Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

24.04.2017
poniedziałek

Schizofrenia, sny o końcu świata

24 kwietnia 2017, poniedziałek,

Wybrałem dla Was fragment książki „Duch nie spadł z nieba” Hoimara von Ditfurtha*. Myślę, że rozważania na temat schizofrenii mogą być pomocne w zrozumieniu przyczyn pojawiania się religijności i szaleństwa, jakie ogarnęło nasz kraj. Chciałem się podzielić z wami moja fascynacją, jaką od lat żywię dla Ditfurtha. Czytaj całość »

21.04.2017
piątek

Kult dziewictwa – mroczne dziedzictwo Augustyna

21 kwietnia 2017, piątek,

Zakaz refundowania metody in vitro z państwowej, czyli naszej, podatników, kasy. Tabletka „dzień po” na receptę. Trudności z realizacją recept na środki antykoncepcyjne z powodu tak zwanej klauzuli sumienia. Powtarzające się próby całkowitego zakazu aborcji. „Pani od edukacji seksualnej” w MEN, namaszczona przez „katolicki głos w naszym domu”. Planowana na maj akcja promocyjna watykańskiej ruletki, zapłacimy za nią circa 3 mln zł z naszych kieszeni, zwanej cynicznie „naturalnymi metodami” kontroli urodzin. Likwidacja standardów okołoporodowych. Zapowiedź zmuszania do rodzenia zdeformowanych płodów: żeby można je było ochrzcić. To najbardziej jaskrawe przykłady kolejnej ofensywy walki fanatyków Kościoła rzymskiego z ludzką seksualnością.

Tak się, niestety, złożyło, że tym razem polem najpoważniejszej bitwy religijnej w Europie jest nasz kraj. Awansowany do roli przedmurza obrony fobii, urazów i jawnej paranoi ludzi nieradzących sobie z własną seksualnością i z faktem ludzkiej seksualności. Wojna toczy się już około dwa tysiące lat. Po argumenty sięga do różnych źródeł, ale motywacja, choć w różnych maskach, pozostaje niezmienna. Pogarda i represjonowanie seksualności. Czytaj całość »

19.04.2017
środa

Mniej znane oblicza wiary

19 kwietnia 2017, środa,

Każdy chyba zna popularne porzekadło „wiara czyni cuda”, kojarzone na ogół wyłącznie z wiarą w Boga. Przynajmniej u mnie tak było, choć z tej wiary dawno się wyleczyłam mimo (a może właśnie z powodu) nachalnej indoktrynacji w dzieciństwie.

Do głębokiej refleksji na temat wiary zmusiły mnie późno, bo już po przekroczeniu czterdziestki, dopiero dwa krótkie zdania synka, wtedy może 10-letniego. Szczęśliwie zdarzyło się to już po odzyskaniu przeze mnie zdolności rozwoju; wcześniej nic bym pewnie nie zrozumiała. Moje dziecko, odkąd zaczęło mówić, miało zwyczaj pytać: mama, kochasz mnie? Za każdym razem zgodnie z prawdą zapewniałam, że oczywiście, że ponad wszystko i ze zdziwieniem rejestrowałam niedowierzanie w jego pięknych, wielkich oczkach. Aż raz po jednej z codziennych banalnych scysji mały wykrzyczał mi wzburzony: to nieprawda, ty mnie wcale nie kochasz! Ścięło mnie z nóg! Bez chwili wahania oddałabym dla niego życie, a on wątpi w moją miłość?! Dlaczego? Niedawne doświadczenie nauczyło mnie, że wystarczy zadać pytanie, otworzyć się wewnętrznie i czekać na odpowiedź, ktora zaraz z głębi duszy przychodzi. Tak było i tym razem. Wkrótce potem przy odrabianiu lekcji, kiedy długo odmawiłam synkowi pomocy w rozwiązaniu jakiegoś bardzo prostego zadania, rzucił mi się na szyję i wyszlochał: mama, jak ja się mogę uczyć, jeśli ty we mnie nie wierzysz? Czytaj całość »

