Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

24.01.2017
wtorek

Otorbienie szkliste celem likwidacji

24 stycznia 2017, wtorek,
Szare korytarze. Szare ściany. Szare biurka, dywany i meble. Wszystko szare. Takimi to szarymi korytarzami przemyka sobie szeregowy szary pracownik. Z Polski.
– Idziesz z nami na kawę? – pyta Grupa, czyli Reszta. Niechętnie, ale szarak nie pokazuje. Idzie. Bierze możliwie najmniejszą z obrzydliwych kaw. I się zaczyna.
– Słyszałem/łam, że u was w Polsce (tu wstawić dowolne najświeższe dokonania polityczne PiS).
W szarym otoczeniu pojawia się czerwony akcent. To twarz tego szeregowego. Z Polski. – Ale ja na nich nie głosowałem/łam – piszczy mysim głosikiem, który natychmiast tonie w dźwięku łyżeczek mieszających w filiżankach. – Oni mieli tylko 19 proc. poparcia. Bo to jest tak… – teraz z kolei fioletowieje od tłumaczenia na bezdechu.
Tak to właśnie wygląda. Nasza chata nie jest z kraja. PiS-owi się wydaje, że wszystko zostaje na naszym podwórku, a takiej Komisji Weneckiej czy Europejskiej można klimkiem w twarz. Nie. Wszystko jest na bieżąco analizowane, śledzone i dokumentowane.
„Otorbienie szkliste celem likwidacji” to cytat z „Edenu” Lema. Co może innego zrobić szarak na emigracji bombardowany wieściami z Polski i zgryźliwymi komentarzami Obcych, niż odciąć się, zapomnieć, udawać, że nie wie, zdusić w sobie, otorbić się wewnętrznie, bo inaczej dostanie apopleksji? Wyśmiać? Działać? Demonstrować?
Pani premier, jak żyć?
Nefer

19.01.2017
czwartek

Od rzemyczka do koniczka. Krótki przegląd afer i aferek

19 stycznia 2017, czwartek,

Rok 1990 zastał Polskę gminną, miejską i wojewódzką jednolitą terytorialnie, choć podzieloną przez system klientelski, dobrze wpisujący się w sieć zależności mieszkańców od mianowanych władz. Mieszkaniec-petent zależny był (niezależnie od stopnia jego „czerwoności”) od urzędnika mianowanego przez lokalną wierchuszkę partyjną. Pomimo zmian w prawie, pomimo „reformy Wilczka”, „reformy Balcerowicza” i ustawy o samorządzie terytorialnym klientelizm, wraz jego pochodnymi – nepotyzmem i kumoterstwem – istnieje do dziś, a w epoce „dobrej zmiany” ma się bardzo dobrze. Ba – nigdy tak dobrze jak dziś się nie miał. Czytaj całość »

16.01.2017
poniedziałek

Budowniczy wizjoner

16 stycznia 2017, poniedziałek,

Był Dom, duży Dom. No może średni, bo na świecie są domy większe i mniejsze. Niegdyś ten Dom był zaniedbany, ze złuszczoną fasadą. Okna nieszczelne, windy zepsute albo ich brak, brudne schody, niemalowane klatki schodowe, niesprawne centralne ogrzewanie… Można by tak ciągnąć. Ale mieszkańcy tego Domu postanowili wziąć w swoje ręce swój los i los Domu. Czytaj całość »

12.01.2017
czwartek

Polskie wartości narodowe: kłamstwo

12 stycznia 2017, czwartek,

Kłamstwo jest obecne wszędzie. Nie da się funkcjonować w sposób krystalicznie pozbawiony kłamstwa. Taki człowiek: marny, garbaty, śliniący się i kłamiący. Tak go stworzył tzw. Bóg Wszechmogący. Po naszemu: Olmajty. O tym, że Bóg Wszechmogący wszystko wie, każdy wie. On też. Dlatego, będąc Światłym Ustawodawcą w swojej mądrości nie wstawił w swoją konstytucję – 10 przykazań boskich – zakazu kłamania. Nie wsadził zakazu łgania w ustawę pt. Siedem grzechów głównych. Nawet gdyby wsadził, byłoby to i tak bez znaczenia: kto zna biskupa, który nie ma w sobie – wręcz demonstracyjnej – pychy, nie jest chciwy, nie unosi się gniewem, nie znać go z zazdrości albo nie obżera się aż po otłuszczenie wątroby, serca i tętnic? Czytaj całość »

