo kobiety z dzieckiem głośno wrzeszczy: Allah akbar! Ma dowód, jak nasi: Pan Bóg kule nosi!

To jest bardzo ciekawe: w Fatimie, roku pamiętnego – i wybitnie sejmowego – 1917, Słońce fikało na niebie koziołki, odstawiało esy-floresy i salto mortale. Widziało to ze 100 tysięcy ludzi. Czyli wiedzieli jak jest: Matka Boża jest, Jezus jest i Ojciec jest – dowód na istnienie bezpardonowy. Ponieważ Pan Bóg kule nosi, to nie doniósł żadnego aparatu fotograficznego – mimo że Maryja zapowiedziała przedstawienie z solidnym wyprzedzeniem, ani kamery, które już wtedy obficie pokazywały świat i jaki on jest. Pierwsza wojna światowa była pierwszym takim wielkim wydarzeniem w dziejach obficie na zdjęciach i filmie zarejestrowanym. Ale nie Maryja i jej fikające słoneczko. Z tą samą Maryją w 1920 roku było tak samo: fruwała i przerażała, a tysiące siedziały i patrzyły na to przedstawienie. Wiemy jak było, bo tak mówią. Ale nie wiemy, jak było, bo nie ma zdjęcia, a każdy porządny prawnik wie, że najtrudniejszy jest dowód ze świadka. Od dzisiaj wszyscy prawnicy są porządni, pozostali siedzą. W każdym razie nie tam, gdzie siedzieli dotąd.

Teraz każdy robi sobie słitfocie i od razu wiadomo: Jezus on, czy szatan. Istnienie smartfonów psuje każdy dobrze zaplanowany cud, co znaczy, że smartfon to kultura śmierci. Chyba że używa go biskup. Cudowne będzie to, że jak się jaki cud znowu zdarzy, to nie będzie przy tym żadnego smartfonu biskupa, fotoreportera parafialnego, ani nawet Paris Hilton. Będą się zbliżać, ale niewystarczająco. Ale głód dowodu zostanie zaspokojony: ksiądz przyniesie, po kolędzie, śliczny i adekwatny obrazek.

Żeby, w tej trudnej sytuacji, poinformować PT Publiczność Światową, jak JEST, dowód na istnienie UFO powyżej się przedstawia. Ale zaraz, jakie UFO? Patrzysz i widzisz jak jest: to nie żadne tam, panie, UFO, ale Najwyższy, we własnej osobie, wisi i świeci niczym odpowiednia żarówka. Jest dowód, nie do obalenia!

Tanaka

14.07.2017
piątek

Czym się zajmuje francuski góral w Alpach?

14 lipca 2017, piątek,

Ulotka, którą mi podsunął góral w swoim chalet: JAK ODNALEŹĆ SENS POLITYKI W ZMIENIAJĄCYM SIĘ ŚWIECIE? Pytanie o sens życia

Od 50 lat kwestia sensu zaczęła powoli znikać z politycznej debaty. Polityka staje się po prostu zwykłym administrowaniem, i w coraz szerszym zakresie raczej gwarantuje interesy jednostkowe, jest bardziej obrońcą indywidualnych i osobistych praw niż inspiracją dla tworzenia wspólnotowych projektów. Wzrastające bogactwo materialne społeczeństwa konsumpcyjnego przyczyniło się do odsunięcia na drugi plan kwestii sensu. Jednak ideał konsumpcji, osiągania zysku, produktywności, otwartych przez cały tydzień marketów, nie zaspokaja najgłębszych aspiracji człowieka, którymi są realizowanie się jako osoby w łonie solidarnej wspólnoty. Do tego dochodzą ważne ewolucyjne czynniki, które określają nasz stosunek do politycznej wspólnoty. Nowoczesność prowadzi do stopniowego wyłaniania się nowego sposobu bycia, takiego, że każdy stwarza sam dla siebie własną wizję sensu, niezależną od tradycyjnych autorytetów, które wcześniej dostarczały wskazówek i pokazywały kierunki. Czytaj całość »