16.04.2017
niedziela

Dwa jajka nieświeże. Trzecie wielkanocne

16 kwietnia 2017, niedziela,

W dniach ostatnich byliśmy świadkami (są tacy: Świadkowie Dni Ostatnich) dwóch spec-wydarzeń. Pierwsze: rocznica odejścia do Domu Pana Świętego Ojca Świętego – dnia 2 kwietnia roku pamiętnego. Drugie: rocznica, miesięcznica, tygodnica, dziennica i cyrylica odejścia na skutek upadku i zejścia. Tego co wiemy, ale nie powiemy, bo jak świat cały – śmiech i kpina i narodowa mina. Czytaj całość »

14.04.2017
piątek

Myślenie jako takie, czyli ewolucja potraktowana technicznie

14 kwietnia 2017, piątek,

Tylko chaos może być kreatywny. Wszelkie stany ustalone – jak sama nazwa wskazuje – są niezmienne. Do powstanie życia, konieczna jest niejednorodność środowiska, czyli istnienie obszarów o różnej jakości np. energetycznej, bowiem oferują one bodźce do działania w celu osiągnięcia korzyści. Z nieporządku zatem mogły powstać układy mające zdolność do podtrzymania, powielania i zmiany swego stanu. Pierwsze dwie cechy są dla istnienia życia konieczne, ale bazują na masowej reprodukcji i ewolucyjnym przystosowaniu do otoczenia. Trzecia cecha daje szansę zmiany otoczenia – jakościowo i/lub geograficznie, wymaga jednak bardziej skomplikowanych organizmów o zwiększonej mobilności i odporniejszych na różnorodne środowiska.

Takie organizmy wymagają oczywiście bardziej złożonych systemów sterowania. I tu nagle okazało się, że nadmiarowość mocy obliczeniowej sterownika pozwala kojarzyć fakty i wyciągać wnioski, czyli myśleć. Wyraz nagle jest adekwatny, bo organizmy myślące okazały się bezkonkurencyjne i w bardzo krótkim czasie zdominowały wszystko i wszystkich w dostępnej okolicy. Dotychczasowa równowaga ewolucyjna została zniszczona, a my mamy również problem z niekompatybilnością uniwersalnych, pierwotnych organizmów, jakimi ciągle jesteśmy, z nadmiarową częścią mózgu, która usiłuje zdominować skomplikowany, podstawowy sterownik, choć absolutnie się do tego nie nadaje.

To, że ciągle jeszcze istniejemy, zawdzięczamy niewielkiemu rozrzutowi parametrów; większe zmiany ewolucyjne prowadzą bowiem na ogół do samozniszczenia. Pierwotność naszych organizmów dominuje zatem większość populacji i większość naszych indywidualnych działań. Najważniejszym stanem jest strach, tym bardziej że nie należymy do najsilniejszych czy najszybszych istot. To dzięki niemu udaje nam się przeżyć, istotna jest więc pamięć zagrożeń. Stąd większość populacji charakteryzuje się dobrą pamięcią, ale gorszym „myśleniem”. Dlatego tak łatwo powstają i tak świetnie prosperują wszelkie organizacje hierarchiczne, jak korporacje, partie, religie, wojsko etc. Oferują na tyle stabilne warunki, że wystarczy raz nauczyć się instrukcji postępowania i wierzyć w karierę w dalekiej perspektywie. I zawsze obowiązuje zasada, dzięki której zdominowaliśmy świat: zasada łamania zasad. Jesteśmy jedynym gatunkiem, który masowo niszczy i zabija bez potrzeby.

„Myślenie” jest z jednej strony niebezpieczne, bo prowadzi do zaburzenia stanu ustalonego, które jest zawsze negatywnie oceniane przez większość społeczności. Z drugiej strony jest konieczne dla ewolucji, bo przecież może się okazać, że za najbliższym wzgórzem są jednak lepsze warunki. Losy „odkrywców” rzadko są godne pozazdroszczenia.

Jak większość organizmów, składamy się z uniwersalnych elementów. Te szczególnie istotne dla życia (serce, płuca, mózg itd.) wykazują się bardzo małym rozrzutem parametrów oraz pewną nadmiarowością (redundancją), np. u noworodka obumiera znaczna liczba komórek mózgowych. O tych ostatnich wiemy ciągle bardzo mało, a głównie to, że są one bardzo skomplikowane oraz że za „myślenie” odpowiedzialne są połączenia pomiędzy nimi.