3.01.2017
wtorek

Prezydent jak skała, ksiądz jak baranek

3 stycznia 2017, wtorek,

Kiedyś w szkole średniej napisałam wypracowanie na temat: „Konfrontacja marzeń z rzeczywistością w życiu głównego bohatera powieści Josepha Conrada pt. »Lord Jim«”. Nie było to jedyne wypracowanie w mojej szkolnej karierze, ale akurat tytuł tego utkwił mi w pamięci. Już w drugiej klasie liceum rzeczywistość dawała w kość pozwalając przeczuwać, że będzie jeszcze gorzej. Z biegiem czasu pakiet marzeń młodzieńczych poszerzył się m.in. o oczekiwania wobec państwa. Jako zupełnie przeciętna obywatelka mam swoje wymagania i pragnienia związane z jego funkcjonowaniem zdając sobie sprawę z tego, że nie ma idealnych systemów rządów ani tym bardziej polityków.

Rządy PO-PSL, zwłaszcza druga kadencja, pozostawiały sporo do życzenia, ale od kiedy PiS przejął władzę, moje prywatne poglądy na temat zarządzania państwem rozjeżdżają się z rzeczywistością jak nogi początkującego łyżwiarza. Czytaj całość »

30.12.2016
piątek

Szopka noworoczna: w krainie Podknutków

30 grudnia 2016, piątek,

Teatrzyk pod Anumlikiem

ma zaszczyt przedstawić szopkę noworoczną:

W KRAINIE PODKNUTKÓW

 

PROLOG

Siedzi podknutek przy żłobie.
Nie siedzi ku żłoba ozdobie
lecz siedzi – jak każdy podknutek –
by śpiewać na jedną PiS-nutę:
Chcemy Żoliborza od morza do morza!
Chcemy Żoliborza od morza do morza!
Chcemy Żoliborza od morza do morza!

 

KIEJKUTA SPELAEA

Wychynęła z CeBeA
Kiejkuta Spelaea
Hieni pysk w ciup zwinęła
i kwiknęła: Do dzieła!
Grają stare szlagiery
Mariusza bulteriery:
Cele już wymościły,
miejsc szereg na mogiły
zbiorowe wyznaczyły –
tak schludne
jak jaja Mariusza
w Paryżu rzucone na Kwacha.
Felka Kleina flacha
nie pomieści zmian,
jakie w ramach dobrej zmiany
Kiejkuta Spelaea
wszystkim wywinęła.

CHÓR:

Hop, siup, tra, la, la.
Tutaj rządzi CeBeA!

[Wchodzi Komisja Wenecka]

 

CHÓR:

Leniwie zlazła z zapiecka Komisja Wenecka.
Załamała rączęta – Trybunał, rzecz święta –
nad knujem (nie rymujem knuja, mać jego chadecka!)
i zapodawszy sankcje, pręgierze oraz inne pęta,
odlazła do Scuola Grande della Carit(i)a.

 

KNUJ [kryjąc szczerby ziewnął z satysfakcją]:
O ojcze na toruńskim torcie! O Santa Maryja!
Póki Jewropa Jewropą, zbój knujem, pozostaję z racją.

