26.09.2016
poniedziałek

Spotlight — dziennikarskie wyzwanie

26 września 2016, poniedziałek,

Film ten jak duch przeleciał przez ekrany polskich kin i jak duch znikł. Ponieważ został on wyróżniony Oscarami, więc nasze media podały wstrzemięźliwą wzmiankę, że film ten opowiada o przypadkach pedofilii w Bostonie. Rzeczywiście media nie kłamią. Rzecz się dzieje w Bostonie. Grupa dziennikarzy gazety Boston Globe” z wielkim uporem i samozaparciem przeprowadziła śledztwo, odkrywając rzeczy wstrząsające. Czytaj całość »

21.09.2016
środa

Pamięciobójstwo

21 września 2016, środa,

Zabijanie pamięci o polskich Żydach zaczęło się w Warszawie następnego dnia po zabiciu pierwszych z nich. Żydów Warszawy ostatecznie zamknięto za murami w listopadzie 1940 roku. Domy, które pozostały po nich po aryjskiej stronie, zasiedlano od razu – możemy przeczytać w książce Elżbiety Janickiej „Festung Warschau. Raport z oblężonego miasta”. Zasiedlania miały charakter patriotycznego gestu, który zasiedlający pieczętowali wzniesioną w tym miejscu (najczęściej na podwórzu-studni wysiedlonej z Żydów kamienicy) kapliczką wotywną – ołtarzykiem z wizerunkiem Maryi-Królowej Polski. Wspólnota religijna obejmowała w posiadanie przestrzeń – odzyskaną na wyłączność. Dokonywała jednocześnie narodowej autoafirmacji. W dziele odnowienia i redefinicji granic grupy przynależność religijną czyniła kryterium przynależności narodowej – cytuje Janicka Martę Zielińską z jej książki „Kapliczki Warszawy”. Sakralizacja miejsca uzyskanego jako łup wojenny była równoczesnym egzorcyzmem odczyniającym to miejsce ze złych żydowskich mocy, jakie się nad miejscem tym – w imaginacji zasiedlających – unosiły. Czytaj całość »

19.09.2016
poniedziałek

Idzie nowe.