Powstają one przez całe życie jako efekt wszelakiego uczenia się i poznawania, przy czym najważniejsze są najwcześniejsze lata, bo wtedy wdrażane są najtrwalsze, podstawowe schematy zachowań i reakcji. U każdego osobnika procesy te przebiegają specyficznie ze względu na środowisko (tak fizyczne, jak i mentalne) oraz jego właściwości percepcyjne, czyli efektywność zmysłów oraz agresywność popędów. Nie ma przy tym podstaw twierdzenie, że mózg noworodka jest różny zależnie od jego płci. Ponieważ jednak samica była (i jest) zdolna fizjologicznie wykarmić dziecko, pozostawała z nim w bezpiecznym schronieniu, a samiec uganiał się za pożywieniem dla wszystkich. Taka działalność wymaga większej inwencji, więc samce mają czasem, większą niż samice, możliwość „myślenia”. Niestety, najczęściej jest ona zdominowana przez instynkt „zdobywcy”, co objawia się przemocą domową, gwałtami, dyktatorstwem itd. Ale czasem pojawia się artysta i pozostawia naskalne rysunki scen myśliwskich.

Kolejnym ważnym stanem jest pęd do zachowania gatunku. Jest on bardzo silny i bardzo istotny, zatem nic dziwnego, że człowiek go na przeróżne sposoby, nierzadko pokrętnie, wykorzystuje. Jednym z największych „przekrętów” jest konsekwencja celibatu u katolików, wprowadzonego oczywiście dla zysku. By złagodzić jego skutki, kk wmawia od wieków światu, że seks to zło. Dla równowagi propaguje pijaństwo i wszelkiego rodzaju przemoc, ze szczególną gloryfikacją śmierci na krzyżu, który podobno wielbi.

Jednym z najistotniejszych kroków ewolucyjnych było niewątpliwie powstanie mowy. Upowszechnienie informacji przyczyniło się do szalonego rozwoju cywilizacyjnego – tak w pozytywnym, jak i  w negatywnym znaczeniu, równie prężnie rozwija się bowiem dezinformacja, czyli kłamstwo. Ze wzrostem liczby ludzi na świecie coraz trudniej zmusić większość do pracy na rzecz mniejszości. Kiedyś wystarczyła sprawność fizyczna, później wymyślono „błękitną krew”, dziś konieczne są paragrafy. Tworzymy więc wielopiętrowe struktury bezsensownych karier podlane różnymi wersjami szczęśliwości po pracy czy wręcz po śmierci. W społeczeństwach bardziej postępowych wmawiamy masom, że najważniejsza jest praca. W tych bardziej zacofanych, wystarcza jakiś bóg. I zawsze okazuje się, że wymyślone reguły nie obowiązują ich twórców.

Z informacją wiąże się nasz największy problem: nie mamy pojęcia, ani jakim cudem, ani po co żyjemy. Owszem, przy okazji folgowania popędom badamy otoczenie i nas samych, aliści głównie pod kątem zwiększenia zysków. Na potrzeby nauczania tworzymy zaś teorie równie dziś prawdziwe, jak kiedyś płaskość Ziemi. Brak pomysłu na całość zagadnienia powoduje, że wszelkie badania prowadzimy „na ślepo”, czyli sprawdzamy, czy kolejna zmiana parametrów doświadczenia daje jakiś pożądany efekt. Jak się uda, to wymyślamy jakąś teorię. Biorąc pod uwagę znaczne efekty tych badań, możemy wyobrazić sobie ogromny postęp, gdyby wykonywać je celowo z nakładem sił i środków, które dziś łożymy np. na zbrojenia czy kosmetyki. Jak dotychczas tylko kilka państw przeprowadziło nieco centralnych badań podstawowych. Bardzo krótko, choć efekty były obiecujące. W tym kontekście ciekawie wypada porównanie zarobków naukowców i aktorów czy piłkarzy.

Jesteśmy bardzo skomplikowanymi organizmami z niezwykle sprawnymi mechanizmami ochronnymi i naprawczymi. Jednocześnie nasze wyposażenie sensoryczne jest ograniczone do stosunkowo wąskiego spektrum kilku parametrów fizycznych, które to bodźce odbieramy głównie w najbliższym otoczeniu. Jest to kolejny spadek po praprzodkach, których świat kończył się w odległości rzutu kamieniem. Wiemy przy tym, że ewolucyjnie stajemy się coraz słabsi i mniej myślący, bowiem tacy z nas są najbardziej płodni. I choć brzmi to brutalnie, każdy wielki konflikt poprawia sytuację, ponieważ na front trafiają głównie oni. I właśnie dzięki temu, ma kto odbudować świat. Tak przynajmniej bywało.