KURTYNA

 

AKT I

BALLADA O ZJEDNOCZENIU

Czujny – jak zwykle – Podknutek, co za prezesem się szlaja,
Ściągnąwszy gacie przez głowę (i mając baczenie na jaja)
Wypiął na świat swoje dumne, w marmurze kute pośladki,
I krzyknął: Czniam was ponuro i wasze ponure czniam matki!
Prezesa nie czniał Podknutek, choć prezes nim poniewierał:
Stroił w wesołe się szmatki, gdy prezes go do dom zabierał,
Czcił kota nabożnym czczeniem, choć kotów nie lubił szczerze.
Grzał wodę na kataplasty, a czasem prezesa grzał leże.
Choć czekał na zjednoczenie, prezesa nasz pantoflaczek,
Zjednoczenie, gdy przyszło, wrąbało Podknutka w krzaczek.
Z krzaczka wychynąć zdążyły pośladki w marmurze kute,
Szepnęły – wyczniawszy złe matki – wszystko jest jadem zatrute.

 

CHÓR:

Na manekinie nie wartym dwa grosze
Zawiesił naczelnik brosze.
To nie moja brosza – odęła się brosza,
Nastroszona jak kokosza.
Już mi, naczelniku, oklapło i zbrzydło
Robić za Szydło.
Uwagę mamić, lśnić w lichej pozłotce
Na Abdery ciotce.
[Ciotka z rozpędu, ze skrzydeł łopotem, o gwardię się naczelnika rozbiła pod płotem].

 

BALLADA O POSŁANCE PAWŁOWICZ

Pawłowicz wstała od postnego stoła;
jak zwykle lewą nogą wstała. Woła:
Paszoł won, Fransie, bo jak żubr mój wstanie,
to żubrówką popije ciebie na śniadanie.
– Po takim cocktailu – wyseplenił Fransik,
Urządzimy żubrom mejd Jeurop seansik.
Francuską żytniówką zatkamy rezerwy;
Nie będzie żubr polski szarpać nas za nerwy.
Pawłowicz bez dolarka ugniata chuć chama.
Fransik bez woli woła: niezła z ciebie dama!
Dama, wkręcając mu w rzyć ptifiurkę tyrolską
Woła cienkim dyszkantem: To dla ciebie, Polsko!

 

CHÓR:

Chcemy Żoliborza od morza do morza!

 

WALCZYK KARAKALCZYK

Walczyk na cztery skrzydła
W dzień krótki
Walczyk
Wylazł z monidła
Kruchutki
Walczyk
Mój Karakalczyk
Malutki
Rozpędzi zdrajców od Tutki
Z napędem na cztery wódki
Walczyk.

Malczyk
I bez pokropka zdrowiutki
Malczyk
Robota ręcznej robótki
Malczyk
Na me zmartwienia i smutki
Mój Karakalczyk
Malutki
Gnany na bój na wyprzódki
Przez ruskie – ach! – prostytutki
Malczyk.

Widelczyk
Krasnaja wiłka obrony
Widelczyk
Troszeczkę tylko czerwony
Widelczyk
Francuski wyrzut sumienia
Amerykańskie marzenia
Mój Karakalczyk zębaty
Widelczyk
Zamiast armaty
Walczyk.

KURTYNA

 

AKT II

BALLADKA KRÓTKA O LOSIE PODKNUTKA

Siedzi pod knutem Podknutek;
I choć ma zęby nadpsute,
Uśmiechem trzyma panienkę,
A ona go trzyma za rękę.
Ręka Podknutka malutka,
Głowa Podknutka krąglutka.
Panienka mu wieszczy karierę,
Gdy wyjdzie Podknutek przed szereg.
W szeregu przytulnie i ciepło.
Ni niebo nie grozi, ni piekło.
Fiolety, purpury, medale
Nie cieszą Podknutka dziś wcale.
Umierać on nie chce z ochotą
Za Polskę, ni srebro, ni złoto.
Pod knutem Podknutek panience
Szopena by grał w cztery ręce.
Ułany i złe szwolyżery
Do ścieku by spuścił – cholery.
Niestety, Podknutka robótka
Ambicjom panienki za krótka.
Panienka go ma za gieroja,
O, matkosz ty śmieszna, ty moja.