19 września 2016, poniedziałek,
Co idzie, jeszcze nie całkiem wiemy, ale jak przyjdzie – to się dowiemy. Wiemy natomiast, jak jest dziś: Jacek Kowalczyk, świetny autor bloga „Listy ateisty”, podjął decyzję, by zawiesić pisanie. Zawieszenie nie jest równoznaczne z całkowitym i na zawsze stąd wybyciem – należy się z tym jednak liczyć. Decyzja autora była dla wielu gości bloga czymś, co wstrząsa, co chce się odwrócić – czemu spora część z nas dała wyraz. Niewątpliwie dlatego, że Gospodarz prowadził go tak, że chce się, żeby robił to jeszcze i jeszcze. Ale – teraz – „jeszcze” nie będzie.
Mówiąc pierwsze słowa, poniekąd, w imieniu sporej grupy, która nie chciałaby się z Jackiem Kowalczykiem i blogiem „Listów ateisty” żegnać, dalej powiem od siebie, mniemając, że to co mówię, odzwierciedla myśl wielu z nas.
Głos ateistyczny, wolnomyślicielski, autentyczny – oparty na zasadach racjonalności i dowodów nauki, jest bardzo potrzebny w przestrzeni publicznej. Bez głosów różnych i wolnych, ograniczanych jedynie przez racje rozumu i przyzwoitości, jałowieją i zwyczajnie głupieją ludzkie umysły – i całe społeczności. Tracą ciekawość i tracą środki obrony siebie.
Nikt tu jednak nie ma nic oficjalnego do wykonania. Żadnego „ratujmy Ojczyznę”. Przeciwnie – każdy mówi, co chce, a mówiąc, sam się przedstawia. Jako ktoś, kto przyciąga, zaciekawia, wnosi więcej niż bierze, lub jako ktoś, kto sobą odbiera i  odpycha. A jeśli z tego, przy okazji, wyniknie co dobrego na tym wyższym poziomie – to i dobrze.
Jacek Kowalczyk stworzył taki blog, który jest dobrem publicznym. W mikroskali, rzecz jasna. Małe jest jednak piękne, co wyjaśniał Ernst Friedrich Schumacher w swojej książce, i co wyjaśnia sztuka, oraz bardzo mały, a wszystkomogący (almighty) – ateista-niesporczak (dla fachowców: tardigrada).
Żaden znany mi blog „Polityki” nie zebrał takiej konfiguracji osób interesujących, niebanalnych, mających duże rozeznanie w wielu sprawach oraz pogłębione widzenie rzeczy, które w dodatku miałyby niejaką przewagę nad działalnością złośników i trolli. Żaden też nie iskrzył tak żartem, ochotą na dyskusje oraz dowcipnie trafną wymianą rymowanek drobnych, aż po całkiem okazałe – co razem jest zupełną rzadkością. Wiele to mówi o wartości bloga. Sporo mówi liczba wejść, która należała do największych, a liczba wpisów łatwo sięgała tysiąca i więcej. Oraz swobodny śmiech, który się raz za razem na blogu rozlegał.
Jak każdy blog na którym odbywa się dyskusja, miał też cienie: jałowe spory, bezsensowne połajanki, mijanie się z faktami i prawdą oraz nawiedzenia przez nawiedzonych, frustratów i trolle.
Dalsze istnienie bloga zależy od tych, którzy chcą, by działał dalej – w zmodyfikowanej formule, jako pewien rodzaj kontynuacji, przenoszący „genius loci” do nowego formatu. Formuła, jaką udało się grupie inicjującej wymyślić i zaproponować, ma charakter obywatelski, zbiorowy i eksperymentalny: teksty wprowadzające będą pisane nie przez stale tę samą osobę, ale kilku autorów będzie zamieszczać swoje własne teksty, w kolejności ustalonej lub bardziej swobodnej. Autorzy ci to po prostu goście bloga – osoby, które ten blog cenią, mają coś ciekawego do powiedzenia i chcą nieco na wspólną rzecz podziałać. To powinien być blog obywatelski i swobodny, choć trzymający się jego przesłania: „Listy ateistów”. Autorzy nie są, nie muszą być zawodowymi dziennikarzami, choć z pewnością pisanie testów wymaga nieco umiejętności, trochę pracy i namysłu oraz szczypty odwagi. Niech teksty będą ciekawe, rozumne, inspirujące. W żadnym razie nudne. Niech mają też czasem jakąś humorystyczną nutę.
Jest już grupka kilku pierwszych, zadeklarowanych, autorów. Startujemy z pierwszymi tekstami. Oczekujemy zgłoszeń chętnych do pisania – różnorodność to wartość trudna do przecenienia. Uda się albo się nie uda, będzie ciekawie, albo nieciekawie – sami się przekonamy, działaniem, bądź zaniechaniem.
Zapraszamy do czytania!
Panie Jacku – serdeczne i wielkie podziękowania za blog! I proszę całkiem stąd nie znikać.

Tanaka

Radio_blog

 

Romantyzm plucia

Nasz naród jak lawa
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.

Wiara, którą Mickiewicz żywił w ten naród, ukryty pod plugawą skorupą, wracała wielokrotnie, czy to pod postacią chłopomanii, czy później wiodącego dziejową rolę robotnika z młotem i chłopa z sierpem, a wraz z PiS-em znów wrócił ten podskorupowy naród.

Każdy naród, każda społeczność składa się z różnych warstw, ale upraszczając można się ograniczyć do dwóch: elity i prostego ludu.

Co to jest ta zimna, twarda sucha i plugawa elita? Z narodu wyłania się pewna jego część, która dzięki swemu wykształceniu, wychowaniu, inteligencji i, najważniejsze, własną postawą i słowami promuje pewne wartości. Powinna być dla reszty narodu przewodnikiem moralnym, jak Stefan Żeromski czy Bolesław Prus, jak Bronisław Geremek, Władysław Bartoszewski czy Tadeusz Mazowiecki.

Dobrze funkcjonujące społeczeństwo powinno mniej lub bardziej kierować się przykładem i wskazówkami elity. Szkoła nie może funkcjonować, jeśli nauczycielska „elita” nie będzie miała autorytetu, jeśli będzie lekceważona przez uczniowski „lud”. W szpitalu o tym, jak leczyć czy operować ma decydować „elita” lekarska, a nie jakieś konsylium pacjentów.