Na szczęście nasz mózg ma jeszcze dużo rezerw, które systematycznie wykorzystujemy, usiłując sprostać coraz większej ilości informacji trafiającej do nas w coraz krótszym czasie. By temu podołać, musimy coraz więcej i coraz dłużej się uczyć oraz wymyślać coraz bardziej skomplikowane pomoce. Najpierw były to urządzenia poprawiające naszą kondycję fizyczną, potem poprawiające nasze zmysły i dodające nam nowych, aż doszliśmy do urządzeń wspomagających nas w przetwarzaniu informacji, a stąd wydaje się coraz bliżej do maszyn „myślących”.

Postępujący na świecie wzrost popularności religii jest równie gwałtowny jak wzrost wiedzy. Optymistycznym wyjaśnieniem byłoby twierdzenie, iż nie nadąża nauczanie. Bardziej chyba prawdziwa jest jednak obawa, że średnia „intelektualność” nie zmienia się dostatecznie szybko, by oprzeć się nieuniknionym próbom zapanowania nad masami wypróbowanym od dawna wykorzystaniem strachu, np. przed obcymi. Tak jak zwiększa się dystans pomiędzy bogatymi i biednymi, tak rośnie też przepaść pomiędzy coraz mniej licznymi „myślącymi” i coraz liczniejszą resztą. Wystarczy wspomnieć permanentne narzekania na niezrozumiałe instrukcje. Pasuje do powyższego zachowanie obecnie rządzących (nie tylko w Polsce), które wygląda jak zemsta prostaków na tej resztce inteligentniejszych, która jeszcze nie wymarła lub nie wyjechała.

Na koniec jedna z możliwych definicji: optymiści twierdzą, że czasy, w których żyjemy, są najlepsze z możliwych. Pesymiści obawiają się, że to prawda.

Qba

10.04.2017
poniedziałek

Prawak, lewak – dwa bratanki

10 kwietnia 2017, poniedziałek,

Zdarza mi się zabłądzić na portale prawicowe. Nie szukam ich celowo. Po co miałabym, skoro nie są skierowane do mnie? Ale gdy już zabłądzę, zerkam na treść. Zwyczajnie, z ciekawości. Nie chcę poruszać kwestii języka nienawiści. Nie sądzę, bym potrafiła powiedzieć coś odkrywczego na ten temat. Oczywiście, przykro się czyta, ale też uważam, że w tej dziedzinie i prawica, i lewica idą już łeb w łeb. Kilka dni temu widziałam na Facebooku zdjęcie Antoniego Macierewicza jedzącego pączka. Nikt w takiej sytuacji nie wygląda elegancko, cel publikacji mógł być tylko jeden, co potwierdziły komentarze pod zdjęciem. Macierewicza można nie lubić i nie tolerować jako polityka i ministra, ale na litość, ten człowiek tylko jadł pączka. Czytaj całość »

7.04.2017
piątek

Duchowość ateisty

7 kwietnia 2017, piątek,

Co to jest ta duchowość? I dlaczego przypisują ją sobie ludzie wierzący, a odmawiają jej ateistom? Czym różni się inteligentna maszyna, która wygrała w szachy z człowiekiem, od tego człowieka? Zakładamy, że nie ma ona duchowości. Duchowość (spiritualite) to cały zestaw owych modalności (stanów ducha) jak: zachwyt, miłość, zauroczenie, rozkosz, miłość, erotyzm, marzenie; jak i te negatywne jak: lęk, nienawiść, zazdrość, niechęć, nuda, czyli wszystkie te stany, których nie obejmuje intelekt. Są one zmienne płynne, zarówno u poszczególnego człowieka, jak też zmieniają się historycznie; inne są obecnie, a inaczej były wyrażane kiedyś.