 

CHÓR:

Wernyhor z Wernyhorą,
Nie dość magiczną porą,
Ku nie dość mrocznej Łomży,
Przez śniegów zaspy dąży.

W dali majaczy knieja,
Z niej głosik Putin-Beja
Z głosem Stankiewicz Ewy
Miazmatne tka wyziewy:

Najważniejszy – o zbrodni –
Utkał się miazmat przechodni.
O klęsce z ponad Stołu
Popełnionej pospołu

Przez solidarów-komunę,
Co dała im fortunę
Uwłaszczając bandytów;
Z zacnych – czyniąc najmitów.

Antoni nie odpuści,
Choć z kija, a popuści:
I ze smoleńskiej tutki
Spuści dla PiS-u dutki.

Tkają z dutków pisiory
Patryjotyczne love story
Tak długo będą tkać,
Aż reszta krzyknie: „Psia mać

Poszły wy do cholery,
Bohatery mohery!”.
Putin-Bej z Wernyhorą
Uchodzą magiczną porą

KURTYNA

 

AKT III

KOT PREZESA:

Dobrze, że matka natura zrobiła ze mnie kocura,
powiedział prezesa kot zagnawszy mysz pod płot.
Na to Porządek Wszechrzeczy: I myszy są w mej pieczy;
A kiedy lezą do sera, w pudło chowam Schrödingera.

CHÓR:

Załatwiliśmy Leppera
Zapudłujem Schrödingera
Hop siup, tra la la
Tutaj rządzi CeBeA

[Chór wraca do Wernyhorowstwa, śpiewa]

 

CHÓR:

Wernyhor z Wernyhorą,
Mocno magiczną porą,
Dążą przez mroczny Grzegórz,
Gwiazdy nad nimi i kurz.
Z mroku zwiewnej zasłony
Wychynął Matejko – zbudzony
Pogłosem, co na puszczy
Puha dla ruskiej tłuszczy.
Łknąć by chciał, lecz go w dyby
CeBeA zakuł. Na niby?
Nie łkaj Matejko, twe łkanie
Na nic się zda. Zostanie
Popiół jeno i zamęt.
Żaden Norwida dyjament
Nie zalśni w twym firmamencie,
Gdy cię pogrąży w otmęcie
Prezesa panslawizm czysty,
Podlany majakiem artysty.

[Zmieniając nastrój, chór śpiewa]

 

CHÓR:

Zapudłowalim Piniora
Zamkniemy i Wernyhora
Hop, siup, tra la la
Tutaj rządzi CeBeA

KURTYNA

 

AKT IV

BALLADA O POECIE Z MILANÓWKA

Portki z szelek popuszczając
Wlazł poeta, odę grając,
Orłu w rzyć. Wypróżnił godnie
Orzeł schludnie w wieszcza spodnie:
Dwa miazmaty, patriotyzm,
Świętość, zacny idiotyzm
Oraz złoty kluczyk z dziurką.

Postukując w rzyć dwururką,
Jak dwujajcem, miszczu zwinął
Orłu cześć. Orzeł wywinął
Orła w spodnie przez dwururkę,
Godnie zwiódł był wieszcza córkę,
Ciut nieślubną, ze dwie brzózki
Oraz stos pierogów ruskich.

W Milanówku zaśmierdziało
Krwią z patriotycznej Tutki,
Białą rękawiczką Tuska,
Oraz zdradą zdrajcy Ruska.
A wieść gminna smród poniosła
Wprost z dzikiego orłoosła
Hen, na pola, na moczary,
Poprzez góry, poprzez jary,
Do zmarwychwstańców zagrody.
Zgasła? Za dużo w niej wody.

 

CHÓR:

Kiedy już mu misja skiśnie
To utopi misję w Wiśle,
Albo wetknie ją – jak wiśnie –
W gąsior z gorzałeczką ściśle.

Gorzałeczką nasycona
Skisła misja aż się rwie
By wyzwolić – już natchniona –
Nowe misje choć ze dwie.