Last but not least społeczeństwo demokratyczne nie przetrwa, jeśli lekceważy się sędziów, jeśli jakiś Jaki drwi sobie z wyroku, a niejaki Duda Andrzej kpi z praworządności ułaskawiając nieskazanego.

Niektórzy przedstawiciele owych elit nie są doskonali, jak to ludzie, popełniają błędy, bywają niemoralni. Nie znaczy to jednak, że należy całą elitę usunąć, wymienić na inną, bo elity nie tworzy jakiś jeden pan bucek z Nowogrodzkiej, ona się tworzy sama w powolnym procesie eliminując z siebie czarne owce.

To, co się obecnie dzieje w Polsce, to powtórka z rozrywki. Lud, owa ludzka magma, bez idei bez samoświadomości, zostaje poddany indoktrynacji przez zwyrodniałą część elit. Jest to czysty bolszewizm.

Lenin i większość bolszewików to byli ludzie wykształceni (poza bandziorem Stalinem), podobnie Kaczyński i jego świta to różni magistrzy, doktorzy czy profesorowie. Oczywiście są różnice; Lenin zauroczony wizjami Marksa postanowił po trupach stworzyć społeczeństwo, gdzie wszystkim będzie dobrze, a lew będzie leżał koło jagnięcia i też żarł trawę.

Sam lud bez leninowskiego uświadomienia nigdy by na taki pomysł nie wpadł.

Kaczyńskiemu też kołacze się w głowie idea „lepszej zmiany” na którą namówił „lud” pięćsetką, obnażając niecność PO zegarkiem Nowaka, ośmiorniczkami i trefnymi rozmowami na cmentarzu. Bolszewia Kaczyńskiego jest tylko parodią tej leninowskiej, jest komiczna, niemniej jest też groźna, bo niszczy autorytety. Kaczyński chce doprowadzić do tego, by na tym moralnym gruzowisku, gdzie nikt się z nikim nie liczy, został tylko on jako jedyny autorytet.

I zaczynamy widzieć efekty. Nazywanie Trybunału Konstytucyjnego grupą kolesi zaowocowało pobiciem w tramwaju profesora przez krewkiego przedstawiciela suwerena. Wypuszczenie dżina z butelki, albo po prostu otworzenie wrót i napuszczenie na elitę hordy, która dotychczas okupowała stadiony i tłukła się między sobą, namaszczenie tej hołoty na prawdziwych patriotów skrapianych na Jasnej Górze przez Kościół, maszerujących pod znakami ONR, ryczących „white power”, każących bogu ducha winnym Azjatkom spierdalać z Polski, oto ponury efekt działania szkodnika z Nowogrodzkiej.

Teraz rzeczywiście sto lat tego wewnętrznego ognia nie wyziębi, bo ubierany w mundury przez Antoniego Macierewicza naród poczuł swoją wartość, żadna elita nie będzie mu mówić co wypada, a co nie. Kiedyś źle zachowujący się młodzieniec, przeklinający spotykał się z powszechną dezaprobatą, potępieniem. Dziś nie tylko przeklina, ale może nawet dać w mordę i nikt mu nie naskoczy, bo przecież on patriota.

Lewy

30.08.2016
wtorek

I to by było na tyle

30 sierpnia 2016, wtorek,

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze mediaPo ponad sześciu latach pisania niniejszego bloga uznałem, że formuła się wyczerpała i postanowiłem zawiesić jego funkcjonowanie. Choć wokół „Listów ateisty” zgromadziło się grono interesujących i nietuzinkowych postaci, co owocowało ciekawymi wymianami zdań i opinii, a nawet niebanalną twórczością artystyczną w dziedzinie słowa, blog nie stał się (bo to jednak okazało się w polskich warunkach niemożliwe) enklawą ludzi krytycznie, ale i pozytywnie myślących, więc co i rusz popadał w uzależnienie od prostych emocji, zamieniał się w pole męczącej i żenującej młócki słownej, stawał się ofiarą nienawistników i obsesjonatów, którzy narzucali innym swój ton i swoje paranoje.