Człowiek dzieli się swymi nastrojami z innymi ludźmi, to co subiektywne pragnie wyrazić w jakiś intersubiektywny sposób (artyści), z nadzieją uzyskania obiektywności. Rodzą się metafory, mity, religie (pretendujące do obiektywności) ujmujące w interpersonalne ramy subiektywne odczucia poszczególnych jednostek. Konstruuje się wehikuł, który ma być wspólnym mianownikiem subiektywnych odczuć. Ta w początkowej fazie żywa konstrukcja w miarę upływu czasu kostnieje, wynaturza się, wręcz zmienia się w instytucję opresyjną, arogancką. Czytaj całość »

3.04.2017
poniedziałek

Normalna szerokość? Dwa końskie zady

3 kwietnia 2017, poniedziałek,

Kamień na kamieniu, na kamieniu kamień, a na tym kamieniu jeszcze jeden kamień. Spróbuj ułożyć wieżę z kamieni o nieregularnym kształcie. Układając jeden na drugim dojdziesz do ośmiu–dziesięciu. Będą stały przez chwilę, potem dmuchnie wiatr lub wyląduje na nich ptak i… po wieży. Czy istnieje związek między wysokością wieży a posiadanymi umiejętnościami? Czytaj całość »

31.03.2017
piątek

Teatrzyk pod Anumlikiem na 1 kwietnia

31 marca 2017, piątek,

Teatrzyk pod Anumlikiem

ma zaszczyt przedstawić komedię liryczną

MOHEROWY PILOS MARIANNY

PROLOG

Zarżało o świcie i poniosły się echa po błoniach,
gdy frygijski moher Marianny w rozbrykanego zmienił się konia.
Wichry się przetoczyły przez tysiące lat w amfiladach,
połamane skrzydła huzarów ugrzęzły w stu barykadach,
Polska zapłonęła płomieniem z serc płomieniście płonących,
a walc z sąsiedniego zaułka wirował
w cichej uliczce wiecznie wschodzącego słońca.

Walc moherowej Marianny

W Na Rogu Cafe podają też mielone;
szczególnie smakują nam one w antrakcie.
Prowadzi się tam rozmowy nieskończone:
o pannach na popołudniowej huśtawce.

W Na Rogu Cafe czas w kąciku przystanął;
podziwia, biedaczek, kapelusz Marianny,
co dziarsko się rozstała z czasem, który minął,
nim wrzuciła moher frygijski do wanny.

Wyznania miłosne zepchnęła do katakumb,
wyuzdanym rżeniem po nierównej walce.
Lato już. Opuszczona przez pismaków,
rozbrykanego walca wciąż tańczy w woalce.

CHÓR:

Walczyk na cztery ręce – w czas trudny.
Walczyk, spiralnie łączny – paskudny.
Walczyk, poznawczo obłudny i nudny:
bezgwiezdny, bezludny, bezładny i żmudny;
walczyk z zaułka w Na Rogu Cafe.

KURTYNA

AKT I

Piknik w kruchcie ateistów

 Londyńczyki, sztokholmczyki oraz inne Lajonele
we Warszawie urządziły se przestanek przy kościele.
Kościół ciut jest niepobożny, przewiewny ateistycznie;
kiełkują w nim myśli zdrożne, niepoprawne politycznie.
Dyrdymały oraz wzniosłe dytyramby „na cześć pieśni”,
wplatają się do gorzały, wyplątując treści z pleśni.
A to musną piórka muskiem, a to z liścia walną młotem,
czasem łeb ozdobią piuskiem, czasem zrobią idiotę
z idola, co nieopatrznie w świątynię kacerzów wdepnie,
choć wołowymi litery napis lśni – „szef cię wyciepnie!”.
Szef, niewidoczny w kościele, w fartuszku Łukasińskiego,
(czasem bywa idylliczny, czasem humoru jest psiego),
wyciepuje poza kruchtę, bez żadnego zmiłowania,
profesora oraz kuchtę, gdy się w kacerz przyiwania.
Niedomknięte rozpoznania domykają ateiści
koźlęciną, którą zgrabnie owijają w angstu liścik.
Całość – smacznie upieczoną – garnirują Jamna ćciną.
Tak im czas pobożnie mija, nad niedomknięcia głębiną.

[Marianna we frygijskim moherze czyni honory domu oczekując gości]

Gość pierwszy, co za rogiem zakupił bukiecik,
minę miał prosto z Marsa; pożar mogła wzniecić.
Grzebieniem szylkretowym przygładził makówkę,
a z rączek charme scałował. Rzucił: orzechówkę!

Gość drugi wdzięk zostawił damie, sobie spleen.
Nim usiadł, w szafkę zajrzał pytając: Gdzie gin?
Spleen gasił bowiem tylko tym, co na jałowcu.
Marianna czule: chlej L’Air du Temps, światowcu.