 

BALLADA O KLĘCZĄCYM PODKNUTKU

Paskudne jest życie Podknutka
I takie jakieś zepsute;
Wyziera mu z ócz ciemna nutka,
I straszą prezesy złym butem.
Uśmiechnąłby się nieboraczek,
Lecz uśmiech mu nie chce przyjść w gości –
Wysyła Podknutka pod krzaczek –
Zły uśmiech. I nie zna litości.
Pod krzaczkiem paskudny – brr – chłód,
I wyzysk jak jasna cholera,
I bieda, smród, nędza. A knut
Prezesa do rzyci przywiera.
Lecz choćby wydarzył się cud
I Pan Bóg by zalazł pod krzaczek,
Prezydent by śpiewał jak z nut:
– Ja żyć już nie umiem inaczej.

 

CHÓR:

Na jawie i we śnie
– ciut obleśnie –
PAD wyszukuje
ruchadełka leśne.
Karolina Wazelina
z Pimpusiem Sadełko
miłą jest odskocznią
jako ruchadełko.
Szafka z Sosny,
Dzika Foczka
I inne ruchadła,
to od losu
kwiat lotosu
z odrobioną sadła.

[Na scenę wtacza się Rafał Ziemkiewicz]

 

RAFAŁ:

Tu bon mocik, tam pacynka
I przylgnie smrodu drobinka.
Nic to, że gówienko z szamba
Ogólnego. Pan już sam dba,
Aby prysnąć prosty smrodek
Wprost pod prywatny wychodek.
CHÓR:
Z kanału nachalny nachał
Nałapał w pojemnik na kał
Troszeczkę koszer-geszeftu.
Pobladły szepnął – i szef tu?

KURTYNA

 

AKT V

BALLADA O GNIDACH

Żona Morpiona –
Dobrą zmianą karmiona –
Złożyła gnid tysiące:
Urządzają gnidzi koncert
W Podknutkowie.
Nikt się nie dowie,
Jakiego chowu są.
Zasnuły się gnidy mgłą,
Co spowija: tego z Pe–Er–Elu,
Który w słusznym celu
Do prezesa przyłączył sie,
Z tym, co celom gra na nosie.
Obojętnie w jakim są sosie –
Brunatnym? Czerwonym?
I tak jest Morpionem
Z natury. Nie – jak poniektóry,
Co wydał „Traktat o gnidach”,
O którym rzece żona Morpiona
(przygarniając go do łona):
Ohyda!

 

CHÓR:

Hop, siup, tra, la, la.
Tutaj rządzi CeBeA!

[Spod proscenium, a właściwie nie wiadomo skąd, wypełza]

 

KOBIETA WYPEŁZŁA:

Gdy świt powymiata już z kątów ostatni gasnący czyjś cień,
Za brudnym szynkwasem, wraz z chuci zakwasem, twój dzień
Wypełzać zaczyna. A wraz z nim wypełza Kobieta Wypełzła:
Królowa Koluszek – Meduzy z lornetą władczyni obmierzła.

Poety duch święty znad torów wyrzuca w otmęty twą duszę,
Bronioną jedynie przez stacji władczynię – Królową Koluszek.
To ona, poecie po secie natchnieniem w dytyramb dziś wpełza,
A w jutro przeniesie pogodną swą jesień, pomimo że dziś jest wypełzła.

Szacunkiem tak czystym, jak pół litra czystej – plus śledź
Obdarza Kobietę Wypełzłą kapelan, policjant i cieć.
Czy ptaszę swym trelem tka trele morele, czy igieł zła
Moc truje ziele, strażnicą Koluszek jest ona – Kobieta Wypełzła.

W Warszawę dziś strute smoleńskim mazutem, godzinkę przed „wu”,
Kobieta Wypełzła z Koluszek, wypełza z kanałów, z radosnym sru-tu.
Z bufetu już znika knajpiana muzyka – od Żoliborza po wieś;
Kobiecie Wypełzłej radosno-żałobny dytyramb, poeto, Ty nieś.