Zmęczyło mnie to już i zniechęciło. Zwłaszcza że opieka nad blogiem pochłaniała mi morze czasu, który potrafię wykorzystać w pożyteczniejszy dla mnie sposób, a przynajmniej tak mi się zdaje.

Zresztą, w sieci jest tyle miejsc, gdzie ci, którzy mają niepowstrzymaną potrzebę wywrzaskiwania swoich racji lub natrętnego powtarzania jednej myśli czy siania zwykłych kłamstw, mogą to robić bezkarnie i bez ograniczeń, że nie widzę potrzeby, by odbywało się to pod moim nazwiskiem, a więc i moim kosztem.

Pozytywnym efektem całej tej mojej pisaniny jest to, że przy okazji doprecyzowałem sam sobie własne poglądy, dowiedziałem się od innych wielu ciekawych rzeczy, poznałem rozmaite style myślenia (i niemyślenia), przykłady świetnej szermierki słownej i naprawdę nieprzeciętne intelektualnie sieciowe persony. I im zwłaszcza (choć nie tylko im) dziękuję za wkład w treści bloga (powstrzymuję się od wymieniania nicków, nie chcąc kogoś przegapić i będąc zarazem przekonany, że stali bywalcy i tak wiedzą, kogo mam na myśli). Pozytywne wydaje się też to, że pewne grono ludzi nawiązało ze sobą więcej niż sieciowe relacje i że pozostaną one żywe na dłużej bez mojego pośrednictwa, czego zainteresowanym życzę.

Oczywiście, rzeczywistość to coś, co nie znika, kiedy przestaje się o tym pisać, zatem:

do zobaczenia (lub poczytania) w innych okolicznościach przyrody!

Jacek Kowalczyk

PS

To nie jest prowokacja ani tym bardziej przejaw kokieterii. To decyzja wynikająca z wielu przesłanek (wymieniłem jedynie ich część) i podjęta po dłuższym namyśle. Wszystko ma swój kres, jak śpiewał Mieczysław Fogg.

18.08.2016
czwartek

Już wiadomo, dlaczego aukcja w Janowie nie była sukcesem

18 sierpnia 2016, czwartek,

Radio_aukcja

 

Jak donosi Radio Lepsza Nowina, minister Jurgiel ma tak złą prasę, że postanowił zdobyć przychylność chociażby ekologów i wydał okólnik skierowany do górali. Odwołując się do ich patriotyzmu lokalnego i ogólnokrajowego oraz wyczucia biznesowego, wskazał na istotny problem zanieczyszczenia górskich szlaków turystycznych odchodami owiec. Wzywa wszystkich prawdziwych polskich górali, by wzorem sprzątających po swoich psach mieszkańców miast (których górale goszczą licznie w okresie wakacyjnym) zaczęli zbierać ze szlaków owcze kupy w celu podniesienia walorów estetycznych turystyki i ogólnego komfortu miastowych gości. Czyste ścieżki z pewnością przełożą się na wzrost zakupu miejscowych serów — zapewnia minister.

Niemożliwe? Ale właściwie co ogranicza ministra Jurgiela?

31.07.2016
niedziela

Nowy sezon prezydenta

31 lipca 2016, niedziela,

Czas na wakacje! Szczyt zaliczony, wizyta prawie-że-prawdziwego-papieża takoż. Papiery podpisane. Czas odpocząć. Za parę dni okrągła pierwsza rocznica urzędowania. Nawet prezydent niezłomny i wszechaktywny (według zapowiedzi przynajmniej) musi chwilkę odsapnąć. Nie wypada mi być bardziej pracowitym od niego, więc dzisiaj tylko historia obrazkowa:

Radio_Duda_podpisyDuda_dlugopisDuda_narty

26.07.2016
wtorek

Radiosłuchacze pytają, więc odpowiadamy

26 lipca 2016, wtorek,

Natężenie absurdu rośnie jak samozachwyt premier Beaty Szydło. Widać, że ona i jej rządowe otoczenie czują się w swoich rolach dobrze, nawet coraz lepiej. Okrzepli. Wiedzą, że mogą powiedzieć cokolwiek, bo następnego dnia najwyżej powiedzą coś całkowicie innego i też będzie dobrze.