Trzeci gość, od progu wołając: klin klinem!
gąsiorek przytargał z bzu pędzonym winem.
Słowik słodko zakląskał, dziczki wonią ziały,
a stolik przy serwantce lśnił przeczuciem chwały.

Mariannie z wolnej woli róść zaczęły pęta
oplatając jej nóżki, pętając rączęta.
Sił ostatkiem, w kieliszki trunki nalewając,
szepnęła: kurki w zrazach czy w buraczkach zając?

KURTYNA

AKT II

CHÓR:
Nie francuska, nie kreolska
tylko nasza – czysto polska

Moherowa Marianna!

Stos barykad? Republika?
Nam od wieków w kraju fika

Moherowa Marianna!

Nam przyświeca pontyfikat
tańczącej dla nas walczyka

Moherowej Marianny!

[głos ciecia z zaułka W Na rogu Cafe]:

Szła Marianna raz pijanna prowadził ją stróż,
cała morda zarzyganna, a w kieszeni nóż!

CHÓR:
Marianno, Marianno,
tyś gwiazdą nam poranną!
Gdy śpiewasz nam i rżysz,
nawet bez wódki smutki – kysz!

STRÓŻ:
Gdybyż mi ta Marianna pachniała tuberozą,
pojechałbym ci do niej wraz z moherową kozą.
Grzałbym Marianny smutek – subtelny jak toni woń,
krajzegą bym jej wyciął sny wieńczące skroń.
Sąsiada, cicho bym smażył na barbecue fajerce,
w klawisze klawikordu całe bym włożył serce,
aż wstałby dzień: pobladły jak rzyć w zwiędłej kapuście.
Myślą z Marianną jestem; biedny jak ciul w zapuście.

KURTYNA

AKT III

[zza kulis wyłaniają się miazmaty międzygalaktyczne]

MIAZMAT PIERWSZY:
Bozon Higgsa zlazł z trzepaka,
towarzyszy mu pokraka
przyuczona przez Mariannę,
by pilnował cukru. Manną
sofistyczną wyćwiczony
zna sposoby na Bozony.
Podduszony wraz z biskupem,
Bozon Higgsa włazi w dupę
świętojebliwej personie.
Kto usiądzie na Bozonie:
łgarstwo, czy prawdy czar zły?
Heisenberg już szczerzy kły,
wypuszczając między spacje
dwie kwantowe fluktuacje.
Pierwsza zwisła na trzepaku,
druga kwili pośród szpaków:
Jam świadectwa jest ostoja!
Druga w zwisie: Paranoja!

CHÓR:
Tako rzecze Zaratustra!
spin do spina krzyknął z lustra.
Bozon Higgsa kręci mordą
nad nowiutką hemoroidą.
Trochę z Nietzsche, trochę z Weil
do butelki Kleina wlej,
przypraw odrobiną piwa:
Wyjdzie zwykła Gaussa krzywa.
Całość zapiecz z kasztanami.
Podaj krojąc jak salami.

MIAZMAT DRUGI:
Usiadł święty Backup cichcem na ramocie.
Nie mogąc jej upilnować, piłować jął ciocię.
Z piłowania coś dobrego przywarło do cioci;
święty Backup na fanpejdżu cioteczkę wygrzmocił.
Śpiewa ciocia głosem słodkim w fejdżu antyfonę:
Grzmoć mnie świętym swym orężem, zastąpię ci żonę.

CHÓR
Na odwieczerz na odwietrznej
szukał prawdy ostatecznej.
Znalazł. Głosić jej nie może,
gdyż go pochłonęło morze
razem z prawdą. Morał taki:
Szukasz prawdy, szoruj w krzaki
(niczym Mojżesz) tamaryszku.
Dziesięć prawd wyniesiesz w pysku.

MIAZMAT TRZECI:
Małpiszon w majtkach Pitagorasa
za ciasteczkami hasa.
Chciałaby w modelach mnogości
topos ugościć.
Topos to dureń i leń, a w nilpotencji
się kręci.
Całkę przygruchał w przestrzeni Banacha,
skalar uchachał.
Z ciał zespolonych wykroił cienie
Na podpierścienie.
Topos spod cookies wylazł ot, kajtek.
A małpa? Znów bez majtek.