KURTYNA

 

EPILOG

Megalodon wychynął z głębin miocenu
wkurwiony na bezczelność bandy PiSuarów.
Zżeranie zaczął od tych z gumien Edenu,
co murem stanęli w gównach z pisuaru.
Atol zamarł, gdy żarłacz nie całkiem tongiński
na przekąskę se schwytał mikrego szulera,
co dyszkantem sepleniąc wołał: „Jam Kaczyński
i niejednego jeszcze zeżrę szwoleże…”
Głos jego zamarł w przedświątecznej wrzawie,
która nie jeden atol przekrzyczała.
Megalodon – nie całkiem jeszcze będący na jawie –
mruknął: „Nic tu po mnie, nie przetrawię wała”.

KURTYNA

22.12.2016
czwartek

Pusty talerz, pełny talerz

22 grudnia 2016, czwartek,

Kilka tygodni temu poszukiwaliśmy tradycyjnych polskich wartości. Ktoś wspomniał o tradycji pustego talerza przy wigilijnym stole. Taki pusty talerz miał znaczenie w czasach dorożek, pieszych i konnych pielgrzymek lub podróży, które się przedłużyły z powodu nieoczekiwanych problemów w drodze i w tej sytuacji spełniało się przykazanie lub obyczaj nakazujący ugoszczenie, nakarmienie wędrowca, który w zawiei czy zamieci zabłądził pod naszą strzechę. Na najbardziej rodzinnej kolacji w całym roku był przyjmowany jak domownik, jak oczekiwany gość, choć nikt nic o nim nie wiedział. Nadal mamy puste naczynie przy wigilijnym stole i zastanawiam się, czy dziś podjęlibyśmy przy tym stole nieznajomego, w ten wieczór pukającego do naszych drzwi? Nie wiem, czy samotny sąsiad/sąsiadka byłby mile widziany w ten wieczór. Nie mieszkamy już na odludziu, choć często odludkami jesteśmy. Czytaj całość »

17.12.2016
sobota

Bóg się rodzi, czyli Jezusa portret własny

17 grudnia 2016, sobota,

Znajdź różnice

rekonstrukcja-twarzy-jezusa-wykonana-przez-dr-richarda-neavea-bbc_jezus_sluszny

Po lewej: Rekonstrukcja twarzy Jezusa, wykonana przez antropologa sądowego dr. Richarda Neave’a, przy współpracy izraelskich archeologów. [(BBC)/Red Vision]. Jezus miał 150 cm wzrostu i ważył 50 kg. Jest to Jezus naukowo najściślej prawdopodobny – czyli po katolicku najściślej niesłuszny.

rekonstrukcja_jezus-sluszny_2

Po prawej: Jezus śliczny i bajeczny; niemożliwy i nieistniejący – czyli katolicki Jezus słuszny i prawdziwy. Niewątpliwie ma 185 cm wzrostu i wagę 75 kg. Tak, w głowach wyznawców, 2000 lat temu wyglądali żydowscy pasterze, cieśle, rybacy, celnicy. Jezus słuszny ma taką właściwość, że jest ich dwóch – co widać. Każdy widział też kolejnych Jezusów, których razem jest więcej niż Polaków. W samej tylko Polsce. Czytaj całość »

12.12.2016
poniedziałek

Jubileusz w stepach Eurazji

12 grudnia 2016, poniedziałek,

Jubileusze są bardzo ważne. Nawet 25-letnie, jak ten Radia Maryja, na który 3 grudnia 2016 r. zjechała cała wierchuszka: państwowa – z prezydentem na czele, partyjna – z całym zapleczem prezesa PiS i kościelna – z biskupami, szefami kilku polskich diecezji włącznie. Zastanawiające, czy na podobny jubileusz „Tygodnika Powszechnego” też aż tak znakomici goście by się zjechali? Retoryczne pytanie. Czytaj całość »