Mają zaplecze medialne, które ich wspiera (nawet jeśli czasem z niesmakiem). Mają zaplecze intelektualne w postaci profesorów i profesorek. Taki na przykład prof. Andrzej Nowak, pono wybitny znawca historii Rosji (nie mnie to oceniać). Może z racji właśnie swej specjalizacji okołorosyjskiej postanowił napisać bałwochwalczo-lizusowski list otwarty do ministra Macierewicza w sprawie tzw. apelu poległych w trakcie obchodów rocznice powstania warszawskiego. Jego wysiłek okazał się mało skuteczny (Macierewicz zdołał jednak coś wymóc na powstańcach), ale za to jego serwilistyczny adres do władcy pozostanie w pamięci. W Związku Radzieckim takie listy stanowiły jeden z nielicznych kanałów „porozumiewania się” inteligencji z władzą. Czasem coś się udało ugrać, czasem ocalić komuś życie… Czyżby prof. Nowak wyczuwał, że mamy podobną sytuację, że trzeba najpierw się ukorzyć, by potem wyrwać jakieś drobne ustępstwo ze strony władzy?

Na razie szczęście im sprzyja. Zatem bawmy się razem z nimi, kto wie, czy świat potrwa jeszcze dwa tygodnie?

Radio_Kempa

Radio_Blaszczak

Radio_autobiografia

15.07.2016
piątek

Błaszczak i Zalewska, czyli budowanie polskiej marki

15 lipca 2016, piątek,

Pani premier Szydło jest zachwycona: wreszcie imię Polski będzie błyszczało na scenie świata. A wystarczyła jedna, dobra inicjatywa. Można? Można. Nie ma „nie da się”. Minister Skarbu Państwa Dawid Jackiewicz podpisał list intencyjny z prezesami kilkunastu spółek z udziałem Skarbu Państwa w sprawie powołania instytucji pod nazwą Polska Fundacja Narodowa. 17 wielkich firm zrzuci się na budżet PFN – na razie mowa o ponad 100 mln zł rocznie (a potem się zobaczy). Czytaj całość »

14.07.2016
czwartek

Przyszło nowe. Kiedyś polegnie?

14 lipca 2016, czwartek,

Stara historia jest nudna, bo jest stara, nowo napisana historia jest ciekawa, bo jest nowa, czyli jeszcze nie wiemy, co się wydarzyło. Bo nie wystarczy nie wiedzieć, co się wydarzy. Tak mają wszyscy. A my mamy inaczej: dzięki nowej historii dowiadujemy się, co się wydarzyło, choćby nawet nie miało miejsca.

Tak samo jest z językiem. Stary trzeba zamienić na nowy, zmienić znaczenia słów, stworzyć nową mowę, czyli nowomowę. Dzięki niej można bełkotać bez ładu i składu albo gładko ględzić kręcąc się wokół kilku truizmów, co pozwala uniknąć konfrontacji z kimkolwiek, kto tej nowomowy nie używa. Można nie słyszeć tego, co zostało powiedziane, lub słyszeć coś, czego nikt nie powiedział. „Pana głos nic nie znaczy”, jak raczył zwrócić uwagę opozycyjnemu posłowi prokurator Piotrowicz podczas głosowania w komisji sejmowej.

Tak samo jest z władzą. Stara była nudna, bo już ją znaliśmy na wylot. Była przewidywalna, więc nieciekawa. Większość tych, którzy się pofatygowali do wyborów, chciała czegoś nowego. Nowe jest podniecające, lepsze od starego już przez samą swoją nowość. I przyszło nowe. I okazało się strasznie stare.

Radio_Zalewska

Radio_Macierewicz

1.07.2016
piątek

Minister Jaki się naraża

1 lipca 2016, piątek,

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki zaprezentował projekt, w myśl którego ludzie znęcający się nad zwierzętami, wykazujący się wobec nich szczególnym okrucieństwem, mogą podlegać karze bezwzględnego więzienia do 5 lat i wysokim grzywnom (do 100 tys. zł) przekazywanym na rzecz organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. Chce w ten sposób walczyć z bezkarnymi zwyrodnialcami, jak ich zgrabnie i z właściwym sobie wdziękiem nazwał. Czytaj całość »