CHÓR:
Odszpuntowała Marianna beczkę Weizenbiera,
Mangel an Gefährten
mocno jej doskwiera,
więc nie bacząc na dobre galaktyk zwyczaje
sprawdza komu rozum spod kiecki wystaje.

ROZUM:
Wała, jak Polska cała!

KURTYNA

AKT IV

[w patriotyczne widzenie wkrada się liryczne objawienie]

LIRYCZNE OBJAWIENIE:
Cycata Marianna
z le coq w panoplii,
gdy Francji nie widzi
śpi z rózgami liktorii.

CHÓR:
Lech z Marianną cicho bieży
na spacerek krótki.
Zaczyn chce zaczerpnąć z dzieży
(z Mancią, na wyprzódki).
Lecz nim zakwas się uleży
Mancia – siejąc rutki,
oczkiem strzygąc jak należy,
dziegeć leje z tutki.
Lech, z wysoka mrzonki mrzeży
z Wawelu w wygódki.
W jedności z duchem pacierzy
napijmy się wódki.

LIRYCZNE OBJAWIENIE:
Mantyka z Mantykorą zmieniły się głowami,
z powłoki jednej została pogrzebowa pozłotka;
choć lśniła – tak jak dawniej – uroczymi cętkami,
to z Mantykory umknęła gdzieś złośliwa kotka.
A Mantyka – choć nieźle była obsmyczona –
miast sterczeć jak drewno wpisane do kołka,
każdego chłopa brała w swe wątłe ramiona
i nacieszywszy chuć swoją, zmieniała w aniołka.
A co na to pan Freud? – spytała Marianna –
dając upust snom swoim, niedośnionym w pośpiechu:
Freud podrzucił w jaźń Mani trochę – ot, garstkę – zielska;
Mandragorą je zowią. Groźna jest. Nie dla śmiechu.

CHÓR:
Ma Marianna cacko z dziurką
słodkie jak dno po „co nie co”.
Odpoczywając pod chmurką
kusi. Co kusi? Bóg wie co.

KURTYNA

EPILOG

[w formie litycznego przesłania Moherowej Mariannie]

Skradłem panią nocą z wystawy;
przez pomyłkę tam panią wstawiono.
Obok dzbanka, stałaś pani, do kawy,
z miną cokolwiek znudzoną.

Takie stanie, proszę pani, nie dla pani:
za wystawą źle, jak wszystko, urządzoną.
Wiem, że świat twój, moja pani, jest do bani,
lecz do wczoraj byłaś pani czyjąś żoną.

Obok dzbanka na wystawie stał flakonik
L’Air du Temps-em do połowy wypełniony,
na biegunach się kołysał kary konik,
kres podróży twej był, pani, niespełniony.

Czy dla pani, proszę pani, jeszcze znaczą
słowa, gestem wpół oddechu niekończone?
Albo takie, które mając moc żebraczą,
otwierają tylko nocą twe ramiona?

Słów tych skradnę ja dla pani dwa tysiące:
każde będzie zdobną pałką twej korony,
każde będzie drwiące, lśniące i płonące.
Lecz swój czas, masz już o pani, odmierzony.

KURTYNA

ANUMLIK

[spod kurtyny]

A Marianna szła pijana,
prowadził ją stróż,
tuberoza w skroń wplątana,
choć w kieszeni nóż!

29.03.2017
środa

Mózg – rakieta trójczłonowa

29 marca 2017, środa,

Nasz daleki praszczur żyjący w oceanie stworzył pierwszy człon tej rakiety, który u nas dalej funkcjonuje jako pień mózgu (truncus celebri). Jest on odpowiedzialny za funkcje wegetatywne: oddychanie, temperaturę ciała, ilość cukru w krwi, pracę serca itp. Każde uszkodzenie tego członu mózgu prowadzi do śmierci.

Na tej podstawowej warstwie mózgu zaczęła powoli narastać nowa warstwa mózgu, drugi człon rakiety, to w naszym mózgu międzymózgowie (diencephalon). Po co? Takich pytań nie należy zadawać przyrodzie. Po prostu grając w klocki ewolucja przypadkowo wymyśliła organ, który pomagał jego posiadaczom lepiej funkcjonować w skomplikowanym świecie, mieć przewagę nad zadowalającymi się posiadaniem tylko pnia mózgu robakom, stułbiom i innym pisowcom. Czytaj całość »